ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

 

<< Cannes to miasto, które kojarzy się z przepychem, gwiazdami i odbywającym się zwykle w maju prestiżowym festiwalem filmowym. Tylko 15 min. jazdy samochodem dzieli je od Monte Carlo, gdzie niemal w tym samym czasie rozgrywa się wyścig Formuły 1 Grand Prix de Monaco. Turyści planujący odwiedzić Riwierę Francuską stają czasem przed nie lada dylematem, gdy muszą dokonać wyboru między jej pięknymi kurortami. Zwłaszcza że ekskluzywne Cannes i Monako stanowią jedynie część bogatego wachlarza atrakcji południowo-wschodniego wybrzeża Francji. >>

W latach 30. XX w. na plażach Lazurowego Wybrzeża (Côte d'Azur) wypoczywali głównie arystokraci i koronowane głowy, którzy przybywali tu przede wszystkim zimą z Wielkiej Brytanii, a nawet z Rosji. Liczbę ówczesnych turystów szacuje się na 300 tys. rocznie. Wcześniej miejsce to odkryli artyści. Ściągali w te strony pod koniec XIX w. ze względu na doskonałe światło, krajobrazy i klimat. Claude Monet, Auguste Renoir, Pablo Picasso, Marc Chagall, Henri Matisse, Jean Cocteau, Fernand Léger, Alberto Giacometti zarówno czerpali z bogactwa regionu, jak i jednocześnie wywierali wpływ na jego kulturę.

Dziś na Lazurowe Wybrzeże każdego roku przyjeżdża ponad 10 mln turystów, w tym prawie milion to uczestnicy rejsów, a 400 tys. – osoby biorące udział w kongresach. Prawdziwe tłumy pojawiają się latem. Wtedy też tutejsze kurorty okupują głównie Brytyjczycy, Niemcy i Duńczycy. Jednak ta część Francji to nie tylko słynne Nicea i Cannes, lecz także maleńkie miasteczka z zabytkami i muzeami oraz fascynująca górzysta Korsyka.

 

Piesze wycieczki i urok średniowiecza

W centrum Saint-Paul-de-Vence obowiązuje jedynie ruch pieszy. Miejscowy plac okupują wielbiciele gry w bule, czyli pétanque (gra towarzyska polegająca na rzucaniu metalowymi kulami). Warto stąd rozpocząć spacer wąskimi uliczkami tego średniowiecznego miasteczka otoczonego blankami, wznoszącego się malowniczo na stromej skale. Na uwagę zasługuje w nim Kolegiata Nawrócenia św. Pawła (La Collégiale de la Conversion-de-Saint-Paul) – kościół z XIII w. Niedaleko znajduje się muzeum sztuki współczesnej Fundacji Maeght (Fondation Maeght). Jego zwiedzanie rozpoczyna się zazwyczaj w ogrodzie. Zobaczymy w nim labirynt Joana Miró i Ferrà, rzeźby Alberta Giacomettiego czy mozaikę Georges’a Braque’a.

Zaledwie 5 km dalej leży kolejna miejscowość związana z wielkimi artystami – Vence. Pod koniec swojego życia malarz Henri Matisse zaprojektował i wykonał dekoracje tutejszej Kaplicy Różańca (Chapelle du Rosaire), a wśród nich witraże, drogę krzyżową i ołtarz. Wędrówkę najlepiej zacząć od Bramy Peyra (Porte du Peyra), która prowadzi do starej części miasta. Tu znajduje się zamkowa wieża z XII w. Na głównym placu w letnie dni mieszkańcy i turyści szukają ochłody przy fontannie. Ulicami de l'Évêché i Cahours dojdziemy do Katedry, która skrywa pewien skarb. Baptysterium zdobi mozaika autorstwa Marca Chagalla. Vence słusznie uważa się też za średniowieczną perłę Lazurowego Wybrzeża. Jego władze dbają o historyczne zabudowania z tamtych czasów, dlatego dziś możemy podziwiać w nim wiele odnowionych zabytków

 

Picasso i morze

Do Antibes przyciąga większość turystów Fort Carré, imponująca budowla z XVI w. Wielbiciele sztuki nie powinni ominąć Zamku Grimaldich (Château Grimaldi), w którym funkcjonuje Muzeum Picassa (Musée Picasso). Powstało ono tu nieprzypadkowo. Sławny kubista przebywał w mieście dłuższy czas (przez kilka tygodni) wprawdzie tylko raz, ale była to niezmiernie owocna wizyta. Początkowo w budynku działała placówka dokumentująca życie greckiego Antipolis (tak w starożytności nazywało się Antibes), założona przez pewnego nauczyciela greki i łaciny, który w ten sposób ocalił zamek od popadnięcia w ruinę. Pewnego razu polski fotografik i rzeźbiarz Michał Smajewski (Michel Sima) poprosił Picassa o przekazanie muzeum jednej ze swoich prac. Malarz wyjawił mu, że zawsze marzył o posiadaniu dużej przestrzeni do malowania. Artysta urządził więc w komnatach zamkowych w październiku 1946 r. swoje atelier, a Smajewski uwieczniał na fotografiach postępy prac. Z Château Grimaldi roztacza się niezwykły widok na pływające w oddali jachty, kierujące się na przylądek Antibes (cap d’Antibes). Naprawdę trudno oderwać od nich wzrok.

 

Cytrynowy raj

Bilet z Nicei do Mentony (Menton), miejscowości słynącej z cytryn, kosztuje tylko 1 euro. W centrum kurortu, nazywanego la perle de la France („perłą Francji”), znajduje się barokowa Bazylika św. Michała Archanioła (Basilique Saint-Michel-Archange), do której prowadzi urocza wąska ulica Długa – Rue Longue. Pełniła ona rolę głównej arterii do XVII w. Stamtąd najlepiej zejść do bastionu, w którym w listopadzie 2011 r. otwarto Muzeum Jeana Cocteau (Musée Jean-Cocteau). Prezentuje ono kolekcję będącą własnością amerykańskiego biznesmena Séverina Wundermana.

FOT. ATOUT FRANCE/CEDRIC HELSLY

Mentona – dekoracje na Święto Cytryny

 

Mentona od połowy XV w. stała się bardzo ważnym producentem cytryn w Europie. Od 1934 r. (w lutym lub marcu) obchodzi się w niej oficjalnie święto tych owoców, nazywane Fête du Citron. Wcześniej, bowiem od 1929 r., w tym czasie urządzano jedynie wystawę drzewek cytrynowych w ogrodach Hotelu Riviera. Obecnie jest to wielka karnawałowa feta, w trakcie której organizuje się m.in. defilady wozów z okazami tych roślin i różnymi wspaniałymi konstrukcjami wznoszonymi z cytryn. Towarzyszą im również prezentacje regionalnych strojów i muzyki, koncerty, targi rękodzieła ludowego oraz inne ekspozycje związane z tradycjami Mentony. Niezmiernie widowiskowe Święto Cytryny przyciąga pod koniec zimy tłumy turystów z całego świata.

 

Piękno samo w sobie

Z Lazurowego Wybrzeża można wybrać się dalej na południe, czyli na Korsykę. Najprościej dotrzeć do jej brzegów promem. Statki wyruszają z Marsylii, Tulonu i Nicei i dopływają zazwyczaj do portów w Ajaccio, Bastii, Calvi, L’Île-Rousse, Porto-Vecchio oraz Propriano. Podróż trwa od kilku do kilkunastu godzin.

Korsyka, zwana też Wyspą Piękna (île de Beauté), jest zarazem zachwycająca i nieprzystępna. Otaczają ją piaszczyste i żwirowe plaże oraz przylądki zapierające dech w piersiach, a pokrywają gęste lasy kasztanowca i wypełniają malownicze wioski i miasteczka. Aby odkryć jej prawdziwy charakter, trzeba zagubić się gdzieś na wiejskich drogach, wijących się wśród formacji roślinnej zwanej makia, która porasta ponad 20 proc. powierzchni tego niewielkiego lądu na Morzu Śródziemnym. Napoleon pisał na Elbie, że od czasu do czasu wyczuwa na niej zapach tych korsykańskich wonnych i wiecznie zielonych zarośli. Podczas podróżowania po wyspie uważajmy jednak na krowy, owce, świnie czy kozy leżące niekiedy pośrodku traktów.

FOT. ATOUT FRANCE/FABRICE MILOCHAU

Plaża Tamaricciu niedaleko Porto-Vecchio na południu Korsyki

 

Najlepszy miesiąc na wyprawę na Korsykę stanowi – moim zdaniem – wrzesień. Po pierwsze, temperatury są wtedy niższe, znośniejsze, a pogoda nie zawodzi. Po drugie, przyjeżdża na nią wówczas mniej turystów, co oznacza spadek cen. Wyspę najwygodniej zwiedzać wypożyczonym samochodem.

 

Na podbój północy

W północnej części Korsyki głęboko w morze wcina się półwysep i przylądek Cap Corse (nazywany przez Korsykańczyków Capicorsu) z miastem Bastia i pięknym portem w wiosce Erbalunga koło Brando. Tutejsze urokliwe wybrzeże znaczą wieże wybudowane przez Genueńczyków w XVI w. Spośród 85 z nich wiele nie zostało odrestaurowanych. Jedną z najbardziej malowniczych stanowi ta w wiosce Nonza, położona na wzgórzu, na wysokości 150 m nad plażą pokrytą czarnymi kamieniami. We wrześniu warto odwiedzić też winnice w Patrimonio, słynące z najlepszych win na wyspie (zwłaszcza słodkich muskatów), bowiem wtedy zaczyna się tutaj winobranie i mamy szansę z bliska przyjrzeć się procesowi produkcji tego szlachetnego trunku.

Niedaleko znajduje się także port Saint-Florent, wyglądający niczym kadr wyjęty z pocztówek z Lazurowego Wybrzeża. Na uroczą panoramę składają się w nim liczne zacumowane łodzie i charakterystyczne domki z fasadami naruszonymi przez sól morską i wiatr. Stąd na piechotę dostaniemy się do Katedry Nebbio (Cathédrale de Nebbio), wzniesionej z wapienia w pierwszej połowie XII w. Obecnie nie odprawia się w niej już mszy. Została gruntownie odrestaurowana pod koniec XIX stulecia. Niestety, lokalne władze nie starają się o dofinansowanie na odnowienie świątyni. Ścieżkę, którą dochodzi się do kościoła, otaczają grobowce i mauzolea. To widok typowy dla Korsyki, gdyż bogate rodziny nie chcą chować swoich bliskich na cmentarzach komunalnych. Często, zwłaszcza w północnej części wyspy, groby umieszczone są jeden obok drugiego, wzdłuż głównej drogi.

Z portu w Saint-Florant dopłyniemy na piaszczystą plażę Saleccia, która sąsiaduje z pustynnym regionem Les Agriates (Désert des Agriates). Wody ją oblewające są krystalicznie czyste. Przeszkadzać mogą nam czasem tylko licznie występujące w tym rejonie mewy. Na zachód od regionu leży malownicza wioska Sant'Antonino, gdzie budynki sprawiają wrażenie przyklejonych jeden do drugiego. Popołudniami jej wąskie uliczki wyludniają się ze względu na sjestę. Wczesnym wieczorem mieszkańcy miejscowości spotykają się na placu na partyjkę pétanque. Stąd blisko już do wioski rzemieślników Pigna, słynącej z domków z niebieskimi okiennicami.

 

Duch Krzysztofa Kolumba

Calvi to rzymskie miasto pełne historii. Można je podziwiać z potężnej cytadeli wznoszącej się na wzgórzu. To tu późniejszy słynny angielski admirał Horatio Nelson stracił oko podczas oblężenia miejscowości przez brytyjską flotę w lipcu 1794 r. Mieszkańcy twierdzą, że to w Calvi, a nie w Genui urodził się między 25 sierpnia a 31 października 1451 r. Krzysztof Kolumb. W tym czasie Korsyką władali właśnie Genueńczycy. Trudno jednak dowieść prawdziwości tej tezy. Mimo to na jednym z domów znajdziemy stosowną tablicę pamiątkową.

FOT. ATOUT FRANCE/R-CAST

Cytadela i port w zabytkowym korsykańskim mieście Calvi

 

Z Calvi warto wyruszyć na całodzienną wycieczkę do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola). Z pokładu stateczku będziemy mieć świetny widok na znane z Prowansji calanques, czyli granitowe i bazaltowe dolinki skąpane w nieprawdopodobnie niebieskiej wodzie. W trakcie podziwiania wspaniałej korsykańskiej przyrody udajmy się na obiad do wioski Girolata, która liczy zaledwie 50 mieszkańców. Stoi w niej jedna z genueńskich wież. Niestety, wciąż nie została odrestaurowana, dlatego obejrzymy ją wyłącznie z zewnątrz. Tym, którzy chcieliby jednak zajrzeć do środka takiej budowli, polecam wyprawę do pobliskiej miejscowości Porto. Miłośnicy mocnych wrażeń powinni z niej udać się do wioski Galéria. Droga wiedzie serpentynami niemal nad samymi przepaściami. To z pewnością jedna z najbardziej imponujących tras na Korsyce, a może i w całej Francji. Na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci.

FOT. ATOUT FRANCE/R-CAST

Rezerwat Naturalny Scandola – od 1983 r. objęty ochroną UNESCo

 

Na południe

Południe Korsyki zachwyca nie mniej niż północ. Jednym z najpiękniejszych miejsc jest w tym regionie Bonifacio – miasto częściowo zbudowane na klifie wapiennym, zwrócone w stronę pobliskiej Sardynii. Na jego spokojne zwiedzanie powinniśmy przeznaczyć minimum dwa dni. Pierwszego z nich wybierzmy się na spacer po uliczkach i parkach, cmentarzu morskim oraz do niepowtarzalnych Schodów Króla Aragonii (L’Escalier du Roi d'Aragon) na południowo-zachodnim krańcu Cytadeli (Citadelle). Mają one 187 stopni i – jak głosi legenda – zostały zbudowane przez Aragończyków w czasie oblężenia w 1420 r. Od czerwca do września, przy sprzyjającej pogodzie, gdy nie ma silnych wiatrów i sztormu, udostępnia się je turystom. Drugiego dnia przejdźmy się w okolicę portu, gdzie będziemy mogli podziwiać malarzy przy pracy. Niezwykłych wrażeń dostarczy też wyprawa stateczkiem na Wyspy Lavezzi (Îles Lavezzi) i Cavallo (Île de Cavallo), które położone są między Bonifacio i Sardynią. Podczas powrotu do miasta nie sposób nie zauważyć wspaniałych willi nad brzegiem morza. Należą one m.in. do Zinedine Zidane’a, Gérarda Depardieu, Bernarda Kouchnera, księżnej Karoliny Hanowerskiej z Monako czy Alaina Prosta.

 

Zdobywcy Korsyki

Na koniec wspomnę jeszcze o mitycznym wręcz i trudnym szlaku pieszym GR 20 (180 km długości). Mówi się, że ponad połowa śmiałków, którzy nim ruszają, rezygnuje przed końcem wędrówki. Najwytrwalsi, przemierzając korsykańskie przełęcze i płaskowyże, mają okazję poznać bardziej niedostępne rejony wyspy. Nawet jeśli na końcu nogi odmawiają już im posłuszeństwa, z satysfakcją przyznają, że była to dla nich wyprawa życia.

Oficjalne przewodniki dzielą trasę na 15 etapów, co przekłada się na 15 dni wędrówki. Jednak rekordzista pokonał GR 20 w zaledwie 33 godz.! To dość znaczny wyczyn, ponieważ trzeba tu zabrać ze sobą cały niezbędny ekwipunek, w tym namiot, gdyż schroniska nie zapewniają zbyt wielu miejsc noclegowych. Po drodze można ewentualnie natknąć się na pasterzy i kupić od nich kozi ser. Szlak przemierza się z północy na południe (z Calenzany do Conki) lub z południa na północ. Wielu piechurów decyduje się na zakończenie swojej niemal 200-kilometrowej wyprawy na pięknych plażach Porto-Vecchio, gdzie odpoczywają po jej trudach. Ze względu na ruch turystyczny i temperatury najlepszymi miesiącami na tę niezapomnianą wędrówkę po korsykańskich górskich szlakach będą maj i sierpień albo wrzesień i październik. Należy się nastawić na 5 do 11 godz. marszu dziennie. Jednym z powodów, dla których turyści rezygnują z ukończenia trasy, bywa dość często zbyt duża waga plecaka. Dlatego polecam spakować się rozsądnie. Szczególnie że przejście całego szlaku GR 20 daje niesamowite zadowolenie z siebie.

Zatem słoneczne Lazurowe Wybrzeże czy dzika Korsyka? Wybór należy tylko do nas. Żaden z tych dwóch przepięknych zakątków Francji na pewno jednak nie rozczaruje nawet najbardziej wybrednych turystów.


 

Artykuły wybrane losowo

Sardynia – kraina sprzyjających wiatrów

ELŻBIETA PAWEŁEK

                                                                                                             FOT. FOTOTECA ENIT/SANDRO BEDESSI
<< Ta piękna wyspa miała wielu sławnych wielbicieli wśród elit politycznych i arystokracji. Dziś jest rajem żeglarzy, nurków oraz wind- i kitesurferów. Turystów szukających błogiego wypoczynku kusi błękitną wodą, kilometrami uroczych plaż i luksusem Costa Smeralda (Szmaragdowego Wybrzeża). >>

Druga po Sycylii największa wyspa Morza Śródziemnego posiada status regionu autonomicznego Włoch. To poczucie odrębności to zapewne dziedzictwo po historycznym Królestwie Sardynii, które choć w ciągu setek lat istnienia zmieniało swoje granice i przechodziło z rąk do rąk, zakończyło swój żywot dopiero w 1861 r. po włączeniu do Królestwa Włoch. Potwierdza je także język sardyński, nadal używany przez mieszkańców wyspy.

Więcej…

Jamajka – kraj szczęśliwych ludzi

PAWEŁ PAKIEŁA

 

 FOT. SANDALS&BEACHES RESORT

<< Radosna ojczyzna Boba Marleya, rastafarian i reggae ma w sobie coś takiego, co sprawia, że odwiedzający ją turyści zapominają o całym świecie. Kiedy tylko postawimy stopy na złotym jamajskim piasku, wszystkie problemy nagle znikają, a na naszych twarzach pojawia się uśmiech – ten sam, którym witają nas pogodni Jamajczycy. Może to ich zasługa, a może atmosfery tej karaibskiej wyspy, że wszelkie troski wydają się tutaj odległe i mało istotne. W końcu „Everything's Gonna Be Alright” („Wszystko będzie w porządku”), jak śpiewał Marley... >>

 

Nazwa tej niedużej wyspy w archipelagu Wielkich Antyli na Morzu Karaibskim pochodzi z języka Indian Taino (Xaymaca, co oznacza „ląd drewna i wody”). Nie występują na niej pory roku, a różnice temperatur związane są z wysokością nad poziomem morza. Mimo niszczycielskiej działalności ludzkiej, zachowały się tu także wilgotne lasy równikowe – królestwo miejscowej fauny. Poza tym krajobraz Jamajki tworzą Góry Błękitne (Blue Mountains) z najwyższym szczytem Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.), namorzyny, plantacje kawy i trzciny cukrowej oraz rajskie wybrzeże.

Więcej…

Japonia dla początkujących

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

U wschodnich wybrzeży Azji, na Wyspach Japońskich i kilku mniejszych archipelagach leży kraj dość osobliwy z punktu widzenia Europejczyków. Z jednej strony jest zupełnie wyjątkowy pod względem kultury, z drugiej chętnie czerpie ze zwyczajów popularnych w Stanach Zjednoczonych, położonych po drugiej stronie Oceanu Spokojnego. W Japonii niesamowicie wyraźnie daje się odczuć, że nasz świat to miejsce różnorodne, mozaika rozmaitych rzeczywistości współistniejących ze sobą i wchodzących w zaskakujące relacje.

 

Przed wyjazdem w te strony warto zdać sobie sprawę z kilku rzeczy. Taka wiedza z pewnością ułatwi pierwszy kontakt z tym krajem. Cztery główne wyspy archipelagu – Hokkaido, Honsiu, Kiusiu i Sikoku – układają się w kształt ćwierćokręgu rozciągniętego południkowo, co sprawia, że klimat jest tu zróżnicowany. Ze względu na położenie na styku płyt tektonicznych w Japonii występują częste trzęsienia ziemi, jednak na ogół nie są zbyt silne i bywają nawet nieodczuwalne. Oprócz tego obserwuje się też dużą aktywność wulkaniczną. To azjatyckie państwo ma prawie 378 tys. km2 powierzchni, czyli nieco więcej niż np. Niemcy, ale jego obszar zamieszkuje aż ponad 127 mln ludzi (dla porównania w Polsce żyje ich niemal 38,5 mln). Tę wyjątkową gęstość zaludnienia (ok. 336 osób/km²) najbardziej odczuwa się w większych miastach. Poza tym dobrze pamiętać, że obowiązuje tutaj ruch lewostronny.

 

Na podróż do Japonii zdecydowaliśmy się, ponieważ nigdy nie byliśmy jeszcze w tej części Azji i tak odległa wyprawa wydała nam się niezmiernie ekscytująca. Na wybór tego właśnie miejsca wpłynął również fakt, że nasz kolega właśnie kończył swój doktorat na tutejszej uczelni i jako osobom nieznającym japońskiego mógł służyć nam pomocą. Na dodatek od 2015 r. Polskie Linie Lotnicze LOT obsługują bezpośrednie połączenie między warszawskim Lotniskiem Chopina a Międzynarodowym Portem Lotniczym Narita koło Tokio. Za bilety trzeba co prawda zazwyczaj zapłacić więcej niż w przypadku lotu z przesiadką w Katarze (liniami Qatar Airways) lub Dubaju (Emirates), jednak ze względu na komfort podróży (nie musimy czekać na następny samolot ani martwić się, czy nasz bagaż dotrze do celu) i jej czas (ok. 11 godzin zamiast nawet ponad 20) warto ponieść ten koszt.

 

Plantacje herbaty położone w pobliżu nadal czynnego wulkanu Fudżi

Tea Plantation and Mt

© JNTO

 

SKOK NA GŁĘBOKĄ WODĘ

 

Na początek chciałabym wspomnieć, czego obawialiśmy się przed wyjazdem. Problemem dla nas była głównie bariera językowa. Jak się później okazało, martwiliśmy się niepotrzebnie. Na lotnisku i większych stacjach kolejowych z obsługą komunikowaliśmy się po angielsku. Zakup biletów nie stanowił więc wielkiego wyzwania. W Tokio korzystaliśmy za to z wszechobecnych automatów biletowych opatrzonych także napisami w języku angielskim. Trochę inaczej sytuacja wyglądała w sklepach. Ekspedienci w Japonii podczas odbierania towaru przy kasie, oprócz używania standardowych zwrotów grzecznościowych, informują klienta o wszystkich wykonywanych czynnościach: o sczytywaniu kolejnych produktów, wartości przyjętej gotówki, nominałach przy wydawanej reszcie. Oczywiście, wszystkie kwestie wypowiadają po japońsku. Tak naprawdę przez cały proces można przejść bezboleśnie bez użycia żadnego słowa, na koniec wystarczy się lekko pokłonić i uśmiechnąć. Czasem jednak dochodzi do interakcji. Przy kupowaniu alkoholu w samoobsługowym sklepie niekiedy trzeba potwierdzić, że ma się przynajmniej 20 lat, np. wciskając odpowiedni przycisk na ekranie. Do gotowych dań do odgrzania w domu pracownik przy kasie proponuje pałeczki. Z naszych doświadczeń wynika, że ostatecznie zawsze udaje się porozumieć. Japończycy wykazują po prostu dużą determinację, żeby sprawę zakończyć pomyślnie. W większych restauracjach i lokalach często goszczących turystów złożymy natomiast zamówienie po angielsku. W mniejszych barach z kolei zwykle przy wejściu umieszczone są automaty do zamawiania jedzenia i wystawy prezentujące przykładowe dania wykonane z… tworzywa sztucznego. Oczywiście, jeśli chcemy porozmawiać z Japończykami, musimy znaleźć wspólny język.

 

Pewnym kłopotem dla Europejczyków bywa orientowanie się w układzie urbanistycznym. Japoński system adresowy jest z naszego punktu widzenia dość trudny do opanowania. Wystarczy wspomnieć, że większość ulic w Japonii nie ma nazw. Tutaj największą pomocą była dla nas po prostu nawigacja w telefonie, która ustalała nasze położenie i pokazywała nam drogę do punktu docelowego. Dlatego polecamy na czas podróży zaopatrzyć się w pakiet internetowy. Odpowiadającą nam kartę do telefonu można kupić na miejscu. Ceny w ofertach roamingowych europejskich operatorów bywają zazwyczaj wysokie. Do atrakcji turystycznych prowadzą zwykle dość czytelne oznaczenia. Z pewną satysfakcją mogę też przyznać, że ani razu się nie zgubiliśmy i zawsze udawało nam się dotrzeć do celu, nawet mimo drobnych trudności.

 

METROPOLIA PO JAPOŃSKU

 

Lubię zwiedzać duże miasta. Jest w nich coś wyjątkowo przyciągającego, ponieważ swoim układem, architekturą, rodzajem sieci komunikacyjnej oddają charakter żyjącej w nich społeczności. Dlatego wielką przyjemność podczas pobytu w Japonii sprawiały mi spacery po Tokio, położonym na wyspie Honsiu, której powierzchnia wynosi niemal 228 tys. km². W stolicy kraju wraz z jej obszarem metropolitalnym mieszka ponad 13,6 mln ludzi (w uproszczeniu można powiedzieć, że na Tokio składają się 23 okręgi administracyjne tworzące Tōkyō-to oraz miasta i miejscowości na zachód od niego). To sprawia, że w jej krajobrazie dominuje głównie gęsta zabudowa poprzecinana ciągami komunikacyjnymi. Mamy tu osiedla z blokami, niskie domki ustawione jeden obok drugiego, wysokie błyszczące wieżowce z biurami i apartamentami, a obok nich małe i większe świątynie, sklepy spożywcze, domy towarowe i punkty czy wręcz całe kompleksy z automatami do gier.

 

Aby uświadomić sobie wielkość tego miasta (ok. 2190 km² powierzchni), należy wybrać się na jeden z punktów widokowych. Za najpopularniejsze uchodzą Tokyo Skytree (najwyższa wieża na świecie – 634 m) i Tokyo Tower (333 m). Wejście na nie jest płatne i w przypadku tego pierwszego obiektu dość kosztowne, bo zwykły bilet dla osoby dorosłej na niższą galerię (350 m) kosztuje 2060 jenów (za wjazd na wyższą galerię na 450 m trzeba zapłacić dodatkowo 1030 jenów). Jeśli ktoś nie uważa się za amatora takich atrakcji i postanowił przeznaczyć swój budżet wyjazdowy na inne cele, może wybrać się na darmowy taras widokowy np. w budynku tokijskich władz w dzielnicy Shinjuku (Tokyo Metropolitan Government Building) lub gmachu Bunkyo Civic Center w Bunkyō. Polecam szczególnie podziwianie panoramy Tokio po zmroku – robi niesamowite wrażenie.

 

Zwiedzanie stolicy Japonii zdecydowanie trzeba sobie zaplanować tak w dzień, jak i w nocy. Po zapadnięciu zmierzchu polecam udać się w okolice sztucznej wyspy Odaiba, aby zobaczyć podświetlony Tęczowy Most (Rainbow Bridge). W pobliżu Parku Shiokaze stoi nawet mała amerykańska Statua Wolności. W tej okolicy warto wsiąść do jednego z pociągów kursujących na trasie Tokyo Monorail, kolei jednoszynowej, której pojazdy poruszają się na pewnej wysokości nad ziemią. Po drodze mija się m.in. szklane ściany wieżowców, a między nimi da się nawet dostrzec oświetloną sylwetkę Tokyo Tower. Gdy patrzy się na rozpościerające się z okna wagonu widoki, trudno nie odnieść wrażenia, że trafiło się do miasta przyszłości.

 

Do największych turystycznych atrakcji Tokio należą niewątpliwie Pałac Cesarski, szintoistyczna świątynia Meiji, buddyjski kompleks Sensō-ji czy rozległy park Shinjuku Gyoen. Obcokrajowcy chętnie wybierają się także na niemal zawsze zatłoczone skrzyżowanie koło stacji Shibuya, aby obserwować tłum pieszych wkraczających na nie jednocześnie ze wszystkich stron, gdy zapala się zielone światło. Na skwerze przy jednym z wejść na wspomnianą wyjątkowo ruchliwą stację postawiono pomnik psa Hachikō (popularnej w Japonii rasy akita), który czekał tu codziennie na swojego właściciela, profesora uniwersyteckiego, wracającego do domu. Pewnego dnia jego pan dostał w pracy udaru mózgu i zmarł. Nie pojawił się jak zwykle na stacji, ale Hachikō przez kolejnych ponad 9 lat wciąż przychodził o tej samej porze i go wypatrywał. Wykonany z brązu pomnik jest dziś popularnym miejscem spotkań Japończyków.

 

Na zainteresowanie zasługują też z pewnością dzielnica Akihabara i luksusowy region Ginza w dzielnicy Chūō. W niedzielę ich główne arterie zostają zamknięte dla ruchu samochodowego i udostępnione pieszym (w Ginzie również w sobotę). Akihabara, obecnie w znacznym stopniu nastawiona na turystów, przyciąga głównie amatorów anime (japońskich filmów animowanych), sprzętu elektronicznego i gier komputerowych. Spotkać w niej można dziewczyny poprzebierane za bohaterki animowanych seriali. Funkcjonują tu także maid cafés, czyli kawiarnie, w których gości obsługują kelnerki w strojach pokojówek. W Ginzie dla odmiany działa wiele butików znanych światowych marek modowych takich jak Chanel, Dior, Carolina Herrera, Gucci, Louis Vuitton czy Furla. W tej okolicy znajdują się też luksusowe domy towarowe Wako i Mitsukoshi. Na zakupy przychodzą tutaj eleganckie Japonki.

 

Swoistą atrakcję turystyczną Tokio stanowi metro. Na peronach oznaczone są punkty, w których otwierają się drzwi do wagonu (pociąg zawsze ustawia się zgodnie z tym układem), a przed nimi często znajdziemy wytyczone linie dla oczekujących osób formujących kolejkę do wejścia. Podczas jazdy Japończycy zwykle drzemią lub wpatrują się w ekran swojego smartfona. Bardzo nietaktownym zachowaniem jest rozmawianie przez telefon w pociągu czy prowadzenie głośnej dyskusji ze znajomymi. Należy jednak pamiętać, że w godzinach porannego i popołudniowego szczytu wagony i stacje bywają wypełnione po brzegi.

 

Wiszący Tęczowy Most nad północną częścią Zatoki Tokijskiej

Rainbow bridge

© YASUFUMI NISHI/JNTO

 

WIDOK NA SZCZYT

 

Za jeden z najważniejszych symboli Japonii za granicą uchodzi góra Fudżi (3776 m n.p.m.). Niestety, jej szczyt często kryje się za chmurami. Najlepszym okresem do podziwiania tego czynnego stratowulkanu np. z Tokio są miesiące zimowe, kiedy powietrze bywa zwykle najbardziej przejrzyste. Zazwyczaj góra Fudżi jest najwyraźniej widoczna w godzinach porannych. Zobaczymy ją m.in. z tarasów widokowych Tokyo Skytree i Bunkyo Civic Center.

 

Słynny japoński szczyt górski udaje się dostrzec również z wypoczynkowej miejscowości Hakone, położonej na południowy zachód od stolicy (ponad 80 km). W tym rejonie specjalnie z myślą o turystach przygotowano Hakone Freepass – karnet uprawniający do przejazdu kolejką górską, kolejką linowo-terenową i gondolową, rejsu statkiem po malowniczym jeziorze Ashi oraz poruszania się niektórymi autobusami kursującymi do stacji kolejowej. Z przystani w Hakone-machi przez zrekonstruowany punkt kontrolny z okresu Edo (1603–1868) można przejść na półwysep z punktem widokowym, a potem dotrzeć do Alei Cedrowej. Stąd najlepiej udać się jeszcze do chramu Hakone (Hakone Jinja), którego jedna z bram (torii) wznosi się w wodach jeziora. W niedalekim 200-tysięcznym mieście Odawara na uwagę zasługuje otoczony parkiem zamek obronny.

 

Z Hakone nie zawsze udaje się jednak dostrzec Fudżi. Jeśli ktoś postawił sobie właśnie taki cel podróży po Japonii, polecam wybrać się nad jedno z pięciu jezior znajdujących się w pobliżu wulkanu, np. Yamanaka, Kawaguchi lub Motosu. Na sam szczyt można wejść kilkoma szlakami, a sezon wspinaczkowy wypada w lipcu i sierpniu. Zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy decydują się często na wędrówkę popołudniową i wieczorną, aby wyprawę zakończyć oglądaniem wschodu słońca. Osoby, które źle znoszą szybkie zmiany wysokości, powinny najpierw zaaklimatyzować się do takich warunków.

 

WYPRAWY PO HONSIU

 

Naszą bazą wypadową podczas pobytu w Japonii było Tokio. Odwiedziliśmy więc nowoczesną Jokohamę, gdzie wybraliśmy się na spacer po porcie i zajrzeliśmy do kolorowej chińskiej dzielnicy (Chinatown). Poza tym pojechaliśmy na niewielką wyspę Enoshima, na której czci się występującą w mitologii japońskiej buddyjską boginię urody, bogactwa i muzyki Benzaiten. W okolicy nad głowami przechodniów latają liczne kanie czarne. W tym rejonie warto zwiedzić także Kamakurę, miasto znane ze swoich świątyń (w tym Kōtoku-in z wielkim brązowym posągiem Buddy Nieograniczonego Światła – Daibutsu), które pełniło funkcję stolicy w okresie Kamakura (szogunatu Kamakura, przypadającego od 1185 do 1333 r.).

 

Nie mogliśmy też odmówić sobie podróży shinkansenem, japońskim superszybkim pociągiem. Jednym z nich pokonaliśmy część drogi do Nikkō, położonego ok. 140 km na północ od Tokio. Ludzie odwiedzają je najczęściej ze względu na trzy cenne kompleksy świątynne, z których najsłynniejszy jest zespół chramów szintoistycznych Tōshō-gū poświęcony Ieyasu Tokugawie (założycielowi dynastii szogunów Tokugawa, żyjącemu w latach 1543–1616). Aż 103 tutejsze obiekty sakralne i ich naturalne otoczenie wpisano w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Od stuleci stanowiły dla Japończyków święte miejsce, znane z prawdziwych arcydzieł architektury i sztuki zdobniczej. Na zwiedzanie zabytkowego sanktuarium Tōshō-gū trzeba przeznaczyć kilka godzin. Budowle robią bardzo duże wrażenie na oglądających ze względu na bogate zdobienia. Cały czas można odkrywać tu nowe płaskorzeźby. Przewodniki zwykle wspominają o trzech mądrych małpach umieszczonych nad drzwiami stajni, ale warto z uwagą przyglądać się każdej bramie i ścianie. W najwyższym punkcie Tōshō-gū znajduje się grobowiec Ieyasu Tokugawy. Wspina się do niego po schodach wśród olbrzymich drzew. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi wizyta w Yakushi-dō. Gdy opowiadający o świątyni mnich klaszcze w dłonie, dźwięk rezonuje i zgromadzonym wydaje się, że namalowany na suficie smok ryczy. Od 2007 r. w całym kompleksie prowadzone są prace renowacyjne, które potrwają do 2024 r. Musimy się więc liczyć z tym, że nie wszystkie obiekty bywają udostępnione do zwiedzania, a pewne z nich zasłaniają rusztowania. Niedaleko Nikkō leży poza tym urokliwe jezioro Chūzenji (11,62 km² powierzchni). Wypływająca z niego rzeka Daiya tworzy liczne wodospady, w tym malowniczy 97-metrowy Kegon. W okolicy znajdują się również źródła termalne, dlatego powstały tu onseny – japońskie publiczne kąpieliska z łaźniami i basenami. Cały region słynie z wyjątkowo pięknych krajobrazów. Jesienią Japończycy podziwiają w nim zabarwione na głęboką czerwień liście klonów. To zjawisko cieszy się podobnym zainteresowaniem co wiosenne kwitnienie drzew wiśniowych. W samym Nikkō przez rzekę Daiya przerzucono uroczy czerwony Święty Most (Shinkyō), należący do założonego w 767 r. chramu Futarasan (Futarasan jinja).

 

Także shinkansenem wyruszyliśmy z Tokio do Sendai, a stąd lokalnym pociągiem do miejscowości Matsushima sąsiadującej z archipelagiem o tej samej nazwie. Wznoszą się tutaj zabudowania Zuigan-ji – ważnej japońskiej świątyni zen (nurtu buddyzmu). Należą do niej też liczne jaskinie, w których składano prochy zmarłych. Archipelag Matsushima składa się z ok. 260 małych wysepek porośniętych sosnami. Z pobliskiej przystani odbijają statki zabierające turystów w rejs wokół nich. Na Fukuurę, gdzie znajduje się m.in. mały ogród botaniczny, prowadzi długi czerwony most. Z wybrzeża pieszo dostaniemy się również na niewielką Oshimę. Jeszcze niedawno takich drewnianych mostków było więcej, ale region ten bardzo ucierpiał w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami w marcu 2011 r. Archipelag wygląda niezmiernie malowniczo zwłaszcza o zachodzie słońca.

 

Zabytkowe świątynie i sanktuaria w Nikkō

Nikko Toshogu Shrine1 2

© JNTO

 

HISTORIA DAWNIEJSZA I NOWSZA

 

Na Honsiu warto zatrzymać się także w położonej nad zatoką Osace. Stąd można zaplanować np. wycieczki do Kioto, nad Morze Wewnętrzne czy na wyspę Sikoku, a nawet Kiusiu. Tokio zostało niemal całkowicie zniszczone pod koniec II wojny światowej. Nocny nalot dywanowy z 9 na 10 marca 1945 r. wywołał wielki pożar. Dlatego zabudowa japońskiej metropolii jest dosyć nowa. Tego losu uniknęło Kioto. W tej dawnej stolicy Japonii i siedzibie cesarzy (od 794 do 1868 r.) spotkamy się z ogromnym zagęszczeniem zabytków. Jej zabytkowy zespół urbanistyczno-architektoniczny z wieloma pięknymi świątyniami, z Kinkaku-ji i Ryōan-ji na czele, wpisano w 1994 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Zarówno pierwsza, czyli Świątynia Złotego Pawilonu stojąca nad stawem w parku, jak i druga, z charakterystycznym kamiennym ogrodem do medytacji, przynależą do nurtu buddyzmu zen. Do najbardziej znanych miejsc w Kioto zaliczyć wypada na pewno sanktuarium zwane Fushimi Inari Taisha, do którego prowadzi 4-kilometrowa droga wyznaczona przez tysiące torii. Ponieważ trasa wiedzie w większości pod górę, trzeba założyć wygodne buty i wziąć ze sobą butelkę wody. Kompleks poświęcono japońskiemu bóstwu płodności, ryżu, herbaty, sake, rolnictwa, przemysłu, powodzenia i sukcesu Inari, przedstawianemu w różnych postaciach. Jego posłańcami są dobre białe lisy.

 

W mieście Himeji, leżącym ok. 120 km na południowy zachód od Kioto, warto natomiast zobaczyć piękną budowlę nazywaną Zamkiem Białej Czapli (Shirasagi-jō). To przykład japońskiej architektury obronnej. Jednak zabudowania zamkowe na Europejczykach robią wrażenie finezyjnych i delikatnych. Na zachodnim krańcu Honsiu, na wyspie Itsukushima (Miyajima) znajduje się z kolei Itsukushima Jinja. Imponująca brama tego szintoistycznego chramu stoi w wodach Morza Wewnętrznego. W czasie odpływu można podejść do niej po odkrytym piaszczystym dnie.

 

Osoby, które lubią zwiedzać mniej typowe miejsca, powinny wybrać się do Hiroszimy. To na to miasto 6 sierpnia 1945 r. Stany Zjednoczone zrzuciły bombę atomową. Hiroszimę odbudowano, a o samym wydarzeniu i ofiarach ataku przypomina kompleks parkowy z zachowanymi ruinami dawnego centrum wystawowego, obecnie zwanego Kopułą Bomby Atomowej. W pobliżu działa również Muzeum Pokoju, które utworzono w sierpniu 1955 r. Oprócz tego w mieście funkcjonuje warta uwagi sieć tramwajowa. Po szynach jeżdżą tu m.in. pojazdy produkowane w poprzednim stuleciu w Japonii, a nawet Europie. Tramwaje o numerach 651 i 652 jako jedyne przetrwały wybuch bomby atomowej i wciąż pozostają w użyciu.

 

Tak naprawdę nie ma idealnej instrukcji podróżowania. Każdy musi znaleźć swój sposób na zwiedzanie. Podczas wizyty w tak odmiennym od naszego kraju jak Japonia warto jednak paradoksalnie odstawić na bok wszystkie rzeczy, które o nim przeczytaliśmy bądź usłyszeliśmy. Choć nie da się z pewnością zapomnieć opinii i wrażeń innych ludzi, spróbujmy nie odtwarzać ich doświadczeń, a przeżyć własne. Na każde miejsce spójrzmy ze swojej perspektywy. Prawdopodobnie wtedy dużo łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, że Japonia może być tym wszystkim, czym jest w oczach innych, a nawet czymś jeszcze odmiennym. Każdy punkt widzenia tworzy kolejny jej obraz. Ja tak właśnie zapamiętałam ten kraj i w taki sam sposób chcę go poznawać znowu, gdy zawitam do niego po raz kolejny.

 

Ponad 16-metrowa brama Itsukushima Jinja w portowym mieście Hatsukaichi

l 180895

© HIROSHIMA PREFECTURE/JNTO