ROBERT PAWEŁEK

 

Aby posiedzieć w naturalnym gorącym jacuzzi, nie musimy wybierać się aż do Vichy czy Baden-Baden. Termalny raj leży tuż za miedzą – na Słowacji. Natura hojnie obdarowała ten niewielki kraj, w którym doliczono się około 1300 gorących źródeł z wodą mineralną. U naszych południowych sąsiadów mamy do wyboru 23 uzdrowiska wyposażone w aquaparki, kąpieliska, termy i hotelowe SPA. Niektórzy żartują więc, że słowackie morze znajduje się pod ziemią. Słowacja to jednak nie tylko gorące źródła, ale także piękne góry z nowoczesnymi ośrodkami narciarskimi, które co roku poszerzają swoją ofertę i rozbudowują infrastrukturę. Ten kraj jest prawdziwym rajem dla miłośników białego szaleństwa. Mogą oni tutaj przeżyć zimą niezapomnianą przygodę – połączyć jazdę na nartach z relaksem w wodach termalnych.

 

W ciągu ostatnich kilku lat jak grzyby po deszczu wyrastały na Słowacji nowe kąpieliska termalne i aquaparki. Gdzie tylko zaczynano odwierty, tam natychmiast tryskała gorąca woda, a ośrodki takie jak Tatralandia koło Liptowskiego Mikulasza czy AquaCity Poprad są najlepszym dowodem na to, że tego typu inwestycje szybko się zwracają.

Dla bardziej wymagających klientów powstają luksusowe centra SPA & Wellness, zwane tu również „Witalnym Światem”. Jak mówią zwolennicy odnowy biologicznej: „O ciało trzeba dbać, aby dusza chciała w nim pozostać”. Słowacja oferuje im zimą doskonały wypoczynek w naturalnych gorących wodach termalnych, w krytych lub otwartych basenach, z cudownymi widokami na ośnieżone szczyty gór. Pobyt u naszych południowych sąsiadów możemy połączyć z dobroczynnymi zabiegami SPA & Wellness. W ten sposób zadbamy o swoje ciało i duszę.     

 

Tatralandia – rozrywka dla rodzin

To olbrzymi kompleks wodny (największy na Słowacji) dostępny cały rok, w dodatku położony blisko polskiej granicy. Tatralandia Holiday Resort znajduje się u stóp Tatr, nad Jeziorem Liptowskim, około 2 km od Liptowskiego Mikulasza (Liptovský Mikuláš). Stanowi prawdziwy raj dla rodzin z dziećmi. Tutejszy Aquapark imponuje rozmachem – oferuje w sumie 30 rur i zjeżdżalni (w tym 9 całorocznych), łącznie z najdłuższą, 146-metrową „Anakondą” (czynną latem). W Tatralandii korzystać można z 14 basenów. Aż 9 z nich jest całorocznych wypełnionych gorącą wodą termalną. Mają one mnóstwo atrakcji – siedzenia i łóżka z masażami, gejzery, bicze czy przeciwprądy.

            Aquapark zasila źródło, które znajduje się na głębokości ponad 2,5 tys. m. Wypływa z niego woda o temperaturze 60,7°C. Jest słonawa, bowiem 40 mln lat temu było tutaj morze. Woda w basenach ma temperaturę 26–38°C. Jak wyjaśnia Petra, nasza przewodniczka po Tatralandii, ze względu na dużą zawartość wapnia, magnezu i sodu, korzystnie wpływa na układ oddechowy i ruchowy. Zgodnie z jej instrukcjami przebywamy w basenie maksymalnie 20 minut, ponieważ długie kąpiele w gorącej wodzie mogą zaszkodzić. Pływamy spokojnie, bowiem zbyt duży wysiłek fizyczny nie jest wskazany w tej temperaturze. Wypatrujemy, gdzie pojawią się nowe bąbelki – łaskoczą w pięty, przyklejają się do ciała, jakby chciały wyrzucić nas w górę. Następnie przenosimy się do sąsiedniego basenu w kształcie dużego koła. Znajdują się w nim urządzenia do masażu, które zapewniają doskonały relaks. Co kilka minut siadamy i kładziemy się w innym miejscu. Masujemy stopy, uda, plecy, barki. Atrakcji jest tu zbyt dużo jak na jeden dzień, dlatego warto zatrzymać się dłużej w Holiday Village Tatralandia, wakacyjnej wiosce wzniesionej tuż obok Aquaparku. Tworzy ją 155 bungalowów i apartamentów, podzielonych na 11 stylowych osad, które oferują doskonałe warunki dla rodzin.

Bešeňová – dla miłośników spokoju

To jedno z najsympatyczniejszych kąpielisk termalnych na Słowacji. Wprawdzie nie jest tak nowoczesne jak sąsiednia Tatralandia, ale zapewnia ciszę, spokój i cudowne widoki na okoliczne góry. Mamy tu do dyspozycji m.in. 8 basenów zewnętrznych (w tym 7 całorocznych) wypełnionych pełną minerałów wodą termalną, schłodzoną do temperatury 26–39°C. Wyglądają one nieco surrealistycznie, jak parujące, błotniste bajorka, gdzie jasny kostium można nieco pobrudzić. Warto jednak zaryzykować – bogata w lit, wapń, potas, sód, magnez, żelazo, mangan oraz dużą ilość siarczanów woda doskonale działa na skórę, układ oddechowy i ruchowy, wpływa również na poprawę naszego stanu psychicznego. Kto już nacieszy się rześkim powietrzem, może odwiedzić baseny kryte (relaksacyjny, pływacki i dla dzieci) oraz strefę saun. Choć ich wybór jest duży (ziołowa, rzymska, solna, miętowa, fińska), są bardziej kameralne, nie tak zatłoczone i cichsze niż te w Tatralandii.

Ci, którzy są spragnieni luksusu, mogą posiedzieć na ogrzewanym fotelu z 24-karatowego złota (strzeżonego pod warstwą szkła). Ta jedyna w swoim rodzaju atrakcja wywołuje uśmiech na twarzach miłośników SPA, mieszkających zazwyczaj w hotelach wzniesionych tuż przy samych basenach (Luka, Giga i Termal). Z uwagi na to, że Thermal Park Bešeňová położony jest nieco na uboczu, kursuje stąd specjalny autobus dowożący turystów do 30-tysięcznego Ružomberoka, centrum turystycznego regionu Liptów. Zimą kusi licznymi atrakcjami pobliski ośrodek narciarski Jasná-Nízke Tatry – największy na Słowacji. Dojazd do niego prowadzi przez Dolinę Demianowską (Demänovská dolina), którą warto odwiedzić ze względu na ciekawe jaskinie, otwarte dla turystów. Przy drodze ulokowały się też hotele o przepięknej architekturze, z luksusowym, 4-gwiazdkowym Hotelem Grand Jasná na czele. Znajdziemy w nim świetnie wyposażone centrum Wellness & SPA, a w jego ofercie – m.in. okłady z torfu lub miodowy masaż detoksykacyjny. Po takim relaksie możemy oddać się wieczorem tanecznemu szaleństwu w pobliskiej restauracji i klubie muzycznym Happy End.

 

AquaCity Poprad – wodne miasteczko all inclusive

Z Tatr Niskich przenosimy się w Tatry Wysokie. W nowoczesnym parku wodnym w Popradzie czeka nas kolejna termalna przygoda. Wszystkie atrakcje, począwszy od kąpieli w basenach, saun, centrum Wellness & SPA aż po fitness, oferowane są tutaj w formule all inclusive. Możemy z nich skorzystać w pakiecie, bez żadnych limitów (dodatkowo płatne są Kriocentrum, zabiegi kosmetyczne i masaże). W sezonie niektóre baseny z bąbelkami, zjeżdżalnie, rwąca rzeka, zewnętrzne jacuzzi przeżywają prawdziwe oblężenie. Niekiedy trzeba więc trochę poczekać na swoją kolej. A warto być cierpliwym – w luksusowym, krytym basenie termalnym Blue Diamond II znajdziemy bar, przy którym zasiadamy zanurzeni w wodzie do pasa, czekając aż barman przyniesie drinki z palemką. Nie musimy się troszczyć o pieniądze, za wszystko płacimy przy pomocy magicznego paska na ręku. To nie tylko nasza karta kredytowa, ale także bilet wstępu do AquaCity i klucz otwierający drzwi do parku wodnego czy centrum Wellness & SPA, nazywanego tu „Witalnym Światem”. Czekają w nim na gości sauny aromatyczne (np. miętowa, ziołowa), inhalacje (kwiatowa, solna) i sanarium. Jest też jaskinia śnieżna i ocean lodowy, pokoje do relaksu oraz jacuzzi.

Na koniec wybieramy kryte baseny Blue Sapphire, w których pełno dysz masujących oraz bąbelkowych ławeczek. Zajmujemy odpowiednio wcześnie miejsce w jednym z jacuzzi, żeby mieć najlepszy widok na trójwymiarowy pokaz laserowy odbywający się tutaj co wieczór, o godz. 20.30. Animowane obrazy skaczą i mrugają nad naszymi głowami, tworząc niezapomniany spektakl. Kolorowe światła odbijają się w wodzie, zamieniając basen w prawdziwą dyskotekę. W nowoczesnym AquaCity Poprad wielką uwagę przywiązuje się też do ekologii. W aquaparku wykorzystuje się energię odnawialną, a sauny są zasilane przez baterie słoneczne. Gorąca woda termalna (50°C), zanim zostanie schłodzona do temperatury 36–38°C, zdezynfekowana promieniowaniem UV i skierowana do basenów, ogrzewa cały olbrzymi kompleks wraz z należącymi do niego hotelami Seasons i Mountain View.

 

Szczyrbskie Jezioro – romantyczny pobyt

Z Popradu do Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso) podróż samochodem zajmuje nam tylko pół godziny. Najbardziej luksusowym miejscem jest tu 5-gwiazdkowy Grand Hotel Kempinski High Tatras. Urządzono go w dawnym domu zdrojowym Hviezdoslav i otwarto w maju 2009 r. Ten ekskluzywny obiekt zachwyca wszystkich gości swoim malowniczym położeniem, zabytkową fasadą i dachem zwieńczonym wieżami. Powitalny szampan zaraz po przyjeździe to zapowiedź tego, czego możemy się spodziewać wewnątrz hotelu. Trudno oprzeć się pokusie zobaczenia tutejszego SPA, położonego na wysokości 1351 m n.p.m. Spoglądając przez przeszklone ściany basenu na duże, polodowcowe Szczyrbskie Jezioro i majestatyczną panoramę Tatr Wysokich, mamy wrażenie nieograniczonej przestrzeni. Pod naszymi stopami znajduje się mozaika, a nad naszymi głowami wiszą piękne, kryształowe żyrandole. Cały kompleks SPA & Wellness (ZION SPA) ma powierzchnię sporego centrum handlowego, a jego wnętrza nie ustępują luksusem tym pałacowym.

Po kąpieli można zasiąść w wygodnych kanapach z lampką wyśmienitego wina. Czasami tylko cicho przemyka prawie niewidoczna obsługa, gotowa zaspokoić wszelkie zachcianki gości. Na nowożeńców czeka ekskluzywny, 58-metrowy apartament (Honeymoon Suite). Prowadzą z niego schodki do jednej z hotelowych wież, na której szczycie znajduje się jacuzzi. Zakochani mogą się w nim oddać romantycznej kąpieli pod gwiazdami. Luksus jednak kosztuje – około 1000–1250 euro od pary za dobę. Mimo to chętnych nie brak.

 

Rajeckie Cieplice – w mocy Afrodyty

Już w XIV w. wykorzystywano tu źródła termalne, a 300 lat później powstało pierwsze uzdrowisko. Dzięki unikalnemu mikroklimatowi tutejsze powietrze uchodzi za jedno z najczystszych na Słowacji. Z kąpieli termalnych i zabiegów leczniczych pod okiem specjalistów można skorzystać w wykończonym w stylu antycznym Domu Zdrojowym Aphrodite. Nazwa pochodząca od imienia greckiej bogini miłości i piękna nie jest przypadkowa – właściwości kosmetyczne miejscowej wody termalnej doceniają zwłaszcza panie. Ale również panowie znajdą w Rajeckich Cieplicach (Rajecké Teplice) coś dla siebie. Tutejsze wody pomagają podobno w leczeniu różnych dolegliwości cywilizacyjnych: bezsenności, migren, nerwic, nałogów, nadwagi, bóli reumatycznych czy niedokrwienia. Dla osób zestresowanych sprawami dnia codziennego interesująca jest jeszcze jedna opinia specjalistów, według których klimat w Rajeckich Cieplicach ma właściwości uspokajające. Nic więc dziwnego, że nie chce się stąd wyjeżdżać!  

 

Słowackie Tatry – kolorowy zawrót głowy dla narciarzy

Kiedy odwiedzimy Słowację zimą, aż żal nie skorzystać z licznych atrakcji przygotowanych specjalnie dla miłośników białego szaleństwa. Każdego roku Słowacy rozbudowują swoją infrastrukturę narciarską, kuszą nowościami na stokach. Inwestują w wyciągi, kolejki krzesełkowe, sztuczne naśnieżanie, bezdotykowy system skipassów oraz wygodne hotele. Przygotowują również specjalne pakiety wypoczynkowe w promocyjnych cenach.   

W sezonie, korzystając z tzw. Slovakia Super Skipas, można jeździć w kilku ośrodkach – Jasná, Tatranská Lomnica, Starý Smokovec, Štrbské Pleso, Donovaly, Veľká Rača i Ružomberok. Łącznie czeka tu na narciarzy ponad 94 km tras. Ceny za Slovakia Super Skipas zaczynają się już od 240 euro.

W Tatrzańskiej Łomnicy (Tatranská Lomnica) można poczuć się jak w alpejskich kurortach. Nowoczesny system naśnieżania zapewnia tu śnieg co najmniej 5 miesięcy w roku. W tym najwyżej położonym ośrodku narciarskim na Słowacji, u stóp Łomnicy (2634 m n.p.m.), przygotowano najważniejszą w sezonie inwestycję w Wysokich Tatrach. Jest nią nowa 8-osobowa kolejka krzesełkowa (wygodna kanapa) z niebieskimi osłonami, tzw. bańkami, chroniącymi przed podmuchami wiatru. Jej stację początkową zaprojektowano na wysokości 906 m n.p.m. (w pobliżu parkingu głównego), a końcową – 1040 m n.p.m. Nieodłączną część kolejki stanowi nowo powstała niebieska trasa narciarska na Bukowej Górze (Buková Hora) o długości 2,7 km.  

Kultowym miejscem dla wielu miłośników białego szaleństwa z Polski jest Chopok (2024 m n.p.m.). Obecnie to największy ośrodek narciarski na Słowacji, noszący nazwę Jasná-Nízke Tatry. Spośród 36 km tras zjazdowych, ponad połowa ma nowoczesny system sztucznego naśnieżania, dzięki czemu sezon trwa aż do wiosny. Chopok przypomina tyrolski Kronplatz – z łysej góry prowadzą w dół nartostrady. Do wyboru mamy tutaj całkiem trudne czarne trasy, sporo czerwonych i łatwe – niebieskie.

Niecałe 40 km od Zakopanego znajduje się niewielka, ale prężnie działająca stacja Ski Bachledova (położona na wysokości 920–1160 m n.p.m.). Niedawno ruszył tu w pełni automatyczny system sztucznego naśnieżania, co dało ośrodkowi 4 gwiazdki. Tuż za naszą granicą leży Ski Park Kubínska hoľa, czyli Kubińska Hala (najlepiej dojechać do niego przez Chyżne), gdzie szusuje coraz więcej Polaków. Na gości czeka tutaj nowa 4-osobowa kolejka krzesełkowa, którą poprowadzono na szczyt Minčola (1396 m n.p.m.), skąd rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na Orawę, Tatry, Wielką i Małą Raczę. Ten ośrodek narciarski ma też dodatkowy atut – zaledwie 6 km od niego znajduje się park wodny w Dolnym Kubinie (AquaRelax Dolný Kubín).  

Prawdziwym hitem tego sezonu powinny się okazać nowe bezpośrednie połączenia Polskich Regionalnych Linii Lotniczych Eurolot z Warszawy i Gdańska do Popradu w Tatrach (uruchomione 8 grudnia 2011 r.). Samoloty latają z Polski na Słowację dwa razy w tygodniu (w czwartek i niedzielę). Z lotniska w Popradzie jest już niedaleko do najważniejszych ośrodków narciarskich w słowackich Tatrach (np. do Tatrzańskiej Łomnicy – 15 km, do Jasnej – 65 km). Ceny biletów w jedną stronę zaczynają się już od 195 zł. Dla pasażerów przygotowano atrakcyjne pakiety pobytowe, które oprócz przelotu, zakwaterowania, wyżywienia, skipassów i transferów obejmować będą zniżki w wypożyczalniach sprzętu narciarskiego, parkach wodnych czy restauracjach. Dzięki połączeniu lotniczemu Eurolotu słowackie Tatry stały się bliższe i łatwiej dostępne dla miłośników białego szaleństwa z Polski. Warto więc z tego skorzystać…

 


 

Artykuły wybrane losowo

Boska Brazylia

MAGDALENA WALCZUK

Fundacja Terra Brasilis

                                                                                                             FOT. FOZDOIGUACUDESTINODOMUNDO.COM.BR

<< „Deus é brasileiro”, czyli „Bóg jest Brazylijczykiem” – stwierdzenie to słyszałam z ust wielu mieszkańców Brazylii. Większość z osób, które kiedykolwiek miały okazję postawić stopę na brazylijskiej ziemi, zgodzi się z nim bez wahania. Bez wątpienia kraj ten został hojnie obdarzony przez Stwórcę: zachwyca bogactwem i niezwykłością przyrody, odurza tropikalnymi smakami i zapachami, urzeka niesamowitą różnorodnością, wybuchową mieszanką kultur, intryguje kontrastami i niejednoznacznością. Naprawdę nietrudno zakochać się w Brazylii. Jak prawdziwa kobieta, powoli odsłania przed nami swoje tajemnice i nie przestaje kusić tym, co jeszcze pozostało do odkrycia. Niechętnie poddaje się prostym definicjom. Nie wierzcie temu, kto twierdzi, że zdołał ją zrozumieć i poznać jej wszystkie sekrety. >>

Więcej…

Kuba – najlepsza podróż w moim życiu

O swojej wizycie na Kubie w maju 2018 r. opowiada Victor Borsuk, siedmiokrotny mistrz Polski i czterokrotny wicemistrz Polski w kitesurfingu, wielokrotnie stający na podium w Pucharze Polski, Świata i Europy, doświadczony trener szkolący amatorów i profesjonalistów, z zamiłowania podróżnik, współpracujący ściśle z magazynem All Inclusive, z którym był ostatnio na 38. Międzynarodowych Targach Turystyki – FITCuba 2018 odbywających się na Los Cayos de Villa Clara.

Więcej…

Bliższe spotkanie z Węgrami

ANNA BUTRYM

www.annabutrym.pl

 

<< Na pytanie, co szczególnie zachwyca mnie w Węgrzech, odpowiadam niezmiennie od lat: przyroda, zabytki i kuchnia. Wydaje się, że to klasyczna trójka, jednak my, Polacy, znamy smaki Włoch, krajobrazy Grecji i atrakcje Hiszpanii, a o skarbach kraju tak bliskich nam Madziarów nie wiemy zbyt wiele. Dlatego jeśli ktoś marzy o odwiedzeniu miejsca, gdzie odpocznie w otoczeniu natury, pozna inspirującą kulturę oraz rozsmakuje się w lokalnych daniach i wyśmienitym winie, a przede wszystkim spotka ludzi o sercach otwartych dla polskich braci, powinien już teraz zacząć planować niezapomnianą i pełną wspaniałych odkryć podróż do niespełna dziesięciomilionowej ojczyzny Węgrów. >>

 

Widok na most Łańcuchowy (Széchenyiego) z balkonu Pałacu Greshama w Budapeszcie

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

Ciepłe relacje między naszymi narodami nie są kwestią jedynie zgodności charakterów. Gdy w 1370 r. w katedrze wawelskiej koronowano na króla Polski władcę Węgier Ludwika I Wielkiego (znanego u nas jako Ludwika Węgierskiego), oba kraje złączone zostały unią personalną. I choć niewiele osób pamięta o tym fakcie, warto mieć świadomość, że losy Węgrów i Polaków przeplatały się w przeszłości wielokrotnie.

Od Budapesztu, jednej z najpiękniejszych stolic świata, której urokiem zachwycają się rzesze turystów, dzieli nas niespełna półtoragodzinny lot z Krakowa lub Warszawy. Czy trzeba lepszego pretekstu, aby zaplanować choćby weekendowy pobyt na gościnnych Węgrzech? Naszą przygodę zacznijmy zatem od samego Budapesztu, którym nie sposób się rozczarować.

 

ZACHWYCAJĄCY BUDAPESZT

Najważniejsze zabytki i atrakcje węgierskiej stolicy, podzielonej Dunajem na górzystą, spokojną Budę i płaski, rozrywkowy Peszt, znajdują się w centrum miasta, zwiedzać warto więc głównie na piechotę, żeby móc dobrze przyjrzeć się zbliżonej do wiedeńskiej architekturze. Na wznoszącą się nad rzeką sylwetkę Budy składa się przede wszystkim rozległe Wzgórze Zamkowe z urokliwymi kamieniczkami starówki, białą Basztą Rybacką (Halászbástya) i Kościołem Macieja (Mátyás-templom), krytym kolorową dachówką, a także Wzgórze Gellérta (Gellérthegy), skąd rozciąga się najpiękniejsza panorama miasta i słynnych mostów. Magicznie oświetlone centrum warto podziwiać również wieczorami, spacerując naddunajskim bulwarem lub delektując się węgierską kolacją przy świecach na pokładzie rejsowego statku.

Szczególne wrażenie po stronie peszteńskiej robi Parlament (Országház), należący do największych na świecie. Jego jasna sylwetka pojawia się na większości zdjęć ze stolicy. Na lewym brzegu Dunaju znajduje się także druga największa na naszym globie i największa w Europie synagoga, a obok niej bije turystyczne i rozrywkowe serce miasta – dzielnica klubów, pubów i restauracji. Trzecia ikona Pesztu to Bazylika św. Stefana (Szent István-bazilika), wyznaczająca maksymalną wysokość budynków w centrum – Budapeszt zaskakuje brakiem drapaczy chmur i uporządkowaną zabudową. Jednak i po stronie peszteńskiej można podziwiać panoramę stolicy, np. z wieży bazyliki, licznych sky-barów czy wagonika BudapestEye.

Peszt słynie też z popularnych ulic. Równoległa do Dunaju Váci (Váci utca) jest ponad kilometrowym, turystycznym deptakiem, kuszącym tysiącami mniej lub bardziej oryginalnych pamiątek i przysmaków. Prawdziwą perełkę stanowi długa aleja Andrássyego (Andrássy út), wiodąca do placu Bohaterów (Hősök tere) i Lasku Miejskiego (Városliget), pełnego atrakcji dla całej rodziny. Do tych dwóch miejsc warto jednak podjechać najstarszym metrem na kontynencie, które zachowało swój urok sprzed ponad 120 lat.

Po intensywnym dniu można odpocząć na Wyspie Małgorzaty (Margitsziget) – to prawdziwa oaza zieleni pośrodku Dunaju, idealna na piknik, z przyciągającą turystów grającą fontanną. Słodkiemu lenistwu oddamy się też w zabytkowych kąpieliskach (Széchenyi gyógyfürdő, Gellért gyógyfürdő, Király gyógyfürdő). Z całą rodziną warto udać się do jednego z największych krytych parków wodnych w Europie, należącego do nowoczesnego kompleksu Aquaworld Resort Budapest, gdzie czeka na nas 19 basenów i 11 zjeżdżalni. Gdy dzieci będą szaleć w wodzie, dorośli mogą skorzystać z luksusowego, trzypoziomowego Oriental Spa. Chwila odpoczynku przyda się z pewnością przed odkrywaniem kolejnych atrakcji Węgier.

 

Pięknie oświetlone Zamek Budański na Wzgórzu Zamkowym i most Łańcuchowy

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

WAKACJE MARZEŃ

Jest coś, czego Węgrzy zazdroszczą Polakom – to dostęp do morza. Nie wiem jednak, czy w referendum nie oddalibyśmy im chłodnego i kapryśnego Bałtyku za największe (ok. 600 km² powierzchni) jezioro Europy Środkowej: ciepły, czysty i szmaragdowy Balaton, cel letnich wycieczek Madziarów, nazywany przez nich samych węgierskim morzem. Gdy w dodatku weźmiemy pod uwagę, że średnia temperatura wody w lecie wynosi w nim 23°C, a pod względem liczby słonecznych godzin ten region nie ustępuje Riwierze Francuskiej, to wakacje na Węgrzech zaczynają plasować się na szczycie podróżniczej listy marzeń. Co więcej, niejednokrotnie znajdziemy w tym rejonie oferty pobytu korzystniejsze cenowo niż w przypadku polskiego wybrzeża czy pojezierzy.

Zróżnicowana głębokość Balatonu sprawia, że panują tu idealne warunki zarówno dla miłośników sportów wodnych, żeglarzy czy wędkarzy, jak i rodzin z dziećmi (w południowej części płycizna sięga nawet 300 m w głąb jeziora). Pomysłów na spędzenie niezapomnianych, spokojnych lub szalonych wakacji w tej okolicy jest tak wiele, że nigdy nie potrafię polecić konkretnej miejscowości. Jezioro okala cały łańcuch miast i miasteczek, w których znajdziemy mnóstwo zróżnicowanych atrakcji, kilka perełek postaram się jednak wyłowić.

Nad Balatonem koniecznie trzeba skosztować miejscowej zupy rybnej (halászlé), bo przepis na ten niekwestionowany symbol madziarskiej kuchni różni się w zależności od regionu. Na deser proponuję zjeść „łabędzia” (hattyú). Pod tą nazwą kryje się rodzaj pączka o kształcie tych powszechnie zdobiących jezioro ptaków, których karmienie staje się niemal codziennym rytuałem dla wielu rodzin podczas długich, relaksujących spacerów.

 

Dzieje neobarokowego pałacu Festeticsów w Keszthely nad Balatonem sięgają 1745 r.

© MAGYAR TURISZTIKAI ÜGYNÖKSÉG

 

MORZE ATRAKCJI

Szczególnie wartym uwagi rejonem w tych stronach jest zachodnia część Balatonu, gdzie znajduje się choćby słynne Keszthely, nierozerwalnie związane z dziedzictwem jednego z najznamienitszych węgierskich rodów arystokratycznych – rodziną Festeticsów. Nieprzypadkowo jego miasto partnerskie stanowi m.in. Łańcut, także słynący z wyjątkowej rezydencji magnackiej i angielskiego parku. Neobarokowy pałac w Keszthely (Festetics-kastély), w którym mieści się dziś muzeum (Helikon Kastélymúzeum) i zachowała się niespotykana w skali kraju biblioteka, to najczęściej odwiedzany tego typu obiekt na Węgrzech. W tutejszym mauzoleum znajdziemy kolejny akcent polski: spoczywają w nim szczątki arystokratki z Polski, Marii von Haugwitz (1900–1972), matki jednego z ostatnich żyjących potomków Festeticsów. W całym mieście i okolicy istnieje niewiele takich zabytków czy miejsc, których powstania nie zainicjowałby słynny magnacki ród. Na terenie pałacowego parku rozpoczyna się również trasa kulturalno-historycznego spaceru, prezentującego losy i spuściznę ośmiu pokoleń rodziny Festeticsów, wiodąca przez Keszthely i nad brzeg Balatonu. W jego trakcie mamy możliwość podążać śladami, jakie zostawili po sobie członkowie rodu, poznać historię ich życia i dowiedzieć się, jak znaczącą rolę odgrywali na Węgrzech. Nie brakuje opowieści o wspaniałych ślubach, znamienitych gościach, wspieraniu nauki czy magnackich rozrywkach.

W Keszthely nie ma czasu na nudę. Po zwiedzeniu pałacu i przygotowanych przez Muzeum Pałacowe Helikon (Helikon Kastélymúzeum) ekspozycji – wystawy powozów (hintókiállítás), wystawy myśliwskiej (vadászati kiállítás) i wystawy historycznych modeli kolejek (történelmi modellvasút kiállítás) – oraz odnowionego zaledwie kilka lat temu historycznego centrum czeka na nas ogrom fascynujących muzeów: Cadillaca (Cadillac Múzeum), Zabawek (Játékmúzeum), Marcepana (Marcipán Múzeum), Tortur (Horrorárium és Kínzó múzeum), Nostalgii i Kiczu (Nosztalgia Múzeum – Látványtár és giccs múzeum), Lalek i Strojów Ludowych (NépviseletesBabamúzeum), Radia i Telewizji (Rádió és Televízió Múzeum). Są tu również panoptika: historyczne i erotyczne oraz wyjątkowa w skali światowej makieta budapeszteńskiego Parlamentu, budowana przez 14 lat z 4,5 mln ślimaczych muszli (Csigaparlament).

W samym Keszthely i jego sąsiedztwie nie tylko przeniesiemy się do przeszłości, ale także wypoczniemy aktywnie na wysokim poziomie. I to dosłownie, bo tutejsze gęsto zalesione pogórze usiane jest licznymi wieżami obserwacyjnymi, z których podziwiać można piękno całej okolicy. Dobrze oznakowane szlaki wiodą od jednego punktu widokowego do drugiego – w trakcie takiej wyprawy koniecznie trzeba wejść na wieżę noszącą znane nam już nazwisko Festeticsów, z której rozpościera się wspaniała panorama balatońskiej zatoki. Warto odszukać również punkt Szép-kilátó. Przymiotnik „piękny” (szép) w swojej nazwie zawdzięcza on rozciągającemu się stąd zachwycającemu widokowi, stanowiącemu natchnienie dla niejednego poety i malarza.

 

WERSJA MINI

Z ogromnym Balatonem sąsiaduje jego miniatura, czyli Mały Balaton (Kis-Balaton), którego obszar w większości został objęty ochroną, głównie ze względu na występujące tu ptactwo. W okolicy jeziora zobaczymy całoroczną stację obrączkowania, ptasią klinikę oraz unikatowe zbiory gniazd i jajek. Ze ścieżek edukacyjnych i punktów widokowych można obserwować nie tylko ptaki, ale też wiele innych gatunków zwierząt, zamieszkujących okoliczne dziewicze lasy.

Mały Balaton nie byłby jednak prawdziwie węgierski, gdyby w jego rejonie nie znajdowały się gorące źródła. W niedalekim miasteczku Zalakaros działa kompleks basenów z wodami termalnymi o wyjątkowym na skalę europejską składzie i właściwościach leczniczych. To znakomite miejsce dla całej rodziny – czekają w nim zarówno atrakcje dla maluchów, jacuzzi dla marzących o relaksie dorosłych, jak i zjeżdżalnie (Magic Tunnel, Rafting-Inga, Ufo, Kamikaze i Turbo), które powinny zadowolić nawet najbardziej wybrednych miłośników wrażeń podnoszących poziom adrenaliny.

 

WIZYTA W JASKINIACH

Na stosunkowo niewielkich Węgrzech istnieje tak dużo możliwości zrelaksowania się w ciepłych bądź zimnych wodach, że jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „Tapolca” i „jaskinie”, to na liście wyników znajdziemy dwa różne miejsca: termalne baseny w grotach w Miszkolcu (Miskolc-Tapolca) oraz nadbalatońskie miasteczko Tapolca, idealne na niezapomniany odpoczynek. W tym drugim można nie tylko skorzystać z kąpieli w gorących źródłach, ale również przeżyć wyjątkową przygodę – wyprawę łódką po podziemnym jeziorze, położonym w rozciągającym się pod miejską zabudową systemie jaskiń. Towarzysząca tej atrakcji wystawa pozwala lepiej poznać tajemnice tego ukrytego świata. Dzień spędzony w Tapolcy warto zwieńczyć lampką regionalnego wina w jednej z piwniczek ulokowanych pod domami w centrum miasta.

 

ZAPACH LAWENDY

Miejscem, gdzie powracam podczas każdej, nawet najkrótszej wycieczki nad Balaton, jest miasteczko Tihany, nieodłącznie związane z dwoma symbolami regionu – górującym nad okolicą opactwem benedyktynów i polami lawendy. Miejscowość zachwyca imponującym widokiem na jezioro, które stąd rzeczywiście wygląda jak morze. Tihany kusi echem odbijającym się od murów klasztoru, wiankami papryczek, oryginalną ceramiką, bogactwem obłędnie pachnących produktów z lawendą i warzonym przez zakonników lawendowym piwem.


RAJ DLA ROWERZYSTÓW

Balaton powinien koniecznie znaleźć się na liście marzeń rowerzystów. Całe jezioro okala świetnie przygotowana i chwalona przez cyklistów trasa, ciągnąca się przez ok. 200 km. Wycieczkę wokół Balatonu można rozszerzyć o wyprawy po okolicznych winnicach (należących m.in. do słynnego obszaru winiarskiego Badacsony, porównywanego przez wielu do Toskanii) i na liczne festiwale.

Dla tych, którzy wolą mniej intensywne przejażdżki, w zachodnim regionie balatońskim przygotowano wyjątkową w skali kraju ofertę. W biurach informacji turystycznej (Tourinform) można wypożyczyć rower, który po zwiedzaniu miasta lub okolicy oddaje się w tym samym lub kolejnym punkcie informacyjnym. Stacje rozmieszczono w atrakcyjnych dla turystów lokalizacjach, punkty serwisowe zorganizowano w przyjaznych cyklistom miejscach, takich jak restauracje czy pensjonaty, stworzono 12 oznaczonych szlaków, udostępniono darmowe mapy i specjalną infolinię telefoniczną, postawiono tablice informacyjne oraz zadbano o schronienie w razie deszczu. Dzięki takim udogodnieniom aż trudno nie skusić się na aktywne spędzanie czasu i odkrywanie nadbalatońskich krajobrazów na dwóch kółkach. Warto więc zostawić samochód i wyruszyć rowerem na wyprawę od plaży do plaży i od muzeum do muzeum, w okolicy wielkiego Balatonu i jego miniatury, Małego Balatonu.

 

WYJĄTKOWA ATRAKCJA

Wspomniana trasa dla rowerzystów zawiedzie nas także do Hévíz, położonego zaledwie kilka kilometrów od wspaniałego Keszthely i również związanego z Festeticsami. Miasteczko słynie jednak przede wszystkim ze stworzonej przez naturę wyjątkowej atrakcji, przyciągającej rocznie milion gości z 42 krajów, czyli największego na świecie dostępnego dla kąpielowiczów naturalnego jeziora termalnego o powierzchni 4,44 ha. Można z niego korzystać o każdej porze roku: zimą temperatura wody wynosi ok. 24°C, a latem dochodzi nawet do 38°C.

Nie wszyscy lubią kąpiel w jeziorze z powodu powolnej wymiany wody. Hévíz to jednak nie dotyczy, ponieważ ciągłe wirowanie w zbiorniku zapewnia całkowitą jej wymianę co 72 godz. Dodatkowo nieustanne wzbijanie się ciepłej wody do góry daje przyjemne uczucie naturalnego masażu. Ze względu na sprzyjającą kąpielom temperaturę jeziora cieszy się ono popularnością przez cały rok. Niektórzy turyści chętniej ściągają tu w chłodniejsze miesiące, gdy kąpielisko spowijają obłoki pary, bo wdychanie unoszącego się nad taflą powietrza wypełnionego mikroelementami ma dobroczynny wpływ na organizm.

 

Hévíz, największe na świecie dostępne dla kąpielowiczów naturalne jezioro termalne

© HÉVÍZI TURISZTIKAI NONPROFIT KFT.

 

BŁOGI WYPOCZYNEK

Nad Hévíz w nie mniejszym stopniu przyciąga jego przepiękne położenie oraz fakt, że lecznicze kąpiele bierze się wśród kwiatów, a dokładniej – indyjskich czerwonych lilii wodnych. Warto jednak pamiętać, że to naturalny zbiornik, którego głębokość sięga 38 m i już nawet 2 m od brzegu woda potrafi nas zakryć po czubek głowy, dlatego ta atrakcja nie jest polecana dla dzieci. Rodzinom tę niedogodność wynagrodzi wizyta w kompleksie spa. Można w nim zrelaksować się w jacuzzi, oddać się w ręce jednego ze 100 masażystów, wyspecjalizowanych w technikach z całego świata, uprawiać sporty wodne czy skorzystać z oferty nowoczesnej strefy wellness, gdzie czekają kriokomory i zabiegi laserowe.

Wybór obiektów hotelowych odpowiednich na dłuższy odpoczynek jest naprawdę szeroki. W bazie noclegowej znajduje się ok. 10 tys. miejsc, które oferowane są zarówno przez pensjonaty, jak i 5-gwiazdkowe hotele. Po uzdrawiających ciało i duszę kąpielach w jeziorze (ze względu na temperaturę wody nie powinny przekraczać półtorej godziny w ciągu dnia) można przedłużyć chwile relaksu muzycznymi seansami w saunie, zajęciami jogi, wizytą w parku linowym, wycieczkami po okolicy (pieszymi, rowerowymi lub segwayem) czy nawet lotami balonem. Idealnym zwieńczeniem dnia będzie z pewnością typowo węgierska atrakcja, czyli degustacja win z całego kraju i samego regionu balatońskiego.

 

WIELOWIEKOWA TRADYCJA

Podczas poznawania uroków okolicy warto zainteresować się początkami uzdrowiska. Swój rozwój zawdzięcza ono hrabiemu Györgyowi Festeticsowi (1755–1819), który w 1795 r. rozpoczął jego budowę w oparciu o kuracyjne właściwości tego miejsca. Kąpielisko stopniowo zdobywało coraz większe uznanie, a wzrostowi popularności towarzyszyło ciągłe poszerzanie i uwspółcześnianie oferty leczniczej i wypoczynkowej, nierozłącznie związanej z największą tutejszą naturalną atrakcją, jaką jest jezioro termalne. Dziś Hévíz to współczesny, komfortowy kurort, w którym gdzieniegdzie znajdziemy jeszcze pamiątki z przeszłości. Niezmienna pozostała choćby część elementów architektonicznych uzdrowiska, jak strzegące wejścia dwa gryfy, wykonane na zlecenie rodziny Festeticsów. Jak głosi legenda, rzeźby przemówią, jeśli pomiędzy nimi przejdzie ktoś, kto nie przeżył miłosnej przygody podczas pobytu w tej miejscowości – to jednak, zdaniem miejscowych, nigdy jeszcze się nie zdarzyło.

 

CUDOWNA MOC

Z jeziorem związanych jest też kilka innych legend i podań o cudownych właściwościach lokalnych wód. Jedna z nich, pochodząca jeszcze z czasów rzymskich, głosi, że dające początek Hévíz źródło wytrysnęło dzięki modlitwie pewnej chrześcijanki, piastunki sparaliżowanego dziecka. Lecznicze wody uzdrowiły chłopca – był nim sam Teodozjusz I Wielki (347–395), ostatni władca wschodniej i zachodniej części cesarstwa rzymskiego, który uczynił chrześcijaństwo religią państwową. Wiele innych podań, zarówno z czasów starożytnych, jak i średniowiecznych, przywołuje kolejne przykłady uzdrawiających i odmładzających mocy jeziora. Nieustannie narzekająca na reumatyzm żona rzymskiego skryby Dubiusa pozbyła się nie tylko tej dolegliwości, ale i innych oznak upływającego czasu dzięki kąpieli w Hévíz, do której namówił ją mąż, obserwujący wcześniej na spacerach, jak okoliczne zwierzęta leczą obolałe kończyny w charakterystycznie pachnącej wodzie. Kilkanaście wieków później zastępca kapitana na zamku Pápa usłyszał od Cyganki, że bitwę z Turkami wygra tylko wtedy, jeśli uprzednio wykąpie się w niezwykłym jeziorze. Péter Huszár poszedł za radą kobiety i rzeczywiście pokonał niełatwego przeciwnika. Cudowne właściwości tutejszych wód uratowały też małżeństwo sparaliżowanej od pasa w dół Kláry Pethő i Sándora Reziego. Im również z pomocą przyszła pewna Cyganka, doradzając młodej mężatce częste kąpiele w jeziorze, dzięki którym dziewczyna całkowicie ozdrowiała.

RELAKS W TERMACH

Nieustającą popularnością wśród Polaków cieszy się od wielu lat słynne uzdrowisko Hajdúszoboszló. Ja jednak uważam, że warto wciąż odkrywać inne, nie mniej atrakcyjne węgierskie kurorty, takie jak choćby drugi największy w kraju kompleks basenów termalnych w miejscowości Bük. Jeśli ktoś chce z kolei połączyć odpoczynek w gorących źródłach, korzystanie z leczniczego wpływu uzyskanych z nich kryształków i zabawę w parku wodnym ze zwiedzaniem świetnie zachowanego średniowiecznego zamku, powinien koniecznie odwiedzić Sárvár.

 

TO NIE WSZYSTKO

Po spędzeniu kilku dni na podziwianiu zabytków stolicy i odwiedzinach w mniejszych miastach, relaksie w łaźniach termalnych i wypłynięciu na wody węgierskiego morza wydawać by się mogło, że poznaliśmy Węgry już dość dobrze. Nic bardziej mylnego – te doświadczenia odsłaniają zaledwie ułamek bogactwa, jakim wita nas kraj bratanków. Przyjrzyjmy się więc jeszcze kilku atrakcjom, choć zapewniam, że do ojczyzny Madziarów można powracać wiele razy i podczas każdej wizyty odkrywać kolejne powody do zachwytu i ponownego przyjazdu.

 

NIEZAPOMNIANE SMAKI

Magiczną siłę przyciągania ma w sobie chociażby węgierska kuchnia – nielekka, to prawda, bo wykorzystująca smalec i pełnotłustą śmietanę, za to pełna aromatycznej, słodkiej czerwonej papryki (pikantną każdy dodaje według swojego gustu) i dojrzewających w słońcu warzyw, najczęściej duszonych lub gotowanych, stawiająca na sycące potrawy i pyszne desery. Tradycyjna zupa gulaszowa (gulyásleves), pörkölt (nazywany w Polsce gulaszem) oraz dobrze nam znane leczo (lecsó) to zaledwie początek listy dań, których koniecznie trzeba spróbować. Nie należy jednak szukać tutaj placka po węgiersku, bo to nasz rodzimy wymysł – jeśli chcemy chwycić na szybko coś treściwego, powinniśmy sięgnąć po madziarski fast food, czyli langosza (lángos). Smakowity węgierski obiad warto zakończyć słodkimi naleśnikami à la Gundel, purée z kasztanów lub tortem Dobosa, a jeśli je się w biegu, można kupić kurtoszkołacza (kürtőskalács) – kominowe ciasto obtoczone w różnych posypkach.

 

WINO KRÓLÓW

Na liście największych skarbów Madziarów bogactwo kulinarnych tradycji ustępuje pierwszeństwa jedynie mnogości wspaniałych win, wytwarzanych z miłością w 22 regionach winiarskich dzięki sprzyjającemu klimatowi, odpowiednim glebom i dużemu nasłonecznieniu. Każdy z łatwością odnajdzie na Węgrzech swój ulubiony trunek, jednak prawdziwą perłą w koronie jest tokaj aszú (tokaji aszú). Jeżeli ktoś gustuje w mocnych alkoholach, powinien spróbować węgierskiej wódki na owocach – palinki – oraz Unicum, gorzkiego likieru ziołowego o magicznej mocy, który można pić i jako aperitif, i jako lekarstwo, gdy zje się zbyt wiele dokładek madziarskich przysmaków.

 

FASCYNUJĄCY BEZKRES

Wytrawny podróżnik sprytnie połączy rozsmakowywanie się w lokalnej kuchni z poznawaniem kolejnych atrakcji Węgier. W jego planach znajdzie się więc prawdopodobnie wycieczka do największego (zajmującego powierzchnię 82 tys. ha) i najstarszego w kraju (założonego w 1973 r.) Parku Narodowego Hortobágy (Hortobágyi Nemzeti Park). Można w nim podziwiać bezkresną równinę, zwaną pusztą, i przenieść się w czasie dzięki kultywowanym tu zwyczajom węgierskich pasterzy. Kto zawita do tej krainy, spotka madziarskich kowbojów, da się omamić fatamorganie, będzie miał szansę obserwować mnóstwo gatunków ptaków i zobaczy słynne węgierskie zwierzęta hodowlane, m.in. bydło węgierskie szare (magyar szürkemarha), długowłose świnie – mangalice – czy znane na całym świecie rasy psów, spośród których serca Polaków niejednokrotnie już podbił puli, czyli pokryty dredami pies mop.

 

MIASTA I GÓRY

Z regionu Hortobágy w kilka chwil można dotrzeć do Debreczyna (Debrecen), drugiego największego miasta Węgier, które już na początku zaskoczy nas niewielką liczbą mieszkańców (nieco ponad 200 tys.) w porównaniu do stolicy (niemal 2 mln ludzi). Kolejny urok tego kraju polega właśnie na tym, że znajduje się w nim dużo niewielkich miast i miasteczek. Segedyn (Szeged), Pecz (Pécs), Székesfehérvár, Veszprém, Eger, Vác, Szentendre czy Ostrzyhom (Esztergom) to tylko kilka miejsc idealnych dla tych, którzy cenią połączenie bogatej historii i spokojnej atmosfery niezatłoczonych miejscowości.

Jeśli jednak po płaskim i nizinnym krajobrazie puszty będziemy mieli ochotę na pewną odmianę, zawsze możemy wybrać się na wycieczkę do Wyszehradu (Visegrád). Z murów tutejszego zamku, który odegrał znaczącą rolę w dziejach Polski i Węgier, rozpościera się przepiękna panorama Zakola Dunaju (Dunakanyar). Ciekawą propozycją jest też trekking po paśmie Mátra lub Górach Bukowych. Choć nie są tak wysokie jak polskie (najwyższy szczyt Węgier – Kékes – wznosi się na 1014 m n.p.m.), potrafią zachwycić niejednego miłośnika górskich wędrówek.

 

NA POŻEGNANIE

Do domu warto zabrać ze sobą z Węgier takie przysmaki i pamiątki, które już za chwilę skłonią nas do planowania kolejnej wizyty w kraju Madziarów. Aromatyczne salami, butelka wspaniałego i niedrogiego wina, łagodna lub pikantna, ale zawsze soczyście czerwona papryka, fantazyjne marcepany, przepiękna porcelana z Herend, słynne na cały świat hafty z naddunajskiej Kalocsy czy bogracz (bogrács), kociołek do powieszenia nad ogniskiem, sprawią, że powracanie w te strony stanie się uzależnieniem i największą przyjemnością. Dlaczego jestem tego tak pewna? Bo moja miłość do węgierskiej kultury, kuchni i krajobrazów pozostaje głęboka i niezmienna od kilkunastu lat, a i tak każdego dnia przekonuję się, jak wiele mam jeszcze do odkrycia.

 

Wydanie Lato 2018