WOJCIECH KUDER

 

Gdzie wyjechać na urlop, żeby ani przez chwilę się nie nudzić? Jak połączyć marzenia o beztroskim wypoczynku, fascynującej podróży w czasie i przygodach, o których z wypiekami na twarzy opowiada się potem przez szereg długich, zimowych wieczorów? Rozwiązaniem w tym przypadku może być z pewnością Grecja… Mityczna kraina wszechmocnych bogów i odważnych bohaterów, ojczyzna poetów, słońca i wyśmienitego wina, po którym świat wygląda jakby wyszedł spod pędzla mistrzów impresjonizmu. To jedno z tych miejsc, gdzie wraca się wielokrotnie. Jest niby zaginione pośród morskich fal królestwo wiecznej szczęśliwości, w którym każdy znajdzie coś dla siebie!

 

Według danych Światowej Organizacji Turystyki Narodów Zjednoczonych (United Nations World Tourism Organization – UNWTO) w 2010 r. ten położony nad Morzem Śródziemnym kraj odwiedziło 15 mln turystów z całego świata. To sprawia, że znajduje się on w pierwszej dziesiątce najchętniej wybieranych kierunków turystycznych spośród państw europejskich. Przyczyn tej popularności jest na pewno wiele. Warto wymienić chociażby przepiękne greckie plaże, niezmiernie smaczną miejscową kuchnię czy jedyne w swoim rodzaju zabytki z czasów starożytnej Europy. Dlatego można śmiało przypuszczać, że na całej ziemi nie znalazłby się chyba człowiek, który nie chciałby na własne oczy zobaczyć dawnej Hellady.

Istnieje tak wiele sposobów na poznanie Grecji, że każdą kolejną podróż do tego kraju uda nam się zaplanować według innego scenariusza. Wszystko zależy od naszych zainteresowań i pasji, a nawet od chwilowego nastroju. Najważniejsze jest jednak to, że – niezależnie od tematu przewodniego wyprawy – ta kraina błękitnego morza i złotego słońca zachwyci nas zawsze atmosferą beztroskiej radości i pogody ducha.

 

Fascynujący rejs

Wszyscy, których znudziły tradycyjne wczasy z wylegiwaniem się na plaży lub na leżaku nad hotelowym basenem, powinni choć raz w życiu wybrać się w rejs. Trudno zaś wyobrazić sobie do tego lepsze miejsce niż Grecja – kraj położony na ok. 1400 wyspach. Sezon wycieczkowy przypada tu na okres od początku maja aż do końca października, gdy temperatura wody przekracza 20°C, co zachęca do kąpieli, snorkelingu i nurkowania. Odwiedzanie codziennie nowych miast i zatok, kolacje każdego dnia w innej nastrojowej greckiej tawernie to największe zalety aktywnego spędzania urlopu, jakie zapewnia rejs po lazurowych wodach Hellady. Nieważne, czy podróżuje się ekskluzywnym statkiem z bogatą ofertą all inclusive, szybkim katamaranem, luksusowym jachtem czy skromną jednostką mogącą pomieścić zaledwie kilka osób. Ten rodzaj wyprawy zawsze stanowi niezapomnianą przygodę, cudowny wypoczynek i okazję do zobaczenia wielu wspaniałych atrakcji w stosunkowo krótkim czasie.

  FOT. ATHENSTOURGREECE.COM

Do najpopularniejszych morskich tras należą niezmiennie rejsy po archipelagu Wysp Jońskich oraz położonych na przyjaznych do żeglowania wodach Morza Egejskiego Cykladach i Sporadach, których malowniczy krajobraz – poza niezliczoną liczbą niebiańskich plaż – kryje także prawdziwe bogactwo fascynujących pamiątek antycznej cywilizacji. Rodos, Kos, Skiathos, Zakynthos czy Mykonos to niemal obowiązkowe przystanki w planie naszej podróży, wypełnionym podziwianiem starożytnej architektury, pięknej przyrody oraz poznawaniem barwnej wyspiarskiej obyczajowości. Nie wypada ominąć również położonej w potężnej wulkanicznej kalderze Santorini i uznawanej za kolebkę europejskiej cywilizacji Krety. Na tej ostatniej na szczególną uwagę zasługuje przykład sztuki minojskiej, czyli dobrze zachowane pozostałości legendarnego pałacu króla Minosa w Knossos, oraz stolica wyspy – Heraklion, urzekająca wąską zabudową, mnogością kolorowych straganów, klimatycznych kafejek i nadbrzeżnych tawern serwujących świeżo złowione ryby, małże i kalmary.

                                                                                                             FOT. WIKIPEDIA.COM/LAPPLAENDER

Z uwagi na to, że zdecydowana większość najciekawszych atrakcji Grecji znajduje się w bezpośredniej bliskości wybrzeża, podróżowanie drogą morską wydaje się najlepszym wyjściem. W ten sposób zwiedzimy m.in. starożytne Ateny, do których bez problemu można dostać się z pobliskiego Pireusu, rozwijającego się centrum przemysłowego i największego portu Grecji. Rejs jest ofertą dla wszystkich pragnących choć przez chwilę poczuć się jak pradawni odkrywcy i przemierzać błękitne wody Morza Śródziemnego, podziwiać skąpane w promieniach słońca malownicze wysepki oraz kosztować lokalnych przysmaków w cieniu portowych restauracji. To unikatowa szansa, żeby trafić na zagubione pośród fal i znane tylko miejscowym żółwie plaże, przeżyć podróż śladami bohatera eposu Homera Odyseusza i stać się prawdziwym żeglarzem. 

  FOT. WIKIPEDIA.COM/LAPPLAENDER

Na filmowym szlaku                               

Grecja fascynuje niezmiennie twórców kina, a filmy, które nakręcono wśród jej niebiańskich krajobrazów, już na zawsze zapisały się w historii światowej klimatografii. Nad lazurowymi wodami Morza Egejskiego, pośród wąskich uliczek antycznych metropolii i porywających soczystą zielenią gajów cytrusowych, grały takie sławy wielkiego ekranu, jak np. Anthony Quinn, Meryl Streep czy Colin Firth. Dziś podróżowanie śladami filmowych bohaterów stało się naprawdę modne, a chęć zobaczenia na własne oczy miejsc znanych z kinowych superprodukcji sprawia, że coraz więcej turystów pragnie spędzić urlop w ten sposób.

Wielbiciele Greka Zorby nie mogą odmówić sobie wizyty w porcie Pireus, gdzie zwykł przesiadywać główny bohater adaptacji ponadczasowej powieści Nikosa Kazantzakisa w reżyserii Michaela Cacoyannisa. Podróżują także na Kretę, gdzie lekkoduszny i prostolinijny Aleksy Zorba (Alexis Zorbas) został zatrudniony jako nadzorca kopalni węgla. Poznają niezmiernie barwną grecką prowincję i jej mieszkańców, którzy – podobnie jak grany przez Anthony’ego Quinna Grek – do perfekcji opanowali sztukę pogodnego akceptowania tego, co przynosi im los. Odwiedzają południe wyspy, aby na własnej skórze przekonać się, jak zjawiskowo wyglądają tutejsze plaże, i udają się do Heraklionu, gdzie w murach starej weneckiej fortyfikacji znajduje się grób twórcy książki opowiadającej tę ponadczasową i niezmiennie urzekającą historię.

Na filmowym szlaku znajduje się również Argostolion (Argostoli). Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zaledwie jednego z wielu nadmorskich miasteczek, jakich w Grecji są całe setki. Jednak ta położona na wyspie Kefalinia (dawniej Kefalonia) na Morzu Jońskim miejscowość niczym magnes przyciąga co roku tłumy turystów z całego świata. Wszystko za sprawą głośnego melodramatu Kapitan Corelli, który dzięki niezwykłej urodzie Penélope Cruz (filmowej Pelagii) i porywającej grze aktorskiej Nicolasa Cage’a (włoski kapitan Antonio Corelli) poruszył serca milionów widzów. Przybywający na Kefalinię turyści, poza jakżeż charakterystyczną zabudową sennych, rybackich wiosek, mają okazję podziwiać rozległe plantacje winorośli, figowców i oliwek. Ich zielone krzewy nadają ożywczy rys typowemu dla archipelagu Wysp Jońskich krajobrazowi kamienistych wzniesień i skalnych pagórków. Zmęczeni wędrówką wąskimi uliczkami Argostolionu szukają ochłody w lokalnych kafenionach, gdzie miejscowi z zapałem grają w tavli (grę planszową podobną do tryktraka), piją diabelnie mocną kawę i żywiołowo narzekają na rząd w Atenach.

Kolejną grecką wyspą, która swą sławę zawdzięcza wielkiej, kinowej superprodukcji jest Skopelos. To na niej, wśród pionowo spadających do morza śnieżnobiałych skał, pokrytych czerwoną dachówką małych domków i pachnących żywicą sosnowych lasów, kręcono sceny do słynnego musicalu Mamma Mia!. Dziś zamiast hollywoodzkich gwiazd krętymi uliczkami miasta Skopelos spacerują miłośnicy talentu Meryl Streep, Pierce’a Brosnana i Colina Firtha oraz fani zespołu Abba, którego najbardziej znane piosenki nagrane w zupełnie nowej aranżacji długie tygodnie po premierze nie schodziły z notowań światowych list przebojów.  

Wśród niebiańskich plaż, uroczych kawiarni i serwujących pochodzące prosto z morza przysmaki restauracji znajduje się jedno kultowe miejsce. Trzeba je koniecznie odwiedzić! Mowa tu o kościółku wzniesionym na potężnej, nadmorskiej skale w Agios Ioannis, w którym odbyła się ceremonia ślubna, będąca punktem kulminacyjnym całego musicalu. Kto raz wybierze się w to miejsce o zachodzie słońca, doskonale zrozumie, dlaczego producenci wybrali właśnie Grecję na plan filmu, którego budżet przekroczył 50 mln dolarów. Wyspy Skopelos, Thassos, Skiathos i miejscowość Damouchari na wybrzeżu kontynentalnej części kraju, w których również kręcono niektóre sceny Mamma Mia!, na wielkim ekranie zobaczyły miliony widzów. Dziś oczarowani historią bohaterów musicalu odwiedzają Grecję i chłoną magię tego fascynującego państwa.

 

Śladami św. Pawła

Grecja kojarzy się przede wszystkim ze słońcem, piaszczystymi plażami i starożytnymi zabytkami. Na całym świecie ludzie znają sztukę minojską, kolumnę dorycką, jońską i koryncką, grecką mitologię oraz tutejsze pogodne i beztroskie podejście do życia. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z tego, że tak, jak Włochy, Francja, Hiszpania, Portugalia czy również Polska, Grecja posiada wiele niezwykłych miejsc związanych z kultem chrześcijańskich świętych. Jednym z nich jest św. Paweł, który w ramach swoich podróży misyjnych nawracał Greków wierzących w olimpijskich bogów od antycznych Aten przez wyspy Kos i Rodos po odległą Kretę. Podróż jego śladami warto rozpocząć jednak od portowego miasta Kawala (starożytne Neapolis), skąd rozpoczął swoją misję szerzenia wiary w Chrystusa w Europie, oraz pobliskiego Filippi, gdzie miał miejsce pierwszy chrzest Europejczyka (kobiety o imieniu Lidia) i zbudowano najstarszy na Starym Kontynencie kościół chrześcijański. Niecałe dwie godziny jazdy samochodem dzieli to starożytne miasto, które swą nazwę zawdzięcza Filipowi II Macedońskiemu, od Salonik (dawnej Tesaloniki) – drugiej co do wielkości greckiej metropolii, gdzie od zawsze spotykały się ze sobą wpływy cywilizacji europejskich i azjatyckich. Położone nad błękitnymi wodami Zatoki Salonickiej były one świadkiem nauczania św. Pawła, ich mieszkańcy (Tesaloniczanie) stali się adresatami jego dwóch listów, a lokalna agora służyła jako miejsce ewangelizacji prowadzonej przez apostoła. Przybywający do miasta pielgrzymi muszą koniecznie zwiedzić Białą Wieżę, będącą fragmentem fortyfikacji obronnych, oraz Kościół św. Demetriusza, patrona miasta.

Kolejnym obowiązkowym przystankiem na szlaku początków religii chrześcijańskiej w Grecji jest miejscowość Kalambaka (Kalabaka). Powinniśmy obejrzeć tu pobliskie Meteory – słynne bizantyjskie klasztory zbudowane na ponad 500-metrowych ostańcach piaskowcowych o stromych pionowych ścianach. Po przybyciu do tego niezwykłego zakątka nie sposób pozostać obojętnym na cudowne widoki roztaczające się na okolicę z podniebnych monastyrów i niebywały kunszt ich budowniczych. W czasach gdy powstawały te wspaniałe prawosławne świątynie nie dysponowali oni mechanicznymi dźwigami ani innymi nowoczesnymi urządzeniami potrzebnymi do prowadzenia prac budowlanych w tak ekstremalnych warunkach.  

Podróżując szlakiem św. Pawła, nie można również ominąć stołecznych Aten, w których szczególnie warto odwiedzićAkropol, świątynię Zeusa Olimpijskiego (Olimpejon)i Areopag – słynne wzgórze trybunału sądowego i spotkań rady złożonej z byłych archontów (najwyższych urzędników ateńskich), gdzie przemawiał apostoł. Warto też pamiętać o położonym na Peloponezie Koryncie. Znajduje się tutaj mównica, z której nauczał Koryntian. To właśnie do mieszkańców Koryntu napisał słynne listy pasterskie – pierwszy w Efezie, a drugi w Macedonii.

 

Pełen zachwyt

Nie mam wątpliwości, że Grecja nie rozczaruje nikogo, kto zapragnie ją odwiedzić. Zarówno żeglarz, jak i kinoman czy pobożny pielgrzym poczują się tu jak w raju. Rejs po lazurowych wodach Morza Śródziemnego, podążanie szlakiem ulubionych bohaterów filmowych czy podróż w czasie śladami prekursorów religii chrześcijańskiej to tylko kilka możliwości, jakie oferuje ten przepiękny kraj. Dla mnie Grecja jest niczym tajemniczy skarb ukryty na dnie morskim – pełna cudownych niespodzianek, które zachwycą każdego!


 

Artykuły wybrane losowo

Skarby Wysp Zielonego Przylądka

 BVCII  49

Wyspy Zawietrzne są nieco wilgotniejsze i pokryte bujniejszą roślinnością

© BARRACUDA TOURS

 

EMILIA WOJCIECHOWSKA

 

Wyspy Zielonego Przylądka leżą na Oceanie Atlantyckim, w odległości ok. 570 km od Senegalu. Ich nazwa wcale nie pochodzi od występującej tu roślinności, ale od Przylądka Zielonego (po francusku Cap-Vert, po portugalsku Cabo Verde), znajdującego się nieopodal Dakaru. Dziewięć wysp archipelagu jest zamieszkałych i podzielić je można na dwie grupy – Wyspy Zawietrzne (Ilhas de Barlavento, do których należą Boa Vista, Sal, São Nicolau, São Vicente i Santo Antão) i Wyspy Podwietrzne (Ilhas de Sotavento, czyli Santiago, Maio, Fogo i Brava). Do tych pierwszych zalicza się jeszcze opuszczona Santa Luzia, objęta ochroną rezerwatu przyrody.

 

Cabo Verde, a właściwie Republika Zielonego Przylądka (República de Cabo Verde), bo tak brzmi oficjalna nazwa kraju, to dawna kolonia portugalska. Niepodległość uzyskała w lipcu 1975 r., ale nawet dziś śladami po tamtych czasach są nie tylko kolonialne budynki. Choć na ten temat od wielu lat toczą się gorące debaty, nadal jedynym oficjalnym językiem w państwie jest portugalski. Jednak bardzo rzadko można go usłyszeć na ulicach archipelagu – mieszkańcy mówią raczej kabowerdeńskim kreolskim (kriolu kabuverdianu, port. língua cabo-verdiana). Powstał on wprawdzie na bazie portugalskiego, ale z licznymi modyfikacjami. Co więcej, każda wyspa ma inny dialekt. W języku portugalskim wciąż co prawda sporządza się wszelkie dokumenty pisane czy oficjalne komunikaty, lecz z biegiem czasu, zwłaszcza za sprawą rosnącej popularności i dostępności mediów społecznościowych, i na tym polu zaczyna on tracić swoją uprzywilejowaną pozycję. Niezmiennie silny wpływ Portugalii i Portugalczyków można zaobserwować przede wszystkim wśród... fanów piłki nożnej. Niemalże wszyscy kibice na Cabo Verde dzielą się na sympatyków jednej z portugalskich drużyn, takich jak SL Benfica, Sporting CP czy FC Porto, i traktują te podziały bardzo poważnie!

 

Wyspy Zielonego Przylądka to republika demokratyczna i choć nadal ma przed sobą mnóstwo wyzwań, społecznych, politycznych i gospodarczych, a dużo spraw wymaga usprawnienia, to dla wielu krajów afrykańskich stanowi przykład do naśladowania. Jednak mimo iż geograficznie i politycznie archipelag należy do Afryki, jest w nim coś, co go wyróżnia. Jak czasem pół żartem, a czasem na serio mówią Kabowerdeńczycy, tak naprawdę Cabo Verde, także z racji swojego położenia i historii, znajduje się pośrodku Europy, Ameryki Południowej i Afryki. Wielu z nich z uśmiechem dodaje: Gdybyśmy tylko byli więksi, moglibyśmy być osobnym kontynentem. Zapraszam zatem w podróż po tej wyjątkowej wyspiarskiej krainie!

 

 FOGO 20150821 2646 7

Aktywny stratowulkan Pico do Fogo to najwyższy szczyt na Cabo Verde

© BARRACUDA TOURS

 

KRAINA RÓŻNORODNOŚCI

 

Cały archipelag jest pochodzenia wulkanicznego. Na jednych wyspach widać to niezwykle wyraźnie w krajobrazie, na innych, tych geologicznie starszych, zupełnie nie da się tego dostrzec, co sprawia, że każda z nich zaskakuje. Dzięki temu zarówno miłośnicy plażowania, jak i amatorzy górskich wycieczek znajdą tu coś dla siebie.

 

Wśród turystów zagranicznych Cabo Verde słynie w szczególności ze swoich pięknych i rozległych plaż. Zresztą nie tylko ukształtowanie terenu, ale i warunki atmosferyczne sprzyjają na archipelagu plażowaniu, i to przez cały rok. Na Wyspach Zielonego Przylądka panuje klimat zwrotnikowy suchy, ze średnią roczną temperaturą powietrza 25°C i wody 23°C. Słońce świeci w tym rejonie prawie codziennie. Mieszkańcy, w odróżnieniu od turystów, wyczekują zwykle pory deszczowej, która zaczyna się w sierpniu i trwa do października. Jednak wizytę na Cabo Verde warto rozważyć nawet w tym okresie, i to nie tylko wtedy, gdy opady deszczu występują bardzo rzadko, jak w 2017 r. To właśnie w czasie pory deszczowej można obserwować, jak raptownie, z każdą kroplą wody, krajobraz wokół całkowicie się zmienia i nasyca soczystą zielenią. Wbrew nazwie Wyspy Zielonego Przylądka nie zawsze i nie wszędzie są zielone! Na większości z nich nie brakuje za to koloru złotego i białego, bo te barwy przybierają plaże np. na Sal, Boa Viście i Maio. I właśnie na tych trzech wyspach panują najlepsze warunki do plażowania.

 

Wśród turystów spragnionych słońca i morskich kąpieli najpopularniejsza jest Sal, choć Boa Vista niewiele jej ustępuje. Sal w języku portugalskim oznacza „sól”. Zanim tutejszym złotem stały się plaże, przynoszące zyski z turystyki, w XIX w. to właśnie pozyskiwanie soli było głównym źródłem dochodu. Wtedy też zmieniono pierwotną nazwę Llana na Sal. Jednak i dziś sól jest ważna dla gospodarki wyspy, chociaż obecnie ze względu na swoje walory lecznicze i pielęgnacyjne. Kolejną atrakcję Sal, zaraz po jej pięknych plażach i znakomitych warunkach do uprawiania sportów wodnych, stanowi Pedra de Lume. W tej położonej niedaleko lotniska miejscowości znajdują się zbiorniki wypełnione solanką, z których korzystają tysiące turystów.

 

Wyspa ta zajmuje ważne miejsce w archipelagu nie od dziś i nie tylko ze względu na licznie odwiedzających ją zagranicznych gości. Od dawna jest w pewnym sensie oknem na świat Cabo Verde. To właśnie na Sal powstało w 1939 r. pierwsze tutejsze międzynarodowe lotnisko, nazwane potem imieniem ojca narodu i największego bohatera kraju – Amílcara Cabrala (1924–1973). Dzięki swojemu strategicznemu położeniu wyspa od dawna stanowi istotny punkt na lotniczej mapie świata.

 

Pod względem liczby turystów zaraz za Sal plasuje się Boa Vista, zresztą całkiem słusznie. Jej nazwa w tłumaczeniu z portugalskiego na polski brzmi Dobry Widok. Ta trzecia co do wielkości wyspa archipelagu (620 km² powierzchni) kusi odwiedzających przepięknymi złotymi piaskami, a nawet wydmami, znaczącymi pustynny obszar Viana. Jeden ze znakomitszych pisarzy kabowerdeńskich Germano Almeida swoją książkę A Ilha Fantástica poświęcił właśnie Boa Viście, na której przyszedł na świat w 1945 r. Odgrywa ona zresztą ważną rolę w kulturze kraju. To prawdopodobnie właśnie na niej narodził się w XVIII stuleciu wspaniały gatunek muzyczny, jeden z symboli Cabo Verde – morna. Bubista, jak pieszczotliwie nazywają wyspę mieszkańcy, z pewnością nie zawiedzie tych, którzy lubią spędzać czas na uprawianiu sportów wodnych, jak i osób preferujących leniwy odpoczynek na plaży.

 

Ten, komu marzą się jeszcze spokojniejsze wakacje, powinien wybrać Maio. Jest ona jedną z rzadziej odwiedzanych w archipelagu i to bynajmniej nie ze względu na brak atrakcyjności, bo zachwyca przepięknymi bezkresnymi plażami, które przez zdecydowaną większość roku są bezludne. Jej nazwa w języku portugalskim oznacza „maj” – właśnie w tym miesiącu została odkryta przez Portugalczyków w 1460 r. Można zaryzykować tezę, że jedynie brak międzynarodowego lotniska, jakie znajdują się na Boa Viście i Sal, sprawia, iż nie spotkamy na niej tłumów turystów. Dzięki temu nietrudno poczuć się tu jak na końcu świata, na dodatek wyjątkowo malowniczym.

 

Wspaniałych plaż, i to w różnych kolorach, nie brakuje także na Santiago i São Vicente, które są dwoma głównymi wyspami kraju. Mimo znacznych różnic między nimi można powiedzieć, że na każdej z nich znajdziemy po trochu wszystkiego, co na Cabo Verde najlepsze. Często mówi się, że Santiago stanowi centrum biznesowe i polityczne archipelagu, a São Vicente – kulturalne, ale tak naprawdę obie konkurują w pewien sposób ze sobą na wszystkich tych polach.

 

Niemniej jednak pod względem politycznym i administracyjnym to Santiago jest ważniejsza i to na niej leży stolica kraju, Praia. Wyspa ta nazwana została od imienia świętego patronującego dniowi, w którym ją odkryto (podobnie jak kilka innych w archipelagu), czyli św. Jakuba (São Tiago). Na niej najwyraźniej widać wpływy afrykańskie, które nadają jej wyjątkowy koloryt, co można dostrzec nie tylko na barwnym targu Sucupira (Mercado de Sucupira) w Prai.

 

Santiago, największa w archipelagu (991 km² powierzchni), odegrała bardzo istotną rolę w historii regionu. To ona została najprawdopodobniej odkryta i zasiedlona jako pierwsza, to na niej założono w 1462 r. pierwsze miasto i pierwszą stolicę Cabo Verde – Ribeirę Grande. Dziś ten najstarszy ośrodek nazywany jest Cidade Velha (z portugalskiego Stare Miasto). Od końca XVI w. znajduje się w nim fort (Forte Real de São Filipe), który bronił dostępu do wyspy. W mieście odbywały się też targi niewolników pochodzących z Afryki i archipelagu. Przewożono ich stąd głównie do obu Ameryk. O tej niechlubnej przeszłości przypomina usytuowany w samym centrum Cidade Velha pręgierz (Pelourinho).

 

Z czasem stolicę przeniesiono do Prai (w 1770 r.), która dziś jest tętniącą życiem metropolią. Niewątpliwie fakt, że znajdują się w niej siedziby największych lokalnych i zagranicznych firm oraz placówki dyplomatyczne, nadaje jej dynamicznego charakteru, ale – oczywiście – w swoistym, kabowerdeńskim wydaniu. Wystarczy jednak wyjechać poza miasto, aby przenieść się do zupełnie innego świata – krainy plantacji bananów, papai, trzciny cukrowej czy kukurydzy. Mieszkańcy stolicy, jak i całej wyspy chętnie odpoczywają na jednej z wielu plaż, takich jak ta w Tarrafal lub São Francisco. Wybierają się również w góry. Malownicze trasy leżą m.in. w Parku Naturalnym Serra da Malagueta na północy Santiago lub w samym jej centrum w okolicach ogrodu botanicznego w São Jorge dos Órgãos. A że Kabowerdeńczycy bardzo lubią spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi na piknikach i pieszych wycieczkach, plaże i szlaki zapełniają się ludźmi w każdy wolny dzień, i to na całym archipelagu.

 

Na São Vicente (nazwanej od św. Wincentego), z głównym miastem Mindelo, życie płynie zdecydowanie spokojniej niż na Santiago, ale na pewno nie jest tu mniej ciekawie. Wyspa w całym kraju słynie ze swoich wydarzeń kulturalnych. W okolicach lutego lub marca odbywa się na niej karnawał (w 2018 r. jego główne obchody zaplanowano w terminie od 9 do 13 lutego), a w lipcu – kulinarna impreza Kavala Fresk Feastival, na której wszyscy zajadają się makrelami pod każdą postacią. W sierpniu São Vicente gości największe na archipelagu wydarzenie muzyczne na plaży Festival Baía das Gatas. Do 2017 r. we wrześniu w Mindelo organizowany był jeden z większych festiwali teatralnych w Afryce – Mindelact. Obecnie przeniesiono go na późniejszy termin. Jego 24. już edycję zaplanowano między 2 a 10 listopada 2018 r. Z kolei na przełomie września i października wyspa zamienia się w plenerowe kino. W tym czasie odbywają się pokazy w ramach festiwalu filmowego o nazwie Festival Oiá. Warto odwiedzić São Vicente podczas jednego z tych wydarzeń, w szczególności w trakcie karnawału. Nie bez powodu porównuje się go ze słynną imprezą w Rio de Janeiro.

 

Na Cabo Verde spodoba się nie tylko plażowiczom czy osobom spragnionym rozrywek kulturalnych. Amatorzy górskich wycieczek także znajdą na archipelagu miejsca dla siebie. Idealna będzie dla nich wyspa Fogo, czyli Ogień. Wznosi się na niej czynny wulkan, a zarazem najwyższy szczyt kraju – Pico do Fogo (2829 m n.p.m.). To z jego powodu zrezygnowano z wcześniejszej nazwy wyspy, która brzmiała São Filipe (od św. Filipa). Ostatnia erupcja zaczęła się w listopadzie 2014 r., a zakończyła w lutym kolejnego roku, i dość znacznie zmieniła krajobraz leżącej u stóp wulkanu wioski Chã das Caldeiras. Dziś miejscowość wygląda jak nie z tego świata, a mieszka w niej niewiele ponad 100 z dawnych niemal 1,3 tys. mieszkańców. Bez wątpienia hart ich ducha jest godny podziwu. Poza tym warte spróbowania są wyjątkowe plony, jakie przynosi wulkaniczna ziemia. Smakosze z całego globu chwalą sobie wino i kawę właśnie z Fogo.

 

O pobliskiej Bravie można z kolei powiedzieć, że przypomina miejsce położone na końcu świata. Jest najbardziej wysunięta na zachód ze wszystkich Wysp Podwietrznych i stosunkowo rzadko odwiedzana, ale całkiem niesłusznie. Urodził się na niej jeden z największych kabowerdeńskich poetów – Eugénio Tavares (1867–1930). Brava nazywana też bywa wyspą kwiatów. Wizytą w tym miejscu nie będzie zawiedziony nikt, kto chce odpocząć od zgiełku świata w otoczeniu natury. Mimo iż jest najmniejszą zamieszkaną wyspą Cabo Verde (ma 67 km² powierzchni), świetnie nadaje się na liczne piesze wycieczki, podobnie zresztą jak równie mało popularna São Nicolau.

 

Ta ostatnia otrzymała nazwę od św. Mikołaja. Niegdyś skupiała się tu elita intelektualna archipelagu. To na São Nicolau założono w 1866 r. pierwsze na Cabo Verde seminarium duchowne i liceum ogólnokształcące i to właśnie z niej pochodzi Baltasar Lopes da Silva (1907–1989), autor obowiązkowej lektury każdego Kabowerdeńczyka Chiquinho i jeden z założycieli magazynu literacko-kulturalnego Claridade. Dziś można odnieść wrażenie, że świat nieco zapomniał o tej wyspie, co sprawia, że jej przepiękne górskie szlaki są idealne dla każdego, kto chce się poczuć jak prawdziwy odkrywca. Warto wybrać się na wycieczkę zwłaszcza do Parku Naturalnego Monte Gordo. Na São Nicolau, podobnie jak na São Vicente, odbywa się również co roku karnawał. Choć może jest nieco mniej wystawny niż ten w Mindelo, ma w sobie coś wyjątkowego. Przede wszystkim trudno na nim odróżnić uczestników karnawałowej parady od publiczności, a to dlatego, że każdemu wolno brać udział w pochodzie.

 

Naszą podróż po Cabo Verde zakończymy na najbardziej na północ wysuniętej, a zarazem drugiej co do wielkości po Santiago, wyspie Santo Antão (779 km² powierzchni). Uchodzi ona za jedną z najpiękniejszych w całym archipelagu. To sprawia, że z każdym rokiem przybywa odwiedzających ją miłośników gór. I trudno im się dziwić. Santo Antão szczyci się mnóstwem niezmiernie różnorodnych szlaków górskich i zapierającymi dech w piersiach widokami. Najczęściej odwiedzany wschód wyspy zachwyca zielonymi krajobrazami, a mniej popularna zachodnia część lądu – księżycowym pejzażem okolic najwyższego miejscowego szczytu Topo da Coroa (1979 m n.p.m.) i położoną na końcu świata wioską Tarrafal de Monte Trigo.

 

Nie bez powodu zatem Cabo Verde stara się przyciągnąć gości hasłem „Jeden kraj… dziesięć kierunków podróży” (Um país… dez destinos). Jednak różnorodność archipelagu nie przejawia się jedynie w charakterze wysp. Kabowerdeńczycy mówią wieloma odmianami kabowerdeńskiego kreolskiego, a także różnią się od siebie wyglądem. Bogactwo Cabo Verde można zresztą dostrzec nie tylko w tym, co widoczne na pierwszy rzut oka.

 

 Santa Maria Drone

Plaża w Santa Maria, najpopularniejszej miejscowości turystycznej na wyspie Sal

© BARRACUDA TOURS

 

MUZYKA I KUCHNIA

 

Ten niewielki archipelag zachwyca przede wszystkim bogatą kulturą. Przez długi czas, zanim na świecie popularność zyskały złote piaski Sal i Boa Visty, Wyspy Zielonego Przylądka były kojarzone zwłaszcza z muzyką, a w szczególności z wyjątkową artystką Cesárią Évorą (1941–2011), zwaną Bosonogą Diwą i Królową Morny. Chyba niewiele jest miejsc na naszym globie, gdzie choćby raz nie rozbrzmiała jej słynna piosenka Sodade. Muzyka unosi się tutaj w powietrzu, wyspiarze mają ją we krwi. Tradycyjne gatunki takie jak morna, coladeira (koladera), funaná, batuque (batuk, batuku), tabanka (tabanca) lub colá znakomicie oddają bogactwo kulturowe Cabo Verde. Bez końca można by wyliczać znakomitych artystów, którzy je wykonują (są wśród nich m.in. Lura czy Nancy Vieira). W młodym pokoleniu nie brakuje też muzyków nadających nowe brzmienie klasycznym już rytmom – reprezentuje ich choćby Elida Almeida. Dlatego jedną z piękniejszych i cenniejszych pamiątek z archipelagu, oprócz wspomnień z koncertu bądź wieczoru w knajpce urozmaiconego występami muzycznymi, jest płyta z nagraniami lokalnych wykonawców. Na szczęście okazji do posłuchania dobrej muzyki na wyspach bywa mnóstwo. Oprócz licznych festiwali, organizowanych przez cały rok, ale najczęściej w lato, kabowerdeńskie utwory rozbrzmiewają także podczas obchodów rozmaitych świąt. A na żadnym z takich wydarzeń nie może zabraknąć również typowego dla archipelagu jedzenia.

 

 Kuchnia Wysp Zielonego Przylądka, choć niezbyt urozmaicona, jest smaczna. Dostępność wielu towarów na targach i w sklepach zależy od cyklów upraw, dlatego lokalne produkty są zazwyczaj świeże i zdrowe. Kabowerdeńskie potrawy bazują przede wszystkim na rybach, fasoli i kukurydzy. Ta ostatnia ma zresztą dla Kabowerdeńczyków też znaczenie symboliczne. Podobno jako pierwsza z sianych tu roślin dała plon na nieurodzajnych ziemiach archipelagu. Kukurydza stanowi składnik wielu dań, ale także uchodzi za symbol nadziei i ma nawet swój festiwal (Festa do Milho) organizowany na Santiago co roku w dniu 1 listopada, kiedy to je się ją pod każdą postacią. Przygotowuje się z niej m.in. tradycyjną tutejszą potrawę – cachupę. W wersji podstawowej dodaje się do niej jeszcze ewentualnie fasolę, ale w wariancie bardziej urozmaiconym zawierać może wszystko, co tylko akurat znajduje się pod ręką, np. marchewkę, rybę czy mięso. Przyrządzenie cachupy w tradycyjny sposób zajmuje sporo czasu. Nawet według nowocześniejszego przepisu nie da się jej szybko ugotować. Nadal jednak uchodzi ona za danie dla całej rodziny, przygotowywane w dużych ilościach. Dziś najczęściej cachupę je się w dni, kiedy czasu jest więcej, czyli np. w soboty. Poza tym stanowi ona również obowiązkową potrawę na wszelkie święta. Świeżo ugotowana cachupa ma konsystencję zupy. Jeśli nie zostanie zjedzona na obiad, kolejnego dnia podaje się ją z jajkiem sadzonym, omletem lub smażoną rybą jako... typowe kabowerdeńskie śniadanie.

 

Oprócz tego tradycyjnego dania na stołach goszczą też często ryby. Jedynie od powodzenia podczas połowu zależy, co trafi na talerz, makrela czy raczej tuńczyk. Choć nie zawsze znajdziemy na targu tę rybę, którą lubimy najbardziej, możemy być pewni, że i tak nam posmakuje, bo po prostu będzie świeża. W niektórych okresach w roku mamy szansę zamówić nawet takie przysmaki jak homary czy percebes (kaczenice)!

 

BVCII  34

Kabowerdeńskie potrawy są zazwyczaj proste, ale bardzo smaczne

© BARRACUDA TOURS

 

WYSPY DLA ODKRYWCÓW

 

Różnorodność archipelagu można opisać trzema słowami – sabura, morabeza i sodade. Wyraz sabura oznacza „coś fajnego” – takie są Wyspy Zielonego Przylądka. Czas na nich płynie po prostu w miłej, spokojnej, bezstresowej atmosferze. Morabeza to z kolei „gościnność”, choć tak naprawdę coś dużo więcej. Znaczenie tego słowa zrozumie każdy, kto będzie miał okazję trochę bliżej poznać Kabowerdeńczyków i zaprzyjaźnić się z nimi. Z pewnością dołożą oni wszelkich starań, aby przybysze poczuli się u nich jak u siebie w domu. Sodade znaczy „tęsknota”, ale właściwie to bardziej złożone uczucie. Mieszkańcy archipelagu to właśnie odczuwają, kiedy są daleko od swojej ojczyzny i tego, co jest im bliskie. Zrozumieć mogą ich wszyscy ci, którzy pokochają Cabo Verde i będą musieli te strony opuścić, a miłością obdarzy ten kraj niemal każdy, kto do niego zawita.

 

Wyspy Zielonego Przylądka to coś o wiele więcej niż różnorodne krajobrazy, w tym piękne plaże i zachwycające widokami szlaki górskie. Aby je odkryć, wystarczy tylko chcieć. Ten mały archipelag posiada aż cztery lotniska międzynarodowe – na Santiago, Sal, São Vicente i Boa Viście. Na dodatek najprawdopodobniej od maja 2018 r. nastąpi w końcu planowane zniesienie obowiązku wizowego dla obywateli Unii Europejskiej przybywających na Cabo Verde w celach turystycznych. Między wyspami najlepiej poruszać się samolotami, jedynie na Bravę i Santo Antão nie da się dolecieć, ale można na nie dostać się promem (z Fogo w przypadku Bravy i z São Vicente na Santo Antão). Wystarczy zatem zarezerwować bilet, spakować się i wyruszyć na spotkanie przygodzie, aby poznać największe skarby tego wyjątkowego archipelagu, czyli jego gościnnych mieszkańców i ich bogatą kulturę. Naprawdę warto zdecydować się na tę podróż, zwłaszcza że według brytyjskiego dziennika Daily Mirror Cabo Verde było w 2017 r. najczęściej wyszukiwanym celem wakacyjnego wyjazdu w przeglądarce Google.

 

Siedem szczęśliwych Wysp Kanaryjskich

LUCYNA LEWANDOWSKA

<< Ten uroczy archipelag znajdziemy na mapie na północy Afryki, w pobliżu południowych wybrzeży Maroka i Sahary Zachodniej. Pod względem administracyjnym stanowi on wspólnotę autonomiczną wchodzącą w skład Hiszpanii. To jeden z ultraperyferyjnych regionów Unii Europejskiej. Otoczone wodami Atlantyku Wyspy Kanaryjskie (część Makaronezji) przyciągają słońcem i umiarkowanymi temperaturami, a także znakomitymi warunkami do wypoczynku oraz atmosferą błogiego relaksu. Od lat uchodzą za numer 1 wśród wymarzonych kierunków wakacyjnych klientów europejskich biur podróży (w 2013 r. odwiedziło je ponad 12 mln turystów!). >>

Więcej…

Esencja Kuby, czyli cygara, rum i muzyka

Anna César Winiarek
www.cuba-miamor.blogspot.com

 

<< Są trzy rzeczy, które rozsławiły Kubę na cały świat: cygara, rum i tutejsza muzyka. Z nimi zresztą kojarzy się ona większości obcokrajowców i to dla nich ściągają do niej liczni turyści. Kubanka wydmuchująca cygarowy dym, ludzie spędzający czas w hawańskim barze ze szklaneczką złocistego rumu w dłoni, para tańcząca salsę na ulicy – takie zdjęcia widzieli prawie wszyscy z nas. Pora przenieść się do miejsc, gdzie zostały zrobione. >>

Więcej…