STANISŁAW GUZIŃSKI

 

<< Enoturystyka każdego roku podbija serca coraz większej liczby podróżników z całego świata. Nic w tym dziwnego, bowiem trudno wyobrazić sobie bardziej idealną wyprawę niż połączenie zwiedzania pięknych zakątków naszej planety z degustacją przedniego wina od stuleci zajmującego ważne miejsce w kulturze i sztuce. Dlatego też w biurach podróży wybór ofert z wycieczkami w mniej lub bardziej znane regiony winiarskie wciąż rośnie. Do coraz częściej wybieranych kierunków przez polskich miłośników enoturystyki należą odległe antypody. >>

FOT. TOURISM AUSTRALIA/RICHARD POWERS

Jedne z najstarszych winorośli na świecie są uprawiane w Australii. Sadzonki przywiezione tutaj z europejskich plantacji na początku XIX w. świetnie zaadaptowały się w nowych warunkach. W tym to właśnie stuleciu winnice w Starym Świecie zaatakowały mszyce z Ameryki Północnej. Niestety, niewiele z winnych gron udało się uratować. Na szczęście, szczepy wywiezione na dalekie antypody uratowano przed wyginięciem.

Australia i Nowa Zelandia to ogromny obszar, na którym występuje wielka różnorodność klimatów i rodzajów gleby. Pozwala to produkować wszystkie popularne typy wina – czerwone, białe i różowe, słodkie, wytrawne, półwytrawne, wzmacniane czy musujące. Nie istnieją żadne gatunki winorośli, które pochodzą z tych stron. Wszystkie zostały tu sprowadzone. Pierwsza historyczna wzmianka o zbiorze winogron pochodzi już z 1791 r. Warto pamiętać o tym, że zaledwie kilka lat wcześniej utworzono brytyjską kolonię karną w rejonie dzisiejszego Sydney (1788 r.)...

 

Trochę historii

W latach 1820–1850 zaczęły powstawać na antypodach winnice komercyjne, a cały ówczesny eksport odbierała Wielka Brytania. Ustanowienie niepodległego Związku Australijskiego (Commonwealth of Australia) w styczniu 1901 r. spowodowało zniesienie barier celnych pomiędzy stanami (wcześniej sześcioma osobnymi koloniami), co wpłynęło na ułatwienie handlu i rozwój rynku wewnętrznego. Po II wojnie światowej do Australii i Nowej Zelandii napłynęło wielu imigrantów z Europy, a pośród nich ludzie z odpowiednimi kwalifikacjami oraz doświadczeniem w produkcji wina. Oba kraje zaadaptowały ich nowatorskie techniki, a po jakimś czasie same zaczęły wyznaczać nowe kierunki.

            W latach 50. XX w., po przestoju spowodowanym działaniami wojennymi i zerwanym dostępem do głównego rynku zbytu – Wielkiej Brytanii, rozpoczął się prawdziwy winny boom, a centrum australijskiej produkcji przeniosło się do stanu South Australia (Australia Południowa). Dziś pochodzące stąd wina wysyłane są do ponad 100 krajów na całym globie, a „Kraina Oz” należy do największych na świecie wytwórców i eksporterów tego szlachetnego trunku.

            W Australii działają liczne ośrodki badawcze i uczelnie kształcące enologów, specjalistów przemysłu winiarskiego, który stał się dochodową i prestiżową gałęzią gospodarki państwa. Wino jest także obecnie ważną częścią australijskiego stylu życia. Australijczycy chętnie odwiedzają winnice, które można znaleźć w większości gęsto zaludnionych regionów kraju, uczestniczą w degustacjach, kursach enologicznych oraz prezentacjach dotyczących procesu winifikacji, czyli tworzenia szlachetnego trunku. Lokalne festiwale wina cieszą się popularnością również wśród zagranicznych turystów.

            Podobnie sytuacja wygląda też w Nowej Zelandii, choć produkcja odbywa się tu na mniejszą skalę. Ten kraj także należy do czołówki eksporterów wybornych win z Nowego Świata. Na nowozelandzkim rynku funkcjonuje ponad 500 wytwórców, przy czym w większości są to nieduże zakłady. Specjalizują się one w określonych rodzajach trunków. Najwięcej butelek wina Nowa Zelandia wysyła do... Australii.

            „Kraj Kiwi” (jak czasami nazywa się to wyspiarskie państwo) zawdzięcza rozwój przemysłu winiarskiego imigrantom z Chorwacji, którzy zaszczepili Nowozelandczykom swoją kulturę wina rodem znad Adriatyku, a własną znajomość fachu wykorzystali do zbudowania dobrze prosperujących firm. Tutejsze winnice i ich piwnice również stoją otworem przed gośćmi. Oznakowane szlaki winiarskie zostały przygotowane specjalnie dla smakoszy i znawców win oraz dobrego jedzenia. Nowa Zelandia słynie na świecie głównie z sauvignon blanc, jednak inne gatunki, takie jak pinot noir, chardonnay, pinot gris, riesling, cabernet sauvignon, merlot czy wina musujące, też zyskują sobie coraz więcej wielbicieli.

 

Krótka charakterystyka

Winorośle na antypodach uprawia się nawet w dość zaskakujących miejscach, np. w Alice Springs, czyli w samym środku tzw. The Red Centre (Czerwonego Centrum). Jednak te najbardziej znane regiony winiarskie znajdują się bliżej południowych i wschodnich wybrzeży kontynentu. Istnieje ich ok. 60. Najwięcej wina produkuje się w stanie Australia Południowa w rejonach o pięknie brzmiących nazwach: Barossa Valley, Clare Valley, McLaren Vale i Coonawarra. Druga w kolejności jest Victoria (Wiktoria) z Yarra Valley, Swan Hill i Rutherglen, a za nią plasuje się New South Wales (Nowa Południowa Walia) z Hunter Valley, Mudgee i Riveriną. Mniejsze ilości pochodzą ze stanów Western Australia, czyli Australia Zachodnia (Margaret River, Swan District) i Queensland (South Burnett, Stanthorpe) oraz z Tasmanii. Winne regiony Nowej Zelandii to Auckland, Gisborne, Wairarapa i Hawke's Bay znajdujące się na Wyspie Północnej oraz Marlborough, Central Otago i Canterbury z Wyspy Południowej.

FOT. TOURISM WESTERN AUSTRALIA/ROBERT GARVEY

 

Podróż czas zacząć

Odkrywcom australijskich szlachetnych trunków proponuję na początek trasę prowadzącą przez łatwo dostępne regiony winiarskie, położone w niedużej odległości od wielkich miast z międzynarodowymi lotniskami, pomiędzy którymi można przemieszczać się samolotem. Jeśli jednak czas pozwala, warto wybrać raczej drogi lądowe, gdyż można wówczas zobaczyć wiele bardzo znanych atrakcji turystycznych.  

            Proponuję, aby wyprawę zacząć od zakupienia biletu lotniczego do stolicy stanu Australia Południowa – Adelaide. W tym przypadku mamy do wyboru loty przez Singapur, Hongkong, Kuala Lumpur albo Dubaj (tylko jedno międzylądowanie: Warszawa – Dubaj –  Adelaide). Mniej więcej godzinę drogi od miasta znajduje się światowej klasy region winiarski – Barossa Valley (Dolina Barossa). Dotrzemy do niego samodzielnie samochodem lub autokarem albo ze zorganizowaną wycieczką jednodniową.

FOT. SATC/MATT NETTHEIM

            Osadnicy z Europy, głównie z pruskiego wówczas Śląska, pojawili się w tych okolicach w latach 40. XIX stulecia. Zostawili po sobie urokliwe miasteczka, małe, skromne kamienne kościółki, zadbane wioski, wiekowe dziś winiarnie i piwnice oraz jedne z najstarszych na świecie winnic z odmianą shiraz. Ten gatunek winogron rośnie w nisko położonej i ciepłej Barossa Valley otoczonej łagodnymi, malowniczymi wzgórzami (Barossa Ranges). Natomiast w leżącej wyżej sąsiedniej Eden Valley przyjęły się szczepy lubiące chłodniejszy klimat (np. riesling).

            W Barossie jest 150 winnic i 70 winiarni, które często można odwiedzić bez zapowiedzi (w przypadku niektórych lepiej umówić się z gospodarzami). Nie tylko spróbujemy w nich lokalnych win, lecz także kupimy kilka butelek dla siebie bądź znajomych. Działa tu także wielu wytwórców regionalnej żywności: serów, pieczywa, wędlin, dżemów czy sosów. Nie brakuje też dobrych, wielokrotnie nagradzanych restauracji. Dla poszukiwaczy przednich trunków i smakołyków powstały nawet specjalnie oznaczone trasy. Miłośnicy pięknych widoków powinni skusić się na lot balonem lub helikopterem nad doliną. W okolicy warto również zatrzymać się na dłużej, np. w luksusowym hotelu, aby wypocząć, pograć w golfa, odwiedzić galerie sztuki lub sklepy z antykami czy wybrać się na przejażdżkę po drogach szutrowych w poszukiwaniu kangurów i emu.

            Kolejny przystanek na szlaku stanowi Melbourne, stolica stanu Wiktoria. Z Adelaide dolecimy do tej ponad 4-milionowej metropolii w ok. 1,5 godz. Podróż samochodem zajmuje więcej czasu, gdyż trzeba pokonać ok. 1000 km, ale jeśli pojedziemy wzdłuż wybrzeża, pokonując m.in. słynną Great Ocean Road, wspaniałe krajobrazy zrekompensują nam ten brak pośpiechu.

            Zaledwie o godzinę drogi od centrum Melbourne znajduje się Yarra Valley– kraina winnic, małych wiosek i wysokich lasów. Tutaj narodził się przemysł winiarski Wiktorii. Pośród łagodnych wzgórz powstało ok. 40 winnic i winiarni: od małych firm rodzinnych po duże przedsiębiorstwa eksportujące swoje produkty na cały świat. Wiele spośród nich oferuje degustacje szlachetnych trunków i specjałów sztuki kulinarnej. Chłodniejszy klimat sprzyja uprawie pinot noir, chardonnay czy szczepów win musujących, ale w tym regionie świetnie udają się również sauvignon blanc, pinot gris, shiraz i riesling.

  FOT. TOURISM AUSTRALIA/ROB BLACKBURN

            Niedaleko leży pasmo górskie Dandenong, pokryte bajkowym lasem, z wodospadami, krętymi szosami, miejscami piknikowymi, ścieżkami spacerowymi i malowniczymi wioskami. Znajduje się tu park narodowy (Dandenong Ranges National Park), w którym wytyczono interesujące szlaki piesze i rowerowe. Region można podziwiać z kosza balonu, z wagonu zabytkowego pociągu parowego lub po prostu z okien auta podążającego specjalną trasą dla miłośników wina. Smakoszom warto polecić tutejsze sery, ryby, orzechy, lody, owoce, warzywa lub makarony, których spróbują także w lokalnych restauracjach.

            Z Melbourne udajemy się do Sydney. Znów musimy jednak wybrać między 1,5-godzinnym lotem a dłuższą podróżą samochodem albo autokarem (1000—1500 km). Droga lądowa prowadzi albo przez winnice, piękne plaże i bardzo malownicze wybrzeże, albo obok Gór Śnieżnych z najwyższym szczytem Australii – Górą Kościuszki (Mount Kosciuszko, 2228 m n.p.m.).

            Region Hunter Valley w Nowej Południowej Walii oddalony jest od Sydney o 2–3 godz. jazdy. Najlepszą porą na wizytę w nim będzie wrzesień i październik, czyli australijska wiosna. Staje się on wówczas scenerią dla licznych wydarzeń artystycznych. Jazz i blues rozbrzmiewają w winnicach, winiarniach, historycznych wioskach i na łagodnych wzgórzach. Organizuje się wtedy także występy śpiewaków operowych na wolnym powietrzu, plenery rzeźbiarskie i festiwale kwiatowe. Trzeba przyznać, że słuchanie arii na pikniku na zielonej trawie ma swój urok, a podczas koncertów muzycznych pod chmurką nogi same rwą się do tańca, chociaż to może być również zasługa wina… Co ważne, miejsca tych imprez oraz pobliskie winiarnie i restauracje zostały dobrze oznaczone, aby goście dotarli do nich bez problemu.

            Wyprawę do Nowej Zelandii powinniśmy zacząć od Auckland na Wyspie Północnej, do którego dolecimy z Sydney. To w tym regionie uruchomiono pierwszą w tym kraju produkcję wina na skalę przemysłową. Obecnie istnieje tu ponad 50 winiarni, rozsianych pomiędzy West Auckland a piękną wyspą Waiheke (słynącą z win czerwonych typu Bordeaux).

            Z Auckland dostaniemy się samolotem do miasta Blenheim na Wyspie Południowej, które stanowi bazę wypadową do zwiedzania regionu winiarskiego Marlborough, największego i najbardziej znanego w „Kraju Kiwi”, słynącego z odmian sauvignon blanc, pinot noir, chardonnay i riesling. Stąd pochodzi mniej więcej połowa wina wytwarzanego w Nowej Zelandii.

 

Wino ma potencjał

Turystyka i przemysł winny to dwa bardzo ważne działy gospodarki Australii, przynoszące rocznie ok. 140 mld dolarów australijskich zysku. W styczniu 2013 r. weszła w życie umowa pomiędzy dwiema dużymi agencjami rządowymi: Tourism Australia i Wine Australia. Połączyły one swoje siły, aby wspólnie promować australijską enoturystykę na najważniejszych dla kraju rynkach, czyli w Chinach, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Promocję i rozwój winnych podróży po Nowej Zelandii koordynuje natomiast specjalnie powołana organizacja – New Zealand Food and Wine Tourism Network.

FOT. TOURISM NEW - ZELAND/FRASER CLEMENTS

            Badania rynku wykazały, że australijskie wino i żywność są kluczowymi atrakcjami dla przybyszów z zagranicy. Z kolei liczba turystów odwiedzających w 2009 r. nowozelandzkie winnice i winiarnie po raz pierwszy przewyższyła liczbę amatorów lodowców, które do tej pory stanowiły jeden z głównych celów turystycznych w tym kraju. Równie istotnym skutkiem wszystkich działań promocyjnych ma być także dalsze zwiększanie eksportu szlachetnych trunków pochodzących z antypodów na rynki całego świata. Pomóc mogą w tym właśnie turyści zachwyceni winiarską kulturą Australii i Nowej Zelandii i rozsławiający ją we własnych ojczyznach.

 

Artykuły wybrane losowo

Nieodparty urok Wysp Toskańskich

BEATA GARNCARSKA

 

<< Toskania to jedna z najpiękniejszych i najczęściej odwiedzanych części Włoch. Jednak większość turystów skupia się w niej na zwiedzaniu takich miast jak Florencja, Piza czy Siena lub regionu Chianti, który słynie z winnic, a zapomina o innych jej magicznych zakątkach. Należy do nich m.in. Arcipelago Toscano (po polsku Wyspy Toskańskie), wchodzący w skład przepięknego Parco Nazionale Arcipelago Toscano (Parku Narodowego Wysp Toskańskich). >>

Więcej…

Turystyczne perełki dzięki soli

MICHAŁ DOMAŃSKI

ALEKSANDRA PAKIEŁA

 

Miasta mające na swoim terenie dawne kopalnie soli, które zostały udostępnione zwiedzającym, są obecnie niezmiernie popularne wśród turystów, potrafią ich przyciągnąć niczym magnes. „Białe złoto” jest dzisiaj doskonałym produktem turystycznym i narzędziem międzynarodowej promocji. Światową sławą cieszą się nasze dwie perełki – Wieliczka i Bochnia – oraz takie cuda, jak np. Katedra Soli w Zipaquirze w Kolumbii czy Salina Turda i Salina Praid w Siedmiogrodzie (Transylwanii) w Rumunii… Jeśli jesteśmy spragnieni niezapomnianych wrażeń, w dawnych kopalniach soli przygotowano interesujące trasy turystyczne, które mogą się pochwalić nie lada atrakcjami.

Sól to naturalne bogactwo, które występuje na wszystkich kontynentach. Jest cennym kruszcem, ponieważ posiada zdolności konserwujące i lecznicze. W starożytności i średniowieczu była używana jako środek płatniczy w formie tzw. krusz solnych, zastępując pieniądz metalowy (w Etiopii i Tybecie wybijano z niej nawet monety!). Pierwotnie sól otrzymywano ze słonych źródeł metodą warzelniczą. Polega ona na odparowywaniu wody. Początki eksploatacji soli kamiennej nie są znane. Najprawdopodobniej przy pogłębianiu studni solankowych natrafiono na jej złoża, które zaczęto wydobywać za pomocą prymitywnych narzędzi. Od tego momentu upłynęło wiele wieków, a biały kruszec ma nadal ogromną wartość… Dzisiaj na terenie zabytkowych kopalni soli tworzy się niezwykle ciekawe trasy turystyczne, specjalne programy zwiedzania, które przyciągają rocznie miliony gości z całego świata.

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie na wyprawy quadowe

Chile1.jpg

Rafał Sonik pokonuje trasę chilijskiego odcinka Rajdu Dakar 2015

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


KAJETAN CYGANIK


Quady mają wiele zastosowań. Zawodnicy ścigają się na nich – oczywiście – podczas rajdów, ale zdecydowanie częściej korzystają z tego sprzętu ratownicy górscy, służby medyczne czy leśne. Ze względu na swoją budowę to również doskonałe pojazdy do przemierzania odległych i niedostępnych zakątków ziemi. Rafał Sonik – pierwszy Polak, który wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów w 2015 r. – zwiedził w ten sposób bezdroża pięciu kontynentów. 


Po raz pierwszy tegoroczny zwycięzca najpopularniejszego wieloetapowego wyścigu terenowego na świecie wsiadł na czterokołowca na południu Francji, kiedy z powodu flauty nie mógł pływać na desce windsurfingowej. Na wzgórzach nieopodal plaży zobaczył dziwne małe samochody, których nigdy wcześniej nie widział. Zadzwonił do kolegi z Polski i zamówił sobie jeden z pierwszych pojazdów ATV (ang. all-terrain vehicle), jaki trafił do naszego kraju. Zaczęło się od jazdy turystycznej, potem były pierwsze starty w polskich rajdach. Sześć razy zdobył tytuł mistrza Polski. Po udziale w wyścigach we Francji i Hiszpanii oraz namowach motocyklistów Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego w 2009 r. Rafał Sonik postanowił spróbować swoich sił w Rajdzie Dakar. Zajął wtedy trzecie miejsce. Ten niewątpliwy sukces stał się dla niego zachętą do kolejnych prób.

Nasz rodak znany jest ze swojej konsekwencji, ambicji i nieustępliwości. Jednocześnie jednak potrafi się powstrzymywać od zgubnej walki na sekundy, ma doskonały zmysł taktyczny i opinię świetnego nawigatora. Te cechy pomogły mu zdobyć cztery Puchary Świata FIM w kategorii quadów, wywalczyć dwa trzecie i jedno drugie miejsce w Rajdzie Dakar, a w 2015 r. odnieść wielkie zwycięstwo w tych legendarnych zawodach. Polak zyskał przydomek SuperSonik, ale mimo to nie przestaje cieszyć się jazdą na czterokołowcu, dlatego wielokrotnie odwiedza podczas treningów liczne tory i rozmaite rejony, aby nie tylko przygotowywać się do nowych wyzwań, ale także czerpać przyjemność z ćwiczenia w zróżnicowanym terenie. Przedstawiamy Państwu 12 najciekawszych według niego miejsc na świecie do uprawiania tego sportu.

Sardynia

Ta włoska wyspa to przede wszystkim świetny region dla miłośników motocykli enduro. Rajd odbywający się na niej co roku w czerwcu jest co prawda przeznaczony również dla kierowców quadów, ale pokonanie przez nich licznych wąskich ścieżek, skalnych półek czy ciasnych przejazdów pomiędzy skałami graniczy z cudem.

               
Na Sardynii przemierzymy jednak czterokołowcem fantastyczne trasy. Wiodą one pomiędzy rozległymi wzgórzami, pośród niskiej roślinności lub ponad skalistym wybrzeżem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wybór mamy naprawdę duży – od malowniczo położonych łagodnych i szerokich dróg po wymagające technicznie odcinki górskie. Co więcej, na wyspie panuje fantastyczny klimat, a tutejsza kuchnia jest doskonała, więc po całodziennej jeździe czeka na nas nagroda w postaci prawdziwej uczty dla podniebienia. Odwiedzić ten fascynujący region Włoch można przez cały rok, bowiem zawsze prezentuje się równie ciekawie.

Dubaj

Dubaj1.jpg

Pozornie łagodne piękne wydmy w okolicach Dubaju bywają niebezpieczne

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA


Zjednoczone Emiraty Arabskie słyną z jednej z najpiękniejszych pustyń świata. W okolicach Dubaju wiatr wyrównuje piaszczyste wydmy niczym ratrak śnieg na stoku. Wystarczy odjechać kilkanaście minut od jakiejkolwiek ludzkiej osady, żeby znaleźć się w miejscach nie noszących śladów obecności człowieka. Emocje, jakie towarzyszą jeździe po takim „sztruksie”, są nieporównywalne z żadnym innym uczuciem.

               
Wydmy w rejonie Dubaju wyglądają na łagodne i zapierają dech w piersiach, ale potrafią być także zdradliwe, zwłaszcza po przejściu rzadkich tu deszczów. Układ piaszczystych wzgórz zupełnie się wówczas zmienia, co utrudnia nawigację i przewidywanie niebezpieczeństw. Potrzeba wielu treningów, aby móc pozwolić sobie na nieco mocniejsze dociśnięcie gazu na pustyni. Nawet po latach doświadczeń warto zachować szczególną ostrożność. Inaczej to, co ma być przyjemnością, może stać się bardzo złym wspomnieniem.

               
Sezon na wyjazdy do Dubaju panuje cały rok. Najlepiej jednak planować sobie treningi o wschodzie lub zachodzie słońca. Nie tylko dlatego, że w tych godzinach światło maluje najpiękniejsze widoki, ale też po to, aby uniknąć upałów.

Pustynia Błędowska

Nasza największa pustynia (ok. 33 km²) to prawdziwa mekka polskich off-roadowców. W ostatnich latach prowadzi się intensywne odlesianie tego obszaru w celu przywrócenia jego stanu z początku wieku. Ten piękny region oferuje fantastyczne możliwości treningowe. Nie ma w nim wysokich wydm, ale nie brakuje tutaj kopnego piasku, który doskonale uczy reakcji quada w takich warunkach.

               
Pustynię Błędowską wciąż pokrywa wiele sosnowych zagajników. Ich pokonywanie daje sporo frajdy. Jak w każdym pustynnym rejonie, trzeba wykazać się tu jednak dobrą orientacją w terenie. Zdarzają się tacy kierowcy, którzy pozwalają ponieść się emocjom, a potem długo nie mogą znaleźć drogi powrotnej. Trenuję na Pustyni Błędowskiej kilka razy w roku. Zawsze spotykam na niej innych quadowców i motocyklistów, a często zabieram też w te strony swoich uczniów – mówi Rafał Sonik. Jego bazą do wypraw na czterokołowcach jest tradycyjnie punkt widokowy Dąbrówka w Chechle (355 m n.p.m.).

               
Ten region Polski zaprasza do odwiedzin przez okrągłe 12 miesięcy. O każdej porze roku będziemy czerpać niesamowitą radość z przemierzania Pustyni Błędowskiej.

Brazylia

Brazylia.jpg

Trasy na południu Brazylii prowadzą wśród niskiej roślinności

©ARCHIWUM RAFAŁA SONIKA



Trasy w południowej części Brazylii charakteryzują się przede wszystkim niską, słabo rozwiniętą roślinnością i czerwoną ziemią, która nadaje krajobrazowi zupełnie wyjątkowy wygląd. Szlaki są tutaj szybkie, ale przez to bywają zgubne. Wystarczy, że nieoczekiwanie wjedziemy pomiędzy splątane korzenie, aby nasz brawurowy wyczyn zakończył się nagłym zatrzymaniem wśród drzew. Jeśli tylko będziemy pamiętać o zachowaniu ostrożności, jazda po polnych drogach tego kraju na pewno przyniesie nam dużo przyjemności.

               
To, co czyni z Brazylii wspaniały cel na emocjonujące wyprawy na quadzie, to jednak nie same trasy, lecz mieszkający w niej fantastyczni ludzie. Brazylijczycy są uśmiechnięci, pomocni, otwarci i przyjaźnie nastawieni wobec turystów. Taka podróż może więc być okazją do nawiązania nowych znajomości. Do tej części Ameryki Południowej najlepiej wybrać się w okresie lata.

Argentyna

Kraj tanga, yerba mate i najlepszej wołowiny na świecie to również raj dla quadowców. Nie bez powodu od 2009 r. właśnie w Argentynie odbywa się znaczna część kolejnych edycji Rajdu Dakar. Za każdym razem wyznaczane przez organizatorów tutejsze trasy zaskakują nawet najbardziej wytrawnych kierowców. Ten fakt świadczy niewątpliwie o ogromnym zróżnicowaniu terenów i nieskończonych możliwościach, jakie stają tu przed miłośnikami off-roadu.

               
W centrum kraju znajdziemy wiele piaszczystych obszarów, ale są one tak nieprzyjazne, że lepiej nie zapuszczać się w te rejony, zwłaszcza w osławione okolice miejscowości Fiambalá koło Tinogasty. Warto natomiast wybrać szlaki na północy kraju i liczne malownicze kaniony. Na zachodzie na śmiałków czekają majestatyczne Andy. Widoki z tego regionu zapadają w pamięć na zawsze, ale jeśli zdecydujemy się go odwiedzić, musimy zabezpieczyć się przed chorobą wysokościową. Najlepszym lekarstwem na jej objawy jest herbata z liści koki (krzewu kokainowego) albo żucie ich podczas jazdy. Podróż do fascynującej Argentyny polecamy zaplanować w czasie europejskich miesięcy zimowych.

Hiszpania

W Hiszpanii znajdziemy mnóstwo różnorodnych tras. Rafał Sonik najlepiej poznał jednak te w pobliżu Malagi. W jej okolicy funkcjonuje wiele torów motocrossowych, na których nasz rodak ćwiczy technikę jazdy przy dużych prędkościach. Oprócz tego trenuje też poza wytyczonymi drogami, na otwartych terenach.

               
Ten region stanowi poligon dla takich fantastycznych motocyklistów, jak choćby Hiszpanie Marc Coma czy Jordi Viladoms, którzy właśnie m.in. tutaj przyjeżdżają przygotowywać się do najważniejszych startów w sezonie. Przed Rajdem Dakar 2016 także Rafał Sonik planuje spędzić w tym rejonie Europy kilka dni. Zamierza ćwiczyć jazdę na odcinkach specjalnych w stylu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata (WRC – World Rally Championship). Będą one dominować w 37. już edycji legendarnego wyścigu po raz ósmy z kolei organizowanego w Ameryce Południowej – Argentynie i Boliwii.

               
Do słonecznej Hiszpanii można zawitać o każdej porze roku. Jeśli nie lubimy zbytniego tłoku, powinniśmy zdecydować się raczej na jesień.

Lidzbark Warmiński

W Lidzbarku Warmińskim znajduje się jeden z najpiękniejszych i najlepszych torów motocrossowych w Polsce. Nasz rodak uwielbia odwiedzać to miejsce, bo jak podkreśla, jest ono przesiąknięte off-roadową atmosferą, a ludzie z nim związani są prawdziwymi pasjonatami.

               
Okolice tego miasta położonego w samym sercu Warmii również zachęcają do wycieczek. Jednak należy pamiętać, aby poruszać się tylko po obszarach, na których wolno organizować wyprawy off-roadowe. Rafał Sonik od wielu lat promuje hasło Daj przyQuad! Nie niszcz lasu! i potępia wszelkie naruszenia granic parków narodowych i krajobrazowych. Wymaga od siebie i kolegów odpowiedzialności za środowisko naturalne i dlatego swoim czterokołowcem nie wyjeżdża poza tor w Lidzbarku Warmińskim, a przyrodę podziwia z perspektywy roweru. Najkorzystniejsze warunki panują na Warmii w okresie lata i złotej polskiej jesieni.

USA

Pierwszym mechanikiem, który towarzyszył Rafałowi Sonikowi w Rajdzie Dakar w 2009 r., był amerykański specjalista od quadów – Lenny Duncan. To właśnie on zabrał Polaka na znane sobie szlaki w zachodnich Stanach Zjednoczonych. Spośród nich nasz rodak najbardziej upodobał sobie rejony Kalifornii, dokąd stara się wracać co jakiś czas.

               
W USA i Kanadzie turystyka quadowa jest zdecydowanie lepiej rozwinięta niż w krajach europejskich. Znajdziemy tu specjalnie przygotowane, kilkudziesięciokilometrowe trasy off-roadowe, pozwalające na legalne poruszanie się po trudno dostępnych obszarach leśnych. To doskonałe rozwiązanie zarówno dla miłośników jazdy poza drogami, jak i turystów i przyrodników. Rafał Sonik zabiega o to, aby wytyczyć podobne szlaki także w Polsce. Do Stanów Zjednoczonych na wyprawy terenowe najlepiej wybrać się latem lub na jesieni.

Chełmno

Chełmno_-_Fot.jpg

Quadowcy ścigający się na torze kompleksu motocrossowego w Chełmnie

©MATEUSZ SZELC



Chełmno uchodzi za drugie obok Torunia najstarsze miasto województwa kujawsko-pomorskiego (oba te grody otrzymały prawa miejskie 28 grudnia 1233 r. – tzw. prawo chełmińskie). Warto odwiedzić nie tylko sam wiekowy ośrodek, ale też lokalny kompleks motocrossowy, który kilka lat temu dzięki inicjatywie naszego rodaka i jego przyjaciół został uratowany przed zamknięciem. Zwycięzca Rajdu Dakar 2015 stawiał tutaj swoje pierwsze kroki, dlatego nie wahał się, aby zainwestować w ten obiekt i stać się jednym z jego współwłaścicieli.

               
Na świetnie wyprofilowanym i dobrze utrzymanym torze regularnie odbywają się imprezy rangi Mistrzostw Polski. Szkolą się na nim młodzi quadowcy i motocykliści. Mamy nadzieję, że za kilka lat godnie zastąpią oni Rafała Sonika w międzynarodowych wyścigach. Obiekt w Chełmnie stanowi idealne miejsce dla początkujących miłośników sportów motocrossowych, którzy chcą zdobyć podstawowe umiejętności, niezbędne do jazdy w terenie. Warto odwiedzić go latem i podczas organizowanych na nim zawodów.

Chile

Amatorom off-roadu Chile kojarzy się przede wszystkim z Atakamą, należącą do najsuchszych pustyń świata. Są na niej rejony, w których od prawie 400 lat nie spadła choćby kropla deszczu. Te warunki czynią ją również jednym z mniej przyjaznych człowiekowi obszarów na ziemi. Jazda po tutejszych bezdrożach może być jednak fantastycznym przeżyciem. Warto odwiedzić w szczególności północną część kraju i okolice portowego miasta Iquique. Potężne piaszczyste wydmy wznoszą się w tym miejscu na wysokość powyżej 2 tys. m n.p.m. i opadają stromo wprost do Pacyfiku.

               
Popularnością cieszą się także rejony miejscowości La Serena, które słyną z winnic. Wiosną zaobserwujemy tu zupełnie nierealne zjawisko. Cały pustynny obszar pokrywa się wówczas różnobarwnym kobiercem kwiatów. Suchy i surowy krajobraz zamienia się w kolorowe pola, od których trudno oderwać wzrok.

               
W północnej części Atakamy dotrzemy z kolei do dużych solnisk (Salar de Atacama), przypominających pustynię solną w Boliwii (Salar de Uyuni), i licznych ciekawych form skalnych w okolicach miasteczka San Pedro de Atacama. Nieco dalej na południe możemy wyjechać quadem na przełęcze sięgające niemal 5 tys. m n.p.m.

               
Ze względu na wspomniany kwiatowy spektakl do Chile najlepiej wybrać się na przełomie sierpnia i września. Zdecydowanie trzeba też zabrać ze sobą aparat fotograficzny.

Egipt

Ten północnoafrykański kraj, zamieszkany niegdyś przez jedną z najbardziej fascynujących i tajemniczych cywilizacji na ziemi, jest również świetnym celem wyjazdowym dla poszukujących wrażeń quadowców. Naprawdę nie warto spędzać wakacji nad basenem w ciągłym bezruchu, kiedy tuż za granicami egipskich kurortów czeka na nas tyle możliwości aktywnego wypoczynku. W 2014 r. słynny Rajd Faraonów startował z wybrzeża Morza Czerwonego z luksusowego miasteczka turystycznego Al-Dżuna (El Gouna). Podczas niego zawodnicy mieli do pokonania kilkaset kilometrów bardzo ciekawego terenu pustynnego.

               
Na egipską część Sahary najlepiej wybrać się z przewodnikiem. Da nam to pewność, że wrócimy szczęśliwie do bazy i nie wpadniemy w kłopoty. Szczególnie piękne są tutaj – oczywiście – odcinki piaszczyste. Saharyjskie wydmy mają zupełnie inną budowę niż te w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i nawet sam piasek nieco się różni. Ta największa gorąca pustynia na ziemi jest bardzo różnorodna, więc nawet jeśli nie dotrzemy do typowych wydmowych wzniesień, możemy być pewni, że trafimy w niezwykłe miejsca. Odkrywanie tych niesamowitych zakątków Egiptu warto zaplanować na miesiące wiosenne bądź jesienne.

Maroko

Królestwo Marokańskie należy do najpopularniejszych kierunków podróży wśród Europejczyków zafascynowanych czterokołowcami. Trudno się temu zresztą dziwić. Jak już wspomnieliśmy, olbrzymia północnoafrykańska pustynia, jaką jest Sahara, oferuje wyjątkowo różnorodne i fascynujące trasy. Zjeździłem niemal całe Maroko od północy po południe i naprawdę nie brakuje tu miejsc wartych odwiedzenia. Wspaniałe tereny rozciągają się od szczytów Atlasu do skalistego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Na Saharze ujrzymy zarówno krajobrazy przywodzące na myśl powierzchnię Marsa, jak i charakterystyczne dla niej piaszczyste wydmy – opisuje Rafał Sonik.

               
W tym kraju można odwiedzić obszary, na których kręcono kolejne epizody Gwiezdnych wojen czy film Gladiator. Niezwykłym przeżyciem są zawsze wizyty w klimatycznych mniejszych i większych miastach. Jazda na quadzie po marokańskich bezdrożach daje niesamowitą frajdę, ale atmosfera lokalnych targów (suków) dosłownie wciąga każdego przybysza.

               
Wyprawa do Maroka będzie więc z pewnością wspaniałym doświadczeniem i to nie tylko ze względu na świetne warunki do treningów na czterokołowcach, lecz także z uwagi na jedyną w swoim rodzaju okazję do poznania tutejszej kultury i podziwiania fascynujących krajobrazów. Podobnie jak w przypadku Egiptu polecamy odwiedzić to położone w Afryce Północnej królestwo w okresie wiosny albo jesieni. W październiku można kibicować polskim kierowcom podczas widowiskowego Rajdu Maroka i towarzyszyć im w trakcie zmagań, przesuwając się równolegle do kolumny pojazdów.