MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Coraz większą popularnością wśród polskich turystów cieszą się podróże piwne (turystyka browarna) i winne (enoturystyka). Na razie na wyjazdy tego typu wybieramy na ogół bliskie nam kierunki, europejskie, rzadziej decydujemy się na dalekie, egzotyczne eskapady na inne kontynenty, m.in. do Ameryki Południowej – Argentyny, Chile i Urugwaju, czy do Afryki – RPA. Smakosze piwa z Polski jeżdżą najczęściej na specjalne wycieczki na Słowację, do Czech, Niemiec, Austrii, Belgii, Holandii, Danii i Irlandii. Te kraje znane są u nas z wyśmienitych browarów, jak choćby słowacki Pivovar Hurbanovo – producent słynnej marki Zlatý Bažant, czy też irlandzki Guinness Brewery (obecnie należący do międzynarodowej grupy Diageo) – wytwórca Guinnessa i Harp Lagera. Natomiast polscy wielbiciele wina wybierają się zazwyczaj na wyprawy enoturystyczne prowadzące na Słowację, Węgry, do Republiki Czeskiej, Niemiec, Austrii, Włoch, Francji, Hiszpanii i Portugalii.

Coraz modniejsze stają się również trochę dalsze podróże do Gruzji i Armenii, czyli do miejsc, gdzie przed 4 tys. lat zaczęto uprawiać winne grona. Jedno jest pewne – zarówno piwa, jak i wina nie można zrozumieć bez poznania ich tożsamości i pochodzenia. Trzeba zobaczyć miejsca, gdzie się narodziły i ludzi, którzy je stworzyli. Każdy z wyjazdów piwnych i winnych pomoże nam zgłębić tajemnice wyjątkowych zakątków globu, gdzie powstają najlepsze trunki świata. Dzięki podróżom tego typu będziemy mogli zamieszkać w magicznych miejscach i przeżyć przygodę życia. Poznamy także fascynujących ludzi, twórców wielkich piw i win, prawdziwych pasjonatów swojej pracy. Spotkanie z nimi jest niezapomnianym przeżyciem, czymś bezcennym…       

 

Wyprawy piwnymi szlakami oferują pobyt w miejscach, gdzie piwowarzy przygotowują najlepsze złociste trunki. Natomiast uczestnicy wyjazdów winiarskich zabierani są do wspaniałych regionów świata, na których terenie dojrzewały winne grona, z których powstał potem niepowtarzalny napój, zamknięty w kuszącej butelce. Coraz więcej polskich firm specjalizujących się w tzw. turystyce kulinarnej (np. Polka Travel, Kulisy Smaku – marka biura Nomada, czy też portal Foodlovers.pl) oferuje także podróże piwne i wycieczki do źródeł wina. Nic w tym zresztą dziwnego, bowiem stanowią one również doskonałą okazję, aby poznać zwiedzany kraj od kuchni (i to dosłownie!). Wizyty w miejscowych browarach i winiarniach połączone są z degustacjami produkowanych w nich trunków, którym towarzyszą często lokalne specjały kulinarne. Zainteresowane osoby mogą nauczyć się nawet przygotowywać te przysmaki. Poza tym piwo i wino to nieodłączne elementy dobrej kuchni, idealnie dopełniają smak wyrafinowanych potraw. Przekona się o tym każdy turysta, smakując w najlepszych browarach świeżo warzonego złocistego napoju z pianką, czy też próbując w cieszących się zasłużoną sławą winnicach najprzedniejszych szlachetnych trunków. Nie ma żadnej wątpliwości, że wyprawy piwnymi i winnymi szlakami są niezwykłymi podróżami, podczas których nie tylko zwiedzimy magiczne zakątki świata, ale poznamy także tajniki pracy słynnych piwowarów i winiarzy.

W tym wydaniu magazynu All Inclusive postanowiliśmy skoncentrować się na wyjazdach enoturystycznych do znanych z uprawy winorośli i produkcji wina dwóch europejskich krajów – Republiki Słowackiej i Hiszpanii. Oczywiście, zajmiemy się teraz jedynie wybranymi regionami winnymi, które rozsławiają oba te państwa na całą Europę (i nie tylko!). W kolejnym numerze, już pod koniec listopada br., zaprezentujemy inne atrakcyjne europejskie szlaki dla miłośników szlachetnych trunków, przeniesiemy się także na Węgry, do Czech, Niemiec, Austrii, Włoch, Francji i Portugalii oraz do Gruzji i Armenii. Przybliżymy również szerzej tematykę podróży piwnych (turystyki browarnej) oraz związanych z nimi słynnych festiwali odbywających się na naszym kontynencie, m.in. wrześniowo-październikowego Oktoberfest w Monachium czy majowego Czeskiego Festiwalu Piwa w Pradze.

 

PODRÓŻE WINNE W POLSCE

Jak wygląda obecnie rynek organizatorów wyjazdów enoturystycznych w naszym kraju? Otóż oprócz biur specjalizujących się w szeroko rozumianej turystyce kulinarnej pojawiły się też ostatnio firmy zajmujące się przede wszystkim organizacją profesjonalnych wypraw winiarskich, jak krakowska Wine Service czy przedstawicielstwo holenderskiej Wine & Dine Travels. Poza tym kilku rodzimych touroperatorów wzbogaciło swoje oferty o programy wycieczek dla miłośników zwiedzania winnic, np. Holiday Travel (oryginalny projekt Podróże do źródeł wina, który powstał we współpracy z Winarium Marka Kondrata), Klub Podróży Horyzonty, Klinika Biznesu czy wspomniana już przeze mnie Polka Travel. Dzięki temu możemy pojechać z Polski m.in. do węgierskiego regionu Villány i na wrześniowy Międzynarodowy Festiwal Wina w Budapeszcie, do francuskich Alzacji, Bordeaux i Burgundii, do włoskiej Toskanii czy też do Portugalii. My tymczasem udamy się najpierw do naszych południowych sąsiadów – na Słowację, a potem na Półwysep Iberyjski – do Hiszpanii. Czas więc rozpocząć naszą letnio-jesienną wyprawę z winem…

 

MAŁOKARPACKI SZLAK WINNY

  FOT. BRATISLAVAREGION.EU

Słowacy mogą się pochwalić niezmiernie interesującym Małokarpackim Szlakiem Winnym, który ciągnie się przez liczne malownicze wioski i historyczne miasteczka na południowym zachodzie Słowacji (np. Pezinok i Trenczyn) – od stołecznej Bratysławy aż do zabytkowej Trnawy, nazywanej „Małym Rzymem”. Jego jedną z największych atrakcji stanowią od kilku lat tzw. Dni Otwartych Piwnic odbywające się dwa razy w roku – pod koniec maja i w listopadzie. Ponad 130 winiarzy otwiera wówczas podwoje swoich starych, uroczych piwnic, aby turyści mogli delektować się smakiem produkowanych przez nich szlachetnych, regionalnych trunków. Wystarczy jedynie nabyć bilet wstępu, który kosztuje obecnie 40 euro (w tej cenie znajduje się talon o wartości 20 euro na kupno win). Przy jego zakupie otrzymuje się kieliszek do degustacji, winny paszport, mapę turystyczną z wykazem wszystkich piwnic biorących udział w programie oraz inne niespodzianki.

                Małokarpacki Szlak Winny jest bez wątpienia najbardziej znaną trasą turystyczną, jaką przygotowano na Słowacji dla miłośników zwiedzania winnic. Co roku rośnie liczba Polaków poznających wielkie atrakcje tego regionu. We wrześniu zaczyna się tutaj zazwyczaj winobranie, które trwa na ogół do listopada. Na jego zakończenie można już spróbować pierwszego, młodego wina. Podczas całego roku czekają na nas na Małokarpackim Szlaku Winnym ciekawe imprezy, oprócz słynnych Dni Otwartych Piwnic, organizuje się tu również w maju Wino na zamku w XVI-wiecznym Czerwonym Kamieniu (Červený Kameň) górującym nad miejscowością Ĉastá, we wrześniu warto wziąć udział w Dniu w Winnicach, a w marcu i grudniu zapraszają do regionu Kobiety, wino i zapachy (do zabytkowych miasteczek Pezinok i Trenczyn). Na początku i końcu szlaku znajdują się duże słowackie miasta, Bratysława i Trnawa, pełne atrakcji, oczywiście, nie tylko winiarskich. W okolicy natkniemy się także na malowniczo położone zamki, jak Devín w stolicy Słowacji czy wspominany już Czerwony Kamień. Możemy zwiedzić piękne historyczne winiarskie miasteczka – Pezinok, Modrą, nazywaną „Perłą Karpat”, oraz Svätý Jur. Na uczestników wypraw enoturystycznych czekają tutaj Narodowy Salon Win na Zamku Pezińskim i winoteka na Zamku Smolenickim koło Trnawy. Poza tym nie mogą oni ominąć największych w Małych Karpatach rozległych piwnic winnych Fuggera. Znajdą je na zamku Czerwony Kamień w miejscowości Ĉastá niedaleko Modrej. Należał on do znanego niemieckiego kupca i bankiera Antona Fuggera (1493–1560), który kazał wybudować pod nim w 1540 r. ogromny skład winny. Miejscowe wspaniałe piwnice miał zaprojektować ponoć sam Albrecht Dürer (1471–1528). Na tutejszym szlaku uwagę zwracają liczne winnice usytuowane malowniczo u podnóża Małych Karpat. Rozciąga się z nich przepiękny widok na okolicę. Na miłośników wina czeka tu mnóstwo piwniczek z tym szlachetnym trunkiem, które mieszczą się w uroczych wioskach i miasteczkach. Nic więc dziwnego, że podróż Małokarpackim Szlakiem Winnym zapewnia wszystkim turystom dużo radości oraz pozwala poznać jeden z najpiękniejszych regionów Słowacji i sympatycznych, fascynujących ludzi.       

 

HISZPAŃSKA LA RIOJA

Przenieśmy się teraz na Półwysep Iberyjski – do jednej z 17 wspólnot autonomicznych Hiszpanii, jaką jest położona na północy kraju La Rioja. Nie ma lepszej lub gorszej pory roku na odwiedzenie tej malowniczej hiszpańskiej prowincji. Tajemnice jej największego skarbu – czerwonego wina Rioja – można odkrywać zarówno w czasie jesiennego winobrania, jak i w trakcie chłodnej, deszczowej zimy, czy też w promieniach ciepłego wiosennego i letniego słońca. La Rioja leży nad rzeką Ebro, a swoją nazwę wzięła od jej dopływu – río Oja. Charakterystyczną cechą tutejszego krajobrazu są pagórkowate wzgórza pokryte winnicami. Uprawom winorośli na tym terenie sprzyja łagodny klimat doliny Ebro i odpowiednio żyzna gleba. Wino wytwarzano tu już w czasach starożytnych. Rzymianie rozwinęli jego produkcję na wielką skalę, dopiero Maurowie częściowo ją ograniczyli. O wysoką jakość szlachetnego trunku zadbali średniowieczni mnisi. Kultura wina w prowincji La Rioja jest wszechobecna, np. w malowidłach ściennych Klasztoru Yuso w San Millán de la Cogolla, we wnętrzach lokalnych restauracji, ale przede wszystkim na tzw. Ruta del Vino, czyli Szlaku Wina. Ta niezmiernie interesująca trasa biegnie pośród najpiękniejszych zakątków regionu, malowniczych winnic oraz klimatycznych bodeg (szczególnie polecamy te w Haro). Ponad 500 miejscowych winiarni oferuje turystom, oprócz trunków pochodzących z własnych piwnic, noclegi i wyżywienie.

                                                                                                              FOT. TURISMOENFOTOS.COM

Doskonały punkt wypadowy do zwiedzania całej prowincji stanowi jej stolica – ponad 150-tysięczne Logroño, położone przy słynnej Drodze św. Jakuba (Camino de Santiago). Co roku pod koniec września w tym zabytkowym mieście odbywają się widowiskowe Fiestas de San Mateo. Podczas tego kilkudniowego hucznego święta ku czci św. Mateusza oraz wina mieszkańcy bawią się wspólnie przy najlepszych regionalnych szlachetnych trunkach i tapas (przystawkach). Miejscowi i turyści gromadzą się na ogół w okolicy ulicy Portales i przy Placu Targowym (Plaza del Mercado), gdzie wznosi się barokowa Konkatedra Santa María de la Redonda. Centralne uroczystości mają miejsce na deptaku El Espolón. Podczas nich sok z winnych gron wyciska się w ogromnych kadziach w tradycyjny sposób – gołymi stopami. Nikogo nie dziwi więc fakt, że związane tak mocno z kulturą wina Logroño otrzymało w lutym br. zaszczytny tytuł Capital Española de la Gastronomía 2012, czyli „Hiszpańskiej Stolicy Gastronomii 2012 r.”, pokonując w finale andaluzyjską Sewillę i asturyjski Gijón. Z ręką na sercu możemy polecić każdemu podróż pośród uroczych winnic regionu La Rioja, bowiem na pewno taka niezwykła wyprawa pozostanie na zawsze w naszej pamięci.             

 

 

PODRÓŻE WINNE PO EUROPIE OKIEM EKSPERTA

Poniżej przedstawiamy Państwu opinię na temat najpiękniejszego wyjazdu winiarskiego w Europie, którą podzieliła się z nami Majka Szura – właścicielka biura podróży Polka Travel, organizatorka wycieczek enoturystycznych, pomysłodawczyni oferty W 80 win dookoła świata.

Polecam hiszpański region La Rioja, nie tylko ze względu na wyborne wina, ale także wrażenia estetyczne. Wiele tutejszych bodeg zaprojektowali światowej sławy architekci, jak np. Santiago Calatrava, autor genialnie wkomponowanej w krajobraz, surrealistycznej Bodegi Ysios, czy też Frank O. Gehry, twórca Bodegi Marqués de Riscal. Ta ostatnia, oprócz winnicy, oferuje ultra awangardowy hotel, wyposażony m.in. w telewizory „Beovison”, telefony VOIP, oraz świetnie zaopatrzoną winotekę. Dodatkowo możemy skorzystać z zabiegów winoterapii w tutejszym SPA. Natomiast szalenie ciekawa Bodega Campo Viejo nie bez przyczyny otrzymała w 2003 r. międzynarodową nagrodę za najlepszą architekturę. Szlak winny w La Rioja stanowi więc prawdziwą ucztę dla ciała i ducha.

Dla osób zafascynowanych architekturą średniowieczną jest to także wymarzony cel wyprawy. La Rioja leży na liczącym ok. 2 tys. lat szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostela i obfituje w wiekowe klasztory, zamki i kościoły. Biorąc udział w kursach enologicznych czy degustacjach, możemy zatrzymać się w romantycznych wnętrzach zabytkowych hoteli w miasteczkach Calahorra, Olite i Santo Domingo de la Calzada. Smakowanie wina w takim otoczeniu nabiera zupełnie wyjątkowej aury...

Lubię odwiedzać ten region jesienią, w trakcie winobrania, oraz latem, kiedy to 29 czerwca, w dniu św. Piotra, rozpoczyna się w Haro „Batalla de vino”, czyli „Winiarska bitwa”, podczas której uczestnicy fiesty polewają się nieudanym winem z ostatnich zbiorów. Można spontanicznie wziąć udział w tej zabawie. Nic więc dziwnego, że dzięki swoim licznym walorom La Rioja otrzymała w USA tytuł „Najlepszego Regionu Winnego w 2011 r.”.


 

Artykuły wybrane losowo

Etiopia – Tybet Czarnego Lądu

ANNA KRYPA
WWW.COMEANN.COM

 

<< Etiopia hipnotyzuje intensywnym aromatem kawy, zachwyca bogactwem i różnorodnością zabytków, wspaniałą kulturą i zapierającymi dech w piersiach dziewiczymi krajobrazami. To najbardziej górzysty kraj Afryki, a swoim niesamowitym urokiem przyciąga miłośników trekkingu z całego świata, którym oferuje niezliczoną liczbę tras i szlaków. Nigdy niedotknięty kolonizacją jest także, obok Japonii i Iranu, jednym z najstarszych państw na ziemi. >>

Więcej…

Wyspy Kanaryjskie – archipelag dla aktywnych

4442.jpg

Ruta de los Volcanes na La Palmie

©TURISMO DE CANARIAS/SAÚL SANTOS


JOANNA CYBULSKA-MIKA

www.wyspy-szczesliwe.pl

 

Choć Wyspy Kanaryjskie według statystyk uchodzą głównie za krainę słońca i pięknych plaż, są także świetnym miejscem na aktywny wypoczynek w różnorodnej formie. Sprzyjają mu utrzymująca się cały rok wiosenna pogoda i znakomite tereny do uprawiania rozmaitych sportów, w tym wiele parków – 4 narodowe, 11 naturalnych i 7 krajobrazowych, które swoimi obszarami obejmują łącznie ok. 40 proc. powierzchni archipelagu. W pobliżu niemal każdego hotelu bez trudu da się wypożyczyć rower czy deskę surfingową. Na turystów czeka również rozbudowana sieć tras pieszych i rowerowych, mnóstwo ośrodków zatrudniających wykwalifikowanych instruktorów sportowych oraz otwarte imprezy z zakresu różnych dyscyplin.

Więcej…

Wszystkie odcienie Peru

IMG 20160616 174118594 HDR

Alpamayo magazyn Alpinismus ogłosił w 1966 r. najpiękniejszą górą świata

© PERU EXPEDITIONS TOURS

 

KAROLINA WUDNIAK

 

Peru to kraj kontrastów: zimna i gorąca, gór i oceanu, bogactwa i biedy, przeszłości i współczesności, bujnej zieleni wilgotnych lasów równikowych i suchych piasków pustyni. Mieni się kolorami tęczy. Ta wielka różnorodność zadziwia, zachwyca, a nawet wciąga na dłużej. Mnie wciągnęła na dwa pełne miesiące, a wciąż czuję, że to zdecydowanie za mało czasu, aby odkryć wszystkie jej odcienie.

 

Obecne tereny Peru setki lat wstecz zamieszkiwali Inkowie, którzy stworzyli całkiem rozległe imperium. Dzisiejszy kraj zajmuje powierzchnię niemal 1,3 mln km2 i jest trzecim największym państwem kontynentu po Brazylii i Argentynie. Od północy graniczy z Ekwadorem i Kolumbią, na wschodzie – z Boliwią i Brazylią, na południu – z Chile, a zachodnie wybrzeże oblewają wody Oceanu Spokojnego. Na obszarze Peru leżą wilgotne lasy dorzecza Amazonki i pustynia, wznoszą się sześciotysięczne szczyty oraz wspaniałe inkaskie ruiny i perły kolonialnej architektury. W tym pięknym kraju nie sposób się nudzić, bo każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

 

Turyści zwykle zaczynają tu zwiedzanie od Limy, peruwiańskiej stolicy. Stąd wyruszają później na poznawanie innych regionów Peru. Do wyboru mają wiecznie zielone lasy równikowe, majestatyczne Andy, suche płaskowyże, a nawet pacyficzne plaże.

 

004554 300

Pustynię w okolicy miasta Ica można przemierzać pojazdem typu buggy

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/WALTER HUPIU

 

Z WIZYTĄ W STOLICY

 

Lima jest jednym z największych miast w Ameryce Południowej, zamieszkuje ją ponad 10 mln osób. Ośrodek założył 18 stycznia 1535 r. hiszpański konkwistador Francisco Pizzaro (1478–1541) – miał służyć jako zaplecze do podboju imperium Inków. Od 1551 r. działa tutaj szkoła wyższa (Uniwersytet Świętego Marka – Universidad Nacional Mayor de San Marcos), najstarsza na kontynencie. Przez stulecia Lima była stolicą Wicekrólestwa Peru (w latach 1542–1821), a później Republiki Peru. Dziś jest szybko rozwijającą się metropolią, ale znajduje się w niej wiele zabytków z dawnych czasów. Historyczną część miasta z kolonialną zabudową wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wyróżniają ją przede wszystkim słynne limskie balkony – bogato i pięknie zdobione przykuwają uwagę przechodniów. Można je podziwiać podczas spaceru ulicami biegnącymi pomiędzy dwoma głównymi placami: Plaza Mayor de Lima (Plaza de Armas de Lima) i Plaza San Martín. Wokół obu wznoszą się wspaniałe zabytkowe obiekty. Przy pierwszym z nich stoi Katedra (Catedral de Lima), której budowę rozpoczęto w 1535 r., Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) i Pałac Rządu (Palacio de Gobierno del Perú), obecna oficjalna siedziba prezydenta kraju. Oczywiście, budynki ozdabiają balkony. Przy drugim placu warto zwrócić uwagę na Gran Hotel Bolívar, a w szczególności jego wnętrze i wspaniałą witrażową kopułę. Miłośnicy sztuki sakralnej nie powinni przegapić również stojącej nieopodal Pałacu Rządu Bazyliki św. Franciszka wraz klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco). Z kolei poszukiwacze polskich śladów za granicą muszą zajrzeć do pobliskiego Domu Literatury Peruwiańskiej (Casa de la Literatura Peruana) mieszczącego się w budynku dawnego dworca (Estación de Desamparados). Jedną ze ścian zdobi w nim tablica poświęcona Ernestowi Malinowskiemu (1818–1899) – polskiemu inżynierowi i budowniczemu Centralnej Kolei Transandyjskiej (Ferrocarril Central del Perú).

 

Kolejnym tutejszym rejonem popularnym wśród turystów jest pełen hoteli, hosteli, restauracji i sklepów dystrykt prowincji Lima – Miraflores. Można tutaj kupić sweter z wełny z lamy lub alpaki, plecaki w inkaskie wzory, torebki, dywany, buty, portfele i co tylko dusza zapragnie. Jednak należy zdawać sobie sprawę z tego, że na spacer po targowiskach przy alei Abela Bergasse’a du Petita Thouarsa (Avenida Petit Thouars) potrzeba sporo czasu, dużo silnej woli, umiejętności negocjacyjnych, cierpliwości i… pieniędzy. Po opuszczeniu tego świata andyjskich kolorów najlepiej poszukać wytchnienia nad oceanem. Trasy spacerowe przy Circuito de Playas ciągną się kilometrami. Rozpościera się z nich doskonały widok na surferów walczących z falami. Warto przyjrzeć się rzeźbom w Parku Miłości (Parque del Amor), a na kolację wybrać się do dystryktu Barranco charakteryzującego się piękną i stonowaną XIX-wieczną architekturą, drogimi restauracjami z wymyślnymi daniami kuchni peruwiańskiej i modnymi kawiarniami.

 

011315 300

Promenada Malecón de Miraflores w Limie biegnie niemal na skraju klifów

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/MIGUEL CARRILLO

 

W SERCU TROPIKALNEGO LASU

 

Stolica Peru jest dobrą bazą wypadową do różnych części kraju, w tym do tych trudno dostępnych, jak choćby największe na świecie miasto, do którego nie można dojechać drogą lądową – Iquitos. Najłatwiej dostać się do niego samolotem z Limy, ale najłatwiej wcale nie musi oznaczać najciekawszej formy podróżowania. Inną możliwość stanowi rejs jednym ze statków, które wyruszają z miast Yurimaguas i Pucallpa. Z tego pierwszego płynie się do Iquitos dwa i pół dnia, z drugiego – trzy dni. Powolna podróż pozwala obserwować z pokładu życie rzek Marañón (z Yurimaguas) i Ukajali (z Pucallpy) oraz Amazonki, do której oba dopływy dołączają przed miastem. Taki rejs zdecydowanie nie należy do szczególnie komfortowych, ale może być ciekawą przygodą. Alternatywą dla niego jest lot do Iquitos i kilkudniowa wycieczka po Amazonce na pokładzie jednej z luksusowych i pełnych atrakcji łodzi (należących np. do Delfin Amazon Cruises czy Aqua Expeditions). To idealne rozwiązanie dla turystów spragnionych wrażeń, którzy jednocześnie nie chcą rezygnować z wygody. Warto zdecydować się na wyprawę po rzece, bo wschody i zachody słońca w jej rejonie należą do najwspanialszych na świecie. Poza tym to dobry pomysł na odcięcie się od codzienności.

 

Amazonia, zajmująca północno-wschodnią część Peru (ok. 60 proc. powierzchni kraju), jest pięknym i egzotycznym regionem, w którym króluje dzika i nieokiełznana natura. W bezpośredni z nią kontakt można wejść zarówno podczas rejsu po rzece, jak i w trakcie wędrówki po lesie deszczowym. Kilka nocy spędzonych w domku oddalonym od cywilizacji, położonym w samym sercu zielonej gęstwiny również dostarcza sporo wrażeń. Już w Iquitos, w ośrodkach ratowania zwierząt spotkamy mieszkańców królestwa przyrody, np. małpy, manaty, krokodyle czy kolorowe motyle. W ukrytym w selwie mieście żyje na co dzień ponad 450 tys. osób. W centrum znajdziemy wiele pięknych, choć mocno nadgryzionych zębem czasu, budynków z okresu tzw. boomu kauczukowego, czyli przełomu XIX i XX w., kiedy Europejczycy zaczęli na masową skalę pozyskiwać kauczuk w Amazonii. Jeden z najsłynniejszych obiektów stoi na głównym placu Iquitos, Plaza de Armas, i nazywa się Dom z Żelaza (Casa de Fierro). Miał go podobno zaprojektować sam Gustaw Eiffel na wystawę światową w Paryżu w 1889 r. Jeden z potentatów kauczukowych kupił budynek, rozebrał i przetransportował właśnie tutaj. Z tego odciętego od świata miasta najlepiej jednak szybko uciekać. Tutejsze lepkie, wilgotne i gorące powietrze sprawia, że zaczyna się marzyć o chłodniejszym klimacie górskich szczytów. Akurat w Peru nietrudno to marzenie spełnić. Wystarczy wybrać się w inną część kraju.

 

WŚRÓD SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

To właśnie ta wielka różnorodność zachwyca w Peru. Z głośnego, wonnego i bujnego lasu deszczowego można bez problemu przenieść się do surowej krainy strzelistych, śnieżnych gór. Do najpiękniejszych pasm peruwiańskich Andów należy Kordyliera Biała (Cordillera Blanca). Ciągnie się przez prawie 200 km, a swoją nazwę zawdzięcza zawsze ośnieżonym kilkunastu sześciotysięcznikom i kilkudziesięciu pięciotysięcznikom. W paśmie jest również ponad 720 lodowców. Najwyższy szczyt Kordyliery Białej, a zarazem całego Peru, Huascarán, mierzy 6768 m n.p.m. Każdy, kto chociaż raz oglądał jakiś film wyprodukowany przez Paramount Pictures, widział też górę Artesonraju (6025 m n.p.m.), której sylwetka widnieje w logo amerykańskiej wytwórni (przynajmniej tak twierdzą niektórzy). Miłośnicy górskich wędrówek z całego świata przyjeżdżają do 130-tysięcznego miasta Huaraz, stanowiącego dobrą bazę wypadową na większość tras, także na te w sąsiedniej Kordylierze Czarnej (Cordillera Negra). Szlaki mają różny poziom trudności. Do najbardziej popularnych wypraw należą jednodniowa wycieczka do zniewalającego błękitem polodowcowego jeziora Laguna 69, kilkudniowy trekking Santa Cruz oraz ok. 12-dniowy trekking Cordillera Huayhuash, ale możliwości jest zdecydowanie więcej. Mniej doceniane, ale również ciekawe i trochę łatwiejsze trasy znajdują się w Kordylierze Czarnej, z której rozpościera się niezwykły widok na Kordylierę Białą. Te ośnieżone góry to jedno z moich ukochanych miejsc w Ameryce Południowej, do którego z pewnością jeszcze wrócę.

 

PERUWIAŃSKIE SPECJAŁY

 

Nie można pisać o Peru i nie poruszyć tematów kulinarnych. Dlaczego? Bo tutejsza kuchnia uchodzi za najlepszą w Ameryce Południowej, i to zasłużenie, ponieważ jest wyjątkowo różnorodna. Miejscowe przepisy zasiliły m.in. chińskie, japońskie, hiszpańskie, francuskie i włoskie wpływy. Dzięki temu dziś można wybierać wśród wielu dań z ryb, wołowiny, kurczaka, kukurydzy, ziemniaków czy kwinoi, nazywanej peruwiańskim ryżem lub komosą ryżową. Na pobudzenie apetytu polecam pisco sour, czyli narodowy koktajl Peru. Pisco to destylat powstały z winogron przy okazji produkcji wina, jest dość mocny. Cieszy się podobną popularnością w Peru i Chile i od lat oba kraje toczą spór o to, kto pierwszy zaczął produkować ten trunek. Kwestia – oczywiście – pozostaje nierozstrzygnięta, ale to nie powinno przeszkadzać w degustacji. Kiedy pisco zmiesza się z sokiem z limonek i gorzkim likierem angostura oraz przykryje pianą ubitą z białek jajek, powstaje pisco sour. Ten drink wypić można prawie w każdym pubie i restauracji w kraju, ale żeby zobaczyć, jak produkuje się sam alkohol, trzeba wybrać się na pustynię, w okolice miasta Ica.

 

POŚRÓD PIASKÓW PUSTYNI

 

Mikroklimat regionu Ica umożliwia uprawę winogron, z których wytwarza się mało popularne peruwiańskie wina i uwielbiane pisco. Trunki te powstają kilkanaście kilometrów na północ od wspomnianego miasta. Wystarczy jednak pojechać kilka kilometrów na zachód od Iki, żeby znaleźć się na pustyni, a dokładniej w oazie Huacachina – świetnym miejscu na odpoczynek i uprawianie nietypowych aktywności. Lokalne agencje oferują tutaj przejażdżki po pustynnych wydmach pojazdem rodem z filmu Mad Max, tzw. buggy, oraz sandboarding, czyli nic innego jak zjeżdżanie na specjalnie przygotowanej desce po piasku, przypominające snowboarding i akrobacje na śniegu. Wcale jednak nie trzeba umieć jeździć na snowboardzie, żeby spróbować tej rozrywki. Z większości desek da się korzystać… w pozycji leżącej. Wystarczy się położyć lub usiąść, złapać za przymocowane uchwyty i zjechać z piaszczystego zbocza. Zachód słońca nad tymi wydmami jest przepiękny! Złotopomarańczowe światło tańczące na pustynnym piasku tworzy cudowne wzory. Stąd można wybrać się do Paracas, ponad 70 km na północny zachód od miasta Ica, i wsiąść na jedną z łodzi płynących na wyspy Ballestas (Islas Ballestas), żartobliwie zwane przez niektórych Galapagos dla ubogich, a to dlatego, że na terenie miejscowego rezerwatu żyją pingwiny Humboldta, kotiki południowe, uchatki patagońskie i inne zwierzęta, które trudno spotkać w pozostałych rejonach Peru.

 

Z kolei na południe od Iki znajduje się wielka gratka dla miłośników tajemniczych zjawisk. Mowa tu o słynnych liniach i rysunkach naziemnych w okolicy miasta Nasca (Nazca). W niektórych kręgach te geoglify uznawane są za znaki pozostawione przez przedstawicieli obcej cywilizacji. Jednak naukowcy przypisują ich autorstwo ludowi z kultury Nazca. Linie oraz rysunki zwierząt i roślin pokrywają obszar ok. 450 km2. Powstawały pomiędzy 500 r. p.n.e. a 500 r. n.e. Według opracowań naukowych peruwiańskie geoglify mogły mieć znaczenie religijne lub służyły za kalendarz astronomiczny. Żeby zobaczyć je w całości, trzeba odbyć lot niewielką awionetką.

 

NA DNIE KANIONU

 

Dalej na południe od Naski leży 900-tysięczna Arequipa, drugie największe po względem liczby ludności miasto Peru. Powstała w 1540 r., była ważnym ośrodkiem ekonomicznym w czasach kolonialnych, a w latach 1835–1883 pełniła funkcję stolicy kraju. Jej historyczny rejon został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i zachwyca piękną architekturą. Centralny plac miasta, Plaza de Armas, warto obejść zarówno za dnia, jak i po zmroku, kiedy wszystkie budynki są ładnie podświetlone. Uwagę przykuwa tu neorenesansowa Katedra (Catedral de Arequipa), odbudowana w XIX w. po niszczycielskim pożarze z grudnia 1844 r. Kilka ulic dalej stoi wielki Klasztor św. Katarzyny ze Sieny (Monasterio de Santa Catalina de Siena), założony w drugiej połowie XVI stulecia, którego wnętrze kryje kolorowe dziedzińce, arkady, fontanny i dużo zieleni. Historyczne centrum jest idealne na spacer, a sama Arequipa będzie przyjemnym przystankiem po drodze do kanionu Colca. To jedna z najgłębszych tego typu dolin na świecie. Jej ściany wznoszą się po południowej stronie do 3600 m nad poziom rzeki, a po północnej – nawet do 4160 m. Ma długość ok. 120 km. Kanion rzeki Colki po raz pierwszy przepłynęli kajakami Polacy w 1981 r. Na turystów, którzy schodzą na jego dno, czeka zupełnie inny świat. Bujna zieleń mocno kontrastuje z surowymi, skalistymi zboczami. Poza tym w okolicy znajdują się także cudownie orzeźwiające baseny w oazie Sangalle i źródła wód termalnych w Llahuar. Przy temperaturach, jakie panują w kanionie, marzenie o zimnej kąpieli towarzyszy każdemu od pierwszych kroków trekkingu. Zejście do Sangalle można zaplanować na jeden dzień, ale do wyboru jest też dłuższa, dwu- lub trzydniowa wycieczka, której trasa wiedzie z doliny inną ścieżką. Cañón del Colca stanowi również dobre miejsce do obserwowania kondorów wielkich – masywnych i majestatycznych ptaków zamieszkujących Andy. Jeśli komuś nie uda się wypatrzeć ich podczas trekkingu, powinien w drodze powrotnej do Arequipy zatrzymać się na tarasie widokowym Cruz del Cóndor, przy którym często się pokazują.

 

W ŚWIECIE INKÓW

 

022330 300

Machu Picchu to arcydzieło sztuki, urbanistyki, architektury i inżynierii

© BANCO DE IMÁGENES DE PROMPERÚ/PILAR OLIVARES

 

Nie można być w Peru i nie zobaczyć Machu Picchu. Inkowie rozpoczęli budowę miasta w połowie XV w., ale jej nie dokończyli. Mniej więcej 100 lat później w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach opuścili Stary Szczyt, jak tłumaczy się nazwę Machu Picchu. W tym wyjątkowym miejscu najbardziej zachwyca jego położenie – miasto założono wysoko w górach, pośród bujnie porośniętych zboczy. Inkowie ukryli je bardzo skutecznie – dopiero amerykański naukowiec Hiram Bingham III w 1911 r. odnalazł ośrodek. Badacz podczas wyprawy dotarł także do innych ruin dawnego inkaskiego imperium. Nie wiadomo dokładnie, jaką funkcję pełniło Machu Picchu. Naukowcy spekulują o jego roli sakralnej i badawczej, niektórzy są zdania, że był to swojego rodzaju resort dla elit społeczeństwa. Zbudowano je na dwóch poziomach, z oszlifowanych, idealnie pasujących do siebie granitowych bloków. Wyżej znajdowały się królewskie grobowce, Pałac Królewski, Świątynia Trzech Okien i Świątynia Słońca. Na niższym poziomie powstała dzielnica mieszkalna i warsztaty. Tereny uprawne wkomponowane zostały w strome zbocza góry. Machu Picchu miało swój własny system doprowadzania wody z kamiennych zbiorników do różnych części miasta oraz okolicznych pól. Ośrodek rozciąga się pomiędzy dwoma szczytami – Huayna Picchu (Wayna Pikchu, czyli Młodym Szczytem, ok. 2720 m n.p.m.) i Machu Picchu (3082 m n.p.m.). Na oba można wejść, żeby podziwiać całą okolicę. Ze szczytów rozpościerają się jedne z tych widoków, które zapierają dech w piersiach i pozostają w pamięci na długo. Są one zdecydowanie warte wysiłku, który trzeba włożyć, aby pokonać strome podejście, choć w trakcie wspinaczki nie jest to wcale tak oczywiste. W 1983 r. Machu Picchu umieszczono na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, a w 2007 r. biorący udział w głosowaniu internauci wybrali je jednym z 7 Nowych Cudów Świata. Miasto rocznie odwiedza mniej więcej 1,2 mln turystów. Gdyby nie wprowadzone kilka lat temu dzienne limity zwiedzających, zostałoby całkowicie zadeptane.

 

Do Machu Picchu nie tak łatwo się dostać. Z Cusco (Cuzco), dawnej stolicy inkaskiego imperium, jedzie się do Ollantaytambo w tzw. Świętej Dolinie Inków (Valle Sagrado de los Incas), skąd pociągiem PeruRail dociera się do Aguas Calientes – bazy noclegowej pod Starym Szczytem. Stąd często odjeżdżają małe autobusy dowożące turystów pod wejście do zaginionego miasta, ale można też dojść o własnych siłach dość stromym podejściem. Warto wstać w nocy, żeby pojechać jednym z pierwszych autobusów. Poranne złote promienie słońca lub wprowadzające mistyczną atmosferę chmury przeplatające zbocza dodają Machu Picchu nieodpartego uroku. Inną możliwością dotarcia do inkaskiego ośrodka jest dwu- bądź czterodniowy trekking trasą zwaną Camino Inca (Inca Trail). Prowadzi ona przez Świętą Dolinę Inków i okoliczne przełęcze. To jeden z najbardziej obleganych szlaków trekkingowych na świecie. Ze względu na ten fakt oraz wprowadzone przez władze limity (podobnie jak w przypadku wejścia na teren Machu Picchu) wyprawę Drogą Inków należy rezerwować z co najmniej kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Alternatywę dla tej trasy stanowi Salkantay Trek z nielimitowanym wstępem. Wycieczkę tym szlakiem można wydłużyć o dojście do Aguas Calientes i Machu Picchu.

 

Niezależnie od wyboru drogi, każdy turysta najpierw trafia zwykle do Cusco. Miasto to było inkaską stolicą od XIII do XVI w. i zachowało się w nim sporo pozostałości architektonicznych z tych czasów. Piękne historyczne centrum, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO w tym samym roku co Machu Picchu, zatrzymuje przyjezdnych w swoich objęciach na kilka dni. I bardzo dobrze, bo Cusco leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., a zatem jest odpowiednim miejscem na aklimatyzację przed wyjściem na jeden z wielu szlaków w okolicznych Andach. Ten czas można wykorzystać na zwiedzanie miasta. Na uwagę zasługują pozostałości inkaskich murów, Katedra (Catedral del Cusco), Klasztor św. Dominika (Convento de Santo Domingo) czy liczne muzea z cennymi eksponatami sztuki prekolumbijskiej. Ciasne, strome, kamienne uliczki idealnie nadają się na spacery, a rozświetlony wieczorem główny plac – Plaza de Armas – odcina się na tle okolicznych wzgórz i gór. Cusco jest także dobrym miejscem na odkrywanie peruwiańskich smaków. Mnogość restauracji i kawiarni pozwala docenić tutejszą kuchnię. Bez większego trudu można znaleźć tu potrawy z mięsa lamy czy alpaki, których zdecydowanie warto spróbować podczas pobytu w Andach. Polecam też zakupienie wyrobów z wełny z alpaki (np. swetrów, czapek, szali), które są przydatną i piękną pamiątką. Na lokalnym targu dobrze również zaopatrzyć się w liście koki – sporządzony z nich napar wspomaga aklimatyzację i osłabia objawy choroby wysokościowej (hiszp. soroche). Tak przynajmniej mawiają miejscowi, którzy nałogowo popijają taki napój i żują same liście. Nawet jeśli to nieprawda, wciąż warto spróbować herbaty z koki, bo smakuje naprawdę wybornie. Pamiętać jednak trzeba, żeby pić ją jedynie na miejscu, bo wywożenie rośliny za granicę jest nielegalne.

 

MODŁY DO DUCHA GÓR

 

Po zwiedzaniu i aklimatyzacji przychodzi pora na wybór szlaku. Popularnością cieszy się wspomniany klasyczny pięciodniowy Salkantay Trek w paśmie Vilcabamba (Cordillera de Vilcabamba), trasa na Ausangate w paśmie Vilcanota (Cordillera de Vilcanota) oraz jednodniowa wycieczka pod górę Vinicunca (zwaną Tęczową Górą lub Górą Siedmiu Kolorów, 5200 m n.p.m.). Ausangate jest piątym najwyższym szczytem Peru (6384 m n.p.m.) i mieszkańcy okolicznych wiosek nazywają go Apu Ausangate. W mitologii inkaskiej apu znaczy „duch gór”, „bóg gór”. To właśnie do niego wznoszą prośby, kierują podziękowania i jemu składają ofiary. On odpowiada za dobrą lub złą pogodę, deszcze nawadniające nieliczne pola uprawne i suszę niosącą głód. Legenda mówi, że Ausangate był bratem Salkantaya (Salkantay to najwyższy szczyt pasma Vilcabamba, 6271 m n.p.m.) i razem mieszkali w Cusco. Po jednej z susz rozdzielili się, aby uratować miasteczko od głodu. Salkantay poszedł na północ. Znalazł lasy, zakazaną miłość Veróniki (góra Verónica mierzy 5682 m n.p.m.), a tym samym problemy. Ausangate z kolei wyruszył na południe, gdzie odkrył ziemię bogatą w ziemniaki i kukurydzę oraz pasące się alpaki. Dzięki temu ocalił mieszkańców Cusco przed głodem. Zarówno trekking przy górze Salkantay, jak i wyprawa wokół Ausangate stanowią ciekawe uzupełnienie wizyty w zachwycającym Machu Picchu.

 

Niesamowite w Peru jest to, że w ciągu jednego urlopu można wylegiwać się na słońcu nad Oceanem Spokojnym, spędzić dzień na pustyni i kilka dni w wiecznie zielonym lesie deszczowym, podziwiać z bliska ośnieżone szczyty sześciotysięczników, poznawać bogatą historię imperium Inków, zejść na dno głębokiego kanionu, a na dokładkę przepłynąć się królową rzek – Amazonką. Po powrocie do domu zazwyczaj zaczyna się marzyć o kolejnej wizycie w tych stronach, bo wymienione przeze mnie atrakcje to zaledwie część tego, co nas tutaj czeka. Peru wciąga i rozbudza chęć poznawania kolejnych miejsc i powrotu do tych już poznanych. Dlatego wyruszenie w ponowną podróż do tego kraju stanowi tylko kwestię czasu.