Ad_Dier3.jpg

Petra – Ad-Dajr, czyli Klasztor, wykuta w skale budowla z I w. n.e.

© JORDAN TOURISM BOARD

Hanna Sobczuk


Siedzę na tarasie hotelu i popijam słodką arabską herbatę. Podziwiam rude od promieni zachodzącego słońca skały skrywające Petrę, słynne miasto Nabatejczyków. To tylko jeden z moich ulubionych obrazów w Jordanii, która wielu osobom wydaje się nudna, bo sądzą, że na pustyni nie można znaleźć żadnych atrakcji. Ja jednak uważam, że jest to jeden z najciekawszych i najbardziej ekscytujących krajów na świecie. Nieraz już urzekł mnie swoją różnorodnością, otwartością i gościnnością.


Jordańskie Królestwo Haszymidzkie leży w Azji Południowo-Zachodniej. Graniczy z Izraelem, Arabią Saudyjską, Irakiem, Syrią i Zachodnim Brzegiem Jordanu. Do tego bliskowschodniego państwa należy 26 km wybrzeża nad zatoką Akaba w basenie Morza Czerwonego.

Swoją podróż po Jordanii zwykle zaczynam od Ammanu, jej stolicy. Najlepiej oglądać go podczas przejażdżki taksówką lub z ruin Cytadeli położonej na wzniesieniu. Zawsze mam wrażenie, że to miasto faluje – kwadratowe domy w kolorze piasku gęsto przykrywają okoliczne wzgórza i przypominają potężne beżowe fale. Pomiędzy nimi nie widać żadnych skwerów ani parków. Ciężko uwierzyć, że mieszka tutaj tylko ok. 4 mln ludzi, bo metropolia wydaje się dużo większa, a stada kóz i wielbłądów wypasane wśród budynków na przedmieściach zdumiewają jeszcze bardziej.

Starszy brat Rzymu

JerashGeneral5.jpg

Dżarasz – otoczona dwoma rzędami kolumn dawna rzymska ulica (cardo)

©JORDAN TOURISM BOARD



Dziś w granicach Ammanu leży 19 wzgórz, chociaż podobno został on, niczym starożytny Rzym, założony na siedmiu. Na najwyższym z nich znajdują się ruiny Cytadeli z VIII w. Samo wzniesienie było jednak zamieszkane już od ok. 1650 r. p.n.e., co czyni centrum jordańskiej stolicy starszym od Wiecznego Miasta o prawie tysiąclecie. Mimo to nie ma tu zbyt wielu pamiątek z czasów starożytnych. Zachowały się jedynie teatr rzymski, odeon czy ruiny nimfeum (rodzaj okazałej fontanny) i Świątyni Herkulesa z II w. n.e. Dziś przypominają o świetności i bogactwie antycznego Ammanu (nazywanego wtedy Filadelfią), dzięki którym został włączony do Dekapolis – ligi dziesięciu wolnych miast.

               
Centrum stolicy to moja ulubiona dzielnica. Jej ulice ostro zakręcają i wbiegają pod strome wzgórza, ale miejscowi kierowcy dobrze wiedzą, jak odnaleźć się we wszechobecnym chaosie. Najbardziej lubię spacerować tutaj wieczorami, bo wtedy właśnie metropolia ożywa. Ammańska scena klubowa porównywana jest zresztą do tej z Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Szarm el-Szejk w Egipcie i uchodzi za jedną z najlepszych w świecie arabskim. To jednak nie clubbing przyciąga mnie w te strony. Wolę przejść się po okolicy, popatrzeć na grupy przyjaciół, pary i całe rodziny, kupić na targu trochę owoców (tak, nocą), napić się herbaty w jednej z knajpek, gdzie czasem grający w szesz-besz (tryktraka) Arabowie zaproszą mnie do stolika. I chociaż ja znam tylko podstawowe arabskie zwroty, a oni nie mówią po angielsku, atmosfera zawsze jest bardzo miła. Za dnia natomiast uciekam z Ammanu poznawać północ Jordanii.

Starożytny system alarmowy

Nie tylko Amman leży na wzgórzach. Praktycznie całą północno-zachodnią Jordanię zajmują góry, dzięki czemu latem bywa tu chłodniej niż na pustyni, a zimą najwyższe wzniesienia pokrywa nawet cienka warstwa śniegu. Klejnotem tego regionu Jordanii są ruiny najlepiej zachowanego rzymskiego miasta na Bliskim Wschodzie – Gerazy (dziś Dżarasz). Swój złoty okres przeżywało ono za panowania rzymskiego (i również weszło do Dekapolis), ale silne trzęsienie ziemi w VIII w. zapoczątkowało jego stopniowy upadek. Dzisiaj pozostałości dawnych zabudowań stanowią świetny przykład prowincjonalnego ośrodka.

               
Najlepiej przyjechać tutaj wiosną, kiedy okolica tonie w bujnej zieleni, lub latem, gdy turystów jest niewielu, a przez ponad tydzień trwa Festiwal Kultury i Sztuki w Dżarasz. Nocą odbywają się wówczas  spektakle i koncerty wśród podświetlonych budynków, a za dnia można podziwiać zachowane zabytki: łuk triumfalny cesarza Hadriana (76–138), hipodrom, forum, dwa teatry, świątynie i kościoły, łaźnie, fontannę, bramy miejskie i ulice z kolumnami. Lokalny przewodnik zwrócił kiedyś moją uwagę na spody tych kolumn zaokrąglone w prawie niewidoczny sposób. Następnie podniósł z ziemi kamień i uderzył nim o leżące obok wielkie skalne bloki. Zamiast zwykłego odgłosu rozległ się metaliczny brzdęk. Te bloki układano tak, aby uderzały o siebie, gdy kolumny zaczynały się kołysać w czasie trzęsienia ziemi. Dzięki temu ludzie mogli szybko opuścić budynki, zanim się zawaliły – wyjaśnił. To był starożytny system alarmowy – dodał dumny z tego, że pokazał mi tę ciekawostkę.

Arabska etykieta

Arabowie w ogóle są ludźmi bardzo dumnymi, lecz Jordańczycy mają konkretne powody, żeby z takim poczuciem godności opowiadać o swojej ojczyźnie. Mój znajomy Jamal często podkreśla, że Jordania stanowi jeden z najbezpieczniejszych krajów w regionie. Syria, Irak, Arabia Saudyjska, Egipt, nigdzie nie jest tak bezpiecznie jak u nas! – zachwala. Wszyscy chcą tu mieszkać! Trzeba przyznać mu w tym trochę racji. W wielu tutejszych rejonach, szczególnie na północy, można spotkać imigrantów z Iraku, Syrii czy Palestyny.

               
Zwykle przed wyjazdem na Bliski Wschód słyszę pytania, czy jako blondynka nie boję się jeździć do krajów arabskich. Ja jednak w Jordanii czuję się naprawdę bezpiecznie. Przeważająca większość Jordańczyków to uprzejmi ludzie o dobrych manierach. Z szacunku do obcej kobiety nie dotkną jej (a zaczepki seksualne nie zdarzają się prawie nigdy), chociaż spoglądają z ciekawością. Często wielu z nich nie widziało tak bardzo jasnych włosów jak moje, do czego jestem już przyzwyczajona.

               
Trzeba jednak pamiętać o różnicach kulturowych i traktować tutejsze obyczaje z szacunkiem. Nieskromny strój u turystów obu płci uchodzi za obraźliwy. Arabskim kobietom nie należy robić zdjęć bez pytania nawet na ulicy. Z kolei w meczetach w ogóle nie powinno fotografować się ludzi – niegdyś odgrywały one rolę przytułków dla bezdomnych. Poza tym lewą rękę uważa się za nieczystą i nie wolno nią jeść ani wręczać czy przyjmować prezentów.

               
Jeżeli zdarzy nam się, że w ciągu dnia będziemy zasypywani na ulicy pytaniami, jak się czujemy lub czy niczego nam nie brakuje, to tylko dlatego, iż dla Jordańczyków przestrzeń osobista nie istnieje. Najgorsze, co możemy wtedy zrobić, to okazać zniecierpliwienie bądź irytację. Jeśli dorzucimy do tego gesty np. sugerujące, że chcemy, aby nasz rozmówca sobie poszedł, będzie to dla niego głęboko obraźliwe. Turyście z Europy łatwo jest popełnić faux pas, jednak jeżeli pokażemy, iż staramy się zapamiętać zasady arabskiej etykiety i odnosimy się do miejscowych z szacunkiem, Jordańczycy to docenią i zdobędziemy ich przyjaźń.

Miasta i zamki

MountNeboChurchHorizontal.jpg

Ruiny zamku arabskiego w Adżlun z XII w.

©JORDAN TOURISM BOARD



Z dziesięciu miast, które należały do Dekapolis, sześć znajdowało się w granicach dzisiejszej Jordanii. Chociaż ruiny w Dżarasz są najbardziej okazałe i najlepiej zachowane, turyści odwiedzają też pozostałości antycznej Gadary w Umm Qais. Obecnie jednak ten kompleks podziwia mniej przyjezdnych, gdyż osada leży tuż przy granicy z Syrią i ludzie wolą nie ryzykować. Mimo to Jordańczycy zachęcają obcokrajowców do obejrzenia tego zabytku, a konflikt w sąsiednim kraju traktują jako swoistą atrakcję. Tam się zwykle nic nie dzieje, czasem tylko widać dym i słychać strzały – mawiają.

               
Zaledwie ok. 20 km od Dżarasz znajdziemy jeszcze zamek w Adżlun. Twierdza została wzniesiona w XII w. przez dowódcę i siostrzeńca Saladyna jako budowla przeznaczona do obrony przeciwko krzyżowcom, którym nigdy nie udało się jej zdobyć. Dzięki strategicznemu położeniu na wzgórzu można było stąd obserwować Dolinę Jordanu i dochodzące do niej 3 wadi („wąwozy”). Co ciekawe, forteca stanowiła część liczącej ponad 1000 km drogi komunikacyjnej między Damaszkiem i Kairem, którą gołębie pocztowe pokonywały w zaledwie jeden dzień!

               
Poza ruinami rzymskich miast w tej części Jordanii leżą również tzw. zamki pustynne. Rozrzucone na wschód od Ammanu pośród piasków i skał bezkresnej Pustyni Syryjskiej budowle z VII i VIII w. mogły służyć kalifom za pałace, twierdze, magazyny gospodarcze lub karawanseraje (zajazdy) dla wędrujących przez okolice kupców. Dziś najlepiej zachowanych i odrestaurowanych tego typu obiektów jest tylko 9, a wszystkie są uważane przez archeologów za jedne z najwspanialszych przykładów architektury i sztuki wczesnego islamu. Mój ulubiony to Kasr Amra, którego wnętrza zdobią przepiękne freski. Całe komnaty pokrywają ścienne malowidła przedstawiające życie codzienne, władców, a także różne symboliczne obrazy, takie jak np. mapa nocnego nieba z konstelacjami i znakami zodiaków.

               
Na wycieczkę do zamków pustynnych warto wynająć lokalnego przewodnika, ponieważ te budowle o piaskowym kolorze często rozpływają się w gorącym powietrzu niczym fatamorgana. Bywa, że nie prowadzą do nich żadne drogowskazy, a jeśli nasz kierowca nie zna okolicy, to nie będzie chciał nas do nich zawieźć. Nie powinno to nikogo dziwić. Tych twierdz, do których najtrudniej dotrzeć, nie ogląda się dla ich architektury, ale dla otaczającego je bezkresu pustyni, która może być bardzo niebezpieczna.

Kraina z „Biblii”

Wiele osób zaskoczy pewnie fakt, że Jordania kojarzy się nie tylko z islamem, ale też chrześcijaństwem. Znajduje się tutaj kilka miejsc wspomnianych w Starym i Nowym Testamencie, do których ściągają pielgrzymi i amatorzy archeologii biblijnej. Dwa z nich, Betanię nad Jordanem i górę Nebo (817 m n.p.m.), w marcu 2000 r. odwiedził papież Jan Paweł II.

               
Najczęściej ludzie pielgrzymują właśnie na ten drugi szczyt, z którego Mojżesz oglądał zieloną Dolinę Jordanu, czyli Ziemię Obiecaną. Trudno uwierzyć w jego zachwyt nad tym rejonem dzisiaj, kiedy okolica szczególnie latem jest wypalona słońcem, ale kilka tysięcy lat temu rozciągały się tu bardziej urodzajne ziemie. Na tarasie widokowym ustawiono tablicę z opisanym horyzontem, a wczesnym rankiem lub zimą, gdy powietrze staje się niezmiernie przejrzyste, widać stąd dobrze jedno z najstarszych miast świata – Jerycho, położone po drugiej stronie Morza Martwego.

               
Najważniejsze jednak miejsce dla chrześcijan stanowi Betania nad Jordanem, gdzie zgodnie z Ewangelią według św. Jana Jan Chrzciciel nauczał o nadejściu Mesjasza i ochrzcił Jezusa z Nazaretu. Nieprzypadkowo działo się to w tym rejonie. Rzeka ma tutaj zaledwie kilka metrów szerokości i ok. 1,5 m głębokości. W przeszłości znajdował się na tym odcinku bród, którym przekraczano Jordan (nazwa Betania zresztą pochodzi od Beit Anniya – „Dom Przejścia”). Dziś przebiega tędy granica między Izraelem i Jordanią, pilnie strzeżona przez żołnierzy obydwu państw. Nic w tym dziwnego, ponieważ przybywający nad rzeczne brzegi z obu stron pielgrzymi mogą prawie się dotknąć.

               
Z Janem Chrzcicielem wiąże się również inny punkt na mapie Jordanii. To pustynne wzgórze wysokie na niemal 740 m n.p.m., na którego szczycie stał Macheront, zamek Heroda Wielkiego (ok. 73 r. p.n.e.–4 r. p.n.e.). Jego syn, Herod Antypas (przed 20 r. p.n.e.–po 39 r. n.e.) poślubił swoją bratową Herodiadę, łamiąc tym samym moralny zakaz. Jan Chrzciciel, ogłoszony prorokiem i będący wielkim autorytetem dla ludzi, głośno krytykował to małżeństwo, za co został wtrącony do więzienia. Królowa domagała się jego śmierci, jednak władca obawiał się gniewu ludu. W końcu gdy córka Herodiady, Salome III, tańczyła przed królem z okazji jego urodzin, ten urzeczony występem przysiągł spełnić każde jej życzenie. Dziewczyna, za namową matki, poprosiła o głowę Jana Chrzciciela na tacy, a Herod Antypas, chociaż niechętnie, rozkazał ściąć proroka w twierdzy Macheront.

               
Dla osób interesujących się historią biblijną istotna jest też miejscowość Madaba, w której na mozaikowej posadce w prawosławnej Bazylice św. Jerzego znajduje się najstarsza na świecie mapa Palestyny i Delty Nilu z VI w. Umieszczono na niej ok. 150 greckich nazw miejsc zawartych w Biblii. Niegdyś miała kształt nieregularnego trapezu o wysokości 7 m i dłuższym boku mierzącym podobno 21 m, a składała się z ponad 2 mln kawałków! Chociaż większość mapy nie przetrwała do naszych czasów, to i tak w obecnym stanie dostrzeżemy jej złożoność. Palestynę ukazano tu z perspektywy Morza Śródziemnego. Gdy stoimy przed jej odwzorowaniem, widzimy Jerozolimę otoczoną murami, a za nią Morze Martwe. Po lewej wije się rzeka Jordan, po prawej natomiast leży półwysep Synaj i Delta Nilu.

               
W Madabie odkryto więcej mozaik, dlatego wykonane tą techniką obrazy albo meble to typowa pamiątka z Jordanii. Wyrabia się je ręcznie według tradycyjnych metod, a ich cena zależy od wielkości i złożoności wzoru. Mozaikowe malowidło może być tworzone nawet kilka miesięcy!

               
Ostatnią postacią z Biblii kojarzoną z jordańskimi ziemiami jest Lot. Po zniszczeniu Sodomy i Gomory ukrył się on z córkami w jaskini, gdzie według biblijnego przekazu doszło do kazirodczego stosunku, w wyniku którego narodzili się Moab i Ben-Ammi, protoplaści Moabitów i Ammonitów, starożytnych ludów Jordanii. Miejsce to, zwane Jaskinią Lota, znajduje się w klifach na południowym wschodzie Morza Martwego.

Kąpiel w błocie i oleju


Wspomniane Morze Martwe, tak naprawdę będące jeziorem, nie prezentuje się zbyt atrakcyjnie. Co prawda, sól tworząca różne ciekawe formacje przy linii brzegowej wygląda z daleka trochę jak śnieg, ale raczej nie przyjeżdża się tutaj dla widoków. To zresztą bardzo specyficzny rejon, do którego można zapałać miłością lub wręcz przeciwnie, od razu się zniechęcić.

               
Ja – niestety – należę do drugiej grupy osób. Przede wszystkim dlatego, że na wybrzeżu bywa zawsze tak nieznośnie gorąco i duszno, iż ciężko mi oddychać. Akwen leży w najgłębszej depresji świata. Jego lustro znajduje się 429 m p.p.m. i cały czas się obniża, chociaż nie wypływają z niego żadne rzeki. Ze względu na wysokie temperatury (latem dochodzące nawet do 40°C) woda morska ciągle odparowuje, a stężenie substancji mineralnych, w tym soli, stale się zwiększa. Jest ono tak duże, że żadne formy życia (oprócz bakterii) nie są w stanie tutaj przetrwać, a każda ryba, trafiająca do morza z kilku dopływających do niego rzek, natychmiast ginie. Właśnie z tego powodu to wielkie słone jezioro bezodpływowe nazwano „martwym”.

               
Wysokie zasolenie sprawia również, że kąpiel w tym akwenie stanowi dość ciekawe doświadczenie. Przede wszystkim jego wody są oleiste i gorące. W okolicy brzegu bywają cieplejsze od powietrza. Podczas zanurzania się wszystko zaczyna nas bardzo swędzieć i od razu dowiadujemy się o każdym zadrapaniu na naszym ciele (dlatego lepiej nie golić się przed kąpielą). Mimo mojej niechęci do tłustej i ciepłej wody muszę przyznać, że unoszenie się na jej powierzchni to całkiem przyjemne uczucie, a minerały w niej zawarte działają dobroczynnie na skórę i włosy, które natychmiast stają się niezmiernie gładkie. Także czarne błoto pozyskiwane z dna jeziora ma wysoko cenione właściwości i często można zobaczyć smarujących się nim turystów i miejscowych.

               
Lecznicze walory produktów z Morza Martwego i powietrza z jego okolic znano już w starożytności. Przyjeżdżali tu ludzie cierpiący na dermatozy i choroby układu oddechowego. Dziś na wybrzeżu działa wiele uzdrowisk, komfortowych hoteli spa & wellness oraz centrów odnowy biologicznej, których rozwój wspiera państwo.

Królowa z arabskiej baśni

Jordania zaczęła mocno inwestować w turystykę od 1999 r., kiedy na jej tronie zasiadł król Abdullah II z dynastii Haszymidów. Jednak za prawdziwą tutejszą gwiazdę uchodzi jego żona Rania, uznawana przez wielu za najpiękniejszą królową na ziemi. Chociaż podkreśla, że jest muzułmanką, nie ubiera się w tradycyjny sposób. Nosi dopasowane garsonki i nie zakrywa włosów hidżabem. Królowa gorąco popiera równouprawnienie kobiet, wspomaga edukację dzieci i najbardziej konserwatywnych środowisk w kraju (np. Beduinów), a także angażuje się w zmianę wizerunku krajów arabskich na świecie. Ma profile w serwisach społecznościowych Facebook i Instagram. W 2008 r. prowadziła kanał YouTube, gdzie publikowała swoje wypowiedzi o stereotypach o sytuacji Arabek w ich ojczyznach. Para wychowuje czwórkę dzieci.

               
Z kimkolwiek z Jordańczyków rozmawiam, wszyscy wypowiadają się o królu i królowej ciepło i z szacunkiem. Udało im się stworzyć nowoczesny wizerunek rodziny w tym konserwatywnym kraju. Mieszkańcy Jordanii stawiają ich za wzór godny naśladowania, cenią za działalność charytatywną i wspieranie pokoju na Bliskim Wschodzie. Kochają królewską parę tak bardzo, że mimo protestów przeciwko rządowi, które odbyły się na początku 2011 r., mało obywateli chciało zmienić ustrój państwa z monarchii konstytucyjnej na republikę.

Wąwozy i klify

Jednym z moich ulubionych miejsc w Jordanii jest wąwóz, przez który płynie rzeka Wadi al-Mudżib. W rejonie jej ujścia do Morza Martwego poprowadzono 2-kilometrowy szlak dla amatorów kanioningu. Można przebyć go samodzielnie (są tu też bardziej zaawansowane trasy wymagające opieki przewodnika). Przy wejściu na trakt dostajemy kamizelkę ratunkową. Drogę pokonujemy, wędrując, płynąc lub wdrapując się na kaskady (trudniejsze miejsca zabezpieczono liną). Na koniec docieramy do wielkiego wodospadu. To jeden z najpiękniejszych wąwozów w kraju. Woda na jego dnie ma kolor jasnobłękitny, a jego ściany, oddalone od siebie zaledwie o kilka metrów, zdobią poziome pasy w różnych odcieniach brązu. Najwspanialej prezentuje się on od godz. 10.00, kiedy słońce oświetla cały korytarz.

               
Po drodze z Wadi al-Mudżib do Rezerwatu Przyrody Dana warto odwiedzić Al-Karak z największym po Krak des Chevaliers w Syrii zamkiem krzyżowców na Bliskim Wschodzie. Ten XII-wieczny obiekt liczył aż siedem pięter, z czego część znajduje się pod ziemią, dlatego dobrze zabrać ze sobą latarkę. Okres świetności twierdzy trwał zaledwie ponad 100 lat. Została ona zniszczona przez trzęsienie ziemi.

               
Do wspomnianego największego jordańskiego rezerwatu przyrody (308 km² powierzchni) ściągają miłośnicy pieszych wędrówek. Wyznaczono w nim kilkadziesiąt kilometrów szlaków wśród wzgórz i wysokich klifów. Najlepiej przyjechać tutaj wiosną, kiedy kwitną kwiaty, bądź jesienią, gdy najłatwiej wypatrzeć zwierzęta, niezbyt licznych mieszkańców tego kraju. W Jordanii żyją kuny, szakale, lisy, wilki, hieny pręgowane, wiewiórki perskie (kaukaskie), gazele, oryksy arabskie, koziorożce nubijskie, karakale, strusie północnoafrykańskie, a także rzadkie onagery perskie, czyli podgatunek osła azjatyckiego. Spotkanie tych ostatnich na wolności graniczy z cudem, dlatego nazywane są jednorożcami pustyni.

               
Zapaleni ornitolodzy mogą natomiast wybrać się na obserwowanie ptaków. Aż 18 tutejszych regionów zostało uznanych za Ostoje IBA (Important Bird Area). Występuje w nich wiele chronionych gatunków. We wschodniej części Jordanii przy oazie Azrak ujrzymy ptaki pustynne i wodne, np. z rodziny skowronków, nektarników, dzierzb, łuszczaków czy żurawi. W rezerwatach przyrody wypatrzymy m.in. sępy, orły, sokoły i góropatwy azjatyckie. W rejonie rzeki Jordan i Morza Martwego żyją gatunki arabskie i afrykańskie, w tym żołny i tymalie. Oprócz tego obszar ten leży na szlaku wielkiej migracji ptaków między Europą, Afryką i Azją. Warto zajrzeć tu na początku września, gdyż widok dziesiątek tysięcy osobników w jednym miejscu robi niesamowite wrażenie.

Klejnoty Jordanii

WadiRum_2.jpg

Tzw. Obszar Chroniony Wadi Rum słynie z naturalnych łuków skalnych

©JORDAN TOURISM BOARD



Najwięcej turystów przyjeżdża jednak do Jordanii, żeby zobaczyć Petrę, miasto zaliczane do 7 Nowych Cudów Świata. W VI w. p.n.e. osiedlili się na tym terenie Nabatejczycy, którzy przez 500 lat wykuwali monumentalne budowle w czerwonych skałach. Aby poznać to miejsce w miarę dobrze i zwiedzić je bez pośpiechu, najlepiej przeznaczyć na wizytę w nim dwa dni. Ja najbardziej lubię przyglądać się temu starożytnemu kompleksowi przed zapadnięciem zmroku, kiedy skalne ściany zabarwiają się na ogniście pomarańczowy kolor, ale każdy znajdzie swoją ulubioną porę dnia. Fasady grobowców pięknie prezentują się też o wschodzie słońca, a o zachodzie ze szczytów wzniesień można podziwiać czarną dolinę Arabah, położoną za Petrą. Od kilku lat organizuje się także nocne zwiedzanie miasta. Przez Sik, skalny korytarz, podąża się drogą oświetloną lampionami, która ciągnie się aż do Skarbca (Al-Chazny), znanego z filmu Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989 r.).

               
Obcokrajowców przyciąga również dolina Wadi Rum. Z czerwonego piasku wyrastają tutaj potężne rdzawe skały. Wydaje się, że leżą niedaleko siebie, ale przejechanie od jednej do następnej na wielbłądzie zajmuje prawie godzinę. Zwierzęta te zwane są okrętami pustyni i od wieków służą Beduinom jako środek transportu. Jednak zwiedzanie Wadi Rum na wielbłądzim grzbiecie może niedoświadczonemu jeźdźcowi szybko się znudzić. Na dodatek dotarcie do większości atrakcji trwałoby co najmniej kilka dni. Beduini organizują więc wycieczki jeepami, podczas których w ciągu kilku godzin obejrzymy piaszczyste wydmy, skalne mosty i grzyby, starożytne inskrypcje (w sumie istnieje ich tu ok. 30 tys.) oraz miejsca związane z Thomasem Edwardem Lawrence’em (1888–1935), zwanym Lawrence’em z Arabii, zakochanym w Bliskim Wschodzie brytyjskim archeologiem, wojskowym i agentem wywiadu. Podczas powstania antytureckiego (1916–1918) popierał on dążących do niepodległości Arabów. Ostatnio niesamowite krajobrazy Wadi Rum posłużyły za scenografię do filmu Ridleya Scotta Marsjanin (2015 r.) z Mattem Damonem w roli głównej.

               
Wszystkim gorąco polecam nocowanie na pustyni, szczególnie latem, gdy noce są tak ciepłe, że można spędzać je pod gołym niebem. Oczywiście, śpi się na wysokim łóżku, na którym nie grozi nam ukąszenie skorpiona, węża czy solfugi, tzw. pustynnego pająka, spotykanego niezmiernie rzadko. Jeśli trafimy na nów, ujrzymy miliony gwiazd. Z kolei podczas pełni jest zwykle tak jasno, że samo niebo wydaje się czarne, a czerwone za dnia skały i piasek przybierają zimny błękitny kolor. Ja zakochałam się w obydwu tych obliczach arabskiej pustynnej nocy.

               
Wisienką na torcie w trakcie naszej wizyty w Jordanii będzie odpoczynek w 140-tysięcznym kurorcie Akaba nad Morzem Czerwonym. Warto wybrać się tutaj na snorkeling lub nurkowanie na rafie koralowej i wśród wraków statków czy innych zatopionych obiektów (np. czołgu) porośniętych koralowcami. Tego typu podwodne ogrody zostały stworzone specjalnie z myślą o turystach i cieszą się niezwykłą popularnością przez cały rok, bowiem sezon nad zatoką Akaba panuje zarówno latem, jak i zimą.

Herbata i orzechy

Podczas zwiedzania Jordanii niejednokrotnie będziemy mieli szansę skosztować lokalnych przysmaków na ulicy lub na obiedzie u jej mieszkańców. Jordańczycy są bardzo gościnni. Nauczyło ich tego trudne życie na pustyni. Do najczęściej podawanych potraw należą szoarma (szawarma), falafel czy przyprawiony ryż z jagnięciną bądź kurczakiem oraz mnóstwem sałatek i sosów. Jeśli trafi nam się taka okazja, kupmy na targu owoce granatu albo kaktusa, soczyste winogrona i koniecznie pistacje i inne orzechy, które sprzedawane są bez dodatków, a także w polewach i przyprawach. Na kolację spróbujmy potrawki z bakłażana i pomidorów z białym serem, a zakończmy ją deserem w postaci bakławy z miodem i równie słodką herbatą lub kawą. Tej ostatniej nie powinniśmy odmawiać, bo ten napój jest tu dość drogi. Pamiętajmy jednak, wolno nam wypić najwyżej trzy szklanki kawy – za duszę, za gościa i za miecz, czyli obronę, w którą weźmie nas Jordańczyk. Jeżeli poprosimy o więcej, odebrane zostanie to jako chciwość.

               
Jordania stanowi serce Bliskiego Wschodu. W te strony można wybrać się zarówno na spokojny wypoczynek, jak i aktywne wakacje pełne przygód wśród pustynnych piasków, skał i głębokich wąwozów. To kraina słodka jak arabska herbata i orzechy w miodzie, a zarazem ciepła niczym Petra o zachodzie słońca i uśmiech na twarzy Jordańczyka. Ten kraj jest nowoczesny, a jednocześnie ciągle tradycyjny, ale z pewnością nie nudny.

Artykuły wybrane losowo

Peru zawsze gościnne dla Polaków

Martha Chavarri-Dupuy – ambasador Republiki Peru w Polsce – odpowiada na pytania Michała Domańskiego.

W tym roku przypada 90. rocznica nawiązania stosunków dyplomatycznych między Peru a Polską. Co łączy oba nasze kraje?

Rocznicę tę obchodzimy dokładnie w dniu 6 września br. Z tej okazji planujemy zorganizowanie licznych wydarzeń, prezentujących rozwój relacji pomiędzy naszymi państwami w różnych dziedzinach. Należy jednak podkreślić, że historia kontaktów mieszkańców obu krajów jest dużo dłuższa. W połowie XIX w. przybyło do Peru wielu wybitnych Polaków, którzy w znacznym stopniu przyczynili się do rozwoju nauk i infrastruktury naszej republiki. Warto wspomnieć, że jeszcze do niedawna najwyżej położona linia kolejowa na świecie, za jaką uważano Ferrocarril Central del Perú (obecnie Ferrocarril Central Andino, czyli Centralną Kolei Andyjską), została zaprojektowana przez polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego.

Więcej…

Na południowym krańcu Szwecji

 

GRZEGORZ MICUŁA

 

Do Szwecji, położonej po drugiej stronie Morza Bałtyckiego, dość łatwo dostać się z Polski. Ze Świnoujścia kursują regularnie promy do Ystad i Trelleborga, z Gdyni pływają statki do Karlskrony, a z Gdańska – do Nynäshamn w regionie Sztokholm, linie Wizz Air i Ryanair oferują tanie loty do szwedzkich miast. Polacy chętnie szukają w tym skandynawskim kraju pracy, a często znajdują w nim swój nowy dom. Nie ma w tym nic dziwnego, bo Szwecja jest piękna, przyjazna i szczyci się dbaniem o środowisko naturalne. Dlatego warto odwiedzić ją również w celu czysto turystycznym.

 

Południowe regiony kraju: Skania, Blekinge i leżący bardziej na zachód Halland, przez stulecia były kością niezgody pomiędzy Danią i Szwecją, które toczyły o nie krwawe wojny. Obecne szwedzkie tereny na południu Półwyspu Skandynawskiego stanowiły część państwa duńskiego aż do 1658 r., kiedy to Szwedzi przeszli po zamarzniętych cieśninach Bałtyku i zaatakowali zaskoczonych Duńczyków. Tym ostatnim próbował pomóc Stefan Czarniecki, który dowodził oddziałami polskimi w wyprawie sojuszniczej (brandenbursko-polsko-habsburskiej) przeciwko królowi Szwecji Karolowi X Gustawowi. W trakcie kampanii zdobył szturmem twierdzę Koldynga na Półwyspie Jutlandzkim i przeprawił się z jazdą przez morską cieśninę na wyspę Als.

 

W wyniku traktatu z Roskilde (1658 r.) prowincje Danii na Półwyspie Skandynawskim stały się częścią Szwecji. Mimo upływu kilku stuleci o tamtych czasach przypominają potężne, niegdyś graniczne twierdze, a wpływy duńskie są tu nadal widoczne, zarówno w języku i lokalnych nazwach, jak i architekturze.

 

URODZAJNA KRAINA

 

Skania to różnorodny i pełen kontrastów region rolniczy. Znajduje się w nim kilkaset kilometrów piaszczystych plaż. Można tutaj jeździć konno, rowerem, pływać kajakiem, żeglować czy łowić ryby, a także wybrać się na obserwowanie i fotografowanie ptaków i zwierząt. Ta najdalej na południe wysunięta część kraju różni się od reszty jego terytorium budową geologiczną. Występują w niej również niezłe, jak na Skandynawię, gleby, a ponieważ region ten leży w strefie łagodniejszego klimatu niż rozciągające się dalej na północ tereny Półwyspu Skandynawskiego, właśnie stąd pochodzi większość wytwarzanej przez Szwedów żywności. Skania bywa nawet nazywana spichlerzem Szwecji. Miejscowi cenią sobie dobre jedzenie. W regionalnej kuchni królują śledzie, węgorze, gęsi, szparagi czy jabłka. Poza tym do typowych specjałów należą omlety i spettkaka (spettekaka) – słodkie ciasto o smaku bezy, przypominające wyglądem nasz sękacz.

 

Tutejsze krajobrazy mają wiele uroku. Są też malowniczym tłem dla dawnych budowli obronnych, wiatraków i kościołów. W niewielkiej Skanii (niemal 11 tys. km² powierzchni) jest blisko 300 zamków, pałaców i dworów, będących w większości własnością prywatną, a przez to zwykle niedostępnych dla turystów.

 

W tym regionie Szwecji znajdują się także duże miasta, m.in. ponad 300-tysięczne Malmö (trzeci pod względem liczby ludności ośrodek miejski w kraju), kosmopolityczny Helsingborg czy Lund z jedną z najwspanialszych świątyń północnej Europy. Płaskie tereny półwyspu Bjäre (Bjärehalvön) doskonale nadają się na wycieczki piesze, rowerowe i konne. Jest tu również wiele profesjonalnych pól golfowych, a pobliskie miasteczko Båstad stało się szwedzką stolicą tenisa.

 

Na południowym wybrzeżu leży śliczne zabytkowe 20-tysięczne Ystad ze średniowiecznym układem ulic, do którego docierają promy ze Świnoujścia. Okolice pełne są śladów po walecznych wikingach. Warto zobaczyć najdalej na południe wysuniętą szwedzką miejscowość Smygehamn (w gminie Trelleborg), rybackie miasteczko Simrishamn, gdzie funkcjonuje połączenie promowe z duńskim Bornholmem, oraz otoczone sadami jabłoniowymi Kivik, niedaleko którego w 1748 r. odkryto kurhan z epoki brązu. W mieście Åhus produkowana jest słynna szwedzka wódka Absolut (należąca obecnie do francuskiego koncernu Pernod Ricard), a w pobliskim Kristianstad, wybudowanym w 1614 r. z rozkazu króla Danii i Norwegii Chrystiana IV Oldenburga, do dziś zachował się renesansowy układ urbanistyczny.

 

WŚRÓD SZACHULCOWYCH MURÓW

 

Ystad przez wieki miało status miasta królewskiego, dlatego w jego herbie znajduje się królewski lew. Przez 300 lat mieszkańcy utrzymywali się z połowu śledzi. Zachowało się tu ponad 300 starych, szachulcowych domów. Ze względu na korzystne położenie Ystad ma stałe połączenia z Malmö, Bornholmem i Świnoujściem (do tego ostatniego promy Unity Line i Polferries kursują codziennie).

 

W biurze informacji turystycznej usytuowanym w pobliżu portu, dworca kolejowego i autobusowego można zaopatrzyć się w mapy i foldery. W tym samym budynku mieści się Muzeum Sztuki Ystad (Ystads konstmuseum) specjalizujące się w gromadzeniu dzieł skandynawskich artystów. Na północny zachód stąd znajduje się Stortorget, główny plac miasta z Kościołem NMP, erygowanym ok. 1200 r. i pierwotnie romańskim, w XV stuleciu przebudowanym w stylu gotyckim, a później wielokrotnie przekształcanym. Ciekawie wygląda jego barokowa ambona, pod którą wyrzeźbiono przerażającą twarz, a także średniowieczny krucyfiks z głową Jezusa z prawdziwymi włosami.

 

Przy Stortorget stoi również Stary Ratusz (Gamla Rådhuset). Zaczęto go budować w XV w. Za wspomnianym kościołem, koło zabytkowej hali (Saluhallen) wzniesionej w miejscu, gdzie od stuleci handluje się produktami spożywczymi, zaczyna się malownicza Lilla Västergatan, jedna z głównych ulic w historycznym centrum Ystad. Zachowało się tutaj wiele zabytkowych domów kupieckich.

 

Przy ulicy Klasztornej (Klostergatan) znajduje się muzeum historyczno-kulturowe Klostret i Ystad, urządzone w założonym w 1267 r. opactwie franciszkańskim z Kościołem św. Piotra (Sankt Petri kyrka). Zebrane w nim eksponaty związane z historią miasta i regionu dobrze komponują się z zabytkowymi wnętrzami. W muzealnej kawiarence można odpocząć przy kawie i ciastku.

 

Dzisiejsze Ystad kojarzy się także z Kurtem Wallanderem – doświadczonym przez życie detektywem z powieści kryminalnych Henninga Mankella (1948–2015). Urodzony w Sztokholmie pisarz kupił w okolicy posiadłość, tutaj też umieszczał akcje swoich kryminałów.

 

Warto pamiętać, że to szwedzkie miasto jest kąpieliskiem morskim, a piękne plaże ciągną się zarówno na zachód, w kierunku Trelleborga, jak i na wschód, w stronę osady Kåseberga, gdzie na stromym klifie znajduje się Ales stenar – największy w Skandynawii kompleks megalityczny (o długości 67 m). Tworzące go wielkie głazy (w sumie 59!) zostały ułożone w kształt przypominający z lotu ptaka łódź.

 

Nocny trębacz z Ystad

 

W Ystad kultywuje się tradycję podobną do tej z naszego Krakowa, a sięgającą XVIII w. Strażnik (tornväktare) na wieży Kościoła NMP w nocy gra na trąbce hejnał co 15 min. od 21.15 do 1.00. Powtarzającą się co chwilę melodię słychać w całym centrum miasta. Niegdyś w ten sposób obywatele zyskiwali pewność, że strażnik nie śpi – aż do połowy XIX stulecia zaśnięcie na warcie karane było śmiercią. Kiedy zaniechano odgrywania hejnału w czasie II wojny światowej, mieszkańcy skarżyli się, że nie mogą zasnąć z powodu niczym nie przerywanej ciszy panującej w nocy.

 

OŚRODEK AKADEMICKI

 

Lund, najstarsze miasto Skanii, słynie z zabytków. O istniejącej w tym miejscu osadzie wspominały już normańskie sagi w 940 r., ale ośrodek zaczął się rozwijać w czasach króla Swena Widłobrodego. Jego syn – Knut Wielki – uczynił Lund jednym z najważniejszych miast północnej Europy, centrum religijnym, politycznym i handlowym Danii. W 1104 r. ustanowiono tu siedzibę arcybiskupstwa. W latach 80. XI stulecia rozpoczęto budowę wspaniałej romańskiej Katedry (Lunds domkyrka), którą konsekrowano w 1145 r. Po odebraniu Skanii Duńczykom w mieście założono w 1666 r. drugi po Uppsali uniwersytet w Szwecji – Lunds universitet. Obecnie studiuje na nim ok. 42 tys. osób.

 

Lund jest przyjemne i spokojne. Wiele uliczek w centrum ma jeszcze nawierzchnię ze starego bruku. Miasto zdobi mnóstwo kwiatów, zwłaszcza róż. Tuż obok Katedry znajduje się park Lundagård z głównym budynkiem uniwersyteckim (Universitetshuset) i Stortorget – główny plac Lund. Wspaniała architektura i interesujące muzea, a przede wszystkim liczni studenci nadają temu miastu niepowtarzalny urok.

 

Wspomniana romańska Katedra to najciekawszy tutejszy zabytek. Wzniesiona została z białego kamienia. Jej fasadę wieńczą dwie masywne wieże wysokie na 55 m, zwane Chłopcami z Lund, a od wschodu zamyka ją okazała absyda. Majestatyczne wnętrze jest zaskakująco skromne. W lewej nawie w pobliżu wejścia znajduje się kolorowy zegar astronomiczny Horologium Mirabile Lundense z 1425 r., który pokazuje godziny, dni i tygodnie oraz ruch słońca i księżyca na niebie. Co jakiś czas urządzenie ożywa i mechaniczne figurki zaczynają swoje przedstawienie: rycerze dmą w trąby, a trzej mędrcy okrążają Maryję z małym Jezusem. Katedralny ołtarz główny z 1398 r. pochodzi z północnych Niemiec. Ambona z 1592 r. jest jednym z najwspanialszych dzieł nordyckiego renesansu, a bogato rzeźbione, XIV-wieczne dębowe stalle należą do największych w Europie.

 

Pod głównym ołtarzem znajduje się krypta niezmieniona od niemal dziewięciu stuleci, wsparta na 23 kolumnach, z posadzką wyłożoną płytami nagrobnymi. Dwie kolumny obejmują kamienne postacie mężczyzny i kobiety z dzieckiem. Legenda mówi, że to olbrzym Finn i jego rodzina, którzy chcieli zniszczyć świątynię i zostali zamienieni w kamień.

 

Za katedrą mieści się Muzeum Historyczne (Historiska museet) należące do uniwersytetu. Szczyci się ono drugim co do wielkości zbiorem eksponatów archeologicznych w Szwecji oraz interesującą kolekcją średniowiecznych rzeźb. Niedaleko znajduje się Kulturen i Lund – pod gołym niebem ustawiono tu oryginalne budynki reprezentujące architekturę charakterystyczną dla czterech warstw społecznych: arystokracji, kleru, mieszczan i chłopów. Placówka liczy sobie ponad 125 lat, bo otwarto ją już w 1892 r.

 

 per pixel petersson-lund cathedral-5260

Ogromna romańska Katedra należy do najważniejszych zabytków Lund

© PER PIXEL PETERSSON/IMAGEBANK.SWEDEN.SE

 

EKOLOGICZNA METROPOLIA

 

Malmö, położone nad cieśniną Sund, przyciąga turystów średniowiecznym centrum z zamkniętymi dla ruchu kołowego ulicami. Nazywane bywa miastem parków, których znajduje się tutaj ok. 20. Prawie w samym centrum leżą też piaszczyste plaże (z 2,5-kilometrową Ribersborg na czele). W Malmö działa poza tym podobno najwięcej restauracji w Szwecji w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Oprócz turystów przyjeżdżają do niego na zakupy tłumy Duńczyków z pobliskiej Kopenhagi.

 

Stare Miasto, czyli Gamla staden, okala kanał, po którym można dziś przepłynąć się statkiem wycieczkowym lub łódką czy rowerem wodnym. Na zachodzie wśród zieleni stoi otoczony fosą zamek – Malmöhus. Jego okolica przywodzi na myśl Holandię. Nad rozległym parkiem góruje wiatrak (Slottsmöllan), a do zamkowej kawiarni („Slottsträdgårdens kafé”) prowadzą długie aleje kwiatów, głównie różnokolorowych tulipanów. W sąsiednim ogrodzie uprawiane są warzywa i zioła, wykorzystywane w kuchni w tym lokalu. Najlepiej zamówić tu rybę, zwłaszcza łososia serwowanego na rozmaite sposoby, albo tradycyjną szwedzką kanapkę z sałatą, krewetkami i jajkiem, polaną majonezem.

 

Niedaleko dworca centralnego stoi rzeźba przedstawiająca rewolwer z zawiązaną na węzeł lufą, która symbolizuje niechęć do używania przemocy. Umieszczono ją w pobliżu XIX-wiecznego gmachu dawnej giełdy. Z kolei przy Stortorget, głównym placu Starego Miasta, otoczonym zabytkowymi kamienicami, stoi Ratusz (Malmö rådhus) zbudowany w pierwszej połowie XVI w. w stylu niderlandzkiego renesansu. W jego wnętrzu na zainteresowanie zasługuje wspaniała sala gildii kupieckiej. W ratuszowych piwnicach od ponad czterech stuleci karmi się gości. Obecnie działa w nich znana restauracja „Rådhuskällaren”. Z konnego pomnika ustawionego pośrodku placu na przechodniów spogląda król szwedzki Karol X Gustaw, który odebrał Malmö Duńczykom.

 

Na dawnych terenach przemysłowych leżących nad brzegiem morza zbudowano nowoczesną i bardzo ekologiczną dzielnicę Västra Hamnen (Zachodnia Przystań). Uwagę zwraca w niej widoczny z daleka wieżowiec Turning Torso – najwyższy drapacz chmur w Skandynawii. Ma 190 m wysokości (54 piętra) i przypomina skręconą wieżę. W tym luksusowym gigancie znajdują się zarówno biura, jak i apartamenty.

 

Most nad cieśniną Sund

 

Przeprawa łącząca Szwecję z Danią została oficjalnie oddana do użytku w lipcu 2000 r. Zaczyna się w Lernacken leżącym w gminie Malmö. Mostem rozpiętym nad Sundem samochody i pociągi docierają do sztucznej wyspy – Peberholm – usypanej u wybrzeży Danii. Z niej dostają się do położonego pod wodą tunelu, z którego wyjeżdżają w pobliżu międzynarodowego portu lotniczego Kopenhaga-Kastrup. Sam most wiszący o długości 7845 m podtrzymują dwa ogromne, 203,5-metrowe pylony. Prześwit między nimi wynosi 57 m, dzięki czemu mogą tędy przepływać nawet największe statki. Przejazd samochodem przez most trwa zaledwie 10 min. i jest bardzo komfortowy.

 

justin brown-western harbour-672

Turning Torso zaprojektował znany hiszpański architekt Santiago Calatrava

© JUSTIN BROWN/IMAGEBANK.SWEDEN.SE

 

OGRÓD SZWECJI

 

Blekinge to druga po Olandii najmniejsza historyczna prowincja (landskap) w kraju (ma powierzchnię 2941 km²). Jej nazwa pochodzi od słowa bleke, co oznacza „spokojną wodę” lub „martwą ciszę” – są też tacy, którzy tłumaczą ją jako „odbicie słońca na wodzie”. Doskonale oddaje to poetycką atmosferę krainy zwanej ogrodem Szwecji. Wzdłuż wybrzeża ciągną się setki wygładzonych przez lodowiec granitowych wysepek tworzących rozległy archipelag. Stoją na nich pomalowane na ceglastoczerwony kolor wakacyjne domki, przy każdym zacumowana jest żaglówka lub łódka. Żeglowanie i łowienie ryb stanowią bez wątpienia najpopularniejsze zajęcia miejscowych.

 

To rejon stworzony dla rowerzystów. Niewielkie odległości i gęsta sieć dobrze utrzymanych szlaków rowerowych sprawiają, że zwiedzanie Blekinge na dwóch kółkach staje się bardzo przyjemne. Okolica wygląda zupełnie jak z książek szwedzkiej autorki Astrid Lindgren (1907–2002), która mieszkała w sąsiedniej Smalandii.

 

Do stolicy regionu – Karlskrony – kursują dwa lub trzy razy dziennie promy Stena Line z Gdyni. Dotarcie do samego serca Blekinge nie stanowi więc problemu. W miejscowej informacji turystycznej można dostać foldery i materiały w języku polskim.

 

MIASTO NA WYSPACH

 

Nazywana małym Sztokholmem Karlskrona, położona malowniczo na ponad 30 wyspach, jest jednym z głównychszwedzkich portów morskich, siedzibą dowództwa marynarki wojennej i akademii marynarki wojennej. W 1679 r. król Karol XI postanowił wznieść idealne miasto i bazę floty wojennej na wyspie Trossö, ale jej właściciel, rolnik Vittus Anderson, nie chciał sprzedać swojej ziemi. Władca wtrącił go do więzienia i trzymał w nim tak długo, aż ten zmienił zdanie. Przy projektowaniu Karlskrony wytyczono regularną siatkę szerokich traktów, po których mogły defilować oddziały marynarzy. Ulice noszą imiona szwedzkich admirałów, a najważniejsze tutejsze muzeum poświęcone jest – oczywiście – historii marynarki wojennej Królestwa Szwecji.

 

Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Stortorget, głównego placu miasta, ponoć największego i najpiękniejszego w całej północnej Europie. Stoi na nim pomnik Karola XI. Za plecami króla znajduje się Ratusz (Rådhuset) wzniesiony w końcu XVIII w. (obecnie mieści się w nim sąd), a przed nim – Kościół św.Fryderyka, elegancka budowla z dwiema wieżami. Świątynię, podobnie jak pobliski Kościół Świętej Trójcy, zaprojektował słynny szwedzki architekt Nicodemus Tessin młodszy (1654–1728), który ukończył królewską rezydencję Drottningholm pod Sztokholmem.

 

Najważniejszym zabytkiem Karlskrony jest stara stocznia – Karlskronavarvet. Założona została w 1679 r. i do dziś stanowi jedno z najważniejszych miejsc, gdzie produkuje się okręty wojenne w Szwecji. Do najciekawszych obiektów należą Femfingerdockan (Dok Pięciu Palców) – zespół pięciu suchych doków przypominający układem dłoń, zbudowany w latach 1758–1856; imponujący rozmiarami drewniany budynek Wasaskjulet (Hangar Wasa), wzniesiony w 1763 r., w którym powstawały okręty wojenne wyposażone w maksymalnie 70 dział; długa na ponad 300 m hala Repslagarbanan (Powrozownia), wykorzystywana do skręcania lin okrętowych, oraz Gamla mastkranen – stary ceglany żuraw o wysokości 42 m służący do montażu masztów.

 

Stocznię i bazę marynarki oddziela od miasta wysoki kamienny mur (Varvsmuren), również zabytkowy. Okoliczne forty oraz podmiejska rezydencja słynnego szwedzkiego konstruktora okrętów Fredrika Henrika Chapmana (Skärva herrgård) zachowały się w świetnym stanie. W 1998 r. znaczna część dawnych portowych zabudowań Karlskrony trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

MORSKIE TRADYCJE

 

Niedaleko portu w Karlskronie stoi Kościół Admiralicji, noszący też nazwę Ulrica Pia od imienia królowej Szwecji Ulryki Eleonory Wittelsbach (panującej w latach 1718–1720), która przyczyniła się do jego budowy. Imponujących rozmiarów świątynia o pięknych proporcjach konsekrowana została w 1685 r. Wzniesiono ją na planie krzyża greckiego i jest największym drewnianym kościołem w kraju. W pomalowanym na jasnoniebiesko skromnym wnętrzu znajdują się okazałe organy. Po naciśnięciu przycisku umieszczonego przy wejściu można posłuchać granych na nich melodii. Obok zainstalowano audioprzewodnik, m.in. w języku polskim.

 

Przed kościołem od niemal 300 lat stoi drewniana rzeźba dziadka Rosenboma, będąca skarbonką i uchodząca za symbol miasta (w 1956 r. oryginał przeniesiono do świątyni, a na zewnątrz ustawiono kopię). Przedstawia biedaka, który według legendy zamarzł, gdy w noc sylwestrową 1717 r. prosił o jałmużnę dla swojej rodziny. Zgodnie z tradycją każdy odwiedzający Karlskronę powinien złożyć w tym miejscu jakiś datek. Pieniądze wrzuca się do otworu pod kapeluszem dziadka Rosenboma.

 

W mieście koniecznie odwiedzić trzeba poza tym Muzeum Marynarki Wojennej (Marinmuseum), którego tradycja sięga 1752 r. (w obecnej lokalizacji działa od 1997 r.). Przed nowoczesnym budynkiem leżą wielkie kotwice okrętowe. W specjalnej hali znajduje się pierwszy szwedzki okręt podwodny HMS Hajen (Rekin) z 1904 r., przypominający Nautilusa kapitana Nemo. W placówce obok interesujących modeli żaglowców oraz elementów wyposażenia i uzbrojenia statków obejrzymy także galerię kilkunastu galionów – wielkich rzeźb, jakie umieszczano na dziobach. Pomieszczenie ma znakomitą akustykę, dlatego często odbywają się tu koncerty. Niesamowite wrażenie robią wpływające do portu wielkie statki widoczne przez przeszklone ściany. W muzeum powstała też ekspozycja poświęcona incydentowi ze szpiegowską wizytą radzieckiej łodzi podwodnej. W 1981 r. na wody silnie strzeżonego archipelagu Karlskrony wpłynęła należąca do ZSRR jednostka S-363 i utknęła na skałach przy wysepce Torhamnaskär.

 

Żeby odetchnąć atmosferą dawnego miasta, trzeba wybrać się do jego najstarszej dzielnicy Björkholmen (Brzozowa Wyspa), gdzie zachowało się kilkadziesiąt małych, drewnianych domków z ogródkami z początku XVIII stulecia, zbudowanych dla pracujących w stoczni wojennej robotników. Małe drzwi i okna z kwiatami, kołatki i rosnące pod ścianami malwy wyglądają uroczo. Warto zwrócić uwagę na wiatrowskazy w kształcie łódek żaglowych, czarownic czy ptaków w locie. Niektóre domki można wynająć. Niegdyś mówiono tutaj osobliwym dialektem björkholmska.

 

Amatorzy morskich pamiątek powinni odwiedzić wyspę Saltö. Przy ulicy Utövägen znajduje się nautykwariat z elementami wyposażenia okrętowego, m.in. starymi lampami żeglarskimi, chronometrami, mapami i dziełami sztuki marynistycznej. Po obejrzeniu najciekawszych atrakcji Karlskrony można wyruszyć na zwiedzanie okolicy. Na zainteresowanie w Blekinge zasługują stare kupieckie miasta Ronneby i Karlshamn oraz Växjö (szwedzka stolica szkła) i zabytkowy Kalmar w sąsiedniej historycznej prowincji Smalandia, a także spokojna wyspa Olandia.

 

 ty1s91pir0z3je98v3qwea

Wyspa Stumholmen wchodząca w skład Karlskrony

© VISIT KARLSKRONA/BIRGER LALLO

 

ZACHODNIA BRAMA KRAJU

 

Göteborg to drugie po Sztokholmie miasto Szwecji oraz największy port całej Skandynawii. Zbudowany został na początku XVII w. według planów architektów holenderskich pracujących na zlecenie króla Gustawa II Adolfa. Dziś mieszka w nim niemal 600 tys. ludzi. Swoje siedziby założyły tu takie firmy jak Volvo, SKF (producent łożysk) i Hasselblad (koncern fotograficzny). Ze względu na swoje znaczenie Göteborg stanowi poważną konkurencję dla stołecznego Sztokholmu.

 

Miasto jest doskonale zaprojektowane, przyjazne mieszkańcom i turystom. Znajdziemy w nim szerokie aleje, eleganckie place ozdobione pomnikami, malownicze kanały pamiętające czasy wytyczających je Holendrów. Jedna z najstarszych budowli Göteborga to Kronhuset (z lat 1643–1654), dawny arsenał miejski, obecnie placówka muzealna. Ciekawym zabytkiem jest też dawna siedziba Szwedzkiej Kompanii Wschodnioindyjskiej z połowy XVIII stulecia (Ostindiska huset), w której obecnie mieści się Muzeum Göteborga (Göteborgs stadsmuseum). W historycznej części miasta znajdują się także XVII-wieczny Ratusz (Göteborgs rådhus) oraz klasycystyczna Katedra z XIX w. (Göteborgs domkyrka). Przy wąskich uliczkach stoją tu zabytkowe kamienice. Koło portu funkcjonuje Maritiman – ciekawe muzeum morskie z zewnętrzną ekspozycją składającą się z ok. 20 statków i okrętów. Wśród nich jest niszczyciel HMS Småland, łódź podwodna HMS Nordkaparen, statek strażacki i latarniowiec Fladen z 1915 r.

 

Ważny punkt na mapie miasta stanowi Götaplatsen – główny plac współczesnego Göteborga, z fontanną ozdobioną pomnikiemPosejdona, dziełem szwedzkiego rzeźbiarza Carla Millesa (1875–1955). W jego okolicy znajduje się Konserthus (siedziba słynnej Göteborskiej Orkiestry Symfonicznej) i Muzeum Sztuki (Göteborgs konstmuseum) z najbogatszą w Szwecji kolekcją sztuki nordyckiej oraz wspaniałym zbiorem płócien holenderskich, francuskich i hiszpańskich mistrzów malarstwa: Rembrandta, Vincenta van Gogha, Claude’a Moneta i Pabla Picassa. Z dzieł współczesnych można zobaczyć m.in. prace stworzone przez znane w Szwecji artystki Charlottę Gyllenhammar, Klarę Kristalovą czy Cajsę von Zeipel. Rodziny z dziećmi powinny odwiedzić pełen atrakcji rozległy park rozrywki Liseberg (największe wesołe miasteczko w Skandynawii).

 

goteborg port bark Vikingfot

Czteromasztowy bark Viking z 1906 r. służy obecnie za hotel w Göteborgu

© GRZEGORZ MICUŁA

Moc przygód w słonecznej Słowenii

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słowenia nazywana jest Europą w miniaturze, ponieważ można tu spotkać praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie, ośnieżone zimą szczyty Alp Julijskich, rozległe równiny, bujne lasy, rwące górskie rzeki, malownicze winnice, lecznicze wody termalne, sympatyczne kurorty nad Adriatykiem czy zabytkowe miasta i urocze zamki (na czele ze słynnym średniowiecznym Predjamskim gradem). W tym małym państwie znajdziemy również rozbudowaną bazę hotelową, nowoczesną infrastrukturę narciarską i pyszną kuchnię. Magnesem przyciągającym do niego zagranicznych turystów (w tym coraz więcej Polaków) są unikalne cuda przyrody – wspaniałe zjawiska krasowe, bajkowy podziemny świat (jaskinia Postojna i Jaskinie Szkocjańskie) czy zniewalające jeziora (Bled i Bohinj). Słowenia to także wymarzony kierunek (przez okrągły rok!) dla miłośników aktywnego wypoczynku: narciarstwa (zarówno biegowego, jak i zjazdowego), snowboardingu, wspinaczki sportowej (Osp), jazdy konnej (Lipica), raftingu i kanioningu (śliczna szmaragdowo-zielona Socza), wędkarstwa (tutejsze alpejskie rzeki obfitują w pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego, pływania (w ciepłym Morzu Adriatyckim lub olbrzymich aquaparkach z licznymi basenami) czy podwodnych przygód (doskonałe miejsca nurkowe na wybrzeżu między Piranem a Strunjanem albo niezmiernie głębokie Divje Jezero, czyli „Dzikie Jezioro”, koło Idriji). Nic więc dziwnego, że o tym maleńkim kraju, zapewniającym dużą dawkę adrenaliny, mówi się, że leży po słonecznej stronie Alp.  

Więcej…