NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

<< Na niewielkim skrawku lądu leżącym na popularnym półwyspie Jukatan nad Morzem Karaibskim odnajdziemy zupełnie inny świat, nie przypominający tętniących typowo latynoamerykańskimi rytmami swoich sąsiadów – Meksyku i Gwatemali. Tu poczujemy klimat Karaibów – spotkamy na ulicy sobowtórów Boba Marleya, będziemy bawić się do białego rana w klubach reggae na koralowych wysepkach, odkryjemy tajemniczą kulturę Garifuna i zapomniane przez wszystkich ruiny Majów. To, co fascynuje w tym kraju podróżników, to przede wszystkim różnorodność kulturowa i wielość grup etnicznych, które funkcjonują obok siebie w zgodzie na tak małej przestrzeni. Poza tym znajdziemy tutaj dziewicze tereny, parki narodowe i rezerwaty oraz wybrzeże strzegące największych skarbów podwodnego królestwa. >>

W rodzinie państw Ameryki Środkowej Belize jest niczym mała zbuntowana siostra, która na przekór rodzeństwu postanowiła urządzić wszystko po swojemu. Toteż na swoje majańskie ziemie zaprosiła wygnany z Małych Antyli lud Garifuna, sprowadziła kontraktowych robotników z Chin i Indii, aby na końcu zwołać do wspólnego stołu holenderskich amiszów. Te skolonizowane przez Wielką Brytanię tereny, nazywane od 1862 r. Hondurasem Brytyjskim, stanowiły jedyną brytyjską kolonię w tej części Ameryki. Ostatecznie niepodległość kraj uzyskał we wrześniu 1981 r., kiedy to stał się monarchią konstytucyjną należącą do Wspólnoty Narodów (The Commonwealth). Funkcję języka urzędowego pełni angielski, a z belizeńskich dolarów (BZD) do dziś spogląda na nas młode oblicze królowej Elżbiety II w towarzystwie ryb, skorupiaków, tukana i tapira.

FOT. BELIZE TOURISM BOARD

Wodospad Motyli w uroczym Mountain Pine Ridge Forest Reserve


Wśród swojego hiszpańskojęzycznego rodzeństwa Belize jako jedyne tak konsekwentnie prowadzi politykę proekologiczną. Na powierzchni 23 tys. km², czyli niemal 14-krotnie mniejszej od Polski, znajduje się aż 17 parków narodowych i ponad 40 rezerwatów różnego rodzaju, zajmujących łącznie powyżej 35 proc. terytorium całego kraju. To ewenement na skalę świata! Belizeński rząd sprzeciwia się nieplanowanemu rozwojowi przemysłu i ingerującym w przyrodę zagranicznym inwestycjom. Stawia przede wszystkim na ekoturystykę oraz ekskluzywną turystykę wypoczynkową, a w ostatnim czasie szczególnie na turystykę ślubną.

OD STRONY MORZA
Bramą do Belize od strony północnej jest meksykańskie miasto Chetumal, stolica stanu Quintana Roo, skąd turystyczna water taxi (wodna taksówka) zabiera nas na piaszczyste wyspy (cays). Mijając przepiękne przybrzeżne atole, laguny, malownicze estuaria rzek i lasy namorzynowe, będące siedliskiem cennych zagrożonych gatunków, w tym żółwi morskich, manatów karaibskich i krokodyli amerykańskich, płyniemy wzdłuż najdłuższej na półkuli północnej rafy koralowej – Mezoamerykańskiego Systemu Rafy Barierowej (ma ponad 1000 km długości!) ciągnącego się równolegle do wybrzeża Jukatanu: od należącej do Meksyku wysepki Contoy po honduraskie Wyspy Bahía (Islas de la Bahía). To drugie (po australijskiej Wielkiej Rafie Barierowej – Great Barrier Reef) największe skupisko żywych koralowców na naszej planecie. Znaczny fragment ok. 300-kilometrowej belizeńskiej części tego cudu natury wchodzi w skład Systemu Rezerwatu Rafy Barierowej Belize (Belize Barrier Reef Reserve System). W 1996 r. wpisano go na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Szczególnej ochronie podlega 7 rezerwatów morskich, 450 wysepek (cays) i 3 atole: Turneffe, Lighthouse Reef i Glover’s Reef, o łącznej powierzchni 960 km2. Region ten stanowi prawdziwy raj dla nurków – występuje tu 106 gatunków koralowców oraz 500 gatunków ryb, a temperatura tych krystalicznie czystych wód sięga 26°C.

PODWODNA JASKINIA
Mekką dla wielbicieli podwodnych przygód z całego świata jest też Great Blue Hole (Wielka Błękitna Dziura) – widoczna z kosmosu, wielka rozpadlina na Morzu Karaibskim, o średnicy ponad 300 i głębokości 124 m. Na skutek podniesienia się poziomu morza ta niegdyś jaskinia lądowa po zawaleniu się stropu została całkowicie zalana. Obecnie otaczają ją turkusowe wody i pierścień żywej rafy. 35 m p.p.m. znajduje się w niej sala z wielkimi stalaktytami. Całodniowa wycieczka do Great Blue Hole trwa ok. 10 godz., a ceny zaczynają się od ok. 200 dolarów amerykańskich. Warto pamiętać, iż najlepszą porę na nurkowanie w tym rejonie stanowią miesiące od stycznia do maja. W okresie od czerwca do grudnia plany mogą nam pokrzyżować częste opady deszczu. Tę szczególną atrakcję Ameryki Środkowej eksperci umieszczają zawsze w pierwszej 10. najlepszych miejsc nurkowych na ziemi.

FOT. BELIZE TOURISM BOARD

Great Blue Hole u wybrzeży Belize

Great Blue Hole leży w odległości 70 km od Belize City, jednak najlepszym punktem wypadowym w jej okolicę jest Ambergris Caye – największa belizeńska wyspa o długości ok. 40 i szerokości 1,6 km. Niegdyś zamieszkana przez Majów, przez lata odgrywała rolę portu dla piratów oraz schronienia dla Meksykanów uciekających z kraju przed wojną kast. Obecnie, dzięki swojemu położeniu w sąsiedztwie rafy koralowej, to najpopularniejszy kierunek turystyczny w Belize. Znajdziemy tutaj luksusowe hotele oferujące pobyty w formie all inclusive, resorty spa, ekskluzywne restauracje i blichtr tak charakterystyczny dla tego typu oaz dla turystów. Wyspa posiada lotnicze połączenie z Belize City, skąd, podobnie jak z meksykańskiego Chetumal, dopłyniemy na nią także promem.

RELAKS NA WYSPIE
Nieco inną atmosferę odkryjemy na położonej na południe od Ambergris malutkiej wyspie Caye Caulker (ok. 8 km długości i 1,5 km szerokości), cieszącej się dużą popularnością wśród backpackersów (ludzi podróżujących indywidualnie z plecakiem) i osób stroniących od modnych kurortów i masowej turystyki. Jej motto brzmi go slow (z ang. „zwolnij”), co doskonale tłumaczy tutejszy nieśpieszny rytm dnia. Konsekwentnie stosują się do niego uśmiechnięci rastafarianie, turyści odpoczywający w hamakach i kierowcy wózków golfowych – głównego środka komunikacji na wysepce. Oprócz własnych zakurzonych i bosych stóp w przemieszczaniu się po tym rajskim skrawku lądu pomogą nam tylko rowery, natomiast kajakiem możemy eksplorować przybrzeżne lasy namorzynowe, zasiedlone przez dzikie ptactwo. Caye Caulker zamieszkuje ok. 1300 osób, dlatego zaledwie po dwóch dniach pobytu na niej stajemy się częścią wesołej karaibskiej rodziny. Tu po zachodzie słońca usłyszymy, jak Bob Marley śpiewa Get up, stand up, i wybierzemy się do klubu reggae lub barów, gdzie wyśmienitego homara popija się wybornym karaibskim rumem.
W trakcie wizyty na wyspie warto poświęcić jeden beztroski dzień spędzony w hamaku na snorkeling w Morskim Rezerwacie Hol Chan (Hol Chan Marine Reserve) ze słynnym obszarem Shark Ray Alley. Podczas całodniowej wyprawy łodzią będziemy nurkować z płaszczkami, rekinami, żółwiami morskimi i ogromnymi barakudami. Spokojne rytmy reggae nie opuszczą nas ani na moment – zadba o to nasz czarnoskóry kapitan. Trzeba jednak przyznać, że ta muzyka znakomicie komponuje się z widokiem cichego lazurowego morza.

KALEJDOSKOP BELIZEŃCZYKÓW
Tymczasem wracamy na stały ląd do byłej stolicy państwa – Belize City, nazywanej czarną dziurą Ameryki Środkowej. W 1961 r. została ona niemal zupełnie zniszczona przez huragan Hattie, dlatego 9 lat później podjęto decyzję o przeniesieniu siedziby rządu i administracji do miasta Belmopan. Oba ośrodki można bez wielkich wyrzutów sumienia pominąć w podróży po Belize i potraktować jako przystanki pomiędzy innymi znacznie ciekawszymi miejscami na mapie kraju. Ruszamy zatem na wycieczkę lokalnym autobusem firmy James Bus Line – oczywiście przyozdobionym w barwy rastafarian: czerwień, żółć i zieleń. To idealna okazja, aby zaobserwować przekrój belizeńskiego społeczeństwa. Wśród pasażerów dostrzegamy Metysów, Kreoli, przedstawiciela ludu Garifuna i sympatyczną rodzinę amiszów. Tuż za kierowcą usiadł mężczyzna pochodzenia chińskiego, a bilety sprzedaje urocza dziewczyna o charakterystycznej hinduskiej urodzie. Kolonizacja, niewolnictwo i trwające wieki migracje odegrały ogromną rolę w kształtowaniu się populacji Belize. Obecnie wśród jego obywateli (ok. 340 tys. ludzi) wyróżnia się kilka grup etnicznych władających 8 językami. Najliczniejsi są Metysi (49,7 proc. społeczeństwa) oraz Kreole (21,8 proc.). Na dalszych pozycjach znajdują się Majowie (9,9 proc.), grupy multietniczne (6,2 proc.), Garifuna (4,6 proc.), niemieccy i holenderscy mennonici (3,6 proc.) oraz Hindusi (2,3 proc.). Choć oficjalnie używa się języka angielskiego, większość mieszkańców posługuje się lokalną odmianą kreolską na bazie angielskiego (Belize Kriol English, Belizean Creole), poza tym usłyszymy tutaj również bardzo często hiszpański, a także garifuna, 3 języki z rodziny majańskiej (kekczi, mopan i maya), niemiecki, plautdietsch (język mennonitów) oraz język kantoński (jeden z języków chińskich). Szacuje się, że ponad połowa Belizeńczyków jest przynajmniej dwujęzyczna, co wynika – oczywiście – z różnorodności etnicznej kraju i sąsiadowania z hiszpańskojęzycznymi Meksykiem i Gwatemalą.
Niewiele osób kojarzy Belize z kulturą Majów, tymczasem znaczna część jego terytorium stanowi centralny obszar rozwoju tej cywilizacji. Odnotowano tu aż 1400 stanowisk archeologicznych, które prezentują miejsca ceremonii, majestatyczne kamienne struktury, piramidy oraz przedmioty wykonane z jadeitu i kamienia. Większość obiektów kryje gęsty las tropikalny, jednakże dużą ich liczbę udało się przystosować do zwiedzania. Szczególnym uznaniem cieszą się ruiny Lamanai położone koło pięknej laguny na New River (Río Nuevo), czyli rzece Nowej.

FOT. BELIZE TOURISM BOARD

Stanowisko archeologiczne Lamanai

 

Aby do nich dotrzeć, należy pokonać łodzią ok. 42-kilometrową trasę. Już sama podróż dostarczy niezapomnianych wrażeń – przyjrzymy się podczas niej krokodylom, wyjcom i dzikiemu ptactwu gnieżdżącemu się u rzecznych brzegów. Po osiągnięciu celu wyprawy, w trakcie spaceru pośród porośniętych bujną roślinnością pozostałości kompleksu i wspinaczki (na własne ryzyko) na najwyższą jego piramidę (33-metrową), tzw. Wysoką Świątynię (High Temple), poczujemy się niczym filmowy archeolog i poszukiwacz przygód Indiana Jones.

PRZYBYSZE Z KARAIBÓW
Szczególne miejsce w kulturze Belize zajmuje społeczność Garifuna. Ich historia od samego początku jest naznaczona walką o wolność. Podobno w 1635 r. dwa hiszpańskie statki z nigeryjskimi niewolnikami na pokładzie rozbiły się u wybrzeży wyspy Saint Vincent. Ci, którzy przetrwali katastrofę, znaleźli schronienie na tym niewielkim lądzie w domach Karaibów i po dziesiątkach lat stworzyli nową grupę etniczną – Garifuna. Jej przedstawiciele znani są także jako Garinagu lub Czarni Karaibowie. Spór Wielkiej Brytanii i Francji o dominację na Małych Antylach doprowadził do tragicznych wydarzeń na Saint Vincent. W latach 1795–1797 (tzw. II wojna Karaibów – Second Carib War) Brytyjczycy dopuścili się na niej krwawych rzezi, w wyniku których Garifuna poddali się i zostali deportowani na wyspę Roatán należącą obecnie do Hondurasu. 5 lat później pojawili się u wybrzeży dzisiejszego Belize. Jednak za oficjalną datę przybicia Czarnych Karaibów do jego brzegów (do miasta Dangriga) uznaje się 19 listopada 1832 r. Dziś w każdą rocznicę tego zdarzenia obchodzi się hucznie święto narodowe w całym kraju – tzw. Garifuna Settlement Day, czyli Dzień Osiedlenia się Garifuna. Najlepsze nastroje panują wtedy zwłaszcza w dystryktach Stann Creek i Toledo, gdzie żyje najwięcej Garinagu. Uroczystości na południu Belize trwają tydzień, a podczas nich odbywają się huczne parady, pokazy tradycyjnych tańców, występy bębniarzy, barwne ceremonie oraz modlitwy, a nawet wybory Miss Garifuna.

FOT. BELIZE TOURISM BOARD

Muzycy Garifuna podczas majowego belizeńskiego Festiwalu Czekolady

Czarni Karaibowie zamieszkują również wybrzeże Gwatemali, Honduras i Nikaraguę (cała grupa etniczna liczy obecnie ok. 600 tys. przedstawicieli). Ich język, taniec i muzyka stanowią unikatowe elementy kultury Garifuna, które w 2001 r. zostały wpisane na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Już od 1981 r. istnieje w Belize Narodowa Rada Garifuna (National Garifuna Council of Belize), która stawia sobie za cel ochronę zwyczajów i tradycji tej społeczności, a także generowanie jej rozwoju gospodarczego, m.in. poprzez inwestycje w edukację i szkolenia dla młodzieży. Instytucja ta współpracuje w tym zakresie z podobnymi organizacjami funkcjonującymi na terenie Gwatemali i Hondurasu.
    Sercem kultury Garifuna jest założona w 1802 r. 10-tysięczna Dangriga (stolica dystryktu Stann Creek). Już przy wjeździe do miasta intryguje nas ogromny bęben stojący przy skrzyżowaniu. Życie Garinagu, którzy stanowią obecnie 80 proc. mieszkańców miejscowości, biegnie nieśpiesznie rytmem wybijanym właśnie na tym instrumencie lub żółwich skorupach. To tutaj zdecydowanie najhuczniej świętuje się rocznicę przybycia tego ludu do Belize. Również w Dangridze mieszkają słynny muzyk Pen Cayetano – twórca punta rocka w 1978 r. – oraz Austin Rodriguez, który od wielu lat w swoim warsztacie przy plaży własnoręcznie wyrabia bębny trafiające na krajowy i międzynarodowy rynek. W mieście warto odwiedzić działające od 2004 r. Muzeum Garifuna Gulisi (Gulisi Garifuna Museum), nazwane tak od imienia kobiety, która przeżyła wygnanie z wyspy Saint Vincent i wraz ze swoimi 13 dziećmi dotarła do belizeńskich brzegów i założyła osadę Punta Negra (dystrykt Toledo). W placówce poznamy historię, pochodzenie, kulturę i tradycje Czarnych Karaibów. Multimedialne prezentacje, mapy, stroje, rekwizyty oraz wystawy ukazujące współczesne życie przedstawicieli tej społeczności są naprawdę imponujące. Większości z tych informacji nie znajdziemy obecnie nawet w internecie.

PRZY DŹWIĘKACH MUZYKI
Liczna populacja Garifuna zamieszkuje też ponad 5-tysięczną miejscowość Punta Gorda, stolicę dystryktu Toledo. Można się stąd udać wodną taksówką do Gwatemali (do portu w Puerto Barrios lub Livingston). To najdalej na południe wysunięte miasto Belize jest zarazem jedynym punktem imigracyjnym w tej części kraju. Przez 4 dni w tygodniu zjeżdżają do niego farmerzy z okolicznych wiosek, aby swoje produkty sprzedać nie tylko miejscowym, ale także przybywającym z drugiego brzegu Zatoki Honduraskiej Gwatemalczykom. Dzień przechodniom w Punta Gorda umilają uliczni muzycy grający punta rocka, najpopularniejszy obecnie gatunek w Belize, na którego utwory składają się wibrujące rytmy bębnów, elektrycznej gitary i keyboardu. Określa się go jako współczesną odmianę tradycyjnej muzyki punta, będącej nieodłącznym elementem kultury Garinagu. Tego typu melodie usłyszymy podczas festiwali, towarzyskich spotkań, całonocnych zgromadzeń, a nawet rytuałów kierowanych do zmarłych przodków. Dialog pomiędzy kobietą a mężczyzną, prowadzony przy dźwiękach bębnów, grzechotek i odgłosach wydobywanych z morskich muszli, oddają tu zmysłowe ruchy ciał. Oprócz punta rocka w lokalnych barach króluje również reggae. Zapowiedzi obchodów dnia Boba Marleya kuszą nas, aby zostać w tych stronach nieco dłużej, tym bardziej, że do odkrycia pozostało nam jeszcze tak wiele...
Belize bez wątpienia zasługuje na miano małego kraju wielkich możliwości. Dzięki proekologicznej polityce i stosunkowo niewielkiemu ruchowi turystycznemu udaje się tutaj zachować w stanie nienaruszonym najcenniejsze ekosystemy. Z kolei duża różnorodność etniczna belizeńskiego społeczeństwa sprawia, że to przepiękne państwo Ameryki Środkowej, położone w dodatku na dawnych ziemiach Majów, fascynuje miłośników coraz popularniejszej turystyki kulturowej.

Artykuły wybrane losowo

Z czym kojarzy się Peru…?

opracował

MICHAŁ DOMAŃSKI

Zapytaliśmy o to pięciu wybranych ekspertów, którzy znają doskonale tę magiczną krainę Inków… Poniżej znajdują się ich krótkie wypowiedzi na ten temat.

 

JUSTYNA CEMPEL-RYBICKA

PREZES DELUXE TRAVEL CLUB

Tajemnicze, dzikie, bogate w historię i fascynujące Peru kojarzę przede wszystkim z Cuzco, które uznawane jest za najstarsze wciąż zamieszkane miasto kontynentu oraz za archeologiczną stolicę Ameryki. Dzieje świetności i upadku imperium Inków można poznać podczas zwiedzania pobliskich ruin – Sacsayhuamán. Mimo iż Cuzco w języku keczua (miejscowych Indian) oznacza pępek świata, to jednak – moim zdaniem – określenie to pasuje dzisiaj bardziej do wprawiającego w zachwyt, otulonego mgłą i owianego tajemnicą Machu Picchu. Jest to najlepiej zachowane inkaskie miasto. Wzniesiono je w XV w., kiedy cywilizacja Inków znajdowała się u szczytu potęgi. Po ok. 100 latach zostało jednak opuszczone w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Machu Picchu podzielone jest na dwie części – rolniczą oraz mieszkalną ze Świątynią Słońca, Pałacem Królewskim, Świętym Placem i obserwatorium astronomicznym Intihuatana. W lipcu 2007 r. ogłoszono je jednym z siedmiu cudów świata nowożytnego.

Więcej…

Gdy sport staje się pasją

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

<< Mogłoby się wydawać, że Polska to kraj, który piłką nożną stoi. Trudno nie odnieść takiego wrażenia zwłaszcza, gdy przychodzi czas mistrzostw świata czy Europy i nawet osoby nie interesujące się na co dzień sportem zmieniają się w zagorzałych kibiców. Jednak prawda wygląda tak, że zawodnicy z innych dyscyplin dają nam ostatnio dużo więcej powodów do dumy. Nie od dziś znaczące sukcesy na arenie światowej odnoszą polscy siatkarze, znakomicie radzą sobie też nasi lekkoatleci. Z ostatnich Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce, które odbyły się w sierpniu 2018 r. w Berlinie, wróciliśmy z aż siedmioma złotymi medalami. Tyle samo razy pierwsze miejsce zajęli Brytyjczycy. To właśnie Polska i Wielka Brytania zdobyły największą liczbę złotych medali podczas tych zawodów. >>

Polacy dość chętnie uprawiają sport, choć większość z nich traktuje tego typu aktywność jako rekreację. Z powodu braku czasu zwykle ograniczają się do wyjazdów połączonych z surfowaniem, wycieczkami rowerowymi, kajakowymi, konnymi, grą w golfa czy jazdą na nartach i snowboardzie. Aby zadbać o zdrowie, zapisują się do klubów fitness lub na siłownię albo zaczynają regularnie biegać, ćwiczyć, jeździć na rowerach (szosowym i górskim). Sport potrafi być jednak prawdziwą pasją. Poświęcenie czasu na treningi uczy cierpliwości i pokory, pozwala lepiej poznać możliwości organizmu. Nie bez znaczenia jest także satysfakcja, jaką daje stawanie się coraz lepszym w tym, co się robi. Nie można również zapomnieć o wydzielaniu się podczas wysiłku fizycznego endorfin, czyli hormonów szczęścia. Kto chce na poważnie zająć się jakąś dyscypliną sportową, wcale nie musi od razu zostawać zawodowcem. W Polsce, podobnie jak na całym świecie, organizuje się coraz więcej zawodów dla amatorów czy półprofesjonalistów. Branie w nich udziału przynosi podobną przyjemność co uczestniczenie w letnich lub zimowych igrzyskach olimpijskich.

 

Obóz Wavecamp na greckiej wyspie Karpatos

© Olek Pobikrowski/WaveCamp

 

Najłatwiej chyba zarazić pasją sportową dzieci. W dobie rozwoju nowych technologii, które angażują człowieka raczej intelektualnie niż fizycznie, wydaje się to szczególnie ważne. Lekarze nie od dziś podkreślają, że ruch jest niezmiernie ważny dla zdrowia. Jednak im człowiek starszy, tym trudniej go przekonać do uprawiania jakiejś aktywności ruchowej. A przecież sport to nie tylko pot, łzy i wyrzeczenia. Dzięki niemu możemy spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach, znaleźć swoje miejsce w społeczności pasjonatów i… odwiedzić mnóstwo ciekawych zakątków świata. Zapalonych narciarzy i snowboardzistów przyciągają ośnieżone stoki Alp, surferzy, wind- i kitesurferzy wyjeżdżają nad Atlantyk, żeby mierzyć się z falami. Na szczęście, większość rodzajów sportu da się uprawiać i w Polsce, i za granicą. Musimy jedynie wybrać taki typ aktywności, który będzie nam sprawiał największą przyjemność i najlepiej pasował do naszego charakteru.

 

PROFESJONALNE PRZYGOTOWANIE

Rozbudowaną bazę sportowo-szkoleniową oferuje Centralny Ośrodek Sportu (COS). Do jego głównych zadań należy zapewnienie odpowiednich warunków do prowadzenia treningów organizowanych przez polskie związki sportowe oraz przygotowywanie kadry narodowej (zarówno seniorów, jak i juniorów) do startowania w międzynarodowych zawodach (w tym igrzyskach olimpijskich i paraolimpijskich, mistrzostwach Europy i świata). Poza tym w kręgu jego działań znajduje się też organizacja wydarzeń sportowych i obsługa zgrupowań polskich sportowców. W siedmiu obiektach COS można trenować np. lekkoatletykę, narciarstwo zjazdowe i biegowe oraz skoki narciarskie, łyżwiarstwo, hokej na lodzie, siatkówkę, koszykówkę, piłkę nożną, tenis, judo, boks, podnoszenie ciężarów, kajakarstwo, żeglarstwo czy wioślarstwo. Położone są one w Cetniewie (dzielnicy Władysławowa), Giżycku (nad jeziorem Kisajno), Spale (w województwie łódzkim), Szczyrku (w Beskidzie Śląskim), Wałczu (nad jeziorem Raduń), Warszawie i Zakopanem. W tym ostatnim w skład kompleksu wchodzą m.in. Wielka Krokiew i inne skocznie narciarskie, lodowisko (największe na Podhalu), tor lodowy, trasy dla narciarzy biegowych, stadion lekkoatletyczny, boiska i korty tenisowe oraz hala wielofunkcyjna, kryta pływalnia i sale o różnym przeznaczeniu. W Warszawie COS zarządza halami Torwar I i Torwar II Lodowisko przy ulicy Łazienkowskiej. Odbywają się tu np. różnego rodzaju zawody sportowe czy treningi łyżwiarskie i hokejowe. W Wałczu znajduje się tor wioślarsko-kajakowy, stadion lekkoatletyczny, pływalnia „Delfin”, boisko do gry w hokeja na trawie i inne boiska oraz sale sportowe (w tym sala z ergometrami wioślarsko-kajakowymi). Szczyrk to przede wszystkim ośrodek narciarski na górze Skrzyczne (1257 m n.p.m.) z ponad 10 km tras narciarskich (w tym jedną z homologacją FIS), czteroosobową linową kolejką kanapową i dwoma wyciągami orczykowymi. Oprócz tego są tutaj także skocznie narciarskie, pływalnia, boiska do siatkówki plażowej, hale sportowe, stadion czy korty tenisowe. W Spale można uprawiać m.in. szermierkę, sporty zespołowe lub pływanie, jak również doskonalić się w konkurencjach lekkoatletycznych i podnoszeniu ciężarów. COS Giżycko zaprasza do hal sportowych (dużej i małej), na ściankę wspinaczkową czy kort tenisowy mogący służyć też jako boisko. W pobliżu znajduje się port jachtowy z wypożyczalnią sprzętu (łodzi, kajaków, rowerów wodnych). W Cetniewie czekają korty tenisowe, pływalnia „AQUARIUS”, stadion lekkoatletyczny, rozmaite hale i boiska (także stanowiska do rzutu młotem, dyskiem, kulą i oszczepem). Jak widać, mamy więc w Polsce gdzie trenować.

 

POWIEW DALEKIEGO WSCHODU

Warto również z pewnością wspomnieć o pewnym nietypowym miejscu w naszym kraju. Tu nietrudno poczuć się jak w zupełnie innym zakątku świata. Mowa o Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” położonym w województwie łódzkim, na południowy wschód od Piotrkowa Trybunalskiego. Powstało ono na drodze porozumienia między Fundacją Rozwoju Karate Tradycyjnego a Polskim Związkiem Karate Tradycyjnego.

Umieszczony wśród polskich pejzaży obiekt nawiązuje do tradycyjnej architektury japońskiej. Został stworzony do treningów dalekowschodnich sportów walki i zajmuje powierzchnię 60 ha. W budynku treningowym znajdują się trzy sale ze specjalistyczną podłogą, matami do karate i judo, lustrami i workami treningowymi oraz trzy szatnie z natryskami, podgrzewaną podłogą i jacuzzi (japońskie ofuro). Po drugiej stronie kompleksu stoi pawilon herbaty, w którym odbywają się pokazy tradycyjnej ceremonii jej parzenia. Otoczenie sprzyja nie tylko odpoczynkowi i delektowaniu się aromatycznym naparem. Herbaciarnia leży nad małym zbiornikiem wodnym, sąsiadującym z większym i budynkiem do odnowy biologicznej z sauną i salą z leżankami. W środkowej części terenu centrum usytuowana jest jadalnia wyposażona zarówno w zwykłe stoły, jak i te w stylu japońskim (mogąca pomieścić 120 osób). W pobliżu wybudowano 16 domków noclegowych z futonami do spania (tradycyjnymi japońskimi materacami wypełnionymi bawełną), kominkami i połączeniem z internetem. Do wyboru mamy wersję standard lub VIP. W ośrodku organizuje się też dodatkowe zajęcia prezentujące kulturę Japonii, takie jak warsztaty przyrządzania sushi, kaligrafii, ikebany (sztuki układania kwiatów), origami i kitsuke (sztuki zakładania kimona). Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki „Dojo – Stara Wieś” leży w malowniczym otoczeniu Przedborskiego Parku Krajobrazowego. Oprócz dwóch połączonych ze sobą sztucznych jezior znajdują się tu kamienne ogrody. Samo dojo (miejsce przeznaczone na treningi) położone jest na wzgórzu. Szczególna harmonia, z jaką został zaprojektowany ten obszar, ma sprzyjać doskonaleniu umiejętności w ciszy i spokoju.

 

NA POŁUDNIU EUROPY

Klimat, w granicach którego leży Polska, nie sprzyja uprawianiu niektórych dyscyplin sportowych przez cały rok. Jednak aby utrzymać odpowiednią formę, nie można zaprzestać treningów w okresie zimowym. Dlatego dobrym wyjściem w tej sytuacji jest wybranie się w rejony o bardziej korzystnych warunkach pogodowych. Zresztą obecnie Polacy coraz częściej mogą sobie pozwolić nie tylko na wakacyjne wyjazdy za granicę, lecz także te profilowane. Korzystają więc z możliwości uprawiania ulubionego sportu w innych krajach. Chętnie odwiedzane miejsce stanowią np. południowe regiony Europy. Znajdują się nie tak daleko od Polski, a zima jest w nich łagodna.

                Zagraniczne wyjazdy sportowe to świetna propozycja nie tylko dla dorosłych. Dla dzieci sport bywa nie mniej ważną pasją, a jeśli chcą związać z nim swoją przyszłość, muszą ciągle doskonalić umiejętności. Z drugiej strony wielu rodziców chce, aby ich pociechy spędzające dużo czasu na treningach nie traciły okazji do poznawania świata. W młodym wieku chłonie się najwięcej i to nie tylko w trakcie nauki. Niektóre dyscypliny sportowe w Polsce są dofinansowywane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, co stanowi znaczne ułatwienie w przypadku wysyłania dzieci na obozy za granicę.

                Dużą popularnością w przypadku tego typu wyjazdów cieszy się słoneczna Hiszpania. Na południu kraju zimą można trenować na świeżym powietrzu, bo temperatury utrzymują się tu na poziomie 15–20°C. Dla Polaków to z pewnością miła odmiana. Obozy sportowe w tej części Europy organizuje m.in. polskie biuro podróży Iberotravel z siedzibą w Katalonii. Zajmuje się ono tym już od pięciu lat. Oferuje wyjazdy na Dzikie Wybrzeże (Costa Brava) i w okolice Barcelony, a także do innych części Hiszpanii, np. do Andaluzji. Współpracuje z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki (PZLA), klubami piłki nożnej, siatkówki, nordic walkingu i nie tylko. Najwięcej obozów Iberotravel organizuje w mieście Lloret de Mar. To jeden z najpiękniejszych kurortów Costa Brava. Słynie m.in. z malowniczych plaż. Na klifie nad brzegiem morza wznosi się tutaj średniowieczny Zamek św. Jana (Castell de Sant Joan). Lloret de Mar jest bardzo korzystnie położone – znajduje się niedaleko portów lotniczych leżących w rejonie Barcelony i Girony. Od Polski dzieli kurort na tyle nieduża odległość (z Warszawy – ok. 2,3 tys. km), że dzieci i młodzież mogą pokonać ją również autokarem. W centrum miasta usytuowane są nowoczesne obiekty sportowe: stadion lekkoatletyczny, boiska piłkarskie, hale, basen olimpijski, siłownie. Biuro Iberotravel zajmuje się wszystkimi kwestiami dotyczącymi wyjazdu. Rezerwuje hotele i obiekty sportowe, organizuje transport i dodatkowe atrakcje (takie jak wycieczki do Barcelony, niezmiernie interesującej stolicy wspólnoty autonomicznej Katalonia). Na miejscu zapewnia opiekę polskiego rezydenta. Ponieważ ma siedzibę w Lloret de Mar, jego pracownicy mogą na bieżąco koordynować wszelkie sprawy związane z obsługą każdej grupy. Warto też podkreślić, że koszty obozów sportowych w Hiszpanii w okresie zimowym są dość niskie, porównywalne do cen w Polsce.

 

UJARZMIĆ FALE

Polacy chętnie zajmują się także różnorodnymi sportami wodnymi. Choć przez większość roku woda w Bałtyku i jego zatokach nie ma szczególnie przyjemnej temperatury, wiele osób uprawiających wind- i kitesurfing odwiedza Mierzeję Helską, aby doskonalić umiejętności. To często jedno z pierwszych miejsc, gdzie próbują swoich sił w ślizgu na falach. W sezonie letnim miejscowe szkoły organizują kursy i obozy zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dorosłych. Jednak ze względu na warunki klimatyczne surferów, wind- i kitesurferów z Polski coraz częściej przyciągają inne regiony na świecie. W tym przypadku ogromne znaczenie ma nie tylko temperatura powietrza i wody. Ważna jest również siła wiatru. Dlatego dużym zainteresowaniem cieszą się m.in. Wyspy Kanaryjskie, atlantyckie wybrzeże Maroka czy okolice miasta Tarifa na Wybrzeżu Światła (Costa de la Luz) w hiszpańskiej Andaluzji. Osoby pasjonujące się sportami wodnymi chętnie odwiedzają też miejsca, gdzie odbywają się międzynarodowe zawody, aby sprawdzić się w warunkach, w których walczą profesjonalni sportowcy. Przybywają więc m.in. na słoneczną Fuerteventurę. Na tej drugiej największej z Wysp Kanaryjskich (ok. 1660 km² i ponad 110 tys. mieszkańców), w rejonie pięknej plaży Sotavento rozgrywa się już od 33 lat na przełomie lipca i sierpnia Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup. Organizatorem tej widowiskowej imprezy jest tutejsze prężne, profesjonalne centrum René Egli by Meliã. Warto dodać, że sporty wodne stają się coraz bardziej znaczącymi dyscyplinami na świecie. Na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 2020 r., zaplanowanych w Tokio, po raz pierwszy pojawi się surfing. Zmagania zawodników będą rozgrywać się w okolicy plaży Tsurigasaki w mieście Ichinomiya (prefektura Chiba). Do programu kolejnych Igrzysk XXXIII Olimpiady (w 2024 r. w Paryżu) ma zostać włączony kitesurfing.

                Na zagraniczne szkolenia windsurfingowe Polacy mogą wyjechać np. z firmą Wavecamp. Firma powstała z inicjatywy Macieja Kapusty Kapuścińskiego, instruktora Polskiego Stowarzyszenia Windsurfingu (PSW), współorganizatora i pomysłodawcy zawodów windsurfingowych rangi mistrzostw Polski. Pierwszy taki wyjazd zorganizował on w maju 2010 r. i od tamtej pory dzieli się doświadczeniem i pasją z kolejnymi ludźmi chcącymi spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Obecnie oferta Wavecamp skierowana jest do osób na każdym poziomie zaawansowania: od początkujących przez średnio zaawansowanych do zaawansowanych. W części kursów mogą uczestniczyć także dzieci. Szkolenia prowadzą znakomici polscy instruktorzy, którzy nie tylko mają świetne umiejętności, ale potrafią również odpowiednio przekazywać wiedzę. Kursanci uczą się i trenują m.in. na Wyspach Kanaryjskich (np. Fuerteventurze, Gran Canarii, Teneryfie), na greckiej wyspie Karpatos, położonej u zachodnich brzegów Afryki São Vicente (w archipelagu Wysp Zielonego Przylądka, w grupie Wysp Zawietrznych) czy na południowo-wschodnim wybrzeżu Wietnamu, w Mỹ Hòa koło miasta Long Xuyên w prowincji An Giang. W grudniu można z Wavecampem spędzić windsurfingowego sylwestra właśnie w wietrznej Republice Zielonego Przylądka. Maciej Kapuściński na stronie internetowej swojej firmy prowadzi też blog, na którym pisze o różnych kwestiach związanych z windsurfingiem i o zrealizowanych kursach.

                Na brak możliwości nie powinni także narzekać amatorzy kitesurfingu. Różne atrakcyjne rejony naszego globu odwiedzą m.in. dzięki KiteWyjazdy.pl Marcina Remplewicza – znanej marce w świecie kite’owym. Firma już od 10 lat zabiera swoich klientów do Brazylii (np. do miejscowości Cumbuco, Jericoacoara, Ilha do Guajirú, Guajiru), Egiptu (Soma Bay), Grecji, Kenii, na Kubę (Playa El Paso na Cayo Coco i Playa Pilar na Cayo Guillermo), Mauritius i Fuerteventurę. Przygotowuje też wyjazdy kitesurfingowe do dowolnego, oczywiście odpowiednio wietrznego, miejsca na świecie, jeżeli zgłosi się większa liczba osób chcących spróbować swoich sił w tym widowiskowym sporcie. Oferta obejmuje wszystkie aspekty wyprawy (ubezpieczenie, lot, zakwaterowanie, transfery), a dodatkowo zawiera również czasem wycieczki turystyczne. KiteWyjazdy.pl organizuje profesjonalne szkolenia kitesurfingowe dla osób indywidualnych, grup i firm. Warto też wspomnieć o założonej w 2001 r. przez Piotra Szewlakowa szkole Kite Park z Mierzei Helskiej. Właśnie w tym rejonie w sezonie letnim działa jej baza. Oprócz kursów kitesurfingu oferuje szkolenia z windsurfingu, wakeboardingu, surfingu, skimboardingu i stand up paddlingu (SUP) oraz udostępnia wypożyczalnię sprzętu do uprawiania sportów wodnych. Jednym z instruktorów tego centrum jest Victor Borsuk, siedmiokrotny zdobywca tytułu mistrza Polski i czterokrotny wicemistrz Polski w kitesurfingu, który trenuje dzieci i młodzież od 8. roku życia (osoby początkujące i zaawansowane) w ramach Borsuk CAMPS. Kite Park ma na swoim koncie również organizację wyjazdów do Brazylii, Wietnamu, Wenezueli, Egiptu, na Rodos, Zanzibar, Filipiny, Grenadyny czy Sardynię. Na zainteresowanie zasługuje poza tym profesjonalna polska baza kite- i windsurfingu SKYHIGH znajdująca się we Włoszech, w sardyńskiej miejscowości Porto Botte. Dostępne są w niej także kursy surfingu i wakeboardingu. Dodatkowo otwarto tutaj też wypożyczalnię rowerów.

 

Obozy jogi w Los Angeles w Kalifornii z Fun Travel

© Żaneta Auler/FUNtravel

 

TEST NA WYTRZYMAŁOŚĆ

Jednym z najmodniejszych tematów z dziedziny szeroko rozumianego sportu jest w Polsce od kilku lat również fitness i inne rodzaje zajęć, które ogólnie zaliczylibyśmy do gimnastyki (takie jak crossfit czy joga). Choć ta forma aktywności kojarzy się raczej z odwiedzaniem siłowni i klubów oraz dbaniem o zachowanie sprawności ruchowej, potrafi naprawdę wciągnąć i stać się prawdziwą pasją. Poza tym osoby regularnie uprawiające tego typu ćwiczenia często zmieniają swój dotychczasowy tryb życia i starają się żyć zdrowiej, zaczynają zwracać uwagę na to, co jedzą, i jak spędzają czas wolny. Niewątpliwie wpływ na wzrost zainteresowania fitnessem wśród Polek i Polaków miały znane obecnie trenerki, które wyczuły trend i wyrobiły sobie na nim swoją markę, przekształcając tę dziedzinę w dochodowy biznes. Trudno jednak nie dostrzec w tej popularności samych plusów – w końcu wszystko sprowadza się do tego, aby ruszać się więcej i nie spędzać całych dni za biurkiem. Inną niezmiernie modną w ostatnich latach aktywnością jest bieganie. I nie chodzi tu o zwykły, codzienny jogging, ale o sport związany z realizacją wyznaczonych sobie celów i ciągłym doskonaleniem się. W wielu miejscach w Polsce organizuje się obecnie różnego rodzaju biegi, w których może wziąć udział praktycznie każdy. Obok amatorów pojawiają się jednak na nich także osoby przygotowujące się do kilku takich zawodów w roku, trenujące mocno przed każdym wyścigiem, interesujące się tym, jak polepszyć swoją technikę, i stawiające na bicie własnych rekordów. Podobne podejście da się zaobserwować w przypadku odbywających się też w całym kraju imprez rowerowych (m.in. TAURON Tour de Pologne Amatorów, Lang Team Race, Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe, Cisowianka Mazovia MTB Marathon czy Maratony Rowerowe Kellys Cyklokarpaty). Polacy chętnie zajmują się sportem w zupełnie nieamatorski sposób, nawet jeśli nie walczą o stanięcie na podium w mistrzostwach o randze krajowej, kontynentalnej czy światowej.

                Oferta wyjazdów sportowych skierowana jest również do osób uprawiających tego typu aktywności. Połączenie zagranicznej podróży z poświęcaniem się swojej pasji stanowi znakomity sposób na poznanie innych krajów i ich mieszkańców od nieco odmiennej strony. Na maratony w różnych miejscach na świecie zabierają klientów np. biuro Logos Travel Marek Śliwka z Poznania, które opracowało program Maratony na 7 kontynentach, MK Tramping Travel & Incentive z Krakowa (pod sportową marką MK Active Sport), Biuro Podróży GRYF i Travel2Run z Katowic, Albatros Travel (przedstawicielstwo największego skandynawskiego organizatora wycieczek objazdowych) oraz Venga Travel i Tritraveler (specjalizujące się też w wyjazdach na triatlony) z Warszawy czy RAZevent ze Szczecina. Turystyką aktywną zajmuje się m.in. polska firma turystyczna Fun Travel ze Stanów Zjednoczonych Ameryki (USA). Jej założycielka, Żaneta Auler, jest także właścicielką klubu fitness YogaCycle w Los Angeles w Kalifornii, gdzie odbywają się zajęcia z różnego rodzaju jogi i spinningu (jazdy na rowerze stacjonarnym) oraz treningi TRX, do których wykorzystuje się specjalny zestaw regulowanych pasów i taśm. To właśnie do USA zaprasza swoich klientów. Oferta Fun Travel obejmuje rozmaite sposoby aktywnego spędzania czasu. Znajdują się w niej np. obozy jogi w Los Angeles i mieście Sedona (w północnej części stanu Arizona), wycieczki rowerowe po dolinie Napa (Napa Valley) pokrytej licznymi winnicami, w których produkuje się wyśmienite kalifornijskie wina, wyprawy na narty do Kolorado i Utah. Firma służy też pomocą w organizacji wyjazdów na maratony (w Nowym Jorku, Los Angeles czy Bostonie) i triatlony (łącznie ze słynnym Ironmanem). Poza tym oferuje pobyty szkoleniowe dla trenerów i właścicieli klubów fitness w Polsce, podczas których zapoznają się oni z nowymi trendami i spotykają z osobami z branży w Stanach Zjednoczonych. Z Fun Travel można również wybrać się na zwiedzanie USA urozmaicone zajęciami jogi lub spinningu czy jazdą na rowerze w plenerze.

 

W ramach programu Maratony na 7 kontynentach Logos Travel można wyjechać do Jerozolimy

© Logos Travel

 

ZOSTAĆ MISTRZEM STOKU

Na koniec należy z pewnością poruszyć jeszcze jeden temat, a mianowicie sporty zimowe. Polacy mają swoje góry, które zimą odwiedzają bardzo chętnie, ale na prawdziwe śnieżne szaleństwo wybierają się głównie w rejon Alp. Tu od lat wśród ulubionych miejsc naszych rodaków królują Włochy. W sezonie zimowym przybywa ich do tego kraju tak wielu, że w niektórych górskich miejscowościach można natknąć się w lokalach gastronomicznych na polskie menu. Nie ma się zresztą co temu dziwić, warunki do jazdy na nartach lub snowboardzie na północy Italii są znakomite, zarówno ze względu na ukształtowanie terenu i pogodę, jak i rozbudowaną infrastrukturę (także hotelową), a Włosi uchodzą za wyjątkowo sympatycznych i otwartych ludzi. Ogromną popularnością cieszy się zwłaszcza okolica Marmolady (3343 m n.p.m.) – najwyższego szczytu Dolomitów. W rejonie słynnej Doliny Słońca (Val di Sole) w Trentino znajduje się jedna z najlepszych i najdłuższych nartostrad w Europie. Co ważne, w Dolomitach można w sezonie zimowym korzystać z jednego skipassu. Pomiędzy poszczególnymi ośrodkami kursują specjalne busy i autobusy. Do najpopularniejszych kurortów w regionie należą Madonna di Campiglio czy elegancka Cortina d’Ampezzo.

                Ze względu na ogromne zainteresowanie oferta zagranicznych obozów i wyjazdów narciarskich do Włoch (i nie tylko) przygotowana przez polskie firmy jest naprawdę bardzo szeroka. Każdy z pewnością znajdzie więc coś dla siebie. Do wyboru są propozycje dla dorosłych, dzieci i młodzieży na wszystkich poziomach zaawansowania. Można też zdecydować się na sportową wyprawę rodzinną. Na ośnieżone włoskie stoki udamy się np. z warszawskim Klubem Tenisowym, Narciarskim i Żeglarskim Sporteum. W sezonie 2018/2019 oferuje on wyjazdy do Carezzy w Tyrolu Południowym, Monte Bondone i Folgarii w Trentino czy miejscowości w okolicy Val di Sole – Passo Tonale, Madonna di Campiglio i Pinzolo. Poza tym prowadzi specjalną sportową sekcję narciarską dla dzieci w każdym wieku, która organizuje treningi i obozy oraz przygotowuje chętnych do startowania w zawodach. Dorośli mogą trenować jazdę na nartach w ramach przeznaczonej dla nich grupy Sporteum Masters.

W Ekwadorze spełniają się marzenia

ALEKSANDRA ŁUKSZA

 

                                                                                                                                               FOT. METROPOLITAN-TOURING.COM

<< Marzy Ci się lot paralotnią nad Oceanem Spokojnym, polowanie na kajmany albo nurkowanie z gigantycznymi żółwiami? A może wolałbyś zejść w głąb krateru aktywnego wulkanu, obserwować latające kondory, stanąć na dwóch półkulach Ziemi naraz, zjeść najbardziej egzotyczne owoce świata, zobaczyć z bliska wieloryby czy też pójść z Indianami na spacer po dżungli amazońskiej? Zresztą nieważne, jak wyjątkowe są Twoje marzenia... Jeśli chcesz zacząć je spełniać, przyjedź do Ekwadoru! >>

República del Ecuador, czyli Republika Ekwadoru, choć wielkością prawie dorównuje Polsce, należy do najmniejszych państw Ameryki Południowej (ma „tylko” niecałe 285 tys. km² powierzchni). Hiszpańskie słowo ecuador oznacza równik, bowiem przez terytorium tego kraju przechodzi jego linia. Ze względu na swoje położenie i ukształtowanie terenu to na pewno jedno z najbardziej zróżnicowanych państw na ziemi.

Więcej…