ANNA KRYPA
www.comeann.com

 

<< Gdybym miała jednym słowem opisać Republikę Południowej Afryki, którą pokochałam od pierwszego dnia pobytu w jej granicach, użyłabym wyrazu „różnorodność”. Bogata kultura i wciąż zmieniający się krajobraz zachwycają już podczas spaceru ulicami Kapsztadu, kiedy owiani oceaniczną bryzą podziwiamy majestatyczną Górę Stołową, a na swojej drodze spotykamy przedstawicieli różnych grup etnicznych. W RPA są trzy stolice (administracyjna Pretoria, Kapsztad, w którym obraduje parlament, oraz Bloemfontein z siedzibą władz sądowniczych) i obowiązuje aż 11 oficjalnych języków. „Choć tak różni, jesteśmy jednością. Jesteśmy ludem tęczy” – powiedział niegdyś o swoich rodakach laureat Pokojowej Nagrody Nobla Nelson Mandela. >>

RPA to najdalej na południe wysunięte państwo w Afryce o powierzchni niemal czterokrotnie większej od Polski (ponad 1,2 mln km²). Linia brzegowa rozciąga się na długości powyżej 2,5 tys. km, a przy Przylądku Igielnym (Cape Agulhas) – południowym krańcu kontynentu, Ocean Atlantycki spotyka się z Indyjskim. Kraj ten leży w obrębie kilku stref klimatycznych: począwszy od pustynnej przy granicy z Namibią, a skończywszy na podzwrotnikowej, wilgotnej na wschodzie, ale w jego przeważającej części panuje klimat zwrotnikowy kontynentalny, a warunki pogodowe są wręcz idealne – jest ciepło, sucho i słonecznie. Należy jednak pamiętać o odwrotnym niż w Europie układzie pór roku na półkuli południowej. Najgorętszy sezon wakacyjny przypada tu na przełom grudnia i stycznia. W RPA nie brakuje też obszarów wyżynnych i górskich, takich jak Góry Smocze (Drakensberg), Góry Śnieżne (Sneeuberge), Stormberg czy Góry Przylądkowe (Cape Fold Belt). Bez wątpienia jego najcenniejszy skarb natury stanowią parki narodowe (ma ich 19) na czele ze słynnym Parkiem Narodowym Krugera, który uchodzi za jeden z najstarszych i największych na świecie.
Odwiedzałam Republikę Południowej Afryki już trzykrotnie – dwa razy gościłam w okolicach Kapsztadu (Cape Town) i raz w Parku Narodowym Krugera przy okazji wyprawy do sąsiedniego Mozambiku. W trakcie tych kilku wizyt zobaczyłam jednak tylko małą część tego, co oferuje podróżnikom ten fascynujący kraj. Podczas ostatniego pobytu w nim zatrzymałam się w bliskim mojemu sercu Kapsztadzie, stolicy Prowincji Przylądkowej Zachodniej, skąd rozciągają się zapierające dech w piersiach widoki i gdzie kolacja nad brzegiem oceanu należy do zwykłych przyjemności dnia. Jeśli ktoś natomiast ma ochotę na wypad poza granicę tej malowniczej metropolii, to zawsze może wyskoczyć do jednej ze znanych południowoafrykańskich winnic na zwiedzanie i degustację.

 

PODANO DO STOŁU
Moją wizytę w Kapsztadzie zaczęłam od wycieczki na Górę Stołową (Table Mountain). Dzień był pogodny, więc idealnie widocznego masywu górskiego nie zakrywały przypominające obrus chmury. W ostatnim plebiscycie szwajcarskiej fundacji New7Wonders ten słynny szczyt został wybrany 11 listopada 2011 r. jednym z nowych 7 cudów natury (New7Wonders of Nature). Taki werdykt nie zdziwił mnie ani trochę, ponieważ to bajeczne miejsce każdy powinien odwiedzić choć raz w życiu.

FOT. CAPE TOWN TOURISM

Widok na Głowę Lwa i Robben Island z wierzchołka Góry Stołowej


Góra Stołowa wznosi się na wysokość 1086 m n.p.m., a widać ją z oceanu z odległości 200 km. Po obu jej stronach znajdują się charakterystyczne wierzchołki: po wschodniej – Diabli Szczyt (Devil’s Peak – 1000 m n.p.m.), a po zachodniej – Głowa Lwa (Lion’s Head – 669 m n.p.m.). Jej najwyższe, spłaszczone partie tworzą obszar ok. 3 km². Na górę można wjechać kolejką linową (Table Mountain Aerial Cableway, działającą od 1929 r.) lub wejść jednym z wielu szlaków. W czasie dość długiej pieszej wędrówki towarzyszą nam niesamowite widoki. Sama przejażdżka wagonikiem, który po modernizacji w 1997 r. zabiera na górę aż 65 osób i dodatkowo obraca się wokół własnej osi, jest już niemałą atrakcją. Ze szczytu rozpościera się wspaniała panorama Kapsztadu z Zatoką Stołową (Table Bay) i Robben Island (Robbeneiland). Niektórzy twierdzą też, że na linii horyzontu daje się dostrzec krzywiznę Ziemi.

 

FOKI Z HOUT BAY
Gdy przemierzałam kapsztadzkie ulice autobusem Hop On – Hop Off, wysiadłam na przystani Mariner’s Wharf w pobliskim miasteczku Hout Bay nad zatoką o tej samej nazwie. To malownicze nabrzeże powstało dzięki przekazywanej z pokolenia na pokolenie rodzinnej pasji Stanleya Dormana i do dziś zachowało przyjazną atmosferę. Działa tu sympatyczne bistro, wyśmienita restauracja serwująca morskie specjały oraz sklep rybny. Usiadłam na tarasie, aby przez chwilę nacieszyć się widokiem portu i oceaniczną bryzą. Zamówiłam krewetki z awokado, które dostałam w ogromnej muszli, i oddałam się rozpuście. Zanim jednak kelner przyniósł danie, udało mi się wypatrzeć radośnie baraszkujące tuż przy brzegu foki! Po lunchu wyruszyłam w kierunku przedmieść Kapsztadu Camps Bay. Tutejsze plaże są centrum letnich rozrywek zarówno w dzień, jak i w nocy.

 

PROMENADA NAD OCEANEM
Uwielbiam spacerować, szczególnie kiedy odwiedzam nowe miejsca, to pozwala mi poczuć prawdziwą atmosferę nieznanych rejonów. Trasa na odcinku Camps Bay–Sea Point jest wyjątkowo urokliwa, a wyróżnia ją niewątpliwie deptak ciągnący się nad Atlantykiem. Gwarantuję, że ta wycieczka na długo pozostaje w pamięci.

FOT. SOUTH AFRICAN TOURISM

Nad Camps Bay dominuje dostojne pasmo Dwunastu Apostołów


Camps Bay to turystyczny hit RPA. Piękne piaszczyste plaże położone u stóp pasma górskiego Dwunastu Apostołów oraz w sąsiedztwie Góry Stołowej robią wrażenie zarówno na zagranicznych turystach, jak i lokalnych urlopowiczach, szukających chwili wytchnienia od codziennej pracy. Oprócz tego przedmieścia Kapsztadu przyciągają wyśmienitymi restauracjami, barami i modnymi klubami, gdzie życie nocne potrafi trwać całą dobę. Z centrum miasta dojedziemy tutaj zaledwie w 15 minut. Co niezmiernie ważne dla wybierających się do tego kraju, w Camps Bay można się czuć bezpiecznie o każdej porze dnia i nocy. Warto też wspomnieć, że to bardzo popularne miejsce na jogging. Zdecydowanie mogłabym mieć taką trasę do biegania obok domu!
Trochę rozmarzona perspektywą noclegu w bungalowie z oknami wychodzącymi na ocean, wciąż szłam przed siebie, a Camps Bay zmieniło się w gęsto zaludnione przedmieścia Sea Point, a następnie w Green Point i Mouille Point. W tym ostatnim przywitała mnie piękna latarnia morska, przy której zakończyłam swój spacer, ale nigdy nie zapomnę oszałamiających widoków, jakie podziwiałam po drodze. Zawsze kiedy w Polsce jest zimno, deszczowo i ponuro, przypominam sobie te wspaniałe domy na klifach, wracam w myślach na nadatlantycką promenadę i marzę o następnych przygodach.
 

PINGWINY W AFRYCE
Najpopularniejsze atrakcje do odwiedzenia w okolicach Kapsztadu to słynna plaża z pingwinami w Simon’s Town (Simonstad), Przylądek Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope) i Cape Point. Do wszystkich można dotrzeć w ciągu jednego dnia, a że trzeba je koniecznie zobaczyć, to więcej niż pewne.
Nieopodal Simon’s Town (Simonstad) znajduje się Boulders Beach (Plaża Głazów), zamieszkiwana od 1982 r. przez kolonię przeuroczych pingwinów przylądkowych. Te nielotne ptaki zwane są też jackass penguins (z ang. jackass – „osioł”, „ktoś głupi”) ze względu na wydawany przez nie specyficzny dźwięk, kojarzący się z oślim rykiem. Charakterystycznie ubarwione czarno-białe stworzenia elegancko stąpają po nabrzeżnych kamieniach i zażywają kąpieli w oceanie. Obserwowanie ich choćby przez chwilę dostarcza bez wątpienia ogromnej radości, a patrzeć chce się na nie całymi godzinami. Jeśli jednak mamy w planach dostać się tego samego dnia na południowy kraniec Półwyspu Przylądkowego – Cape Peninsula (Kapsztad leży w północnej jego części), nie wolno nam spędzić zbyt dużo czasu z sympatycznymi pingwinami.

 

U BRZEGÓW NADZIEI
Przylądek Dobrej Nadziei (pierwotnie Przylądek Burz), który znajduje się na południu Półwyspu Przylądkowego, dzieli od Przylądka Igielnego ok. 150 km. Sam półwysep charakteryzuje się skalistym krajobrazem, zdominowanym przez Górę Stołową. Wchodzi on w skład chronionych obszarów Przylądkowego Regionu Florystycznego (Cape Floral Region) wpisanego w 2004 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Porasta go formacja roślinna fynbos (odpowiednik śródziemnomorskiej makii). Do lokalnej flory należy aż ponad 1300 gatunków roślin, w tym ok. 50 endemicznych lub zagrożonych. Spotkamy tu wiele odmian srebrnikowców (np. zachwycającą proteę królewską, stanowiącą jeden z elementów godła RPA), wrzośców i pelargonii.
W 1488 r. dotarł w te strony portugalski żeglarz Bartolomeu Dias (ok. 1450–1500) i ochrzcił to miejsce mianem Przylądka Burz ze względu na dużą aktywność wyładowań atmosferycznych w tym rejonie. Nazwa jednak się nie przyjęła i została zmieniona na Przylądek Dobrej Nadziei, bowiem odkrycie tego odległego południowego końca Afryki otworzyło morski szlak do Indii i na Daleki Wschód. Podczas mojej wizyty nie trafiłam na burzę, lecz na silny wiatr. To on dosłownie popychał mnie w stronę kolejnego niezwykłego punktu widokowego.

 

W BLASKU LATARNI
Skalisty cypel zwany Cape Point leży jakieś 2 km na wschód od Przylądka Dobrej Nadziei. Na końcu klifu stoją nowoczesna 87-metrowa latarnia morska i słup z drogowskazami do najbardziej znanych miast świata, opatrzonymi informacją o odległościach od nich. Latarnia ta wysyła najmocniejszy sygnał świetlny na całym południowoafrykańskim wybrzeżu. Ma on zasięg aż 101 km.
Na najwyższy szczyt dominujący nad Cape Point prowadzi bardzo łatwa ścieżka. Na jego wierzchołku wznosi się stara latarnia morska. Jeżeli ktoś woli jednak poruszać się jakimś środkiem komunikacji, może wjechać elektryczną kolejką linowo-terenową Flying Dutchman Funicular. Ja wybrałam wędrówkę pieszą i szczerze ją właśnie polecam. Na każdym kroku dostrzeżemy coś innego, wyjątkowego. Uważam, że tutejsze krajobrazy są najpiękniejsze na całej ziemi. Strome skaliste wybrzeże i ciche szmaragdowe zatoki to raj dla oka i dla obiektywu. Chętnie spędziłabym cały dzień, przechadzając się po okolicy lub wygrzewając się na piasku.

 

NA POŁUDNIOWYM KRAŃCU KONTYNENTU
Stanąć na najbardziej wysuniętym na południe przylądku Afryki, tam, gdzie łączą się dwa oceany – Indyjski i Atlantycki, planowałam już od dawna. Okazało się, że nie jest to miejsce bardzo oblegane przez turystów i znajduje się dość daleko od Kapsztadu. Zupełnie mnie ten fakt nie zniechęcił, a wręcz po części ucieszył. Pomyślałam, że będę miała szansę uciec na chwilę od tłumów żądnych atrakcji.
Przylądek Igielny położony jest ok. 170 km na południowy wschód od Kapsztadu. Wyprawa na niego zajmuje więc prawie cały dzień. W przeciwieństwie do bardziej znanego Przylądka Dobrej Nadziei i Cape Point, nie prezentuje się zbyt spektakularnie: jego granice wyznacza łagodnie zakrzywiona i kamienista linia brzegowa. Moim zdaniem posiada jednak wyjątkowy urok, który tworzą wyżłobione przez wodę i wiatr skały. Ich powyginane kształty przypominają o bardzo częstych zimowych sztormach niosących ze sobą olbrzymie fale, 30-metrowe potwory, zatapiające niekiedy nawet duże statki.
Spędziłam na Przylądku Igielnym dłuższą chwilę i przez cały ten czas towarzyszyła mi świadomość, że właśnie znalazłam się na południowym krańcu kontynentu afrykańskiego. Stałam tam, przyglądałam się skalistemu wybrzeżu oblewanemu przez dwa oceany i czułam się naprawdę niesamowicie.

 

NATURA OSWOJONA…
W Kapsztadzie nie wolno ominąć słynnego Narodowego Ogrodu Botanicznego Kirstenbosch (Kirstenbosch National Botanical Garden) u stóp Góry Stołowej, założonego w 1913 r. Zajmuje on powierzchnię 36 ha i podobno najpiękniej wygląda w okresie od sierpnia do października, kiedy zakwita najwięcej roślin. Ja odwiedziłam go w maju i również byłam pod jego ogromnym wrażeniem. Znajdziemy tutaj ponad 7 tys. gatunków flory, w tym odmiany typowe dla tego regionu Afryki, takie jak wspomniana już protea królewska czy też wrzośce. Podczas przechadzki urokliwymi alejkami, położonymi między oczkami wodnymi, możemy podziwiać pobliskie góry i wsłuchiwać się w śpiewy ptaków – bardzo licznych mieszkańców ogrodu.

FOT. ANNA KRYPA
Narodowy Ogród Botaniczny Kirstenbosch


Idealnym dopełnieniem spaceru w otoczeniu wspaniałych okazów afrykańskiej roślinności będzie obiad w którejś z knajpek nad oceanem. Ja zdecydowałam się pojechać w kierunku Nabrzeża Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront), znanego ze świetnych lokali z wyśmienitymi daniami z owocami morza. Cieszy się ono dużą popularnością zarówno wśród zagranicznych turystów, jak i Południowoafrykańczyków. Działa tu kilka nowoczesnych hoteli oraz niezliczona liczba butików, sklepów i restauracji z widokiem na port i Górę Stołową. Stąd także wypływają statki w rejsy wycieczkowe po okolicy, a z przystani Nelson Mandela Gateway wybierzemy się na Robben Island, pobliską wyspę, wpisaną w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Możemy również po prostu przejść się po nabrzeżu, zrobić zakupy, zjeść smaczną kolację lub przejechać się diabelskim młynem o wysokości 40 m.

 

…I TA CAŁKIEM DZIKA
Wizyta w RPA nie byłaby kompletna bez odwiedzin w Parku Narodowym Krugera. W 1898 r. założył go prezydent Republiki Południowoafrykańskiej (Transwalu) Paul Kruger (w 1926 r. oficjalnie nadano parkowi obecną nazwę). Ten obszar chroniony rozciąga się na powierzchni ok. 20 tys. km2 przy granicy z Mozambikiem. Temperatury na tym terenie wahają się od 23°C w zimie do 30°C (lub więcej) w lecie. Trzeba też liczyć się z opadami deszczu.

FOT. ANNA KRYPA

Stado zebr i żyrafy u wodopoju w Parku Narodowym Krugera


Na fotograficzne safari można udać się prywatnym samochodem lub dołączyć do jednej z wielu organizowanych wycieczek z przewodnikiem i tropicielem zwierząt. Jeśli skorzystamy z tego drugiego sposobu, szansę na spotkanie słynnej Wielkiej Piątki Afryki (lwa, lamparta, bawoła afrykańskiego, nosorożca czarnego i słonia) będziemy mieć całkiem duże. W parku żyją poza tym hipopotamy, gepardy, hieny cętkowane, likaony, różne gatunki antylop, żyrafy, nosorożce białe oraz zebry, strusie afrykańskie i inne zwierzęta. Dzika przyroda rządzi się tu swoimi prawami, a człowiekowi wolno być tylko obserwatorem.
Przy planowaniu wycieczki do Parku Narodowego Krugera trzeba pamiętać o zabraniu ze sobą nakrycia głowy, lornetki, aparatu fotograficznego i wody. Na jego terenie musimy także bezwzględnie przestrzegać zasad panujących w rezerwacie i nie opuszczać środka transportu, ponieważ przez nieodpowiedzialne zachowanie możemy narazić się na prawdziwe niebezpieczeństwo.

***

Kapsztad jest zdecydowanie moim ulubionym miastem na świecie i średnio raz w tygodniu myślę, aby znowu do niego wrócić. Mam ku temu mnóstwo powodów: począwszy od jego malowniczego położenia, a skończywszy na niezwykłej atmosferze wielokulturowego ośrodka i szczerych, pomocnych i uśmiechniętych ludziach, jakich za każdym razem spotykałam na swojej drodze. Przyciąga mnie tutaj również fakt, że wielu kapsztadzkich atrakcji jeszcze nie poznałam. Wydaje mi się zresztą, że cała Republika Południowej Afryki urzeka zapachem sawanny, powiewem orzeźwiającej oceanicznej bryzy i widokami, których nie da się porównać do żadnych innych. Może to tylko podróżnicze zauroczenie, a może tak zaczarował mnie ten tajemniczy wiatr wiejący od Przylądka Dobrej Nadziei…

 

 

Artykuły wybrane losowo

Turystyczne perełki dzięki soli

MICHAŁ DOMAŃSKI

ALEKSANDRA PAKIEŁA

 

Miasta mające na swoim terenie dawne kopalnie soli, które zostały udostępnione zwiedzającym, są obecnie niezmiernie popularne wśród turystów, potrafią ich przyciągnąć niczym magnes. „Białe złoto” jest dzisiaj doskonałym produktem turystycznym i narzędziem międzynarodowej promocji. Światową sławą cieszą się nasze dwie perełki – Wieliczka i Bochnia – oraz takie cuda, jak np. Katedra Soli w Zipaquirze w Kolumbii czy Salina Turda i Salina Praid w Siedmiogrodzie (Transylwanii) w Rumunii… Jeśli jesteśmy spragnieni niezapomnianych wrażeń, w dawnych kopalniach soli przygotowano interesujące trasy turystyczne, które mogą się pochwalić nie lada atrakcjami.

Sól to naturalne bogactwo, które występuje na wszystkich kontynentach. Jest cennym kruszcem, ponieważ posiada zdolności konserwujące i lecznicze. W starożytności i średniowieczu była używana jako środek płatniczy w formie tzw. krusz solnych, zastępując pieniądz metalowy (w Etiopii i Tybecie wybijano z niej nawet monety!). Pierwotnie sól otrzymywano ze słonych źródeł metodą warzelniczą. Polega ona na odparowywaniu wody. Początki eksploatacji soli kamiennej nie są znane. Najprawdopodobniej przy pogłębianiu studni solankowych natrafiono na jej złoża, które zaczęto wydobywać za pomocą prymitywnych narzędzi. Od tego momentu upłynęło wiele wieków, a biały kruszec ma nadal ogromną wartość… Dzisiaj na terenie zabytkowych kopalni soli tworzy się niezwykle ciekawe trasy turystyczne, specjalne programy zwiedzania, które przyciągają rocznie miliony gości z całego świata.

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie na wyprawy quadowe

Chile1.jpg

Rafał Sonik pokonuje trasę chilijskiego odcinka Rajdu Dakar 2015

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


KAJETAN CYGANIK


Quady mają wiele zastosowań. Zawodnicy ścigają się na nich – oczywiście – podczas rajdów, ale zdecydowanie częściej korzystają z tego sprzętu ratownicy górscy, służby medyczne czy leśne. Ze względu na swoją budowę to również doskonałe pojazdy do przemierzania odległych i niedostępnych zakątków ziemi. Rafał Sonik – pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów w 2015 r. – zwiedził w ten sposób bezdroża pięciu kontynentów. 


Po raz pierwszy tegoroczny zwycięzca najpopularniejszego wieloetapowego wyścigu terenowego na świecie wsiadł na czterokołowca na południu Francji, kiedy z powodu flauty nie mógł pływać na desce windsurfingowej. Na wzgórzach nieopodal plaży zobaczył dziwne małe samochody, których nigdy wcześniej nie widział. Zadzwonił do kolegi z Polski i zamówił sobie jeden z pierwszych pojazdów ATV (ang. all-terrain vehicle), jaki trafił do naszego kraju. Zaczęło się od jazdy turystycznej, potem były pierwsze starty w polskich rajdach. Sześć razy zdobył tytuł mistrza Polski. Po udziale w wyścigach we Francji i Hiszpanii oraz namowach motocyklistów Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego w 2009 r. Rafał Sonik postanowił spróbować swoich sił w Rajdzie Dakar. Zajął wtedy trzecie miejsce. Ten niewątpliwy sukces stał się dla niego zachętą do kolejnych prób.

Nasz rodak znany jest ze swojej konsekwencji, ambicji i nieustępliwości. Jednocześnie jednak potrafi się powstrzymywać od zgubnej walki na sekundy, ma doskonały zmysł taktyczny i opinię świetnego nawigatora. Te cechy pomogły mu zdobyć cztery Puchary Świata FIM w kategorii quadów, wywalczyć dwa trzecie i jedno drugie miejsce w Rajdzie Dakar, a w 2015 r. odnieść wielkie zwycięstwo w tych legendarnych zawodach. Polak zyskał przydomek SuperSonik, ale mimo to nie przestaje cieszyć się jazdą na czterokołowcu, dlatego wielokrotnie odwiedza podczas treningów liczne tory i rozmaite rejony, aby nie tylko przygotowywać się do nowych wyzwań, ale także czerpać przyjemność z ćwiczenia w zróżnicowanym terenie. Przedstawiamy Państwu 12 najciekawszych według niego miejsc na świecie do uprawiania tego sportu.

Sardynia

Ta włoska wyspa to przede wszystkim świetny region dla miłośników motocykli enduro. Rajd odbywający się na niej co roku w czerwcu jest co prawda przeznaczony również dla kierowców quadów, ale pokonanie przez nich licznych wąskich ścieżek, skalnych półek czy ciasnych przejazdów pomiędzy skałami graniczy z cudem.

               
Na Sardynii przemierzymy jednak czterokołowcem fantastyczne trasy. Wiodą one pomiędzy rozległymi wzgórzami, pośród niskiej roślinności lub ponad skalistym wybrzeżem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wybór mamy naprawdę duży – od malowniczo położonych łagodnych i szerokich dróg po wymagające technicznie odcinki górskie. Co więcej, na wyspie panuje fantastyczny klimat, a tutejsza kuchnia jest doskonała, więc po całodziennej jeździe czeka na nas nagroda w postaci prawdziwej uczty dla podniebienia. Odwiedzić ten fascynujący region Włoch można przez cały rok, bowiem zawsze prezentuje się równie ciekawie.

Dubaj

Dubaj1.jpg

Pozornie łagodne piękne wydmy w okolicach Dubaju bywają niebezpieczne

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


Zjednoczone Emiraty Arabskie słyną z jednej z najpiękniejszych pustyń świata. W okolicach Dubaju wiatr wyrównuje piaszczyste wydmy niczym ratrak śnieg na stoku. Wystarczy odjechać kilkanaście minut od jakiejkolwiek ludzkiej osady, żeby znaleźć się w miejscach nie noszących śladów obecności człowieka. Emocje, jakie towarzyszą jeździe po takim „sztruksie”, są nieporównywalne z żadnym innym uczuciem.

               
Wydmy w rejonie Dubaju wyglądają na łagodne i zapierają dech w piersiach, ale potrafią być także zdradliwe, zwłaszcza po przejściu rzadkich tu deszczów. Układ piaszczystych wzgórz zupełnie się wówczas zmienia, co utrudnia nawigację i przewidywanie niebezpieczeństw. Potrzeba wielu treningów, aby móc pozwolić sobie na nieco mocniejsze dociśnięcie gazu na pustyni. Nawet po latach doświadczeń warto zachować szczególną ostrożność. Inaczej to, co ma być przyjemnością, może stać się bardzo złym wspomnieniem.

               
Sezon na wyjazdy do Dubaju panuje cały rok. Najlepiej jednak planować sobie treningi o wschodzie lub zachodzie słońca. Nie tylko dlatego, że w tych godzinach światło maluje najpiękniejsze widoki, ale też po to, aby uniknąć upałów.

Pustynia Błędowska

Nasza największa pustynia (ok. 33 km²) to prawdziwa mekka polskich off-roadowców. W ostatnich latach prowadzi się intensywne odlesianie tego obszaru w celu przywrócenia jego stanu z początku wieku. Ten piękny region oferuje fantastyczne możliwości treningowe. Nie ma w nim wysokich wydm, ale nie brakuje tutaj kopnego piasku, który doskonale uczy reakcji quada w takich warunkach.

               
Pustynię Błędowską wciąż pokrywa wiele sosnowych zagajników. Ich pokonywanie daje sporo frajdy. Jak w każdym pustynnym rejonie, trzeba wykazać się tu jednak dobrą orientacją w terenie. Zdarzają się tacy kierowcy, którzy pozwalają ponieść się emocjom, a potem długo nie mogą znaleźć drogi powrotnej. Trenuję na Pustyni Błędowskiej kilka razy w roku. Zawsze spotykam na niej innych quadowców i motocyklistów, a często zabieram też w te strony swoich uczniów – mówi Rafał Sonik. Jego bazą do wypraw na czterokołowcach jest tradycyjnie punkt widokowy Dąbrówka w Chechle (355 m n.p.m.).

               
Ten region Polski zaprasza do odwiedzin przez okrągłe 12 miesięcy. O każdej porze roku będziemy czerpać niesamowitą radość z przemierzania Pustyni Błędowskiej.

Brazylia

Brazylia.jpg

Trasy na południu Brazylii prowadzą wśród niskiej roślinności

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA



Trasy w południowej części Brazylii charakteryzują się przede wszystkim niską, słabo rozwiniętą roślinnością i czerwoną ziemią, która nadaje krajobrazowi zupełnie wyjątkowy wygląd. Szlaki są tutaj szybkie, ale przez to bywają zgubne. Wystarczy, że nieoczekiwanie wjedziemy pomiędzy splątane korzenie, aby nasz brawurowy wyczyn zakończył się nagłym zatrzymaniem wśród drzew. Jeśli tylko będziemy pamiętać o zachowaniu ostrożności, jazda po polnych drogach tego kraju na pewno przyniesie nam dużo przyjemności.

               
To, co czyni z Brazylii wspaniały cel na emocjonujące wyprawy na quadzie, to jednak nie same trasy, lecz mieszkający w niej fantastyczni ludzie. Brazylijczycy są uśmiechnięci, pomocni, otwarci i przyjaźnie nastawieni wobec turystów. Taka podróż może więc być okazją do nawiązania nowych znajomości. Do tej części Ameryki Południowej najlepiej wybrać się w okresie lata.

Argentyna

Kraj tanga, yerba mate i najlepszej wołowiny na świecie to również raj dla quadowców. Nie bez powodu od 2009 r. właśnie w Argentynie odbywa się znaczna część kolejnych edycji Rajdu Dakar. Za każdym razem wyznaczane przez organizatorów tutejsze trasy zaskakują nawet najbardziej wytrawnych kierowców. Ten fakt świadczy niewątpliwie o ogromnym zróżnicowaniu terenów i nieskończonych możliwościach, jakie stają tu przed miłośnikami off-roadu.

               
W centrum kraju znajdziemy wiele piaszczystych obszarów, ale są one tak nieprzyjazne, że lepiej nie zapuszczać się w te rejony, zwłaszcza w osławione okolice miejscowości Fiambalá koło Tinogasty. Warto natomiast wybrać szlaki na północy kraju i liczne malownicze kaniony. Na zachodzie na śmiałków czekają majestatyczne Andy. Widoki z tego regionu zapadają w pamięć na zawsze, ale jeśli zdecydujemy się go odwiedzić, musimy zabezpieczyć się przed chorobą wysokościową. Najlepszym lekarstwem na jej objawy jest herbata z liści koki (krzewu kokainowego) albo żucie ich podczas jazdy. Podróż do fascynującej Argentyny polecamy zaplanować w czasie europejskich miesięcy zimowych.

Hiszpania

W Hiszpanii znajdziemy mnóstwo różnorodnych tras. Rafał Sonik najlepiej poznał jednak te w pobliżu Malagi. W jej okolicy funkcjonuje wiele torów motocrossowych, na których nasz rodak ćwiczy technikę jazdy przy dużych prędkościach. Oprócz tego trenuje też poza wytyczonymi drogami, na otwartych terenach.

               
Ten region stanowi poligon dla takich fantastycznych motocyklistów, jak choćby Hiszpanie Marc Coma czy Jordi Viladoms, którzy właśnie m.in. tutaj przyjeżdżają przygotowywać się do najważniejszych startów w sezonie. Przed Rajdem Dakar 2016 także Rafał Sonik planuje spędzić w tym rejonie Europy kilka dni. Zamierza ćwiczyć jazdę na odcinkach specjalnych w stylu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata (WRC – World Rally Championship). Będą one dominować w 37. już edycji legendarnego wyścigu po raz ósmy z kolei organizowanego w Ameryce Południowej – Argentynie i Boliwii.

               
Do słonecznej Hiszpanii można zawitać o każdej porze roku. Jeśli nie lubimy zbytniego tłoku, powinniśmy zdecydować się raczej na jesień.

Lidzbark Warmiński

W Lidzbarku Warmińskim znajduje się jeden z najpiękniejszych i najlepszych torów motocrossowych w Polsce. Nasz rodak uwielbia odwiedzać to miejsce, bo jak podkreśla, jest ono przesiąknięte off-roadową atmosferą, a ludzie z nim związani są prawdziwymi pasjonatami.

               
Okolice tego miasta położonego w samym sercu Warmii również zachęcają do wycieczek. Jednak należy pamiętać, aby poruszać się tylko po obszarach, na których wolno organizować wyprawy off-roadowe. Rafał Sonik od wielu lat promuje hasło Daj przyQuad! Nie niszcz lasu! i potępia wszelkie naruszenia granic parków narodowych i krajobrazowych. Wymaga od siebie i kolegów odpowiedzialności za środowisko naturalne i dlatego swoim czterokołowcem nie wyjeżdża poza tor w Lidzbarku Warmińskim, a przyrodę podziwia z perspektywy roweru. Najkorzystniejsze warunki panują na Warmii w okresie lata i złotej polskiej jesieni.

USA

Pierwszym mechanikiem, który towarzyszył Rafałowi Sonikowi w Rajdzie Dakar w 2009 r., był amerykański specjalista od quadów – Lenny Duncan. To właśnie on zabrał Polaka na znane sobie szlaki w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Spośród nich nasz rodak najbardziej upodobał sobie rejony Kalifornii, dokąd stara się wracać co jakiś czas.

               
W USA i Kanadzie turystyka quadowa jest zdecydowanie lepiej rozwinięta niż w krajach europejskich. Znajdziemy tu specjalnie przygotowane, kilkudziesięciokilometrowe trasy off-roadowe, pozwalające na legalne poruszanie się po trudno dostępnych obszarach leśnych. To doskonałe rozwiązanie zarówno dla miłośników jazdy poza drogami, jak i turystów i przyrodników. Rafał Sonik zabiega o to, aby wytyczyć podobne szlaki także w Polsce. Do Stanów Zjednoczonych na wyprawy terenowe najlepiej wybrać się latem lub na jesieni.

Chełmno

Chełmno_-_Fot.jpg

Quadowcy ścigający się na torze kompleksu motocrossowego w Chełmnie

©MATEUSZ SZELC



Chełmno uchodzi za drugie obok Torunia najstarsze miasto województwa kujawsko-pomorskiego (oba te grody otrzymały prawa miejskie 28 grudnia 1233 r. – tzw. prawo chełmińskie). Warto odwiedzić nie tylko sam wiekowy ośrodek, ale też lokalny kompleks motocrossowy, który kilka lat temu dzięki inicjatywie naszego rodaka i jego przyjaciół został uratowany przed zamknięciem. Zwycięzca Rajdu Dakar 2015 stawiał tutaj swoje pierwsze kroki, dlatego nie wahał się, aby zainwestować w ten obiekt i stać się jednym z jego współwłaścicieli.

               
Na świetnie wyprofilowanym i dobrze utrzymanym torze regularnie odbywają się imprezy rangi Mistrzostw Polski. Szkolą się na nim młodzi quadowcy i motocykliści. Mamy nadzieję, że za kilka lat godnie zastąpią oni Rafała Sonika w międzynarodowych wyścigach. Obiekt w Chełmnie stanowi idealne miejsce dla początkujących miłośników sportów motocrossowych, którzy chcą zdobyć podstawowe umiejętności, niezbędne do jazdy w terenie. Warto odwiedzić go latem i podczas organizowanych na nim zawodów.

Chile

Amatorom off-roadu Chile kojarzy się przede wszystkim z Atakamą, należącą do najsuchszych pustyń świata. Są na niej rejony, w których od prawie 400 lat nie spadła choćby kropla deszczu. Te warunki czynią ją również jednym z mniej przyjaznych człowiekowi obszarów na ziemi. Jazda po tutejszych bezdrożach może być jednak fantastycznym przeżyciem. Warto odwiedzić w szczególności północną część kraju i okolice portowego miasta Iquique. Potężne piaszczyste wydmy wznoszą się w tym miejscu na wysokość powyżej 2 tys. m n.p.m. i opadają stromo wprost do Pacyfiku.

               
Popularnością cieszą się także rejony miejscowości La Serena, które słyną z winnic. Wiosną zaobserwujemy tu zupełnie nierealne zjawisko. Cały pustynny obszar pokrywa się wówczas różnobarwnym kobiercem kwiatów. Suchy i surowy krajobraz zamienia się w kolorowe pola, od których trudno oderwać wzrok.

               
W północnej części Atakamy dotrzemy z kolei do dużych solnisk (Salar de Atacama), przypominających pustynię solną w Boliwii (Salar de Uyuni), i licznych ciekawych form skalnych w okolicach miasteczka San Pedro de Atacama. Nieco dalej na południe możemy wyjechać quadem na przełęcze sięgające niemal 5 tys. m n.p.m.

               
Ze względu na wspomniany kwiatowy spektakl do Chile najlepiej wybrać się na przełomie sierpnia i września. Zdecydowanie trzeba też zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

Egipt

Ten północnoafrykański kraj, zamieszkany niegdyś przez jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych cywilizacji na ziemi, jest również świetnym celem wyjazdowym dla poszukujących wrażeń quadowców. Naprawdę nie warto spędzać wakacji nad basenem w ciągłym bezruchu, kiedy tuż za granicami egipskich kurortów czeka na nas tyle możliwości aktywnego wypoczynku. W 2014 r. słynny Rajd Faraonów startował z wybrzeża Morza Czerwonego z luksusowego miasteczka turystycznego Al-Dżuna (El Gouna). Podczas niego zawodnicy mieli do pokonania kilkaset kilometrów bardzo ciekawego terenu pustynnego.

               
Na egipską część Sahary najlepiej wybrać się z przewodnikiem. Da nam to pewność, że wrócimy szczęśliwie do bazy i nie wpadniemy w kłopoty. Szczególnie piękne są tutaj – oczywiście – odcinki piaszczyste. Saharyjskie wydmy mają zupełnie inną budowę niż te w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i nawet sam piasek nieco się różni. Ta największa gorąca pustynia na ziemi jest bardzo różnorodna, więc nawet jeśli nie dotrzemy do typowych wydmowych wzniesień, możemy być pewni, że trafimy w niezwykłe miejsca. Odkrywanie tych niesamowitych zakątków Egiptu warto zaplanować na miesiące wiosenne bądź jesienne.

Maroko

Królestwo Marokańskie należy do najpopularniejszych kierunków podróży wśród Europejczyków zafascynowanych czterokołowcami. Trudno się temu zresztą dziwić. Jak już wspomnieliśmy, olbrzymia północnoafrykańska pustynia, jaką jest Sahara, oferuje wyjątkowo różnorodne i fascynujące trasy. Zjeździłem niemal całe Maroko od północy po południe i naprawdę nie brakuje tu miejsc wartych odwiedzenia. Wspaniałe tereny rozciągają się od szczytów Atlasu do skalistego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Na Saharze ujrzymy zarówno krajobrazy przywodzące na myśl powierzchnię Marsa, jak i charakterystyczne dla niej piaszczyste wydmy – opisuje Rafał Sonik.

               
W tym kraju można odwiedzić obszary, na których kręcono kolejne epizody Gwiezdnych wojen czy film Gladiator. Niezwykłym przeżyciem są zawsze wizyty w klimatycznych mniejszych i większych miastach. Jazda na quadzie po marokańskich bezdrożach daje niesamowitą frajdę, ale atmosfera lokalnych targów (suków) dosłownie wciąga każdego przybysza.

               
Wyprawa do Maroka będzie więc z pewnością wspaniałym doświadczeniem i to nie tylko ze względu na świetne warunki do treningów na czterokołowcach, lecz także z uwagi na jedyną w swoim rodzaju okazję do poznania tutejszej kultury i podziwiania fascynujących krajobrazów. Podobnie jak w przypadku Egiptu polecamy odwiedzić to położone w Afryce Północnej królestwo w okresie wiosny albo jesieni. W październiku można kibicować polskim kierowcom podczas widowiskowego Rajdu Maroka i towarzyszyć im w trakcie zmagań, przesuwając się równolegle do kolumny pojazdów.

Moc przygód w słonecznej Słowenii

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słowenia nazywana jest Europą w miniaturze, ponieważ można tu spotkać praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie, ośnieżone zimą szczyty Alp Julijskich, rozległe równiny, bujne lasy, rwące górskie rzeki, malownicze winnice, lecznicze wody termalne, sympatyczne kurorty nad Adriatykiem czy zabytkowe miasta i urocze zamki (na czele ze słynnym średniowiecznym Predjamskim gradem). W tym małym państwie znajdziemy również rozbudowaną bazę hotelową, nowoczesną infrastrukturę narciarską i pyszną kuchnię. Magnesem przyciągającym do niego zagranicznych turystów (w tym coraz więcej Polaków) są unikalne cuda przyrody – wspaniałe zjawiska krasowe, bajkowy podziemny świat (jaskinia Postojna i Jaskinie Szkocjańskie) czy zniewalające jeziora (Bled i Bohinj). Słowenia to także wymarzony kierunek (przez okrągły rok!) dla miłośników aktywnego wypoczynku: narciarstwa (zarówno biegowego, jak i zjazdowego), snowboardingu, wspinaczki sportowej (Osp), jazdy konnej (Lipica), raftingu i kanioningu (śliczna szmaragdowo-zielona Socza), wędkarstwa (tutejsze alpejskie rzeki obfitują w pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego, pływania (w ciepłym Morzu Adriatyckim lub olbrzymich aquaparkach z licznymi basenami) czy podwodnych przygód (doskonałe miejsca nurkowe na wybrzeżu między Piranem a Strunjanem albo niezmiernie głębokie Divje Jezero, czyli „Dzikie Jezioro”, koło Idriji). Nic więc dziwnego, że o tym maleńkim kraju, zapewniającym dużą dawkę adrenaliny, mówi się, że leży po słonecznej stronie Alp.  

Więcej…