Ajurweda wykorzystuje ćwiczenia charakterystyczne dla jogiYoga

© INDIA TOURISM


ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl


Historia, jak się okazuje, lubi zataczać koło. Dziś, w XXI w., zaczynamy znów doceniać filozofię zdrowego życia, która narodziła się w Indiach ponad 7 tys. lat temu. Coraz częściej wybieramy błogi relaks w gabinetach odnowy biologicznej i chętnie łączymy wyjazd wypoczynkowy z uzdrawiającą ciało i umysł kuracją. Na nowo odkrywamy ajurwedę, zarówno w Indiach, Nepalu czy na Sri Lance, jak i w ośrodkach w Polsce.


„Ajurweda” oznacza „wiedzę o życiu”, a ponieważ życie bywa uważane za synonim zdrowia, właśnie w ten sposób nazwano jeden z najstarszych i najpełniejszych na świecie systemów medycyny, indyjski zbiór starożytnych nauk o życiu w zdrowiu, który dotyczy wszystkich rodzajów aktywności człowieka. Do jego najważniejszych pojęć należy równowaga ciała, umysłu i ducha. Ten stan nie jest możliwy do osiągnięcia bez zrozumienia siebie i otaczającego nas środowiska. Filozofia ajurwedy opiera się na przekonaniu o współzależności fizycznej i psychicznej sfery człowieka oraz nierozerwalnym związku schorzeń zaliczanych do nich obu. Ta medycyna koncentruje się na zapobieganiu chorobom albo usuwaniu ich źródła, a nie objawów, co często praktykują współcześni lekarze, którzy przepisują swoim pacjentom antybiotyki przy różnych okazjach. Zaleczone problemy prawie zawsze wracają i osłabiają organizm.


Poprawa jakości codziennej egzystencji i przestrzeganie zasad higieny spowodowały zmniejszenie zachorowalności na znane nam od wieków choroby, ale jednoczesne nasilenie tych cywilizacyjnych i brak zadowolenia z życia zaczyna nas skłaniać do refleksji. Coraz częściej zastanawiamy się, gdzie popełniliśmy błąd, dlaczego nie umiemy być szczęśliwi i nie mamy energii. Dostrzegamy też, jak wielki wpływ na kondycję fizyczną wywierają stan psychiki, dieta, nawyki, a nawet sposób myślenia. Zauważamy, że nasza odporność słabnie, gdy musimy sobie radzić z trudnymi sytuacjami, brakuje nam sił, kiedy żyjemy w stresie, a złe samopoczucie i męczące dolegliwości powodują emocjonalne huśtawki. Dlatego w poszukiwaniu rozwiązania odkrywamy na nowo prawdy będące podstawowymi zasadami starożytnej indyjskiej medycyny i coraz częściej wykorzystujemy nasz urlop na uzdrawiające wakacje, które pozwalają nam poczuć ulgę i odnaleźć harmonię duszy i ciała.


WIELOPOZIOMOWA KURACJA

Zdrowie według ajurwedy to nie tyle brak symptomów choroby, co stan idealnego samopoczucia, na jakie składają się równowaga bioenergetyczna, prawidłowe funkcjonowanie pięciu zmysłów (wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku), niezaburzone trawienie i metabolizm, a także poczucie spełnienia i szczęścia. Dlatego wyróżnia się aż cztery poziomy leczenia: zapobieganie zachorowaniom, właściwe leczenie, poprawianie jakości życia i rozwój świadomości. Zgodnie z tym systemem medycyny większość kłopotów zdrowotnych wynika z zaburzeń psychologicznych. Z tego powodu kładzie się tu silny nacisk na zrozumienie własnych emocji, słuchanie potrzeb duszy i ciała.


Ajurweda uczy życia w harmonii z naturą, czerpania radości ze zwykłych rzeczy, poczucia jedności z przyrodą i wszechświatem. Według jej zasad, gdy burzymy naturalną równowagę organizmu (np. niezdrową dietą, poddawaniem się stresowi, tłumieniem emocji), osłabiamy swoją energię życiową, unieszczęśliwiamy się, gubimy sens istnienia i wywołujemy choroby.


Medycyna ajurwedyjska łączy wiele praktyk naturalnego uzdrawiania. Wykorzystuje techniki medytacyjne, ziołolecznictwo i najrozmaitsze zabiegi na ciało (w tym masaże). Mają one na celu oczyszczenie organizmu z toksyn, zarówno tych zatruwających nas fizycznie, jak i psychicznie, i jego regenerację. Popularna na całym świecie joga jest tradycyjnie częścią ajurwedy, która czerpie z niej ćwiczenia (również oddechowe), a także metody rozwoju świadomości takie jak medytację i recytację mantr. Za konieczny element procesu zdrowienia uważa się też zastosowanie diety dobranej do typu naszej energii i rodzaju schorzenia.


Ze względu na złożoność ajurwedyjskiego systemu leczenia oraz fakt, że nie ma na świecie dwóch takich samych osób o identycznych potrzebach i problemach, każdy pacjent musi zostać szczegółowo przebadany i indywidualnie zdiagnozowany. Pod uwagę bierze się zarówno aspekty fizyczne, jak i psychologiczne. Dopiero po dokładnej analizie stanu zdrowia, stylu życia, upodobań czy poziomu energetycznego konkretnego człowieka można rozpocząć terapię.


CUDOWNE MASAŻE


Masaże głęboko relaksują i pomagają usuwać toksyny z organizmu

Ayurvedic Therapy
© INDIA TOURISM

Każda kuracja ajurwedyjska, niezależnie od tego, czy poddamy się jej w odległej Azji, czy w Polsce, powinna zacząć się od zabiegów oczyszczania. Złe odżywianie (nawet z pozoru dobra, ale niedostosowana do naszych potrzeb dieta), stres, zanieczyszczenie środowiska, tłumienie swoich emocji, styl życia niezgodny z naszą naturalną osobowością – to wszystko sprawia, że w organizmie odkładają się niebezpieczne toksyny i, aby jakiekolwiek leczenie było skuteczne, musimy się ich pozbyć. Oprócz tego, o czym niewielu z nas wie, określone stany emocjonalne wpływają na apetyt na konkretne produkty spożywcze, których jedzenie jeszcze te stany pogłębia.


Główną metodą oczyszczania z trucizn są masaże olejami z dodatkiem ziół (poddaje się im całe ciało, włącznie z głową). To zarazem najpopularniejszy zabieg ajurwedy, przyciągający co roku miliony turystów na subkontynent indyjski – na Sri Lankę, do Nepalu i Indii, szczególnie do stanu Kerala, gdzie narodziła się ta medycyna. Zioła dobiera się odpowiednio do problemów zdrowotnych danej osoby, jej kondycji psychicznej i energii biologicznej, której wyróżnia się trzy główne rodzaje (trzy dosze). Na nich natomiast opiera się podział na trzy typy konstytucyjne ciała: vata, pitta i kapha. Technika masowania łączy w sobie uderzenia, ruchy naśladujące gwintowanie, ugniatanie, tarcie i ściskanie, co ma niezmiernie korzystny wpływ na stan skóry i układ mięśniowo-szkieletowy, pomaga również w zwalczaniu otyłości i bólu mięśni oraz umożliwia zapadanie w spokojny sen. Masaże często stosuje się razem z kąpielami parowymi, podczas których pacjent wypaca niebezpieczne związki latami odkładające się w jego organizmie. Poza tym wykorzystuje się także kuracje ziołami przeczyszczającymi, ziołowe lub olejowe lewatywy, krople do nosa czy upuszczanie krwi albo oczyszczanie krwi za pomocą ziół. Te zabiegi oczyszczające są częścią terapii zwanej Panchakarma, na którą składa się pięć metod usuwania trucizn z całego ciała. Dopiero po detoksykacji (co w przypadku masaży jest bardzo przyjemnym etapem) można rozpocząć właściwe leczenie i wdrażanie nowych zasad.


UZDRAWIAJĄCA DIETA

Ważny element filozofii ajurwedyjskiej stanowi przypisanie ogromnej roli w procesie zdrowienia i w dążeniu do szczęśliwego życia odpowiednio dobranej i zbilansowanej diecie. Jesteś tym, co jesz i jak to trawisz – powiadają Hindusi, którzy wierzą, że jedzenie to lekarstwo i świadome spożywanie odpowiednich pokarmów, bez pośpiechu i w spokoju, nie tylko zapobiega chorobom, ale też leczy.


Według ajurwedy właściwości posiłków są przyswajane przez organizm. Mogą one mieć naturę rajasu (radźasu) – pobudzającą, tamasu – wywołującą uczucie ciężkości i senność, sattwy – odpowiadającą za stan lekkości i równowagi. Jak łatwo się domyślić, dieta ajurwedyjska bazuje na składnikach sattwicznych, które dostarczają nam dokładnie tyle energii, ile potrzebujemy. Należą do nich wszystkie świeże, nieprzetworzone lub na bieżąco gotowane produkty wegetariańskie. Ważną rolę w przyrządzaniu zdrowych potraw odgrywają aromatyczne przyprawy, które poza właściwościami smakowymi mają również dobroczynny wpływ na nasz organizm: wspomagają przemianę materii, oczyszczają z toksyn, poprawiają pamięć i koncentrację, a także działają pobudzająco lub hamująco na apetyt.


Odpowiednia dieta powinna być zróżnicowana w zależności od typu energii danej osoby, braków, jakie odczuwa, i pory roku. Co ciekawe, ajurweda rozróżnia sześć podstawowych smaków: słodki (cukier, ale też mleko, masło, zboża i chleb), kwaśny (owoce cytrusowe, produkty ze sfermentowanego mleka), słony (dania z solą, owoce morza), ostry (przyprawy), gorzki (większość warzyw i sałat) i cierpki (szpinak, kapusta, brokuły, soczewica).


Bardzo istotną cechę medycyny ajurwedyjskiej stanowi traktowanie każdego człowieka jako indywidualności o innych problemach i potrzebach, co ma swoje odzwierciedlenie również w sposobie układania diety. Poszczególne modele energetyczne muszą odpowiadać ogólnym zasadom ustanowionym dla swojej grupy, które nie są jednak zbyt precyzyjne. Przy dobieraniu konkretnych składników naszego jadłospisu powinniśmy kierować się smakiem, zapachem, kolorem, temperaturą i właściwościami produktów spożywczych oraz ufać jednocześnie swoim kulinarnym gustom i intuicji, podpowiadającym nam, jakie typy posiłków będą dla nas w danym momencie najlepsze.


Ajurweda wyróżnia trzy główne rodzaje diet równoważących (podobnie jak w przypadku energii): vata, pitta i kapha. Pierwszy z nich sprawdza się w zimnych i suchych porach roku, czyli jesienią i zimą, dlatego bazuje na ciepłych, płynnych, kalorycznych i rozgrzewających daniach, a także gorących napojach (herbaty ziołowe i korzenne). Dominują tu smaki słodki, słony i kwaśny. Jesienią i zimą stosuje się też dietę równoważącą kapha, w której zaleca się używanie produktów ostrych, gorzkich i cierpkich. Letnia bądź późnowiosenna lekkostrawna pitta bazuje z kolei na warzywach i owocach. Przeważają w niej smaki słodki, cierpki i gorzki.


Stare hinduskie powiedzenie mówi, że je się wtedy, gdy jest się głodnym lub kiedy jest się częstowanym jedzeniem przygotowanym z miłością, bo nie tylko potrawy wpływają na emocje, ale i emocje oddziałują na potrawy.


PODRÓŻE PO ZDROWIE


Shirodhara to masaż na tzw. trzecie oko

shirodhara ayurveda therapy 3 220
© KERALA TOURISM

Jeśli cierpimy na jakiekolwiek chroniczne dolegliwości, czujemy się zmęczeni, ociężali, brakuje nam kreatywności i radości, warto zastanowić się nad połączeniem urlopu z przywracającą harmonię duszy i ciału terapią. Taki uzdrawiający wyjazd to również kurs zdrowego życia. Uczestnictwo w nim pozwoli nam po powrocie wprowadzić do naszej codzienności zmiany mające na celu poprawę naszego samopoczucia, zwiększenie witalności i polepszenie kondycji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Niezależnie od tego, czy uskarżamy się na bóle głowy, dermatozy, bezsenność, nadciśnienie, nadwagę, problemy żołądkowe, alergie, cellulit albo nie potrafimy sobie poradzić z negatywnymi emocjami, specjaliści ajurwedy znajdą sposób, aby nam pomóc. Według tego systemu medycyny każda dysfunkcja organizmu to wynik zaburzenia naturalnej energii biologicznej, której równowagę możemy przywrócić dzięki odpowiednim zabiegom, ćwiczeniom (dla ciała i umysłu), diecie i zdrowemu stylowi życia.


Najpopularniejszymi kierunkami na ajurwedyjski urlop są niezmiennie Indie, szczególnie ich południowo-zachodni, tonący w zieleni stan Kerala, oraz równie zielona i egzotyczna Sri Lanka. Te osoby, które z jakichś powodów nie chcą lub nie mogą sobie pozwolić na wypoczynek w odległej Azji, zapraszają w swoje gościnne progi coraz liczniejsze polskie ośrodki specjalizujące się w tej starożytnej indyjskiej filozofii.


ZIELONA KERALA

Ajurweda na pierwszy rzut oka wydaje się nam, mieszkańcom Europy, ciekawostką i jedną z wielu możliwości poprawy kondycji organizmu i jakości życia. Jednak w Indiach (tak samo zresztą jest w Nepalu) to oficjalna gałąź medycyny, z której korzysta ok. 80 proc. społeczeństwa tego ogromnego kraju, a także dyscyplina uniwersytecka. Trudno zliczyć wszystkie indyjskie centra ajurwedyjskie, lecz turyści wciąż najchętniej wybierają te znajdujące się w Kerali.


Ten stan, nazwany według pewnych teorii od palmy kokosowej (kera), uchodzi za jeden z najbogatszych w całym państwie i z pewnością najbardziej zielonych. Szczyci się mianem jedynego, w którym komuniści przejęli władzę w wyniku głosowania, a nie rewolucji, szerokim dostępem do służby zdrowia i edukacji oraz wyższymi niż w innych częściach Indii wynagrodzeniami, co przekłada się na zadowolenie z życia i niezwykłą serdeczność mieszkańców. Zresztą trudno się nie cieszyć, gdy żyje się w tak przepięknym miejscu. W Kerali znajdziemy zarówno długie piaszczyste plaże, oddzielone od reszty lądu równym szeregiem kokosowych palm, tropikalną dżunglę pełną dzikich zwierząt (przy odrobinie szczęścia można zobaczyć tu słonie indyjskie i tygrysy bengalskie w ich naturalnym środowisku), pokryte plantacjami herbaty pasmo górskie Ghaty Zachodnie, gdzie jak ryby w wodzie poczują się miłośnicy m.in. wspinaczki i trekkingu, jak i niezmiernie malowniczy rejon lagun, jezior, rzek i kanałów. W granicach keralskich rozlewisk (tzw. backwaters) występują niezliczone gatunki ptaków, np. dostojne kormorany, długoszyje wężówki czy turkusowe zimorodki. Ludzie żyją tutaj jak przed wiekami, w symbiozie z otaczającą ich wodą. Charakterystyczną atrakcję turystyczną w tym regionie stanowi rejs luksusową drewnianą łodzią mieszkalną (kettuvallam) lub bardzo zwrotnym sportowym kajakiem.


Wśród wspaniałych krajobrazów tej części Indii powstało mnóstwo ośrodków ajurwedy – nie tylko typowych centrów medycznych, lecz również ekskluzywnych resortów. Niezależnie od tego, czy wybierzemy kryty liśćmi palmowymi bungalow na plaży, domek na drzewie w dżungli, z którego można w spokoju obserwować dziką przyrodę, czy romantyczny hotel nad brzegami rozlewiska, gdzie co rano budzić nas będzie ptasi świergot, a do snu kołysać żabi koncert, od samego początku będziemy otoczeni troskliwą opieką. Mieszkańcy Kerali wiedzą, jak sprawić, żeby odwiedzający ich goście poczuli się wyjątkowo. W ośrodku przywitają nas dźwięki bębnów, tradycyjnie ubrana hostessa zawiesi nam na szyi upleciony ze świeżych kwiatów lub owoców kardamonu naszyjnik, a na czole namaluje znak bindi – czerwoną kropkę, która ma chronić przed utratą energii życiowej. Po powitalnym drinku z tropikalnych owoców (oczywiście, bez alkoholu) rozpoczniemy naszą indyjską przygodę z ajurwedą.


Warto też dodać, że ten stan słynie na całym świecie ze swoich przypraw. Trudno jest wyobrazić sobie lepsze miejsce na zmianę nawyków żywieniowych niż krainę pachnącą kardamonem, kurkumą, gałką muszkatołową, pieprzem, wanilią i cynamonem. Podniebienie kuszą tu soczystymi kolorami kokosowe i orzeźwiająco miętowe sosy chutney, a smak ostrego curry łagodzą pyszne soczewicowo-ryżowe placki idli (idly) lub indyjskie pieczywo, którego mamy ogromny wybór – od drożdżowego chleba naan po przaśne placuszki chapati (ćapati). Podczas śniadań królują rozpływające się w ustach naleśniki dosa. Keralska kuchnia zachwyci z pewnością każdego!


Poza Keralą profesjonalne ośrodki ajurwedy znajdziemy w całych Indiach. Najpopularniejsze są jednak te w słynącym z pięknych plaż nad Morzem Arabskim stanie Goa, a także te usytuowane na północy, w spokojnych i cichych rejonach u podnóży Himalajów. Większość z nich leży wśród wspaniałych ogrodów urozmaiconych oczkami wodnymi, gdzie po masażach i ćwiczeniach możemy odpocząć w hamaku w cieniu wysmukłych palm kokosowych lub ochłodzić się w basenie. Niektóre indyjskie centra ajurwedyjskie wyglądają natomiast jak nowoczesne szpitale, dlatego warto przed wyjazdem dokładnie zapoznać się z ofertami, aby z mnóstwa propozycji wybrać dokładnie to, czego szukamy.


EGZOTYCZNA SRI LANKA


Ziołowe kąpiele pozwalają się zrelaksować i zapomnieć o bożym świecie

source

© SRI LANKA TOURISM
Wyobraźmy sobie idealne otoczenie do wykonywania relaksujących i uzdrawiających masaży. Bujna dżungla z mnóstwem dzikich zwierząt i wodospadów przeplata się z tarasowymi polami ryżowymi i plantacjami herbaty oraz ciągnącymi się kilometrami piaszczystymi plażami. W oddali majaczy architektura cudownych starożytnych miast. To wszystko znajdziemy na mającej zaledwie ponad 65 tys. km2 wyspie Cejlon, na której leży Sri Lanka. Ona również należy do najpopularniejszych na świecie rejonów praktykowania ajurwedy. Ściągają na nią miliony turystów z całego globu.


Sri Lanka szczyci się własną odmianą systemu bazującą na zestawach receptur i zaleceń, przekazywanych z pokolenia na pokolenie przez rodziny królewskie przez ponad 3 tys. lat (tutejsi starożytni władcy byli też wybitnymi autorytetami w dziedzinie tej medycyny). Dziś także specjaliści od ajurwedy cieszą się wysoką pozycją w hierarchii społecznej kraju. Istnieje nawet powiedzenie mówiące, że jeśli nie możesz być królem, zostań uzdrowicielem, a ośrodki ajurwedyjskie odnajdziemy w każdym zakątku wyspy.


Najpopularniejsze centra na Sri Lance znajdują się na południowo-zachodnim i południowym wybrzeżu, choć wiele leży również w głębi lądu wśród malowniczych pól herbacianych. Większość z nich, poza wchodzącymi w skład programu odnowy konsultacjami z mistrzami tego rodzaju medycyny i dietetykami, zajęciami jogi, zabiegami oczyszczania i masażami, oferuje swoim gościom doskonałe warunki do wypoczynku w otoczeniu bujnej tropikalnej roślinności i odgłosów przyrody, baseny z widokiem na Ocean Indyjski, a nawet biblioteki pełne książek i – oczywiście – całodobową obsługę. Możemy wybierać między luksusowymi resortami najwyższej klasy a ekologicznymi kompleksami złożonymi z komfortowych bambusowych bungalowów harmonijnie wkomponowanych w naturalny krajobraz wyspy.


Czy na miejsce kuracji wybierzemy piękne lankijskie plaże, porośnięte herbacianymi krzewami malownicze wzgórza, czy tropikalną dżunglę, w przerwie pomiędzy kolejnymi relaksującymi i uzdrawiającymi sesjami powinniśmy wybrać się na safari do jednego z ponad 20 parków narodowych (aż jedna trzecia powierzchni tego kraju jest pod ochroną). W trakcie wyprawy zobaczymy bawoły, słonie indyjskie, krokodyle błotne i różańcowe, wargacze leniwe, lamparty, pangoliny gruboogonowe i liczne gatunki egzotycznych ptaków w ich naturalnym środowisku (m.in. endemiczne kury, syczki czy gwarki cejlońskie). Miłośnikom historii i sztuki spodoba się natomiast wycieczka do regionu określanego jako Trójkąt Kulturowy. Jego granice wytyczają trzy dawne syngaleskie stolice: Anuradhapura, Polonnaruwa i Kandy. Do tego rejonu zalicza się także niezmiernie ciekawe miasto Dambulla z wykutą w skałach buddyjską złotą świątynią i zapierające dech w piersiach stanowisko archeologiczne Sigirija (Sigiriya, czyli Lwia Skała). Na pamiątkę warto kupić wydobyty na wyspie kamień szlachetny lub półszlachetny. Wybór jest ogromny – od niebieskich, czerwonych i białych szafirów, przez ametysty, granaty bądź topazy, po akwamaryny i kamienie księżycowe. Polecam też wypłynąć w morze w poszukiwaniu delfinów i wielorybów. Tak z pewnością wyglądają wymarzone wakacje.


SZCZYTY HIMALAJÓW

Dla osób, które niezbyt dobrze czują się w gorącym i wilgotnym tropikalnym klimacie, doskonałym miejscem na uzdrawiające ajurwedyjskie wakacje będzie Nepal. Ten kraj słynie z obfitości ziół o zdrowotnych właściwościach. Ponad 3,5 tys. gatunków roślin stosowanych do masaży i wytwarzania leczniczych receptur rośnie u podnóży Himalajów. Specjaliści uważają, że góry, słońce, deszcz i wiatr przyczyniają się do zwiększenia poziomu uzdrawiającej energii charakteryzującej tutejszą florę.


Ajurweda ma w Nepalu niezmiernie długą tradycję (podobną do indyjskiej) i jest uznawana za pełnoprawną dziedzinę medycyny. Znajdziemy tu zatem zarówno ajurwedyjskie gabinety lekarskie, jak i komfortowe ośrodki wypoczynkowe, których zdecydowana większość leży w otoczonej białymi himalajskimi szczytami Kotlinie Katmandu lub w urokliwych okolicach miasta Pokhara. Warto podkreślić, że w nepalskich centrach ze względu na niezwykłą gościnność mieszkańców panuje często wyjątkowo domowa atmosfera. Podczas pobytu w nich będziemy czuli się bardziej jak na wakacjach u przyjaciół czy rodziny niż w hotelu.


AJURWEDA W POLSCE

Choć ta starożytna indyjska medycyna przybyła do Polski stosunkowo późno, od kilku lat zdobywa coraz więcej zwolenników. Powiększa się też grono praktykujących ją osób. Pierwszy w naszym kraju ośrodek ajurwedyjski – Centrum Ajurwedy – powstał w Warszawie w 2004 r. Reprezentował on Polskę na międzynarodowym forum jako członek założyciel European Ayurveda Association (organizacji, w której warto szukać informacji na temat rzetelności interesującego nas miejsca). Obecnie działa jedynie kilka polskich placówek specjalizujących się w tego rodzaju medycynie, ale większość z nich zatrudnia ekspertów szkolonych w Indiach i zaprasza jej mistrzów na sesje dla pacjentów i kursy dla personelu. Poza warszawskim Centrum Ajurwedy i innymi ośrodkami pojawiającymi się ostatnio jak grzyby po deszczu głównie w dużych miastach kilkudniową relaksującą kurację odbędziemy w Hotelu Warszawianka w Jachrance pod Serockiem, w bieszczadzkim kompleksie Solinianka Villas & Spa, Kinga Hotel Wellness w Czorsztynie, Pałacu Sulisław położonym między Wrocławiem a Opolem, Hotelu Zamek Ryn na Mazurach, GrandHotelu Tiffi w Iławie, Młynie Jacka Hotel & Spa w Wadowicach, a także w mniejszych salonach odnowy biologicznej w całym kraju.


Placówki praktykujące ajurwedę w Polsce oferują zarówno terapie uzdrawiające i przywracające równowagę umysłu i ciała, porady dietetyczne, zestawy ćwiczeń fizycznych i oddechowych, jak i konsultacje dotyczące stylu życia i wybór produktów z zakresu ziołolecznictwa. Coraz więcej informacji na temat tego hinduskiego systemu medycznego pojawia się również w polskiej prasie, na blogach i portalach o tematyce prozdrowotnej. Warto zainteresować się tą problematyką, ponieważ nawet drobne zmiany w codziennej rutynie mogą korzystnie wpłynąć na kreatywność, witalność i ogólne zadowolenie z siebie. A nawet jeśli wydaje nam się, że nie potrzebujemy znacząco poprawiać jakości naszego życia, relaksująca wizyta w ajurwedyjskim centrum w Polsce, Indiach, Nepalu czy na Sri Lance z pewnością pozwoli nam doskonale wypocząć i poznać bliżej swoje wnętrze.

Artykuły wybrane losowo

Żeglarskie raje

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Żeglarstwo dla wielu osób stało się pasją życia. Nie wyobrażają sobie oni udanych wakacji bez rejsu jachtem lub katamaranem. To dla nich nie tylko szansa na przeżycie wspaniałej przygody, ale również okazja do poznania odmiennych kultur, interesujących atrakcji turystycznych oraz fascynujących zakątków Europy i świata. Zapaleni żeglarze co roku myślą o nowych trasach oraz o ciekawszych i bardziej egzotycznych akwenach. Większość z nich wybiera ciepłe morza, regiony i kraje – Chorwację, Grecję, Włochy, Francję, Turcję, Hiszpanię, Baleary i Wyspy Kanaryjskie, Karaiby, Seszele czy Polinezję Francuską. Są to bez wątpienia najpiękniejsze akweny żeglarskie świata. Oferują uczestnikom rejsów moc atrakcji. Na załogi jachtów lub katamaranów czeka na nich prawdziwe pełnomorskie pływanie lub powolna włóczęga od zatoki do zatoki, od portu do portu…   

Więcej…

Iran – oaza w niespokojnym świecie

 

Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co

 

Fantazyjne formacje skalne w pobliżu niezmiernie gorącego miasta Szahdad

kalout-kerman-iran-001

 © MR HASSANI/GOLDENDAYS TRAVEL GROUP/WWW.KERMAN.IRANGOLDENDAYS.COM

 

Współcześnie trudno ignorować kwestie bezpieczeństwa. Strach coraz częściej wpływa na decyzje o podróżach, a miejsca uchodzące jeszcze nie tak dawno za idealny cel wakacyjnych wyjazdów, takie jak Tunezja, Egipt czy Turcja, przestały się cieszyć dużą popularnością. W niezwykle interesującym świecie islamu na pierwszy plan zaczął wysuwać się jednak w ostatnim czasie kraj, który choć kiedyś został uznany za państwo osi zła przez prezydenta USA George’a W. Busha, dziś jawi się jako oaza spokoju na Bliskim Wschodzie. Co sprawia, że Iran kusi coraz większe rzesze podróżnych? Wpływa na to z pewnością kilka czynników. Oficjalną religią w tej teokratycznej republice jest islam szyicki, nurt, który ma zdecydowanie mniej wyznawców na świecie i w tym jego regionie niż sunnizm. Wiele osób fascynuje niezmiernie długa i ciekawa historia dawnej Persji, a także sami jej mieszkańcy, różniący się znacznie od Arabów. Ten bezpieczny i przyjazny dla zagranicznych gości kraj staje się dzisiaj znakomitą alternatywą dla osób interesujących się wyprawami na Bliski Wschód.

 

Pierwsze miesiące 2015 r. wyznaczały nowy kierunek, w którym podążać miał Iran. Wzdłuż alei Ferdousiego, jednej z głównych ulic jego stolicy Teheranu, codziennie zbierały się tłumy ludzi nerwowo sprawdzających kursy walut. Trwały właśnie intensywne negocjacje władz państwa z przedstawicielami mocarstw nuklearnych w sprawie zamrożenia irańskiego programu atomowego, otwarcia się na świat i anulowania nałożonych przed laty sankcji spowalniających rozwój gospodarki. Zanim podpisano ostateczne porozumienie normalizujące stosunki między zainteresowanymi stronami, w tym przede wszystkim z USA, pojawiły się pojedyncze znaki wskazujące na to, że w Iranie nadchodzą zmiany. Dzięki liberalizacji przepisów wizowych, braku nie tak dawnych długich kontroli na granicy i wciąż zwiększającej się liczbie tanich lotów z Europy do Teheranu o tym kraju mówiło się coraz lepiej i więcej.

 

My w naszą podróż ruszaliśmy z mnóstwem pytań, na które odpowiedzi szukaliśmy z pomocą jednego z tutejszych najbardziej znanych prywatnych przewodników. W młodości, za panowania ostatniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego (1919–1980) latał wojskowymi myśliwcami. Po irańskiej rewolucji islamskiej z 1979 r. postanowił jednak nie wiązać się z władzami i przez całe swoje życie konsekwentnie pracował jako mały przedsiębiorca. Podczas zwiedzania najpopularniejszych miejsc w Iranie poznawaliśmy ten kraj dzięki długim rozmowom z Alim i spotkaniom z Irańczykami, w trakcie których nasz towarzysz służył za tłumacza.

 

Miasto kontrastów

 

Trudno opowiadać o Teheranie jak o klasycznej atrakcji turystycznej. Jest inny od pozostałych tutejszych miast i regionów, podobnie jak Nowy Jork nie przypomina reszty Stanów Zjednoczonych, Taszkent – Uzbekistanu, a Moskwa – Rosji. To miejsce, które przyjezdni często po prostu omijają i od razu wyruszają na poszukiwania Persji z Księgi tysiąca i jednej nocy. Mimo wielu negatywnych opinii o irańskiej metropolii, jej złej jakości powietrzu i ogromnym ruchu samochodowym, zdecydowanie warto zostać w niej choć na chwilę, gdyż taka wizyta pozwoli nam lepiej zrozumieć współczesny Iran.

 

Wszystkie zmiany w kraju zawsze rozpoczynają się w Teheranie i nic nie dzieje się tu bez ostatniego słowa teherańczyków. W mieście współistnieją ze sobą równoległe, a przy tym bardzo odmienne światy. Z jednej strony stanowi ono centrum reżimu ajatollahów, ale z drugiej uchodzi za najbardziej tolerancyjne i otwarte na różnorodność miejsce w Iranie. Stolicę charakteryzują bardzo widoczne granice – północna jej część to oaza bogatych i liberalnych mieszkańców, w rejonie południowym żyją biedni obywatele o najczęściej konserwatywnych poglądach. Niełatwo jest poznać i zrozumieć Teheran, podobnie jak i się po nim poruszać. Jego główne atrakcje są znacznie od siebie oddalone, dlatego warto przemieszczać się pociągami teherańskiego metra i od czasu do czasu skorzystać z usług taksówkarzy.

 

Na początku podróży po tym kraju nic nie będzie bardziej wymowne i symboliczne niż wizyta przed byłą amerykańską ambasadą. Jej zajęcie w trakcie irańskiej rewolucji islamskiej przyczyniło się do zerwania stosunków dyplomatycznych między oboma państwami. Spacer wzdłuż murów, na których wymalowano antyamerykańskie hasła, przypomina o ostatnich trudnych dziesięcioleciach i uświadamia, jak długą drogę Iran przebył od tamtego czasu do dziś.

 

W Teheranie pełno jest muzeów i pałaców, jednak o wiele ciekawsze wydaje się obserwowanie życia jego mieszkańców. Odwiedziny na Wielkim Bazarze są idealną okazją, aby zobaczyć Irańczyków w codziennych sytuacjach, a nic nie prezentuje lepiej kultury i zasad ta’arofu, czyli irańskiej etykiety, niż zachowania i rozmowy teherańczyków na tym targowisku leżącym w sercu miasta. Żeby podejrzeć, jak miejscowi spędzają czas wolny, warto z kolei wybrać się do znajdującego się na wzgórzu Darbandu, jednej z najpopularniejszych oaz w stolicy, która dzięki położeniu na dużej wysokości pozwala schronić się przed smogiem i zgiełkiem.

 

Przed wyruszeniem w dalszą podróż należy zatrzymać się na chwilę przed teherańską Wieżą Azadi. Paradoksalnie w kraju, gdzie nadal niektóre wolności bywają ograniczane, najważniejszym symbolem jest właśnie 45-metrowa Wieża Wolności. Zbudowano ją w 1971 r. z okazji obchodów 2500-lecia imperium perskiego. To miejsce było jedną z głównych aren irańskiej rewolucji, która obaliła rządy ostatniego szacha i ustanowiła Islamską Republikę Iranu. Pod nią też w 2009 r. zbierali się protestujący, gdy w wyniku sfałszowanych wyborów Mahmud Ahmadinedżad (Mahmud Ahmadineżad) wybrany został na drugą kadencję prezydencką.

 

Północny Teheran osłaniany przez imponujące pasmo górskie Elburs

DSCF8854

 

 

Święte miasto

 

W czerwcu 2009 r., podczas kampanii prezydenckiej jeden z najbardziej konserwatywnych szyickich duchownych kraju – ajatollah Mohammad Tagi Mesbah-Jazdi – wydał podobno fatwę (religijne rozporządzenie mające moc prawną) stanowiącą, że ludzie odpowiedzialni za przeprowadzanie wyborów mogą nimi manipulować tak, aby wygrał kandydat najwierniejszy zasadom islamu. Zwyciężył wspomniany bardzo niepopularny MahmudAhmadinedżad, człowiek, który konsekwentnie utwierdzał Zachód w przekonaniu, że Iran jest państwem terrorystycznym, a samych Irańczyków pchał (jak się zdawało, wbrew ich własnej woli) w objęcia fundamentalizmu religijnego nakazującego kontrolować każdy aspekt życia ludzkiego.

 

W trakcie lądowania na Międzynarodowym Lotnisku ImamaChomejniego można zauważyć biegnącą w nieskończoność, dziwną jasną nitkę pośród całkowitej ciemności. Jeśli przyjrzymy się jej dokładnie, zdamy sobie sprawę z tego, że to droga. Ta rzęsiście oświetlona autostrada łączy Teheran z oddalonym od niego o ok. 125 km na południowy zachód miastem Kom (Ghom). Jedzie nią każdy udający się na zwiedzanie Iranu turysta. Ma ona pokazywać, jak ważne miejsce na tutejszej mapie stanowi ten niepozorny ośrodek. Jeden z naszych rozmówców powiedział, że Kom słynie z produkcji dwóch rzeczy – świetnych słodyczy i licznych mułłów, szyickich duchownych, którzy trzymają w ryzach cały kraj.

 

W Iranie popularna była jeszcze niedawno opowieść o tym, jak diabeł spędza swój tydzień. Z reguły cztery dni w tygodniu przebywa w USA, czasem wejdzie do głowy prezydenta Baracka Obamy, czasem namiesza w umysłach republikanów, bo z nimi ma łatwiej. Na pozostałe trzy dni wraca natomiast na szkolenie do Kom. To jedno z najświętszych i najważniejszych miast dla szyitów. Odwiedziny w nim i poznanie jego historii pomagają zrozumieć specyfikę regionu, w jakim znajduje się Iran.

 

Islam szyicki, religia dominująca w państwie od czasów panowania dynastii Safawidów (1501–1736), jest inny niż sunnicki. Oprócz różnic w doktrynie, które pojawiły się już po śmierci proroka Mahometa w 632 r., odmienne zasady dotyczą też życia codziennego. Gdy Persja została podbita przez Arabów, przyjęła nowy system religijny, ale bardzo szybko dostosowała go do swojej starej i bogatej kultury. Nie zaakceptowano m.in. reguły nakazującej niszczenie wizerunków ludzi i zwierząt. Irańczycy nie mogą zapomnieć o tym, że najeźdźcy zdewastowali mnóstwo perskich zabytków w pierwszych dziesięcioleciach swojego panowania. Co ważniejsze jednak, szyizm uznaje, iż tekst Koranu podlega interpretacjom, które opracowują szyiccy duchowni. Sunnici, czyli 87–90 proc. muzułmanów na świecie, uważają szyitów za heretyków. Niechęć i nieufność są szczególnie widoczne między Irańczykami i Arabami, ale wynikają one nie tylko z różnic religijnych, lecz także uwarunkowań historycznych i kulturowych. Persowie (stanowiący większość w Iranie – ok. 65 proc. populacji) to dumny i bardzo stary naród, który ludy arabskie uważa za prostych mieszkańców pustyni żyjących w sztucznych krajach stworzonych przez kolonialne potęgi i utrzymujących się wyłącznie dzięki wydobywaniu ropy. Napięcia między zwolennikami szyizmu i sunnizmu istniały od zawsze. Jednak współcześnie stały się jeszcze bardziej jaskrawe ze względu na działalność Państwa Islamskiego, którego Irańczycy są wielkimi przeciwnikami.

 

Kom jest miastem niezmiernie konserwatywnym. Pielgrzymują do niego ogromne rzesze wiernych nie tylko z Iranu. Mimo to szyicki fundamentalizm wciąż pozostaje bardzo daleki od ideologii terrorystycznego Państwa Islamskiego.

 

W perskiej baśni

 

Po opuszczeniu Teheranu i Komu podróżnicy przemierzają coraz bardziej pustynne krajobrazy kraju i powoli wkraczają w baśniowy świat Persji, o którym marzyli przed wyjazdem. Po wjechaniu do miasta Isfahan trafia się w końcu do tej fantastycznej krainy. Plac Nagsz-e dżahan, inaczej zwany też placem Imama, stanowi pępek irańskiego wszechświata. To przy nim znajdują się najpiękniejsze zabytki perskiej architektury – Meczet Szejka Lotfallaha, pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) i Meczet Imama. Ich widok zapiera dech w piersiach. Turystów zachwyca także pełen życia bazar, którego bramy przylegają do rozległego placu Imama. Niesamowitych wrażeń dostarcza również oaza spokoju, jaką jest dziedziniec Hotelu Abbasi. Tutaj mogliśmy wypić najpiękniej podaną herbatę w cudownych wiosennych promieniach słońca. Taką chwilę trudno zapomnieć.

 

Warto jednak zdawać sobie sprawę, że Isfahan nie należy do spokojnych miejsc. Łatwo zaobserwować w nim wzrost ruchu turystycznego, a co za tym idzie, postępującą komercjalizację i napływ tanich pamiątek. Miasto było popularne na długo przed niedawnym otwarciem się Iranu na świat, dlatego jeśli ktoś planuje kupić rękodzieło, nie powinien raczej robić tego na fascynującym isfahańskim bazarze, lecz skorzystać z takiej okazji w Szirazie.

 

Wspomnienie imperium

 

Plac Nagsz-e dżahan w centrum Isfahanu

Isfahan 2

© PARS TOURIST AGENCY/KEY2PERSIA.COM

 

Z Isfahanu większość turystów wybiera się na południe, do ruin antycznego Persepolis położonych obok wspomnianego miasta Sziraz. W tym ostatnim urodził się w pierwszej połowie XIV stulecia jeden z najzdolniejszych i najbardziej podziwianych poetów perskich Hafiz (Hafez). Sziraz fascynuje swoją ciekawą historią. Poza tym produkowano w nim kiedyś najlepsze wino na Bliskim Wschodzie. Dziś jest miastem uczciwych handlarzy, szczyci się pięknym Różowym Meczetem, wspaniałymi świątyniami i majestatyczną Cytadelą Karima Chana, w której obecnie mieszczą się pracownie lokalnych artystów. Choć w porównaniu z wcześniej odwiedzonymi przez nas dużymi ośrodkami to prawdziwa oaza, jako miłośnika historii ciągnęło mnie do pobliskich słynnych ruin starożytnego miasta Persepolis. W końcu słyszałem i uczyłem się o nim, będąc jeszcze dzieckiem.

 

W już niemal letnich promieniach słońca wkraczaliśmy do miejsca, które było świadkiem wielkiej historii. Aby do niego dotrzeć, przemierza się bajkowe krajobrazy rozpościerające się wokół drogi łączącej Isfahan z Szirazem i wspina się na wysokie wzniesienia gór Zagros (z najwyższym punktem Zard Kuh – 4548 m n.p.m.). W ten sposób trafia się do prawdziwego serca Persji. Stąd wywodzi się wszystko, co w tej krainie najważniejsze, łącznie z jej nazwą. Ostan (rodzaj jednostki administracyjnej) Fars, stanowi region symboliczny, z którym związane są pasjonujące dzieje narodzenia i upadku imperium. Nazwa ta pochodzi od staroperskiego słowa „Pârs”, została zmieniona przez Arabów ze względu na brak głoski „p” w języku arabskim.

 

Równie piękne słońce jak podczas naszej wizyty świeciło nad całym tym rejonem, gdy w połowie października 1971 r. ostatni irański szach, Mohammad Reza Pahlawi, postanowił zwrócić oczy świata na swoją ojczyznę i pokazać wszystkim, że Iran jest potężny, ale również szczyci się niezmiernie bogatą kulturą i długą historią. Jak opowiadają Irańczycy, Amerykanie z wielkich firm zatrudnieni w tych stronach powszechnie żądali dodatków za pracę w tym „dzikim kraju”. Ówczesny władca chciał więc przekonać światową opinię publiczną, że jego państwo to spadkobierca wspaniałej cywilizacji. Okazją do tego miały być obchody 2500. rocznicy powstania imperium Persów z pięciodniową uroczystością w Persepolis. Mohammad Reza Pahlawi wiedział, że może sobie pozwolić na każdą formę ekstrawagancji. Petrodolary stale zasilały budżet Iranu, który wciąż się rozwijał. Mimo to nie robiono zbyt wiele, aby poprawić los zwykłych ludzi. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, coraz większe wpływy zaczynali zyskiwać szyiccy mułłowie. W październiku 1971 r. świat miał być świadkiem ponownego narodzenia imperium, odrodzenia Persji. Przygotowania do obchodów trwały 10 lat. Wybudowano nowe drogi i lotniska i stworzono całą niezbędną infrastrukturę. Jednak wszystkie te starania tak naprawdę przyczyniły się jedynie do upadku władzy. Najgłośniej grzmiał ajatollah Ruhollah Chomejni (1902–1989) nazywający całe przedsięwzięcie festiwalem diabłów. Inni wypominali szachowi marnotrawienie publicznych pieniędzy, opowiadali o luksusowych namiotach przeznaczonych dla prawie 60 przywódców z całego świata, w których łazienki wykonano z marmuru. Natomiast wykwintne jedzenie i wina dla gości miały być transportowane z paryskiej restauracji „Maxim’s”. Choć Iran rzeczywiście olśnił wszystkich swoim bogactwem, wśród jego obywateli wzrastało oburzenie. Ta fala powoli wzbierała przez kilka lat, aż do chwili, gdy rewolucja islamska zakończyła rządy ostatniego szacha.

 

Kiedy odwiedzamy różne miejsca w kraju, z ich historii układamy sobie współczesny obraz tego regionu i jego mieszkańców. Persepolis nie po raz pierwszy odegrało rolę w spektaklu o upadku władzy. Niegdyś, przed wieloma wiekami marzenia Persów o wiecznym i potężnym imperium zniweczył Aleksander Wielki, który najechał, zdobył i spalił tę starożytną stolicę w 330 r. p.n.e. Płomienie strawiły bajeczny pałac Dariusza I Wielkiego (ok. 550–486 r. p.n.e.), bo choć zbudowany został z kamienia, wszystkie jego stropy były drewniane. Płonące elementy konstrukcyjne uszkadzały kamienne kolumny i ściany, a te przewracały się i burzyły kolejne części budowli. Mimo ogromnych zniszczeń ruiny i pozostałe piękne płaskorzeźby nadal pozwalają wyobrazić sobie, jak niezwykłe musiało być Persepolis niemal 2,5 tys. lat temu.

 

Oślepiające blaskiem wnętrze w mauzoleum Szach Czeragh w Szirazie

DSCF9147

© MARCIN KAWA/CZAJKA TRAVEL (CZAJKAPODROZE.PL)

 

Na środku pustyni

 

Po wizycie w Szirazie i starożytnej stolicy Persów warto skierować się na północny wschód do miasta Jazd, położonego na granicy Wielkiej Pustyni Słonej i Wielkiej Pustyni Lota. To podróż z rejonów pustynnych do krainy jeszcze surowszej i mniej przyjaznej człowiekowi. Samotne ostre szczyty wznoszą się na płaskiej przestrzeni. Podczas jazdy autem mamy wrażenie, że prowadząca przez pustynię szosa ciągnie się w nieskończoność i gdzieś przed nami rozmywa się pod wpływem wysokiej temperatury. Jednak różne miasteczka mijane po drodze pełne są życia, a my z fascynacją podziwiamy architektoniczne perły miejscowej architektury. Wyróżniają się tutaj różnego rodzaju wieże, np. ta w Abarkuh – ogromna konstrukcja, która w upalne miesiące pozwalała na przechowywanie powstałego w zimie lodu, służącego do chłodzenia napojów mieszkańcom tych niezwykle gorących i suchych terenów.

 

Jazd, typowo pustynne miasto, kryje w sobie wiele więcej, niż wydaje się turystom patrzącym na jego kolejne piękne meczety i inne ciekawe budowle. Ponieważ panuje w nim prowincjonalny spokój (mimo ponad 500 tys. mieszkańców), trudno uwierzyć, że ta ziemia wydała dwóch prezydentów wrogich sobie państw, którzy pełnili swoje funkcje w tym samym czasie. Historia ta pokazuje dobitnie, jak bardzo złożonym i niejednoznacznym miejscem jest Iran.

 

Rodzina Mosze Kacawa, prezydenta Izraela w latach 2000–2007, opuściła Jazd w 1951 r. Z każdym rokiem społeczność żydowska tego miasta kurczyła się coraz bardziej. Obecnie wynosi jedynie kilkanaście osób. Mosze Kacaw obejmował swoje stanowisko 3 lata po tym, jak kadencję prezydencką zaczął w Iranie Mohammad Chatami, urodzony w Ardakanie w ostanie Jazd. Przedstawiciele obu zwaśnionych krajów mieli okazję się spotkać, gdy przybyli do Watykanu pożegnać zmarłego papieża Jana Pawła II. Na placu św. Piotra 8 kwietnia 2005 r. zgromadziła się większość przywódców państw świata. Pod koniec uroczystości pogrzebowej Mohammad Chatami, który ze względu na rozmieszczenie gości według alfabetycznej listy nazwisk siedział dość blisko Mosze Kacawa, wyciągnął do niego dłoń i pozdrowił go w języku perskim (farsi). Choć po powrocie do Iranu prezydent temu zaprzeczał, świadkowie zajścia potwierdzali, że ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.

 

Jazd wypełniają wspaniałe zabytki architektury: począwszy od Meczetu Zgromadzenia (Masdżid-e Dżame) przez ogromną liczbę wież wiatrowych zwanych badgirami po kompleks Amira Chakmagha (Amira Czakmagha). Także w tym mieście zapoznać się możemy z historią zaratusztrianizmu, jednej z najstarszych religii monoteistycznych świata, która upowszechniła się na obszarach Persji przed islamem. Znajdują się tu dwa niezmiernie ważne miejsca z nią związane – świątynia ognia i wieża milczenia. Na szczycie tej ostatniej odbywały się tzw. powietrzne pogrzeby zaratusztrian (zwłoki wystawiano na żer ptakom).

 

Z Jazdu kierujemy się już na północ, ku stolicy. Robimy jeszcze krótki przystanek w mieście Kaszan, gdzie podziwiać można niezwykłe rezydencje i ogrody oraz pełen życia bazar. Powrót do Teheranu to ponownie bardzo interesujące, a zarazem ciężkie przeżycie. Gęsty smog i zapach spalin znów zwala nas z nóg i zmusza do powtórnej aklimatyzacji do tutejszych warunków.

 

Informacje praktyczne

 

Iran jest obecnie świetnie połączony z Europą. Wygodne i niedrogie loty odbywają się z takich miast jak Frankfurt nad Menem i Monachium (Lufthansa), Wiedeń (Austrian Airlines), Londyn (British Airways), Rzym (Alitalia), Amsterdam (KLM), Paryż (Air France), Stambuł (Turkish Airlines) czy Kijów (Ukraine International Airlines – UIA). Możemy też wybrać np. podróż z Warszawy liniami Emirates z międzylądowaniem w Dubaju albo samolotem Qatar Airways z przystankiem w Dosze. Poza tym – co najważniejsze dla turystów z Polski – Polskie Linie Lotnicze LOT planują w najbliższym czasie uruchomienie nowego bezpośredniego połączenia z Warszawy do Teheranu. Ostatnio nastąpiła również duża liberalizacja przepisów wizowych, dlatego wielu zagranicznych gości decyduje się na uzyskanie wizy tuż po wylądowaniu, na lotnisku w stolicy Iranu (visa on arrival).

 

Przed podróżą warto zaopatrzyć się w odpowiednią ilość gotówki na bieżące wydatki i jej zapas na wszelki wypadek, gdyż nadal nie ma możliwości płacenia na miejscu kartami kredytowymi i płatniczymi, co jest skutkiem wieloletnich sankcji i odcięcia od międzynarodowego systemu bankowego. Najbezpieczniejszymi walutami na wymianę są dolary amerykańskie i euro, przy czym należy pamiętać, że banknoty (szczególnie dotyczy to dolarów) muszą być w idealnym stanie, aby zostały zaakceptowane w kantorach. Jeżeli chodzi o koszty pobytu, to niejeden turysta będzie zaskoczony faktem, iż ceny hoteli i dań w restauracjach bywają raczej dosyć zbliżone do tych w Polsce.

 

Podróżowanie po Iranie nie jest skomplikowane. Kraj oplata sieć bardzo dobrych dróg, można korzystać z niezłych połączeń autobusowych i kolejowych. Nadal trudno tu jednak o dostęp do internetu. Transfer danych bywa wolny i często bez użycia specjalnych aplikacji nie wejdziemy na najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

 

Irańczycy są niezmiernie przyjaznymi ludźmi, dlatego pod względem bezpieczeństwa Iran należy do jednych z najlepszych regionów do organizowania samodzielnych wypraw. Aby zrozumieć nieraz bardzo zaskakujące zachowania miejscowych, warto zapoznać się z pojęciem ta’arof. Jest to dość skomplikowana formuła grzecznościowa praktykowana przez mieszkańców tego kraju od wieków. Jej zastosowanie najlepiej wytłumaczyć na przykładzie. Po odwiezieniu nas pod wskazany adres taksówkarz może odmówić przyjęcia pieniędzy. Tak naprawdę nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy zapłacić za jego usługę, wręcz przeciwnie, trzeba nalegać, aż w końcu kierowca skapituluje. Podobnie jeśli Irańczyk oferuje nam coś za darmo, wcale nie świadczy to o tym, iż chce nam tę rzecz zwyczajnie podarować. Z takimi sytuacjami spotkamy się na targach, w sklepach, restauracjach czy wielu innych przypadkach. Należy pamiętać o tym, jak zareagować na tego typu bardzo specyficzną grzeczność. Jeżeli nie zapłacimy za usługę lub towar, wprawimy drugą stronę w ogromne zakłopotanie. Żeby lepiej zrozumieć Iran, warto sięgnąć po książki o tym kraju, w szczególności polecam pozycje autorstwa irańsko-amerykańskiego dziennikarza Hoomana Majda (Ajatollah śmie wątpić, Demokracja ajatollahów czy Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju), który urodził się w Teheranie w 1957 r.

 

Słowenia wyjęta z obrazka

MICHAŁ DOMAŃSKI

 

Słoweńcy mówią o swoim pięknym kraju, że to Europa w miniaturze. Mają praktycznie każdy rodzaj krajobrazu – wysokie Alpy Julijskie, równiny, rozległe lasy, bystre rzeki, malownicze winnice, wody termalne, urocze kurorty nad ciepłym Adriatykiem, zabytkowe miasta i czarujące zamki oraz nowoczesną bazę hotelową i wyśmienitą kuchnię. Turystów z całego świata (ostatnio w Bledzie spotkałem nawet znajomych z Kolumbii!) przyciągają do Słowenii niesamowite cuda natury – bajeczne jaskinie (słynna Postojnska jama i Škocjanske jame) i zapierające dech w piersiach jeziora (Bled i Bohinj). Kraj ten jest także mekką miłośników raftingu (cudowna Soča), koni (historyczna stadnina w Lipicy), białego szaleństwa (Bovec, Cerkno, Kranjska Gora, Krvavec, Maribor Pohorje, Rogla), wędkarstwa (wyprawy na pstrągi), żeglarstwa, golfa, kolarstwa górskiego czy wreszcie zdrowego wypoczynku w ośrodkach SPA & Wellness (Moravske Toplice, Rogaška Slatina czy Portorož).

 

Słowenia to małe państwo o powierzchni porównywalnej do naszego województwa podlaskiego (ma jedynie 20 273 km2). Oferuje jednak tyle atrakcji, że śmiało może konkurować ze znacznie większymi krajami. Na jej obszarze żyje niewiele ponad 2 mln mieszkańców. Ma ona tylko 47 km wybrzeża, ale co najważniejsze – niezmiernie urodziwego. Brakuje tu jedynie piaszczystych plaż (wyjątek stanowi Portorož). Powiedzenie małe jest piękne pasuje jak ulał do tego kraju, położonego po słonecznej stronie Alp. Tylko w Słowenii możemy kąpać się w morzu, opalać na plaży, żeby już za chwilę (za mniej niż godzinę) wspinać się po wysokich górach, spacerować wokół malowniczych jezior i oddychać czystym, rześkim powietrzem.

Więcej…