MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Coraz większą popularnością wśród polskich turystów cieszą się podróże piwne (turystyka browarna) i winne (enoturystyka). Na razie na wyjazdy tego typu wybieramy na ogół bliskie nam kierunki, europejskie, rzadziej decydujemy się na dalekie, egzotyczne eskapady na inne kontynenty, m.in. do Ameryki Południowej – Argentyny, Chile i Urugwaju, czy do Afryki – RPA. Smakosze piwa z Polski jeżdżą najczęściej na specjalne wycieczki na Słowację, do Czech, Niemiec, Austrii, Belgii, Holandii, Danii i Irlandii. Te kraje znane są u nas z wyśmienitych browarów, jak choćby słowacki Pivovar Hurbanovo – producent słynnej marki Zlatý Bažant, czy też irlandzki Guinness Brewery (obecnie należący do międzynarodowej grupy Diageo) – wytwórca Guinnessa i Harp Lagera. Natomiast polscy wielbiciele wina wybierają się zazwyczaj na wyprawy enoturystyczne prowadzące na Słowację, Węgry, do Republiki Czeskiej, Niemiec, Austrii, Włoch, Francji, Hiszpanii i Portugalii.

Coraz modniejsze stają się również trochę dalsze podróże do Gruzji i Armenii, czyli do miejsc, gdzie przed 4 tys. lat zaczęto uprawiać winne grona. Jedno jest pewne – zarówno piwa, jak i wina nie można zrozumieć bez poznania ich tożsamości i pochodzenia. Trzeba zobaczyć miejsca, gdzie się narodziły i ludzi, którzy je stworzyli. Każdy z wyjazdów piwnych i winnych pomoże nam zgłębić tajemnice wyjątkowych zakątków globu, gdzie powstają najlepsze trunki świata. Dzięki podróżom tego typu będziemy mogli zamieszkać w magicznych miejscach i przeżyć przygodę życia. Poznamy także fascynujących ludzi, twórców wielkich piw i win, prawdziwych pasjonatów swojej pracy. Spotkanie z nimi jest niezapomnianym przeżyciem, czymś bezcennym…       

 

Wyprawy piwnymi szlakami oferują pobyt w miejscach, gdzie piwowarzy przygotowują najlepsze złociste trunki. Natomiast uczestnicy wyjazdów winiarskich zabierani są do wspaniałych regionów świata, na których terenie dojrzewały winne grona, z których powstał potem niepowtarzalny napój, zamknięty w kuszącej butelce. Coraz więcej polskich firm specjalizujących się w tzw. turystyce kulinarnej (np. Polka Travel, Kulisy Smaku – marka biura Nomada, czy też portal Foodlovers.pl) oferuje także podróże piwne i wycieczki do źródeł wina. Nic w tym zresztą dziwnego, bowiem stanowią one również doskonałą okazję, aby poznać zwiedzany kraj od kuchni (i to dosłownie!). Wizyty w miejscowych browarach i winiarniach połączone są z degustacjami produkowanych w nich trunków, którym towarzyszą często lokalne specjały kulinarne. Zainteresowane osoby mogą nauczyć się nawet przygotowywać te przysmaki. Poza tym piwo i wino to nieodłączne elementy dobrej kuchni, idealnie dopełniają smak wyrafinowanych potraw. Przekona się o tym każdy turysta, smakując w najlepszych browarach świeżo warzonego złocistego napoju z pianką, czy też próbując w cieszących się zasłużoną sławą winnicach najprzedniejszych szlachetnych trunków. Nie ma żadnej wątpliwości, że wyprawy piwnymi i winnymi szlakami są niezwykłymi podróżami, podczas których nie tylko zwiedzimy magiczne zakątki świata, ale poznamy także tajniki pracy słynnych piwowarów i winiarzy.

W tym wydaniu magazynu All Inclusive postanowiliśmy skoncentrować się na wyjazdach enoturystycznych do znanych z uprawy winorośli i produkcji wina dwóch europejskich krajów – Republiki Słowackiej i Hiszpanii. Oczywiście, zajmiemy się teraz jedynie wybranymi regionami winnymi, które rozsławiają oba te państwa na całą Europę (i nie tylko!). W kolejnym numerze, już pod koniec listopada br., zaprezentujemy inne atrakcyjne europejskie szlaki dla miłośników szlachetnych trunków, przeniesiemy się także na Węgry, do Czech, Niemiec, Austrii, Włoch, Francji i Portugalii oraz do Gruzji i Armenii. Przybliżymy również szerzej tematykę podróży piwnych (turystyki browarnej) oraz związanych z nimi słynnych festiwali odbywających się na naszym kontynencie, m.in. wrześniowo-październikowego Oktoberfest w Monachium czy majowego Czeskiego Festiwalu Piwa w Pradze.

 

PODRÓŻE WINNE W POLSCE

Jak wygląda obecnie rynek organizatorów wyjazdów enoturystycznych w naszym kraju? Otóż oprócz biur specjalizujących się w szeroko rozumianej turystyce kulinarnej pojawiły się też ostatnio firmy zajmujące się przede wszystkim organizacją profesjonalnych wypraw winiarskich, jak krakowska Wine Service czy przedstawicielstwo holenderskiej Wine & Dine Travels. Poza tym kilku rodzimych touroperatorów wzbogaciło swoje oferty o programy wycieczek dla miłośników zwiedzania winnic, np. Holiday Travel (oryginalny projekt Podróże do źródeł wina, który powstał we współpracy z Winarium Marka Kondrata), Klub Podróży Horyzonty, Klinika Biznesu czy wspomniana już przeze mnie Polka Travel. Dzięki temu możemy pojechać z Polski m.in. do węgierskiego regionu Villány i na wrześniowy Międzynarodowy Festiwal Wina w Budapeszcie, do francuskich Alzacji, Bordeaux i Burgundii, do włoskiej Toskanii czy też do Portugalii. My tymczasem udamy się najpierw do naszych południowych sąsiadów – na Słowację, a potem na Półwysep Iberyjski – do Hiszpanii. Czas więc rozpocząć naszą letnio-jesienną wyprawę z winem…

 

MAŁOKARPACKI SZLAK WINNY

  FOT. BRATISLAVAREGION.EU

Słowacy mogą się pochwalić niezmiernie interesującym Małokarpackim Szlakiem Winnym, który ciągnie się przez liczne malownicze wioski i historyczne miasteczka na południowym zachodzie Słowacji (np. Pezinok i Trenczyn) – od stołecznej Bratysławy aż do zabytkowej Trnawy, nazywanej „Małym Rzymem”. Jego jedną z największych atrakcji stanowią od kilku lat tzw. Dni Otwartych Piwnic odbywające się dwa razy w roku – pod koniec maja i w listopadzie. Ponad 130 winiarzy otwiera wówczas podwoje swoich starych, uroczych piwnic, aby turyści mogli delektować się smakiem produkowanych przez nich szlachetnych, regionalnych trunków. Wystarczy jedynie nabyć bilet wstępu, który kosztuje obecnie 40 euro (w tej cenie znajduje się talon o wartości 20 euro na kupno win). Przy jego zakupie otrzymuje się kieliszek do degustacji, winny paszport, mapę turystyczną z wykazem wszystkich piwnic biorących udział w programie oraz inne niespodzianki.

                Małokarpacki Szlak Winny jest bez wątpienia najbardziej znaną trasą turystyczną, jaką przygotowano na Słowacji dla miłośników zwiedzania winnic. Co roku rośnie liczba Polaków poznających wielkie atrakcje tego regionu. We wrześniu zaczyna się tutaj zazwyczaj winobranie, które trwa na ogół do listopada. Na jego zakończenie można już spróbować pierwszego, młodego wina. Podczas całego roku czekają na nas na Małokarpackim Szlaku Winnym ciekawe imprezy, oprócz słynnych Dni Otwartych Piwnic, organizuje się tu również w maju Wino na zamku w XVI-wiecznym Czerwonym Kamieniu (Červený Kameň) górującym nad miejscowością Ĉastá, we wrześniu warto wziąć udział w Dniu w Winnicach, a w marcu i grudniu zapraszają do regionu Kobiety, wino i zapachy (do zabytkowych miasteczek Pezinok i Trenczyn). Na początku i końcu szlaku znajdują się duże słowackie miasta, Bratysława i Trnawa, pełne atrakcji, oczywiście, nie tylko winiarskich. W okolicy natkniemy się także na malowniczo położone zamki, jak Devín w stolicy Słowacji czy wspominany już Czerwony Kamień. Możemy zwiedzić piękne historyczne winiarskie miasteczka – Pezinok, Modrą, nazywaną „Perłą Karpat”, oraz Svätý Jur. Na uczestników wypraw enoturystycznych czekają tutaj Narodowy Salon Win na Zamku Pezińskim i winoteka na Zamku Smolenickim koło Trnawy. Poza tym nie mogą oni ominąć największych w Małych Karpatach rozległych piwnic winnych Fuggera. Znajdą je na zamku Czerwony Kamień w miejscowości Ĉastá niedaleko Modrej. Należał on do znanego niemieckiego kupca i bankiera Antona Fuggera (1493–1560), który kazał wybudować pod nim w 1540 r. ogromny skład winny. Miejscowe wspaniałe piwnice miał zaprojektować ponoć sam Albrecht Dürer (1471–1528). Na tutejszym szlaku uwagę zwracają liczne winnice usytuowane malowniczo u podnóża Małych Karpat. Rozciąga się z nich przepiękny widok na okolicę. Na miłośników wina czeka tu mnóstwo piwniczek z tym szlachetnym trunkiem, które mieszczą się w uroczych wioskach i miasteczkach. Nic więc dziwnego, że podróż Małokarpackim Szlakiem Winnym zapewnia wszystkim turystom dużo radości oraz pozwala poznać jeden z najpiękniejszych regionów Słowacji i sympatycznych, fascynujących ludzi.       

 

HISZPAŃSKA LA RIOJA

Przenieśmy się teraz na Półwysep Iberyjski – do jednej z 17 wspólnot autonomicznych Hiszpanii, jaką jest położona na północy kraju La Rioja. Nie ma lepszej lub gorszej pory roku na odwiedzenie tej malowniczej hiszpańskiej prowincji. Tajemnice jej największego skarbu – czerwonego wina Rioja – można odkrywać zarówno w czasie jesiennego winobrania, jak i w trakcie chłodnej, deszczowej zimy, czy też w promieniach ciepłego wiosennego i letniego słońca. La Rioja leży nad rzeką Ebro, a swoją nazwę wzięła od jej dopływu – río Oja. Charakterystyczną cechą tutejszego krajobrazu są pagórkowate wzgórza pokryte winnicami. Uprawom winorośli na tym terenie sprzyja łagodny klimat doliny Ebro i odpowiednio żyzna gleba. Wino wytwarzano tu już w czasach starożytnych. Rzymianie rozwinęli jego produkcję na wielką skalę, dopiero Maurowie częściowo ją ograniczyli. O wysoką jakość szlachetnego trunku zadbali średniowieczni mnisi. Kultura wina w prowincji La Rioja jest wszechobecna, np. w malowidłach ściennych Klasztoru Yuso w San Millán de la Cogolla, we wnętrzach lokalnych restauracji, ale przede wszystkim na tzw. Ruta del Vino, czyli Szlaku Wina. Ta niezmiernie interesująca trasa biegnie pośród najpiękniejszych zakątków regionu, malowniczych winnic oraz klimatycznych bodeg (szczególnie polecamy te w Haro). Ponad 500 miejscowych winiarni oferuje turystom, oprócz trunków pochodzących z własnych piwnic, noclegi i wyżywienie.

                                                                                                              FOT. TURISMOENFOTOS.COM

Doskonały punkt wypadowy do zwiedzania całej prowincji stanowi jej stolica – ponad 150-tysięczne Logroño, położone przy słynnej Drodze św. Jakuba (Camino de Santiago). Co roku pod koniec września w tym zabytkowym mieście odbywają się widowiskowe Fiestas de San Mateo. Podczas tego kilkudniowego hucznego święta ku czci św. Mateusza oraz wina mieszkańcy bawią się wspólnie przy najlepszych regionalnych szlachetnych trunkach i tapas (przystawkach). Miejscowi i turyści gromadzą się na ogół w okolicy ulicy Portales i przy Placu Targowym (Plaza del Mercado), gdzie wznosi się barokowa Konkatedra Santa María de la Redonda. Centralne uroczystości mają miejsce na deptaku El Espolón. Podczas nich sok z winnych gron wyciska się w ogromnych kadziach w tradycyjny sposób – gołymi stopami. Nikogo nie dziwi więc fakt, że związane tak mocno z kulturą wina Logroño otrzymało w lutym br. zaszczytny tytuł Capital Española de la Gastronomía 2012, czyli „Hiszpańskiej Stolicy Gastronomii 2012 r.”, pokonując w finale andaluzyjską Sewillę i asturyjski Gijón. Z ręką na sercu możemy polecić każdemu podróż pośród uroczych winnic regionu La Rioja, bowiem na pewno taka niezwykła wyprawa pozostanie na zawsze w naszej pamięci.             

 

 

PODRÓŻE WINNE PO EUROPIE OKIEM EKSPERTA

Poniżej przedstawiamy Państwu opinię na temat najpiękniejszego wyjazdu winiarskiego w Europie, którą podzieliła się z nami Majka Szura – właścicielka biura podróży Polka Travel, organizatorka wycieczek enoturystycznych, pomysłodawczyni oferty W 80 win dookoła świata.

Polecam hiszpański region La Rioja, nie tylko ze względu na wyborne wina, ale także wrażenia estetyczne. Wiele tutejszych bodeg zaprojektowali światowej sławy architekci, jak np. Santiago Calatrava, autor genialnie wkomponowanej w krajobraz, surrealistycznej Bodegi Ysios, czy też Frank O. Gehry, twórca Bodegi Marqués de Riscal. Ta ostatnia, oprócz winnicy, oferuje ultra awangardowy hotel, wyposażony m.in. w telewizory „Beovison”, telefony VOIP, oraz świetnie zaopatrzoną winotekę. Dodatkowo możemy skorzystać z zabiegów winoterapii w tutejszym SPA. Natomiast szalenie ciekawa Bodega Campo Viejo nie bez przyczyny otrzymała w 2003 r. międzynarodową nagrodę za najlepszą architekturę. Szlak winny w La Rioja stanowi więc prawdziwą ucztę dla ciała i ducha.

Dla osób zafascynowanych architekturą średniowieczną jest to także wymarzony cel wyprawy. La Rioja leży na liczącym ok. 2 tys. lat szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostela i obfituje w wiekowe klasztory, zamki i kościoły. Biorąc udział w kursach enologicznych czy degustacjach, możemy zatrzymać się w romantycznych wnętrzach zabytkowych hoteli w miasteczkach Calahorra, Olite i Santo Domingo de la Calzada. Smakowanie wina w takim otoczeniu nabiera zupełnie wyjątkowej aury...

Lubię odwiedzać ten region jesienią, w trakcie winobrania, oraz latem, kiedy to 29 czerwca, w dniu św. Piotra, rozpoczyna się w Haro „Batalla de vino”, czyli „Winiarska bitwa”, podczas której uczestnicy fiesty polewają się nieudanym winem z ostatnich zbiorów. Można spontanicznie wziąć udział w tej zabawie. Nic więc dziwnego, że dzięki swoim licznym walorom La Rioja otrzymała w USA tytuł „Najlepszego Regionu Winnego w 2011 r.”.


 

Artykuły wybrane losowo

Fotoekspedycje – z miłości do podróży i fotografowania

WOJCIECH KUDER

 

<< Odkąd na początku XX stulecia wynaleziono pierwszy małoobrazkowy aparat fotograficzny, podróżowanie zaczęło nierozerwalnie wiązać się z dokumentowaniem rzeczywistości w kadrach. Dziś następca „camery obscury” towarzyszy człowiekowi wszędzie – od zaśnieżonych szczytów Himalajów po piaski Sahary i porywający magią tysiąca barw wodny świat Wielkiej Rafy Barierowej u wybrzeży Australii, na lądzie, w powietrzu i głęboko pod ziemią, wśród soczystej zieleni tropikalnych lasów Amazonii i surowej bieli niedostępnej Arktyki… >>

 

 FOT. INDIA TOURISM FRANKFURT Tadź Mahal w Agrze w Indiach – mauzoleum cesarzowej Mumtaz Mahal

Nic tak doskonale nie oddaje przecież niepowtarzalnego klimatu miejsca czy atmosfery wydarzenia jak znakomite ujęcie, które na ułamek sekundy zatrzymuje czas i w perfekcyjny sposób utrwala to, co najcenniejsze i warte pokazania. Przez długie dziesięciolecia ani odrobinę nie zmalały godne podziwu pasja i poświęcenie fotografów-globtroterów. Powstała za to nowa forma turystyki – fotoekspedycje. Obecnie to już nie tylko osobliwe hobby zarezerwowane dla garstki zapaleńców, ale prawdziwa moda, która podbija serca milionów ludzi na całej ziemi.  

Więcej…

Ale Meksyk!

ROBERT PAWEŁEK

 

  FOT. MEXICO TOURISM BOARD

<< W promieniach gorącego tropikalnego słońca podróżnicy wyruszają przez półwysep Jukatan śladami dawnej cywilizacji Majów. Gdzieś tutaj praktykowano tajemnicze obrzędy. Układ gwiazd i planet decydował o życiu tysięcy ludzi. Dziś wspaniałym piramidom schodkowym, zamiast ołtarzy ofiarnych, towarzyszą stragany z pamiątkami. W głębi dżungli kuszą nurków fascynujące podziemne jaskinie – cenoty. A na strudzonych wędrowców czekają miękkie złote piaski Riwiery Majów (Riviera Maya). Czy można sobie wyobrazić lepszą wyprawę? >>

 

Na pierwszy rzut oka półwysep Jukatan wydaje się płaski jak… tortilla. W zdecydowanej większości wznosi się zaledwie kilka metrów nad poziomem morza. Z lotu ptaka widać niewysokie lasy tropikalne i sawanny przecięte prostymi jak strzała drogami. W pasie nadmorskim królują namorzyny. Ten z pozoru mało urozmaicony widok nie zapowiada wielkich atrakcji, jakie tu na nas czekają...

Więcej…

Bali – perła Indonezji

Balijki w bogato zdobionych kostiumach w trakcie tańca legong

Photo Balinese - Kopia

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

MARTINA ZAWADZKA

http://lovelajf.pl/

 

Bali od stuleci przyciąga turystów i podróżników z całego świata. Odwiedzają oni wyspę ze względu na jej wielowiekową kulturę, zapierające dech w piersiach krajobrazy i egzotyczną przyrodę. Pragną osobiście przekonać się, czy wszystko, co słyszeli na jej temat, jest prawdą. Po kilku dniach od przybycia na miejsce wiedzą już, że na Bali czeka ich dużo więcej. W tym niezwykłym zakątku ziemi mieszkają przecież przyjaźni, uśmiechnięci ludzie i od samego początku daje się wyczuć panującą w nim specyficzną atmosferę duchowości. Większość obcokrajowców w chwili wylotu zdaje sobie sprawę, iż nie była tu po raz ostatni i na pewno wróci odkrywać kolejne sekrety tego fascynującego lądu.

 

Tworzące piękne tarasy pola ryżowe nawadniane systemem przelewowym

rice flields Bali Mkhail Tsyganov

 

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE/MKHAIL TSYGANOV

 

Indonezja leży na 17 508 wyspach, z których w przybliżeniu jedna trzecia – ok. 6 tys. – pozostaje stale zamieszkana. Zdecydowanie najpopularniejsza jest Bali, wchodząca w skład archipelagu Małych Wysp Sundajskich, położonego na granicy Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego. Znajduje się ona między znacznie większą od siebie Jawą (dzieli je cieśnina Bali) a nieco mniejszą Lombok (odseparowane są cieśniną Lombok). Stolicę prowincji stanowi 850-tysięczne miasto Denpasar, w linii prostej oddalone od Warszawy o ok. 11 tys. km. Bali ma powierzchnię zaledwie 5780 km2 (razem z sąsiednimi wysepkami Nusa Penida, Nusa Lembongan czy Nusa Ceningan), czyli trochę mniej niż połowa województwa świętokrzyskiego, jednego z najmniejszych w naszym kraju. Maksymalna długość wyspy z północy na południe wynosi mniej więcej 112 km, a szerokość – jakieś 153 km.

 

Aby dostać się z Polski do tej części Indonezji, trzeba przekroczyć linię równika. Ze względu na położenie geograficzne przez cały rok panuje tutaj stabilny klimat. Przewodniki turystyczne ostrzegają przed występującą w tym regionie porą deszczową, która trwa zwykle od października do kwietnia. Jednak z doświadczenia wiem, że sytuacja nie wygląda wówczas tak źle. Deszcz i burze pojawiają się głównie wieczorem bądź w nocy, rzadko w ciągu dnia, ale nawet jeśli pada, wciąż jest ciepło. Średnia roczna temperatura powietrza na wybrzeżu wynosi 28°C, w głębi lądu osiąga wartość 26°C, a wyżej w górach – 23°C. Dlatego można wybrać się tu praktycznie zawsze.

 

INNY ŚWIAT

 

Ta perła Indonezji wyróżnia się na tle reszty kraju. W przeciwieństwie do innych wysp, na których żyją głównie wyznawcy islamu, dominującą religię w tym rejonie stanowi hinduizm w odmianie balijskiej. Nie znaczy to jednak, że nie spotkamy w nim muzułmanów (ponad 13 proc. tutejszej ludności) czy chrześcijan (niemal 2 proc. Balijczyków). Miejscowi traktują się nawzajem z szacunkiem. Dużą przyjemność sprawia obserwowanie, jak bardzo tolerancyjne społeczeństwo tworzą. Podczas mojej podróży dookoła świata miałam szansę przez kilka tygodni mieszkać u tradycyjnej rodziny z Bali. Ketut i jego żona Puspa wyznawali właśnie hinduizm balijski. To najpopularniejsza odmiana tej religii na wyspie. Łączy w sobie również elementy buddyzmu i animistycznych wierzeń lokalnych.

 

Balijczycy uważają, że każdego z nich od urodzenia obciążają trzy długi (Tri Rna), które muszą spłacić w trakcie swojego życia. Pierwszym z nich jest Dewa Rna (dług życia). Należy za niego wynagrodzić bogu Sang Hyang Widhi Wasa, który stworzył człowieka. Drugi dług to Pitra Rna (dług miłości i oddania). Za niego trzeba uczynić zadość swoim przodkom. Trzeci – Rsi Rna (oznaczający nabytą mądrość) – spłaca się kapłanom. Większość obrzędów i ceremonii religijnych na Bali dotyczy realizacji tych zobowiązań. Balijczycy liczą, iż bogowie i zmarli krewni uznają ich starania po śmierci.

 

Poza tym dla mieszkańców wyspy bardzo ważna jest karma. Wierzą, że wszystko, co człowiek daje innym, zarówno dobro, jak i zło, wraca do niego z podwojoną siłą, czyli czyny mają wpływ na nasze życie. Jeśli więc siejemy nienawiść, możemy być pewni, iż prędzej czy później takie działanie wyda plony i to, na co pracowaliśmy, zostanie zniszczone.

 

Oprócz tego Balijczycy wierzą w dobre i złe bóstwa. Znajduje się tu kilkadziesiąt tysięcy różnych miejsc kultu. Mimo iż ta liczba wydaje się ogromna jak na tak niewielką wyspę, mieszkańcy praktykują swoją religię nie tylko w ich pobliżu. Sfera sacrum obejmuje znacznie więcej, co dostrzega się na każdym kroku.

 

W BALIJSKIM DOMU

 

Przygotowywanie ofiarnych koszyków

offiar

© AMBASADA REPUBLIKI INDONEZJI W WARSZAWIE

 

Podczas gościny u balijskiej rodziny miałam możliwość przyjrzeć się z bliska niektórym obrzędom oraz oddawaniu czci siłom przyrody i bogom. Niezmiernie dużą rolę odgrywają tutaj także kult przodków i wiara w demony. Puspa (podobnie jak większość kobiet na Bali) codziennie przygotowywała ofiarę złożoną z pięknych kwiatów, ryżu, świeżych owoców i pachnących kadzideł umieszczonych w małym koszyczku z liści palmowych. Jest to bardzo ważny rytuał. Czasem dorzuca się też drobne monety i papierosy. Cudownie przyozdobione kolorowe dary składane są w różnych intencjach zarówno dobrym, jak i złym bóstwom. Ofiarne koszyczki można zobaczyć prawie na każdym ulicznym rogu, chodnikach, przy domach i sklepach, a nawet na plażach.

 

Pewnego dnia Puspa i Ketut obudzili mnie z samego rana i poprosili, żebym wyprowadziła swój skuter, ponieważ chcieliby poświęcić pojazdy. Aby to zrobić, najpierw należało przyozdobić je kwiatami i ofiarami. Podeszli do tego niesamowicie poważnie. Powiedzieli, że po poświęceniu nie będą musieli się o mnie martwić, gdy wybiorę się gdzieś samodzielnie skuterem, bo nie zagrozi mi już żadne niebezpieczeństwo. Obrzęd wraz z przygotowaniami trwał mniej więcej godzinę. Na początek wspólnie pokroiliśmy owoce, przycięliśmy kwiaty i wykonaliśmy koszyczki z liści palmy, a następnie udekorowaliśmy nimi zaparkowane na podjeździe pojazdy. Po kilku minutach ich samochód i mój skuter przypominały przystrojone na święta Bożego Narodzenia choinki. Wtedy przyszedł czas na modlitwę. Poprowadziła ją najstarsza osoba z obecnych, czyli ojciec Puspy. Wszyscy, włącznie ze mną, byliśmy ubrani w tradycyjne koronkowe koszule i długie spódnice, a biodra przepasaliśmy sarongiem (chustą zasłaniającą nogi), który miał nas chronić przed demonami wychodzącymi z wnętrza ziemi. Ceremonia odbywała się na werandzie domu moich gospodarzy. Przed nią stały zaparkowane pojazdy, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł. Siedzieliśmy ze skrzyżowanymi nogami i rękoma złożonymi na wysokości klatki piersiowej. Ojciec Puspy powtarzał słowa modlitwy, którą co jakiś czas przerywał, aby zadzwonić małym dzwonkiem, gdy my oddawaliśmy pokłon.

 

MUZYKA I TANIEC

 

Mimo iż Bali jest niewielką wyspą, może poszczycić się niezmiernie barwną kulturą. To nieprawda, że tutejsze budowle i wytwory artystyczne mają tylko przyciągać turystów. Przejawy sztuki dostrzeżemy praktycznie wszędzie, a jej cel stanowi zadowolenie bogów. Już po opuszczeniu samolotu na lotnisku w Denpasar orientujemy się, iż znaleźliśmy się w zupełnie innej, magicznej części świata. Atmosferę duchowości wyczujemy również w domach, świątyniach, budynkach rządowych, biurach i hotelach.

 

Gdy po raz pierwszy usłyszałam balijską muzykę, byłam zachwycona! Jednak po kilku dniach słuchania jej w kółko, zaczęłam mieć wrażenie, że towarzyszy mi ciągle ten sam utwór… Na wyspie rozwinął się wyjątkowy styl muzyczny i taneczny, rozpoznawany na całym świecie, a zwany gamelanem. Utwory gra się na tradycyjnych metalofonach, gongach, ksylofonach i bębnach. Zespołów tego typu można posłuchać na Bali przy każdej okazji – podczas pokazów artystycznych, występów tancerzy czy rozmaitych uroczystości, np. weselnych.

 

Według statystyk na tej niewielkiej wyspie funkcjonują setki grup tanecznych wykonujących więcej niż 200 rodzajów tańca tradycyjnego. Oryginalny układ choreograficzny wykorzystuje głównie mowę ciała, mimikę i ruchy palców, nadgarstka, stóp, szyi, a nawet ust i oczu. Jeden z najstarszych gatunków (jego dzieje sięgają XV stulecia) nosi nazwę gambuh, charakteryzuje się wolnym rytmem i swoistym mistycyzmem. Bez wątpienia taniec u Balijczyków należy do sfery sacrum.

 

Ze względu na bardzo duże zainteresowanie tym elementem kultury wśród turystów, pokazy odbywają się niemal wszędzie. Tancerzy coraz częściej można podziwiać w restauracjach, hotelach, a nawet centrach handlowych. Żeby zapobiec profanacji w przypadku religijnych odmian tańca balijskiego, w 1992 r. lokalne władze podjęły decyzję o całkowitym zakazie prezentowania niektórych gatunków w nieodpowiednich dla ich charakteru miejscach.

 

KRAINA SPOKOJU I PIĘKNA

 

Jak większość mieszkańców Azji Balijczycy są ludźmi raczej niskimi, lecz o wielkich sercach i szczerym uśmiechu. W odróżnieniu od Europejczyków żyją zdecydowanie wolniej. Z przyjemnością można przyglądać się, jak celebrują czas spędzany z rodziną i jak ogromnym szacunkiem obdarzają osoby starsze. Zdają sobie sprawę z tego, że wszystko, co mają, zawdzięczają swoim przodkom i tego uczą swoje dzieci. I nie oznacza to wcale majątku, a dar życia. Balijczycy skupiają się na codziennych zajęciach, nie rozmyślają o przyszłości i nie snują długoterminowych planów. Oprócz pracy rytm kolejnych dni wyznaczają im religijne obrzędy i święta. Żyją w zgodzie z tradycją.

 

Podróż na Bali dostarcza mnóstwa wrażeń.Na wyspie działa bardzo dużo ośrodków oferujących zajęcia z jogi i sesje poświęcone nauce medytacji. Najwięcej znajduje się ich w ponad 30-tysięcznym mieście Ubud. Stanowi ono tutejsze centrum kulturalne, a także jest ważnym duchowym ośrodkiem regionu. Powinna do niego zawitać każda osoba szukająca odpowiedniego miejsca, aby móc skupić myśli i odnaleźć wewnętrzną harmonię. Bali to idealny zakątek na skoncentrowanie się na przywróceniu równowagi w swoim życiu.

 

Miłośnicy sportów wodnych też bez wątpienia nie będą się tu nudzić. W pobliżu plaż (np. w sąsiedztwie miasta Kuta) miejscowi oferują wypożyczenie nart wodnych, sprzętu surfingowego, windsurfingowego i łodzi do żeglowania. Balijskie wybrzeże cieszy się wielką popularnością wśród surferów, zarówno tych początkujących, jak i zaawansowanych. Co więcej, wiele osób uważa je za najpiękniejszą okolicę do nurkowania na świecie. Tutejsze rafy koralowe bywają określane mianem cudu natury. Ich niesamowicie bogatą faunę i niespotykane kształty można podziwiać m.in. w południowym rejonie Bali – Nusa Dua, koło wysepki Nusa Penida i plaży Sanur, niedaleko miejscowości Padang Bai (Padangbai) i Candi Dasa (Candidasa), rybackiej wioski Tulamben i zatoki Cemeluk (Jemeluk) oraz wysepki Menjangan i osady Pemuteran.

 

ATRAKCJE WYSPY

 

We wspomnianym mieście Ubud leży Ubud Monkey Forest. To park z hinduistycznymi świątyniami położony w wiosce Padangtegal i zamieszkany przez liczne makaki krabożerne. Przed jego odwiedzeniem warto zaopatrzyć się w banany. Dzięki takiej przynęcie małpy będą bardzo chętnie do nas podchodziły.

 

Miejscem godnym polecenia w pobliżu Ubud jest Satria Coffee Plantation (Satria Agrowisata).Podczas spaceru można tu obejrzeć nie tylko plantację wiecznie zielonych krzewów kawowca, ale również uprawy egotycznych owoców i przypraw. Za jedną z najlepszych i najdroższych kaw na świecie uchodzi kopi luwak. Powstaje ona w specyficzny sposób. Jagody kawowca stanowią pożywienie łaskuna muzanga (nazywanego cywetą, a lokalnie luwakiem). Ten drapieżny ssak z rodziny łaszowatych nie trawi jednak nasion, a jedynie miąższ. Wydalone ziarna, które zostały poddane działaniu enzymów w przewodzie pokarmowym, wybiera się z odchodów zwierzęcia, następnie suszy i pali. W Satria Coffee Plantation przyjrzymy się temu procesowi na własne oczy, a także spróbujemy tej pysznej kawy i innych indonezyjskich przysmaków.

 

Indonezja jest też trzecim największym producentem ryżu na świecie (po Chinach i Indiach). Ze względu na uprawianie różnych jego gatunków zbiory odbywają się co kilka miesięcy, a więc Balijczycy sadzą i zbierają plony przez okrągły rok.W centrum Bali nieodłączną częścią krajobrazu są zielone pola ryżowe. Pokrywają one wzgórza i tworzą piękne wielopoziomowe tarasy.

 

Egzotycznym i jednocześnie mistycznym przeżyciem będzie dla Europejczyków wizyta w Pura Tirta Empul, zwanej również Świątynią Świętej Wody. Pielgrzymi z całej wyspy przybywają do niej w celu oczyszczenia bądź uleczenia ciała i duszy. W odświętnych strojach zanurzają się w kamiennym basenie z fontannami. Po kolei podchodzą do każdej z nich i odmawiają modlitwy, po czym opłukują twarz i ciało tryskającą z otworu wodą. Ceremoniom towarzyszy zapach kadzideł unoszący się w powietrzu.

 

Do najstarszych świątyń na Bali należy XI-wieczna Pura Uluwatu (Pura Luhur Uluwatu). Wznosi się ona na 97-metrowym klifie, znajdującym się na południowym krańcu wyspy. Oprócz podziwiania samej budowli (niestety, turyści nie mogą wejść do środka) atrakcję w tej okolicy stanowi także spacer po przepięknym urwistym wybrzeżu.

 

Pierwszą świątynią, do której zabrali mnie Puspa i Ketut, była Pura Tanah Lot z XVI stulecia. Właśnie od niej polecono mi zacząć odkrywanie Bali i uważam, że to właściwy wybór. Miejsce kultu umieszczono tu na wspaniałej formacji skalnej, której osobliwy kształt wyrzeźbiły fale oceanu. Nazwa Tanah Lot oznacza po balijsku „Ziemię w morzu”. Jeżeli zdecydujemy się na odwiedziny w trakcie przypływu, to zobaczymy właśnie, jak całkowicie oddzielone od lądu skały oblewa z każdej strony woda. W pobliżu znajduje się poza tym słynna jaskinia węży morskich, które podobno chronią świątynię przed intruzami i złymi duchami. Warto też pamiętać, że w przypadku większości obiektów sakralnych przed wizytą na ich terenie trzeba zadbać o odpowiedni ubiór. Należy założyć ubranie zakrywające nogi albo osłonić je sarongiem, który można kupić przed wejściem.

 

W odległości niemal 2 km od świątyni Ulun Danu Bratan (Pura Ulun Danu Bratan) odkryłam miejsce, które skradło moje serce. Prawdopodobnie nie wspomina o nim żaden przewodnik, ale podczas pobytu w urokliwym rejonie miejscowości Bedugul bardzo polecam się tutaj wybrać. Mam na myśli majestatyczną bramę będącą kiedyś wejściem do pobliskiego miasta. Ciężko oddać słowami niecodzienny widok, jaki tworzy ona wraz z wznoszącymi się w tle malowniczymi zielonymi górami. W okolicy stoją wiejskie domy i leżą pola uprawne, a w środku tego sielskiego krajobrazu wyrasta samotny portal przypominający przejście do innego świata.

 

Istnieje mnóstwo powodów, aby odwiedzić Bali. Jednym z nich są bez wątpienia cudowne rajskie plaże. Najpiękniejsze i najbardziej zapadające w pamięć to według mnie Suluban, Padang Padang i Balangan.

 

OSOBLIWY SYSTEM

 

Pura Ulun Danu Bratan w górach nad jeziorem Bratan niedaleko Bedugul

15-photos-that-will-make-you-want-to-travel-to-indonesia

© VISIT INDONESIA TOURISM OFFICE

 

W trakcie mojego pobytu gospodarze domu kilkakrotnie próbowali mi wyjaśnić, dlaczego większość koleżanek i kolegów Ketuta nosi takie samo imię i skąd pochodzi jego własne. Muszę przyznać, że miałam duży problem ze zrozumieniem zależności w tutejszym systemie nazywania dzieci stosowanym przez Balijczyków żyjących zgodnie z tradycją. Zasady dotyczą głównie potomków mężczyzn pochodzących z najliczniejszych rodzin i najniższej kasty bądź mężczyzn z wyższej kasty, którzy poślubili kobiety z kasty najniższej. Oprócz przynależności kastowej o imieniu decyduje również kolejność urodzin. Pierwsze dziecko powinno nazywać się Wayan (co pochodzi od słowa wayahan oznaczającego „starszy”), Gede (Duży) lub Putu, czyli Wnuk. Płeć dziecka nie zawsze ma znaczenie. Imię Putu częściej nadaje się dziewczynkom, Wayan i Gede natomiast – chłopcom. Nie jest to jednak regułą. W innych przypadkach te same imiona mogą nosić zarówno synowie, jak i córki. W celu rozróżnienia płci Balijczycy stosują odpowiednie przedrostki. Gdy mówi się o chłopcach, należy użyć „i”, np. I Putu, kiedy wspomina się o dziewczynce, wstawia się „ni”, jak w Ni Putu.

 

Drugi w kolejności potomek to Made (imię zostało prawdopodobnie utworzone od słowa madya, czyli „środek”, „średni”), Nengah (tengah oznacza „w środku”) albo Kade czy Kadek (wyraz adik określa „młodszego brata”). Na trzecie dziecko zazwyczaj woła się Nyoman bądź Komang (co wywodzi się według pewnych hipotez od anom – „młody”, „mały” lub uman – „koniec”, „odpoczynek”). Ostatniego, najmłodszego malca nazywa się Ketut (przypuszczalnie od kitut, czyli „ogon”). Widać więc, że w pewnym uproszczeniu imię danej osoby zależy od kasty, kolejności urodzin, a czasem także od rejonu, z którego pochodzi rodzina. Trzeba przyznać, iż ten system nie jest łatwy i można się w nim pogubić.

 

POZA CZASEM

 

Życie na Bali upływa w swoim tempie i to nie tylko dlatego, że niemal zawsze świeci tu słońce, a w okolicy są same piaszczyste plaże, ciepły ocean i wysokie palmy kokosowe. Gdy mieszkałam u Puspy i Ketuta, codziennie rano obserwowałam, jak przeglądali gazetę i sprawdzali, kiedy będzie pełnia księżyca i jakie święta przypadają w najbliższym czasie według ich rachuby. Balijczycy mają swój własny tradycyjny kalendarz, na który składają się dwa systemy: 210-dniowy Pawukon (6 miesięcy po 35 dni) i księżycowy Saka (12-miesięczny). W każdym roku współistnieje ze sobą 10 osobnych cykli. Na podstawie ich wzajemnych zależności określa się m.in. daty ceremonii religijnych odprawianych w świątyniach.

 

Czas zatrzymuje się na wyspie w Nowy Rok, zwany Nyepi (wypada w marcu, niekiedy w kwietniu – w 2017 r. w dniu 28 marca). Ulice pustoszeją, sklepy, banki, a nawet urzędy są zamknięte. Lotnisko w Denpasar nie funkcjonuje i nie sposób dostać się tutaj w jakikolwiek sposób. Nie wolno jeździć samochodami i nikt nawet nie myśli o tym, aby wsiąść na skuter. Co więcej, w tym dniu Balijczycy rezygnują również z używania elektryczności, rozpalania ognia i wszelkich aktywności. Okna w domach pozostają zasłonięte, nikt nie wychodzi na zewnątrz. Mieszkańcy Bali wierzą, że w tym czasie nad wyspą przelatują demony, dlatego starają się je przekonać, iż cała okolica jest wyludniona, aby nie dać im powodu do zatrzymania się.

              

Ten tzw. Dzień Ciszy przeznacza się na medytację, rozmyślanie i pogrążenie się w zadumie. Stanowi on okazję do oczyszczenia umysłu, osiągnięcia wewnętrznej równowagi i zebrania myśli. Pozwala oderwać się od rzeczywistości, odseparować od świata zewnętrznego po to, aby odnaleźć spokój w sobie. Bali jest zresztą przez cały rok znakomitym miejscem na odkrywanie samego siebie. Panująca na wyspie atmosfera sprzyja błogiemu relaksowi i skupieniu się na swoim wnętrzu. Warto zatrzymać się choć na chwilę w codziennym pędzie, żeby odwiedzić ten wyjątkowy zakątek Indonezji.