SYLWIA JEDLAK

 

<<Polakom ciągle jeszcze Kolumbia kojarzy się dość stereotypowo. Dlatego dużo rzadziej wybierają ją jako kierunek swoich podróży niż inne dalekie kraje. W ten sposób jednak tracą szansę na to, aby przekonać się, jak bardzo błędne są powszechnie powtarzane opinie o tym południowoamerykańskim państwie. Tylko ten, kto odwiedzi pachnącą kawą kolumbijską ziemię, na której rozbrzmiewają rytmy salsy, wznoszą się kolorowe miasta z zabytkami architektury kolonialnej i żyją otwarci, serdeczni ludzie, pozna prawdę. Nie wierzmy więc powtarzanym często stereotypom, nie bójmy się poznać rzeczywistości i z ufnością ruszajmy odkrywać urzekającą Kolumbię! >>

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

 

Spoglądając do atlasu, bardzo szybko zauważymy, że państwo to posiada niezwykle strategiczne położenie geograficzne. Znajduje się w centralnym punkcie obu Ameryk, co czyni je interesującym przede wszystkim dla inwestorów. Ale nie tylko, bowiem kraj ten stanowi również prawdziwy raj dla turystów…

Ja już wiem, że Kolumbia to kraina moich marzeń. Na stałe zagościła w moim sercu. Chciałabym więc podzielić się tym uczuciem z innymi miłośnikami podróży i zaprosić Was do tego najbardziej niesamowitego miejsca na ziemi!

 

Świat w miniaturze

Kolumbia to jedyny kraj Ameryki Południowej posiadający granice nad wodami obydwu oceanów: Spokojnego (1448 km) i Atlantyckiego (1760 km), co przekłada się w praktyce na 3208 km przepięknych plaż, dostępnych przez 365 dni w roku. Linia brzegowa jest niezmiernie zróżnicowana. Wybrzeże Atlantyku (Morza Karaibskiego) pokrywa biały piasek i otacza ciepłe lazurowe morze, o którym zwykło się mówić, że mieni się siedmioma różnymi odcieniami niebieskiego. Plaże nad Oceanem Spokojnym cieszą się z kolei popularnością wśród miłośników surfingu. Dzika przyroda nadaje im rys niezdobytej przez nikogo krainy.

  FOT. PROEXPORT COLOMBIA

W tej części Ameryki znajdziemy również trzy łańcuchy Andów – Kordylierę Zachodnią, Kordylierę Środkową i Kordylierę Wschodnią, a w górach malownicze miasteczka zagubione wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów. Urzekną nas w nich niezwykli, sympatyczni mieszkańcy, tradycyjna kuchnia i rękodzieło artystyczne.

Ponad połowę obszaru kraju porastają wiecznie zielone lasy tropikalne i rozległa sawanna. Tylko tutaj można naprawdę odpocząć od cywilizacji i poczuć jedność z naturą. Poza tym w granicach Kolumbii odkryjemy też pustynie, wulkany i najdłuższą rzekę świata – Amazonkę.

Pod względem ludności państwo to przedstawia się niezwykle barwnie. Mieszka w nim ok. 90 różnych społeczności indiańskich, posiadających własne języki, stroje i kulturę, jakże różniącą się od zachodniej.

Jednocześnie na terytorium kraju powstały ogromne miasta (Bogota, Medellín, Cali, Cartagena de Indias i Barranquilla), gdzie nowoczesność łączy się z historią, a zabytki sięgają czasów hiszpańskiej kolonii. Znajduje się tu także największe na świecie Muzeum Złota (Museo del Oro del Banco de la República w kolumbijskiej stolicy).

Kolumbijczycy mówią, że ich ojczyzna posiada najlepsze położenie geograficzne na ziemi. Z tego stwierdzenia narodziła się jedna ze słynnych reklam Kolumbii. Bez wątpienia doskonale obrazuje ona, czego można oczekiwać po wizycie w tym fascynującym kraju: Jeśli chcesz poznać Karaiby, wybierz się na Kubę lub Dominikanę. Jeśli chcesz poznać Ocean Spokojny, wybierz się do Chile. Jeśli chcesz poznać Andy, wybierz się do Ekwadoru. Jeśli chcesz poznać amazońską puszczę, wybierz się do Brazylii. Jeśli chcesz poznać kultury prekolumbijskie, wybierz się do Meksyku lub Peru. Ale jeśli chcesz zobaczyć to wszystko razem, wybierz się do Kolumbii.

 

Pogoda dla każdego

Kiedy myślimy o kraju równikowym, pierwsze skojarzenia na temat panującego w nim klimatu, jakie przychodzą nam do głowy, to silne słońce, tropikalne deszcze i wręcz nieziemski upał. Kolumbia, mimo swojego równikowego położenia, jest jednak wyjątkowa. Niezmiernie wysokie pasma Andów wpływają na dość duże zróżnicowanie warunków klimatycznych. Możemy więc wygrzewać się na karaibskich plażach chłodzeni morską bryzą, ale także wspinać się po ośnieżonych górskich szczytach. Podczas podziwiania zachodu słońca nad brzegiem oceanu w Narodowym Parku Naturalnym Tayrona (Parque Nacional Natural Tayrona) za plecami będziemy mieć pokryte wiecznym śniegiem góry Sierra Nevada de Santa Marta, a w dość bliskiej odległości – pustynny krajobraz półwyspu Guajira.

Ta różnorodność klimatu Kolumbii sprzyja występowaniu ogromnego bogactwa flory i fauny (w tym największej liczby gatunków ptaków na świecie, jaką można spotkać tylko w jednym kraju). Temperatura powietrza jest tutaj stała przez cały rok i bardzo przewidywalna, bowiem zależy przede wszystkim od wysokości nad poziomem morza. Nie wyróżnia się zatem czterech pór roku, jak w Europie, a jedynie dwie: deszczową i suchą. Pierwsza z nich, czyli tzw. kolumbijska zima (invierno), trwa od kwietnia do czerwca i od sierpnia do listopada. Przez resztę roku panuje pora sucha, czyli tutejsze lato (verano). O szczególnym zróżnicowaniu Kolumbii pod względem klimatu świadczy fakt, że wydziela się tutaj 4 piętra klimatyczne: gorące, umiarkowane, chłodne i zimne. Dzięki temu, podróżując po tym kraju, na własnej skórze możemy odczuć każdy typ pogody, jaki spotkamy na kuli ziemskiej.

 

Dla gości

Kolumbia posiada dobrze rozwiniętą i nowoczesną bazę hotelową. Każdy na pewno znajdzie tu idealne miejsce dla siebie. Lubiący komfortowy wypoczynek z dala od gwaru tłumów turystów powinni wybrać eleganckie, klimatyczne hotele butikowe na bardzo wysokim poziomie, z zaledwie kilkoma (maksymalnie kilkudziesięcioma) luksusowymi pokojami i apartamentami oraz dyskretną obsługą.

FOT. PROEXPORT COLOMBIA

 

Dla wielbicieli bliższego kontaktu z lokalną kulturą i przyrodą powstały ośrodki z indiańskimi chatami na palach z bezpośrednim dostępem do plaży i zniewalającym widokiem na jedną z najpiękniejszych zatok świata, komfortowymi domkami w całości wykonanymi z bambusa (łącznie z meblami), romantyczne kawowe hacjendy w zacisznych miejscach, andyjskie klasztory przekształcone w ekskluzywne hotele czy też drewniane kwatery na 40-metrowych drzewach w amazońskiej puszczy. Ci, którzy przywykli do europejskich standardów, mogą skorzystać natomiast z 5-gwiazdkowych resortów światowych sieci.

 

Kolumbijskie cuda

Ten południowoamerykański kraj pozostaje ciągle jeszcze nieodkrytym przez podróżników regionem. Zupełnie niezasłużenie, ponieważ znajduje się w nim wiele niesamowitych miejsc, których nie zobaczymy nigdzie indziej na świecie.

Przez góry Serranía de la Macarena na kolumbijskiej sawannie przepływa rzeka Caño Cristales, o której mówi się, że potrafi przybrać aż pięć różnych kolorów (niebieski, czerwony, zielony, żółty i czarny). Przez wielu uważana jest za najpiękniejszą na ziemi. Wybrańcy mogą odwiedzić świętą wioskę Indian Kogui (inne nazwy Kagaba lub Kogi) w paśmie Sierra Nevada de Santa Marta. Jej mieszkańcy żyją na trudno dostępnym terenie i bronią się przed wpływem zachodniej cywilizacji. Przykładają dużą wagę do życia w zgodzie z naturą i kultywowania swoich wierzeń. Na rzece Magdalenie natomiast znajduje się inna zapomniana ludzka siedziba – miasto Mompox. O jego losie zadecydowało przesunięcie się koryta rzecznego. Do XIX w. rozwijało się ono dzięki szlakowi transportowemu na Magdalenie. Gdy rzeka zmieniła swój główny bieg, miasto straciło na znaczeniu. Dzięki temu kolonialne Mompox zachowało się w doskonałym stanie, w takim, w jakim znane było w XIX stuleciu. Do archipelagu San Bernardo na Morzu Karaibskim należy za to najgęściej zaludniona wyspa świata – Santa Cruz del Islote (ma powierzchnię 0,01 km² i żyje na niej aż 1250 osób!). Jej mieszkańcy mówią, że śpią tak blisko siebie, że śnią o tym samym. Aby powiększyć powierzchnię lądu, wyrzuca się tu na brzeg ogromne muszle. Niedaleko Nuquí w departamencie Chocó, w samym sercu puszczy nad Pacyfikiem, można wykąpać się w wodach źródeł termalnych i naturalnych basenach. Między lipcem a październikiem w oddali da się zaobserwować 18-metrowe wieloryby wyłaniające się z oceanu. Miłośników przygód zachwyci wyprawa nad jezioro Guatavita, położone malowniczo w górach o godzinę drogi od stołecznej Bogoty. Żyjący w okolicy Indianie mieli zwyczaj składania w ofierze darów ze złota i klejnotów, które wrzucał do wody ich wódz (kacyk – cacique) pokryty wcześniej złotym pyłem. Te obrzędy dały początek słynnej legendzie o El Dorado (od hiszpańskiego el hombre dorado – złoty człowiek), mitycznej krainie złota. Przez wiele lat kolejni poszukiwacze skarbów próbowali wydobyć cenne przedmioty z dna jeziora. Obecnie obowiązuje zakaz przeszukiwania tego akwenu. Rajem dla wielbicieli kawy będzie za to rejon kawowy Eje Cafetero, który obejmuje departamenty Caldas, Risaralda i Quindío. W tradycyjnych hacjendach można się tutaj napić świeżo palonej kolumbijskiej kawy. Jej smak jest niepowtarzalny, najlepszy na świecie!  

 

Pomysły na wyjazdy firmowe

Ze względu na swoją wyjątkowość i egzotykę, Kolumbia stanowi doskonały kierunek podróży motywacyjnych (incentive trips) i wyjazdów integracyjnych dla firm. Dzięki dużej różnorodności poszczególnych regionów kraju istnieje możliwość zorganizowania wycieczek tematycznych, koncentrujących się wokół takich haseł, jak przemysł kawowy, regionalna kuchnia, tańce latynoamerykańskie, świat Indian, wydobywanie złota i szmaragdów czy sporty ekstremalne. Ofertę warto wzbogacić o typowo lokalne atrakcje, np. degustacje kawy, kursy kolumbijskiej salsy, lekcje języka hiszpańskiego, zajęcia z gotowania z szefami kuchni, poznawanie pracy na plantacji czy tradycyjne połowy ryb na Karaibach.  

 

Bezpiecznie jak w domu

Bezpieczeństwo to temat najczęściej poruszany przez osoby zainteresowane podróżą do tej części Ameryki. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ tutejsza sytuacja polityczna budzi niepokój Polaków, do których docierają pojawiające się w polskich mediach sensacyjne wiadomości na temat Kolumbii. Trudno natomiast natrafić w naszej telewizji na rzetelne programy o pięknie jej przyrody, wspaniałych plażach (ta w Narodowym Parku Naturalnym Tayrona znajduje się w pierwszej dziesiątce najpiękniejszych plaż świata według rankingu National Geographic), nowoczesnych miastach, niezmiernie interesujących muzeach, rozwijającej się prężnie turystyce, kolumbijskich pisarzach, rzeźbiarzach czy malarzach. To wszystko stanowi jednak właśnie o uroku i niezwykłości tego wspaniałego kraju. Niesamowicie zróżnicowana Kolumbia potrafi rozkochać każdego, kto porzuci obawy i przekroczy jej granice, i jest doskonale przygotowana na przyjęcie zagranicznych turystów.

Ogromna większość Kolumbijczyków to otwarci, uczciwi, weseli i sympatyczni ludzie, niezwykle gościnni, chętni do pomocy, którzy ciężko pracują i którym leży na sercu jak najlepszy wizerunek ich ojczyzny. Wielu Europejczyków słyszało historie o podrzucaniu kokainy do bagażu osobom opuszczającym Kolumbię. Obecnie takie sytuacje zdarzają się niezmiernie rzadko. Jeśli jednak obawiamy się, że może nas to spotkać, wystarczy, że będziemy przestrzegać kilku zasad. Nie zgadzajmy się na przewiezienie do Europy paczek od nieznajomych, pakujmy osobiście swój bagaż przed powrotem do domu i miejmy go na lotnisku zawsze na oku. Przy zachowaniu takich środków ostrożności oraz po wybraniu sprawdzonego, wiarygodnego biura podróży możemy być pewni, że pobyt w tym kraju okaże się cudownym, niezapomnianym i pozytywnym doświadczeniem. A my sami zrozumiemy wtedy, co kryje się pod hasłem kolumbijskiej kampanii promującej turystykę, które brzmi Colombia, el riesgo es que te quieras quedar, co oznacza Kolumbia, ryzyko jest takie, że będziesz chciał zostać.

 

JAK DOTRZEĆ DO KOLUMBII?

Od kilku lat kolumbijska stolica – Bogota – posiada dobre i korzystne cenowo połączenia lotnicze z Europą i Stanami Zjednoczonymi. Turyści z Polski dolecą do niej m.in. Lufthansą z wielu polskich międzynarodowych portów lotniczych (np. Warszawy, Gdańska, Katowic, Poznania czy Wrocławia) z przesiadką we Frankfurcie, Iberią z Warszawy lub Berlina przez Madryt , Air France z Warszawy lub Berlina z międzylądowaniem w Paryżu, narodową linią lotniczą Kolumbii – Aviancą – z Madrytu, do którego można dostać się bez problemu z naszego kraju, lub holenderskim KLM-em – wówczas czeka nas lot via Amsterdam i wyspa Aruba. Dla posiadaczy wizy amerykańskiej istnieje ekonomiczna możliwość dotarcia do tego południowoamerykańskiego państwa przez Stany Zjednoczone (z przesiadką w Nowym Jorku, Miami lub Houston).

 


 

Artykuły wybrane losowo

Belize – etniczna mozaika

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

<< Na niewielkim skrawku lądu leżącym na popularnym półwyspie Jukatan nad Morzem Karaibskim odnajdziemy zupełnie inny świat, nie przypominający tętniących typowo latynoamerykańskimi rytmami swoich sąsiadów – Meksyku i Gwatemali. Tu poczujemy klimat Karaibów – spotkamy na ulicy sobowtórów Boba Marleya, będziemy bawić się do białego rana w klubach reggae na koralowych wysepkach, odkryjemy tajemniczą kulturę Garifuna i zapomniane przez wszystkich ruiny Majów. To, co fascynuje w tym kraju podróżników, to przede wszystkim różnorodność kulturowa i wielość grup etnicznych, które funkcjonują obok siebie w zgodzie na tak małej przestrzeni. Poza tym znajdziemy tutaj dziewicze tereny, parki narodowe i rezerwaty oraz wybrzeże strzegące największych skarbów podwodnego królestwa. >>

W rodzinie państw Ameryki Środkowej Belize jest niczym mała zbuntowana siostra, która na przekór rodzeństwu postanowiła urządzić wszystko po swojemu. Toteż na swoje majańskie ziemie zaprosiła wygnany z Małych Antyli lud Garifuna, sprowadziła kontraktowych robotników z Chin i Indii, aby na końcu zwołać do wspólnego stołu holenderskich amiszów. Te skolonizowane przez Wielką Brytanię tereny, nazywane od 1862 r. Hondurasem Brytyjskim, stanowiły jedyną brytyjską kolonię w tej części Ameryki. Ostatecznie niepodległość kraj uzyskał we wrześniu 1981 r., kiedy to stał się monarchią konstytucyjną należącą do Wspólnoty Narodów (The Commonwealth). Funkcję języka urzędowego pełni angielski, a z belizeńskich dolarów (BZD) do dziś spogląda na nas młode oblicze królowej Elżbiety II w towarzystwie ryb, skorupiaków, tukana i tapira.

Więcej…

Chiny – z przeszłości w przyszłość

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

<< Chiny są jednym z najciekawszych rejonów w Azji. W Pekinie, Hongkongu czy Szanghaju wspomnienie dawnej świetności cesarstwa ustępuje miejsca współczesnemu rozwojowi gospodarczemu. W ten sposób historia zatacza koło i Państwo Środka jak przed laty znów jawi się jako licząca się w świecie potęga handlowa. >

 FOT. WIKIPEDIA.COM/CHENSYUAN

Chińska Republika Ludowa, rządzona od 1949 r. przez Komunistyczną Partię Chin, stanowi trzeci pod względem powierzchni (ok. 9,6 mln km²) i pierwszy pod względem liczby ludności (prawie 1,4 mld) kraj na ziemi. To jednak tylko suche fakty, które nie wystarczą nam, aby zrozumieć Chiny i ich mieszkańców. Pomoże nam w tym natomiast odrobina historii.

Pióropusze sztucznych ogni rozświetliły niebo nad Portem Wiktorii w Hongkongu, gdzie Brytyjczycy panowali przez ostatnie 150 lat. W centrum konferencyjnym zasiedli przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej: następca tronu książę Karol, premier Tony Blair i gubernator Hongkongu Chris Patten. Delegacja Chin na czele z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Jiang Zeminem i premierem Li Pengiem z trudem ukrywała radość. Wkrótce 509 żołnierzy chińskiej armii przekroczyło granicę lądową między Państwem Środka i Hongkongiem. 1 lipca 1997 r. to jedno z najbogatszych miast na ziemi wróciło w ręce Chińczyków. Tego dnia Chiny ostatecznie zamknęły wstydliwy rozdział podległości wobec Zachodu i rozpoczęły marsz ku świetlanej przyszłości.

Więcej…

Japońska droga do doskonałości

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

<< O Japonii marzyłem już od dziecka. Zaczęło się od japońskiej kreskówki „Dragon Ball” (powstałej na podstawie mangi Akiry Toriyamy), którą oglądałem na kanale telewizyjnym RTL 7. Z pewnością zresztą nie tylko ja nie mogłem się zawsze doczekać godziny 15.00, kiedy to emitowano kolejny odcinek. Gdy myślę o tym wspomnieniu, wydaje mi się całkiem zabawne, że fascynacja często zaczyna się od tak prostych przyjemności, które zaszczepiają w umyśle dziecka pozytywne skojarzenia. >>

 

Góra Fudżi i pagoda Chureito z 1963 r. znajdująca się koło jeziora Kawaguchi

©© FUJIYOSHIDA CITY/JNTO

 

Ten serial animowany zainspirował mnie do zmiany, zacząłem chcieć ciągle się rozwijać. Jego bohaterzy przez setki odcinków ćwiczyli, trenowali, walczyli z najeźdźcami z wszechświata i bronili naszej planety. Być może brzmi to mało oryginalnie, ale właśnie ta chęć nieustannego uczenia się, aby stale zwyciężać, nadała nowy sens mojemu życiu. Oczywiście, nie miałem w planach obrony świata, ale ciągłe stawanie się lepszą wersją siebie. Znakomicie oddaje to japońska praktyka ustawicznego doskonalenia się – kaizen (kai oznacza „zmiany”, a zen– „dobro”, „dobry”).

Kiedy byłem dzieckiem, nie do końca rozumiałem moją fascynację, ale szybko zapisałem się na treningi karate. Na zajęciach w lekkim rozkroku wyprowadzałem ciosy, licząc w języku japońskim (ichi, ni, san, shi…). Czułem dumę płynącą z tego, że wprowadzałem kulturę Japonii w swoje życie. Im więcej czytałem o Kraju Kwitnącej Wiśni, jego mieszkańcach, ich zwyczajach i kulcie pracy, tym bardziej byłem nim zafascynowany. Zrozumiałem, że nie będę mógł spać spokojnie, jeżeli w końcu się tam nie wybiorę. Zajęło mi to 17 lat. W tym czasie stosowałem na co dzień zasady kaizen, polegające na stawianiu małych kroków i nieustannym rozwoju.

 

 

SZUKANIE PASJI

W 14. roku życia zainteresowałem się sportem, który stał się moją prawdziwą pasją. Wcześniej próbowałem swoich sił w lekkiej atletyce, karate, piłce nożnej, kick-boxingu czy akrobatyce, żeby ciągle doskonalić się w nowych dziedzinach i dorównać bohaterom z uwielbianego przeze mnie japońskiego serialu. Pewnego dnia po raz pierwszy zobaczyłem na wodzie kitesurferów, którzy skakali na wysokość nawet 6 m w górę i po prostu wsiąkłem. Nie byłem – niestety – najbardziej utalentowany i opanowanie nowej dyscypliny sportowej zajęło mi prawie pół roku. Jednak systematycznie ćwiczyłem w domu na drążku, oglądałem filmy na komputerze, uczyłem się każdej ewolucji – najpierw rozpisywałem ją sobie na kartce krok po kroku, potem wykonywałem na sucho, a na sam koniec powtarzałem do skutku na wodzie. Po dwóch latach zostałem wicemistrzem Polski, potem siedmiokrotnym mistrzem Polski, zdobywcą pucharów Azji i Europy. W drodze do tych zwycięstw właściwie nieświadomie korzystałem z podstawowych zasad japońskiego kaizen, które mówią, że jeśli chce się osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie, nie wolno stawiać sobie nierealnych celów, mogących osłabiać motywację. Jeżeli pragnie się coś zmienić, trzeba zacząć od małych kroków, ale posuwać się do przodu systematycznie i konsekwentnie.

W ten sposób docieramy do finału tej historii. Przez 17 lat marzyłem o tym, żeby pojechać do Japonii i sprawdzić, czy rzeczywistość sprosta moim oczekiwaniom. Byłem tak zafascynowany kulturą tego kraju, że jej elementy starałem się wprowadzać w swoje życie, więc gdy nadarzyła się okazja, aby osobiście odwiedzić ojczyznę Japończyków, odczuwałem pewnego rodzaju przerażenie. Obawiałem się, że stworzyłem sobie w głowie zbyt wyidealizowany obraz Japonii albo zupełnie błędny. Jednak podobno do odważnych świat należy. Nie mogłem dłużej czekać i wyruszyłem w podróż.

 


Osaka Aquarium Kaiyukan – jedno z największych publicznych akwariów na świecie

©© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

SPEŁNIENIE MARZEŃ

Wreszcie nadszedł upragniony dzień, o którym marzyłem od wielu lat. W końcu wsiadłem do samolotu lecącego do Tokio. Byłem tak podekscytowany, że nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. Już na pokładzie nasłuchiwałem, czy ktoś obok nie mówi po japońsku. W głowie mnożyłem pomysły, co będę robić w trakcie pobytu w Japonii. Wiedziałem, że nie będzie czasu na sen. Minuty pozostałe do lądowania przeciągały się w nieskończoność. Wreszcie w głośniku nad głową usłyszałem komunikat: Boarding crew, prepare for landing.

Gdy tylko opuściłem samolot, złapałem mój plecak i wybiegłem z lotniska. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w mieście. Wcale nie przeszkadzało mi, że leje deszcz, woda sięga po kostki, dookoła jeżdżą samochody ochlapujące chodniki, a ja nie mam nawet parasola, który stanowi tak ważne akcesorium w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wiedziałem, że to będzie mój wyjazd. Najzabawniejsze jest to, że do tej pory przeleciałem już cały świat, mieszkałem w Australii i Azji, ale Japonia była tym miejscem, na które cały czas nie czułem się gotowy. Miałem pewność, że tej podróży nie mogę potraktować jak zwykłej wyprawy turystyczno-sportowej, musiała być czymś wyjątkowym.

 

OSOBLIWE MIASTO

Miałem 7 dni i 21 zadań do wykonania, więc czekało mnie spore wyzwanie. Zacząłem od stołecznego Tokio, noszącego do 1868 r. nazwę Edo. To właśnie tu można pracować w zawodzie jedynym w swoim rodzaju – jako oshiya („upychacz”) w białych rękawiczkach dopychać ludzi do wagonów w metrze. Nie mogłem sobie odpuścić okazji do podróżowania w godzinach szczytu po jednym z najbardziej zaludnionych miast na świecie. Zaskoczyło mnie jednak to, że pomimo gigantycznych tłumów na stacjach wszędzie panuje porządek. Ludzie stają w równych kolejkach na wyznaczonych pasach, czekają cierpliwie, gdy inni opuszczają wagon. Wbrew pozorom w tym ścisku można się swobodnie obracać. Czułem się, jakbym odwiedzał inny świat. Choć mam buntowniczą naturę, sam zacząłem poruszać się grzecznie według strzałek umieszczonych na peronie.

Jednak ze względu na niesprzyjającą pogodę na początku mojego pobytu w Japonii i fakt, że przemokła mi każda para butów, jeden dzień spędziłem w rejonie położonym wokół stacji Akihabara w tokijskiej dzielnicy Chiyoda. Uchodzi on za znaczące centrum elektroniki, dlatego też nazywa się go często Elektrycznym Miastem Akihabara. W stojących tu budynkach znajdują się liczne automaty do gier, przy których Japończycy potrafią stać godzinami. Niesamowitym doświadczeniem było obserwowanie graczy. Aby dojść do takiego poziomu zaawansowania, musieli spędzać na grze całe dnie, kibicując sobie nawzajem, rywalizując ze sobą i ciągle się rozwijając.

 

DWIE RÓŻNE STOLICE

Tokio to przede wszystkim nowoczesne miasto biznesu i handlu. Kult pracy i konsumpcjonizmu jest w nim widoczny na każdym kroku. Na ulicach spotyka się Japończyków w garniturach i z teczką w ręku udających się do firm, żeby później móc wydawać pieniądze, na co zapragną. To miejsce przypominało mi Londyn, który też pędzi i bywa wypełniony ludźmi. Kiedy zaspokoiłem pierwszą ciekawość, postanowiłem wyruszyć ze stolicy Japonii w podróż do magicznego Kioto. Jego zabytki wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To naprawdę fascynujące miejsce. Zwiedzałem je wypożyczonym rowerem. W trakcie swojej wizyty odwiedziłem słynny Złoty Pawilon (Kinkaku-ji), spałem w prawdziwym japońskim ryokanie (zajeździe) z 400-letnią tradycją i widziałem gejsze, czyli kobiety, które mają za zadanie bawić gości rozmową i występami artystycznymi. Trudno pomylić je z kimś innym – noszą tradycyjne stroje, włosy układają w misterne koki, a twarze malują na biało. Są specjalistkami od ceremonii parzenia herbaty, zwanej po japońsku chanoyu. Ma ona długą tradycję, a przeprowadza się ją według ściśle określonych zasad obejmujących także zachowanie gości. Napój przygotowany ze sproszkowanej zielonej herbaty (matchy), wymieszany specjalną bambusową miotełką (chasen), pije się z małych czarek powoli, w skupieniu, aby nie burzyć panującego nastroju.

                Obecnie 1,5-milionowe Kioto, dawna stolica Japonii i siedziba cesarza (od 794 do 1868 r.), związane jest też z kulturą samurajów. Kierowali się oni niepisanym kodeksem etycznym bushidō(określenie tłumaczy się jako droga wojownika). Stosowali w życiu reguły podobne do zasad kaizen. Skupiali się na samodoskonaleniu pod względem zarówno fizycznym, jak i duchowym. Do wartości, jakie cenili, należały m.in. lojalność, wierność, skromność, dobroć, współczucie, uprzejmość, prawdomówność, odwaga, wytrwałość w walce i honor, które są bliskie także i mnie.

 

Uroczysta ceremonia przyrządzania herbaty w specjalnym pawilonie w ogrodzie

©© SHIZUOKA CITY/JNT

 

CIAŁO I DUSZA

Japonia jest niezmiernie ciekawa nie tylko ze względu na mnóstwo atrakcji turystycznych. W tych najbardziej obleganych miejscach trudno poznać jej prawdziwe oblicze właśnie z powodu tłumów, a naprawdę warto to uczynić, bo Kraj Kwitnącej Wiśni potrafi zachwycić swoim pięknem. Można w nim przeżyć doświadczenia, które poruszają najwrażliwsze struny duszy.

Ja jestem jednak przede wszystkim sportowcem i uważam, że nic tak nie rozwija i nie relaksuje jak dobry trening. Podczas moich podróży koncentruje się głównie na turystyce aktywnej. Dlatego też zamierzam w tym roku wrócić na Wyspy Japońskie, aby u ich wybrzeży uprawiać kitesurfing. Kiedy brałem udział w Pucharze Azji, spotkałem się z mistrzem Japonii w tej dyscyplinie, pochodzącym z Osaki Hironobu Nakano, z którym walczyłem w finale. Polubiliśmy się i zaproponował mi, żebym odwiedził go na wyspie Okinawa (kolebce karate), gdzie obecnie mieszka i trenuje.

W Kraju Kwitnącej Wiśni większą popularnością niż kitesurfing cieszy się jednak surfing. Ta dyscyplina sportowa, podobnie jak karate, zadebiutuje na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich, które w 2020 r. odbędą się w Tokio. Zawodnicy będą walczyć ze sobą na falach Oceanu Spokojnego w rejonie plaży Shidashita w prefekturze Chiba. Mieszkańcy stolicy Japonii najczęściej surfują w regionie Shōnan, Kanagawie (części Jokohamy) i właśnie Chibie. Poza tym amatorzy pływania na desce odwiedzają także Okinawę, Sikoku i Kiusiu (np. Miyazaki). Na półwyspie Izu, usytuowanym na zachód od Tokio, w rejonie plaży Shirahama w miejscowości Shimoda uprawia się również wind- i kitesurfing. Na początku marca woda jest jeszcze zimna, ale w piance, butach i rękawiczkach da się spokojnie wytrzymać cały dzień. W tym okresie w górach zwykle leży jeszcze śnieg, więc podczas wyjazdu można połączyć różne rodzaje aktywności: jazdę na nartach czy snowboardzie ze sportami wodnymi. Najlepsza pogoda panuje w maju, czerwcu i listopadzie. Latem na plaże – niestety – ściągają tłumy ludzi.

Japonia jest też znakomitym miejscem na wyprawy rowerowe. Sami Japończycy często korzystają z jednośladów, więc kierowcy są przyzwyczajeni do obecności rowerzystów na drogach, poza tym starają się jeździć według przepisów. Co ciekawe, na trasach istnieją tu nawet specjalne tunele przeznaczone dla cyklistów. Poza tym w Kraju Kwitnącej Wiśni można także uprawiać kolarstwo górskie. Na wyspie Honsiu idealnie nadaje się do tego górzysty obszar prefektury Nagano. W tej części Japonii znajduje się również popularny ośrodek sportów zimowych Hakuba z kompleksem skoczni narciarskich. Do Nagano przyjeżdża się też na wyprawy trekkingowe i wspinaczkowe. Krajobrazy Alp Japońskich (z najwyższym szczytem Kita – 3193 m n.p.m.) są naprawdę wspaniałe, co sprawia, że takie wycieczki stają się niezapomnianym przeżyciem. Po aktywnie spędzonym dniu można tutaj odpocząć w onsenach – gorących źródłach zamienionych w łaźnie publiczne. Z kąpieli w wodach termalnych chętnie korzystają nawet makaki japońskie, które spotyka się w położonym na wysokości ok. 850 m n.p.m. Parku Małp Jigokudani (Jigokudani Yaen-koen).

W najbliższym czasie zamierzam także złożyć wizytę naszej rodaczce Patrycji Yamaguchi na półwyspie Izu. Ona i jej mąż mieszkają w Shimodzie. Razem prowadzą firmę turystyczną Ryoko. Od kwietnia do listopada uczą tu surfingu, poza tym organizują wyprawy w góry, rowerowe i narciarskie. W ofercie mają również programy podróży w głąb duszy – połączenie turystyki z pobytami w klasztorach i ośrodkach medycyny naturalnej. Dla polskich korporacji przygotowywali też wyjazdy o tematyce kaizen i filozofii perfekcji. W malowniczej okolicy Izu chcę uprawiać surfing. Mam także nadzieję, że wspólnie z Patrycją wybierzemy się na rowerach na najwyższy szczyt Kraju Kwitnącej Wiśni – górę Fudżi (3776 m n.p.m.).

Oprócz tego z naszym rodakiem Michałem Grzybowskim z GMTravel – Japonia.travel planuję znów zwiedzać pełne atrakcji Tokio oraz jego okolice. Poza tym pragnę z nim wziąć udział m.in. w ceremonii parzenia herbaty, pokazie sztuki walki mieczem samurajskim (kataną), wycieczce kulinarnej połączonej z degustacją tradycyjnych japońskich potraw, porannym treningu zawodników sumo czy wreszcie kolacji z gejszą. Jego licencjonowane biuro podróży z polskojęzycznymi przewodnikami znajduje się w okręgu specjalnym Shinjuku, który słynie z licznych drapaczy chmur. Wśród nich warto wymienić choćby charakterystyczny wieżowiec zwany Mode Gakuen Cocoon Tower (o wysokości 204 m) czy Tokyo Metropolitan Government Building (242,9 m). W tym ostatnim budynku, będącym siedzibą tokijskich władz, usytuowane są dwa tarasy widokowe dostępne bezpłatnie (po jednym na każdej z dwu wież). Mieszczą się one na 45. piętrze, na wysokości 202 m, i rozciąga się z nich zapierająca dech w piersiach panorama japońskiej metropolii. Dzielnica Shinjuku kojarzy się również z pięknym parkiem – Shinjuku Gyoen. Na wiosnę Japończycy zbierają się w nim, aby podziwiać kwitnące drzewa wiśniowe (sakura). Ten tradycyjny zwyczaj ma nawet swoją nazwę – hanami. Ciekawe miejsce stanowi również obszar Arakichō, niegdyś dystrykt gejszy. Dziś znajdują się tutaj chętnie odwiedzane restauracje, knajpki i bary typu izakaya.

Zresztą kto wie, może uda mi się zobaczyć więcej niż zaplanowałem. W Japonii jest przecież jeszcze m.in. malownicza miejscowość Hakone nad jeziorem Ashi, wspaniałe, zabytkowe kompleksy świątynne w Nikkō czy leżące nad Morzem Japońskim miasto Kanazawa z pięknie odrestaurowanym zamkiem. Za skarb tego ostatniego uchodzi czarujący prywatny ogród założony w latach 20. XVII stulecia – Kenroku-en (jeden z Trzech Wielkich Ogrodów Japonii, obok Kōraku-en w Okayamie i Kairaku-en w Mito). Przed wyjazdem do Kraju Kwitnącej Wiśni warto też wiedzieć, że od 4 stycznia 2018 r. można w nim oprowadzać turystów bez licencji, ale zajmować się turystyką, nawet przyjazdową, bez takich uprawnień już nie wolno.

Kocham Japonię i chciałbym ją poznać z każdej możliwej strony. Myślę, że moja kolejna wizyta, którą chcę spędzić na zwiedzaniu i uprawianiu sportu w połączeniu z doskonaleniem zasad kaizen, będzie prawdziwą podróżą w głąb siebie.

 

Wydanie Wiosna 2018