MAGDALENA ZDRENKA

 

FOT. TOURISM AUSTRALIA

W morskich głębinach kryje się tak wielkie bogactwo podwodnych krajobrazów, unikalnych ekosystemów i różnorodnych gatunków, że trudno wybrać jeden najpiękniejszy i najciekawszy rejon. Na szczęście wcale nie musimy tego robić. Możemy zwiedzać je wszystkie po kolei, ale nie łudźmy się niepotrzebnie, na pewno nie uda nam się zobaczyć wszystkiego. Jedno życie to za mało na poznanie całego podmorskiego raju na ziemi.

 

Nurkowanie bardzo szybko staje się pasją. Wówczas krótkie wizyty w podwodnym świecie przestają wystarczać. Warto więc od czasu do czasu zaplanować sobie dłuższą wyprawę, wypełnioną licznymi atrakcjami, żeby zaspokoić głód eksplorowania głębin i zdobyć nowe ciekawe doświadczenia.

W tym artykule chcielibyśmy zaprezentować 10 cudownych miejsc na naszej planecie, które użytkownicy międzynarodowego portalu nurkowego HotDive (www.hotdive.com) odwiedzają najchętniej, aby później dzielić się na stronie swoimi wrażeniami oraz zdjęciami z podwodnych wypraw. A wszystko w myśl motta: sięgaj tam, gdzie wzrok nie sięga.

 

W poszukiwaniu żółwia słoniowego – wyspy Galapagos, Ekwador

Wyspy Galapagos to z pewnością jedno z najpiękniejszych miejsc nurkowych na świecie. Lawa, która zastygła pod wodą po erupcji wulkanu, stworzyła niesamowity podwodny krajobraz. Ten rejon upodobały sobie szczególnie morskie zwierzęta. Spotkać tu możemy m.in. najróżniejsze gatunki rekinów (galapagoskie, młoty, wielorybie czy tygrysie), delfiny, lwy morskie (uchatki kalifornijskie), a także przy odrobinie szczęścia stada orleni, płaszczki złote, olbrzymie manty, ławice barakud i sardynek oraz orki i marliny błękitne. Wyspy Galapagos słyną jednak głównie z żółwi słoniowych. To od nich wzięła się nazwa archipelagu – Insulae de los Galopegos, którą nadał w 1535 r. biskup Panamy Tomás de Berlanga. Jego statek spychany przez prądy morskie podczas rejsu do Peru dotarł tu całkiem przypadkiem. Hiszpan ujrzawszy gigantyczne żółwie, nazwał je słowem określającym stosowany wtedy rodzaj siodła (galápago), który przypominały mu ich skorupy.

Najpopularniejszymi tutejszymi miejscami nurkowymi są okolice wysp Wolf i Darwin. Od 1959 r. większa część archipelagu (aż 97 proc.) należy do Parku Narodowego Galapagos (Parque Nacional Galápagos), a poruszanie się po wyznaczonych szlakach możliwe jest jedynie z przewodnikiem. Poza tym opuszczając ląd, trzeba dokładnie zdezynfekować buty, aby nie przewozić z wyspy na wyspę niepożądanych mikroorganizmów. Na archipelagu wyróżnia się dwa sezony: od grudnia do maja dni są tu ciepłe i słoneczne, a od lipca do września – chłodne i zachmurzone. Czerwiec, październik i listopad uważa się za tzw. miesiące przejściowe. Na Galapagos występują oficjalnie dwie pory roku: deszczowa (od lipca do grudnia) i sucha (od stycznia do czerwca). Planując wyprawę, warto jednak pamiętać, że nocne nurkowania są tutaj zabronione, a wody w tych rejonach nie należą do najcieplejszych (ich temperatura waha się między 15 a 24°C). Kolejnym utrudnieniem mogą być silne prądy morskie i liczne skały. Widoczność pod wodą wynosi od 5 do 25 m (najczęściej 12–18 m). Panujące na Galapagos warunki nie należą do najłatwiejszych, dlatego wybierając się w te strony najlepiej zaopatrzyć się w 5- lub 7-milimetrowe pianki z kapturami lub suche skafandry. Na tym ekwadorskim archipelagu znajduje się tylko jedna komora dekompresyjna – na wyspie Santa Cruz (druga jest w Guayaquil – już na kontynencie południowoamerykańskim). Odwiedzając słynne Wyspy Żółwie, jak często mówi się o Galapagos, mamy jednak gwarancję zapierających dech w piersiach nurkowań w towarzystwie dużych ryb. Jeśli pragniemy niezapomnianej przygody, warto zdecydować się tutaj na 5- lub 7-dniowy rejs nurkowy na pokładzie komfortowej łodzi. Dzięki temu dotrzemy do większej liczby spektakularnych miejsc niż podczas standardowych dziennych wypłynięć z wysp.    

 

Wśród ławicy barakud – Sipadan, Malezja

Rozległe rafy, niesamowite zwierzęta i zapierająca dech w piersiach laguna tworzą charakterystyczny krajobraz Borneo. To jedno z nielicznych miejsc, które każdy miłośnik nurkowania z pewnością  chciałby odwiedzić. Perłą Malezji, w jej skład wchodzi północna część Borneo, jest niewątpliwie leżący w pobliżu wschodnich wybrzeży Sipadan. Ta ciemnozielona wyspa, otulona pasmem śnieżnobiałej plaży i otoczona turkusowymi wodami morza Celebes stanowi oazę dla wspaniałych, rzadkich gatunków fauny i flory. Nic dziwnego, że kiedy w latach 80. XX w. pojawił się tutaj Jacques-Yves Cousteau, francuski podróżnik i badacz mórz, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.

Jedną z najsłynniejszych atrakcji nurkowych w okolicy Sipadanu jest położona na głębokości ok. 20 m Turtle Cave, czyli Jaskinia Żółwi, której dno pokrywają szkielety tych zwierząt. Według miejscowej legendy przypływają do niej stare osobniki, aby dożyć reszty swoich dni. Jaskinię warto polecić przede wszystkim doświadczonym nurkom, ponieważ dla amatorów jej zwiedzanie może być niebezpieczne.

Wielką popularnością cieszy się również pobliski Barracuda Point – urocze siedlisko  największych na świecie ławic barakud. W celu ochrony tutejszej przyrody w 2005 r. zamknięto na Sipadanie wszystkie hotele. Dlatego też przybywający w te strony znajdą zakwaterowanie w czynnych przez cały rok ośrodkach wypoczynkowych na wyspach Mabul czy Kapalai.

 

Odkrywanie podwodnych jaskiń – półwysep Jukatan, Meksyk

Meksykański półwysep Jukatan to zdecydowanie jeden z najciekawszych rejonów świata, polecany przez wiele biur podróży nie tylko ze względu na niezapomniane atrakcje nurkowe, ale także na liczne pozostałości po bogatej kulturze Majów. Dla miłośników podwodnych przygód prawdziwą perełką jest tutaj system zalanych jaskiń z niewiarygodnie przejrzystą wodą, w której widoczność dochodzi niekiedy do kilkudziesięciu metrów. Cenoty, bo o nich mowa, to w rzeczywistości niesamowite formacje stalaktytów i stalagmitów tworzące fantastyczny krajobraz. Ich nazwa wywodzi się od słowa dzonot, które w języku Majów oznacza studnię. Szacuje się, że na tym terenie znajduje się kilka tysięcy cenotów, z czego tylko 200 zostało odkrytych. Stanowią one najdłuższy podziemny system rzek i jaskiń na świecie, a co za tym idzie nie lada wyzwanie dla pasjonatów podwodnych wypraw. W wielu z nich możemy nurkować bez specjalistycznych uprawnień, jedynie pod bacznym okiem instruktora. Dodatkowych wrażeń dostarczają wpadające do wnętrza jaskiń promienie słońca, które tworzą niepowtarzalną grę świateł. 

                Poza tym od listopada 2010 r. w wodach niedaleko meksykańskiej Isla Mujeres (Wyspy Kobiet), obok słynnego kurortu Cancún, możemy zwiedzać największe na świecie podwodne muzeum (Museo Subaquatico de Arte – MUSA), gdzie prezentowane są naturalnej wielkości rzeźby angielskiego artysty Jasona deCaires Taylora, wykonane z piaskowca. Mają one nie tylko być niepowtarzalną atrakcją turystyczną, lecz także pomóc w odbudowie naturalnej rafy.

 

Z wizytą u Nemo – Wielka Rafa Barierowa, Australia

Wielka Rafa Barierowa (Great Barrier Reef) jest bez wątpienia największa i najpiękniejsza na świecie. Ciągnąca się na przestrzeni 2600 km wzdłuż północno-wschodniego wybrzeża Australii, widoczna bywa nie tylko z okna samolotu, ale nawet i z kosmosu. Żyje tu ponad 1500 gatunków ryb, 400 rodzajów koralowców, prawie 5000 odmian mięczaków i 10 000 różnych typów gąbek. Niektóre fragmenty rafy mają wiek powyżej 18 mln lat, a znaczna jej część – 2 mln. Nic więc dziwnego, że ten jeden z największych na świecie cudów natury znalazł się w 1981 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Poza tym w 1975 r. rząd Australii objął to miejsce ochroną Parku Morskiego Wielkiej Rafy Barierowej (Great Barrier Reef Marine Park), w którym w disnejowskim filmie animowanym Gdzie jest Nemo? mieszkała tytułowa rybka błazenek.

 

Wokół bezludnych wysp – Poor Knights, Nowa Zelandia

                                                                                                            FOT. TOURISM, NEW ZELAND

Okazuje się, że Nowa Zelandia przyciąga swym pięknem nie tylko wielbicieli popularnej trylogii Władca  Pierścieni – adaptacji dzieła J. R. R. Tolkiena według Petera Jacksona, ale także licznych amatorów podwodnych tajemnic. Niezwykłych doznań dostarczają nurkowania wokół Poor Knights – bezludnego dziś archipelagu, oddalonego godzinę rejsu statkiem od wschodnich wybrzeży Wyspy Północnej. W okolicznym lesie wodorostów, charakterystycznym raczej dla wód chłodnych, odkryjemy gatunki roślin i zwierząt z ciepłych akwenów. Dlatego też ten niepowtarzalny zakątek antypodów okrzyknięty został najpiękniejszym nurkowiskiem zimnowodnym świata. 

Zabawa z płaszczką – Kajmany

Opisując najwspanialsze miejsca nurkowe na ziemi, trudno pominąć położone na Morzu Karaibskim, odkryte przez samego Krzysztofa Kolumba, Kajmany. Miejscowe legendy mówią o niejednym skarbie ukrytym na wyspach oraz karawelach pełnych złota, które przed wiekami rozbiły się o tutejsze rafy. Przez cały rok przyjeżdżają tu liczni turyści z całego świata.

Najczęściej odwiedzane miejsca na Małym Kajmanie to Grundy’s Wall, Lea’s Lookout, Randy’s Gazebo czy Jackson’s Wall. Pod powierzchnią wody czeka na nas wielobarwna kraina fiołkowych gorgonii, żółtych gąbek i różowych koralowców. Można tu spotkać także rekiny rafowe, mureny, stada barakud i wielkich tarponów, żółwie, rogatnice, papugoryby, pokolce, langusty, ogromne płaszczki oraz setki innych morskich zwierząt. Ta różnorodność przyprawia niemal o zawrót głowy.

 Na Wielkim Kajmanie w Stingray City na głębokości zaledwie kilku metrów rezydują ławice olbrzymich, często dwumetrowych ogończy (z rzędu płaszczek orleniokształtnych). Przyzwyczajone do turystów oczekują nie tylko należytego poczęstunku, ale przede wszystkim wspólnej zabawy, podczas której nierzadko starają się zdjąć z nurka elementy wyposażenia. Dlatego używanie fajek jest tu raczej niewskazane.

 Pasjonaci przygód koniecznie powinni odwiedzić leżące na białym piaszczystym dnie przy Małym Kajmanie wraki statków Oro Verde i Soto Trader. Poza tym warto zanurkować także do zatopionej w okolicznych wodach pięknej rzeźby syrenki.

 

Oko w oko z langustą – Los Roques, Wenezuela

Niezapomnianych wrażeń dostarcza również nurkowanie na należącym do Wenezueli rajskim archipelagu Los Roques. Składa się on z ponad 300 koralowych wysp i wysepek, które zamykają wody Morza Karaibskiego na kształt wielkiego malowniczego jeziora. To właśnie ten region upodobały sobie szczególnie langusty. Miłośnicy podwodnych przygód mogą podziwiać je tutaj z bliska. W 1972 r. został utworzony Park Narodowy Archipelag Los Roques (Parque Nacional Archipiélago de Los Roques). Turystom udostępnia się w jego obrębie takie wspaniałe miejsca nurkowe, jak np. koralowe wyspy Noronquí, Francisquí, Madrisquí i Dos Mosquises, czy też podwodne ściany koralowców Boca de Cote. Odważniejsi eksploratorzy morskich głębin mogą odwiedzić także Cavernas de Las Salinas – jaskinie z rekinami i skorupiakami. Park Narodowy Archipelag Los Roques szczyci się jednymi z najbardziej różnorodnych i najlepiej zachowanych raf koralowych na Morzu Karaibskim.  

 

Spotkanie z rekinem wielorybim – Apo Reef, Filipiny

Obowiązkowym punktem wyprawy na Filipiny jest Park Naturalny Rafy Apo (Apo Reef Natural Park), położony u zachodnich wybrzeży wyspy Mindoro. Dzieli się on na dwie laguny: północną i południową, gdzie organizuje się nurkowania zarówno dzienne, jak i nocne. Pod wodą można tu podziwiać ponad 500 najróżniejszych gatunków zwierząt i roślin: od delikatnych ślimaków nagoskrzelnych i koników morskich po potężne rekiny wielorybie.

Jedną z głównych atrakcji Apo Reef stanowią pozostałości po zaciekłych walkach Japończyków z Amerykanami podczas II wojny światowej. Miłośnicy wraków z pewnością powinni zwiedzić 152-metrowy japoński frachtowiec o wdzięcznej nazwie Kyokuzan Maru, zanurzony nieopodal wyspy Coron.

 

Nurkowanie w studni – Great Blue Hole, Belize 

Na wspomnianym już półwyspie Jukatan, oblewanym od wschodu przez turkusowe wody Morza Karaibskiego, leży Belize. Jego wybrzeże otacza niezwykłej urody świat podwodny. W odległości 70 km w głąb morza od Belize City, dawnej stolicy kraju, pośrodku słynnego atolu Lighthouse Reef znajduje się legendarna studnia – Great Blue Hole (Wielka Błękitna Dziura). W rzeczywistości jest to wapienny lej krasowy, który powstał poprzez zapadnięcie się stropu jaskini w czasie ostatniej epoki lodowcowej. Pionowe ściany opadają na głębokość mniej więcej 35 m, jednak widoczność w tym miejscu dochodzi nawet do 60 m. Za tym odcinkiem studnia rozszerza się i tworzy ogromną salę z wielkimi stalaktytami. Niektóre z nich mają długość aż 15 m. Dno sali znajduje się na głębokości 125 m i dotarli do niego tylko nieliczni śmiałkowie. Dzięki dużej przejrzystości wody mniej doświadczeni nurkowie mogą uprawiać wokół pierścienia rafy wyrosłej na brzegach Great Blue Hole snorkeling, czyli pływanie z fajką i maską.

 

Śladami wielkich diugoni – Marsa Alam, Egipt

Jednym z najpopularniejszych miejsc odwiedzanych przez osoby nurkujące lub te, które dopiero chcą rozpocząć przygodę z nurkowaniem, jest niewątpliwie Egipt. Mieszkańcy Europy mogą do niego dotrzeć szybko i za stosunkowo niewielkie pieniądze. Morze Czerwone przyciąga nie tylko ze względu na sprzyjający klimat i doskonałą temperaturę wody, ale przede wszystkim dzięki wielkiemu bogactwu życia podwodnego. Nurkowie ściągają tutaj na spotkanie z uroczym napoleonem (wargaczem garbogłowym), posępną skrzydlicą czy przebiegłą barakudą. W Marsa Alam w południowo-wschodnim Egipcie natrafimy zaś także na słynne diugonie (czasem mylone z krowami morskimi – gatunkiem wytępionym w XVIII w.), a przy odrobinie szczęścia również na delfiny. Najpopularniejszymi miejscami wśród miłośników podwodnych przygód są tu m.in. Abu Ghusoon, Marsa El Foukery, Marsa Samadai i Marsa Shagra (dostępne z brzegu) oraz dziewicza rafa Elphinstone, Habili Nakari, zatoka Marsa Abu Dabab i Sharm Abu Dabab (nurkowania z łodzi). Średnia temperatura wody waha się od 21 (w styczniu) do 29°C (w sierpniu).          

FOT. CAYMAN ISLANDS, DEPARTAMENT OF TOURISM

Poza tym spragnieni wrażeń turyści, oprócz przepięknej fauny i flory Morza Czerwonego, a także kwitnącej w październiku rafy koralowej, mogą podczas safari nurkowego zwiedzić też ciekawe wraki statków. Wśród nich uwagę zwraca zatopiony w 1991 r. i leżący na głębokości od 10 do 30 m w okolicach Safagi (Safadży) duży prom pasażerski Salem Express, który na swoim ponad 100-metrowym pokładzie przewoził kilkuset pielgrzymów wracających z Mekki (głównie Egipcjan).

Rafy w rejonie Marsa Alam są nadal dziewicze, pełne życia i bardzo bogate w różnorodne stworzenia. Można tu nurkować nie tylko z legendarnymi diugoniami, ale zaraz przy brzegu z ogromnymi żółwiami morskimi (zielonymi i oliwkowymi) skubiącymi spokojnie trawy na dnie licznych zatok Morza Czerwonego. Marsa Alam słynie również z tzw. Dolphin House, czyli Domu Delfinów. Do tej pięknej rafy koralowej dociera się łodzią. Nurkowie spotkają tutaj stada przyjaznych delfinów.  

Mamy nadzieję, że ten krótki opis najwspanialszych atrakcji nurkowych na naszej planecie nie tylko zachęcił do wypraw niezdecydowanych, lecz także pomógł miłośnikom nurkowania zaplanować swoją kolejną podróż. Jednak ostrzegamy: kto raz zajrzy do tego magicznego podwodnego królestwa, zostawi w nim serce na zawsze.

 


 

Artykuły wybrane losowo

Nieprzewidywalna Islandia

MICHAŁ MOC

www.icelandic.pl

 

<< Islandia, patetycznie nazywana krainą ognia i lodu, w rzeczywistości okazuje się przede wszystkim mozaiką kolorowych krajobrazów, zadziwiającej roślinności bohatersko wdzierającej się na pola lawy i miejscem, gdzie nawet najbardziej doświadczony obieżyświat musi odrzucić swoje przyzwyczajenia. Tutaj zbytnia pewność siebie i przekonanie o własnej racji może narazić na śmieszność, a nawet sprowadzić na przybysza poważne kłopoty. Za to na uważnych obserwatorów, podróżników otwartych i wyrozumiałych (głównie wobec siebie) i osoby, które właściwie przygotowały się do wyprawy, czeka rzeczywistość nadająca życiu nowy wymiar. >>

 

Wycieczka w głąb południowej części wyspy

©MICHAŁ MOC/WWW.ICELANDIC.PL

 

Na Islandii będziemy podziwiać widoki, jakich nie widzieliśmy nawet w snach, spotkamy ludzi silnych i potrafiących walczyć z przeciwnościami losu jak nikt inny w Europie oraz zwierzęta (konie islandzkie, owce, maskonury, wieloryby, lisy polarne, renifery, ogrom ptaków) żyjące z nimi w niezwykłej symbiozie. Kraj ten stał się nowym turystycznym rajem, a jego popularność wciąż rośnie. I trzeba przyznać, że w pełni zasługuje na swoją wysoką pozycję w rankingach na idealny cel podróży życia!

Na wyspę można dotrzeć bez przesiadek samolotem z kilku miast Polski (Warszawy, Wrocławia, Katowic, Poznania, Gdańska) – lot trwa od 3,5 do 4 godz. Jedyne międzynarodowe lotnisko to Port Lotniczy Keflavík, który zapewnia blisko 100 bezpośrednich połączeń, w tym z większością europejskich stolic.

 

PO PRZYLOCIE

Na miejscu warto wypożyczyć samochód. Oprócz znanych światowych korporacji na Islandii działają też cieszące się dobrą opinią firmy lokalne, w których łatwo trafić na polskich pracowników, a nawet… właścicieli. Wybór pojazdu, obok zakwaterowania, należy do strategicznych decyzji osób planujących zwiedzanie. Wielkość budżetu wyprawy determinuje sposób eksplorowania wyspy. Koszty są bardzo mocno zróżnicowane w zależności od miesiąca i typu wypożyczanego samochodu. Od połowy czerwca do mniej więcej połowy września za wynajem na tydzień małego auta odpowiedniego do poruszania się po głównych drogach asfaltowych trzeba zapłacić kilkaset euro. Wypożyczenie standardowego samochodu z napędem na cztery koła i prześwitem większym niż 20 cm, umożliwiającego wjazd na drogi wewnątrz lądu (w szczególności te oznaczone literą F, zarezerwowaną dla traktów trudniejszych, górskich, kamienistych lub poprzecinanych brodami i rzekami) kosztuje już… kilka tysięcy euro. Z nastaniem chłodniejszych i bardziej deszczowych miesięcy ceny wynajmu stopniowo maleją, aby osiągnąć poziom europejski, ale równocześnie – szczególnie w zimie – rośnie ryzyko znacznego pogorszenia się warunków pogodowych (zdarzają się silne opady śniegu i huraganowe wiatry). Wiele dróg, w tym głównych i wydawałoby się zawsze przejezdnych, może wówczas być zamkniętych. Czasem nie sposób nawet wyjechać ze stołecznego Reykjavíku.

                Pierwszą noc po przylocie warto spędzić w Keflavíku lub okolicach (np. Grindavíku – portowym miasteczku na południowym wybrzeżu półwyspu Reykjanes, ze świetnym basenem, komfortowym kempingiem, a także knajpką „Bryggjan Kaffihús” słynącą z niesamowitej… zupy z owoców morza). Ceny są tu niższe niż w Reykjavíku, można zacząć się aklimatyzować i przyjrzeć nieco otoczeniu, a poza tym w przypadku większości korzystnych cenowo połączeń przylot zaplanowany jest na późny wieczór. Następny dzień dobrze rozpocząć od wizyty w tutejszych sklepach tanich sieci Bonus lub Netto. Wbrew obiegowym opiniom nie warto zapełniać bagażu zabieranego z Polski dużymi zapasami jedzenia (istnieją zresztą istotne prawne ograniczenia dotyczące wwożenia na wyspę produktów spożywczych). Korzystniej postawić na zdrową i niewiele droższą islandzką żywność kupowaną na miejscu. Owszem, cena bagietki (w przeliczeniu ok. 6–9 złotych) czy bochenka chleba (10–24 złotych) nie wydaje się zbyt zachęcająca, ale jakość większości produktów (pieczywo bywa niechlubnym wyjątkiem od tej zasady) jest porównywalna do tych kupowanych w ekskluzywnych sklepach spożywczych w naszym kraju. Warto jedynie zwrócić uwagę, czy artykuły w koszyku są faktycznie lokalne, a nie importowane z Danii, Norwegii, USA lub… Polski (jak popularny tutaj od lat znany polski batonik w złotym opakowaniu). Produkty, które rzeczywiście kosztują więcej, to przede wszystkim alkohol (dostępny w niezbyt dużym wyborze w specjalnych sklepach Vínbúðin) i wyroby tytoniowe. Szczęśliwie używki nie stanowią o magnetycznej sile Islandii. Na spożywanie trunków w trakcie zwiedzania zwykle nie wystarcza czasu (choć smak lokalnych piw bywa niezapomniany, podobnie jak wysokość rachunku), a palenie rzucić tu szczególnie łatwo – przekonują do tego ceny papierosów i znakomita jakość islandzkiego powietrza. Po zakupach pozostaje zadbać o pełen bak paliwa (najtańsze stacje to Orkan oraz Olís i ÓB – w czerwcu 2018 r. litr benzyny bezołowiowej kosztował na nich w przeliczeniu ok. 8 zł).

 

WŁASNYMI SIŁAMI

Alternatywą dla podróży samolotem i wypożyczenia auta na miejscu jest przyjazd własnym samochodem (jedyny prom M/S Norröna, przewoźnika Smyril Line z Wysp Owczych, pływa z duńskiego Hirtshals do portu Seyðisfjörður na wschodzie Islandii raz na tydzień). Podróż trwa niemal 3 doby w jedną stronę, a pod jej koniec można podziwiać niezmiernie urokliwe, ociekające dziesiątkami wodospadów wschodnie fiordy. Niemniej na niekorzyść tego rozwiązania przemawiają koszty takiej przeprawy (szczególnie w lecie), jej czas (należy jeszcze doliczyć dojazd z Polski do północnej Danii) oraz ryzyko ekstremalnych przeżyć na morzu (głównie poza sezonem). Jest to więc dobry pomysł dla osób zakochanych w Islandii i odwiedzających ją po raz kolejny. Dzięki własnemu autu mają szansę poznać ją lepiej, odkryć skarby ukryte przed oczami większości turystów i wejść w bliski kontakt z tutejszą naturą.

                Oczywiście, można spotkać śmiałków przemierzających wyspę na własnych nogach. Gdzieniegdzie podróżowanie autostopem jest popularne lub wręcz oficjalnie sugerowane za pomocą specjalnych znaków drogowych. Jednak poza turystycznym południem ten sposób zwiedzania może też wymagać spędzania na poboczach w trudnym do opisania deszczu i przy huraganowym wietrze wielu godzin, szczególnie jeśli nie sprawdzimy wcześniej, ile aut przejeżdża wybraną drogą. Ogromna dobowa zmienność islandzkiej pogody i występowanie skrajnych zjawisk wyjątkowo silnie kłócą się z nieprzewidzianymi postojami w oczekiwaniu na okazję. Poprzedzone przygotowaniami i poważnym rozeznaniem modne na Islandii letnie wędrówki są warte polecenia, ale wycieczki stopem na wschód, północ albo Fiordy Zachodnie (Vestfirðir) poza sezonem lub w przypadku osób bez dużego doświadczenia łatwo mogą przerodzić się w walkę z czasem, ciężkimi warunkami pogodowymi i własnymi słabościami. Respekt budzi przemierzanie kraju na rowerze (głośnym wyczynem była wyprawa Kuby Witka z 2016 r., po której w kolejnym roku powstał Isoland – wyreżyserowany przez niego film dokumentalny o polskich emigrantach), ale to już zdecydowanie propozycja dla osób z doświadczeniem, siłą woli i świetną kondycją. Niemniej rowerzystów na wyspie spotyka się w wielu rejonach więcej niż autostopowiczów i można odnieść wrażenie, że ten sposób jej poznawania, choć ambitny i nieco ekstremalny, zyskuje na popularności.

 

W RĘKACH LOSU

Zamiast wypożyczać samochód po przylocie mamy wreszcie możliwość wykupienia wycieczek (pojedynczych lub w pakiecie) w lokalnych biurach podroży. To bardzo rozsądna propozycja, w szczególności dla osób, które doceniają, że tutejszy przewodnik trafia od razu we właściwe miejsca, wie, ile czasu na nie poświęcić, zna aktualny stan ścieżek, szlaków i dróg, stale obserwuje najdokładniejszą prognozę pogody oraz przekazuje więcej informacji niż przewodniki książkowe. Podróż po Islandii jest trudna do planowania. Choć wydany w minionym roku przewodnik informuje, że jedyna w promieniu 50 km restauracja serwuje posiłki do 21.00, to może się zdarzyć, iż o 18.30 zastaniemy zamknięte drzwi. Na wyspie wszystko cały czas się zmienia. Droga do konkretnej atrakcji staje się nieprzejezdna, lodowa jaskinia zawala się pod wpływem skoków temperatury, a właściciel gruntu, na którym leży słynny wrak samolotu, ogradza go ze względu na zniszczenia powodowane przez turystów. Niewiele ponad 350 tys. mieszkańców nie jest w stanie sprawnie obsługiwać milionów gości z całego świata, szybko naprawiać bocznych dróg i zużytych samochodów czy remontować hoteli. Jednak to nie komfort stanowi o wyjątkowości tego kraju. Lokalny przewodnik lub farmer oferujący pokój w swoim gospodarstwie zawsze poradzi sobie z codziennymi niedogodnościami albo sprawi, żeby były one jak najmniej uciążliwe. O ostrzeżeniu przed powodzią lodowcową poinformuje swoich gości, zanim otrzymają mrożące krew w żyłach oficjalne SMS-y o niebezpieczeństwie, podpowie też, gdzie widziano renifery, obudzi przyjezdnych podczas zimowego spektaklu zorzy polarnej i wskaże najlepsze miejsce do jej podziwiania.

Samodzielny, nawet najbardziej oczytany turysta (lub korzystający z europejskiego biura podróży z niezbyt zorientowanym przewodnikiem) ma na poznanie prawdziwej Islandii mniejsze szanse. Potwierdzającym to przykładem niech będzie stosunek do pogody i planu wyprawy. Myślący po europejsku przybysze rozplanowują zwiedzanie z dokładnością co do godziny – wyliczają, jak szybko zamierzają się przemieszczać i na jak długo się zatrzymywać. Zakładają, że najpierw dotrą do interesującego ich miejsca, a potem je dokładnie obejrzą. Jednak na Islandii nie podróżuje się od punktu do punktu, tu po prostu się jest!

Warto więc nastawić się na pogodzenie się z warunkami pogodowymi i odkrywanie widoków za kolejnym zakrętem. Na stronie internetowej www.vedur.is dostępna jest najdokładniejsza islandzka prognoza pogody, zawierająca szczegóły dotyczące prędkości wiatru, stopnia zachmurzenia, prawdopodobieństwa opadów czy też… pojawienia się zorzy. Obok www.vegagerdin.is –z podglądem dróg i wiadomościami o ich przejezdności – to podstawowe źródło niezbędnych codziennych informacji dla Islandczyków. Dzięki tej wiedzy można często spędzić w słońcu (lub przynajmniej nie w deszczu) większą część pobytu, ciesząc wzrok cudownymi kolorami i krajobrazami. Prawdziwy urok Islandii tkwi w tym, że chłonie się chwilę, zostaje na dłużej tam, gdzie nam się spodoba, zatrzymuje się w miejscach rozświetlonych promieniami słońca. Często takie spontaniczne, niezaplanowane postoje zapisują się w pamięci jako najpiękniejsze momenty podróży, nie mniej emocjonujące niż oglądanie atrakcji znanych z pocztówek i przyciągających ludzi z całego świata. Przemierzać wyspę i przyglądać się jej to najlepszy sposób na zwiedzanie. Czasem gdy upartemu turyście trudno porzucić przyzwyczajenia, natura sama go ogrywa: akurat na te pół godziny zasłania lodowiec, przemacza poziomym deszczem trzy warstwy podobno nieprzemakalnej odzieży, boleśnie przewraca spontanicznym podmuchem o prędkości 90 km/godz. na nieutwardzonej (a jakże!) ścieżce lub z pomocą silnego wiatru… wyrywa z auta drzwi, zaledwie lekko uchylone z myślą o otwarciu. Śledzenie prognozy pogody, rozsądek i dbanie o swoje bezpieczeństwo są tu ważniejsze niż plan, a nawet pozorne oszczędności. Nagrodą za poddanie się siłom natury jest niezapomniana przygoda na Islandii, która ze sloganowej krainy ognia i lodu zmienia się w krainę marzeń i niesamowitości!

 

CENNE ATRAKCJE

Dzięki temu, że w czasie turystycznego sezonu słońce potrafi świecić niemal całą dobę (na początku lata przy dobrej pogodzie ciemno nie robi się wcale), kluczowe islandzkie atrakcje można odwiedzać w porach innych niż robią to autokary biur podróży, szczególnie iż nie ma tutaj bram, płotów, kas itp. Oferowane na miejscu wycieczki z doświadczonymi lokalnymi przewodnikami nie są tanie (od kilkuset złotych np. za rejs połączony z obserwowaniem wielorybów, spacer po lodowcu czy nurkowanie w międzykontynentalnej szczelinie pomiędzy płytami tektonicznymi, do 1,5 tys. złotych za wyjazd w interior lub pokonanie oszałamiającej górskiej drogi i przejażdżkę śnieżnymi skuterami). Jednak warto ponieść te koszty. Na Islandii turysta zostawia zazwyczaj znacznie więcej pieniędzy niż zakładał, przy czym trzeba przyznać, że wcale tego nie żałuje, a nawet – w miarę możliwości – usiłuje ów wyczyn z nie mniejszym rozmachem powtórzyć. Z kolei Islandczycy uważają, że ceny są takie, jakie być powinny: po prostu rzecz lub usługa kosztuje tyle, ile jest warta i ile ktoś chce za nią otrzymać, zatem właśnie tyle należy mu zapłacić. Poza stołecznym Reykjavíkiemzniżki – afsláttur – stosuje się tu dużo rzadziej niż w kontynentalnej Europie, najczęściej w sklepach spożywczych przy żywności z kończącym się terminem przydatności do spożycia.

 

NA POŁUDNIE, NA ZACHÓD

W przypadku pobytu na wyspie trwającego od pięciu do siedmiu dni, zorganizowanego samodzielnie, mamy do wyboru właściwie dwa kierunki zwiedzania – wyprawę wzdłuż południowego wybrzeża lub w stronę półwyspu Snæfellsnespołożonego na zachodzie. W ich trakcie nie trzeba wjeżdżać w głąb wyspy ani przekraczać rzek. Żadna z nich generalnie nie wymaga poruszania się autem z napędem na cztery koła (korzystanie z takiego samochodu rekomendowane jest od listopada do marca z uwagi na możliwe oblodzenie dróg, silne wiatry i zmienny stan nawierzchni). W przypadku obu wypraw można po drodze odwiedzić słynne kąpielisko termalne Błękitna Laguna (Blue Lagoon), Reykjavík i Golden Circle – Złoty Krąg. Na ten ostatni składają się trzy główne popularne atrakcje: obszar Þingvellir (gdzie w 930 r. po raz pierwszy obradował narodowy parlament Althing), gejzery – Geysir (to od niego wzięła się nazwa tego typu gorącego źródła) i Strokkur (w przeciwieństwie do pierwszego ten wciąż jest aktywny i regularnie wyrzuca strumień wody) – i w końcu Gullfoss, jeden z najbardziej znanych islandzkich wodospadów (ogląda się go zarówno z platform widokowych, jak i – w miesiącach letnich – z głazów wcinających się w przyspieszającą przed kipielą wodę).

Wyprawę po regionie południowym kontynuuje się, podążając drogą nr 1 ponad 300 km na wschód wzdłuż wybrzeża aż do słynnych lodowcowych zatok. Warte obejrzenia są m.in. wodospady: Seljalandsfoss, który obchodzi się ścieżką wokół, Gljúfrabúi (Gljúfrafoss) ukryty w szczelinie skalnej czy Skógafoss tworzący opadającą ścianę wody o wymiarach ok. 15 x 60 m, wciąż czynny wulkan Eyjafjallajökull, wrak samolotu Douglas C-47 Skytrain (zwanego Dakotą) spoczywający na plaży Sólheimasandur, klify na półwyspie Dyrhólaey i sąsiednia czarna plaża Reynisfjara z bazaltowymi skałami, grotą i wystającymi z wody ostańcami znanymi z teledysków islandzkiej piosenkarki Björk. Za Vík í Mýrdal zachwycają: spektakularny, niezmiernie fotogeniczny kanion Fjaðrárgljúfur, pola mchu, Skaftafell (rejon popularnych pieszych wędrówek wokół jęzorów lodowca Vatnajökull i po nich, gdzie można też – poza sezonem letnim – wykupić wycieczki do jaskiń lodowych), jezioro Fjallsárlón, a nieco dalej laguna Jökulsárlón (to tutaj pływa się amfibią lub pontonem wśród gór lodowych z cielącego się lodowca, a po przeciwnej stronie drogi, od strony morza, przechadza się między lśniącymi bryłami lodu o futurystycznych kształtach).

Do wypadów w południowym regionie wyspy dobrą bazą są okolice miejscowości Hella. Na tle nielicznych (i zazwyczaj absurdalnie drogich) ofert zakwaterowania gdzieś wzdłuż lodowców te wypadają zdecydowanie korzystniej pod względem ceny i dostępności. Odpocząć lub przeczekać złą pogodę można w otwartym w 2017 r. nowoczesnym interaktywnym muzeum LAVA Centre w Hvolsvöllur. Godny uwagi jest także znajdujący się obok dobrze wyposażony sklep z islandzkim rękodziełem. W razie niesprzyjających prognoz dla odleglejszych części wybrzeża warto wybrać się na krótki rejs na malowniczo piętrzący się archipelag Vestmannaeyjar. Główna z wysp – Heimaey – wciąż pozostaje zamieszkana mimo widocznych do dziś skutków wybuchu tutejszego wulkanu Eldfell w styczniu 1973 r.

Jeśli zamiast eksplorowania południa Islandii wybraliśmy wycieczkę na Snæfellsnes, wówczas z okolic obszaru Þingvellir warto wyruszyć na północ nowym asfaltowym fragmentem drogi 550 (na niektórych mapach 52) z widokiem na interior. Po ok. 25 km najlepiej odbić w lewo w stronę Borgarnes i podążać dalej na północny zachód w kierunku półwyspu. Jeszcze przed wspomnianym miasteczkiem (dobrym miejscem na nocleg i zakupy) można odwiedzić pola geotermalne Deildartunguhver, wzgórze trolli w Fossatún lub drogą 520 dotrzeć na okalającą pobliski fiord – Hvalfjörður – trasę 47, skąd prowadzi dość wymagająca, ale bardzo ceniona przez piechurów ścieżka do wysokiego na 198 m wodospadu Glymur. Na Snæfellsnes czekają za to kolonie fok (m.in. na prawo od parkingu przy plaży Ytri Tunga), lawowa jaskinia Vatnshellir, niezliczone ptaki wokół przepięknych, postrzępionych nadbrzeżnych skał w wiosce Arnarstapi, urokliwe zatoki pamiętające świetność niewidocznych dziś osad rybackich, których historie znaczą wraki statków. Po północnej stronie półwyspu na wyróżnienie zasługują malownicze pole lawowe Berserkjahraun, Muzeum Rekina (na farmie Bjarnarhöfn, gdzie można spróbować specyficznego sfermentowanego mięsa z tej ryby), prom Baldur ze Stykkishólmur pływający na odizolowaną wysepkę Flatey i Fiordy Zachodnie czy znana z wielu turystycznych folderów góra Kirkjufell (463 m n.p.m.). W drodze powrotnej warto zajrzeć nieco w głąb lądu nad rozłożysty wodospad Hraunfossar oraz skorzystać z najpopularniejszej z nowych islandzkich atrakcji – wycieczki na lodowiec Langjökull potężnym busem z napędem na wszystkie osiem kół i spaceru do wnętrza lodowca specjalnie wyżłobionym tunelem (Into the Glacier).

 

Kirkjufellsfoss, wodospad w sąsiedztwie góry Kirkjufell na półwyspie Snæfellsnes

© PROMOTE ICELAND

 

GORĄCA ZIEMIA

Kto ma 10–14 dni na zwiedzanie Islandii, może już pokusić się o objechanie wyspy dookoła niemal w pełni wyasfaltowaną drogą nr 1. Jeśli jest się gotowym na planowanie noclegów na bieżąco, przy wyborze kierunku najrozsądniej zdać się na… pogodę. Wydaje się to rozwiązaniem nieco droższym, ale w rzeczywistości uwalnia od kłopotliwego pokonywania dziesiątek lub setek kilometrów do zarezerwowanych wcześniej miejsc zakwaterowania i pozwala zobaczyć wiele atrakcji przy akurat sprzyjających warunkach pogodowych. Wschodnie i północne rejony Islandii są światami dalece odmiennymi od turystycznego południa. Należałoby im poświęcać odrębne przewodniki. Fiordy wschodnie czy księżycowe krajobrazy między miastem Egilsstaðir a jeziorem Mývatn, potężny wodospad Dettifoss na rzece Jökulsá á Fjöllum, wulkaniczne obszary wokół miejscowości Reykjahlíð – widoki przekraczają tu możliwości wyobraźni, choć wizyta na południu wyspy już była dla niej ogromną dawką inspiracji. Nieograniczone przestrzenie przynoszą szczególne poczucie wolności, ale i uświadamiają małość i kruchość człowieka. Gdzieniegdzie odnosi się wrażenie, że dane miejsce aż po horyzont zostało przygotowane… tylko dla nas. Tutaj, zaraz za wzniesieniami oddzielającymi zabudowania od gorących jeszcze pól lawowych Krafla i bulgoczącej ziemi Hverarönd (Hverir), znajduje się konkurujące ze słynną Błękitną Laguną (ceną, widokami i kameralnym charakterem) kąpielisko termalne Jarðböðin (Mývatn Nature Baths). Nad jeziorem Mývatn lub w Akureyri (wspaniałym, młodym duchem akademickim mieście, gdzie zamiast czerwonych świateł na skrzyżowaniach zapalają się czerwone serduszka) wykupimy niezapomnianą wycieczkę do wnętrza lądu, np. do kaldery Askja, aby po przeprawie specjalnym busem przez rzeki i marsjańskie krajobrazy podziwiać polodowcowe jezioro Öskjuvatn, wykąpać się w ciepłej, mlecznej wodzie wypełniającej wulkaniczny krater, a nieopodal obejrzeć rozległe pola lawy Holuhraun powstałe w wyniku erupcji wulkanu Bárðarbunga z lat 2014–2015. Jeżeli ktoś ma więcej czasu, w trakcie wyprawy wokół Islandii powinien też rozważyć wypłynięcie na obserwowanie wielorybów ze słynącego z tej atrakcji Húsavíku, choć trzeba przyznać, że podobne rejsy oferuje się w wielu islandzkich portach otwartych na północne wody i to najczęściej w niższej cenie.


NIEPRZYSTĘPNA KRAINA

Najbardziej odizolowane i tajemnicze są imponujące ogromem przewyższeń i klifów, wzbudzające szczególne emocje w oglądających Fiordy Zachodnie, według miejscowych legend kraina… magii i czarów (Strandagaldur, Museum of Icelandic Sorcery & Witchcraft – Muzeum Islandzkiej Magii i Czarów znajduje się w miasteczku Hólmavík). Północno-zachodnie krańce wyspy, jeszcze kilkanaście lat temu niemal niedostępne przez znaczną część roku ze względu na strome i zasypywane śniegiem szutrowe drogi wijące się wzdłuż brzegu morza i przez wysoko położone przełęcze, obecnie stały się nieco łatwiejsze do przemierzania (za wyjątkiem wyłączonego z ruchu i działalności człowieka Rezerwatu Naturalnego Hornstrandir) dzięki prawie w całości utwardzonym drogom 60 i 61. To chyba najbardziej lubiany cel wycieczek samych Islandczyków. Znajdują się tu gorące baseny i naturalne oczka kąpielowe, głębokie fiordy (które można oglądać także z perspektywy kajaka, wypożyczonego np. w Ísafjörður, albo końskiego grzbietu), najrzadziej odwiedzane jary i wodospady, małe rybackie osady i w końcu opuszczone przetwórnie rybne czy wraki (statków, samochodów i samolotów). To Islandia ze wspomnień, bez śladów przemysłu, ufna i prosta – z jajkami i marmoladami wystawianymi na sprzedaż w okolicy samotnych farm, jagodowymi krzewami opanowującymi we wrześniu ciągnące się kilometrami zbocza, pokazująca jak zwyczajne było życie dawniej. To raj dla ptaków i wolnych ludzi, a jednocześnie koniec świata, który jesienna lub wiosenna śnieżyca potrafi odciąć od reszty wyspy albo podzielić na odizolowane od siebie enklawy na długie dni. Mieszkańcy tej części kraju traktują jej trudne warunki jako zwykłą kolej rzeczy, wielu z nich lubi tę surowość, ciszę i siłę, również w niełatwych zimowych miesiącach, mimo szczególnie depresyjnego wówczas nastroju. Z perspektywy turystów magia Fiordów Zachodnich może jednak wyglądać inaczej. Utknąć w śniegu na 10 godz. lub w zapomnianym hoteliku na cztery nieplanowane dni tylko dlatego, że nie śledziło się kilka razy dziennie zmieniającej się dynamicznie prognozy pogody, to nie dla wszystkich atrakcyjne doświadczenie.

 

WIELKA SIŁA PRZYCIĄGANIA

Na turystycznej mapie świata łatwo znaleźć wiele miejsc, gdzie za określoną kwotę można się zrelaksować, wygrzać w słońcu, zaznać komfortu i spokoju, wyłączyć myśli. Jest to formuła tak popularna, jak przewidywalna – kierując się doświadczeniami przyjaciół, opiniami z internetu, artykułu lub przewodnika, decydujemy się na sprawdzoną wycieczkę organizowaną samodzielnie lub przez biuro podróży w formie pakietu all inclusive, dopasowaną do naszych gustów i możliwości. Islandia zachęca do uprawiania zupełnie innego typu turystyki, opartej na eksploracji, ruszaniu w nieznane, odmienności i zmienności. To znamienne, że trudno trafić na osoby, które odwiedziły ten kraj i nie chciałyby do niego wrócić. Nawet 10 lat regularnych turystycznych wypraw w te strony nie daje przekonania, iż poznało się wszystkie malownicze zakątki, a magnetyczna moc wyspy – nigdy ponownie takiej samej – potrafi wielu zawrócić w głowie. Islandia zmienia się jak topniejące lodowce: rok po roku traci odrobinę północnego charakteru, ale równocześnie gdzie może walczy, aby czas i turyści nie pokonali jej zbyt łatwo. Warto przyjechać tu, żeby spojrzeć na świat z szerszej perspektywy i poznać… samego siebie. Nie wolno zwlekać zbyt długo, bo Islandczycy coraz dotkliwiej odczuwają skutki popularności swojej ojczyzny, którą nie każdy przybysz należycie szanuje, czym wywołuje niekiedy frustrację właścicieli tutejszych terenów i doprowadza do zamknięcia czy ogrodzenia kolejnych atrakcji. Mimo dużego zainteresowania Islandią wśród obcokrajowców oraz wysokich cen lokalnych usług i towarów jej mieszkańcy wciąż nie traktują turystów jako dostawców świeżej gotówki lub co gorsza intruzów. Pozostaje więc tylko życzyć sobie odpowiedzialnych przygotowań i dobrej pogody oraz aby wspomnianego ognia i lodu nigdy nie spotkać w jednym miejscu i czasie. Po wizycie na tej niesamowitej wyspie postrzeganie świata i podróżowanie nie jest już takie jak wcześniej. I wyjątkowo często korci, żeby znów stanąć wśród lawy i mchów, oko w oko ze zdziwionymi baranami, wyłuskując z kieszeni grubej kurtki kolejnego lukrecjowego cukierka.

 

Fiordy Zachodnie są jednym z najmniej zaludnionych obszarów wyspy

© MICHAŁ MOC/WWW.ICELANDIC.PL

 

Wydanie Lato 2018

Île-de-France, czyli wokół stolicy Francji

ALEKSANDRA SOROCZYŃSKA

<< Paryż nie bez powodu zajmuje pierwsze miejsce na podróżniczej liście wielu turystów zarówno z Europy, jak i całego świata. Tu, pod żelazną Wieżą Eiffla odkrywają oni swoje ulubione zakątki, które wspominają później po powrocie do domu. I choć niektórym z nich wydaje się, że w tej części Francji widzieli już chyba wszystko, na pewno się mylą. Przed nimi zostało jeszcze wiele do zobaczenia. >>

Île-de-France to najbardziej zaludniony francuski region (12-milionowy), którego centrum stanowi jedno z najchętniej odwiedzanych europejskich miast – Paryż. Tłumaczenie nazwy tego obszaru brzmi Wyspa Francji i trzeba przyznać, że w pełni zasługuje on na swoje miano. Nigdzie indziej w tym kraju nie znajdziemy tak wielkiej liczby francuskich zabytków, muzeów, galerii, teatrów, kin i innych centrów rozrywki, jak właśnie tutaj.

Więcej…

Filmowe oblicza Sycylii

HELENA KUCZYŃSKA-GRASSO


<< „Wydawało mi się naturalnym umiejscowienie akcji filmu w miejscu, gdzie historia jest nadal żywa i wibrująca. Jest to Sycylia, której nie należy identyfikować z mafią. Ta wyspa ma wiele innych twarzy, które ogromnie mnie fascynują” – powiedział kiedyś Krzysztof Zanussi o swoim filmie „Czarne słońce”. Zdecydowanie zgadzam się z jego słowami. Podróż po tej pasjonującej części Włoch dostarcza mnóstwa różnorodnych wrażeń i pozwala porównać rzeczywistość z powszechnymi wyobrażeniami. >>

Więcej…