MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Kiedy myślimy o Karaibach, to oczami wyobraźni widzimy białe, piaszczyste plaże, palmy i turkusową wodę. Ten rajski region świata oferuje jednak zdecydowanie więcej – ciekawe zabytki, wyśmienite warunki do żeglowania, doskonałą kuchnię, radość życia, spontaniczną zabawę i gościnność mieszkańców. To wszystko znajdziemy właśnie na Antigui, której odkrycie zawdzięczamy Krzysztofowi Kolumbowi (w 1493 r.). Nic więc dziwnego, że Brytyjczycy nazwali ją „Bramą do Karaibów”…

Antigua i Barbuda jest małym wyspiarskim państwem na Morzu Karaibskim. Obejmuje ono wyspy: Antiguę (280 km2) i Barbudę (160,6 km2) oraz Redondę (ok. 2 km2). Językiem urzędowym jest tu angielski, ale w użyciu są także lokalne dialekty, m.in. kreolski. Ten karaibski kraj ma ok. 90 tys. mieszkańców.

Jego stolicą i jednocześnie największym miastem jest St. John’s na Antigui. Na wyspie tej żyje większość ludności całego państwa – ok. 87 tys. osób. Redonda jest niezamieszkana i najbliżej z niej na Montserrat (ok. 23 km). Najwyższym punktem kraju jest Góra Obamy (Mount Obama) na Antigui, mająca 395 m n.p.m., nazwana tak dwa lata temu na cześć Baracka Obamy, obecnego prezydenta USA, w dniu jego urodzin – 4 sierpnia (wcześniej znana jako Boggy Peak). Wzdłuż ponad 150-kilometrowego wybrzeża rozciąga się 365 wspaniałych piaszczystych plaż (po jednej na każdy dzień roku!) oraz bajecznie kolorowe rafy koralowe. Pora deszczowa przypada tutaj od maja do listopada, a w lecie zdarzają się huragany.

Antigua i Barbuda – te dwie wyspy złączone w jedno państwo różnią się między sobą diametralnie. Pierwsza przyciąga turystów do ekskluzywnych ośrodków wypoczynkowych pełnych luksusów i rozrywek, druga jest cicha i niemal wyludniona. Obie jednak są niezmiernie ciekawe i zasługują na bliższe poznanie…

 

ANTIGUA – BRAMA DO KARAIBÓW

Antiguę odkrył w 1493 r. Krzysztof Kolumb, nadając jej nazwę nawiązującą do słynnego obrazu z Katedry Świętej Marii w Sewilli – Virgen de la Antigua. Życie na niej nie zmieniło się praktycznie przez najbliższe 140 lat, nadal zamieszkana była głównie przez Indian Karaibów. Taki stan trwał aż do 1632 r., kiedy to grupa brytyjskich kolonizatorów przybyła tutaj z wyspy St. Kitts. Sir Christopher Codrington stworzył tu pierwszą stałą europejską osadę. Przeobraził on także wyspę w kolonię brytyjską przynoszącą duże dochody z miejscowych plantacji cukru. Przez długi okres swojej burzliwej historii, Antigua uważana była przez Brytyjczyków „za Bramę do Karaibów”. Jej obecni mieszkańcy są przede wszystkim potomkami afrykańskich niewolników przywiezionych tutaj do pracy na brytyjskich plantacjach cukru.

Antigua przyciąga rozległymi i pięknymi, piaszczystymi, białymi plażami (ma ich aż 365!), krystalicznie czystą, turkusową wodą i wspaniałym klimatem. Wiele sław postanowiło wznieść na tej karaibskiej wyspie swoje letnie rezydencje, m.in. włoski projektant mody Giorgio Armani, muzyk Eric Clapton, pisarz Ken Follett czy amerykańska prezenterka telewizyjna Oprah Winfrey.

Turyści mają do dyspozycji na Antigui liczne luksusowe hotele, kasyna, korty tenisowe, pola golfowe oraz wiele innych atrakcji. Z pewnością nie będą się tu nudzić miłośnicy sportów wodnych – żeglarstwa, nurkowania, snorkelingu czy wędkarstwa na pełnym morzu. Miejscowe centra windsurfingowe oferują sprzęt oraz profesjonalnych instruktorów dla osób początkujących. Najlepsze warunki do uprawiania tego sportu panują w Dutchman’s Bay, czyli w Zatoce Holendra. Amatorów podwodnych przygód z całego świata zadziwiają wspaniałe rafy koralowe rozciągające się wzdłuż wybrzeży Antigui i Barbudy. W pobliżu obu wysp nurkowie odkryją setki interesujących wraków. Średnia roczna temperatura wody wynosi tutaj ok. 25 st. C.

Prawdziwi miłośnicy żeglarstwa obowiązkowo powinni przybyć na Antigua Sailing Week (www.sailingweek.com). Są to jedne z największych regat jachtów na Morzu Karaibskim. Ta ważna dla mieszkańców Antigui i Barbudy coroczna impreza ma zawsze miejsce pod koniec kwietnia lub na przełomie kwietnia i maja (w przyszłym roku przypada już jej 44. edycja – od 29 kwietnia do 4 maja). Kolejnym wydarzeniem przyciągającym prawdziwych wilków morskich jest Annual Antigua Charter Yacht Show (www.antiguayachtshow.com). Jest to największa na świecie ekspozycja jachtów, które są do wyczarterowania na Karaibach, gromadząca co roku ok. 100 luksusowych jednostek pływających. Antigua Charter Yacht Show odbywa się zawsze na początku grudnia. W tym roku wypada jubileuszowa, 50. edycja tej imprezy. Będzie ona miała miejsce od 4 do 10 grudnia.

Stolicą Antigui i Barbudy jest Saint John’s – miasto liczące ok. 35 tys. mieszkańców. Charakterystycznym punktem są tutaj białe barokowe wieże Katedry św. Jana (St. John’s Cathedral). Obecny kościół został zbudowany w 1845 r., w miejscu dwóch wcześniejszych świątyń, które zostały zniszczone w 1683 i 1745 r. przez trzęsienia ziemi. Osoby zainteresowane historią wyspy powinny też odwiedzić w St. John’s Muzeum Antigui i Barbudy, jakie znajduje się w kolonialnym gmachu sądu z 1750 r. (Court House). W piątkowe i sobotnie poranki nie można przegapić barwnego, gwarnego targu owoców i warzyw. Odbywa się on zawsze na południowym krańcu miasta. Turyści znajdą tutaj wyroby rękodzieła artystycznego, interesujące pamiątki z pobytu na Antigui, kolorowe owoce tropikalne oraz tłumy wesołych mieszkańców wyspy. Targ w St. John’s jest doskonałym początkiem dnia, miejscem pełnym energii i życia.

 

BARBUDA – SANKTUARIUM PRZYRODY, CISZY I SPOKOJU

Niezmiernie wiele atrakcji czeka też na miłośników sportów wodnych na Barbudzie, choć wyspa ta przyciąga przede wszystkim z innych powodów – w przeciwieństwie do pełnej rozrywek i ekskluzywnych ośrodków wypoczynkowych Antigui, oferuje błogą ciszę i spokój, co w dzisiejszych czasach jest prawdziwym luksusem. Mieszka tu jedynie ok. 1,5 tys. osób, z czego większość żyje w mieście Codrington, które zostało założone przez braci Christophera i Johna Codringtonów w 1685 r. Barbuda położona jest ok. 48 km na północ od Antigui. Rozległe, piaszczyste, różowe i białe plaże oraz pobliskie rafy koralowe z wrakami licznych statków czynią z niej dużą atrakcję turystyczną. Na Barbudzie, w jej północno-zachodniej części, w malowniczej lagunie, mieści się obecnie Rezerwat Fregaty (Frigate Bird Sanctuary), gdzie można podziwiać piękne i kolorowe ptaki. Można tu dotrzeć jedynie łodzią. W tym prawdziwym sanktuarium przyrody znajdziemy ponad 170 gatunków ptaków i ok. 5 tys. fregat. Będąc na wyspie, warto także zobaczyć zabytkowe ruiny Highland House – XVIII-wiecznej posiadłości rodziny Codringtonów. Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na pobliską okolicę.

Barbuda jest jedną z niewielu wysp na Karaibach, które pozostały praktycznie w dziewiczym stanie. Jest niezagospodarowana i niemalże bezludna. Jest doskonałym schronieniem dla tych, którzy uciekają przed szumem i hałasem wielkich miast. Gwarantuje im pełny relaks, spokój i szybkie odstresowanie się.

Na Barbudę można się dostać bez żadnego problemu z sąsiedniej Antigui – do wyboru mamy samolot (20 min. lotu, dwa razy dziennie) lub łódź (3-godzinna podróż). Na gości czekają na wyspie m.in. luksusowy K-Club, Coco Point Lodge czy Hotel Palmetto, jak również inne ośrodki wypoczynkowe i komfortowe pensjonaty w stylu kolonialnym, położone wśród pięknych tropikalnych ogrodów.

 

KARNAWAŁ NA ANTIGUI

Żeby zobaczyć huczny, pełen barw i muzyki karnawał, nie trzeba jechać do Brazylii – do słynnego Rio de Janeiro. Także na Antigui co roku odbywa się szalona zabawa upamiętniająca zniesienie niewolnictwa w 1834 r. To właśnie wtedy, 1 sierpnia, miejscowa ludność wyszła po raz pierwszy na ulice, żeby świętować uzyskanie wolności. Ludzie wyrażali swoją radość poprzez spontaniczny taniec i śpiew. Przez lata obchody te były nieoficjalne, aż do 1957 r., kiedy po raz pierwszy zorganizowano tzw. Antiguan Christmas Festival, trwający 10 dni. Obecnie karnawał obchodzony jest na przełomie lipca i sierpnia. Nazywa się go „największym letnim festiwalem na Karaibach”. Dla turystów jest to zdecydowanie najlepsza okazja, żeby poczuć prawdziwą atmosferę wyspy i poznać lepiej jej burzliwą historię. Przyjaźnie nastawieni mieszkańcy wciągają spontanicznie wszystkich gości do wspólnej zabawy, co gwarantuje niezapomniane wrażenia. Największe imprezy i parady podczas Antigua Carnival odbywają się na ulicach St. John’s oraz w tzw. Carnival City, czyli w „Miasteczku Karnawałowym”, w jakie zmienia się Centrum Rekreacji Antigui (Antigua Recreation Ground), położone także w stolicy wyspy. Punktem kulminacyjnym całych obchodów jest J’Ouvert (tzn. Dzień Otwarty). Radosne korowody, tańce i śpiewy trwają wówczas przez całą noc na ulicach i kończą się wczesnym rankiem. W przyszłym roku odbędzie się już 54. edycja Antigua Carnival – szalona zabawa rozpocznie się 28 lipca i trwać będzie do 7 sierpnia (www.antiguacarnival.com). Turystów czeka więc aż 11 dni tańców i śpiewów na Karaibach, we wspaniałej scenerii rajskiej Antigui…

Artykuły wybrane losowo

GRECJA DLA KAŻDEGO

WOJCIECH KUDER

 

Gdzie wyjechać na urlop, żeby ani przez chwilę się nie nudzić? Jak połączyć marzenia o beztroskim wypoczynku, fascynującej podróży w czasie i przygodach, o których z wypiekami na twarzy opowiada się potem przez szereg długich, zimowych wieczorów? Rozwiązaniem w tym przypadku może być z pewnością Grecja… Mityczna kraina wszechmocnych bogów i odważnych bohaterów, ojczyzna poetów, słońca i wyśmienitego wina, po którym świat wygląda jakby wyszedł spod pędzla mistrzów impresjonizmu. To jedno z tych miejsc, gdzie wraca się wielokrotnie. Jest niby zaginione pośród morskich fal królestwo wiecznej szczęśliwości, w którym każdy znajdzie coś dla siebie!

Więcej…

Tajlandia zmysłowa

 

 

temple_of_the_emerald_buddha.jpg

Bangkocka Świątynia Szmaragdowego Buddy

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Katarzyna Byrtek

 

Prawdopodobnie większość Europejczyków słyszała o tajskich niebiańskich plażach, białym piasku i lazurowej wodzie. Jednak Tajlandia to nie tylko rajska kraina uśmiechów, idealna na wakacyjny leniwy wypoczynek, lecz także kraj dostarczający różnorodnych i mocnych wrażeń. Zapewnią nam je m.in. degustacje najlepszej kuchni świata, oglądanie emocjonujących walk boksu syjamskiego („muay thai”) na ringu i zwiedzanie niezmiernie kolorowego podwodnego królestwa zamieszkanego przez wyjątkowe stworzenia. 

Z klimatyzowanego samolotu przez klimatyzowany terminal docieram aż do metra prowadzącego do centrum Bangkoku. Wagon pociągu jest tak wychłodzony, że nie zdejmuję i nie chowam swojego europejskiego swetra. Wkrótce dojeżdżamy jednak do stacji końcowej i wysiadam w bangkocką noc – parną, duszną, gorącą tak, że fala ciepła zatrzymuje mnie na peronie na ułamek sekundy. Moje ciało ciągle pamięta środek warszawskiej zimy. Jak ja tu będę żyć przez dwa miesiące – myślę. W Tajlandii w najchłodniejszym okresie temperatura sięga 30°C, a woda w morzu nagrzewa się do 26°C. W trakcie naszej jesieni i zimy trwa w tym rejonie pora sucha, a powietrze jest przyjemniejsze i mniej wilgotne niż np. w lecie, kiedy część kraju dręczą uparte monsuny i deszcze. Wytchnienie dają klimatyzowane pomieszczenia. Zresztą mieszkańcy całej Azji Południowo-Wschodniej mają niemal obsesję na punkcie chłodzenia się. Klimatyzacja zwykle bywa nastawiona nie na komfortowe dla Europejczyka 20–22°C, ale na temperaturę znacznie niższą. Dlatego do kina zawsze trzeba się ciepło ubrać, przed podróżą nocnym autobusem wyjąć bluzę i szal, a nawet narzucić coś na siebie przy każdej przejażdżce metrem.

Tajlandia cieszy się dużą popularnością wśród turystów z całego świata głównie ze względu na przepiękne plaże i lazurowe morze. Warto jednak wyjść nieco poza ten schemat, zrezygnować z błogiego wylegiwania się na złotym piasku choć na kilka dni i przeżyć o wiele więcej. To idealny cel wyjazdów dosłownie dla wszystkich – rodzin z dziećmi, backpackerów, którzy muszą nieraz zaciskać pasa, miłośników sportów i wielbicieli leniuchowania, samodzielnych podróżników czy królów imprez.

Raj dla kubków smakowych

Jedzenie stanowi wielką atrakcję w czasie wizyty w Tajlandii. Nie bez powodu kuchnia tajska uważana jest za najciekawszą i najlepszą na świecie. Niespróbowanie miejscowych przysmaków byłoby prawdziwym grzechem. Trzeba jednak pamiętać, że tosty zapiekane z szynką sprzedawane w popularnej sieci sklepów 7-Eleven wcinają tylko przyjezdni, a tutejsze śniadanie, obiad i kolacja niespecjalnie się od siebie różnią – rano można spokojnie zajadać się grillowaną wieprzowiną, kurczakiem czy dużą miską wywaru mięsnego z makaronem ryżowym.

Jeśli do obiadu nie dostaliście pałeczek, lecz sztućce, nie martwcie się, nikt nie zwątpił w wasze umiejętności posługiwania się nimi. W Tajlandii większość dań je się po prostu łyżką i widelcem (noże to rzadkość). Pałeczki, razem z łyżką, podawane są najczęściej do zupy z makaronem ryżowym.

W kuchni tajskiej wszystko kręci się wokół ryżu (zamówić go można nawet w miejscowym KFC), intensywnych przypraw i różnych rodzajów mięsa. Najsłynniejsze jest boskie pad thai, czyli smażony makaron ryżowy m.in. z jajkiem, sosem rybnym, orzeszkami, krewetkami, serwowany z połówką limonki i kiełkami. Nie wolno nie spróbować chociaż jednej z wersji curry (mieszanki przypraw rozprowadzanej w mleku kokosowym podawanej z mięsem, warzywami i ryżem) – do wyboru czerwone, zielone, żółte bądź łagodniejsze phanaeng curry (panang curry lub penang curry). Z kolei tom yam (tom yum) to intensywna kwaśno-pikantna zupa na mleku kokosowym. Ciekawą propozycję na lunch stanowi też sałatka z papai. Na deser często zamawia się lepki ryż khao niaw z bananem, mlekiem kokosowym czy jajkiem.

Przed wyruszeniem na wędrówkę w poszukiwaniu tajskich specjałów trzeba również odrzucić restrykcyjne zasady polskiego sanepidu, aby móc beztrosko zapuścić się w uliczki, gdzie na każdym kroku spotkać można dymiące wózki pełne świeżo przygotowanych smakołyków (wspomnianej zupy albo np. nadzianego na patyki mięsa). Wokół nich chaotycznie poustawiane są małe stoliki z niskimi plastikowymi krzesłami – nie ma na nich serwetek i sztućców, ale atmosfera jedzenia na ulicy jest niepowtarzalna. We wszystkich miastach i punktach, gdzie zatrzymują się autobusy dalekobieżne, znajduje się przynajmniej kilka niewielkich targów, na których oprócz świeżych owoców czy ryb sprzedaje się przeróżne mieszanki mięsa z lokalnymi warzywami przyprawione prawdziwie po tajsku. Posiłki na wynos pakuje się do zawiązywanych woreczków. Duża część lokali typowo restauracyjnych powstała dla turystów, dlatego ceny bywają w nich nawet kilkakrotnie większe, a dania – nie zawsze oryginalne.

W słynnej nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej Pattaya,uchodzącej za jedno z centrów seksbiznesu,koniecznie należy odwiedzić chińsko-tajskie restauracje z rodzaju all you can eat (pol. jesz, ile chcesz). Pośrodku stołu znajduje się w nich wielki rozgrzany gar, w którym goście samodzielnie gotują lub przysmażają jedzenie. W formie szwedzkiego stołu wystawione są przeróżne warzywa, owoce, mięsa i najrozmaitsze owoce morza. Większe porcje tych dwóch ostatnich składników można wybrać samemu i oddać w ręce obsługi, która przygotuje je na grillu.

Moje własne curry

W Tajlandii przyrządzimy też miejscowe przysmaki samodzielnie pod okiem doświadczonego szefa kuchni w czasie kursu gotowania. Nawet największym obżartuchom powinien wystarczyć półdniowy wariant takiego szkolenia, w trakcie którego przygotowuje się kilka dań, a potem je konsumuje. W menu pojawiają się doskonała zupa kokosowa tom kha czy wspomniana już tom yam, makaronowe pad thai, jeden z rodzajów sajgonek i deser. W moździerzu uciera się również proszek curry, którego później dodaje się do potrawy z ryżem. Takie własnoręcznie przyrządzone specjały to prawdziwe niebo w gębie.

Największy wybór godnych polecenia kursów gotowania znajdziemy w mieście Chiang Mai, położonym w północnej części kraju. To jeden ze standardowych przystanków wszystkich turystów w Tajlandii, dlatego zaplecze usługowe jest w nim na tyle rozwinięte, że przyjezdni mogą siedzieć tu ponad tydzień i nigdy się nie nudzić.

Dzień najlepiej zacząć na lokalnym targu. Niektóre sprzedawane na nim produkty są tak niezwykłe, że człowiek z Europy Środkowej nie tylko dziwi się, że Tajowie je jedzą, ale też zastanawia, jak to robią. Do najsłynniejszych tego typu osobliwości należy zielonkawy durian z grubą skórką przypominającą nieco kolce. Ciągnie się za nim opinia najbardziej śmierdzącego owocu świata. Kiedy w pokoju w hostelu czuć zapach starych skarpetek, niekoniecznie winę za to musi ponosić niechlujny współlokator. Może ktoś nielegalnie (większość obiektów noclegowych wywiesza kartki z rysunkiem przekreślonego duriana) przemycił cuchnący smakołyk. Podobno nie wolno spożywać go także z alkoholem lub kawą.

Ciało do ciała

Po spacerze z orzeźwiającym świeżo zmiksowanym sokiem z owoców egzotycznych w ręce przychodzi czas na relaks. Wbrew obiegowej opinii większość tajskich masaży wcale nie kończy się zaspokojeniem seksualnym. Zabieg ten ma długą historię, a za jego legendarnego twórcę uchodzi sam lekarz Buddy – Shivago Komarpaj (Jīvaka Komarabhācca), żyjący ok. VI w. p.n.e. W rzeczywistości rozwój tej techniki masowania był bardziej złożony, bo czerpie ona z tradycji Chin, Indii i innych południowoazjatyckich krajów.

Wizyta w miejscowym salonie bywa niełatwym przeżyciem dla osób nieśmiałych i kruchych – taki masaż jest wyjątkowo kontaktowy i intensywny. Przed nim rozbieramy się do majtek albo zakładamy coś w rodzaju luźnego szlafroka i kładziemy się na materacu lub specjalnej leżance. W trakcie zabiegu masażystka używa różnych części ciała: łokci, stóp, kciuków bądź przedramion, może na nas siadać, trzymać za rękę, przyciskać nasze ciało do swojego. W przypadku tej techniki nie chodzi tyle o delikatne ugniatanie mięśni i skóry, co o naciskanie odpowiednich punktów i rozciąganie. Tajski masaż łączy elementy akupresury, pasywnej jogi i refleksologii. Czasem wywołuje chwilowy ból, ale po wszystkim człowiekowi wydaje się, że jest na tyle rozciągnięty, iż urósł kilka centymetrów. Taka sesja niesamowicie odpręża, dlatego zaleca się korzystanie z jej dobrodziejstw przynajmniej raz w tygodniu, nie tylko na urlopie. Osoby krępujące się tak bliskiego kontaktu z obcym człowiekiem mogą skusić się na wymasowanie stóp czy karku i głowy. Salony masażu znajdziemy tutaj dosłownie wszędzie, m.in. na południowych wyspach, w Bangkoku lub północnym Chiang Mai (gdzie działa zresztą najbardziej renomowana szkoła masażu).

Wielki błękit

scuba_diving_andaman_sea.jpg

W wodach Morza Andamańskiego nurkowie spotkają m.in. rekiny brodate

©THAITRAVELMART.COM



Ciepłe przejrzyste morze, bogactwo kolorowych ryb i zapierające dech w piersiach rafy koralowe przyciągają co roku do południowej Tajlandii tysiące turystów, a podwodny świat tego regionu od zawsze trafia do pierwszych dziesiątek rankingów najciekawszych nurkowisk na ziemi. Jeśli ktoś nie wie nic o nurkowaniu, to nic nie szkodzi. Może kupić albo wypożyczyć maskę, rurkę oraz płetwy i wybrać się na eksplorację dna morskiego na własną rękę na płytkie wody blisko brzegu. Dobrze dopytać się o lokalne warunki – w niektórych miejscach występują silne prądy lub fale, które wyrzucają na skały czy rafy. Najlepsze do snorkelingu są okolice wysp Koh Lipe, Koh Chang i Koh Samui.

Warto jednak zarezerwować sobie kilka dni bądź tydzień i wykupić podstawowy kurs nurkowy ze sprzętem – tutejsze ceny należą do najkorzystniejszych na świecie, a to, co zobaczymy pod powierzchnią morza w Tajlandii, jest zdecydowanie atrakcyjniejsze niż widoki podczas szkoleń prowadzonych na basenie i jeziorach w Polsce. Co więcej, sprzyjające warunki panują tu cały rok (z małymi wyjątkami), temperatura wody w zasadzie nie spada poniżej 26°C, a najlepszy okres do nurkowania to styczeń–marzec, czyli szczyt tajskiego sezonu. Zwykle nie ma konieczności zapisywania się na lekcje z wyprzedzeniem. Nawet na mniejszych turystycznych wyspach działa po kilka firm, bez problemu już na miejscu sprawdzimy ceny, dostępność i terminy kursów. Dobrze też zainteresować się, jakie certyfikaty posiada instruktor, czy dogadamy się z nim w jakimś języku, którym władamy, i co dokładnie zawiera dana oferta.

Cisza pod wodą, otaczające człowieka rozległe przestrzenie czy uczucie latania to dodatkowe argumenty przemawiające za spróbowaniem nurkowania. Niemal 75 proc. wszystkich gatunków fauny morskiej i koralowców na świecie występuje właśnie w Azji Południowo-Wschodniej – od malutkich koników morskich, przez płaszczki, ośmiornice, węże wodne, po kilku- lub kilkunastometrowe ryby. Spotkania z tymi stworzeniami nigdy się nie zapomina. Zachwycają również podwodne jaskinie, bloki skalne i wraki łodzi. Tajlandię można podzielić na trzy rejony idealne dla nurków. Pierwszy z nich stanowi zachodnie wybrzeże ze słynną wyspą Phuket oraz archipelagiem Phi Phi, leżący na północ od niego obszar, na który składają się wyspy Similan, Koh Bon, Koh Tachai i Skała Richelieu (Richelieu Rock), a także region południowy, czyli Koh Haa, Hin Daeng, Hin Muang i Koh Lipe. Z kolei w północnej części Zatoki Tajlandzkiej warto odwiedzić Pattayę i Koh Chang. Natomiast na jej południowym terenie miłośników podwodnych przygód przyciągają Koh Tao i Koh Samui.

Na siedzeniu tuk-tuka

phi-ph-island-1.jpg

Koh Phi Phi Don jest największą wyspą w archipelagu Phi Phi

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND



Istnieje wiele sposobów podróżowania po kraju Tajów. Wielką frajdą będzie na pewno zwiedzanie wybranej wyspy na własną rękę wypożyczonym na jeden lub kilka dni skuterem. Samodzielne prowadzenie środka transportu (wynajęcie samochodu bywa znacznie droższe) daje dużą niezależność. Nie tylko nie jesteśmy wówczas uzależnieni od rozkładów jazdy, lecz także bez problemu możemy zatrzymać się przy opuszczonej rajskiej plaży i wskoczyć wprost do orzeźwiającej wody.

W dużym mieście warto choć raz przejechać się tuk-tukiem, czyli autorikszą pełniącą funkcję taksówki. Taki trzykołowy pojazd wygląda jak motor z dobudowanym z tyłu wózkiem, który pomieści kilka osób. Jazda zatłoczonymi ulicami Bangkoku podniesie ciśnienie krwi niejednemu Europejczykowi. Jeśli ktoś podróżuje samodzielnie, może skorzystać z taksówek motorowych i skuterowych. Pasażer plecak wkłada pod kierownicę i wskakuje na siedzenie za kierowcą, który pędzi, przeciskając się między samochodami i ignorując większość znaków drogowych. Trudno powiedzieć, czy to aby na pewno bezpieczne, ale przeżycia z takiej przejażdżki są z pewnością niezapomniane.

Tajlandia to wręcz wymarzone miejsce dla miłośników morza i wysp, a co za tym idzie, zapalonych żeglarzy. Wystarczy zebrać grupę znajomych i wypożyczyć jacht albo katamaran, aby przemierzać bezkresną Zatokę Tajlandzką, a podczas rejsu zatrzymywać się w każdej chwili przy opuszczonych lądach, opalać bez towarzystwa tłumu turystów i nurkować z maską wśród bajecznych raf koralowych.

W świetle księżyca

shopping_at_khao_san_road1.jpg

Ulicę Khao San w centrum Bangkoku odwiedzają tłumy turystó

©THAITRAVELMART.COM



Wieczorem siadamy w jednym z barów. Noc jest gorąca, w środku stoją plastikowe krzesła i stół bilardowy, gra głośna muzyka. Podają tutaj tajskie piwa Chang i Singha bądź popularnego Tigera z Singapuru, czasem z lodem. Dla niektórych wakacje to moment, kiedy wreszcie mogą beztrosko imprezować i nie martwić się wczesnym wstawaniem. Do najlepszych do tego miejsc należy Bangkok – znajdziemy w nim słynną ulicę dla backpackerów Khao San, luksusowe bary na dachach wieżowców (rooftop bars) czy dzielnicę czerwonych latarni Patpong odwiedzaną przez licznych zagranicznych przybyszów. Wiele osób przyciągają kolorowe nocne światła położonego na wybrzeżu miasta Pattaya, centrum tajskiego seksbiznesu, w którym przy głównej ulicy działają kluby dla gejów oraz lokale oferujące pokazy erotyczne lub występy kathoey, czyli tzw. ladyboys (osób, które przyswoiły sobie cechy przeciwnej płci, uważanych w buddyzmie za trzecią płeć). Dzikie noce w ociekającej alkoholem i seksem Pattayi niezbyt przypadną do gustu osobom ceniącym zwykłego typu rozrywki czy rodzinom z dziećmi. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że seksturystyka to nie tylko niewinna wakacyjna zabawa, lecz także branża kontrolowana przez mafie i związana z wykorzystywaniem kobiet oraz zmuszaniem nieletnich do prostytucji.


Bawić można się wszędzie, ale dobre towarzystwo i odpowiedni termin to czasem podstawa. Tajlandia słynie na świecie z full moon party, czyli całonocnych imprez nad brzegiem morza organizowanych na południu kraju w dzień przed pełnią księżyca, w jej trakcie albo dzień po niej. Zwyczaj ten zainicjowano na plaży Haad Rin na wyspie Phangan w południowo-wschodniej części Zatoki Tajlandzkiej. W 1985 r. odbyło się pierwsze takie wydarzenie dla kilkudziesięciu osób. Wkrótce zyskało sławę i dziś przyciąga przynajmniej kilka tysięcy uczestników, w większości turystów, a jego odpowiedniki spotkamy również na innych wyspach. Na full moon party usłyszymy muzykę reggae, trance, rhythm and blues, techno, house czy drum and bass. Alkohol leje się strumieniami, nierzadko pojawiają się też inne środki odurzające. Trzeba jednak wiedzieć, że kary za posiadanie i sprzedawanie narkotyków w Tajlandii są wyjątkowo surowe.

Emocje na ringu

Wielbiciele widowisk podnoszących poziom adrenaliny we krwi także nie będą się w tym kraju nudzić. Muay thai, czyli boks tajski (boks syjamski), to bardzo popularna sztuka walki, szczycąca się niemal statusem sportu narodowego i przyciągająca tysiące żądnych wrażeń Tajów i zagranicznych turystów. Zwykle podoba się nawet osobom, które nie są fanami bijatyk na ringu. Ma wielowiekową tradycję, a wiele ze starych elementów przetrwało do dzisiaj – pojedynek zaczyna się od rytualnego tańca wojownika wai khru. Kiedyś w jego trakcie prezentowano region, z którego pochodził zawodnik. Ta część stanowi jednocześnie rozgrzewkę. Cała walka odbywa się na stojąco, przeciwnicy używają niskich kopnięć okrężnych, uderzeń łokciami i kolanami oraz tzw. klinczu, czyli chwytu klamrowego rękami. Niesamowitą atmosferę na widowni tworzy rozemocjonowana publiczność zawsze reagująca na silniejszy cios, przekrzykująca się, obstawiająca wynik w każdym momencie spotkania. Walczą w większości Tajowie, ale zdarzają się też zawodnicy z innych krajów. Niektórzy z nich są bardzo młodzi – trafiają się nawet 15-latkowie. Za najlepsze areny bokserskie uchodzą Lumpinee Boxing Stadium i Rajadamnern Stadium w Bangkoku oraz te na Phuket i Koh Samui czy w Chiang Mai.

Noc w dżungli

Liczne parki narodowe, dziewicza przyroda i zielona dżungla, w głąb której urządza się kilkudniowe wędrówki, czekają na wszystkich mających odwagę zejść nieco ze standardowego szlaku pełnego piaszczystych plaż i taniego piwa Chang. Leśnych ścieżek i zorganizowanych wycieczek szukać można w różnych częściach kraju, zarówno na popularnej północy, jak i w regionie wschodnim, często omijanym przez turystów. Dużo wypraw trekkingowych organizuje się w prowincjach Chiang Mai i Chiang Rai, Mae Hong Son, Kanchanaburi, Krabi, dystrykcie Mae Sot czy Parku Narodowym Khao Yai. Jeśli musimy wybrać jedno miejsce, warto zaufać ekspertom z UNESCO i odwiedzić Kompleks Leśny Dong Phayayen-Khao Yai, leżący w środkowej Tajlandii, stosunkowo niedaleko od stolicy. Podczas planowania wędrówek należy brać pod uwagę porę roku. Inaczej niż na wybrzeżu w okresie zimowym temperatura powietrza na terenach wyżej położonych bywa znacznie niższa od tej panującej w pozostałych miesiącach.

Światło i dym

Tajlandia to kraj o długiej historii i bogatej tradycji, dobrze więc poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z jej najważniejszymi zabytkami i dowiedzenie się czegoś więcej o dominującym tutaj buddyzmie. Do obowiązkowych miejsc do zwiedzenia w Bangkoku zaliczają się przepiękny Wielki Pałac Królewski z Wat Phra Kaew (Świątynią Szmaragdowego Buddy), jedna z najstarszych tajskich budowli sakralnych Wat Pho (Świątynia Leżącego Buddy) oraz Wat Suthat z 28 chińskimi pagodami symbolizującymi 28 postaci Buddy. Na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO znajdują się m.in. stanowisko archeologiczne Ban Chiang, dawna stolica Syjamu Ayutthaya, ruiny miasta Sukhothai czy rezerwaty dzikiej przyrody rozciągające się wzdłuż granicy z Birmą występujące pod wspólną nazwą Thung Yai-Huai Kha Khaeng.

Choć flaga Tajlandii jest niebiesko-biało-czerwona, to zdecydowanie dominują tu kolory pomarańczowy, złoty i biały. Można się o tym przekonać w trakcie jednego z buddyjskich świąt. W jakimkolwiek mieście wtedy będziemy, udajmy się do najbliższej świątyni i przeżyjmy je razem z Tajami. W czasie pełni księżyca obchodzi się Makha Bucha (Magha Puja), kiedy to rozbłyskają setki świateł, a w powietrzu unosi się dym. Pochód ze świeczkami i kwiatami prowadzony przez ubranych na pomarańczowo mnichów okrąża kilkakrotnie kompleks świątynny. Z kolei Songkran to tradycyjny tajski Nowy Rok (wypada na połowę kwietnia). Na ogół spędza się go w gronie rodziny, a do jego zwyczajów należy obmywanie posągów Buddy w świątyniach lub w czasie procesji (przewozi się je na bagażnikach samochodów). Przez kilka dni ulice pełne są roześmianych ludzi, którzy malują się białą kredą i oblewają wodą. Przypomina to trochę nasz śmigus-dyngus.

Tajskie niezwykłości

W Tajlandii zaskoczy nas wiele rzeczy. Na śniadanie dostaniemy ryż z mięsem lub zupę z makaronem ryżowym, a niedojrzałe mango serwuje się tu z sosem rybnym albo chilli. Do większości potraw otrzymamy łyżkę i widelec. Piwo z kolei często podaje się z lodem.

Do zwykłych widoków należą w tym kraju mnich bawiący się telefonem komórkowym czy słonie spacerujące po ulicach. Na drogach trzeba zachować ostrożność, bo przepisy dla uczestników ruchu traktuje się raczej jako wskazówki niż nakazy i zakazy.

Niemal wszystkie kremy dostępne w sklepach przeznaczone są do rozjaśniania skóry. Klimatyzacja w środkach komunikacji i pomieszczeniach ustawiona jest na dość niską temperaturę – sweter w autobusie to konieczność. Hymn państwowy rozbrzmiewa z głośników dwa razy dziennie, dodatkowo również przed każdym seansem w kinie.

Jamajka – więcej niż plaże

MAŁGORZATA CHOLEWA

<< Właściwie każda osoba, którą pytam o Jamajkę, wiąże ją z Bobem Marleyem i jednymi z najpiękniejszych plaż na świecie. Oczywiście, na urlopie Polacy chcą poleżeć na wygodnym leżaku z kolorowym drinkiem w dłoni, skorzystać z mocno prażącego tropikalnego słońca i zrobić sobie zdjęcie pod wysmukłą palmą i nie ma w tym nic złego, ale skoro dotarliśmy już na odległe Karaiby, warto poszukać na nich innych, równie niespotykanych dla nas wrażeń. Mnie ta wyspa kojarzy się z niezliczonymi atrakcjami dla osób aktywnych, pikantną marynatą do mięs „jerk”, aromatyczną kawą, pysznym rumem i przecudownymi krajobrazami tonącymi w bujnej zieleni. >>

Więcej…