AR PN COSTA06 PLAYAS DEPORTES SURF 087

Wybrzeże Pacyfiku w Ekwadorze jest idealne do uprawiania surfingu

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Aleksandra Świstow

www.pojechana.pl 

 

Jest taki kraj w Ameryce Południowej, w którym występują aż cztery regiony fizyczno-geograficzne – Amazonia, góry („sierra”), wybrzeże („costa”) i słynny archipelag Galapagos, 15 proc. wszystkich gatunków ptaków żyjących na naszej planecie, 6 tys. gatunków motyli i aż 3 tys. odmian storczyków, mimo iż zajmuje on powierzchnię mniejszą niż Polska. Stąd pochodzi aż 10 proc. wszystkich gatunków roślin i 8 proc. wszystkich gatunków zwierząt na świecie. To właśnie Ekwador – najmniejsze z andyjskich państw. „Ecuador” oznacza po hiszpańsku „równik”. Linia najdłuższego równoleżnika Ziemi przecina północną część kraju.

 

Ekwador oszałamia bujnością i różnorodnością przyrody. Po kilku godzinach podróży samochodem lub autobusem można tu przenieść się z piaszczystych plaż nad Oceanem Spokojnym w majestatyczne Andy i pod ośnieżone wierzchołki wulkanów czy w okolicę kipiącego życiem dorzecza Amazonki. Do terytorium państwa należą również położone w odległości ok. 1 tys. km od brzegów Ameryki Południowej egzotyczne wyspy Galapagos – kraina wielu endemicznych (czyli nie występujących nigdzie indziej na świecie) gatunków roślin i zwierząt.

 

I choć to nieokiełznane piękno natury stało się wizytówką Ekwadoru, znajdą w nim coś dla siebie także miłośnicy klasycznej architektury i lokalnych kultur. W kraju tym żyje kilkanaście grup etnicznych zachowujących swoje odrębne tradycje, a historyczne centra dwóch jego dużych i ważnych miast (Quito i Cuenki) z przepiękną zabudową zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

MIASTO WŚRÓD SZCZYTÓW

 

21850831960 6e45723fc1 o

Wieże Bazyliki Narodowego Ślubowania z figurą Virgen de Quito w tle

© QUITO TURISMO

 

Naszą podróż zaczynamy w ekwadorskiej stolicy – Quito – położonej na wschodnich zboczach czynnego wulkanu Pichincha (4784 m n.p.m.). Już w drodze z lotniska, gdy jedziemy zatłoczonymi, chaotycznie poprowadzonymi ulicami, nad którymi zwisa plątanina elektrycznych kabli, mamy szansę poczuć niepowtarzalny latynoski klimat miasta. Za oknami taksówki przewijają się kontrastowe obrazki. Składają się na nie kolorowe witryny sklepów, barwne indiańskie stroje, zaśmiecone chodniki i czekający na jałmużnę żebracy. I choć pierwsze wrażenie może przytłaczać, warto poświęcić kilka dni na zwiedzanie 3-milionowego Quito, ponieważ znajduje się w nim największe i jedno z najpiękniejszych historycznych centrów w Ameryce Łacińskiej. Wśród kolonialnych budynków wyróżniają się majestatyczne świątynie, w tym najsłynniejszy, bogato zdobiony złotem Kościół Towarzystwa Jezusowego (Iglesia de la Compañía de Jesús), usytuowany w sąsiedztwie placu Niepodległości (Plaza de la Independencia, zwanego również Plaza Grande). W tym miejscu stoi także imponujący gmach siedziby rządu i oficjalnej rezydencji prezydenta Republiki Ekwadoru – Palacio de Carondelet – w neoklasycystycznym hiszpańskim stylu i otoczony zielenią wysoki pomnik upamiętniający odzyskanie niepodległości. Koniecznie należy odwiedzić olbrzymią Bazylikę Narodowego Ślubowania (Basílica del Voto Nacional) z dwoma 115-metrowymi wieżami, z których można podziwiać panoramę miasta. Historyczny rejon Quito umieszczono, jak wspomniałam na wstępie, na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (już 8 września 1978 r.). Opiekę nad stolicą zdaje się sprawować uskrzydlona Madonna (Virgen de Quito, Virgen de El Panecillo), czyli 41-metrowa figura Matki Boskiej ustawiona na szczycie wzgórza El Panecillo (3016 m n.p.m.), widoczna nawet z odległych dzielnic. Tło dla tego wszystkiego stanowią malownicze ośnieżone szczyty górskie i stożki wulkanów – wszak miasto leży na wysokości ok. 2700 m n.p.m.

 

NA RÓWNIKU

 

Zaledwie ok. 25 km na północ od centrum Quito możemy odbyć niezwykły spacer po dwóch półkulach Ziemi jednocześnie. Mitad del Mundo, czyli Środek Świata, to miejsce, gdzie wzniesiono w latach 1979–1982 30-metrowy monument, od którego ciągnie się żółta linia symbolizująca równik. Jak się okazało pod koniec XX w. (dzięki pomiarom w technologii GPS), została ona mylnie wyznaczona, bo ten w rzeczywistości znajduje się mniej więcej 240 m na północ stąd. W małej osadzie, będącej repliką hiszpańskiego miasta kolonialnego, otaczającej olbrzymi pomnik, warto zajrzeć do Muzeum Etnograficznego (Museo Etnográfico Mitad del Mundo) i prywatnej placówki Museo de Sitio Intiñan. Osoby odwiedzające tę ostatnią mogą przeprowadzić niezwykłe eksperymenty przedstawiające działanie prawa grawitacji, np. postawić surowe jajko na gwoździu lub spuścić wodę z wanienki na równiku, aby zaobserwować, że spływając, nie tworzy ona wiru kręcącego się w prawo bądź lewo. Przewodnik zaproponuje nam też przejście po linii najdłuższego równoleżnika Ziemi z zamkniętymi oczami i rękami wyciągniętymi na boki, czyli nad oboma półkulami – nie przemierzymy nawet kilku metrów, prawa fizyki na to nie pozwolą. 

 

Miłośników przyrody i aktywności na świeżym powietrzu przyciąga natomiast położony w pobliżu Mitad del Mundo Rezerwat Geobotaniczny Pululahua (Reserva Geobotánica Pululahua) z jednym z najpotężniejszych kraterów wulkanicznych Ameryki Południowej (o średnicy ponad 5 km), w którego wnętrzu znajdują się pola uprawne, hodowle zwierząt, wioska, a także hostele i kilka restauracji. Turyści mogą w tym miejscu również sprawdzić, jak mieszka się w środku wulkanu.

 

WIELOBARWNA MOZAIKA

 

Malowniczymi i niezmiernie krętymi górskimi drogami wiodącymi dalej na północ dojedziemy do Otavalo (ok. 110 km od Quito), słynnego na cały świat dzięki tkackim tradycjom kultywowanym przez tutejszych Indian od XVI w. i największemu targowisku z rzemiosłem artystycznym w Ameryce Południowej. Wyroby w bajecznie kolorowe pasy, ozdobione wzorami w lamy, kwiaty, pejzaże, indiańskie twarze i śniegowe płatki, tkane z bawełny i ciepłej wełny alpaki, swetry, poncha, czapki z pomponami i gobeliny wyłożone na stoiskach rozstawionych na ulicach i placach w centrum miasta przyprawiają przechodniów o zawrót głowy. Etniczną biżuterię, drewniane rękodzieło, udekorowane piórami łapacze snów (atrapasueños), ręcznie robione lalki i tandetne pamiątki chińskiej produkcji – to też można tu znaleźć. Jeszcze większą atrakcją są sami sprzedawcy: mężczyźni z długimi, kruczoczarnymi włosami spiętymi w warkocz, w niebieskich ponchach i tradycyjnych filcowych indiańskich kapeluszach na głowie, kobiety w białych koszulach zdobnie haftowanych w barwne kwiaty, długich, złotych kolczykach i misternie plecionych koralikach na szyi i nadgarstkach. 

 

W poszukiwaniu odpoczynku od gwaru targowiska warto wybrać się pod pobliski imponujący 30-metrowy wodospad Peguche (1821 m n.p.m.) lub na oddalony od Otavalo o zaledwie niecałe 25 km dziki kemping nad mieniącą się wszystkimi odcieniami granatu laguną Cuicocha. Ta ostatnia leży w szerokiej na 3 km kalderze powstałej ok. 3,1 tys. lat temu w wyniku wybuchu odbijającego się dziś w jej tafli wulkanu Cotacachi (4944 m n.p.m.). Tu odnajdziemy błogą ciszę i spokój oraz oszałamiające piękno natury.

 

KRAINA WULKANÓW

 

Drogą Panamerykańską (Carretera Panamericana), która biegnie od Alaski aż do miasta Ushuaia w Argentynie, dotrzemy do centrum Ekwadoru, nazwanego w 1802 r. przez niemieckiego podróżnika i badacza Alexandra von Humboldta (1769–1859) Aleją Wulkanów (Avenida de los Volcanes) – wyrasta ich w tym rejonie ponad 70! Jedne usnęły na wieki, inne tylko drzemią. Ich ośnieżone stożki odcinają się iskrzącą bielą od błękitnego nieba, a wokół niesie się wulkaniczny pył, wiatr muska gałęzie endemicznych andyjskich drzew, jak np. quishuar (Buddleja incana) czy polylepis (yagual), w suchych zaroślach żerują stada płochliwych wikuni, w górze krążą sokoły (karakary) i kondory. Nad tą niezwykłą krainą góruje wygasły wulkan Chimborazo o wysokości 6263,47 m n.p.m. Można go uznać za najwyższy szczyt na świecie, jeśli przy pomiarze weźmie się pod uwagę odległość od środka Ziemi. Kula ziemska nie ma idealnego kształtu i jest spłaszczona na biegunach. Najdalej od środka planety leżą więc obszary w okolicy równika, a Chimborazo wznosi się właśnie blisko jego linii. Drugi co do wielkości i popularności wulkan Ekwadoru stanowi wciąż aktywny Cotopaxi (5897 m n.p.m.). Ze względu na idealny, wręcz wzorcowy kształt stożka uchodzi on za jeden z najpiękniejszych szczytów wulkanicznych na naszym globie.

 

Doskonałym sposobem na oglądanie tego niezwykłego krajobrazu, który czasem przypomina tło filmu o inwazji na obcą planetę, jest przejażdżka pociągiem zwanym Nariz del Diablo (Nos Diabła). Jego trasa biegnie od miasteczka Alausí do Sibambe wzdłuż głębokich przepaści i wąskich przełęczy. Ekwadorczycy z dumą mówią, że dostarcza ona największych wrażeń ze wszystkich linii kolejowych na świecie. Miłośnicy sportów ekstremalnych, którzy ściągają tu z całego globu, wolą przyglądać się wulkanom z bliska – korzystają z mnóstwa tutejszych spektakularnych szlaków wspinaczkowych i trekkingowych, odpowiednich również dla bardzo wymagających amatorów zdobywania górskich szczytów.

 

MOC GORĄCYCH ŹRÓDEŁ

 

Po trudach wspinaczki nie ma nic lepszego na obolałe mięśnie niż relaks w gorących źródłach. W krainie wulkanów ich przecież nie brakuje. Na taki właśnie odpoczynek, ale i aby skorzystać z rozrywek podnoszących poziom adrenaliny, turyści zjeżdżają do kipiącego zielenią ekwadorskiego uzdrowiska termalnego Baños (Baños de Agua Santa), położonego pomiędzy parkami narodowymi Sangay i Llanganates. To tu można zażywać na przemian lodowatych i gorących kąpieli, w dodatku z cudownym widokiem na ośnieżone szczyty, w jednym z wielu naturalnych basenów, jak np. leżący tuż przy wodospadzie Cabellera de la Virgen kompleks Las Piscinas de la Virgen (działający już od 24 maja 1928 r.). Także tutaj pobujamy się na owianej legendami huśtawce zawieszonej przy Casa del Árbol (czyli Domku na Drzewie), zwanej huśtawką na końcu świata, z której podziwiać będziemy przepiękny aktywny wulkan Tungurahua (5023 m n.p.m.). W tym rejonie wybierzemy się też na 3-godzinną wycieczkę rowerem Trasą Wodospadów (Ruta de las Cascadas) wzdłuż malowniczego kanionu. Najwyższa z kaskad (80-metrowa) to wściekle kipiący hektolitrami wzburzonej wody Kocioł Diabła (Cascada Pailón del Diablo). Poza tym na szlaku znajduje się m.in. o wiele mniej popularny (a więc również mniej oblegany), położony zaledwie niecałe 3 km dalej wodospad Machay, przy którym można się kąpać. Oprócz tego w okolicy Baños skoczymy na bungee, będziemy uprawiać rappelling, zmierzymy się z rwącym prądem rzeki w kajaku lub pontonie, polatamy na paralotni, pojeździmy konno, zjedziemy tyrolką (canopy), wejdziemy na obrośnięte tropikalną zielenią skały, zdobędziemy ośnieżone górskie szczyty, spędzimy czas na zabawie do białego rana w licznych barach albo po prostu pospacerujemy wśród wysokich palm i pól trzciny cukrowej. Tutaj na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.

 

BUJNA AMAZOŃSKA ZIELEŃ

 

AR PN AMAZONIA21 FAUNA YASUNI 031

Kajmany spotkamy m.in. w rejonie rozlewisk rzecznych w Amazonii

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Wschodni obszar Ekwadoru zajmuje część Niziny Amazonki (ponad 120 tys. km² powierzchni) porośnięta wilgotnym lasem równikowym. To prawdziwe królestwo zwierząt, w którym przy odrobinie szczęścia zobaczymy różowe delfiny, czyli inie amazońskie, a także pancerniki, tapiry, wspaniałe hoacyny, tukany, papugi ary, maleńkie kolibry i olbrzymie kopce termitów. Gdy zostaniemy w tej tętniącej życiem krainie na noc, migotać będą nam nad głowami całe chmary ogromnych świetlików i dostaniemy szansę wytropienia kajmanów. Podczas rejsu po rzece Napo (Río Napo), dopływie Amazonki, możemy zaryzykować kąpiel z piraniami, a w ramach pieszej wycieczki po tropikalnej selwie pod czujnym okiem doświadczonego przewodnika z miejscowego plemienia odkryjemy tajemnice tego niepowtarzalnego ekosystemu. Marsz wśród palm, kauczukowców i mahoniowców urozmaicimy sobie bujaniem się na lianie wzorem literackiego Tarzana.

 

KOLONIALNY OŚRODEK W ANDACH

 

Jeśli podążymy Drogą Panamerykańską na południe, dotrzemy do najpiękniejszego miasta Ekwadoru – Santa Ana de los Cuatro Ríos de Cuenca, zwanego w skrócie po prostu Cuencą. Jej zabytkowe kolonialne centrum znajduje się od 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Czyste, wąskie uliczki, przy których tuż obok siebie stoją kryte czerwoną dachówką kamienice z fantazyjnie zdobionymi fasadami i balkonami w ażurowe wzory, rozchodzą się gęstymi serpentynami z obsadzonego tropikalnymi oleandrami i jakarandami głównego parku – Parque Calderón. Na jego środku umieszczono pomnik urodzonego tu Abdóna Calderóna (1804–1822). Ten bohater Ameryki Południowej wsławił się walką o niepodległość. W tym rejonie znajdują się jedne z najważniejszych budynków miasta: Stara Katedra (Catedral Vieja – jej budowę w drugiej połowie XVI w. rozpoczęli Hiszpanie), dziś zmieniona w muzeum sztuki sakralnej, i imponująca Nowa Katedra (Catedral Nueva) z charakterystycznego różowego kamienia, z wnętrzem bogato zdobionym złotem, tak ogromna, że tutejsi mieszkańcy zwykli mówić, iż mogłaby pomieścić prawie ich wszystkich jednocześnie.

 

Piękna architektura jest jednym z atutów Cuenki, kolejny stanowi jej malownicze położenie (na wysokości ok. 2450 m n.p.m.) wśród andyjskich szczytów nad rzeką Tomebamba, która przecina centrum. Zapierającą dech w piersiach panoramę można podziwiać z Mirador de Turi, punktu widokowego usytuowanego na wzgórzu tuż za miastem. Góry przyciągają tu amatorów wspinaczki, trekkingów, wycieczek pieszych i konnych. Do tego miejsca w Ekwadorze przyjeżdżają również miłośnicy lokalnych kultur i inkaskich ruin, do których prowadzi z Cuenki specjalna trasa rowerowa, a także emeryci z całego świata, zachęcani oferowanymi przez ekwadorski rząd preferencyjnymi warunkami stałego pobytu. Jednak zdecydowanie największą atrakcją miasta jest bliskość Parku Narodowego Cajas (Parque Nacional Cajas). Podczas trekkingu wśród setek błękitnych jezior i lagun zobaczyć można żyjące na wolności kondory olbrzymie, kuguary (pumy płowe), jaguarundi, oceloty, niedźwiedzie andyjskie (andoniedźwiedzie okularowe), tapiry górskie, karakary, kolibry i tukany.

 

W Cuence koniecznie należy wybrać się do manufaktury tradycyjnych kapeluszy panama, które wbrew nazwie pochodzą właśnie z Ekwadoru. Te oryginalne wyplatane są ręcznie z włókien z liści łyczkowca dłoniastego (hiszp. toquilla), a następnie barwione na biało naturalnym minerałem. Im drobniejsze włókna i równiejszy splot, tym wyższa cena takiej oryginalnej pamiątki.

 

ODPOCZYNEK NAD PACYFIKIEM

 

GALAPAGOS PAISAJES186

Uszanki i kotiki galapagoskie zupełnie nie boją się turystów

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Na zachodnich krańcach Ekwadoru leżą niekończące się piaszczyste plaże oblewane falami Oceanu Spokojnego. Jeśli z Quito ruszymy na północny zachód, serpentyny górskich dróg szybko sprowadzą nas na nizinne tereny. Pierwszym przystankiem na naszej trasie będzie największe miasto północnego wybrzeża – niemal 200-tysięczne Esmeraldas. Większość podróżników traktuje to miejsce wyłącznie jako punkt zaopatrzeniowy i szybko stąd ucieka, gdyż nie ma w nim nic szczególnie urokliwego. Jeśli jednak coś nas tu zatrzyma, pamiętajmy, że wystarczy wsiąść w autobus, aby po 30 min. znaleźć się na brzegu oceanu skąpanym w równikowym słońcu.

 

Bardziej wymagający turyści powinni wybrać się do kurortów Same i Súa, gdzie czekają czyste i ciche plaże otoczone luksusowymi hotelami. Playa Escondida (Ukryta Plaża) natomiast jest prawdopodobnie najspokojniejsza w całym Ekwadorze, ponieważ znajduje się na terenie rezerwatu. Choć pokrywa ją nie najbielszy piasek i odłamki skał poddawanych sile oceanu, miłośnicy dziewiczej przyrody z pewnością docenią jej dziki charakter.

 

Jeśli chcemy uciec od turystycznego zgiełku, weźmy pod uwagę rozległą plażę w Mompiche, słynącym z wyśmienitych owoców morza. Nie znajdziemy tu barów otwartych do późnej nocy ani stoisk z pamiątkami, a tylko cichą rybacką wioskę, zachwycającą pocztówkowymi widokami i doskonałą do tego, żeby oddać się słodkiemu lenistwu i zrelaksować z książką w ręku.

 

Pogromcy wysokich, spienionych fal upodobali sobie szczególnie miasteczko Canoa. Po szaleństwach na desce surfingowej można tutaj odpocząć na białym, miękkim piasku w uroczym otoczeniu kolorowych rybackich łodzi i pasiastych parasoli plażowych. Jeśli interesują nas raczej całonocne imprezy z mocnymi i tanimi drinkami, wakacyjny raj na ziemi odnajdziemy w miejscowości Montañita, którą albo się kocha, albo nienawidzi. Poszukiwacze najpiękniejszych plaż w Ekwadorze nie mogą ominąć tej w Parku Narodowym Machalilla (Parque Nacional Machalilla). Otoczona klifami Playa de Los Frailes jest łatwo dostępna z nadmorskiego, ale – niestety – niezbyt ciekawego miasta Puerto López.

 

OSTATNIE KRÓLESTWO NATURY

 

Choć w kontynentalnej części Ekwadoru, wyjątkowo ciekawej pod względem krajobrazowym i przyrodniczym, czeka wiele atrakcji, prawdziwym magnesem przyciągającym do tego kraju turystów z najdalszych zakątków naszego globu pozostaje oddalony o ok. 1 tys. km od wybrzeża Ameryki Południowej niesamowity archipelag Galapagos, czyli Wyspy Żółwie.

 

We wrześniu 1835 r. do jego czarnych wulkanicznych plaż dotarł w trakcie wyprawy dookoła świata angielski przyrodnik Karol Darwin (1809–1882), który w swojej książce Podróż na okręcie Beagle (The Voyage of the Beagle) pisał: Widok wzniesień zwieńczonych kraterami i doskonale zachowanych strumieni zastygłej lawy pozwala nam wierzyć, że w stosunkowo nieodległej epoce geologicznej rozpościerał się tutaj niezmierzony ocean. Dlatego – w czasie i przestrzeni – znajdujemy się bardzo blisko największego z wydarzeń, tajemnicy tajemnic – pojawienia się pierwszych istot żywych na ziemi. To m.in. na podstawie obserwacji fauny i flory na tych oddalonych od kontynentu wysepkach powstałych kilka mln lat temu z zastygłej lawy uczony stworzył teorię ewolucji i podważył wiedzę o pochodzeniu życia na naszej planecie.

 

Galapagos to prawdziwy raj dla miłośników zwierząt, zarówno tych występujących na lądzie, jak i w wodzie. Ogromna odległość od kontynentu, brak naturalnych wrogów i tysiące lat bez niczyich odwiedzin sprawiły, że żyjące na archipelagu stworzenia nie boją się człowieka. Tylko tutaj głuptaki niebieskonogie spacerują między nogami turystów, uszanki i kotiki galapagoskie wygrzewają się na ławkach, pingwiny równikowe i legwany lądowe i morskie też nic sobie nie robią z obecności ludzi, a lokalny gatunek kormorana (kormoran nielotny) nie mający powodów do ucieczki w powietrze stał się nielotem.

 

Najsłynniejszym przedstawicielem fauny z Galapagos są ogromne (osiągające wagę nawet ponad 400 kg) żółwie słoniowe, od których region wziął swoją nazwę. Co ciekawe, w zależności od wyspy będącej ich siedliskiem różnią się kształtem skorupy, co potwierdza teorię ewolucji i przystosowywania się organizmów do środowiska życia. To właśnie te długowieczne zwierzęta (dożywające niekiedy 170 lat) przyciągały na archipelag piratów, którzy odkryli, że gady mogą przeżyć długie miesiące bez wody i pożywienia, więc są doskonałym źródłem świeżego mięsa na statku. W 1708 r. na Galapagos dotarł szkocki żeglarz i korsarz Alexander Selkirk (1676–1721). Jego przygody były inspiracją dla angielskiego pisarza Daniela Defoe (ok. 1660–1731) do napisania słynnej powieści Przypadki Robinsona Crusoe (wydanej w 1719 r.).

 

I dziś poczujemy się na Wyspach Żółwich jak prawdziwi odkrywcy, obcujący z niespotykaną nigdzie indziej na świecie surową przyrodą. Można tu pływać z osiągającymi nierzadko 3 m długości żarłaczami galapagoskimi, obserwować niezwykły taniec godowy głuptaków niebieskonogich, podejść na odległość metra do endemicznych legwanów morskich (jedynych jaszczurek żywiących się w morzu) przypominających swoim wyglądem czarne smoki z dziecięcych bajek i podróżować rozkołysanymi statkami między różnymi ekosystemami.

 

Który z niezwykłych, zupełnie różnych od siebie światów Ekwadoru wybrać? To wyjątkowo trudna decyzja, dlatego turyści wracają często w te strony rok po roku, żeby odkrywać kolejne tajemnice, obcować z dziką naturą, zdobywać ośnieżone wulkaniczne szczyty, zgłębiać szamańskie praktyki, surfować na wzburzonych falach Oceanu Spokojnego, próbować osobliwych lokalnych dań, jak np. pieczona świnka morska (kawia domowa) czy stek z lamy, zwiedzać inkaskie ruiny, wsłuchiwać się w odgłosy amazońskiego lasu, latać na paralotni albo po prostu relaksować się na pięknych piaszczystych plażach lub w naturalnych gorących źródłach. Tyle krain, atrakcji, niespodzianek i sekretów czeka na nas w jednym niedużym kraju w Ameryce Południowej. 

Artykuły wybrane losowo

Dusza Meksyku: Michoacán i Querétaro

ZOFIA BLIŹNIAK

 

Kiedy turysta podróżujący po Meksyku nasyci się już widokiem piramid Majów i Azteków oraz złocistymi plażami Cancún i Playa del Carmen, nie powinien stracić okazji do poznania innego oblicza tego środkowoamerykańskiego kraju. Centralne stany Michoacán i Querétaro ukazują nam wyjątkową mieszankę kultur i ras. Odkryjemy tu prawdziwą duszę Meksyku.

Te oba stany łączy wiele – ich stolice, Morelię i Santiago de Querétaro, założyli Hiszpanie w pierwszej połowie XVI w., a kolonialne centra historyczne tych miast zostały wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Górzyste tereny i wioski indiańskie również składają się na obraz tego interesującego rejonu, który odegrał istotną rolę w dziejach Meksyku. 

Więcej…

Botswana – safari dla wybranych

MICHAŁ SYNOWIEC „ZETOR”

 

<< Aby uczestniczyć w prawdziwym safari, trzeba pojechać do Afryki. Jednak by spotkać się oko w oko z dzikimi zwierzętami w środku buszu, nie w rezerwacie pokazowym i bez tłumu turystów dookoła nas, można wybrać się jedynie do kilku krajów na Czarnym Lądzie. Do jednych z najciekawszych z nich należy bez wątpienia Botswana, która oferuje turystom wiele wspaniałych atrakcji turystycznych, choćby kryształowe wody delty rzeki Okawango, Park Narodowy Chobe z ogromną populacją słoni czy pustynne krajobrazy Kalahari. >>

FOT. ANDRZEJ KULKA /WWW.ANDRZEJKULKA.COM

Park Narodowy Chobe

 

Republika Botswany uzyskała niepodległość 30 września 1966 r. i właśnie tego dnia Botswańczycy obchodzą dziś swoje święto narodowe. Wcześniej jej tereny pod nazwą Protektoratu Beczuany (Bechuanaland Protectorate) były brytyjską kolonią. Stolica państwa, Gaborone, znajduje się niedaleko granicy z RPA. Tuż za tym ponad 230-tysięcznym miastem zaczyna się kotlina Kalahari, zajmująca znaczną część botswańskiego terytorium.

Więcej…

Mała wielka Malta

MARCIN „HUMBAK” JĘDRZEJCZAK

 

Leżąca na Morzu Śródziemnym, mniej więcej pośrodku między Gibraltarem a Izraelem, a także Sycylią i Tunezją, Malta jest dosyć dobrze rozwiniętym gospodarczo państwem, tysiąc razy mniejszym od Polski (316 km2 powierzchni). Nie uprawia się w nim ani warzyw, ani owoców, wycięto wszystkie oliwne drzewka, a jedyne, co pozostało, to winnice. Brak tu rzek czy jezior, deszcz pada rzadko i praktycznie nie ma słodkiej wody, znajdziemy za to mnóstwo zabytków. Dlatego kraj ten nazywa się często muzeum pod gołym niebem.

Wodę w miejscowym hotelu po przegotowaniu można śmiało wypić. Jej smak nie jest jednak źródlany, bowiem Maltańczycy pozyskują ją odsalając tę, której mają pod dostatkiem w morzu. Nad umywalką umieszczone są dwa krany – z jednego płynie gorąca, a z drugiego zimna woda. To jedna z pozostałości po Brytyjczykach, poprzednich władcach archipelagu.

Więcej…