MAGDALENA ŁADANAJ


Kostaryka jestpołożona między dwoma oceanami (Atlantyckim i Spokojnym), od północy graniczy z Nikaraguą, a od południa – z Panamą. W ciągu jednego dnia można więc podziwiać w niej magiczny wschód słońca nad Morzem Karaibskim i zniewalający zachód słońca na plaży nad Pacyfikiem. Niegdyś w tym regionie Ameryki Środkowej żyła głównie rdzenna ludność, dziś pozostało niewielu jej potomków. Starają się jednak pielęgnować swoje zwyczaje i tradycje, np. mieszkający na południu kraju Indianie Bribri nadal wytwarzają pyszną naturalną czekoladę.


Podobno właśnie sam Krzysztof Kolumb, kiedy dotarł tu we wrześniu 1502 r., nazwał ten rejon Nowego Świata la costa rica („bogate wybrzeże”). Wielki odkrywca poszukiwał cennych skarbów, a trafił na niesamowite bogactwo natury. Jego oczekiwania nie były jednak bezzasadne, ponieważ Indianie, którzy go powitali, nosili liczne złote ozdoby, lecz nie chcieli zdradzić, skąd pochodzi cenny kruszec. W Muzeum Prekolumbijskiego Złota (Museo del Oro Precolombino) w stołecznym San José przedstawione zostały stosowane przed wiekami metody wydobycia i przetwarzania tego metalu. Pełna soczystych kolorów Kostaryka charakteryzuje się niezwykłą różnorodnością flory i fauny. Jej terytorium, w granicach którego występują liczne wulkany, leży w strefie klimatu równikowego i podrównikowego. Choć kraj zajmuje niewielki obszar (51 100 km², czyli mniej więcej 16 proc. powierzchni Polski), wyróżnia się w nim ok. 150 mikroklimatów. Wiele faktów dotyczących Kostaryki bywa dość zaskakujących. Przykładowo aż ponad 25 proc. jej terytorium pokrywają parki narodowe lub inne tereny podlegające ochronie przyrody. Od 1 grudnia 1948 r. państwo to nie ma armii (pilnowaniem porządku i obroną granic zajmują się niewielkie oddziały paramilitarne), a zaoszczędzone dzięki temu środki przeznacza się na edukację i służbę zdrowia. Mało naszych rodaków wie, że w latach 1944–1948 urząd prezydenta tego kraju sprawował Teodoro Picado Michalski (1900–1960), syn PolkiJadwigi Michalskiej. Była ona tutaj prawdopodobnie pierwszą kobietą lekarzem i przyczyniła się do dynamicznego rozwoju systemu opieki zdrowotnej.


Kostaryka przyciąga swoim wielobarwnym krajobrazem, na którego atrakcyjność w znacznym stopniu wpływa wyjątkowe podejście jej mieszkańców do ochrony przyrody i ekologii. Wchodząc do rezerwatu czy parku narodowego, a nawet zwykłego lasu, często słyszałam od przewodników jedno z moich ulubionych powiedzeń – take as much time, as you need, czyli „poświęć tyle czasu, ile potrzebujesz”. Od marca 2015 r. w kraju tym wykorzystuje się energię pochodzącą niemal wyłącznie ze źródeł odnawialnych, głównie wytwarzaną w elektrowniach wodnych.


DOTRZEĆ DO RAJU

Bezpośrednie połączenia lotnicze z Warszawy do sąsiadującej z Kostaryką Panamy mają zostać uruchomione od listopada 2016 r. (czarter biura podróży Itaka). Bez przesiadek polecimy do San José z Londynu (liniami British Airways), Madrytu (Iberią), Monachium (Condorem – od połowy listopada br.) lub Paryża (Air France – od listopada 2016 r.). Zdarzają się również atrakcyjne cenowo loty przez USA, choć w tym przypadku potrzebna jest amerykańska wiza, a podróż trwa dłużej. Można także najpierw dotrzeć na lotnisko w sąsiedniej Panamie i stamtąd pojechać do Kostaryki, jak czyni wielu turystów z Europy.

               
W tym kraju wyróżnia się dwie pory roku – deszczową (nazywaną zimą) i suchą (tutejsze lato). Sezon turystyczny przypada na tę drugą, czyli na okres od końca listopada do końca kwietnia. Niezależnie od tego, jak długo będzie trwała nasza podróż samolotem (od 12 do nawet 35 godzin), na miejscu czeka nas wspaniała nagroda. Podczas mojej ostatniej wizyty w Kostaryce, zaraz po wylądowaniu w stołecznym San José wsiadłyśmy do autobusu jadącego do znajdującego się na karaibskim wybrzeżu Puerto Viejo (Puerto Viejo de Talamanca) i szybko zapomniałyśmy o trudach 35-godzinnej wyprawy. Droga wiła się pośród soczyście zielonych wzgórz regionu Monteverde, które otulała delikatna poranna mgła. Otaczały nas uśmiechnięte twarze turystów i ticos (jak mówią o sobie Kostarykanie) oraz zapierające dech w piersiach widoki. W mieście Limón zrobiliśmy krótki przystanek na sok ze świeżych mango i plátanos maduros, przekąskę z wyglądu i w smaku podobną do pieczonych bananów. Po 4 godzinach dotarłyśmy na miejsce, gdzie powitała nas ciepła karaibska bryza. Zobaczyłyśmy turkusową wodę połączoną z błękitem nieba i złotą plażę. Miałyśmy wielką ochotę zostawić nasze plecaki i rzucić się w fale, jednak nie był to jeszcze koniec naszej podróży.


W CUDOWNYM OGRODZIE

Jaskrawozielona chwytnica kolorowa

Caribe  Rana calzonuda
© COSTA RICAN TOURISM BOARD

Obiekt, w którym planowałyśmy spędzić pierwsze dni wyprawy, leżał kilka kilometrów od przystanku autobusowego. Musiałyśmy jakoś się do niego dostać. Znalazłyśmy nietypową taksówkę – po prostu ktoś zapytał kogoś, czy podwiezie nas w dane miejsce. Na nasz ośrodek składały się domki lub pokoje do wynajęcia, często o wystroju tematycznym, np. dla naszego inspiracją była joga, dla innych – natura, taniec czy też głębokie wyciszenie.


Samo podróżowanie taksówkami w Kostaryce to ciekawe doświadczenie i choć wciąż wprowadza się próby nadawania konkretnym lokalizacjom adresów (jak w większości Ameryki Środkowej, nie ma nazw ulic i numerów domów), ludzie nadal posługują się tu punktami orientacyjnymi, czyli określeniami typu „przy uniwersytecie”, „obok dużego drzewa”, „za komisariatem policji w Cartago”. Warto wiedzieć, co znajduje się w okolicy miejsca, do którego chcemy trafić, i w jakiej jest ono dzielnicy. Urządzenia GPS nie będą najlepszymi doradcami, nawet te zachwalane przez osoby wynajmujące nam auto. Pamiętajmy, że San José to aglomeracja miejska połączona m.in. z Heredią, Alajuelą i Cartago (Gran Área Metropolitana). Jak w wielu egzotycznych krajach, cenę przejazdu najlepiej uzgodnić przed rozpoczęciem podróży. Nauczona doświadczeniem zwykle targuję się z kierowcami, ale trzeba wyczuć, czy w ogóle warto to robić, bo zwykle ticos chcą po prostu pracować i uczciwie zarabiać.


Koło południa dotarłyśmy do recepcji naszego ośrodka, gdzie z radosnym uśmiechem przywitała nas przesympatyczna czarnoskóra Cecilia. Tajemniczo się uśmiechając, poinformowała, że ma dla nas niespodziankę, i muszę przyznać, iż okazała się ona naprawdę wspaniała. Nasz domek znajdował się na wysokości ok. 800 m n.p.m. na stromym wzgórzu porośniętym lasem tropikalnym, więc dostanie się do niego wymagało nieco wysiłku. Gdy szłyśmy ścieżką, ptaki śpiewały, kolibry uwijały się w hibiskusach i strelicjach królewskich (kwiatach popularnie zwanych rajskimi ptakami), barwne tukany ścigały się między palmami. Chatka była drewniana, a w oknach zamiast szyb miała jedynie siatkę chroniącą przed owadami. Weszłyśmy na taras, na którym poza hamakiem i kostarykańskim bujanym fotelem zachwycił nas rozpościerający się z niego spektakularny widok na dolinę ubarwioną przecudną kolorową roślinnością. Na jej końcu rozpościerała się plaża ze złotym piaskiem i turkusowe Morze Karaibskie. Cały ten obraz, a raczej film, podczas którego przylatywały różnobarwne motyle, wyjce skakały po drzewach, a tukany nie mogły się zdecydować, na której gałęzi przysiąść, rozświetlały promienie słońca. Stałyśmy oczarowane i gdyby nie silne uczucie głodu, nie ruszyłybyśmy się z tego tarasu jeszcze długo.


ZWIEDZANIE KRAJU

Podczas podróży do Puerto Viejo miałam dużo obaw. Nasłuchałam się, jak niebezpiecznie bywa w tej okolicy i w ogóle na karaibskim wybrzeżu. Na szczęście, różnego rodzaju okoliczności zaprowadziły mnie właśnie w to miejsce, bo spędziłam tu cudowny czas. To nie pierwszy raz, gdy słyszałam lub czytałam o zagrożeniach w danym rejonie, który w rzeczywistości okazał się całkiem bezpieczny. Oczywiście, zawsze trzeba być uważnym i nie kusić losu.


Podobne opinie docierały do mnie o regionie Cahuita, gdzie znajduje się sanktuarium porzuconych lub chorych leniwców (Sloth Sanctuary, www.slothsanctuary.com). Ci, którzy chcieliby choć chwilę dłużej uczestniczyć w życiu tych przesympatycznych zwierząt, mogą skorzystać z noclegu na terenie ośrodka (Buttercup Inn). Mimo iż na pobyt w Puerto Viejo przeznaczyłam w moim kalendarzu jedynie tydzień, a znajomi, z którymi przyleciałam, zdążyli już wyjechać, ja nadal nie potrafiłam rozstać się z tym miejscem i spędziłam w nim niemal trzy tygodnie.


W Kostaryce rytm życia wyznaczają wschody i zachody słońca. Podróże należy planować między godz. 5.00 a najpóźniej 18.00. Nie polecam przemieszczania się po zmroku, ponieważ bywa wtedy mniej bezpiecznie. Główne drogi w kraju są dobrej jakości, ale wystarczy z nich zjechać, aby przekonać się, że poza nimi świat wygląda zupełnie inaczej. Jeśli zdecydujemy się na wynajęcie samochodu, powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na zakres ubezpieczenia. Z reguły żadne z tych podstawowych nie obejmuje takich szkód jak przedziurawienie opony czy zbicie szyby, dlatego polecam te z jak najobszerniejszą listą nieprzewidzianych sytuacji i uszkodzeń. Podczas pierwszej wyprawy miałyśmy wypadek, po którym nasze auto nadawało się na złom, i gdybyśmy nie wykupiły najbardziej rozszerzonego pakietu ubezpieczeniowego, musiałybyśmy zapłacić ok. 25 tys. dolarów amerykańskich.


ROZKOSZ DLA ZMYSŁÓW

Nasze poranki zaczynały się z pierwszymi promieniami słońca, gdy rześki powiew wiatru poruszał firankami, a wyjce dyskutowały już ze sobą od ok. 5.00, zachęcając do wyjścia na taras i ułożenia się w hamaku. Chwilę potem napawałyśmy się wspaniałym widokiem, sącząc pyszną kostarykańską kawę, która uznawana jest za jedną z najlepszych na świecie. Nasze zmysły rozpieszczane były na wszelkie możliwe sposoby. Oczy chłonęły każdy detal. Oddychałyśmy głęboko, a zapach lasu tropikalnego mieszał się z wyrazistym aromatem gorącego napoju. Łagodny wiatr jak jedwabna chusta delikatnie głaskał nasze ciała. Czułyśmy, że nigdzie nie musimy pędzić i możemy cieszyć się tym wszystkim, co nas otacza, aż do momentu, gdy zachce nam się jeść. Na śniadanie podawano standardowo kostarykańskie gallo pinto (ryż z czerwoną fasolą i kolendrą), jajka na tysiąc sposobów, sałaty, świeże papaje, mango, ananasy i banany, a także pyszne naleśniki z bananami i cynamonem. Podniebienie nie posiadało się z radości i nie wiedziałyśmy, na czym się skupić: zapachach, smakach, widokach czy wszystkim naraz.


Ku mojemu zaskoczeniu w Puerto Viejo dosyć często słyszałam język polski, po raz pierwszy w Kostaryce. Być może dlatego, że do tej pory podróżowałam raczej wzdłuż wybrzeża Pacyfiku i po centralnej części kraju w okolicy jeziora i wulkanu Arenal. Miałam wrażenie, iż w te miejsca Polacy rzadko docierali.


Na ulicznych straganach kupowałyśmy rambutany, które nazwałyśmy kudłaczkami. Zebrane tego samego ranka smakują obłędnie, a gdy dodamy do tego sok z guanábany (flaszowca miękkociernistego) czeka nas wyjątkowa uczta. Wspomniana guanábana to zielony owoc wielkości sporego melona, z miękkimi kolcami i o białym wnętrzu. Jej smak trudno porównać z jakimkolwiek znanym nam z Europy. Badania wskazują, że guanábana jest bardzo zdrowa i ma silne działanie przeciwnowotworowe.


NA KARAIBSKIM BRZEGU

W końcu gotowe na nowe wyzwania wynajęłyśmy rowery i ruszyłyśmy w kierunku plaży. Wzdłuż wybrzeża ciągnie się droga o długości ok. 20 km. Na tym odcinku leżą różnorodne plaże, od czarnej wulkanicznej przez złotą do białej. Przejażdżka rowerem wymaga dobrej kondycji, ponieważ na tej trasie trzeba pokonywać liczne pagórki. Wreszcie w Punta Uva zrobiłyśmy przerwę i rozłożyłyśmy nasze plażowe ręczniki. To fantastyczne miejsce dla tych, którzy lubią ciszę, spokój i piękne widoki. Tutejsza plaża ma złoty kolor, a otaczają ją skały i palmy próbujące wydostać się spomiędzy nich na brzeg. Kostaryka kojarzy mi się przede wszystkim z błogim relaksem, magiczną naturą, niebieskimi motylami, gorącymi źródłami, energią wulkanów i łączeniem się z tym, co pierwotne. Z tego względu wracam tu przy każdej okazji, a później dzielę się z innymi tym, co przeżyłam.


Wypieszczone słońcem i karaibskimi falami ruszyłyśmy na lunch. Znalazłyśmy miejsce przy plaży w Manzanillo. Kelner powitał nas lokalnym wyrażeniem pura vida (po hiszpańsku „czyste życie”, „pełnia życia”). Kostarykanie używają go bardzo często, np. na powitanie, pożegnanie czy jako przerywnik w rozmowie telefonicznej. Oznacza ono pokój, prostotę, wyraża wdzięczność za naturę, rodzinę oraz przyjaciół, szczęście i satysfakcję. Daniem dnia w naszej knajpce była ryba w sosie karaibskim z sałatą. Uwielbiam smak tutejszych warzyw (sałaty, kapusty lub marchewki), ponieważ jest wyrazisty i przypomina mi smaki z dzieciństwa.


Manzanillo to najdalej na południe położona miejscowość na kostarykańskim wybrzeżu karaibskim. Dalej znajduje się już tylko bujny las deszczowy i granica z Panamą na rzece Sixaola (Río Sixaola). Kilka kilometrów dalej natkniemy się na ciekawe przejście graniczne – stary drewniany most kolejowy z wielkimi dziurami. Wybrałyśmy się do sąsiedniego kraju z ciekawości, głównie po to, żeby zwiedzić Bocas del Toro, archipelag z mnóstwem małych wysepek. Polecam zostać tutaj na noc, ponieważ pomijając różnicę czasu między Kostaryką a Panamą, która wynosi 1 godz., przemieszczanie się między godnymi zobaczenia miejscami zajmie nam sporo czasu, a Kostarykanie zamykają swoją granicę o godz. 17.00.


PO DRUGIEJ STRONIE

Wyjątkowo barwne podwodne królestwo w rejonie Wyspy Kokosowej

ESY-002629228 - Underwater sceneCocos Island
© COSTA RICAN TOURISM BOARD

Wybrzeże nad Pacyfikiem pod wieloma względami różni się od tego nad Morzem Karaibskim. Ma niemal pięć razy dłuższą linię brzegową (1016 km) i jest bardziej rozwinięte turystycznie, dlatego również bywa częściej odwiedzane. Oprócz tego moją uwagę zwróciła także widoczna różnica w kolorze skóry tutejszych mieszkańców. Kostarykanie żyjący na Karaibach są ciemniejsi niż ci nad Oceanem Spokojnym.


Półwysep Nicoya, który leży na północnym zachodzie Kostaryki, znacząco różni się od reszty kraju i może pochwalić się wieloma unikatowymi w skali światowej miejscami. Sądzę, że tutaj, jak nigdzie indziej, widoczna jest sezonowość pór roku. W czasie suchej można swobodnie poruszać się wyschniętymi korytami rzecznymi i korzystać z uroków wypraw off-roadowych, co zdecydowanie odradzam w porze deszczowej. Wystarczy jeden tropikalny deszcz i w niespotykanie szybkim tempie wysuszone rzeki potrafią przerodzić się w rwące potoki. Wpływ zjawiska pogodowego zwanego El Niño powoduje – niestety – coraz mocniejsze wysychanie tego regionu. Wskutek tych warunków Kostaryka od kilku lat boryka się z jednej strony ze zmniejszającymi się opadami, a z drugiej – z powodziami lub podtopieniami, ponieważ przesuszona ziemia wolniej wchłania wodę podczas ulew.

Plaża Manuel Antonio należy do najpiękniejszych w Ameryce ŚrodkowejMl Antonio 6

© COSTA RICAN TOURISM BOARD

Nicoya to piękne plaże i zieleń, choć już nie tak soczysta jak na wschodnim wybrzeżu. Półwysep oferuje wiele atrakcji, w jego okolicy można uprawiać surfing, kitesurfing i właściwie wszelkie sporty wodne. Pomimo suchego jak na tę szerokość geograficzną klimatu jest tu sporo przepięknych wodospadów. Najbardziej znaną miejscowość stanowi Tamarindo, w pobliżu którego znajdują się urokliwe plaże, ukryte w zatokach i wśród wzgórz. Gdy znudzi się nam wylegiwanie na delikatnym piasku, warto wybrać się na rejs katamaranem. Polecam również zajrzeć do Montezumy. To klimatyczne hippisowskie miasteczko, położone niedaleko Absolutnego Rezerwatu Narodowego Cabo Blanco (Reserva Nacional Absoluta Cabo Blanco). W jego sąsiedztwie leży malutka wysepka z cmentarzem pośrodku (Isla de Cabuya). Dotrzemy na nią głównie w czasie odpływu i proponuję nie negocjować z oceanem, ponieważ woda zawsze zalewa drogę powrotną o tej samej porze, o czym niechcący udało mi się przekonać.


W okolicy znajduje się też miejscowość Santa Teresa, malownicza mekka surferów, gdzie spotkać można brazylijską modelkę Gisele Bündchen czy światowe gwiazdy kina lub muzyki. Polecam zwiedzanie tego regionu wynajętym samochodem terenowym. Takie auto pozwoli nam zjechać z asfaltowych dróg i odwiedzić mniej turystyczne miejsca. Należy mieć jedynie na uwadze, że po trudniejszym terenie będziemy się poruszali dużo wolniej i jeśli przejedziemy 70 km w 5 godzin, osiągniemy dobry wynik. Podczas podróżowania w ten sposób warto zaufać intuicji i znajomości lokalnych zwyczajów oraz obserwować, co dzieje się dookoła nas. Półwysep Nicoya to także otaczające go wyspy, w tym prawdziwa perła – Wyspa Kokosowa (Isla del Coco), która stanowiła prawdopodobnie inspirację dla amerykańskiego pisarza Michaela Crichtona (1942–2008) do napisania powieści Park Jurajski. Ta zielona oaza, oddalona od kostarykańskiego wybrzeża o ponad 530 km, jest w całości objęta ochroną parku narodowego (Parque Nacional Isla del Coco), wpisanego w 1997 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Przybrzeżne wody są prawdziwym rajem dla nurków, którzy często odwiedzają to miejsce ze względu na występujące tu rekiny młoty.


WSPANIAŁE PARKI

Na południe od półwyspu Nicoya znajduje się najmniejszy (jedynie 19,83 km² powierzchni), a zarazem uznawany za najpiękniejszy w Kostaryce – Park Narodowy Manuel Antonio (Parque Nacional Manuel Antonio). Aby zaoszczędzić drogi, najlepiej skorzystać z promu do Puntarenas, portowego miasta położonego na wąskim cyplu przypominającym Mierzeję Helską. Potem po drodze na południe przekracza się rzekę Tárcoles (Río Grande de Tárcoles), w której pod mostem stale wygrzewa się kilkadziesiąt ogromnych krokodyli amerykańskich. Wyglądają niepozornie, jak drewniane kłody, ale wystarczy rzucić kawałek mięsa, żeby zobaczyć, jakie są szybkie.


Park Narodowy Manuel Antonio leży nad Pacyfikiem, blisko portowego miasta Quepos (7 km na południe od niego). Stąd ruszają jachty i katamarany, z których można obserwować delfiny i wieloryby oraz jedne z największych morskich ptaków, czyli fregaty wielkie. Nasz hotel znajdował się przy samej plaży nad oceanem, bardzo blisko parku. Oprócz nas w pokoju mieszkały gekony, które potrafią przestraszyć gości przy pierwszym spotkaniu, ale odgrywają niezmiernie pożyteczną rolę, ponieważ zjadają komary i inne owady. Na wycieczkę po terenie parkowym warto zabrać ze sobą kostium kąpielowy, aby skorzystać z okazji do kąpieli w zatoczce oceanicznej.


Jeszcze dalej na południe położone są kolejne parki narodowe, w tym m.in. Corcovado (Parque Nacional Corcovado), największy w Kostaryce (424 km² powierzchni). Po przystanku w Parque Nacional Manuel Antonio trochę czasu spędziłyśmy w Zatoce Drake’a (Bahía Drake), gdyż nie mogłyśmy oprzeć się pokusie leniwego wypoczywania w hamakach rozwieszonych między wysmukłymi palmami ciągnącymi się w nieskończoność. Tu również czekają na nas malownicze wodospady, możliwość nurkowania w pobliżu wyspy Caño (Isla del Caño) oraz wycieczki organizowane w celu obserwowania wielorybów, które od sierpnia do listopada przypływają w te strony, żeby się rozmnażać – szansa na spotkanie ich wtedy jest niemal pewna. W całej Kostaryce wybierzemy się bez problemu na konną przejażdżkę, ale chyba tylko galop po plaży daje poczucie prawdziwej wolności i pozwala uświadomić sobie, jak wygląda piękno.


INNE SKARBY

Wodospad na turkusowej rzece Celeste w Parku Narodowym Wulkanu Tenorio

MP RioCeleste 001
© MARTA PISKOREK/WWW.HAPPYMARTI.COM

Centralna część kraju także oferuje mnóstwo wspaniałych atrakcji. Należy do nich m.in. Arenal – największe kostarykańskie jezioro (85 km² powierzchni). W jego okolicach możemy odwiedzić gorące źródła, wiszące mosty bądź parki linowe z bardzo długimi tyrolkami, z których spojrzymy na świat z lotu ptaka. Ukryte wśród zieleni wodospady, w tym błękitny na rzece Celeste (Río Celeste), są nagrodą za trud wędrówki w ich poszukiwaniu. Kostaryka to – oczywiście – też wulkany, takie jak potężny Arenal (1670 m n.p.m.) z gorącymi źródłami, otulony plantacjami kawy Poás (2708 m n.p.m.) czy Irazú (3432 m n.p.m.), z którego w pogodny dzień zobaczymy dwa oceany. Rzeki oplatają obszar kraju jak układ krwionośny, dzięki czemu obejrzymy go również z perspektywy wody. Ja polecam rafting na rzece Pacuare (Río Pacuare), ale rejonów idealnych na tego typu wyprawę znajdziemy tutaj mnóstwo i każdy z nich ukaże nam inną twarz kostarykańskiego raju.


Kostaryka to bez wątpienia wyjątkowe miejsce na ziemi, którego obraz tworzą energia natury, majestatyczne wulkany, spektakularne wodospady, niezmiernie różnorodna flora i fauna oraz bogata kultura, troska o ekologię i uśmiechnięci ticos potrafiący emocjonalnie przeżywać kontakt z przyrodą. Kto stąd wraca, często staje się innym człowiekiem. Umie zatrzymać się w pędzącym świecie i zaczyna żyć pełniej, tak jak to robią Kostarykanie – pura vida!

Artykuły wybrane losowo

Wenezuela – wakacje pełne przygód

ANNA JANOWSKA

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

Na południu kraju budzi podziw najwyższy wodospad świata – Salto Ángel. Na północy zachwycają wenezuelskie Malediwy, czyli rajski archipelag Los Roques, oraz karaibska wyspa Margarita. Poza tym znajdziemy tu jeszcze jedną z większych atrakcji atlantyckiego wybrzeża – gigantyczną deltę rzeki Orinoko, krainę Indian Warao. Wenezuela jest wymarzonym miejscem na podróż pełną przygód zakończoną relaksem na karaibskiej plaży w ciepłych promieniach słońca – odwiedzenie tego południowoamerykańskiego państwa może stać się dla każdego wyprawą życia.

Wenezuelskie wyspy przyciągają co roku setki tysięcy turystów. Jedni przyjeżdżają tu, żeby nurkować wśród przepięknych raf koralowych, inni – by godzinami wylegiwać się na piaszczystych plażach. Jednak oprócz błogiego relaksu wśród rajskich krajobrazów Wenezuela oferuje także niezapomniane emocje. Wystarczy wybrać się na odkrywczą wyprawę po kontynentalnej części tego kraju. Wędrówka pośród olbrzymich płaskich szczytów gór stołowych (tepuyes), rejs łodzią przez kręte meandry jednej z wielkich rzek Ameryki Południowej czy połów drapieżnych piranii – to tylko niektóre z czekających na nas tutaj atrakcji.

Więcej…

Cuda Zjednoczonych Emiratów Arabskich

 Palm jumeirah -1

Hotel Atlantis, The Palm z 2008 r. leżący na sztucznej wyspie Palma Dżamira

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING

 

MICHAŁ STOLAREWICZ

www.blogglobtrotera.pl

 

Przed przyjazdem do Dubaju spodziewałem się w nim przepychu i oznak bogactwa na każdym kroku. Słyszałem wiele o tej krainie złotem płynącej, gdzie na ulicach można zobaczyć najdroższe samochody i w której wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowane i zorganizowane. Te opowieści okazały się prawdą! Jednak to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż się rozwija, dlatego jego centrum przypomina jeden wielki plac budowy. Obok ukończonych już olbrzymich apartamentowców stoją nowe, dopiero powstające konstrukcje. Ogromne drapacze chmur wyrastające z pustynnej ziemi oszałamiają zwykłych śmiertelników swoimi rozmiarami i luksusem.

 

Dubaj (2,9-milionowa stolica emiratu o tej samej nazwie) zachęca do pozostania na dłużej coraz więcej osób ze względu na brak cła i podatków. Mieszka tutaj jedynie ok. 15 proc. Emiratczyków, poza tym w mieście żyją m.in. wysoko wykwalifikowani pracownicy z różnych części świata i robotnicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Filipin. Miejska policja porusza się samochodami takich marek jak Aston Martin, BMW, Bugatti, Ferrari, Hummer, Lamborghini, Lexus czy Porsche. Budżet Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zasilają głównie dochody z wydobycia ropy naftowej. Mimo iż Dubaj leży na pustyni, znajdziemy w nim dużo zieleni. Rośliny nawadnia ukryta pod ziemią sieć rurek doprowadzających odsoloną wodę z Zatoki Perskiej.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do najcieplejszych krajów świata. Lato jest tutaj bardzo gorące i suche. Średnia dzienna temperatura powietrza wynosi w tym okresie 40–45°C. Noce są również upalne (po zapadnięciu zmierzchu termometry wskazują mniej więcej 30°C). W zimie panują o wiele przyjemniejsze warunki – w ciągu dnia bywa ok. 23°C, a nocą 15°C. W Dubaju stale świeci słońce i rocznie przypada jedynie mniej więcej pięć dni deszczowych. Najlepszy czas na wizytę w ZEA stanowią miesiące od listopada do marca, kiedy temperatury dzienne utrzymują się na poziomie 25–30°C. Jest wtedy ciepło, ale nie piekielnie gorąco jak w okresie największych upałów (lipiec–sierpień).

 

ATRAKCJE STOLICY

 

 Jumeirah at Etihad Towers - Etihad Towers Exterior

Kompleks Etihad Towers po zachodzie słońca

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie kojarzą się wszystkim głównie z nowoczesnym Dubajem, ale warto także odwiedzić ich stolicę – 1,5-milionowe Abu Zabi. Pierwsze kroki w tym mieście należy skierować do uznawanego za jeden z najbardziej luksusowych i najdroższych hoteli na świecie Emirates Palace, należącego do sieci Kempinski. Otwarto go w lutym 2005 r., a koszt budowy tego obiektu o powierzchni 850 tys. m2 wyniósł ponad 3 mld dolarów amerykańskich. Kompleks otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Goście mogą wybierać wśród 394 pokojów i apartamentów. Emirates Palace zatrudnia podobno ok. 2 tys. pracowników, którzy w sumie posługują się 50 językami. W obiekcie zatrzymują się najczęściej uczestnicy wizyt państwowych i konferencji międzynarodowych oraz najbogatsi ludzie na świecie i znane gwiazdy. Każdy gość ma przydzielonego osobistego kamerdynera.

 

Naprzeciwko Emirates Palace wznoszą się Etihad Towers. To kompleks pięciu wieżowców, zbudowanych w latach 2006–2011, które stały się wizytówką Abu Zabi oraz synonimem nowoczesności i luksusu. Budynki liczą od 54 do 75 pięter i przypominają kształtem żagle. Wyglądem nawiązują do tradycji i historii miasta – dawnego portu rybackiego. W wieżowcach znajdują się powierzchnie biurowe oraz luksusowe rezydencje mieszkalne (łącznie 885 apartamentów i penthouse’ów). W jednym z drapaczy chmur (Tower 1) mieści się także ekskluzywny 5-gwiazdkowy hotel Jumeirah at Etihad Towers. Do dyspozycji gości oddano w nim 12 restauracji i barów, baseny, gabinety spa, centrum fitness i prywatną plażę. Na 62. piętrze działa „Ray’s Bar”, z którego podziwiać można panoramę Abu Zabi. Warto również odwiedzić restaurację „Observation Deck at 300” na 74. piętrze sąsiedniego budynku (Tower 2). To najwyższy udostępniony punkt widokowy w całym mieście.

 

Do najpopularniejszych atrakcji stolicy ZEA należy tor wyścigowy Yas Marina Circuit. Odbywa się tutaj od 2009 r. wyścig Formuły 1 Abu Dhabi Grand Prix, największe międzynarodowe wydarzenie sportowe na Bliskim Wschodzie. Kompleks powstał na sztucznej wyspie Yas o powierzchni 25 km². Koszt budowy obiektu wyniósł ponad 1,3 mld dolarów amerykańskich, a sponsorem tytularnym zostały linie lotnicze Etihad Airways. Tor ma szerokość 12–16 m, a najdłuższa prosta wynosi 1173 m. Podczas Abu Dhabi Grand Prix zawodnicy pokonują 55 okrążeń o pełnym dystansie 305,355 km. Do kompleksu wyścigowego przylega 5-gwiazdkowy Yas Viceroy Abu Dhabi. Jest to jedyny na świecie hotel, z którego okien możemy podziwiać zmagania kierowców podczas wyścigu Formuły 1. Wyróżnia go futurystyczny wygląd – obiekt przykrywa konstrukcja ze szklanych paneli przypominająca kształtem wieloryba, podświetlana nocą. Wraz z torem wyścigowym powstał także park tematyczny Ferrari World Abu Dhabi o powierzchni 86 tys. m2. Jego największą atrakcję stanowi najszybszy rollercoaster na świecie (Formula Rossa – wagoniki rozpędzają się do 240 km/godz.).

 

Najnowszym punktem na architektonicznej mapie Abu Zabi jest muzeum Louvre Abu Dhabi. To filia paryskiego Luwru, którą zaprojektował francuski architekt Jean Nouvel. Stolica ZEA podpisała z rządem Francji 30-letnią umowę zezwalającą na używanie nazwy „Louvre” i wypożyczanie dzieł ze słynnego muzeum w Paryżu. Budowla ma kształt ogromnej kopuły o średnicy 180 m, która przykrywa przestrzeń ekspozycyjną podzieloną basenami i kanałami z wodą. Louvre Abu Dhabi zostało otwarte dla publiczności w listopadzie 2017 r. Będzie częścią muzealnej wyspy. Znajdzie się na niej też m.in. Zayed National Museum i muzeum Guggenheim Abu Dhabi.

 

NIESAMOWITY DUBAJ

 

Symbol Dubaju stanowi Burdż Chalifa (Burj Khalifa) – największy budynek świata (niemal 830 m). Na piętrach 124., 125. i 148. usytuowane są tarasy widokowe, a na 76. – basen. W wieżowcu działa najwyżej położona restauracja na ziemi – „At.mosphere” – wpisana do Księgi rekordów Guinnessa (na 122. piętrze). W dolnej części dubajskiego drapacza chmur funkcjonuje luksusowy 5-gwiazdkowy Armani Hotel Dubai. Bilety na taras widokowy najlepiej kupić przez internet z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na miejscu trzeba za nie zapłacić o wiele więcej i nie zawsze udaje się je dostać z powodu dużego zainteresowania. Burdż Chalifa jest najbardziej niesamowitą budowlą, jaką dotychczas miałem okazję podziwiać. Zachwyca szczególnie oglądany w słoneczny dzień, gdy promienie słońca odbijają się od szklanych ścian na najwyższych piętrach. Widać go z odległości nawet 95 km.

 

Z kolei otwarty w grudniu 1999 r. dubajski Burdż Al Arab (Burj Al Arab) to pierwszy na świecie luksusowy hotel (Burj Al Arab Jumeirah), który otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Oferuje się w nim usługi na najwyższym poziomie. Na życzenie gości organizuje się komfortowy transport z lotniska. Do wyboru mamy limuzynę Rolls Royce Phantom albo najnowsze BMW serii 7. Można zamówić także bezpośredni lot helikopterem z salonu VIP Al Majlis dubajskiego portu lotniczego. Nowoczesne, pełne przepychu wnętrza przypominać mogą arabskie haremy. W głównym holu stoją dwa olbrzymie akwaria, pomiędzy którymi umieszczono kaskadową fontannę. W obiekcie działają butiki najdroższych światowych firm. Hotel oferuje 202 luksusowo wyposażone, obszerne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m2 z 21-calowym laptopem, 42-calowym telewizorem i pokrytym 24-karatowym złotem iPodem służącym do korzystania z hotelowych usług. Można tu zjeść dania niemal wszystkich kuchni świata, a rano dostarcza się świeże gazety z każdego zakątka globu. Do dyspozycji gości oddano pięć basenów (dwa wewnętrzne i trzy zewnętrzne), prywatną plażę, kompleks spa i studio fitness Talise oraz bibliotekę. Do dekoracji wnętrz użyto podobno 1790 m3 złota. Na jednego gościa przypada sześciu pracowników. Na 27. piętrze znajduje się restauracja z kuchnią francuską „Al Muntaha” („Najwyższa”), położona na 200 m n.p.m. na krytym tarasie zewnętrznym ze wspaniałym widokiem na błękitne wody Zatoki Perskiej. Na tym samym poziomie mieści się również „Skyview Bar”, serwujący napoje i koktajle sporządzane według ściśle strzeżonych receptur.

 

Nad brzegiem zatoki leży też nowy, utworzony w 2003 r. dystrykt Dubai Marina ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których powstały luksusowe sklepy i restauracje otoczone przez efektowne wieżowce. Polecam wszystkim wycieczkę do tej najbardziej ekskluzywnej części miasta. Można w niej dostać zawrotu głowy od patrzenia na niesamowicie wyglądające drapacze chmur z drogimi mieszkaniami i apartamentami. Naprawdę warto zobaczyć je na własne oczy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tutaj nic oprócz pustynnego piasku i skromnych domów.

 

Bardzo ciekawą nowość w Dubaju stanowi widowiskowy spektakl wodny La Perle. Prezentuje się podczas niego 65 artystów z 23 krajów. Premierowe przedstawienie odbyło się 31 sierpnia 2017 r. w samym centrum Al Habtoor City w specjalnie wybudowanym teatrze z głębokim na 12 m basenem o pojemności 2,7 mln l. Jedną z atrakcji spektaklu są skoki z wysokości 25 m urozmaicone akrobacjami. La Perle będzie można podziwiać przez najbliższych 10 lat. Przewidziano ponad 450 przedstawień w roku.

 

FAMILY

Wizyta w Dubai Aquarium & Underwater Zoo

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING/WWW.VISITDUBAI.COM

 

SZALEŃSTWO ZAKUPÓW

 

Dubaj uchodzi także za mekkę osób uwielbiających zakupy. Tuż obok Burdż Chalifa znajduje się drugie pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (po New Century Global Center w chińskim Chengdu) – The Dubai Mall (powyżej 1,1 mln m²). W tym miejscu da się spędzić cały dzień. W kompleksie jest ponad 1,2 tys. sklepów i 200 punktów gastronomicznych. Poza tym można w nim pojeździć na łyżwach i pograć w hokeja na lodowisku, popływać z rekinami w gigantycznym akwarium czy zajrzeć do podwodnego zoo (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). The Dubai Mall odwiedza dziennie średnio przeszło 200 tys. osób. Ciekawą tutejszą atrakcję stanowi wewnętrzny suk różniący się od typowego arabskiego bazaru – ekskluzywny i urządzony w stylu orientalnym. Do centrum handlowego dojedziemy czerwoną linią metra (Red Line). Od stacji aż do samego wejścia prowadzi w pełni klimatyzowany, przeszklony korytarz o długości 820 m.

 

Amatorzy zakupowego szaleństwa powinni udać się też do Mall of the Emirates. To centrum handlowe słynie z krytego ośrodka sportów zimowych Ski Dubai z pięcioma sztucznie naśnieżanymi trasami narciarskimi o różnym stopniu trudności, dwoma wyciągami orczykowymi i czteroosobowym krzesełkowym oraz wypożyczalnią profesjonalnego sprzętu. Cały obiekt zajmuje powierzchnię aż 22,5 tys. m², co odpowiada trzem boiskom piłkarskim. Gdy na zewnątrz temperatura powietrza w sezonie letnim sięga nawet 50°C, w środku ludzie zjeżdżają na nartach lub snowboardzie w zimowych ubraniach. W Mall of the Emirates łatwo się zgubić, ponieważ kompleks jest bardzo duży (jego powierzchnia użytkowa to ponad 230 tys. m²). Dzięki brakowi konieczności płacenia ceł i podatków ceny wielu artykułów w ok. 630 sklepach są naprawdę atrakcyjne, poza tym mamy tutaj ogromny wybór towarów, od elektroniki po kosmetyki.

 

W Dubaju spróbować możemy również najdroższych lodów na świecie w kawiarni i lodziarni Scoopi przy Jumeirah Beach Road. Gałka deseru o nazwie Black Diamond – o smaku madagaskarskiej wanilii z irańskim szafranem i kawałkami włoskiej czarnej trufli – kosztuje 2999 dirhamów (AED), czyli ok. 2,9 tys. złotych. Lody te podaje się z posypką z 23-karatowego jadalnego złota w naczyniu firmy Versace. W tym mieście warto odwiedzić także profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe Majlis należące do Emirates Golf Club, gdzie grali m.in. Tiger Woods, Rory McIlroy i Ernie Els. Zaprojektował je Karl Litten. Miłośnicy golfa muszą koniecznie zmierzyć się z tutejszymi dołkami o krętych torach prowadzenia piłki. To pierwsze pole golfowe z trawiastą nawierzchnią na Bliskim Wschodzie. Co roku pod koniec stycznia lub na początku lutego odbywa się na nim turniej Omega Dubai Desert Classic.

 

Milionerów z całego świata przyciąga do Dubaju jednak organizowany w ostatnią sobotę marca na torze Meydan (Meydan Racecourse) wyścig konny Dubai World Cup, w którym pula nagród ma wartość 10 mln dolarów amerykańskich. W zmaganiach biorą udział najlepsze konie i najwspanialsi dżokeje na naszym globie. Aby podziwiać te zawody w prawdziwie luksusowych warunkach, trzeba zarezerwować miejsce w namiocie, gdzie zbiera się dubajska śmietanka towarzyska.

 

DUBAJSKIE PLAŻE

 

Dubaj to nie tylko imponujące miasto szklanych drapaczy chmur i stolica luksusowych marek. Znajdziemy tu urokliwe plaże z białym piaskiem i turkusową wodą, na których odpoczniemy od wielkomiejskiego zgiełku. Rozciągają się one na długości ok. 170 km (wliczając w to tutejsze sztuczne wyspy) i są naprawdę piękne. Niektóre z nich udostępnia się tylko dla gości luksusowych hoteli, a piasek na nich jest regularnie schładzany do odpowiedniej temperatury, aby plażowicze nie poparzyli sobie stóp.

 

Do najpopularniejszych w Dubaju należy bezpłatna plaża Jumeirah. Duże zainteresowanie zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Burdż Al Arab. Hotel sfotografowany od strony wody wygląda jak największy na świecie krzyż ustawiony na pustyni. W publicznej części plaży (Jumeirah Beach Park) nie ma zbyt wielu udogodnień, takich jak leżaki do wypożyczenia, ale jest ona bardzo szeroka, więc nie odczujemy na niej tłoku. Funkcjonują tutaj kawiarnie, w których kupimy przekąski (frytki, burgery) i napoje, świeżo wyciskane soki czy kawę. Można skorzystać też z pryszniców i toalety (niestety, tylko jednej). Nad bezpieczeństwem pływających czuwają ratownicy, w okolicy brzegu rozciąga się pas płycizny. Na plaży znajdziemy również specjalne miejsca do odpoczynku z bezpłatnym internetem bezprzewodowym. Na wodach zatoki wyznaczono strefy do pływania i uprawiania sportów wodnych.

 

Najlepiej zagospodarowana plaża w Dubaju leży nieco dalej na południowy zachód, w otoczeniu wieżowców ekskluzywnego osiedla Jumeirah Beach Residence. Korzystać z niej mogą wszyscy, zarówno mieszkańcy czy goście hotelowi, jak i przyjezdni. W tym rejonie można uprawiać np. parasailing lub wakeboarding, a także inne sporty wodne, i wybrać się na przejażdżkę na wielbłądzie. Wzdłuż brzegu znajdują się liczne restauracje i bary z widokiem na Zatokę Perską. Z plaży widać słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy – Palma Dżamira (Palm Jumeirah) z hotelem Atlantis, The Palm. Na specjalnie usypanych pasach gruntu powstało całe luksusowe miasteczko. To najmniejsza z trzech Wysp Palmowych u wybrzeży Dubaju. Wspomniana plaża stanowi idealne miejsce na odpoczynek. Są na niej toalety, przebieralnie i wypożyczalnie leżaków. Zejście do wody nie jest łagodne i już po kilku krokach robi się głęboko. W tej okolicy bywa jednak tłoczno. Na brzegu można przespacerować się piękną promenadą The Walk o długości 1,7 km.

 

PUSTYNNE SAFARI

 

 Qasr Al Sarab

Rodzinna wycieczka na wielbłądach

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Turyści podróżujący do ZEA decydują się również zazwyczaj na wyprawę na pustynię. Dla mnie wykupienie wycieczki Dubai Desert Safari okazało się strzałem w dziesiątkę – takie przeżycie dostarcza niesamowitych wrażeń, a widoki zapierają dech w piersiach! W Dubaju koniecznie trzeba udać się na ekstremalną przejażdżkę po wydmach samochodami z napędem na cztery koła. Ceny wyprawy na pustynię są zróżnicowane, choć zwykle raczej dość wysokie, ale naprawdę warto ponieść ten koszt (za pięcio-, sześciogodzinne safari zapłacimy już od ok. 65 dolarów amerykańskich za osobę). Do wyboru mamy kilka rodzajów pustynnych wycieczek: od porannych (które odradzam ze względu na ubogi program) przez popołudniowe lub wieczorne po całonocne. Musimy też wybrać odpowiednią agencję turystyczną, których działa w Dubaju naprawdę dużo. Większość z nich oferuje praktycznie ten sam program safari. Przy podejmowaniu decyzji powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Warto rozważyć szczególnie oferty obejmujące transport bezpośrednio z naszego hotelu i z powrotem do niego. Poza tym najlepiej, gdy cała wyprawa odbywa się tymi samymi samochodami, którymi jeździ się potem po pustyni, i nie trzeba przesiadać się z busów do terenowych aut. Na zainteresowanie zasługują wycieczki z wliczonymi w cenę dodatkowymi atrakcjami, takimi jak przejażdżka na wielbłądzie, sandboarding czy palenie sziszy.

 

Uczestnicy popołudniowego safari odbierani są zwykle z hotelu w godzinach 14.30–15.30. Dojazd na pustynię pod Dubajem zajmuje ok. 40 min. Nasza przygoda zaczęła się od przejazdu samochodem po wydmach (dune bashing). Zdecydowanie było to jedno z najlepszych doświadczeń off-roadowych w moim życiu! Jeepy są specjalnie wzmocnione, a w środku znajduje się klatka. Podczas jazdy warto trzymać się poręczy. W aucie mieści się zazwyczaj siedmiu pasażerów. Najlepiej jest usiąść – oczywiście – obok kierowcy albo w drugim rzędzie. Samochód porusza się szybko, ja czułem się jak na karuzeli. Przed taką przejażdżką nie należy się zbytnio objadać. Tego typu rozrywki nie polecam jednak kobietom w ciąży i osobom z problemami z kręgosłupem, a także cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Po ok. 20–30 min. szaleńczej jazdy z doświadczonym kierowcą zatrzymujemy się pośrodku pustyni na zrobienie zdjęć i zjeżdżanie na desce po piaszczystych wydmach. Za dodatkową opłatą można pojeździć na quadach.

 

Ostatni etap wycieczki stanowią zwykle odwiedziny w wiosce beduińskiej, w której na turystów czeka posiłek. Nas na powitanie poczęstowano pysznymi małymi pączkami smażonymi na miejscu w głębokim tłuszczu i podawanymi w polewie z syropu daktylowego z odrobiną sezamu (lukaimat lub luqaimat). Następnie zasiedliśmy przy tradycyjnych niskich stolikach, na arabskich dywanach i poduszkach. Do wyboru mieliśmy różne sałatki, makarony, mięso i warzywa z grilla. W cenę wliczone są również kawa arabska, herbata i woda. Możemy skusić się też na napoje alkoholowe, ale za dodatkową opłatą. Taki posiłek na pustyni urozmaicają występy kobiet wykonujących taniec brzucha czy wirujących derwiszów. Poza tym uczestnicy wycieczki mogą zdecydować się na tatuaż z henny, przejechać się na wielbłądzie, przymierzyć lokalne stroje i zapalić sziszę, a nawet podziwiać najszybsze ptaki świata – sokoły wędrowne (podczas lotu nurkowego osiągają średnią prędkość ponad 320 km/godz.). Wszystkie te atrakcje (jak również robienie zdjęć) powinny być wliczone w koszt wyprawy. Do hotelu wraca się koło godz. 21.00–22.00.

 

PODRÓŻOWANIE PO MIEŚCIE

 

Dubaj ma bardzo dobrze zorganizowaną sieć dróg, a także transport publiczny. Tutejsze 75-kilometrowe metro jest jednym z najdłuższych w pełni zautomatyzowanych systemów kolejowych na świecie (pociągi poruszają się bez maszynisty). Główna czerwona linia (Red Line), wzdłuż której znajduje się 29 stacji, prowadzi wprost z lotniska do centrum miasta i największej chluby ZEA, czyli Burdż Chalifa.

 

W Dubaju opłaca się korzystać z taksówek. Ceny przejazdu należą do bardzo niskich, ponieważ paliwo jest tu tanie. Bilet dzienny umożliwiający korzystanie z metra, tramwaju i autobusów kosztuje 22 dirhamy (2 dirhamy za Nol Red Ticket i 20 dirhamów za załadowanie go na cały dzień). Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach panujących w środkach komunikacji publicznej, aby nie narazić się na kary. Znajduje się w nich oddzielna specjalna strefa przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci. Zazwyczaj jest ona umieszczona w przedniej części pojazdu. Poza tym w środkach komunikacji publicznej i na przystankach nie wolno spożywać jedzenia i napojów, a także żuć gumy. Warto dodać, że przystanki autobusowe stanowią świetne schronienie przed upałem. Wszystkie są zamykane i klimatyzowane. Co ciekawe, za zaśnięcie na przystanku również zapłacimy mandat. Największa jednak kara grozi za kolizje z miejskimi tramwajami, które są prezentem dla mieszkańców od emira Dubaju i jednocześnie premiera i wiceprezydenta ZEA, szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma. Te wyjątkowe pojazdy zasługują na specjalne traktowanie, w ruchu drogowym mają zawsze pierwszeństwo.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Przed przyjazdem do Dubaju, warto zapoznać się z niektórymi obowiązującymi tutaj przepisami prawa. Jak wspomniałem, należy zwrócić szczególną uwagę na zasady dotyczące zachowania w komunikacji miejskiej. Poza tym w kraju obowiązuje szariat. Za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Homoseksualizm karany jest więzieniem (w innych częściach ZEA za seks homoseksualny grozi kara śmierci). Za stosunki pozamałżeńskie też karze się pozbawieniem wolności. Oprócz tego obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz bycia pod wpływem alkoholu poza miejscem zamieszkania. Turyści mogą spożywać trunki jedynie w specjalnie koncesjonowanych restauracjach i barach oraz hotelach. Jeśli wyjdziemy na ulicę pijani, możemy zostać aresztowani. Aby kupić alkohol i spożyć go w domu, należy posiadać wydaną przez policję odpowiednią licencję na jego zakup i transport. Jeżeli odwiedzamy miasto ze swoją drugą połówką, unikajmy publicznego okazywania sobie czułości. Takie zachowanie uznane być może za przestępstwo obyczajowe, za które również grozi kara pozbawienia wolności. Podczas odwiedzania meczetu trzeba pamiętać o zdjęciu butów oraz zakryciu ramion i nóg. Nie należy fotografować ani zaczepiać mijanych na ulicach miejscowych kobiet bez pozwolenia ich mężów. Także długie przypatrywanie się Emiratce narusza jej prywatność i skutkować może wezwaniem policji. Władzę w Dubaju sprawuje emir, a najwyższe stanowiska w emiracie są obsadzone przez członków rodziny wspomnianego szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie 22 marca 2014 r. zniosły obowiązek promesy wizowej dla Polaków. Oznacza to, że nie musimy przed wyjazdem martwić się żadnymi formalnościami. Na lotnisku w Dubaju otrzymamy pieczątkę w paszporcie, która zezwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest ważność tego dokumentu tożsamości przez kolejne sześć miesięcy.

 

„Mzungu” w Zambii

KRZYSZTOF RURAŃSKI

 

<< Wciąż mało znana wśród naszych rodaków Zambia to państwo o terytorium ponad dwukrotnie większym od powierzchni Polski – zajmuje obszar ok. 750 tys. km². Na jej terenie występuje klimat podrównikowy suchy. Pora deszczowa, która trwa od listopada do kwietnia, charakteryzuje się wysokimi temperaturami oraz gwałtownymi burzami. Ten południowoafrykański kraj jest bezpieczny i przyjazny podróżnikom, również tym dysponującym skromniejszym budżetem. Sąsiaduje z ośmioma państwami. Najdłuższą granicę – 1930 km – współdzieli z Demokratyczną Republiką Konga, a najkrótszą – poniżej 1 km – z Botswaną. Na tym małym odcinku na rzece Zambezi znajduje się przejście graniczne i działa przeprawa promowa. >>

Więcej…