LIDIA MIKOŁAJEWSKA

 

<< Gdy w 2006 r. hinduski reżyser Harry Baweja kręcił sceny do filmu „Love Story 2050”, przyznał w wywiadzie, że południe Australii stanowi znakomity plener zdjęciowy do jego obrazu. Właśnie tu znalazł wszystko to, czego potrzebował: wielkie miasto i małe miasteczko, czerwoną pustynię i słone jezioro, a nawet piękną wyspę. A to przecież jedynie część tego, co ma nam do zaoferowania ten najmniejszy i najbardziej odmienny kontynent świata. Witajcie po drugiej stronie globu! >>

FOT. TOURISM AUSTRALIA IMAGE GALLERY

Dwunastu Apostołów - wapienne kolumny w Parku Narodowym Port Cambell

 

Trzeba przyznać, że w Australii jest coś urzekającego i fascynującego. To prawdziwie filmowy kraj – ogromne i dzikie przestrzenie, ciągnące się po horyzont drogi i bezdroża, piaszczyste plaże i lasy deszczowe, nasłonecznione stoki i pastwiska czy wypalone pustynie… Na dodatek tylko tu ewolucja ssaków przebiegła inaczej niż na całej planecie, dzięki czemu rozwinęły się i przetrwały do naszych czasów gatunki stekowców i torbaczy – dziobaki, kolczatki, wombaty, koale czy kangury.

 

Dwie trzecie kontynentu zajmuje Outback – spieczona słońcem bezkresna równina o barwie, która kojarzy mi się ze zmieloną czerwoną papryką. Tutaj znajduje się symbol Australii – formacja skalna Ayers Rock, czyli Uluru, święte miejsce Aborygenów. O zachodzie ściany tego monolitu mienią się wieloma kolorami. Rdzennych mieszkańców kontynentu spotkacie w każdym wielkim mieście. Żyją jednak przede wszystkim w Australii Zachodniej, Queensland, Nowej Południowej Walii, a również na Terytorium Północnym, gdzie tak, jak ich przodkowie od tysięcy lat, mieszkają w regionie Rzek Aligatorów (Alligator Rivers Region) w Parku Narodowym Kakadu (Kakadu National Park). Dziś te tereny pełne wodospadów, ścieżek spacerowych, ptaków, ryb, kwiatów zasiedla ok. 500 Aborygenów.

 

W australijskich progach

Najważniejszym portem morskim północnego wybrzeża Australii jest Darwin. Obok przepięknych i czyściutkich plaż największy atut tego miasta stanowi wielonarodowa kuchnia, czerpiąca ze sztuki kulinarnej Malezji, Tajlandii, Wietnamu, Indonezji i Timoru Wschodniego. Uważa się je też za świetną bazę wypadową na pobliskie obszary chronione, nie tylko do wspomnianego już Parku Narodowego Kakadu, lecz także do Parku Narodowego Litchfield (Litchfield National Park), na Wyspy Tiwi (Tiwi Islands) oraz do rezerwatu Ziemia Arnhema (Arnhem Land). Ze względu na upał i tropikalną wilgoć wędrówki po tym rejonie nie należą do łatwych. Trzeba również pamiętać, aby wcześniej zaopatrzyć się w karty pozwoleń na wkroczenie na tereny aborygeńskie. Nigdzie indziej jednak nie zobaczycie takich wspaniałości, jak malowidła na skałach Ubirr i Burrunggui (Nourlangie Rock), wodospady Jim Jim, Twin i Gunlom, rozlewiska Rzek Aligatorów z krokodylami i egzotycznym ptactwem czy termitiery w Litchfield.

FOT. TOURISM AUSTRALIA IMAGE GALLERY

Ziemia Arnhema - petroglify Aborygenów

 

Warto wspomnieć, że aż do XVIII w. Aborygeni, pierwotni mieszkańcy kontynentu, obrabiali kamień i kości, muszle morskie i drewno. Nie uprawiali ziemi, nie hodowali zwierząt... Przez dziesiątki tysięcy lat polowali na dziką zwierzynę, łowili ryby, korzystali z darów natury i żyli w zgodzie z jej prawami – nie poprawiali jej i nie zmieniali. Ich kultura jest niezwykle piękna,pełna tajemniczych rytuałów,wierzeń i magii. Opiera się na ustnych podaniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie i prastarych wierzeniach pochodzących jeszczez tzw. Czasu Snu. Gdy Europejczycy zaczęli kolonizować antypody, uznali jednak, że Terra Australis (łac. Ziemia Południowa) to ziemia niczyja. Do połowy lat 60. XX w. Aborygeni nie byli uważani za obywateli tego kraju. Ich dzieje, często tragiczne, są ciemną kartą historii Australii.

W ciągu ostatnich dwudziestu paru lat kolejne rządy australijskie czyniły wiele, aby naprawić grzechy przeszłości. Uznano przykładowo aborygeńskie nazwy geograficzne. Dlatego praktycznie na całym kontynencie spotkamy podwójne nazewnictwo: pierwotne i późniejsze, wprowadzone przez podróżników i odkrywców. Wśród nich był również nasz rodak Paweł Edmund Strzelecki (1797–1873), słynny badacz Australii, który ochrzcił najwyższy szczyt w Górach Śnieżnych w paśmie Alp Australijskich mianem Góry Kościuszki (Mount Kosciuszko, 2228 m n.p.m.). Zimą możemy tu poszaleć na nartach biegowych lub snowboardzie (nawet w Australii pada śnieg!), a w miesiącach letnich uprawiać wspinaczkę i kolarstwo górskie, zwiedzać jaskinie, pływać łodzią i wędkować...

 

Plaże wielkiego miasta

Współczesna Australia to niesamowity tygiel narodów, kultur i religii… Ludzie są tu na ogół życzliwi, gościnni, pomocni i wyrozumiali, uśmiechają się do siebie i pozdrawiają nieznajomych.

W styczniu 1788 r., czyli 18 lat po dotarciu przez Jamesa Cooka (1728–1779) do południowo-wschodnich wybrzeży Terra Australis, kapitan Arthur Phillip (1738–1814) wraz z grupą ponad tysiąca osób wylądował w zatoce Port Jackson. Przywiózł ze sobą 778 więźniów skazanych wyrokami sądów angielskich. Taki był początek pierwszej australijskiej kolonii karnej i pierwszej europejskiej kolonii w Australii w ogóle. Na ziemiach, które Cook nazwał Nową Południową Walią, powstała osada Sydney.

FOT. TOURISM AUSTRALIA IMAGE GALLERY

Zatoka Port Jackson w Sydney

 

Dziś zatokę Port Jackson (zwaną też Sydney Harbour) przecina znany z wielu widokówek i prospektów reklamowych most, czyli Sydney Harbour Bridge. Na jej brzegu wznosi się kolejny charakterystyczny symbol miasta – gmach opery, słynny Sydney Opera House, który swoim kształtem przypomina statek pod pełnymi żaglami. Tę perłę tutejszej architektury odwiedza 7 mln turystów rocznie. Podobną popularnością cieszy się także pobliska promenada wysadzana drzewami dżakarandy. W listopadzie i grudniu obsypane są one przecudnym fioletowym kwieciem. Schodząc po schodach opery, można podziwiać centrum Sydney z drapaczami chmur przypominającymi te z Nowego Jorku. Niewątpliwie z tego miejsca prezentuje się ono najokazalej. Nadbrzeżna aleja wypełniona jest restauracjami, a w każdej z nich spróbujecie potraw z najrozmaitszych kuchni świata. Jeśli panorama miasta oglądana z perspektywy schodów opery to dla Was za mało, możecie wybrać się w rejs tramwajem wodnym, promem lub statkiem turystycznym. Dopłyniecie nimi np. do Zoo Taronga (Taronga Zoo), w okolicę Latarni Hornby’ego (Hornby Lighthouse) albo do zatoczki Manly Cove przy najdroższej dzielnicy Manly. Wzdłuż plaży Manly (Manly Beach) nad Morzem Tasmana rosną araukarie wyniosłe (Araucaria heterophylla) – niezwykłe drzewa iglaste, których gałęzie wyglądają nieco jak rosnące w ziemi korzenie, a my mamy wrażenie, że ktoś posadził je na odwrót. Cóż, w końcu jesteśmy w Australii...

Nazwa dzielnicy i plaży pochodzi od wspomnianego już kapitana Arthura Phillipa, który nadał ją temu miejscu po spotkaniu z tubylczą ludnością (manly znaczy „mężny”). Manly to obecnie – obok Bondi Beach (jednej z największych tutejszych plaż) – najmodniejsze kąpielisko Sydney.

Boondi w języku Aborygenów oznacza „odgłos wywoływany uderzeniem fali o skały”. Nad brzegiem oceanu spotkacie w tym miejscu przedstawicieli społeczności z całego świata: Włochów i Polaków, Nowozelandczyków i Brytyjczyków, których łączy miłość do surfingu i nurkowania. Poszukiwacze wysokich fal ściągają na plażę Fairy Bower. Amatorzy podwodnych przygód wybierają zaś Shelly Beach w zatoce Cabbage Tree.

Poza surferami i nurkami przybywają tu także turyści spragnieni morskich kąpieli i spacerów. Restauracje i kawiarnie przy promenadach są zawsze wypełnione po brzegi. Po plażowaniu na Bondi warto wybrać się do północnej części dzielnicy o tej samej nazwie, gdzie na polu golfowym zachowały się naskalne ryty Aborygenów. Można też skierować się na południe – do Tamaramy nad zatoką spienionych fal. W sezonie, a zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku, na plaży panuje tu nieopisany ścisk. Nic w tym dziwnego, przecież w Australii panuje wówczas lato!

 

Ziemia królowej

Jeśli ktoś nie lubi tłumów, a marzy o ciszy i spokoju z dala od cywilizacji, niech uda się do Queensland. Na północy tego stanu leży popularna miejscowość Cairns, którą założyli w końcu XIX w. poszukiwacze złota i plantatorzy trzciny cukrowej. Dziś to miasto, żyjące z turystyki i rybołówstwa, jest doskonałą bazą wypadową w inne zakątki półwyspu Jork (Cape York Peninsula) – na przylądek Jork (Cape York), do dżungli tutejszej tropikalnej strefy klimatycznej i na rafy koralowe, dokąd płyną specjalne łodzie wyposażone we wszelki sprzęt do nurkowania. Dziewicza przyroda stanowych parków narodowych – Mungkan Kandju, Iron Range i Jardine River – potrafi wprawić w prawdziwy zachwyt nawet wytrawnych podróżników. Na pewno warto również wyruszyć do Parku Narodowego Daintree (Daintree National Park), aby zobaczyć las deszczowy, skupiska mangrowców, liczne wąwozy i… krokodyle. W Queensland znajdziecie aż pięć rezerwatów wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, m.in. Wielką Rafę Barierową (Great Barrier Reef) i Lasy Deszczowe Gondwana w Australii (Gondwana Rainforests of Australia), czyli Środkowo-Wschodnie Rezerwaty Lasu Deszczowego (Central Eastern Rainforest Reserves).

 

Raj wczasowiczów i poszukiwaczy złota

Odkrywca wschodnich wybrzeży Australii, kapitan Cook, nazwał jedną z wysp w okolicach Townsville Wyspą Magnetyczną (Magnetic Island), bo kiedy próbował ją opłynąć, wszystkie przyrządy pokładowe zwariowały. Była ona kiedyś aborygeńskim sanktuarium. W XIX w. stała się dla Australijczyków rodzajem modnego kurortu. Tu spotykali się ludzie z elity w czasie urlopów i w weekendy. Na ten niewielki skrawek lądu dopłyniecie promem z Townsville. Krajobraz wysepki jest niezmiernie różnorodny – las deszczowy sąsiaduje na niej z namorzynami i wiszącymi skałami oraz piaszczystymi plażami. Poza tym obejrzycie tu fortyfikacje wojskowe, a także spotkacie pademelony z rodziny kangurowatych i misie koala.

FOT. TOURISM AUSTRALIA IMAGE GALLERY

Heron Island - wysepka koralowa w południowej części Wielkiej Rafy Barierowej

 

Samo Townsville to malowniczy port morski z licznymi lagunami kąpielowymi. Na uwagę zasługują szczególnie miejscowe nowoczesne Muzeum Tropikalnego Queensland (Museum of Tropical Queensland) i akwarium Reef HQ Great Barrier Reef Aquarium. Na południowy zachód od miasta, wśród typowego australijskiego buszu, leży Charters Towers – żywy skansen z okresu gorączki złota (II połowa XIX w.), gdy na kontynencie eksploatowano jedne z największych na świecie złóż tego kruszcu. Swoje bogactwo i ciągły rozwój zawdzięcza tym czasom także Ballarat, położone na zachód od Melbourne, stolicy stanu Wiktoria. Do dziś zachowały się tu imponujące budynki użyteczności publicznej i domy prywatne, wybudowane niegdyś za fortuny zbite na wydobyciu złota. W tym mieście warto zwiedzić m.in. Teatr Jej Królewskiej Mości (Her Majesty’s Theatre), Hotel Craiga (Craig’s Royal Hotel) czy Ratusz (Town Hall).

 

Śladem złóż kamieni szlachetnych

Australia słynie także z innego cenionego w jubilerstwie bogactwa naturalnego ziemi – przepięknych opali, mieniących się wszystkimi kolorami tęczy. Zainteresowanym wydobyciem tych kamieni szlachetnych polecam wycieczkę na Pustynię Gibsona (Gibson Desert). Zanim jednak na nią dotrzecie, przejedźcie się drogą Great Ocean Road w kierunku Adelajdy (Adelaide), aby zobaczyć Dwunastu Apostołów (Twelve Apostles), czyli okazałe kominy skalne, utworzone przez wiatr i stałą erozję wapienia. Wyrastają one wprost z Oceanu Południowego. Promienie wschodzącego i zachodzącego słońca barwią je na rozmaite kolory. Na pewno zachwyci też wszystkich turystów miejscowa fauna. Przy brzegu można zaobserwować wieloryby, a w parkach narodowych natknąć się na koale i dziobaki. Okoliczne wody zachęcają do surfowania i pływania z delfinami. Skaliste klify, malownicze plaże, jeziora, wyspy i lasy Wybrzeża Wiktorii (Victoria Coast) warto obejrzeć również z pokładu helikopterów lub samolotów należących do Aus Air Services.

Cel naszej wyprawy leży jednak w centrum Pustyni Gibsona, ponad 800 km na północ od Adelajdy. Nazwa miasteczka Coober Pedy pochodzi od wyrażenia z języka Aborygenów kupa-piti, co oznacza „kryjówkę białego człowieka”. Większość ludzi żyje tu w podziemnych mieszkaniach lub w nieczynnych kopalniach ze względu na panujące na powierzchni kilkudziesięciostopniowe upały. W ich nietypowych domach panuje idealna temperatura: latem jest w nich chłodniej niż na zewnątrz, a zimą – cieplej. Przy wydobyciu opali pracują tutaj tysiące Polaków, Greków, Włochów, Filipińczyków, Wietnamczyków, Hindusów, Chińczyków... Pierwszy okaz znaleziono w tym rejonie w 1915 r., w okresie gorączki złota. Po I wojnie światowej zaczęli napływać w te strony uchodźcy z Europy, którzy pragnęli szybko się wzbogacić. Tu zobaczycie Australię w pigułce – kraj stanowiący mieszankę wielu kultur, wyznań i języków. Coober Pedy słusznie określa się mianem „światowej stolicy opali”.

 

Polacy w Australii

Podczas wędrówki po najmniejszym kontynencie świata natkniecie się również na polskie ślady i swojsko brzmiące nazwy, jak np. Lake Gruszka (jezioro Gruszka). Ponad 50 lat temu Jerzy Gruszka (1930–1994) stał się bohaterem australijskich relacji prasowych, radiowych i telewizyjnych. Na Pustyni Gibsona w Australii Zachodniej nasz rodak odkrył jedyny na tym terenie zbiornik słodkiej wody. Wiadomość ta miała duże znaczenie, ponieważ tutejsze wielkie pustkowia nie mogły zostać wykorzystane pod uprawy z powodu braku nawodnienia.      

Najsłynniejszym Polakiem wśród Australijczyków jest jednak niewątpliwie Paweł Edmund Strzelecki, którego największą zasługą było opracowanie mapy geologicznej Nowej Południowej Walii i Tasmanii. Jego nazwiskiem nazwano okresową rzekę i pustynię w południowej części kraju – Strzelecki Creek i Strzelecki Desert, wzgórza przybrzeżne stanu Wiktoria – Strzelecki Ranges, najwyższy szczyt Wyspy Flindersa – Strzelecki Peak (756 m n.p.m.), a także kilka gatunków roślin i zwierząt. Do jednych z najbardziej znanych polskich obywateli należy też słynny na cały świat antropolog i etnograf Bronisław Malinowski (1884–1942). Swoje badania plemion tubylczych prowadził w Australii, Nowej Gwinei i na Wyspach Trobriandzkich w latach 1914–1920. Ich wyniki opisał potem w swoich pracach, które przyniosły mu międzynarodową sławę. Jego współtowarzyszem podróży, rysownikiem i fotografem był sam Witkacy, czyli Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885–1939).

 

Australijskie winne grona

W ciągu ostatnich lat Australia stała się jednym z bardziej popularnych i znaczących eksporterów wina do 85 krajów świata. Tradycję uprawy winorośli przywieźli ze sobą ok. 150 lat temu przybysze z Irlandii, Szkocji, Austrii, Hiszpanii czy Prus. W czasie wędrówek po południowej części kontynentu, od Sydney przez Melbourne i Adelajdę do Perth, możecie skosztować wyśmienitych trunków. Miejscowe winiarnie to zazwyczaj małe, często rodzinne biznesy, ale obok prostych chat zbudowanych przy winnicach znajdziemy tutaj też aleje wysadzane palmami, prowadzące do pałaców otoczonych polami winnych krzewów.

FOT. TOURISM AUSTRALIA IMAGE GALLERY

Port Jackson, inaczej Sydney Harbour (Zatoka Sydney) - romantyczny posiłek z australijskim winem

 

Niezależnie od zamożności wszyscy winiarze cieszą się z odwiedzających ich gości i chętnie opowiadają o historii powstania swojej plantacji, szczepach uprawianych winogron, cudownych smakach i aromatach każdego rocznika... 

Jedynie Australia pachnie tak wspaniale winogronami, bryzą z nad oceanu, suchym powietrzem buszu i wilgotnym zapachem dżungli… Ten fascynujący zakątek świata należy odwiedzić przynajmniej raz w życiu!

 

Artykuły wybrane losowo

Cztery zachwycające światy Ekwadoru

 

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Ekwador jest najmniejszym krajem andyjskim (o powierzchni 256 370 km2), który tworzą cztery regiony – Amazonia, góry (sierra), wybrzeże (costa) i słynne Wyspy Galápagos. Każdy z nich to zupełnie odmienny świat. Dzięki temu Ekwador może się poszczycić ogromną bioróżnorodnością. Nic więc dziwnego, że mówi się o nim jako „Ameryce Południowej w pigułce”. Tylko tutaj możemy poznać cztery zachwycające światy, z których jeden jest piękniejszy od drugiego…

Więcej…

Katika Kenya yangu, czyli w mojej Kenii

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.gerber.d7.pl

                                                                                                             FOT. ROBERT GONDEK 

<< Afryka ma wiele twarzy, a każda z nich jest jedyna i niepowtarzalna. To samo można z całą pewnością powiedzieć o wszystkich państwach Czarnego Lądu. Dotyczy to również Kenii – krainy dzikich zwierząt i ojczyzny wielu afrykańskich plemion. Jednak duże grono podróżników nie wie, że ten kraj to także ciągle rozwijająca się nowoczesna stolica Nairobi, popularny cel wypraw wspinaczkowych czy coraz bardziej doceniany na całym świecie kierunek wyjazdów golfowych i wędkarskich. Jeśli nie mieliście też o tym pojęcia, czas to zmienić... Zapraszam do mojej Kenii! >>

Republika Kenii, leżąca we wschodniej części kontynentu afrykańskiego, nad Oceanem Indyjskim, graniczy z Tanzanią, Ugandą, Sudanem Południowym, Etiopią i Somalią. Przez terytorium państwa przebiega linia równika, oddzielająca półkulę północną od południowej. Językami urzędowymi są tutaj suahili oraz angielski – pozostałość po kolonialnej Brytyjskiej Afryce Wschodniej, w skład której wchodziła również Uganda. Dziś Kenia należy do brytyjskiej Wspólnoty Narodów (Commonwealth of Nations), ale w rzeczywistości stanowi od grudnia 1963 r. niepodległy kraj posiadający własnego prezydenta i rząd.

Więcej…

Dwanaście najpiękniejszych włoskich wysp

URSZULA KRAJEWSKA

www.interpretareitalia.com

 

<< Za wyspiarski raj w basenie Morza Śródziemnego zwykło się uważać Grecję, do której należy 6 tys. wysp i wysepek. Jednak to określenie pasuje również bez wątpienia do Włoch. W ich granicach znajduje się ok. 800 wysp. Tę mnogość trudno dostrzec przy pierwszym rzucie oka na mapę. Wyspy Italii są zróżnicowane, każda jest inna i niepowtarzalna. >>

 

Ruiny malowniczo położonego teatru greckiego z III w. p.n.e. w Taorminie na Sycylii

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

Mieszkańców tych niedużych, odrębnych światów można nazwać po włosku isolani, czyli wyspiarzami. Nie uważają się za Włochów, tworzą niezależne społeczności i za nic w świecie nie chcieliby opuścić swojego miejsca zamieszkania. Nie ma w tym nic dziwnego – kto nie pragnąłby w końcu żyć na uroczej śródziemnomorskiej wyspie.

Nie jest łatwo wybrać najbardziej warte odwiedzenia zakątki wyspiarskiej części Włoch. Wiele miejsc zachwyca tu swoją urodą i atmosferą. Chciałabym jednak przedstawić 12 najpiękniejszych według mnie włoskich wysp, a jednocześnie zachęcić do podróży w te strony i stworzenia własnego subiektywnego rankingu.

 

Sycylia

Cesarz rzymski narodu niemieckiego Fryderyk II Hohenstauf, będący królem Sycylii w latach 1198–1250, miał powiedzieć: Nie zazdroszczę Bogu raju, ponieważ jestem szczęśliwy, żyjąc na Sycylii. Największa wyspa na Morzu Śródziemnym (ok. 25,5 tys. km² powierzchni) pachnie pomarańczami i winem migdałowym. Tętni życiem, któremu rytm nadaje wciąż czynny wulkan Etna (3329 m n.p.m.), górujący nad typowo śródziemnomorskimi krajobrazami. Na Sycylii jest wszystko, co włoskie, ale nie tylko. Mieszają się na niej kultury i religie, style i barwy, ale przede wszystkim smaki i zapachy, pozwalające oszaleć zmysłom. Znajdziemy tu greckie świątynie, rzymskie wille, bizantyjskie mozaiki i barokowe katedry.

Mieszankę stykających się w tej krainie wpływów kulturalnych odzwierciedla sycylijska kuchnia. Podróż na tę wyspę to uczta dla oka, ale w szczególności dla podniebienia. Można powiedzieć, że Sycylię się smakuje, a nie zwiedza. Każdy jej zakątek ma długą i ciekawą historię. To raj dla archeologów, miłośników architektury i tych, którzy kochają południowy styl życia. Jednak na wyspie najbardziej fascynują jej mieszkańcy i ich ognisty charakter. W cieniu monumentalnych zabytków, wśród śródziemnomorskiej roślinności żyją ludzie, których twarze oddają różnorodność tego regionu. Uważają się oni za zupełnie niezależny naród i manifestują swoją odrębność na każdym kroku. Ich temperament, ciepło i gościnność znane są na całym świecie, dlatego Sycylia stała się jednym z najpopularniejszych miejsc na urlop wśród wczasowiczów. To właśnie wyspiarze tworzą tak serdeczną atmosferę, że każdy czuje się tu jak w domu i chętnie w te strony wraca.

Dzień na wyspie polecam rozpocząć w otoczeniu natury. Póki upał nie utrudnia jeszcze pieszych wycieczek, warto wybrać się nad saliny położone tuż obok lotniska pod Trapani lub zmierzyć się z Etną podczas wspinaczki na sam jej szczyt. Na drugie śniadanie można odwiedzić Ragusę bądź Noto, żeby w barokowej scenerii spróbować typowej granity, np. o smaku migdałów ze śmietaną, lub przejść się promenadą w Marzamemi, kolorowej miejscowości leżącej na południowo-wschodnim krańcu wyspy.

W południe trzeba udać się na targ Ballarò w samym centrum Palermo, aby zadziwić się dorodnością bakłażanów czy pomidorów, lub zajrzeć na targ La Pescheria w Katanii, gdzie sprzedają świeżo złowione ryby. Obiad najlepiej zjeść... na ulicy. Sycylijczycy uwielbiają jedzenie, które mieści się w rękach, a jakość takich przekąsek doceni nawet najbardziej wymagający smakosz. Podczas sjesty warto schować się w cieniu drzew ogrodu botanicznego Taorminy. Pausa pranzo, czyli przerwa poobiednia, jest rzeczą świętą i należy się nią delektować. To czas największego skwaru, więc aby się ochłodzić, można wstąpić do lokalnej lodziarni i poczęstować się lodami, tym razem o smaku pistacji. Późniejszym popołudniem polecam zwiedzić znany i lubiany zespół świątyń greckich (Valle dei Templi) w Agrygencie (Agrigento) i zobaczyć białe Schody Turków (Scala dei Turchi) niedaleko Porto Empedocle albo złożyć wizytę w mniej popularnych, a równie ciekawych miastach takich jak Modica, stolica sycylijskiej czekolady, czy malutkie Savoca i Forza d’Agrò, gdzie kręcono Ojca chrzestnego. Gdy słońce nie będzie już tak bardzo grzało, warto udać się na plażę, np. Mondello koło Palermo, lub na klif w miejscowości Terrasini, aby podziwiać zachód słońca.

Wieczorem, kiedy bryza morska w końcu ułatwia swobodne oddychanie, przychodzi pora na zabawę. Najlepiej spędzić ten czas w towarzystwie miejscowych, którzy nierzadko zapraszają przyjezdnych na obfitą kolację z lokalnym białym winem inzolia bądź też znanym na całym świecie czerwonym nero d’avola. Przy okazji warto pamiętać, że na Sycylii płacze się trzy razy: gdy się na nią przyjeżdża i z niej wyjeżdża oraz w momencie stawania na wagę.

 

Lipari

Największa z Wysp Liparyjskich (Wysp Eolskich) – Lipari (ok. 37,3 km²) – powstała w wyniku erupcji wulkanicznych. Położona na Morzu Tyrreńskim i administracyjnie należąca do Sycylii, jest jednak łatwo dostępna także z Kalabrii, samego czubka włoskiego buta. Najbardziej turystyczne i najmodniejsze miejsce tutaj stanowi miasto Lipari. Przyciąga ono licznymi zabytkami. Zamek z XVI w., znajdujący się na terenie wykopalisk archeologicznych, zrekonstruowany teatr grecki czy Katedra św. Bartłomieja, odbudowana po zniszczeniu przez piratów, to najciekawsze z nich. Jednak wyspa nie kończy się na tej miejscowości. Warto wyruszyć w jej głąb i odkryć miejsca, których turyści przyjeżdżający tutaj na kilka godzin nie mają szans zobaczyć.

Na zainteresowanie zasługuje m.in. czarna plaża w Canneto, skąd idealnie widać pobliską Stromboli, znaną z erupcji wulkanicznych, prezentujących się szczególnie widowiskowo po zapadnięciu zmroku, i Panareę, najmniejszą z siedmiu głównych wysp archipelagu (zaledwie 3,34 km²). Na aperitif w postaci kieliszka słodkiego wina o kolorze żywicy (Malvasia delle Lipari DOC) należy wybrać się w okolice Spiagge Bianche, gdzie wbrew nazwie (z wł. Białe Plaże) brzeg morza pokrywa szary piasek. Na kąpiel warto zatrzymać się w miejscowości Acquacalda (w tłumaczeniu na polski Gorąca Woda) – tu można się rozkoszować najcieplejszą wodą na Lipari.

Wycieczka po wyspie dostarcza wielu przyjemnych wrażeń zwłaszcza ze względu na malownicze drogi i unoszącą się wokół nich woń roślin. W powietrzu wyczuwa się zapach śliwy, opuncji i drzewa karobowego, a wiosną licznych bugenwilli. Osoby, którym dopisze szczęście, natkną się na kwitnącego kapara liparyjskiego (cappero di lipari) – jego kwiaty utrzymują się tylko jeden dzień. Pąki tej rośliny królują w tutejszej kuchni. Słowo liparos oznaczało w antycznym greckim m.in. „żyzny”, więc choć Lipari charakteryzuje się pochodzeniem wulkanicznym i z tego powodu można by spodziewać się na niej surowych krajobrazów, uwagę zwraca tu wyjątkowo bujna przyroda. Warto dotrzeć aż do punktu widokowego Quattrocchi (wł. Czworo Oczu) – aby ogarnąć wzrokiem całą rozpościerającą się stąd panoramę, należałoby mieć dwie pary oczu. Z wyspy trzeba koniecznie przywieźć ze sobą kawałek obsydianu i pumeksu z Cave di Pomice, wyjątkowo urokliwej kopalni. Lipari, miejsce, w którym spotykają się cztery żywioły, z pewnością oczaruje wielbicieli Sycylii, pozostałych turystów zaskoczy wielością kolorów i bogatą historią.

 

Sardynia

Podróż na Sardynię to wyprawa do kompletnie innego świata, wciąż jeszcze owianego tajemnicą. Nie bez powodu nazywa się ją wyspą siedmiu kontynentów, gdyż znajdziemy na niej naprawdę wszystko, czego dusza zapragnie. Mieszka tu ponad 1,6 mln osób. Wyspiarze posiadają geny zupełnie inne niż naród włoski. Przez stulecia skutecznie opierali się wszelkim najeźdźcom, choć na Sardynii możemy dostrzec wiele wpływów hiszpańskich. Mniej więcej 400-letnie panowanie Aragończyków (w latach 1324–1720) zostawiło swoje ślady przede wszystkim w zachodniej jej części oraz w miejscowym języku (sardo). Sardyński jest używany na wyspie obok włoskiego. To wszystko powoduje, że oddycha się na niej zupełnie innym powietrzem, nasyconym oryginalną, wielowiekową tradycją.

Ta druga największa wyspa Morza Śródziemnego (ok. 24,1 tys. km² powierzchni) zachwyca cudownymi widokami. Góry łączą się tutaj z wodą, przesadny luksus styka się z ludowymi obrządkami. Do dziś na Sardynii kultywowane są pogańskie rytuały, szczególnie w okresie karnawału. Nie wolno też zapomnieć, że do jej największych skarbów należą urzekający lazur morza, wyjątkowo czyste plaże i piękne jaskinie krasowe. Wyspa jest wymarzonym plenerem dla fotografów i malarzy, a także odwieczną inspiracją wielu poetów.

                Wyrafinowanym turystom z pewnością przypadnie do gustu Porto Cervo koło Arzacheny, stolica europejskiego luksusu. Ta modna dzisiaj miejscowość została zaprojektowana na życzenie przywódcy ismailickich nizarytów, urodzonego w 1936 r. w Genewie księcia Agi Chana IV, który dostrzegł potencjał regionu i dzięki któremu Sardynia stała się ważnym punktem na turystycznej mapie Europy. W samym sercu Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda) można nie tylko oglądać drogie jachty i wille bogaczy. W posiadłości Balajana w pobliskim Luogosanto znajduje się zabytkowa winnica – Vigneti Piero Mancini. Wizyta w niej jest atrakcją na każdą kieszeń. Warto tu wypić kieliszek cannonau, rubinowoczerwonego wina zapewniającego długowieczność, podawanego z dodatkiem lokalnego pecorino, sera owczego. W końcu Sardynia to jedna z pięciu Błękitnych Stref (Blue Zones) na świecie, czyli obszarów, gdzie odnotowano największą liczbę stulatków.

Miłośnicy historii powinni odwiedzić kompleks nuragów (kamiennych wież) Su Nuraxi usytuowany koło Barumini na południu wyspy. Na zainteresowanie zasługuje również Tharros, starożytna kolonia fenicka. Wzburzone wody w okolicy tutejszej plaży w San Giovanni di Sinis przyciągają windsurferów. Mimo iż amatorzy sportów wodnych od lat wybierają Porto Pollo na północy lub Porto Botte w południowo-zachodniej części Sardynii, to nietrudno znaleźć na niej wiele innych miejsc idealnych do uprawiania tego typu aktywności. Najczystsze plaże na wschodnim brzegu wyspy leżą w zatoce Orosei. Są dostępne jedynie od strony morza.

W tym rejonie Włoch natkniemy się też na flamingi – brodzą w wodach lagun w południowym regionie Chia lub przy miejscowości San Teodoro na wschodzie, która jest także najpopularniejszym skupiskiem pubów, knajpek i dyskotek na Sardynii. Przy okazji wizyty na południu należy udać się na wydmy w Piscinas i pobliską wysepkę Sant’Antioco, będącą jedynym miejscem na świecie, gdzie produkuje się tzw. jedwab morski (tkaninę bisiorową). Północno-zachodnia część wyspy również prezentuje się ciekawie. Leżą w niej typowo katalońskie miasta i miasteczka (na czele z Alghero, nazywanym nawet małą Barceloną), w których wydobywane są najcenniejsze czerwone korale, a kobiety do dziś trudnią się pleceniem koszy wiklinowych. Jeśli pragniemy poznać prawdziwe oblicze Sardynii, musimy odwiedzić jej serce – górzysty region Barbagia, skąd pochodzą tradycyjne potrawy i stroje ludowe. Polecam pozwolić zaprosić się na obiad miejscowym pasterzom. Chętnie poczęstują nas lokalnym likierem z mirtu. Zapach tej rośliny unosi się tu wszędzie. Jedna wizyta na tej pełnej kontrastów wyspie nie wystarczy. Zresztą mało kto odwiedza ją tylko raz i nie marzy o powrocie na nią.

 

Sartiglia – widowiskowy turniej konny odbywający się podczas karnawału w Oristano

© URSZULA KRAJEWSKA/WWW.INTERPRETAREITALIA.COM

 

La Maddalena

U północno-wschodnich brzegów Sardynii leży archipelag La Maddalena. Co prawda to grupa wysp, ale nie sposób nie umieścić go w tym rankingu. Od zawsze stanowi wizytówkę Sardynii i często pojawia się na okładkach katalogów turystycznych. Nazywany bywa europejskimi Malediwami lub rajem na ziemi. Każda zatoczka archipelagu hipnotyzuje swoją urodą. Unosząca się wokół woń mirtu i jałowców przyprawia o zawrót głowy. La Maddalena składa się z 7 głównych wysp i ok. 60 mniejszych. Nie da się wybrać z nich tej najwspanialszej.

To miejsce oczaruje nie tylko amatorów nurkowania czy snorkelingu. Każdy, kto raz odwiedzi Park Narodowy Archipelagu La Maddalena, na długo pozostanie pod wrażeniem bajecznych widoków. Spotyka się tutaj rzadkie, chronione gatunki roślin i zwierząt. Koniecznie należy zobaczyć plażę z różowym piaskiem (Spiaggia Rosa) na Budelli, obecnie możliwą do oglądania jedynie z łodzi. Najważniejsza w archipelagu – La Maddalena – to wyspa w wyspie. Jej mieszkańcy posługują się dialektem i nie uważają się za Sardyńczyków. La Maddalena ma złożoną historię, ale nie aż tak znaną jak połączona z nią mostem Caprera, na której mieszkał i zmarł włoski bohater narodowy Giuseppe Garibaldi (1807–1882). Urozmaiceniem wycieczki po okolicy może być także przejażdżka konna po plażach, oferowana przez lokalną stadninę. Odwiedzenie archipelagu stanowi obowiązkową atrakcję podczas pobytu na magicznej Sardynii i jest niezapomnianą ucztą dla oka.

 

Elba

Trzecia co do wielkości włoska wyspa (ok. 224 km² powierzchni) położona nieopodal toskańskiego wybrzeża od lat przyciąga turystów o wysublimowanych gustach i wysokich wymaganiach oraz inspiruje artystów. Sławę zapewnił jej Napoleon Bonaparte (zesłany tu w 1814 r. po tym, jak został zmuszony do abdykacji). Elba to kolejny pachnący raj na ziemi. W powietrzu czuć na niej m.in. jaśmin, akację i rozmaryn. Krajobraz wyspy miejscami wygląda jak sielskie pejzaże Toskanii. Wśród wiecznie zielonych winnic, gajów oliwnych i lasów piniowych kryją się przepiękne plaże, niektóre do złudzenia przypominające północne wybrzeże Sardynii.

Koniecznie trzeba zobaczyć tutaj plażę Sant’Andrea, otoczoną granitowymi skałami przywołującymi na myśl archipelag La Maddalena. Ci, którzy wybierają się na Elbę ze względu na jej związki z cesarzem Napoleonem, powinni zwiedzić jego rezydencje: Villę dei Mulini (Palazzinę dei Mulini) w Portoferraio i letni dom w San Martino otoczony ogrodem z egzotycznymi roślinami. Do najładniejszych portowych miejscowości na wyspie należy Porto Azzurro, nieopodal którego znajduje się Laghetto di Terranera, sztuczne jeziorko będące pozostałością po kopalni i mieniące się tysiącem kolorów. Miłośników Toskanii, pastelowych barw i klimatycznych zakątków oczaruje Capoliveri, a lubiącym romantyczne spacery przypadnie do gustu wspomniane Portoferraio, 12-tysięczne zabytkowe miasteczko pełne schodów i wąskich uliczek, zbudowane przez potężną rodzinę Medyceuszy. Na Elbie warto odwiedzić również usytuowaną na południu Marinę di Campo. Znajdziemy w niej wszystko, co niezbędne do wymarzonego wypoczynku: piaszczyste plaże, pocztówkowe wybrzeże, urokliwe widoki oraz bary, kawiarnie i restauracje z doskonałym jedzeniem. Czarująca toskańska wyspa, nazywana „Królową Archipelagu” (La Regina dell’Arcipelago), stanowi nie lada gratkę dla geologów ze względu na ogromne zasoby minerałów. Wyrafinowane podniebienia na pewno zadowoli kieliszek aromatycznego wina aleatico podanego z lokalnym sztokfiszem w pomidorach lub marynowanymi sardelami. Tutejsza tradycyjna kuchnia opiera się na rybach i owocach morza. Ze względu na bogatą podwodną florę i faunę wyspa przyciąga także nurków. Niezapomniana panorama rozpościera się z twierdzy Volterraio (394 m n.p.m.) położonej w północno-wschodniej części lądu, niedaleko Portoferraio. Przesiąknięta legendami, pełna osobliwych zakątków, a wciąż jeszcze przyćmiona przez pobliską, tłumnie odwiedzaną Toskanię Elba może poszczycić się historią starszą niż Rzym i obfitością wpływów rozmaitych kultur. Mówi się, że to jedna z pereł z naszyjnika Wenus, który wpadł do morza. Samemu trzeba jednak sprawdzić, czy zasługuje na to miano. Przekazywana z rąk do rąk wyspa jest bardzo zróżnicowana, dlatego każdy znajdzie na niej coś dla siebie.

 

Plaża Sant’Andrea niedaleko przylądka o tej samej nazwie na zachodzie uroczej Elby

© ROBERTO RIDI/VISITELBA.INFO

 

Giglio

Podczas rejsu w styczniu 2012 r. kapitan statku wycieczkowego Costa Concordia uznał Giglio za na tyle atrakcyjną, że podpłynął do jej brzegów, ryzykując bezpieczeństwo pasażerów. Jednostka, jak wiadomo, zatonęła. Warto samemu się przekonać, co tak zachwyciło nierozważnego kapitana. Ta druga co do wielkości z Wysp Toskańskich (ok. 24 km² powierzchni), oddalona o ponad 50 km od Elby i słynąca z niezwykle bogatej flory i fauny morskiej, jest niezmiernie popularna wśród amatorów nurkowania. Mieszkańców podwodnego świata można obserwować też z brzegu. Spotkamy tu m.in. liczne kraby, jeżowce, małże, pławikoniki, samogłowy, graniki wielkie, kielczaki śródziemnomorskie, tuńczyki i rzadkie gatunki żółwi morskich.

Giglio stanowi również prawdziwy raj dla smakoszy. Koniecznie trzeba spróbować na niej wina ansonaco o bursztynowej barwie czy lokalnych słodkości, takich jak placek z migdałami lub figami (panficato), a do domu przywieźć słoiczek wybornego miejscowego miodu. Na zainteresowanie zasługują Giglio Castello, średniowieczne miasteczko wznoszące się na wzgórzu (405 m n.p.m.), oraz malownicze Giglio Porto. Od lat na wyspę chętnie przybywają osoby lubiące odpoczynek na łonie natury, gdyż całą jej powierzchnię (podobnie jak w przypadku sąsiedniej Elby) objętą ochroną przepięknego Parku Narodowego Wysp Toskańskich.

 

Capri

To miejsce uwielbiane przez turystów przede wszystkim ze względu na zapierające dech w piersiach krajobrazy. Capri bywa nazywana wyspą zakochanych. Zbudowana jest ze skał wapiennych, których biel idealnie łączy się z turkusem Morza Tyrreńskiego w Zatoce Neapolitańskiej. Tym, których zwabiła jaskiniami i formacjami skalnymi, na pewno spodoba się Lazurowa Grota (Grotta Azzurra). Otoczona aurą luksusu Capri od lat przyciąga najbogatszych ludzi ze świata show-biznesu, ponieważ znajdują na niej ciszę i spokój. Małe, urocze zatoczki zapewniają poczucie prywatności, a wśród gajów cytrynowych kryją się eleganckie posiadłości. Ze względu na tę popularność wśród osób ze śmietanki towarzyskiej wyspa zyskała sobie status najdroższej w Europie.

Piękno tutejszej przyrody idealnie oddają Ogrody Augusta (Giardini di Augusto). Poszukiwacze atrakcji historycznych powinni odwiedzić pałac cesarza rzymskiego Tyberiusza na szczycie Monte Tiberio (354 m n.p.m.) – Villę Jovis. Domy na Capri na tle jej górskich szczytów wydają się być wyjątkowo małe. Drogi wijące się między skałami przypominają serpentyny. Warto też wspomnieć o tutejszych plażach. Piasku na wyspie nie znajdziemy, ale woda ma w jej okolicy przepiękny kolor, który zawdzięcza kamienistemu dnu. Podczas spaceru po porcie, gdzie panuje elegancka atmosfera, należy spróbować lokalnego likieru limoncello. Capri to oaza spokoju, zajmuje powierzchnię zaledwie nieco ponad 10 km2. Jest jednak odwiedzana przez licznych turystów spędzających wakacje nad wybrzeżem w Amalfi, pragnących przenieść się na chwilę do ekskluzywnego świata.

 

Ischia

W archipelagu Wysp Flegrejskich leży starsza siostra urokliwej Procidy – Ischia (46,3 km² powierzchni). Zwie się ją zieloną wyspą, ale nie z powodu bujnej śródziemnomorskiej roślinności, jak twierdzi większość. Przydomek ten zawdzięcza występującym tu tufom wulkanicznym o dość nietypowym odcieniu zieleni. Turyści przybywają na Ischię skuszeni bogatą ofertą centrów uzdrowiskowych i źródłami termalnymi. Wyspa powstała w wyniku erupcji wulkanu. Pozostały po niej żyzne gleby i fumarole oraz bardzo charakterystyczna góra Epomeo (789 m n.p.m.). Z jej szczytu rozciąga się wspaniały widok na całą Zatokę Neapolitańską.

Tutejszy ogród La Mortella (Giardini La Mortella) swoją baśniową scenerią podbija serca wszystkich odwiedzających. Na powierzchni ok. 2 ha znajdują się w nim tropikalne rośliny, wodospady, jeziorka i fontanny. Co ciekawe, na tym terenie wydobywano kiedyś skałę wulkaniczną. Po przechadzce będącej ukojeniem dla duszy można odpocząć w rozległym kompleksie basenów termalnych Giardini Poseidon Terme.

Dostojny Zamek Aragoński (Castello Aragonese) z 1441 r. wznoszący się nad portem stanowi piękny plener do zdjęć. Turystów przyciąga także Torre di Guevara, wieża uchodząca za rzekome miejsce schadzek Michała Anioła i znanej poetki Vittorii Colonny, z którą miał mieć romans. Widoki jak z pocztówki odnajdziemy w Sant’Angelo, gdzie kolorowe domki rybackie tworzą wyjątkową oprawę dla ekskluzywnych butików. Na wyspie nie brakuje śladów osadnictwa greckiego, takich jak pochodząca z VIII w. p.n.e. nekropolia odkryta w dolinie San Montano. Na uwagę zasługują również tutejsze kościoły, a w szczególności Chiesa di Santa Maria del Soccorso w Forio. W okolicy tej świątyni można podziwiać spektakularne zachody słońca.

 

Procida       

Ukochana przez miliony Procida zdobywa serca turystów od pierwszych chwil pobytu na niej. Jest tęczowa jak Burano i urzeka widokami jak Ischia i Capri.

Aby podziwiać barwną panoramę wyspy z najlepszej perspektywy, należy wybrać się na jej najwyższy punkt zwany Terra Murata (91 m). Można z niego oglądać też całą Zatokę Neapolitańską. Na dłuższy spacer warto udać się na Vivarę. Ta przylegająca do Procidy wysepka o kształcie półksiężyca jest niezamieszkałym rezerwatem przyrody. Zachwyca tak intensywnym zapachem cytryn, że Emilio Pucci (1914–1992) nazwał pierwsze perfumy wypuszczone pod swoją marką właśnie Vivara. Na samej Procidzie koniecznie trzeba spróbować specjalnej, ogromnie słodkiej odmiany cytryn (limone procidano) dodawanych do sałatek, a także wykorzystywanych do produkcji lokalnych dżemów i trunków. Choć cała wyspa olśniewa kolorami, to za najpiękniejszą jej część uchodzi wyjątkowo nasłoneczniony port rybacki Marina Corricella. Co więcej, mieści się tutaj najstarszy instytut morski we Włoszech, kształcący kapitanów najważniejszych statków pasażerskich. Procida ma niewielką powierzchnię (tylko ok. 4 km2), ale turyści uwielbiają jej typowo południowy klimat.

 

Murano

Nietuzinkowa Murano (ok. 1,2 km² powierzchni) położona na Lagunie Weneckiej składa się właściwie z siedmiu wysepek połączonych ze sobą i słynie ze szklanych dzieł sztuki, cenionych na całym świecie. Najlepiej wybrać się na nią tramwajem wodnym przy okazji wizyty w Wenecji.

Obowiązkowym punktem podczas zwiedzania Murano jest znakomite muzeum szkła (Museo del Vetro), prezentujące eksponaty pochodzące nawet z VIII w. Koniecznie trzeba też zajrzeć do zakładów zajmujących się tworzeniem sztuki użytkowej, gdzie na własne oczy można zobaczyć dmuchanie i barwienie szkła. To niepowtarzalna atrakcja dla całej rodziny! Wartość wytwarzanych w tym miejscu szklanych przedmiotów wciąż wzrasta, szczególnie że z roku na rok powstaje ich coraz mniej. Technologię wytopu przezroczystego szkła odkryto tu już w XIII stuleciu i otaczano największą tajemnicą przez lata. Uwagę przykuwają szklane rzeźby będące projektami znanych artystów, wykonane przez lokalnych rzemieślników. Zdobią one ulice Murano. Stoją wśród kościołów i kolorowych domów. Nadają temu miejscu zupełnie inny charakter niż ma pobliska słynna Wenecja.

 

Widok na XIX-wieczną wieżę zegarową na Campo Santo Stefano na Murano

© ZBIGNIEW KRAJEWSKI

 

Burano

Na Lagunie Weneckiej znajduje się również Burano (zaledwie ok. 0,2 km² powierzchni). To zdecydowanie najbarwniejsza z włoskich wysp. Trudno się na niej powstrzymać, aby nie wyjąć aparatu fotograficznego. Co ciekawe, kolory domów narzucane są z góry przez gminę Wenecja-Murano-Burano, ale osiągnięty w ten sposób efekt cieszy oko. Poza tęczową zabudową ta malownicza wysepka słynie z produkcji koronek. Działa na niej zarówno szkoła, jak i muzeum koronkarstwa (Museo del Merletto). Burano przypomina z jednej strony starą wioskę rybacką, a z drugiej typowe włoskie miasteczko z rozwieszonym między budynkami praniem i kotami wylegującymi się na słońcu.

Spacer uliczkami tej wyspy to prawdziwa koloroterapia. Warto podejść do Kościoła św. Marcina (Chiesa di San Martino), do którego przylega krzywa dzwonnica z początków XVIII stulecia. Wyspa stanowi idealne schronienie przed tłumami turystów zalewającymi Wenecję. Najlepiej przypłynąć na nią rankiem, kiedy odbywa się tutaj lokalny targ rybny, a potem usiąść przy stoliku kawiarnianym i zamówić cappuccino oraz słodki obwarzanek bussolà, tradycyjny specjał z Burano.

 

Favignana

Najmniej popularna z całego przedstawionego zestawienia jest oddalona o ok. 7 km od zachodniego wybrzeża Sycylii Favignana. Tę największą wyspę z archipelagu Egadów (19,8 km² powierzchni) polecam objechać rowerem. Ponieważ większość turystów decyduje się właśnie na taką formę zwiedzania, drogi pełne są tu jednośladów. W krajobrazie zbudowanej z wapienia Favignany dominuje biel.

Na wyspie można zrelaksować się na piaszczystych plażach. Na wybrzeżu znajdują się też jaskinie o wyjątkowo romantycznych nazwach, takich jak Grota Westchnień (Grotta dei Sospiri) czy Grota Zakochanych (Grotta degli Innamorati). Jednak Favignana słynie przede wszystkim z połowów tuńczyka, które stanowią główne źródło dochodów jej mieszkańców. Osoby o mocniejszych nerwach mogą na własne oczy zobaczyć, jak łowi się te ogromne ryby. Najbardziej widowiskowe połowy odbywają się na przełomie maja i czerwca. Towarzyszą im wtedy tradycyjne pieśni lokalnych rybaków. Na szczycie najwyższego tutejszego wzgórza znajduje się Zamek św. Katarzyny (Castello di Santa Caterina). Można stąd podziwiać malowniczy archipelag, do którego należy Favignana.

***

Jak widać, włoskie wyspy to nie tylko kojarzona z mafią słoneczna Sycylia, pełna magii Elba, która oczarowała swoim naturalnym pięknem samego Napoleona, czy też zachwycająca Sardynia oblewana turkusowymi wodami. Ten niezmiernie atrakcyjny kraj może pochwalić się licznymi wspaniałymi zakątkami otoczonymi ze wszystkich stron wodą. Większość z nich leży na Morzu Tyrreńskim, lecz i na Adriatyku znajduje się kilka prawdziwych klejnotów. I choć nie wszystkie wyspy przyciągają białymi, piaszczystymi plażami czy licznymi zabytkami architektury, to ich zaciszne zatoczki zadowolą każdego, kto poszukuje spokoju i ciszy. Wyprawa na nie spodoba się także amatorom aktywnego wypoczynku, którzy mogą zdobywać szczyty, wchodzić na wulkany, odkrywać jaskinie, jeździć na rowerze, nurkować, surfować czy żeglować. Warto poza tym zwiedzać małe, urocze miasteczka i próbować lokalnych specjałów, w tym wyśmienitych win. Natura bardzo hojnie obdarzyła Włochy, dlatego podczas odwiedzin w tym kraju należy skorzystać z okazji i delektować się skarbami jego winnic, gajów i sadów. Oprócz tego każda włoska wyspa ma swój charakter i zachwyca widokami. To wszystko sprawia, że poznaje się je pełnią zmysłów, ale taka właśnie jest Italia. Absorbuje całą naszą uwagę, a w zamian daje nam tyle, że wciąż chcemy do niej wracać.

 

Wydanie Wiosna 2018