Ajurweda wykorzystuje ćwiczenia charakterystyczne dla jogiYoga

© INDIA TOURISM


ALEKSANDRA ŚWISTOW

www.pojechana.pl


Historia, jak się okazuje, lubi zataczać koło. Dziś, w XXI w., zaczynamy znów doceniać filozofię zdrowego życia, która narodziła się w Indiach ponad 7 tys. lat temu. Coraz częściej wybieramy błogi relaks w gabinetach odnowy biologicznej i chętnie łączymy wyjazd wypoczynkowy z uzdrawiającą ciało i umysł kuracją. Na nowo odkrywamy ajurwedę, zarówno w Indiach, Nepalu czy na Sri Lance, jak i w ośrodkach w Polsce.


„Ajurweda” oznacza „wiedzę o życiu”, a ponieważ życie bywa uważane za synonim zdrowia, właśnie w ten sposób nazwano jeden z najstarszych i najpełniejszych na świecie systemów medycyny, indyjski zbiór starożytnych nauk o życiu w zdrowiu, który dotyczy wszystkich rodzajów aktywności człowieka. Do jego najważniejszych pojęć należy równowaga ciała, umysłu i ducha. Ten stan nie jest możliwy do osiągnięcia bez zrozumienia siebie i otaczającego nas środowiska. Filozofia ajurwedy opiera się na przekonaniu o współzależności fizycznej i psychicznej sfery człowieka oraz nierozerwalnym związku schorzeń zaliczanych do nich obu. Ta medycyna koncentruje się na zapobieganiu chorobom albo usuwaniu ich źródła, a nie objawów, co często praktykują współcześni lekarze, którzy przepisują swoim pacjentom antybiotyki przy różnych okazjach. Zaleczone problemy prawie zawsze wracają i osłabiają organizm.


Poprawa jakości codziennej egzystencji i przestrzeganie zasad higieny spowodowały zmniejszenie zachorowalności na znane nam od wieków choroby, ale jednoczesne nasilenie tych cywilizacyjnych i brak zadowolenia z życia zaczyna nas skłaniać do refleksji. Coraz częściej zastanawiamy się, gdzie popełniliśmy błąd, dlaczego nie umiemy być szczęśliwi i nie mamy energii. Dostrzegamy też, jak wielki wpływ na kondycję fizyczną wywierają stan psychiki, dieta, nawyki, a nawet sposób myślenia. Zauważamy, że nasza odporność słabnie, gdy musimy sobie radzić z trudnymi sytuacjami, brakuje nam sił, kiedy żyjemy w stresie, a złe samopoczucie i męczące dolegliwości powodują emocjonalne huśtawki. Dlatego w poszukiwaniu rozwiązania odkrywamy na nowo prawdy będące podstawowymi zasadami starożytnej indyjskiej medycyny i coraz częściej wykorzystujemy nasz urlop na uzdrawiające wakacje, które pozwalają nam poczuć ulgę i odnaleźć harmonię duszy i ciała.


WIELOPOZIOMOWA KURACJA

Zdrowie według ajurwedy to nie tyle brak symptomów choroby, co stan idealnego samopoczucia, na jakie składają się równowaga bioenergetyczna, prawidłowe funkcjonowanie pięciu zmysłów (wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku), niezaburzone trawienie i metabolizm, a także poczucie spełnienia i szczęścia. Dlatego wyróżnia się aż cztery poziomy leczenia: zapobieganie zachorowaniom, właściwe leczenie, poprawianie jakości życia i rozwój świadomości. Zgodnie z tym systemem medycyny większość kłopotów zdrowotnych wynika z zaburzeń psychologicznych. Z tego powodu kładzie się tu silny nacisk na zrozumienie własnych emocji, słuchanie potrzeb duszy i ciała.


Ajurweda uczy życia w harmonii z naturą, czerpania radości ze zwykłych rzeczy, poczucia jedności z przyrodą i wszechświatem. Według jej zasad, gdy burzymy naturalną równowagę organizmu (np. niezdrową dietą, poddawaniem się stresowi, tłumieniem emocji), osłabiamy swoją energię życiową, unieszczęśliwiamy się, gubimy sens istnienia i wywołujemy choroby.


Medycyna ajurwedyjska łączy wiele praktyk naturalnego uzdrawiania. Wykorzystuje techniki medytacyjne, ziołolecznictwo i najrozmaitsze zabiegi na ciało (w tym masaże). Mają one na celu oczyszczenie organizmu z toksyn, zarówno tych zatruwających nas fizycznie, jak i psychicznie, i jego regenerację. Popularna na całym świecie joga jest tradycyjnie częścią ajurwedy, która czerpie z niej ćwiczenia (również oddechowe), a także metody rozwoju świadomości takie jak medytację i recytację mantr. Za konieczny element procesu zdrowienia uważa się też zastosowanie diety dobranej do typu naszej energii i rodzaju schorzenia.


Ze względu na złożoność ajurwedyjskiego systemu leczenia oraz fakt, że nie ma na świecie dwóch takich samych osób o identycznych potrzebach i problemach, każdy pacjent musi zostać szczegółowo przebadany i indywidualnie zdiagnozowany. Pod uwagę bierze się zarówno aspekty fizyczne, jak i psychologiczne. Dopiero po dokładnej analizie stanu zdrowia, stylu życia, upodobań czy poziomu energetycznego konkretnego człowieka można rozpocząć terapię.


CUDOWNE MASAŻE


Masaże głęboko relaksują i pomagają usuwać toksyny z organizmu

Ayurvedic Therapy
© INDIA TOURISM

Każda kuracja ajurwedyjska, niezależnie od tego, czy poddamy się jej w odległej Azji, czy w Polsce, powinna zacząć się od zabiegów oczyszczania. Złe odżywianie (nawet z pozoru dobra, ale niedostosowana do naszych potrzeb dieta), stres, zanieczyszczenie środowiska, tłumienie swoich emocji, styl życia niezgodny z naszą naturalną osobowością – to wszystko sprawia, że w organizmie odkładają się niebezpieczne toksyny i, aby jakiekolwiek leczenie było skuteczne, musimy się ich pozbyć. Oprócz tego, o czym niewielu z nas wie, określone stany emocjonalne wpływają na apetyt na konkretne produkty spożywcze, których jedzenie jeszcze te stany pogłębia.


Główną metodą oczyszczania z trucizn są masaże olejami z dodatkiem ziół (poddaje się im całe ciało, włącznie z głową). To zarazem najpopularniejszy zabieg ajurwedy, przyciągający co roku miliony turystów na subkontynent indyjski – na Sri Lankę, do Nepalu i Indii, szczególnie do stanu Kerala, gdzie narodziła się ta medycyna. Zioła dobiera się odpowiednio do problemów zdrowotnych danej osoby, jej kondycji psychicznej i energii biologicznej, której wyróżnia się trzy główne rodzaje (trzy dosze). Na nich natomiast opiera się podział na trzy typy konstytucyjne ciała: vata, pitta i kapha. Technika masowania łączy w sobie uderzenia, ruchy naśladujące gwintowanie, ugniatanie, tarcie i ściskanie, co ma niezmiernie korzystny wpływ na stan skóry i układ mięśniowo-szkieletowy, pomaga również w zwalczaniu otyłości i bólu mięśni oraz umożliwia zapadanie w spokojny sen. Masaże często stosuje się razem z kąpielami parowymi, podczas których pacjent wypaca niebezpieczne związki latami odkładające się w jego organizmie. Poza tym wykorzystuje się także kuracje ziołami przeczyszczającymi, ziołowe lub olejowe lewatywy, krople do nosa czy upuszczanie krwi albo oczyszczanie krwi za pomocą ziół. Te zabiegi oczyszczające są częścią terapii zwanej Panchakarma, na którą składa się pięć metod usuwania trucizn z całego ciała. Dopiero po detoksykacji (co w przypadku masaży jest bardzo przyjemnym etapem) można rozpocząć właściwe leczenie i wdrażanie nowych zasad.


UZDRAWIAJĄCA DIETA

Ważny element filozofii ajurwedyjskiej stanowi przypisanie ogromnej roli w procesie zdrowienia i w dążeniu do szczęśliwego życia odpowiednio dobranej i zbilansowanej diecie. Jesteś tym, co jesz i jak to trawisz – powiadają Hindusi, którzy wierzą, że jedzenie to lekarstwo i świadome spożywanie odpowiednich pokarmów, bez pośpiechu i w spokoju, nie tylko zapobiega chorobom, ale też leczy.


Według ajurwedy właściwości posiłków są przyswajane przez organizm. Mogą one mieć naturę rajasu (radźasu) – pobudzającą, tamasu – wywołującą uczucie ciężkości i senność, sattwy – odpowiadającą za stan lekkości i równowagi. Jak łatwo się domyślić, dieta ajurwedyjska bazuje na składnikach sattwicznych, które dostarczają nam dokładnie tyle energii, ile potrzebujemy. Należą do nich wszystkie świeże, nieprzetworzone lub na bieżąco gotowane produkty wegetariańskie. Ważną rolę w przyrządzaniu zdrowych potraw odgrywają aromatyczne przyprawy, które poza właściwościami smakowymi mają również dobroczynny wpływ na nasz organizm: wspomagają przemianę materii, oczyszczają z toksyn, poprawiają pamięć i koncentrację, a także działają pobudzająco lub hamująco na apetyt.


Odpowiednia dieta powinna być zróżnicowana w zależności od typu energii danej osoby, braków, jakie odczuwa, i pory roku. Co ciekawe, ajurweda rozróżnia sześć podstawowych smaków: słodki (cukier, ale też mleko, masło, zboża i chleb), kwaśny (owoce cytrusowe, produkty ze sfermentowanego mleka), słony (dania z solą, owoce morza), ostry (przyprawy), gorzki (większość warzyw i sałat) i cierpki (szpinak, kapusta, brokuły, soczewica).


Bardzo istotną cechę medycyny ajurwedyjskiej stanowi traktowanie każdego człowieka jako indywidualności o innych problemach i potrzebach, co ma swoje odzwierciedlenie również w sposobie układania diety. Poszczególne modele energetyczne muszą odpowiadać ogólnym zasadom ustanowionym dla swojej grupy, które nie są jednak zbyt precyzyjne. Przy dobieraniu konkretnych składników naszego jadłospisu powinniśmy kierować się smakiem, zapachem, kolorem, temperaturą i właściwościami produktów spożywczych oraz ufać jednocześnie swoim kulinarnym gustom i intuicji, podpowiadającym nam, jakie typy posiłków będą dla nas w danym momencie najlepsze.


Ajurweda wyróżnia trzy główne rodzaje diet równoważących (podobnie jak w przypadku energii): vata, pitta i kapha. Pierwszy z nich sprawdza się w zimnych i suchych porach roku, czyli jesienią i zimą, dlatego bazuje na ciepłych, płynnych, kalorycznych i rozgrzewających daniach, a także gorących napojach (herbaty ziołowe i korzenne). Dominują tu smaki słodki, słony i kwaśny. Jesienią i zimą stosuje się też dietę równoważącą kapha, w której zaleca się używanie produktów ostrych, gorzkich i cierpkich. Letnia bądź późnowiosenna lekkostrawna pitta bazuje z kolei na warzywach i owocach. Przeważają w niej smaki słodki, cierpki i gorzki.


Stare hinduskie powiedzenie mówi, że je się wtedy, gdy jest się głodnym lub kiedy jest się częstowanym jedzeniem przygotowanym z miłością, bo nie tylko potrawy wpływają na emocje, ale i emocje oddziałują na potrawy.


PODRÓŻE PO ZDROWIE


Shirodhara to masaż na tzw. trzecie oko

shirodhara ayurveda therapy 3 220
© KERALA TOURISM

Jeśli cierpimy na jakiekolwiek chroniczne dolegliwości, czujemy się zmęczeni, ociężali, brakuje nam kreatywności i radości, warto zastanowić się nad połączeniem urlopu z przywracającą harmonię duszy i ciału terapią. Taki uzdrawiający wyjazd to również kurs zdrowego życia. Uczestnictwo w nim pozwoli nam po powrocie wprowadzić do naszej codzienności zmiany mające na celu poprawę naszego samopoczucia, zwiększenie witalności i polepszenie kondycji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Niezależnie od tego, czy uskarżamy się na bóle głowy, dermatozy, bezsenność, nadciśnienie, nadwagę, problemy żołądkowe, alergie, cellulit albo nie potrafimy sobie poradzić z negatywnymi emocjami, specjaliści ajurwedy znajdą sposób, aby nam pomóc. Według tego systemu medycyny każda dysfunkcja organizmu to wynik zaburzenia naturalnej energii biologicznej, której równowagę możemy przywrócić dzięki odpowiednim zabiegom, ćwiczeniom (dla ciała i umysłu), diecie i zdrowemu stylowi życia.


Najpopularniejszymi kierunkami na ajurwedyjski urlop są niezmiennie Indie, szczególnie ich południowo-zachodni, tonący w zieleni stan Kerala, oraz równie zielona i egzotyczna Sri Lanka. Te osoby, które z jakichś powodów nie chcą lub nie mogą sobie pozwolić na wypoczynek w odległej Azji, zapraszają w swoje gościnne progi coraz liczniejsze polskie ośrodki specjalizujące się w tej starożytnej indyjskiej filozofii.


ZIELONA KERALA

Ajurweda na pierwszy rzut oka wydaje się nam, mieszkańcom Europy, ciekawostką i jedną z wielu możliwości poprawy kondycji organizmu i jakości życia. Jednak w Indiach (tak samo zresztą jest w Nepalu) to oficjalna gałąź medycyny, z której korzysta ok. 80 proc. społeczeństwa tego ogromnego kraju, a także dyscyplina uniwersytecka. Trudno zliczyć wszystkie indyjskie centra ajurwedyjskie, lecz turyści wciąż najchętniej wybierają te znajdujące się w Kerali.


Ten stan, nazwany według pewnych teorii od palmy kokosowej (kera), uchodzi za jeden z najbogatszych w całym państwie i z pewnością najbardziej zielonych. Szczyci się mianem jedynego, w którym komuniści przejęli władzę w wyniku głosowania, a nie rewolucji, szerokim dostępem do służby zdrowia i edukacji oraz wyższymi niż w innych częściach Indii wynagrodzeniami, co przekłada się na zadowolenie z życia i niezwykłą serdeczność mieszkańców. Zresztą trudno się nie cieszyć, gdy żyje się w tak przepięknym miejscu. W Kerali znajdziemy zarówno długie piaszczyste plaże, oddzielone od reszty lądu równym szeregiem kokosowych palm, tropikalną dżunglę pełną dzikich zwierząt (przy odrobinie szczęścia można zobaczyć tu słonie indyjskie i tygrysy bengalskie w ich naturalnym środowisku), pokryte plantacjami herbaty pasmo górskie Ghaty Zachodnie, gdzie jak ryby w wodzie poczują się miłośnicy m.in. wspinaczki i trekkingu, jak i niezmiernie malowniczy rejon lagun, jezior, rzek i kanałów. W granicach keralskich rozlewisk (tzw. backwaters) występują niezliczone gatunki ptaków, np. dostojne kormorany, długoszyje wężówki czy turkusowe zimorodki. Ludzie żyją tutaj jak przed wiekami, w symbiozie z otaczającą ich wodą. Charakterystyczną atrakcję turystyczną w tym regionie stanowi rejs luksusową drewnianą łodzią mieszkalną (kettuvallam) lub bardzo zwrotnym sportowym kajakiem.


Wśród wspaniałych krajobrazów tej części Indii powstało mnóstwo ośrodków ajurwedy – nie tylko typowych centrów medycznych, lecz również ekskluzywnych resortów. Niezależnie od tego, czy wybierzemy kryty liśćmi palmowymi bungalow na plaży, domek na drzewie w dżungli, z którego można w spokoju obserwować dziką przyrodę, czy romantyczny hotel nad brzegami rozlewiska, gdzie co rano budzić nas będzie ptasi świergot, a do snu kołysać żabi koncert, od samego początku będziemy otoczeni troskliwą opieką. Mieszkańcy Kerali wiedzą, jak sprawić, żeby odwiedzający ich goście poczuli się wyjątkowo. W ośrodku przywitają nas dźwięki bębnów, tradycyjnie ubrana hostessa zawiesi nam na szyi upleciony ze świeżych kwiatów lub owoców kardamonu naszyjnik, a na czole namaluje znak bindi – czerwoną kropkę, która ma chronić przed utratą energii życiowej. Po powitalnym drinku z tropikalnych owoców (oczywiście, bez alkoholu) rozpoczniemy naszą indyjską przygodę z ajurwedą.


Warto też dodać, że ten stan słynie na całym świecie ze swoich przypraw. Trudno jest wyobrazić sobie lepsze miejsce na zmianę nawyków żywieniowych niż krainę pachnącą kardamonem, kurkumą, gałką muszkatołową, pieprzem, wanilią i cynamonem. Podniebienie kuszą tu soczystymi kolorami kokosowe i orzeźwiająco miętowe sosy chutney, a smak ostrego curry łagodzą pyszne soczewicowo-ryżowe placki idli (idly) lub indyjskie pieczywo, którego mamy ogromny wybór – od drożdżowego chleba naan po przaśne placuszki chapati (ćapati). Podczas śniadań królują rozpływające się w ustach naleśniki dosa. Keralska kuchnia zachwyci z pewnością każdego!


Poza Keralą profesjonalne ośrodki ajurwedy znajdziemy w całych Indiach. Najpopularniejsze są jednak te w słynącym z pięknych plaż nad Morzem Arabskim stanie Goa, a także te usytuowane na północy, w spokojnych i cichych rejonach u podnóży Himalajów. Większość z nich leży wśród wspaniałych ogrodów urozmaiconych oczkami wodnymi, gdzie po masażach i ćwiczeniach możemy odpocząć w hamaku w cieniu wysmukłych palm kokosowych lub ochłodzić się w basenie. Niektóre indyjskie centra ajurwedyjskie wyglądają natomiast jak nowoczesne szpitale, dlatego warto przed wyjazdem dokładnie zapoznać się z ofertami, aby z mnóstwa propozycji wybrać dokładnie to, czego szukamy.


EGZOTYCZNA SRI LANKA


Ziołowe kąpiele pozwalają się zrelaksować i zapomnieć o bożym świecie

source

© SRI LANKA TOURISM
Wyobraźmy sobie idealne otoczenie do wykonywania relaksujących i uzdrawiających masaży. Bujna dżungla z mnóstwem dzikich zwierząt i wodospadów przeplata się z tarasowymi polami ryżowymi i plantacjami herbaty oraz ciągnącymi się kilometrami piaszczystymi plażami. W oddali majaczy architektura cudownych starożytnych miast. To wszystko znajdziemy na mającej zaledwie ponad 65 tys. km2 wyspie Cejlon, na której leży Sri Lanka. Ona również należy do najpopularniejszych na świecie rejonów praktykowania ajurwedy. Ściągają na nią miliony turystów z całego globu.


Sri Lanka szczyci się własną odmianą systemu bazującą na zestawach receptur i zaleceń, przekazywanych z pokolenia na pokolenie przez rodziny królewskie przez ponad 3 tys. lat (tutejsi starożytni władcy byli też wybitnymi autorytetami w dziedzinie tej medycyny). Dziś także specjaliści od ajurwedy cieszą się wysoką pozycją w hierarchii społecznej kraju. Istnieje nawet powiedzenie mówiące, że jeśli nie możesz być królem, zostań uzdrowicielem, a ośrodki ajurwedyjskie odnajdziemy w każdym zakątku wyspy.


Najpopularniejsze centra na Sri Lance znajdują się na południowo-zachodnim i południowym wybrzeżu, choć wiele leży również w głębi lądu wśród malowniczych pól herbacianych. Większość z nich, poza wchodzącymi w skład programu odnowy konsultacjami z mistrzami tego rodzaju medycyny i dietetykami, zajęciami jogi, zabiegami oczyszczania i masażami, oferuje swoim gościom doskonałe warunki do wypoczynku w otoczeniu bujnej tropikalnej roślinności i odgłosów przyrody, baseny z widokiem na Ocean Indyjski, a nawet biblioteki pełne książek i – oczywiście – całodobową obsługę. Możemy wybierać między luksusowymi resortami najwyższej klasy a ekologicznymi kompleksami złożonymi z komfortowych bambusowych bungalowów harmonijnie wkomponowanych w naturalny krajobraz wyspy.


Czy na miejsce kuracji wybierzemy piękne lankijskie plaże, porośnięte herbacianymi krzewami malownicze wzgórza, czy tropikalną dżunglę, w przerwie pomiędzy kolejnymi relaksującymi i uzdrawiającymi sesjami powinniśmy wybrać się na safari do jednego z ponad 20 parków narodowych (aż jedna trzecia powierzchni tego kraju jest pod ochroną). W trakcie wyprawy zobaczymy bawoły, słonie indyjskie, krokodyle błotne i różańcowe, wargacze leniwe, lamparty, pangoliny gruboogonowe i liczne gatunki egzotycznych ptaków w ich naturalnym środowisku (m.in. endemiczne kury, syczki czy gwarki cejlońskie). Miłośnikom historii i sztuki spodoba się natomiast wycieczka do regionu określanego jako Trójkąt Kulturowy. Jego granice wytyczają trzy dawne syngaleskie stolice: Anuradhapura, Polonnaruwa i Kandy. Do tego rejonu zalicza się także niezmiernie ciekawe miasto Dambulla z wykutą w skałach buddyjską złotą świątynią i zapierające dech w piersiach stanowisko archeologiczne Sigirija (Sigiriya, czyli Lwia Skała). Na pamiątkę warto kupić wydobyty na wyspie kamień szlachetny lub półszlachetny. Wybór jest ogromny – od niebieskich, czerwonych i białych szafirów, przez ametysty, granaty bądź topazy, po akwamaryny i kamienie księżycowe. Polecam też wypłynąć w morze w poszukiwaniu delfinów i wielorybów. Tak z pewnością wyglądają wymarzone wakacje.


SZCZYTY HIMALAJÓW

Dla osób, które niezbyt dobrze czują się w gorącym i wilgotnym tropikalnym klimacie, doskonałym miejscem na uzdrawiające ajurwedyjskie wakacje będzie Nepal. Ten kraj słynie z obfitości ziół o zdrowotnych właściwościach. Ponad 3,5 tys. gatunków roślin stosowanych do masaży i wytwarzania leczniczych receptur rośnie u podnóży Himalajów. Specjaliści uważają, że góry, słońce, deszcz i wiatr przyczyniają się do zwiększenia poziomu uzdrawiającej energii charakteryzującej tutejszą florę.


Ajurweda ma w Nepalu niezmiernie długą tradycję (podobną do indyjskiej) i jest uznawana za pełnoprawną dziedzinę medycyny. Znajdziemy tu zatem zarówno ajurwedyjskie gabinety lekarskie, jak i komfortowe ośrodki wypoczynkowe, których zdecydowana większość leży w otoczonej białymi himalajskimi szczytami Kotlinie Katmandu lub w urokliwych okolicach miasta Pokhara. Warto podkreślić, że w nepalskich centrach ze względu na niezwykłą gościnność mieszkańców panuje często wyjątkowo domowa atmosfera. Podczas pobytu w nich będziemy czuli się bardziej jak na wakacjach u przyjaciół czy rodziny niż w hotelu.


AJURWEDA W POLSCE

Choć ta starożytna indyjska medycyna przybyła do Polski stosunkowo późno, od kilku lat zdobywa coraz więcej zwolenników. Powiększa się też grono praktykujących ją osób. Pierwszy w naszym kraju ośrodek ajurwedyjski – Centrum Ajurwedy – powstał w Warszawie w 2004 r. Reprezentował on Polskę na międzynarodowym forum jako członek założyciel European Ayurveda Association (organizacji, w której warto szukać informacji na temat rzetelności interesującego nas miejsca). Obecnie działa jedynie kilka polskich placówek specjalizujących się w tego rodzaju medycynie, ale większość z nich zatrudnia ekspertów szkolonych w Indiach i zaprasza jej mistrzów na sesje dla pacjentów i kursy dla personelu. Poza warszawskim Centrum Ajurwedy i innymi ośrodkami pojawiającymi się ostatnio jak grzyby po deszczu głównie w dużych miastach kilkudniową relaksującą kurację odbędziemy w Hotelu Warszawianka w Jachrance pod Serockiem, w bieszczadzkim kompleksie Solinianka Villas & Spa, Kinga Hotel Wellness w Czorsztynie, Pałacu Sulisław położonym między Wrocławiem a Opolem, Hotelu Zamek Ryn na Mazurach, GrandHotelu Tiffi w Iławie, Młynie Jacka Hotel & Spa w Wadowicach, a także w mniejszych salonach odnowy biologicznej w całym kraju.


Placówki praktykujące ajurwedę w Polsce oferują zarówno terapie uzdrawiające i przywracające równowagę umysłu i ciała, porady dietetyczne, zestawy ćwiczeń fizycznych i oddechowych, jak i konsultacje dotyczące stylu życia i wybór produktów z zakresu ziołolecznictwa. Coraz więcej informacji na temat tego hinduskiego systemu medycznego pojawia się również w polskiej prasie, na blogach i portalach o tematyce prozdrowotnej. Warto zainteresować się tą problematyką, ponieważ nawet drobne zmiany w codziennej rutynie mogą korzystnie wpłynąć na kreatywność, witalność i ogólne zadowolenie z siebie. A nawet jeśli wydaje nam się, że nie potrzebujemy znacząco poprawiać jakości naszego życia, relaksująca wizyta w ajurwedyjskim centrum w Polsce, Indiach, Nepalu czy na Sri Lance z pewnością pozwoli nam doskonale wypocząć i poznać bliżej swoje wnętrze.

Artykuły wybrane losowo

Wakacje w siodle

konie_w_wodzie.jpg

Rajd konny koło Pałacu i Folwarku Galiny

©PAŁAC I FOLWARK GALINY


DOROTA WAGA

 

Turystyka aktywna cieszy się wciąż niesłabnącą popularnością. Wydaje się, że im więcej godzin spędzamy przed ekranem komputera albo telewizora lub w fotelu samochodowym, tym częściej w czasie wolnym chcemy zażywać ruchu. Wybieramy się więc na wędrówki po górach, spływy kajakowe, rejsy po wodach śródlądowych, czy nawet morzach i oceanach, , a także szczególnie ostatnio modne rajdy rowerowe. Coraz szersze zainteresowanie budzą też wyprawy konne, które przebojem zdobywają sobie rzesze oddanych wielbicieli na całym świecie, również w Polsce.

Więcej…

Tajlandia zmysłowa

 

 

temple_of_the_emerald_buddha.jpg

Bangkocka Świątynia Szmaragdowego Buddy

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND

Katarzyna Byrtek

 

Prawdopodobnie większość Europejczyków słyszała o tajskich niebiańskich plażach, białym piasku i lazurowej wodzie. Jednak Tajlandia to nie tylko rajska kraina uśmiechów, idealna na wakacyjny leniwy wypoczynek, lecz także kraj dostarczający różnorodnych i mocnych wrażeń. Zapewnią nam je m.in. degustacje najlepszej kuchni świata, oglądanie emocjonujących walk boksu syjamskiego („muay thai”) na ringu i zwiedzanie niezmiernie kolorowego podwodnego królestwa zamieszkanego przez wyjątkowe stworzenia. 

Z klimatyzowanego samolotu przez klimatyzowany terminal docieram aż do metra prowadzącego do centrum Bangkoku. Wagon pociągu jest tak wychłodzony, że nie zdejmuję i nie chowam swojego europejskiego swetra. Wkrótce dojeżdżamy jednak do stacji końcowej i wysiadam w bangkocką noc – parną, duszną, gorącą tak, że fala ciepła zatrzymuje mnie na peronie na ułamek sekundy. Moje ciało ciągle pamięta środek warszawskiej zimy. Jak ja tu będę żyć przez dwa miesiące – myślę. W Tajlandii w najchłodniejszym okresie temperatura sięga 30°C, a woda w morzu nagrzewa się do 26°C. W trakcie naszej jesieni i zimy trwa w tym rejonie pora sucha, a powietrze jest przyjemniejsze i mniej wilgotne niż np. w lecie, kiedy część kraju dręczą uparte monsuny i deszcze. Wytchnienie dają klimatyzowane pomieszczenia. Zresztą mieszkańcy całej Azji Południowo-Wschodniej mają niemal obsesję na punkcie chłodzenia się. Klimatyzacja zwykle bywa nastawiona nie na komfortowe dla Europejczyka 20–22°C, ale na temperaturę znacznie niższą. Dlatego do kina zawsze trzeba się ciepło ubrać, przed podróżą nocnym autobusem wyjąć bluzę i szal, a nawet narzucić coś na siebie przy każdej przejażdżce metrem.

Tajlandia cieszy się dużą popularnością wśród turystów z całego świata głównie ze względu na przepiękne plaże i lazurowe morze. Warto jednak wyjść nieco poza ten schemat, zrezygnować z błogiego wylegiwania się na złotym piasku choć na kilka dni i przeżyć o wiele więcej. To idealny cel wyjazdów dosłownie dla wszystkich – rodzin z dziećmi, backpackerów, którzy muszą nieraz zaciskać pasa, miłośników sportów i wielbicieli leniuchowania, samodzielnych podróżników czy królów imprez.

Raj dla kubków smakowych

Jedzenie stanowi wielką atrakcję w czasie wizyty w Tajlandii. Nie bez powodu kuchnia tajska uważana jest za najciekawszą i najlepszą na świecie. Niespróbowanie miejscowych przysmaków byłoby prawdziwym grzechem. Trzeba jednak pamiętać, że tosty zapiekane z szynką sprzedawane w popularnej sieci sklepów 7-Eleven wcinają tylko przyjezdni, a tutejsze śniadanie, obiad i kolacja niespecjalnie się od siebie różnią – rano można spokojnie zajadać się grillowaną wieprzowiną, kurczakiem czy dużą miską wywaru mięsnego z makaronem ryżowym.

Jeśli do obiadu nie dostaliście pałeczek, lecz sztućce, nie martwcie się, nikt nie zwątpił w wasze umiejętności posługiwania się nimi. W Tajlandii większość dań je się po prostu łyżką i widelcem (noże to rzadkość). Pałeczki, razem z łyżką, podawane są najczęściej do zupy z makaronem ryżowym.

W kuchni tajskiej wszystko kręci się wokół ryżu (zamówić go można nawet w miejscowym KFC), intensywnych przypraw i różnych rodzajów mięsa. Najsłynniejsze jest boskie pad thai, czyli smażony makaron ryżowy m.in. z jajkiem, sosem rybnym, orzeszkami, krewetkami, serwowany z połówką limonki i kiełkami. Nie wolno nie spróbować chociaż jednej z wersji curry (mieszanki przypraw rozprowadzanej w mleku kokosowym podawanej z mięsem, warzywami i ryżem) – do wyboru czerwone, zielone, żółte bądź łagodniejsze phanaeng curry (panang curry lub penang curry). Z kolei tom yam (tom yum) to intensywna kwaśno-pikantna zupa na mleku kokosowym. Ciekawą propozycję na lunch stanowi też sałatka z papai. Na deser często zamawia się lepki ryż khao niaw z bananem, mlekiem kokosowym czy jajkiem.

Przed wyruszeniem na wędrówkę w poszukiwaniu tajskich specjałów trzeba również odrzucić restrykcyjne zasady polskiego sanepidu, aby móc beztrosko zapuścić się w uliczki, gdzie na każdym kroku spotkać można dymiące wózki pełne świeżo przygotowanych smakołyków (wspomnianej zupy albo np. nadzianego na patyki mięsa). Wokół nich chaotycznie poustawiane są małe stoliki z niskimi plastikowymi krzesłami – nie ma na nich serwetek i sztućców, ale atmosfera jedzenia na ulicy jest niepowtarzalna. We wszystkich miastach i punktach, gdzie zatrzymują się autobusy dalekobieżne, znajduje się przynajmniej kilka niewielkich targów, na których oprócz świeżych owoców czy ryb sprzedaje się przeróżne mieszanki mięsa z lokalnymi warzywami przyprawione prawdziwie po tajsku. Posiłki na wynos pakuje się do zawiązywanych woreczków. Duża część lokali typowo restauracyjnych powstała dla turystów, dlatego ceny bywają w nich nawet kilkakrotnie większe, a dania – nie zawsze oryginalne.

W słynnej nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej Pattaya,uchodzącej za jedno z centrów seksbiznesu,koniecznie należy odwiedzić chińsko-tajskie restauracje z rodzaju all you can eat (pol. jesz, ile chcesz). Pośrodku stołu znajduje się w nich wielki rozgrzany gar, w którym goście samodzielnie gotują lub przysmażają jedzenie. W formie szwedzkiego stołu wystawione są przeróżne warzywa, owoce, mięsa i najrozmaitsze owoce morza. Większe porcje tych dwóch ostatnich składników można wybrać samemu i oddać w ręce obsługi, która przygotuje je na grillu.

Moje własne curry

W Tajlandii przyrządzimy też miejscowe przysmaki samodzielnie pod okiem doświadczonego szefa kuchni w czasie kursu gotowania. Nawet największym obżartuchom powinien wystarczyć półdniowy wariant takiego szkolenia, w trakcie którego przygotowuje się kilka dań, a potem je konsumuje. W menu pojawiają się doskonała zupa kokosowa tom kha czy wspomniana już tom yam, makaronowe pad thai, jeden z rodzajów sajgonek i deser. W moździerzu uciera się również proszek curry, którego później dodaje się do potrawy z ryżem. Takie własnoręcznie przyrządzone specjały to prawdziwe niebo w gębie.

Największy wybór godnych polecenia kursów gotowania znajdziemy w mieście Chiang Mai, położonym w północnej części kraju. To jeden ze standardowych przystanków wszystkich turystów w Tajlandii, dlatego zaplecze usługowe jest w nim na tyle rozwinięte, że przyjezdni mogą siedzieć tu ponad tydzień i nigdy się nie nudzić.

Dzień najlepiej zacząć na lokalnym targu. Niektóre sprzedawane na nim produkty są tak niezwykłe, że człowiek z Europy Środkowej nie tylko dziwi się, że Tajowie je jedzą, ale też zastanawia, jak to robią. Do najsłynniejszych tego typu osobliwości należy zielonkawy durian z grubą skórką przypominającą nieco kolce. Ciągnie się za nim opinia najbardziej śmierdzącego owocu świata. Kiedy w pokoju w hostelu czuć zapach starych skarpetek, niekoniecznie winę za to musi ponosić niechlujny współlokator. Może ktoś nielegalnie (większość obiektów noclegowych wywiesza kartki z rysunkiem przekreślonego duriana) przemycił cuchnący smakołyk. Podobno nie wolno spożywać go także z alkoholem lub kawą.

Ciało do ciała

Po spacerze z orzeźwiającym świeżo zmiksowanym sokiem z owoców egzotycznych w ręce przychodzi czas na relaks. Wbrew obiegowej opinii większość tajskich masaży wcale nie kończy się zaspokojeniem seksualnym. Zabieg ten ma długą historię, a za jego legendarnego twórcę uchodzi sam lekarz Buddy – Shivago Komarpaj (Jīvaka Komarabhācca), żyjący ok. VI w. p.n.e. W rzeczywistości rozwój tej techniki masowania był bardziej złożony, bo czerpie ona z tradycji Chin, Indii i innych południowoazjatyckich krajów.

Wizyta w miejscowym salonie bywa niełatwym przeżyciem dla osób nieśmiałych i kruchych – taki masaż jest wyjątkowo kontaktowy i intensywny. Przed nim rozbieramy się do majtek albo zakładamy coś w rodzaju luźnego szlafroka i kładziemy się na materacu lub specjalnej leżance. W trakcie zabiegu masażystka używa różnych części ciała: łokci, stóp, kciuków bądź przedramion, może na nas siadać, trzymać za rękę, przyciskać nasze ciało do swojego. W przypadku tej techniki nie chodzi tyle o delikatne ugniatanie mięśni i skóry, co o naciskanie odpowiednich punktów i rozciąganie. Tajski masaż łączy elementy akupresury, pasywnej jogi i refleksologii. Czasem wywołuje chwilowy ból, ale po wszystkim człowiekowi wydaje się, że jest na tyle rozciągnięty, iż urósł kilka centymetrów. Taka sesja niesamowicie odpręża, dlatego zaleca się korzystanie z jej dobrodziejstw przynajmniej raz w tygodniu, nie tylko na urlopie. Osoby krępujące się tak bliskiego kontaktu z obcym człowiekiem mogą skusić się na wymasowanie stóp czy karku i głowy. Salony masażu znajdziemy tutaj dosłownie wszędzie, m.in. na południowych wyspach, w Bangkoku lub północnym Chiang Mai (gdzie działa zresztą najbardziej renomowana szkoła masażu).

Wielki błękit

scuba_diving_andaman_sea.jpg

W wodach Morza Andamańskiego nurkowie spotkają m.in. rekiny brodate

©THAITRAVELMART.COM



Ciepłe przejrzyste morze, bogactwo kolorowych ryb i zapierające dech w piersiach rafy koralowe przyciągają co roku do południowej Tajlandii tysiące turystów, a podwodny świat tego regionu od zawsze trafia do pierwszych dziesiątek rankingów najciekawszych nurkowisk na ziemi. Jeśli ktoś nie wie nic o nurkowaniu, to nic nie szkodzi. Może kupić albo wypożyczyć maskę, rurkę oraz płetwy i wybrać się na eksplorację dna morskiego na własną rękę na płytkie wody blisko brzegu. Dobrze dopytać się o lokalne warunki – w niektórych miejscach występują silne prądy lub fale, które wyrzucają na skały czy rafy. Najlepsze do snorkelingu są okolice wysp Koh Lipe, Koh Chang i Koh Samui.

Warto jednak zarezerwować sobie kilka dni bądź tydzień i wykupić podstawowy kurs nurkowy ze sprzętem – tutejsze ceny należą do najkorzystniejszych na świecie, a to, co zobaczymy pod powierzchnią morza w Tajlandii, jest zdecydowanie atrakcyjniejsze niż widoki podczas szkoleń prowadzonych na basenie i jeziorach w Polsce. Co więcej, sprzyjające warunki panują tu cały rok (z małymi wyjątkami), temperatura wody w zasadzie nie spada poniżej 26°C, a najlepszy okres do nurkowania to styczeń–marzec, czyli szczyt tajskiego sezonu. Zwykle nie ma konieczności zapisywania się na lekcje z wyprzedzeniem. Nawet na mniejszych turystycznych wyspach działa po kilka firm, bez problemu już na miejscu sprawdzimy ceny, dostępność i terminy kursów. Dobrze też zainteresować się, jakie certyfikaty posiada instruktor, czy dogadamy się z nim w jakimś języku, którym władamy, i co dokładnie zawiera dana oferta.

Cisza pod wodą, otaczające człowieka rozległe przestrzenie czy uczucie latania to dodatkowe argumenty przemawiające za spróbowaniem nurkowania. Niemal 75 proc. wszystkich gatunków fauny morskiej i koralowców na świecie występuje właśnie w Azji Południowo-Wschodniej – od malutkich koników morskich, przez płaszczki, ośmiornice, węże wodne, po kilku- lub kilkunastometrowe ryby. Spotkania z tymi stworzeniami nigdy się nie zapomina. Zachwycają również podwodne jaskinie, bloki skalne i wraki łodzi. Tajlandię można podzielić na trzy rejony idealne dla nurków. Pierwszy z nich stanowi zachodnie wybrzeże ze słynną wyspą Phuket oraz archipelagiem Phi Phi, leżący na północ od niego obszar, na który składają się wyspy Similan, Koh Bon, Koh Tachai i Skała Richelieu (Richelieu Rock), a także region południowy, czyli Koh Haa, Hin Daeng, Hin Muang i Koh Lipe. Z kolei w północnej części Zatoki Tajlandzkiej warto odwiedzić Pattayę i Koh Chang. Natomiast na jej południowym terenie miłośników podwodnych przygód przyciągają Koh Tao i Koh Samui.

Na siedzeniu tuk-tuka

phi-ph-island-1.jpg

Koh Phi Phi Don jest największą wyspą w archipelagu Phi Phi

©TOURISM AUTHORITY OF THAILAND



Istnieje wiele sposobów podróżowania po kraju Tajów. Wielką frajdą będzie na pewno zwiedzanie wybranej wyspy na własną rękę wypożyczonym na jeden lub kilka dni skuterem. Samodzielne prowadzenie środka transportu (wynajęcie samochodu bywa znacznie droższe) daje dużą niezależność. Nie tylko nie jesteśmy wówczas uzależnieni od rozkładów jazdy, lecz także bez problemu możemy zatrzymać się przy opuszczonej rajskiej plaży i wskoczyć wprost do orzeźwiającej wody.

W dużym mieście warto choć raz przejechać się tuk-tukiem, czyli autorikszą pełniącą funkcję taksówki. Taki trzykołowy pojazd wygląda jak motor z dobudowanym z tyłu wózkiem, który pomieści kilka osób. Jazda zatłoczonymi ulicami Bangkoku podniesie ciśnienie krwi niejednemu Europejczykowi. Jeśli ktoś podróżuje samodzielnie, może skorzystać z taksówek motorowych i skuterowych. Pasażer plecak wkłada pod kierownicę i wskakuje na siedzenie za kierowcą, który pędzi, przeciskając się między samochodami i ignorując większość znaków drogowych. Trudno powiedzieć, czy to aby na pewno bezpieczne, ale przeżycia z takiej przejażdżki są z pewnością niezapomniane.

Tajlandia to wręcz wymarzone miejsce dla miłośników morza i wysp, a co za tym idzie, zapalonych żeglarzy. Wystarczy zebrać grupę znajomych i wypożyczyć jacht albo katamaran, aby przemierzać bezkresną Zatokę Tajlandzką, a podczas rejsu zatrzymywać się w każdej chwili przy opuszczonych lądach, opalać bez towarzystwa tłumu turystów i nurkować z maską wśród bajecznych raf koralowych.

W świetle księżyca

shopping_at_khao_san_road1.jpg

Ulicę Khao San w centrum Bangkoku odwiedzają tłumy turystó

©THAITRAVELMART.COM



Wieczorem siadamy w jednym z barów. Noc jest gorąca, w środku stoją plastikowe krzesła i stół bilardowy, gra głośna muzyka. Podają tutaj tajskie piwa Chang i Singha bądź popularnego Tigera z Singapuru, czasem z lodem. Dla niektórych wakacje to moment, kiedy wreszcie mogą beztrosko imprezować i nie martwić się wczesnym wstawaniem. Do najlepszych do tego miejsc należy Bangkok – znajdziemy w nim słynną ulicę dla backpackerów Khao San, luksusowe bary na dachach wieżowców (rooftop bars) czy dzielnicę czerwonych latarni Patpong odwiedzaną przez licznych zagranicznych przybyszów. Wiele osób przyciągają kolorowe nocne światła położonego na wybrzeżu miasta Pattaya, centrum tajskiego seksbiznesu, w którym przy głównej ulicy działają kluby dla gejów oraz lokale oferujące pokazy erotyczne lub występy kathoey, czyli tzw. ladyboys (osób, które przyswoiły sobie cechy przeciwnej płci, uważanych w buddyzmie za trzecią płeć). Dzikie noce w ociekającej alkoholem i seksem Pattayi niezbyt przypadną do gustu osobom ceniącym zwykłego typu rozrywki czy rodzinom z dziećmi. Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że seksturystyka to nie tylko niewinna wakacyjna zabawa, lecz także branża kontrolowana przez mafie i związana z wykorzystywaniem kobiet oraz zmuszaniem nieletnich do prostytucji.


Bawić można się wszędzie, ale dobre towarzystwo i odpowiedni termin to czasem podstawa. Tajlandia słynie na świecie z full moon party, czyli całonocnych imprez nad brzegiem morza organizowanych na południu kraju w dzień przed pełnią księżyca, w jej trakcie albo dzień po niej. Zwyczaj ten zainicjowano na plaży Haad Rin na wyspie Phangan w południowo-wschodniej części Zatoki Tajlandzkiej. W 1985 r. odbyło się pierwsze takie wydarzenie dla kilkudziesięciu osób. Wkrótce zyskało sławę i dziś przyciąga przynajmniej kilka tysięcy uczestników, w większości turystów, a jego odpowiedniki spotkamy również na innych wyspach. Na full moon party usłyszymy muzykę reggae, trance, rhythm and blues, techno, house czy drum and bass. Alkohol leje się strumieniami, nierzadko pojawiają się też inne środki odurzające. Trzeba jednak wiedzieć, że kary za posiadanie i sprzedawanie narkotyków w Tajlandii są wyjątkowo surowe.

Emocje na ringu

Wielbiciele widowisk podnoszących poziom adrenaliny we krwi także nie będą się w tym kraju nudzić. Muay thai, czyli boks tajski (boks syjamski), to bardzo popularna sztuka walki, szczycąca się niemal statusem sportu narodowego i przyciągająca tysiące żądnych wrażeń Tajów i zagranicznych turystów. Zwykle podoba się nawet osobom, które nie są fanami bijatyk na ringu. Ma wielowiekową tradycję, a wiele ze starych elementów przetrwało do dzisiaj – pojedynek zaczyna się od rytualnego tańca wojownika wai khru. Kiedyś w jego trakcie prezentowano region, z którego pochodził zawodnik. Ta część stanowi jednocześnie rozgrzewkę. Cała walka odbywa się na stojąco, przeciwnicy używają niskich kopnięć okrężnych, uderzeń łokciami i kolanami oraz tzw. klinczu, czyli chwytu klamrowego rękami. Niesamowitą atmosferę na widowni tworzy rozemocjonowana publiczność zawsze reagująca na silniejszy cios, przekrzykująca się, obstawiająca wynik w każdym momencie spotkania. Walczą w większości Tajowie, ale zdarzają się też zawodnicy z innych krajów. Niektórzy z nich są bardzo młodzi – trafiają się nawet 15-latkowie. Za najlepsze areny bokserskie uchodzą Lumpinee Boxing Stadium i Rajadamnern Stadium w Bangkoku oraz te na Phuket i Koh Samui czy w Chiang Mai.

Noc w dżungli

Liczne parki narodowe, dziewicza przyroda i zielona dżungla, w głąb której urządza się kilkudniowe wędrówki, czekają na wszystkich mających odwagę zejść nieco ze standardowego szlaku pełnego piaszczystych plaż i taniego piwa Chang. Leśnych ścieżek i zorganizowanych wycieczek szukać można w różnych częściach kraju, zarówno na popularnej północy, jak i w regionie wschodnim, często omijanym przez turystów. Dużo wypraw trekkingowych organizuje się w prowincjach Chiang Mai i Chiang Rai, Mae Hong Son, Kanchanaburi, Krabi, dystrykcie Mae Sot czy Parku Narodowym Khao Yai. Jeśli musimy wybrać jedno miejsce, warto zaufać ekspertom z UNESCO i odwiedzić Kompleks Leśny Dong Phayayen-Khao Yai, leżący w środkowej Tajlandii, stosunkowo niedaleko od stolicy. Podczas planowania wędrówek należy brać pod uwagę porę roku. Inaczej niż na wybrzeżu w okresie zimowym temperatura powietrza na terenach wyżej położonych bywa znacznie niższa od tej panującej w pozostałych miesiącach.

Światło i dym

Tajlandia to kraj o długiej historii i bogatej tradycji, dobrze więc poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z jej najważniejszymi zabytkami i dowiedzenie się czegoś więcej o dominującym tutaj buddyzmie. Do obowiązkowych miejsc do zwiedzenia w Bangkoku zaliczają się przepiękny Wielki Pałac Królewski z Wat Phra Kaew (Świątynią Szmaragdowego Buddy), jedna z najstarszych tajskich budowli sakralnych Wat Pho (Świątynia Leżącego Buddy) oraz Wat Suthat z 28 chińskimi pagodami symbolizującymi 28 postaci Buddy. Na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO znajdują się m.in. stanowisko archeologiczne Ban Chiang, dawna stolica Syjamu Ayutthaya, ruiny miasta Sukhothai czy rezerwaty dzikiej przyrody rozciągające się wzdłuż granicy z Birmą występujące pod wspólną nazwą Thung Yai-Huai Kha Khaeng.

Choć flaga Tajlandii jest niebiesko-biało-czerwona, to zdecydowanie dominują tu kolory pomarańczowy, złoty i biały. Można się o tym przekonać w trakcie jednego z buddyjskich świąt. W jakimkolwiek mieście wtedy będziemy, udajmy się do najbliższej świątyni i przeżyjmy je razem z Tajami. W czasie pełni księżyca obchodzi się Makha Bucha (Magha Puja), kiedy to rozbłyskają setki świateł, a w powietrzu unosi się dym. Pochód ze świeczkami i kwiatami prowadzony przez ubranych na pomarańczowo mnichów okrąża kilkakrotnie kompleks świątynny. Z kolei Songkran to tradycyjny tajski Nowy Rok (wypada na połowę kwietnia). Na ogół spędza się go w gronie rodziny, a do jego zwyczajów należy obmywanie posągów Buddy w świątyniach lub w czasie procesji (przewozi się je na bagażnikach samochodów). Przez kilka dni ulice pełne są roześmianych ludzi, którzy malują się białą kredą i oblewają wodą. Przypomina to trochę nasz śmigus-dyngus.

Tajskie niezwykłości

W Tajlandii zaskoczy nas wiele rzeczy. Na śniadanie dostaniemy ryż z mięsem lub zupę z makaronem ryżowym, a niedojrzałe mango serwuje się tu z sosem rybnym albo chilli. Do większości potraw otrzymamy łyżkę i widelec. Piwo z kolei często podaje się z lodem.

Do zwykłych widoków należą w tym kraju mnich bawiący się telefonem komórkowym czy słonie spacerujące po ulicach. Na drogach trzeba zachować ostrożność, bo przepisy dla uczestników ruchu traktuje się raczej jako wskazówki niż nakazy i zakazy.

Niemal wszystkie kremy dostępne w sklepach przeznaczone są do rozjaśniania skóry. Klimatyzacja w środkach komunikacji i pomieszczeniach ustawiona jest na dość niską temperaturę – sweter w autobusie to konieczność. Hymn państwowy rozbrzmiewa z głośników dwa razy dziennie, dodatkowo również przed każdym seansem w kinie.

Wenezuela – świat piękna

salto_angel_en_alta.jpg

Najwyższy na świecie wodospad Salto Ángel spływa z Auyantepui

© HOVER TOURS

 

Karolina Sypniewska-Wida

www.karolinasypniewska.pl

 

Niezmiernie barwna Wenezuela zaskakuje różnorodnością. Zdobędziemy w niej potężne andyjskie szczyty, zrelaksujemy się na rajskiej karaibskiej plaży, odwiedzimy idylliczne wysepki, zachwycimy się soczyście zielonymi równinami nad majestatycznymi rzekami Amazonką i Orinoko czy przemierzymy niekończącą się sawannę poprzecinaną górami stołowymi („tepuyes”). Oprócz tego możemy tutaj choćby zjechać na linie z najwyższego wodospadu na świecie, pojeździć konno po Andach, eksplorować tajemnicze jaskinie, wybrać się na trekking i nurkowanie, spróbować swoich sił w kite- i windsurfingu, polatać na paralotni albo skoczyć ze spadochronem z mostu, wieżowca lub urwiska (BASE jumping). Jedynym ograniczeniem w tym kolorowym królestwie będzie nasza wyobraźnia. 

Więcej…