Arco_de_Antigua.jpg

Arco de Santa Catalina w Antigu

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

 


KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

W tym niezwykłym kraju usianym wulkanami świątynie Majów wyrastają ponad korony drzew tropikalnej puszczy. Ekstremalna przejażdżka po lokalnych drogach odbyta „chicken busem” w towarzystwie kolorowo ubranych Gwatemalczyków dostarcza wielu wrażeń i satysfakcji prawdziwym podróżnikom. Kto zawita do Gwatemali, nie zazna spokoju, dopóki nie wróci do niej po raz kolejny, aby znów zanurzyć się w ten niesamowity świat.

 

Living_Maya_Culture.jpg

 

Gwatemala to wciąż żywa kultura Majów

 

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)


Republikę Gwatemali, leżącą w Ameryce Środkowej, miejscowi nazywają krainą wiecznej wiosny. Graniczy ona z Meksykiem, Belize, Hondurasem i Salwadorem, a oblewają ją wody dwóch oceanów: Atlantyku (Morza Karaibskiego) oraz Pacyfiku. Ponad 16 mln ludzi zamieszkuje tu obszar mniej więcej 3 razy mniejszy od powierzchni Polski (ok. 109 tys. km2). Na tym terytorium znajdują się liczne wulkany, kilka z nich pozostaje wciąż aktywnych, straszy dymem i tryska lawą. Najwyższym szczytem jest Tajumulco o wysokości 4220 m n.p.m., a największym jeziorem – malownicze Izabal (589,6 km²), położone na wschodzie państwa. Ok. 40 proc. Gwatemalczyków pochodzi od Majów. Resztę obywateli kraju stanowią latynosi, potomkowie Europejczyków (głównie Hiszpanów) i Indian oraz przedstawiciele grupy etnicznej Garifuna (potomkowie rdzennych plemion karaibskich i afrykańskich niewolników), mieszkający w Livingston i jego okolicach. Mniej niż połowa tutejszej ludności to katolicy, 40 proc. – protestanci, poza tym spotkamy też wyznawców religii rdzennych, nielicznych buddystów, muzułmanów i żydów.

Funkcję oficjalnego języka Gwatemali pełni hiszpański, choć wiele osób jako pierwszego uczy się jednego z 21 odrębnych języków majańskich bądź języka garifuna lub xinca (niektóre z nich w ogóle nie znają hiszpańskiego). Gwatemalczycy potrafią po odmiennej mowie rozpoznać, kto pochodzi z jakiego regionu. Podobną zależnością charakteryzują się wyszywane, kolorowe stroje kobiece. Teren wyżynny, należący głównie do Majów, rozciąga się między dwoma największymi miastami: ponad 2-milionową stolicą Gwatemalą (Ciudad de Guatemala) oraz 400-tysięcznym Quetzaltenango.

 

Volcan_San_Pedro_Santa_Catarina_Palopó_Sololá.jpg

 

Wulkan San Pedro widziany z miasteczka Santa Catarina Palopó

 

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)



Burzliwa historia

Terytorium tego kraju w ciągu wieków nawiedzały trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, ale miejscowa ludność musiała sobie radzić nie tylko z klęskami żywiołowymi, lecz także z polityką kolonizatorów czy oddziałami partyzanckimi (guerrilla). Dopiero w 1821 r. Gwatemala uzyskała niepodległość od Hiszpanii i dziś 15 września obchodzi się w niej związane z tym wydarzeniem święto narodowe. Następnie została przyłączona do Meksyku, a potem weszła w skład Zjednoczonych Prowincji Ameryki Środkowej (Republiki Federalnej Ameryki Środkowej) razem z Nikaraguą, Salwadorem, Kostaryką i Hondurasem (do 1840 r.). Późniejszy okres reżimu doprowadził w 1871 r. do rewolucji i objęcia władzy przez liberałów. Niestety, nowy prezydent Justo Rufino Barrios (1835–1885) okazał się dyktatorem. Chociaż zainicjował uprawę kawy w swoim państwie, na plantacjach pracowali tylko rdzenni mieszkańcy wykorzystywani przez lata jako tania siła robocza. Kolejni prezydenci nie zrobili wiele dobrego dla kraju. Wysoka liczba biednych i analfabetów utrzymywała się w Gwatemali przez długi czas. W 1944 r. rozpoczęła się tzw. rewolucja gwatemalska. Wybrany przez naród chrześcijański socjalista Juan José Arévalo Bermejo (1904–1990) wprowadził m.in. programy naprawy gospodarki i zwalczania bezrobocia, liberalne prawo pracy i prawa dla Indian.

Niestety, w latach 60. i 70. XX w. rozgorzała wojna domowa, która zdziesiątkowała Gwatemalczyków. Na domiar złego w lutym 1976 r. trzęsienie ziemi zabiło 23 tys. ludzi, a ponad milion z nich pozbawiło dachu nad głową. Większość darów z międzynarodowej pomocy nigdy nie dotarła do tych najbardziej potrzebujących. Ludność jeszcze długo odczuwała skutki katastrofy. Od 1986 r. na czele państwa znów stanął cywilny prezydent – Marco Vinicio Cerezo Arévalo (ur. w 1942 r.), ale walki z lewicową partyzantką trwały aż do końca 1996 r. Dziś Gwatemala to wciąż bardzo biedny kraj, którego gospodarka opiera się w zdecydowanej większości na rolnictwie i turystyce.

Filiżanka kawy w TROPIKALNYM LESIE

Najważniejszym wkładem do produktu krajowego brutto (PKB) może się obecnie poszczycić sektor rolniczy. To właśnie Gwatemalczycy są największym na świecie eksporterem kardamonu i dziewiątym producentem kawy. Zyski z uprawy tej ostatniej (pola kawowca znajdują się przede wszystkim na południu), trzciny cukrowej i bananów pozwalają państwu wciąż się rozwijać, a na plantacjach zatrudnia się tu 50 proc. lokalnej ludności. Niestety, konflikty między firmami a ich pracownikami oraz zaostrzone przepisy importowe Unii Europejskiej doprowadziły przez ostatnie lata do spadku sprzedaży bananów. Na dodatek niektóre przedsiębiorstwa ze względu na tańszą siłę roboczą przeniosły swoją działalność do Ekwadoru.

Natomiast turystyka rozwinęła się na tym obszarze głównie dzięki ruinom historycznych ośrodków kultury Majów (Tikal, Quiriguá czy Iximché), ale zainteresowaniem wśród przybyszów cieszą się też wyprawy trekkingowe, tutejsze cuda natury (przede wszystkim jezioro Atitlán czy Semuc Champey), kursy w szkołach językowych oraz wycieczki do wspaniałych kolonialnych miast (Antigua Guatemala). Z kolei przemysł tekstylny, spożywczy, farmaceutyczny i cementowy przynoszą mniej więcej 20 proc. PKB.

Gwatemala posiada niewielkie złoża ropy naftowej, a ostatnie badania pokazały, że jej obszar jest bogaty w surowce mineralne, których pozyskanie w przyszłości może okazać się kluczowe dla gospodarki. Obecnie wydobywa się tutaj nikiel, antymon, złoto, srebro, ołów, miedź, żelazo, wolfram i jadeit, co przekłada się zaledwie na 3 proc. PKB.

Nauka języka u podnóża wulkanu

W tym kraju warto również podszkolić swój hiszpański nie tylko podczas zakupów na targu, ale i w prawdziwej szkole językowej. W tym właśnie celu przyjeżdżają w te strony ludzie z całego świata, którzy zaczynają naukę od zera, aby osiągnąć poziom pozwalający im później na swobodne podróżowanie po terytoriach hiszpańskojęzycznych. Wiele takich placówek edukacyjnych znajduje się w przepięknym kolonialnym mieście Antigua (Antigua Guatemala), usytuowanym pomiędzy trzema wulkanami: Volcán de Agua (z hiszp. „Wulkan Wody”) – 3760 m n.p.m., Volcán de Fuego (z hiszp. „Wulkan Ognia”) – 3763 m n.p.m., Acatenango (3976 m n.p.m.). Prawdopodobnie są to najczęściej fotografowane wulkaniczne szczyty w Gwatemali. Nauka języka u podnóża dymiącego stożka stanowi dość niezwykłe doświadczenie, a w samej sennej Antigui można się przenieść w czasie o kilkaset lat wstecz. To najpopularniejsze wśród turystów gwatemalskie miasto założyli na początku XVI w. hiszpańscy konkwistadorzy. Mimo serii silnych trzęsień ziemi (terremotos de Santa Marta), które nawiedziły je w lipcu 1773 r., nadal zachował się w nim charakterystyczny układ ulic wytyczonych pod kątem prostym oraz ruiny wspaniałych świątyń, w tym kompleksu jezuitów, franciszkanów i klasztoru dominikanów – Convento de Santo Domingo (obecnie ich część przekształcono w ekskluzywny Hotel Muzeum Casa Santo Domingo), a także kilku ciekawych zabytków barokowych z XVI i XVII stulecia.

Ja swoją wizytę w tym środkowoamerykańskim kraju połączyłam z lekcjami hiszpańskiego i wolontariatem w ośrodku pomocy dla dzieci niepełnosprawnych i biednych. Był to idealny sposób na spędzenie wakacji, w trakcie których mogłam pomagać lokalnym mieszkańcom, poświęcając swój czas najmłodszym. Na co dzień mieszkałam i pracowałam u Gwatemalczyków, dzięki czemu szybko uczyłam się nowych słów i nawiązałam wspaniałe przyjaźnie. Moje miejsce pobytu stanowiła mała wioska nad majestatycznym jeziorem Atitlán, które podobnie jak niezmiernie klimatyczna Antigua leży u podnóża trzech niezwykłych wulkanów o nazwach Tolimán (3158 m n.p.m.), Atitlán (3537 m n.p.m.) oraz San Pedro (3020 m n.p.m.).

Niektóre z wulkanicznych szczytów można zdobyć podczas jednej z wypraw trekkingowych. Najpopularniejsza wśród turystów jest wciąż aktywna Pacaya, wznosząca się na wysokość 2552 m n.p.m. i znajdująca się ok. 30 km na południe od stolicy. Ostatnia jej erupcja nastąpiła w marcu 2014 r. i spowodowała opad dużych mas popiołu na miasta Gwatemala, Antigua i Escuintla. Wulkan ten wybucha nieustannie i każdy, kto dostanie się na jego wierzchołek, od razu poczuje silny odór siarki podobny do zapachu zgniłych jajek.

Czy jadą z nami kury?

Poruszanie się po gwatemalskich drogach potrafi podnieść poziom adrenaliny we krwi. Wystarczy wybrać najpopularniejszą i najtańszą metodę przemieszczania się po kraju, czyli przejażdżkę wiekowym amerykańskim autobusem szkolnym, zwanym chicken bus, która to nazwa oznacza mniej więcej tyle, że przewozi się nim absolutnie wszystko: od ludzi przez warzywa i artykuły spożywcze aż po zwierzęta domowe, takie jak kury czy kaczki. W trakcie jazdy kierowca włącza głośno muzykę albo pozwala wejść do środka lokalnemu grajkowi, który umila wszystkim podróż, za co potem każdy pasażer wrzuca mu po quetzalu (gwatemalska waluta) do kapelusza. Poza tym na trasie odbywa się również handel obwoźny, a sprzedawcy potrafią reklamować swoje produkty (np. pastę do zębów) w tak komiczny sposób, że zawsze ktoś je kupuje. Ze względu na takie rozrywki często można zapomnieć o swoim włożonym na dach bagażu, którego należy dobrze pilnować, aby nie dostał się w czyjeś ręce. Dlatego osobom ceniącym sobie komfort podróżowania polecam raczej usługi większego przewoźnika Pullmantur, oferującego bardzo wygodne autokary z rozsuwanymi siedzeniami i dodatkową przestrzenią na nogi oraz plecak, torbę lub walizkę.

Warto jednak chociaż raz zdecydować się na folklorystyczny kurs chicken busem i pojechać choćby na niecodzienny kolorowy targ w Chichicastenango, w skrócie określanym po prostu Chichi. To leżące na prawie 2 tys. m n.p.m. miasto stanowi najwspanialsze miejsce na zakupy w Ameryce Łacińskiej. Sprzedawcy przybywają do niego z całej Gwatemali noc wcześniej, aby rozstawić swoje towary w przenośnych budkach. Spotkamy tu przedstawicieli różnych majańskich grup językowych, takich jak Indianie Kicze (Quiché), Mam, Ixil, Kaqchikel. Tradycja targu w Chichi sięga czasów prehiszpańskich, kiedy uchodziło ono za największy ośrodek handlu na terenie państwa Majów. Dziś na stoiskach kupimy wszelkie gwatemalskie tekstylia, jedzenie, a nawet żywy towar, np. świnie. Inną niesamowitą atrakcją miasteczka jest ponad 400-letni Kościół św. Tomasza z Akwinu (Iglesia de Santo Tomás de Aquino), w którym palą się kadzidła i świeczki, a szamani wciąż odprawiają rytuały. Przy specjalnych okazjach w świątyni ofiarowuje się też zabitego kurczaka. Każdy z 18 stopni prowadzących do jej wnętrza reprezentuje jeden z 20-dniowych miesięcy z kalendarza Majów.

Tajemnicza stolica

W północnej części Gwatemali, w gęstej, soczyście zielonej selwie znajduje się najważniejsze stanowisko archeologiczne dla turystów pasjonujących się historią Ameryki sprzed konkwisty – ruiny miasta Tikal, które wchodzą w skład Parku Narodowego Tikal, wpisanego w 1979 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ten ważny ośrodek zamieszkiwany przez Majów między IV w. p.n.e. a X w. n.e. jest obecnie nie tylko domem wielu rzadkich gatunków zwierząt (m.in. jaguarów, pum, jaguarundi czy ocelotów), ale także miejscem niezmiernie charakterystycznym, tajemniczym, wręcz magicznym.

Tikal było prawdopodobnie stolicą rozległego starożytnego państwa. Odkryte w XIX w. piramidy schodkowe (w sumie 6) są typowe dla architektury majańskiej. Najwyższa z nich mierzy 64 m, a jej wierzchołek wieńczą pozostałości Świątyni Dwugłowego Węża (Templo de la Serpiente Bicéfala). Wdrapanie się na szczyt takiej konstrukcji po bardzo stromych schodach stanowi przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Turyści zazwyczaj decydują się na oglądanie stąd urzekającego wschodu lub zachodu słońca, które widziane z wysokości majestatycznej budowli zapierają dech w piersiach. Należy jednak pamiętać, żeby podczas wchodzenia i schodzenia niezwykle uważać. Zdecydowanie każda technika będzie w tym przypadku dobra, nawet poruszanie się na czworaka, byleby nie stracić równowagi i nie potknąć się o strome krawędzie stopni. Takie upadki – niestety – zazwyczaj kończą się śmiercią lub dużym uszczerbkiem na zdrowiu. Na terenie Parku Narodowego Tikal na uwagę zasługują również liczne stele z wizerunkami władców oraz ruiny pałaców. Jeden z nich pełnił funkcję obserwatorium astronomicznego, bowiem Majowie posiadali znaczną wiedzę z dziedziny astronomii, o czym świadczy m.in. ich słynny kalendarz.

Noc w bambusowej chatce

Rolę bazy wypadowej do Tikal odgrywa ciekawe miasto Flores (choć o cenach dość wygórowanych jak na Gwatemalę), oddalone od stanowiska archeologicznego zaledwie o 65 km. Jego urokliwe historyczne centrum położone jest na wyspie o tej samej nazwie (Isla de Flores) na jeziorze Petén Itzá. Pełno w nim czarujących uliczek, małych sklepów, hoteli i restauracji, a wszystko to w rozmiarze mini, gdyż cały ten niewielki skrawek lądu można przejść dookoła w co najwyżej 15 min. Niegdyś miejscowość nazywała się Tayasal i to jej mieszkańcom konkwistador Pedro de Alvarado (1485–1541) podarował konia hiszpańskiego, którego czcili jako boga. Hiszpanom nie udało się nawrócić Majów na chrześcijaństwo, dlatego zniszczyli osadę pod koniec XVII w. i do XVIII stulecia miejsce było opuszczone. Obecna nazwa Flores pochodzi nie od kwiatów (hiszp. flores), ale od nazwiska pierwszego bojownika o niepodległość Gwatemali – Cirila Floresa (1779–1826).

               
Niesamowity punkt na podróżniczej mapie kraju stanowi rejon miasta Cobán bogaty w wyjątkową faunę i florę, liczne jeziora, wodospady oraz gęsty las deszczowy. Założony przez dominikanów w I połowie XVI w. ośrodek funkcjonuje dzisiaj jako ważne centrum uprawy kawy i kardamonu. Wielbiciele orchidei powinni odwiedzić Vivero Verapaz, gdzie hoduje się ponad 650 gatunków tych przepięknych roślin, w tym odmianę Monja Blanca („Biała Mniszka”) uznaną w 1934 r. za kwiat narodowy w ojczyźnie Gwatemalczyków. Aby uchronić przed wyginięciem inny symbol Gwatemali – kwezala herbowego – utworzono natomiast Biotop Kwezala (Biotopo del Quetzal). Osoby, które lubią wstawać rano, mogą udać się na spacer po tej wspaniałej krainie, żeby o wczesnym poranku obserwować te barwne ptaki latające nad głowami oraz podziwiać miejscową roślinność: paprocie, bromelie, orchidee i lasy świerkowe.

 

 

Semuc_Champey.jpg

Naturalne baseny Semuc Champey powstałe w wapiennych skałach

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)


Niedaleko stąd turyści wybierają się spędzić noc lub dwie w samym środku selwy. Śpi się tu w hamakach pod gołym niebem lub w bambusowych domkach bez drzwi i prądu. Otaczają nas odgłosy dzikiej przyrody, szum wody i zapach świeczki – jedynego źródła światła. To wyjątkowe i niezapomniane przeżycie. Okolice miasteczka Lanquín słyną również z niezwykłych formacji skalnych utworzonych w wyniku działania wody i minerałów. Tak właśnie powstały zapierające dech w piersiach baseny Semuc Champey. Ten gwatemalski pomnik natury (Monumento Natural) wygląda jak fontanna złożona z olbrzymich platform. Tak naprawdę to magiczny wodospad, pod którym płynie rzeka Cahabón. Woda wydostaje się tutaj na powierzchnię przez liczne dziury w skałach wapiennych. Pobliskie wspaniałe Jaskinie Lanquín (Grutas de Lanquín) są jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w kraju.

 

Artykuły wybrane losowo

W Argentynie, kraju różnorodności

 

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

 

 Wieczór z tangiem w Buenos Aires, degustacja wina w Mendozie, delektowanie się stekami w niemal każdym rejonie w kraju – to tylko kilka atrakcji czekających na turystów w Argentynie. Poza tym znajdą tu oni otwarte przestrzenie Patagonii, lodowce, wodospady i wybrzeże oceanu. Są też wulkany okryte śniegiem, pustynia zasypana solą i chłodna Ziemia Ognista. W Argentynie jest po prostu wszystko i jeszcze więcej.

 

Taka różnorodność krajobrazu i klimatu nie powinna dziwić. Ten drugi po Brazylii największy kraj Ameryki Południowej zajmuje ponad 15 proc. całego kontynentu (ma ok. 2,8 mln km² powierzchni). Dzieli niemal 6,7 tys. km granicy z Chile i ma prawie 5 tys. km linii brzegowej. Wilgotne lasy z wodospadami Iguazú na północy, majestatyczne Andy z najwyższym szczytem Aconcagua (6961 m n.p.m.) i najwyższym aktywnym wulkanem na ziemi Ojos del Salado (6893 m n.p.m.) na zachodzie, surowe krajobrazy najdalej na południe wysuniętych zakątków kontynentu i bezkres oceanu na wschodzie – jedno życie nie wystarczy na zobaczenie i poznanie wszystkich skarbów Argentyny, ale warto próbować.

 

Ponieważ miejsc do odwiedzenia w tym południowoamerykańskim kraju jest tak wiele, wyjazd trzeba dobrze zaplanować. Nie ma jednego sposobu na udaną wyprawę. Jednak właśnie dlatego każda wizyta w Argentynie staje się wyjątkowym przeżyciem.

 

34465836134 7d01e9dd81 o

Para tańcząca tango w San Telmo, jednej z najstarszych dzielnic Buenos Aires

© ENTE DE TURISMO DE LA CIUDAD DE BUENOS AIRES

 

TANGO I KOLOROWE ULICE

 

Naszą podróż zaczniemy od stolicy kraju, która przyciąga jak magnes turystów i miłośników tanga z całego świata. Szczerze mówiąc, nigdy nie przypuszczałam, że będę tańczyć ten zmysłowy taniec w Buenos Aires, czyli tu, gdzie się narodził, choć tak naprawdę o miano kolebki tanga to argentyńskie miasto walczy z urugwajskim Montevideo. Wszak to w obu tych ośrodkach, leżących po dwóch stronach La Platy (Río de la Plata – Srebrnej Rzeki), cieszyło się ono rosnącą popularnością od połowy XIX w. Rozpowszechniać zaczęli je imigranci, choć nie wiadomo, czy pierwsi byli ci z Montevideo czy Buenos Aires. Jednak nie to jest najważniejsze, a fakt, że taniec zyskał sobie grono miłośników nie tylko w tym regionie, ale i na całym świecie. Dziś istnieje co najmniej kilkanaście różnych jego odmian. Poza tym w 2009 r. na wspólny wniosek Argentyny i Urugwaju tango zostało wpisane na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Być w Buenos Aires i nie zobaczyć pokazu tanecznego to moim zdaniem duży błąd. Występy profesjonalnych tancerzy w klubach tanga naprawdę zachwycają. Jeszcze lepszym doświadczeniem będzie nauka tańca. W argentyńskiej stolicy znajduje się wiele miejsc, w których oferuje się płatne lub darmowe lekcje. Wystarczy przejść się wieczorem wąskimi ulicami dzielnicy San Telmo, żeby na nie trafić. Do tego rejonu Buenos Aires warto również wybrać się w poszukiwaniu pamiątek – w każdą niedzielę zamienia się on w wielkie targowisko ze starociami, rękodziełem i najróżniejszymi drobiazgami (Feria de San Telmo). Niedaleko tej urokliwej dzielnicy pełnej kawiarń i sklepów ze starymi, pięknie stylizowanymi szyldami, w samym ścisłym centrum (Microcentro) stoi Różowy Dom (Casa Rosada) –siedziba prezydenta kraju, z której okna Madonna wcielająca się w rolę Evy Perón (1919–1952) w filmie Evita śpiewała piosenkę Don’t cry for me Argentina (Nie płacz za mną, Argentyno).

 

Na zwiedzanie argentyńskiej stolicy trzeba przeznaczyć co najmniej tydzień. Do zobaczenia poza San Telmo i Microcentro jest jeszcze Puerto Madero – nowoczesny port, jeden z piękniejszych i najbardziej znanych cmentarzy świata, czyli Cementerio de la Recoleta, Palermo – dzielnica hipsterskich kawiarń, klubów i nowoczesnych hosteli, a do tego ciekawe muzea, zabytkowa i bardzo kolorowa dzielnica La Boca i tysiące ciekawych murali rozsianych w najróżniejszych rejonach. Buenos Aires upodobali sobie uliczni malarze z całego świata, dzięki czemu podczas poznawania miasta można odkrywać ich dzieła w zaskakujących miejscach.

 

Stolica Argentyny leży, jak wspomniałam, nad La Platą – estuarium (szerokim lejkowatym ujściem), które tworzą wody rzek Paraná i Urugwaj przed połączeniem się z Oceanem Atlantyckim. Argentyńczycy i Urugwajczycy nazywają je rzeką, choć wedle definicji geograficznych mogłoby być także zatoką lub morzem przybrzeżnym. Río de la Plata ma ok. 290 km długości oraz zaledwie kilka kilometrów szerokości w głębi lądu i 220 km przy granicy z Atlantykiem. Warto wybrać się tu na rejs na pokładzie jednego z niewielkich promów, które pływają z Buenos Aires do urugwajskiego miasteczka Colonia del Sacramento – ulubionego celu weekendowych wycieczek wielu Porteños (jak nazywają siebie mieszkańcy portowego argentyńskiego miasta). Ponad 400 km na południe od stolicy Argentyny leży Mar del Plata (Morze Srebra). To 700-tysięczne miasto słynie z piaszczystych, ale też zatłoczonych plaż, bogatego życia nocnego, kasyn i kuchni opartej na rybach i owocach morza. Porteños bardzo chętnie spędzają w nim wakacje.

 

WODOSPADY I MISJE JEZUICKIE

 

Skoro jesteśmy przy temacie rzek i wody, nie sposób nie wspomnieć o wodospadach Iguazú – jednej z największych atrakcji całego kontynentu. Nazwa tego niezwykłego cudu natury wywodzi się z języka guarani, którego użytkownicy zamieszkiwali tutejsze tereny na długo przed wytyczeniem granic dzielących Argentynę z Brazylią i Paragwajem. Iguazú, a właściwie Yguasu, znaczy po prostu Wielka Woda, co znakomicie oddaje rzeczywistość. Wodospady mają szerokość ok. 2,7 km, a woda w najwyższym punkcie (Garganta del Diablo, czyli Diabelska Gardziel) spada z wysokości aż 80 m. Są więc dużo potężniejsze od Niagary w Ameryce Północnej czy Wielkiej Siklawy w polskich Tatrach Wysokich. Podobno sama pierwsza dama Stanów Zjednoczonych Eleanor Roosevelt (1884–1962) straciła respekt dla majestatu Niagary, gdy ujrzała Iguazú. Warto zobaczyć je na własne oczy. Po argentyńskiej stronie można chodzić przed kaskadami, obok nich i nad nimi (a nawet pod nie podpłynąć). Na podziwianiu wodospadów z bliska da się spędzić nawet cały dzień. Z części brazylijskiej rozpościera się jednak lepszy widok na całe Iguazú. Najlepiej więc wybrać się na zwiedzanie po obu stronach granicy.

 

Te wspaniałe wodospady leżą w prowincji Misiones wciśniętej pomiędzy Brazylię i Paragwaj. To niezmiernie atrakcyjny region, choć – niestety – często odwiedzany tylko ze względu na Iguazú. W tych tropikalnych, porośniętych gęstymi, soczyście zielonymi lasami okolicach znajdują się pozostałości jezuickich misji (zwanych również redukcjami), które powstawały w XVII w. w tej części Ameryki Południowej na terenie dzisiejszego Paragwaju, Argentyny i Brazylii. Jezuici nawracali miejscowych Indian Guarani na wiarę katolicką, dzieci posyłali do szkoły, a dorosłych przyuczali do wykonywania zawodów rzemieślniczych. W drugiej połowie XVIII stulecia misje jezuickie zostały zlikwidowane w wyniku działań politycznych i wojskowych Hiszpanów i Portugalczyków, a misjonarze wypędzeni. Dziś w każdym z trzech krajów można odnaleźć pozostałości po nich. W Argentynie najlepiej zachowała się redukcja San Ignacio Miní, ale oprócz niej warte obejrzenia są jeszcze Santa Ana, Nuestra Señora de Loreto i Santa María la Mayor. Wszystkie umieszczono w 1984 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Choć z jednej strony wydają się do siebie podobne, każda z nich jest jednocześnie inna.

 

POLACY I YERBA MATE

 

Kolejny powód do odwiedzenia prowincji Misiones można nazwać patriotycznym. W tym regionie żyje sporo potomków naszych rodaków, którzy wyemigrowali do Argentyny pod koniec XIX i na początku XX w. Pierwszym Polakom nie było łatwo. Zastali tu żyzną, ale porośniętą gęstym lasem ziemię, a kiedy opuścili pokład statku, zostali zdani tylko na siebie. Musieli zmagać się z nieznośnym upałem, komarami i tropikalnymi chorobami. Mieli jednak ręce gotowe do pracy i tymi rękoma karczowali lasy i przygotowywali glebę pod uprawy, żeby przeżyć. Rolnictwa uczyli się od nowa, na miejscu, wszak z uwagi na inny klimat wiedza przywieziona z Europy niemal na nic się zdała. Wielu z nich zmarło, a ci, którzy przetrwali, pomimo odniesionego sukcesu (imigranci ujarzmili nieprzyjazne człowiekowi tereny i zaczęli żyć z roli) nie byli do końca szczęśliwi. Brakowało im polskiego jedzenia, języka i tradycji. Starali się więc kultywować rodzime zwyczaje w swoich domach. Dziś wielu ich potomków wciąż pamięta o tych korzeniach, interesuje się kulturą przywiezioną przez przodków i nie pozwala jej zaniknąć. Działają tutaj zespoły taneczne, odbywają się lekcje języka polskiego i sprzedaje się przysmaki i dania naszej kuchni. W miastach i miasteczkach, takich jak Posadas (stolica prowincji Misiones), Wanda, Oberá czy Apóstoles, można odkryć polskie nazwy ulic, przykłady architektury, kościoły, młyny i odnaleźć polskie domy i stowarzyszenia oraz spotkać potomków emigrantów.

 

W Oberze co roku we wrześniu odbywa się Fiesta Nacional del Inmigrante, czyli Narodowy Festiwal Imigrantów, którzy przybywali tu od początku XX w. z wielu krajów świata. W tej barwnej imprezie biorą udział wspólnoty popularyzujące kulturę i zwyczaje przywiezione przez przodków ze swoich ojczyzn. Wydarzenie organizowane jest w Parku Narodów (Parque de las Naciones), w którym stoi 14 tradycyjnych domów poszczególnych społeczności imigranckich. Polskę reprezentuje duży, piękny budynek w stylu zakopiańskim. W środku można spróbować lepionych na miejscu pierogów czy golonki lub wypić kieliszek polskiej wódki. Obserwowanie Argentyńczyków z pieczołowitością i zapałem kultywujących tradycje przekazane im przez rodziców lub dziadków to naprawdę wzruszające przeżycie.

 

W Apóstoles znajduje się za to Muzeum Historyczne Jana Szychowskiego (Museo Histórico Juan Szychowski) poświęcone Polakowi, który stworzył jedną z najbardziej znanych na świecie marek produkujących yerba mate – Amandę. Sam zbudował maszyny do mielenia ryżu, mąki kukurydzianej i liści ostrokrzewu paragwajskiego (z tej rośliny powstaje yerba mate) i w latach 20. XX w. rozpoczął produkcję. Dziś torebki z yerba mate z logo tej firmy można kupić praktycznie w każdym zakątku naszego globu.

 

Argentyńczycy piją napar z ostrokrzewu paragwajskiego niemal bez przerwy. Nie rozstają się z mate (naczyniem zrobionym z tykwy, drewna, metali, ceramiki, a nawet plastiku), bombillą (specjalną rurką do picia) i termosem z gorącą wodą, służącą do ponownego zalewania suszu. W Misiones, jak też w Paragwaju i na południu Brazylii, równie popularna jest wersja yerba mate zwana tereré, czyli przygotowywana na zimno, z kostkami lodu, ziołami i często również z sokiem z owoców. Taki napój idealnie orzeźwia w upalne dni! Napar nie tylko odpowiednio się przyrządza, lecz także pija w grupie w określony sposób: każde zalanie suszu przeznaczone zostaje dla jednej osoby, ale wszyscy korzystają z tego samego mate i używają jednej bombilli. Kiedy ktoś wypije swoją porcję, przekazuje naczynie posiadaczowi termosu, a on ponownie je uzupełnia dla następnego członka grupy. I tak trwa to kilka tur, aż yerba mate przestanie nadawać smak wodzie. Jeśli jakaś osoba nie ma już ochoty na picie, gdy oddaje mate, mówi gracias, czyli dziękuję – to znak dla nalewającego, żeby więcej nie wręczał jej naparu.

 

Activa - Turismo de Aventura - Trecking - Tolar Grande Salta

Trekking w okolicy wioski Tolar Grande (ponad 3500 m n.p.m.) w prowincji Salta

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

POCIĄG DO CHMUR I GÓRY

 

Na północy Argentyny znajduje się wiele ciekawych miejsc. W drodze z Misiones na zachód warto się zatrzymać na spacer po mieście Corrientes leżącym nad rzeką Paraná. Kolonialna architektura miesza się tutaj z nowoczesnym budownictwem. Znakiem rozpoznawczym tego miejsca jest wielki most generała Manuela Belgrano, który łączy Corrientes z miastem Resistencia położonym już w sąsiedniej prowincji – Chaco. Podczas wyprawy na zachód kraju przez tę ostatnią warto zawitać do Salty. Ma ona ciekawą kolonialną zabudowę, ale turystów przyciąga ze względu na swoje położenie. Miasto stanowi dobrą bazę wypadową w Andy, u stóp których leży. W okolicy można wybrać się na trekking, pojeździć na rowerach górskich lub koniach. Popularną atrakcją jest Pociąg do Chmur (Tren a las Nubes). Wprawdzie od dwóch lat nie odjeżdża on już z samej Salty, jednak stąd najłatwiej wyruszyć na wycieczkę. Rano autobus zabiera chętnych do San Antonio de los Cobres, gdzie wsiadają do wagonów. Pociąg wwozi pasażerów na wiadukt La Polvorilla położony na wysokości 4200 m n.p.m. To dzieło inżynierii z lat 30. XX w. stanowi najbardziej malowniczy punkt krótkiej trasy. Wiadukt jest wysoki na 63 m i waży prawie 1,6 tys. t. W założeniu linia kolejowa miała połączyć Argentynę z Chile i służyć mieszkańcom, ale w 1971 r. postanowiono zrobić z niej atrakcję turystyczną, która dziś przyciąga zarówno miłośników kolejnictwa, jak i osoby lubiące piękne górskie widoki. W drodze powrotnej do Salty autobus zatrzymuje się w małej wiosce Santa Rosa de Tastil, przy której znajdują się ruiny XIV- i XV-wiecznego miasta Tastil zbudowanego tylko z kamienia, bez użycia żadnej zaprawy. Pod koniec XV stulecia, zanim dotarli do niego Inkowie, mieszkało tu ponad 2 tys. osób. Ludność ta trudniła się uprawą kwinoa i kukurydzy oraz wypasaniem lam.

 

Z Salty warto się także wybrać na północ, do miasta Jujuy, a właściwie San Salvador de Jujuy, które leży u wejścia do wąwozu Humahuaca (Quebrada de Humahuaca). Ta niezwykła głęboka dolina ma ok. 150 km długości. Zimą jest sucha, a latem wypełnia ją Rzeka Wielka (Río Grande). W 2003 r. Humahuaca trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jedną z największych atrakcji okolicy stanowi Wzgórze Siedmiu Kolorów (Cerro de los Siete Colores), wznoszące się nad małą, urokliwą miejscowością Purmamarca. Swoje barwne warstwy zawdzięcza ono procesom geologicznym. Legenda mówi jednak, że zboczy nie zdobiły kolorowe pasy, gdy powstała Purmamarca. Miejscowym dzieciom zamarzyła się wielobarwna góra, która ożywiłaby okolicę, ale ich rodzice nie chcieli o tym słuchać. Dlatego przez siedem nocy ich pociechy wymykały się z domów i domalowywały kolejne warstwy na skalnych ścianach, dzięki czemu dziś możemy podziwiać ten prawdziwie malowniczy widok. Warto zostać chwilę w Purmamarce i przyjrzeć się spokojnemu życiu tego górskiego miasteczka.

 

Komu będzie jeszcze mało pięknych krajobrazów z górami w roli głównej, powinien zajrzeć do Cafayate, skąd wyrusza się na wycieczki do dolin Calchaquíes (Valles Calchaquíes). Można w nich podziwiać wspaniałe widoki na kolorowe formacje skalne, wśród których dominują wszelkie odcienie pomarańczu. Ze względu na żyzne ziemie okolica słynie z produkcji wyśmienitych win.

 

MIASTO NIEPODLEGŁOŚCI I KOLONIALNA PERŁA

 

Ważne miasto dla Argentyńczyków stanowi San Miguel de Tucumán. To właśnie tutaj 9 lipca 1816 r. podpisano deklarację niepodległości. Co roku, na ten jeden dzień San Miguel de Tucumán zostaje stolicą Argentyny. Szczególnie hucznie obchodzono 200. rocznicę podpisania dokumentu (w 2016 r.) i to nie tylko w tym miejscu. W Buenos Aires przygotowano piękny spektakl przedstawiający najważniejsze wydarzenia z historii kraju. Miałam szczęście zarówno oglądać samo przedstawienie, jak i podziwiać ogromny tłum Argentyńczyków śpiewających znane patriotyczne piosenki wraz z artystami ze sceny. To był naprawdę wzruszający widok!

 

Kolejnym interesującym miejscem jest położona ponad 550 km na południe od San Miguel de Tucumán 1,5-milionowa Córdoba (założona już w 1573 r.). To drugi największy pod względem liczby ludności ośrodek w Argentynie po jej stolicy. Należy do najstarszych kolonialnych miast w kraju – znajduje się tu pierwszy argentyński uniwersytet (Narodowy Uniwersytet w Córdobie – Universidad Nacional de Córdoba, utworzony w 1613 r.). Warto pochodzić wśród historycznej zabudowy i zwiedzić wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO dzielnicę jezuicką z urokliwą architekturą (Manzana Jesuítica). Jak przystało na ośrodek studencki, w Córdobie kwitnie również życie kulturalne i nocne.

 

Z miasta polecam przenieść się na łono natury – do Parku Narodowego Talampaya leżącego w prowincji La Rioja przy granicy z prowincją San Juan. Można w nim oglądać spektakularny kanion czy niezwykłą formację skalną Talampaya mierzącą 143 m. Do tego obszaru przylega Park Prowincjonalny Ischigualasto (Parque Provincial Ischigualasto, położony już w prowincji San Juan), zwany także Doliną Księżycową (Valle de la Luna) ze względu na nieziemski krajobraz, jaki rozpościera się tu przed oczami przybyłych.

 

KRAINA WINA, STEKÓW I „ASADO”

 

Zarówno prowincje La Rioja i San Juan, jak i Mendoza, Salta, Córdoba czy Catamarca słyną z win. Argentyna jest obecnie szóstym krajem na świecie pod względem wytwarzanych ilości tego produktu. Argentyńczycy piją bardzo dużo czerwonego wina, więc nie ma się co dziwić, że jego butelka bywa tańsza od wody. Poza tym w 2010 r. wino zostało ogłoszone tu narodowym trunkiem, a to zobowiązuje.

 

Kieliszek miejscowego malbecu idealnie pasuje do tutejszych steków wołowych, z których – zasłużenie – ten kraj słynie na całym świecie. Tak wielką popularność temu daniu przyniosła nie tylko wysoka jakość argentyńskiej wołowiny, ale również sposób, w jaki Argentyńczycy potrafią ją przyrządzić. Weekend spędzony ze znajomymi będzie nieważny, jeśli przynajmniej raz nie zorganizuje się asado. Nazwa ta oznacza zarówno spotkanie przy typowym argentyńskim grillu, jak i samo grillowane mięso. Upieczona na ogniu lub nad żarem z węgla drzewnego wołowina z lampką czerwonego wina smakuje wyśmienicie! Do tego podaje się zwykle jakąś zieloną sałatkę i pieczywo, ale dla wielu Argentyńczyków są one tylko niezbyt istotnym dodatkiem. Na ruszcie porcji znajduje się zawsze za dużo, a to dlatego, że jak mawiają niektórzy, asado jest nieudane, jeśli całe mięso zostało zjedzone.

 

R5B 2 - Gourmet - Gastronomia - Asado Buenos Aires

Asado – baranina pieczona w stylu patagońskim z lampką argentyńskiego wina

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

LODOWCE I KONIEC ŚWIATA

 

Autentica - Patrimonio de la Humanidad - Ballenas Puerto Madryn Chubut

W okolicach Puerto Madryn można od czerwca do grudnia podziwiać walenie

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

W Argentynie im przemieszczamy się dalej na południe, tym robi się bardziej surowo i zimno, ale i ciekawiej. Patagonia słynie z ogromnych przestrzeni, niezwykłych krajobrazów i swoich letnich wiatrów, które niemal urywają głowy. Ten region leży w strefie ryczących czterdziestek (stałych wiatrów zachodnich o bardzo dużej prędkości wiejących pomiędzy 40 i 50° szerokości geograficznej). Jednym z najbardziej znanych miast tej krainy jest 120-tysięczne San Carlos de Bariloche, położone nad południowym brzegiem pięknego polodowcowego jeziora Nahuel Huapi, na terenie parku narodowego o tej samej nazwie, niedaleko granicy z Chile. W okolicy trudno się nudzić. Latem można wybrać się na trekking w góry lub wyruszyć do któregoś z punktów widokowych, a zimą zjeżdżać na nartach czy snowboardzie na ośnieżonych stokach największego w Argentynie kompleksu narciarskiego. Szczególnie wart uwagi jest lodowiec Czarna Zaspa (Ventisquero Negro) na wygasłym wulkanie Tronador (Cerro Tronador, 3491 m n.p.m.). Woda spływa z niego po wysokim klifie, tworząc malowniczy wodospad.

 

Dla odmiany nad Atlantykiem znajduje się półwysep Valdés. To miejsce, wpisane w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, stanowi ważny obszar ochrony życia morskiego. Można tutaj zobaczyć m.in. walenie południowe (zazwyczaj od maja do grudnia), pingwiny magellańskie, uchatki patagońskie, orki, kotiki południowe, słonie morskie (mirungi) czy toniny (delfiny) czarnogłowe. To prawdziwy raj dla miłośników fauny.

 

Dalej na południe, w Parku Narodowym Lodowców (Parque Nacional Los Glaciares) panuje już wieczna zima. Swoimi granicami obejmuje on Południowy Lądolód Patagoński, który jest trzecim największym lądolodem na ziemi po tych na Antarktydzie i Grenlandii. Na tym terenie znajduje się 49 dużych lodowców (leżących w Argentynie i Chile), w tym najbardziej popularny wśród turystów Perito Moreno (zajmujący powierzchnię ponad 250 km²). Ten ostatni robi naprawdę olbrzymie wrażenie na oglądających – sunie do przodu, stuka, trzeszczy, a bryły wielkości autobusu odłupują się od niego i spadają do wody z hukiem przypominającym wybuch bomby. Do tego ten argentyński lodowiec mieni się odcieniami bieli i błękitu. Perito Moreno ma 5 km szerokości, 30 km długości i wystaje nad poziom jeziora Argentino średnio na wysokość 74 m, czyli mierzy mniej więcej tyle, ile ok. 20-piętrowy budynek! Większa jego część (jeszcze jakieś 100 m) kryje się pod powierzchnią wody. To jeden z niewielu lodowców na świecie, który postępuje zamiast się cofać.

 

Podczas pobytu w tej części Argentyny nie można odpuścić sobie wizyty w 60-tysięcznej Ushuai, uchodzącej za położone najdalej na południe miasto na naszym globie (choć dalej znajduje się jeszcze chilijska miejscowość Puerto Williams). Leży ona na archipelagu Ziemia Ognista (Tierra del Fuego) oddzielonym od kontynentu Cieśniną Magellana. Rejs po Kanale Beagle, podglądanie uchatek patagońskich, amfitryt lamparcich (lampartów morskich), mirung oraz pingwinów królewskich, magellańskich i maskowych (latem), wizyta w Parku Narodowym Ziemia Ognista (Parque Nacional Tierra del Fuego) czy odwiedziny w muzeum morskim (Museo Marítimo) mieszczącym się w dawnym więzieniu (Ushuaia była niegdyś kolonią karną) to obowiązkowe atrakcje turystyczne w tym mieście na końcu świata. Pod względem kulinarnym Ushuaia słynie z wielkich krabów królewskich, które można sobie samemu złowić przed przygotowaniem przez kucharza – takie doświadczenie będzie prawdziwą gratką dla odważnych smakoszy. Wreszcie, to tu kończy się słynna Droga Panamerykańska (hiszp. Carretera Panamericana) wiodąca przez obie Ameryki aż od Alaski (przerwana tylko przez przesmyk Darién) i tutaj następuje kres naszej wspaniałej podróży. Argentyno, do zobaczenia następnym razem!

 

Wielki grecki błękit

BEATA KUCZBORSKA

                                                                                   FOT. VILAGjArO MAGAZINE
<< „Nie mam nadziei na nic, niczego się nie boję, jestem wolny” – taki napis można zobaczyć na szczycie weneckiego Bastionu Martinengo w Heraklionie na skromnym grobie kreteńskiego pisarza, Nikosa Kazantzakisa, autora „Greka Zorby” i „Ostatniego kuszenia Chrystusa”. Ja też czuję się wolna, kiedy samolot ze mną na pokładzie siada na pasie lotniska im. Elefteriosa Wenizelosa w Atenach (choć tak naprawdę znajduje się ono w Spacie). Niczego się nie boję, lecz mam w sobie wiele nadziei… Cała Grecja stoi przede mną otworem, bo podróżowanie po niej, mimo trwającego od kilku lat kryzysu i wprowadzonych ograniczeń (choćby mniejszej liczby promów), nadal jest bardzo proste. >>

Położoną na Półwyspie Bałkańskim Grecję uważa się powszechnie za miejsce, w którym narodziła się cywilizacja zachodnia. Pozostałości wspaniałej starożytnej kultury do dziś stanowią największy magnes przyciągający do tej części Europy podróżników z całego świata. Znaczną część powierzchni tego kraju zajmują wyspy. To one są kolejnym powodem, dla którego turyści wciąż bardzo chętnie wybierają się na greckie wakacje.

Więcej…

Drugie życie fascynującej Kambodży

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Położona w południowo-wschodniej części Azji Kambodża to kraj o długiej i pełnej tragicznych wydarzeń historii. Zamieszkuje ją prawie 16 mln ludzi, którzy wciąż w większości nie znają pośpiechu charakterystycznego dla cywilizacji Zachodu, a nade wszystko cenią sobie więzi rodzinne i utrzymywanie relacji społecznych. Mimo stosunkowo niewielkiej populacji i powierzchni (ok. 181 tys. km2) jest miejscem niezmiernie ciekawym. Podróżników przyciągają w te strony ciepłe morze, rafy koralowe, biały piasek wybrzeża, świątynie, malownicza kambodżańska stolica Phnom Penh, cudowne krajobrazy i bardzo mili, uśmiechnięci i serdeczni ludzie. Zdecydowanie warto się tu wybrać, i to nie tylko na trzydniową wycieczkę do słynnego kompleksu zabytków Angkor.

Więcej…