590.jpg

Panorama historycznego centrum Drezna oglądana od strony Łaby

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/ ANJA UPMEIER

JULITA CZECHOWICZ


Gdyby spytać Bawarczyka o to, z czym kojarzą mu się Saksonia i Saksończycy, pewnie uśmiechnąłby się z lekkim lekceważeniem i powiedział, że z dialektem. Rzeczywiście, Niemcy uważają dialekt saksoński za trudny w odbiorze, ale niewielu wie, iż to tą odmianą językową posłużył się w XVI w. Marcin Luter w swoim tłumaczeniu Biblii, pod wpływem którego wykształcił się później standardowy język niemiecki („Hochdeutsch”). Jednak wystarczy raz odwiedzić Saksonię, aby przekonać się, że jest miejscem jedynym w swoim rodzaju.

 

58.jpg

Zamek Albrechta oraz Katedra św. Jana i św. Donata w Miśni

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/MANFRED LOHSE 

Obraz dzisiejszego landu w dużej mierze ukształtowały jego historia i kultura, nie brakuje w nim mimo to elementów nowoczesności. Znajdziemy tu sztukę na światowym poziomie, tradycyjne rękodzieła znane daleko poza granicami kraju i nowoczesne manufaktury. Szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się zabytkowe miasta, okazałe zamki, pałace i ogrody. Saksończycy mówią o sobie helle, czyli „bystrzy”, i określenie to bardzo do nich pasuje. Zawdzięczamy im wiele wynalazków: Melitta Bentz (1873–1950) wymyśliła papierowe filtry do kawy, Karl August Lingner (1861–1916) opracował skład płynu do płukania jamy ustnej Odol, firma Teekanne wprowadziła na rynek herbatę w torebkach. Nie wolno też zapomnieć o kultowym aucie produkowanym w Zwickau – trabancie, którego unowocześnione wersje do dziś można spotkać na ulicach Drezna (Dresden).

140.jpg

Winnice położone wokół Zamku Wackerbarth w Radobylu (Radebeul)

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/SYLVIO DITTRICH



Saksonia stanowi, obok Brandenburgii i Meklemburgii-Pomorza Przedniego, jeden z trzech landów sąsiadujących z Polską. Granica pomiędzy państwami przebiega wzdłuż Nysy Łużyckiej. Funkcję stolicy regionu administracyjnego pełni niemal 550-tysięczne Drezno, ale nie tylko ono przyciąga w swoje progi zaciekawionych gości. Cały kraj związkowy ma naprawdę niezmiernie wiele do zaoferowania.

Kolebka Saksonii

Mimo iż już w VII w. Drezno i Lipsk (Leipzig) zamieszkiwały ludy słowiańskie, za kolebkę Saksonii uważa się Miśnię (Meißen). To tutaj król Niemiec – Henryk I Ptasznik (876–936) z saskiej dynastii Ludolfingów – założył w 929 r. wysoko na skarpie nad Łabą gród, uchodzący za pierwsze centrum władzy tego regionu. Od XII stulecia rządziła stąd dynastia Wettynów, która dopiero w XV w. przeniosła swoją siedzibę do Drezna.

Miśnia jest uroczym miasteczkiem, urzeka swoimi wąskimi uliczkami, licznymi zabytkowymi kamienicami i portalami pamiętającymi czasy renesansu. Nad jej zabudowaniami góruje Zamek Albrechta (Albrechtsburg), gdzie produkowano pierwszą europejską porcelanę. Nie stałoby się to możliwe bez wielkich ambicji Augusta II Mocnego (1670–1733), który sam mawiał, że „ma chorobę porcelanową”. Nie tylko kupował bardzo dużo przedmiotów z tego swoistego „białego złota”, ale także nie szczędził środków, żeby stworzyć własną jego odmianę. Jeszcze do niedawna sądzono, że temu zadaniu sprostał samodzielnie alchemik Johann Friedrich Böttger (1682–1719), jednak według najnowszych badań opierał się on w znacznej mierze na pracach Ehrenfrieda Walthera von Tschirnhausa (1651–1708). Porcelana miśnieńska jest do dzisiaj towarem luksusowym, a podziwiać ją można w muzeum powstałym przy otwartej w 1710 r. manufakturze. W placówce zapoznamy się z procesem wytwarzania porcelanowych precjozów, podpatrzymy, z jaką dokładnością wykonywane są malowidła, czy też porównamy tradycyjne formy z nowoczesną finezją. Od XVIII w. produkty z Miśni oznacza się dwoma skrzyżowanymi ze sobą niebieskimi mieczami.

Mała kraina wina

„Krasnal wśród regionów winiarskich” – tak potocznie mówi się o saksońskim obszarze winnic, jednym z najmniejszych w Niemczech (obejmuje ok. 490 ha). Lokalny szlak winny rozciąga się wzdłuż Łaby na odcinku 55 km. Zaczyna się w Pirnie, przebiega przez Drezno, Radebeul i Miśnię, będącą centrum tutejszej produkcji wina. Sama tradycja uprawy winorośli na tych ziemiach sięga ponad 850 lat wstecz. Według legendy pierwsze gałązki tych krzewów przywiózł do Saksonii miśnieński biskup Benon (ok. 1010–1106), patron rybaków, tkaczy oraz Miśni i Monachium. Na początku wino było wykorzystywane przez księży podczas celebracji mszy, ale później spożywał je już każdy zgodnie z mottem, że trzeba zaoferować coś ciału, żeby dusza miała ochotę w nim mieszkać.

Dzisiejsze winnice są zdecydowanie mniejsze niż kiedyś ze względu na uprzemysłowienie regionu, budowę mostów czy rozprzestrzenienie się filoksery – mszycy pasożytującej na winoroślach, przywiezionej do Europy w XIX w. z Ameryki Północnej. Obecnie wytwarza się tutaj przede wszystkim wina białe, takie jak Müller-Thurgau, Riesling, Weißburgunder, Grauburgunder, Traminer, Elbling, Gutedel czy Kerner. Specjalność tego rejonu stanowi Złoty Riesling (Goldriesling) uprawiany wyłącznie w tym kraju związkowym. Dzięki korzystnemu klimatowi, gorącym letnim dniom i chłodnym nocom miejscowe trunki szczycą się swoimi owocowymi i mineralnymi aromatami. Podczas zwiedzania Saksonii spróbujemy ich nie tylko w restauracjach lub hotelach, lecz także w samych winnicach.

Barokowa piękność

Wyjątkową atmosferę pięknego i dumnego ze swojej historii Drezna odczujemy w nim na każdym kroku – czy to podziwiając jego panoramę od strony rzeki bądź z wieży ratuszowej, czy spacerując przez dzielnicę Nowe Miasto Zewnętrzne (Äußere Neustadt). Prawdziwy rozkwit ośrodka nastąpił w XVIII w. za czasów Augusta II Mocnego (elektora saskiego Fryderyka Augusta I) i jego syna Augusta III (Fryderyka Augusta II). Stworzyli oni barokową metropolię zachwycającą kulturą, sztuką i architekturą. Obaj elektorzy sascy w drodze wolnej elekcji zostali wybrani królami Polski, co zapoczątkowało polsko-saską unię personalną trwającą od 1697 do 1763 r., przerywaną rządami Stanisława Leszczyńskiego (1704–1709 i 1733–1736).

Bez wątpienia wspomniani władcy byli wrażliwi na piękno, jednak wystawne bale, imponujące budowle, pałace i ogrody, światowej sławy dzieła sztuki miały odzwierciedlać ich dążenie do władzy absolutystycznej. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy jest kompleks pałacowy Zwinger, wybudowany na murach twierdzy miejskiej jako oranżeria i plac przeznaczony na uroczystości dworskie. Tutaj najlepiej da się zauważyć barokowy przepych formy – liczne rzeźby połączono w taki sposób, że sprawiają wrażenie, jakby zstępowały na dziedziniec z subtelnie falującymi liniami architektonicznymi. Całość uzupełniają fontanny nadające Zwingerowi lekkości. Imponujące wrażenie robią nie tylko elementy architektury, ale także wnętrza skrywające zbiory porcelany, instrumentów matematycznych i fizycznych oraz arcydzieła pędzla wielkich malarzy (w Galerii Obrazów Starych Mistrzów – Gemäldegalerie Alte Meister), takie jak Grosz czynszowy Tycjana, Śpiąca Wenus Giorgionego, Noc (Pokłon pasterzy, Adoracja Dzieciątka przez pasterzy) Correggia, U stręczycielki Jana Vermeera, obrazy Rembrandta i Petera Paula Rubensa czy Dziewczyna z czekoladą Jeana-Étienne Liotarda – uznawany często za najpiękniejszy pastel świata. Zwiedzających przyciąga jednak najsilniej Madonna Sykstyńska Rafaela, która choć początkowo niedoceniana, stała się od XIX w. główną atrakcją dla miłośników malarstwa. Obecnie to dzieło zna prawie każdy i nawet jeśli nie rozpoznaje całości kompozycji, to kojarzy dwa urocze aniołki znajdujące się u dołu obrazu i spoglądające na Maryję z małym Jezusem. Należą one do najczęściej powielanych i przerabianych jego elementów.

Kolorowe ulice

Ten, kto nasyci się już drezdeńską historią i sztuką, a ma jeszcze ochotę poznać prawdziwe Drezno, powinien odwiedzić dzielnicę Nowe Miasto Zewnętrzne. Znajdziemy w niej wszystko, co nietypowe, niezwykłe czy nawet dziwaczne. Przenikają się tu różne narodowości i subkultury, a sztukę uliczną cechuje kreatywność i odejście od komercyjności. Średni wiek mieszkańców tej dzielnicy wynosi 32 lata. Działa w niej też całe mnóstwo knajp, restauracji i kawiarni. To wszystko sprawia, że Nowe Miasto Zewnętrzne uchodzi za nieoficjalne centrum życia nocnego Drezna. Spokojne i rodzinne za dnia zmienia się po zapadnięciu zmroku w miejsce spotkań towarzyskich i zabaw trwających nawet do białego rana. Co roku w trzeci weekend czerwca świętuje się dni dzielnicy pod nazwą Bunte Republik Neustadt (Kolorowa Republika Nowego Miasta). Ulice zamieniają się wtedy w głośną, kolorową, alternatywną, przyjazną i pełną radości scenę. Motto wydarzenia i Nowego Miasta Zewnętrznego brzmi żyj i pozwól żyć innym i właśnie tolerancja jest ich charakterystyczną cechą. Na szczególną uwagę w tej części Drezna zasługują wpisany do Księgi rekordów Guinnessa najpiękniejszy sklep nabiałowy świata (założony w 1880 r. przez braci Pfund) oraz pasaż artystyczny (Kunsthofpassage – Pasaż Artystycznych Dziedzińców), którego 5 dziedzińców zostało urządzonych z niesamowitą fantazją.

Polacy w Dreźnie

O ile Nowe Miasto Zewnętrzne każdemu Niemcowi kojarzy się z autorem książek dla dzieci Erichem Kästnerem (1899–1974), tak Polakom przywodzi na myśl Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812–1887). Do dzisiaj zachował się tutaj jeden z jego domów, w którego murach mieści się poświęcone mu muzeum (Kraszewski-Museum) oraz siedziba stowarzyszenia polsko-niemieckiego. Placówka skupia miejscową Polonię, a także miłośników kultury polskojęzycznej.

Kontakty polsko-saskie zostały zapoczątkowane jeszcze za czasów Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Później odnowiono je dopiero pod koniec XV w., kiedy córka króla Kazimierza IV Jagiellończyka Barbara Jagiellonka (1478–1534) wyszła za mąż za tutejszego księcia Jerzego Brodatego (1471–1539). Oboje małżonkowie są pochowani w Katedrze św. Jana i św. Donata na wzgórzu zamkowym w Miśni, gdzie można też obejrzeć obraz Lucasa Cranacha Starszego, na którym uwiecznił księżną. Po zawiązaniu w 1697 r. unii polsko-saskiej (dotyczącej wstąpienia na tron Rzeczpospolitej Obojga Narodów Augusta II Mocnego i potem Augusta III) do Drezna zaczęło zjeżdżać coraz więcej Polaków. Niektórzy zostawali na krótko, a inni – na zawsze. Świadczą o tym liczne pomniki z polskimi nazwiskami i epitafiami na cmentarzu w dzielnicy Friedrichstadt.

Najbardziej znanym Polakiem w tym mieście do dziś jest bez wątpienia wspomniany już Józef Ignacy Kraszewski, który trafił do Księgi rekordów Guinnessa jako autor największej liczby powieści (aż 232!). W swojej trylogii saskiej (Hrabina Cosel, Brühl, Z siedmioletniej wojny) i Saskich ostatkach opisał życie w Saksonii za czasów Augusta II Mocnego i Augusta III. Są to książki o dużej wartości nie tylko literackiej, ale przede wszystkim historycznej. Drezno zainspirowało również Adama Mickiewicza (1798–1855), który napisał w nim w 1832 r. III część Dziadów (tzw. Dziady drezdeńskie). Tutaj zakochał się w Marii Wodzińskiej (1819–1896) i w 1836 r. zaręczył z nią Fryderyk Chopin (1810–1849), dawał koncerty skrzypek Karol Lipiński (1790–1861) i odbyła się w 1901 r. prapremiera opery Manru Ignacego Jana Paderewskiego (1860–1941). Do dzisiaj mieszka w tym mieście liczna Polonia. Za najbardziej rozpoznawalną naszą rodaczkę uchodzi obecnie Małgorzata Chodakowska (ur. w 1965 r.) – wysoce ceniona rzeźbiarka pochodząca z Łodzi. Jej subtelne i bardzo kobiece rzeźby można oglądać m.in. w centrum handlowym na Nowym Rynku (Neumarkt), galeriach sztuki czy ogrodach w Pillnitz.

Miasto powstałe z prochu

Barokowe Drezno stworzone przez Augusta II Mocnego i Augusta III w swoich dziejach zniszczone zostało 2 razy: przez wojska pruskie podczas wojny siedmioletniej (1756–1763) i przez aliantów w 1945 r. W ostatnim roku II wojny światowej odbyło się kilka ataków powietrznych na miasto, ale to te z 13, 14 i 15 lutego okazały się w swoich skutkach najgorsze – 4 krótkie naloty dywanowe przeprowadzone przez lotnictwo brytyjskie i amerykańskie zniszczyły praktycznie całe historyczne centrum. Odbudowa zaczęła się zaraz po wojnie, a trwa do dziś. Symbolem tego długiego procesu jest luterański Kościół Marii Panny (Frauenkirche) znajdujący się na Nowym Rynku. Jego ruiny stały w samym centrum miasta jeszcze po zjednoczeniu Niemiec, ponieważ dopiero w 1990 r. zebrała się grupa osób, które rozpoczęły starania o rekonstrukcję tej monumentalnej świątyni. Tysiące ludzi dawały mniejsze lub większe datki na ten cel głównie z powodów osobistych czy emocjonalnych. Inicjatywę tę wspierali nie tylko Niemcy, ale i Brytyjczycy, Amerykanie i Francuzi. Warto wspomnieć, że swój udział w odbudowie mieli też mieszkańcy Gostynia, miasteczka w Wielkopolsce (kamieniarze wykonali kamienną rzeźbę zapalonego znicza do świątyni). W ten sposób kościół stał się symbolem pojednania między narodami.

Lipsk na handlowym szlaku

Erich Kästner zwykł mówić, iż Drezno to marzenie, a Lipsk to rzeczywistość. Złośliwsi twierdzili, że w Dreźnie wydaje się pieniądze, które w Lipsku się zarabia. W rzeczywistości w tym pierwszym ośrodku rezydowali książęta i królowie, którzy budowali okazałe pałace i ogrody, a w drugim rozwijało się mieszczaństwo. Już w XII w. po otrzymaniu praw miejskich i przywilejów handlowych Lipsk należał do ważniejszych miejsc na skrzyżowaniu szlaków Via Regia (prowadzącego z zachodu na wschód Europy) i Via Imperii (wiodącego od Morza Bałtyckiego do Rzymu). Najstarszy architektoniczny zabytek związany z tutejszą historią handlu stanowi Stara Giełda Handlowa (Alte Handelsbörse), barokowy budynek z drugiej połowy XVII stulecia. Na pomysł jej budowy wpadło 30 kupców, którzy żeby przypieczętować udany interes, spotykali się zawsze na neutralnym gruncie. Jedną z figur zdobiących gmach Starej Giełdy Handlowej jest Merkury – patron kupców.

Do dzisiaj Lipsk słynie przede wszystkim z Lipskich Targów Książki (Leipziger Buchmesse), które odbywają się co roku w marcu. Od XVII w. do końca II wojny światowej było to najważniejsze miejsce spotkań branży wydawniczej w Niemczech. Współcześnie ustępuje pod tym względem jedynie Frankfurtowi nad Menem (Frankfurter Buchmesse). Różnorodni wystawcy ściągali m.in. do XVI-wiecznego Dworu Auerbacha (dzisiejszego Pasażu Mädlera). Obok cennej biżuterii i delikatnych jedwabiów prezentowano w nim również porcelanę miśnieńską. Warto odwiedzić tu Piwnicę Auerbacha (Auerbachs Keller), dziś regionalną restaurację znaną w całym mieście. Było to jedno z ulubionych miejsc Johanna Wolfganga Goethego (1749–1832), którego tutejsze malowidła ścienne zainspirowały do napisania pierwszej części Fausta. O lokalu wspomniał później w swoim dramacie, czym wystawił mu pomnik literacki, podobnie jak samemu Lipskowi. O mieście mawiał: To mój mały Paryż i kształci swoich ludzi! i miał dużo racji.

Kultura i historia

Od XVIII w. ośrodek ten słynął nie tylko z handlu i targów, lecz także kultury i sztuki. Urodził się w nim jeden z najbardziej cenionych niemieckojęzycznych kompozytorów Ryszard Wagner (1813–1883), studiowali pisarz Gotthold Ephraim Lessing (1729–1781) czy filozof Friedrich Wilhelm Nietzsche (1844–1900), a Friedrich Schiller (1759–1805) pracował nad dramatem Don Carlos, wydanym w 1787 r. Nierozerwalnie historia Lipska wiąże się też z osobą Jana Sebastiana Bacha (1685–1750). Przed jego pomnikiem znajdującym się na dziedzińcu Kościoła św. Tomasza wciąż leżą świeże kwiaty, często słychać dźwięk migawki aparatu fotograficznego i można spotkać przewodników miejskich opowiadających o kompozytorze turystom. Koło tej postaci nikt nie przejdzie obojętnie! Przedstawiono go w pozycji stojącej ze zwiniętymi nutami w jednej ręce, jakby przed chwilą wstał od ustawionych za nim organów. Według opisów artysta był bardzo zapracowanym człowiekiem, nie tylko komponował i grał, ale także udzielał lekcji i opiekował się całkiem sporą gromadką swoich dzieci, które w dorosłym życiu poszły w ślady ojca i robiły karierę muzyczną.

Najbardziej znaczącym lipskim monumentem jest Pomnik Bitwy Narodów (Völkerschlachtdenkmal) – jeden z największych pomników Europy i symbol miasta. Przypomina on o bitwie stoczonej w tej okolicy w dniach 16–19 października 1813 r. (bitwa pod Lipskiem, nazywana też bitwą narodów). Armia ok. 190 tys. żołnierzy pod dowództwem francuskiego cesarza Napoleona Bonapartego (1769–1821) stanęła wtedy naprzeciw wojsk pruskich, austriackich, rosyjskich i szwedzkich. Przekonani o swoim zwycięstwie Francuzi zostali czwartego dnia pokonani przez wroga. Ta klęska była początkiem upadku wielkiego wodza. Wskutek tej przegranej Saksonia jako sprzymierzeniec Francji straciła na mocy postanowień kongresu wiedeńskiego (1814–1815) ponad połowę swojego terytorium.

Szlak zamków i pałaców

184.jpg

Most Baszta z 1851 r. w Górach Połabskich w Szwajcarii Saksońskiej

©TOURISMUS MARKETING GESELLSCHAFT SACHSEN MBH (TMGS)/FRANK RICHTER



Podczas podróżowania po całym kraju związkowym spotkamy mnóstwo tablic wskazujących na ukryte gdzieś w pobliżu zamki i pałacyki. Wiele z nich wypiękniało w ostatnich latach i dziś kuszą nie tylko swoim architektonicznym urokiem, ale i ciekawymi wystawami. Każdy z nich jest niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju i zaprasza do obejrzenia innych eksponatów.

W Moritzburgupodziwiać można pałac położony wśród samych jezior – wygląda tak, jakby się na nich unosił. Stanowi on prawdziwy rarytas dla miłośników baroku, jak i myśliwych. Jego wnętrza kryją okazałe meble, obrazy, porcelanę czy kurdybany świadczące o kulturze mieszkalnej XVIII w. Szczególną uwagę przyciąga zbiór trofeów łowieckich oraz łoże paradne Augusta II Mocnego z baldachimem i zasłonami utkanymi z ok. 1 mln kolorowych ptasich piór. Ciekawie prezentują się również znajdujący się nieopodal najmniejszy w Saksonii pałacyk w stylu rokoko nazwany Małą Bażanciarnią (Fasanenschlösschen) i pobliska latarnia morska.

Pillnitz (dziś część Drezna) służyło natomiast dworowi za miejsce licznych uroczystości i zabaw. Kompleks pałacyków i ogrodów uważa się za najlepszy w Europie przykład eklektycznego stylu chinoiserie wzorowanego na sztuce chińskiej. Wzrok przyciągają tutaj nie tylko architektura, lecz także różnorodne założenia ogrodowe i wiele niezwykłych okazów flory. Najcenniejszymi z nich są kamelia licząca sobie już ponad 230 lat oraz drzewa pomarańczowe pamiętające jeszcze czasy Augusta II Mocnego.

Miłośników muzyki klasycznej zainteresuje za to pałacyk myśliwski w Graupie. Dziś ma on mało wspólnego z myślistwem, a dużo więcej z osobą Ryszarda Wagnera, który w 1846 r. spędził w tej miejscowości lato. Ten czas wykorzystał do stworzenia zarysu swojej opery Lohengrin. Od 2013 r. znajduje się tu nowoczesna multimedialna wystawa poświęcona kompozytorowi, skupiająca się głównie na początkowym okresie jego twórczości. Poszczególne pomieszczenia podporządkowane są określonym tematom: od procesu powstawania i realizacji oper poprzez same zapisy tekstów i kompozycji aż do wystawienia na scenie. Oglądanie ekspozycji w dawnym pałacyku myśliwskim warto połączyć ze spacerem po ogrodach, z których rozpościerają się wspaniałe panoramy doliny Łaby.

Tajemnicza Szwajcaria Saksońska

Najpiękniejsze widoki nie tylko na Łabę podziwiać można na terenie Parku Narodowego Szwajcaria Saksońska (Parku Narodowego Saska Szwajcaria – Nationalpark Sächsische Schweiz). Swoją nazwę region ten zawdzięcza dwóm pochodzącym ze Szwajcarii malarzom Antonowi Graffowi (1736–1813) i Adrianowi Zinggowi (1734–1816), którzy przyrównali krajobraz Gór Połabskich do swojego rodzimego. Architektem wszystkich cudów była tu przez tysiąclecia i wciąż jest sama matka natura. Głębokie lasy, nieosiągalne skalne wieżyczki i ściany, słoneczne zbocza, wilgotne wąwozy, mniejsze lub większe zbiorniki wodne i ludzkie osady tworzą wyjątkową kolorową mozaikę. Park zamieszkują zarówno typowe dla tego ekosystemu, jak i rzadkie i chronione gatunki zwierząt. Natrafimy tutaj m.in. na sowy, jastrzębie, bociany czarne, zimorodki, dzięcioły, głuszce, nietoperze, dziki, jelenie, łasice, żmije zygzakowate, zaskrońce zwyczajne czy salamandry plamiste.

To raj dla wielbicieli aktywnego wypoczynku oraz krótszych lub dłuższych wędrówek. Trasy mają tutaj łącznie 1,2 tys. km. Za najbardziej znany uchodzi historyczny, 112-kilometrowy Szlak Malarzy (Malerweg), który przyciągał nie tylko artystów romantycznych, takich jak Caspar David Friedrich (1744–1840), ale i muzyków, np. Ryszarda Wagnera, oraz pisarzy, m.in. Hansa Christiana Andersena (1805–1875). Najczęściej odwiedzanym punktem widokowym jest tzw. Baszta (Bastei), czyli kamienny most zawieszony pomiędzy skałami noszącej tę samą nazwę formacji. Jednak nie tylko to miejsce przyciąga rzesze turystów. Na terenie parku znajdują się imponująca, nigdy nie zdobyta Twierdza Königstein (Festung Königstein) czy ruiny Zamku Stolpen (Burg Stolpen), gdzie więziono najsłynniejszą faworytę Augusta II Mocnego – Annę Konstancję von Brockdorf, hrabinę Cosel (1680–1765).

Artykuły wybrane losowo

Korsyka – szalony wybryk natury

20148949

Snorkeling przy plaży Acciaju w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

MICHAŁ MOC

www.composer.pl

 

Miejsca i rzeczy najprościej opisuje się poprzez podobieństwa do innych, powszechnie znanych. Fakt, że Korsykę tak scharakteryzować wyjątkowo trudno, jest bodaj największą zachętą, aby poznać ją bliżej. Najwyższa pora odkryć ten wciąż niezadeptany kawałek lądu piętrzący się między Europą a Afryką, tuż obok włoskiej Sardynii.

 

Wśród kuszących turystycznym rajem wysp Morza Śródziemnego ta francuska nadal pozostaje ewenementem. Korsyka nie jest typową krainą piaszczystych plaż ze zdjęć z katalogów biur podróży – tutaj krajobrazy zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Zamiast setek obwarowujących wybrzeże komfortowych resortów wypoczynkowych znajdziemy na niej porozrzucane między morzem a górami niewielkie hotele, domy do wynajęcia i rodzinne pensjonaty oraz inne zdecydowanie bardziej kameralne obiekty noclegowe.

 

Warto przygotować się na tę odmienność, aby w pełni z niej skorzystać. Można tu leniwie wylegiwać się nad krystalicznie czystym morzem, spacerować po ocienionych wąwozach, wybrać się na górski trekking lub rejs po okolicy czy delektować się wykwintnym jedzeniem. Do wyboru jest mnóstwo rozmaitych tras, z których rozpościerają się urzekające widoki. Korsyką łatwo się zauroczyć właśnie ze względu na jej dziewicze oblicze, możliwość ucieczki od zgiełku codzienności i idealne warunki do aktywnego spędzania czasu. A wszystko to na wyciągniecie ręki, niecałe 2 godz. lotu z wybranych europejskich lotnisk (np. Frankfurtu nad Menem, Düsseldorfu, Paryża czy Wiednia-Schwechatu).


LENIUCHOWANIE NA PIASKU

 

Po wylądowaniu w Bastii (położonej na północno-wschodnim brzegu wyspy) niełatwo zdecydować, od której z plaż rozpocząć urlop. Wschodnie wybrzeże to niemalże nieprzerwany pas piasku, oblewany przejrzyście czystą, słoną wodą. Gdziekolwiek zboczy się z wygodnej, wyjątkowo prostej głównej drogi, oczom ukazuje się nadmorski raj, tu i ówdzie urozmaicony małymi hotelami stojącymi przy miniaturowej promenadzie (jak choćby nieopodal Moriani). Częściej jednak trafia się po prostu na pusty brzeg zapraszający do plażowania. W opinii większości osób stale odwiedzających Korsykę odcinek ten jest jedynie przedsmakiem pocztówkowych zatok południa. Jeśli ktoś przybył na wyspę własnym autem (z któregoś z portów w kontynentalnej części Włoch), to wybrzeże rozciągające się od Bastii stanowi dla niego również pierwszy przystanek po zjechaniu z promu.

 

Kiedy podąża się drogą RT10 na południe, plaże kuszą nieprzerwanie. Szczególnie trudno sobie odmówić postoju, gdy trasa za miejscowością Sari-Solenzara zaczyna się robić kręta i mija się kolejne najbardziej popularne i wysoko oceniane zatoki. Wśród nich znajdują się plaże Saint-Cyprien i Cala Rossa, a nieco dalej te najsłynniejsze: Palombaggia czy Rondinara. Woda jest tu zazwyczaj spokojna, do tego czysta i ciepła. W pasie płycizny, niemal wszędzie wydłużonym, mogą kąpać się nawet młodsze dzieci. Upstrzone wysepkami i zakolami półwyspów południowo-wschodnie wybrzeże to raj dla rodzin. Takie warunki, w połączeniu z gęstą siecią kempingów, sprawiają, że na leniwy wypoczynek najlepiej wybrać się właśnie tutaj. W zatokach porośniętych od strony lądu m.in. palmami da się czasem odnieść wrażenie, że uciekliśmy znacznie dalej od kontynentalnej Europy. Na niemal wszystkich plażach można także spędzić popołudnie przy drinku, a wieczorem spróbować potraw korsykańskiej kuchni w restauracjach położonych kilkanaście metrów od wody. Delektowanie się lokalnymi serami (na czele ze słynnym brocciu z owczego lub koziego mleka), winem, rybami, daniami z figami lub kasztanami nad brzegiem morza przy stoliku z bajecznym widokiem relaksuje w stopniu niemożliwym do oddania słowami. A jeśli obok przejedzie konna wycieczka lub przypomni nam się poranne nurkowanie z maską i rurką, to szybko uświadomimy sobie, że znaleźliśmy się na wyspie idealnej na udany urlop, który na długo pozostanie w pamięci.

 

Po paru dniach spędzonych na plażowaniu wokół Porto-Vecchio na pewno będziemy chcieli wrócić na Korsykę. Jest tu w końcu jeszcze mnóstwo miejsc do zobaczenia. Wśród nich znajduje się perła południowego wybrzeża, usytuowane na wysokich klifach Bonifacio. Widoki z wycieczkowego rejsu, jak i ze ścieżek ciągnących się na południowy wschód od miasta zapierają dech w piersiach. Ale dużo przyjemności daje też samo przekraczanie miejskich bram, szwendanie się po uliczkach starej twierdzy, poznawanie miejscowej kulturalnej oferty, pokonywanie Schodów Króla Aragonii (L’Escalier du Roi d’Aragon), wreszcie szukanie otwartej restauracji na obiad (po południu w większości z nich podaje się najwyżej drinki, bo pełne menu wraca na stoły dopiero wieczorem, ok. godz. 19.00). Można również próbować znaleźć tu ślady pobytu Napoleona Bonapartego. W Bonifacio, jak i w Ajaccio (gdzie urodził się cesarz), stoi dom, w którym mieszkał francuski wódz. Oczywiście, trudno nie dostrzec wokół nastawienia na turystę, ale ponieważ miasto jest niewielkie (wraz z urokliwym cmentarzem da się je zwiedzić w jedno popołudnie lub wieczór), przyjezdni wciąż jeszcze mogą poczuć się w nim choć trochę jak odkrywcy, a nie jedynie klienci. Atrakcje południa dopełniają rzecz jasna kolejne piaszczyste plaże, ciągnące się aż po słusznie wychwalaną Roccapinę i bliźniaczą piękną Erbaju. Co prawda do tych ostatnich prowadzi kilkukilometrowa gruntowa droga, jednak warto podjąć wysiłek dotarcia do nich (chyba że kierowca czuje się niepewnie na zadrzewionych, wąskich trasach lub prześwit auta jest wyjątkowo mały).

 

Tutaj także kończy się opisywana dotąd część wybrzeża – region głównie wypoczynkowy, łatwy w eksploracji i przygotowany na potrzeby turystów. Na ten jego turystyczny charakter składają się parkingi (położone również przy plażach), które bywają płatne, nieco łatwiejszy dostęp do nadmorskiej infrastruktury i toalet czy więcej miejsc zakwaterowania (w sezonie trzeba się liczyć z wyższymi cenami). Stosunkowo szybko można też przemieszczać się wzdłuż brzegu, gdyż trasę z Bastii do Bonifacio lub Roccapiny da się pokonać samochodem w 4 godz. Natomiast przejechanie niewiele dłuższego odcinka na północno-zachodnim wybrzeżu albo w górzystym wnętrzu wyspy zajmie nam zdecydowanie więcej czasu.

 

PLAŻUJĄCE KROWY

 

20159090

Klimatyczny historyczny plac w Porto-Vecchio

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

Na północ od stolicy Korsyki – Ajaccio – przeważają plaże bardziej kamieniste, po krótkim pasie gruboziarnistego piasku lub żwiru pojawiają się tu gwałtowne uskoki. Brzeg wypiętrza się w trudne do opisania kamienne nacieki, postrzępione hałdy i strzeliste wieże. Za uroczą miejscowością Piana jedna z najpiękniejszych widokowych dróg Europy wije się wąską nitką między takimi formacjami. Wzdłuż jej kilkukilometrowego odcinka rozpoczyna się wiele tras spacerowych. Kierowcy trudno skupić się w tym rejonie na prowadzeniu również z powodu aut stojących na krawędziach skalnych półek lub w pojedynczych wnękach wydrążonych w zboczach. Takie parkowanie nie jest przejawem braku umiejętności (wręcz przeciwnie!), po prostu ukształtowanie terenu wymusza wciskanie się w każdą szczelinę. W tej oszałamiającej kształtami krainie można zatrzymać się na odległym parkingu leżącym zaraz za wspomnianą Pianą, aby wyruszyć na długi trekking. Jeżeli po Calanques de Piana będzie komuś wciąż mało wrażeń, powinien zjechać górską, asfaltową dróżką do samego morza i wybrać się na krótki, kilkunastominutowy spacer do pięknej ukrytej zatoki z plażą Ficajola.

 

Gdy podążamy dalej na północ, siłą rzeczy budzi się w nas zmysł odkrywcy, a to ze względu na brak ludzi nie tylko na drogach, ale i na plażach. O piasek tu już trudno i aby swobodnie wejść do wody, a w szczególności później z niej wyjść, przydaje się obuwie do pływania. Nagrodą za trudy są urocze zakątki. Na północnym zachodzie Korsyki na początku lub pod koniec sezonu nadal można odnieść wrażenie, że ta zielona wyspa czeka właśnie na nas, a nie peleton wczasowiczów. To rzadkie uczucie w popularnych wśród turystów miejscach dzisiejszej Europy. Jeśli więc kogoś nie odstraszają niezliczone zakręty i konieczność poczekania z kąpielą na dzień z mniejszymi falami, powinien zdecydować się na odpoczynek w tym rejonie.

 

W tej części Korsyki mamy też szansę na poznanie jej najbardziej autentycznego oblicza, nieco rustykalnego, prostego, niekiedy odbiegającego od standardów, do jakich jest przyzwyczajony europejski turysta. Spotkanie z rodowitym Korsykaninem, nie podejmującym rozmowy w innym języku niż jedyny mu znany, a w dodatku jakby nieprzyjemnie zaskoczonym, że będzie nas gościć (choć dokonaliśmy internetowej rezerwacji), trzeba uznać za doświadczenie wpisujące się w odkrywanie lokalnej kultury. Jednak dzięki rosnącym przed tarasem kwiatom, odmianom cytrynowych drzew niemal wpychających gałęzie do kuchni, domowym konfiturom z fig i towarzyszącemu nam poczuciu, że oto oddychamy pełną piersią, a nie tylko odbywamy zasłużony urlop, odpoczniemy tu znacznie lepiej niż na oddzielonym serpentynami południu wyspy. Jeżeli komuś nie wystarczy siły lub przekonania, by samodzielnie poznawać ten region, powinien przynajmniej wybrać się na rejs do Rezerwatu Naturalnego Scandola (Réserve Naturelle de Scandola; z Ajaccio lub Porto) – oszałamiająco pięknej, dziewiczej okolicy wybrzeża z zachwycającymi formami skalnymi, grotami i zatokami z plażami.

 

Pętlę wokół Korsyki domyka nadmorska trasa z Calvi na Cap Corse – półwysep wyrastający za Bastią. Samo Calvi, północny odpowiednik Bonifacio, nie jest w stanie przyćmić swoim urokiem malowniczej miejscowości z południa, ale konkuruje z nią nie bez powodu, gdyż dużo łatwiej się do niego dostać i także okalają je plaże (m.in. z pięknym widokiem na miasto i odpowiednią infrastrukturą). W dodatku można tu też dotrzeć pociągiem, który jedzie trasą wiodącą zachwycającymi wąwozami i wijącą się wśród wzgórz opanowanych przez stada kóz i krów. Jeżeli ma się dość czasu i zapału oraz samochód terenowy, warto wyruszyć na północ na trudno dostępną, ale interesującą ze względu na swój pustynny charakter i odizolowanie, plażę Saleccia. To wspaniała wyprawa na cały dzień. Koniecznie należy zaopatrzyć się we własny prowiant, ponieważ po pokonaniu kilkunastu kilometrów pustkowia na końcu oprócz pola kempingowego na turystę czeka już tylko piasek. Inną ciekawą propozycję stanowi objechanie Cap Corse. W trakcie takiej wycieczki odwiedza się uroczą artystyczną Erbalungę i zabytkowe kościoły (np. Kościół św. Julii w miejscowości Nonza). Odważniejsi przy bezwietrznej pogodzie wjeżdżają pozbawioną barierek drogą na szczyt Serra di Pigno i podziwiają niezapomniane widoki podczas spaceru ścieżką rozpoczynającą się kilkaset metrów przed końcem asfaltowej nawierzchni. Jeśli wyprawa po górach nie zakręci komuś w głowie zbyt mocno, zrobią to z pewnością lokalne wina, bo winnic (które zresztą można odwiedzać także w celu degustacji) w okolicy nie brakuje. Również każdy sklep, czy to prywatny, czy sieciowy, oferuje imponujący wybór korsykańskich trunków. I choć nie wszystko na wyspie spełnia standardy kontynentalnej Francji, selekcja win, ich oznaczenie i dbałość o istotne informacje w opisach poświadczają, że przynależność regionu do kraju z bogatymi tradycjami winiarskimi nie stanowi przypadku.

 

Jednak postrzeganie Korsyki jedynie przez pryzmat samego tylko wybrzeża jest błędne. Na prawdziwie aktywny wypoczynek pośród cudownych pejzaży zaprasza górzysty środek lądu. Wybór szlaków pieszych mamy ogromny: od prostych i krótkich, jak popularny, a niewymagający szczególnej kondycji odcinek z malowniczej miejscowości Ota do równie urokliwej Évisy prowadzący przez spektakularny wąwóz (Gorges de Spelunca), po trudne trasy z panoramicznymi widokami, położone powyżej 1500 m n.p.m. Górskie jeziora, a zwłaszcza wpadające do nich rzeki w wielu miejscach zachęcają do orzeźwiającej kąpieli w krystalicznie czystej wodzie i to mimo licznych spadków, wyżłobień i rynien. Wyspecjalizowane firmy umożliwiają korzystanie z tych naturalnych basenów i zjeżdżalni z wynajętym przewodnikiem i w ochronnych kombinezonach.

 

Należy zdawać sobie sprawę, że jeśli Korsykanin, przywykły do panujących na wyspie warunków, nazywa ścieżkę łatwą, może nas czekać porządna wspinaczka, a szlaki według niego trudne to już zwykle wyzwania dla osób z doświadczeniem. Jednak nawet niespieszna przedpołudniowa wycieczka do polodowcowego jeziora Melo (1710 m n.p.m.) na końcu wąwozu Restonica albo wyprawa łagodnym podejściem na przełęcz Bavella (Col de Bavella – 1218 m n.p.m.) są zdecydowanie warte rozważenia i pozwalają poczuć dzikość korsykańskiego interioru. Z górskich dróg, takich jak choćby Scala di Santa Regina czy kilkunastokilometrowa trasa wąwozem Asco (zakończona węzłem pięknych pieszych szlaków), rozpościerają się wspaniałe widoki, ale trzeba przyznać, że wymagają one od kierowcy pewnego doświadczenia. Jeżeli już przetrwa on irytującą swawolę gnających na złamanie karku miejscowych, może zawahać się, gdy zobaczy stado krów czekających za zakrętem, kozy wskakujące przed samochód albo kilkanaście… świń. Szczególnie te ostatnie budzą wśród przyjezdnych tyle samo ciekawości, ile niechęci z powodu trudnego do opisania zapachu. Tutejsze krowy i świnie lubią przebywać na ciepłym asfalcie i na plażach, przy czym z turystami łączy je to, że preferują miejsca wolne od tłoku. W każdym razie na górskich drogach w środku wyspy czy też którejkolwiek z mniej uczęszczanych tras należy być przygotowanym na spotkanie ze zwierzętami hodowlanymi i nie wolno zakładać, że na widok auta rozpierzchną się w popłochu. To my będziemy musieli się do nich dostosować, wszak są u siebie i swoim zachowaniem zdają się ten fakt demonstrować.

 

20159096

Wyprawa rowerowa szlakiem wiodącym przez tereny rezerwatu Punta di Spanu

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

 

GOTOWI DO DROGI

 

Na takie okrążenie Korsyki zgodnie z ruchem wskazówek zegara, urozmaicone wizytami we wnętrzu lądu albo pobytem w jednym z opisanych regionów, trzeba przeznaczyć tygodniowy (wówczas będzie to bardzo intensywny wyjazd) lub lepiej dwutygodniowy urlop. Przed podróżą należy uwzględnić jeszcze kilka istotnych faktów. Najlepszym czasem na wypoczynek na wyspie połączony z plażowaniem i kąpielami w krystalicznej wodzie jest zdecydowanie lato, ale ponieważ w tym okresie bywa nieznośnie gorąco (i tłoczno), warto zdecydować się na przyjazd w czerwcu bądź wrześniu. Temperatura powietrza za dnia nierzadko wynosi wtedy powyżej 25°C, koszty pobytu będą niższe i można cieszyć się większą prywatnością.

 

Ceny podstawowych artykułów są wyższe niż w Polsce, lecz nie osiągają poziomu tych ze Skandynawii czy najsłynniejszych europejskich kurortów. Osoby oszczędniejsze nie muszą zamartwiać się o stan budżetu wyjazdowego, jeśli postawią na zakupy w marketach. Wizyta dla dwojga w wysoko ocenianej restauracji to przy posiłku składającym się z dań głównych i miejscowego wina wydatek 40–50 euro. Za pełną wykwintną kolację zapłacimy już 100 euro, nawet jeżeli zamówimy specjały szefa kuchni i wyśmienite desery. Korsykanie są zazwyczaj gościnni, ale poza droższymi lokalami często można odnieść wrażenie, że jest się… intruzem, którego należy zlekceważyć lub zignorować. Błędem byłoby jednak dać się zirytować zbyt szybko! Pod maską surowości i nieprzystępności kryje się często prawdziwa serdeczność. Inna sprawa, że wyspiarze bywają rozdarci między uzależnieniem od dobrodziejstw turystyki a pragnieniem spokoju i wolności od trosk reszty świata. Nic więc dziwnego, że wspomniany brak sympatii w pierwszych kontaktach, o ile nie sfrustruje przybysza, zmienia się po pewnym czasie w życzliwość.

 

Po Korsyce najwygodniej poruszać się wypożyczonym samochodem. Ceny wynajmu auta są nieco wyższe niż na kontynencie, a niedoświadczeni kierowcy będą skupiać się na mozolnym pokonywaniu zakrętów, ale korzystanie z własnego środka transportu pozwala na pełną niezależność. Dzięki tego rodzaju wolności można naprawdę poznać wyspę. Zresztą zdecydowaniu się na takie rozwiązanie sprzyja fakt, że brak tu typowych hotelowych kurortów, w których wykupuje się pobyty w formie all inclusive. Czy chcemy, aby okolica była płaska czy górzysta, wolimy zatokę otoczoną skałami czy lasem palmowym, widok na otwarte morze i cumujące łódki czy sąsiedztwo portu i restauracji, towarzystwo zagranicznych turystów czy raczej miejscowych – wybór zakwaterowania na Korsyce przypomina bardziej szukanie wakacyjnego domu niż obiektu o odpowiedniej liczbie gwiazdek. Ta wyspa stawia na indywidualizm i aktywność.

 

To oczywiste, że dopiero na miejscu ma się szansę sprawdzić, które z rozmaitych wyspiarskich atrakcji będą idealne dla nas. Jednak choć nie sposób oddać w krótkim artykule całego uroku Korsyki – opisać przyjemności, jaką sprawia muśnięcie delikatnej morskiej bryzy, i pieszczot turkusowej wody, można być pewnym, że podczas pobytu tutaj przeżyje się wiele zaskakujących doświadczeń. Widok górskiej kozy stojącej w ekwilibrystycznej pozie na ledwo przylegającym do ściany urwiska kamieniu, smak dzikich jeżyn na kolejnym 180-stopniowym zakręcie, imponujący wodospad droczący się z podmuchami wiatru – wszystko to działa na wyobraźnię i zdaje się udowadniać, że wciąż istnieją nieznane doznania, na których poszukiwanie umysł wyrusza dopiero w takich miejscach. Słynny korsykański śpiew (w sezonie koncerty odbywają się w wielu miejscowościach) z podziałem na kilka głosów doskonale obrazuje charakter tego zjawiska. Jak twierdzą sami Korsykanie, dopiero gdy podstawowe głosy zespolą się, zabrzmią wspólnie, pojawia się nowy, dodatkowy głos. Umysł mamiony harmonią tego, co już go otacza, odkrywa jeszcze więcej. To dopiero sztuka! Dla takich cudownych przeżyć, kontemplowania niezwykłości i odkrywania świata warto wybrać się na fascynującą Korsykę.

 

20118221

Restauracja przed XVI-wiecznym zamkiem w Algajoli

© ATOUT FRANCE/ROBERT PALOMBA

Egzotyczna przygoda pod żaglami

WOJCIECH KUDER

 

<< Jeszcze do niedawna jachting kojarzono z rozrywką zarezerwowaną wyłącznie dla milionerów. Czasy się jednak zmieniają, a ponieważ ten typ turystyki stał się dużo bardziej dostępny, liczba jego miłośników rośnie z roku na rok. Również w Polsce przybywa firm oferujących morskie podróże do najbardziej odległych i tajemniczych zakątków kuli ziemskiej. Nic w tym dziwnego, gdyż rejs komfortowym jachtem lub wygodnym katamaranem to doskonały sposób na odkrywanie świata: poznawanie innych krajów, ich mieszkańców oraz lokalnej kultury. Nie zapominajmy też, że do niektórych niezmiernie urokliwych, dziewiczych miejsc na naszej planecie dotrzemy tylko od strony morza. >>

Więcej…

Słodkie życie w Kalabrii

MARZENA PAWŁOWICZ

 

Jeśli zdecydujemy się na podróż na słoneczny południowy kraniec Włoch, będziemy czuć się na miejscu jak prawdziwi odkrywcy. W Kalabrii można delektować się pełnym relaksem nad ciepłym Morzem Tyrreńskim, odpoczynkiem na pięknych plażach, uprawianiem sportów wodnych, bogatą przyrodą, wspaniałymi zabytkami, przepyszną kuchnią i słynnym, przyjemnym dolce vita, czyli „słodkim życiem”.

Więcej…