WOJCIECH KUDER

<< Wypoczynek w szlacheckiej rezydencji, renesansowym dworze, średniowiecznym zamku lub zabytkowej kamienicy to dziś coraz popularniejsza zachcianka wśród turystów w Polsce. Podróże do przeszłości stają się obecnie bardzo modne, a wraz z rozwojem tego trendu powracają do łask dawno zapomniane obiekty, które z sypiących się ruin przemieniają się w nowoczesne i pełne wyszukanych wygód hotele historyczne. Trudno się zresztą dziwić takiemu zainteresowaniu często owianymi legendą miejscami. Któż z nas nie chciałby spędzić choć jednej nocy jak najprawdziwszy arystokrata? >>

Wydawać by się mogło, że w branży hotelarskiej za synonim luksusu uważa się przede wszystkim nadążanie za nowoczesnymi usługami i wzornictwem. Okazuje się jednak, że to, co doskonałe, nie traci wcale swojej wartości z biegiem lat, wymaga jedynie większej troski. Niezaprzeczalny atut prawdziwych pereł architektury stanowi właśnie ich ponadczasowe piękno. Wzbogacenie ich o współczesną oprawę i nowinki techniczne podkreśla natomiast tylko ich klasę, nie poddającą się wpływowi czasu.

W tym wydaniu magazynu All Inclusive pragniemy przedstawić najciekawsze – naszym zdaniem – historyczne obiekty hotelowe w Polsce. Specjalnie dla Państwa przygotowaliśmy listę 14 z nich.

 

ZAMEK TOPACZ – ŚLĘZA
Założony w renesansowym dworze dobudowanym do obronno-mieszkalnej wieży z początków XIV w. hotel Zamek Topacz otworzył swoje podwoje w 2011 r. Leży on w miejscowości Ślęza pod Wrocławiem, w otoczeniu 50-hektarowego terenu rekreacyjnego ze stawem, pomostami i piaszczystą plażą, ścieżkami rowerowymi i rolkowymi, 4 kortami tenisowymi, trasami kajakowymi oraz oświetloną strzelnicą golfową. Dla gości przygotowano w nim 54 eleganckie pokoje, a także 4 sale konferencyjno-bankietowe (Balowa, Kolumnowa, Kominkowa i Spichlerz) z ogródkami z tarasem, mogące pomieścić ok. 400 osób. W tym 4-gwiazdkowym obiekcie możemy wypocząć w 4 pięknie odnowionych i urządzonych ze smakiem budynkach: Rządcówce, Spichlerzu, Oficynie czy Domku Ogrodnika. Niesamowitą atrakcją dla miłośników starych aut i nie tylko będzie wizyta w znajdującym się przy hotelu Muzeum Motoryzacji, gdzie zebrano największą w naszym kraju kolekcję samochodów marek Rolls-Royce i Bentley oraz ponad 100 zabytkowych pojazdów polskiej produkcji.  

 

HOTEL ZAMEK LUBLINIEC – LUBLINIEC
Średniowiecze uchodzi za dość przygnębiający okres w historii ludzkości. Architektura z tych czasów kojarzy się głównie z grubymi kamiennymi murami, niewielkimi oknami i przewagą funkcji obronnej nad mieszkalną. Wydawałoby się, że wzniesione wtedy warownie z założenia muszą być niekomfortowe. Przeczy temu XIV-wieczny Hotel Zamek Lubliniec, który z niezdobytej twierdzy książąt opolskich z sukcesem przekształcono w 2010 r. w niezmiernie klimatyczny, a zarazem bardzo wygodny obiekt wypoczynkowy. Zamiast dworskich komnat, pomieszczeń dla służby i bogato dekorowanych bawialni na gości czeka dziś 45 kompleksowo wyposażonych pokoi o wysokim standardzie. Jeśli dla kogoś to za mało, do dyspozycji ma także restaurację śródziemnomorską i centrum spa. Goście odwiedzający ten 4-gwiazdkowy hotel mogą skorzystać z bogatej oferty aktywności na świeżym powietrzu, m.in. przejażdżek konnych, gry w paintball oraz golfa. Do atutów ośrodka należy niewątpliwie jego położenie w malowniczej i jednocześnie cichej i spokojnej okolicy. Istnieje prawdopodobieństwo, że to właśnie te sprzyjające warunki skłoniły w 1893 r. władze niemieckie do zaadaptowania zamku na część szpitala dla umysłowo chorych i kalekich…  

 

HOTEL EUROPEJSKI – WROCŁAW
Przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej 2012 we Wrocławiu powstało wiele wspaniałych obiektów noclegowych. Wszystkie one pozostają jednak w cieniu 3-gwiazdkowego Hotelu Europejskiego, który choć liczy sobie już grubo ponad 100 lat (jego historia sięga II połowy lat 70. XIX w.), w niczym nie ustępuje młodszym od siebie budowlom użytkowym tego typu. Ma wręcz nad nimi pewną przewagę, chodzi mianowicie o jego niesamowity klimat. Poczujemy go zwłaszcza w hotelowej kawiarni w stylu wiedeńskim (najstarszej we Wrocławiu), pełnej cichych zakątków zapewniających intymność i sprzyjających spotkaniom. Jak na przedwojenny hotel przystało, nie brak mu też szyku i elegancji. Widać to zarówno w komfortowo urządzonych pokojach, których posiada ponad 90, w nowoczesnej sali konferencyjnej, mieszczącej do 80 osób, jak i w tutejszej restauracji.
 
THE BONEROWSKI PALACE – KRAKÓW
W Krakowie, mieście o bardzo długiej historii, znajduje się mnóstwo budynków, które swoją bogatą przeszłością mogłyby zainspirować kilka scenariuszy filmów pełnometrażowych. Jednym z nich jest położony przy Rynku Głównym The Bonerowski Palace.

FOT. THE BONEROWSKI PALACE

Wnętrza hotelu The Bonerowski Palace

 

Z jego okien rozciąga się niezapomniany widok na dumnie górującą nad okolicą Bazylikę Mariacką oraz Sukiennice. Ten luksusowy hotel powstał w XIII-wiecznej, doskonale odrestaurowanej kamienicy nazywanej Pałacem Bonera, wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jako element Starego Miasta w Krakowie. Eleganckie pałacowe wnętrza skrywają liczne skarby minionych epok, wśród nich XVII-wieczne malowidła ścienne i ozdobne stropy, gotycką kolumnę oraz zabytkowy kamienny sejf. Oferujący gościom 8 pokoi i 8 ekskluzywnych apartamentów obiekt słynie również z najdłuższego w całej Europie 22-metrowego żyrandola.   

 

HOTEL ZAMEK RYN – RYN
Mazury to nie tylko kraina jezior i lasów, lecz także wielu zabytków. Wśród nich na uwagę zasługuje np. krzyżacki Zamek Ryn (najstarsza wzmianka o warowni pochodzi z kroniki Wiganda z Magdeburga z 1377 r.), w którego starych murach z powodzeniem funkcjonuje dziś 4-gwiazdkowy hotel. Z twierdzą związane są liczne legendy i opowieści. Jedna z nich głosi, że tuż po przegranej bitwie pod Grunwaldem, Krzyżacy w ostatniej chwili oszukani przez wielkiego księcia litewskiego Witolda, który stanął po stronie króla Władysława II Jagiełły, w akcie zemsty w zamkowych lochach zamurowali całą jego rodzinę. Ta i inne mroczne historie nie odstraszają jednak przybywających nad Jezioro Ryńskie gości. Jak magnes przyciąga ich magia tego urokliwego zakątka i możliwość bliskiego obcowania z dziką przyrodą. Nie bez znaczenia dla tej popularności pozostają również zamkowe spa, restauracja i winiarnia, kręgielnia założona w rozległym pomieszczeniu po dawnej zbrojowni oraz kasyno.
    
HOTEL MANOR HOUSE SPA PAŁAC ODROWĄŻÓW – CHLEWISKA
Należący do najstarszych rezydencji ziemiańskich w Polsce Pałac Odrowążów, znany obecnie jako Hotel Manor House SPA, uchodzi za symbol patriotyzmu Polaków. Wzniesiona na terenie Chlewisk (majątku, który Prędota Stary Odrowąż otrzymał od Bolesława Krzywoustego w 1098 r.) murowana budowla powstała w XV w. na miejscu starszego o trzy stulecia rycerskiego dworu. W te strony od zawsze ściągały wielkie postacie naszej historii. Jeszcze za czasów drewnianej zabudowy swoje ziemie w Chlewiskach odwiedzał św. Jacek Odrowąż (1183–1257), następnie już w pałacu rezydowali m.in. zasłużony podczas potopu szwedzkiego rotmistrz i kasztelan małogoski Mikołaj Chlewicki (zm. w 1661 r.), poseł na Sejm Czteroletni i marszałek Sejmu Księstwa Warszawskiego w 1811 r. Stanisław Sołtyk (1752–1833) oraz uczestnik kampanii napoleońskiej Roman Sołtyk (1790–1843). Po upadku powstania listopadowego Chlewiska, a wraz z nimi posiadłość, skonfiskowano, a niedługo potem majątek nabył hrabia Ludwik Kazimierz Plater. Dziś nie mieszka tu już żaden znany szlachecki ród.

FOT. MANOR HOUSE SPA CHLEWISKA

Hotel Manor House SPA oferuje romantyczne pakiety dla dwojga

 

W kompleksie pałacowym otoczonym pięknym zabytkowym 8-hektarowym parkiem działa za to 5-gwiazdkowy hotel spa ze stadniną koni, bezchlorowym basenem oraz sielską Witalną Wioską® SPA. Przybywający do niego goście mają okazję skorzystać z takich atrakcji jak golf wodny, koncerty na gongi i misy tybetańskie czy firewalking, czyli chodzenie po rozżarzonych węglach... W tym wiekowym pałacu przeszłość łączy się z nowoczesnym luksusem.

 

POLONIA PALACE HOTEL – WARSZAWA
Przykład przedwojennego luksusu – tak w skrócie można opisać otwarty w 1913 r. przez Konstantego Przeździeckiego Polonia Palace Hotel, który od razu stał się ulubionym miejscem warszawskiej arystokracji. Zaprojektowany w stylu francuskim front oraz nowoczesna jak na tamte czasy restauracja ze słynnym parkietem tanecznym przyciągały w jego progi młodych i majętnych warszawiaków. Gościli tu również bardziej stateczni i znamienici klienci. Wśród nich sam amerykański generał i późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych Dwight Eisenhower (1890–1969), który przybył do miasta z oficjalną wizytą w 1945 r. i został serdecznie przywitany przez tysiące mieszkańców stolicy. Dziś ponad 100-letni obiekt jest nadal wizytówką serca Warszawy. Dysponuje 206 komfortowymi pokojami rozmieszczonymi na 7 piętrach, klimatycznym barem i Restauracją Strauss serwującą dania kuchni polskiej i europejskiej, a także serwisem limuzynowym i klubem fitness.  

 

HOTEL ZAMEK NA SKALE – TRZEBIESZOWICE
Wzniesiony na skalistym brzegu rzeki Białej Lądeckiej zamek w Trzebieszowicach to jeden z historycznych zakątków Kotliny Kłodzkiej. Początki jego budowy sięgają XV w., a burzliwe dzieje wprawiają chwilami w zachwyt i osłupienie. Dość powiedzieć, że na przestrzeni stuleci władały nim najsłynniejsze rody słowiańskie, pruskie, walijskie i francuskie. Był on własnością m.in. rodziny von Reichenbachów, barona Georga Oliviera von Wallis i hrabiego Ludwika Fryderyka von Schlabrendorfa, a odwiedzały go takie osobistości jak król pruski Fryderyk Wilhelm III (1770–1840) i rosyjski car Aleksander I Romanow (1777–1825). Arystokraci i koronowane głowy przyjeżdżali tutaj nie tylko ze względu na piękne krajobrazy, ale również bliskość słynnego uzdrowiska w Lądku-Zdroju. Motywy odwiedzających zamek pozostały te same do naszych czasów. Obiekt jednak ze szlacheckiej rezydencji zmienił się w luksusowy 4-gwiazdkowy hotel oferujący swoim gościom maksymalnie 180 komfortowych miejsc noclegowych (w 72 pokojach). Ozdobę kompleksu stanowią po dziś dzień pięknie rzeźbiona drewniana klatka schodowa oddająca układem przestrzennym styl dojrzałego baroku wiedeńskiego oraz otaczający zabudowania 13-hektarowy park pełen bujnej zieleni.  

 

HOTEL BRISTOL – WARSZAWA
Elitarny i okazały, ponad 100-letni warszawski Hotel Bristol uważa się za ikonę polskiego hotelarstwa, łączącą wszelkie dostępne uroki nowoczesności oraz magię minionych dziesięcioleci. Założony przez światowej sławy pianistę, kompozytora i polityka – Ignacego Jana Paderewskiego (1860–1941), od zawsze przyciągał w swoje majestatyczne progi wielkich artystów i przedstawicieli świata kultury. W jego neorenesansowym gmachu nocowały takie sławy jak Pablo Picasso, Marlena Dietrich, Woody Allen, Sophia Loren, Martin Scorsese czy Placido Domingo.

FOT. PAWEŁ PAKIEŁA

Hotel Bristol - najbardziej luksusowy hotel w Warszawie

 

Mimo upływu lat i znacznej rozbudowy miasta to nadal jeden z najbardziej rozpoznawalnych obiektów stolicy i duma jej mieszkańców. Zlokalizowany w prestiżowej części Warszawy, przy Trakcie Królewskim w pobliżu Pałacu Prezydenckiego, w odległości kilku kroków od Starego Miasta, Zamku Królewskiego i Teatru Wielkiego Opery Narodowej, niezmiennie szczyci się dyskretną elegancją oraz obsługą hotelarską na najwyższym światowym poziomie.  

 

PAŁAC ŻELECHÓW SPA & WELLNESS – ŻELECHÓW
Oddalony o niecałe 90 km od Warszawy Pałac Żelechów SPA & Wellness to rodzinny hotel spa, a zarazem cenione centrum konferencyjne. Dawna XVIII-wieczna rezydencja szlachecka ciągle urzeka wyszukanym stylem i klimatem. W ten historyczny rys znakomicie wpisują się miejscowe atrakcje: pałacowy browar i rozsiane wokół posiadłości stawy hodowlane, w których na potrzeby hotelowej restauracji łowi się ryby. Klasyczną formę architektury połączono tutaj z nowoczesną funkcjonalnością nastawioną na wygodę gości.

FOT. PAŁAC ŻELECHÓW SPA & WELLNESS

Pałac Żelechów SPA & Wellness

 

Gdy patrzy się na luksusowo urządzone pokoje, zaciszne spa oraz otaczający główny budynek kompleks parkowy o powierzchni ponad 8 ha, aż trudno uwierzyć, że tuż po II wojnie światowej rezydencja popadła w częściową ruinę. Najpierw ograbiły ją i zdemolowały wojska radzieckie, później w czasach PRL-u na jej terenie funkcjonowała szkoła oraz internat, aż wreszcie przez kilka lat stała całkowicie opuszczona. W obecnym kształcie Pałac Żelechów SPA & Wellness działa dopiero od 2013 r.   

 

HOTEL POLONIA I HOTEL PIAST – WROCŁAW
We Wrocławiu hotelarstwo bujnie rozwijało się już na przełomie XIX i XX w. Wspaniałą pamiątką tamtych czasów są dwa zabytkowe obiekty – 3-gwiazdkowy Hotel Polonia (zbudowany w 1911 r., początkowo znany jako Vier Jahreszeiten, czyli „Cztery Pory Roku”) i 2-gwiazdkowy Hotel Piast (DW Piast, dawniej Hotel Kronprinz), zlokalizowane w centrum miasta przy ul. marsz. Józefa Piłsudskiego. Mimo upływu lat obydwie budowle nadal stanowią wspaniałą wizytówkę miasta. Przypominają przedwojenne czasy, kiedy to w ich najbliższej okolicy obradował Śląski Sejm Krajowy, a wrocławianie tłumnie odwiedzali położony tuż obok kinoteatr Capitol.

 

DWÓR KOMBORNIA HOTEL & SPA – KORCZYNA
Leżący u wrót Bieszczadów Dwór Kombornia Hotel & Spa to urokliwa ziemiańska posiadłość przekształcona w nowoczesny hotel o wysokim, 4-gwiazdkowym standardzie. Po skrupulatnie nadzorowanej przez konserwatora zabytków renowacji XVII-wieczny obiekt może poszczycić się dziś kilkudziesięcioma wygodnymi miejscami noclegowymi, dwiema wykwintnymi restauracjami Magnolią i Ogrodową, basenem, kompleksem spa & wellness, Instytutem Kosmetycznym oraz własnym Salonem Win Karpackich. Ten jedyny w swoim rodzaju rozległy dwór znajduje się w samym sercu 10-hektarowego majątku o bogatej historii. To tylko ułamek znacznej niegdyś fortuny zbudowanej w oparciu o ziemie, które Franciszek Urbański herbu Nieczuja otrzymał podobno od samego króla Jana III Sobieskiego (1629–1696). W ten sposób władca miał docenić wojenny kunszt i odwagę szlachcica, jakimi wykazał się on na polu walki.    

 

GRAND HOTEL – KRAKÓW
Historia krakowskiego Grand Hotelu rozpoczęła się wraz z jego otwarciem 15 stycznia 1887 r. Ówczesna prasa porównywała go do najlepszych obiektów hotelarskich na kontynencie i już wkrótce zapełnił się gośćmi z polskich i europejskich sfer arystokratycznych. Ciągle poddawany zabiegom modernizacyjnym i rozbudowie, przekształcił się w przedsiębiorstwo hotelowe o światowej randze, znacznie wyprzedzające swoje czasy. W latach 30. XX w. światowej sławy tenor Jan Kiepura (1902–1966) dla zgromadzonych przed wejściem do budynku swoich wielbicieli dał niezwykły koncert z okna tutejszego apartamentu. Niebywała dostojność i piękno zabytkowych wnętrz przyciągały do 5-gwiazdkowego Grand Hotelu także innych wielkich artystów oraz elitę intelektualną Krakowa. Piękne umysły upodobały sobie w szczególności działającą do dziś miejscową kawiarnię (Vienna Café), w której godzinami dyskutowano na wiele ważnych tematów. Gościli tutaj m.in. Henryk Sienkiewicz, Stanisław Wyspiański, Joseph Conrad (Józef Korzeniowski) i Ignacy Jan Paderewski. Grand Hotel zapisał się również w dziejach polskiego filmu i literatury. W jego budynku kręcono np. takie produkcje jak Długi weekend i Vinci, a pracujący w czasach młodości w hotelowej restauracji Henryk Worcell (1909–1982) przedstawił swoje doświadczenia z tego okresu w popularnej niegdyś powieści Zaklęte rewiry. Na początku lat 90. XX stulecia firma Wawel-Imos International wykonała gruntowny remont obiektu, dzięki czemu odzyskał on dawny blask. Dziś jego elitarny charakter i położenie w samym sercu krakowskiego Starego Miasta doceniają koronowane głowy państw, szefowie rządów, znani artyści, pisarze oraz wybitni przedstawiciele świata nauki, biznesu i arystokracji.

 

MODRZEWIE PARK HOTEL – SZCZAWNICA
Szczawnica to mogące się poszczycić dwoma wiekami tradycji leczniczych uzdrowisko. Znajduje się w nim wiele obiektów wypoczynkowych, ale żaden pod względem ciekawej historii nie równa się z Modrzewie Park Hotelem. Jak sama nazwa wskazuje, willa ta położona jest w zalesionej modrzewiami, cichej części Parku Górnego. Została zbudowana w 1938 r. i zaraz potem, w trakcie II wojny światowej pełniła ważną rolę zakonspirowanego punktu kontaktowego dla żołnierzy Armii Krajowej. Stanowiła również schronienie dla prześladowanych polskich arystokratów, wysiedleńców i uciekinierów z różnych stron kraju, w tym m.in. przedstawicieli zasłużonych rodów Lubomirskich, Krasińskich, Sapiehów, Czartoryskich i Zamoyskich. Po długich latach posiadłość doczekała się swoich wielkich dni. W 2005 r. wnuk założyciela Adama Stadnickiego (1882–1982) André Mankowski zainwestował w nią znaczne fundusze i po 4 latach stworzył na jej terenie luksusowy 5-gwiazdkowy hotel z doskonałą restauracją, centrum spa, krytym basenem, łaźnią turecką oraz zapachowymi prysznicami.    

Artykuły wybrane losowo

Z czym kojarzy się Argentyna…?

opracował:

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Zapytaliśmy o to czterech wybranych ekspertów, którzy bardzo dobrze znają ten południowoamerykański kraj, ojczyznę wyśmienitego wina, empanadas (pysznych pierożków), najlepszych steków na świecie, orzeźwiającej yerba mate, magicznego tanga, słynnej Evity czy odważnych gauchos… Poniżej znajdują się ich krótkie wypowiedzi na ten temat.

 

TERESA GÓRECKA

PREZES BIURA TURYSTYKI ZNP LOGOSTOUR

Kiedy myślę czasami o Argentynie, niczym slajdy z podróży, przesuwają mi się przed oczami trzy skrajnie różne obrazy. Ich kolejność jest przypadkowa, zależy od nastroju chwili. Dla mnie, niezależnie od szerokości geograficznej, zawsze w centrum uwagi znajduje się człowiek. Jeśli więc myślę o Argentyńczykach, widzę gauchos, czyli kowbojów z bezkresnej pampy. Chociaż obecnie częściej popisują się oni zręcznością w siodle przed turystami, a nie przy wypasie koni czy bydła, to trudno nie podziwiać ich, gdy w pełnym galopie, podczas zawodów corrida de sortija, trafiają w mały, zawieszony nad głową pierścień (sortija). Wiele z dawnych hacjend należących do gauchos w prowincji Buenos Aires zostało przemienionych w komfortowe estancias (historyczne hotele). Oferują one m.in. możliwość zakosztowania prawdziwego wiejskiego życia, pokazy tradycyjnych tańców (a także ich naukę), popisy zręczności argentyńskich kowbojów oraz przejażdżki konne po pampie. Turyści częstowani są w estancias obfitością regionalnych potraw, wśród których prym wiodą dania z grilla – asado. Oczywiście, towarzyszą im doskonałej jakości miejscowe wina. Tych wszystkich atrakcji można doświadczyć w znajdującej się w naszej ofercie, utrzymanej w stylu kolonialnym Estancia Santa Susana.

Więcej…

Jedno oko na Maroko

cd6_5_09.jpg

Oaza blisko Al-Ujun (Laâyoune), największego miasta Sahary Zachodniej

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


MARCIN WROŃSKI


Afryka Północna ze względu na niezwykle ciepły klimat, swoje położenie w bliskim sąsiedztwie Europy, bogactwo wspaniałych zabytków i dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną, mimo ostatnich burzliwych wydarzeń na Bliskim Wschodzie i w państwach Maghrebu, wciąż stanowi jeden z najpopularniejszych kierunków podróży Polaków. Najczęściej jednak nadal wybieramy się tutaj na wypoczynek do Egiptu i Tunezji, które i tak w wyniku zawirowań politycznych i zagrożenia zamachami terrorystycznymi stały się największymi przegranymi tego roku. W tej części kontynentu afrykańskiego zupełnie niesłusznie dość często omijamy inny przepiękny kraj, posiadający malownicze wybrzeże zarówno nad Morzem Śródziemnym, jak i nad Oceanem Atlantyckim. Pora więc poznać bliżej Maroko – fascynującą krainę z arabskiego snu.


récolte_des_roses_.jpg

Z płatków róży damasceńskiej produkuje się drogocenny olejek

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Na zachód od Egiptu leży region określany przez Arabów jako Maghreb (od al-Maghrib, czyli „zachód”). Nazwą tą obejmuje się współcześnie Tunezję, Libię, Algierię, Mauretanię, sporne terytorium Sahary Zachodniej i właśnie Maroko. Największymi grupami etnicznymi w tym ostatnim 34-milionowym państwie są Arabowie i Berberowie. Ok. 35 km dzieli marokańskie miasto Tanger od hiszpańskiej miejscowości Tarifa, położonej po przeciwnej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Afryka jest więc tylko kilka kroków od Europy.


My, Polacy, przywykliśmy mawiać: ładną mamy jesień tego lata. W tym roku jednak pogoda dopisała i długo mogliśmy cieszyć się słońcem. Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i po ciepłych, letnich miesiącach nastały chłodniejsze, jesienno-zimowe. W drodze na lotnisko pomyślałem więc, że to naprawdę wyśmienity moment, aby odwiedzić Maroko.


Lekarstwo na chłody

Klimat tego kraju kształtują Atlantyk i Morze Śródziemne oraz Sahara i łańcuchy górskie, m.in. Atlas Wysoki. Latem na równinach oraz obszarach pustynnych i półpustynnych notuje się nawet 50°C. Zimą na wybrzeżu termometry wskazują mniej więcej 12°C, a w górach pada śnieg. Te ekstremalne wyjątki nie oddają jednak przeciętnych warunków pogodowych w Królestwie Marokańskim. Średnia temperatura roczna wynosi 17–20°C. Gdzieniegdzie poziom słupka rtęci prawie nie zmienia się przez okrągłe 12 miesięcy (np. w przepięknej Essaouirze – As-Sawirze, o której trochę więcej później). Nad oceanem klimat jest łagodniejszy i chłodniejszy w porównaniu z wnętrzem kraju. Pogoda w strefie Morza Śródziemnego przypomina tę z jego przeciwległego hiszpańskiego brzegu. Kto chce się porządnie wygrzać, powinien więc przyjechać latem, a kto nie lubi upałów – wiosną lub jesienią, wszystko zależy od indywidualnych upodobań. Maroko zaprasza nas do siebie przez cały rok.


„Bóg, Ojczyzna, Król”

village_dadai.jpg

Miasteczko Tafraout w Antyatlasie

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Taki właśnie gigantyczny napis, widoczny zarówno w dzień, jak i w nocy, góruje nad Agadirem i uchodzi za jego wizytówkę. Dzięki międzynarodowemu portowi lotniczemu (Agadir-Al Massira), blisko 10 km bardzo szerokich piaszczystych plaż oraz ok. 300 słonecznym dniom w roku to właśnie to miasto uznaje się za najpopularniejszy marokański kurort. Rozbudowana baza noclegowa i bogata oferta wycieczek w te strony czynią z niego najłatwiej chyba dostępne miejsce w Maroku. Osoby planujące podróże samodzielnie również bez problemu zorganizują swój wyjazd do Agadiru nad Oceanem Atlantyckim.


Wspomniany napis może posłużyć do krótkiej charakterystyki tego północnoafrykańskiego państwa. To kraj islamski, ale zamieszkany też przez chrześcijan i żydów. Przedstawiciele różnych religii żyją tu jednak ze sobą w zgodzie. Także muzułmanów nie obowiązują restrykcyjne nakazy. Nie są zmuszeni modlić się pięć razy dziennie – do meczetu udają się ci, którzy odczuwają taką potrzebę. Jeśli ktoś woli pozostać przy swojej pracy czy innych zajęciach, nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Wielu Marokańczyków chwali sobie taką wolność w wypełnianiu praktyk religijnych. Oczywiście, turyści odwiedzający Królestwo Marokańskie powinni respektować obyczaje i przestrzegać zasad dotyczących chociażby ubioru, jednak nie muszą popadać przy tym w zbytnią przesadę.


Maroko jest dziedziczną monarchią konstytucyjną, a obecnie panuje w nim Muhammad VI (ur. w 1963 r. w Rabacie). Ze względu na napiętą sytuację w tym regionie Afryki warto poruszyć kilka kwestii politycznych. Zasiadający na tronie od 1999 r. marokański król cieszy się powszechnym szacunkiem, stabilności państwa nie zagrażają więc rozruchy czy wojna domowa. W 2011 r., w trakcie antyrządowych demonstracji Marokańczyków, zarządził m.in. podniesienie płacy minimalnej i zaproponował przeprowadzenie referendum konstytucyjnego. Znowelizowana konstytucja osłabiła nieco jego pozycję i wzmocniła uprawnienia premiera oraz parlamentu. Muhammad VI dał się poznać jako reformator, jeszcze zanim wybuchła arabska wiosna (2010–2013). Jego działania miały na celu nie dopuścić do eskalacji protestów – rzadka to postawa wśród władców z tych stron, którzy niepokoje przywykli tłumić siłą. Jako potomek Mahometa (dynastia Alawitów wywodzi się od wnuka proroka – Al-Hasana) posiada uzasadnione religijnie prawo do tronu. Król w nowej konstytucji zrezygnował jednak ze statusu „świętego” i zadowolił się tytułem „nietykalny”. Poza tym zmodernizował kodeks cywilny, znacznie poszerzając prawa kobiet. Marokanki zaczęły zasiadać w parlamencie oraz radzie ministrów, jak również pełnić ważne funkcje publiczne. Jego żona, księżniczka Lalla Salma, to pierwsza w historii kraju małżonka królewska, która została publicznie przedstawiona oraz reprezentuje swego męża na całym świecie jako pierwsza dama. Jest założycielką fundacji wspierającej walkę z rakiem, a także inicjatorką wielu działań w dziedzinie ekologii i zrównoważonego rozwoju. Poprzedniczki Lalli Salmy musiały się zadowolić rolą matki książąt.


Od brzegu oceanu do górskich szczytów


Wróćmy do Agadiru. To wyjątkowe miejsce, w którym ocean niemalże spotyka się z górami. Rozległa piaszczysta plaża robi na turystach oszałamiające wrażenie. Spotkałem się nawet z opinią, że to mniejsza wersja słynnej brazylijskiej Copacabany z Rio de Janeiro. O tutejszych spektakularnych falach krążą wręcz legendy, a informacje o najlepszych punktach znają tylko wtajemniczeni surferzy. Ocean przypadnie do gustu również amatorom kąpieli. Jego wielokilometrowy brzeg idealnie nadaje się też do spacerów – promenada ciągnie się wzdłuż niemal całej strefy turystycznej Agadiru, gdzie znajdziemy liczne butiki, bazary, restauracje, kawiarnie i kilka klubów. Życie kwitnie tu także i nocą.


Z miasta warto wybrać się na bliższe lub nieco dalsze wycieczki, np. do oddalonych o 3–4 godziny drogi Marrakeszu czy Essaouiry (As-Sawiry). Przedtem dobrze jest jednak poznać malownicze okolice Agadiru. Leży on niemal u stóp Atlasu Wysokiego (najwyższy szczyt Dżabal Tubkal, 4167 m n.p.m.), wchodzącego w skład pasma Atlasu, do którego zalicza się również: Atlas Średni (najwyższy szczyt Dżabal Bu Nasir, 3356 m n.p.m.), Antyatlas (tutaj króluje Dżabal Sirwa, 3304 m n.p.m.), Rif (najwyższy punkt to Dżabal Tidighin, 2456 m n.p.m.), Atlas Tellski (z najwyższym szczytem Tamkut Lalla Chadidża, 2308 m n.p.m.) i Atlas Saharyjski (na czele z Dżabal Chelia, 2328 m n.p.m.). Marokańskie góry są więc naprawdę potężne! Przejażdżka wysoko położonymi, krętymi drogami (mówi się, że mają ponad tysiąc zakrętów), nierzadko bezpośrednio sąsiadującymi z zapierającymi dech w piersiach przełęczami i przepaściami, dostarcza wielu mocnych wrażeń. W jednym z najpiękniejszych zakątków regionu – Rajskiej Dolinie – urzekną nas lasy palmowe i wodospady. Polecam też zatrzymać się w którejś z knajpek przy trasie, gdzie zjemy świeżo pieczony chleb z oliwą i doskonałym, aromatycznym miodem. Ten wyrób z lokalnej pasieki będziemy mogli tu także kupić.

Do ciekawszych miejscowości w tym rejonie należą Tafraoute (Tafrawut), Tiznit czy Taroudant (Tarudant). Mnie najbardziej do gustu przypadła ta ostatnia, zwana również „babcią Marrakeszu”. Przydomek ten zawdzięcza przepięknym, otoczonym palmami murom obronnym przywodzącym na myśl to położone w południowym Maroku miasto. Ze względu na usytuowanie w urodzajnej dolinie rzeki Sus, Tarudant było przedmiotem żywego zainteresowania kolejnych władców. Współcześnie stanowi ważny ośrodek handlowy kraju, choć liczy sobie tylko ok. 75 tys. mieszkańców. Na jednym z dwóch tutejszych arabskich targowisk (suków) zaopatrzymy się w owoce, warzywa, przyprawy, ubrania, biżuterię, dywany, pamiątki czy „płynne złoto Maroka” – olej arganowy. Miasto spodoba się szczególnie tym, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie zwykłych Marokańczyków, a nie jego wyobrażenie przygotowane specjalnie pod turystów. Przed zrobieniem komuś zdjęcia zalecam jednak spytać o zgodę, a w razie odmowy nie próbować fotografowania z ukrycia.


Płynne złoto Maroka

W regionie Agadiru napotkamy tysiące drzew oliwnych i arganowych. To właśnie olej wytłaczany z owoców arganii żelaznej (dokładnie z nasion ukrytych w pestkach), jeden z najdroższych i najbardziej cenionych na świecie, uchodzi za największy skarb Maroka. Posiada on właściwości kosmetyczne oraz lecznicze, wspomaga choćby naturalną odporność organizmu. Wydaje się to niebywałe, ale nigdzie poza tym krajem drzewa tego gatunku nie przyjęły się na tyle dobrze, aby owocować.


Podczas wytwarzania oleju arganowego do celów kosmetologii pestki z owoców arganii żelaznej rozłupuje się, ręcznie miażdży, a z powstałej masy na zimno wyciska się gęsty płyn o złocistym kolorze. Natomiast do użytku spożywczego najpierw się je suszy, praży, a dopiero potem miele i przeznacza do tłoczenia. Produkt finalny w tym drugim przypadku posiada ciemniejszą, lekko brązową barwę. Różni się też nieco zapachem. Aby uzyskać 1 l oleju tradycyjną metodą tłoczenia na zimno, potrzeba mniej więcej 30–35 kg nasion i aż 8 godzin pracy. Dodatkowo zbiory odbywają się w okresie męczących upałów w lipcu, sierpniu i wrześniu. To wszystko wystarczająco już podnosi wartość „płynnego złota Maroka”, a to jeszcze nie koniec. Otóż ten wyjątkowy olej wzmacnia system immunologiczny, obniża poziom cholesterolu we krwi, poprawia krążenie, reguluje ciśnienie, spowalnia procesy starzenia, wspomaga regenerację komórek, łagodzi bóle mięśni i stawów. Jego regularne spożywanie zmniejsza ryzyko zawału serca, miażdżycy czy rozwinięcia się nowotworów oraz chorób Alzheimera i Parkinsona, a także schorzeń dermatologicznych. Stosowany zewnętrznie nawilża i ujędrnia skórę, poprawiając jej elastyczność. Łagodzi również objawy trądziku czy alergii. Wyśmienicie działa poza tym na włosy i paznokcie, a pozytywne rezultaty można dostrzec już po kilku zastosowaniach.


Czymś normalnym w Maroku jest widok chodzących po drzewach arganowych kóz. Owoce i liście arganii żelaznej stanowią prawdziwy przysmak tych zwierząt. Choć cenne pestki wypluwają lub w całości wydalają, to – niestety – zostawiają po sobie tylko gołe gałęzie. Aby zapobiec całkowitemu wyniszczeniu drzew arganowych, w miejsce jednego wyciętego okazu sadzi się dwa nowe. W 1998 r. obszar między Agadirem a Essaouirą (zajmujący ok. 80 proc. regionu Sus-Massa-Dara, tj. ponad 25,5 tys. km²), na którym rosną arganie żelazne, otrzymał status Rezerwatu Biosfery UNESCO.


Wśród czerwonych murów

Musicians_at_Marrakech_Festival_-MNTO_fotoseeker.jpg

Muzycy z miejscowości Tissa i Taounate podczas festiwalu w Marrakeszu

©MOROCCAN NATIONAL TOURIST OFFICE/FOTOSEEKER.COM


Z Agadiru i jego malowniczych okolic przenosimy się do Marrakeszu, zwanego też „Czerwonym Miastem” ze względu na rdzawy kolor starych murów. Legenda głosi, że gdy w XII w. wznoszono Meczet Kutubijja, w kraju toczyła się właśnie tak krwawa wojna, że wszystkie zabudowania i drogi przybrały barwę czerwieni. Marokańczycy trochę na wyrost nadają mu także miano tysiącletniego miasta. Tak naprawdę założył je w 1071 r. Jusuf ibn Taszfin (1009–1106) – władca Maroka z dynastii Almorawidów. Marrakesz swoje tysięczne urodziny będzie więc obchodzić dopiero za niemal 60 lat. Ten czwarty co do wielkości ośrodek w państwie (ok. 930 tys. mieszkańców), po Casablance, Rabacie i Fezie, co roku odwiedzają rzesze turystów z całego świata. Jego serce stanowi plac Dżemaa el-Fna (Jemaa el-Fna). Stał się on jednym z symboli miasta od początku jego rozwoju w XI stuleciu. W 1985 r. wpisano go wraz z całym zabytkowym centrum Marrakeszu (medyną) na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Każdego popołudnia i wieczoru odbywa się na nim wielki targ z owocami, usługami noszenia wody oraz wypożyczania lampionów. Wokół straganów gromadzą się berberyjscy kuglarze i opowiadacze historii, bębniarze, muzycy Gnawa, tancerze, zaklinacze węży, połykacze szkła, treserzy zwierząt oraz inni artyści. Występy trwają do późnych godzin nocnych i przyciągają tłumy gapiów. Oferowana jest tu również szeroka gama usług – gastronomicznych, stomatologicznych, medycznych, wróżbiarskich, kaznodziejskich, astrologicznych czy tatuażu henną. Otoczony licznymi restauracjami, sklepami, galeriami, hotelami i budynkami użyteczności publicznej plac stał się popularnym miejscem spotkań, niezmiernie twórczym centrum językowym, muzycznym, artystycznym i literackim. Potrafi oszołomić i zahipnotyzować nawet najbardziej wybrednych podróżników. Jego kosmopolityczny charakter znajduje odbicie w obecnej tutaj mieszaninie języków i dialektów – zarówno z całego Maroka, jak i świata. Niepowtarzalną atmosferę placu Dżemaa el-Fna tworzą muzyka na żywo i unoszące się w powietrzu wspaniałe orientalne zapachy. Można na nim przesiedzieć wiele godzin, wpatrując się w rozgrywające się dookoła sceny. Warto pamiętać o tym, żeby miejscowych artystów wynagrodzić za ich ciekawe występy, to w końcu źródło ich zarobku. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt, że w 2008 r. przestrzeń kulturowa placu Dżemaa el-Fna znalazła się na Liście Reprezentatywnej Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


Po jej opuszczeniu momentalnie gubimy się w niezmiernie wąskich i krętych uliczkach medyny. Taka kontrolowana utrata orientacji sprawi, że nasza wizyta w Marrakeszu z pewnością będzie niezapomniana. Wśród tej niewiarygodnej wręcz plątaniny przejść między przylegającymi do siebie domami napotkamy setki sklepików, warsztatów i knajpek. Nie musimy się obawiać przesadnej nachalności sprzedawców. Jeżeli nie jesteśmy zainteresowani zakupami, wystarczy nasza stanowcza odmowa. Marokańscy handlarze do swoich potencjalnych klientów podchodzą zwykle z należytym szacunkiem. Oczywiście, cena wyjściowa od finalnej może się różnić nawet o kilkaset procent, ale w końcu właśnie na tym polega cały urok targowania się.


Za jedną z głównych marrakeszeńskich atrakcji uważa się wspomniany już XII-wieczny Meczet Kutubijja. Z jego 69-metrowej wieży (minaretu) rozciąga się wspaniały widok na niemal całe miasto. Warto odwiedzić też Meczet Alego ibn Jusufa, najstarszy w Marrakeszu, wzniesiony w I połowie XII stulecia, nazwany tak na cześć marokańskiego władcy z dynastii Almorawidów – Alego ibn Jusufa (1083–1143). Znajduje się przy nim ufundowana w XIV w. medresa – największa szkoła teologiczna w Maghrebie (na ponad 800 uczniów). Cudowna architektura i wystrój tego miejsca robią niesamowite wrażenie. Polecam usiąść przy jednym z filarów na głównym dziedzińcu, poczekać, aż odpłynie fala turystów, i wsłuchać się w szum wody.


Na zainteresowanie zasługuje także Ogród Majorelle (Jardin Majorelle), niewielki, ale przepiękny ogród botaniczny, zaprojektowany w latach 20. XX w. przez francuskiego malarza Jacques’a Majorelle’a (1886–1962). Przekraczając jego progi, nagle z upalnej i gwarnej ulicy trafiamy do wspaniałej zielonej oazy, dającej orzeźwienie nawet w bardzo gorące dni. W jej sercu znajdziemy również małe muzeum, które przybliża swoim gościom kulturę berberyjską.


Miasto dobrej pogody

Po wizycie w pełnym atrakcji Marrakeszu proponuję udać się ok. 180 km na zachód do Essaouiry (As-Sawiry). W tym prześlicznym 80-tysięcznym mieście nad Oceanem Atlantyckim wiele osób zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Tutejsza szeroka plaża zachwyca amatorów kąpieli słonecznych. Średnia temperatura roczna wynosi tu ponad 17°C. Miejscowość jest raczej spokojna, większego ruchu turystycznego powinniśmy spodziewać się w okolicy starej jej części z ogromną liczbą sklepików z interesującymi wyrobami marokańskiego rzemiosła artystycznego. W 2001 r. zabytkową medynę w Essaouirze wpisano na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Z XVIII-wiecznego fortu Sqala de la Kasbah (Sqala de la Ville) rozpościera się przepiękny widok na Wyspy Purpurowe (Îles Purpuraires). Polecam przespacerować się też po porcie: przyjrzeć się rybakom w pracy i wsłuchać w obijające się o skały fale i śpiew setek krążących nad naszymi głowami mew. Essaouira cieszy się także zasłużoną popularnością wśród miłośników surfingu, kite- i windsurfingu oraz innych sportów wodnych.


To jednak tylko kilka z najciekawszych – według mnie – miejsc w Maroku. Do zwiedzenia w tym fascynującym kraju pozostają jeszcze np. Fez, Casablanca czy jego stolica Rabat. Gdziekolwiek pojedziemy, czekają tutaj na nas niezmiernie urokliwe krajobrazy, wyśmienita kuchnia i mili ludzie. Dzięki temu trudno nie poczuć się naprawdę dobrze na gościnnej marokańskiej ziemi. Opalony słońcem Maghrebu, z uśmiechem na ustach wracam do Warszawy. Na pewno jeszcze zawitam do Maroka, chociażby po to, aby spróbować ujarzmić wspaniałe fale, napić się pysznej miętowej herbaty i poznać bliżej cudowne właściwości oleju arganowego.

Na tropie Pierzastego Węża w Meksyku

ANNA GRZEŚKOWIAK

 

<< Współczesny Meksyk zachwyca niczym mural malowany ręką mistrza Diego Rivery. Jest wyrazisty i pełen kontrastów, sensualny i konserwatywny jednocześnie. To tu jeździ najwięcej taksówek na świecie i tutaj spożywa się największe ilości coca-coli i napojów do niej podobnych. Meksykańskie wieczory pachną kolendrą i słodyczą owoców. Kraj ten bywa chaotyczny i czasem przyprawia o zawrót głowy. Nie bez powodu w języku polskim utarło się powiedzenie „Ale Meksyk!”, określające nieład i chaos. Nikt, kto przekroczy jego granice, nie pozostanie jednak na niego obojętnym. >>

Meksykańskie Stany Zjednoczone graniczą od północy ze Stanami Zjednoczonymi, a od południa z Gwatemalą i Belize. Z jednej strony oblewają je wody Pacyfiku, a z drugiej – Zatoki Meksykańskiej i Morza Karaibskiego. Ich teren na długo przed przybyciem Hiszpanów zamieszkiwały ludy budujące mniej lub bardziej rozwinięte cywilizacje.

O Meksyku można by pisać w nieskończoność. Tym razem jednak skupimy się tylko na dwóch jego regionach: stanie Guerrero i półwyspie Jukatan. Co je łączy? To właśnie tu znajdują się najpiękniejsze meksykańskie plaże i przyjeżdża najwięcej turystów do luksusowych kurortów cieszących się wielką sławą na całym świecie.

Więcej…