DSC 7945 wiatrak w Antigua

Antigua – jeden z odrestaurowanych wiatraków na Fuerteventurze

© LESZEK MIKA/WWW.WYSPY-SZCZESLIWE.PL

 

Joanna Cybulska-Mika

www.wyspy-szczesliwe.pl 

 

W dzisiejszym zabieganym świecie każdy czasem musi odpocząć od nadmiaru bodźców. Na Fuerteventurze znajdziemy niesamowite plaże, idealne miejsca do uprawiania sportów wodnych, bazującą na świeżych i naturalnych produktach smaczną kuchnię i najwyższej klasy hotele. Wypożyczonym samochodem, quadem lub motocyklem udamy się na wyprawę wśród zachwycających rozległych przestrzeni i niewielkich, białych miasteczek. Może nawet obudzimy w sobie ducha odkrywcy.

 

Niemal każdy turysta wraca z wycieczki po Fuerteventurze z pamiątkowym zdjęciem dwóch tajemniczych prawie nagich posągów sprawiających wrażenie, jakby pilnowały okolicy. Te odlane z brązu, sięgające 4 m umięśnione sylwetki umieszczone na widokowej platformie przy drodze FV-30 na terenie Parku Krajobrazowego Betancuria (Parque Rural de Betancuria) przedstawiają królów wyspy Ayoze (Ayose) i Guize (Guise). Władali oni jej obszarem podzielonym kamiennym murem na dwie części: południową, Jandía, i północną, Maxorata, do czasu, gdy w 1404 r. francuscy żeglarze i odkrywcy Jean de Béthencourt (1362–1425) i Gadifer de la Salle (1340–1415) na zlecenie Kastylii podbili ten ląd. Miasto założone przez pierwszego z nich otrzymało nazwę od jego nazwiska. Betancuria stała się pierwszą stolicą Fuerteventury i Wysp Kanaryjskich. W tym miejscu powstała też w 1410 r. pierwsza katedra na archipelagu, siedziba biskupstwa (Obispado de Fuerteventura) istniejącego w latach 1424–1431 – Kościół Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia (Iglesia Matriz de Nuestra Señora de la Concepción). To miasto, otoczone wulkanicznymi wzgórzami w kolorze ochry, jest jednym z najpiękniejszych na wyspie. Dziś pełni funkcję stolicy gminy zamieszkałej przez zaledwie ok. 800 osób. Lśniąca w intensywnym słońcu biel domów odbudowanego po atakach piratów i objętego ochroną w 1979 r. centrum historycznego kontrastuje z zielenią owocowych sadów, poletek uprawnych i bujnego palmowego gaju.

 

Szczególną rolę w historii Fuerteventury odegrało również założone w 1500 r. miasteczko La Oliva będące od XVIII do początku XIX w. siedzibą władz wojskowych. Coroneles, czyli pułkownicy, zamieszkiwali wraz z rodzinami wzniesioną w drugiej połowie XVII stulecia na zlecenie rodu Cabrera Béthencourt reprezentacyjną rezydencję nazywaną Casa de los Coroneles. Ten najbardziej emblematyczny budynek wyspy, o którym potocznie mówi się, że ma tyle okien i drzwi, ile jest dni w roku, znajduje się w programie tzw. Szlaku Pułkowników (Ruta de los Coroneles). To odbywająca się co piątek wycieczka w formie przedstawienia teatralnego odgrywanego w czterech językach (hiszpańskim, angielskim, francuskim i niemieckim). Jego aktorzy oprowadzają turystów po pięciu historycznych obiektach miejscowości, wcielając się w postacie pani Sebastiany (doña Sebastiana) i pana Augustyna (don Agustín), ówczesnych mieszkańców. Zwiedzanie wieńczy wizyta na Targu Tradycji (Mercado de las Tradiciones), gdzie można kupić na pamiątkę drobiazg z ceramiki, którą na Fuerteventurze nadal wytwarza się bez użycia koła garncarskiego, lub ręcznie haftowany obrus. 

 

SZLAKIEM WIATRAKÓW

 

Gdy patrzy się na tutejsze pustynne krajobrazy trudno jest uwierzyć, że ta najstarsza geologicznie i najbardziej sucha z Wysp Kanaryjskich pełniła niegdyś funkcję spichlerza archipelagu. Świadectwo rolniczej przeszłości stanowi ok. tysiąc wiatraków, rozsianych na obszarze całego lądu, głównie między miejscowościami La Oliva i Tuineje. Zbudowane w XVIII i XIX w. konstrukcje poruszane siłą niemal wszędzie wiejącego na Fuerteventurze wiatru służyły pozyskiwaniu drogocennej wody i mieleniu ziarna. 

 

W znajdującym się w wiosce Tiscamanita młynie i sąsiadujących z nim zabudowaniach o tradycyjnej architekturze urządzono ośrodek informacyjny poświęcony wiatrakom (Centro de Interpretación de los Molinos). Przedstawia historię i produkcję gofio, czyli mąki z prażonych ziaren stanowiącej najistotniejszy na przestrzeni wieków składnik diety Majoreros (tak nazywa się mieszkańców tej wyspy). Można tu spróbować tego specjału, poznać budowę młyna wiatrowego i zobaczyć, jak pracuje.

 

Jedną z piękniejszych pamiątek przeszłości jest wiatrak włączony do kompleksu muzeum sera z Fuerteventury (Museo del Queso Majorero) w miejscowości Antigua. Urządzono wokół niego zieloną oazę z roślinnością typową dla archipelagu – spotkamy w tym miejscu m.in. żmijowce białe (tajinastes blancos), draceny, palmy, krzewy o nazwie tabaibas, sukulenty z rodziny astrowatych zwane verodes, cardones de Jandía z wilczomleczowatych czy kaktusy. Budynki mieszczą interaktywne ekspozycje poświęcone pasterstwu i wytwarzaniu serów. Działa tutaj też sklep z rękodziełem, za którego ośrodek uchodzi Antigua. Organizowane są w niej duże targi rzemiosła artystycznego (Feria Insular de Artesanía) z udziałem ok. 200 wystawców ze wszystkich siedmiu Wysp Kanaryjskich. Tegoroczna, XXX edycja imprezy odbyła się w dniach od 11 do 14 maja. 

 

Kolejną miejscowością wartą zainteresowania na szlaku młynów jest Tefía, gdzie w muzeum etnograficznym (Ecomuseo de La Alcogida) funkcjonującym w zabudowaniach opuszczonej wioski odwiedzający mogą zobaczyć, jak jeszcze kilka dziesięcioleci temu wyglądało życie jej mieszkańców pielęgnujących przekazywane od pokoleń zwyczaje i tradycje. W czasie przeniesiemy się także, jeśli zdecydujemy się zatrzymać w którymś z domków agroturystycznych (casas rurales) lub pensjonatów urządzonych na terenie odrestaurowanych posiadłości. Ich właściciele opowiadają swoim gościom o ciekawostkach w okolicy, do śniadania podają owoce z własnego ogrodu, a dla dzieci wyczarowują jakąś zabawkę. Wyspę pokrywa dobra sieć dróg, koszt wynajmu samochodu jest przystępny, a odległości od wybrzeża są stosunkowo niewielkie, można więc bez problemu korzystać z przyjemności kąpieli w Atlantyku codziennie w innej z bajecznych zatoczek. 

 

PLAŻA WYSP KANARYJSKICH

 

5104

Morro Jable – urokliwa i zadbana plaża w pobliżu centrum kurortu

© TURISMO DE CANARIAS/PROMEDIA EXCLUSIVAS PUBLICITARIAS SL

 

Turyści cenią Fuerteventurę jako miejsce na spędzenie wakacji przede wszystkim ze względu na panujący tu klimat, charakteryzujący się ponad 3 tys. godzin słońca w roku, sprzyjające błogiemu relaksowi warunki, jakie stwarzają spokojne miejscowości letniskowe bez głośnych dyskotek, i spektakularne wybrzeże z ponad 150 km plaż. Najbardziej niezwykła z nich, rozciągająca się na 9 km na południowo-wschodnim brzegu wyspy Playa Sotavento oczarowuje powstającymi na niej pod wpływem przypływów lagunami oraz intensywnie turkusową i lazurową barwą oceanu. Plażowiczów zachwycą też położone w okolicach El Cotillo zatoczki La Concha i Los Lagos, w których śnieżnobiały piasek kontrastuje z naturalnymi falochronami z wulkanicznych kamieni. Przepiękne jest również wybrzeże w pobliżu Morro Jable. Tutejsza plaża została wyróżniona prestiżową Błękitną Flagą przyznawaną za wyjątkową czystość wody i piasku oraz wysoką jakość infrastruktury (dyżury ratownika, udostępnienie przebieralni, toalet, pryszniców, przystosowanie obszaru do potrzeb osób z trudnościami w poruszaniu się i rodzin z dziećmi).

 

Turyści z najmłodszymi pociechami mogą wybrać się także do Corralejo. Osłonięte od fal miejskie plaże o płytkiej przy brzegu wodzie leżą tu niedaleko historycznej części kurortu z klimatycznymi barami, kawiarniami i restauracjami. Ze względu na niewielką odległość od lotniska (ok. 7 km) warto też rozważyć zatrzymanie się w miejscowości Caleta de Fuste położonej nad spokojną zatoczką.

 

Ponad 70 proc. hoteli na Fuerteventurze to obiekty 4- i 5-gwiazdkowe. Do najbardziej luksusowych należy Gran Hotel Atlantis Bahía Real (5 gwiazdek), wyróżniany w kategorii najlepszy hotel plażowy Europy. Leżący bezpośrednio przy jednej z malowniczych plaż Corralejo ze spektakularnymi widokami na pobliską wysepkę Lobos i Lanzarote, rozpieszcza gości w restauracjach gourmet. Na szczególną uwagę zasługuje „La Cúpula”, której szef Carles Gaig otrzymał gwiazdkę Michelin.

 

Spośród obiektów 4-gwiazdkowych (z plusem) wyróżnia się komfortowy Hotel Meliã Gorriones, położony tuż przy plaży Barca będącej częścią przepięknego wybrzeża Sotavento i otoczony pełnymi tropikalnej roślinności ogrodami i palmową oazą. Stanowi doskonałą bazę m.in. dla osób lubiących długie spacery wzdłuż brzegu oceanu oraz amatorów wind- i kitesurfingu.

 

NA TROPIE TAJEMNIC

 

DSC 8065 Faro de La Entallada

Faro de La Entallada stoi w odległości ok. 100 km od brzegów Afryki

© LESZEK MIKA/WWW.WYSPY-SZCZESLIWE.PL

 

Gdy opuścimy nasz kompleks hotelowy i udamy się na wycieczkę poza kurort, odkryjemy rozległe, niczym nie zmącone krajobrazy Fuerteventury. Na wielu osobach robią one wrażenie tajemniczości, a są ku temu rozliczne powody. Wystarczy wypożyczyć samochód, najlepiej terenowy, i wyruszyć w drogę, aby poczuć się odkrywcą. Będziemy przemierzać wyspę, która dzięki swoim niezwykłym pejzażom i bogactwu przyrodniczemu w maju 2009 r. w całości została objęta ochroną jako Rezerwat Biosfery UNESCO.

 

Możemy udać się na urokliwy półwysep Jandía, prawie niezamieszkany, gdzie występują rzadkie, a nawet endemiczne gatunki ptaków i roślin (choćby dwa symbole naturalne Fuerteventury – avutarda, czyli hubara z rodziny dropi, i cardones de Jandía z wilczomleczowatych). Jest on otoczony pięknymi dzikimi plażami z białym piaskiem i turkusową wodą. Na jego północnym wybrzeżu rozciąga się malownicza Playa de Cofete, miejsce o niezwykłej atmosferze. W jej sąsiedztwie znajduje się niewielki stary cmentarz z prostymi krzyżami ogrodzony niepozornym murkiem. Jego położenie wydaje się zastanawiające, ponieważ w okolicy nie brakuje terenów z bardziej trwałym gruntem, lepiej nadającym się do pochówków.

 

W pobliżu plaży, u stóp góry Pico de la Zarza (Pico de Jandía, 807 m n.p.m., najwyższy szczyt na wyspie), dostrzeżemy budynek niepodobny do innych na Fuerteventurze. Ma on charakterystyczną wieżę i półokrągłe łuki. To Villa Winter (Casa Winter), należąca kiedyś do niemieckiego inżyniera Gustava Wintera (1893–1971). O jej przeznaczeniu krążą liczne legendy, ale brakuje dokumentów, które pozwoliłyby je zweryfikować. Budowla zaczęła powstawać prawdopodobnie na samym początku lat 40. XX stulecia, gdy cały półwysep Jandía był już odgrodzony przez Niemców od reszty wyspy na mocy umowy o wynajmie lub darowizny. Dotychczasowi mieszkańcy zostali przesiedleni w inne miejsca i mogli powracać tu tylko na dzień do pracy na budowie i jedynie pod warunkiem zachowania pełnej tajemnicy o tym, co robią. Najczęściej powtarzane opowieści wspominają o przeznaczeniu militarnym tego obszaru, wizytach nazistów, także w łodziach podwodnych. Najbardziej śmiałe hipotezy mówią o tunelach, które miałyby łączyć plażę w Cofete z podziemiami Villi Winter. Trudno stwierdzić, ile jest w nich prawdy. Faktycznie istnieje w tym miejscu za to niewielkie lotnisko z czasów II wojny światowej, które dość łatwo możemy sami odnaleźć na najdalszym zachodnim skraju Fuerteventury.

 

Gustav Winter po wojnie pozostał na wyspie i przysłużył się rozwojowi rolnictwa, za co zyskał szacunek miejscowych. W latach 50. XX w. rozebrał ogrodzenie na półwyspie Jandía i zajął się promowaniem turystyki na tym terenie.

 

Na północy, w głębi lądu znajduje się góra Tindaya (Montaña de Tindaya, 401 m n.p.m.), zwana również Świętą Górą Tindaya. Było to miejsce kultu pierwotnych mieszkańców Fuerteventury, którzy pozostawili tutaj po sobie liczne inskrypcje.

 

W środkowej części wyspy, na zachodnim wybrzeżu, odnajdziemy nadmorskie jaskinie w Ajuy. Groty są atrakcyjne z powodu swojej niewątpliwej urody, ale szczególnie zainteresują się nimi pasjonaci geologii, którzy obejrzą w ich wnętrzu najstarsze skały na archipelagu. 

 

Natomiast na północy Park Natury Corralejo (Parque Natural de Corralejo o powierzchni niemal 27 km²) przyciąga tłumy plażowiczów, także tych lubiących opalać się w strojach Adama i Ewy. Obszar wydmowy jest ogromny i każdy z pewnością znajdzie tu miejsce tylko dla siebie. Naturyści chętnie korzystają z osłoniętych wulkanicznymi kamieniami grajdołków. Można też wzorem Brada Pitta, który w maju 2016 r. kręcił w tym rejonie film Sprzymierzeni (Allied), wypożyczyć motocykl i wyruszyć na szosy zasypywane piaskiem, żeby napawać się widokami z wysokości siodełka. Osoby z dobrą kondycją mogą wystartować w organizowanym w listopadzie półmaratonie (Alltours Media Maratón Internacional Dunas de Fuerteventura, w 2017 r. odbędzie się on 4 listopada).

 

Ciekawy pomysł stanowi wyprawa szlakiem latarni morskich Fuerteventury. Jeden z tego rodzaju obiektów stoi na półwyspie Jandía – działa w nim centrum informacyjne Parku Natury Jandía (Parque Natural de Jandía). Kolejny, Faro de La Entallada (Faro de Punta La Entallada), znajduje się na południowym wschodzie, w miejscu położonym najbliżej kontynentu afrykańskiego. Na północy w El Cotillo czeka na nas Faro de El Tostón (pochodzi z 1897 r.) z dwiema wieżami – wewnątrz budowli funkcjonuje Muzeum Tradycyjnego Rybołówstwa (Museo de la Pesca Tradicional). Na koniec warto dotrzeć promem na wysepkę Lobos (4,58 km² powierzchni), gdzie postawiono jeszcze jedną latarnię (Faro de Punta Martiño). Odkryjemy tu poza tym intensywnie zielony zagajnik złożony z sięgających wysokości 2 m krzewów tabaibas, wejdziemy na wulkan La Caldera (127 m n.p.m.) i wykąpiemy się w naturalnych basenach z krystalicznie czystą wodą.

 

W stolicy Fuerteventury – Puerto del Rosario – można wybrać się na spacer szlakiem rzeźb w plenerze i zwiedzić muzeum urządzone w domu, w którym przez kilka miesięcy w 1924 r. mieszkał Miguel de Unamuno (1864–1936). Ten hiszpański pisarz i filozof zesłany w te strony w okresie dyktatury generała Miguela Primo de Rivery (1870–1930) pokochał wyspę i jej mieszkańców.

 

ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM

 

Od czasu do czasu warto zrobić sobie przerwę, aby wzmocnić się daniami wybornej wyspiarskiej kuchni. Kanaryjski posiłek często rozpoczyna się od serów, a te na Fuerteventurze wytwarzane są przeważnie z mleka koziego lub mieszanego. Co roku kilka z nich zdobywa złote i srebrne medale na międzynarodowym konkursie World Cheese Awards. Do listy najlepszych serów świata produkowanych na wyspie dołączył w 2016 r. m.in. ten marki Selectum – curado pimentón (twardy, obtoczony w papryce), który otrzymał medal o randze super gold. 

 

Produkcją tych specjałów zajmują się często rodzinne wytwórnie pozyskujące mleko z własnych hodowli. Chętnie zapraszają one w swoje progi turystów zainteresowanych poznaniem procesu produkcji, degustacją i zakupami. Ciekawą propozycją dla smakoszy może być udział w wycieczce quadami lub samochodami buggy obejmującej odwiedzenie pięciu kameralnych zakładów (tzw. Ruta del Queso, czyli Szlak Sera).

 

W trakcie podróżowania po interiorze wyspy warto spróbować koźliny, której przyrządzanie miejscowi kucharze opanowali do perfekcji. W menu znajdziemy takie dania jak carne de cabra guisada (kozie mięso duszone w sosie z dodatkiem ziół) czy cabrito frito lub asado (młoda koźlina smażona lub pieczona na grillu). 

 

W miejscowościach nadmorskich ryby i owoce morza trafiają do restauracji często prosto z rybackiego kutra. Siedząc przy stoliku z widokiem na ocean, zamówmy caldo de pescado majorero, potrawę z gotowanych na wolnym ogniu ryb i warzyw, do której tradycyjnym dodatkiem jest gofio rozrobione z rybnym bulionem. Oprócz smażonych, pieczonych czy grillowanych świeżych owoców morza lub ryb jada się również dania przygotowywane z jareas, czyli ryb suszonych na słońcu. 

 

Na deser spróbujmy musu lub lodów z gofio. Wegetarianom i weganom przypadną do gustu warzywa i owoce z rodzinnych gospodarstw. Szczególnie smaczne są pomidory podawane z awokado, posypane oregano i polane wytłaczaną na Fuerteventurze świetną oliwą. Nie wolno pominąć także kanaryjskich pomarszczonych ziemniaków – papas arrugadas – gotowanych ze skórką w wodzie z dużą ilością oceanicznej soli i podawanych z sosami mojo. Warto przywieźć też do domu zapas pozyskiwanej ekologicznie soli z salin w gminie Antigua (Salinas del Carmen), gdzie urządzono muzeum tego minerału (Museo de la Sal). 

 

Mekką osób o zamiłowaniach kulinarnych jest sobotni targ rolniczy w Puerto del Rosario – Mercado Agrícola de la Biosfera, na którym można kupić warzywa i owoce bezpośrednio od rolników, sery, ekologiczne pieczywo, słodycze czy świeże ryby. 

 

Na podstawie badań i przez reprodukcję odnajdowanych starych szczepów próbuje się odtworzyć kulturę winiarską, istniejącą na wyspie w przeszłości. W marcu 2017 r. Conatvs jako pierwsza winnica na Fuerteventurze spełniła normy znakowania win certyfikatem pochodzenia DOP Islas Canarias. Conatus po łacinie oznacza „wysiłek”, a naprawdę dużo wytężonej pracy wymaga uprawa winorośli na glebach tego surowego lądu. 

 

NA SKRZYDŁACH WIATRU

 

areneegli overview free

Plaża Sotavento z Hotelem Meliã Gorriones i centrum René Egli by Meliã

© RENÉ EGLI BY MELIÃ

 

Nie musimy się obawiać, że po cieszeniu się rozkoszami stołu nie uda nam się zrzucić zbędnych kilogramów – wyspa jest idealna do uprawiania wielu aktywności. Niewątpliwie najważniejszy punkt na sportowej mapie Fuerteventury stanowi istniejące od 1984 r. centrum kite- i windsurfingu René Egli by Meliã, położone przy bajecznej plaży Sotavento. Ośrodek zajmuje jej część o długości ok. 4 km i szerokości ponad 200 m. To wprost wymarzone miejsce dla miłośników tych sportów wodnych na każdym poziomie zaawansowania, gdyż dzięki pływom morskim tworzy się tu płytka, co najwyżej metrowej głębokości laguna pozwalająca bezstresowo mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami w operowaniu żaglem czy latawcem. Warto podkreślić również fakt, że w tym niezmiernie malowniczym zakątku wyspy wieje praktycznie przez okrągły rok oraz panują wysokie temperatury powietrza i wody. Gwarantuje nam to zjawisko tunelu wietrznego. 

 

Centrum wind- i kitesurfingu René Egli by Meliã uważa się obecnie za największą na świecie tego typu szkołę. Kursy prowadzone są przez wykwalifikowanych instruktorów, także po polsku. Ośrodek zapewnia najnowocześniejszy, markowy sprzęt, wymieniany w całości co 6–12 miesięcy, udostępnia kursantom przechowalnie własnego wyposażenia, zaplecze z przebieralniami, szafkami i prysznicami, przy plaży działa bar, a nad bezpieczeństwem szkolących się czuwa ekipa ratunkowa. Znajduje się w tym miejscu wszystko, czego potrzebuje nawet najbardziej wymagający wind- lub kitesurfer – nie zapomniano o umieszczeniu w ofercie również możliwości skorzystania z masażu, fizjoterapii czy indywidualnego treningu siłowego, a nawet usługi profesjonalnej sesji fotograficznej.

 

O poziomie tego rozbudowanego centrum sportów wodnych świadczy fakt, że już 31 razy z rzędu organizowane były tu zawody Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup. Kolejna, 32. ich edycja planowana jest w dniach od 21 lipca do 5 sierpnia 2017 r. 

 

W pobliżu plaż północnego wybrzeża wyspy, gdzie występują bardzo dobre warunki do uprawiania surfingu, funkcjonuje dużo ośrodków dla amatorów tej dyscypliny. Ciekawą ofertę ma np. Spanish & Surf School Fuerteventura w Corralejo – ujarzmianie fal można połączyć z nauką języka hiszpańskiego i zajęciami z jogi.

 

Natomiast Stars by Night z Lajares organizuje prowadzone przez astronomów wycieczki na obserwowanie gwiazd z wykorzystaniem profesjonalnego sprzętu. Umożliwiają to doskonałe warunki gwarantowane certyfikatem Rezerwatu Starlight UNESCO zobowiązującym do utrzymania obszarów wolnych od zanieczyszczeń świetlnych i atmosferycznych. W ofercie znajdują się także warsztaty fotografii nocnej czy wieczór Astronomia i Gastronomia.

 

Dla osób grających w golfa przygotowano trzy 18-dołkowe pola z widokiem na Atlantyk. Kilka klubów hippicznych oferuje kursy, a nawet możliwość wypożyczenia konia na romantyczną przejażdżkę po plaży. Cykliści będą usatysfakcjonowani małym ruchem drogowym na wyspie, na której nie ma większych miast, i wytyczonymi ok. 255 km tras rowerowych.

 

Po wysiłku fizycznym warto wybrać się do któregoś z luksusowych ośrodków spa i talasoterapii. Wykonywane są w nich m.in. zabiegi z zastosowaniem alg, kamieni wulkanicznych czy uprawianego na Fuerteventurze aloesu, wysoce cenionego ze względu na swoje właściwości.

 

ŚWIĘTOWANIE Z WYSPIARZAMI

 

Jeśli po odpoczynku będziemy mieć ochotę na zabawę, udajmy się, wzorem Majoreros, na któryś z lokalnych festiwali. Miejscowi są dumni ze swojej kultury. Na tradycyjne procesje (romerías) przybywają ubrani w barwne stroje ludowe w towarzystwie muzykantów i tancerzy. Chętnie pozują do zdjęć, częstują winem i kawałkiem placka zwanego pella de gofio. Jednym z ciekawszych świąt jest odbywająca się w trzeci piątek września Romería Virgen de la Peña (Romería de La Peña) w gminie Betancuria. Warto wybrać się też na widowiskowe procesje po oceanie, np. podczas Fiestas del Carmen w Corralejo w lipcu lub Fiestas del Buen Viaje w El Cotillo w sierpniu.

 

Na wyspie przez kilka tygodni świętuje się hucznie karnawał. Największe imprezy odbywają się m.in. w Puerto del Rosario w lutym i Corralejo w marcu. Turystom z dziećmi spodobają się w stolicy Fuerteventury regaty zabawnych obiektów pływających (Regata de Achipencos) i wyścigi dziwnych pojazdów (Carrera de Arretrankos) prowadzonych przez ich konstruktorów, występujących – oczywiście – w karnawałowych przebraniach. 

 

ATRAKCJE DLA NAJMŁODSZYCH

 

Z każdej miejscowości wypoczynkowej odjeżdżają codziennie autobusy do położonego w miasteczku La Lajita pełnego atrakcji parku zoologicznego Oasis Park Fuerteventura. Ośrodek może poszczycić się ponad 3 tys. zwierząt, reprezentującymi 250 różnych gatunków, ogrodem botanicznym z największą w Europie kolekcją kaktusów oraz pokaźną hodowlą wielbłądów (również zajmującą pierwsze miejsce na naszym kontynencie). Weźmiemy tutaj udział w zabawach z lemurami, pływaniu z lwami morskimi, karmieniu zwierząt i przejedziemy się na wielbłądzim grzbiecie. Zatrudnione dawniej przy pracach na polu wielbłądy odgrywają współcześnie również rolę wierzchowców dla Trzech Króli (Reyes Magos), którzy co roku 5 stycznia wieczorem przybywają w karawanach z prezentami dla dzieci.

 

Ciekawą propozycją dla całej rodziny będzie także rejs statkiem stylizowanym na piracki. Podczas niego można nawet zobaczyć delfiny w ich środowisku naturalnym. Okazją do obserwowania życia stworzeń morskich jest też wycieczka łodzią ze szklanym dnem organizowana przez ośrodek Oceanarium Explorer w miasteczku Caleta de Fuste.

 

Nie wolno przegapić również odbywających się w listopadzie dwóch niezmiernie kolorowych imprez: Międzynarodowego Festiwalu Latawców (Festival Internacional de Cometas), który gości na plażach Corralejo i El Cotillo, oraz Festiwalu Klaunów (Festival de Payasos de Fuerteventura „Tran Tran”) w miejscowości Gran Tarajal.

 

Fuerteventura to prawdziwy ocean możliwości, o czym, drodzy Czytelnicy, sami się przekonacie, jeśli wybierzecie się w podróż na tę gościnną i malowniczą kanaryjską wyspę.

Artykuły wybrane losowo

Jamajski kalejdoskop

IZABELA RUTKOWSKA

www.podroznosci.com

 

<< „Jamaica no problem!” – to zdanie usłyszymy prawdopodobnie jako pierwsze po wyjściu z lotniska na wyspie. Ten zamieszkany przez roztańczonych, uśmiechniętych i radosnych ludzi kraj zachwyca turystów na każdym kroku. Dlatego warto go uwzględnić przy robieniu planów urlopowych. >>

Zróżnicowana krajobrazowo i kulturowo Jamajka leży na Morzu Karaibskim (w archipelagu Wielkich Antyli). Jej terytorium o powierzchni 10 991 tys. km2 zamieszkuje ok. 2,9 mln ludzi. Szacuje się, że mniej więcej 2 mln Jamajczyków żyje poza granicami kraju, głównie w Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie. Najwyższy szczyt wyspy to Blue Mountain Peak w paśmie Gór Błękitnych (wznosi się na 2256 m n.p.m.).

 

Zbudowane przy rajskiej plaży drewniane molo

© Michał Supieta

 

Na Jamajce spotkamy sprowadzone przez kolonistów wszechobecne mangusty oraz gekony, a na wzgórzach Hellshire (Hellshire Hills) – endemiczne legwany Cyclura collie (Jamaican iguana). Największym z tutejszych gadów jest krokodyl amerykański, który żyje jedynie w regionie rzeki Czarnej (Black River) i kilku innych miejscach. Poza tym to prawdziwy ptasi raj. Występuje tu ok. 325 gatunków ptaków, z czego 28 endemicznych. Jednym z symboli wyspy jest koliber czarnogłowy. Przy odrobinie szczęścia można go nawet spotkać. Niesamowite i łagodne manaty pojawiające się w okolicy południowego wybrzeża stały się powodem snucia przez marynarzy legend o syrenach. Średnia roczna temperatura powietrza na nizinach oscyluje między 25 a 30°C, a w wyższych partiach górskich wynosi od 15 do 22°C. Dzięki łagodnemu klimatowi Jamajka to turystyczny raj na ziemi.

 

ETIOPSKIE KORZENIE

Tutaj wszystko jest no problem, nawet jeśli ktoś ma przy sobie marihuanę. Według przepisów z 25 lutego 2015 r. dopuszcza się co prawda posiadanie 2 uncji (ok. 57 g) suszu i pięciu sztuk roślin na własny użytek oraz do celów religijnych, leczniczych i naukowych, lecz za większą ilość nadal grozi kara więzienia. Zapach marihuany unosi się w wielu miejscach. O tym, że to w 100 proc. dar natury i dlatego trzeba jej używać, dowiemy się w wiosce Rasta w okolicy Montego Bay. Warto ją odwiedzić, ponieważ dziś wcale nie tak łatwo spotkać prawdziwego rastafarianina, kojarzonego z charakterystycznym beretem w kolorach żółtym, czerwonym i zielonym i długimi po pas dredami. Rastafari to ruch społeczno-religijny, silnie zakorzeniony w kulturze Jamajki. Rozwinął się w latach 30. XX w. i rozpowszechnił w świecie, czemu sprzyjała coraz liczniejsza emigracja Jamajczyków. Rastafarianie wierzą w nauki ostatniego cesarza Etiopii Hajle Syllasje I (1892–1975), którego uważają za mesjasza, wcielenie Jaha, czyli Boga. Są przekonani, że pochodzą właśnie od przedstawicieli czystej czarnej rasy, prawdziwych potomków biblijnego króla Dawida. Kolorystyka rastafari nawiązuje do trzech kolorów etiopskiej flagi: zielonego, żółtego i czerwonego. Dniem świętym dla rastafarian jest sobota, którą celebrują tańcem, muzyką i śpiewem. Wizyta w Rasta będzie z pewnością niezapomnianym przeżyciem.

 

RAJSKA OKOLICA

W bajkowej okolicy kurortu Montego Bay warto wybrać się na spływ bambusową tratwą. Jamajski flisak z dredami i uśmiechem na twarzy opowie nam o najciekawszych momentach w historii wyspy. Można też zdecydować się na przejażdżkę konną… w morzu. Konie nie boją się pływać, co wyspiarze postanowili wykorzystać, gdy wymyślali tę atrakcję dla turystów. Jazda na końskim grzbiecie wśród ciepłych, błękitnych fal jest niezapomnianym i na pewno jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem.

Na wodach Morza Karaibskiego w pobliżu Montego Bay znajduje się poza tym kultowy „Pelican Bar”. Przy składaniu w nim wizyty łatwo się przekonać, że już sama droga może być celem, a z pewnością atrakcją. Kto dotrze łodzią do bambusowego baru, będzie rozkoszować się słońcem i widokami i popijając kolorowe drinki, obserwować pojawiające się tu często stada delfinów. Na dodatek jest to idealne miejsce na podziwianie spektakularnych wschodów i zachodów słońca.

 

Aby dowiedzieć się czegoś więcej o rastafarianach, warto odwiedzić jedną z ich wiosek

© Rappa Rasta Tours

 

ŚLADAMI JAMESA BONDA

Za 20 dolarów amerykańskich podczas ok. 45-minutowego spaceru zwiedzimy słynne jaskinie Green Grotto. Pojawiły się one w jednej ze scen filmu Żyj i pozwól umrzeć (1973), kiedy to najbardziej znany brytyjski agent grany przez Rogera Moore’a pokonał Dr. Kanangę (w tej roli Yaphet Kotto). Ich nazwa pochodzi od koloru alg porastających wapienne skały. Jeszcze do niedawna znajdowała się tutaj dyskoteka.

To zresztą właśnie na Jamajce angielski pisarz Ian Fleming (1908–1964), autor cyklu o przygodach Jamesa Bonda, postanowił wybudować w 1946 r. swoją posiadłość GoldenEye, gdzie spędzał europejską zimę. Nieopodal rybackiej miejscowości Oracabessa napisał większość powieści o agencie 007. Jego imieniem nazwano nawet pobliskie lotnisko. Po śmierci pisarza posiadłość wykupił w 1976 r. Bob Marley. Jednak już rok później rezydencja przeszła w ręce Chrisa Blackwella, założyciela wytwórni płytowej Island Records. Dziś w GoldenEye działa luksusowy resort. Aby spędzić w nim noc, trzeba zapłacić co najmniej kilkaset dolarów amerykańskich za najtańszy pokój (ceny wahają się w zależności od sezonu). Pobliska plaża nazywa się – oczywiście – James Bond Beach. To właśnie na niej były kręcone słynne sceny z Seanem Connerym i Ursulą Andress grającymi w filmie Doktor No (1962).

 

POCHODZENIE WYSPIARZY

Największym skarbem Jamajki są jej mieszkańcy. Jako potomkowie wielu narodów tworzą prawdziwą mozaikę kulturową. Zawsze uśmiechnięci, radośni, rozśpiewani i roztańczeni Jamajczycy potrafią zarazić optymizmem. Choć z Jamajką kojarzy się przede wszystkim reggae, nie można zapomnieć, że właśnie na niej narodziła się również muzyka ska czy dancehall. Tu tańczą i śpiewają praktycznie wszyscy. W hotelu obsługa bardzo często nuci coś pod nosem. Widok podrygującej w rytm podśpiewywanej melodii sprzątaczki czy kucharki to norma.

Rozśpiewane są także tutejsze kościoły. Ponad 60 proc. mieszkańców wyspy stanowią protestanci. Jamajska msza jest niczym koncert gospel. Podczas pobytu na Jamajce z pewnością warto udać się do najbliższego kościoła, żeby poczuć niezwykłą atmosferę wspólnoty oraz posłuchać fantastycznych i porywających pieśni wykonywanych na najwyższym poziomie.

                Europejczycy dotarli do wyspy w trakcie drugiej wyprawy Krzysztofa Kolumba (1451–1506). Zastali na niej Tainów, którzy stanowili większość tutejszej rdzennej ludności. Zajmowali się oni głównie rolnictwem, łowiectwem, rybołówstwem i tkactwem. Praktykowali też palenie ziół przy okazji rytuałów religijnych. To właśnie ten zwyczaj wpłynął na ukształtowanie się tradycji rytualnego palenia marihuany powszechnie kojarzonej z Jamajką. Indianie zostali całkowicie wyparci przez kolonizatorów. Tych, którzy nie zginęli z ich rąk, pokonały nieznane jak dotąd w tej części świata choroby, jak np. ospa.

Krzysztof Kolumb podobno wielokrotnie podkreślał niezwykły urok tego miejsca i uznał Jamajkę za najładniejszą z wysp Indii Zachodnich (obecnie Karaibów). Po raz pierwszy wielki odkrywca dotarł tutaj podczas swojej drugiej wyprawy w maju 1494 r. W trakcie czwartej podróży rozbił się u wybrzeży Saint Ann’s Bay (Santa Gloria), przez rok (od czerwca 1503 r. do czerwca 1504 r.) wraz z załogą próbował przetrwać wśród wrogo nastawionych do Hiszpanów rdzennych mieszkańców. Po powrocie do Hiszpanii nigdy już nie przypłynął do Nowego Świata.

Gdy zaczęło brakować rąk do pracy, hiszpańscy koloniści sprowadzili z Afryki niewolników. To właśnie oni są w dużej mierze przodkami obecnej ludności Jamajki. Na wyspie pojawiły się uprawy cytrusów, bananów i trzciny cukrowej, rozwinęła się hodowla bydła, kóz, koni, świń i kur.

Niewolnicy, którym udało się zbiec w niedostępne góry, stworzyli odrębną grupę zwaną Maronami. W 1655 r. Jamajka trafiła pod panowanie brytyjskie. Maronów długo nazywano cierniem w boku Brytyjczyków. Byli mistrzami maskowania się. Unikali otwartej walki, przygotowywali zasadzki. Pod osłoną nocy zakradali się na plantacje i plądrowali je. Pierwsza wojna Maronów, która wybuchła ok. 1728 r., zakończyła się podpisaniem traktatów pokojowych w latach 1739–1740, na mocy których otrzymali oni autonomię w okolicach miejscowości: Cudjoe’s Town (Trelawny Town), Crawford’s Town (zniszczonej w połowie XVIII stulecia), Accompong, Moore Town (wcześniej znanej jako Nanny Town), Scott’s Hall i Charles Town. To właśnie na pamiątkę tego wydarzenia odbywa się słynny Accompong Maroon Festival. Maronowie dostali ziemię w górzystej części zachodniej Jamajki, która do dziś należy do ich potomków. Miejscowi zajmują się uprawą roślin i rękodziełem. Ani ziemia, ani żadna działalność generująca dochód nie podlega tu opodatkowaniu. Co trzy, cztery lata Maronowie wybierają swojego lidera, tzw. colonela. Jeśli chcemy przeżyć coś naprawdę wyjątkowego, powinniśmy koniecznie udać się do Accompong.

 

WODOSPADY I SPORT

Ukształtowanie terenu i liczne rzeki sprzyjają powstawaniu na wyspie wodospadów. Jest ich mnóstwo. Gęsty, zielony las tropikalny potęguje wrażenie wizyty w Parku Jurajskim. Do najsłynniejszych i z pewnością najbardziej malowniczych wodospadów należą YS Falls. Znajdują się w południowo-zachodniej części Jamajki, a otacza je przepiękna roślinność. Wodospadów jest siedem, woda spływa z nich do urokliwych naturalnych basenów. Warto je pokonać pieszo. Spacer po śliskich skałach to nie lada wyczyn i atrakcja. W każdym momencie możemy liczyć na pomoc wykwalifikowanej obsługi. Ogromną frajdę z odwiedzin w tym miejscu mają również osoby nie potrafiące pływać i dzieci. Mogą korzystać z bezpieczniejszych basenów naturalnie zasilanych wodą m.in. z podziemnych źródeł. Podobną atrakcję stanowią też wodospady na rzece Dunn (Dunn’s River Falls) nieopodal kurortu Ocho Rios, które mają ok. 55 m wysokości i 180 m długości! Prosto spod szumiących kaskad można wybiec na plażę, aby zanurzyć się w ciepłym Morzu Karaibskim.

W okolicy Ocho Rios warto odwiedzić także Blue Hole, zwaną przez wielu ukrytym skarbem Jamajki. Ten magiczny wodospad i wypełnione błękitnoturkusową wodą naturalne baseny znajdują się w odległości mniej więcej 25 minut jazdy samochodem od centrum miejscowości, w gęstwinie leśnej. To idealne miejsce do kąpieli i skoków na główkę. Można w nim uciec od zgiełku zatłoczonych kurortów.

W sąsiedztwie Ocho Rios wznosi się Mystic Mountain. Jej porośnięte bujnym lasem deszczowym zbocza przyciągają osoby lubiące dreszczyk emocji. Chętni mogą tu zjechać tyrolką (Canopy Zip Line) czy udać się wyciągiem krzesełkowym na punkt widokowy. Kultową atrakcję stanowi tor bobslejowy (o długości 1 km), na którym przez cały rok można poczuć się niczym jeden z członków drużyny narodowej biorącej udział w konkurencjach bobslejowych na XV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 1988 r. w Calgary w Kanadzie. Ich historia stała się inspiracją do nakręcenia amerykańskiego filmu familijnego Reggae na lodzie (1993). Jamajska drużyna mimo nie najlepszego wyniku pod wieloma względami była wygranym tych zawodów. Zdobyła sobie ogromną sympatię kibiców na całym świecie.

Uprawianie sportu to często na wyspie przepustka do sławy i bogactwa. Jamajczycy kochają lekkoatletykę, piłkę nożną, koszykówkę, netball (głównie kobiety) czy krykieta. Ta ostatnia dyscyplina jest spuścizną po Brytyjczykach. Opowieścią o dzieciach z odległych wiosek biegających do szkoły, żeby zdążyć na lekcje, tłumaczy się czasem wybitne rezultaty jamajskich sprinterów. Obecnie za najszybszych ludzi na świecie uważa się Usaina Bolta, który zakończył karierę po Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce 2017 w Londynie, ale nadal jest rekordzistą naszego globu w sprincie na dystansie 100 i 200 m, Asafę Powella i Yohana Blake’a. Do sukcesu piłkarek z Jamajki przyczyniła się córka legendy reggae, Cedella Marley (urodzona 23 sierpnia 1967 r.), która zarządza rodzinną fundacją i kieruje wytwórnią płytową Tuff Gong. Dzięki jej wsparciu kobieca drużyna narodowa Reggae Girlz zakwalifikowała się po raz pierwszy w historii do finałów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej Kobiet 2019 we Francji. Do Cedelli Marley należy również kilka linii ubrań, w tym Catch a Fire, która nazwą nawiązuje do tytułu płyty jej ojca. To właśnie ona przygotowała stroje dla jamajskich lekkoatletów na XXX Letnie Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 r.

 

PROSTO DO MORZA

W tym malowniczym kraju warto wybrać się na zachodni jego kraniec, do Negril. Dziś miejscowość ta uchodzi za kolejny znany, luksusowy kurort. Na wysuniętym w morze cyplu znajduje się latarnia morska z 1894 r., do której wchodzi się pod okiem jej opiekuna. To właśnie w Negril, na wysokim urwisku brzegowym, działa od kwietnia 1974 r. kultowa knajpka „Rick’s Cafe”. Z rozległego, piętrowego tarasu możemy podziwiać śmiałków skaczących z 40-metrowego klifu do wody. Te skoki ze specjalnie przygotowanej platformy stały się symbolem miejscowości. Dla odwiedzających to miejsce turystów są zapierającym dech w piersiach widowiskiem.

Okolice kurortu należy polecić przede wszystkim amatorom nurkowania, ponieważ właśnie u zachodnich brzegów Jamajki znajduje się najlepiej zachowana rafa koralowa w rejonie wyspy. W przejrzystych wodach Morza Karaibskiego można podziwiać niezwykłe bogactwo podwodnego królestwa. U jamajskich wybrzeży natkniemy się m.in. na homary, mureny, ośmiornice, rekiny wąsate, barakudy, lucjany, makrele, płaszczki, żółwie morskie, manaty karaibskie, papugoryby, skrzydlice, delfiny czy kraby i wiele innych gatunków zwierząt.

 

TRZCINOWE IMPERIUM

Za czasów brytyjskich Jamajka stała się jednym z największych na świecie eksporterów trzciny cukrowej. Jak grzyby po deszczu wyrastały też na niej kolejne plantacje tytoniu, indygowców, kakaowców. Jednak to uprawa trzciny cukrowej przyniosła kolonizatorom ogromne zyski. Lokalni farmerzy zostali wyparci przez bogatych plantatorów, których stać było na utrzymanie licznych niewolników. Cukier i rum okazały się żyłą złota dla przybyszy z Europy. Co ciekawe, do początku XIX w. cukier produkowano powszechnie jedynie z trzciny cukrowej. Sytuacja zmieniła się dopiero podczas wojen napoleońskich, kiedy Napoleon Bonaparte wprowadził blokadę kontynentalną na handel z Brytyjczykami w listopadzie 1806 r. Warto nadmienić, że pierwsza na świecie fabryka produkująca cukier z buraków cukrowych powstała w latach 1801–1802 we wsi Konary koło Wołowa na Dolnym Śląsku, wtedy znajdującej się w granicach Prus.

W tym okresie jednym z ważniejszych portów Jamajki było założone w 1769 r. miasto Falmouth, skąd w górę rzeki transportowano europejskie towary. Okolicę otaczają naturalne laguny. Śródlądowymi wodami z głębi wyspy przypływały do portu mniejszymi statkami cukier, rum i inne jamajskie skarby. Dziś zabytkowe miasto jest znane przede wszystkim z innego powodu. To jedno z kilku miejsc na naszym globie, gdzie występuje tak silne zjawisko bioluminescencji. Luminous Lagoon świeci się intensywnie nocą. Miliony mikroorganizmów rozwijających się w tutejszej słonej, płytkiej i ciepłej wodzie (tzw. Glistening Waters) robią piorunujące wrażenie.

Wspomniany rum jest do dziś narodowym trunkiem Jamajczyków. Powstaje ze sfermentowanego soku z trzciny cukrowej, jego koncentratu lub melasy. Im dłużej leżakuje w dębowych beczkach, tym staje się ciemniejszy, szlachetniejszy i droższy. Za najcenniejszy uchodzi tzw. rum czarny. Narodowy jamajski trunek należy niewątpliwie do produktów, które warto przywieźć z wyspy jako pamiątkę. Najlepiej odwiedzić tu jedną z destylarni, które znajdują się niemal zawsze przy większych plantacjach trzciny cukrowej (np. słynną, założoną już w 1749 r. Appleton Estate koło miejscowości Maggotty). Najbardziej znanymi markami, oczywiście poza najstarszą z nich Appleton Estate, są White Lightning, Asmussen czy lepszy gatunkowo Wray & Nephew.

 

ZAPACH KAWY

Inny jamajski trunek stanowi słynny likier kawowy Tia Maria. Jego historia sięga połowy XVII stulecia. Legenda mówi, że kiedy piękna i młoda hiszpańska arystokratka uciekała z Jamajki przed zawieruchą kolonialnej wojny z Brytyjczykami, jej służąca uratowała rodzinny skarb, małą szkatułkę z kolczykami z czarnymi perłami i starym rękopisem z przepisem na ten tajemniczy likier. To właśnie na cześć tej odważnej kobiety nadano mu nazwę Tia Maria, co oznacza ciocię Marię. Ten wyśmienity trunek produkuje się z tutejszych ziaren kawowych i rumu oraz wanilii z Madagaskaru i cukru.

Jamaica Blue Mountain Coffee uchodzi za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie. Sami mieszkańcy zwykle jej nie piją, głównie ze względów finansowych. Picie kawy nie należy też do ich zwyczajów. Najsłynniejsze plantacje kawowców znajdują się w trudniej dostępnych Górach Błękitnych (Blue Mountains) na obszarze jedynie 7 tys. ha, na wysokości między 910 a 1700 m n.p.m. Terenów upraw nie wolno powiększać. Krzewy rosną na bardzo stromych i zamglonych zboczach górskich. Jamaica Blue Mountain Coffee ma niezapomniany zapach i intensywny smak. Najlepiej spróbować jej na jednej z plantacji ukrytych między zielonymi stokami Gór Błękitnych. Widoki w regionie Blue Mountains zapierają dech w piersiach. Za każdym zakrętem górskiej drogi pojawiają się jeszcze piękniejsze pejzaże. Wizyta w górach wznoszących się we wschodniej części wyspy to również idealna okazja, żeby przyjrzeć się życiu jamajskich farmerów lub odwiedzić kolejną, bardziej niedostępną wioskę rastafarian. Właśnie Blue Mountains zainspirowały Boba Marleya do napisania przeboju Natural Mystic.

 

Leżące we wschodniej części Jamajki Góry Błękitne porastają gęste tropikalne lasy

© Michał Supieta

 

NIE TYLKO MUZYK

Robert Nesta Marley (1945–1981) był największym popularyzatorem reggae, muzyki ludu, która narodziła się na podwórkach slumsów w Kingston, stolicy kraju. Grając i tańcząc, ludzie łączyli się z duchami Afryki i czuli się wolni, kiedy wokół coraz bardziej odczuwalne stawały się napięcia społeczne będące konsekwencją nasilającego się konfliktu politycznego.

Bob Marley był dzieckiem młodziutkiej Sidilli Malcolm (1926–2008) i oficera brytyjskiej marynarki wojennej i nadzorcy plantacji Norvala Marleya, który widział syna dwa razy (zmarł na atak serca w 1955 r. w wieku 70 lat). Urodził się w małej wiosce Nine Mile w regionie Saint Ann. Warto odwiedzić jego rodzinny dom, w którym urządzone zostało muzeum. Oprowadzają po nim przewodnicy opowiadający w charakterystycznej jamajskiej odmianie języka angielskiego o życiu króla reggae. Zwiedzanie przerywane jest najsłynniejszymi piosenkami muzyka. To najlepsze miejsce, żeby posłuchać takich przebojów jak Could You Be Loved, Exodus, Get Up, Stand Up, I Shot the Sheriff, Is This Love, No Woman, No Cry, One Love, Redemption Song czy Stir It Up. Za wysoką bramą znajduje się mauzoleum Boba Marleya, gdzie rastafarianie składają mu hołd, paląc święte zioło.

Król reggae jeszcze za życia stał się legendą. W grudniu 1976 r. po nieudanym zamachu w jego domu wystąpił na koncercie Smile Jamaica. Na koncercie One Love Peace w kwietniu 1978 r. w Kingston, kiedy to w wyniku nasilających się protestów społecznych i wojny gangów kraj stanął na krawędzi wojny domowej, Bob Marley w symbolicznym geście połączył nad głową dłonie skonfliktowanych polityków przeciwnych partii Michaela Manleya i Edwarda Seagi.

Muzyk zmarł 11 maja 1981 r. w szpitalu w Miami w Stanach Zjednoczonych w wieku zaledwie 36 lat. Przegrał długą i bolesną walkę z czerniakiem złośliwym. Jego ciało zostało wystawione na 35-tysięcznym stadionie narodowym (Independence Park) w Kingston z Biblią otwartą na Psalmie 23 (nazywanym pasterskim, zaczynającym się od słów Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego) i czerwoną gitarą elektryczną Gibson Les Paul. Kondukt pogrzebowy wyruszył z jamajskiej stolicy i pokonał ok. 90 km w drodze do Nine Mile. Żona Rita wraz z dziećmi uczciła Boba Marleya jego piosenkami. Pośmiertnie (w marcu 1994 r.) uhonorowano go w muzeum Rock and Roll Hall of Fame w Cleveland w USA. Na widowiskowy letni festiwal Red Stripe Reggae Sumfest w Montego Bay przybywa co roku ponad ćwierć miliona fanów z całego świata. Najbliższa jego edycja odbędzie się w dniach 14–20 lipca 2019 r. To obecnie największy na świecie festiwal muzyki reggae.

 

ZWIEDZANIE ZE SMAKIEM

Rastafarianie, którzy z założenia unikają mięsa, mieli także wpływ na jamajską kuchnię. Wyspiarze są miłośnikami mięsnych potraw z grilla, jednak wegetarianie też znajdą tu szeroki wybór dań. W kulinariach Jamajki można dostrzec przede wszystkim wpływy afrykańskie i brytyjskie, ale również hiszpańskie, irlandzkie, chińskie, kreolskie czy hinduskie. Te ostatnie przejawiają się np. w stosowaniu mieszanek curry w wielu przepisach. Symbolem kuchni jamajskiej jest charakterystyczna marynata jerk. W jej skład wchodzą m.in. ziele angielskie (owoce korzennika lekarskiego, drzewa pimentowego), papryka scotch bonnet (karaibska czerwona papryka), tymianek, zewnętrzna skórka gałki muszkatołowej, cebula i czosnek. Jerk to także sposób przyrządzania mięsa. Tradycja ta sięga jeszcze czasów rdzennych mieszkańców wyspy, którą kontynuowali Maronowie. Duże płaty mięsa nacierali chili i miejscowymi ziołami, a następnie piekli nad ogniem. Był to doskonały sposób utrzymywania świeżości. Dziś nazwą jerk określa się też typ grilla, często domowej konstrukcji, który można ujrzeć na Jamajce niemal na każdym rogu.

Bardzo popularna jest tutaj koźlina, serwowana na wiele sposobów np. z curry lub grillowanymi owocami i warzywami. W prawie każdej potrawie znajdziemy duże ilości małej, zielonej cebulki, w której lubują się mieszkańcy tej karaibskiej wyspy. Często używa się również ziela angielskiego, imbiru czy tymianku. Gałązkami korzennika lekarskiego opalane są grille, co nadaje daniom dodatkowe walory smakowe. Nie sposób nie wspomnieć też o ackee. Owoc bligii pospolitej, w postaci surowej trujący, stanowi nieodłączny dodatek do solonej ryby (ackee and saltfish uchodzi za narodową potrawę). Roślina ta pochodzi z zachodniego wybrzeża Afryki. Podczas kulinarnych poszukiwań na Jamajce spotkamy się z pewnością z daniem callaloo. Jamajczycy określają tą nazwą szarłat (amarantus). Potrawka ta wyglądem i smakiem przypomina nieco gotowany szpinak. Dodaje się do niej na ogół, oprócz liści amarantusa, okrę (piżmiana jadalnego), sól, cebulę, pomidory, czosnek, paprykę scotch bonnet, miejscowe przyprawy i duże ilości pysznych, świeżych krewetek lub soloną rybę. Na Jamajce warto zaopatrzyć się w ostre sosy, z których również słynie ten rozśpiewany i roztańczony kraj.

Błogi wypoczynek na tej karaibskiej wyspie to marzenie wielu osób. Nie ma w tym nic dziwnego, bo znajdziemy na niej jedne z najpiękniejszych piaszczystych plaż na świecie. Jamajka jest prawdziwym rajem dla miłośników sportów wodnych, ludzi kochających smaczną i zdrową kuchnię, dziewiczą naturę oraz muzykę i taniec. Wśród licznych hoteli o rozmaitym standardzie każdy wybierze z pewnością coś dla siebie. Na wyspę uruchomiono poza tym bardzo korzystne cenowo połączenia czarterowe (Warszawa – Montego Bay, już od 1699 złotych w obie strony!). Jamajka to zdecydowanie jedno z tych pasjonujących miejsc, do których wciąż chce się wracać.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Armenia – powabna córa Kaukazu

KINGA BIELEJEC

www.gadulec.me

 

« Armenia bywa często niesłusznie niedoceniana i omijana w trakcie wypraw na Kaukaz na rzecz swojej słynnej sąsiadki, Gruzji. Jednak ten niewielki kraj, położony na pograniczu Europy i Azji, zupełnie sobie na to nie zasłużył. Na turystów, którzy mimo wszystko do niego trafią, czekają fascynująca stolica – Erywań, przepyszne jedzenie, niekończące się toasty, jedna z najlepszych brandy świata, ogromne jezioro Sewan czy liczne monastyry. W dodatku terytorium państwa wynosi niecałe 30 tys. km², więc w 10–14 dni da się zobaczyć główne tutejsze atrakcje. »

Więcej…

Magia Peru

MARTA I WOJTEK DROZDOWSCY

 

Turystyka jest trzecim najważniejszym sektorem gospodarki Peru, zaraz po górnictwie i rybołówstwie. Kraj ten stanowi obecnie najchętniej odwiedzane państwo Ameryki Południowej. Machu Picchu, jezioro Titicaca czy rysunki z płaskowyżu Nasca (Nazca) są znane na całym świecie. Co tak naprawdę przyciąga tu co roku ponad dwa miliony turystów? Czy da się jeszcze w tym zgiełku odnaleźć ducha starożytnych Inków?

Gdy w 2007 r. Machu Picchu ogłoszono jednym z siedmiu nowych cudów świata, stało się jasne, że ta malownicza cytadela zmieni się szybko w największą atrakcję Peru. Od tego czasu obserwuje się tu zwiększony napływ turystów z całego świata. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że  państwo Peruwiańczyków to nie tylko słynne Machu Picchu. Ten wyjątkowo interesujący i piękny kraj oferuje zdecydowanie więcej. Swoim nieprzebranym bogactwem przyciąga rzesze ludzi, zapewniając im moc niezapomnianych wrażeń i przeżyć. Imponujące góry, wiecznie zielone lasy deszczowe, pływające wyspy na jeziorze Titicaca, wspaniałe plaże, monumentalne inkaskie miasta i twierdze, a przy tym unikatowe stroje, kultura i kuchnia – oto, co stanowi o magii Peru.

Więcej…