MICHAŁ DOMAŃSKI

WOJCIECH KUDER

 

<< Ekskluzywne apartamenty i tętniące życiem centra rozrywki, multipleksy, aquaparki i kasyna, których nie powstydziłoby się Las Vegas, galerie sztuki, luksusowe butiki z ubraniami sławnych projektantów i restauracje serwujące najlepsze dania z kuchni całego świata, a wszystko to w jednym miejscu, na pokładzie statku wycieczkowego pływającego po morzach i oceanach w poszukiwaniu najbardziej urokliwych zakątków na kuli ziemskiej. Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak to nie urywek z futurystycznej powieści, ale prawdziwe atrakcje dostępne podczas rejsów wycieczkowych i zaledwie niewielki fragment turystycznych cudów, jakie dziś oferuje coraz popularniejszy „cruising”. >>

 

Niegdyś zwykły turysta z Polski mógł jedynie marzyć o wyprawie luksusowym statkiem przez ocean na ciepłe i słoneczne wyspy. Jemu pozostawało na ogół tylko żeglowanie po Bałtyku, Mazurach, ewentualnie Adriatyku czy Morzu Śródziemnym. Obecnie tego typu wakacje mamy już na wyciągnięcie ręki, bowiem także na naszym rynku pojawia się ostatnio coraz więcej usługodawców (pierwsi z nich zaczęli działać ponad 20 lat temu) wypełniających tę lukę w naszej branży turystycznej i wychodzących naprzeciw klientom, którzy wcześniej musieli wykupywać najwspanialsze wycieczki morskie zagranicą.

Temat luksusowych podróży po bliższych i dalszych akwenach przybliżą nam eksperci z Rejsy.pl (portalu należącego do firmy Marco Polo Travel), Niebieskiej Mili, RejsClub.pl, Grupy Atlas Tours, SONRISO i Kruzy.pl (Grupa VENITI S.A.). Zajmują się oni sprzedażą tego typu usług turystycznych polskim klientom. Poprosiliśmy ich o odpowiedzi na kilka interesujących – naszym zdaniem – pytań.

 

Linie marzeń

Obecnie statki zabierające turystów w rejsy wycieczkowe to już nie tyle ekskluzywne hotele na wodzie, ile prawdziwe pływające kompleksy wypoczynkowe spełniające marzenia o podróży doskonałej i zapewniające nocleg w warunkach, jakich nie powstydziłyby się 5-gwiazdkowe obiekty sieci Hilton czy Sheraton, gwarantujące wyszukaną rozrywkę, najwyższy komfort, poczucie prestiżu i elitarności. Nie dziwi więc fakt, że ta gałąź turystyki rozwija się dziś w błyskawicznym tempie. Linie oceaniczne wciąż podnoszą i tak już niezmiernie wysoki poziom usług. – Mamy w ofercie wszystkich liczących się armatorów, w tym tych najbardziej luksusowych. Dla mnie synonim ekskluzywności stanowią kameralne statki z prywatnym serwisem na pokładzie. Znajdziemy je m.in. we flocie Silversea Cruises czy Regent Seven Seas Cruises (RSSC) – zdradza Tomasz Szczęsny, wiceprezes Marco Polo Travel, właściciela serwisu Rejsy.pl. Ta pierwsza luksusowa linia, założona w 1994 r. i mająca siedzibę główną w Monako, dysponuje 8 statkami, które pływają po całym świecie przez okrągły rok. Z kolei Regent Seven Seas Cruises, wcześniej znana jako Radisson Seven Seas Cruises, istnieje 4 lata dłużej. Słynie ona z niezmiernie bogatej formuły all inclusive.

FOT. MSC CRUISES
Bar La Piazzetta na pokładzie MSC Splendida (MSC Cruises)

 

Jarosław Kruszka, dyrektor zarządzający z biura podróży SONRISO, ma innych ulubieńców, z którymi bez wahania wybrałby się w podróż marzeń po morzach i oceanach. – Jestem pod wrażeniem tego, co oferuje np. Celebrity Cruises, szczególnie jeśli chodzi o statki klasy Solstice – mówi. – Ten amerykański armator postrzega luksus w bardzo nowoczesny sposób. Celebrity Cruises to połączenie wyszukanego designu, wyśmienitej kuchni, niestandardowych atrakcji i wyjątkowego serwisu. Jednak ostatnio doceniam walory rejsów mniejszymi, choć równie ekskluzywnymi statkami. Przypadła mi do gustu zwłaszcza oferta francuskiej linii Compagnie du Ponant. Na pokładzie podróżuje maksymalnie 260 pasażerów, którzy odwiedzają niezmiernie dziewicze i egzotyczne regiony świata – dodaje Jarosław Kruszka. Nieco innego faworyta ma Maciej Szymański, prezes zarządu spółki VENITI, właściciela marki Kruzy.pl. Jako ulubioną firmę żeglugową wskazuje on znaną i cenioną od ćwierć wieku MSC Cruises, która łączy marynistyczne tradycje ze śródziemnomorską kulturą i sztuką kulinarną. Wyróżnia ją również to, że promuje rodzinną formułę rejsów. Dzięki temu dzieci do lat 18 pływają należącymi do niej statkami bezpłatnie lub za symboliczną opłatą. – Flota MSC charakteryzuje się elegancją i niezrównanym włoskim stylem, a doskonała obsługa, konkurencyjne ceny i ciekawe trasy sprawiają, że wycieczki tego armatora mogę polecić każdemu – podsumowuje Maciej Szymański. Linii żeglugowych działa na rynku – oczywiście – znacznie więcej. Do światowej czołówki zalicza się także założona już w 1854 r. w Genui Costa Cruises. Od 60 lat oferuje ona rejsy wycieczkowe po morzach i oceanach. Poza tym koniecznie należy też wspomnieć o wyznaczającym obecnie kierunki światowej żeglugi luksusowej operatorze Norwegian Cruise Line (NCL) z siedzibą na Florydzie w Stanach Zjednoczonych. Wielką renomą cieszy się również brytyjsko-amerykańska Carnival Cruise Lines, która dysponuje statkiem dla niepalących o wiele mówiącej nazwie Paradise, czyli „Raj”. Prestiżowe miejsce w rankingu zajmują Royal Caribbean International oraz legendarna Cunard Line, będąca symbolem luksusu już od lat 40. XIX w. Pierwsza z nich to norwesko-amerykańska linia, znana na całym świecie ze swoich olbrzymich jednostek. Warto tu wymienić choćby Oasis of the Seas (dla łącznie 6360 gości i 2394 członków personelu) czy Allure of the Seas (dla maksymalnie 6318 pasażerów i 2384 osób załogi). – Moim zdecydowanym faworytem jest Royal Caribbean International. Statki należące do tego armatora to prawdziwe pływające miasta. Na ich pokładzie można znaleźć niemal wszystko – począwszy od kilku basenów, poprzez ogromną liczbę barów i restauracji, a kończąc na lodowiskach! – opowiada Sebastian Laskiewicz, dyrektor marketingu Grupy Atlas Tours. Wśród polskich klientów bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się także rejsy klasycznym liniowcem transatlantyckim RMS Queen Mary 2 (linia Cunard Line), o czym informuje nas Tomasz Szczęsny. Niezmiernie oryginalny jest Zbigniew Kąkol, właściciel RejsClub.pl. Jego żeglarskie korzenie zadecydowały o tym, że ma on wielki sentyment do floty należącej do Star Clippers. Podróże luksusowymi żaglowcami tego armatora oferują pasażerom, oprócz – oczywiście – wyśmienitej kuchni i komfortowego zakwaterowania, bardzo ciekawą formułę, która kładzie duży nacisk na aktywne spędzanie czasu w każdym odwiedzanym porcie. – Z uwagi na mniejsze zanurzenie Royal Clipper, Star Clipper i Star Flyer docierają tam, gdzie próżno szukać wielkich statków wycieczkowych. Pozwalają nam podziwiać niezmiernie magiczne i dziewicze zakątki na naszym globie. W tym roku miałem przyjemność płynąć pierwszym z nich. Royal Clipper stanowi nie tylko największy żaglowiec należący do Star Clippers. To także najpotężniejsza tego typu jednostka na świecie. Do tej pory jestem pod jej ogromnym wrażeniem – tłumaczy.

 

  FOT. CARNIVAL CRUISE LINES Carnival Magic (Carnival Cruise Lines)

 

Flota nie z tej ziemi

Konkurencję panującą pomiędzy poszczególnymi operatorami rejsowymi można by określić jako osobliwy wyścig zbrojeń. Armatorzy dokładają wszelkich starań, aby to ich statki zasługiwały na miano tych najbardziej ekskluzywnych. Rywalizacja toczy się na wielu płaszczyznach: zaczynając od poziomu komfortu w części mieszkalnej, przez infrastrukturę służącą rekreacji i gastronomię, kończąc na jakości obsługi i atrakcyjności oferowanych tras wycieczkowych. – Niemal każdego roku linie wprowadzają do sprzedaży miejsca na nowych statkach, które wzbogacono o wcześniej niedostępne rozwiązania czy atrakcje dla pasażerów. Jedne z nich, jak np. Cunard Line, dbają o podkreślenie ekskluzywnego charakteru swoich jednostek. Na należącym do niej słynnym liniowcu transatlantyckim RMS Queen Mary 2 pokład zbudowano z drewna tekowego. Z kolei Norwegian Cruise Line zadbała o cały park wodny na Norwegian Breakaway, który odbył swój pierwszy rejs na wiosnę 2013 r. Natomiast na statku Royal Princess linii Princess Cruises na pasażerów czeka niesamowity, zapewniający zapierające dech w piersiach widoki The SeaWalk®, czyli zewnętrzny, zamknięty taras z przeszkloną podłogą oraz ścianami – stwierdza wiceprezes Marco Polo Travel, właściciela serwisu Rejsy.pl. Ta ostatnia luksusowa jednostka zaczęła służyć turystom od czerwca 2013 r. Od tego czasu zdobyła już zagorzałych fanów. Maciej Szymański ma również swój ulubiony statek. Linia MSC Cruises oddała go do użytku zaledwie kilka miesięcy temu. – Miałem okazję podróżować wieloma wspaniałymi jednostkami, ale jestem wielbicielem MSC Preziosa – mówi prezes zarządu VENITI S.A. – Ten statek wyróżnia duża elegancja oraz nowoczesne rozwiązania. Zadowoli nawet bardzo wymagających gości, a na pokładzie każdy znajdzie coś dla siebie – argumentuje. Swojej sympatii do floty MSC Cruises nie kryje też Zbigniew Kąkol. – Mam kilka ulubionych jednostek. Należą do nich MSC Armonia i MSC Sinfonia, na które zawsze wracam z wielkim sentymentem – zdradza nam właściciel RejsClub.pl. Te dwa dawne statki greckiej linii Festival Cruises (pierwszy – 12-letni, a drugi o rok młodszy) zostały sprzedane po jej bankructwie w 2004 r. właśnie MSC Cruises. Zbigniew Kąkol stał się jednak ostatnio zdecydowanym zwolennikiem mniejszych jednostek. – Miałem niedawno okazję wyruszyć w podróż z francuskim armatorem Compagnie du Ponant. Rejs jego luksusowym statkiem Le Boréal stanowił dla mnie nowe doświadczenie i bardzo dużą przyjemność – mówi. Podobne odczucia przedstawia nam także Jarosław Kruszka. Przyznaje on jednak jednocześnie, że ze względu na dużą liczbę obiektów najwyższej klasy wybranie faworyta staje się niezmiernie trudne. Jego zdaniem na wysokie noty zasługują: 5 statków klasy Solstice należących do floty Celebrity Cruises oraz niektóre mniejsze jednostki takich linii, jak np. Compagnie du Ponant, Paul Gauguin Cruises czy Silversea Cruises. Przy okazji podkreśla też, że na ocenę wpływa wiele czynników, a wymagania ludzi są sprawą bardzo indywidualną. – Wszystko zależy od charakteru rejsu, trasy i tego, czego spodziewamy się po programie podróży. Dla wielu osób statek to rzecz drugorzędna, bo liczą się dla nich przede wszystkim miejsca, które zwiedzają. Z kolei inni skupiają się właśnie na środku transportu i dla tego wymarzonego będą w stanie wykupić nawet wycieczkę w dobrze im już znane strony – wyjaśnia dyrektor zarządzający SONRISO. Problem z wyborem swojej jednej ulubionej jednostki ma też Sebastian Laskiewicz. – Na pewno nigdy nie zapomnę moich pierwszych wakacji na morzu. Był to rejs po Morzu Śródziemnym przepięknym statkiem Costa Mediterranea. Urządzono go w stylu włoskich pałaców z XVII w. Na każdym pokładzie witają nas tutaj prawdziwe dzieła sztuki. W najbardziej eleganckiej restauracji można podziwiać nie tylko mistrzostwo kulinarne kucharzy z Włoch, ale również ponad 130 wspaniałych wyrobów ze srebra, którymi ją ozdobiono. Robi to ogromne wrażenie! – tłumaczy nam dyrektor marketingu Grupy Atlas Tours. Zdarzają się jednak jednostki, które na wszystkich bez wyjątku robią niesamowite wrażenie: posiadające gigantyczne rozmiary i przypominające pływające kurorty turystyczne. Zaliczają się do nich na pewno liczący 311 m długości MS Navigator of the Seas (Royal Caribbean International) i liniowiec transatlantycki RMS Queen Mary 2 (Cunard Line), który odbywa 30 kursów w ciągu roku między Southampton w Wielkiej Brytanii a Nowym Jorkiem na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Nie wypada nie wspomnieć też o mogącym pomieścić na pokładzie ponad 4,3 tys. pasażerów i powyżej 1,3 tys. członków załogi Independence of the Seas (Royal Caribbean International) oraz słynącym z ogromnego aquaparku Norwegian Epic (Norwegian Cruise Line). Tytuł prawdziwego króla mórz i oceanów powinien otrzymać natomiast Oasis of the Seas (Royal Caribbean International). Ten mierzący niemal 362 m długości kolos jest pięć razy większy niż słynny Titanic i kosztował ok. 1,5 mld dolarów. Jego pasażerowie mają do dyspozycji m.in. lodowisko, kręgielnię i centrum wspinaczkowe. Rejs urozmaicają gościom turnieje minigolfa, spektakle typu światło-dźwięk oraz… spacery po obsadzonym prawdziwymi drzewami parku o powierzchni pełnowymiarowego boiska do piłki nożnej!

 

Co wybrać

Statki wycieczkowe docierają dziś do najdalszych zakątków kuli ziemskiej i gwarantują niezapomnianą morską przygodę w zaskakująco komfortowej i przyjemnej formie, zadającej kłam stereotypom mówiącym, że transoceaniczne podróże muszą wiązać się z monotonną kuchnią, wilgocią i ciasnymi kajutami. Dzięki niezmiernie rozbudowanej bazie ofert możemy też obecnie wybierać spośród wielu atrakcyjnych tras i akwenów. W zależności od upodobań każdy bez trudu znajdzie coś w sam raz dla siebie. Rejsy odbywają się 365 dni w roku po wszystkich morzach i oceanach, w przepięknych zakątkach globu. – Wśród Polaków w okresie wakacyjnym od lat największą popularnością cieszy się basen Morza Śródziemnego. Nasi rodacy doceniają rozbudowane formuły „all inclusive”, bogate programy dla rodzin z dziećmi oraz możliwość zwiedzenia wielu ciekawych miejsc w kilku krajach podczas jednego wyjazdu. Zimą królują natomiast Karaiby, szczególnie chętnie wybierane przez miłośników ciepłych klimatów i rajskich plaż. Wszyscy ci, których przyciągają cudowne widoki i dziewicza przyroda, rezerwują z kolei rejsy po fiordach norweskich lub Alasce – komentuje Tomasz Szczęsny. Statystyki pokazują, że w okresie wiosenno-letnim większość turystów z Polski wybiera trasy śródziemnomorskie. Natomiast sezon jesienno-zimowy to czas gorących i radosnych Karaibów. –Nie ukrywam, że jestem wielbicielem krajów basenu Morza Śródziemnego. Bardzo lubię Włochy, południe Francji i śródziemnomorskie wyspy. Uważam, że zdecydowanie się na rejs w tym regionie – choć tak powszechnie popularnym wśród turystów – to naprawdę dobry pomysł, szczególnie dla osób, które po raz pierwszy planują urlop na statku. Na mnie samym wielkie wrażenie wywarła wyprawa po norweskich fiordach. To bezsprzecznie magiczne miejsce, ale należy pamiętać, że sezon w tym rejonie trwa tylko 3 miesiące. Niezapomnianych przeżyć dostarczają też wycieczki po Azji Południowo-Wschodniej, wyspach Pacyfiku, do Ameryki Południowej z wizytą na Amazonce czy przez Kanał Panamski i na Alaskę. Aktualnie wśród naszych klientów bardzo popularne są bezwizowe rejsy po Morzu Karaibskim hiszpańskiej linii Pullmantur. Ich tygodniowe programy rozpoczynają się na Dominikanie, a pasażerowie mają okazję odwiedzić malownicze wyspy Saint Lucię, Barbados, Martynikę, St. Kitts i Tortolę, a wszystko w formule „all inclusive”. W cenę wliczony został również bezpośredni przelot czarterowy z Madrytu na Dominikanę. Już od 1189 euro od osoby zimowe ferie spędzimy na słonecznych Karaibach – opisuje Jarosław Kruszka. Z kolei Sebastian Laskiewicz nie ukrywa, że uwielbia rejsy po hiszpańskich Wyspach Kanaryjskich, położonych malowniczo na Oceanie Atlantyckim, na północny zachód od wybrzeża Afryki. Poza tym zawsze z wielką przyjemnością wraca pamięcią do podróży po uroczych wyspach greckich. Decydują o tym głównie przepiękne krajobrazy, wspaniała przyroda i spokojne, beztroskie życie, czyli wszystko to, z czego słyną na świecie oba te popularne kierunki turystyczne. Zdaniem dyrektora marketingu Grupy Atlas Tours cały urok wakacji na morzu polega na tym, że trudno wybrać swój jeden ulubiony rejs wycieczkowy. Każdy z nich jest inny. Poza tym codziennie budzimy się w tej samej kabinie, ale z jakżeż odmiennym widokiem za oknem. To – według niego – wielki i niepodważalny atut tego typu turystyki. – Zimą nasi klienci wybierają miejsca, w których mogą się wygrzać na słońcu, czyli przede wszystkim Karaiby, a także Hawaje, Australię i Nową Zelandię czy Polinezję Francuską. Latem zdecydowanie największą popularnością wśród nich cieszy się basen Morza Śródziemnego oraz fiordy norweskie – mówi Sebastian Laskiewicz. Na wielką atrakcyjność Morza Karaibskiego zwraca uwagę również prezes zarządu VENITI S.A., który przyznaje, że jego najbardziej udany rejs odbywał się na statku MSC Divina przemierzającym właśnie ten uroczy akwen. Zapytany o najpopularniejsze dziś kierunki bez wahania wskazuje wybrzeże Azji Południowo-Wschodniej. Zainteresowanie turystów właśnie nim tłumaczy niedawno uruchomionymi, wygodnymi połączeniami lotniczymi z Warszawy (Emirates, Qatar Airways) oraz niskimi cenami na miejscu. Klienci szukają nowych doznań, a ich doskonałym źródłem są orientalne porty azjatyckie. Z kolei właściciel RejsClub.pl nie ma jednego ulubionego rejsu. Jego zdaniem trasa nie jest najważniejsza. – Lubię przebywać na statku. Kiedy patrzę na bezkres mórz i oceanów, naprawdę odpoczywam. Mam jednak swoich faworytów, jeżeli chodzi o porty. Są to m.in. Valletta na Malcie, Kadyks i Walencja w Hiszpanii, Miami na Florydzie, Cartagena de Indias w Kolumbii czy Gytheio w Grecji. Uwielbiam zatrzymywać się także na takich wyspach, jak np. grecka Hydra oraz karaibskie Aruba, Saint Lucia i Dominikana. To miejsca, które przyciągają mnie cudowną atmosferą – tłumaczy Zbigniew Kąkol. Wszystkich tras oferowanych przez armatorów ze zrozumiałych przyczyn nie da się wymienić. Liczba rzadko dotąd odwiedzanych zakątków ziemi, które otwierają się na tego rodzaju turystykę, wydaje się doprawdy imponująca. Luksusowe statki wycieczkowe pływają dosłownie wszędzie: od spalonego słońcem wybrzeża Afryki po mroźną Kamczatkę, od wietrznych wód Australii i Nowej Zelandii po lazurowe laguny Hawajów i Bahamów. Coraz częściej też zdarza się taka sytuacja, że klienci wybierają swój rejs, patrząc przede wszystkim na daną jednostkę i armatora, a nie tylko na samą trasę. – Do tej pory polscy turyści traktowali wakacje na morzu na ogół jako wygodną formę wycieczki objazdowej. Coraz więcej osób decyduje się jednak na podróże ekskluzywnymi statkami najwyższej klasy, w których miejsca oferowane są ostatnio w naprawdę atrakcyjnych cenach – opowiada nam właściciel RejsClub.pl.

 

Najnowsza moda

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że turystyczne trendy zależą od zmieniającej się mody oraz od pory roku. Dotyczy to również rejsów wycieczkowych. Raz na topie znajdują się podróże bliższe lub regiony o chłodniejszym klimacie, takie jak Alaska czy kraje skandynawskie, kiedy indziej – króluje daleka Azja czy gorące Karaiby. Maciej Szymański poproszony o wyrażenie swojej opinii co do preferencji turystów na 2014 r. wypowiada się z dużą dozą ostrożności: – Ciężko byłoby ocenić przyszły sezon tak wcześnie, ale na pewno furorę zrobią w nim dwa nowe luksusowe statki: Norwegian Getaway linii NCL przeznaczony na wody Morza Karaibskiego, którego wodowanie zaplanowano na luty, oraz Costa Diadema, który Costa Cruises zaprezentuje jesienią. Oba już teraz cieszą się ogromnym zainteresowaniem. O nieco odważniejszą prognozę pokusił się Jarosław Kruszka z SONRISO. Uważa on, że na przyszłoroczne trendy mogą wpłynąć różnego rodzaju czynniki zewnętrzne, m.in. wielkie wydarzenie medialno-sportowe, jakim niewątpliwie będą Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014 w Brazylii. Dlatego też zapewne wielu klientów wykupi rejsy po Ameryce Południowej odbywające się w czasie rozgrywek piłkarskich, czyli od 12 czerwca do 13 lipca 2014 r. Jego zdaniem futbol zagości także w programach większości armatorów. Poza tym wspomina on również o ciekawej ofercie włoskiej linii MSC Cruises wygasającej pod koniec marca, czyli tygodniowych wycieczkach po Wyspach Kanaryjskich i na portugalską Maderę. – Coraz więcej ludzi będzie decydować się na Morze Czarne, a nowością staną się rejsy po Morzu Barentsa i Morzu Białym (z norweskiego Tromsø do portów w północno-zachodniej Rosji) czy też z Grenlandii na Alaskę – organizowane przez Compagnie du Ponant. Nieustającym hitem lata pozostanie Morze Śródziemne. Zimą natomiast, jak zwykle zresztą, najliczniejszą grupę chętnych przyciągną Karaiby – podsumowuje nasz ekspert z biura podróży SONRISO. Armatorzy proponują niezmiernie szeroki wybór różnych atrakcyjnych tras śródziemnomorskich. Każdego roku można więc popłynąć w inny rejs po tym malowniczym regionie świata, odwiedzając przy okazji do tej pory mniej popularne miejsca. Coraz bardziej świadomi bogactwa ofert klienci szukają nowych doznań. – Zwróciłbym tu uwagę zwłaszcza na Zatokę Kotorską w południowej części Adriatyku w Czarnogórze. To niepowtarzalny zakątek naszego globu. Tutejsze krajobrazy przywodzą na myśl najwspanialsze norweskie fiordy. Warto jednak wspomnieć, że obecnie turyści z Polski mogą wybierać spośród aż 4 tys. rejsów na całym świecie. Moim zdaniem czarnym koniem 2014 r. będą Zjednoczone Emiraty Arabskie, na czele z luksusowym Dubajem. Kierunek ten ma ogromny potencjał. Zresztą coraz więcej osób nas o niego pyta. Obecna moda na Dubaj wynika z niezmiernie przystępnych cen biletów lotniczych z Polski oraz niedługiego, mniej więcej 5-,6-godzinnego, przelotu. To dziś prawdziwa konkurencja dla znacznie odleglejszych Karaibów. Poza tym za rejs z Dubaju w okresie ferii zimowych zapłacimy już od 399 euro – stwierdza wiceprezes Marco Polo Travel. Natomiast dyrektor marketingu Grupy Atlas Tours uważa, że największym hitem 2014 r. będą fiordy norweskie. – Cieszą się one u nas ogromną popularnością. Na niektóre rejsy z polskim pilotem w lipcu i sierpniu przyszłego roku nie mamy już wolnych miejsc. Oczywiście, poza przepięknymi fiordami norweskimi, w dalszym ciągu utrzyma się moda na basen Morza Śródziemnego. Tutaj również rozpoczęliśmy już sprzedaż oferty na lato 2014 r. i jak na razie jej wyniki są bardzo zadowalające – zdradza nam Sebastian Laskiewicz. Dla Zbigniewa Kąkola hitem w Polsce staje się już sam produkt. – Coraz więcej osób wybiera właśnie taką formę spędzenia swojego urlopu. Przystępna cena i niezmiernie wysoka jakość usług powodują, że rejsy wycieczkowe można uznać dzisiaj za doskonałą alternatywę dla standardowych wakacji – uważa właściciel RejsClub.pl.   

FOT. STAR CLIPPERS4-masztowy Star Clipper żeglujący po wodach Tajlandii

 

Teraz Polska

Rejsy ekskluzywnymi statkami zyskują coraz większą popularność także wśród Polaków. Duża w tym zasługa firm, które wzbogaciły nasz rynek szeroką ofertą luksusowych morskich podróży do najdalszych zakątków świata. To, co nie było możliwe jeszcze kilka lat temu, dziś okazuje się dostępne. A z czego są dumni współorganizatorzy tej oryginalnej formy wypoczynku? Tomasz Szczęsny zdradza nam, że cieszy się z faktu, iż – jako działający najdłużej na polskim rynku sprzedawca rejsów wycieczkowych (od ponad 20 lat) – Marco Polo Travel ma swój wielki udział w budowaniu popularności tego rodzaju podróży wśród naszych rodaków. – Już od kilkunastu lat obserwujemy, m.in. dzięki nam, stale rosnące zainteresowanie Polaków niegdyś egzotycznym dla nich „cruisingiem”. Cały czas pracujemy też nad zmianą postrzegania tego produktu w Polsce. Pragniemy pokazać, że jest on dostępny dla przeciętnej rodziny, która planuje wypoczynek za granicą. Dumą napawa nas to, że konsekwentnie tworzymy w naszym kraju modę na rejsy – mówi Tomasz Szczęsny z portalu Rejsy.pl. Z kolei Maciej Szymański z Kruzy.pl najbardziej ceni to, że klienci do nich wracają. – Niektórzy korzystali z naszych usług już kilkanaście razy. Cieszymy się też z tego, że wyznaczamy nowe trendy na polskim rynku rejsów wycieczkowych dzięki nowoczesnym narzędziom sprzedaży. Byliśmy pierwszą firmą, która udostępniła agentom system zakupu miejsc na statkach działający w całości online. Teraz znów jako pierwsi uruchamiamy podobny program w ramach platform rezerwacyjnych TOM i BlueVendo. Z wytrwałością popularyzujemy ten sposób wypoczynku, jednocześnie co roku dynamicznie zwiększając przychody spółki i wprowadzając coraz szerszą gamę produktów. Szczycimy się tym, że pracują u nas także specjaliści doświadczeni w organizowaniu wyjazdów motywacyjnych – tłumaczy nam prezes zarządu spółki VENITI. Jarosław Kruszka przyznaje za to, że zarządzanie nową marką, jaką jest SONRISO, to duże i niezmiernie pasjonujące wyzwanie. – Zadebiutowaliśmy w maju 2013 r., otwierając równocześnie dwa biura: w Warszawie i w Poznaniu, więc odczuwam satysfakcję z tego, że szybko zdobywamy sympatię i zaufanie klientów. Staramy się działać nieszablonowo, przygotowujemy luksusowe pakiety wakacyjne (nie tylko rejsy) nie jedynie w oparciu o standardowe oferty katalogowe, lecz również biorąc pod uwagę indywidualne potrzeby klientów. Organizujemy zatem tzw. wyjazdy szyte na miarę. Nie jesteśmy i nie będziemy kolejnym sklepem internetowym z wycieczkami. Stworzyliśmy nowatorski portal, na którym prezentujemy wyselekcjonowane produkty, w tym te mniej popularne w Polsce. Dociera do mnie wiele pozytywnych opinii na nasz temat i to cieszy mnie najbardziej – mówi. Natomiast Sebastian Laskiewicz nie ukrywa zadowolenia z wyników sprzedaży, które osiągnęła Grupa Atlas Tours w 2013 r. – Odnotowaliśmy aż 3-krotny wzrost w porównaniu do statystyk z minionego roku. Jesteśmy obecnie z pewnością największą firmą w Polsce organizującą rejsy wycieczkowe z polskim pilotem oraz czołowym touroperatorem zajmującym się tego typu turystyką w naszym kraju. To zdecydowanie wielki powód do dumy – twierdzi. Z kolei Zbigniew Kąkol cieszy się z dynamicznego rozwoju stworzonej przez niego marki RejsClub.pl. – Posiadamy obecnie jedną z najbogatszych ofert na rynku polskim. Wprowadzamy też do sprzedaży mniejsze, niszowe linie, rejsy rzeczne i ekspedycyjne. Z uwagi na coraz większą liczbę organizowanych przez nas podróży dla firm stworzyliśmy osobny dział zajmujący się tego typu wyjazdami. Aktualnie kładziemy także duży nacisk na połączenie rejsu z pobytem i zwiedzaniem, przygotowując specjalne programy STAY & CRUISE. Nowością w naszej ofercie są m.in. wycieczki statkami po Grenlandii, podczas których można poszaleć na nartach – tzw. SKI & SAIL. Przede wszystkim jednak jesteśmy dumni z tego, że klienci wracają do nas, doceniając wysoki poziom naszych usług, profesjonalizm i wielką pasję – opowiada. Może więc naprawdę warto wybrać się w przyszłym roku w jakiś ciekawy rejs? Wybór trasy, linii i statku pozostawiamy już Państwu…     


 

Artykuły wybrane losowo

Apetyt na Gruzję

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

<< Podróżowanie po tym usytuowanym na Kaukazie Południowym (Zakaukaziu), na pograniczu Europy i Azji, pięknym, dzikim i szalonym państwie to doświadczanie świata wszystkimi zmysłami. Podczas podziwiania majestatycznych kaukaskich szczytów rozlewamy do kieliszków kolejną butelkę aromatycznego czerwonego wina Saperavi lub białego Rkatsiteli. W naszych ustach rozpływają się wyborne, domowej roboty sery, a na suto zastawionym stole czekają kolejne przysmaki, które kuszą apetycznym wyglądem, zapachem i przede wszystkim smakiem. Pora wznieść toast za przodków i rozpocząć gruzińską „suprę”, czyli huczną i radosną ucztę. „Gaumardżos!” – „Na zdrowie!”. Niech żyje Gruzja! >>

Więcej…

Tajlandia zmysłowa

 

 

temple_of_the_emerald_buddha.jpg

Bangkocka Świątynia Szmaragdowego Buddy

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Katarzyna Byrtek

 

Prawdopodobnie większość Europejczyków słyszała o tajskich niebiańskich plażach, białym piasku i lazurowej wodzie. Jednak Tajlandia to nie tylko rajska kraina uśmiechów, idealna na wakacyjny leniwy wypoczynek, lecz także kraj dostarczający różnorodnych i mocnych wrażeń. Zapewnią nam je m.in. degustacje najlepszej kuchni świata, oglądanie emocjonujących walk boksu syjamskiego („muay thai”) na ringu i zwiedzanie niezmiernie kolorowego podwodnego królestwa zamieszkanego przez wyjątkowe stworzenia. 

Z klimatyzowanego samolotu przez klimatyzowany terminal docieram aż do metra prowadzącego do centrum Bangkoku. Wagon pociągu jest tak wychłodzony, że nie zdejmuję i nie chowam swojego europejskiego swetra. Wkrótce dojeżdżamy jednak do stacji końcowej i wysiadam w bangkocką noc – parną, duszną, gorącą tak, że fala ciepła zatrzymuje mnie na peronie na ułamek sekundy. Moje ciało ciągle pamięta środek warszawskiej zimy. Jak ja tu będę żyć przez dwa miesiące – myślę. W Tajlandii w najchłodniejszym okresie temperatura sięga 30°C, a woda w morzu nagrzewa się do 26°C. W trakcie naszej jesieni i zimy trwa w tym rejonie pora sucha, a powietrze jest przyjemniejsze i mniej wilgotne niż np. w lecie, kiedy część kraju dręczą uparte monsuny i deszcze. Wytchnienie dają klimatyzowane pomieszczenia. Zresztą mieszkańcy całej Azji Południowo-Wschodniej mają niemal obsesję na punkcie chłodzenia się. Klimatyzacja zwykle bywa nastawiona nie na komfortowe dla Europejczyka 20–22°C, ale na temperaturę znacznie niższą. Dlatego do kina zawsze trzeba się ciepło ubrać, przed podróżą nocnym autobusem wyjąć bluzę i szal, a nawet narzucić coś na siebie przy każdej przejażdżce metrem.

Tajlandia cieszy się dużą popularnością wśród turystów z całego świata głównie ze względu na przepiękne plaże i lazurowe morze. Warto jednak wyjść nieco poza ten schemat, zrezygnować z błogiego wylegiwania się na złotym piasku choć na kilka dni i przeżyć o wiele więcej. To idealny cel wyjazdów dosłownie dla wszystkich – rodzin z dziećmi, backpackerów, którzy muszą nieraz zaciskać pasa, miłośników sportów i wielbicieli leniuchowania, samodzielnych podróżników czy królów imprez.

Raj dla kubków smakowych

Jedzenie stanowi wielką atrakcję w czasie wizyty w Tajlandii. Nie bez powodu kuchnia tajska uważana jest za najciekawszą i najlepszą na świecie. Niespróbowanie miejscowych przysmaków byłoby prawdziwym grzechem. Trzeba jednak pamiętać, że tosty zapiekane z szynką sprzedawane w popularnej sieci sklepów 7-Eleven wcinają tylko przyjezdni, a tutejsze śniadanie, obiad i kolacja niespecjalnie się od siebie różnią – rano można spokojnie zajadać się grillowaną wieprzowiną, kurczakiem czy dużą miską wywaru mięsnego z makaronem ryżowym.

Jeśli do obiadu nie dostaliście pałeczek, lecz sztućce, nie martwcie się, nikt nie zwątpił w wasze umiejętności posługiwania się nimi. W Tajlandii większość dań je się po prostu łyżką i widelcem (noże to rzadkość). Pałeczki, razem z łyżką, podawane są najczęściej do zupy z makaronem ryżowym.

W kuchni tajskiej wszystko kręci się wokół ryżu (zamówić go można nawet w miejscowym KFC), intensywnych przypraw i różnych rodzajów mięsa. Najsłynniejsze jest boskie pad thai, czyli smażony makaron ryżowy m.in. z jajkiem, sosem rybnym, orzeszkami, krewetkami, serwowany z połówką limonki i kiełkami. Nie wolno nie spróbować chociaż jednej z wersji curry (mieszanki przypraw rozprowadzanej w mleku kokosowym podawanej z mięsem, warzywami i ryżem) – do wyboru czerwone, zielone, żółte bądź łagodniejsze phanaeng curry (panang curry lub penang curry). Z kolei tom yam (tom yum) to intensywna kwaśno-pikantna zupa na mleku kokosowym. Ciekawą propozycję na lunch stanowi też sałatka z papai. Na deser często zamawia się lepki ryż khao niaw z bananem, mlekiem kokosowym czy jajkiem.

Przed wyruszeniem na wędrówkę w poszukiwaniu tajskich specjałów trzeba również odrzucić restrykcyjne zasady polskiego sanepidu, aby móc beztrosko zapuścić się w uliczki, gdzie na każdym kroku spotkać można dymiące wózki pełne świeżo przygotowanych smakołyków (wspomnianej zupy albo np. nadzianego na patyki mięsa). Wokół nich chaotycznie poustawiane są małe stoliki z niskimi plastikowymi krzesłami – nie ma na nich serwetek i sztućców, ale atmosfera jedzenia na ulicy jest niepowtarzalna. We wszystkich miastach i punktach, gdzie zatrzymują się autobusy dalekobieżne, znajduje się przynajmniej kilka niewielkich targów, na których oprócz świeżych owoców czy ryb sprzedaje się przeróżne mieszanki mięsa z lokalnymi warzywami przyprawione prawdziwie po tajsku. Posiłki na wynos pakuje się do zawiązywanych woreczków. Duża część lokali typowo restauracyjnych powstała dla turystów, dlatego ceny bywają w nich nawet kilkakrotnie większe, a dania – nie zawsze oryginalne.

W słynnej nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej Pattaya,uchodzącej za jedno z centrów seksbiznesu,koniecznie należy odwiedzić chińsko-tajskie restauracje z rodzaju all you can eat (pol. jesz, ile chcesz). Pośrodku stołu znajduje się w nich wielki rozgrzany gar, w którym goście samodzielnie gotują lub przysmażają jedzenie. W formie szwedzkiego stołu wystawione są przeróżne warzywa, owoce, mięsa i najrozmaitsze owoce morza. Większe porcje tych dwóch ostatnich składników można wybrać samemu i oddać w ręce obsługi, która przygotuje je na grillu.

Moje własne curry

W Tajlandii przyrządzimy też miejscowe przysmaki samodzielnie pod okiem doświadczonego szefa kuchni w czasie kursu gotowania. Nawet największym obżartuchom powinien wystarczyć półdniowy wariant takiego szkolenia, w trakcie którego przygotowuje się kilka dań, a potem je konsumuje. W menu pojawiają się doskonała zupa kokosowa tom kha czy wspomniana już tom yam, makaronowe pad thai, jeden z rodzajów sajgonek i deser. W moździerzu uciera się również proszek curry, którego później dodaje się do potrawy z ryżem. Takie własnoręcznie przyrządzone specjały to prawdziwe niebo w gębie.

Największy wybór godnych polecenia kursów gotowania znajdziemy w mieście Chiang Mai, położonym w północnej części kraju. To jeden ze standardowych przystanków wszystkich turystów w Tajlandii, dlatego zaplecze usługowe jest w nim na tyle rozwinięte, że przyjezdni mogą siedzieć tu ponad tydzień i nigdy się nie nudzić.

Dzień najlepiej zacząć na lokalnym targu. Niektóre sprzedawane na nim produkty są tak niezwykłe, że człowiek z Europy Środkowej nie tylko dziwi się, że Tajowie je jedzą, ale też zastanawia, jak to robią. Do najsłynniejszych tego typu osobliwości należy zielonkawy durian z grubą skórką przypominającą nieco kolce. Ciągnie się za nim opinia najbardziej śmierdzącego owocu świata. Kiedy w pokoju w hostelu czuć zapach starych skarpetek, niekoniecznie winę za to musi ponosić niechlujny współlokator. Może ktoś nielegalnie (większość obiektów noclegowych wywiesza kartki z rysunkiem przekreślonego duriana) przemycił cuchnący smakołyk. Podobno nie wolno spożywać go także z alkoholem lub kawą.

Ciało do ciała

Po spacerze z orzeźwiającym świeżo zmiksowanym sokiem z owoców egzotycznych w ręce przychodzi czas na relaks. Wbrew obiegowej opinii większość tajskich masaży wcale nie kończy się zaspokojeniem seksualnym. Zabieg ten ma długą historię, a za jego legendarnego twórcę uchodzi sam lekarz Buddy – Shivago Komarpaj (Jīvaka Komarabhācca), żyjący ok. VI w. p.n.e. W rzeczywistości rozwój tej techniki masowania był bardziej złożony, bo czerpie ona z tradycji Chin, Indii i innych południowoazjatyckich krajów.

Wizyta w miejscowym salonie bywa niełatwym przeżyciem dla osób nieśmiałych i kruchych – taki masaż jest wyjątkowo kontaktowy i intensywny. Przed nim rozbieramy się do majtek albo zakładamy coś w rodzaju luźnego szlafroka i kładziemy się na materacu lub specjalnej leżance. W trakcie zabiegu masażystka używa różnych części ciała: łokci, stóp, kciuków bądź przedramion, może na nas siadać, trzymać za rękę, przyciskać nasze ciało do swojego. W przypadku tej techniki nie chodzi tyle o delikatne ugniatanie mięśni i skóry, co o naciskanie odpowiednich punktów i rozciąganie. Tajski masaż łączy elementy akupresury, pasywnej jogi i refleksologii. Czasem wywołuje chwilowy ból, ale po wszystkim człowiekowi wydaje się, że jest na tyle rozciągnięty, iż urósł kilka centymetrów. Taka sesja niesamowicie odpręża, dlatego zaleca się korzystanie z jej dobrodziejstw przynajmniej raz w tygodniu, nie tylko na urlopie. Osoby krępujące się tak bliskiego kontaktu z obcym człowiekiem mogą skusić się na wymasowanie stóp czy karku i głowy. Salony masażu znajdziemy tutaj dosłownie wszędzie, m.in. na południowych wyspach, w Bangkoku lub północnym Chiang Mai (gdzie działa zresztą najbardziej renomowana szkoła masażu).

Wielki błękit

scuba_diving_andaman_sea.jpg

W wodach Morza Andamańskiego nurkowie spotkają m.in. rekiny brodate

©THAITRAVELMART.COM



Ciepłe przejrzyste morze, bogactwo kolorowych ryb i zapierające dech w piersiach rafy koralowe przyciągają co roku do południowej Tajlandii tysiące turystów, a podwodny świat tego regionu od zawsze trafia do pierwszych dziesiątek rankingów najciekawszych nurkowisk na ziemi. Jeśli ktoś nie wie nic o nurkowaniu, to nic nie szkodzi. Może kupić albo wypożyczyć maskę, rurkę oraz płetwy i wybrać się na eksplorację dna morskiego na własną rękę na płytkie wody blisko brzegu. Dobrze dopytać się o lokalne warunki – w niektórych miejscach występują silne prądy lub fale, które wyrzucają na skały czy rafy. Najlepsze do snorkelingu są okolice wysp Koh Lipe, Koh Chang i Koh Samui.

Warto jednak zarezerwować sobie kilka dni bądź tydzień i wykupić podstawowy kurs nurkowy ze sprzętem – tutejsze ceny należą do najkorzystniejszych na świecie, a to, co zobaczymy pod powierzchnią morza w Tajlandii, jest zdecydowanie atrakcyjniejsze niż widoki podczas szkoleń prowadzonych na basenie i jeziorach w Polsce. Co więcej, sprzyjające warunki panują tu cały rok (z małymi wyjątkami), temperatura wody w zasadzie nie spada poniżej 26°C, a najlepszy okres do nurkowania to styczeń–marzec, czyli szczyt tajskiego sezonu. Zwykle nie ma konieczności zapisywania się na lekcje z wyprzedzeniem. Nawet na mniejszych turystycznych wyspach działa po kilka firm, bez problemu już na miejscu sprawdzimy ceny, dostępność i terminy kursów. Dobrze też zainteresować się, jakie certyfikaty posiada instruktor, czy dogadamy się z nim w jakimś języku, którym władamy, i co dokładnie zawiera dana oferta.

Cisza pod wodą, otaczające człowieka rozległe przestrzenie czy uczucie latania to dodatkowe argumenty przemawiające za spróbowaniem nurkowania. Niemal 75 proc. wszystkich gatunków fauny morskiej i koralowców na świecie występuje właśnie w Azji Południowo-Wschodniej – od malutkich koników morskich, przez płaszczki, ośmiornice, węże wodne, po kilku- lub kilkunastometrowe ryby. Spotkania z tymi stworzeniami nigdy się nie zapomina. Zachwycają również podwodne jaskinie, bloki skalne i wraki łodzi. Tajlandię można podzielić na trzy rejony idealne dla nurków. Pierwszy z nich stanowi zachodnie wybrzeże ze słynną wyspą Phuket oraz archipelagiem Phi Phi, leżący na północ od niego obszar, na który składają się wyspy Similan, Koh Bon, Koh Tachai i Skała Richelieu (Richelieu Rock), a także region południowy, czyli Koh Haa, Hin Daeng, Hin Muang i Koh Lipe. Z kolei w północnej części Zatoki Tajlandzkiej warto odwiedzić Pattayę i Koh Chang. Natomiast na jej południowym terenie miłośników podwodnych przygód przyciągają Koh Tao i Koh Samui.

Na siedzeniu tuk-tuka

phi-ph-island-1.jpg

Koh Phi Phi Don jest największą wyspą w archipelagu Phi Phi

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND



Istnieje wiele sposobów podróżowania po kraju Tajów. Wielką frajdą będzie na pewno zwiedzanie wybranej wyspy na własną rękę wypożyczonym na jeden lub kilka dni skuterem. Samodzielne prowadzenie środka transportu (wynajęcie samochodu bywa znacznie droższe) daje dużą niezależność. Nie tylko nie jesteśmy wówczas uzależnieni od rozkładów jazdy, lecz także bez problemu możemy zatrzymać się przy opuszczonej rajskiej plaży i wskoczyć wprost do orzeźwiającej wody.

W dużym mieście warto choć raz przejechać się tuk-tukiem, czyli autorikszą pełniącą funkcję taksówki. Taki trzykołowy pojazd wygląda jak motor z dobudowanym z tyłu wózkiem, który pomieści kilka osób. Jazda zatłoczonymi ulicami Bangkoku podniesie ciśnienie krwi niejednemu Europejczykowi. Jeśli ktoś podróżuje samodzielnie, może skorzystać z taksówek motorowych i skuterowych. Pasażer plecak wkłada pod kierownicę i wskakuje na siedzenie za kierowcą, który pędzi, przeciskając się między samochodami i ignorując większość znaków drogowych. Trudno powiedzieć, czy to aby na pewno bezpieczne, ale przeżycia z takiej przejażdżki są z pewnością niezapomniane.

Tajlandia to wręcz wymarzone miejsce dla miłośników morza i wysp, a co za tym idzie, zapalonych żeglarzy. Wystarczy zebrać grupę znajomych i wypożyczyć jacht albo katamaran, aby przemierzać bezkresną Zatokę Tajlandzką, a podczas rejsu zatrzymywać się w każdej chwili przy opuszczonych lądach, opalać bez towarzystwa tłumu turystów i nurkować z maską wśród bajecznych raf koralowych.

W świetle księżyca

shopping_at_khao_san_road1.jpg

Ulicę Khao San w centrum Bangkoku odwiedzają tłumy turystó

©THAITRAVELMART.COM



Wieczorem siadamy w jednym z barów. Noc jest gorąca, w środku stoją plastikowe krzesła i stół bilardowy, gra głośna muzyka. Podają tutaj tajskie piwa Chang i Singha bądź popularnego Tigera z Singapuru, czasem z lodem. Dla niektórych wakacje to moment, kiedy wreszcie mogą beztrosko imprezować i nie martwić się wczesnym wstawaniem. Do najlepszych do tego miejsc należy Bangkok – znajdziemy w nim słynną ulicę dla backpackerów Khao San, luksusowe bary na dachach wieżowców (rooftop bars) czy dzielnicę czerwonych latarni Patpong odwiedzaną przez licznych zagranicznych przybyszów. Wiele osób przyciągają kolorowe nocne światła położonego na wybrzeżu miasta Pattaya, centrum tajskiego seksbiznesu, w którym przy głównej ulicy działają kluby dla gejów oraz lokale oferujące pokazy erotyczne lub występy kathoey, czyli tzw. ladyboys (osób, które przyswoiły sobie cechy przeciwnej płci, uważanych w buddyzmie za trzecią płeć). Dzikie noce w ociekającej alkoholem i seksem Pattayi niezbyt przypadną do gustu osobom ceniącym zwykłego typu rozrywki czy rodzinom z dziećmi. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że seksturystyka to nie tylko niewinna wakacyjna zabawa, lecz także branża kontrolowana przez mafie i związana z wykorzystywaniem kobiet oraz zmuszaniem nieletnich do prostytucji.


Bawić można się wszędzie, ale dobre towarzystwo i odpowiedni termin to czasem podstawa. Tajlandia słynie na świecie z full moon party, czyli całonocnych imprez nad brzegiem morza organizowanych na południu kraju w dzień przed pełnią księżyca, w jej trakcie albo dzień po niej. Zwyczaj ten zainicjowano na plaży Haad Rin na wyspie Phangan w południowo-wschodniej części Zatoki Tajlandzkiej. W 1985 r. odbyło się pierwsze takie wydarzenie dla kilkudziesięciu osób. Wkrótce zyskało sławę i dziś przyciąga przynajmniej kilka tysięcy uczestników, w większości turystów, a jego odpowiedniki spotkamy również na innych wyspach. Na full moon party usłyszymy muzykę reggae, trance, rhythm and blues, techno, house czy drum and bass. Alkohol leje się strumieniami, nierzadko pojawiają się też inne środki odurzające. Trzeba jednak wiedzieć, że kary za posiadanie i sprzedawanie narkotyków w Tajlandii są wyjątkowo surowe.

Emocje na ringu

Wielbiciele widowisk podnoszących poziom adrenaliny we krwi także nie będą się w tym kraju nudzić. Muay thai, czyli boks tajski (boks syjamski), to bardzo popularna sztuka walki, szczycąca się niemal statusem sportu narodowego i przyciągająca tysiące żądnych wrażeń Tajów i zagranicznych turystów. Zwykle podoba się nawet osobom, które nie są fanami bijatyk na ringu. Ma wielowiekową tradycję, a wiele ze starych elementów przetrwało do dzisiaj – pojedynek zaczyna się od rytualnego tańca wojownika wai khru. Kiedyś w jego trakcie prezentowano region, z którego pochodził zawodnik. Ta część stanowi jednocześnie rozgrzewkę. Cała walka odbywa się na stojąco, przeciwnicy używają niskich kopnięć okrężnych, uderzeń łokciami i kolanami oraz tzw. klinczu, czyli chwytu klamrowego rękami. Niesamowitą atmosferę na widowni tworzy rozemocjonowana publiczność zawsze reagująca na silniejszy cios, przekrzykująca się, obstawiająca wynik w każdym momencie spotkania. Walczą w większości Tajowie, ale zdarzają się też zawodnicy z innych krajów. Niektórzy z nich są bardzo młodzi – trafiają się nawet 15-latkowie. Za najlepsze areny bokserskie uchodzą Lumpinee Boxing Stadium i Rajadamnern Stadium w Bangkoku oraz te na Phuket i Koh Samui czy w Chiang Mai.

Noc w dżungli

Liczne parki narodowe, dziewicza przyroda i zielona dżungla, w głąb której urządza się kilkudniowe wędrówki, czekają na wszystkich mających odwagę zejść nieco ze standardowego szlaku pełnego piaszczystych plaż i taniego piwa Chang. Leśnych ścieżek i zorganizowanych wycieczek szukać można w różnych częściach kraju, zarówno na popularnej północy, jak i w regionie wschodnim, często omijanym przez turystów. Dużo wypraw trekkingowych organizuje się w prowincjach Chiang Mai i Chiang Rai, Mae Hong Son, Kanchanaburi, Krabi, dystrykcie Mae Sot czy Parku Narodowym Khao Yai. Jeśli musimy wybrać jedno miejsce, warto zaufać ekspertom z UNESCO i odwiedzić Kompleks Leśny Dong Phayayen-Khao Yai, leżący w środkowej Tajlandii, stosunkowo niedaleko od stolicy. Podczas planowania wędrówek należy brać pod uwagę porę roku. Inaczej niż na wybrzeżu w okresie zimowym temperatura powietrza na terenach wyżej położonych bywa znacznie niższa od tej panującej w pozostałych miesiącach.

Światło i dym

Tajlandia to kraj o długiej historii i bogatej tradycji, dobrze więc poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z jej najważniejszymi zabytkami i dowiedzenie się czegoś więcej o dominującym tutaj buddyzmie. Do obowiązkowych miejsc do zwiedzenia w Bangkoku zaliczają się przepiękny Wielki Pałac Królewski z Wat Phra Kaew (Świątynią Szmaragdowego Buddy), jedna z najstarszych tajskich budowli sakralnych Wat Pho (Świątynia Leżącego Buddy) oraz Wat Suthat z 28 chińskimi pagodami symbolizującymi 28 postaci Buddy. Na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO znajdują się m.in. stanowisko archeologiczne Ban Chiang, dawna stolica Syjamu Ayutthaya, ruiny miasta Sukhothai czy rezerwaty dzikiej przyrody rozciągające się wzdłuż granicy z Birmą występujące pod wspólną nazwą Thung Yai-Huai Kha Khaeng.

Choć flaga Tajlandii jest niebiesko-biało-czerwona, to zdecydowanie dominują tu kolory pomarańczowy, złoty i biały. Można się o tym przekonać w trakcie jednego z buddyjskich świąt. W jakimkolwiek mieście wtedy będziemy, udajmy się do najbliższej świątyni i przeżyjmy je razem z Tajami. W czasie pełni księżyca obchodzi się Makha Bucha (Magha Puja), kiedy to rozbłyskają setki świateł, a w powietrzu unosi się dym. Pochód ze świeczkami i kwiatami prowadzony przez ubranych na pomarańczowo mnichów okrąża kilkakrotnie kompleks świątynny. Z kolei Songkran to tradycyjny tajski Nowy Rok (wypada na połowę kwietnia). Na ogół spędza się go w gronie rodziny, a do jego zwyczajów należy obmywanie posągów Buddy w świątyniach lub w czasie procesji (przewozi się je na bagażnikach samochodów). Przez kilka dni ulice pełne są roześmianych ludzi, którzy malują się białą kredą i oblewają wodą. Przypomina to trochę nasz śmigus-dyngus.

Tajskie niezwykłości

W Tajlandii zaskoczy nas wiele rzeczy. Na śniadanie dostaniemy ryż z mięsem lub zupę z makaronem ryżowym, a niedojrzałe mango serwuje się tu z sosem rybnym albo chilli. Do większości potraw otrzymamy łyżkę i widelec. Piwo z kolei często podaje się z lodem.

Do zwykłych widoków należą w tym kraju mnich bawiący się telefonem komórkowym czy słonie spacerujące po ulicach. Na drogach trzeba zachować ostrożność, bo przepisy dla uczestników ruchu traktuje się raczej jako wskazówki niż nakazy i zakazy.

Niemal wszystkie kremy dostępne w sklepach przeznaczone są do rozjaśniania skóry. Klimatyzacja w środkach komunikacji i pomieszczeniach ustawiona jest na dość niską temperaturę – sweter w autobusie to konieczność. Hymn państwowy rozbrzmiewa z głośników dwa razy dziennie, dodatkowo również przed każdym seansem w kinie.

Na północ przez Litwę, Łotwę i Estonię

Drewniana kaplica w Kiernowie nad Wilią
Kernav - Laimonas Ciunys
© WWW.LITHUANIA.TRAVEL/LAIMONAS CIŪNYS

Potężne tallińskie średniowieczne mury obronne z basztami i bramami

panorama-tornidevaljak

© VISIT ESTONIA/KAUPO KALDA

Piękna fasada Domu Bractwa Czarnogłowych na Starym Mieście w Rydze

house-of-the-blackheads

© WWW.LATVIA.TRAVEL

KATARZYNA BYRTEK


Litwa, Łotwa i Estonia, choć na pierwszy rzut oka wydają się do siebie podobne, są jednak całkiem inne. Podróż po tych trzech bałtyckich krajach będzie z pewnością pełna porównań, ale też nietypowych atrakcji. Zwiedzanie parku z socjalistycznymi pomnikami i wyspy, na której rządzą kobiety, podziwianie mnóstwa wspaniałych secesyjnych budynków, spacer po bagnach i oglądanie białych nocy – to wszystko przeżyjemy podczas naszej wyprawy. Ruszamy na północ!

Więcej…