ROBERT PAWEŁEK

 

Ta zielona wyspa potrafi zauroczyć nawet najbardziej wybrednych obieżyświatów. Wspaniałe ślady celtyckiej kultury sąsiadują na niej z pozostałościami po czasach wczesnochrześcijańskich. Nieodłączną częścią tutejszego krajobrazu rozległych równin i skalistych urwisk są tajemnicze dolmeny i kamienne rzeźbione krzyże. Możemy tu znaleźć fabrykę słynnego piwa Guinness i puby tętniące życiem do białego rana oraz zwiedzić Dublin pod rękę z bohaterem powieści Jamesa Joyce’a Ulisses. To właśnie osobliwe połączenie teraźniejszości z przeszłością oraz sympatyczni i otwarci mieszkańcy stanowią o uroku Irlandii.

FOT. TOURISM IRELAND

Po irlandzku nazwa tego europejskiego państwa brzmi Éire. Dziś zajmuje ono większą część drugiej pod względem wielkości wyspy archipelagu Wysp Brytyjskich, współdzieląc jej terytorium ze Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. W godle państwowym na niebieskim tle znajduje się złota harfa Briana Śmiałego, króla panującego na tych ziemiach na początku XI w. Najpopularniejszym symbolem kraju jest jednak trójlistna koniczyna (ang. shamrock), którą Irlandczycy noszą przypiętą do ubrania w dniu swojego patrona św. Patryka, 17 marca.

 

Czy zastanawialiście się kiedyś, co sprawia, że przyjeżdżający do Irlandii Polacy postanawiają zostać w niej na dłużej? Czy to zasługa wesołych Irlandczyków, znakomitych kompanów w zabawie do białego rana, a jednocześnie gotowych bronić suwerenności swojego państwa wielbicieli wolności? A może tak działają szmaragdowe bezkresne równiny kończące się skalistymi klifami nad brzegiem morza, które pozwalają każdemu odetchnąć pełną piersią? Jeśli chcecie poznać odpowiedź na to pytanie, najlepiej poszukajcie jej sami i już dziś kupcie bilet do Irlandii.  

 

Dublin Ulissesa

Podróż po szmaragdowej wyspie zaczynam od stołecznego Dublina (jego irlandzka nazwa to Baile Átha Cliath, czyli „miasto brodu z trzcinowymi płotami”). Z samolotu widać zielone pola okolone kamiennymi murkami. Dziwny to widok jak na stolicę europejskiego kraju, którego gospodarka nie tak dawno była liderem Unii Europejskiej. Nie ma tu ani drapaczy chmur, ani metra, są za to dwie linie tramwajowe! Kiedyś młodym ludziom Dublin wydawał się zacofany, dziś mówią, że nie istnieje lepsze miasto na świecie. Większość atrakcji turystycznych znajduje się w centrum stolicy. Warto tu kupić jednodniowy karnet Dublin Pass (35 euro dla osoby dorosłej), dający darmowy wstęp do ponad 30 muzeów, galerii, zamków i innych miejsc. Przyda się nam też bilet na zielone autobusy Hop On – Hop Off (16 euro dla osoby dorosłej). Dzięki nim w jeden dzień zwiedzimy najciekawsze zakątki w mieście.

                                                                                                             FOT. TOURISM IRELAND

Na spacer lepiej zabrać ze sobą parasol – deszcz pada tu średnio przez 270 dni w roku. Zwiedzanie można rozpocząć od O’Connell Street, jednej z najważniejszych ulic stolicy. Wznosi się przy niej wiele pomników, z których na spacerujących spoglądają m.in. Daniel O’Connell (1775–1847) – irlandzki polityk i przywódca narodowy, James Larkin (1876–1947) – socjalista i jeden z założycieli Irlandzkiej Partii Pracy, oraz James Joyce (1882–1941) – autor słynnego Ulissesa. Leopold Bloom, główny bohater tej powieści, znał w Dublinie każdy kąt. Podążając śladem fikcyjnej postaci, przechodzę przez rzekę Liffey zabytkowym Liffey Bridge, nazywanym „Mostem Pół Pensa” (Ha’penny Bridge), ponieważ sto lat temu pobierano tu pół pensa myta za korzystanie z przeprawy. Na drugim brzegu widać Christ Church Cathedral, czyli Katedrę Kościoła Chrystusowego z początku XI w. (powstałą na miejscu pierwszej chrześcijańskiej świątyni w Dublinie, zbudowanej przez chrześcijańskich wikingów). Choć została wzniesiona z litego kamienia, zachwyca lekkością. W jej katakumbach znajdziemy liczne ślady po pierwszych chrześcijanach, którzy w IX w. założyli tutaj osadę. W okolicy kościoła napotykam grzebienie i brzytwy wtopione w chodnik. W ten niecodzienny sposób zaprasza do siebie pobliskie centrum historii miasta – Dublinia, którego budynek połączony jest z katedrą przejściem nad ulicą. Warto do niego zajrzeć, aby poznać interesujące dzieje średniowiecznego Dublina i pamiątki pozostałe tu po wikingach. Natomiast żeby zobaczyć Book of Kells (Księgę z Kells) z ok. 800 r., jeden z najpiękniej ilustrowanych średniowiecznych manuskryptów, trzeba się udać do Trinity College, czyli Kolegium Trójcy Świętej, uczelni założonej pod koniec XVI w. przez królową Elżbietę I Tudor. Irlandzcy mnisi, przepisując kolejne strony dzieła, ozdobili je misternymi ornamentami, inspirowanymi kulturą celtycką. Przed bramą Kolegium Trójcy Świętej zaczyna swój bieg główna ulica stolicy – Grafton. Natrafiam tu na pomnik Molly Malone, ulicznej sprzedawczyni ryb, tytułowej bohaterki popularnej piosenki, która stała się nieoficjalnym hymnem Dublina. 

 

W piwnym raju Guinnessa

Autor Ulissesa twierdził, że nawet jeśli kiedyś stolica Irlandii zostanie zburzona, będzie można ją odtworzyć na podstawie jego powieści. Ja kupuję niedrogą mapę Szlak pubów J. Joyce’a w Dublinie, aby odwiedzić te najpopularniejsze wśród Irlandczyków miejsca spędzania wolnego czasu.

Gdy w 1759 r. Arthur Guinness (1725–1803) podpisał kontrakt życia, uzyskując za 45 funtów rocznie prawo dzierżawy browaru przy Bramie św. Jakuba (St. James’s Gate Brewery)w Dublinie na kolejne 9 tys. lat, nie przypuszczał, że swoim napojem podbije świat. Irlandczycy nie od razu rozsmakowali się w ciężkim i gorzkawym smaku nowego piwa. Powstające jak grzyby po deszczu w pierwszej połowie XIX w. bary piwne szybko jednak stały się ośrodkami życia towarzyskiego. W tych eleganckich lokalach o wiktoriańskich wnętrzach, wykładanych mahoniem i marmurem, spotykała się elita kulturalna i cyganeria. Dawny klimat niektórych barów utrzymał się do dzisiaj. W mniejszych miastach i na wsiach ich rolę przejęły gospody i sklepy spożywcze z wyszynkiem. W dni świąteczne są bardziej zatłoczone niż sąsiadujący z nimi kościół. Ale to dzięki nim przetrwała tradycyjna muzyka irlandzka, która zyskała wielką popularność w latach 60. ubiegłego wieku. 

Smakosze piwa powinni odwiedzić również miasto Kilkenny, położone ok. 120 km na południowy zachód od Dublina, a w nim najsłynniejszy z miejscowych pubów – Marble City Bar. Warto też wstąpić do Tynan's Bridge House Bar o wystroju dawnego sklepu.   

Poszukującym prawdziwych irlandzkich piwiarni polecam te mieszczące się we wnętrzach XVII-wiecznych tawern. W ich wnętrzach rozbrzmiewa muzyka ludowa, blues, jazz, bluegrass czy reggae. Nierzadko też występują komicy, gwiazdy country, a czasem można obejrzeć pokazy irlandzkiego tańca. Nikt nie wie, ile pubów istnieje w Irlandii. Tylko w samej stolicy doliczono się ich ponad 800! Najlepsze znajdują się w dzielnicy Temple Bar. Za najstarszy uchodzi Brazen Head z XII w., gdzie bywał sam James Joyce. Maleńki Doheny & Nesbitt przyciąga dziennikarzy z The Irish Times (najpopularniejszego irlandzkiego dziennika), zaś w Mulligan's wypijemy najlepszej jakości Guinnessa.

 

Tajemnicze kamienie

Irlandczycy przestrzegają jednak, że Dublin to nie prawdziwa Irlandia. Postanowiłem więc sprawdzić tę tezę. Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymuję, jest wioska Bullaun. Stąd kieruję się na Turoe Pet Farm, gdzie w rozległym parku stoi celtycki kamień z II w. p.n.e. (Turoe Stone), niegdyś pełniący funkcję rytualną. Pokrywa go spiralny relief. W Irlandii znajduje się wiele takich tajemniczych obiektów, zaznaczonych na mapach i opisanych w folderach. Większość z nich bywa jednak niedostępna dla turystów. Są umieszczone na kamienistych urwiskach albo chroni je ogrodzenie prywatnego terenu. Bez trudu możemy jednak znaleźć wiele ráth, czyli zespołów kilku domów i zagród, otoczonych dla ochrony przed wilkami bądź złodziejami kamiennym murem (zbudowanym bez użycia zaprawy!).  

Kto chce zobaczyć megalityczne grobowce, powinien udać się na płaskowyż Burren w zachodniej Irlandii. Pośród surowego kamiennego krajobrazu stoi tutaj majestatyczny Dolmen Poulnabrone. Wzniesiono go prawdopodobnie między 4200 a 2900 r. p.n.e. Konstrukcja złożona z pionowych kamiennych ścian i wielkiego głazu spoczywającego na nich przypomina bramę lub portal. Stała się popularnym motywem irlandzkich pocztówek.   

 

Krzyże św. Patryka

Dawne wierzenia i chrześcijaństwo, które dotarło na zieloną wyspę pięć wieków wcześniej niż do Polski, przemieszały się i stopiły w jedno. W Galway w Kościele św. Mikołaja (Collegiate Church of St. Nicholas) z okazji święta zbiorów przynosi się w ofierze plony z pól i ogrodów: warzywa, owoce, kwiaty, zboża. Z celtyckiego zwyczaju zdobienia kamieni pochodzi też tradycja dekorowania kamiennych krzyży, zwanych krzyżami św. Patryka, patrona Irlandii. Niektóre są pokryte abstrakcyjnymi ornamentami, inne – scenami biblijnymi. Znajdziemy je m.in. w zespole klasztornym św. Kierana (Ciarána) w Clonmacnoise koło Athlone, uroczego portu rzecznego położonego w samym sercu Irlandii. Kompleks zbudowano w VI w. na wzniesieniu, nad idealnie płaską zieloną równiną. Gdy spojrzeć z góry na otaczające tereny, wydaje się, że statki płynące po rzece Shannon suną wprost po łące.

 

Celtycka kraina magii

Podróżując samochodem po Irlandii, trzeba się oswoić nie tylko z ruchem lewostronnym, lecz także z wąskimi drogami. Szosy z reguły nie mają żadnego pobocza. Z Galway kieruję się na południe. Mijam zapierające dech w piersiach urwiska: Klify Moher opadające pionową, ok. 200-metrową ścianą w stronę Oceanu Atlantyckiego.

Następnie jadę w głąb półwyspu Dingle. Według legendy to stąd św. Brendan wyruszył w VI w. na poszukiwanie wyspy, którą anioł ukazał mu we śnie. Tu znajduje się słynne Oratorium Gallarus, kościół z VI–IX w. zbudowany z kamieni bez użycia zaprawy, posiadający kształt łodzi odwróconej do góry dnem. Droga okalająca półwysep prowadzi do Dingle – najdalej na zachód położonego miasta Irlandii, którego mieszkańcy posługują się jeszcze dialektem celtyckim. Z tutejszego portu wyruszają rejsy wokół wysp Blasket (Blasket Islands) – kilku skalistych wysepek i kilkunastu skał sterczących wprost z oceanu.

Potem udaję się do magicznego Killarney. Można tu zobaczyć dość rzadki widok na wyspie – las. Podobno Anglicy zbudowali swoją flotę z irlandzkich drzew, pozbywając się przy okazji leśnej partyzantki. Killarney leży niedaleko Parku Narodowego Killarney (Killarney National Park) – krainy jezior, która szczyci się jednymi z najbardziej romantycznych krajobrazów w Irlandii.

 

Królestwo zamków i… rowerów

Na południu szmaragdowej wyspy leżą hrabstwa Cork i Kerry. To pierwsze przyciąga m.in. drugim co do wielkości miastem Irlandii, położonym malowniczo przy ujściu rzeki Lee do Morza Celtyckiego, zabytkowym Cork. To drugie zaś zwane jest czasem „królestwem” ze względu na silne poczucie niezależności jego mieszkańców.

  FOT. TOURISM IRELAND

Oba te hrabstwa słyną z pięknych plaż, uroczych portów rybackich oraz klimatycznych knajpek, w których serwowane są owoce morza, w tym jedne z najlepszych na świecie małż i ostryg. Portowe miasto Cork swoją urodę zawdzięcza rzece Lee oraz jej żeglownym kanałom. Na pobliskiej Great Island (Wielkiej Wyspie) znajduje się miejscowość Cóbh, gdzie zawinął w kwietniu 1912 r. Titanic przed spotkaniem z górą lodową.

Ostatnim miastem na mojej trasie jest wspomniane już Kilkenny. Chcę obejrzeć ogromny średniowieczny zamek zawieszony nad wąwozem rzeki Nore. Jego park przypomina wypielęgnowany ogród francuski. Bardziej kameralny okazuje się XVI-wieczny zamek Dunguaire niedaleko wioski rybackiej Kinvara, położony na cyplu ochraniającym portową zatokę Galway.

Doskonałym środkiem transportu w Irlandii jest rower. Zwiedzając wyspę, czasem z zazdrością spoglądałem na rowerzystów śmigających po miasteczkach i bezdrożach. Na każdym kroku spotkamy reklamy wypożyczalni rowerów (ok. 7 euro za dzień) oraz trasy przystosowane dla miłośników dwóch kółek. Jedną z piękniejszych z nich jest Rivers and Cathedrals Tour, która biegnie przez hrabstwo Kilkenny, pośród rzek, wspaniałych zabytków, pól uprawnych i malowniczych wzgórz. Inna, ciągnąca się wzdłuż wybrzeża, zaczyna się w położonym w pobliżu granicy z Irlandią Północną mieście Dundalk, prowadzi m.in. przez nadmorską osadę Annagassan, założoną w IX w. przez wikingów, aż do Droghedy (tzw. Dundalk to Drogheda Cycling Tour). Ta druga jest niezbyt długa (ma tylko 54 km), warto więc zaplanować sobie jednodniową wycieczkę rowerową na łonie przyrody.

Podróżując po Irlandii, zawsze można liczyć na wygodne łóżko z solidnym irlandzkim śniadaniem, czyli bed & breakfast. W zestawie oprócz jaj na bekonie pojawiają się też tradycyjne black pudding i white pudding. Pod tymi nazwami kryją się potrawy przypominające naszą kaszankę w dwóch kolorach – czarnym i białym. Gospodyni czasem przypomina dyskretnie, że do naszej dyspozycji jest także salonik z kominkiem. Zdarza się również, że oferuje nam kufelek Guinnessa. Musicie więc przyznać sami, że trudno nie pokochać gościnnej Irlandii…  


 

Artykuły wybrane losowo

Bruksela, czyli art de vivre

MICHAŁ DOMAŃSKI

 FOT. VISITBRUSSELS.BE/MARIO

W tym wydaniu magazynu „All Inclusive” rozpoczynamy cykl artykułów poświęconych najciekawszym metropoliom w Europie na organizację kongresów, konferencji, różnego rodzaju spotkań i wydarzeń biznesowych, podróży integracyjno-motywacyjnych czy też po prostu weekendowych wypadów z Polski. Na początek prezentujemy niezmiernie atrakcyjną stolicę, coraz częściej wybieraną przez polskie firmy i turystów indywidualnych, m.in. dzięki niedrogim biletom lotniczym – Brukselę. To niemal 1,5-milionowe, kosmopolityczne miasto, siedziba Unii Europejskiej i NATO. Ta belgijska metropolia słynie ze swoich piw, czekolady, gofrów, frytek czy komiksów. Znajdziemy w niej wiele nowoczesnych centrów kongresowych oraz komfortowych hoteli. Nic więc dziwnego, że „stolica zjednoczonej Europy” uważana jest za jeden z najlepszych kierunków na świecie do organizacji spotkań biznesowych, podróży typu incentive, konferencji czy wystaw, a także tzw. city breaks, czyli krótkich, kilkudniowych, zazwyczaj weekendowych wyjazdów.

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie na wyprawy quadowe

Chile1.jpg

Rafał Sonik pokonuje trasę chilijskiego odcinka Rajdu Dakar 2015

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


KAJETAN CYGANIK


Quady mają wiele zastosowań. Zawodnicy ścigają się na nich – oczywiście – podczas rajdów, ale zdecydowanie częściej korzystają z tego sprzętu ratownicy górscy, służby medyczne czy leśne. Ze względu na swoją budowę to również doskonałe pojazdy do przemierzania odległych i niedostępnych zakątków ziemi. Rafał Sonik – pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów w 2015 r. – zwiedził w ten sposób bezdroża pięciu kontynentów. 


Po raz pierwszy tegoroczny zwycięzca najpopularniejszego wieloetapowego wyścigu terenowego na świecie wsiadł na czterokołowca na południu Francji, kiedy z powodu flauty nie mógł pływać na desce windsurfingowej. Na wzgórzach nieopodal plaży zobaczył dziwne małe samochody, których nigdy wcześniej nie widział. Zadzwonił do kolegi z Polski i zamówił sobie jeden z pierwszych pojazdów ATV (ang. all-terrain vehicle), jaki trafił do naszego kraju. Zaczęło się od jazdy turystycznej, potem były pierwsze starty w polskich rajdach. Sześć razy zdobył tytuł mistrza Polski. Po udziale w wyścigach we Francji i Hiszpanii oraz namowach motocyklistów Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego w 2009 r. Rafał Sonik postanowił spróbować swoich sił w Rajdzie Dakar. Zajął wtedy trzecie miejsce. Ten niewątpliwy sukces stał się dla niego zachętą do kolejnych prób.

Nasz rodak znany jest ze swojej konsekwencji, ambicji i nieustępliwości. Jednocześnie jednak potrafi się powstrzymywać od zgubnej walki na sekundy, ma doskonały zmysł taktyczny i opinię świetnego nawigatora. Te cechy pomogły mu zdobyć cztery Puchary Świata FIM w kategorii quadów, wywalczyć dwa trzecie i jedno drugie miejsce w Rajdzie Dakar, a w 2015 r. odnieść wielkie zwycięstwo w tych legendarnych zawodach. Polak zyskał przydomek SuperSonik, ale mimo to nie przestaje cieszyć się jazdą na czterokołowcu, dlatego wielokrotnie odwiedza podczas treningów liczne tory i rozmaite rejony, aby nie tylko przygotowywać się do nowych wyzwań, ale także czerpać przyjemność z ćwiczenia w zróżnicowanym terenie. Przedstawiamy Państwu 12 najciekawszych według niego miejsc na świecie do uprawiania tego sportu.

Sardynia

Ta włoska wyspa to przede wszystkim świetny region dla miłośników motocykli enduro. Rajd odbywający się na niej co roku w czerwcu jest co prawda przeznaczony również dla kierowców quadów, ale pokonanie przez nich licznych wąskich ścieżek, skalnych półek czy ciasnych przejazdów pomiędzy skałami graniczy z cudem.

               
Na Sardynii przemierzymy jednak czterokołowcem fantastyczne trasy. Wiodą one pomiędzy rozległymi wzgórzami, pośród niskiej roślinności lub ponad skalistym wybrzeżem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wybór mamy naprawdę duży – od malowniczo położonych łagodnych i szerokich dróg po wymagające technicznie odcinki górskie. Co więcej, na wyspie panuje fantastyczny klimat, a tutejsza kuchnia jest doskonała, więc po całodziennej jeździe czeka na nas nagroda w postaci prawdziwej uczty dla podniebienia. Odwiedzić ten fascynujący region Włoch można przez cały rok, bowiem zawsze prezentuje się równie ciekawie.

Dubaj

Dubaj1.jpg

Pozornie łagodne piękne wydmy w okolicach Dubaju bywają niebezpieczne

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


Zjednoczone Emiraty Arabskie słyną z jednej z najpiękniejszych pustyń świata. W okolicach Dubaju wiatr wyrównuje piaszczyste wydmy niczym ratrak śnieg na stoku. Wystarczy odjechać kilkanaście minut od jakiejkolwiek ludzkiej osady, żeby znaleźć się w miejscach nie noszących śladów obecności człowieka. Emocje, jakie towarzyszą jeździe po takim „sztruksie”, są nieporównywalne z żadnym innym uczuciem.

               
Wydmy w rejonie Dubaju wyglądają na łagodne i zapierają dech w piersiach, ale potrafią być także zdradliwe, zwłaszcza po przejściu rzadkich tu deszczów. Układ piaszczystych wzgórz zupełnie się wówczas zmienia, co utrudnia nawigację i przewidywanie niebezpieczeństw. Potrzeba wielu treningów, aby móc pozwolić sobie na nieco mocniejsze dociśnięcie gazu na pustyni. Nawet po latach doświadczeń warto zachować szczególną ostrożność. Inaczej to, co ma być przyjemnością, może stać się bardzo złym wspomnieniem.

               
Sezon na wyjazdy do Dubaju panuje cały rok. Najlepiej jednak planować sobie treningi o wschodzie lub zachodzie słońca. Nie tylko dlatego, że w tych godzinach światło maluje najpiękniejsze widoki, ale też po to, aby uniknąć upałów.

Pustynia Błędowska

Nasza największa pustynia (ok. 33 km²) to prawdziwa mekka polskich off-roadowców. W ostatnich latach prowadzi się intensywne odlesianie tego obszaru w celu przywrócenia jego stanu z początku wieku. Ten piękny region oferuje fantastyczne możliwości treningowe. Nie ma w nim wysokich wydm, ale nie brakuje tutaj kopnego piasku, który doskonale uczy reakcji quada w takich warunkach.

               
Pustynię Błędowską wciąż pokrywa wiele sosnowych zagajników. Ich pokonywanie daje sporo frajdy. Jak w każdym pustynnym rejonie, trzeba wykazać się tu jednak dobrą orientacją w terenie. Zdarzają się tacy kierowcy, którzy pozwalają ponieść się emocjom, a potem długo nie mogą znaleźć drogi powrotnej. Trenuję na Pustyni Błędowskiej kilka razy w roku. Zawsze spotykam na niej innych quadowców i motocyklistów, a często zabieram też w te strony swoich uczniów – mówi Rafał Sonik. Jego bazą do wypraw na czterokołowcach jest tradycyjnie punkt widokowy Dąbrówka w Chechle (355 m n.p.m.).

               
Ten region Polski zaprasza do odwiedzin przez okrągłe 12 miesięcy. O każdej porze roku będziemy czerpać niesamowitą radość z przemierzania Pustyni Błędowskiej.

Brazylia

Brazylia.jpg

Trasy na południu Brazylii prowadzą wśród niskiej roślinności

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA



Trasy w południowej części Brazylii charakteryzują się przede wszystkim niską, słabo rozwiniętą roślinnością i czerwoną ziemią, która nadaje krajobrazowi zupełnie wyjątkowy wygląd. Szlaki są tutaj szybkie, ale przez to bywają zgubne. Wystarczy, że nieoczekiwanie wjedziemy pomiędzy splątane korzenie, aby nasz brawurowy wyczyn zakończył się nagłym zatrzymaniem wśród drzew. Jeśli tylko będziemy pamiętać o zachowaniu ostrożności, jazda po polnych drogach tego kraju na pewno przyniesie nam dużo przyjemności.

               
To, co czyni z Brazylii wspaniały cel na emocjonujące wyprawy na quadzie, to jednak nie same trasy, lecz mieszkający w niej fantastyczni ludzie. Brazylijczycy są uśmiechnięci, pomocni, otwarci i przyjaźnie nastawieni wobec turystów. Taka podróż może więc być okazją do nawiązania nowych znajomości. Do tej części Ameryki Południowej najlepiej wybrać się w okresie lata.

Argentyna

Kraj tanga, yerba mate i najlepszej wołowiny na świecie to również raj dla quadowców. Nie bez powodu od 2009 r. właśnie w Argentynie odbywa się znaczna część kolejnych edycji Rajdu Dakar. Za każdym razem wyznaczane przez organizatorów tutejsze trasy zaskakują nawet najbardziej wytrawnych kierowców. Ten fakt świadczy niewątpliwie o ogromnym zróżnicowaniu terenów i nieskończonych możliwościach, jakie stają tu przed miłośnikami off-roadu.

               
W centrum kraju znajdziemy wiele piaszczystych obszarów, ale są one tak nieprzyjazne, że lepiej nie zapuszczać się w te rejony, zwłaszcza w osławione okolice miejscowości Fiambalá koło Tinogasty. Warto natomiast wybrać szlaki na północy kraju i liczne malownicze kaniony. Na zachodzie na śmiałków czekają majestatyczne Andy. Widoki z tego regionu zapadają w pamięć na zawsze, ale jeśli zdecydujemy się go odwiedzić, musimy zabezpieczyć się przed chorobą wysokościową. Najlepszym lekarstwem na jej objawy jest herbata z liści koki (krzewu kokainowego) albo żucie ich podczas jazdy. Podróż do fascynującej Argentyny polecamy zaplanować w czasie europejskich miesięcy zimowych.

Hiszpania

W Hiszpanii znajdziemy mnóstwo różnorodnych tras. Rafał Sonik najlepiej poznał jednak te w pobliżu Malagi. W jej okolicy funkcjonuje wiele torów motocrossowych, na których nasz rodak ćwiczy technikę jazdy przy dużych prędkościach. Oprócz tego trenuje też poza wytyczonymi drogami, na otwartych terenach.

               
Ten region stanowi poligon dla takich fantastycznych motocyklistów, jak choćby Hiszpanie Marc Coma czy Jordi Viladoms, którzy właśnie m.in. tutaj przyjeżdżają przygotowywać się do najważniejszych startów w sezonie. Przed Rajdem Dakar 2016 także Rafał Sonik planuje spędzić w tym rejonie Europy kilka dni. Zamierza ćwiczyć jazdę na odcinkach specjalnych w stylu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata (WRC – World Rally Championship). Będą one dominować w 37. już edycji legendarnego wyścigu po raz ósmy z kolei organizowanego w Ameryce Południowej – Argentynie i Boliwii.

               
Do słonecznej Hiszpanii można zawitać o każdej porze roku. Jeśli nie lubimy zbytniego tłoku, powinniśmy zdecydować się raczej na jesień.

Lidzbark Warmiński

W Lidzbarku Warmińskim znajduje się jeden z najpiękniejszych i najlepszych torów motocrossowych w Polsce. Nasz rodak uwielbia odwiedzać to miejsce, bo jak podkreśla, jest ono przesiąknięte off-roadową atmosferą, a ludzie z nim związani są prawdziwymi pasjonatami.

               
Okolice tego miasta położonego w samym sercu Warmii również zachęcają do wycieczek. Jednak należy pamiętać, aby poruszać się tylko po obszarach, na których wolno organizować wyprawy off-roadowe. Rafał Sonik od wielu lat promuje hasło Daj przyQuad! Nie niszcz lasu! i potępia wszelkie naruszenia granic parków narodowych i krajobrazowych. Wymaga od siebie i kolegów odpowiedzialności za środowisko naturalne i dlatego swoim czterokołowcem nie wyjeżdża poza tor w Lidzbarku Warmińskim, a przyrodę podziwia z perspektywy roweru. Najkorzystniejsze warunki panują na Warmii w okresie lata i złotej polskiej jesieni.

USA

Pierwszym mechanikiem, który towarzyszył Rafałowi Sonikowi w Rajdzie Dakar w 2009 r., był amerykański specjalista od quadów – Lenny Duncan. To właśnie on zabrał Polaka na znane sobie szlaki w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Spośród nich nasz rodak najbardziej upodobał sobie rejony Kalifornii, dokąd stara się wracać co jakiś czas.

               
W USA i Kanadzie turystyka quadowa jest zdecydowanie lepiej rozwinięta niż w krajach europejskich. Znajdziemy tu specjalnie przygotowane, kilkudziesięciokilometrowe trasy off-roadowe, pozwalające na legalne poruszanie się po trudno dostępnych obszarach leśnych. To doskonałe rozwiązanie zarówno dla miłośników jazdy poza drogami, jak i turystów i przyrodników. Rafał Sonik zabiega o to, aby wytyczyć podobne szlaki także w Polsce. Do Stanów Zjednoczonych na wyprawy terenowe najlepiej wybrać się latem lub na jesieni.

Chełmno

Chełmno_-_Fot.jpg

Quadowcy ścigający się na torze kompleksu motocrossowego w Chełmnie

©MATEUSZ SZELC



Chełmno uchodzi za drugie obok Torunia najstarsze miasto województwa kujawsko-pomorskiego (oba te grody otrzymały prawa miejskie 28 grudnia 1233 r. – tzw. prawo chełmińskie). Warto odwiedzić nie tylko sam wiekowy ośrodek, ale też lokalny kompleks motocrossowy, który kilka lat temu dzięki inicjatywie naszego rodaka i jego przyjaciół został uratowany przed zamknięciem. Zwycięzca Rajdu Dakar 2015 stawiał tutaj swoje pierwsze kroki, dlatego nie wahał się, aby zainwestować w ten obiekt i stać się jednym z jego współwłaścicieli.

               
Na świetnie wyprofilowanym i dobrze utrzymanym torze regularnie odbywają się imprezy rangi Mistrzostw Polski. Szkolą się na nim młodzi quadowcy i motocykliści. Mamy nadzieję, że za kilka lat godnie zastąpią oni Rafała Sonika w międzynarodowych wyścigach. Obiekt w Chełmnie stanowi idealne miejsce dla początkujących miłośników sportów motocrossowych, którzy chcą zdobyć podstawowe umiejętności, niezbędne do jazdy w terenie. Warto odwiedzić go latem i podczas organizowanych na nim zawodów.

Chile

Amatorom off-roadu Chile kojarzy się przede wszystkim z Atakamą, należącą do najsuchszych pustyń świata. Są na niej rejony, w których od prawie 400 lat nie spadła choćby kropla deszczu. Te warunki czynią ją również jednym z mniej przyjaznych człowiekowi obszarów na ziemi. Jazda po tutejszych bezdrożach może być jednak fantastycznym przeżyciem. Warto odwiedzić w szczególności północną część kraju i okolice portowego miasta Iquique. Potężne piaszczyste wydmy wznoszą się w tym miejscu na wysokość powyżej 2 tys. m n.p.m. i opadają stromo wprost do Pacyfiku.

               
Popularnością cieszą się także rejony miejscowości La Serena, które słyną z winnic. Wiosną zaobserwujemy tu zupełnie nierealne zjawisko. Cały pustynny obszar pokrywa się wówczas różnobarwnym kobiercem kwiatów. Suchy i surowy krajobraz zamienia się w kolorowe pola, od których trudno oderwać wzrok.

               
W północnej części Atakamy dotrzemy z kolei do dużych solnisk (Salar de Atacama), przypominających pustynię solną w Boliwii (Salar de Uyuni), i licznych ciekawych form skalnych w okolicach miasteczka San Pedro de Atacama. Nieco dalej na południe możemy wyjechać quadem na przełęcze sięgające niemal 5 tys. m n.p.m.

               
Ze względu na wspomniany kwiatowy spektakl do Chile najlepiej wybrać się na przełomie sierpnia i września. Zdecydowanie trzeba też zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

Egipt

Ten północnoafrykański kraj, zamieszkany niegdyś przez jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych cywilizacji na ziemi, jest również świetnym celem wyjazdowym dla poszukujących wrażeń quadowców. Naprawdę nie warto spędzać wakacji nad basenem w ciągłym bezruchu, kiedy tuż za granicami egipskich kurortów czeka na nas tyle możliwości aktywnego wypoczynku. W 2014 r. słynny Rajd Faraonów startował z wybrzeża Morza Czerwonego z luksusowego miasteczka turystycznego Al-Dżuna (El Gouna). Podczas niego zawodnicy mieli do pokonania kilkaset kilometrów bardzo ciekawego terenu pustynnego.

               
Na egipską część Sahary najlepiej wybrać się z przewodnikiem. Da nam to pewność, że wrócimy szczęśliwie do bazy i nie wpadniemy w kłopoty. Szczególnie piękne są tutaj – oczywiście – odcinki piaszczyste. Saharyjskie wydmy mają zupełnie inną budowę niż te w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i nawet sam piasek nieco się różni. Ta największa gorąca pustynia na ziemi jest bardzo różnorodna, więc nawet jeśli nie dotrzemy do typowych wydmowych wzniesień, możemy być pewni, że trafimy w niezwykłe miejsca. Odkrywanie tych niesamowitych zakątków Egiptu warto zaplanować na miesiące wiosenne bądź jesienne.

Maroko

Królestwo Marokańskie należy do najpopularniejszych kierunków podróży wśród Europejczyków zafascynowanych czterokołowcami. Trudno się temu zresztą dziwić. Jak już wspomnieliśmy, olbrzymia północnoafrykańska pustynia, jaką jest Sahara, oferuje wyjątkowo różnorodne i fascynujące trasy. Zjeździłem niemal całe Maroko od północy po południe i naprawdę nie brakuje tu miejsc wartych odwiedzenia. Wspaniałe tereny rozciągają się od szczytów Atlasu do skalistego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Na Saharze ujrzymy zarówno krajobrazy przywodzące na myśl powierzchnię Marsa, jak i charakterystyczne dla niej piaszczyste wydmy – opisuje Rafał Sonik.

               
W tym kraju można odwiedzić obszary, na których kręcono kolejne epizody Gwiezdnych wojen czy film Gladiator. Niezwykłym przeżyciem są zawsze wizyty w klimatycznych mniejszych i większych miastach. Jazda na quadzie po marokańskich bezdrożach daje niesamowitą frajdę, ale atmosfera lokalnych targów (suków) dosłownie wciąga każdego przybysza.

               
Wyprawa do Maroka będzie więc z pewnością wspaniałym doświadczeniem i to nie tylko ze względu na świetne warunki do treningów na czterokołowcach, lecz także z uwagi na jedyną w swoim rodzaju okazję do poznania tutejszej kultury i podziwiania fascynujących krajobrazów. Podobnie jak w przypadku Egiptu polecamy odwiedzić to położone w Afryce Północnej królestwo w okresie wiosny albo jesieni. W październiku można kibicować polskim kierowcom podczas widowiskowego Rajdu Maroka i towarzyszyć im w trakcie zmagań, przesuwając się równolegle do kolumny pojazdów.

Jamajka – więcej niż plaże

MAŁGORZATA CHOLEWA

<< Właściwie każda osoba, którą pytam o Jamajkę, wiąże ją z Bobem Marleyem i jednymi z najpiękniejszych plaż na świecie. Oczywiście, na urlopie Polacy chcą poleżeć na wygodnym leżaku z kolorowym drinkiem w dłoni, skorzystać z mocno prażącego tropikalnego słońca i zrobić sobie zdjęcie pod wysmukłą palmą i nie ma w tym nic złego, ale skoro dotarliśmy już na odległe Karaiby, warto poszukać na nich innych, równie niespotykanych dla nas wrażeń. Mnie ta wyspa kojarzy się z niezliczonymi atrakcjami dla osób aktywnych, pikantną marynatą do mięs „jerk”, aromatyczną kawą, pysznym rumem i przecudownymi krajobrazami tonącymi w bujnej zieleni. >>

Więcej…