Jak przystało na serce Europy, jest ona niezmiernie barwną i wielokulturową metropolią o wielu twarzach. Ciężko poznać wszystkie z nich podczas krótkiego wyjazdu. Z pewnością jednak warto odkryć te najbardziej interesujące oblicza Brukseli. Poniżej prezentujemy więc pewną podpowiedź dla osób zamierzających się wybrać do tego pięknego miasta: pięć największych – naszym zdaniem – atrakcji stolicy Belgii. Wystarczy je bliżej poznać, aby dobrze bawić się w tej metropolii. Wówczas z pewnością stwierdzimy, że Bruksela jest trendy… Stolica Belgów jest idealnym miejscem dla miłośników sztuki, rodzinnych parków rozrywki, dobrego jedzenia i… komiksów. Powinna o tym przekonać wszystkich nasza pierwsza piątka brukselskich hitów...


 

STARE MIASTO, WIELKI PLAC I MANNEKEN PIS

Za serce Brukseli uważa się średniowieczny Grand-Place (Wielki Plac), nad którym dominuje wspaniała 90-metrowa wieża gotyckiego Ratusza z XV w. zwieńczona figurą patrona miasta – św. Michała walczącego ze smokiem. Uważa się go za jeden z najpiękniejszych pod względem architektonicznym rynków na świecie. Grand-Place jest ulubionym miejscem spotkań turystów i mieszkańców stolicy Belgii. W lata parzyste na wiosnę układa się na nim kolorowy dywan z kwiatów, który jest chlubą miasta.

Warto pospacerować po wiekowych wybrukowanych uliczkach Starego Miasta i pooglądać jego architektoniczne perełki. Dwie z nich znajdziemy na samym Wielkim Placu – elegancki Ratusz (Hôtel de Ville) oraz położony naprzeciwko wspaniały budynek z XVI w., który był rezydencją królów hiszpańskich, Maison du Roi (Dom Królewski), a kolejną, jaką jest niewątpliwie gotycka Katedra św. Michała i św. Guduli ze swoimi uroczymi witrażami – na pobliskim wzgórzu Treurenberg.

Oczywiście, żadna wizyta w Brukseli nie może się obejść bez odwiedzenia siusiającego chłopca – Manneken Pis. Ta słynna figurka z brązu ma 61 cm wzrostu, ok. 600 lat oraz wielką kolekcję garderoby, liczącą obecnie niemal 800 strojów z całego naszego globu (często przebiera się ją w różne narodowe, regionalne czy karnawałowe kostiumy). Jeżeli dopisze nam szczęście, to będzie ona ubrana, a nie świecić radośnie golizną... Wszystkie wdzianka Manneken Pis, podarowane przez prawie każde państwo świata, można oglądać w interesującym Muzeum Miejskim – Musée de la Ville (otwartym już w 1887 r.), które mieści się w Maison du Roi na Grand-Place.

 

KRÓLESTWO KOMIKSÓW

Modną i oryginalną atrakcją stolicy zjednoczonej Europy jest działające od 1989 r. tzw. Belgijskie Centrum Komiksu (Belgian Comic Strip Center), znane również jako Muzeum Komiksu. Mieści się ono w centrum miasta w przepięknym secesyjnym budynku zaprojektowanym w 1906 r. przez sławnego brukselskiego architekta Victora Hortę. Placówka ta poświęcona jest „sztuce IX Muzy”, jak mówi się o komiksie, oraz najbardziej znanym i lubianym postaciom stworzonym przez belgijskich rysowników, jak np. Smerfy, Lucky Luke, Tintin wraz z psem Milusiem itd. Każdego roku odwiedza ją ponad 200 tys. gości. Wśród nich jest wielu Polaków, ponieważ bohaterowie belgijskich komiksów cieszą się również wielką popularnością w naszym kraju. Poza tym ujrzymy tu też dzieła znanego polskiego rysownika Grzegorza Rosińskiego, m.in. Thorgala czy Szninkla. Belgijskie Centrum Komiksu można zwiedzać każdego dnia (z wyjątkiem poniedziałku) w godz. od 10.00 do 18.00.

Bruksela jest bez wątpienia europejską stolicą komiksu. Działa tu wiele szkół kształcących rysowników. Tych ostatnich jest w całej Belgii ponad 700! Dużą atrakcją miasta są gigantyczne malowidła słynnych bohaterów stworzonych przez belgijskich rysowników znajdujące się na ścianach budynków – zarówno tych nowoczesnych, jak i zabytkowych. Śmiało więc można stwierdzić, że serce europejskiego komiksu bije w Brukseli. Jej mieszkańcy naprawdę żyją tą sztuką, która stała się w Belgii specjalnością narodową…

 

SZLAK CZEKOLADY

Brukselę nazywa się czekoladową stolicą i ojczyzną pralinek. Wyrabiana tu czekolada uchodzi powszechnie za najbardziej luksusową i najlepszą na świecie. W 1912 r. brukselski mistrz czekoladnictwa Jean Neuhaus II wpadł na pomysł, żeby ją nadziewać masą kremową lub orzechową. W ten sposób powstały słynne belgijskie czekoladki – pralinki. W sercu Europy znajduje się interesujące Muzeum Kakao i Czekolady, czyli Musée du Cacao et du Chocolat. Mieści się ono w pobliżu Grand-Place i jest obowiązkowym punktem zwiedzania dla wszystkich miłośników słodkości. Prezentuje ono historię kakao, pokazuje sposoby produkcji czekolady i tradycyjną metodę wytwarzania belgijskich pralinek. W prawdziwej galerii sztuki i sklepie Maison des Maîtres Chocolatiers Belges (Domu Belgijskich Mistrzów Czekoladnictwa), umiejscowionej przy Grand-Place, będziemy podziwiać niezwykłe ręcznie robione wyroby dziesięciu wiodących mistrzów czekoladnictwa. Są tu oryginalne, prawdziwie artystyczne pralinki (oraz inne zachwycające dzieła z czekolady!), można obejrzeć jak się je przygotowuje oraz spróbować wybranych z nich, a następnie zdecydować się na zakup tych, które najbardziej przypadły nam do gustu (elegancki pamiątkowy zestaw kosztuje 22 euro). Taki czekoladowy prezent będzie z pewnością doskonałą pamiątką ze stolicy Belgii.

Największą sławą wśród licznych producentów pysznej luksusowej belgijskiej czekolady w Brukseli cieszą się historyczne marki – Neuhaus, Godiva, Leonidas, Wittamer, Marcolini, Corné Port-Royal, Mary, Dandoy i Galler. W podróż brukselskim szlakiem czekolady najlepiej wybrać się ze swoją drugą połówką. Nic nie smakuje tak pysznie, jak tradycyjna belgijska pralinka skosztowana z ręki naszego ukochanego bądź ukochanej na malowniczym Grand-Place... 

 

PIWNYM SZLAKIEM

Piwo jest ulubionym napojem mieszkań ców Brukseli, jak również gości, którzy odwiedzają to miasto. Najsłynniejszymi markami, przygotowywanymi według sekretnie strzeżonych starych receptur, są Gueuze, Kriek, Lambic i Faro. Prawdziwi smakosze tego trunku nie ominą na pewno zabytkowego Domu Browarników (Maison des Brasseurs), który wznosi się przy przepięknym Grand-Place. Mieści się tu obecnie interesujące Muzeum „Belgijskich Browarników” (Museé des „Brasseurs Belges”). Jego zwiedzanie połączone jest (jakżeby inaczej!) z degustacją regionalnego piwa. Koneserów tego trunku nie powinno również zabraknąć w rodzinnym browarze Cantillon z 1900 r. W tym miejscu praktycznie nic się nie zmieniło od ponad 100 lat. Działa w nim muzeum lokalnych piw Gueuze i Kriek (oraz wielu innych!) – Museé Bruxellois de la Gueuze. Dowiedzieć się tu można naprawdę wiele o ich historii, składzie, tradycyjnej metodzie produkcji oraz dostępnych rodzajach. A na koniec zwiedzania na piwoszy czeka kolejna wyśmienita degustacja...

Legendarne brukselskie Delirium Café, rozciągające się na kilku piętrach i słynące z niesamowitej atmosfery, chwali się niebotyczną liczbą ponad 2 tys. różnych gatunków piwa (umieszczono je nawet w słynnej na całym świecie Księdze Rekordów Guinnessa!). Znajdziemy je na malowniczej uliczce Impasse de la Fidélité, zaledwie 100 metrów od Grand-Place. Spróbować tu możemy zarówno tradycyjnie ważonych lokalnych piw belgijskich, jak i tych wyszukanych, niezmiernie oryginalnych, o różnych, czasami zaskakujących nas, smakach, jak np. czekolady, grejpfruta itd.

 

MINI-EUROPE I ATOMIUM – PODRÓŻ PO ŚWIECIE MODELI

Na zdjęciach i pocztówkach ze stolicy Belgii jednym z dominujących motywów, obok Grand-Place i figurki Manneken Pis, jest Atomium. Wzniesiono go w 1958 r. z okazji Światowej Wystawy EXPO w Brukseli i kilka lat temu gruntownie odnowiono. Według planów, miała to być budowla czasowa, ale przypadła tak bardzo do gustu brukselczykom i turystom, że ma obecnie ponad 50 lat i nikt już nie myśli o jej rozebraniu. Atomium można podziwiać w malowniczym Parku Heysel w dzielnicy Laeken. Stanowi on część słynnego i niezmiernie atrakcyjnego brukselskiego parku rozrywki – Bruparck. Jest to zbudowany ze stali i aluminium gigantyczny, 102-metrowy model kryształu żelaza, który powiększono 165 mld razy. Składa się on z 9 dużych kul – atomów, z których jedynie 5 udostępniono do zwiedzania turystom. Wewnątrz nich mieszczą się interesujące wystawy – jedna stała prezentująca historię EXPO 1958 w Brukseli oraz cztery czasowe poświęcone tematom naukowym. Z najwyżej położonej kuli futurystycznego Atomium roztaczają się wspaniałe widoki na całą stolicę Europy. Jeśli mamy szczęście i trafiliśmy tu w słoneczną i bezchmurną pogodę, to dojrzeć możemy stąd nawet przedmieścia Antwerpii! Warto zjeść obiad w tutejszej słynnej panoramicznej restauracji. Mamy wówczas zapewnioną wspaniałą ucztę dla ciała i ducha…

U stóp Atomium rozłożył się sympatyczny park Mini-Europe. Odwiedza go rocznie ponad 300 tys. turystów z całego świata. Możemy w nim podziwiać miniatury najważniejszych budynków (w skali 1:25) ze wszystkich 27 krajów członkowskich Unii Europejskiej. Wykonano je z niezwykłą starannością i dbałością o detale. Tylko tutaj w kilka godzin odbędziemy krótką, lecz niezmiernie fascynującą podróż po naszej wspólnej „Małej Europie”... W tym doskonałym na rozrywkę dla całych rodzin parku znajdziemy m.in. paryską Wieżę Eiffla, londyńskiego Big Bena, brukselski Grand-Place, berlińską Bramę Brandenburską, lizbońską Torre de Belém (Wieżę Betlejemską), budapeszteńskie kąpielisko Szechenyi, a także piękne i znane budowle pochodzące z naszego kraju – Dwór Artusa, fontannę Neptuna i Pomnik Poległych Stoczniowców z Gdańska. Mini-Europe nie jest jednak zwykłym, statycznym muzeum na świeżym powietrzu… Na jego terenie zobaczyć możemy także (oczywiście, w miniaturze) jeżdżące po ulicach samochody oraz pędzące po torach słynne francuskie pociągi TGV, pływające po Kanale La Manche promy, gondole pokonujące urocze kanały w Wenecji, delfiny wyskakujące z wody czy strażaków walczących z pożarem w porcie w Barcelonie, jak również posłuchać hymnów narodowych wszystkich 27 państw członkowskich Unii Europejskiej. Niektóre modele „ożywają” po naciśnięciu znajdujących się przy nich przycisków – dzieje się tak w przypadku wulkanu Wezuwiusz (makieta ta wykonana została wyjątkowo w skali 1:100), który wówczas niespodziewanie wybucha, a po jego erupcji ziemia wokół nas zaczyna na chwilę drżeć. Na koniec naszej przygody z parkiem Mini-Europe warto odwiedzić – stworzone tutaj w 2003 r. przez znaną i cenioną belgijską firmę Tempora – niezmiernie ciekawe i wciągające interaktywne centrum Spirit of Europe (Duch Europy). Sprawdzimy w nim swoją wiedzę o naszym kontynencie i o Unii Europejskiej. Będą się tu wyśmienicie bawić zarówno dzieci, jak i dorośli…

 

Artykuły wybrane losowo

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.

 

Argentyna - podróż życia

EMILIA GRZESIK

 

<< Tam, gdzie strzeliste szczyty łaskoczą niebo, ziarnka piasku ścigają się z wiatrem przez bezkresne równiny Patagonii, a Ocean Spokojny konkuruje z Atlantykiem – tam rodzi się przygoda. Wytrwałość podróżników przemierzających setki kilometrów surowej patagońskiej ziemi i odwaga żeglarzy wpływających w zdradliwe wody Cieśniny Magellana lub okolic przylądka Horn nabierają zupełnie nowego znaczenia, kiedy podziwiamy majestat andyjskich lodowców. Krajobrazy południowej Argentyny należą do jednych z najbardziej spektakularnych na naszej planecie. Dla mnie Patagonia wraz z Ziemią Ognistą stanowią wręcz symbole wielkich wypraw życia. >>

Południowoamerykańska Republika Argentyńska to kraj bardzo zróżnicowany. Ze względu na jego specyficzne położenie występuje tu kilka stref klimatycznych. Ukształtowanie terenu również nie jest jednolite: wschodnią granicę stanowi wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, a zachodnią – wysokie Andy. Pomiędzy nimi rozciągają się bezkresne równiny i porośnięta trawą pampa, na której pasie się bydło. To stąd pochodzi najlepsza na świecie argentyńska wołowina, królowa popularnego asado, czyli tradycyjnego grilla dla rodziny i przyjaciół (barbecue).

W moich oczach Argentyna zawsze była ziemią poszukiwaczy nowych lądów. Dlatego też by poczuć się jak oni, postanowiłam wyruszyć na jej najdalej wysunięty na południe kraniec, stanąć na brzegu kontynentu i rzucić wyzwanie nieznanemu.

Więcej…

Finlandia w blasku zorzy polarnej

snowland-igloo-restaurant-northern-lights-rovaniemi_9294.jpg

Zorza polarna nad lodową restauracją Lumimaa (Snowland) w Rovaniemi

©VISIT FINLAND MEDIA BANK

 

Karolina Paduszyńska

WWW.ZASTRZYKINSPIRACJI.PL

 

Zimą w Finlandii czas można spędzić bardzo ciekawie. Najlepiej zacząć od spaceru po nowoczesnych Helsinkach, potem wybrać się na przejażdżkę skuterem śnieżnym, pojechać do Laponii na podziwianie zorzy polarnej, zanocować w lodowym hotelu, a na koniec rozgrzać się w saunie, po czym wskoczyć do lodowatego jeziora. Takiej podróży nie sposób zapomnieć.

Więcej…