MICHAŁ DOMAŃSKI

WOJCIECH KUDER

 

<< Ekskluzywne apartamenty i tętniące życiem centra rozrywki, multipleksy, aquaparki i kasyna, których nie powstydziłoby się Las Vegas, galerie sztuki, luksusowe butiki z ubraniami sławnych projektantów i restauracje serwujące najlepsze dania z kuchni całego świata, a wszystko to w jednym miejscu, na pokładzie statku wycieczkowego pływającego po morzach i oceanach w poszukiwaniu najbardziej urokliwych zakątków na kuli ziemskiej. Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak to nie urywek z futurystycznej powieści, ale prawdziwe atrakcje dostępne podczas rejsów wycieczkowych i zaledwie niewielki fragment turystycznych cudów, jakie dziś oferuje coraz popularniejszy „cruising”. >>

 

Niegdyś zwykły turysta z Polski mógł jedynie marzyć o wyprawie luksusowym statkiem przez ocean na ciepłe i słoneczne wyspy. Jemu pozostawało na ogół tylko żeglowanie po Bałtyku, Mazurach, ewentualnie Adriatyku czy Morzu Śródziemnym. Obecnie tego typu wakacje mamy już na wyciągnięcie ręki, bowiem także na naszym rynku pojawia się ostatnio coraz więcej usługodawców (pierwsi z nich zaczęli działać ponad 20 lat temu) wypełniających tę lukę w naszej branży turystycznej i wychodzących naprzeciw klientom, którzy wcześniej musieli wykupywać najwspanialsze wycieczki morskie zagranicą.

Temat luksusowych podróży po bliższych i dalszych akwenach przybliżą nam eksperci z Rejsy.pl (portalu należącego do firmy Marco Polo Travel), Niebieskiej Mili, RejsClub.pl, Grupy Atlas Tours, SONRISO i Kruzy.pl (Grupa VENITI S.A.). Zajmują się oni sprzedażą tego typu usług turystycznych polskim klientom. Poprosiliśmy ich o odpowiedzi na kilka interesujących – naszym zdaniem – pytań.

 

Linie marzeń

Obecnie statki zabierające turystów w rejsy wycieczkowe to już nie tyle ekskluzywne hotele na wodzie, ile prawdziwe pływające kompleksy wypoczynkowe spełniające marzenia o podróży doskonałej i zapewniające nocleg w warunkach, jakich nie powstydziłyby się 5-gwiazdkowe obiekty sieci Hilton czy Sheraton, gwarantujące wyszukaną rozrywkę, najwyższy komfort, poczucie prestiżu i elitarności. Nie dziwi więc fakt, że ta gałąź turystyki rozwija się dziś w błyskawicznym tempie. Linie oceaniczne wciąż podnoszą i tak już niezmiernie wysoki poziom usług. – Mamy w ofercie wszystkich liczących się armatorów, w tym tych najbardziej luksusowych. Dla mnie synonim ekskluzywności stanowią kameralne statki z prywatnym serwisem na pokładzie. Znajdziemy je m.in. we flocie Silversea Cruises czy Regent Seven Seas Cruises (RSSC) – zdradza Tomasz Szczęsny, wiceprezes Marco Polo Travel, właściciela serwisu Rejsy.pl. Ta pierwsza luksusowa linia, założona w 1994 r. i mająca siedzibę główną w Monako, dysponuje 8 statkami, które pływają po całym świecie przez okrągły rok. Z kolei Regent Seven Seas Cruises, wcześniej znana jako Radisson Seven Seas Cruises, istnieje 4 lata dłużej. Słynie ona z niezmiernie bogatej formuły all inclusive.

FOT. MSC CRUISES
Bar La Piazzetta na pokładzie MSC Splendida (MSC Cruises)

 

Jarosław Kruszka, dyrektor zarządzający z biura podróży SONRISO, ma innych ulubieńców, z którymi bez wahania wybrałby się w podróż marzeń po morzach i oceanach. – Jestem pod wrażeniem tego, co oferuje np. Celebrity Cruises, szczególnie jeśli chodzi o statki klasy Solstice – mówi. – Ten amerykański armator postrzega luksus w bardzo nowoczesny sposób. Celebrity Cruises to połączenie wyszukanego designu, wyśmienitej kuchni, niestandardowych atrakcji i wyjątkowego serwisu. Jednak ostatnio doceniam walory rejsów mniejszymi, choć równie ekskluzywnymi statkami. Przypadła mi do gustu zwłaszcza oferta francuskiej linii Compagnie du Ponant. Na pokładzie podróżuje maksymalnie 260 pasażerów, którzy odwiedzają niezmiernie dziewicze i egzotyczne regiony świata – dodaje Jarosław Kruszka. Nieco innego faworyta ma Maciej Szymański, prezes zarządu spółki VENITI, właściciela marki Kruzy.pl. Jako ulubioną firmę żeglugową wskazuje on znaną i cenioną od ćwierć wieku MSC Cruises, która łączy marynistyczne tradycje ze śródziemnomorską kulturą i sztuką kulinarną. Wyróżnia ją również to, że promuje rodzinną formułę rejsów. Dzięki temu dzieci do lat 18 pływają należącymi do niej statkami bezpłatnie lub za symboliczną opłatą. – Flota MSC charakteryzuje się elegancją i niezrównanym włoskim stylem, a doskonała obsługa, konkurencyjne ceny i ciekawe trasy sprawiają, że wycieczki tego armatora mogę polecić każdemu – podsumowuje Maciej Szymański. Linii żeglugowych działa na rynku – oczywiście – znacznie więcej. Do światowej czołówki zalicza się także założona już w 1854 r. w Genui Costa Cruises. Od 60 lat oferuje ona rejsy wycieczkowe po morzach i oceanach. Poza tym koniecznie należy też wspomnieć o wyznaczającym obecnie kierunki światowej żeglugi luksusowej operatorze Norwegian Cruise Line (NCL) z siedzibą na Florydzie w Stanach Zjednoczonych. Wielką renomą cieszy się również brytyjsko-amerykańska Carnival Cruise Lines, która dysponuje statkiem dla niepalących o wiele mówiącej nazwie Paradise, czyli „Raj”. Prestiżowe miejsce w rankingu zajmują Royal Caribbean International oraz legendarna Cunard Line, będąca symbolem luksusu już od lat 40. XIX w. Pierwsza z nich to norwesko-amerykańska linia, znana na całym świecie ze swoich olbrzymich jednostek. Warto tu wymienić choćby Oasis of the Seas (dla łącznie 6360 gości i 2394 członków personelu) czy Allure of the Seas (dla maksymalnie 6318 pasażerów i 2384 osób załogi). – Moim zdecydowanym faworytem jest Royal Caribbean International. Statki należące do tego armatora to prawdziwe pływające miasta. Na ich pokładzie można znaleźć niemal wszystko – począwszy od kilku basenów, poprzez ogromną liczbę barów i restauracji, a kończąc na lodowiskach! – opowiada Sebastian Laskiewicz, dyrektor marketingu Grupy Atlas Tours. Wśród polskich klientów bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się także rejsy klasycznym liniowcem transatlantyckim RMS Queen Mary 2 (linia Cunard Line), o czym informuje nas Tomasz Szczęsny. Niezmiernie oryginalny jest Zbigniew Kąkol, właściciel RejsClub.pl. Jego żeglarskie korzenie zadecydowały o tym, że ma on wielki sentyment do floty należącej do Star Clippers. Podróże luksusowymi żaglowcami tego armatora oferują pasażerom, oprócz – oczywiście – wyśmienitej kuchni i komfortowego zakwaterowania, bardzo ciekawą formułę, która kładzie duży nacisk na aktywne spędzanie czasu w każdym odwiedzanym porcie. – Z uwagi na mniejsze zanurzenie Royal Clipper, Star Clipper i Star Flyer docierają tam, gdzie próżno szukać wielkich statków wycieczkowych. Pozwalają nam podziwiać niezmiernie magiczne i dziewicze zakątki na naszym globie. W tym roku miałem przyjemność płynąć pierwszym z nich. Royal Clipper stanowi nie tylko największy żaglowiec należący do Star Clippers. To także najpotężniejsza tego typu jednostka na świecie. Do tej pory jestem pod jej ogromnym wrażeniem – tłumaczy.

 

  FOT. CARNIVAL CRUISE LINES Carnival Magic (Carnival Cruise Lines)

 

Flota nie z tej ziemi

Konkurencję panującą pomiędzy poszczególnymi operatorami rejsowymi można by określić jako osobliwy wyścig zbrojeń. Armatorzy dokładają wszelkich starań, aby to ich statki zasługiwały na miano tych najbardziej ekskluzywnych. Rywalizacja toczy się na wielu płaszczyznach: zaczynając od poziomu komfortu w części mieszkalnej, przez infrastrukturę służącą rekreacji i gastronomię, kończąc na jakości obsługi i atrakcyjności oferowanych tras wycieczkowych. – Niemal każdego roku linie wprowadzają do sprzedaży miejsca na nowych statkach, które wzbogacono o wcześniej niedostępne rozwiązania czy atrakcje dla pasażerów. Jedne z nich, jak np. Cunard Line, dbają o podkreślenie ekskluzywnego charakteru swoich jednostek. Na należącym do niej słynnym liniowcu transatlantyckim RMS Queen Mary 2 pokład zbudowano z drewna tekowego. Z kolei Norwegian Cruise Line zadbała o cały park wodny na Norwegian Breakaway, który odbył swój pierwszy rejs na wiosnę 2013 r. Natomiast na statku Royal Princess linii Princess Cruises na pasażerów czeka niesamowity, zapewniający zapierające dech w piersiach widoki The SeaWalk®, czyli zewnętrzny, zamknięty taras z przeszkloną podłogą oraz ścianami – stwierdza wiceprezes Marco Polo Travel, właściciela serwisu Rejsy.pl. Ta ostatnia luksusowa jednostka zaczęła służyć turystom od czerwca 2013 r. Od tego czasu zdobyła już zagorzałych fanów. Maciej Szymański ma również swój ulubiony statek. Linia MSC Cruises oddała go do użytku zaledwie kilka miesięcy temu. – Miałem okazję podróżować wieloma wspaniałymi jednostkami, ale jestem wielbicielem MSC Preziosa – mówi prezes zarządu VENITI S.A. – Ten statek wyróżnia duża elegancja oraz nowoczesne rozwiązania. Zadowoli nawet bardzo wymagających gości, a na pokładzie każdy znajdzie coś dla siebie – argumentuje. Swojej sympatii do floty MSC Cruises nie kryje też Zbigniew Kąkol. – Mam kilka ulubionych jednostek. Należą do nich MSC Armonia i MSC Sinfonia, na które zawsze wracam z wielkim sentymentem – zdradza nam właściciel RejsClub.pl. Te dwa dawne statki greckiej linii Festival Cruises (pierwszy – 12-letni, a drugi o rok młodszy) zostały sprzedane po jej bankructwie w 2004 r. właśnie MSC Cruises. Zbigniew Kąkol stał się jednak ostatnio zdecydowanym zwolennikiem mniejszych jednostek. – Miałem niedawno okazję wyruszyć w podróż z francuskim armatorem Compagnie du Ponant. Rejs jego luksusowym statkiem Le Boréal stanowił dla mnie nowe doświadczenie i bardzo dużą przyjemność – mówi. Podobne odczucia przedstawia nam także Jarosław Kruszka. Przyznaje on jednak jednocześnie, że ze względu na dużą liczbę obiektów najwyższej klasy wybranie faworyta staje się niezmiernie trudne. Jego zdaniem na wysokie noty zasługują: 5 statków klasy Solstice należących do floty Celebrity Cruises oraz niektóre mniejsze jednostki takich linii, jak np. Compagnie du Ponant, Paul Gauguin Cruises czy Silversea Cruises. Przy okazji podkreśla też, że na ocenę wpływa wiele czynników, a wymagania ludzi są sprawą bardzo indywidualną. – Wszystko zależy od charakteru rejsu, trasy i tego, czego spodziewamy się po programie podróży. Dla wielu osób statek to rzecz drugorzędna, bo liczą się dla nich przede wszystkim miejsca, które zwiedzają. Z kolei inni skupiają się właśnie na środku transportu i dla tego wymarzonego będą w stanie wykupić nawet wycieczkę w dobrze im już znane strony – wyjaśnia dyrektor zarządzający SONRISO. Problem z wyborem swojej jednej ulubionej jednostki ma też Sebastian Laskiewicz. – Na pewno nigdy nie zapomnę moich pierwszych wakacji na morzu. Był to rejs po Morzu Śródziemnym przepięknym statkiem Costa Mediterranea. Urządzono go w stylu włoskich pałaców z XVII w. Na każdym pokładzie witają nas tutaj prawdziwe dzieła sztuki. W najbardziej eleganckiej restauracji można podziwiać nie tylko mistrzostwo kulinarne kucharzy z Włoch, ale również ponad 130 wspaniałych wyrobów ze srebra, którymi ją ozdobiono. Robi to ogromne wrażenie! – tłumaczy nam dyrektor marketingu Grupy Atlas Tours. Zdarzają się jednak jednostki, które na wszystkich bez wyjątku robią niesamowite wrażenie: posiadające gigantyczne rozmiary i przypominające pływające kurorty turystyczne. Zaliczają się do nich na pewno liczący 311 m długości MS Navigator of the Seas (Royal Caribbean International) i liniowiec transatlantycki RMS Queen Mary 2 (Cunard Line), który odbywa 30 kursów w ciągu roku między Southampton w Wielkiej Brytanii a Nowym Jorkiem na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Nie wypada nie wspomnieć też o mogącym pomieścić na pokładzie ponad 4,3 tys. pasażerów i powyżej 1,3 tys. członków załogi Independence of the Seas (Royal Caribbean International) oraz słynącym z ogromnego aquaparku Norwegian Epic (Norwegian Cruise Line). Tytuł prawdziwego króla mórz i oceanów powinien otrzymać natomiast Oasis of the Seas (Royal Caribbean International). Ten mierzący niemal 362 m długości kolos jest pięć razy większy niż słynny Titanic i kosztował ok. 1,5 mld dolarów. Jego pasażerowie mają do dyspozycji m.in. lodowisko, kręgielnię i centrum wspinaczkowe. Rejs urozmaicają gościom turnieje minigolfa, spektakle typu światło-dźwięk oraz… spacery po obsadzonym prawdziwymi drzewami parku o powierzchni pełnowymiarowego boiska do piłki nożnej!

 

Co wybrać

Statki wycieczkowe docierają dziś do najdalszych zakątków kuli ziemskiej i gwarantują niezapomnianą morską przygodę w zaskakująco komfortowej i przyjemnej formie, zadającej kłam stereotypom mówiącym, że transoceaniczne podróże muszą wiązać się z monotonną kuchnią, wilgocią i ciasnymi kajutami. Dzięki niezmiernie rozbudowanej bazie ofert możemy też obecnie wybierać spośród wielu atrakcyjnych tras i akwenów. W zależności od upodobań każdy bez trudu znajdzie coś w sam raz dla siebie. Rejsy odbywają się 365 dni w roku po wszystkich morzach i oceanach, w przepięknych zakątkach globu. – Wśród Polaków w okresie wakacyjnym od lat największą popularnością cieszy się basen Morza Śródziemnego. Nasi rodacy doceniają rozbudowane formuły „all inclusive”, bogate programy dla rodzin z dziećmi oraz możliwość zwiedzenia wielu ciekawych miejsc w kilku krajach podczas jednego wyjazdu. Zimą królują natomiast Karaiby, szczególnie chętnie wybierane przez miłośników ciepłych klimatów i rajskich plaż. Wszyscy ci, których przyciągają cudowne widoki i dziewicza przyroda, rezerwują z kolei rejsy po fiordach norweskich lub Alasce – komentuje Tomasz Szczęsny. Statystyki pokazują, że w okresie wiosenno-letnim większość turystów z Polski wybiera trasy śródziemnomorskie. Natomiast sezon jesienno-zimowy to czas gorących i radosnych Karaibów. –Nie ukrywam, że jestem wielbicielem krajów basenu Morza Śródziemnego. Bardzo lubię Włochy, południe Francji i śródziemnomorskie wyspy. Uważam, że zdecydowanie się na rejs w tym regionie – choć tak powszechnie popularnym wśród turystów – to naprawdę dobry pomysł, szczególnie dla osób, które po raz pierwszy planują urlop na statku. Na mnie samym wielkie wrażenie wywarła wyprawa po norweskich fiordach. To bezsprzecznie magiczne miejsce, ale należy pamiętać, że sezon w tym rejonie trwa tylko 3 miesiące. Niezapomnianych przeżyć dostarczają też wycieczki po Azji Południowo-Wschodniej, wyspach Pacyfiku, do Ameryki Południowej z wizytą na Amazonce czy przez Kanał Panamski i na Alaskę. Aktualnie wśród naszych klientów bardzo popularne są bezwizowe rejsy po Morzu Karaibskim hiszpańskiej linii Pullmantur. Ich tygodniowe programy rozpoczynają się na Dominikanie, a pasażerowie mają okazję odwiedzić malownicze wyspy Saint Lucię, Barbados, Martynikę, St. Kitts i Tortolę, a wszystko w formule „all inclusive”. W cenę wliczony został również bezpośredni przelot czarterowy z Madrytu na Dominikanę. Już od 1189 euro od osoby zimowe ferie spędzimy na słonecznych Karaibach – opisuje Jarosław Kruszka. Z kolei Sebastian Laskiewicz nie ukrywa, że uwielbia rejsy po hiszpańskich Wyspach Kanaryjskich, położonych malowniczo na Oceanie Atlantyckim, na północny zachód od wybrzeża Afryki. Poza tym zawsze z wielką przyjemnością wraca pamięcią do podróży po uroczych wyspach greckich. Decydują o tym głównie przepiękne krajobrazy, wspaniała przyroda i spokojne, beztroskie życie, czyli wszystko to, z czego słyną na świecie oba te popularne kierunki turystyczne. Zdaniem dyrektora marketingu Grupy Atlas Tours cały urok wakacji na morzu polega na tym, że trudno wybrać swój jeden ulubiony rejs wycieczkowy. Każdy z nich jest inny. Poza tym codziennie budzimy się w tej samej kabinie, ale z jakżeż odmiennym widokiem za oknem. To – według niego – wielki i niepodważalny atut tego typu turystyki. – Zimą nasi klienci wybierają miejsca, w których mogą się wygrzać na słońcu, czyli przede wszystkim Karaiby, a także Hawaje, Australię i Nową Zelandię czy Polinezję Francuską. Latem zdecydowanie największą popularnością wśród nich cieszy się basen Morza Śródziemnego oraz fiordy norweskie – mówi Sebastian Laskiewicz. Na wielką atrakcyjność Morza Karaibskiego zwraca uwagę również prezes zarządu VENITI S.A., który przyznaje, że jego najbardziej udany rejs odbywał się na statku MSC Divina przemierzającym właśnie ten uroczy akwen. Zapytany o najpopularniejsze dziś kierunki bez wahania wskazuje wybrzeże Azji Południowo-Wschodniej. Zainteresowanie turystów właśnie nim tłumaczy niedawno uruchomionymi, wygodnymi połączeniami lotniczymi z Warszawy (Emirates, Qatar Airways) oraz niskimi cenami na miejscu. Klienci szukają nowych doznań, a ich doskonałym źródłem są orientalne porty azjatyckie. Z kolei właściciel RejsClub.pl nie ma jednego ulubionego rejsu. Jego zdaniem trasa nie jest najważniejsza. – Lubię przebywać na statku. Kiedy patrzę na bezkres mórz i oceanów, naprawdę odpoczywam. Mam jednak swoich faworytów, jeżeli chodzi o porty. Są to m.in. Valletta na Malcie, Kadyks i Walencja w Hiszpanii, Miami na Florydzie, Cartagena de Indias w Kolumbii czy Gytheio w Grecji. Uwielbiam zatrzymywać się także na takich wyspach, jak np. grecka Hydra oraz karaibskie Aruba, Saint Lucia i Dominikana. To miejsca, które przyciągają mnie cudowną atmosferą – tłumaczy Zbigniew Kąkol. Wszystkich tras oferowanych przez armatorów ze zrozumiałych przyczyn nie da się wymienić. Liczba rzadko dotąd odwiedzanych zakątków ziemi, które otwierają się na tego rodzaju turystykę, wydaje się doprawdy imponująca. Luksusowe statki wycieczkowe pływają dosłownie wszędzie: od spalonego słońcem wybrzeża Afryki po mroźną Kamczatkę, od wietrznych wód Australii i Nowej Zelandii po lazurowe laguny Hawajów i Bahamów. Coraz częściej też zdarza się taka sytuacja, że klienci wybierają swój rejs, patrząc przede wszystkim na daną jednostkę i armatora, a nie tylko na samą trasę. – Do tej pory polscy turyści traktowali wakacje na morzu na ogół jako wygodną formę wycieczki objazdowej. Coraz więcej osób decyduje się jednak na podróże ekskluzywnymi statkami najwyższej klasy, w których miejsca oferowane są ostatnio w naprawdę atrakcyjnych cenach – opowiada nam właściciel RejsClub.pl.

 

Najnowsza moda

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że turystyczne trendy zależą od zmieniającej się mody oraz od pory roku. Dotyczy to również rejsów wycieczkowych. Raz na topie znajdują się podróże bliższe lub regiony o chłodniejszym klimacie, takie jak Alaska czy kraje skandynawskie, kiedy indziej – króluje daleka Azja czy gorące Karaiby. Maciej Szymański poproszony o wyrażenie swojej opinii co do preferencji turystów na 2014 r. wypowiada się z dużą dozą ostrożności: – Ciężko byłoby ocenić przyszły sezon tak wcześnie, ale na pewno furorę zrobią w nim dwa nowe luksusowe statki: Norwegian Getaway linii NCL przeznaczony na wody Morza Karaibskiego, którego wodowanie zaplanowano na luty, oraz Costa Diadema, który Costa Cruises zaprezentuje jesienią. Oba już teraz cieszą się ogromnym zainteresowaniem. O nieco odważniejszą prognozę pokusił się Jarosław Kruszka z SONRISO. Uważa on, że na przyszłoroczne trendy mogą wpłynąć różnego rodzaju czynniki zewnętrzne, m.in. wielkie wydarzenie medialno-sportowe, jakim niewątpliwie będą Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2014 w Brazylii. Dlatego też zapewne wielu klientów wykupi rejsy po Ameryce Południowej odbywające się w czasie rozgrywek piłkarskich, czyli od 12 czerwca do 13 lipca 2014 r. Jego zdaniem futbol zagości także w programach większości armatorów. Poza tym wspomina on również o ciekawej ofercie włoskiej linii MSC Cruises wygasającej pod koniec marca, czyli tygodniowych wycieczkach po Wyspach Kanaryjskich i na portugalską Maderę. – Coraz więcej ludzi będzie decydować się na Morze Czarne, a nowością staną się rejsy po Morzu Barentsa i Morzu Białym (z norweskiego Tromsø do portów w północno-zachodniej Rosji) czy też z Grenlandii na Alaskę – organizowane przez Compagnie du Ponant. Nieustającym hitem lata pozostanie Morze Śródziemne. Zimą natomiast, jak zwykle zresztą, najliczniejszą grupę chętnych przyciągną Karaiby – podsumowuje nasz ekspert z biura podróży SONRISO. Armatorzy proponują niezmiernie szeroki wybór różnych atrakcyjnych tras śródziemnomorskich. Każdego roku można więc popłynąć w inny rejs po tym malowniczym regionie świata, odwiedzając przy okazji do tej pory mniej popularne miejsca. Coraz bardziej świadomi bogactwa ofert klienci szukają nowych doznań. – Zwróciłbym tu uwagę zwłaszcza na Zatokę Kotorską w południowej części Adriatyku w Czarnogórze. To niepowtarzalny zakątek naszego globu. Tutejsze krajobrazy przywodzą na myśl najwspanialsze norweskie fiordy. Warto jednak wspomnieć, że obecnie turyści z Polski mogą wybierać spośród aż 4 tys. rejsów na całym świecie. Moim zdaniem czarnym koniem 2014 r. będą Zjednoczone Emiraty Arabskie, na czele z luksusowym Dubajem. Kierunek ten ma ogromny potencjał. Zresztą coraz więcej osób nas o niego pyta. Obecna moda na Dubaj wynika z niezmiernie przystępnych cen biletów lotniczych z Polski oraz niedługiego, mniej więcej 5-,6-godzinnego, przelotu. To dziś prawdziwa konkurencja dla znacznie odleglejszych Karaibów. Poza tym za rejs z Dubaju w okresie ferii zimowych zapłacimy już od 399 euro – stwierdza wiceprezes Marco Polo Travel. Natomiast dyrektor marketingu Grupy Atlas Tours uważa, że największym hitem 2014 r. będą fiordy norweskie. – Cieszą się one u nas ogromną popularnością. Na niektóre rejsy z polskim pilotem w lipcu i sierpniu przyszłego roku nie mamy już wolnych miejsc. Oczywiście, poza przepięknymi fiordami norweskimi, w dalszym ciągu utrzyma się moda na basen Morza Śródziemnego. Tutaj również rozpoczęliśmy już sprzedaż oferty na lato 2014 r. i jak na razie jej wyniki są bardzo zadowalające – zdradza nam Sebastian Laskiewicz. Dla Zbigniewa Kąkola hitem w Polsce staje się już sam produkt. – Coraz więcej osób wybiera właśnie taką formę spędzenia swojego urlopu. Przystępna cena i niezmiernie wysoka jakość usług powodują, że rejsy wycieczkowe można uznać dzisiaj za doskonałą alternatywę dla standardowych wakacji – uważa właściciel RejsClub.pl.   

FOT. STAR CLIPPERS4-masztowy Star Clipper żeglujący po wodach Tajlandii

 

Teraz Polska

Rejsy ekskluzywnymi statkami zyskują coraz większą popularność także wśród Polaków. Duża w tym zasługa firm, które wzbogaciły nasz rynek szeroką ofertą luksusowych morskich podróży do najdalszych zakątków świata. To, co nie było możliwe jeszcze kilka lat temu, dziś okazuje się dostępne. A z czego są dumni współorganizatorzy tej oryginalnej formy wypoczynku? Tomasz Szczęsny zdradza nam, że cieszy się z faktu, iż – jako działający najdłużej na polskim rynku sprzedawca rejsów wycieczkowych (od ponad 20 lat) – Marco Polo Travel ma swój wielki udział w budowaniu popularności tego rodzaju podróży wśród naszych rodaków. – Już od kilkunastu lat obserwujemy, m.in. dzięki nam, stale rosnące zainteresowanie Polaków niegdyś egzotycznym dla nich „cruisingiem”. Cały czas pracujemy też nad zmianą postrzegania tego produktu w Polsce. Pragniemy pokazać, że jest on dostępny dla przeciętnej rodziny, która planuje wypoczynek za granicą. Dumą napawa nas to, że konsekwentnie tworzymy w naszym kraju modę na rejsy – mówi Tomasz Szczęsny z portalu Rejsy.pl. Z kolei Maciej Szymański z Kruzy.pl najbardziej ceni to, że klienci do nich wracają. – Niektórzy korzystali z naszych usług już kilkanaście razy. Cieszymy się też z tego, że wyznaczamy nowe trendy na polskim rynku rejsów wycieczkowych dzięki nowoczesnym narzędziom sprzedaży. Byliśmy pierwszą firmą, która udostępniła agentom system zakupu miejsc na statkach działający w całości online. Teraz znów jako pierwsi uruchamiamy podobny program w ramach platform rezerwacyjnych TOM i BlueVendo. Z wytrwałością popularyzujemy ten sposób wypoczynku, jednocześnie co roku dynamicznie zwiększając przychody spółki i wprowadzając coraz szerszą gamę produktów. Szczycimy się tym, że pracują u nas także specjaliści doświadczeni w organizowaniu wyjazdów motywacyjnych – tłumaczy nam prezes zarządu spółki VENITI. Jarosław Kruszka przyznaje za to, że zarządzanie nową marką, jaką jest SONRISO, to duże i niezmiernie pasjonujące wyzwanie. – Zadebiutowaliśmy w maju 2013 r., otwierając równocześnie dwa biura: w Warszawie i w Poznaniu, więc odczuwam satysfakcję z tego, że szybko zdobywamy sympatię i zaufanie klientów. Staramy się działać nieszablonowo, przygotowujemy luksusowe pakiety wakacyjne (nie tylko rejsy) nie jedynie w oparciu o standardowe oferty katalogowe, lecz również biorąc pod uwagę indywidualne potrzeby klientów. Organizujemy zatem tzw. wyjazdy szyte na miarę. Nie jesteśmy i nie będziemy kolejnym sklepem internetowym z wycieczkami. Stworzyliśmy nowatorski portal, na którym prezentujemy wyselekcjonowane produkty, w tym te mniej popularne w Polsce. Dociera do mnie wiele pozytywnych opinii na nasz temat i to cieszy mnie najbardziej – mówi. Natomiast Sebastian Laskiewicz nie ukrywa zadowolenia z wyników sprzedaży, które osiągnęła Grupa Atlas Tours w 2013 r. – Odnotowaliśmy aż 3-krotny wzrost w porównaniu do statystyk z minionego roku. Jesteśmy obecnie z pewnością największą firmą w Polsce organizującą rejsy wycieczkowe z polskim pilotem oraz czołowym touroperatorem zajmującym się tego typu turystyką w naszym kraju. To zdecydowanie wielki powód do dumy – twierdzi. Z kolei Zbigniew Kąkol cieszy się z dynamicznego rozwoju stworzonej przez niego marki RejsClub.pl. – Posiadamy obecnie jedną z najbogatszych ofert na rynku polskim. Wprowadzamy też do sprzedaży mniejsze, niszowe linie, rejsy rzeczne i ekspedycyjne. Z uwagi na coraz większą liczbę organizowanych przez nas podróży dla firm stworzyliśmy osobny dział zajmujący się tego typu wyjazdami. Aktualnie kładziemy także duży nacisk na połączenie rejsu z pobytem i zwiedzaniem, przygotowując specjalne programy STAY & CRUISE. Nowością w naszej ofercie są m.in. wycieczki statkami po Grenlandii, podczas których można poszaleć na nartach – tzw. SKI & SAIL. Przede wszystkim jednak jesteśmy dumni z tego, że klienci wracają do nas, doceniając wysoki poziom naszych usług, profesjonalizm i wielką pasję – opowiada. Może więc naprawdę warto wybrać się w przyszłym roku w jakiś ciekawy rejs? Wybór trasy, linii i statku pozostawiamy już Państwu…     


 

Artykuły wybrane losowo

Poczuć radość życia na Filipinach

kayaking_in_pangulasian.jpg

Wyspa Pangulasian – wycieczka kajakiem

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM/FOTOSEEKER.COM


MARTA DUCZMAN

MICHAŁ KĘPA

www.ducziwdrodze.pl


Pełna magii Republika Filipin leży w Azji Południowo-Wschodniej. Swoimi granicami obejmuje aż 7107 wysp. Niespełna połowa z nich ma własną nazwę, a zaledwie kilkaset jest zamieszkałych. Oblewają je wody Oceanu Spokojnego i mórz Sulu, Celebes, Południowochińskiego i Filipińskiego. 


ChocolateHills-3.jpg

Wzgórza Czekoladowe leżą na terenie gmin Carmen, Batuan i Sagbayan 

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM


Powierzchnia wszystkich lądów w Archipelagu Filipińskim wynosi ok. 300 tys. km2,czyli nieco mniej niż terytorium Polski. Wydzielono tu 3 główne obszary geograficzne: Luzon, Visayas (Visayan) i Mindanao. Największą wyspę stanowi Luzon, która ma niemal 110 tys. km² i 50 mln ludności. Populacja kraju liczy ponad 102 mln mieszkańców, co sprawia, że znajduje się on na 12. miejscu wśród najbardziej zaludnionych państw na świecie. 


Filipiny to kraina niezmiernie różnorodna pod względem geograficznym i kulturowym. Dostrzeżemy w niej wyraźne wpływy kolonizatorów. Przybyli tu w XVI w. Hiszpanie zaszczepili na wyspach chrześcijaństwo. Dziś ok. 80 proc. Filipińczyków jest katolikami.


Krótka historia

north_luzon_38_midres.jpg

Vigan to najlepiej zachowane hiszpańskie miasto kolonialne w Azji 

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM/FOTOSEEKER.COM/DAVID HETTICH, TOBIAS HAUSER


Ludzie zamieszkiwali Archipelag Filipiński prawdopodobnie już ponad 50 tys. lat temu. W późniejszym okresie docierali w te strony m.in. przybysze z Półwyspu Arabskiego, dzisiejszych Chin, Tajwanu i Indii. Europejczycy pojawili się na wyspach wraz z Ferdynandem Magellanem (1480–1521) w 1521 r. Portugalski żeglarz i odkrywca, służący Hiszpanom, przyłączył je wtedy do hiszpańskiego imperium. Kolonizację Filipin rozpoczął jednak tak naprawdę dopiero w 1565 r. Miguel López de Legazpi (ok. 1503–1572), który zbudował pierwszą osadę – Villa de San Miguel, przemianowaną potem na Cebu. Następnie w 1571 r. założył dzisiejszą Manilę, ówczesną stolicę Hiszpańskich Indii Wschodnich (aż do 1898 r.).


W 1896 r. Filipińczycy wzniecili powstanie narodowe i 12 czerwca 1898 r. ogłosili niepodległość. Radość z wolności nie trwała zbyt długo. W tym czasie rozgrywała się wojna amerykańsko-hiszpańska, trwająca od 25 kwietnia do 12 sierpnia 1898 r. Ponieważ Hiszpanie ponieśli w niej klęskę, na mocy traktatu paryskiego z 10 grudnia 1898 r. Filipiny włączono do terytoriów Stanów Zjednoczonych. 8 grudnia 1941 r., po ataku na amerykańską bazę Pearl Harbor na Hawajach, armia japońska dokonała udanej inwazji na archipelag. Po przegranej w bitwie o Midway w czerwcu 1942 r. Japończycy zaczęli jednak tracić powoli zagarnięte tereny. Ostatecznie 4 lipca 1946 r. Filipińczycy podpisali z Amerykanami traktat w Manili, w wyniku którego proklamowana została niepodległa Republika Filipin. Pierwszym jej prezydentem był Manuel Róxas (1892–1948).


Przyjaźni wyspiarze

Kadayawan_Festival_2.jpg

Trzeci tydzień sierpnia to czas Festiwalu Kadayawan w mieście Davao

©PHILIPPINE DEPARTMENT OF TOURISM


Filipiński (filipino) bazuje na języku tagalskim (tagalog). Oprócz tego istnieje tutaj mniej więcej 175 innych lokalnych języków i dialektów (w zależności od zasad klasyfikacji). W niektórych częściach Filipin wciąż usłyszymy ludzi mówiących po hiszpańsku. Angielski (drugi urzędowy język kraju obok filipińskiego) jest powszechnie używany w urzędach, szkołach i innych miejscach publicznych. Dlatego przed podróżą w te strony nie trzeba się obawiać problemów związanych z porozumiewaniem się z mieszkańcami.


Termin Filipino pierwotnie oznaczał „człowieka o hiszpańskim pochodzeniu urodzonego na Filipinach”. Żyjący obecnie na archipelagu naród stanowi potomków ludów austronezyjskich, Chińczyków, Hindusów, Hiszpanów, Japończyków, Amerykanów i Arabów. Wyspiarze charakteryzują się pogodnym usposobieniem, otwartością, życzliwością i serdecznością. Między sobą często używają zwrotów Madame i Sir. Podczas wizyty na Filipinach możemy zostać zaproszeni do gry w koszykówkę czy badmintona, a także do wspólnego biesiadowania. W wioskach i na mniejszych wyspach, szczególnie pod sklepikami zwanymi sari-sari, miejscowi chętnie częstują turystów lokalnym trunkiem tuba lub bahalina. To nic innego jak samogon, tyle że otrzymywany z palmy kokosowej. Ma on mętny brązowy kolor i bardzo charakterystyczny smak fermentującej rośliny. W niektórych regionach bywa podawany z pepsi. Takie wspólne popijanie tuby stanowi okazję do snucia opowieści o lokalnych zwyczajach i historii.


Nie sposób nie wspomnieć również o zamiłowaniu Filipińczyków do śpiewania i ich wstydliwości, która przejawia się tym, że kiedy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie bądź czegoś nie wiedzą, spuszczają głowę, jakby udawali, iż rozmówca zniknął. Tę pierwszą cechę także nietrudno zauważyć. Wyspiarze, czy to młodzi, czy starzy, śpiewają niemal wszędzie. Czasem kiedy ekspedientka w dużym markecie usłyszy w głośnikach ulubiony utwór, przy obsługiwaniu klientów bez żadnego skrępowania wtóruje jego wykonawcy. Jeśli odmówimy wspólnego wykonania piosenki, tłumacząc się brakiem umiejętności, Filipińczycy prawdopodobnie odpowiedzą nam, że oni sami też nie wykazują szczególnych zdolności wokalnych. Jednak tym akurat się nie przejmują, bo zwyczajnie kochają śpiewać.


„Kani tayo!”


Kuchnia filipińska jest połączeniem wpływów orientalnych, europejskich (głównie hiszpańskich) i amerykańskich. Wspólne gotowanie i spożywanie posiłków ma dla mieszkańców tego kraju duże znaczenie. Dlatego w trakcie podróży po nim warto nauczyć się zwrotu Kani tayo!, czyli „Zjedzmy coś!”, funkcjonującego jako zaproszenie do stołu. Filipińczycy kochają życie i uwielbiają to celebrować podczas różnego rodzaju zjazdów i fiest. Do charakterystycznych dań lokalnej kuchni należy m.in. podawana na zimno przystawka z surowej ryby zwana kinilaw (kilawin). Świeże mięso np. z tuńczyka miesza się z octem, limonką, imbirem, chili, cebulą i czarnym pieprzem, a następnie pozostawia na kilka godzin w lodówce. Taki przysmak przyjemnie orzeźwia w gorące dni. Najważniejszą potrawą wszelkich uroczystości i świąt jest lechón – cała świnia pieczona nad rozgrzanymi węglami do uzyskania chrupiącej skórki. Poza tym mięsa lub owoce morza smaży się także w specjalnej marynacie adobo z czosnku, octu i sosu sojowego. Przygotowane w ten sposób kalmary są niezwykle smaczne. Popularnością cieszy się również pancit kanton, czyli smażony makaron jajeczny z krewetkami, wieprzowiną i niewielką ilością warzyw takich jak marchewka, kapusta i szczypior. Z kolei kare-kare stanowi rodzaj gulaszu o intensywnym orzechowym smaku.


Co ciekawe, sieci restauracyjne typu McDonald’s czy KFC do swojego menu na Filipinach wprowadzają dania kuchni lokalnej. Nawet w takim miejscu możemy więc dostać porcję ryżu do nóżki kurczaka, makaron ze słodkim sosem pomidorowym lub ciastko z mango. Za najpopularniejszy filipiński deser uchodzi natomiast halo-halo, na które składają się schłodzone owoce chlebowca, fasola, mleko, kostki galaretki i kruszony lód. Ten specjał podaje się w wysokiej szklance z łyżką.


Typowym elementem azjatyckiej gastronomii są stoiska z jedzeniem ulicznym. W tym kraju znajdziemy na nich smażone na głębokim oleju banany, słodkie ziemniaki, jelita kaczki, papryczki chili w cieście ryżowym i empanadas, czyli duże pierogi z ciasta kukurydzianego nadziewane kapustą, marchewką, chili i mięsem. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o pewnej ciekawostce kulinarnej z Filipin – budzącym mieszane emocje wśród Europejczyków przysmaku balut.Jest togotowane jajko z 17-dniowym zarodkiem kaczki z wyraźnie wykształconym już dziobem. Przekąsce tej przypisuje się właściwości afrodyzjaku. Kosztuje ona 20 peso filipińskich (PHP) i kupimy ją prawie na każdym rogu.


Mango i fiesta t
en pyszny filipiński owoc wpisano do Księgi rekordów Guinnessa dwa razy. W 1995 r. odmiana manila mango została uznana za najsłodszą na świecie. Z kolei w 2009 r. w mieście portowym Cagayan de Oro na wyspie Mindanao podczas lokalnej fiesty zaprezentowano okaz, który ważył aż 3,435 kg! Na Filipinach zbiera się rocznie ponad 800 tys. ton tych owoców (ok. 3,6 proc. światowej produkcji). Z uprawy mango słynie przede wszystkim Cebu. Podczas odwiedzin na niej można wybrać się na plantację i jeść je prosto z drzewa.


Wyspiarze kochają kolory. Świadczą o tym m.in. dość kiczowate malunki na jeepneyach czy barwne imprezy w poszczególnych dzielnicach (barangay, dawniej barrio). Aby poznać lokalny folklor, trzeba koniecznie wybrać się na taką potańcówkę połączoną z występami i kulinarną ucztą zakrapianą miejscowymi trunkami. Filipiny słyną też z różnokolorowych festiwali tanecznych i maskarad. Jedno z najpopularniejszych tego typu wydarzeń odbywa się w mieście Bacolod na wyspie Negros. Nosi wiele mówiącą nazwę MassKara. Ta zabawa to kilkudniowy uliczny spektakl, w którym główne role grają tańczący ludzie poubierani w eleganckie i pomysłowe kostiumy z odblaskowymi maskami.

W drodze


Do przemieszczania się po lądzie na długich i krótkich dystansach mamy na Filipinach do wyboru autobusy typu naszych PKS-ów w wersji klimatyzowanej i nieklimatyzowanej. Szybsze są wyposażone w klimatyzację minibusy, ale komfort jazdy jest w nich raczej pozorny. W rzeczywistości takim pojazdem, przeznaczonym dla 11 pasażerów, jedzie tyle osób, ile się zmieści, wraz z bagażami, np. 10-kilogramowym workiem ryżu lub żywym inwentarzem w postaci kurczaków w pudełku. Kolejny popularny środek transportu publicznego stanowią jeepneye, czyli stare przedłużane jeepy, które zostały na wyspach po Amerykanach. Na pace takiego samochodu terenowego po obu stronach znajdują się ławki dla podróżujących. Karoserię aut zdobią charakterystyczne różnobarwne malunki, często pojawiają się na nich postaci Matki Boskiej albo Jezusa. Ciekawie prezentuje się również trycykl. To motocykl z domontowanym z boku wózkiem. Choć wygląda na dwuosobowy i niejednokrotnie ciężko wsiąść do niego przeciętnemu Europejczykowi, przewozi czasem kilkoro Filipińczyków i ich bagaże. Trycyklem nazywa się też rower typu BMX z zamocowanym koszem na pasażerów i parasolem ogrodowym. Rzadko ma on normalny hamulec, przeważnie kierowca zwalnia za pomocą naciśnięcia klapkiem na oponę. Interesujące rozwiązanie stanowi także taksówka motocyklowa habel-habel. Można podróżować nią tylko z kierowcą lub w większym towarzystwie. 


Do pokonywania odległości między wyspami służą wolne, ale tanie promy, trochę droższe szybkie łodzie (fast boats) oraz tradycyjne filipińskie banki (banca). Te ostatnie wyglądają jak duże pająki wodne, ponieważ do ich wąskich kadłubów przyczepia się długie bambusowe stabilizatory, które zapobiegają wywróceniu się. Jeśli wybierzemy lokalne środki transportu, na pewno czeka nas wiele niesamowitych przeżyć.


Sport dla odważnych


Za nieodłączną część kultury filipińskiej uchodzą walki kogutów. Mimo iż są krwawe i brutalne, odbywają się całkowicie legalnie. To lokalna forma hazardu. Arena, na której walczą ptaki przypomina ring bokserski. Koguty dzieli się na trzy kategorie wiekowe: 0–9 miesięcy, 9–20 miesięcy i powyżej 20 miesięcy. Standardowy trening przed walką trwa 21 dni. Zaczyna się o godz. 3.00 rano przy silnym oświetleniu. Taki zabieg ma na celu oswoić ptaka ze światłem, które pada na niego na arenie. Kogut wykonuje różne ćwiczenia wzmacniające jego mięśnie, skrzydła i pazury. Po 7 dniach treningów w nagrodę właściciel podsuwa mu kurę. Dzięki kopulacji w koguciej krwi wzrasta poziom testosteronu. Poza tym wpływa ona też pozytywnie na rozwój muskulatury. W czasie ćwiczeń ptak dostaje suplementy diety, specjalne jedzenie oraz witaminy i antybiotyki, a także środki na rozbudowę masy mięśniowej. 


W dniu walki przed wejściem na arenę do lewej nogi koguta przywiązuje się ostrze. Z wieloletnich obserwacji wynika, że w 99 proc. przypadków pierwsze kopnięcie wykonuje on właśnie tą łapą. Za pomocą tej broni ptak zadaje śmiertelny cios swojemu rywalowi. Gdyby nie otrzymał takiego wyposażenia, starcie trwałoby znacznie dłużej. Walki kogutów są ważną częścią codziennego życia wyspiarzy, dlatego jeśli mamy mocne nerwy, powinniśmy choć raz obejrzeć tego rodzaju zawody.


Wyspa cudów


Większość turystów rozpoczyna swoją podróż po Filipinach od największej ich wyspy Luzon ze stolicą Manilą i znajdującymi się w niej dwoma międzynarodowymi lotniskami – Ninoy Aquino International Airport i Clark International Airport. W pobliżu miasta, w prowincji Batangas wznosi się czynny wulkan Taal (311 m n.p.m.). Ostatnio wybuchł w 1977 r., lecz od 1991 r. pozostaje wciąż aktywny i raz na jakiś czas daje o sobie znać lekkimi wstrząsami ziemi i bulgotaniem wydobywającym się z krateru. Wygląda jednak wyjątkowo malowniczo. Jego stożek wystaje nad spokojną taflę oblewającego go jeziora Taal. To widok zapierający dech w piersiach.


Na Luzon ujrzymy także uznawane za ósmy cud świata, liczące sobie ok. 2 tys. lat, przepiękne tarasowe pola ryżowe Kordylierów Filipińskich, położone w prowincji Ifugao. Leżą one na wysokości mniej więcej 1500 m n.p.m. W 1995 r. zostały wpisane na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.


W górskim regionie (Mountain Province) znajduje się też miasteczko Sagada. W tej urokliwej miejscowości o przyjemnym chłodnym klimacie zobaczymy słynne wiszące trumny. Najpopularniejsze miejsce do ich oglądania stanowią Echo Valley i jaskinia Lumiang Burial. Przyczepione do wapiennych skał skrzynie są pozostałością po dawnej formie pochówku sprzed 500 lat. Razem z przewodnikiem można udać się z Sagady na eksplorowanie okolicznych grot, atrakcyjnych ze względu na wąskie przejścia i podziemną rzekę. 


Na północno-zachodnim wybrzeżu Luzon, nad Morzem Południowochińskim, leży 50-tysięczne Vigan. To czarujące miasto z zachowaną XVI-wieczną zabudową. Jego historyczne centrum wzniesione przez hiszpańskich kolonizatorów również znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Wśród jego klimatycznych uliczek można poczuć się jak w Hiszpanii. Warto tu przejechać się dorożką, spróbować empanadas i pizzy pinakbet, odwiedzić garncarnię i tkalnię. Kinomanów zaciekawi na pewno fakt, że w tym miejscu kręcono film Urodzony 4 lipca (1989 r.) z Tomem Cruise’em w roli głównej.


Podziemna rzeka


Najdalej wysuniętą na północ częścią archipelagu są wyspy Batanes położone w bliskim sąsiedztwie Tajwanu. Ten region uchodzi za nie lada gratkę dla miłośników historii II wojny światowej, ponieważ znajdowała się w nim amerykańska baza wojskowa. Do dziś zachowała się m.in. radiostacja, a także japoński tunel. Poza tym rejon charakteryzuje się chłodniejszym klimatem i soczyście zielonym krajobrazem z klifowym wybrzeżem. 


Z Manili dolecimy np. do Puerto Princesa na niezmiernie długiej wyspie Palawan, leżącej na południowym zachodzie. Słynie ona z obszaru wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i jednego z 7 Nowych Cudów Natury, czyli Parku Narodowego Rzeki Podziemnej Puerto Princesa (bramę do niego stanowi wioska Sabang). Umieszczona w jego nazwie rzeka (Cabayugan) płynie przez 8,2 km pod ziemią, wpada bezpośrednio do Morza Południowochińskiego i podlega pływom. Jej okolicę porasta bujna roślinność. Odkryto tutaj ok. 800 gatunków flory. Oprócz tego jaskinie krasowe i ich sąsiedztwo zamieszkują liczne pajęczaki, ssaki, gady i ptaki. To znakomite miejsce dla miłośników biologii.


Na północny wschód od Sabang znajduje się cichy i leniwy nadmorski Port Barton. Przed budową drogi ekspresowej pozwalającej dostać się z Puerto Princesa do El Nido w kilka godzin w tym mieście przyjezdni zatrzymywali się na nocleg. Wówczas przeżywało ono okres największej popularności. Obecnie pozostaje trochę zapomniane. Port Barton spodoba się jednak osobom unikającym masowej turystyki i ceniącym sobie spokój. Rozciąga się w nim piękna piaszczysta plaża. Wybierzemy się też stąd na całodniowy rejs łodzią na pobliskie malutkie wyspy połączony z oglądaniem raf koralowych i ich mieszkańców, m.in. żółwi morskich. Podczas spaceru w głąb dżungli napotkamy lokalną ludność, ujrzymy liczne małpy i zażyjemy odświeżającej kąpieli w wodach wodospadu. Kolację najlepiej zjeść tu w jednej z garkuchni.

Z kolei wspomniane wcześniej El Nido to bardzo popularna miejscowość, położona na północnym końcu Palawanu. Słynie ona z dziewiczego archipelagu Bacuit. W jego okolicach spotkamy manty, delfiny, diugonie przybrzeżne i żółwie (szylkretowe, oliwkowe, skórzaste i zielone). Miłośnicy klifów i dziewiczych lagun na pewno będą zachwyceni tutejszymi krajobrazami.


Z El Nido drogą morską dostaniemy się na wyspę Coron. Właśnie w jej pobliżu spoczywa kilka wraków japońskiej floty zaopatrzeniowej z okresu II wojny światowej. Brak silnych prądów i specyficzne ukształtowanie terenu czynią nurkowanie z licencją OWD (Open Water Diver) wokół tych jednostek wyjątkowo łatwym.


Rekiny i czary


Zarówno z Manili, jak i z Puerto Princesa, można dotrzeć samolotem na wyspę Cebu, leżącą w sercu regionu Visayas. Miasto Cebu było pierwszą osadą założoną przez hiszpańskich kolonizatorów w kwietniu 1565 r. Znajdziemy w nim kaplicę ze słynnym Krzyżem Magellana (niedaleko Bazyliki Dzieciątka Jezus) i Muzeum Sugbo (Museo Sugbo). To wspaniałe miejsce do poznawania bogatej historii tego wyspiarskiego kraju.


Osoby lubiące nieco inne wrażenia powinny wybrać się w okolice Mango Square. Rejon ten znany jest z klubów nocnych, imprez w stylu house i klubów go-go. Na ulicach spotkamy dziewczyny lub transwestytów składających niedwuznaczne propozycje.


W położonym na południe od Cebu miasteczku Oslob można popływać z rekinami wielorybimi. Te niezwykłe ryby dożywają podobno nawet 70 lat. Ich skóra o grubości do 10 cm chroni je przed najgroźniejszymi drapieżnikami. Największy odnotowany okaz miał aż 12,65 m długości i ważył ok. 21,5 tony! Choć takie fakty brzmią nieco przerażająco, zwierzęta nie stanowią zagrożenia dla człowieka. Żywią się głównie planktonem. Spotkanie oko w oko z rekinem wielorybim z pewnością będzie przeżyciem zapadającym na długo w pamięć.


U południowych wybrzeży Cebu, pomiędzy wyspami Negros i Bohol znajduje się Siquijor. Wśród Filipińczyków cieszy się złą sławą i budzi grozę. Jeśli zaprosimy kogoś miejscowego na wspólne zwiedzanie tego niewielkiego lądu (ok. 337,5 km²), prawdopodobnie zdecydowanie nam odmówi. Podobno tę wyspę zamieszkują czarownice, szamani i stworzenia o nadprzyrodzonych zdolnościach takie jak abat czy łak-łak (wak-wak, aswang). Ten ostatni według lokalnych wierzeń zjada płody z wnętrzności ciężarnej kobiety. Mimo to urokliwa i zróżnicowana Siquijor jest coraz chętniej odwiedzana przez turystów. Jeśli wypożyczymy motocykl bądź trycykl, objedziemy ją w jeden dzień. Warto udać się tutaj do kilku wodospadów. Cambugahay mają 3 poziomy, a na każdym z nich można wykąpać się w orzeźwiającej wodzie. W Sanktuarium Motyli zapoznamy się ze stopniami rozwoju tych owadów i dowiemy się, jakie ich gatunki występują w tym regionie. Na uwagę zasługują też jaskinie i puste piaszczyste plaże. 


Czekoladowa kraina


Na samym środku pobliskiej wyspy Bohol, niedaleko miejscowości Carmen leżą słynne Wzgórza Czekoladowe, czyli co najmniej ok. 1270 kopców osiągających wysokość od 30 do 120 m. W porze suchej (od lutego do maja), kiedy wszystko wokół zamiera, przybierają brązowy kolor podobny do barwy czekolady.


Także w tej części Filipin znajdziemy rezerwat uroczych małych małpek – wyraków filipińskich. Po drodze do niego warto udać się na spływ rzeką Lobok, której okolica posłużyła za plener do filmu Czas Apokalipsy (1979 r.) Francisa Forda Coppoli. Ze względu na położenie w sercu dżungli zachwyca ona widokami.


Amatorom mocnych wrażeń przypadnie do gustu propozycja przejażdżki rowerem po linie rozwieszonej na wysokości 225 m w Chocolate Hills Adventure Park. W jej trakcie z siodełka można podziwiać niesamowitą panoramę ze Wzgórzami Czekoladowymi.


Na południowy wschód od Bohol leży Camiguin. Na tym lądzie o powierzchni niemal 238 km2, zamieszkanym przez 90 tys. ludzi, wznosi się aż 7 wulkanów. Erupcje i ruchy ziemi sprawiły, że ta spektakularna wyspa jest pełna cudów i bogactw naturalnych. Ogromne wrażenie robi zatopiony cmentarz (Sunken Cemetery), a jego historia opowiedziana przez mieszkańców dodaje mu jeszcze większego uroku. Na Camiguin odkryjemy również dwa potężne wodospady – Tuasan i Katibawasan. Bije od nich przyjemny chłód i życiodajna energia. Idealnym zakończeniem dnia będzie natomiast relaksująca kąpiel w gorących źródłach Ardent u stóp wulkanu Hibok-Hibok (1332 m n.p.m.).


Jak w raju


Z większą wyspą Panay sąsiaduje maleńka Boracay. Zajmuje ona ok. 10 km2 powierzchni i szczyci się najpiękniejszą białą plażą oblewaną turkusową wodą na całych Filipinach – White Beach. Jeżeli zapytamy Filipińczyków, dokąd warto wybrać się w ich ojczyźnie, jak jeden mąż odpowiedzą, że właśnie do tej rajskiej oazy. Ten niewielki skrawek lądu został w dużej mierze opanowany przez masową turystykę, lecz jest na tyle przestronny, że można na nim spędzić spokojnie urlop. Znakomitym pomysłem będzie też rejs dookoła Boracay połączony z przystankami na snorkeling, skakanie z klifu czy zwiedzanie grot i pływanie w nich. Do miejscowych atrakcji należą również nurkowanie, wind- i kitesurfing czy lot na paralotni, a nawet… kurs bycia syreną. 


Z kolei u północno-wschodnich wybrzeży Panay rozciągają się Wyspy Olbrzymów (Islas de Gigantes), podzielone na rejon północny (Gigantes Norte) i południowy (Gigantes Sur). Ten owiany legendami obszar kusi dziewiczymi piaszczystymi plażami, pysznymi świeżymi owocami i skalnym krajobrazem. Na archipelagu warto odwiedzić przestronne jaskinie (aż 73!) i zażyć kąpieli w ich krystalicznie czystych wodach, a także wejść na latarnię morską (North Gigantes Island Lighthouse). Przede wszystkim jednak trzeba koniecznie udać się na punkt widokowy, z którego rozpościera się wspaniała panorama okolicy.


Podwodne eldorado


Filipiny znajdują się w czołówce najlepszych regionów dla nurków na świecie. Eksploracja podwodnego królestwa w tej szerokości geograficznej dostarcza niezapomnianych wrażeń. Za największy skarb archipelagu uchodzi przede wszystkim wpisany w 1993 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Park Naturalny Raf Tubbataha (Tubbataha Reefs Natural Park), założony na południowy wschód od Puerto Princesa (Palawan) na morzu Sulu. Zajmuje on 1300 km². Ochroną objęto tutaj dziewiczą rafę koralową z przepiękną 100-metrową ścianą, rozległymi lagunami i koralowymi wysepkami. Ten region jest udostępniony do zwiedzania tylko podczas kilkudniowego nurkowego safari, które – niestety – nie należy do najtańszych.


Kolejnym idealnym miejscem dla amatorów podwodnych przygód będzie rejon Parku Naturalnego Rafy Apo (Apo Reef Natural Park), zwanej też miniaturową Tubbatahą, rozciągający się u zachodnich wybrzeży Mindoro. To drugi co do wielkości ciągły system rafowy na świecie (ok. 34 km2). Podczas nurkowania można tu spotkać rekiny, ślimaki nagoskrzelne, ryby z rodziny rogatnicowatych, manty i barakudy.


Dużą popularnością cieszą się także Moalboal na Cebu i wyspa Pescador. Wśród pobliskich miękkich ścian koralowych aż roi się od egzotycznych stworzeń, w tym żółwi morskich. Nurkowie odwiedzają również Bohol i plażę Alona na Panglao, gdzie działa wiele lokalnych baz. Z tutejszymi instruktorami udamy się na wyspę Balicasag, wokół której wznoszą się pod wodą strome stoki z koralowców zamieszkane m.in. przez ryby z gatunku karanksów, plataksy długopłetwe (Platax teira), mniejsze ślimaki nagoskrzelne czy liczne błazenki. W okolicach brzegów rajskiej Pamilacan o poranku można spotkać stada delfinów radośnie skaczących nad powierzchnię morza w promieniach wschodzącego słońca.


Nad morzem i w górach


We wschodniej części Filipin oblewanej przez wody Morza Filipińskiego, w rejonie Mindanao leży Siargao (ok. 437 km²). Dzięki tworzącym się tutaj wysokim falom, wyspa zaskarbiła sobie względy surferów z całego świata. Miejsce, gdzie powstaje słynna „Cloud 9” („Chmura 9”) co roku we wrześniu gości międzynarodowe zawody surfingowe. Oprócz tego Siargao zachwyca pięknymi piaszczystymi plażami i kolorowymi rafami koralowymi.


Na Archipelagu Filipińskim nie powinni też się nudzić wielbiciele trekkingu. Najwyższy szczyt kraju stanowi góra Apo (2954 m n.p.m.) na Mindanao, położona koło miasta Davao. Wejście na nią zajmuje 3 dni i nie należy do łatwych ze względu na ukształtowanie terenu. Po drodze trzeba pokonać skaliste obszary, omszałe lasy, duże rzeki i bagna. Jednak zapierający dech w piersiach widok z wierzchołka wynagradza wszelkie trudy.


Na uwagę zasługuje również uważany za mistyczny Obelisk Kleopatry (Cleopatras’s Needle), druga najwyższa góra Palawanu (1593 m n.p.m.). Nazwa ta pochodzi od formacji skalnej znajdującej się na szczycie. Trekking trwa 3–4 dni, a wieńczy go podziwianie wspaniałej panoramy morza Sulu i miasta Puerto Princesa.


Filipiny są na tyle różnorodne, że można na nich stale podróżować do nowych regionów i odkrywać niezwykłe miejsca. Do poznania tego archipelagu szczególnie mocno zachęcają dwie rzeczy. Nadal nie ma tutaj zbyt wielu turystów, a Polacy nie potrzebują wizy, jeśli chcą zatrzymać się w kraju na okres do 30 dni. Wystarczy, że okażą ważny jeszcze co najmniej 6 miesięcy paszport, bilet powrotny i zadeklarują posiadanie środków na pokrycie kosztów pobytu. Warto więc wyruszyć na pełen atrakcji rajski Archipelag Filipiński, żeby odnaleźć na nim prawdziwą radość życia.

Japonia nieodgadniona

PAWEŁ MUSIAŁOWSKI

<< „Jeśli uważasz, że Japonia jest tajemnicza, daleka i niedostępna, to tym bardziej powinieneś się tam wybrać” – taka myśl przeszła mi przez głowę, gdy jako nastolatek marzyłem o odwiedzeniu tego niezwykłego azjatyckiego państwa, znanego mi wtedy głównie z dzieł japońskiej kinematografii. Choć dzisiaj nadal może się on jawić przybyszowi z Zachodu jako kraj pełen tajemnic, to na pewno dużo łatwiej się do niego dostać. Jednak zapomnijcie o nudnych i schematycznych wycieczkach, w trakcie których nie ma czasu na nic poza „zaliczaniem” kolejnych punktów planu i pośpiesznym robieniem zdjęć. Jeżeli chcecie naprawdę poznać kulturę Japonii, musicie stawić jej czoła sami, bo prawdziwa podróż polega na wyjściu poza własne kulturowe ograniczenia i na bezpośrednim kontakcie z drugą, odmienną społecznością. >>

Więcej…

Wszystkie twarze Dubaju

Opera została otwarta 31 sierpnia br.Dubai-Opera-page-010
© DUBAI OPERA


KATARZYNA KAŁUŻA-NAWROT

MARCIN LEWANDOWSKI

www.meet-the-bidder.com

Według niektórych Dubaj wystarczy odwiedzić tylko raz w życiu, dlatego gdy zdecydowaliśmy się na ponowną podróż do tego miasta, założyliśmy, że obalimy ten mit. Tym razem nasza wycieczka zapowiadała się spokojniej. Myśleliśmy, że wiemy, czego się spodziewać. Wyszliśmy z samolotu i nie doznaliśmy szoku kulturowego ani termicznego. Rozejrzeliśmy się dookoła z zadowoleniem – poczuliśmy się tu jak w domu. Rozpoznawaliśmy ulice i prawie wszystkie budynki. Część z nich wywoływała jednak w nas konsternację. Nie byliśmy pewni, czy widzieliśmy je już w zeszłym roku. Mieliśmy wrażenie, że wszystkiego wokół jest więcej – zabudowań, ludzi, samochodów, restauracji, sklepów i... życia.

Więcej…