Elżbieta Kuźma

 

Wycieczka do Brukseli to niewątpliwie atrakcja dla każdego turysty. Zarówno dorośli, jak i dzieci czy młodzież znajdą tutaj ciekawe i warte zobaczenia miejsca. I to niezależnie od pogody, która akurat w tej stolicy Europy nikogo nie rozpieszcza. Belgia zaprasza zresztą również do innych swoich regionów, w tym malowniczej francuskojęzycznej Walonii. Nie dajmy się więc dłużej prosić.

 

Bruxelles, ma belle („Brukselo, moja piękna”) – tymi słowami holenderski piosenkarz Dick Annegarn opiewał urok belgijskiej stolicy. To klimatyczne, tajemnicze i niezmiernie różnorodne miasto przyciąga co roku tysiące turystów ze wszystkich zakątków świata. Tutaj nowoczesność miesza się z tradycją, swoje siedziby mają Komisja Europejska, Rada Unii Europejskiej, Rada Europejska, NATO, Euratom i król Belgów Filip I Koburg. Poza tym Bruksela stanowi dobrą bazę wypadową do wycieczek po okolicy.

 

Odwiedzenie tego ciekawego i intrygującego kraju i jego stolicy ułatwia dobre połączenie z wieloma ośrodkami w Europie, w tym Polsce. Bezpośrednie i niedrogie loty na międzynarodowe lotnisko usytuowane pod Brukselą i Charleroi (Brussels South Charleroi Airport) odbywają się z kilku polskich miast (Modlina, Krakowa, Gdańska i Warszawy). To chyba wystarczająca zachęta do tego, aby wybrać się osobiście na słynne belgijskie frytki, gofry, praliny, małże i piwo.

 

WIELOBARWNA STOLICA

 

Historyczne centrum Brukseli zachwyca jednym z najpiękniejszych rynków w Europie – Wielkim Placem (La Grand-Place, Grote Markt), otoczonym XVII-wiecznymi domami cechów kupieckich i kamienicami. Mieszczą się w nich obecnie muzea, restauracje, kawiarnie i sklepy z belgijskimi czekoladkami. Jedyną średniowieczną budowlą jest tutaj późnogotycki Ratusz, czyli Hôtel de Ville de Bruxelles, w którym obraduje rada miasta. Swoją urodą zwraca uwagę także Dom Króla (Maison du Roi), gdzie funkcjonuje muzeum poświęcone historii Brukseli (Musée de la Ville de Bruxelles). Podczas spaceru po rynku i otaczających go malowniczych uliczkach można dotrzeć do zaułku ze znaną na niemal całym świecie figurką sikającego chłopca – Manneken-Pis. Ta wykonana z brązu rzeźba, będąca symbolem miasta, szczyci się posiadaniem bogatej kolekcji ponad 950 zestawów ubrań, w które jest przebierana zgodnie z okazją wypadającą w kalendarzu. Oprócz kostiumów strażaka, policjanta, św. Mikołaja czy sprzątaczki Manneken-Pis nosi stroje narodowe i regionalne z różnych stron naszego globu, miał już na sobie np. ubiór krakowiaka. 

 

Przywiązanie brukselczyków do lokalnego folkloru i tradycji przejawia się nie tylko w przebieraniu osobliwej figurki, ale również w licznych świętach i uroczystych obchodach rozmaitych rocznic. Jedną z najciekawszych imprez tego rodzaju jest organizowana dwa razy do roku (na przełomie czerwca i lipca) słynna parada Ommegang i towarzyszące jej spektakle. Główny jej temat stanowi przybycie do Brukseli w 1549 r. cesarza Karola V Habsburga (1500–1558). Tego wielobarwnego pochodu, w którym bierze udział ponad 1,4 tys. osób ubranych w kostiumy z epoki, nie można przegapić. Spektakle z nim związane w 2017 r. odbędą się 5 i 7 lipca. 

 

W połowie sierpnia z kolei, co dwa lata, brukselski rynek pokrywa ok. 300 tys. begonii składających się na kwiatowy dywan zwany tapis de fleurs. Za każdym razem inny jest jego motyw przewodni, który oddają odpowiednio dobrane wzory i kolory, ale zawsze robi on ogromne wrażenie. Tę wyjątkową w skali światowej atrakcję najlepiej oglądać z góry – ze stopni lub okien okolicznych kamienic. Będzie można ją znów podziwiać dopiero od 16 do 19 sierpnia 2018 r.


COŚ DLA DUSZY

 

Media-5740

Uczestnicy barwnej corocznej parady Ommegang w historycznych strojach

© WWW.VISITBRUSSELS.BE/ERIC DANHIER

 

Zabytkowe centrum Brukseli to idealne miejsce dla miłośników architektury i sztuki. W najbliższej okolicy znajdują się liczne placówki muzealne, jak również galerie obrazów, rzeźby i grafiki. Jednymi z najciekawszych z nich są niewątpliwie Królewskie Muzea Sztuk Pięknych Belgii (Musées royaux des Beaux-Arts de la Belgique), podzielone na sześć instytucji, w tym m.in. Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Musée Modern Museum), Muzeum Starych Mistrzów (Musée Oldmasters Museum), Muzeum Końca XIX w. (Musée Fin-de-Siècle Museum) i Muzeum Magritte’a (Musée Magritte Museum) poświęcone pracom słynnego belgijskiego surrealisty René Magritte’a (1898–1967). Zdecydowanie nie da się ich bogatych zbiorów obejrzeć w jeden dzień.

 

Zwiedzający zainteresowani nieco inną tematyką mają do wyboru trzy obiekty usytuowane zaledwie kilka kroków od samego serca miasta: Muzeum Kostiumów i Koronki (Musée du Costume et de la Dentelle), Muzeum Browarników Belgijskich (Musée des Brasseurs Belges) oraz Muzeum Kakao i Czekolady (Musée du Cacao et du Chocolat de Bruxelles). Wizyta w tych dwóch ostatnich połączona jest z degustacją lokalnych wyrobów, co dla wielu turystów stanowi zachętę do odwiedzin. 

 

Kilkaset metrów od Wielkiego Placu znajduje się też powstałe prawie 28 lat temu Belgijskie Centrum Komiksu (Centre Belge de la Bande Dessinée). Stałe i czasowe ekspozycje, które prezentują niezwykle bogaty dorobek belgijskich mistrzów tej sztuki, zainteresują zarówno starszych, jak i młodszych miłośników obrazkowych historii. Na odwiedzających czeka słynny Tintin ze swoim białym pieskiem Milusiem, wioska smerfów, a także Lucky Luke z braćmi Daltonami. Postacie z komiksów oglądać można również poza placówką. Wystarczy wybrać się na spacer specjalnym szlakiem (Parcours BD), który wiedzie głównie wokół historycznego centrum miasta. Na elewacjach ponad 50 kamienic powstały ogromne murale z najbardziej popularnymi bohaterami. Nie bez powodu Brukselę nazywa się kolebką europejskiego komiksu. 

 

COŚ DLA CIAŁA

 

Gdy ktoś już raz spróbuje belgijskich czekoladek, a także lokalnego piwa, z pewnością będzie chciał skosztować kolejnych słodkości i trunków. Okolice Wielkiego Placu są do tego idealnym miejscem. Liczne sklepiki najlepszych krajowych producentów czekolady (Neuhaus, Godiva, Galler, Pierre Marcolini, Leonidas, Maison Dandoy, Corné Port-Royal) zachwycają różnorodnością smaków i kształtów swoich wyrobów. Znajduje się w nich wszystko: od klasycznych pralinek nadziewanych lekkimi musami przez owoce w polewie po czekoladowe biusty, sikających chłopców i piłki futbolowe. 

 

Dziesiątki pubów, kawiarni i barów usytuowanych w centrum Brukseli oferują naprawdę duży wybór narodowego belgijskiego trunku. Belgowie szczycą się wytwarzaniem ponad 1,5 tys. różnych gatunków piwa pochodzących z 250 browarów. Najbardziej znane są piwa jasne, czerwone, klasztorne (wyrabiane tradycyjnymi metodami), w tym trapistów (bardzo mocne), i owocowe. Kultura produkcji i picia napoju z pianką jest w Belgii rozpowszechniona do tego stopnia, że w listopadzie 2016 r. została wpisana na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Rodowici brukselczycy mają swoje ulubione miejsca, gdzie raczą się narodowym napitkiem. Jedno z nich stanowi już ponad 110-letni lokal „À la Mort Subite” („Nagła śmierć”, pod obecnym adresem od 1928 r.), gdzie lubił godzinami przesiadywać m.in. słynny belgijski piosenkarz i kompozytor Jacques Brel (1929–1978). Wizyta tutaj to znakomita okazja nie tylko do napicia się piwa, ale również spróbowania dań lokalnej kuchni i podziwiania wystroju typowej stołecznej knajpki zwanej brasserie. Innym cenionym punktem na mapie brukselskich barów jest „Delirium Café”. W karcie napojów widnieje ponad 3 tys. piw z różnych stron świata. Za atrakcję tego modnego miejsca wieczornych spotkań uchodzą litrowe szklanice w kształcie kozaka.

 

Odwiedziny w Brukseli to także znakomita okazja do spróbowania regionalnej kuchni, w której królują małże przyrządzane na kilkadziesiąt różnych sposobów (w białym winie, sosie pomidorowym, z estragonem itd.) oraz krokiety z krewetek i sera. Typowe dania belgijskie nie należą może do szczególnie wyrafinowanych, ale są pożywne, smaczne i przygotowywane z lokalnych produktów. Wśród potraw mięsnych najbardziej znany jest królik duszony w piwie kriek lub gueuze i gulasz wołowy po flamandzku (carbonade flamande). Belgowie lubują się też w szparagach w sosie, cykorii zapiekanej z szynką i... frytkach. Budki z tym ostatnim przysmakiem można spotkać w całej stolicy. Kupuje się go jako przekąskę i jada od południa do późnych godzin nocnych. Frytki sprzedawane są w specjalnych tekturowych rożkach i podawane solone, z musztardą, majonezem albo rozmaitymi sosami. Popularnością cieszą się również ciepłe, bardzo słodkie gofry, które najlepiej smakują bez żadnych dodatków.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

1F8C8336

Brukselski Wielki Plac w parku Mini-Europe, w tle srebrne kule Atomium

© MINI EUROPE

 

Mimo niewielkiego terytorium, jakie zajmuje Belgia (ponad 30,5 tys. km²), kraj ten szczyci się mnóstwem atrakcji turystycznych usytuowanych we wszystkich jego częściach. Wśród nich liczne grono odwiedzających przyciągają szczególnie parki wodne, wioski tematyczne, wesołe miasteczka i multikina. 

 

Podczas pobytu w Brukseli warto przeznaczyć choć jeden dzień na wizytę w stołecznym Bruparcku leżącym nieopodal królewskiej rezydencji w Laeken. To ulubione miejsce nie tylko wielu brukselczyków, ale także przybywających do miasta turystów. Jego niewątpliwym atutem są trzy wielkie kompleksy rozrywkowo-rekreacyjne – Océade, Kinepolis i Mini-Europe, usytuowane blisko siebie.

 

Ten pierwszy jest parkiem wodnym szczycącym się 14 zjeżdżalniami, na których chętni mogą uzyskiwać prędkości na miarę zawodów olimpijskich. Został on podzielony na część krytą i położoną na świeżym powietrzu, dlatego można tu szaleć niezależnie od pogody. Oprócz zażywania kąpieli, pływania czy zjeżdżania do wody w Océade skorzystamy też np. z jacuzzi, saun i hammamu (w sektorze Saunaland – tylko dla dorosłych). Warto wspomnieć, że w parku znajduje się strefa Aquafun House przeznaczona dla dzieci powyżej 4. roku życia, w której rodzice mogą bawić się spokojnie ze swoimi pociechami. Wyposażono ją w fontanny, natryski i zjeżdżalnie, a baseny nie mają więcej niż 40 cm głębokości. Każdy maluch powinien być uszczęśliwiony. Océade jest rajem dla amatorów dobrej zabawy. W basenach znajdują się różnorodne atrakcje wodne, sztuczne prądy i fale, a wystrój kompleksu przypomina tropikalną krainę z palmami, wodospadami i egzotyczną roślinnością. Nawet w najbardziej deszczowy i ponury dzień można poczuć się tutaj jak na karaibskiej wyspie. Wrażenie to potęguje jeszcze temperatura w zadaszonej części obiektu utrzymywana w granicach 30°C.

 

W Bruparcku warto zajrzeć również do Kinepolis, pierwszego na świecie tego typu olbrzymiego kina (otwartego w 1988 r.). W 24 supernowoczesnych salach kinowych wyświetlany jest bogaty repertuar dla dzieci i dorosłych. Poza filmami w kompleksie można oglądać transmitowane przez satelitę koncerty, balety i opery. W ofercie Kinepolis znajdują się także specjalne seanse wyłącznie dla kobiet, miłośników horrorów, dzieci czy seniorów. Wizyta w kompleksie poprawi nam humor nie tylko w deszczowy dzień.

 

Chyba najbardziej znaną część Bruparcku stanowi jednak Mini-Europe, gdzie wyruszymy w osobliwą podróż przez kontynent europejski, która może mieć jednocześnie charakter rozrywkowy i edukacyjny. Spodoba się tu zarówno dorosłym, jak i dzieciom. W tym działającym od 1989 r. parku miniatur obejrzymy najpopularniejsze i najczęściej podziwiane zabytki i atrakcje Europy odwzorowane w skali 1:25. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni (zaledwie 24 tys. m²) znajduje się 350 obiektów z poszczególnych państw naszego kontynentu (w sumie 28). Można m.in. zobaczyć słynną londyńską wieżę zegarową Big Ben, paryską wieżę Eiffla i Łuk Triumfalny, Katedrę z Santiago de Compostela w Hiszpanii, Krzywą Wieżę z Pizy, Bramę Brandenburską i Mur Berliński, holenderskie wiatraki z Kinderdijk na tle tulipanowych pól czy też brukselski Wielki Plac. Polskę reprezentuje gdański Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 i Dwór Artusa z Fontanną Neptuna. Oglądanie bardzo dokładnie odtworzonych budowli i miejsc urozmaicają ruchome elementy ekspozycji i efekty specjalne. Naciśnięciem guzika możemy obudzić śpiącego Wezuwiusza i na własne oczy zobaczyć wybuch wulkanu poprzedzony trzęsieniem ziemi, które również delikatnie odczujemy. W innej części Mini-Europe przyjrzymy się korridzie na miniaturowej arenie walk z bykami w Sewilli (Plaza de Toros de la Maestranza) i przekonamy się, dokąd pędzi po torach francuski szybkobieżny pociąg TGV. Dla turystów odwiedzających park tego lata przygotowano dodatkową propozycję w postaci nocnego zwiedzania urozmaiconego spektaklem światła i dźwięku oraz pokazem sztucznych ogni (w każdą sobotę od 5 do 19 sierpnia 2017 r. o godz. 22.30). Wizyta w pełnej atrakcji brukselskiej krainie miniatur to także okazja do lepszego poznania Unii Europejskiej i jej historii. Na interaktywnej wystawie Spirit of Europe (Duch Europy) każdy może sprawdzić swoją wiedzę w tym temacie i nauczyć się czegoś nowego o zjednoczeniu naszego kontynentu. 

 

W trakcie spaceru pomiędzy makietami charakterystycznych obiektów Europy znajdującymi się w Mini-Europe trudno nie zauważyć błyszczących nieopodal kul Atomium. Oryginalna konstrukcja przedstawiająca powiększony 165 mld razy model kryształu żelaza powstała z okazji Wystawy Światowej w 1958 r. i szybko stała się kolejnym – poza figurką Manneken-Pis – symbolem Brukseli. Dziewięć metalowych kul (atomów) połączono ze sobą korytarzami ze schodami (ruchomymi i zwykłymi). Z tej umieszczonej najwyżej rozpościera się wyjątkowa panorama okolicy – linia horyzontu leży daleko poza granicami miasta. W bezchmurne słoneczne dni można stąd dostrzec nawet odległą o 45 km Antwerpię! Atomium to jednak przede wszystkim interesujące muzeum. Mieszczą się w nim wystawy poświęcone nie tylko historii budowli, ale również rozmaitym innym tematom, jak chociażby nieistniejącym już belgijskim liniom lotniczym Sabena (ekspozycja czasowa dostępna od 24 listopada 2016 r. do 10 września 2017 r.). Ta gigantyczna konstrukcja stała się też ulubionym miejscem na oświadczyny dla wielu zakochanych. Widok z najwyższej platformy potrafi w końcu u niejednego wywołać prawdziwy zawrót głowy.

 

POCIĄGI I TRAMWAJE 

 

Belgia szczyci się doskonale rozwiniętą infrastrukturą kolejową – gęsta sieć torów oplata cały kraj. Wszystkie najważniejsze trasy przebiegają przez region stołeczny, na obszarze którego znajdują się aż 33 dworce obsługujące natężony ruch pociągów. Jednym z ciekawszych miejsc na mapie Brukseli jest niewątpliwie Train World w gminie Schaerbeek. W tym muzeum kolei, mieszczącym się na terenie secesyjnej stacji, można zobaczyć replikę najstarszej belgijskiej lokomotywy parowej (z 1835 r.) zwanej Belgiem (Le Belge), poznać historię tutejszego kolejnictwa i podziwiać unikatową kolekcję pociągów. Podczas wizyty w Train World dowiemy się, że Belgia była pierwszym krajem w Europie, gdzie wprowadzono publiczny transport pociągami (5 maja 1835 r.), sprawdzimy, jak odbywał się kiedyś przewóz przesyłek pocztowych i jak wyglądała luksusowa podróż słynnym Orient Expressem. Warty zainteresowania jest także sam budynek stacji, który po niedawnym remoncie odzyskał swój blask. Z przeszklonej hali rozpościera się piękny widok na miasto i biegnące w różnych kierunkach tory kolejowe. 

 

Miłośnikom historii transportu trzeba również polecić odwiedziny w Muzeum Tramwaju (Musée du Tram, Musée du Transport Urbain Bruxellois) w gminie Woluwe-Saint-Pierre. Bogata ekspozycja tramwajów i autobusów, które poruszały się po brukselskich ulicach w trakcie ostatnich 100 lat, spodoba się starszym i młodszym zwiedzającym. Dodatkowo w weekendy i święta można udać się na przejażdżkę zabytkowym pojazdem, dostarczającą niesamowitych wrażeń zwłaszcza małym turystom. 

 

NA POŁUDNIE

 

 LesLacsdelEaudHeure

 

 

Jeziora Eau d’Heure cieszą się popularnością wśród miłośników żeglarstwa

© LES LACS DE L’EAU D’HEURE

 

Obszar południowej Belgii zajmuje nizinno-górzysty, francuskojęzyczny Region Waloński (nazywany Walonią) o wielu walorach turystycznych. Na szczególną uwagę zasługuje rejon sztucznych jezior Eau d’Heure (Les Lacs de l’Eau d’Heure, powierzchnia akwenów to 6,17 km²) otoczony lasami, łąkami i polami. Dotarcie do tego uroczego miejsca samochodem z lotniska pod Charleroi zajmuje ok. 40 min., a z Brukseli – nieco ponad godzinę. Wśród malowniczych jezior powstał tu gigantyczny kompleks sportowo-rekreacyjny, oferujący różnorodne formy spędzania wolnego czasu. Czekają na nas w tej okolicy m.in. park wodny i rowerowy, centrum odnowy biologicznej, restauracje, baseny i plaże. Można popłynąć w rejs amfibią zwaną Czerwonym Krokodylem (Le Crocodile Rouge) lub przejechać się turystycznym pociągiem Croco Express. Swój raj na ziemi mają tutaj miłośnicy sportów wodnych. W rejonie jezior Eau d’Heure panują znakomite warunki do żeglowania, wędkowania, pływania kajakiem, gry w golfa na wodzie, nurkowania, windsurfingu, wakeboardingu i jazdy na nartach lub skuterach wodnych. Na gości zainteresowanych dłuższym wypoczynkiem w tym urokliwym miejscu czeka rozbudowana baza noclegowa – doskonale przygotowane pola dla samochodów kempingowych i kamperów, komfortowe i nowoczesne wakacyjne domy do wynajęcia (Golden Lakes Village lub Landal Village) oraz okoliczne pensjonaty i hotele. 

 

339886 Dinant cWBT-J

Pomnik Charles’a de Gaulle’a, Dinant

© WBT/JEAN-PAUL REMY

 

W Walonii warto zwiedzić też dwa pobliskie niezmiernie ciekawe i zabytkowe miasta: ponad 110-tysięczne Namur i 15-tysięczne Dinant. Pierwsze z nich, położone malowniczo u ujścia Sambry do Mozy, pełni funkcję stolicy regionu i należy do najbardziej urokliwych w Belgii. Przyjemnie się po nim spaceruje niezależnie od pogody. W ciepły, słoneczny dzień można popłynąć w rejs statkiem, aby podziwiać panoramę od strony rzeki, lub przejść się po klimatycznych uliczkach centrum, przy których kuszą turystów liczne butiki z ubraniami i lokalnymi specjałami. W czasie deszczu lepiej udać się na oglądanie potężnej Cytadeli górującej nad miastem, Teatru (Théâtre de Namur), dawnego Pałacu Biskupów (obecnie siedziby władz prowincji Namur) lub Kościoła św. Jana Chrzciciela. Oryginalną formę zwiedzania Namur stanowi wycieczka wypożyczonymi segwayami. Godna polecenia jest także przejażdżka jedną z zadaszonych rikszy, którą można udać się do okolicznych miejscowości słynących z uprawy najlepszych w Belgii truskawek. W tutejszej kuchni królują dania z ryb, sery – z krowim maredsous na czele – i truskawki z wioski Wépion (ok. 8 km na południe od centrum Namur). Za wyjątkową atrakcję okolicy uchodzi szlak wina i sera (route du vin et du fromage du Pays de Namur) – na odcinku 159 km znajduje się zarówno 12 winnic produkujących tradycyjne i musujące szlachetne trunki, jak również liczne manufaktury wyrabiające smakowite sery kozie, krowie i owcze. 

 

Dinant przyciąga turystów przede wszystkim zabytkową Cytadelą górującą nad miastem (odbudowaną w 1815 r.). Wjazd kolejką linową pod jej mury i zwiedzanie tego militarnego obiektu spodoba się przede wszystkim miłośnikom historii, ale wielbiciele przepięknych widoków też nie będą zawiedzeni. Kolejna miejscowa największa atrakcja usytuowana jest dla odmiany głęboko pod ziemią. To grota La Merveilleuse, którą odkryto w 1904 r. Uznawana za jedną z najpiękniejszych jaskiń w Belgii, zachwyca licznymi stalaktytami, stalagmitami i skalnymi kaskadami. Trwająca niespełna godzinę wycieczka po podziemnej krainie stanowi dobry pomysł zwłaszcza na upalne dni. Chłodne powietrze groty orzeźwia zwiedzających, uspokaja niesforne dzieci i pozwala na chwilę odpocząć od świata zewnętrznego. Dinant to rodzinne miasto Adolphe’a Saxa (1814–1894) – wynalazcy saksofonu. Na jednym z placów można zobaczyć pomnik na jego cześć, oczywiście, w postaci wymyślonego przez niego instrumentu muzycznego. Poza tym warto tu zajrzeć do jednego ze sklepów wędliniarskich sprzedających lokalne wyroby mięsne. Słynne są szczególnie suszone kiełbaski, niekiedy o oryginalnym kształcie świnki, pasztety ardeńskie i wędzone szynki. Centrum Dinant przecina rzeka Moza, po której pływają statki turystyczne oferujące rejsy do pobliskich miejscowości. W malowniczych wioskach regionu znajduje się wiele browarów produkujących znakomite trunki. Warto zwiedzić choćby manufakturę wytwarzającą już od niemal 800 lat słynne belgijskie piwo klasztorne Leffe (Maison Leffe) czy Brasserie du Bocq (w Purnode koło Yvoir), a także minibrowar Brasserie Caracole w Falmignoul (część gminy Dinant). 

 

Belgia to znakomity kraj na dłuższy lub krótszy wyjazd. W zależności od wieku uczestników wycieczki, ich zainteresowań i budżetu można zaplanować taką trasę wyprawy, dzięki której uda się poznać wyjątkowo atrakcyjne miejsca w tej części Europy. Bruksela i Region Waloński z pewnością przypadną do gustu każdemu turyście poszukującemu ciekawych śladów historii, bogatej kultury, lokalnych produktów, świetnych warunków do rekreacji na świeżym powietrzu i przyjaznej atmosfery.

Artykuły wybrane losowo

Filipiny – kawałek nieba dla każdego

 

MAGDALENA BURDAK

www.1000krokow.pl

 

Filipiny są jak skrawek Ameryki Łacińskiej pośrodku Oceanu Spokojnego. To raj dla każdego, kto lubi beztroski wyspiarski luz, różnorodną przyrodę, przepiękny świat podwodny i ciekawą kulturę. Filipińczycy słyną ze swojej religijności i… niepunktualności. Na Filipinach czasu się nie mierzy. Zegarek warto zostawić w domu i dać się całkowicie pochłonąć niepowtarzalnej atmosferze tego niesamowitego kraju.

 

Na Archipelag Filipiński składa się 7107 wysp pochodzenia wulkanicznego, położonych w Azji Południowo-Wschodniej i otoczonych wodami Oceanu Spokojnego. Najczęściej dzieli się je na trzy regiony: Luzon – leżący na północy, z główną wyspą o tej samej nazwie i znajdującą się na niej stołeczną Manilą, Mindanao – usytuowany na południu, i Visayas – obejmujący centralne wyspy takie jak Cebu, Bohol czy Siquijor. Fascynującą tutejszą kulturę wzbogaciły wpływy zarówno hiszpańskie i malajskie, jak i chińskie i amerykańskie. Można je dostrzec m.in. w religii, zwyczajach, języku lub kuchni.

 

Filipiny leżą w strefie klimatu równikowego z wyraźnymi cechami monsunowego, co sprawia, że jest tu gorąco i wilgotno. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 27–28°C. Na archipelagu występuje ok. 13,5 tys. gatunków roślin, w tym 3,2 tys. rosnących jedynie na tutejszych wyspach, i wiele endemicznych gatunków zwierząt takich jak wyrak filipiński, wół mindorski, małpożer, kanczyl ciemny (filipiński), świnia wisajska, lotokot filipiński (kaguan), sambar kropkowany (jeleń Alfreda) czy krokodyl filipiński. Prawdziwe skarby Filipin czekają jednak pod wodą. W niewielu częściach świata można znaleźć tak ogromną różnorodność życia morskiego: przepiękne kolorowe rafy i 2,4 tys. gatunków ryb, a to wszystko ukryte w ciepłym i krystalicznie czystym oceanie. Do tego na dnie leżą również zatopione statki, które stanowią dodatkową atrakcję dla nurków. Z takich właśnie powodów ten kraj cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród osób nurkujących z butlą, jak i uprawiających jedynie snorkeling.

 

POGODNI WYSPIARZE

 

Filipińczycy są gościnni, uśmiechnięci i bardzo uczynni. Mówi się, że to jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Mimo burzliwej historii i często powtarzających się katastrof naturalnych zachowali oni niezachwiany optymizm. W 1521 r. dotarł tu portugalski żeglarz Ferdynand Magellan i włączył archipelag do ziem podległych Hiszpanii. Kolonię założył w lutym 1565 r. hiszpański konkwistador Miguel López de Legazpi. Po 333 latach panowania Europejczyków na wyspach wybuchł bunt przeciwko kolonizatorom. W 1898 r. Filipiny zostały wciągnięte w konflikt pomiędzy USA a Hiszpanią, który dotyczył wpływów na Kubie. W jego efekcie i zgodnie z podpisanym pod koniec XIX w. traktatem paryskim zwierzchność nad archipelagiem przejęły Stany Zjednoczone. Te – niestety – nie zgodziły się na przekształcenie kolonii w niezależne państwo, co zmusiło Filipińczyków do kontynuowania walki o niepodległość, którą uzyskali dopiero w lipcu 1946 r. Po II wojnie światowej w kraju wybuchły protesty chłopów, ale zostały stłumione. Wybrany w 1965 r. prezydent Ferdinand Marcos wprowadził rządy dyktatorskie. Stały się one przyczyną strajków i licznych wystąpień niezadowolonych obywateli. Sytuacja w państwie ustabilizowała się w 1986 r., kiedy doszło do pokojowego przewrotu i zakończenia dyktatury. Obecnie Filipiny są jednym z szybciej rozwijających się krajów Azji, a rząd skupia się na tym, aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo mieszkańcom.

 

bohol 04 highres

Wzgórza Czekoladowe na wyspie Bohol

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

NA TALERZU

 

Kadayawan Festival 2 

Filipińskie dzieci na Festiwalu Kadayawan w mieście Davao na Mindanao

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

Unikający konfliktów Filipińczycy uwielbiają karaoke, koszykówkę, festyny, walki kogutów i dobre jedzenie. Ich kuchnia czasami zaskakuje Europejczyków. Łatwo można w niej dostrzec wpływy zarówno hiszpańskie, jak i chińskie, a także malajskie, indonezyjskie, hinduskie i amerykańskie. Na stołach królują proste i niedrogie potrawy, na co duży wpływ ma panująca na Filipinach bieda. Nauczyła ona mieszkańców gotowania z dostępnych i tanich produktów.

 

Podczas podróży po wyspach najczęściej trafia się na dania określane mianem adobo, które można uznać za filipiński specjał narodowy. Nazwę tę stosuje się zarówno w przypadku potrawy, jak i sposobu jej przyrządzania. Adobo to kawałki mięsa kurczaka bądź wieprzowiny, owoce morza lub warzywa gotowane w marynacie z octu, sosu sojowego, czosnku i czarnego pieprzu. Najpopularniejszą i dość kontrowersyjną przekąską uwielbianą przez Filipińczyków jest balut – ugotowany w jajku w skorupce kaczy embrion, często z zalążkiem dzioba, piór czy kości. Kilkunastodniowe zarodki kaczki uchodzą za przysmak i afrodyzjak. Niestety, obcokrajowcy raczej nie decydują się na ich degustację z uwagi na wygląd, konsystencję i zapach. Baluty najłatwiej kupić w nocy, gdyż sprzedawane są na ulicach i podawane z koszy, w których cały czas utrzymuje się wysoką temperaturę. Bardziej wybredni smakosze mogą spróbować popularnego na Filipinach deseru halo-halo. Stanowi on mieszankę lodów, mleka, słodkiej fasoli i owoców. Warto też napić się buko – soku ze świeżego kokosa.

 

 Makati by Night

Nowoczesne centrum biznesowe Manili po zmroku rozbłyska światłami

© DAVID HETTICH/TOBIAS HAUSER

 

MIASTO KONTRASTÓW

 

Większość odwiedzających Archipelag Filipiński zaczyna swoją podróż od stolicy kraju – Manili, która znajduje się w południowej części wyspy Luzon. Gdyby chcieć opisać to miasto trzema słowami, byłyby to kontrast, hałas i chaos. Takie właśnie wywołuje pierwsze wrażenie. Duży wpływ ma na to fakt, że jest ono najgęściej zaludnioną metropolią świata (na 1 km² przypada tu aż ponad 71,2 tys. osób!). Tłumy ludzi, ogromny ruch samochodowy, hałas, feeria barw i zapachów sprawiają, że Manila bywa miejscem bardzo męczącym. Jeżeli jednak da się jej szansę, można odkryć prawdziwą perłę Orientu – przepiękne miasto, które zyskuje na uroku dzięki swoim licznym kontrastom.

 

Administracyjna stolica Filipin jest także najszybciej rozwijającym się ośrodkiem Azji Południowo-Wschodniej. Najlepiej oddają to nowoczesne obszary pełne biurowców, drapaczy chmur, ekskluzywnych hoteli i drogich sklepów. Jeśli jednak chce się poczuć kolonialny klimat, trzeba odwiedzić najstarszą część metropolii – Intramuros. Założyli ją Hiszpanie, którzy w czerwcu 1571 r. podbili Manilę. Można tutaj znaleźć piękne kamienice, zabytkowe kościoły czy historyczne pałace. W tym rejonie warto zajrzeć do muzeum Casa Manila, które stanowi kopię tradycyjnego kolonialnego domu.

 

TRUMNY I POLA RYŻOWE

 

W głębi wyspy Luzon, na północ od stolicy odkryjemy inny świat. W wysokich górach leżą małe miejscowości. Jedną z nich jest Sagada, gdzie czekają na nas przepiękne piesze trasy, małe pola ryżowe, ukryte w tropikalnym lesie wodospady i nieprzeniknione jaskinie. Ta nieznana kiedyś osada słynie z oryginalnego sposobu grzebania zmarłych, który polega na zawieszeniu trumny ze zwłokami na skale. Jak brzmi uzasadnienie tej tradycji? Otóż dusza ludzka musi być bliżej nieba, czuć powiew świeżego powietrza i ciepło promieni słońca. Tylko wtedy szczęśliwa odejdzie do raju. Do niektórych trumien przytwierdzone są krzesła. Oznaczają one, że zmarły odszedł w zaświaty w pozycji siedzącej. Na taki rodzaj pochówku pozwolić sobie mogą tylko rodowici i majętni mieszkańcy Sagady.

 

Miejscowość kryje jeszcze jeden skarb – przepiękne jaskinie Sumaguing i Lumiang. Wyprawa przez ich korytarze, wąskie szczeliny, podziemne jeziora, rzeki i ogromne komory jest jedną z niezapomnianych atrakcji całych Filipin. Pod Sagadą można oglądać przepiękny podziemny świat, który tworzą labirynty przejść oraz stalagmity i stalaktyty przypominające niebywałe, misternie rzeźbione figury. Dodatkowo uwagę turystów zwracają stosy drewnianych trumien ułożone u wejścia do Jaskini Pogrzebowej Lumiang (Lumiang Burial Cave).

 

Na południowy wschód stąd znajdują się miejscowości Banaue i Batad z tarasami ryżowymi, które są dumą grupy etnicznej Ifugao. Filipińczycy uważają je za ósmy cud świata. Tarasowe pola liczą sobie przeszło 2 tys. lat. Zostały zbudowane tylko pracą rąk ludzkich, bez użycia maszyn. Do dziś ryż uprawia się tu w tradycyjny sposób.

 

PODZIEMNA RZEKA

 

Większości osób Filipiny kojarzą się z przepięknymi plażami, białym piaskiem i kolorowymi rafami. Wszystko to znajdziemy właśnie na Palawanie. Wyspa ta leży w południowo-zachodniej części archipelagu. Niedaleko miejscowości Sabang usytuowany jest jeden z 7 Nowych Cudów Natury – Park Narodowy Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Tutejsza podziemna rzeka (Cabayugan) uchodzi za jedną z najdłuższych na świecie. Ciągnie się przez 8,2 km, z czego turyści zobaczyć mogą tylko pierwsze 1,5 km. Jaskinie krasowe zwiedza się małą łódką, sterowaną przez przewodnika. Pod ziemią panuje absolutna cisza i aby jej nie zakłócać, każdy z odwiedzających otrzymuje słuchawki z nagranym wcześniej opisem. Wszystko wokół spowija całkowity mrok, jedynej latarki używa przewodnik i to on oświetla najważniejsze do obejrzenia miejsca. Niezmącony spokój rzeki i jej ogrom robią niesamowite wrażenie. Z łatwością można się tutaj przekonać, jak wielka jest siła natury.

 

Z WYSPY NA WYSPĘ

 

Każdy, kto kiedykolwiek zawita na Filipiny, spotka się z określeniem island hopping. Zwrot ten oznacza zwiedzanie pobliskich małych, nierzadko niezamieszkanych, wysepek, plaż i raf połączone z pływaniem i snorkelingiem. Najpopularniejszy na Palawanie rejon na taką wycieczkę znajduje się w północnej jego części, w okolicy miasta El Nido, zwanego Niebem na Ziemi. Leży tu archipelag Bacuit składający się z 45 niewielkich wysp, które skrywają niesamowite i przepiękne plaże, zatoczki, laguny i jaskinie. W trakcie całodniowej wyprawy tradycyjną filipińską łodzią banca mamy okazję zobaczyć niedostępne brzegi pokryte śnieżnobiałym piaskiem, ponurkować w poszukiwaniu żółwi, obejrzeć niezmiernie kolorową rafę czy popływać kajakiem pomiędzy dzikimi i bezludnymi skrawkami lądu. W El Nido oferuje się cztery wycieczki (oznaczone kolejno literami A, B, C i D), różniące się umieszczonymi w programie miejscami.

 

Do najczęściej odwiedzanych wysepek należy Miniloc, otoczona przepięknymi lagunami – Big Lagoon, Small Lagoon i Secret Lagoon. Aby zobaczyć tę ostatnią, trzeba przecisnąć się przez wąskie przejście ukryte pod olbrzymim wapiennym klifem zanurzonym w wodzie. Helicopter Island swoim kształtem przypomina z kolei mały śmigłowiec. Na Sekretną Plażę (Secret Beach) na Matinloc trafia się przez skalny otwór. Większość z wysp archipelagu Bacuit to ogromne wapienne skały wyrastające pionowo z wody, pokryte bujną zielenią i niewielkimi plażami. Jeżeli jednak ktoś chciałby znaleźć rajski zakątek, ale woli pozostać na Palawanie, powinien w El Nido wypożyczyć skuter i udać się w stronę północnego krańca lądu. Leżą tutaj dzikie plaże, do których trudno dojechać samochodem, takie jak Nacpan Beach. Ma ona 4 km długości i przy odrobinie szczęścia będziemy na niej jedynymi turystami. Usypany ze śnieżnobiałego piasku brzeg oblewa krystalicznie czysta, turkusowa woda, palmy uginają się od kokosów, a nieliczne skromne bary zapraszają do odpoczynku w wygodnym hamaku.

 El Nido Resorts Apulit

El Nido Resorts Apulit Island

© PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM

 

W SERCU ARCHIPELAGU

 

Centralną częścią Filipin jest region Visayas. To właśnie na jedną z jego wysp (Limasawę) w marcu 1521 r. przypłynęła ekspedycja Ferdynanda Magellana. Hiszpanie przywieźli ze sobą figurkę Dzieciątka Jezus (Santo Niño) i chrześcijaństwo. Na Cebu, w mieście o tej samej nazwie wbito krzyż (Cruz de Magallanes) i ochrzczono pierwszych mieszkańców archipelagu. Ferdynand Magellan zginął jednak 27 kwietnia 1521 r. na sąsiedniej Mactan w walce z wojownikami miejscowego wodza Lapu-Lapu. Kilkadziesiąt lat później do wysp Visayas przybiła kolejna wyprawa z Hiszpanii. Na jej czele stał Miguel López de Legazpi, któremu udało się wprowadzić chrześcijaństwo i ustanowić pierwszą stolicę kolonii hiszpańskich w Azji. Tak właśnie w Cebu, dziś najstarszym założonym przez Hiszpanów mieście na archipelagu (jako Villa de San Miguel w dniu 27 kwietnia 1565 r.), narodził się kraj znany dzisiaj jako Filipiny.

 

W tym największym, ponad 920-tysięcznym ośrodku miejskim regionu Visayas warto poszukać pozostałości po kolonizatorach. W Bazylice Dzieciątka Jezus (Basílica del Santo Niño, najstarszym kościele katolickim na Filipinach, wzniesionym w 1565 r.) można zobaczyć cudowną figurkę Santo Niño. To właśnie w miejscu, w którym stoi świątynia, Ferdynand Magellan ochrzcił pierwszych wyspiarzy. W małym i niepozornym budynku kaplicy nieopodal bazyliki znajduje się krzyż postawiony przez portugalskiego żeglarza, a właściwie jego zachowane fragmenty umieszczone w drewnianej konstrukcji nowego krzyża.

 

Na Cebu ciekawie spędzimy czas również poza stolicą prowincji. W okolicy miasta Moalboal i pobliskiej wysepki Pescador (po hiszpańsku Rybak) można obserwować ogromne ławice sardynek. Niedaleko pod wodą kryją się jedne z piękniejszych filipińskich raf. Znakomitym miejscem na wypoczynek są dwie plaże – Panagsama i Biała (White Beach). Osoby lubiące aktywne wyprawy powinny wybrać się na wycieczkę pod któryś z licznych wodospadów, np. Kawasan Falls. 

 

Cebu słynie też z innej, dość kontrowersyjnej atrakcji. W pobliżu miasta Oslob można spotkać rekiny wielorybie, które przyciągają codziennie rzesze turystów. Ekolodzy jednak regularnie zwracają uwagę, że zbyt duża ingerencja w naturalne środowisko tych największych na świecie ryb wpływa negatywnie na ich populację.

 

SPOTKANIE Z REKINAMI

 

Na Filipinach mamy niesamowitą okazję zobaczyć na własne oczy rekiny wielorybie. Te całkowicie niegroźne dla ludzi ryby żywią się planktonem i prowadzą migracyjny tryb życia. Przebywają codziennie wiele kilometrów. W poszukiwaniu pożywienia pojawiają się w okolicy wspomnianego Oslob. Lokalni rybacy, którzy czyszczą w morzu swoje sieci, zauważyli, że rekiny przypływają, aby najeść się resztkami z połowów. Sytuację postanowiono więc wykorzystać i ze spotkań z tymi fascynującymi stworzeniami zrobić atrakcję turystyczną. Niestety, karmione codziennie ogromne ryby nauczyły się łatwego zdobywania pokarmu i porzuciły swój migracyjny tryb życia, zaburzając tym samym ekosystem. Popularność tego miejsca sprawia, że turystów i łodzi jest coraz więcej, a rekiny narażone są na zranienie i negatywne skutki zbyt bliskiego kontaktu z człowiekiem.

 

Na Filipinach te niesamowite zwierzęta można spotkać także w rejonach, gdzie ludzie nie ingerują tak mocno w środowisko naturalne, m.in. w okolicy wyspy Pamilacan na morzu Bohol (Mindanao). Tutejsi rybacy, kiedyś polujący na rekiny, dziś oferują wyprawy, na których wypatruje się tych olbrzymów i delfinów. Największe na świecie ryby spotyka się również koło rybackiej miejscowości Donsol, znajdującej się w południowej części Luzonu.

 

KRAINA UŚMIECHU

 

Podczas pobytu na Filipinach nie wolno ominąć wyspy Bohol. To niewątpliwie wizytówka kraju – reprezentuje wszystkie jego wspaniałości, przyciąga niepowtarzalnymi atrakcjami i pięknymi plażami. Te ostatnie najłatwiej znaleźć na czarującej wysepce Panglao, połączonej z Bohol dwoma mostami. Turyści lubiący malownicze kurorty i restauracje z lokalnym jedzeniem powinni odwiedzić słynną plażę Alona. Osobom ceniącym sobie spokój spodoba się raczej popularna wśród miejscowych Dumaluan. W tej części Bohol warto zdecydować się na rejs na małe, urokliwe wysepki, np. Pamilacan z lasami koralowców i podwodnym sanktuarium żółwi morskich czy Balicasag, w okolicy której można spotkać delfiny i rekiny wielorybie.

 

Ciekawym sposobem na spędzenie czasu jest też wycieczka rzeką Loboc (Loay). W jej rejonie kręcono sceny do filmu Czas Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Podczas rejsu podziwia się cudowne widoki i delektuje lokalnymi daniami, a to wszystko przy filipińskiej muzyce na żywo. Amatorów mocnych wrażeń Bohol przyciąga wspaniałymi parkami przygód, w których można zjechać na linie zawieszonej nad tropikalnym lasem, wspinać się po skałach, eksplorować jaskinie lub spłynąć rwącą rzeką.

 

NIETYPOWE WZGÓRZA

 

Większość osób przybywa jednak na Bohol, aby zobaczyć wyjątkowy cud natury, jakim są Wzgórza Czekoladowe. Składa się na nie ok. 1270 wapiennych pagórków o wysokości od 30 do 120 m. Wzniesienia zaskakują prawie idealnie stożkowatym kształtem i do dzisiaj naukowcy nie ustalili ich pochodzenia. Filipińczycy wierzą, że powstały za sprawą olbrzymów. Jedna z legend mówi o tym, że pagórki utworzyły ogromne łzy wylane przez giganta Arogo płaczącego nad utraconą miłością. Według innej opowieści to głazy, którymi rzucali w siebie olbrzymi. Co ciekawe, nazwa tego miejsca pochodzi od koloru traw porastających wzniesienia – w porze suchej stają się one ciemnobrązowe. Jednak Wzgórza Czekoladowe równie pięknie prezentują się w kolorze zielonym.

 

POD OSŁONĄ NOCY

 

Innym symbolem wyspy Bohol jest maleńkie stworzenie, które większość ludzi myli z małpką. Mowa tu o wyraku filipińskim. Wyrakowate są ssakami naczelnymi i prowadzą nocny tryb życia. Wyróżniają je ogromne oczy i kończyny zakończone cieniutkimi palcami. Większość dnia przesypiają z jednym zamkniętym okiem, przytulone do gałęzi drzew. Mimo iż wyraki filipińskie uznano za gatunek o podwyższonym ryzyku wyginięcia, ich populacja nadal drastycznie maleje. Sprawy nie ułatwia fakt, że samica rodzi tylko dwa młode w ciągu całego roku. Na Bohol można zobaczyć te niezwykłe stworzenia z bliska. Odpowiednim do tego miejscem jest ośrodek w miasteczku Corella należący do Philippine Tarsier Foundation, w którym zwierzęta przebywają w naturalnym środowisku i pod opieką wolontariuszy.

 

ZACZAROWANY LĄD

 

Na Filipinach leży jeszcze jedna wyjątkowa wyspa, słynąca z magicznej mocy. Filipińczycy starają się ją omijać, gdyż boją się duchów i mieszkających tu szamanów. Siquijor, bo tak się nazywa, można objechać na skuterze w jeden dzień. W tutejszych lasach i górach znajdują się prawdziwe skarby: jeziora z wodospadami, tajemnicze jaskinie, malowniczo położone punkty widokowe i… szamani. Tych ostatnich wcale nie tak łatwo spotkać. Choć przestali trudnić się czarną magią i zajmują się dziś raczej uzdrawianiem, to w miejscowych budzą ogromny respekt.

 

Siquijor z pewnością spodoba się wielbicielom przepięknych widoków. Mówi się, że to właśnie tutaj można oglądać najpiękniejsze zachody słońca na Filipinach. W trakcie zwiedzania trzeba koniecznie wybrać się pod Balete Tree w Campalanas, uważane za najstarsze drzewo na wyspie (ponoć ponad 400-letnie), spod którego korzeni wytryska źródło. Według miejscowych w jego wnętrzu mieszkają duchy. Szamani wykonują w pobliżu drzewa swoje obrzędy. W tej okolicy można skorzystać z naturalnego peelingu stóp w basenie z małymi rybkami.

 

Podczas wizyty na Siquijor warto też zjechać z głównej drogi i poszukać ukrytych plaż i wodospadów. Przy odrobinie szczęścia trafi się na Kagusuan. Tę przepiękną i niedostępną plażę urozmaicają olbrzymie głazy wyrzucone przez morze. Najprawdopodobniej nie spotkamy tu żywej duszy.

 

W ciepłym toskańskim słońcu

BEATA GARNCARSKA

<< Dzisiejsza Toskania – jedno z najpiękniejszych krajobrazowo miejsc we Włoszech, gdzie zagęszczenie zabytków na 1 km² przekracza wszelkie normy światowe, nazywana była niegdyś Etrurią bądź Tuscią. Od północy graniczy ona z Ligurią i Emilią-Romanią, od wschodu – z zieloną Umbrią i Marche, na południu – z majestatycznym Lacjum z Rzymem, a zachodnie jej krańce oblewają wody Morza Tyrreńskiego. Poza tym należą do niej także Wyspy Toskańskie, m.in. Elba, Giglio, Capraia, Montecristo czy Gorgona. >>

Więcej…

Zimowe szaleństwo w austriackich Alpach

ELŻBIETA PAWEŁEK

<< Są tu najlepsze stoki narciarskie i słynne trasy Pucharu Świata, którym trudno się oprzeć, całoroczny śnieg na lodowcach i mnóstwo atrakcji. Zbocza Alp w niewielkiej Austrii to istny raj dla wielbicieli białego szaleństwa. Przyjeżdżają oni do tego kraju nie tylko z Europy, lecz także z całego globu, i nigdy nie opuszczają go zawiedzeni. >>

Austriacy wiedzą, jak zadbać o narciarzy. To dla nich przygotowują bezpieczne, ubite szlaki oraz tereny do uprawiania stylu freeride. Z myślą o snowboardzistach otwierają snowparki, aby przyciągnąć rodziny z dziećmi, organizują szkółki dla najmłodszych z dodatkowym programem rozrywkowym. Miejscowe ośrodki słyną ze znakomitej infrastruktury, a zaplecze gastronomiczne jest w nich na naprawdę wysokim poziomie. Zagranicznych gości zapraszają do siebie malowniczo położone hotele, modne pensjonaty, przytulne zajazdy i tradycyjne schroniska. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

Więcej…