Magdalena Ciach-Baklarz


W tej charyzmatycznej i gwarnej metropolii z przepięknymi jeziorami położonymi w samym jej sercu działa prężnie olbrzymi port zapewniający jej bogactwo. Hamburg zawsze był i do dziś jest wolnym miastem, tak kulturowo, jak i obyczajowo i politycznie. To tu żyją najszczęśliwsi mieszkańcy Niemiec, choć z drugiej strony to podobno najmniej niemiecki ośrodek w kraju.Warto sprawdzić, jak dziś wygląda dawne centrum handlu należące do Hanzy.


Hamburg leży w pobliżu ujścia Łaby do Morza Północnego. Posiada prawa kraju związkowego. Graniczy ze Szlezwikiem-Holsztynem i Dolną Saksonią. Zamieszkuje go niemal 1,8 mln ludzi.


Moin Moin! – tak witają się hamburczycy, obywatele tego najbardziej morskiego z miast nie leżących nad morzem, podzielonego kanałami i połączonego mostami. Znajduje się ich tutaj ok. 2,5 tys., czyli więcej niż w Wenecji, Londynie i Amsterdamie razem wziętych. Hamburg stanowi prawdziwą perłę północnych Niemiec.

W centrum

Suedwestansicht_der_Elbphilharmonie_am_Tag_Raetzke_150826.jpg

12 stycznia 2017 r. ma odbyć się pierwszy koncert w Filharmonii nad Łabą

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/THIES RAETZKE



Zwiedzanie miasta zaczniemy od jego centrum, które wyznacza budynek Hamburger Rathaus. To jeden z najwyższych ratuszy w Europie – jego usytuowana centralnie wieża mierzy 112 m. Znajduje się w nim też więcej komnat i pomieszczeń (aż 647!) niż w słynnym Pałacu Buckingham w Londynie. Gmach, który dziś możemy podziwiać, został oddany do użytku w październiku 1897 r. Poprzednia budowla uległa zniszczeniu w wielkim pożarze z maja 1842 r. Spłonęła wówczas również większa część śródmieścia. Fasada ratusza rozprasza, nie wiadomo, na co patrzeć najpierw. Jest tak bogato zdobiona, że trudno skupić wzrok na jednym elemencie. Między niszami okiennymi umieszczono posągi kolejnych dwudziestu cesarzy I Rzeszy Niemieckiej, począwszy od Karola I Wielkiego (ok. 742 lub 747–814) aż po Franciszka II Habsburga (1768–1835). Dwie cienkie kolumny stojące przed gmachem wieńczą wspaniałe statki.

               
Z placu Ratuszowego (Rathausmarkt) udajemy się nad rzekę Alster, oddaloną od niego zaledwie o kilka kroków. W okolicy brzegu zobaczymy mnóstwo ptactwa wodnego domagającego się poczęstunku. Tutejsze łabędzie – Alsterschwäne–to jeden z najbardziej charakterystycznych symboli Hamburga. Dlatego też od 1818 r. mają swojego opiekuna zwanego Schwanenvater. Ten „ojciec łabędzi” odpowiada za zdrowie ptaków wodnych żyjących w tym rejonie.

               
Kilkadziesiąt metrów dalej na rzece leżą dwa sztuczne jeziora oddzielone dwoma mostami – mniejsze Binnenalster (0,2 km² powierzchni) ze strzelistą fontanną działającą w lecie i większe Außenalster (1,64 km²). To jedna z najatrakcyjniejszych części miasta. Znajdują się tutaj najdroższe hotele i restauracje, słynne pasaże i deptaki handlowe, a także najważniejsze konsulaty czy banki. Budynki są przepiękne, ale i różnorodne. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć choćby na niezwykłą siedzibę grupy ubezpieczeniowej HanseMerkur przy placu Zygfryda Wedellsa (Siegfried-Wedells-Platz 1). Ten przyjazny dla środowiska gmach pełni jednocześnie funkcję miejsca pracy, galerii sztuki i atrakcji turystycznej. Ostatnio odbyła się w nim nawet wystawa zdjęć obecnego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka.

             
 W sezonie na Außenalster ujrzymy mnóstwo białych żagli. W tej okolicy działają liczne szkółki żeglarskie i istnieją przystanie wioślarskie. Wzdłuż brzegów akwenu rozciąga się Alsterpark, do którego przybywają tłumnie hamburczycy, aby wypocząć wśród zieleni. Można w nim pospacerować 1,5-kilometrową promenadą lub usiąść w jednej z kawiarni. Wiosną kwitną tu wiśnie, a wieczorami mieszkańcy spędzają czas z przyjaciółmi i znajomymi. To bardzo popularne miejsce spotkań towarzyskich do białego rana. Alsterpark przypomina Hyde Park w Londynie czy Central Park w Nowym Jorku.

               
Ta część Hamburga tętni życiem w dzień i w nocy. Nawet zimą, gdy jeziora zamarzają, ludzie przychodzą na łyżwy lub po prostu na spacer po lodzie. Polecam szczególnie rejs statkiem wycieczkowym tzw. białej floty (Weiße Flotte), dzięki któremu zwiedzimy oba akweny.             

Stare magazyny i nowe nabrzeże

 

Usytuowane wzdłuż kanałów ceglane spichlerze portowe w Speicherstadt

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/CHRISTIAN SPAHRBIER



Zupełnie inaczej wygląda Miasto Spichrzów (Speicherstadt). Ta historyczna dzielnica Hamburga została wpisana w lipcu 2015 r. na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Mieszkańcy nie kryli dużej radości z tego faktu. Tutejsze charakterystyczne magazyny z czerwonej cegły powstawały od lat 80. XIX w. na potrzeby rozwijającego się portu wolnocłowego. Jest ich ok. 100 i ciągną się na długości mniej więcej 1,5 km. Każdy taki spichlerz ma dwa wejścia – od strony ulicy i kanału. Dawniej składowano tutaj sprowadzane z całego świata towary, takie jak kawę, herbatę, kakao, przyprawy czy tytoń. Dziś Miasto Spichrzów wypełniają ciekawe placówki wystawiennicze, np. Miniatur Wunderland, siedziby firm, ale i magazyny. To niezmiernie urokliwy zakątek Hamburga. Stworzono w nim sieć praktycznych mostów i kładek, które w razie wysokiego poziomu wody pozwalają przemieszczać się po okolicy suchą stopą.

               
Podczas wędrówki uliczkami Miasta Spichrzów musimy w końcu dojść do nowoczesnej dzielnicy HafenCity. Na tym obszarze realizuje się jeden z największych projektów miejskich w Europie (zajmujący powierzchnię ok. 2,4 km²!), który polega na przekształceniu starego nabrzeża przemysłowego we współczesną przestrzeń architektoniczną. W jego ramach do ok. 2020–2030 r. powstaną biurowce mogące pomieścić 40 tys. pracowników, budynki mieszkalne dla 12 tys. osób, hotele i sklepy. Symbolem tego miejsca jest Filharmonia nad Łabą (Elbphilharmonie), futurystyczny budynek osiągający wysokość 110 m. W 2015 r. zniknęły stąd wreszcie dźwigi budowlane, będące od kwietnia 2007 r. niemalże stałym elementem krajobrazu w tym rejonie. Na dachu dawnego magazynu kakao została wzniesiona szklana kopuła przypominająca namiot. W największej sali koncertowej obiektu (Großer Konzertsaal) ma zmieścić się 2100 widzów. Na razie wciąż trwają tu prace (ich zakończenie przewiduje się na początek listopada 2016 r.), więc póki co pomniejszoną wersję Filharmonii nad Łabą można podziwiać w Miniatur Wunderland. Makieta powstała w zaledwie… 364 dni.

               
HafenCity zmieniło się już we wspaniałą dzielnicę. Ceny apartamentów i powierzchni biurowych osiągają tutaj niebotyczny poziom. Szklane budynki zajmują światowe korporacje i każdy, kogo stać na prestiż mieszkania w takim miejscu. W centrum tego rejonu miasta znajdują się marina, przystań statków wycieczkowych i wygodne platformy do odpoczynku, na których można uciąć sobie popołudniową drzemkę lub urządzić piknik, duży plac zabaw i oddane do użytku w listopadzie 2012 r. dwie stacje metra – Überseequartier i HafenCity Universität. Bardzo lubię spacerować po tej dzielnicy.

Port i okolice

VOF_03_q_064.jpg

5–8 maja 2016 r. port w Hamburgu będzie świętował swoje 827. urodziny

©MEDIASERVER.HAMBURG.DE/CHRISTIAN SPAHRBIER



Pora udać się do najchętniej odwiedzanej przez turystów części Hamburga, czyli portu. Od zawsze był on dla hamburczyków oknem na świat i jednocześnie zapewniał im dobrobyt. Dziś cumują w nim największe kontenerowce na ziemi. Ten drugi co do wielkości port w Europie (po holenderskim Rotterdamie) zajmuje wraz z wodami obszar o powierzchni ok. 74 km2, co stanowi aż 9,8 proc. terytorium miasta. Wystarczy wysiąść z wagonu szybkiej kolejki miejskiej (S-Bahn) lub metra (U-Bahn) na stacji Landungsbrücken i wejść na pokład jednej z licznych łodzi oferujących wycieczki po kanałach, aby po kilku minutach znaleźć się pod rufą olbrzymiego statku. Ogromny kontenerowiec robi z bliska niezmiernie duże wrażenie. Polecam też każdemu powrót w te okolice o zachodzie słońca. Dźwigi portowe wyglądają wówczas niesamowicie, a zapalające się światła rozbudzają marzenia o dalekich podróżach.

               
Życie toczy się tu przez całą dobę. Jeszcze na początku XX w. Hamburg był największym portem świata. Stąd odpływały do Ameryki statki z emigrantami marzącymi o nowej, lepszej przyszłości. Z kolei schodzący na ląd marynarze szukali prostych uciech. To z myślą o nich przy ulicy Reeperbahn przybywało karczm i domów publicznych. Te ostatnie działają w tym miejscu i dziś, a wielu turystów traktuje ten punkt na mapie jako obowiązkowy, choć według mnie hamburska dzielnica czerwonych latarni – St. Pauli – nie jest warta grzechu. Mimo to bez wątpienia stanowi ona centrum życia nocnego. Jej ulice wypełniają kluby ze striptizem, domy publiczne, sex-shopy i lokale z występami dla dorosłych. Mnóstwo tutaj również teatrów rewiowych, dyskotek, kasyn, restauracji i klubów muzycznych. Natomiast założony w 1910 r. klub piłkarski FC St. Pauliuchodzi za jeden z symboli całego miasta.

               
Co ciekawe, w tej dzielnicy Hamburga często występował zespół The Beatles, zanim jeszcze stał się sławny. Przy ulicy Große Freiheit działał w latach 1962–1969 popularny wśród miłośników muzyki rockowej Star-Club. Beatlesi grali w nim od 13 kwietnia do 31 maja, od 1 do 14 listopada i od 18 do 31 grudnia 1962 r. Dziś można zobaczyć w tym miejscu tablicę upamiętniającą ten fakt. Od 11 września 2008 r. na tutejszym placu (Beatles-Platz) w kształcie płyty winylowej stoją figury członków brytyjskiej grupy.

             
Kierujemy się na wschód od St. Pauli-Landungsbrücken („Pomostów St. Pauli”) do moich dwóch ulubionych muzealnych statków. Pierwszy z nich to pomalowany na zielono trójmasztowiec z 1896 r. Rickmer Rickmers,symbol miasta. W swoim czasie pływał na trasach międzykontynentalnych. Obecnie każdy może stanąć za jego sterem. Latem warto zajrzeć do miejscowej restauracji i posiedzieć w cieniu tego majestatycznego żaglowca.

             
Nieco dalej stoi frachtowiec z 1961 r. Cap San Diego. Jego smukła, biała sylwetka robi duże wrażenie, szczególnie w zamglone wieczory, gdy snop mocnego światła dziobowego przebija ciemność. Choć „biały łabędź południowego Atlantyku”, jak bywał nazywany ten okręt, stoi tu nieprzerwanie od 1986 r., wydaje się być gotowy do podróży w każdej chwili. Na pokładzie statku można też przenocować. Wystarczy wcześniej zgłosić taką chęć pracownikom muzeum.

            
Jeżeli uda nam się przebić przez tłum turystów, z tego miejsca powinniśmy wypatrzeć drogowskazy kierujące na Targ Rybny Hamburg-Altona (Fischmarkt Hamburg-Altona). Po drodze zapewne zauważymy po prawej stronie wejście do zabytkowego tunelu łączącego oba brzegi Łaby. St. Pauli-Elbtunnel (Alter Elbtunnel) został oddany do użytku w 1911 r. i według niektórych osób przypomina bardzo długą łazienkę, a to ze względu na fakt, że cały wyłożony jest kaflami. Ma on 426,5 m długości i znajduje się na głębokości 24 m. Na początku XX w. jego konstrukcja należała do najnowocześniejszych rozwiązań technicznych na świecie. Uwagę przykuwa również ciemna bryła umieszczona w wodach Łaby. ToU-434 z 1976 r., największa na ziemi łódź podwodna z konwencjonalnym napędem. Dni chwały jako jednostka B-515 marynarki wojennej ZSRR ma już za sobą. Obecnie funkcjonuje w niej muzeum. Wizyta w nim będzie gratką dla osób interesujących się historią, marynistyką i radziecką myślą techniczną. Nie polecam natomiast zwiedzania wnętrza łodzi turystom z klaustrofobią.

               
W końcu dochodzimy do historycznej Hali Aukcji Rybnych (Fischauktionshalle), której dzieje sięgają 1894 r.To tutaj w każdą niedzielę odbywa się legendarny hamburski targ rybny, istniejący już od 1703 r. Niestety, aby go odwiedzić, trzeba wstać wcześnie rano. Stoiska czynne są w godzinach od 5.00 (kwiecień–październik) lub 6.00 (listopad–marzec) do 9.30. Oprócz ryb i przetworów rybnych, świeżych warzyw i owoców można kupić na nich także pamiątki i ubrania. Każdy turysta pragnący poznać prawdziwe oblicze Hamburga powinien odwiedzić to charakterystyczne miejsce.

               
Za Fischauktionshalle, niedaleko przystanku tramwaju wodnego znajduje się nowoczesny szklany biurowiec Dockland, który przypomina swoim kształtem statek. Największą atrakcją tego budynku jest możliwość wejścia na dach po zewnętrznych schodach. Z jego wysokości rozpościera się niesamowity widok na okolice portu. Polecam wybrać się tu o zachodzie słońca i po zmroku, kiedy zarówno sam biurowiec nad Łabą, jak i wszystko wokół rozbłyska światłami.


Spotkanie z kulturą

3881.jpg

Heinrich-Hertz-Turm, wieża radiowo-telekomunikacyjna koło Planten un Blomen

©DZT/PLANTEN UN BLOMEN/MICHAEL PASDZIOR



Dla mnie Hamburg to przede wszystkim miasto wielu kultur i języków. Kocham go za ogromne zielone parki, tysiące ścieżek rowerowych i uśmiechy przechodniów. Dzieci uczą się tutaj tolerancji już od najmłodszych lat – bardzo często chodzą do jednej klasy z kolegami z różnych stron świata.

              
Warto poznać też kulturalne oblicze Hamburga. Współcześnie działa w nim ok. 60 teatrów, 30 kin, 100 klubów muzycznych i 60 muzeów. Co ciekawe, niemiecki ośrodek stanowi trzecie miasto musicalowe na świecie po Nowym Jorku i Londynie. To tu znajduje się najwięcej w Niemczech dużych sal koncertowych. Hamburg tętni życiem. Jego puls czuć nawet w najmniej oczywistych miejscach. W samym centrum miasta, w pobliżu dworca kolejowego Hamburg Dammtor leży duży park Planten un Blomen („Rośliny i Kwiaty”) o powierzchni 0,47 km². Słynie on z darmowych spektakli typu światło, woda i dźwięk odbywających się codziennie od maja do sierpnia o godz. 22.00 i od września do października o godz. 21.00. Podczas półgodzinnego pokazu usłyszymy utwory muzyki klasycznej lub filmowej, a także tango. Czasem można odnieść wrażenie, że niemal wszyscy hamburczycy spotykają się w tym parku, aby nasycić oczy niezwykłym widowiskiem. Na terenie Planten un Blomen organizuje się również liczne przedstawienia teatralne i koncerty. Mieści się tutaj też jeden z największych ogrodów japońskich w Europie (Japanischer Garten), w którym niekiedy w specjalnym pawilonie (Teehaus) odbywa się ceremonia parzenia herbaty.

               
Rodzinom z dziećmi spodoba się za to na pewno rozległy Park Miejski (Stadtpark Hamburg) o powierzchni 1,48 km². Na jego obszarze wyznaczono mnóstwo miejsc piknikowych i stanowisk odpowiednich do rozpalenia grilla. Oprócz tego można w tej okolicy pograć w piłkę lub uprawiać jogging, skorzystać z kilku placów zabaw i pływalni, a latem przyprowadzić maluchy do specjalnie dla nich przygotowanego basenu. Tu także weźmiemy udział w licznych koncertach i imprezach. W Parku Miejskim znajduje się Planetarium z muzeum, salami wykładowymi i teatrem. Nocny obraz nieba wyświetlany jest na kopule o średnicy ok. 21 m. Niestety, z uwagi na rozpoczętą właśnie wielką rozbudowę ta interesująca placówka zamknięta jest dla zwiedzających do stycznia 2017 r.

MUZEA

Warte zwiedzenia w Hamburgu są też stałe ekspozycje. Nieważne, ile mamy lat, z pewnością zachwyci nas wspomniana wystawa Miniatur Wunderland, nazywana „Krainą Cudów”. To największa na świecie makieta kolejarska. W jej ramach stworzono już m.in. ok. 16 tys. m szyn, 15 tys. wagonów, a najdłuższy z mniej więcej 1 tys. pociągów ciągnie się aż na 14,51 m. Zobaczymy tutaj 9 sekcji tematycznych z pomniejszonymi wersjami masywu górskiego Harz, Austrii, Hamburga, amerykańskich atrakcji turystycznych – Wielkiego Kanionu Kolorado, Las Vegas, Gór Skalistych, Miami, Parku Narodowego Everglades, Strefy 51, przylądka Canaveral, a także Danii, Szwecji, Norwegii, Finlandii, Szwajcarii i międzynarodowego lotniska, a niedługo (w 2017 r.) również i odwzorowanie Włoch. Miniaturowe statki pływają, samoloty latają, a pociągi i samochody jeżdżą nawet pod naszymi stopami. W tej krainie marzeń, ukrytych skarbów, elfów i nurkujących krów trzeba spędzić przynajmniej kilka godzin. Bilety najlepiej zarezerwować na określoną godzinę (13 euro dla dorosłych i 6,50 euro dla dzieci poniżej 16 lat) za pośrednictwem strony internetowej (www.miniatur-wunderland.com), ponieważ w sezonie chętnych na zwiedzanie bywa tak dużo, że nie wszyscy zostają wpuszczeni do środka.

               
Jeśli ktoś po wizycie w Miniatur Wunderland stwierdzi, że widział już wszystko, powinien zajrzeć jeszcze do Międzynarodowego Muzeum Morskiego (Internationales Maritimes Museum), a będzie przecierać oczy ze zdumienia. Ogromny zbiór modeli statków czy fotografii może spowodować zawrót głowy u odwiedzających. Jednak to tylko niewielka część kolekcji tej wspaniałej placówki, której wnętrza najlepiej przemierzać od ostatniego piętra do pierwszego. W kolejnych salach przedstawiono związek człowieka z morzem od dawnych czasów do współczesności. Nie brakuje również historii najnowszej i opisów badań nad wpływem wielkich zbiorników wodnych na życie naszej planety. W muzeum obejrzymy także sztukę marynistyczną, mundury i broń oraz ekspozycję poświęconą Klausowi Störtebekerowi (ok. 1360–1401). Ten słynny pirat dowodził tzw. Braciami Witalijskimi (Likedeelers) wynajętymi początkowo przez króla szwedzkiego Albrechta Meklemburskiego (ok. 1338–1412) przeciwko królowej Danii Małgorzacie I (1353–1412). Legenda „dzielącego po równo” dobrego rozbójnika jest wciąż żywa, a w całym mieście jego imię ujrzymy w wielu miejscach.

               
Z kolei Muzeum Hamburga(Hamburg Museum)zabiera swoich gości w podróż do przeszłości. Zobaczymy w nim np. dom kupca i schron przeciwlotniczy, strażaków gaszących kolejny pożar miejskich budynków i karczmę z dzielnicy portowej. Choć ten obiekt nie bywa zbyt często wymieniany w przewodnikach, przyjemnie tu uciec od zgiełku na ulicy i tłumów na nabrzeżu.

Nie tylko kościoły

Panoramę Hamburga wyznaczają wieże jego pięciu najważniejszych budowli sakralnych (tzw. Hamburger Hauptkirchen). Najbardziej znane wśród nich to Kościół Główny św. Michała (Hauptkirche Sankt Michaelis), Kościół Główny św. Mikołaja (Ehemalige Hauptkirche Sankt Nikolai) oraz Kościół Główny św. Piotra (Hauptkirche Sankt Petri). Na wszystkich trzech znajdują się platformy widokowe, z których można podziwiać miasto.

               
Kościół Główny św. Michała, nazywany pieszczotliwie Michel, należy do najsłynniejszych hamburskich obiektów architektonicznych. Zakończona miedzianą kopułą ponad 132-metrowa barokowa wieża świątyni od stuleci stanowiła pierwszy rozpoznawalny punkt w krajobrazie Hamburga dla ludzi przybywających od strony morza. Z tarasu widokowego umieszczonego na wysokości 83 m pod hełmem rozciągają się fantastyczne widoki. Wejdziemy na niego po 453 schodach lub wjedziemy windą zamontowaną w 1907 r.

               
W latach 1874–1876 Kościół Główny św. Mikołaja był najwyższą budowlą na świecie – jego wieża miała 147,3 m. W czasie II wojny światowej odegrał jednak zupełnie nieoczekiwaną rolę. Ze względu na swoje rozmiary stał się punktem orientacyjnym i tym samym celem nalotów dywanowych wojsk alianckich. 28 lipca 1943 r. w uszkodzonej świątyni zapadł się dach. Wnętrze uległo zniszczeniu, ale ściany i wieża ocalały. Po zakończeniu wojny postanowiono nie odbudowywać kościoła, aby ruiny budowli przypominały o jej ofiarach. Od 2005 r. można tutaj wjechać windą na wysokość 75,3 m. Rozpościerający się stąd widok na Miasto Spichrzów i okolice zapiera dech w piersiach.

               
Zupełnie niezwykłe miejsce stanowi też Friedhof Ohlsdorf, największy na świecie cmentarz niewojskowy (391 ha powierzchni). Od 1877 r. odbyło się na nim już ponad 1,5 mln pogrzebów. Po terenie nekropolii kursują dwie linie autobusowe (170 i 270) z 25 przystankami.

Sport, rozrywka i kuchnia

Drużyna piłki nożnej Hamburskiego Klubu Sportowego (Hamburger Sport-Verein, w skrócie HSV), założonego w 1887 r., gra w Bundeslidze nieprzerwanie od 1963 r. Choć lata jej świetności minęły już dawno, nie oznacza to, że nie można jej kibicować całym sercem. To prawdopodobnie jedyny klub, który nie ma w swoim logo żadnych liczb ani liter. Charakterystyczny biało-czarny romb na niebieskim tle ujrzymy w Hamburgu niemal wszędzie. Zwiedzanie należącego do HSV 57-tysięcznego Volksparkstadion (Imtech Arena) odbywa się wyłącznie z przewodnikiem (również w języku angielskim). Za prywatną wycieczkę zapłacimy 35 euro, do czego musimy dodać jeszcze koszt biletów.

               
Miliony osób spragnionych rozrywki odwiedzają Hamburger DOM. Ten niesamowity lunapark jest czynny w ciągu roku w wyznaczonych terminach. Jego atrakcje naprawdę warte są swojej ceny, dlatego lepiej wybrać się tu z większą sumą pieniędzy, zwłaszcza że zabawa wciąga.

               
Wbrew pozorom specjalności Hamburga nie stanowią hamburgery. W mieście króluje raczej prosta kuchnia. Wielu Niemców spędza poranki w piekarniach oferujących nie tylko świeże pieczywo, ale przede wszystkim śniadania. Lokalnym przysmakiem są słodkie bułeczki z ciasta francuskiego z cynamonem, tzw. Franzbrötchen. Wielką popularnością cieszą się też kanapki z surowym mięsem mielonym (metką tatarską), cebulą, solą i pieprzem. Na lunch jada się np. Currywurst, czyli gotowaną kiełbasę polaną ketchupem i posypaną dużą ilością curry. Często serwuje się także rybę w bułce (Fischbrötchen) i słynną sałatkę ziemniaczaną (Kartoffelsalat).

Komunikacja miejska

Hamburg jest krainą rowerów. Miejscowi jeżdżą nimi praktycznie przez okrągły rok. W mieście znajduje się wiele wypożyczalni jednośladów. Jeśli zamierzamy z nich skorzystać, sprawdźmy najpierw, jakie zasady obowiązują w konkretnych punktach.

             
Metro (U-Bahn), szybka kolejka miejska (S-Bahn), tramwaje wodne HVV i autobusy stanowią najlepsze środki transportu w Hamburgu. Jeżeli planujemy przemieszczać się w grupie 2–5 osób, najkorzystniej będzie kupić 9-Uhr-Gruppenkarte. Jej koszt w 2015 r. to 11,20 euro. Karta jest ważna od godz. 9.00 do 6.00 następnego dnia w okresie od poniedziałku do piątku i całą dobę w weekendy. Cena biletu dla jednej osoby dorosłej obowiązującego w tych samych godzinach (9-Uhr-Tageskarte) wynosi 6 euro, a całodziennego (Ganztageskarte) – 7,50 euro. Koszt pojedynczego przejazdu zależy od długości wybranej trasy. Informacje na ten temat znajdziemy na stronie internetowej www.hvv.de. Osoby chcące spędzić w mieście jeden dzień lub kilka powinny zastanowić się nad zakupem Hamburg CARD. W jej cenę (od 9,5 euro) wliczone są przejazdy komunikacją miejską oraz zniżki na bilety wstępu do galerii i muzeów.

               
Jak widać, poruszanie się po Hamburgu jest łatwe i przyjemne. To jednak tylko jedna z wielu rzeczy, które zachęcają do odwiedzenia tej pełnej atrakcji prawdziwej perły północnych Niemiec.

Artykuły wybrane losowo

Kanaryjska lista przebojów

JOANNA CYBULSKA-MIKA

www.wyspy-szczesliwe.pl

 

<< Wyspy Kanaryjskie to archipelag kontrastów. Każda z nich potrafi zaskoczyć czymś innym. Są tu wydmy i piaszczyste plaże, góry i pola zastygłej lawy, plantacje bananów i lasy wawrzynowe. Nikt nie powinien więc czuć się zawiedziony, że wybrał się na wypoczynek właśnie do tego słonecznego regionu Hiszpanii. W tym wydaniu magazynu „All Inclusive” prezentujemy 10 naszym zdaniem największych atrakcji na każdej z siedmiu głównych wysp – Fuerteventurze, Lanzarote, Teneryfie, Gran Canarii, La Gomerze, La Palmie i El Hierro. Mamy nadzieję, że poniższe zestawienie zachęci Was, drodzy Czytelnicy, do odwiedzenia tego pełnego atrakcji hiszpańskiego archipelagu. Być może po wizycie na nim sami stworzycie własną listę przebojów. Gorąco Was do tego zachęcamy. >>

 

TENERYFA

Największa wyspa archipelagu, Teneryfa (ok. 2035 km² powierzchni i 900 tys. mieszkańców), charakteryzuje się najbardziej zauważalnym zróżnicowaniem mikroklimatów. Zimą temperatura na szczycie Teide bywa nawet o 30°C niższa niż na plażach południowego wybrzeża.

  1. W Parku Narodowym Teide można podziwiać wulkaniczne krajobrazy podczas wycieczki szlakami pieszymi (do wyboru jest ich 41). Wiosną warto tutaj poszukać stożkowych kwiatostanów endemicznego dla tego obszaru żmijowca (tajinaste rojo). Na znajdujący się na terenie parku wulkan Teide (3718 m n.p.m.), najwyższą górę Hiszpanii, wjeżdża kolejka linowa (Teleférico del Teide). Nie dowozi jednak swoich pasażerów na sam szczyt (jedynie do stacji La Rambleta – 3555 m n.p.m.). Na wierzchołek można wejść wyłącznie po uzyskaniu odpowiedniego pozwolenia. Pico del Teide zdobędziemy też podczas wycieczki zorganizowanej. Przykładowo biuro Travel Tenerife oferuje trekking z noclegiem w schronisku Altavista (Refugio de Altavista – 3260 m n.p.m.), skąd o wschodzie słońca wyrusza się na szczyt, aby oglądać najdłuższy na świecie cień rzucany na morze.
  2. Znakomita przejrzystość powietrza i odpowiedni klimat sprzyjają na Teneryfie prowadzeniu obserwacji astronomicznych. U stóp Teide znajduje się największe na świecie słoneczne obserwatorium astrofizyczne (Observatorio del Teide – 2390 m n.p.m.), należące do Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich (Instituto de Astrofísica de Canarias – IAC). Można umówić się na jego zwiedzanie i poszerzyć swoją wiedzę o kosmosie. W okolicy wykonamy też piękne zdjęcia nocnego nieba.
  3. W mieście La Laguna (San Cristóbal de La Laguna), którego historyczne centrum figuruje od 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, aż 627 budynków jest objętych ochroną. Reprezentują one różne style architektoniczne z okresu od XVI do pierwszej połowy XX w. (m.in. mudejar, neoklasycyzm czy modernizm).
  4. Park Krajobrazowy Anaga (Parque Rural de Anaga), mający status rezerwatu biosfery UNESCO, słynie z występowania największej liczby endemitów na 1 km2 w Europie. Można tu oglądać lasy wawrzynowe, tunele z korzeni i gałęzi pokrytych mchem, wąwozy, skały o ciekawych kształtach, tarasowe uprawy oraz wioski z tradycyjnymi kamiennymi domami. W ciszy odpoczniemy na wulkanicznej plaży Benijo. Na południu półwyspu Anaga leży Playa de Las Teresitas, która zaskakuje jasnym piaskiem sprowadzonym z Sahary.
  5. W Santa Cruz de Tenerife, ponad 200-tysięcznej stolicy wyspy, warto wybrać się na spacer szlakiem architektury współczesnej. Uwagę zwracają dwa najwyższe budynki archipelagu – Torres de Santa Cruz (120 m, projektu miejscowego architekta Juliána Valladaresa). Są one jednocześnie najwyższymi wieżami bliźniaczymi w Hiszpanii. Tutejsze Auditorio de Tenerife „Adán Martín”, zaprojektowane przez słynnego Santiaga Calatravę, przypomina operę w Sydney. Położony nad oceanem Parque Marítimo César Manrique kojarzy się z karaibską laguną. W dawnym zbiorniku rafinerii urządzono centrum kultury (Espacio Cultural El Tanque, autorstwa miejscowego architekta Fernanda Menisa), a na rekultywowanym wysypisku śmieci powstał 12-hektarowy ogród botaniczny (Palmetum).
  6. Do stolicy Teneryfy koniecznie trzeba przyjechać w okresie zimowym. Organizowany w niej karnawał uchodzi za jedną z najpopularniejszych i najbardziej znanych tego typu imprez na świecie (po Rio de Janeiro w Brazylii).
  7. Położona w zielonej dolinie La Orotava jest najprawdopodobniej najpiękniejszym miastem wyspy. Jej pałace miejskie, kościoły, ostro nachylone, brukowane uliczki i malownicze ogrody pochodzą z XVI w. i stuleci późniejszych. Warto tutaj wstąpić do „Casa Egon”, najstarszej cukierni na archipelagu (istniejącej od 1916 r.). W regionie Valle de La Orotava koniecznie trzeba również odwiedzić którąś z prowadzonych przy rodzinnych winnicach sezonowych jadłodajni, zwanych guachinches.
  8. Puerto de la Cruz zachwyca historycznymi parkami. Znajdują się w nim Jardín de Aclimatación de La Orotava, Jardín Sitio Litre, gdzie wypoczywali m.in. Alexander von Humboldt, Agatha Christie i Richard Francis Burton, Parque Taoro z wodospadami czy wodne ogrody Risco Bello. Hotele sąsiadują tu z zabytkowymi kamienicami, a turyści jadają w restauracjach odwiedzanych przez miejscowych. Atrakcję dla wielu osób stanowi ogród zoologiczno-botaniczny Loro Parque.
  9. W Icod de los Vinos zobaczymy najprawdopodobniej największy okaz draceny smoczej na świecie. Drago Milenario ma aż ok. 18 m wysokości. Poza tym do miejscowości turystów przyciąga też jedna z najdłuższych wulkanicznych jaskiń na ziemi – Cueva del Viento (mniej więcej 18-kilometrowa).
  10. Na północno-zachodnim krańcu Teneryfy leży region Isla Baja z Parkiem Krajobrazowym Teno (Parque Rural de Teno). Tutaj, w górskim wąwozie, znajduje się wioska Masca z tradycyjnymi kanaryjskimi domami z bielonego kamienia wulkanicznego. Na półwyspie Teno można podziwiać zachody słońca czy widoki na olbrzymie klify koło miejscowości Acantilados de Los Gigantes oraz wyspy La Gomera i La Palma. Perełką regionu jest miasteczko Garachico z zabytkami pochodzącymi z XVI stulecia i kolejnych. Jego wygląd zmieniła erupcja wulkanu Trevejo (Arenas Negras) z 1706 r. Gorąca lawa zalała wtedy miejscowy port, wówczas najważniejszy na Teneryfie.

Według tradycji Drago Milenario z Icod de los Vinos liczy sobie ponad tysiąc lat

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Alex Martín Ros

 

LA GOMERA

Nazywana Wyspą Kolumba (Isla Colombina) La Gomera gościła w 1492 r. słynnego odkrywcę Ameryki przed jego pierwszą podróżą przez ocean. Obecnie uchodzi za obszar o największej w Europie liczbie endemicznych gatunków flory przypadających na 100 km2.

  1. W stołecznym mieście San Sebastián de La Gomera warto poszukać śladów wielkiego podróżnika. Na podwórku Casa de la Aduana znajduje się studnia (Pozo de la Aguada), z której Krzysztof Kolumb zaczerpnął wody do chrztu Nowego Świata. Mówi się również, że darzył on odwzajemnioną miłością feudalną władczynię wyspy – Beatriz de Bobadillę (1462–1504). W domu, w którym rzekomo mieszkał (Casa de Colón), działa muzeum sztuki prekolumbijskiej. Czasy odkrywcy pamięta także Torre del Conde, najstarsza forteca na archipelagu (wzniesiona między 1447 a 1450 r.).
  2. Park Narodowy Garajonay (Parque Nacional de Garajonay) to wpisany w 1986 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO relikt ekosystemu trzeciorzędowego wypartego z Europy w wyniku zmian klimatycznych. Na powierzchni prawie 40 km2 występuje niemal 2 tys. gatunków roślin. Zadziwiają tutaj porośnięte mchami i spowite mgłą drzewa wawrzynowe, paprocie i mlecze sięgające wysokości człowieka oraz tzw. poziome deszcze.
  3. Na La Gomerze można podziwiać skalne pomniki przyrody. Procesy erozyjne odkryły na wyspie twory magmowe uformowane przez lawę miliony lat temu. Najbardziej charakterystyczne z nich to Roque de Agando (1250 m n.p.m.), Fortaleza de Chipude (1243 m n.p.m.), Roque Cano i Los Órganos.
  4. Ciekawą atrakcję stanowi tu wędrówka dawnymi traktami komunikacyjnymi przecinającymi wąwozy (barrancos), gdzie można obcować z przyrodą niemal nietkniętą ręką człowieka. W Barranco de Tajonaje rośnie Drago de Agalán, kilkusetletnia dracena smocza.
  5. La Gomera słynie z języka gwizdów (silbo gomero), którym dawni mieszkańcy wyspy posługiwali się do komunikacji między zboczami wąwozów. Zachował się on do dziś, a dzieci uczą się go w szkołach. Silbo gomero wpisano również w 2009 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
  6. Zapierające dech w piersiach widoki można podziwiać w trakcie wycieczki szlakiem miradores (punktów widokowych). Szczególnie warto odwiedzić Mirador de Los Roques w okolicach Roque de Agando, Mirador de Igualero z pomnikiem języka gwizdów, Mirador de La Punta na plantacji bananów nad oceanem w Hermigua oraz Mirador de Abrante z panoramiczną restauracją.
  7. Wioska Agulo nazywana bywa balkonem Wysp Kanaryjskich, ponieważ rozpościera się z niej rozległa panorama Teneryfy z sylwetką wulkanu Teide. Ze względu na okoliczne zielone pola tarasowe i plantacje bananów oraz zadbane historyczne zabudowania z XVIII w. prezentuje się wyjątkowo malowniczo.
  8. Na zainteresowanie zasługuje też ceramika z El Cercado. W tej wypełnionej tradycyjnymi domami osadzie nadal wytwarza się naczynia w sposób praktykowany przed przybyciem Hiszpanów, bez użycia koła garncarskiego.
  9. Valle Gran Rey zaskakuje zboczami poprzecinanymi kamiennymi murkami, wznoszonymi, aby utworzyć tarasy uprawne. W kurorcie o tej samej nazwie mimo ładnych plaż i słonecznej pogody nadal więcej jest plantacji bananów niż hoteli.
  10. Na La Gomerze trzeba spróbować tzw. miodu palmowego (miel de palma canaria). Powstaje on z zagęszczonego soku (guarapo) pozyskiwanego z kanaryjskich palm.

 

LA PALMA

Zielona La Isla Bonita (Piękna Wyspa) zwana była San Miguel de La Palma. Jest najbardziej wilgotna i górzysta z całego archipelagu.

  1. Park Narodowy Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente) powstał na obszarze kaldery o średnicy 7 km i wysokich brzegach. Można tutaj zaobserwować fascynujące zjawisko przykrywającego zbocza morza chmur. Poza tym w parku zachwycają także liczne wodospady, szczególnie Cascada de los Colores.
  2. Na krawędzi kaldery Taburiente znajduje się najwyższy szczyt na wyspie – Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.). Ze względu na idealne warunki zbudowano w tym miejscu jedno z najlepszych obserwatoriów na półkuli północnej, czyli Observatorio del Roque de los Muchachos (2396 m n.p.m.). Widoczność polepsza jeszcze fakt, że w rejonie wprowadzono strefę Reserva Starlight, w której wymusza się zminimalizowanie zanieczyszczeń świetlnych. Wysokogórski klimat służy rozwojowi endemicznego żmijowca różowego (tajinaste rosado).
  3. Podczas wędrówki Ruta de los Volcanes można napotkać sosnę kanaryjską, dzielnie stawiającą czoła silnym wiatrom i odradzającą się po częstych pożarach. Ten 23,7-kilometrowy szlak prowadzi z wnętrza wyspy aż na samo wybrzeże, do Faro de Fuencaliente.
  4. Na La Palmie warto wybrać się do Bosque de Los Tilos. Na terenie tego malowniczego lasu znajduje się ukryty wśród drzew wodospad – Cascada de Los Tilos.
  5. W stolicy wyspy, Santa Cruz de La Palma,uwagę przykuwają znane z pocztówek charakterystyczne balkony przy nadmorskiej promenadzie. Powstaje tu nawiązująca do Alei Gwiazd z Los Angeles Aleja Gwiazd Nauki (Paseo de las Estrellas de la Ciencia), gdzie uhonorowano m.in. Stephena Hawkinga, Aleksieja Leonowa i Takaakiego Kajitę. Ponieważ wielu mieszkańców La Palmy ma krewnego lub znajomego, który wyemigrował kiedyś na Kubę lub do Wenezueli, w mieście odbywa się huczny festiwal Los Indianos, upamiętniający powrót Kanaryjczyków z Ameryki.
  6. Również w stolicy w czasie obchodzonych co pięć lat uroczystości ku czci patronki wyspy (Nuestra Señora de las Nieves – Matki Boskiej Śnieżnej) organizuje się Taniec Karłów (Danza de los Enanos). Można wtedy zobaczyć, jak rośli tancerze potrafią w ciągu kilku chwil przeobrazić się w niepozorne postacie o wzroście dziecka. To, w jaki sposób dokonują tej przemiany, jest najbardziej strzeżoną tajemnicą La Palmy.
  7. Na wyspie należy odwiedzić Los Llanos de Aridane, aby zobaczyć murale, rzeźby i obrazy w centrum miasteczka. Przy okazji dobrze zajrzeć do pobliskiej galerii szkła Artefuego.
  8. Na zachodzie La Palmy zauroczy nas Tazacorte. Miejscowość bywa nazywana małym Paryżem. Zaskakuje w niej to, w jakich miejscach potrafią rosnąć banany.
  9. W okolicy Fuencaliente można przyjrzeć się świeżym śladom ostatniej lądowej erupcji na archipelagu (z 1971 r. z otworu wulkanicznego Teneguía – 439 m n.p.m.). W pobliżu znajdują się także malownicze saliny oraz winnice, z których pochodzą wyróżnione nagrodami wina.
  10. Podczas wizyty na La Palmie musimy koniecznie spróbować lokalnych słodyczy. Popularne są cukrowe rożki rapaduras, masa z mielonych migdałów bienmesabe i migdałowe ciastka almendrados.

 

EL HIERRO

Najmniejsza w archipelagu El Hierro (ok. 270 km² powierzchni i blisko 11 tys. mieszkańców) szczyci się największą liczbą wulkanów (ok. 1 tys.). Działają na niej tylko jedne światła uliczne, za to aż 61 proc. energii pozyskuje się ze źródeł odnawialnych.

  1. W dolinie El Golfo zobaczymy plantacje ananasów i najmniejszy hotel świata, wpisany do Księgi rekordów Guinnessa w 1984 r. (Puntagrande). Spacerowym szlakiem wzdłuż lawowego wybrzeża przejdziemy się do kąpieliska La Maceta, gdzie strefa rekreacyjna z grillami zachęca do urządzenia sobie pikniku nad oceanem. Amatorzy robienia zdjęć powinni przyjechać na wyspę w październiku, gdy odbywa się na niej coroczny konkurs fotografii trekkingowej Fototrek.
  2. 2.Mirador de La Peña to zaprojektowana przez Césara Manrique, dwupiętrowa platforma usytuowana na wysokości ok. 700 m n.p.m. Rozpościerają się z niej panoramiczne widoki na dolinę El Golfo i przybrzeżną formację Roques de Salmor.
  3. W rejonie El Sabinar znajduje się osobliwy las powykręcanych przez wiatr, ogromnych jałowców. Jeden z nich, La Sabina, ma ok. 3,5 m wysokości, mniej więcej 500 lat i należy do symboli wyspy.
  4. Bajada de La Virgen de Los Reyes odbywa się co cztery lata. W trakcie tego święta miejscowi w towarzystwie tradycyjnych tancerzy przenoszą figurkę patronki El Hierro z ukrytego wśród pastwisk sanktuarium na płaskowyżu La Dehesa (La Dehesa de Sabinosa) do tutejszej stolicy La Villa de Valverde.
  5. W położonej najdalej na zachód miejscowości Hiszpanii, Sabinosie, można napić się wody ze Studni Zdrowia (Pozo de la Salud), której właściwości lecznicze odkryto w XIX w. Warto spróbować też wytwarzanego tradycyjnymi metodami i leżakującego w ponad 100-letnich beczkach wina z winnicy HM Las Vetas.
  6. W miejscowym lagartarium prowadzi się restytucję endemicznego gatunku jaszczurki z El Hierro (lagarto gigante de El Hierro, Gallotia simonyi), która osiąga długość 60 cm. To jedno z nowoczesnych centrów propagujących wiedzę o przyrodzie, geologii, wulkanologii i historii wyspy najlepiej zwiedzić z tzw. Paszportem El Hierro (Pasaporte El Hierro).
  7. W strefie archeologicznej El Julán po przejściu ok. 11 km w towarzystwie przewodnika można przyjrzeć się inskrypcjom wykonanym na jęzorze lawowym przez Bimbaczów (pierwotnych mieszkańców wyspy) oraz pozostałościom budowli z ich czasów. Wycieczkę wieńczy degustacja win i quesadillas, tradycyjnych ciastek z koziego sera wypiekanych tu od kilku pokoleń.
  8. Na Punta de la Orchilla znajduje się pomnik południka zerowego. Kiedyś wytyczono go właśnie w tym wysuniętym najbardziej na zachód punkcie Hiszpanii. W 1884 r. południk zerowy wyznaczono w Greenwich pod Londynem, a w 1984 r. po dokładniejszych badaniach przesunięto jeszcze o ok. 100 m.
  9. Na El Hierro można odwiedzić święte drzewo Garoé. Tutaj dowiemy się, jak w ciągu stuleci pozyskiwano na wyspie wodę z mgieł.
  10. La Restinga stanowi mekkę nurków i pasjonatów podwodnej fotografii. W małym Muzeum La Restingolita zebrano fragmenty lawy wyrzucone na powierzchnię podczas wybuchu w październiku 2011 r. najmłodszego kanaryjskiego podwodnego wulkanu – Tagoro.

La Sabina – jałowiec uformowany przez wiatr

© PROMOTUR TURISMO CANARIAS, S.A./Ale x Bram well -Lex Thoonen

 

GRAN CANARIA

Na zajmującej powierzchnię 1560 km2 Gran Canarii znajdziemy miasta, wioski, góry, doliny, pustynię, oazę, kaldery, plaże, klify, wąwozy, lasy i zalewy. Z tego powodu wyspa nazywana jest kontynentem w miniaturze.

  1. Las Palmas de Gran Canaria, największa metropolia archipelagu i dziewiąta co do wielkości w Hiszpanii (ok. 380 tys. mieszkańców), wyróżnia się prawdopodobnie najlepszym klimatem na ziemi. Szczyci się też historycznym obszarem Vegueta z ciekawymi zabytkami i muzeami. W okolicy porównywanej do brazylijskiej Copacabany plaży Las Canteras usytuowane są restauracje z daniami z rozmaitych regionów świata.
  2. Jardín Botánico Canario „Viera y Clavijo” ma powierzchnię 27 ha. To największy ogród botaniczny Hiszpanii. Zebrano w nim endemiczne rośliny z Wysp Kanaryjskich i Makaronezji oraz okazy z całego globu.
  3. Położona we wnętrzu ogromnej kaldery osada Tejeda należy do Stowarzyszenia Najpiękniejszych Wiosek Hiszpanii (Los Pueblos más Bonitos de España). Zachwyca tradycyjną zabudową i widokami na wyróżniające się formacje Roque Nublo i Roque Bentayga. Słynie także ze słodkich wypieków z migdałów.
  4. Caldera de Bandama kryje cenne pozostałości lasu termofilnego i jaskinie Canarios (Cuevas de Los Canarios). Stanowi również niezwykłe otoczenie dla Real Club de Golf de Las Palmas, założonego w 1891 r. pierwszego pola golfowego na terytorium Hiszpanii.
  5. Jaskinia z przedhiszpańskimi rysunkami (Cueva Pintada) i przypominający gigantyczny plaster miodu spichlerz (Cenobio de Valerón) to dwa znamienite przykłady licznych obiektów archeologicznych na wyspie. Domy jaskiniowe przetrwały do dziś w wąwozie Guayadeque (Barranco de Guayadeque), w wiosce Artenara i nad oceanem w osadzie Tufia.
  6. Reserva Natural Especial de Las Dunas de Maspalomas, czyli Specjalny Rezerwat Przyrody Wydm Maspalomas, o powierzchni 403,9 ha, obejmuje przypominający pustynię rozległy teren wydm wraz z otoczonym palmami rozlewiskiem. Stanowi oazę dla wielu chronionych gatunków flory i przylatujących ptaków oraz endemicznych, niewystępujących w innych miejscach owadów.
  7. W mieście Arucas znajduje się największa i najstarsza destylarnia rumu w Europie (Destilerías Arehucas, założona w 1884 r.). Warto zwiedzić w nim też zbudowany z bazaltowego kamienia w kolorze szaroniebieskim kościół (Iglesia de San Juan Bautista), nazywany katedrą z Arucas.
  8. Dolina Agaete to jedyne miejsce w Europie z uprawami kawy. Koniecznie trzeba także udać się do pobliskiego Puerto de las Nieves, aby zobaczyć pozostałości skały Dedo de Dios (Palec Boży) uszkodzonej podczas tropikalnej burzy Delta w listopadzie 2005 r.
  9. Presa de Chira jest jednym z 69 dużych zalewów zbudowanych w celu gromadzenia wody spływającej wąwozami. Zagraniczni turyści przyjeżdżają tutaj łowić karpie – średnie okazy ważą 9 kg, a doświadczonym wędkarzom udaje się złapać nawet 17-kilogramowe sztuki. Co zaskakuje, to liczba tego typu zbiorników (razem z mniejszymi jest ich aż 167!) na stosunkowo niewielkiej Gran Canarii.
  10. Puerto de Mogán nazywane bywa Wenecją Wysp Kanaryjskich. Dzieje się tak nie bez powodu, bo centrum historyczne tego nadmorskiego miasteczka przecinają kanały.

 

FUERTEVENTURA

Miano plaży Wysp Kanaryjskich Fuerteventura zawdzięcza ponad 150 km pięknych, w większości złocistych plaż. Kojarzy się również z silnym wiatrem (hiszp. fuerte – „silny” i viento – „wiatr”).

  1. W Parku Przyrodniczym Corralejo (ok. 2670 ha powierzchni) możemy podziwiać największe wydmy na archipelagu. Zbudowane są one z drobno pokruszonych pancerzy organizmów morskich. Na pobliskiej wysepce Lobos spędzimy kilka godzin na opalaniu się na piaszczystych plażach, kąpieli w naturalnych basenach, spacerach przez pola lawy porośnięte krzewami tabaiba sięgającymi wysokości 2 m, obserwowaniu ptaków i wspinaczce na najwyższy tutejszy szczyt La Caldera (127 m n.p.m.).
  2. Na miłośników wind- i kitesurfingu idealne warunki do uprawiania tych sportów czekają na płytkiej (zależnej od pływów) lagunie, jaka tworzy się w rejonie zjawiskowej plaży Sotavento. Już od 34 lat działa przy niej nowoczesne centrum René Egli by Meliã.
  3. El Cotillo to znakomite miejsce dla surferów. Znajdują się tu też płytkie, rajskie zatoczki z białym piaskiem, nadające się do kąpieli z małymi dziećmi.
  4. Długa, malownicza plaża Cofete rozciąga się wzdłuż pasma najwyższych gór na wyspie. W odległości ok. 50 m od oceanu leży w tej okolicy niewielki, stary cmentarz. Pobliska posiadłość niemieckiego inżyniera Gustava Wintera (Casa Winter lub Villa Winter) została wybudowana w latach 40. XX w. na terenie półwyspu Jandía, odgrodzonego wtedy przez Niemców od reszty Fuerteventury. Do dziś nie do końca wiadomo, jaką funkcję miała pełnić. Podobno często odwiedzali ją naziści, a niedaleko krążyła łódź podwodna. Niektórzy uważają, że zbudowano tutaj także podziemne korytarze łączące willę z oceanem.
  5. Mekką miłośników historii jest założona na początku XV stulecia Betancuria, pierwsza stolica wyspy (do 1834 r.). Warto przespacerować się zabytkowymi uliczkami w pobliżu Kościoła Matki Boskiej z Betancurii (Iglesia de Santa María de Betancuria).
  6. W miejscowości La Oliva uwagę zwraca XVII-wieczny Dom Pułkowników (Casa de los Coroneles). Stanowi on jeden z obiektów na turystycznej trasie opracowanej w formie przedstawienia teatralnego.
  7. Na Fuerteventurze koniecznie należy spróbować wybornego koziego sera majorero. Od 1996 r. jest on chroniony zastrzeżonym znakiem pochodzenia (denominación de origen). W 2018 r. półtwardy maxorata z papryką produkowany przez Grupo Ganaderos de Fuerteventura uzyskał tytuł najlepszego na świecie w swojej kategorii (kozich serów smakowych półtwardych).
  8. Charakterystyczne dla wyspy są stare wiatraki (molinos). Jest ich ok. 1 tys., a 23 najlepiej zachowane wpisano na miejscową listę dóbr kultury. Kiedyś służyły do wydobywania wody i mielenia ziarna. Żyjąca obecnie z turystyki Fuerteventura była w XVII–XIX w. bardzo intensywnie wykorzystywana rolniczo i pełniła funkcję spichlerza dla całego archipelagu.
  9. Okolice miejscowości Tiscamanita i Valles de Ortega zdobią uprawy wysokiej jakości aloesu. Sok aloesowy ma wiele zastosowań, m.in. łagodzi oparzenia słoneczne, o które łatwo na wyspie. Niektóre z plantacji można zwiedzać, również z polskim przewodnikiem (np. AVISA w Tiscamanicie).
  10. Dzieci i dorosłych przyciąga tropikalny ogród zoologiczno-botaniczny Oasis Park Fuerteventura. Znajdują się w nim ponad 3 tys. zwierząt reprezentujących 250 różnych gatunków oraz największe w Europie hodowla wielbłądów i kolekcja kaktusów.

 

Laguna Sotavento z centrum René Egli by Meliã

© Rene Egli

 

LANZAROTE

Wyspa wulkanów, jak mówi się o Lanzarote, zawdzięcza tę nazwę śladom aktywności wulkanicznych z XVIII i XIX stulecia. Tutejsze drogi sprawiają wrażenie wylanych przez lawę. Nie ma przy nich tablic reklamowych, a okoliczne domy budowane są do wysokości dwóch pięter.

  1. Park Narodowy Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) przypomina powierzchnię Marsa (także pod względem geologicznym). Dlatego na jego terenie szkoli się astronautów. Na obszarze Islote de Hilario, gdzie średnia temperatura wewnątrz ziemi na głębokości 13 m wynosi nawet ponad 600°C, przygotowano dla turystów pokazy zjawisk geotermicznych. W lokalnej restauracji „El Diablo” przyrządza się potrawy na grillu opalanym wulkanicznym ogniem.
  2. W regionie La Geria winorośle sadzi się w osłoniętych kamiennymi murkami dołkach z popiołów lapilli (picón), zbierających cenną na wyspie wodę. W tych surowych warunkach działa jedna z 10 najstarszych winnic Hiszpanii (założona w 1775 r. El Grifo) oraz najczęściej odwiedzana winnica w tym kraju (Bodega La Geria – średnio ok. 300 tys. gości rocznie).
  3. W Parku Przyrodniczym Wulkanów (Parque Natural de Los Volcanes) na wybrzeżu Los Hervideros gorąca lawa wpływająca do Atlantyku utworzyła poszarpane klify i jaskinie. Znajduje się tu Charco Verde – zbiornik na powierzchni krateru otwartego na ocean, któremu zielony kolor nadaje gromadzący się w nim plankton.
  4. Projekty Césara Manrique (1919–1992) są przykładem symbiozy architektury i sztuki z naturą. W ukrytym w skałach Mirador del Río można popijać kawę, kontemplując widoki na archipelag Chinijo. Wewnątrz lawowych jęzorów architekt stworzył w 1968 r. swoją rezydencję (Taro de Tahíche, obecnie siedziba Fundacji Césara Manrique), a w dole po tufach zaprojektował Ogród Kaktusów (Jardín de Cactus). Jaskinię kompleksu Jameos del Agua zamieszkują endemiczne ślepe kraby (cangrejitos ciegos de los Jameos), a w jego audytorium odbywają się koncerty. W muzeum Monumento al Campesino można poznać rzemiosło wyspy. Trzeba również zwiedzić ostatni dom artysty – Casa del Palmeral.
  5. Museo Atlántico to pierwsze podwodne muzeum sztuki współczesnej w Europie. Brytyjski rzeźbiarz Jason deCaires Taylor umieścił tutaj na głębokości ok. 12 m i powierzchni 2,5 tys. m2 12 instalacji z materiałów przyjaznych dla morskiej fauny i flory.
  6. W obecnej stolicy wyspy, Arrecife,warto udać się do historycznego centrum z oceanicznym jeziorkiem (Charco de San Ginés) i na kamienny most z 1771 r. (Puente de Las Bolas). W dawnej stolicy Lanzarote (do 1847 r.), Teguise, można podziwiać zabytkowe budynki kościołów i klasztorów oraz muzea.
  7. Plaża Famara stanowi mekkę surferów. Zachwyciła też hiszpańskiego reżysera Pedra Almodóvara, który kręcił na niej sceny do filmu Przerwane objęcia (2009 r.).
  8. A Casa José Saramago, muzeum Joségo Saramago (1922–2010), urządzono w domu w Tías, gdzie portugalski noblista mieszkał przez ostatnie 17 lat swojego życia. W kuchni każdy gość częstowany jest kawą, zupełnie jak wtedy, gdy pisarz jeszcze żył.
  9. Półwysep Papagayo zachwyca rozległymi plażami o złocistym piasku. Znajdziemy na nim m.in. osłoniętą klifami w odcieniach brązu Papagayo z przejrzystą, turkusową wodą.
  10. La Graciosa leży w odległości ok. 2 km od Lanzarote. Ta ósma wyspa archipelagu (ok. 29 km² powierzchni i 750 mieszkańców) jest jedyną zamieszkałą europejską wyspą bez dróg asfaltowych.

Wydanie jesień-zima 2018

Niezwykłe piękno Panamy

 

Filip Werstler

 

Sielski archipelag Bocas del Toro położony na Morzu Karaibskim

14991055 1200368353389294 7969613924783795900 o

© AZULPARADISE.COM/BOCASDELTORO.COM

 

Od zawsze chciałem odwiedzić Amerykę Środkową, a najbardziej Karaiby. Taka podróż z Polski to wciąż niezbyt łatwa wyprawa. Dlatego gdy pojawiła się korzystna oferta lotów do Panamy, nie wahałem się długo. Ten kraj już w trakcie przeglądania relacji internetowych wystarczająco mnie zainteresował. Miałem ochotę na własne oczy zobaczyć wielkie drapacze chmur jego stolicy i piękne bezludne wyspy na Morzu Karaibskim. Jednak to, co ujrzałem i przeżyłem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

 

Panama jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się państw Ameryki Łacińskiej. W ciągu ostatnich 16 lat zmieniła się nie do poznania, głównie dzięki dochodom płynącym z administrowania Kanału Panamskiego (od 31 grudnia 1999 r.), wpływom ze Strefy Wolnego Handlu Colón (Zona Libre de Colón – druga największa strefa wolnocłowa na naszym globie po Hongkongu) i funkcjonowania stołecznego międzynarodowego centrum bankowego (uważanego również za drugie w skali światowej pod względem wielkości, zaraz po Zurychu). Ma to swoje odbicie także w turystyce, która z roku na rok staje się coraz ważniejszym elementem gospodarki tego niewielkiego kraju (o powierzchni ponad 74 tys. km²) leżącego między Kostaryką a Kolumbią.

 

Ameryka Południowa i Środkowa to – z wyjątkiem niektórych państw wyspiarskich położonych na Morzu Karaibskim, jak Jamajka, Kuba czy Republika Dominikańska, do których latają bezpośrednio samoloty czarterowe z Polski – rejony wciąż nie tak łatwo dostępne dla turystów znad Wisły. Panama, ale też Nikaragua, Kostaryka, Gwatemala, Honduras, Salwador czy inne kraje tej części globu nadal stanowią dla większości Polaków pewną zagadkę. W te strony najczęściej dolecimy z przesiadką w Madrycie (liniami Iberia) lub USA. O ile w tym pierwszym przypadku nie musimy starać się o żadne dodatkowe dokumenty, o tyle zmienianie samolotu na lotnisku w Stanach Zjednoczonych wymaga już posiadania ważnej wizy tranzytowej, co jest niejakim utrudnieniem. Na ogół polskim podróżnikom najłatwiej wyprawić się do kontynentalnej części Ameryki Środkowej z Hiszpanii, skąd dotrą bez żadnych przesiadek do Gwatemali, Salwadoru oraz Kostaryki i Panamy. Te dwa ostatnie państwa są zresztą zdecydowanie najlepiej połączone z Europą. Do kostarykańskiej stolicy dostaniemy się przez cały rok nie tylko z Madrytu, ale także z Frankfurtu nad Menem (Condor) czy Londynu (British Airways). Jeszcze większy wybór mamy obecnie w przypadku panamskiej metropolii. Dolecimy do niej bezpośrednio właśnie z Madrytu oraz Frankfurtu nad Menem (Lufthansa), Paryża (Air France), Amsterdamu (KLM) i Stambułu (Turkish Airlines).

 

Jeżeli chodzi o mnie, to kupiłem bilet do Panamy z Barcelony z międzylądowaniem w hiszpańskiej stolicy. W sumie przesiadałem się dwa razy, bo na Półwysep Iberyjski dotarłem samolotem tanich linii Ryanair z Portu Lotniczego Warszawa-Modlin w Nowym Dworze Mazowieckim. Lot z Madrytu nie najnowszym airbusem trwał ok. 11 godz. i nie należał do ciężkich. Podstawowe udogodnienia w klasie ekonomicznej pozwoliły nam przetrwać podróż w znośnych warunkach. Po wylądowaniu i dopełnieniu formalności administracyjnych udaliśmy się na postój taksówek przy Międzynarodowym Lotnisku Tocumen usytuowanym ok. 25 km od panamskiej metropolii.

 

Casco Antiguo (Casco Viejo) – historyczna dzielnica panamskiej stolicy

Casco Antiguo 2

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ (ATP)

 

 

Latynoski Nowy Jork

 

 Stolica kraju – Panama (Ciudad de Panamá) – zachwyciła nas od samego początku naszej wizyty. Dzielnica finansowa (distrito financiero) imponuje wysokimi wieżowcami, których są tu dziesiątki. Potężne galerie handlowe, drapacze chmur i ekskluzywne samochody wypełniają miasto ludzi z latynoskim temperamentem. Ważnym miejscem w tym rejonie jest Cinta Costera, ok. 7-kilometrowa promenada biegnąca wzdłuż wybrzeża. Można na niej spotkać panamczyków, którzy biegają lub ćwiczą w siłowniach pod gołym niebem. Jogging stanowi tutaj jedną z najpopularniejszych aktywności, uprawia go naprawdę wiele osób.

 

Z tej chętnie odwiedzanej promenady szybko dotrzemy do historycznego centrum stolicy – Casco Viejo (Casco Antiguo). Należy pamiętać, żeby raczej nie zwiedzać jego zaułków po zmroku, jeśli nie towarzyszą nam miejscowi. Ta część miasta bardziej przypomina Kubę niż Stany Zjednoczone. Wśród kolorowych, choć dość często odrapanych, kamienic i małych sklepików stojących przy wąskich uliczkach unosi się atmosfera latynoskiego świata. Mimo iż coraz więcej budynków zostało świeżo odnowionych, Casco Viejo nie straciło swojego klimatu. Możemy tu spróbować innych przysmaków niż w modnych restauracjach i poznać bliżej codzienną twarz Panamy, odmienną od jej biznesowego oblicza. Nie znajdziemy w tym rejonie zbyt wielu punktów informacji turystycznej (przyznaję, że nawet ich nie szukałem), ale nie jest on duży i zwiedzimy go w ciągu 2–3 godz. Wystarczy, że ruszymy przed siebie.

 

Kolejne miejsce warte odwiedzenia stanowi Calzada de Amador. Wzdłuż tej drogi łączącej ze stałym lądem mały archipelag czterech wysp na Pacyfiku (Naos, Perico, Culebra i Flamenco) biegnie krótka, bo ledwie kilkukilometrowa, trasa rowerowa, z której rozpościerają się wspaniałe widoki zarówno na nową część Panamy, jak i południowe wejście do Kanału Panamskiego oraz oczekujące na przeprawę różnej wielkości statki. Wypożyczenie roweru kosztuje kilka dolarów amerykańskich (USD), a sama wycieczka razem z postojem na robienie zdjęć i podziwianie okolicy zajmuje ok. 1,5–2 godz.

 

 

Dzieło inżynierii wodnej

 

Podczas 6-dniowego pobytu w stolicy wybrałem się również – oczywiście – nad Kanał Panamski. Obok Kanału Sueskiego to jedna z najważniejszych dróg wodnych na świecie. Dzięki tej ogromnej inwestycji znacząco skróciły się trasy rejsów statków pływających między Atlantykiem (Morzem Karaibskim) a Pacyfikiem. Wpływy z obsługi przeprawy stanowią główną siłę napędową gospodarki kraju. Jednak ten wyjątkowy wytwór inżynierii wodnej warto zobaczyć też z innych powodów.

 

Na miejsce dojedziemy transportem publicznym (za 1 dolara) lub taksówką (ok. 10–20 dolarów). My wybraliśmy tę pierwszą możliwość. Zapłaciliśmy przy wysiadaniu i prowadzeni przez drogowskazy skierowaliśmy się do wejścia na teren centrum dla odwiedzających (Centro de Visitantes de Miraflores). Po drodze dostrzegliśmy znak ostrzegający nas o pojawiających się w okolicy krokodylach, więc postanowiliśmy przyspieszyć kroku.

 

Po kupieniu biletów (15 dolarów od osoby dorosłej) i wejściu do budynku udaliśmy się po schodach na pierwsze piętro, gdzie niczym na stadionie znajdują się trybuny, a spiker na bieżąco komentuje to, co się dzieje. Wielkie tankowce i kontenerowce czekały w oddali. Kolejne wpływały do śluz Miraflores (las esclusas de Miraflores). Choć cała procedura trwa nieco ponad 30 min. (tak przynajmniej było przed powiększeniem Kanału Panamskiego, które zakończono oficjalnie 26 czerwca 2016 r.), jej przebieg wygląda imponująco. Cztery silniki, każdy wielkości ciężarówki, przesuwają się po specjalnych szynach. Do nich przyczepione są liny zamocowane do kadłuba statku. Dopiero po odpowiednim naprężeniu tych lin jednostka może zostać przeprowadzona. Minimalna odległość między burtą a krawędzią śluzy wynosi… ok. 60 cm. Niesamowity wydaje się fakt, że ta technologia ma więcej niż 100 lat (oddano ją do użytku 15 sierpnia 1914 r.). Przez ponad półtorej godziny oglądaliśmy kolejne statki pokonujące kanał, napełnianie i opróżnianie śluz. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie sprawność całego procesu. Przeprowadzenie przez nie tak znów szeroki korytarz z wodą (o odległości między brzegami wynoszącej 33,53 m, a po poszerzeniu w 2016 r. – 54,86 m) długich stalowych kolosów wyglądało na najprostszą rzecz na świecie. Takiego doświadczenia się nie zapomina.

 

Po tym spektaklu odwiedziliśmy pozostałe piętra budynku prezentującego w ciekawy sposób rozwiązania techniczne i dzieje panamskiej przeprawy. Można tutaj zapoznać się z informacjami na temat powstawania i modernizacji kanału oraz tego, kto przy nim pracował, a także jakie zwierzęta żyją w jego rejonie. W gablotach obejrzymy mnóstwo okazów owadów różnych gatunków. W centrum dla odwiedzających jest również coś dla młodszych turystów – symulator 3D pokonywania przeprawy. Użytkownik urządzenia wciela się w rolę kapitana masowca o maksymalnych dopuszczalnych dla kanału wymiarach. Panamax może mieć do 294,1 m długości, 32,3 m szerokości i 12 m zanurzenia, a tzw. Neo Panamax (od 26 czerwca 2016 r.) odpowiednio: 366, 49 i 15,2 m. Na ostatnim poziomie znajduje się taras widokowy, z którego jeszcze lepiej widać przepływające statki, choć nie usłyszymy na nim komentatora i nie skorzystamy z miejsc siedzących. Wizytę w Centro de Visitantes de Miraflores z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, ponieważ spodoba się tu zarówno dorosłym, jak i dzieciom.

 

Wodospad El Macho skryty wśród bujnej tropikalnej roślinności

El Chorro del Macho

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ (ATP)

 

Górskie wędrówki

 

Po opuszczeniu Panamy odwiedziłem najpierw El Valle de Antón – małą miejscowość położoną ok. 125 km na południowy zachód od stolicy, w odległości 2 godz. jazdy busem. Dociera się do niej początkowo Autostradą Panamerykańską (Carretera Panamericana), a następnie drogami wiodącymi przez góry i doliny prowincji Coclé. Po szybkiej konsultacji w punkcie informacji turystycznej wybrałem się obejrzeć mniej więcej 35-metrowy wodospad El Macho (Chorro El Macho). Leży w prywatnym rezerwacie o tej samej nazwie (Refugio Ecológico del Chorro Macho). Wejście kosztuje 5 dolarów, a w granicach obszaru chronionego oprócz podziwiania malowniczej kaskady można obserwować kolibry i przyjrzeć się dokładniej bogatej florze tego specyficznego miejsca. W pobliżu znajduje się poza tym naturalny basen termalny, w którym wolno się kąpać. Bardzo polecam skorzystanie z tej okazji wszystkim oglądającym wodospad.

 

Dłuższą i wymagającą więcej wysiłku wyprawę stanowi zdobycie góry La India Dormida (Śpiąca Indianka – ok. 800–900 m n.p.m.). To jeden z najbardziej wyróżniających się punktów w okolicy. Jej nazwa pochodzi od charakterystycznego kształtu śpiącej Indianki, jaki tworzy linia grzbietu. Wejście na teren Pomnika Przyrody Wzgórze Gaital (Monumento Natural Cerro Gaital), na którym wznosi się ten szczyt, kosztowało mnie 3,5 dolara. Proponuję jednak wynająć lokalnego przewodnika lub skorzystać z tego typu usługi oferowanej przez miejscowych. Ja tego nie zrobiłem, co spowodowało, że dwa razy się zgubiłem i straciłem mniej więcej godzinę na błądzenie po lesie tropikalnym, choć mogło skończyć się o wiele gorzej.

 

Podejście pod górę jest bardzo strome i jeśli mamy dobrą kondycję, na szczycie będziemy już po 50 min. ciągłego marszu. Szlak prowadzi po zboczu porośniętym bujną roślinnością, w trakcie wędrówki mija się też strumień. Towarzyszą nam odgłosy ptaków. Obok wodospadu położonego przy ścieżce warto zrobić sobie przerwę na odpoczynek i podziwianie zarówno wstęgi spienionej wody malowniczo omywającej skały, jak i wąwozu. Podczas mojej wyprawy oglądałem piękne widoki i kolorowe kwiaty oraz spotykałem ciekawe zwierzęta. Natknąłem się także na tutejszych Indian. Jak wspomniałem, nie miałem przewodnika, a przecież poruszałem się po obcym terenie. W takiej sytuacji w Panamie przydaje się znajomość języka hiszpańskiego. Na szczęście, miejscowi pomogli mi i wyprowadzili mnie na szczyt.

 

Zdobycie góry La India Dormida było warte każdych pieniędzy, a moje wspomnienia zostaną ze mną na zawsze. Widok na Dolinę Antoniego (Valle de Antón) zapierał dech w piersiach. Malownicze zielone wzgórza zatrzymywały masy chmur, a słońce oświetlało wąwóz z przeciwnej strony. To jedno z najcudowniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałem. W dodatku moja wyprawa nie obyła się bez przygód, więc z pewnością jej nie zapomnę.

 

Wizyta nad pacyfikiem

 

W drodze na północny zachód kraju skręciłem nieco na południe i zatrzymałem się w jednej z miejscowości położonych na wybrzeżu Pacyfiku w prowincji Veraguas. Santa Catalina znajduje się w środku lasu tropikalnego. Dotarcie do niej ze stolicy zajęło mi niemal cały dzień drogi i wymagało dwóch przesiadek (w miastach Santiago de Veraguas i Soná). Podróż kosztowała mnie w sumie ok. 12 dolarów. Późnym popołudniem dojechałem w końcu do miejsca, w którym przyszło mi spędzić kolejne 3 dni.

 

Miejscowość zasługuje na zainteresowanie ze względu na panujące w jej okolicy świetne warunki do uprawiania sportów wodnych. Do pobliskiego Parku Narodowego Coiba (Parque Nacional Coiba) można wybrać się na nurkowanie. Spotyka się tu niezmiernie dużo gatunków zwierząt, w tym manty (diabły morskie), koryfeny (złote makrele), tuńczyki żółtopłetwe, rekiny wielorybie, żarłacze tygrysie czy nawet humbaki, orki, delfinki wysmukłe i butlonosy zwyczajne. Poza tym na malownicze wybrzeże w tym rejonie ściągają liczni surferzy, zarówno osoby początkujące, jak i zaawansowane. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, w niewielkiej Santa Catalinie znaczną grupę stanowią przybysze z całego świata. Według mnie to miejsce jedyne w swoim rodzaju.

 

Pierwszego dnia wybrałem się na surfing. Za wypożyczenie deski musiałem zapłacić 10 dolarów, a za godzinę opieki instruktora w 3-osobowej grupie – 15 dolarów. Warunki były bardzo dobre i po chwili mogłem już cieszyć się ze swoich postępów. Wody Pacyfiku oblewają tutaj pustą plażę pokrytą czarnym piaskiem i ocienioną wysmukłymi palmami. Miłośnikom surfowania z pewnością to miejsce przypadnie do gustu. Po całym dniu spędzonym na falach warto obejrzeć zachód słońca. Przed godziną 18.00 udałem się na brzeg. Widok, jaki ujrzałem, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Złocista kula powoli chowała się za horyzontem i odbijała w lekko falującej powierzchni Oceanu Spokojnego. Był to najpiękniejszy zachód słońca, jaki widziałem w życiu. Po dniu pełnym fantastycznych przeżyć szybko poszedłem spać. Nazajutrz planowałem wziąć udział w nurkowaniu.

 

Wyprawę rozpoczęliśmy od zbiórki w bazie i omówienia trasy oraz innych szczegółów. Na pokładzie łodzi poza dwoma osobami z załogi i instruktorem znalazłem się ja, para ze Szwecji i jeden Niemiec. W takim składzie wypłynęliśmy w godzinny rejs na wyspę Coiba (ok. 500 km² powierzchni), będącą częścią wspomnianego parku narodowego.

 

Już na miejscu miał odbyć się trening przypominający podstawowe zasady nurkowania. W moim przypadku okazało się to bardzo przydatne. Sama wyspa i jej okolica wyglądały naprawdę urokliwie. Po kilkudziesięciu minutach przygotowań ruszyliśmy w stronę wyznaczonego punktu. W wodzie mogliśmy obserwować wiele ciekawych zwierząt, m.in. mureny czy manty. Nie był to natomiast dobry sezon na wytropienie rekinów wielorybich czy żarłaczy tygrysich. Po ponad 20 min. od zejścia na dno całkowicie zużyłem swój tlen i musiałem wracać na górę. Czułem pewien niedosyt, bo chciałem jednak zobaczyć więcej.

 

Powrót uprzyjemniła nam niezapowiedziana atrakcja. W pewnym momencie para ze Szwecji zauważyła, że asystują nam 3 delfiny! Co chwilę wyskakiwały z wody w odległości ok. 1 metra od łodzi. Widok był fantastyczny. Pierwszy raz widziałem te sympatyczne ssaki na wolności w ich naturalnym środowisku i nigdy tego nie zapomnę, nawet mimo utraty filmu wideo, który udało mi się wówczas nagrać. Niespodziewana przygoda stała się tematem naszych rozmów już do końca dnia. Po powrocie zjedliśmy kurczaka w sosie kokosowym i poszliśmy spać. Następnego dnia wyruszyłem w kierunku północno-zachodniego wybrzeża Panamy.

 

Nurkowanie w towarzystwie żółwi

 visitpanama 6252876118

© AUTORIDAD DE TURISMO DE PANAMÁ (ATP)

 

Raj odnaleziony

 

Cel mojej kolejnej wyprawy stanowił archipelag Bocas del Toro. Tworzy go kilkanaście większych wysp i ok. 250 wysepek, z których kilka pozostaje zamieszkanych. Najważniejszą wśród nich jest Isla Colón, czyli Wyspa Kolumba (o powierzchni ponad 61 km²), ze stolicą tutejszej prowincji Bocas del Toro noszącą tę samą nazwę, co cały region administracyjny. Miasto liczy w przybliżeniu 8 tys. mieszkańców. Aby dostać się na archipelag, najpierw musimy dojechać do miejscowości Almirante, gdzie należy skorzystać z taksówki wodnej, zabierającej średnio 7–9 osób (za taki kurs zapłacimy 7 dolarów od osoby w jedną stronę, podróż trwa mniej więcej 45 min.). Możemy tu też dolecieć w godzinę samolotem linii Air Panamá z lotniska Albrook w Ciudad de Panamá (koszt biletu powrotnego to ok. 250 dolarów).

 

Na północno-zachodnim brzegu Isla Colón leży Boca del Drago. Ta niewielka osada (a właściwie skupisko kilku domów) przypomina prawdziwy raj. Wśród kołyszących się przy uroczej plaży palm panuje błoga cisza. Nie ma tutaj sklepów, chińskich zabawek i przepełnionych koszów na śmieci. Jest za to dużo hamaków zamocowanych między drzewami. Po prostu wiszą i czekają na chętnych, dostępne bez żadnej opłaty. Nikt nie kładzie na nich swojego ręcznika z samego rana, żeby je zająć. Hamaków wystarczy dla wszystkich. Przystanek autobusowy stanowi palma. Wokół niej zakręca bus, który nas przywiózł. W osadzie znajdują się tylko dwa hostele oraz klimatyczne chatki do wynajęcia (cabañas), a także działają restauracje z wyśmienitymi daniami, typowymi dla kuchni karaibskiej. Wciąż mało kto wie o tym miejscu i chyba lepiej, aby tak zostało.

 

W pobliżu położona jest jedna z największych atrakcji wyspy – Playa de las Estrellas (Playa Estrella),czyli plaża, przy której możemy spotkać cudowne rozgwiazdy. Turyści zazwyczaj wolą nocować w Bocas del Toro, a w tę okolicę wybierają się z wycieczką zorganizowaną, co kosztuje ok. 20–30 dolarów. Za przejazd busem zapłacimy 5 dolarów. Przechadzki przepiękną plażą prowadzącą do Playa de las Estrellas nie da się wycenić. Uważam, że to przeżycie wyjątkowo wartościowe.

 

W Boca del Drago spędziłem 3 dni, w tym Wigilię i pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Codziennie szedłem na plażę i ładowałem baterie, leżałem na hamaku i czytałem. W okolicy jedynym miejscem przystosowanym do ruchu turystycznego jest Playa de las Estrellas, ale i ona nie utraciła z tego powodu swojego dziewiczego uroku. Owszem, można tu znaleźć białe plastikowe leżaki, drogie restauracje (zazwyczaj zbudowane z drewna) i reklamy popularnych napojów, a z głośników rozbrzmiewa radosna muzyka reggae. Ja traktowałem jednak to zestawienie jako swoisty klimat tego zakątka. Boca del Drago stanowi prawdziwą oazę spokoju, zachwyci osoby chcące zrelaksować się przez kilka dni w ciszy i z dala od tłumów. Odcięciu od świata sprzyjają nawet przerwy w dostawach energii elektrycznej – z prądu korzysta się tylko przez mniej więcej 5 godz. dziennie, między 18.00 a 23.00, przynajmniej w hostelach, w których nocowałem. A jeśli zatęsknimy za widokiem ludzi, wystarczy, że wybierzemy się wraz z innymi na plażę na podziwianie rozgwiazd.

 

Atrakcje archipelagu

 

Na Isla Colón warto odwiedzić również wspomnianą stolicę prowincji. W Bocas del Toro możemy dobrze zjeść w ciągu dnia i poimprezować w nocy. Tutejsze bary, puby i dyskoteki są otwarte do białego rana. Nie musimy się w nich obawiać o swoje bezpieczeństwo. Oprócz tego jeśli nie będziemy zapuszczać się poza główne ulice i spacerować samotnie, z pewnością nic się nam nie stanie. Po zapadnięciu zmierzchu turyści często wyruszają na pobliską długą i zalesioną wysepkę Carenero (Isla Carenero, 0,94 km² powierzchni). Krótki rejs łodzią, która kursuje bez przerwy, kosztuje 1 dolara. Tu także czeka na nas dobra zabawa. W lokalach gra się lokalną muzykę lub hity popularne w Europie czy Stanach Zjednoczonych.

 

Po nocnych szaleństwach warto udać się na 7-kilometrową plażę Bluff (Playa Bluff). W jednej z tutejszych restauracji zamiast stolików natknęliśmy się na łóżka ustawione przy brzegu morza. Uznaliśmy to za wspaniały pomysł. Jeśli pójdziemy dalej wzdłuż plaży, trafimy na miejsce oblegane przez surferów ze względu na niesamowite fale, wysokie na 2–4 m.

 

Na wyspie polecam zajrzeć też do prywatnego Ogrodu Botanicznego Finca Los Monos. Dzięki takiej wizycie poznamy bogatą florę i faunę tego regionu. Osoby spacerujące alejkami otacza prawdziwa feeria barw i niezliczone ilości egzotycznych kwiatów, a nad ich głowami lata mnóstwo małych kolibrów.

 

Na północ od Isla Colón znajduje się Isla Pájaros – Wyspa Ptaków. To raczej grupa połączonych skał wystających z Morza Karaibskiego pokrytych bujną roślinnością. Prezentuje się jednak niezmiernie malowniczo. Ten cud natury cieszy się dość dużym zainteresowaniem wśród turystów. Zdecydowanie warto go zobaczyć na własne oczy.

 

Innym popularnym miejscem są bezludne Cayos Zapatilla – dwie małe wysepki (0,48 km² powierzchni) oddalone o ok. 50 min. rejsu łodzią od stolicy prowincji. Na wyprawę na nie należy zarezerwować sobie co najmniej pół dnia. Za taką wycieczkę bezpośrednio u właściciela łodzi zapłaciliśmy 10 dolarów za osobę, podczas gdy lokalne agencje turystyczne oferowały ją za 30–40 dolarów. Abyśmy mogli odbić od brzegu, musi zebrać się odpowiedniej wielkości grupa chętnych (przynajmniej 8–9 osób). W drodze powrotnej warto zatrzymać się w Morskim Parku Narodowym Wyspy Bastimentos (Parque Nacional Marino Isla Bastimentos), gdzie w trakcie snorkelingu przyjrzymy się licznym mieszkańcom podwodnego świata. Tego rodzaju rejs zazwyczaj zapewnia każdy właściciel łodzi, a w opłatę wliczony jest również sprzęt do nurkowania powierzchniowego.

 

Podróże po kraju

 

Na koniec chciałbym jeszcze krótko opisać sposoby przemieszczania się między różnymi punktami na mapie kraju. Samoloty z Europy (Frankfurtu nad Menem, Madrytu, Paryża, Amsterdamu i Stambułu) lądują na Międzynarodowym Lotnisku Tocumen (Aeropuerto Internacional de Tocumen), skąd do centrum panamskiej stolicy można dojechać taksówką, zwykły autobusem albo kolorowym chicken busem. Oczywiście, w tym pierwszym przypadku należy negocjować cenę. Po Panamie najlepiej podróżować samochodem bądź środkami autobusowego transportu zbiorowego. W kraju działa także kolej (Ferrocarril de Panamá), łącząca Atlantyk z Pacyfikiem, ale z niej nie korzystałem, bo nie było takiej potrzeby. W stolicy poruszałem się taksówkami lub komunikacją miejską, która funkcjonuje bardzo dobrze, zwłaszcza w części biznesowej i turystycznej. Cały system transportu publicznego jest zintegrowany. Podobnie jak w wielu dużych miastach na świecie, musimy kupić plastikową kartę i wpłacić na nią określoną sumę pieniędzy, które później wydajemy na przejazdy autobusami i metrem (odczytu dokonuje się przy wejściu). Główny stołeczny terminal autobusowy znajduje się przy modnym centrum handlowym Albrook Mall – Gran Terminal Nacional de Transporte de Panamá. Stąd dojedziemy do niemal każdego zakątka w Panamie, włącznie z Bocas del Toro. Oczywiście, po drodze czasem będą konieczne przesiadki (np. do Santa Catalina).

 

Do części rejonów można również dolecieć. Samolotem dostaniemy się np. do Bocas del Toro, choć ten środek transportu wybierają jednak nieliczni z uwagi na dość duży koszt biletu. Krajowe linie lotnicze Air Panamá oferują obecnie połączenia do siedemnastu miejsc leżących w panamskich granicach oraz do San José (stolicy Kostaryki) i dwóch miast w Kolumbii (Armenii i Medellín). Trzeba pamiętać, że niektóre loty są sezonowe. Jeśli nasz budżet na tym zbytnio nie ucierpi, warto skorzystać z usług tego przewoźnika, bo podróżowanie samolotem to z pewnością najwygodniejszy i najszybszy sposób poruszania się po Panamie. Połączeń oferowanych ze stolicy przez Air Panamá nie obsługuje jednak Międzynarodowe Lotnisko Tocumen, ale Międzynarodowy Port Lotniczy Marcosa A. Gelaberta (Aeropuerto Internacional Marcos A. Gelabert) położony przy Albrook Mall.

 

Ta część Ameryki Centralnej wciąż pozostaje dla Polaków ziemią nieznaną. Większość z nich niewiele wie o jej historii i mieszkańcach. Dlatego wyprawa do Panamy ma w sobie coś z odkrywania Nowego Świata. Ten kraj potrafi zachwycić swoim pięknem i nadal można w nim znaleźć prawdziwie rajskie zakątki. Kto zdecyduje się go odwiedzić, przeżyje fascynującą przygodę, której nigdy nie zapomni.

 

Magiczna esencja Karaibów

MARCIN WESOŁY

www.caribeya.pl

 

« W jednym słowie „Karaiby” można poniekąd zawrzeć wszystko. Ten wyraz magnetyzuje i rozbudza zmysły. Ożywia niczym słona bryza mierzwiąca grzywy wybujałych palm kokosowych. Przywołuje skryte marzenia albo najgorętsze wspomnienia chwil spędzonych w tropikalnej zieleni i nad lazurowym morzem w blasku słońca, które sprawia, że życie ulega słodkiemu spowolnieniu. Przywodzi na myśl pirackie ekscesy na skrzypiących, posępnych brygach wypełnionych łupami i beczkami z rumem, morskie potyczki kolonialnych potęg, mapy wiodące do skarbów ukrytych na wyspach strzeżonych przez wojowniczych Indian. »

Więcej…