JERZY PAWLETA

 

Choć nie należy do największych państw Afryki, pod względem powierzchni nie może się z nim równać żaden europejski kraj oprócz Rosji (ma aż ponad 800 tys. km²). Turystów przyciąga szczególnie jego stolica – Maputo, gdzie powstały budynki zaprojektowane przez francuskiego inżyniera Gustawa Eiffla – znanego na całym świecie twórcy obiektów z żelaza i stali. Popularnością cieszy się też nieduża wyspa Mozambik, położona na Oceanie Indyjskim, na której portugalski żeglarz Vasco da Gama zbudował fortecę. Jeśli będziemy jednak postrzegać ten kraj jedynie przez pryzmat związków z Europejczykami, popełnimy duży błąd. Jego prawdziwa dusza jest na wskroś afrykańska, a wyczuć ją możemy wśród drewnianych nadmorskich chat pokrytych słomianymi dachami i w twarzach uśmiechniętych mozambickich kobiet ubranych w niezmiernie kolorowe stroje. Warto więc zdobyć się na odrobinę odwagi, aby poznać prawdziwy Mozambik.

 FOT. BENGUERRA LODGE

Od kilkunastu lat kraj ten, przez długi okres targany konfliktami, zaczyna budować swoją nową przyszłość. Dlatego też ludzie, dla których pasją życia stała się Afryka, powinni koniecznie odwiedzić również ten jej region. Przemierzając go, odkryjemy nie tylko ślady jego bogatej historii nierozłącznie związanej z wyprawami portugalskich odkrywców. Na własne oczy zobaczymy także, jak odradza się pełen życia naród...   

Do rozciągniętego wzdłuż Oceanu Indyjskiego Mozambiku najprościej dotrzeć na dwa sposoby: od południa przez RPA oraz od północy przez Tanzanię. Do wyboru mamy jeszcze jedną możliwość – lot do Maputo, stolicy kraju, jednak ze względu na cenę biletu jest to zdecydowanie najdroższa wersja (ok. 4,5–5 tys. zł). Ciekawym rozwiązaniem może być natomiast dojazd z południowoafrykańskiego Johannesburga wynajętym samochodem z napędem na cztery koła.

 

Maputo – rewolucyjny postkolonializm

Ja dotarłem do stolicy Mozambiku z sąsiedniego Suazi typowym afrykańskim środkiem transportu, czyli dość starym minibusem zapakowanym do granic wytrzymałości. Zamieszkałem w klimatycznym Fatima’s Place przy Av. Mao Tse Tung (15 minut piechotą do nabrzeża i centrum miasta) – miejscu popularnym wśród backpackersów, czyli osób podróżujących indywidualnie z plecakiem. Noc w pokoju 1-osobowym z prywatną łazienką kosztuje tu 1250 MZN (ok. 150 zł; 1 metical to ok. 12 polskich groszy). Otrzymałem też mapkę z zaznaczonymi atrakcjami, barami z muzyką na żywo, bankomatami oraz rejonami, których zdecydowanie należy unikać. W toalecie powieszono kartkę z ostrzeżeniem: Nie zabieraj na miasto noża, policja na pewno ci go skonfiskuje!

Czas ruszyć na zwiedzanie, aby zobaczyć, co w rewolucyjnym Mozambiku pozostało z czasów kolonialnych. Udało mi się odnaleźć kilka perełek, a wśród nich białą, strzelistą, jakby kubistyczną Catedral Metropolitana de Nossa Senhora da Conceição (Katedrę Metropolitalną Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia) oraz budynki Ratusza (przy Praça da Independência) i Centro Cultural Franco-Moçambicano (Centrum Kultury Francusko-Mozambickiej). Ten ostatni charakteryzuje się finezyjnym połączeniem kolonializmu i współczesności ze znakomitym wykorzystaniem koloru w przestrzeni urbanistycznej. W niedalekim Museu Nacional de Arte (Narodowym Muzeum Sztuki) przy Av. Ho Chi Minh (wstęp za darmo, ale mile widziane datki na utrzymanie placówki) otrzymuję zaproszenie na wernisaż, który ma odbyć się następnego dnia. Samo muzeum zawiera wiele interesujących przykładów afrykańskiej sztuki współczesnej, od malarstwa po rzeźbę, w tym dzieła sławnego mozambickiego artysty – Malangatany Ngwenya (1936–2011).

Idąc dalej w dół w stronę nabrzeża, trafiam na otwartą mimo późnej pory Fortecę (Fortaleza de Maputo). Prezentuje się imponująco w czerwonym świetle zachodzącego słońca odbitego od ciemnych chmur zawieszonych tuż nad miastem. W jej wnętrzach można obejrzeć ciekawą wystawę lalek ozdobionych tradycyjnymi capulanas, czyli kolorowymi bawełnianymi materiałami, z których Mozambijki robią spódnice, bluzki, chusty czy też nakrycia głowy chroniące ją podczas przenoszenia na niej dużych ciężarów.

Nocny powrót przez miasto nie potwierdza ostrzeżeń, które docierały do mnie z różnych stron. Jeśli tylko unikamy miejsc uchodzących za niebezpieczne i robienia zdjęć nieodpowiednim ludziom, nic nam się nie stanie.

Obfite śniadanie w postkolonialnej Café Continental kosztowało mnie 300 MZN (ok. 35 zł). Ale już dla samej atmosfery miejsca i widoku na tętniące porannym życiem miasto, rozpościerającego się z usytuowanych na zewnątrz foteli, warto wydać tę sumę. Wcześniej odwiedziłem niezwykły kolonialny Iron House (Casa de Ferro) zaprojektowany przez sławnego Gustawa Eiffla. W tym piętrowym, wykonanym z nitowanych płyt szarej blachy budynku mieści się obecnie oddział Ministerstwa Edukacji i Kultury. Jednak nikt nie zwrócił mi uwagi podczas zwiedzania i fotografowania jego wnętrza.  

Maputo dzieli się na dystrykty administracyjne, które składają się z mniejszych dzielnic. Mnie najbardziej zaciekawiła Alto Maé, usytuowana pomiędzy starym dworcem kolejowym o pistacjowej barwie (zaprojektowanym również przez Eiffla) a futurystycznym centrum handlowym. Znajdziemy tu ogromny meczet wciśnięty w ciasną zabudowę wąskiej uliczki czy gwarną halę targową Mercado Municipal z imponującą bramą wejściową. Wybudowane opodal nowe centrum handlowe wygląda zupełnie inaczej niż otaczająca go architektura. Błyszczące i kolorowe, wypełnione jest stolikami knajpek wystawionymi w obszernym patio i butikami światowych firm. Zaglądają tutaj najbogatsi mieszkańcy miasta i okolicy. Życie dookoła toczy się jednak swoim zwyczajnym rytmem. Uliczni sprzedawcy oferują różnorodne towary, w długiej kolejce na prom czekają kobiety z pakunkami na głowach i hałaśliwe, głośno śmiejące się dzieci, a w każdym możliwym miejscu stoją rozklekotane samochody.

Nadbrzeżna promenada, ciągnąca się przez kilka kilometrów i obsadzona palmami, zachęca do długiego spaceru, mimo iż sąsiaduje z uważaną za niebezpieczną dzielnicą Central. Spotkamy na niej także nieco natrętnych sprzedawców francuskich perfum i podróbek roleksów. Na koniec wstępuję do przyjaznej restauracji i baru mariny Maputo Waterfront, gdzie zamawiam sałatkę grecką za 300 MZN (ok. 35 zł) i piwo z beczki za 65 MZN (ok. 8 zł). Obok znajduje się również basen, więc chętnie korzystam z możliwości zanurzenia się w orzeźwiającej wodzie, zadowolony, że wziąłem ze sobą kąpielówki.

Następnego dnia rano (o 5.00) czeka mnie ponad 7-godzinny przejazd busem na trasie Maputo–Tofo (ok. 500 km).

 

Praia do Tofo – Boże Narodzenie na plaży

Do Praia do Tofo koło Inhambane dotarłem nieco zaniepokojony informacjami o tłumach Południowoafrykańczyków przybywających tu w okresie świąt Bożego Narodzenia. Bus zatrzymał się niemal na piaszczystej plaży, od której dzielił mnie drewniano-słomiany budynek Fatima’s Nest – obiektu popularnego wśród backpackersów. Roztacza się stąd wspaniała panorama na Ocean Indyjski zamknięty z prawej strony niewielką zatoką z wioską rybacką. Moje obawy okazały się bezpodstawne, gdyż bez problemu dostałem miejsce (1250 MZN za noc – ok. 150 zł) w przytulnym pokoju 1-osobowym z prywatną łazienką.

Czas dzielący mnie od świąt spędziłem na leniuchowaniu na plaży, spacerach długim wybrzeżem i rozmowach ze sprzedawcami bransoletek, kokosów czy świeżych ryb. Odwiedziłem też miejscowy targ. Pełno na nim afrykańskich pamiątek, kolorowych capulanas, owoców, których cena rośnie wraz z liczbą przybywających turystów, czy pieczonych na prowizorycznym grillu ryb.

W wigilijny wieczór wylądowałem w przylegającej do targu małej restauracji. Jej personel ubrany był w mikołajowe czapki. Zamiast karpia dostałem całkiem smaczną barakudę, a kolędy zastąpiła przebojowa afroamerykańska muzyka wydobywająca się z  wiekowych kolumn. Kolację umilał widok na bajecznie kolorowe tkaniny, podświetlone zachodzącym słońcem i fruwające na wietrze nad głowami ich równie barwnie prezentujących się sprzedawczyń.

Moje śniadanie następnego dnia uświetnił występ filharmoników wiedeńskich ubranych w żółto-czerwono-zielone czapki lub rewolucyjne koszulki Mozambiku, grających gorące rytmy afrykańskie, słoneczną muzykę reggae lub sentymentalne pieśni portugalskie fado. Wyciągnąłem się na plaży, wsłuchując się w pomruk potężnych fal ciepłego oceanu, i życzyłem sobie: Wesołych Świąt!

 

Archipelag Bazaruto – przygoda na morzu

Wybrzeże Mozambiku ma ok. 2,5 tys. km. Aby przedostać się z południa na północ za pomocą transportu publicznego, trzeba sporo wyrozumiałości dla jakości dróg.  

Późnym popołudniem docieram do Vilanculos (Vilankulo) i udaję się na targowisko. Tutaj z jednego z telefonów, ustawionych na stoliku z parasolem, dzwonię do uprzedzonego o moim przyjeździe Juniora, organizującego wyprawy łodzią w stronę bajkowego archipelagu Bazaruto, objętego ochroną parku narodowego (Parque Nacional do Arquipélago do Bazaruto). Przyjeżdża po chwili i oferuje mi nocleg z widokiem na wyspy. Zwyczajowo zbijam cenę (z 700 na 500 MZN, czyli ok. 60 zł) i ląduję w krytym strzechą pokoju, którego balkonowe drzwi wychodzą wprost na plażę. Kolację (pyszną rybę w cenie 200 MZN – ok. 25 zł) jem w niedalekim Baobab Beach, wśród wiklinowych dachów i drewnianych pawiloników ustawionych wprost na piasku. Gdy podnoszę pojemnik z przyprawami, znajduję szarozieloną jaszczurkę, która natychmiast znika w jednej ze szpar stołu.

                                                                                             FOT. JERZY PAWLETA

Wyprawa motorowo-żaglową łodzią Juniora, obejmująca lunch, wędkowanie i nurkowanie ze sprzętem (maska z rurką, płetwy), to wydatek rzędu 1500 MZN (ok. 180 zł). Wyruszamy następnego dnia rano – mniej więcej o 9.00. Gdy cały ekwipunek, jedzenie i kilkunastoosobowa grupa turystów są już na pokładzie, odpalamy silnik i suniemy leniwie w stronę widocznej z brzegu wyspy. Kiedy docieramy na miejsce, zaczyna się odpływ. Kształt pięknego, piaszczysto-kamiennego brzegu zmienia się w oczach, jak i kolor otaczającej go wody, która przybiera barwy od błękitnoniebieskiej po turkusową. Z czasem na środku dużego akwenu pojawiają się wielkie piaszczyste łachy. Wędrujące po błękitnym niebie chmury z białych stają się szare.

Nadszedł czas na nurkowanie. Krystalicznie czyste wody kryją wielkie bogactwo krabów w podwodnych skalnych rozpadlinach i ławice bajecznie kolorowych ryb, które przepływają tuż koło mojego nosa. Daję się nieść niewidocznym prądom. Słońce przebijające przez powierzchnię oceanu maluje swoimi promieniami barwny podwodny świat. Mógłbym tak pływać bez końca, gdyby nie powstrzymał mnie wzmagający się głód. Lunch jemy na plaży przy zastawionym w cieniu palm stole. Przygotowane w wielkich misach na afrykańską modłę dania smakują wyśmienicie.

Po posiłku idziemy na spacer po plaży, potem znów zanurzamy się w słonej wodzie oceanu. W końcu zbliża się pora powrotu. Wiatr się wzmaga, stawiamy więc żagiel zawieszony na poprzecznej do masztu rei. Cieszę się z przyjemności żeglowania po afrykańskich wodach. Wieje coraz mocniej, ciemnych chmur szybko przybywa. Gdy nasz sternik, aby ułatwić sobie pracę, przybija do burty grubą linę utrzymującą rozpięty materiał, nieoczekiwany silny boczny podmuch przekręca łódź w poprzek. Następny porywa żagiel, napina go bez kontroli załogi i łamie reję. Dzięki temu jednak nie grozi już nam wywrotka. Na szczęście burza szybko ustaje. Następnego dnia Junior zdradza mi, że był to pierwszy rejs tej łodzi z większą liczbą turystów na pokładzie.

 

Ilha de Moçambique – brylant portugalskich kolonii

Po przebyciu setek kilometrów lokalnymi środkami lokomocji z radością witam 3,5-kilometrowy wąski most prowadzący na Ilha de Moçambique (wyspę Mozambik), ginącą w niebieskawych szarościach zmroku. Zarzucam swój bagaż na plecy i maszeruję nad płytkim tu oceanem. Jest ciepło i duszno, moja koszulka staje się całkiem mokra od potu, ale nie psuje mi to przyjemności marszu, bowiem przede mną znajduje się niezwykłe miejsce na mapie świata. Cieszy mnie wizja spędzenia najbliższych dni w dawnej stolicy Portugalskiej Afryki Wschodniej.

Przechodząc koło zielonego meczetu usytuowanego na granicy wioski rybackiej i zabytkowego Cidade de Pedra (Kamiennego Miasta”), naciskam dzwonek Patio Dos Quintalinhos (Casa do Gabriel Guest House). Czarnoskóry opiekun pensjonatu prowadzi mnie przez gustowne patio do jedynego wolnego pokoju. Płacę 700 MZN za dobę.

Po dobrze przespanej nocy i lekkim śniadaniu z chrupiącymi bułeczkami, wliczonym w cenę pokoju, wyruszam na fotograficzny wypad. Na plaży niedaleko zielonego meczetu, na który wychodzą drzwi Patio Dos Quintalinhos, rybacy czyszczą sieci. Obok znajduje się mały bazar i targ rybny przyklejony do odrapanych ścian okazałych budynków, pamiętających dawną świetność tego miejsca. Rozpadające się zabytkowe kamienne molo wychodzi z jednego z nich. Widok na nabrzeże od jego strony jest doprawdy niezwykły. Przypomina dzieła romantycznego malarstwa europejskiego, poświęconego podróżom do Afryki Wschodniej. Tło stanowi fantazyjna w formie kolonialna architektura. Na plaży i w wodzie stoją afrykańskie kolorowe łodzie. Między nimi krzątają się rybacy, baraszkują małe dzieci. Odziane w wielobarwne capulanas kobiety z pakunkami na głowach sprzedają świeże ryby. Na pierwszym planie niebieskoturkusowym kolorem mieni się powierzchnia oceanu. Artyści, nie tworzący w nurcie realizmu, niewątpliwie nie uwiecznili jednak na płótnie części po łodziach i śmieci…

Idę dalej, zaczepiany co rusz bądź to pozdrowieniami i pytaniami, skąd jestem, bądź to ofertą kupna dosłownie wszystkiego, od kart telefonicznych po szklane paciorki, bądź wprost prośbą o pieniądze. Dzieciaki pchają się przed obiektyw i rzucają jedyny angielski zwrot, który wszystkie znają, czyli give me money!  

Kolonialne miasto zachwyca swoim kolorytem i atmosferą. Niestety, poraża stanem, w jakim się znajduje. Trudno jest mi przejść obojętnie obok tych zaniedbanych pereł afrykańskiej i światowej architektury. Niektórzy moi czarnoskórzy rozmówcy twierdzą, że wyspę uratuje UNESCO. Organizacja ta może jednak ocalić jedynie wybrane obiekty. O resztę muszą zadbać lokalne władze i mieszkańcy Ilha de Moçambique.

Wędruję dalej, podziwiając okazały neoklasycystyczny szpital z potężnymi schodami wychodzącymi na plac ozdobiony wielkimi drzewami. Zarówno na nich, jak i na białych słupach bramy szpitalnej jaskrawą farbą namalowano czerwone wstążki – symbol walki z AIDS. Tuż obok stoi biały budynek wzorowany na portugalskich kościołach. Kilka okolicznych kamienic oparło się dziejowym zawieruchom. Jedną z nich przejął i odnowił bank. Obok znajduje się również bankomat, choć nie zawsze są w nim pieniądze, jak to często bywa w Afryce.

O wyznaczonej porze Samuel, mój muzułmański przewodnik, którego poznałem dzień wcześniej, czeka pod pensjonatem. Pokazuje mi kilka magicznych miejsc, w tym bramę do dawnego domu portugalskiego żeglarza Vasco da Gamy. Odkrywca przywiózł ją z Indii wraz z kamiennymi ozdobami upiększającymi portal. Dalej oglądamy bordowoczerwony Pałac i Kaplicę São Paulo, mieszczące obecnie muzeum z ciekawymi wnętrzami z epoki oraz informację turystyczną. Przed nimi wznosi się pokaźny pomnik Vasco da Gamy. Opodal znajduje się magiczna świątynia Igreja da Misericórdia (Kościół Miłosierdzia) z Museu de Arte Sacra (Muzeum Sztuki Sakralnej).

Chwilę odpoczywamy w cieniu arkad pobliskiego hoteliku z basenem, popijając zimne soki owocowe, i znów wyruszamy na zwiedzanie. Wędrujemy ciasnymi, krętymi uliczkami do pierwszego w całym Mozambiku meczetu, fantazyjnej bramy dawnego portu i potężnej portugalskiej twierdzy Fortaleza de São Sebastião, do której przylega szczególnie lubiana przez miejscową śmietankę towarzyską plaża z niewielką knajpką. Za 250 MZN wykupuję dla nas obu wstęp do fortecy i kaplicy. W ogromnym obiekcie, wyposażonym w żeliwne armaty, zbudowano basen, do którego spływa z dachów woda deszczowa służąca do gotowania, picia, prania czy mycia się. Historia fortu związana jest z przybyciem w te strony Portugalczyków. W 1498 r. monsunowe wiatry przywiały Vasco da Gamę, wytyczającego morski szlak z Europy do Indii, na wysepkę u wschodnich brzegów Afryki. Zaskoczony znalazł na niej arabską placówkę handlową. Od imienia kierującego nią Mussy Ben-Bique (Mussy Bin-Bique albo Mussy Al-Mbique), który jako pierwszy tu zawitał i później zamieszkał, nadał jej nazwę Ilha de Moçambique – wyspa Mozambik. Stąd właśnie pochodzi nazwa całego kraju.   

Portugalczycy budowę swojej bazy zaczęli od wzniesienia kaplicy przy artyleryjskim bastionie stworzonym jeszcze przez Vasco da Gamę. Z czasem stała się ona częścią Fortecy św. Sebastiana. Ukończona w 1522 r. Capela de Nossa Senhora do Baluarte – Kaplica Matki Boskiej Bastionowej, uważana jest dziś za jedną z najstarszych europejskich budowli na półkuli południowej. Podziw budzi jej niezmieniona od niemal pięciu wieków manuelińska forma. Wewnątrz Samuel pokazuje mi wkomponowane w kamienną posadzkę płyty nagrobne kolejnych biskupów wyspy Mozambik. Ilha de Moçambique na przestrzeni wieków stała się najważniejszą placówką w regionie, ale dopiero w 1752 r. została stolicą Portugalskiej Afryki Wschodniej. Podstawą bytu kolonii był handel kością słoniową, złotem oraz niewolnikami. Utrzymywano kontakty przede wszystkim z arabskimi kupcami. Fort oparł się wielu atakom wojsk, głównie holenderskich, pozostając najważniejszą portugalską bazą wypadową do Indii.

Kolejnym miejscem, które chce mi pokazać Samuel, jest Cidade de Macuti – wioska rybacka przylegająca do kolonialnego „Kamiennego Miasta” (Cidade de Pedra). W okolicy białego Igreja de Santo António (Kościoła św. Antoniego) gramy z tubylcami w bao, afrykańską grę podobną nieco do naszych szachów czy warcabów. Chwilę rozmawiamy z rybakami i puszczamy wraz z dziećmi żelazne obręcze po kamiennych uliczkach. W końcu zwabieni odgłosami muzyki uczestniczymy w dziecięcym festiwalu tańca.

Zachód słońca podziwiam już samotnie z tarasu usytuowanego na dachu mojego pensjonatu, z którego niemal można sięgnąć ręką do wieżyczek zielonego meczetu. Z drugiej strony ponad dachami wioski bielą się budynek szpitala i przyległej kamienicy. Lampka schłodzonego białego wina smakuje tutaj wyśmienicie.


 

Artykuły wybrane losowo

Andaluzja w kwiatach pomarańczy i jaśminu

DARIA SANETRA

<< Andaluzja to wyjątkowa kraina położona na południu Półwyspu Iberyjskiego. Ta najludniejsza wspólnota autonomiczna Hiszpanii, zamieszkana przez ok. 8,5 mln ludzi, została podzielona na osiem prowincji: Huelvę, Sewillę, Kadyks, Kordobę, Malagę, Grenadę, Jaén i Almeríę. Jej stolicą jest Sewilla. NazwęAndalucía” wywodzi się od arabskiego określenia „Al-Ándalus”, pochodzącego z czasów średniowiecza, kiedy te tereny znajdowały się pod panowaniem muzułmanów. >>

 

Alcazaba – dawna muzułmańska twierdza na zboczach góry Gibralfaro w Maladze

©© EXTENDA, AGENCJA PROMOCJI REGIONU ANDALUZJI

 

 

Andaluzja to jedyny region europejski z wybrzeżem leżącym nad Morzem Śródziemnym i Atlantykiem. W rejonie Cieśniny Gibraltarskiej wydzielono tu brytyjskie terytorium zamorskie Gibraltar (zajmujące powierzchnię ok. 6,8 km²). Kulturę tego obszaru tworzyli Iberowie, Fenicjanie, Kartagińczycy, Grecy, Rzymianie, Wandalowie, Wizygoci, Bizantyjczycy, Żydzi, Romowie, Maurowie czy Kastylijczycy, którzy osiedlali się w tej części współczesnej Hiszpanii w ciągu setek lat. Dziś Andaluzja fascynuje swoimi bogatymi tradycjami. Każde miasto, miasteczko i wioska mają własne kolorowe fiesty i święta.

 

Przy planowaniu wyjazdu do tego fascynującego regionu warto pamiętać, że praktykuje się tu zwyczaj sjesty. Sklepy są zamknięte od godz. 14.00 do 17.00. W miesiącach letnich zdarza się, że nie bywają otwierane ponownie po obiedzie lub wcale nie pracują. W Andaluzji zdecydowanie celebruje się życie i czas spędzany z rodziną i przyjaciółmi – te wartości ceni się o wiele bardziej niż pracę.

 

NA POCZĄTEK

Odkrywanie regionu najlepiej zacząć od zjedzenia pysznych tapas (niewielkich przekąsek) i wypicia orzeźwiającej sangrii. Potem można wyruszyć na zwiedzanie kolejnych miejsc wybranych w zależności od indywidualnych upodobań i zainteresowań. Trzy najsłynniejsze historyczne miasta Andaluzji to Sewilla, Grenada (Granada) i Kordoba. Z pewnością zachwycą one każdego. Grenada kojarzy się z zapierającym dech w piersiach warownym kompleksem pałacowym Alhambra, niezmiernie klimatyczną dawną arabską dzielnicą Albaicín i wszechobecnym dźwiękiem gitar. Sewilla przyciąga wspaniałym placem Hiszpanii (Plaza de España de Sevilla) i królewską cytadelą Alkazar (Real Alcázar de Sevilla). W Kordobie trzeba zobaczyć Mezquitę – historyczny wielki meczet z VIII w. uchodzący za jedno z najbardziej spektakularnych dzieł architektury mauretańskiej. Oprócz tych trzech miast według mnie na uwagę zasługują również Jerez de la Frontera (znane z produkcji sherry i stadnin koni), Malaga (modne kąpielisko na Costa del Sol i miejsce narodzin takich osobistości jak Pablo Picasso i Antonio Banderas) czy zjawiskowy Kadyks (najstarszy stale zamieszkany ośrodek miejski w całej Europie Zachodniej). Warto je odwiedzić, zwłaszcza wtedy, kiedy planuje się zawitać do Andaluzji tylko raz w życiu. Każde z tych miejsc pozostaje w pamięci na zawsze.

Jest luty, środek zimy. Siedzę pod drzewem pomarańczowym w kawiarnianym ogródku w magicznej Esteponie w zachodniej części Costa del Sol (Wybrzeża Słońca). Wśród zielonych liści wiszą okrągłe pomarańcze. Wygrzewam się na słońcu i piję świeżo wyciśnięty sok z tych owoców. Takie właśnie przyjemności sprawiają, że ten region urzeka przyjezdnych. Po raz pierwszy oczarował mnie w 2006 r. Dziesięć lat później nie udało mi się oprzeć temu czarowi i zatrzymałam się tu na dłużej. Andaluzja to dla mnie kraina autentyczności, cierpliwości, uśmiechu i serdeczności, gdzie przechodnie spontanicznie pozdrawiają się zwyczajnym Hola! („Cześć!”), bo tak jest po prostu przyjemnie.

 

SŁONECZNA ZIMA

Grudzień smakuje tutaj pierwszymi pomarańczami i soczystymi granatami. To najlepszy czas na wygrzewanie się na pustej plaży z widokiem na piękne góry i przyglądanie się zielonym, ujmująco skrzeczącym papugom (mnichom) fruwającym z palmy na palmę. Warto wybrać się też wtedy na narty na stoki pasma Sierra Nevada, znajdującego się tuż koło Grenady, niecałe dwie godziny drogi samochodem od przepięknej Estepony czy Marbelli. W Andaluzji jednego dnia można najpierw opalać się na piaszczystym brzegu, a potem stąpać po śniegu, a wszystko to w rejonie Tropikalnego Wybrzeża (Costa Tropical), którego stolicą jest urokliwe miasto Motril. Słoneczne lato i biała zima zaklęte są tu w jednym miejscu.

W grudniu Andaluzyjczycy żyją dla rodziny. Liczą się święta Bożego Narodzenia (Navidad), praca schodzi na dalszy plan i wszyscy nastawiają się na odpoczynek. Miejscowi wychodzą na ulice, aby cieszyć się życiem. Wokół oczy radują świąteczne oświetlenie i dekoracje oraz szopki. Bardzo uroczyście obchodzi się także Święto Trzech Króli (los Reyes Magos) przypadające na 6 stycznia. Dzień wcześniej odbywają się uliczne parady, na których czele podążają mędrcy ze Wschodu z palmami i wielbłądami. Na wielkich wozach jadą dorośli i maluchy, wszyscy poprzebierani za postacie z bajek, i obsypują zebranych słodyczami. Choć zima jest w pełni, w Andaluzji trwa sezon na cytryny i pomarańcze, ale również kremowe awokado, które wybornie smakuje z odrobiną świeżego soku cytrynowego, szczyptą soli i garścią szczypiorku. To prosta przekąska będąca jednocześnie nadzwyczajnym daniem.

Szybkim krokiem nadchodzą też zbiory dzikich szparagów i słynnych tagarninas – roślinnych ostryg. Na niedzielnych targach można zaopatrzyć się w te sezonowe specjały u lokalnych rolników. W lutym pojawiają się już pierwsze truskawki, a drzewa cytrusowe zaczynają na nowo rozkwitać i niedługo będą rozsiewać swoje boskie zapachy w andaluzyjskich miastach i miasteczkach, na plażach i w ogrodach. 

 

ZAPACH WIOSNY

Na zwiedzanie Andaluzji warto wybrać się o każdej porze roku, ale to właśnie wiosną panują najprzyjemniejsze temperatury, idealne do spacerów wśród licznych zabytków i w otoczeniu przyrody. Marzec będzie dobrym okresem na podróż dla osób stroniących od tłumów. Wieczory są wtedy co prawda jeszcze chłodne, ale w dzień jest słonecznie i ciepło. W powietrzu unosi się słodki zapach kwiatów pomarańczy zaczynających się otwierać pod koniec miesiąca. Początek marca to świetny czas na przechadzkę wśród migdałowców i podziwianie widoków, których nie da się zapomnieć. Pola w prowincji Malaga pokrywa wtedy biały płaszcz. Różowe i białe kwiaty migdałowców zmieniają krajobraz wokół miejscowości Almogía, Álora, Cártama i Pizarra. Znakomity rejon do podziwiania tego cudu natury stanowi żyzna dolina rzeki Guadalhorce (między wioskami Almogía i Cártama).

 

Najmodniejsze plaże Torremolinos na Costa del Sol to Playamar i El Bajondillo

©© TOURIST OFFICE TORREMOLINOS

 

SEZON NA ŚWIĘTOWANIE

W Andaluzji interesujące wydarzenia kulturalne odbywają się przez okrągły rok. Sezon fiest rozpoczyna w kwietniu widowiskowa Feria de Abril w Sewilli, stolicy słynnego hiszpańskiego flamenco. W tym mieście mieszka także moja sąsiadka dr Emilia Dowgiało, wybitnie utalentowana polska tancerka i badaczka tego zjawiska kulturowego, na które składa się muzyka, śpiew, taniec i strój. Przy okazji pobytu w magicznej Sewilli warto wybrać się na występ flamenco. Przed kwietniową fiestą w stolicy regionu bardzo uroczyście obchodzi się Wielki Tydzień (Semana Santa). Ulice rozkwitają kolorami, a wiosenne powietrze pachnie kwiatami pomarańczy i jaśminu.

Kwiecień w Andaluzji to też czas Ferias de Primavera. Fiesty celebrujące nadejście wiosny odbywają się w różnych miastach, miasteczkach i wioskach, można więc wyruszyć ich śladem na zwiedzanie regionu. Andaluzyjczycy uwielbiają świętować i potrafią zarazić swoim entuzjazmem turystów.

W kwietniu i maju koniecznie trzeba odwiedzić Kordobę. W ostatnią niedzielę tego pierwszego miesiąca organizuje się w niej paradę zwaną Bitwą Kwiatów (Batalla de las Flores; w 2018 r. wypada 29 kwietnia) i można podziwiać najpiękniejsze patia. Ze względu na gorący, suchy klimat już w czasach Rzymian zaczęto tu stawiać domy z wewnętrznym dziedzińcem. Ten zwyczaj przejęli później Maurowie. Patio dekorowano roślinami, umieszczano na nim również małe zbiorniki wodne. Dzięki temu temperatura powietrza w jego obrębie obniżała się. Tutaj domownicy mogli ukryć się przed upałami. Jednak patia oprócz odgrywania tej praktycznej roli szybko zaczęły spełniać także funkcję dekoracyjną. Mieszkańcy Kordoby wpadli więc na pomysł, żeby raz do roku prezentować wspaniałe wewnętrzne dziedzińce, na co dzień zasłonięte murami, szerszej publiczności. W ten sposób chcieli też zachęcić właścicieli domów do kultywowania tradycji dbania o te osobliwe ogrody. Dziś w maju (w 2018 r. od 1 do 13 maja) można wybrać się na oglądanie ukrytych oaz Kordoby z okazji specjalnego festiwalu (Fiesta de los Patios). Prezentacji dziedzińców towarzyszą poczęstunki czy koncerty flamenco. Poza tym patia biorą również udział w konkursie. Z myślą o zwiedzających na stronie internetowej patios.cordoba.es umieszczono interaktywną mapę. 

 

LETNIE FIESTY

W sezonie letnim w Andaluzji także nie brakuje fiest. Zwykle zaczynają się one w środku tygodnia i kończą w niedzielę wieczorem. W większych miastach rozpoczynają się w sobotę o północy lub niedzielę wieczorem i trwają przez tydzień. Poniedziałek po fieście jest często lokalnym świętem przeznaczonym na odpoczynek.

W czerwcu można wybrać się na coroczny Dzień Czereśni (Día de la Cereza) do Alfarnate. Miejscowość ta leży na wschód od Antequery, nazywanej sercem Andaluzji (el corazón de Andalucía). Oprócz pysznych czereśni spróbujemy wówczas regionalnych dań i napojów.

W Hiszpanii celebruje się też wigilię św. Jana (23 czerwca). Fiestę de San Juan spędza się zwykle w gronie przyjaciół i rodziny na plażach. Andaluzyjczycy organizują prywatne spotkania przy grillu, ale lokalne władze włączają się w świętowanie – zapewniają oprawę muzyczną i przygotowują ogromne ognisko. Poza tym pojawiają się również stoiska z rękodziełem artystycznym czy jedzeniem. Podczas magicznej nocy św. Jana ogień łączy się z wodą. Tego wydarzenia nie wolno przegapić, a najlepiej wziąć w nim udział w Maladze. To miasto zachwyca swoim klimatem, mnie nawet bardziej niż Barcelona. Warto w nim się wybrać do znanej bodegi i baru „El Pipmi” i skosztować słynnego lokalnego, malagijskiego wina. Współwłaścicielem tego modnego lokalu został ostatnio Antonio Banderas. 

 

URLOP NA PLAŻY

Linia brzegowa Andaluzji ma długość ponad 1,1 tys. km i ciągnie się od Pulpí w prowincji Almería do miasta Isla Cristina (Huelva), które leży ok. 7 km od granicy z Portugalią. Wybrzeże jest tu w większości pokryte miękkim, złotym piaskiem. Nic więc dziwnego, że zarówno turyści, jak i miejscowi lubią spędzać czas wolny na plaży. Sezon na plażowanie trwa od Wielkanocy lub połowy maja do końca września – wtedy otwarte są chiringuitos (małe bary na plaży) z leżakami ustawionymi rzędami obok parasoli oraz wypożyczalnie sprzętu do uprawiania sportów wodnych. Dostęp do brzegu od strony morza dla łodzi motorowych oznacza się żółtymi bojami. Wybrzeże oblegane jest zwłaszcza podczas wakacji szkolnych, a szczyt sezonu przypada na lipiec i sierpień, kiedy wielu mieszkańców Madrytu, Kordoby, Grenady, Sewilli i innych miast w Hiszpanii przybywa tu na coroczny urlop. W tym okresie będziemy mieć trudności z zaparkowaniem samochodu w okolicy.

Najpopularniejszy i najlepiej pod względem turystycznym rozwinięty rejon stanowi Costa del Sol. Znajdują się tutaj takie znane kąpieliska, jak np. Estepona, Marbella, Torremolinos, Benalmádena, Fuengirola, Málaga, Rincón de la Victoria, Nerja czy Manilva. Wody Morza Śródziemnego są ciepłe i czyste. W wielu nadmorskich miejscowościach wzdłuż plaż ciągną się zadbane spacerowe deptaki. 

 

Patio de las Doncellas (Dziedziniec Panien) w Real Alcázar de Sevilla

©© TURISMO DE SEVILLA

 

SMACZNA KUCHNIA

Wśród potraw andaluzyjskiej kuchni każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Słynna na całym świecie dieta śródziemnomorska jest bogata w naturalne produkty. W Andaluzji używa się oliwek i oliwy oraz sezonowych warzyw. Popularne są też ryby, owoce morza i różne mięsa, a także surowa szynka zwana jamón serrano (znawcy twierdzą, że najlepsza pochodzi z Trevélez, Jabugo lub Serón). Wsród lokalnych dań warto wymienić gambas pil pil (słodko-pikantne, soczyste krewetki w czosnkowym oleju z chili), paellę czy salmorejo, czyli kremowy chłodnik z pomidorów, czosnku, chleba i oliwy, pochodzący z Kordoby. Klasyczną potrawę stanowi hiszpańska tortilla (tortilla española) z ziemniakami. Do moich ulubionych specjałów należą bakłażany w melasie trzcinowej (berenjenas con miel de caña) i pimientas fritas – paprykowe frytki (zawsze proszę o te w wersji grillowanej). Na deser w Andaluzji je się churros i popija się gorącą czekoladę. Osobom, które dbają o linię, polecam owoce flaszowca peruwiańskiego (cherimoyas, chirimoyas).

W tym regionie Hiszpanii spodoba się także miłośnikom wina. Podczas wizyty w spektakularnie położonym mieście Ronda warto wybrać się do rejonu Serranía de Ronda na zwiedzanie winnic i winiarni połączone z degustacją. Znana mi Bodega Gonzalo Beltrán produkuje czerwone wino Perezoso z ekologicznie uprawianego szczepu syrah (shiraz). Znajduje się ona w charakterystycznym punkcie, w okolicy głębokiego wąwozu El Tajo. Polecam odwiedzić również usytuowaną na północ od Rondy Bodegę Joaquín Fernández, w której wytwarza się organiczne wina.

W Maladze można udać się do otwartego w 2008 r. muzeum prezentującego historię tradycji winiarskich w prowincji Malaga (Museo del Vino Málaga). Okolica ta od dawna słynie ze słodkich win wzmacnianych, produkowanych z odmian winogron moscatel (muscat) i Pedro Ximénez. Właśnie moscatel jest prawdopodobnie drugim najbardziej znanym gatunkiem wina w Andaluzji.

Najpopularniejszy andaluzyjski szlachetny trunek stanowi niewątpliwie jerez (sherry). To oryginalne wytwarza się na obszarze leżącym w prowincji Kadyks między miastami Jerez de la Frontera, El Puerto de Santa María i Sanlúcar de Barrameda. Są one wierzchołkami tzw. trójkąta sherry. W tym pierwszym warto wybrać się na degustację do centrum Consejo Regulador de los Vinos de Jerez y Manzanilla, gdzie można poznać historię i sposób produkcji tego słynnego wina. Według mnie na zainteresowanie zasługują szczególnie takie odmiany sherry jak Palo Cortado i seria VORS marki Lustau.

 

UROKI JESIENI

Po wakacjach, we wrześniu Andaluzję powoli zaczynają opuszczać turyści, choć gorące lato trwa do końca miesiąca. Nawet październik rozpieszcza ciepłem i promieniami słonecznymi. Słońce świeci już nieco niżej, jego światło jest delikatniejsze. Kolory wydają się głębsze, cienie są dłuższe, a kontrasty większe. Region zachęca do rozkoszowania się pięknem przyrody. Jesienna Andaluzja kojarzy się z kasztanami, grzybami i feerią barw. Lasy kasztanowe stanowią jeden z najbardziej charakterystycznych elementów w rejonie łańcuchów górskich Sierra de Aracena i Sierra de las Nieves. Kolorowe liście drzew kontrastują z kolczastymi owocami. Po deszczu pojawiają się liczne grzyby, od borowików przez kurki do trufli. W ich poszukiwaniu należy kierować się na El Andévalo (w prowincji Huelva). Na wzgórzach jesienią dojrzewają winogrona. Winnice w Andaluzji ciągną się nieraz aż po horyzont. Na amatorów świeżych owoców czekają słodkie figi i soczyste cherimoyas (chirimoyas).

 

WEEKEND Z GOLFEM

Ze względu na dużą liczbę słonecznych dni w roku (ponad 300!) ten region Hiszpanii stał się rajem dla golfistów. Ze spektakularnie położonych profesjonalnych pól golfowych (aż ok. 120) rozpościerają się wspaniałe widoki na morze lub góry. Andaluzja jest jednym z najważniejszych miejsc w Europie dla miłośników tego sportu. Do najlepszych ośrodków na Wybrzeżu Słońca (Costa del Sol), nazywanym też Costa del Golf, należy klub Santa Clara Golf Marbella znajdujący się niedaleko centrum modnego kurortu Marbella. Pole golfowe zostało tu stworzone w 2001 r. z poszanowaniem środowiska naturalnego i wykorzystaniem miejscowej roślinności. Golfiści bardzo chętnie odwiedzają prowincje Malaga i Kadyks, szczycące się długimi liniami brzegowymi i spektakularną zielenią. Przyciągają ich w te malownicze okolice tak znane i cenione ośrodki jak choćby Real Club Valderrama w Sotogrande, La Reserva Sotogrande, Real Club de Golf de Sotogrande, Río Real Golf & Hotel Marbella, Los Naranjos Golf Club w tzw. Dolinie Golfowej Marbelli (Valle del Golf de Marbella), usytuowany zaledwie kilka minut od luksusowego Puerto Banús, a także Golf Torrequebrada koło Benalmádeny, Montenmedio Golf & Country Club w Vejer de la Frontera czy Alcaidesa Links Golf Resort. W Almeríi można z kolei pograć w golfa na pustyni (w Desert Springs Golf Club w gminie Cuevas del Almanzora).

 

Białe miasteczko Olvera z pozostałościami arabskiego zamku z końca XII w.

©© WWW.CADIZTURISMO.COM

 

NA DWÓCH KÓŁKACH

Świetnym pomysłem na zwiedzanie Andaluzji jest również wyprawa rowerowa. Spodoba się ona szczególnie osobom lubiącym spędzać urlop aktywnie. Taką wycieczkę można połączyć z podziwianiem wyjątkowych pueblos blancos – białych miasteczek, które leżą w prowincjach Kadyks i Malaga. Jazda na rowerze cieszy się popularnością w tej części Hiszpanii i często zdarza się, że grupy rowerzystów spędzają razem weekend, podróżując po okolicy. Zawsze podziwiam ludzi przemierzających na dwóch kółkach tutejsze górzyste tereny, ale dla takich zapierających dech w piersiach widoków zdecydowanie warto zdobyć się na ten wysiłek. Do najsłynniejszych miast na trasie (Ruta de los Pueblos Blancos) należą m.in. Arcos de la Frontera, Olvera, Ubrique czy niesamowita Ronda wzniesiona po obu stronach głębokiego wąwozu rzeki Guadalevín (tzw. Tajo de Ronda). Vejer de la Frontera ma mauretański charakter – przy wąskich, krętych uliczkach stoją tu dawne arabskie domy. Miejscowość znajduje się zaledwie 8 km od morza i z wielu jej punktów rozpościerają się cudowne panoramiczne widoki na wybrzeże. Amatorom słonecznych plaż polecam szczególnie te w miasteczku Salobreña na Costa Tropical koło Grenady.

Na zainteresowanie zasługuje poza tym jedyna w Andaluzji niebieska wioska Júzcar w prowincji Malaga. Wizyta w niej spodoba się zwłaszcza dzieciom. W czerwcu 2011 r. w związku z premierą filmu Smerfy amerykański producent Sony Pictures zaproponował przekształcenie miejscowości w pierwszą na świecie osadę smerfów i pomalował jej budynki na niebiesko. Dziś naprawdę można się tutaj poczuć jak w bajkowej krainie.

 

SZLACHETNE RUMAKI

Nierozerwalnie związane z andaluzyjską kulturą są też konie. Te dostojne stworzenia z imponującymi długimi grzywami pojawiają się na wielu miejscowych festiwalach. Do największych zawodów jeździeckich w Europie należą te organizowane w Vejer de la Frontera, zwane Circuito Hípico del Sol (Sunshine Tour). W lutym i marcu jeźdźcy z całego świata (przez pięć tygodni) rywalizują tu w skokach i ujeżdżaniu. Wydarzenie jest otwarte dla publiczności, odbywa się na specjalnym terenie kompleksu Montenmedio. Co roku przeprowadzane są także niezmiernie widowiskowe sierpniowe wyścigi konne na plaży w Sanlúcar de Barrameda w prowincji Kadyks.

W Andaluzji można zobaczyć wspaniałe pokazy jeździeckie. Te najsłynniejsze organizuje Królewska Andaluzyjska Szkoła Sztuki Jeździeckiej (Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre) mieszcząca się w Jerez de la Frontera. Występy robią ogromne wrażenie na widzach. Do Jerez najlepiej zawitać wiosną, w maju, kiedy to odbywa się Feria del Caballo – festiwal koni mający ponad 750-letnią tradycję. Podczas niego nie tylko obejrzymy wspaniałe rumaki i będziemy mogli podziwiać ich niezwykłą grację. Spróbujemy też pysznych tapas czy lokalnego sherry. Wydarzeniu towarzyszą również występy muzyczne i pokazy flamenco. Najbliższą Ferię del Caballo będzie się świętować w Jerez de la Frontera od 5 do 12 maja 2018 r.

 

WAKACJE NA SPORTOWO

Do Andaluzji ściągają co roku liczni amatorzy sportów wodnych. Nie ma w tym nic dziwnego – temperatury powietrza i wody są wysokie, słońce świeci bardzo często, a widoki zapierają dech w piersiach. W ostatnich czasach dużą popularnością cieszy się w tym regionie tzw. dzikie pływanie (natación en plena naturaleza). Uprawia się je w miejscach nieprzystosowanych do ruchu turystycznego (rzekach, jeziorach, zatoczkach, zbiornikach wodnych przy wodospadach), gdzie nie znajdziemy żadnych udogodnień ani infrastruktury w postaci toalet, przebieralni czy barów. W takich okolicach nie ma też tłumów ludzi i to właśnie ogromna zaleta tej aktywności. Wokół panuje błoga cisza i spokój. Często trzeba przejść przez las lub wzgórza, aby dotrzeć do idealnego miejsca do popływania tylko w otoczeniu natury.

Wybrzeże w pobliżu białego miasteczka Salobreña pokrywają długie plaże. Ze względu na ciepły klimat w okolicy uprawia się tropikalne owoce i trzcinę cukrową. Dania ze świeżych ryb i owoców morza smakują tu doskonale. Położona wśród malowniczych krajobrazów Salobreña jest doskonałym miejscem dla turystów, którzy lubią spędzać czas na świeżym powietrzu i uprawiać sporty wodne.

Leżąca na przepięknym Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) Tarifa nazywana bywa pełną przygód stolicą Europy. Ściągają do niej głównie wind- i kitesurferzy, którzy okupują plaże w okolicy. Z pobytu w tym mieście z pewnością zapamiętamy świetne jedzenie, wyśmienite wino, przyjaznych mieszkańców i cudowną rodzinną atmosferę. Ja uwielbiam Tarifę nie tylko dlatego, że stanowi znakomite miejsce na wypoczynek, ale również ze względu na fakt, że wypływają stąd statki do nieodległego Maroka. Jedynie krótki rejs dzieli nas więc od kolorowych medin i gwarnych targów Maghrebu.

 

IDEALNE MIEJSCE

Osoby planujące wyjazd do słonecznej Andaluzji mają ogromny wybór miejsc zakwaterowania i to na każdą kieszeń. Do wynajęcia są tutaj urocze, zaciszne wille z basenem, luksusowe rezydencje, sielskie domki letniskowe i apartamenty w malowniczych białych miasteczkach położonych na uboczu. Możemy zatrzymać się w środku miasta, małej, spokojnej miejscowości, nadmorskim kurorcie lub odludnej okolicy. Na gości czekają także pensjonaty B&B o rozmaitych profilach oraz tradycyjne hotele w różnym standardzie usług. Odpowiednie miejsce na pobyt znajdziemy również za pośrednictwem internetu, np. serwisy letsmalaga.com, mymalaga.pl czy pisanewsewilli.com, udostępnione w języku polskim, podpowiadają, gdzie warto zatrzymać się w Maladze, Sewilli i ich rejonach, na jakie atrakcje i wydarzenia zwrócić uwagę. Proponuję zastanowić się też, czy nie połączyć wycieczki do Andaluzji z nauką języka hiszpańskiego.

Nic tak nie ekscytuje, nie dodaje rumieńców życiu i nie otwiera nas na inność jak podróże. Choć wydajemy na nie pieniądze, to dzięki nim stajemy się bogatsi. Andaluzja jest regionem, który potrafi zafascynować już podczas pierwszej wizyty w jej gościnnych progach. Sama się o tym kiedyś przekonałam.

 

Wydanie Wiosna 2018

 

 

 

SKARBY SRI LANKI

ALINA WOŹNIAK

 

<< Ogromne bogactwo tropikalnej przyrody, ziół i przypraw, bezcenne pamiątki przeszłości, kamienie szlachetne i wyśmienita herbata – wszystko to znajdziemy na niewielkiej wyspie, która niczym łza opada z Półwyspu Indyjskiego. A powitają nas na niej ludzie, którym spokoju ducha może pozazdrościć każdy Europejczyk. >>

  FOT. SRI LANKA TOURISM

Mimo iż położona na wyspie Cejlon Sri Lanka ma zaledwie ok. 65,6 tys. km2, to jest ogromnie zróżnicowana, pulsuje kolorami, a krajobrazy zmieniają się tu jak w kalejdoskopie: od wiecznie zielonych lasów po góry wysokie jak Tatry, suche równiny, malownicze rzeki i wodospady, laguny, plantacje herbaty i tropikalnych owoców oraz skąpane w słońcu, długie i piaszczyste plaże z rozwiniętą infrastrukturą turystyczną. To prawdziwie rajski zakątek dla spragnionych błogiego leniuchowania, kontaktu z dziewiczą naturą i wspaniałymi zabytkami. Aż 8 tutejszych obiektów znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO – starożytne miasta Polonnaruwa, Sigiriya, Anuradhapura i Kandy, Rezerwat Leśny Sinharaja, Stare Miasto Galle i jego fortyfikacje, buddyjska Złota Świątynia Dambulla i Płaskowyż Centralny.

Więcej…

Gdy sport staje się pasją

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

<< Mogłoby się wydawać, że Polska to kraj, który piłką nożną stoi. Trudno nie odnieść takiego wrażenia zwłaszcza, gdy przychodzi czas mistrzostw świata czy Europy i nawet osoby nie interesujące się na co dzień sportem zmieniają się w zagorzałych kibiców. Jednak prawda wygląda tak, że zawodnicy z innych dyscyplin dają nam ostatnio dużo więcej powodów do dumy. Nie od dziś znaczące sukcesy na arenie światowej odnoszą polscy siatkarze, znakomicie radzą sobie też nasi lekkoatleci. Z ostatnich Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce, które odbyły się w sierpniu 2018 r. w Berlinie, wróciliśmy z aż siedmioma złotymi medalami. Tyle samo razy pierwsze miejsce zajęli Brytyjczycy. To właśnie Polska i Wielka Brytania zdobyły największą liczbę złotych medali podczas tych zawodów. >>

Polacy dość chętnie uprawiają sport, choć większość z nich traktuje tego typu aktywność jako rekreację. Z powodu braku czasu zwykle ograniczają się do wyjazdów połączonych z surfowaniem, wycieczkami rowerowymi, kajakowymi, konnymi, grą w golfa czy jazdą na nartach i snowboardzie. Aby zadbać o zdrowie, zapisują się do klubów fitness lub na siłownię albo zaczynają regularnie biegać, ćwiczyć, jeździć na rowerach (szosowym i górskim). Sport potrafi być jednak prawdziwą pasją. Poświęcenie czasu na treningi uczy cierpliwości i pokory, pozwala lepiej poznać możliwości organizmu. Nie bez znaczenia jest także satysfakcja, jaką daje stawanie się coraz lepszym w tym, co się robi. Nie można również zapomnieć o wydzielaniu się podczas wysiłku fizycznego endorfin, czyli hormonów szczęścia. Kto chce na poważnie zająć się jakąś dyscypliną sportową, wcale nie musi od razu zostawać zawodowcem. W Polsce, podobnie jak na całym świecie, organizuje się coraz więcej zawodów dla amatorów czy półprofesjonalistów. Branie w nich udziału przynosi podobną przyjemność co uczestniczenie w letnich lub zimowych igrzyskach olimpijskich.

 

Obóz Wavecamp na greckiej wyspie Karpatos

© Olek Pobikrowski/WaveCamp

 

Najłatwiej chyba zarazić pasją sportową dzieci. W dobie rozwoju nowych technologii, które angażują człowieka raczej intelektualnie niż fizycznie, wydaje się to szczególnie ważne. Lekarze nie od dziś podkreślają, że ruch jest niezmiernie ważny dla zdrowia. Jednak im człowiek starszy, tym trudniej go przekonać do uprawiania jakiejś aktywności ruchowej. A przecież sport to nie tylko pot, łzy i wyrzeczenia. Dzięki niemu możemy spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach, znaleźć swoje miejsce w społeczności pasjonatów i… odwiedzić mnóstwo ciekawych zakątków świata. Zapalonych narciarzy i snowboardzistów przyciągają ośnieżone stoki Alp, surferzy, wind- i kitesurferzy wyjeżdżają nad Atlantyk, żeby mierzyć się z falami. Na szczęście, większość rodzajów sportu da się uprawiać i w Polsce, i za granicą. Musimy jedynie wybrać taki typ aktywności, który będzie nam sprawiał największą przyjemność i najlepiej pasował do naszego charakteru.

 

PROFESJONALNE PRZYGOTOWANIE

Rozbudowaną bazę sportowo-szkoleniową oferuje Centralny Ośrodek Sportu (COS). Do jego głównych zadań należy zapewnienie odpowiednich warunków do prowadzenia treningów organizowanych przez polskie związki sportowe oraz przygotowywanie kadry narodowej (zarówno seniorów, jak i juniorów) do startowania w międzynarodowych zawodach (w tym igrzyskach olimpijskich i paraolimpijskich, mistrzostwach Europy i świata). Poza tym w kręgu jego działań znajduje się też organizacja wydarzeń sportowych i obsługa zgrupowań polskich sportowców. W siedmiu obiektach COS można trenować np. lekkoatletykę, narciarstwo zjazdowe i biegowe oraz skoki narciarskie, łyżwiarstwo, hokej na lodzie, siatkówkę, koszykówkę, piłkę nożną, tenis, judo, boks, podnoszenie ciężarów, kajakarstwo, żeglarstwo czy wioślarstwo. Położone są one w Cetniewie (dzielnicy Władysławowa), Giżycku (nad jeziorem Kisajno), Spale (w województwie łódzkim), Szczyrku (w Beskidzie Śląskim), Wałczu (nad jeziorem Raduń), Warszawie i Zakopanem. W tym ostatnim w skład kompleksu wchodzą m.in. Wielka Krokiew i inne skocznie narciarskie, lodowisko (największe na Podhalu), tor lodowy, trasy dla narciarzy biegowych, stadion lekkoatletyczny, boiska i korty tenisowe oraz hala wielofunkcyjna, kryta pływalnia i sale o różnym przeznaczeniu. W Warszawie COS zarządza halami Torwar I i Torwar II Lodowisko przy ulicy Łazienkowskiej. Odbywają się tu np. różnego rodzaju zawody sportowe czy treningi łyżwiarskie i hokejowe. W Wałczu znajduje się tor wioślarsko-kajakowy, stadion lekkoatletyczny, pływalnia „Delfin”, boisko do gry w hokeja na trawie i inne boiska oraz sale sportowe (w tym sala z ergometrami wioślarsko-kajakowymi). Szczyrk to przede wszystkim ośrodek narciarski na górze Skrzyczne (1257 m n.p.m.) z ponad 10 km tras narciarskich (w tym jedną z homologacją FIS), czteroosobową linową kolejką kanapową i dwoma wyciągami orczykowymi. Oprócz tego są tutaj także skocznie narciarskie, pływalnia, boiska do siatkówki plażowej, hale sportowe, stadion czy korty tenisowe. W Spale można uprawiać m.in. szermierkę, sporty zespołowe lub pływanie, jak również doskonalić się w konkurencjach lekkoatletycznych i podnoszeniu ciężarów. COS Giżycko zaprasza do hal sportowych (dużej i małej), na ściankę wspinaczkową czy kort tenisowy mogący służyć też jako boisko. W pobliżu znajduje się port jachtowy z wypożyczalnią sprzętu (łodzi, kajaków, rowerów wodnych). W Cetniewie czekają korty tenisowe, pływalnia „AQUARIUS”, stadion lekkoatletyczny, rozmaite hale i boiska (także stanowiska do rzutu młotem, dyskiem, kulą i oszczepem). Jak widać, mamy więc w Polsce gdzie trenować.

 

POWIEW DALEKIEGO WSCHODU

Warto również z pewnością wspomnieć o pewnym nietypowym miejscu w naszym kraju. Tu nietrudno poczuć się jak w zupełnie innym zakątku świata. Mowa o Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” położonym w województwie łódzkim, na południowy wschód od Piotrkowa Trybunalskiego. Powstało ono na drodze porozumienia między Fundacją Rozwoju Karate Tradycyjnego a Polskim Związkiem Karate Tradycyjnego.

Umieszczony wśród polskich pejzaży obiekt nawiązuje do tradycyjnej architektury japońskiej. Został stworzony do treningów dalekowschodnich sportów walki i zajmuje powierzchnię 60 ha. W budynku treningowym znajdują się trzy sale ze specjalistyczną podłogą, matami do karate i judo, lustrami i workami treningowymi oraz trzy szatnie z natryskami, podgrzewaną podłogą i jacuzzi (japońskie ofuro). Po drugiej stronie kompleksu stoi pawilon herbaty, w którym odbywają się pokazy tradycyjnej ceremonii jej parzenia. Otoczenie sprzyja nie tylko odpoczynkowi i delektowaniu się aromatycznym naparem. Herbaciarnia leży nad małym zbiornikiem wodnym, sąsiadującym z większym i budynkiem do odnowy biologicznej z sauną i salą z leżankami. W środkowej części terenu centrum usytuowana jest jadalnia wyposażona zarówno w zwykłe stoły, jak i te w stylu japońskim (mogąca pomieścić 120 osób). W pobliżu wybudowano 16 domków noclegowych z futonami do spania (tradycyjnymi japońskimi materacami wypełnionymi bawełną), kominkami i połączeniem z internetem. Do wyboru mamy wersję standard lub VIP. W ośrodku organizuje się też dodatkowe zajęcia prezentujące kulturę Japonii, takie jak warsztaty przyrządzania sushi, kaligrafii, ikebany (sztuki układania kwiatów), origami i kitsuke (sztuki zakładania kimona). Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” leży w malowniczym otoczeniu Przedborskiego Parku Krajobrazowego. Oprócz dwóch połączonych ze sobą sztucznych jezior znajdują się tu kamienne ogrody. Samo dojo (miejsce przeznaczone na treningi) położone jest na wzgórzu. Szczególna harmonia, z jaką został zaprojektowany ten obszar, ma sprzyjać doskonaleniu umiejętności w ciszy i spokoju.

 

NA POŁUDNIU EUROPY

Klimat, w granicach którego leży Polska, nie sprzyja uprawianiu niektórych dyscyplin sportowych przez cały rok. Jednak aby utrzymać odpowiednią formę, nie można zaprzestać treningów w okresie zimowym. Dlatego dobrym wyjściem w tej sytuacji jest wybranie się w rejony o bardziej korzystnych warunkach pogodowych. Zresztą obecnie Polacy coraz częściej mogą sobie pozwolić nie tylko na wakacyjne wyjazdy za granicę, lecz także te profilowane. Korzystają więc z możliwości uprawiania ulubionego sportu w innych krajach. Chętnie odwiedzane miejsce stanowią np. południowe regiony Europy. Znajdują się nie tak daleko od Polski, a zima jest w nich łagodna.

                Zagraniczne wyjazdy sportowe to świetna propozycja nie tylko dla dorosłych. Dla dzieci sport bywa nie mniej ważną pasją, a jeśli chcą związać z nim swoją przyszłość, muszą ciągle doskonalić umiejętności. Z drugiej strony wielu rodziców chce, aby ich pociechy spędzające dużo czasu na treningach nie traciły okazji do poznawania świata. W młodym wieku chłonie się najwięcej i to nie tylko w trakcie nauki. Niektóre dyscypliny sportowe w Polsce są dofinansowywane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, co stanowi znaczne ułatwienie w przypadku wysyłania dzieci na obozy za granicę.

                Dużą popularnością w przypadku tego typu wyjazdów cieszy się słoneczna Hiszpania. Na południu kraju zimą można trenować na świeżym powietrzu, bo temperatury utrzymują się tu na poziomie 15–20°C. Dla Polaków to z pewnością miła odmiana. Obozy sportowe w tej części Europy organizuje m.in. polskie biuro podróży Iberotravel z siedzibą w Katalonii. Zajmuje się ono tym już od pięciu lat. Oferuje wyjazdy na Dzikie Wybrzeże (Costa Brava) i w okolice Barcelony, a także do innych części Hiszpanii, np. do Andaluzji. Współpracuje z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki (PZLA), klubami piłki nożnej, siatkówki, nordic walkingu i nie tylko. Najwięcej obozów Iberotravel organizuje w mieście Lloret de Mar. To jeden z najpiękniejszych kurortów Costa Brava. Słynie m.in. z malowniczych plaż. Na klifie nad brzegiem morza wznosi się tutaj średniowieczny Zamek św. Jana (Castell de Sant Joan). Lloret de Mar jest bardzo korzystnie położone – znajduje się niedaleko portów lotniczych leżących w rejonie Barcelony i Girony. Od Polski dzieli kurort na tyle nieduża odległość (z Warszawy – ok. 2,3 tys. km), że dzieci i młodzież mogą pokonać ją również autokarem. W centrum miasta usytuowane są nowoczesne obiekty sportowe: stadion lekkoatletyczny, boiska piłkarskie, hale, basen olimpijski, siłownie. Biuro Iberotravel zajmuje się wszystkimi kwestiami dotyczącymi wyjazdu. Rezerwuje hotele i obiekty sportowe, organizuje transport i dodatkowe atrakcje (takie jak wycieczki do Barcelony, niezmiernie interesującej stolicy wspólnoty autonomicznej Katalonia). Na miejscu zapewnia opiekę polskiego rezydenta. Ponieważ ma siedzibę w Lloret de Mar, jego pracownicy mogą na bieżąco koordynować wszelkie sprawy związane z obsługą każdej grupy. Warto też podkreślić, że koszty obozów sportowych w Hiszpanii w okresie zimowym są dość niskie, porównywalne do cen w Polsce.

 

UJARZMIĆ FALE

Polacy chętnie zajmują się także różnorodnymi sportami wodnymi. Choć przez większość roku woda w Bałtyku i jego zatokach nie ma szczególnie przyjemnej temperatury, wiele osób uprawiających wind- i kitesurfing odwiedza Mierzeję Helską, aby doskonalić umiejętności. To często jedno z pierwszych miejsc, gdzie próbują swoich sił w ślizgu na falach. W sezonie letnim miejscowe szkoły organizują kursy i obozy zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dorosłych. Jednak ze względu na warunki klimatyczne surferów, wind- i kitesurferów z Polski coraz częściej przyciągają inne regiony na świecie. W tym przypadku ogromne znaczenie ma nie tylko temperatura powietrza i wody. Ważna jest również siła wiatru. Dlatego dużym zainteresowaniem cieszą się m.in. Wyspy Kanaryjskie, atlantyckie wybrzeże Maroka czy okolice miasta Tarifa na Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) w hiszpańskiej Andaluzji. Osoby pasjonujące się sportami wodnymi chętnie odwiedzają też miejsca, gdzie odbywają się międzynarodowe zawody, aby sprawdzić się w warunkach, w których walczą profesjonalni sportowcy. Przybywają więc m.in. na słoneczną Fuerteventurę. Na tej drugiej największej z Wysp Kanaryjskich (ok. 1660 km² i ponad 110 tys. mieszkańców), w rejonie pięknej plaży Sotavento rozgrywa się już od 33 lat na przełomie lipca i sierpnia Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup. Organizatorem tej widowiskowej imprezy jest tutejsze prężne, profesjonalne centrum René Egli by Meliã. Warto dodać, że sporty wodne stają się coraz bardziej znaczącymi dyscyplinami na świecie. Na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 2020 r., zaplanowanych w Tokio, po raz pierwszy pojawi się surfing. Zmagania zawodników będą rozgrywać się w okolicy plaży Tsurigasaki w mieście Ichinomiya (prefektura Chiba). Do programu kolejnych Igrzysk XXXIII Olimpiady (w 2024 r. w Paryżu) ma zostać włączony kitesurfing.

                Na zagraniczne szkolenia windsurfingowe Polacy mogą wyjechać np. z firmą Wavecamp. Firma powstała z inicjatywy Macieja Kapusty Kapuścińskiego, instruktora Polskiego Stowarzyszenia Windsurfingu (PSW), współorganizatora i pomysłodawcy zawodów windsurfingowych rangi mistrzostw Polski. Pierwszy taki wyjazd zorganizował on w maju 2010 r. i od tamtej pory dzieli się doświadczeniem i pasją z kolejnymi ludźmi chcącymi spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Obecnie oferta Wavecamp skierowana jest do osób na każdym poziomie zaawansowania: od początkujących przez średnio zaawansowanych do zaawansowanych. W części kursów mogą uczestniczyć także dzieci. Szkolenia prowadzą znakomici polscy instruktorzy, którzy nie tylko mają świetne umiejętności, ale potrafią również odpowiednio przekazywać wiedzę. Kursanci uczą się i trenują m.in. na Wyspach Kanaryjskich (np. Fuerteventurze, Gran Canarii, Teneryfie), na greckiej wyspie Karpatos, położonej u zachodnich brzegów Afryki São Vicente (w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka, w grupie Wysp Zawietrznych) czy na południowo-wschodnim wybrzeżu Wietnamu, w Mỹ Hòa koło miasta Long Xuyên w prowincji An Giang. W grudniu można z Wavecampem spędzić windsurfingowego sylwestra właśnie w wietrznej Republice Zielonego Przylądka. Maciej Kapuściński na stronie internetowej swojej firmy prowadzi też blog, na którym pisze o różnych kwestiach związanych z windsurfingiem i o zrealizowanych kursach.

                Na brak możliwości nie powinni także narzekać amatorzy kitesurfingu. Różne atrakcyjne rejony naszego globu odwiedzą m.in. dzięki KiteWyjazdy.pl Marcina Remplewicza – znanej marce w świecie kite’owym. Firma już od 10 lat zabiera swoich klientów do Brazylii (np. do miejscowości Cumbuco, Jericoacoara, Ilha do Guajirú, Guajiru), Egiptu (Soma Bay), Grecji, Kenii, na Kubę (Playa El Paso na Cayo Coco i Playa Pilar na Cayo Guillermo), Mauritius i Fuerteventurę. Przygotowuje też wyjazdy kitesurfingowe do dowolnego, oczywiście odpowiednio wietrznego, miejsca na świecie, jeżeli zgłosi się większa liczba osób chcących spróbować swoich sił w tym widowiskowym sporcie. Oferta obejmuje wszystkie aspekty wyprawy (ubezpieczenie, lot, zakwaterowanie, transfery), a dodatkowo zawiera również czasem wycieczki turystyczne. KiteWyjazdy.pl organizuje profesjonalne szkolenia kitesurfingowe dla osób indywidualnych, grup i firm. Warto też wspomnieć o założonej w 2001 r. przez Piotra Szewlakowa szkole Kite Park z Mierzei Helskiej. Właśnie w tym rejonie w sezonie letnim działa jej baza. Oprócz kursów kitesurfingu oferuje szkolenia z windsurfingu, wakeboardingu, surfingu, skimboardingu i stand up paddlingu (SUP) oraz udostępnia wypożyczalnię sprzętu do uprawiania sportów wodnych. Jednym z instruktorów tego centrum jest Victor Borsuk, siedmiokrotny zdobywca tytułu mistrza Polski i czterokrotny wicemistrz Polski w kitesurfingu, który trenuje dzieci i młodzież od 8. roku życia (osoby początkujące i zaawansowane) w ramach Borsuk CAMPS. Kite Park ma na swoim koncie również organizację wyjazdów do Brazylii, Wietnamu, Wenezueli, Egiptu, na Rodos, Zanzibar, Filipiny, Grenadyny czy Sardynię. Na zainteresowanie zasługuje poza tym profesjonalna polska baza kite- i windsurfingu SKYHIGH znajdująca się we Włoszech, w sardyńskiej miejscowości Porto Botte. Dostępne są w niej także kursy surfingu i wakeboardingu. Dodatkowo otwarto tutaj też wypożyczalnię rowerów.

 

Obozy jogi w Los Angeles w Kalifornii z Fun Travel

© Żaneta Auler/FUNtravel

 

TEST NA WYTRZYMAŁOŚĆ

Jednym z najmodniejszych tematów z dziedziny szeroko rozumianego sportu jest w Polsce od kilku lat również fitness i inne rodzaje zajęć, które ogólnie zaliczylibyśmy do gimnastyki (takie jak crossfit czy joga). Choć ta forma aktywności kojarzy się raczej z odwiedzaniem siłowni i klubów oraz dbaniem o zachowanie sprawności ruchowej, potrafi naprawdę wciągnąć i stać się prawdziwą pasją. Poza tym osoby regularnie uprawiające tego typu ćwiczenia często zmieniają swój dotychczasowy tryb życia i starają się żyć zdrowiej, zaczynają zwracać uwagę na to, co jedzą, i jak spędzają czas wolny. Niewątpliwie wpływ na wzrost zainteresowania fitnessem wśród Polek i Polaków miały znane obecnie trenerki, które wyczuły trend i wyrobiły sobie na nim swoją markę, przekształcając tę dziedzinę w dochodowy biznes. Trudno jednak nie dostrzec w tej popularności samych plusów – w końcu wszystko sprowadza się do tego, aby ruszać się więcej i nie spędzać całych dni za biurkiem. Inną niezmiernie modną w ostatnich latach aktywnością jest bieganie. I nie chodzi tu o zwykły, codzienny jogging, ale o sport związany z realizacją wyznaczonych sobie celów i ciągłym doskonaleniem się. W wielu miejscach w Polsce organizuje się obecnie różnego rodzaju biegi, w których może wziąć udział praktycznie każdy. Obok amatorów pojawiają się jednak na nich także osoby przygotowujące się do kilku takich zawodów w roku, trenujące mocno przed każdym wyścigiem, interesujące się tym, jak polepszyć swoją technikę, i stawiające na bicie własnych rekordów. Podobne podejście da się zaobserwować w przypadku odbywających się też w całym kraju imprez rowerowych (m.in. TAURON Tour de Pologne Amatorów, Lang Team Race, Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe, Cisowianka Mazovia MTB Marathon czy Maratony Rowerowe Kellys Cyklokarpaty). Polacy chętnie zajmują się sportem w zupełnie nieamatorski sposób, nawet jeśli nie walczą o stanięcie na podium w mistrzostwach o randze krajowej, kontynentalnej czy światowej.

                Oferta wyjazdów sportowych skierowana jest również do osób uprawiających tego typu aktywności. Połączenie zagranicznej podróży z poświęcaniem się swojej pasji stanowi znakomity sposób na poznanie innych krajów i ich mieszkańców od nieco odmiennej strony. Na maratony w różnych miejscach na świecie zabierają klientów np. biuro Logos Travel Marek Śliwka z Poznania, które opracowało program Maratony na 7 kontynentach, MK Tramping Travel & Incentive z Krakowa (pod sportową marką MK Active Sport), Biuro Podróży GRYF i Travel2Run z Katowic, Albatros Travel (przedstawicielstwo największego skandynawskiego organizatora wycieczek objazdowych) oraz Venga Travel i Tritraveler (specjalizujące się też w wyjazdach na triatlony) z Warszawy czy RAZevent ze Szczecina. Turystyką aktywną zajmuje się m.in. polska firma turystyczna Fun Travel ze Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Jej założycielka, Żaneta Auler, jest także właścicielką klubu fitness YogaCycle w Los Angeles w Kalifornii, gdzie odbywają się zajęcia z różnego rodzaju jogi i spinningu (jazdy na rowerze stacjonarnym) oraz treningi TRX, do których wykorzystuje się specjalny zestaw regulowanych pasów i taśm. To właśnie do USA zaprasza swoich klientów. Oferta Fun Travel obejmuje rozmaite sposoby aktywnego spędzania czasu. Znajdują się w niej np. obozy jogi w Los Angeles i mieście Sedona (w północnej części stanu Arizona), wycieczki rowerowe po dolinie Napa (Napa Valley) pokrytej licznymi winnicami, w których produkuje się wyśmienite kalifornijskie wina, wyprawy na narty do Kolorado i Utah. Firma służy też pomocą w organizacji wyjazdów na maratony (w Nowym Jorku, Los Angeles czy Bostonie) i triatlony (łącznie ze słynnym Ironmanem). Poza tym oferuje pobyty szkoleniowe dla trenerów i właścicieli klubów fitness w Polsce, podczas których zapoznają się oni z nowymi trendami i spotykają z osobami z branży w Stanach Zjednoczonych. Z Fun Travel można również wybrać się na zwiedzanie USA urozmaicone zajęciami jogi lub spinningu czy jazdą na rowerze w plenerze.

 

W ramach programu Maratony na 7 kontynentach Logos Travel można wyjechać do Jerozolimy

© Logos Travel

 

ZOSTAĆ MISTRZEM STOKU

Na koniec należy z pewnością poruszyć jeszcze jeden temat, a mianowicie sporty zimowe. Polacy mają swoje góry, które zimą odwiedzają bardzo chętnie, ale na prawdziwe śnieżne szaleństwo wybierają się głównie w rejon Alp. Tu od lat wśród ulubionych miejsc naszych rodaków królują Włochy. W sezonie zimowym przybywa ich do tego kraju tak wielu, że w niektórych górskich miejscowościach można natknąć się w lokalach gastronomicznych na polskie menu. Nie ma się zresztą co temu dziwić, warunki do jazdy na nartach lub snowboardzie na północy Italii są znakomite, zarówno ze względu na ukształtowanie terenu i pogodę, jak i rozbudowaną infrastrukturę (także hotelową), a Włosi uchodzą za wyjątkowo sympatycznych i otwartych ludzi. Ogromną popularnością cieszy się zwłaszcza okolica Marmolady (3343 m n.p.m.) – najwyższego szczytu Dolomitów. W rejonie słynnej Doliny Słońca (Val di Sole) w Trentino znajduje się jedna z najlepszych i najdłuższych nartostrad w Europie. Co ważne, w Dolomitach można w sezonie zimowym korzystać z jednego skipassu. Pomiędzy poszczególnymi ośrodkami kursują specjalne busy i autobusy. Do najpopularniejszych kurortów w regionie należą Madonna di Campiglio czy elegancka Cortina d’Ampezzo.

                Ze względu na ogromne zainteresowanie oferta zagranicznych obozów i wyjazdów narciarskich do Włoch (i nie tylko) przygotowana przez polskie firmy jest naprawdę bardzo szeroka. Każdy z pewnością znajdzie więc coś dla siebie. Do wyboru są propozycje dla dorosłych, dzieci i młodzieży na wszystkich poziomach zaawansowania. Można też zdecydować się na sportową wyprawę rodzinną. Na ośnieżone włoskie stoki udamy się np. z warszawskim Klubem Tenisowym, Narciarskim i Żeglarskim Sporteum. W sezonie 2018/2019 oferuje on wyjazdy do Carezzy w Tyrolu Południowym, Monte Bondone i Folgarii w Trentino czy miejscowości w okolicy Val di Sole – Passo Tonale, Madonna di Campiglio i Pinzolo. Poza tym prowadzi specjalną sportową sekcję narciarską dla dzieci w każdym wieku, która organizuje treningi i obozy oraz przygotowuje chętnych do startowania w zawodach. Dorośli mogą trenować jazdę na nartach w ramach przeznaczonej dla nich grupy Sporteum Masters.