Arco_de_Antigua.jpg

Arco de Santa Catalina w Antigu

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

 


KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA

www.karolinasypniewska.pl

W tym niezwykłym kraju usianym wulkanami świątynie Majów wyrastają ponad korony drzew tropikalnej puszczy. Ekstremalna przejażdżka po lokalnych drogach odbyta „chicken busem” w towarzystwie kolorowo ubranych Gwatemalczyków dostarcza wielu wrażeń i satysfakcji prawdziwym podróżnikom. Kto zawita do Gwatemali, nie zazna spokoju, dopóki nie wróci do niej po raz kolejny, aby znów zanurzyć się w ten niesamowity świat.

 

Living_Maya_Culture.jpg

 

Gwatemala to wciąż żywa kultura Majów

 

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)


Republikę Gwatemali, leżącą w Ameryce Środkowej, miejscowi nazywają krainą wiecznej wiosny. Graniczy ona z Meksykiem, Belize, Hondurasem i Salwadorem, a oblewają ją wody dwóch oceanów: Atlantyku (Morza Karaibskiego) oraz Pacyfiku. Ponad 16 mln ludzi zamieszkuje tu obszar mniej więcej 3 razy mniejszy od powierzchni Polski (ok. 109 tys. km2). Na tym terytorium znajdują się liczne wulkany, kilka z nich pozostaje wciąż aktywnych, straszy dymem i tryska lawą. Najwyższym szczytem jest Tajumulco o wysokości 4220 m n.p.m., a największym jeziorem – malownicze Izabal (589,6 km²), położone na wschodzie państwa. Ok. 40 proc. Gwatemalczyków pochodzi od Majów. Resztę obywateli kraju stanowią latynosi, potomkowie Europejczyków (głównie Hiszpanów) i Indian oraz przedstawiciele grupy etnicznej Garifuna (potomkowie rdzennych plemion karaibskich i afrykańskich niewolników), mieszkający w Livingston i jego okolicach. Mniej niż połowa tutejszej ludności to katolicy, 40 proc. – protestanci, poza tym spotkamy też wyznawców religii rdzennych, nielicznych buddystów, muzułmanów i żydów.

Funkcję oficjalnego języka Gwatemali pełni hiszpański, choć wiele osób jako pierwszego uczy się jednego z 21 odrębnych języków majańskich bądź języka garifuna lub xinca (niektóre z nich w ogóle nie znają hiszpańskiego). Gwatemalczycy potrafią po odmiennej mowie rozpoznać, kto pochodzi z jakiego regionu. Podobną zależnością charakteryzują się wyszywane, kolorowe stroje kobiece. Teren wyżynny, należący głównie do Majów, rozciąga się między dwoma największymi miastami: ponad 2-milionową stolicą Gwatemalą (Ciudad de Guatemala) oraz 400-tysięcznym Quetzaltenango.

 

Volcan_San_Pedro_Santa_Catarina_Palopó_Sololá.jpg

 

Wulkan San Pedro widziany z miasteczka Santa Catarina Palopó

 

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)



Burzliwa historia

Terytorium tego kraju w ciągu wieków nawiedzały trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, ale miejscowa ludność musiała sobie radzić nie tylko z klęskami żywiołowymi, lecz także z polityką kolonizatorów czy oddziałami partyzanckimi (guerrilla). Dopiero w 1821 r. Gwatemala uzyskała niepodległość od Hiszpanii i dziś 15 września obchodzi się w niej związane z tym wydarzeniem święto narodowe. Następnie została przyłączona do Meksyku, a potem weszła w skład Zjednoczonych Prowincji Ameryki Środkowej (Republiki Federalnej Ameryki Środkowej) razem z Nikaraguą, Salwadorem, Kostaryką i Hondurasem (do 1840 r.). Późniejszy okres reżimu doprowadził w 1871 r. do rewolucji i objęcia władzy przez liberałów. Niestety, nowy prezydent Justo Rufino Barrios (1835–1885) okazał się dyktatorem. Chociaż zainicjował uprawę kawy w swoim państwie, na plantacjach pracowali tylko rdzenni mieszkańcy wykorzystywani przez lata jako tania siła robocza. Kolejni prezydenci nie zrobili wiele dobrego dla kraju. Wysoka liczba biednych i analfabetów utrzymywała się w Gwatemali przez długi czas. W 1944 r. rozpoczęła się tzw. rewolucja gwatemalska. Wybrany przez naród chrześcijański socjalista Juan José Arévalo Bermejo (1904–1990) wprowadził m.in. programy naprawy gospodarki i zwalczania bezrobocia, liberalne prawo pracy i prawa dla Indian.

Niestety, w latach 60. i 70. XX w. rozgorzała wojna domowa, która zdziesiątkowała Gwatemalczyków. Na domiar złego w lutym 1976 r. trzęsienie ziemi zabiło 23 tys. ludzi, a ponad milion z nich pozbawiło dachu nad głową. Większość darów z międzynarodowej pomocy nigdy nie dotarła do tych najbardziej potrzebujących. Ludność jeszcze długo odczuwała skutki katastrofy. Od 1986 r. na czele państwa znów stanął cywilny prezydent – Marco Vinicio Cerezo Arévalo (ur. w 1942 r.), ale walki z lewicową partyzantką trwały aż do końca 1996 r. Dziś Gwatemala to wciąż bardzo biedny kraj, którego gospodarka opiera się w zdecydowanej większości na rolnictwie i turystyce.

Filiżanka kawy w TROPIKALNYM LESIE

Najważniejszym wkładem do produktu krajowego brutto (PKB) może się obecnie poszczycić sektor rolniczy. To właśnie Gwatemalczycy są największym na świecie eksporterem kardamonu i dziewiątym producentem kawy. Zyski z uprawy tej ostatniej (pola kawowca znajdują się przede wszystkim na południu), trzciny cukrowej i bananów pozwalają państwu wciąż się rozwijać, a na plantacjach zatrudnia się tu 50 proc. lokalnej ludności. Niestety, konflikty między firmami a ich pracownikami oraz zaostrzone przepisy importowe Unii Europejskiej doprowadziły przez ostatnie lata do spadku sprzedaży bananów. Na dodatek niektóre przedsiębiorstwa ze względu na tańszą siłę roboczą przeniosły swoją działalność do Ekwadoru.

Natomiast turystyka rozwinęła się na tym obszarze głównie dzięki ruinom historycznych ośrodków kultury Majów (Tikal, Quiriguá czy Iximché), ale zainteresowaniem wśród przybyszów cieszą się też wyprawy trekkingowe, tutejsze cuda natury (przede wszystkim jezioro Atitlán czy Semuc Champey), kursy w szkołach językowych oraz wycieczki do wspaniałych kolonialnych miast (Antigua Guatemala). Z kolei przemysł tekstylny, spożywczy, farmaceutyczny i cementowy przynoszą mniej więcej 20 proc. PKB.

Gwatemala posiada niewielkie złoża ropy naftowej, a ostatnie badania pokazały, że jej obszar jest bogaty w surowce mineralne, których pozyskanie w przyszłości może okazać się kluczowe dla gospodarki. Obecnie wydobywa się tutaj nikiel, antymon, złoto, srebro, ołów, miedź, żelazo, wolfram i jadeit, co przekłada się zaledwie na 3 proc. PKB.

Nauka języka u podnóża wulkanu

W tym kraju warto również podszkolić swój hiszpański nie tylko podczas zakupów na targu, ale i w prawdziwej szkole językowej. W tym właśnie celu przyjeżdżają w te strony ludzie z całego świata, którzy zaczynają naukę od zera, aby osiągnąć poziom pozwalający im później na swobodne podróżowanie po terytoriach hiszpańskojęzycznych. Wiele takich placówek edukacyjnych znajduje się w przepięknym kolonialnym mieście Antigua (Antigua Guatemala), usytuowanym pomiędzy trzema wulkanami: Volcán de Agua (z hiszp. „Wulkan Wody”) – 3760 m n.p.m., Volcán de Fuego (z hiszp. „Wulkan Ognia”) – 3763 m n.p.m., Acatenango (3976 m n.p.m.). Prawdopodobnie są to najczęściej fotografowane wulkaniczne szczyty w Gwatemali. Nauka języka u podnóża dymiącego stożka stanowi dość niezwykłe doświadczenie, a w samej sennej Antigui można się przenieść w czasie o kilkaset lat wstecz. To najpopularniejsze wśród turystów gwatemalskie miasto założyli na początku XVI w. hiszpańscy konkwistadorzy. Mimo serii silnych trzęsień ziemi (terremotos de Santa Marta), które nawiedziły je w lipcu 1773 r., nadal zachował się w nim charakterystyczny układ ulic wytyczonych pod kątem prostym oraz ruiny wspaniałych świątyń, w tym kompleksu jezuitów, franciszkanów i klasztoru dominikanów – Convento de Santo Domingo (obecnie ich część przekształcono w ekskluzywny Hotel Muzeum Casa Santo Domingo), a także kilku ciekawych zabytków barokowych z XVI i XVII stulecia.

Ja swoją wizytę w tym środkowoamerykańskim kraju połączyłam z lekcjami hiszpańskiego i wolontariatem w ośrodku pomocy dla dzieci niepełnosprawnych i biednych. Był to idealny sposób na spędzenie wakacji, w trakcie których mogłam pomagać lokalnym mieszkańcom, poświęcając swój czas najmłodszym. Na co dzień mieszkałam i pracowałam u Gwatemalczyków, dzięki czemu szybko uczyłam się nowych słów i nawiązałam wspaniałe przyjaźnie. Moje miejsce pobytu stanowiła mała wioska nad majestatycznym jeziorem Atitlán, które podobnie jak niezmiernie klimatyczna Antigua leży u podnóża trzech niezwykłych wulkanów o nazwach Tolimán (3158 m n.p.m.), Atitlán (3537 m n.p.m.) oraz San Pedro (3020 m n.p.m.).

Niektóre z wulkanicznych szczytów można zdobyć podczas jednej z wypraw trekkingowych. Najpopularniejsza wśród turystów jest wciąż aktywna Pacaya, wznosząca się na wysokość 2552 m n.p.m. i znajdująca się ok. 30 km na południe od stolicy. Ostatnia jej erupcja nastąpiła w marcu 2014 r. i spowodowała opad dużych mas popiołu na miasta Gwatemala, Antigua i Escuintla. Wulkan ten wybucha nieustannie i każdy, kto dostanie się na jego wierzchołek, od razu poczuje silny odór siarki podobny do zapachu zgniłych jajek.

Czy jadą z nami kury?

Poruszanie się po gwatemalskich drogach potrafi podnieść poziom adrenaliny we krwi. Wystarczy wybrać najpopularniejszą i najtańszą metodę przemieszczania się po kraju, czyli przejażdżkę wiekowym amerykańskim autobusem szkolnym, zwanym chicken bus, która to nazwa oznacza mniej więcej tyle, że przewozi się nim absolutnie wszystko: od ludzi przez warzywa i artykuły spożywcze aż po zwierzęta domowe, takie jak kury czy kaczki. W trakcie jazdy kierowca włącza głośno muzykę albo pozwala wejść do środka lokalnemu grajkowi, który umila wszystkim podróż, za co potem każdy pasażer wrzuca mu po quetzalu (gwatemalska waluta) do kapelusza. Poza tym na trasie odbywa się również handel obwoźny, a sprzedawcy potrafią reklamować swoje produkty (np. pastę do zębów) w tak komiczny sposób, że zawsze ktoś je kupuje. Ze względu na takie rozrywki często można zapomnieć o swoim włożonym na dach bagażu, którego należy dobrze pilnować, aby nie dostał się w czyjeś ręce. Dlatego osobom ceniącym sobie komfort podróżowania polecam raczej usługi większego przewoźnika Pullmantur, oferującego bardzo wygodne autokary z rozsuwanymi siedzeniami i dodatkową przestrzenią na nogi oraz plecak, torbę lub walizkę.

Warto jednak chociaż raz zdecydować się na folklorystyczny kurs chicken busem i pojechać choćby na niecodzienny kolorowy targ w Chichicastenango, w skrócie określanym po prostu Chichi. To leżące na prawie 2 tys. m n.p.m. miasto stanowi najwspanialsze miejsce na zakupy w Ameryce Łacińskiej. Sprzedawcy przybywają do niego z całej Gwatemali noc wcześniej, aby rozstawić swoje towary w przenośnych budkach. Spotkamy tu przedstawicieli różnych majańskich grup językowych, takich jak Indianie Kicze (Quiché), Mam, Ixil, Kaqchikel. Tradycja targu w Chichi sięga czasów prehiszpańskich, kiedy uchodziło ono za największy ośrodek handlu na terenie państwa Majów. Dziś na stoiskach kupimy wszelkie gwatemalskie tekstylia, jedzenie, a nawet żywy towar, np. świnie. Inną niesamowitą atrakcją miasteczka jest ponad 400-letni Kościół św. Tomasza z Akwinu (Iglesia de Santo Tomás de Aquino), w którym palą się kadzidła i świeczki, a szamani wciąż odprawiają rytuały. Przy specjalnych okazjach w świątyni ofiarowuje się też zabitego kurczaka. Każdy z 18 stopni prowadzących do jej wnętrza reprezentuje jeden z 20-dniowych miesięcy z kalendarza Majów.

Tajemnicza stolica

W północnej części Gwatemali, w gęstej, soczyście zielonej selwie znajduje się najważniejsze stanowisko archeologiczne dla turystów pasjonujących się historią Ameryki sprzed konkwisty – ruiny miasta Tikal, które wchodzą w skład Parku Narodowego Tikal, wpisanego w 1979 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ten ważny ośrodek zamieszkiwany przez Majów między IV w. p.n.e. a X w. n.e. jest obecnie nie tylko domem wielu rzadkich gatunków zwierząt (m.in. jaguarów, pum, jaguarundi czy ocelotów), ale także miejscem niezmiernie charakterystycznym, tajemniczym, wręcz magicznym.

Tikal było prawdopodobnie stolicą rozległego starożytnego państwa. Odkryte w XIX w. piramidy schodkowe (w sumie 6) są typowe dla architektury majańskiej. Najwyższa z nich mierzy 64 m, a jej wierzchołek wieńczą pozostałości Świątyni Dwugłowego Węża (Templo de la Serpiente Bicéfala). Wdrapanie się na szczyt takiej konstrukcji po bardzo stromych schodach stanowi przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Turyści zazwyczaj decydują się na oglądanie stąd urzekającego wschodu lub zachodu słońca, które widziane z wysokości majestatycznej budowli zapierają dech w piersiach. Należy jednak pamiętać, żeby podczas wchodzenia i schodzenia niezwykle uważać. Zdecydowanie każda technika będzie w tym przypadku dobra, nawet poruszanie się na czworaka, byleby nie stracić równowagi i nie potknąć się o strome krawędzie stopni. Takie upadki – niestety – zazwyczaj kończą się śmiercią lub dużym uszczerbkiem na zdrowiu. Na terenie Parku Narodowego Tikal na uwagę zasługują również liczne stele z wizerunkami władców oraz ruiny pałaców. Jeden z nich pełnił funkcję obserwatorium astronomicznego, bowiem Majowie posiadali znaczną wiedzę z dziedziny astronomii, o czym świadczy m.in. ich słynny kalendarz.

Noc w bambusowej chatce

Rolę bazy wypadowej do Tikal odgrywa ciekawe miasto Flores (choć o cenach dość wygórowanych jak na Gwatemalę), oddalone od stanowiska archeologicznego zaledwie o 65 km. Jego urokliwe historyczne centrum położone jest na wyspie o tej samej nazwie (Isla de Flores) na jeziorze Petén Itzá. Pełno w nim czarujących uliczek, małych sklepów, hoteli i restauracji, a wszystko to w rozmiarze mini, gdyż cały ten niewielki skrawek lądu można przejść dookoła w co najwyżej 15 min. Niegdyś miejscowość nazywała się Tayasal i to jej mieszkańcom konkwistador Pedro de Alvarado (1485–1541) podarował konia hiszpańskiego, którego czcili jako boga. Hiszpanom nie udało się nawrócić Majów na chrześcijaństwo, dlatego zniszczyli osadę pod koniec XVII w. i do XVIII stulecia miejsce było opuszczone. Obecna nazwa Flores pochodzi nie od kwiatów (hiszp. flores), ale od nazwiska pierwszego bojownika o niepodległość Gwatemali – Cirila Floresa (1779–1826).

               
Niesamowity punkt na podróżniczej mapie kraju stanowi rejon miasta Cobán bogaty w wyjątkową faunę i florę, liczne jeziora, wodospady oraz gęsty las deszczowy. Założony przez dominikanów w I połowie XVI w. ośrodek funkcjonuje dzisiaj jako ważne centrum uprawy kawy i kardamonu. Wielbiciele orchidei powinni odwiedzić Vivero Verapaz, gdzie hoduje się ponad 650 gatunków tych przepięknych roślin, w tym odmianę Monja Blanca („Biała Mniszka”) uznaną w 1934 r. za kwiat narodowy w ojczyźnie Gwatemalczyków. Aby uchronić przed wyginięciem inny symbol Gwatemali – kwezala herbowego – utworzono natomiast Biotop Kwezala (Biotopo del Quetzal). Osoby, które lubią wstawać rano, mogą udać się na spacer po tej wspaniałej krainie, żeby o wczesnym poranku obserwować te barwne ptaki latające nad głowami oraz podziwiać miejscową roślinność: paprocie, bromelie, orchidee i lasy świerkowe.

 

 

Semuc_Champey.jpg

Naturalne baseny Semuc Champey powstałe w wapiennych skałach

©INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)


Niedaleko stąd turyści wybierają się spędzić noc lub dwie w samym środku selwy. Śpi się tu w hamakach pod gołym niebem lub w bambusowych domkach bez drzwi i prądu. Otaczają nas odgłosy dzikiej przyrody, szum wody i zapach świeczki – jedynego źródła światła. To wyjątkowe i niezapomniane przeżycie. Okolice miasteczka Lanquín słyną również z niezwykłych formacji skalnych utworzonych w wyniku działania wody i minerałów. Tak właśnie powstały zapierające dech w piersiach baseny Semuc Champey. Ten gwatemalski pomnik natury (Monumento Natural) wygląda jak fontanna złożona z olbrzymich platform. Tak naprawdę to magiczny wodospad, pod którym płynie rzeka Cahabón. Woda wydostaje się tutaj na powierzchnię przez liczne dziury w skałach wapiennych. Pobliskie wspaniałe Jaskinie Lanquín (Grutas de Lanquín) są jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w kraju.

 

Artykuły wybrane losowo

W wietrznej hiszpańskiej Galicji

 

KATARZYNA KULESZA

www.hiszpanskiejedzenie.pl

 

 

pilgrim-at-the-cathedral

© TURISMO DE SANTIAGO/SANTIAGOTURISMO.COM

 

Jest takie miejsce w Hiszpanii, w którym ocean wdziera się w ląd, aby pozostawić po sobie niezwykłe skarby. Jeszcze do niedawna mówiono o nim, że stanowi koniec świata, gdzie nadal wierzy się w czarownice i zabobony, a ciągle żywa tradycja wywiera ogromny wpływ na kulturę, kuchnię i zachowanie ludzi. Przed wiekami św. Jakub Apostoł wybrał się tutaj, żeby szerzyć chrześcijaństwo. Dzisiaj tysiące pielgrzymów przybywa modlić się przy jego grobie w Santiago de Compostela.

 

Wspólnota autonomiczna Galicja (Galicia, Galiza) leży w północno-zachodniej części Hiszpanii. W jej skład wchodzą cztery prowincje: A Coruña (La Coruña), Lugo, Ourense (Orense) i Pontevedra. Od północy i zachodu region oblewają wody Atlantyku. Południowa granica oddziela go od Portugalii, a jego wschodnie tereny sąsiadują ze wspólnotami Asturia oraz Kastylia i León. Obowiązują tu dwa języki urzędowe: galicyjski i hiszpański. Galicja kojarzy się przede wszystkim ze swoją stolicą Santiago de Compostela, w której wedle tradycji spoczywają szczątki św. Jakuba Większego Apostoła, zmarłego najprawdopodobniej w 44 r. n.e. Jednak ten rejon kraju ma dużo więcej do zaoferowania. Wzdłuż wybrzeża (mającego wraz z okolicznymi wysepkami ponad 1660 km długości) ciągną się piękne plaże, w miastach czekają na nas ciekawe zabytki, w restauracjach i barach napijemy się wyśmienitego wina i zjemy pyszne dania z owoców morza i ryb, a na naszej drodze spotkamy niezmiernie sympatycznych mieszkańców tej krainy.

 

Hiszpanie tak naprawdę nie tworzą całkowicie jednolitego społeczeństwa. Różnią się pod względem tradycji i kultury, temperamentu, cech charakteru czy sposobu życia w zależności od regionu, który zamieszkują. Innych ludzi napotkamy w słonecznej Andaluzji, a innych w wietrznej i pachnącej oceanem Galicji. Tutaj życie od zawsze związane było z morzem i ziemią. Galicjanie utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa, leśnictwa, a także hodowli. Uchodzą za osoby pracowite, oddane rodzinie i przywiązane do swoich tradycji. To właśnie w Arteixo (Arteijo) w obszarze metropolitalnym miasta A Coruña (La Coruña) ma swoją siedzibę koncern Inditex (Industria de Diseño Textil), zarządzający m.in. takimi markami jak Zara, Pull&Bear, Bershka, Oysho, Stradivarius czy Massimo Dutti. Jej współzałożyciel i obecnie większościowy udziałowiec Amancio Ortega jest najbogatszym człowiekiem w Europie (i drugim na świecie), ale mimo tak ogromnego majątku (ok. 72,2 mld euro) wciąż mieszka i pracuje w Galicji.

 

Plaża Katedr koło miejscowości Ribadeo

playa-catedrales

© TURISMO DE GALICIA

 

PÓŁNOCNE KLIFY

 

Podróż po regionie zaczniemy od jego północno-wschodniego wybrzeża. Tę część Hiszpanie nazywają Rías Altas. Głębokie doliny rzeczne przecinające górzyste tereny przekształcają się tu w zatoki, powstające w wyniku podnoszenia się poziomu wód morskich lub obniżenia lądu. Liczne półwyspy rozciągają się zazwyczaj prostopadle do linii brzegowej. Tego typu wybrzeże, zwane riasowym, jest zresztą charakterystyczne dla całej Galicji. Właśnie ze względu na nie tutejsza gospodarka opiera się na połowach i uprawie roli. W rejonie zatok występuje wielkie bogactwo ryb i owoców morza, a woda ze spływających do oceanu rzek użyźnia okoliczne pola. Na północy regionu wznoszą się przepiękne klify, pojedyncze skały wyrastają w niedalekiej odległości od brzegu albo pojawiają się na plażach po odpływie. Rozbijają się o nie wzburzone fale. Często wieją tu też silne wiatry. Krajobrazy wybrzeża Rías Altas są dzikie i dziewicze.

 

Najpierw zaglądamy do Ribadeo, typowego nadmorskiego miasta z urokliwym portem, położonego u ujścia rzeki Eo, przy granicy z Asturią. Mniej więcej 10 km na zachód od niego znajduje się Praia das Catedrais (Playa de Las Catedrales) – jedna z najczęściej fotografowanych plaż w Hiszpanii. Słynie ona z ogromnych skalnych łuków przypominających te we wnętrzach średniowiecznych katedr. Podczas odpływu można podziwiać je z bliska w trakcie spaceru po odkrytym piaszczystym brzegu. Ze względu na duże zainteresowanie wśród turystów, którzy przyczyniają się swoją obecnością do niszczenia tego pięknego zakątka, w 2015 r. wprowadzono dzienny limit odwiedzających (maksymalnie do 4812 osób) oraz konieczność uzyskania zezwolenia na wejście w okresie świąt Wielkanocy i sezonie letnim (od 1 lipca do 30 września). Wcześniejszej darmowej rezerwacji dokonamy na stronie internetowej ascatedrais.xunta.gal (w tym roku wymaganej od piątku 7 kwietnia, kiedy to rozpoczyna się weekend przed Wielkim Tygodniem – Semana Santa). Warto również wybrać się na malowniczą wysepkę Pancha (Illa Pancha), oddaloną od Ribadeo o ok. 3 km.

 

Po drodze do miasta A Coruña należy zatrzymać się na przylądku Ortegal (Cabo Ortegal) oddzielającym Zatokę Biskajską i Morze Kantabryjskie od otwartego Oceanu Atlantyckiego. To drugi po Estaca de Bares najdalej na północ wysunięty punkt Półwyspu Iberyjskiego. Niedaleko niego znajduje się najwyższy klif w Hiszpanii i kontynentalnej części Europy – Vixía Herbeira (613 m). Mniej więcej 9 km od Ferrol, ważnego centrum stoczniowego w Galicji, leży pokryta jasnym piaskiem plaża Doniños, która ze względu na spore fale cieszy się dużą popularnością wśród surferów.

 

Niemal 250-tysięczna A Coruña stanowi bardzo ważny ośrodek przemysłowy i finansowy regionu. Jak wspominałam, w tej okolicy ma swoją siedzibę firma Inditex, stąd wypływają także największe statki przeznaczone do połowów i przetwarzania ryb. Mówi się, że miasto jest otwarte na Atlantyk, zawsze wietrzne i często deszczowe. Można w nim dostrzec ślady po Celtach i Rzymianach. Ci ostatni pozostawili po sobie 57-metrową latanię morską, zwaną Wieżą Herkulesa (Torre de Hércules, z ok. I–II w.). W 2009 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To najstarsza zachowana rzymska budowla tego typu i najstarsza działająca latarnia morska na świecie. Warto pokonać 235 stopni schodów, żeby móc podziwiać z góry wspaniały widok na wybrzeże i okoliczne zabudowania. Przepiękny nadmorski deptak doprowadzi nas do pobliskich plaż: Riazor, Orzán, Matadero, As Lapas i San Amaro.

 

Wielu pielgrzymów kończy wędrówkę dopiero na przylądku Fisterra

Pilgrims on Cape of Fisterra

 

 

NA KOŃCU KONTYNENTU

 

Do najdalej na zachód wysuniętych punktów Europy należy galicyjski przylądek Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre, po łacinie wyrażenie finis terrae oznacza „koniec ziemi”, „koniec świata”). Jest on dla wielu punktem końcowym szlaku pielgrzymkowego nazywanego Drogą św. Jakuba (Camiño de Santiago, Camino de Santiago). Obecnie większość chrześcijan kończy swoją wędrówkę w Santiago de Compostela, są jednak i tacy, którzy docierają do tego dawnego końca świata. Pod stojącym tutaj krzyżem leżą buty, muszle i kamienie z liczbą przebytych kilometrów pozostawione przez pielgrzymów. Oprócz tego na przylądku znajduje się latarnia wybudowana w 1868 r. Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na bezkresny ocean. W pobliskim miasteczku Fisterra warto zwiedzić Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Igrexa de Santa María das Areas) z XII stulecia. Jego wnętrze zdobi ołtarz z rzeźbą Chrystusa z Fisterry (Santísimo Crísto de Fisterra).

 

Za przylądkiem, który stanowi fragment Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte, Costa de la Muerte), aż do granicy z Portugalią rozciąga się region Rías Baixas (Rías Bajas). Podobnie jak w przypadku Rías Altas wypełniają go zatoczki, rozlewiska, wyspy i półwyspy. Jest tu jednak spokojniej, nie ma aż tylu klifów i można łatwiej dostać się do szerokich piaszczystych brzegów. Obok okolic Santiago de Compostela ten rejon uchodzi za najbardziej turystyczną część Galicji. Znajdują się w nim najładniejsze plaże, kurorty z licznymi hotelami i restauracjami. Dużą popularnością cieszy się Praia das Rodas w archipelagu Wysp Cíes (Illas Cíes), należących do Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Ma ona długość niemal 1,2 km, a oblewają ją krystalicznie czyste wody. Często otrzymuje też tytuł najpiękniejszej plaży na świecie według różnych rankingów (np. słynnego brytyjskiego dziennika The Guardian z lutego 2007 r.). Na wyspy Monteagudo i Faro regularnie kursują statki z miasta Vigo. Nie wolno zabierać ze sobą jednak zwierząt czy rowerów. Na archipelagu działają trzy restauracje i kemping. Najdłuższa w Galicji jest z kolei otoczona wydmami Praia de Carnota (ponad 7 km), położona ok. 40 km od przylądka Fisterra. W miejscowości Carnota znajduje się jeden z największych spichlerzy w regionie (hórreo galego). Budowla ma prawie 35 m długości i pochodzi z XVIII w. Tego rodzaju kamienne bądź drewniane magazyny są symbolem tej części Hiszpanii i nieodzownym elementem jej krajobrazu.

 

Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc na tym wybrzeżu zalicza się przede wszystkim Ribeira (Riveira). To nadmorskie miasto słynie z pobliskich przepięknych wydm (Dunas de Corrubedo) oraz lagun Carregal i Vixán. Mniej więcej 7 km stąd (w Oleiros) natkniemy się na pozostałości po grobowcu wzniesionym w okresie neolitu, w IV tysiącleciu p.n.e. (Dolmen de Axeitos). Dalej na północny wschód leży Rianxo (Rianjo) z plażami Torre (Praia da Torre) i As Cunchas (Praia das Cunchas). Miejscowość warto odwiedzić w połowie lipca w trakcie uroczystości ku czci Matki Boskiej z góry Karmel, patronki hiszpańskich rybaków i marynarzy. Z tej okazji odbywa się wówczas barwna morska procesja, w której uczestniczą kutry rybackie. Polecam również wybrać się na urozmaiconą degustacją wycieczkę statkiem do brzegów, gdzie zbiera się małże.

 

Do najbardziej turystycznych miasteczek w rejonie Rías Baixas należą O Grove (El Grove) i Sanxenxo (Sangenjo). To pierwsze słynie z październikowego festiwalu owoców morza – Festa do Marisco. Sanxenxo szczyci się klimatycznym nadmorskim deptakiem, wieloma restauracjami i hotelami. Między nimi rozciąga się znana plaża Lanzada (Praia da Lanzada), pokryta jasnym piaskiem i sąsiadująca z wydmami. Szczególnie cenią ją surferzy i windsurferzy.

 

W drodze do granicy z Portugalią mija się dwa duże galicyjskie miasta Pontevedra (prawie 85 tys. mieszkańców) i Vigo (300-tysięczne), ośrodki portowe i przemysłowe. Z pierwszego dostaniemy się statkiem na małą wyspę Ons (4,14 km² powierzchni), zamieszkaną przez ok. 80 osób, które trudnią się głównie zbieraniem jednych z najdroższych owoców morza, czyli skorupiaków nazywanych percebes. Według opinii wielu ekspertów podaje się tu najlepszą ośmiornicę w Galicji. W odległości ponad 25 km od Pontevedry znajduje się Parque Arqueolóxico da Arte Rupestre Campo Lameiro (PAAR) – park archeologiczny prezentujący sztukę naskalną. Podczas wizyty zwiedza się muzeum z bogatą ekspozycją, strefę z petroglifami i replikę wioski z epoki brązu.

 

Na koniec warto jeszcze wymienić dwie nadmorskie miejscowości. W Marín (między Pontevedrą i Vigo) funkcjonuje słynny targ rybny, na którym wiele sklepów i restauracji zaopatruje się w świeże owoce morza i ryby prosto z kutrów. A Guarda (La Guardia) leży przy granicy z Portugalią i ujściu najdłuższej galicyjskiej rzeki Miño (307,5-kilometrowej). Znajdują się koło niej dość dobrze zachowane pozostałości po celtyckiej osadzie – Castro de Santa Trega.

 

CYWILIZACJA I PRZYRODA

 

Po odwiedzeniu wybrzeża pora wyruszyć do wnętrza regionu. Najpierw udamy się z wizytą do 100-tysięcznego Lugo. Miasto założyli ok. 25 r. p.n.e. Rzymianie, choć najprawdopodobniej pierwszą wioskę na tych terenach zbudowali już Celtowie. Zachowały się w nim potężne mury obronne z czasów rzymskich o długości niemal 2,3 km (muralla romana de Lugo). Od 2000 r. widnieją one na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W historycznym centrum miasta warto zajrzeć do Katedry (Catedral de Santa María), której budowę rozpoczęto w XII stuleciu, Muzeum Lugo (Museo Provincial de Lugo) w dawnym Klasztorze św. Franciszka (Convento de San Francisco), pozostałości rzymskiego domu (Casa dos Mosaicos) i term z ok. 15 r. p.n.e. Niecałe 100 km na północny zachód od Lugo znajduje się Fragas do Eume, park naturalny stanowiący idealne miejsce dla miłośników dziewiczej natury. Za jego największy skarb uchodzi świetnie zachowany atlantycki wilgotny las strefy umiarkowanej. Obszar chroniony zajmuje ponad 9,1 tys. ha i rozciąga się wzdłuż rzeki Eume aż do jej ujścia do oceanu.

 

Inną przyrodniczą perełkę Galicji odkryjemy na południe od Lugo. Mowa o regionie Ribeira Sacra ze spektakularnymi kanionami rzek Miño, Sil i Cabe. W pobliżu rozsianych jest aż 18 klasztorów, które udostępniono do zwiedzania. Powstały one w okresie średniowiecza. Warto wybrać się na wycieczkę statkiem po tutejszych rzekach. Z pokładu podziwiać można m.in. rozległe winnice, które zakładane były na tym terenie już w czasach rzymskich. Produkowane tu doskonałe wino oznacza się chronioną nazwą pochodzenia (Denominación de Orixe Ribeira Sacra).

 

Trzecie najludniejsze galicyjskie miasto stanowi położone na południu niemal 110-tysięczne Ourense (Orense). Najważniejszą jego atrakcją są źródła termalne. W wielu miejscach można skorzystać z dobroczynnych kąpieli w leczniczych wodach. Na zainteresowanie zasługują szczególnie romańsko-gotycka Katedra św. Marcina z Tours (Catedral de San Martiño), zabudowania historycznego centrum miasta, odrestaurowane ruiny łaźni z czasów Rzymian, dawny XIV-wieczny Klasztor św. Franciszka (Claustro de San Francisco) i 370-metrowy most na rzece Miño (Ponte Maior lub Ponte Vella), odbudowany w 1230 r. z wykorzystaniem fragmentów rzymskich i używany do dziś jako przeprawa piesza. Leżąca w prowincji Ourense zabytkowa Ribadavia (5 tys. mieszkańców), nosząca krótko tytuł stolicy Królestwa Galicji w drugiej połowie XI stulecia za panowania Garcíi II (1042–1090), uchodzi za kolebkę win oznaczanych regionem pochodzenia Ribeiro (Denominación de Orixe Ribeiro). Organizuje się w niej festiwale tego szlachetnego trunku. W pierwszych miesiącach roku warto zawitać do miejscowości Xinzo de Limia (Ginzo de Limia) i Laza, gdzie odbywają się niezmiernie barwne fiesty karnawałowe.

 

Fragment potężnych rzymskich murów obronnych zachowanych w mieście Lugo

02-Roman Walls of Lugo

© TURISMO DE GALICIA

 

POD OPIEKĄ ŚWIĘTEGO

 

Santiago de Compostela swoją sławę celu licznych pielgrzymek zawdzięcza św. Jakubowi Apostołowi, który przybył na te ziemie, żeby ewangelizować ludność celtycką. Przyjmuje się, że po tym jak został ścięty w Jerozolimie, jego szczątki przewieziono do Galicji, lecz przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie je złożono. Zgodnie z tradycją dopiero w 813 r. eremita Pelagius odnalazł grobowiec ucznia Jezusa. Według legendy drogę do miejsca pochówku wskazały mu światła na niebie. Na grobie powstało sanktuarium, a wokół niego dość szybko zaczęło rozwijać się miasto. Budowla nie przetrwała jednak najazdu Arabów. Zburzono ją w 997 r. na polecenie Almanzora (938–1002), wezyra Hiszama II (Al-Hakama II), władcy kalifatu kordobańskiego.

 

Obecną Katedrę zaczęto wznosić w 1075 r. Od tego czasu Santiago de Compostela szybko zyskiwało sobie coraz większą popularność wśród pielgrzymujących chrześcijan. Świątynię konsekrowano w kwietniu 1211 r. W 1495 r. założono przy niej szkołę, przekształconą później w uniwersytet (Universidade de Santiago de Compostela – USC). Katedrę często przebudowywano w XVI–XVIII w. Od XVII stulecia św. Jakub Apostoł jest patronem Hiszpanii. Średniowieczna część miasta (cidade vella) w 1985 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynna świątynia powstała jako budowla romańska, a z czasem została uzupełniona o gotyckie i barokowe elementy architektoniczne. Zdobią ją liczne dzieła sztuki, przede wszystkim kompozycje płaskorzeźb, takie jak Fasada Złotników (Fachada das Pratarías) na południowej elewacji czy Portyk Chwały (Pórtico da Gloria). Katedra imponuje swoimi rozmiarami. Ma cztery fasady, a największa z nich – zachodnia (Fachada do Obradoiro) – wychodzi na plac Warsztatu (Praza do Obradoiro). Można na niej podziwiać przedstawienia św. Jakuba Apostoła i jego dwóch uczniów. Poza tym od tej strony wznoszą się dwie wieże (o wysokości od 75 do 80 m), a do środka prowadzą dwa rzędy schodów. Inny skarb świątyni stanowi Botafumeiro – wielka kadzielnica (trybularz) z 1851 r. Wisi ona pod sklepieniem, na skrzyżowaniu naw. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 r. Ogromne posrebrzane naczynie o wysokości 1,6 m wykonano ze stopu brązu i mosiądzu. Lina, na której jest podwieszone, ma długość 65 m, grubość 5 cm i wagę 90 kg. W trakcie mszy i nabożeństw kadzielnicę wprawia w ruch ośmiu mężczyzn, tzw. tiraboleiros. W architekturze historycznej części Santiago de Compostela mieszają się ze sobą style romański, gotycki i barokowy. Warto odwiedzić place: Quintana, Pratarías i Abastos, dawny Klasztor św. Marcina z Tours (Mosteiro de San Martiño Pinario, ufundowany w X i rozbudowany w XVI w.), szpital dla pielgrzymów z początku XVI stulecia (Hospital Real de Santiago de Compostela) czy kolegia: św. Hieronima (Colexio de San Xerome), św. Jakuba Mniejszego (Colexio de Santiago Alfeo) i San Clemente (Colexio Maior San Clemente, nazwane tak na cześć biskupa Juana de San Clemente).

 

Sławę miastu przyniosła także wspomniana Droga św. Jakuba, czyli szlak pielgrzymkowy wiodący do grobu ucznia Jezusa. Do Santiago de Compostela prowadzi wiele tras, najbardziej znana jest Droga Francuska – Camiño Francés(umieszczona w 1993 r. wraz z innymi szlakami północnej Hiszpanii na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Na taką wyprawę wybierają się ludzie z całego świata. Często wędrówka stanowi próbę zwyciężenia własnych słabości bądź okazję do głębszej refleksji nad życiem. Niektóre osoby wyruszają do miejsca pochówku apostoła z konkretną intencją, np. pragną prosić Boga o zdrowie czy wybaczenie. Poszczególne trasy oznaczone są znakami (muszlami św. Jakuba, symbolem pielgrzymów). Minimalny odcinek uznawany za przejście Drogi św. Jakuba wynosi 100 km pieszej wędrówki. Jeden ze szlaków, dość popularny wśród Hiszpanów, zaczyna się w zabytkowej miejscowości Sarria, położonej na południowy wschód od Lugo. Na nocleg można zatrzymać się w jednym z wielu schronisk zwanych albergue (za noc zapłacimy 6 euro) i hoteli o różnym standardzie (w okresie letnim lepiej dokonać wcześniejszej rezerwacji). Po przejściu każdego etapu należy podbić paszport pielgrzyma (zrobimy to np. w restauracjach i obiektach hotelowych). Dzięki temu otrzymamy później oficjalny certyfikat ukończenia wędrówki Drogą św. Jakuba. Wystawia go Biuro Przyjęcia Pielgrzyma (Oficina de Acogida al Peregrino) znajdujące się niedaleko Katedry w Santiago de Compostela.

 

UCZTA DLA PODNIEBIENIA

 

Bez wątpienia do największych atrakcji Galicji zalicza się jej kuchnia bazująca na świeżych rybach i owocach morza. Jednymi z najdroższych przysmaków są percebes, czyli kaczenice. Wysoką cenę tłumaczy fakt, że ich zbieranie, które odbywa się ręcznie, jest niezmiernie niebezpiecznym zajęciem. Trudniący się tym percebeiros często ryzykują swoje zdrowie i życie. Skorupiaki te rozwijają się przyczepione do skał. Aby się do nich dostać, zbieracze spuszczają się na linach z wysokich klifów i czekają na moment odpływu fali. Percebes przyrządza się bardzo łatwo – gotuje się je po prostu w osolonej wodzie.

 

Oprócz tego w tutejszych knajpkach podaje się homara europejskiego (lumbrigante lub bogavante azul), poławianego w Atlantyku w okolicach wybrzeży Galicji, Wysp Brytyjskich, Norwegii, Azorów czy Maroka. Serwuje się go po ugotowaniu, upieczeniu na grillu lub w zupie albo z ryżem. Popularnością cieszą się też trzy typy krabów: centola, nécora i boi de mar. Wrzuca się je do garnka z wodą z odrobiną soli. Mięso wyjada się z wnętrza pancerza. Zarówno kraby, jak i homary powinny być żywe przed przyrządzeniem. Dlatego warto ich spróbować właśnie w Galicji nad Oceanem Atlantyckim.

 

Poza najbardziej znanymi małżami w tym rejonie spożywa się jeszcze m.in. sercówki (cárdidos czy berberechos) oraz takie gatunki mięczaków jak ameixa babosa (almeja babosa), ameixa xaponesa (almeja japonica) i ameixa fina (almeja fina). Najwięcej kosztują te ostatnie, które są jednocześnie najbardziej poszukiwane. Podaje się je z winem, w sosie z pomidorami, z solą i cytryną (po ugotowaniu), w paelli albo zupie. W sklepach można również kupić małże w puszce. Na zainteresowanie smakoszy zasługują na pewno także ostrygi (ostras, jedzone po skropieniu jedynie sokiem z cytryny), zamburiñas (serwowane w cieście) i muszle św. Jakuba (vieiras, zapiekane w piekarniku). Na koniec nie wolno zapomnieć o małych delikatnych i smacznych krewetkach (camaróns), homarcach (cigalas, lagostinos), okładniczkach (navallas) i ośmiornicach. Danie polbo á feira (po hiszpańsku pulpo a la gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku) to jeden z symboli Galicji.

 

Uzupełnienie posiłku z regionalnych produktów stanowią – oczywiście – wyśmienite lokalne wina, chronione znakiem pochodzenia z obszarów Monterrei, Rías Baixas, Ribeira Sacra, Ribeiro i Valdeorras. Do najbardziej znanych i cenionych szlachetnych trunków należą te wytwarzane z białej odmiany winorośli albariño. Jedno jest pewne – w Galicji czeka nas najprawdziwsza uczta, zarówno dla duszy, jak i ciała.

 

Meksyk i trzeci ocean

MAGDALENA LASOCKA

<< Jeśli lubicie przygody i nowe doznania, na pewno nie będziecie zawiedzeni podróżą do Meksyku. Zwłaszcza jeżeli tak jak ja kochacie wodę i sporty wodne. W tym kraju czas płynie wolniej, zmysły odbierają więcej, słońce świeci jaśniej, a ludzie uśmiechają się radośniej. Jedyne ryzyko jest takie, że zakochacie się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia i zapragniecie pozostać w nim na zawsze. >>

Więcej…

Filmowe oblicza Sycylii

HELENA KUCZYŃSKA-GRASSO


<< „Wydawało mi się naturalnym umiejscowienie akcji filmu w miejscu, gdzie historia jest nadal żywa i wibrująca. Jest to Sycylia, której nie należy identyfikować z mafią. Ta wyspa ma wiele innych twarzy, które ogromnie mnie fascynują” – powiedział kiedyś Krzysztof Zanussi o swoim filmie „Czarne słońce”. Zdecydowanie zgadzam się z jego słowami. Podróż po tej pasjonującej części Włoch dostarcza mnóstwa różnorodnych wrażeń i pozwala porównać rzeczywistość z powszechnymi wyobrażeniami. >>

Więcej…