JERZY MOSKAŁA

<< Choć Sardynia to druga co do wielkości wyspa Morza Śródziemnego, pozostaje dla turystów z Polski mniej znanym kierunkiem niż jej większa sąsiadka Sycylia, hiszpańskie Baleary, greckie archipelagi czy wreszcie Cypr i Malta. Wpłynęły na to m.in. jej opinia dość drogiego miejsca oraz koszty podróży na nią – samolotem albo promem. Dzięki temu jednak ten skalisty ląd leżący u wybrzeży Włoch otacza w oczach Polaków pewna aura tajemniczości, a dziś po uruchomieniu bezpośrednich połączeń obsługiwanych przez tanie linie lotnicze oraz przelotów czarterowych możemy wyruszyć na odkrywanie tego fascynującego zakątka Europy w każdej chwili. >>

Ze względu na swoją wielką różnorodność włoska Sardynia stanowi doskonały pomysł na urlop. Znajdziemy tu wysokie góry, żyzne niziny, szerokie piaszczyste plaże, urocze zatoki, klify, jaskinie, półwyspy i wysepki oraz malownicze laguny. Obok terenów typowo pasterskich natkniemy się na pola uprawne, duże ośrodki miejskie (Cagliari czy Sassari) i nowoczesne kurorty na słynnym Szmaragdowym Wybrzeżu (Costa Smeralda) czy w okolicach miasteczka Domus de Maria na południu wyspy. Poza tym nie wolno nam – oczywiście – zapomnieć o licznych zabytkach wielu kultur: nuragijskiej, kartagińskiej, rzymskiej, bizantyjskiej, genueńskiej, pizańskiej czy wreszcie aragońskiej. Turyści mogą uprawiać tutaj różnego rodzaju sporty, wypoczywać w promieniach ciepłego śródziemnomorskiego słońca, zwiedzać nietknięte ludzką ręką obszary naturalnej roślinności w trzech parkach narodowych – Archipelagu La Maddalena, Asinary oraz Zatoki Orosei i Gennargentu (o łącznej powierzchni ok. 100 tys. ha), czy też podziwiać spektakularne widoki na góry wpadające wprost do morza.
Sami Sardyńczycy potrafią zadziwić przyjezdnych swoimi bogatymi tradycjami, doskonałą kuchnią i wybornym winem, jakich na próżno by szukać we Włoszech kontynentalnych. Podczas mojej pierwszej wizyty w tych stronach wszystko wprawiało mnie w zdumienie: porządek i czystość sardyńskich miasteczek (turystów odwiedzających wcześniej Neapol ten ład na pewno zaskoczy), niezwykła jakość żywności, i to zarówno tej sprzedawanej na przydrożnych straganach, jak i w tawernach dla miejscowych, niesamowite kolory krajobrazów, w tym wyjątkowo intensywna zieleń wzgórz i dolin, tak niespotykana w lecie na innych śródziemnomorskich wyspach, oraz niski koszt podstawowych usług turystycznych. Otóż wbrew powszechnym opiniom Sardynia, a szczególnie jej południowo-zachodnia część, jest przystępna cenowo dla przybyszów rozporządzających tak większym, jak i mniejszym budżetem.

SKARBY PRZESZŁOŚCI
Sardyńską kulturę przez tysiące lat budowało wiele ludów. Jedne z najstarszych świadectw zasiedlenia wyspy pochodzą z okresu od ok. 1800 r. do II w. p.n.e. i wiążą się rozwojem tajemniczej cywilizacji nuragijskiej. Kartagińczycy zaczęli przybywać do tutejszych brzegów od VI stulecia p.n.e. Interesowały ich głównie cenne kruszce, dlatego budowali faktorie i kopalnie rud cynku, ołowiu, żelaza, miedzi, antymonu, srebra i boksytów, a także wydobywali alabaster. Później Sardynią władali Rzymianie, Wandalowie, Bizantyjczycy, zaś od XI w. zwierzchność nad Cagliari i dużą częścią ziem przejęła Piza. To właśnie Toskańczycy wznieśli w XIII stuleciu w dzisiejszej stolicy regionu dzielnicę Castello na szczycie wzgórza. Od trzeciej dekady XIV w. rządzili tym lądem Aragończycy, a następnie Hiszpanie, dopiero od 1720 r., gdy rozpoczęło się panowanie dynastii sabaudzkiej, wyspa wraz z Sabaudią i Piemontem weszła w skład Królestwa Sardynii, które stało się głównym ośrodkiem zjednoczenia Włoch w latach 60. XIX w.
Ślady obecności wszystkich tych narodów znajdziemy tutaj do dzisiaj. Cywilizacja nuragijska pozostawiła po sobie nuragi – wieże z dużych bloków kamiennych, często rzeźbionych, wokół których powstawały zespoły mniejszych zabudowań. To jedyne tego rodzaju budowle w basenie Morza Śródziemnego. Rozsiane są na terenie całej Sardynii, a na szczególną uwagę wśród nich zasługują kompleksy Su Nuraxi koło Barumini (wpisany w 1997 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO), Nuraghe Losa obok miejscowości Abbasanta czy Nuraghe Arrubiu niedaleko Orroli.

FOT. FOTOTECA ENIT

Nuraghe Losa z XV–XIII w. p.n.e. w pobliżu miasteczka Abbasanta


Z czasów kartagińskich, rzymskich i bizantyjskich zachowały się nekropolie, amfiteatry (np. w Cagliari) czy świątynie chrześcijańskie, wznoszone na planie krzyża bizantyjskiego. Do najciekawszych zabytków z tych okresów należą, poza Cagliari, cmentarze i kościoły w Norze (stolicy wyspy za panowania Rzymian) czy Sant’Antioco. Architektura średniowieczna naznaczona jest wpływami toskańskimi (m.in. zabudowania wspomnianego Castello z Katedrą św. Marii w Cagliari) oraz hiszpańskimi (tzw. gotyk kataloński, głównie do obejrzenia w stołecznych kościołach i 40-tysięcznym mieście Alghero, nazywanym Barceloneta, czyli „małą Barceloną”).

BARWNE TRADYCJE
Równie interesujące jak zabytkowe obiekty są lokalne zwyczaje, które Sardyńczycy kultywują po dziś dzień. Najlepszym momentem do ich obserwacji będzie niewątpliwie okres karnawału. Wtedy to na całej wyspie odbywają się tradycyjne parady. W miasteczku Mamoiada w pochodzie biorą udział tzw. Mamuthones i Issohadores: ci pierwsi noszą czarne drewniane maski i strój z owczej wełny z dzwonkami, a drudzy ubierają się w czerwoną bluzę i przepaskę na biodra, również przyozdobione dzwonkami z brązu i miedzi, i niosą sa sohà, rodzaj lassa z trzciny. W ten sposób świętuje się tu zwycięstwo chłopów z górzystego regionu Barbagia (Issohadores) nad saraceńskimi najeźdźcami. Niezmiernie ciekawie i kolorowo wygląda również Sartiglia – rodzaj turnieju rycerskiego, odbywającego się w Oristano w ostatnią niedzielę karnawału oraz w Tłusty Czwartek. Każdego roku wydarzenie to przyciąga tysiące ludzi, którzy gromadzą się wzdłuż linii zaznaczonej ziemią i słomą na głównych ulicach miasta, aby kibicować rycerzom w trakcie wyścigu konnego. W tym miejscu warto też nadmienić, że podobne atrakcje czekają na nas 6 i 7 lipca podczas tzw. Ardii w Sedilo. Barwne uroczystości karnawałowe organizuje się także m.in. w Samugheo, gdzie charakterystyczny element stanowią odniesienia do starodawnego kultu Dionizosa, oraz w miejscowościach Tempio Pausania, Ulassai czy Bosa (Karrasegare). W tej ostatniej rolę symbolu umierającego karnawału odgrywa ogromna lalka Giolzi wypchana sianem i szmatami (palona następnie na stosie w Tłusty Czwartek). Dla odmiany mieszkańcy Ovoddy odziani w stare ubrania, z twarzami uczernionymi sadzą wylegają na ulice, żeby raczyć się winem, kiełbasą, serami i pączkami. Wieczorem nadchodzi czas procesu tyrana Dona Conte, wyobrażanego przez wielką i przerażająco brzydką kukłę, która kończy swój żywot w płomieniach.

FOT. GIANFRANCO CASU/ARCHIVE FOUNDATION SA SARTIGLIA ONLUS

Sartiglia odbywająca się w Oristano pochodzi z okresu średniowiecza


Ciekawie wyglądają również obchody Wielkiego Tygodnia (Settimana Santa). Najbogatsze i najbardziej spektakularne ceremonie możemy podziwiać w Cagliari, Alghero, Iglesias czy Castelsardo. W licznych zwyczajach wielkanocnych z łatwością dostrzeżemy wpływy tradycji hiszpańskiej. Miejscowe procesje oraz inne rytuały przypominają te charakterystyczne dla Katalonii. W stolicy wyspy i w mieście Iglesias w kościołach wystawia się nenniris – naczynia z zasianą pszenicą i jęczmieniem. Kiełkujące rośliny są symbolem zmartwychwstania. Obyczaj ten ma swoje korzenie w micie o Adonisie obecnym w kulturze greckiej.
Co roku 14 sierpnia w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w czasie festiwalu Discesa dei Candelieri (Faradda di li Candareri) mieszkańcy Sassari odnawiają ślubowanie, które ich przodkowie złożyli w XVI w., aby zakończyć epidemię dżumy. Przedstawiciele cechów rzemieślniczych niosą w pochodzie 10 dużych świeczników (niektóre z nich to ponad 6-metrowe drewniane walce, ważące nawet powyżej 300 kg i ozdobione kolorowymi jedwabnymi wstążkami). Uczestnicy procesji poruszają się tanecznym krokiem przy akompaniamencie fletów i bębnów za Lu cabu carriaggiu („przodownikiem niosących świece”). To naprawdę niesamowite widowisko. Nic więc dziwnego, że w 2013 r. wpisano je na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

NAD BRZEGIEM MORZA
Wielbicielom pięknej opalenizny Sardynia oferuje olbrzymią różnorodność plaż: od w pełni wyposażonych w odpowiednią infrastrukturę turystyczną do zupełnie dzikich. Ta wyspa jest chyba jednym z ostatnich zakątków w Europie, w którym nie tylko poza sezonem, ale również w okresie jego szczytu, znajdziemy takie fragmenty wybrzeża, gdzie poczujemy się całkiem samotnie. Na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim kilka atrakcyjnych punktów wzdłuż sardyńskiej linii brzegowej. Należą do nich m.in. plaże Poetto w Cagliari (najpopularniejsza w stolicy, znakomicie zagospodarowana i zabezpieczona), rozległa Maria Pia w Alghero (z piaskiem w odcieniach od białego do różowego, oblewana lazurowymi wodami i wypełniona małymi barami z napojami i kanapkami), Cala Luna blisko Orosei (pokryta drobnym piaskiem i żwirkiem, położona w cieniu przepięknego klifu) czy Monte Cogoni w miejscowości Chia koło Domus de Maria (otoczona malowniczymi wzgórzami). Tak naprawdę jednak wybór mamy tutaj tak ogromny, że każdy może odnaleźć swoje ulubione miejsce na kąpiele słoneczne i morskie. Na mnie niesamowite wrażenie zrobił kilkukilometrowy szeroki pas czystego piaszczystego brzegu niedaleko Buggerru – San Nicolao (San Nicolò). Góry dochodzą tu do samego morza w kolorze intensywnego turkusu. Gdy odwiedzałem ten uroczy zakątek w sezonie, spotkałem w nim zaledwie ok. 50 osób.
Poruszając temat plażowania na Sardynii, trzeba koniecznie wspomnieć o modnym Szmaragdowym Wybrzeżu (Costa Smeralda). To najbardziej luksusowy rejon wyspy, który narodził się dla turystyki w latach 60. XX w. dzięki staraniom księcia Agi Chana IV, przywódcy ismailickich nizarytów. Serce tego znanego dzisiaj ośrodka żeglarstwa i sportów wodnych stanowi Porto Cervo, w którym cumują najwspanialsze prywatne łodzie, a latem odbywają się światowej klasy imprezy sportowe. Każdego roku zjeżdżają do niego znani politycy, biznesmeni, aktorzy, sportowcy i inne osobistości. Przechadzka tutejszym nabrzeżem z eleganckimi sklepami po jednej i jachtami po drugiej stronie da nam najpełniej odczuć ekskluzywny charakter tego kurortu. Linia brzegowa w tej okolicy wyróżnia się granitowymi klifami i uroczymi zatoczkami z przejrzystą wodą. To znakomita okolica do nurkowania oraz wypoczynku, ale przede wszystkim na wszelkiego rodzaju wycieczki morskie.

WŚRÓD WYSOKICH FAL
Miłośnicy aktywnego spędzania czasu też nie powinni się na Sardynii nudzić. W regionie Gallura, leżącym w jej północno-wschodniej części, powstała infrastruktura turystyczna zapewniająca najlepsze warunki do uprawiania różnorodnych sportów wodnych. Szkoły nurkowania organizują wyprawy po kryształowo czystym Morzu Tyrreńskim, podczas których wśród granitowych skał i koralowców spotkamy m.in. graniki wielkie, barakudy czy delfiny. Wielbiciele wind- i kitesurfingu ściągają do Porto Pollo koło miejscowości Palau, a także do Santa Teresa Gallura, gdzie korzystają z północno-zachodniego wiatru wiejącego przez cały rok. Z kolei w południowo-zachodnim rejonie wyspy w przesmyku między niewielką Sant’Antioco (niemal 110 km² powierzchni) a Sardynią, na wysokości przylądka Punta Trettu, lokalne ukształtowanie terenu tworzy efekt tzw. tuby powietrznej, która pozwala wind- i kitesurferom znacznie zwiększyć prędkość na falach. Działają tu liczne bazy sportów wodnych, np. polska Sky High w Porto Botte obok miasteczka Giba (założona w 2010 r.).
Warunki naturalne Gallury świetnie sprawdzają się również przy uprawianiu surfcastingu, czyli połowu ryb metodą zarzucania przynęty z plaży daleko w morze. Uważa się go za jedną z najcięższych i wymagających największych umiejętności technik wędkarskich, także ze względu na różne utrudnienia, np. łowienie w zimie, w nocy czy przy silnym wietrze. Sport ten zyskuje sobie coraz większą popularność wśród amatorów zarówno wędkarstwa, jak i morskich przygód.

PIESZO I NA ROWERZE
Na Sardynii znajduje się też wiele rejonów wspinaczkowych. W Masua w nadmorskich wapiennych klifach wydrążono szyby nieczynnej już kopalni Porto Flavia. Miejscową atrakcją są również uformowane przez wodę i wiatr placca a gocce, tj. wymycia o ostrych krawędziach. Obok 30 szlaków sportowych – o stopniach trudności pomiędzy 6a a 7a – poprowadzono tutaj 5 wielowyciągowych dróg startujących znad morza o poziomach do 6b+. We wspomnianej nie funkcjonującej kopalni organizuje się wspinaczki lub łatwiejszy rodzaj zwiedzania, czyli oprowadzanie pod opieką górników. W południowo-zachodniej części wyspy w Domusnovas turyści eksplorują okolice wokół Jaskini św. Jana (Grotta di San Giovanni), naturalnego tunelu o długości prawie kilometra łączącego dwie doliny. Na wschodnim wybrzeżu natomiast (w środkowej jego części) entuzjaści tego typu aktywności wspinają się koło miejscowości Cala Gonone w pobliżu miasta Dorgali (ok. 500 bardzo różnorodnych dróg). Z kolei amatorzy wędrówek przemierzą Sardynię wzdłuż i wszerz po najróżniejszych trasach: od łatwych i krótkich po długie i wymagające lepszej kondycji. Stosunkowo prosty i przy tym niezmiernie malowniczy jest np. szlak pieszy Sedda ar Baccas–Gorroppu (długość 12 km, różnica poziomów ponad 200 m, czas pokonania ok. 3 godz.) w Parku Narodowym Zatoki Orosei i Gennargentu (Parco Nazionale del Golfo di Orosei e del Gennargentu). Na terenie tego chronionego obszaru mamy szansę spotkać takie zwierzęta jak kuny leśne, łasice, muflony, daniele, lisy, a nawet dziki. Polacy upodobali sobie szczególnie trekkingi po wyspie. Ten rodzaj wypraw pozwala na zwiedzanie całego regionu we własnym tempie od jednego punktu noclegowego do kolejnego.

FOT. UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

Dawna osada górnicza Masua koło Porto Flavia to dziś znane kąpielisko


Poza tym na Sardynii króluje także kolarstwo, przede wszystkim szosowe. Rowerzyści opanowali wnętrze lądu i na każdym kroku napotkamy tu obecnie zarówno amatorów, jak i zawodowców, mknących zapamiętale przed siebie. Co ważne, miejscowi kierowcy respektują prawa uczestników ruchu jeżdżących rowerami, więc ten sposób poruszania się uznaje się za bardzo bezpieczny. Od 1958 r. organizuje się na wyspie w lutym niemal każdego roku Giro di Sardegna, czyli Wyścig dookoła Sardynii, który przyciąga tłumy kibiców.

NA TALERZU
Zupełnie odmienną kwestię stanowi sardyńska kuchnia – i ta tradycyjna, i nowsza. W tej drugiej ważną rolę odgrywają owoce morza: ośmiornice, langusty, kraby, kalmary, małże, oraz różne gatunki ryb, w tym sardynki. Ośmiorniczki z grilla w sosie pomidorowym, mimo swojej prostoty, są wyjątkowo pyszne i uważam je za najlepsze danie, jakie zdarzyło mi się jeść poza domem. Na stołach na Sardynii często pojawiają się pikantne zupy rybne burrida alla cagliaritana i cassòla. Natomiast w Cagliari, Tortolì, Sant’Antioco, Oristano czy Carloforte istnieje zwyczaj suszenia solonej rybiej ikry w gonadach. Przysmak ten nazywa się bottarga. Charakteryzuje się on przyjemnie ostrym rybnym smakiem. Dodaje się go do potraw z makaronem lub sałatek, a sztandarowego spaghetti alla bottarga każdy powinien spróbować chociaż raz.
Tradycyjna sardyńska sztuka kulinarna różni się jednak od tej nowoczesnej, najczęściej przeniesionej z kontynentalnych Włoch lub inspirowanej stylem międzynarodowym. Za jej podstawę służy kuchnia wiejska, pochodząca z położonych w centralnej części wyspy wzgórz czy terenów ściśle rolniczych. Składają się na nią pieczone mięsa, kiełbasy, salami i ostry ser z owczego mleka pecorino sardo (ok. 50 proc. włoskiego sera pecorino produkuje się na Sardynii). Daniem typowym dla górzystego regionu Barbagia jest porceddu, prosię opiekane kilka godzin na rożnie na polanach aromatycznego drewna. Niekiedy przyrządza się tak też jagnię lub koźlę. Obecnie niezwykle rzadko stosuje się tradycyjną metodę przygotowywania carraxiu, która polega na pieczeniu zagrzebanego w żarze i obłożonego gałązkami jałowca, drzewa oliwnego i rozmarynu mięsa w wykopanej w ziemi jamie pod rozpalonym ogniskiem.
Poza tym w sardyńskim menu prym wiodą przede wszystkim spaghetti i maccheroni (makarony), podobne do pierożków ravioli culurgionis oraz rodzaj klusek gnocchi o nazwie malloreddus, potrawy przypominające włoską kuchnię kontynentalną.

SMAK WINNYCH GRON
Ten region Włoch, tak samo zresztą jak cały kraj, słynie z tradycji winiarskich, a z powodu swojego położenia na Morzu Śródziemnym z dala od kontynentu (ok. 190 km od Półwyspu Apenińskiego) jest on dość specyficzny. Początki historii uprawy winorośli na wyspie datuje się na ok. 2000 lat p.n.e. (jeszcze przed ukształtowaniem się cywilizacji nuragijskiej). Kolejni przybysze na przestrzeni setek lat zmieniali ją według własnych zwyczajów i upodobań. Swój wpływ zaznaczyli tutaj szczególnie Rzymianie (zmodyfikowali sposób uprawy winnej latorośli) oraz Hiszpanie, którzy wprowadzili nowe odmiany (np. Bovale di Spagna) oraz zreorganizowali produkcję wina na dużą skalę. Dziś występują na wyspie zarówno klasyczne śródziemnomorskie szczepy jak Moscato czy Malvasia, jak i cały szereg niespotykanych nigdzie indziej we Włoszech gatunków: Cannonau, Bovale Sardo, Nuragus, Girò, Monica, Semidano, Torbato, Cagnulari, Arvesiniadu, Carignano del Sulcis oraz Vernaccia di Oristano.  
Wśród 19 sardyńskich win oznaczonych w systemie DOC (Denominazione di Origine Controllata) prym wiodą białe Vermentino di Sardegna oraz jego lżejsza wersja Vermentino di Gallura (DOCG – Denominazione di Origine Controllata e Garantita). Cieszą się one wielką popularnością ze względu na swój ożywczy, owocowy smak, a schłodzone stanowią idealny trunek do gaszenia pragnienia podczas gorących dni. Serwuje się je również do posiłków. Czerwone szczepy najlepiej reprezentuje rubinowoczerwone, zmysłowo miękkie Cannonau di Sardegna o dość dużej zawartości alkoholu (ok. 12,5–13,5 proc.). Wyczuwa się w nim świeże aromaty owoców, mocne nuty leśnych jagód i ziół. To prawdziwa specjalność wyspy. Do niedawna ten gatunek winorośli uważano za lokalną wersję bardzo dobrze znanej z Hiszpanii odmiany Garnacha, jednak ostatnie porównawcze badania struktury DNA potwierdzają jego endemiczny charakter.
Do najstarszych rodzajów winnych krzewów uprawianych na Sardynii należy Monica. Ten szczep znajdziemy tu praktycznie wszędzie, chociaż najlepiej udaje się w winnicach położonych na silnie nasłonecznionych i średnio nachylonych zboczach. Wina z niego wytwarzane wyróżniają się lekkością, wyraźnym posmakiem jeżyn i wiśni oraz delikatnym aromatem migdałów i przypraw. Najbardziej charakterystycznym jednak z sardyńskich szlachetnych trunków jest Vernaccia di Oristano. Poddawane procesowi starzenia w małych beczkach przypomina sherry Amontillado, można je więc uznać za dowód hiszpańskich wpływów. Niezwykłą kompozycję smakową posiadają też inne wina dostępne na wyspie: Malvasia (np. Malvasia di Bosa – wino deserowe z prowincji Nuoro i Oristano) czy coraz rzadziej spotykane słodkie czerwone Girò i białe Nasco produkowane w okolicach Cagliari.

W OCZACH EUROPY
Warto się przyjrzeć także dwóm tutejszym kierunkom na rynku winiarskim, które reprezentują z jednej strony masowi wytwórcy win stołowych, a z drugiej firmy starające się wprowadzić nowe marki, konkurencyjne dla najlepszych produktów z Włoch kontynentalnych czy Francji. Sardynia stanowi jedno z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej, gdzie kupimy wino nalewane z beczek czy tanków do własnych butelek. Na terenach wiejskich sprzedaje się w ten sposób trunki popularnych gatunków wytwarzanych na masową skalę, najczęściej przez lokalne spółdzielnie. Przed zakupem można je zdegustować, a ich cena bywa zazwyczaj niska (ok. 2 euro za 1 l). Wszystkim turystom polecam ten sposób poznawania Sardynii, ponieważ będzie on dla nich nie tylko świetną zabawą, ale pozwoli im też dowiedzieć się, co Sardyńczycy na prowincji piją na co dzień.
Producenci wina tacy jak Argiolas czy Vigne Surrau stawiają natomiast na wychodzenie ze swoimi markami na rynek europejski. Ta pierwsza firma pełnymi garściami czerpie z tradycji sardyńskiej – korzysta z wielu lokalnych szczepów, m.in. Monica, Carignano del Sulcis, Bovale Sardo. Podobną politykę przyjęło winiarskie przedsiębiorstwo Vigne Surrau łączące odmianę Cannonau z miejscowymi Carignano, Muristellu, ale również z popularnym na całym świecie Cabernet Sauvignon. W tym przypadku za butelkę zapłacimy mniej więcej 45–50 zł, co uważam za koszt jak najbardziej adekwatny do wysokiej jakości ich produktów.
Dzięki swoim bogatym winiarskim tradycjom oraz pysznej regionalnej kuchni Sardynia ma prawo wiązać spore nadzieje z rozwojem enoturystyki. Ten typ podróżowania po różnych krajach zyskuje sobie z roku na rok coraz większe grono zwolenników, którzy niewątpliwie w swoich wyprawach nie pominą tak odmiennej i charakterystycznej wyspy. Ja sam wracam tu, gdy tylko mogę. Za każdym razem odnajduję w tych stronach elementy kultury włoskiej, a spacery po plaży podczas pochmurnej i deszczowej pogody przypominają mi lato nad polskim wybrzeżem Bałtyku. Taka właśnie jest gościnna i pełna magii Sardynia: trochę swojska, a trochę obca.

Artykuły wybrane losowo

Intrygująca Tanzania i urzekający Zanzibar

KAROLINA SYPNIEWSKA-WIDA
www.karolinasypniewska.pl

 

<< Podobnie jak sąsiednia Kenia, Tanzania od zawsze była jednym z najczęściej odwiedzanych afrykańskich krajów i to nie tylko przez zorganizowane wycieczki, ale również przez indywidualnych turystów. Podróżników przyciągają tutaj dziewicza przyroda, rdzenne ludy, rozległe przestrzenie i krajobrazy jak z marzeń sennych. Afryka rządzi się jednak swoimi prawami, którym musimy po prostu się podporządkować. Jeśli tylko uzbroimy się w cierpliwość, z uśmiechem na twarzy zniesiemy kilkukrotne zmiany koła dziennie, długotrwałe wypatrywanie dzikich zwierząt czy biurokrację różnych instytucji… Pod względem infrastruktury turystycznej Tanzania to jedno z najlepiej rozwiniętych miejsc na Czarnym Lądzie. Przeważająca większość odwiedzających ją gości podczas swojego pobytu decyduje się połączyć ekscytujące safari w parku narodowym z błogim wypoczynkiem na rajskim Zanzibarze. Zapraszam zatem do mojego magicznego afrykańskiego zakątka. >>

Więcej…

Dominikana mniej znana

MARCIN WESOŁY

 

<< Różnorodność przyrody w Republice Dominikańskiej potrafi człowieka wprawić w osłupienie. W ciągu kilku godzin, w drodze z północnego wschodu na południowy zachód tego kraju możemy na własne oczy przekonać się, jak szybko zmieniają się tutaj krajobrazy. Bujna zieleń środkowej części kraju przechodzi w niekończące się pola ryżowe doliny Cibao albo w plantacje bananów. Na półwyspie Samaná mijamy rozległe gaje palm kokosowych, które osiadły na łagodnie pofałdowanych wzgórzach. Im bliżej granicy z Haiti natomiast, tym tereny bardziej przypominają Meksyk czy Afrykę – ogromne połacie ziemi, czerwonej od boksytu, porastają spłaszczone drzewa akacjowe, wybujałe kaktusy oraz karłowate, typowo preriowe krzewy. W okolicach miast Jarabacoa i Constanza w prowincji La Vega pejzaż jest za to bardziej górzysty, a klimat chłodniejszy. Na Dominikanie nie sposób zatem nie znaleźć swojego miejsca. To raj praktycznie dla każdego. Spróbujmy sami się o tym przekonać. >>

Więcej…

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.