ELŻBIETA PAWEŁEK

                                                                                                              FOT. ZILLERTAL TOURISMUS GMBH

<<Największe ośrodki sportów zimowych z niepowtarzalną górską scenerią, snowparki dla snowboardzistów i amatorów freestyl’u oraz setki kilometrów bajecznych nartostrad – to marzenie wszystkich zapalonych narciarzy. Tej zimy każdy powinien poszaleć na nartach w jednym z bajecznych kurortów – z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi bądź solo, a czasem nawet w towarzystwie gwiazd z pierwszych stron gazet. >>

Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie urozmaica sennego zimowego okresu jak udane podróże. Dlatego też wyjazdy na narty od wielu lat cieszą się dużą popularnością wśród Polaków. Aktywny wypoczynek znakomicie wpływa na organizm człowieka. Urlop na jednej lub dwóch deskach pozwala zachować kondycję, a ciepłe promienie słoneczne, ogrzewające stoki, skutecznie poprawiają wszystkim samopoczucie. Wśród przepięknych górskich widoków, z grupą sprawdzonych przyjaciół czy najbliższych, na pewno uda nam się zapomnieć o codziennej miejskiej szarości.

 

W tym wydaniu All Inclusive wybraliśmy specjalnie dla miłośników białego szaleństwa najlepsze miejscowości i regiony narciarskie w Europie i na obrzeżach Azji. W naszej finałowej dziesiątce królują alpejskie stacje: Sankt Moritz, Zillertal czy Les Trois Vallées, ale nie brak też nowych gwiazd – bułgarskiego Banska i tureckiego Palandöken. Również nasi południowi sąsiedzi, Słowacy i Czesi, mają się czym pochwalić.

 

Zillertal – w królestwie śniegu

Jest tu wszystko, o czym marzą zapaleni narciarze – urozmaicone szlaki i jedyny całoroczny lodowiec w Austrii. Nic więc dziwnego, że dolina rzeki Ziller wielokrotnie zdobywała międzynarodowe nagrody. W jej sześciu ośrodkach – Fügen, Zell am See, Kreuzjoch, Gerlosstein, Finkenberg czy słynnym Mayrhofen – na amatorów białego szaleństwa czeka 671 km tras i prawie 200 wyciągów. O Zillertal mówi się, że to „najbardziej aktywna dolina świata“. Jeden karnet narciarski Zillertal SuperSkipass (215 euro dla osoby dorosłej za 6 dni) uprawnia do korzystania ze wszystkich tutejszych stoków. Do poszczególnych stacji dowiezie nas bezpłatny autobus. Do wyboru są łagodne zbocza osłonięte od wiatru drzewami czy słynna trasa Harakiri, której nachylenie osiąga miejscami 78 proc.! Vans Penken Park w Mayrhofen przyciąga natomiast miłośników freestyle’u.

FOT. VISITFIEMME.IT/ORLERIMAGES.COM

Daiano, Trydent, Włochy

 

Do Hochfügen od 2 do 9 lutego 2013 r. powinni za to zajrzeć miłośnicy freeride’u, ponieważ właśnie wtedy odbędzie się tu Black Diamond Big Mountain, podczas którego mistrzowie tej dyscypliny zawalczą o punkty startowe do Pucharu Świata. Hintertux, najlepszy lodowiec dla wielbicieli białego szaleństwa według portalu Skiresort.info, coraz częściej odwiedzają Polacy i narodowe kadry narciarzy. Mimo doskonałych warunków pierwszy wyciąg krzesełkowy ruszył tutaj dopiero w 1949 r. Wcześniej do wioski Hintertux przyjeżdżali kuracjusze, aby korzystać z gorących źródeł. Lodowiec podchodził wówczas pod samą osadę. Od tamtej pory przesunął się 500 metrów w górę i jest w ciągłym ruchu. Niezapomnianych wrażeń dostarcza wizyta w Naturalnym Pałacu Lodowym (Natur Eispalast), znajdującym się 200 metrów poniżej szczytu Hintertuxa. W wąskiej szczelinie, gdzie schodzi się po ruchomych drabinkach, widać olbrzymie sople lodowe i zamarznięte wodospady. Największą atrakcję stanowią tu jednak niewątpliwie stoki narciarskie. Kolejka Gletscherbus 1 dowozi narciarzy na halę Sommerbergalm. Stamtąd możemy przesiąść się z kolei w Gletscherbus 2, aby dotrzeć do Tuxer Fernerhaus (2600 m n.p.m.) i ruszyć Gletscherbus 3 na wysokość ponad 3200 m n.p.m. lub nową 10-osobową Gefrorene Wand nieco niżej, bo na 3033 m n.p.m. Trasy na lodowcu nie uchodzą za łatwe, ale przyciągają jak magnes ze względu na rozpościerający się wokół las połyskujących w słońcu trzytysięczników.

 

Sankt Moritz – perła Szwajcarii

Wizyta w Sankt Moritz jest jak terapia w najlepszym SPA. Słońce świeci tutaj 322 dni w roku, a lecznicza moc miejscowych wód znana była już 3 tys. lat temu. Jak mówią Szwajcarzy, można tu wyleczyć serce, duszę i ciało. Wizytówką tego miejsca są luksusowe hotele Kulm Hotel St. Moritz, Carlton Hotel St. Moritz, Kempinski Grand Hotel des Bains czy Badrutt’s Palace, wysyłające po swoich gości rolls-royce’a z szoferem.  

Wśród szwajcarskich zimowych kurortów Sankt Moritz stanowi numer 1. Znajdują się w nim trzy ośrodki narciarskie i 350 km perfekcyjnie ubitych nartostrad. 6-dniowy karnet kosztuje 300 euro, ale rezerwując 6 noclegów w hotelu, dostaniemy od 20 października 2012 r. do 20 maja 2013 r. aż 50 proc. zniżki! Największą stacją jest Corviglia z najwyższym szczytem Piz Nair (3057 m n.p.m.), z którego w dół schodzi 30 tras. Dla amatorów spokojnej jazdy przygotowano specjalny szlak Paradiso. Każdy głodny narciarz powinien natomiast zajrzeć do La Marmite – położonej na wysokości 2486 m n.p.m. restauracji Reto Mathisa, który wydał wojnę fast foodom na stokach. Oferuje ona m.in. bliny z gryki z kawiorem czy carpaccio z czarnymi truflami (z własnej hodowli!) i łososiem.

FOT. ENGADIN ST. MORITZ-SWISS-IMAGE.CH/MICHAEL METTLER

Sankt Moritz, Szwajcaria

 

Stoki sąsiedniej Diavolezzy nie są tak atrakcyjne, ale wynagrodzą nam to bajkowe krajobrazy – majestatyczne szczyty ciągną się tu aż po horyzont. Po wjeździe kolejką linową na wysokość 2978 m n.p.m. można posilić się w restauracji, a nawet posiedzieć w jacuzzi pod gołym niebem! Potem pozostaje już tylko zjechać w dół 10-kilometrową trasą off-piste po Morteratsch (najdłuższy zjazd z lodowca w całej Szwajcarii). Według legendy Diavolezza była piękną diablicą, a każdy, kto się w niej zakochał, musiał zginąć.

Podczas pobytu w Sankt Moritz nie wolno również nie wykorzystać okazji do nocnego szusowania pod rozgwieżdżonym niebem po oświetlonym stoku w ośrodku Corvatsch. Co kilka metrów rozmieszczono tutaj bary z muzyką. 

 

Słowackie Tatry – nowe atrakcje u sąsiadów

Chcąc pokazać, że choć Tatry są niewysokimi górami, mogą śmiało konkurować z Alpami, Słowacy przygotowali na ten sezon wiele udogodnień, np. nowe wyciągi, szkółki narciarskie, jeszcze więcej armatek śnieżnych i bezpłatne parkingi przy stacjach kolejek. Najważniejszą tegoroczną inwestycją jest połączenie północnych i południowych stoków Chopoku (2024 m n.p.m.) nowoczesnymi 24- i 15-osobowymi gondolami. Z siedmiu największych słowackich ośrodków narciarskich możemy obecnie korzystać przy zakupie jednego karnetu elektronicznego Slovakia Super Skipass. Czeka w nich na nas 108 km tras, 29 kolejek linowych i 67 wyciągów. Za całosezonowy karnet wraz z wejściami do Aquaparku Tatralandia zapłacimy w tym sezonie 390 euro. Jeśli znudzi nam się Chopok, warto udać się do Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso) lub Tatrzańskiej Łomnicy (Tatranská Lomnica), gdzie kolejka z 6-osobowymi wagonikami z podgrzewaną kanapą zawiezie nas w 7 min. do pośredniej stacji Štart, a potem nad Łomnicki Staw (Skalnaté pleso, 1751 m n.p.m.) i w końcu na samą Łomnicę (Lomnický štít, 2634 m n.p.m.).

FOT. SŁOWACKIE CENTRUM TURYSTYKI

Nowa kolejka gondolowa na Chopoku

 

Z jej szczytu rozpościera się przepiękna panorama Tatr. Chyba najbardziej swojsko Polacy poczują się jednak w Ski Bachledova,gdzie pamiętają jeszcze wyczyny narciarskie Bachledów z Zakopanego. Stolica polskich Tatr leży zresztą niecałe 40 km stąd. Niedawno ruszył tu w pełni automatyczny system sztucznego naśnieżania. Większość tras ma nachylenie na północną stronę, więc sezon trwa długo. Karnet na dzień kosztuje 22 euro. Do dyspozycji jest kilka wyciągów, w tym jeden wyłącznie dla dzieci, oraz dwie kolejki linowe. Aby odpowiednio zakończyć sportowe szaleństwa na stokach, wypada odwiedzić słowackie termy – Aquapark w Dolným Kubínie lub słynną Tatralandię w Liptowskim Mikulaszu (Liptovský Mikuláš). W tej ostatniej otworzono w grudniu 2012 r. Tropikalny Raj w kształcie muszli – doskonałe miejsce do relaksu, przypominające Karaiby. Natomiast w parku wodnym Gino Paradise Bešeňová na gości czeka nowy kryty basen termalny ze sztucznymi falami oraz wieża widokowa o wysokości 35 metrów z sześcioma zjeżdżalniami.  

 

Dolomity Superski – włoska karuzela

To największy region narciarski na świecie, gdzie można szusować, korzystając z jednego skipassu. Leży na terenie Trydentu-Górnej Adygi (Trentino-Alto Adige) w północnych Włoszech. Każdego roku przyjeżdża tu coraz więcej Polaków. Nic w tym dziwnego – w tym rejonie istnieje aż 450 wyciągów, a ponad 1200 km tras wije się u podnóży majestatycznych Dolomitów. Z karnetem Dolomiti Superski możemy zapuścić się do Val di Fassa, miejscowości Moena czy Val di Fiemme (Doliny Płomieni). Pomiędzy nimi kursują bezpłatne busy dla narciarzy. Nieco dalej leży San Martino di Castrozza, do którego dojazd samochodem jest trudniejszy, ale gdzie widoki naprawdę zapierają dech w piersiach. W tej część Włoch każdy miłośnik białego szaleństwa powinien odwiedzić Sella Rondę (Sellarondę). Dla niektórych to już narciarska klasyka, ale dla nowicjuszy ta słynna pętla stanowi spore przeżycie. 40-kilometrową trasę wokół masywu Sella mogą pokonać nawet średnio doświadczeni narciarze. Aby wrócić przed zmierzchem do punku startu, trzeba się jednak spieszyć. Sella Ronda, szalona karuzela narciarska, jest wymysłem włoskich inżynierów. Przeskakując z wyciągu na wyciąg, w ciągu kilku godzin można objechać aż cztery doliny.Pomarańczowe strzałki prowadzą zgodnie ze wskazówkami zegara z ośrodka Alta Badia w kierunku Arabby, Val di Fassa i Val Gardena, a zielone – w stronę przeciwną. Wybór punktu początkowego należy jedynie do nas. Po drodze krajobraz zmienia się niczym w kalejdoskopie – co chwilę oglądamy nową scenerię: surowe turnie, skalne ściany czy wierzchołki gór w kształcie baszt. Jakoś trudno sobie teraz wyobrazić, że przed milionami lat szumiało tutaj morze, a Dolomity powstały z raf koralowych. Dla zaczerpnięcia oddechu wjedźmy kolejką linową na najwyższy punkt widokowy – Rifugio Maria (2950 m n.p.m.). Restauracja na górze czasem serwuje szampana za darmo! Na trasie Sella Rondy narciarze mogą się też pożywić w Rifugio Comici, które słynie ze świeżych ryb. Delektowanie się krabami i ostrygami na wysokości ponad 2 tys. m n.p.m. dostarcza niekiedy równie dużo przeżyć, co zjazd czarną trasą Pucharu Świata z Piz la Villa. Każdego dnia włoską karuzelą przejeżdżają tysiące narciarzy, jednak nigdzie nie tworzą się kolejki.

 

Maso Corto – polska wyspa

Tę małą miejscowość w Górnej Adydze, czyli Tyrolu Południowym, odkryło już wielu wielbicieli białego szaleństwa z Polski. Położona u stóp lodowca Hochjoch (3280 m n.p.m.) na wysokości 2 tys. metrów zapewnia ośnieżone stoki przez okrągły rok. Znajdują się tu m.in. ciekawa rampa dla miłośników half-pipe’u, trasy do telemarku i carvingu, a przy sprzyjającym wietrze można nawet poszybować z nartami na lotni. Maso Corto nie jest jednak ośrodkiem tylko dla wyczynowców. Posiada też trasy wycieczkowe i saneczkowe. Kolejką w 6 minut wjedziemy na ponad 3 tys. metrów. Na lodowcu śnieg nadaje się do szusowania nawet w maju. Sporym wyzwaniem dla naszych nóg z pewnością okaże się 8-kilometrowa trasa, którą kiedyś przemierzali przemytnicy. Dużo krótsza, południowa będzie natomiast w sam raz na rozgrzewkę na początek dnia.

FOT. TOP***RESIDENCE KURZ

Maso Corto - Top Residence Kurz nocą

 

Na stokach działa kilka kameralnych schronisk, gdzie serwują bombardino (ajerkoniak na gorąco ze śmietanką) oraz przysmaki tyrolskiej kuchni. Mówi się, że Maso Corto dla polskich narciarzy odkryli instruktorzy z Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie podczas poszukiwań odpowiednich miejsc do treningów na tyczkach kilkanaście lat temu. Od tamtej pory Polacy na dobre zagościli w tej uroczej wiosce. Dziś często obok języka niemieckiego, powszechnie używanego w Tyrolu Południowym, czy włoskiego słyszy się tutaj także polski. Rodzime nazwy produktów umieszczane są nawet w tutejszych sklepach i barach. Kilkakrotnie organizowano już tzw. Polskie Dni w Maso Corto (ostatnie w czerwcu 2010 r.) z muzyką, zawodami sportowymi, festiwalem kuchni, pokazami mody i występami gwiazd. Ich gości kwaterowano w Top Residence Kurtz z 25-metrowym basenem, centrum Wellness i siłownią. Na koniec warto wspomnieć, że w okolicy znaleziono w 1991 r. szczątki Ötzi, czyli „człowieka lodu” zmarłego ok. 3300 lat p.n.e., który z miejsca stał się wielką atrakcją turystyczną. Postawiono mu nawet pomnik, a jego mumię umieszczono w pobliskim Muzeum Archeologicznym Górnej Adygi w Bolzano.

 

Vallnord i Grandvalira – pirenejski odlot

Zimą Księstwo Andory zamienia się w wielki ośrodek narciarski. Ośnieżone stoki oplecione są siecią nowoczesnych wyciągów. Czasem trochę tu wietrznie, ale najczęściej pogoda dopisuje, a szusowanie wśród malowniczej scenerii Pirenejów stanowi wielką przyjemność. Jeśli znudzą nam się narty, możemy spróbować jazdy psimi zaprzęgami lub na skuterach, pochodzić na rakietach śnieżnych albo zrobić zakupy w strefie wolnocłowej. Każdego roku Andora przyciąga coraz więcej polskich miłośników białego szaleństwa, czemu sprzyjają tanie połączenia lotnicze z Barceloną (Wizz Air czy Ryanair). Na miejscu do wyboru mamy dwie nowoczesne stacje, niczym nie ustępujące tym w Alpach: Vallnord i Grandvalirę. Pierwszą z nich okupują zazwyczaj młodzi pasjonaci snowboardu. W jej okolicy leżą trzy malownicze miejscowości – Arcalís, Arinsal i Pal. Z prawie 100 km tutejszych tras dwie posiadają homologację FIS (Międzynarodowej Federacji Narciarskiej).

Sąsiednia Grandvalira jest bardziej rodzinna i konserwatywna, ale to największy ośrodek narciarski w całych Pirenejach. Znajdziemy tu cztery świetne snowparki (w tym jeden nocny!) i ponad 200 km nartostrad: od zielonych dla początkujących aż po strome, których połowę oznakowano jako czerwone i czarne. Można stąd przeskoczyć na francuskie stoki w Porte des Neiges. Z 67 wyciągów wywożących w górę 100 tys. osób na godzinę większość to wygodne gondole (niektóre z nich mają podgrzewane krzesła). W miejscowości Soldeu, gdzie na czarnej trasie Avet rozgrywa się Puchar Świata w narciarstwie alpejskim kobiet, dla wygody narciarzy zainstalowano windy i schody ruchome! Z sąsiedniego Encamp szybko dostaniemy się na najwyższe szczyty nowoczesną koleją Funicamp. Po całym dniu spędzonym na nartach odpoczniemy natomiast w Caldea Thermoludic Centre z oddanym właśnie do użytku nowym centrum Wellness. To jedno z największych górskich SPA w Europie z basenami z gorącą wodą termalną, łaźniami tureckimi, saunami, fitness i gabinetami odnowy biologicznej. W małym Księstwie Andory mamy wszystko, czego dusza zapragnie.

 

Trzy Doliny – 600 km białego szaleństwa

Les Trois Vallées (Trzy Doliny) to, jak żartują Francuzi, największy cyrk narciarski świata. Mamy tu 600 km tras, które są gładkie i szerokie niczym autostrady, a w dodatku połączone tak misterną siecią wyciągów, że jeździ się po nich bez odpinania nart! Wokół nich wznoszą się zapierające dech w piersiach monumentalne Alpy. Serce Trzech Dolin stanowi Méribel, z którą sąsiadują słynne stacje Courchevel i Val Thorens. Na narciarzy czeka tutaj 40 gondoli (część gruntownie odnowionych), nazywanych przez Francuzów „bąblami”, a przez Anglików – „jajkami”. Duże wrażenie robią zwłaszcza dwie wysokogórskie kolejki – każda z nich zabiera do góry 160 osób! Z najwyższego szczytu Cime de Caron (3195 m n.p.m.) widać Mont Blanc (4810 m n.p.m.). Mówi się, że ten narciarski raj nigdy by nie powstał, gdyby nie miłość pewnego szkockiego pułkownika do Méribel. W 1938 r. stworzył on w tym miejscu alpejską stację (Méribel les Allues), która wkrótce stała się zimowym kurortem Brytyjczyków. Sąsiednia Val Thorens, leżąca na wysokości 2300 m n.p.m. (najwyżej położona stacja narciarska w Europie), przyciąga wielu młodych amatorów białego szaleństwa, pragnących sprawdzić się na jej trudnych stokach. W nieco snobistycznym Courchevel widuje się gwiazdy i polityków z pierwszych stron gazet. Ceny bywają w nim astronomiczne, w sam raz dla szejków z Arabii Saudyjskiej czy milionerów z Rosji, którzy bez mrugnięcia oka płacą po 1000 euro za nocleg. Dzięki częstszym połączeniom lotniczym z Polski do Lyonu i Genewy oraz sieci shuttle busów, które sprawnie przewiozą nas w góry, marzenia o szusowaniu na tutejszych stokach mogą teraz łatwo się ziścić. Aby przyjechać do Trzech Dolin, tak naprawdę wcale nie trzeba być krezusem. Wystarczy pamiętać, że koszty wyjazdu będą dużo mniejsze, jeśli zamieszka się w komfortowym apartamencie z własnym wyżywieniem.   

 

Czechy – teraz jeden skipass

U naszych kolejnych południowych sąsiadów, czyli Czechów, mamy 450 km tras zjazdowych w ponad 200 ośrodkach narciarskich. Najsłynniejszy z nich to Szpindlerowy Młyn (Špindlerův Mlýn) w Karkonoszach, ok. 50 km od polskich Jakuszyc. Na narciarzy czeka w nim 25 km nartostrad, kilkanaście wyciągów orczykowych i cztery krzesełkowe, a na snowboardzistów – duży snowpark. Miejsc, gdzie można poszaleć na desce, jest zresztą w Czechach znacznie więcej. Warto wymienić choćby kompleksy w malutkich Rejdicach na pograniczu Karkonoszy i Gór Izerskich, a także w Rudawach – najlepsza czeska U-rampa. Ofertę wzbogaciły nowe ośrodki Kouty nad Desnou w paśmie Jesioniki (Jeseníky) czy Skipark Červená Voda w Górach Orlickich. W niektórych z nich – Pecu pod Śnieżką i Czarnej Górze (Černá hora) – można już korzystać ze wspólnego skipassu. Najmłodsi miłośnicy białego szaleństwa nauczą się jeździć na nartach pod okiem instruktorów w specjalnie wydzielonych parkach. Największy z nich znajduje się w Lipnie na Szumawie. Z kolei w Harrachovie na dzieci czekać będzie zamek ze śniegu, a w mieście Kašperské Hory – snowtubing w rynnie oraz slalom z postaciami z bajek. Kompleks narciarski Malá Úpa (SKiMU) we wschodnich Karkonoszach (zaledwie 25 km od Karpacza) zaprasza na rodzinny wypoczynek. To jeden z najwyżej położonych ośrodków w Czechach – dolna stacja wyciągu usytuowana jest tutaj na wysokości ponad 1000 m n.p.m. W tegorocznym sezonie w Malej Úpie dzieci do lat 6 jeżdżą na nartach za darmo. Amatorzy białego szaleństwa mogą zakupić Karkonosze Regioncard – pierwszą czesko-polską regionalną kartę gościa, która uprawnia do ponad 250 atrakcyjnych zniżek po obu stronach granicy. Jej zimowy wariant (ważny przez 14 dni od 1 listopada 2012 r. do 30 kwietnia 2013 r.) obejmuje rabaty m.in. na wyciągi, wypożyczalnie i serwisy sprzętu, szkółki narciarskie, ośrodki SPA & Wellness, restauracje, sklepy czy muzea. Cena karty dla osoby dorosłej wynosi 17 zł. W dniach 11–15 stycznia w osadzie Pustevny w Beskidach obejrzymy lodowe rzeźby. Poza tym między 22 a 26 stycznia 2013 r. odbędą się tu wyścigi psich zaprzęgów. A jeśli znudzą się nam te wszystkie atrakcje, warto połączyć wyjazd na narty z kuracją w Mariańskich lub Jańskich Łaźniach czy też Luhačovicach.

 

Bansko – narodziny gwiazdy

Bułgaria od dawna, oprócz wybrzeża Morza Czarnego i jego pięknych plaż, oferuje znakomite stoki narciarskie. Kto lubi wielkomiejski blichtr, wybierze masyw górski Witosza w sąsiedztwie Sofii. Wyciągi krzesełkowe, gondola i snowpark czekają tu zarówno na początkujących narciarzy, jak i mistrzów dwóch desek. Podobnie w Pamporowie, które uchodzi za perłę wśród bułgarskich stacji w paśmie Rodopów – prawie 40 km tras, szkółki narciarskie, a przy stokach sympatyczne tawerny. Ostatnio jednak furorę robi przede wszystkim Bansko – namaszczone przez samego Alberto Tombę, który miał powiedzieć, że to najlepszy ośrodek sportów zimowych w Europie Wschodniej. W przeciwieństwie do Pamporowa, gdzie stoki są dość łagodne, tu każdy znajdzie coś dla siebie. Spośród 70 km nartostrad większość jest sztucznie naśnieżana. Sam ośrodek robi duże wrażenie – hotele, wyciągi, trasy lśnią nowością jak w zachodnich stacjach. Co pół godziny kursują darmowe busy dla narciarzy, a po białym szaleństwie czeka na nas 200 malowniczych tawern w miasteczku. W restauracji Veselo Selo odbywają się pokazy folklorystyczne, podczas których można spróbować bułgarskiej kuchni i mocnej rakii.

 

Turcja – egzotyka na stoku

Narty w Turcji?! Dziś nikogo nie zdziwi taki wybór kierunku wyjazdu zimowego. Do Erzurum, stolicy całego regionu narciarskiego (ponad 380 tys. mieszkańców), można dostać się samolotem, odkąd powstał tu międzynarodowy port lotniczy. Stąd blisko już do nowoczesnych stacji dla amatorów białego szaleństwa w Górach Pontyjskich. W 2011 r. odbyła się tutaj Zimowa Uniwersjada, a rok później Mistrzostwa Świata Juniorów w narciarstwie klasycznym. Najbardziej znanym ośrodkiem narciarskim jest Palandöken, położony zaledwie ok. 5 km od Erzurum. Do dyspozycji mamy w nim 9 wyciągów, w tym dwie gondole, oraz 22 trasy, a wśród nich slalomowe FIS, poprowadzone na wysokości 2200–3200 m n.p.m. Sezon trwa tu od połowy grudnia do maja. Kontynentalny klimat sprawia, że drobny i suchy śnieg wręcz idealnie nadaje się dla narciarzy. Niecałe 20 km od Erzurum znajdziemy inny nowoczesny ośrodek – Konaklı Alp Disiplini Kayak Tesisi. Wybudowano go na potrzeby Zimowej Uniwersjady, dysponuje 6 wyciągami krzesełkowymi i ciekawymi trasami. Wielbiciele dużych prędkości zazwyczaj okupują przejazd przygotowany do slalomu giganta, gdzie mogą poczuć się prawie jak słynny Herminator, Hermann Maier…


 

Artykuły wybrane losowo

W wietrznej hiszpańskiej Galicji

 

KATARZYNA KULESZA

www.hiszpanskiejedzenie.pl

 

 

pilgrim-at-the-cathedral

© TURISMO DE SANTIAGO/SANTIAGOTURISMO.COM

 

Jest takie miejsce w Hiszpanii, w którym ocean wdziera się w ląd, aby pozostawić po sobie niezwykłe skarby. Jeszcze do niedawna mówiono o nim, że stanowi koniec świata, gdzie nadal wierzy się w czarownice i zabobony, a ciągle żywa tradycja wywiera ogromny wpływ na kulturę, kuchnię i zachowanie ludzi. Przed wiekami św. Jakub Apostoł wybrał się tutaj, żeby szerzyć chrześcijaństwo. Dzisiaj tysiące pielgrzymów przybywa modlić się przy jego grobie w Santiago de Compostela.

 

Wspólnota autonomiczna Galicja (Galicia, Galiza) leży w północno-zachodniej części Hiszpanii. W jej skład wchodzą cztery prowincje: A Coruña (La Coruña), Lugo, Ourense (Orense) i Pontevedra. Od północy i zachodu region oblewają wody Atlantyku. Południowa granica oddziela go od Portugalii, a jego wschodnie tereny sąsiadują ze wspólnotami Asturia oraz Kastylia i León. Obowiązują tu dwa języki urzędowe: galicyjski i hiszpański. Galicja kojarzy się przede wszystkim ze swoją stolicą Santiago de Compostela, w której wedle tradycji spoczywają szczątki św. Jakuba Większego Apostoła, zmarłego najprawdopodobniej w 44 r. n.e. Jednak ten rejon kraju ma dużo więcej do zaoferowania. Wzdłuż wybrzeża (mającego wraz z okolicznymi wysepkami ponad 1660 km długości) ciągną się piękne plaże, w miastach czekają na nas ciekawe zabytki, w restauracjach i barach napijemy się wyśmienitego wina i zjemy pyszne dania z owoców morza i ryb, a na naszej drodze spotkamy niezmiernie sympatycznych mieszkańców tej krainy.

 

Hiszpanie tak naprawdę nie tworzą całkowicie jednolitego społeczeństwa. Różnią się pod względem tradycji i kultury, temperamentu, cech charakteru czy sposobu życia w zależności od regionu, który zamieszkują. Innych ludzi napotkamy w słonecznej Andaluzji, a innych w wietrznej i pachnącej oceanem Galicji. Tutaj życie od zawsze związane było z morzem i ziemią. Galicjanie utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa, leśnictwa, a także hodowli. Uchodzą za osoby pracowite, oddane rodzinie i przywiązane do swoich tradycji. To właśnie w Arteixo (Arteijo) w obszarze metropolitalnym miasta A Coruña (La Coruña) ma swoją siedzibę koncern Inditex (Industria de Diseño Textil), zarządzający m.in. takimi markami jak Zara, Pull&Bear, Bershka, Oysho, Stradivarius czy Massimo Dutti. Jej współzałożyciel i obecnie większościowy udziałowiec Amancio Ortega jest najbogatszym człowiekiem w Europie (i drugim na świecie), ale mimo tak ogromnego majątku (ok. 72,2 mld euro) wciąż mieszka i pracuje w Galicji.

 

Plaża Katedr koło miejscowości Ribadeo

playa-catedrales

© TURISMO DE GALICIA

 

PÓŁNOCNE KLIFY

 

Podróż po regionie zaczniemy od jego północno-wschodniego wybrzeża. Tę część Hiszpanie nazywają Rías Altas. Głębokie doliny rzeczne przecinające górzyste tereny przekształcają się tu w zatoki, powstające w wyniku podnoszenia się poziomu wód morskich lub obniżenia lądu. Liczne półwyspy rozciągają się zazwyczaj prostopadle do linii brzegowej. Tego typu wybrzeże, zwane riasowym, jest zresztą charakterystyczne dla całej Galicji. Właśnie ze względu na nie tutejsza gospodarka opiera się na połowach i uprawie roli. W rejonie zatok występuje wielkie bogactwo ryb i owoców morza, a woda ze spływających do oceanu rzek użyźnia okoliczne pola. Na północy regionu wznoszą się przepiękne klify, pojedyncze skały wyrastają w niedalekiej odległości od brzegu albo pojawiają się na plażach po odpływie. Rozbijają się o nie wzburzone fale. Często wieją tu też silne wiatry. Krajobrazy wybrzeża Rías Altas są dzikie i dziewicze.

 

Najpierw zaglądamy do Ribadeo, typowego nadmorskiego miasta z urokliwym portem, położonego u ujścia rzeki Eo, przy granicy z Asturią. Mniej więcej 10 km na zachód od niego znajduje się Praia das Catedrais (Playa de Las Catedrales) – jedna z najczęściej fotografowanych plaż w Hiszpanii. Słynie ona z ogromnych skalnych łuków przypominających te we wnętrzach średniowiecznych katedr. Podczas odpływu można podziwiać je z bliska w trakcie spaceru po odkrytym piaszczystym brzegu. Ze względu na duże zainteresowanie wśród turystów, którzy przyczyniają się swoją obecnością do niszczenia tego pięknego zakątka, w 2015 r. wprowadzono dzienny limit odwiedzających (maksymalnie do 4812 osób) oraz konieczność uzyskania zezwolenia na wejście w okresie świąt Wielkanocy i sezonie letnim (od 1 lipca do 30 września). Wcześniejszej darmowej rezerwacji dokonamy na stronie internetowej ascatedrais.xunta.gal (w tym roku wymaganej od piątku 7 kwietnia, kiedy to rozpoczyna się weekend przed Wielkim Tygodniem – Semana Santa). Warto również wybrać się na malowniczą wysepkę Pancha (Illa Pancha), oddaloną od Ribadeo o ok. 3 km.

 

Po drodze do miasta A Coruña należy zatrzymać się na przylądku Ortegal (Cabo Ortegal) oddzielającym Zatokę Biskajską i Morze Kantabryjskie od otwartego Oceanu Atlantyckiego. To drugi po Estaca de Bares najdalej na północ wysunięty punkt Półwyspu Iberyjskiego. Niedaleko niego znajduje się najwyższy klif w Hiszpanii i kontynentalnej części Europy – Vixía Herbeira (613 m). Mniej więcej 9 km od Ferrol, ważnego centrum stoczniowego w Galicji, leży pokryta jasnym piaskiem plaża Doniños, która ze względu na spore fale cieszy się dużą popularnością wśród surferów.

 

Niemal 250-tysięczna A Coruña stanowi bardzo ważny ośrodek przemysłowy i finansowy regionu. Jak wspominałam, w tej okolicy ma swoją siedzibę firma Inditex, stąd wypływają także największe statki przeznaczone do połowów i przetwarzania ryb. Mówi się, że miasto jest otwarte na Atlantyk, zawsze wietrzne i często deszczowe. Można w nim dostrzec ślady po Celtach i Rzymianach. Ci ostatni pozostawili po sobie 57-metrową latanię morską, zwaną Wieżą Herkulesa (Torre de Hércules, z ok. I–II w.). W 2009 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To najstarsza zachowana rzymska budowla tego typu i najstarsza działająca latarnia morska na świecie. Warto pokonać 235 stopni schodów, żeby móc podziwiać z góry wspaniały widok na wybrzeże i okoliczne zabudowania. Przepiękny nadmorski deptak doprowadzi nas do pobliskich plaż: Riazor, Orzán, Matadero, As Lapas i San Amaro.

 

Wielu pielgrzymów kończy wędrówkę dopiero na przylądku Fisterra

Pilgrims on Cape of Fisterra

 

 

NA KOŃCU KONTYNENTU

 

Do najdalej na zachód wysuniętych punktów Europy należy galicyjski przylądek Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre, po łacinie wyrażenie finis terrae oznacza „koniec ziemi”, „koniec świata”). Jest on dla wielu punktem końcowym szlaku pielgrzymkowego nazywanego Drogą św. Jakuba (Camiño de Santiago, Camino de Santiago). Obecnie większość chrześcijan kończy swoją wędrówkę w Santiago de Compostela, są jednak i tacy, którzy docierają do tego dawnego końca świata. Pod stojącym tutaj krzyżem leżą buty, muszle i kamienie z liczbą przebytych kilometrów pozostawione przez pielgrzymów. Oprócz tego na przylądku znajduje się latarnia wybudowana w 1868 r. Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na bezkresny ocean. W pobliskim miasteczku Fisterra warto zwiedzić Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Igrexa de Santa María das Areas) z XII stulecia. Jego wnętrze zdobi ołtarz z rzeźbą Chrystusa z Fisterry (Santísimo Crísto de Fisterra).

 

Za przylądkiem, który stanowi fragment Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte, Costa de la Muerte), aż do granicy z Portugalią rozciąga się region Rías Baixas (Rías Bajas). Podobnie jak w przypadku Rías Altas wypełniają go zatoczki, rozlewiska, wyspy i półwyspy. Jest tu jednak spokojniej, nie ma aż tylu klifów i można łatwiej dostać się do szerokich piaszczystych brzegów. Obok okolic Santiago de Compostela ten rejon uchodzi za najbardziej turystyczną część Galicji. Znajdują się w nim najładniejsze plaże, kurorty z licznymi hotelami i restauracjami. Dużą popularnością cieszy się Praia das Rodas w archipelagu Wysp Cíes (Illas Cíes), należących do Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Ma ona długość niemal 1,2 km, a oblewają ją krystalicznie czyste wody. Często otrzymuje też tytuł najpiękniejszej plaży na świecie według różnych rankingów (np. słynnego brytyjskiego dziennika The Guardian z lutego 2007 r.). Na wyspy Monteagudo i Faro regularnie kursują statki z miasta Vigo. Nie wolno zabierać ze sobą jednak zwierząt czy rowerów. Na archipelagu działają trzy restauracje i kemping. Najdłuższa w Galicji jest z kolei otoczona wydmami Praia de Carnota (ponad 7 km), położona ok. 40 km od przylądka Fisterra. W miejscowości Carnota znajduje się jeden z największych spichlerzy w regionie (hórreo galego). Budowla ma prawie 35 m długości i pochodzi z XVIII w. Tego rodzaju kamienne bądź drewniane magazyny są symbolem tej części Hiszpanii i nieodzownym elementem jej krajobrazu.

 

Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc na tym wybrzeżu zalicza się przede wszystkim Ribeira (Riveira). To nadmorskie miasto słynie z pobliskich przepięknych wydm (Dunas de Corrubedo) oraz lagun Carregal i Vixán. Mniej więcej 7 km stąd (w Oleiros) natkniemy się na pozostałości po grobowcu wzniesionym w okresie neolitu, w IV tysiącleciu p.n.e. (Dolmen de Axeitos). Dalej na północny wschód leży Rianxo (Rianjo) z plażami Torre (Praia da Torre) i As Cunchas (Praia das Cunchas). Miejscowość warto odwiedzić w połowie lipca w trakcie uroczystości ku czci Matki Boskiej z góry Karmel, patronki hiszpańskich rybaków i marynarzy. Z tej okazji odbywa się wówczas barwna morska procesja, w której uczestniczą kutry rybackie. Polecam również wybrać się na urozmaiconą degustacją wycieczkę statkiem do brzegów, gdzie zbiera się małże.

 

Do najbardziej turystycznych miasteczek w rejonie Rías Baixas należą O Grove (El Grove) i Sanxenxo (Sangenjo). To pierwsze słynie z październikowego festiwalu owoców morza – Festa do Marisco. Sanxenxo szczyci się klimatycznym nadmorskim deptakiem, wieloma restauracjami i hotelami. Między nimi rozciąga się znana plaża Lanzada (Praia da Lanzada), pokryta jasnym piaskiem i sąsiadująca z wydmami. Szczególnie cenią ją surferzy i windsurferzy.

 

W drodze do granicy z Portugalią mija się dwa duże galicyjskie miasta Pontevedra (prawie 85 tys. mieszkańców) i Vigo (300-tysięczne), ośrodki portowe i przemysłowe. Z pierwszego dostaniemy się statkiem na małą wyspę Ons (4,14 km² powierzchni), zamieszkaną przez ok. 80 osób, które trudnią się głównie zbieraniem jednych z najdroższych owoców morza, czyli skorupiaków nazywanych percebes. Według opinii wielu ekspertów podaje się tu najlepszą ośmiornicę w Galicji. W odległości ponad 25 km od Pontevedry znajduje się Parque Arqueolóxico da Arte Rupestre Campo Lameiro (PAAR) – park archeologiczny prezentujący sztukę naskalną. Podczas wizyty zwiedza się muzeum z bogatą ekspozycją, strefę z petroglifami i replikę wioski z epoki brązu.

 

Na koniec warto jeszcze wymienić dwie nadmorskie miejscowości. W Marín (między Pontevedrą i Vigo) funkcjonuje słynny targ rybny, na którym wiele sklepów i restauracji zaopatruje się w świeże owoce morza i ryby prosto z kutrów. A Guarda (La Guardia) leży przy granicy z Portugalią i ujściu najdłuższej galicyjskiej rzeki Miño (307,5-kilometrowej). Znajdują się koło niej dość dobrze zachowane pozostałości po celtyckiej osadzie – Castro de Santa Trega.

 

CYWILIZACJA I PRZYRODA

 

Po odwiedzeniu wybrzeża pora wyruszyć do wnętrza regionu. Najpierw udamy się z wizytą do 100-tysięcznego Lugo. Miasto założyli ok. 25 r. p.n.e. Rzymianie, choć najprawdopodobniej pierwszą wioskę na tych terenach zbudowali już Celtowie. Zachowały się w nim potężne mury obronne z czasów rzymskich o długości niemal 2,3 km (muralla romana de Lugo). Od 2000 r. widnieją one na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W historycznym centrum miasta warto zajrzeć do Katedry (Catedral de Santa María), której budowę rozpoczęto w XII stuleciu, Muzeum Lugo (Museo Provincial de Lugo) w dawnym Klasztorze św. Franciszka (Convento de San Francisco), pozostałości rzymskiego domu (Casa dos Mosaicos) i term z ok. 15 r. p.n.e. Niecałe 100 km na północny zachód od Lugo znajduje się Fragas do Eume, park naturalny stanowiący idealne miejsce dla miłośników dziewiczej natury. Za jego największy skarb uchodzi świetnie zachowany atlantycki wilgotny las strefy umiarkowanej. Obszar chroniony zajmuje ponad 9,1 tys. ha i rozciąga się wzdłuż rzeki Eume aż do jej ujścia do oceanu.

 

Inną przyrodniczą perełkę Galicji odkryjemy na południe od Lugo. Mowa o regionie Ribeira Sacra ze spektakularnymi kanionami rzek Miño, Sil i Cabe. W pobliżu rozsianych jest aż 18 klasztorów, które udostępniono do zwiedzania. Powstały one w okresie średniowiecza. Warto wybrać się na wycieczkę statkiem po tutejszych rzekach. Z pokładu podziwiać można m.in. rozległe winnice, które zakładane były na tym terenie już w czasach rzymskich. Produkowane tu doskonałe wino oznacza się chronioną nazwą pochodzenia (Denominación de Orixe Ribeira Sacra).

 

Trzecie najludniejsze galicyjskie miasto stanowi położone na południu niemal 110-tysięczne Ourense (Orense). Najważniejszą jego atrakcją są źródła termalne. W wielu miejscach można skorzystać z dobroczynnych kąpieli w leczniczych wodach. Na zainteresowanie zasługują szczególnie romańsko-gotycka Katedra św. Marcina z Tours (Catedral de San Martiño), zabudowania historycznego centrum miasta, odrestaurowane ruiny łaźni z czasów Rzymian, dawny XIV-wieczny Klasztor św. Franciszka (Claustro de San Francisco) i 370-metrowy most na rzece Miño (Ponte Maior lub Ponte Vella), odbudowany w 1230 r. z wykorzystaniem fragmentów rzymskich i używany do dziś jako przeprawa piesza. Leżąca w prowincji Ourense zabytkowa Ribadavia (5 tys. mieszkańców), nosząca krótko tytuł stolicy Królestwa Galicji w drugiej połowie XI stulecia za panowania Garcíi II (1042–1090), uchodzi za kolebkę win oznaczanych regionem pochodzenia Ribeiro (Denominación de Orixe Ribeiro). Organizuje się w niej festiwale tego szlachetnego trunku. W pierwszych miesiącach roku warto zawitać do miejscowości Xinzo de Limia (Ginzo de Limia) i Laza, gdzie odbywają się niezmiernie barwne fiesty karnawałowe.

 

Fragment potężnych rzymskich murów obronnych zachowanych w mieście Lugo

02-Roman Walls of Lugo

© TURISMO DE GALICIA

 

POD OPIEKĄ ŚWIĘTEGO

 

Santiago de Compostela swoją sławę celu licznych pielgrzymek zawdzięcza św. Jakubowi Apostołowi, który przybył na te ziemie, żeby ewangelizować ludność celtycką. Przyjmuje się, że po tym jak został ścięty w Jerozolimie, jego szczątki przewieziono do Galicji, lecz przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie je złożono. Zgodnie z tradycją dopiero w 813 r. eremita Pelagius odnalazł grobowiec ucznia Jezusa. Według legendy drogę do miejsca pochówku wskazały mu światła na niebie. Na grobie powstało sanktuarium, a wokół niego dość szybko zaczęło rozwijać się miasto. Budowla nie przetrwała jednak najazdu Arabów. Zburzono ją w 997 r. na polecenie Almanzora (938–1002), wezyra Hiszama II (Al-Hakama II), władcy kalifatu kordobańskiego.

 

Obecną Katedrę zaczęto wznosić w 1075 r. Od tego czasu Santiago de Compostela szybko zyskiwało sobie coraz większą popularność wśród pielgrzymujących chrześcijan. Świątynię konsekrowano w kwietniu 1211 r. W 1495 r. założono przy niej szkołę, przekształconą później w uniwersytet (Universidade de Santiago de Compostela – USC). Katedrę często przebudowywano w XVI–XVIII w. Od XVII stulecia św. Jakub Apostoł jest patronem Hiszpanii. Średniowieczna część miasta (cidade vella) w 1985 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynna świątynia powstała jako budowla romańska, a z czasem została uzupełniona o gotyckie i barokowe elementy architektoniczne. Zdobią ją liczne dzieła sztuki, przede wszystkim kompozycje płaskorzeźb, takie jak Fasada Złotników (Fachada das Pratarías) na południowej elewacji czy Portyk Chwały (Pórtico da Gloria). Katedra imponuje swoimi rozmiarami. Ma cztery fasady, a największa z nich – zachodnia (Fachada do Obradoiro) – wychodzi na plac Warsztatu (Praza do Obradoiro). Można na niej podziwiać przedstawienia św. Jakuba Apostoła i jego dwóch uczniów. Poza tym od tej strony wznoszą się dwie wieże (o wysokości od 75 do 80 m), a do środka prowadzą dwa rzędy schodów. Inny skarb świątyni stanowi Botafumeiro – wielka kadzielnica (trybularz) z 1851 r. Wisi ona pod sklepieniem, na skrzyżowaniu naw. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 r. Ogromne posrebrzane naczynie o wysokości 1,6 m wykonano ze stopu brązu i mosiądzu. Lina, na której jest podwieszone, ma długość 65 m, grubość 5 cm i wagę 90 kg. W trakcie mszy i nabożeństw kadzielnicę wprawia w ruch ośmiu mężczyzn, tzw. tiraboleiros. W architekturze historycznej części Santiago de Compostela mieszają się ze sobą style romański, gotycki i barokowy. Warto odwiedzić place: Quintana, Pratarías i Abastos, dawny Klasztor św. Marcina z Tours (Mosteiro de San Martiño Pinario, ufundowany w X i rozbudowany w XVI w.), szpital dla pielgrzymów z początku XVI stulecia (Hospital Real de Santiago de Compostela) czy kolegia: św. Hieronima (Colexio de San Xerome), św. Jakuba Mniejszego (Colexio de Santiago Alfeo) i San Clemente (Colexio Maior San Clemente, nazwane tak na cześć biskupa Juana de San Clemente).

 

Sławę miastu przyniosła także wspomniana Droga św. Jakuba, czyli szlak pielgrzymkowy wiodący do grobu ucznia Jezusa. Do Santiago de Compostela prowadzi wiele tras, najbardziej znana jest Droga Francuska – Camiño Francés(umieszczona w 1993 r. wraz z innymi szlakami północnej Hiszpanii na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Na taką wyprawę wybierają się ludzie z całego świata. Często wędrówka stanowi próbę zwyciężenia własnych słabości bądź okazję do głębszej refleksji nad życiem. Niektóre osoby wyruszają do miejsca pochówku apostoła z konkretną intencją, np. pragną prosić Boga o zdrowie czy wybaczenie. Poszczególne trasy oznaczone są znakami (muszlami św. Jakuba, symbolem pielgrzymów). Minimalny odcinek uznawany za przejście Drogi św. Jakuba wynosi 100 km pieszej wędrówki. Jeden ze szlaków, dość popularny wśród Hiszpanów, zaczyna się w zabytkowej miejscowości Sarria, położonej na południowy wschód od Lugo. Na nocleg można zatrzymać się w jednym z wielu schronisk zwanych albergue (za noc zapłacimy 6 euro) i hoteli o różnym standardzie (w okresie letnim lepiej dokonać wcześniejszej rezerwacji). Po przejściu każdego etapu należy podbić paszport pielgrzyma (zrobimy to np. w restauracjach i obiektach hotelowych). Dzięki temu otrzymamy później oficjalny certyfikat ukończenia wędrówki Drogą św. Jakuba. Wystawia go Biuro Przyjęcia Pielgrzyma (Oficina de Acogida al Peregrino) znajdujące się niedaleko Katedry w Santiago de Compostela.

 

UCZTA DLA PODNIEBIENIA

 

Bez wątpienia do największych atrakcji Galicji zalicza się jej kuchnia bazująca na świeżych rybach i owocach morza. Jednymi z najdroższych przysmaków są percebes, czyli kaczenice. Wysoką cenę tłumaczy fakt, że ich zbieranie, które odbywa się ręcznie, jest niezmiernie niebezpiecznym zajęciem. Trudniący się tym percebeiros często ryzykują swoje zdrowie i życie. Skorupiaki te rozwijają się przyczepione do skał. Aby się do nich dostać, zbieracze spuszczają się na linach z wysokich klifów i czekają na moment odpływu fali. Percebes przyrządza się bardzo łatwo – gotuje się je po prostu w osolonej wodzie.

 

Oprócz tego w tutejszych knajpkach podaje się homara europejskiego (lumbrigante lub bogavante azul), poławianego w Atlantyku w okolicach wybrzeży Galicji, Wysp Brytyjskich, Norwegii, Azorów czy Maroka. Serwuje się go po ugotowaniu, upieczeniu na grillu lub w zupie albo z ryżem. Popularnością cieszą się też trzy typy krabów: centola, nécora i boi de mar. Wrzuca się je do garnka z wodą z odrobiną soli. Mięso wyjada się z wnętrza pancerza. Zarówno kraby, jak i homary powinny być żywe przed przyrządzeniem. Dlatego warto ich spróbować właśnie w Galicji nad Oceanem Atlantyckim.

 

Poza najbardziej znanymi małżami w tym rejonie spożywa się jeszcze m.in. sercówki (cárdidos czy berberechos) oraz takie gatunki mięczaków jak ameixa babosa (almeja babosa), ameixa xaponesa (almeja japonica) i ameixa fina (almeja fina). Najwięcej kosztują te ostatnie, które są jednocześnie najbardziej poszukiwane. Podaje się je z winem, w sosie z pomidorami, z solą i cytryną (po ugotowaniu), w paelli albo zupie. W sklepach można również kupić małże w puszce. Na zainteresowanie smakoszy zasługują na pewno także ostrygi (ostras, jedzone po skropieniu jedynie sokiem z cytryny), zamburiñas (serwowane w cieście) i muszle św. Jakuba (vieiras, zapiekane w piekarniku). Na koniec nie wolno zapomnieć o małych delikatnych i smacznych krewetkach (camaróns), homarcach (cigalas, lagostinos), okładniczkach (navallas) i ośmiornicach. Danie polbo á feira (po hiszpańsku pulpo a la gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku) to jeden z symboli Galicji.

 

Uzupełnienie posiłku z regionalnych produktów stanowią – oczywiście – wyśmienite lokalne wina, chronione znakiem pochodzenia z obszarów Monterrei, Rías Baixas, Ribeira Sacra, Ribeiro i Valdeorras. Do najbardziej znanych i cenionych szlachetnych trunków należą te wytwarzane z białej odmiany winorośli albariño. Jedno jest pewne – w Galicji czeka nas najprawdziwsza uczta, zarówno dla duszy, jak i ciała.

 

Malta – między Europą a Afryką

PAWEŁ CHOIŃSKI
WWW.MOJA-MALTA.PL

<< Malta to jedno z najmniejszych państw Starego Kontynentu. Łączna powierzchnia wszystkich wysp archipelagu wynosi zaledwie 316 km2, a ich populacja – ok. 450 tys. mieszkańców. Jednak co roku kraj ten odwiedza mniej więcej 1,5 mln turystów. Co sprawia, że jest on aż tak chętnie wybieranym celem podróży? Na pewno duży wpływ na tę popularność ma miejscowy klimat. Jak mówią statystyki, w ciągu okrągłych 12 miesięcy zdarza się tu ok. 300 słonecznych dni, a średnia temperatura powietrza od maja do października utrzymuje się na poziomie powyżej 25oC, tak jak i temperatura wody w morzu w sierpniu i wrześniu. >>

Więcej…

Na południowym krańcu Szwecji

 

GRZEGORZ MICUŁA

 

Do Szwecji, położonej po drugiej stronie Morza Bałtyckiego, dość łatwo dostać się z Polski. Ze Świnoujścia kursują regularnie promy do Ystad i Trelleborga, z Gdyni pływają statki do Karlskrony, a z Gdańska – do Nynäshamn w regionie Sztokholm, linie Wizz Air i Ryanair oferują tanie loty do szwedzkich miast. Polacy chętnie szukają w tym skandynawskim kraju pracy, a często znajdują w nim swój nowy dom. Nie ma w tym nic dziwnego, bo Szwecja jest piękna, przyjazna i szczyci się dbaniem o środowisko naturalne. Dlatego warto odwiedzić ją również w celu czysto turystycznym.

 

Południowe regiony kraju: Skania, Blekinge i leżący bardziej na zachód Halland, przez stulecia były kością niezgody pomiędzy Danią i Szwecją, które toczyły o nie krwawe wojny. Obecne szwedzkie tereny na południu Półwyspu Skandynawskiego stanowiły część państwa duńskiego aż do 1658 r., kiedy to Szwedzi przeszli po zamarzniętych cieśninach Bałtyku i zaatakowali zaskoczonych Duńczyków. Tym ostatnim próbował pomóc Stefan Czarniecki, który dowodził oddziałami polskimi w wyprawie sojuszniczej (brandenbursko-polsko-habsburskiej) przeciwko królowi Szwecji Karolowi X Gustawowi. W trakcie kampanii zdobył szturmem twierdzę Koldynga na Półwyspie Jutlandzkim i przeprawił się z jazdą przez morską cieśninę na wyspę Als.

 

W wyniku traktatu z Roskilde (1658 r.) prowincje Danii na Półwyspie Skandynawskim stały się częścią Szwecji. Mimo upływu kilku stuleci o tamtych czasach przypominają potężne, niegdyś graniczne twierdze, a wpływy duńskie są tu nadal widoczne, zarówno w języku i lokalnych nazwach, jak i architekturze.

 

URODZAJNA KRAINA

 

Skania to różnorodny i pełen kontrastów region rolniczy. Znajduje się w nim kilkaset kilometrów piaszczystych plaż. Można tutaj jeździć konno, rowerem, pływać kajakiem, żeglować czy łowić ryby, a także wybrać się na obserwowanie i fotografowanie ptaków i zwierząt. Ta najdalej na południe wysunięta część kraju różni się od reszty jego terytorium budową geologiczną. Występują w niej również niezłe, jak na Skandynawię, gleby, a ponieważ region ten leży w strefie łagodniejszego klimatu niż rozciągające się dalej na północ tereny Półwyspu Skandynawskiego, właśnie stąd pochodzi większość wytwarzanej przez Szwedów żywności. Skania bywa nawet nazywana spichlerzem Szwecji. Miejscowi cenią sobie dobre jedzenie. W regionalnej kuchni królują śledzie, węgorze, gęsi, szparagi czy jabłka. Poza tym do typowych specjałów należą omlety i spettkaka (spettekaka) – słodkie ciasto o smaku bezy, przypominające wyglądem nasz sękacz.

 

Tutejsze krajobrazy mają wiele uroku. Są też malowniczym tłem dla dawnych budowli obronnych, wiatraków i kościołów. W niewielkiej Skanii (niemal 11 tys. km² powierzchni) jest blisko 300 zamków, pałaców i dworów, będących w większości własnością prywatną, a przez to zwykle niedostępnych dla turystów.

 

W tym regionie Szwecji znajdują się także duże miasta, m.in. ponad 300-tysięczne Malmö (trzeci pod względem liczby ludności ośrodek miejski w kraju), kosmopolityczny Helsingborg czy Lund z jedną z najwspanialszych świątyń północnej Europy. Płaskie tereny półwyspu Bjäre (Bjärehalvön) doskonale nadają się na wycieczki piesze, rowerowe i konne. Jest tu również wiele profesjonalnych pól golfowych, a pobliskie miasteczko Båstad stało się szwedzką stolicą tenisa.

 

Na południowym wybrzeżu leży śliczne zabytkowe 20-tysięczne Ystad ze średniowiecznym układem ulic, do którego docierają promy ze Świnoujścia. Okolice pełne są śladów po walecznych wikingach. Warto zobaczyć najdalej na południe wysuniętą szwedzką miejscowość Smygehamn (w gminie Trelleborg), rybackie miasteczko Simrishamn, gdzie funkcjonuje połączenie promowe z duńskim Bornholmem, oraz otoczone sadami jabłoniowymi Kivik, niedaleko którego w 1748 r. odkryto kurhan z epoki brązu. W mieście Åhus produkowana jest słynna szwedzka wódka Absolut (należąca obecnie do francuskiego koncernu Pernod Ricard), a w pobliskim Kristianstad, wybudowanym w 1614 r. z rozkazu króla Danii i Norwegii Chrystiana IV Oldenburga, do dziś zachował się renesansowy układ urbanistyczny.

 

WŚRÓD SZACHULCOWYCH MURÓW

 

Ystad przez wieki miało status miasta królewskiego, dlatego w jego herbie znajduje się królewski lew. Przez 300 lat mieszkańcy utrzymywali się z połowu śledzi. Zachowało się tu ponad 300 starych, szachulcowych domów. Ze względu na korzystne położenie Ystad ma stałe połączenia z Malmö, Bornholmem i Świnoujściem (do tego ostatniego promy Unity Line i Polferries kursują codziennie).

 

W biurze informacji turystycznej usytuowanym w pobliżu portu, dworca kolejowego i autobusowego można zaopatrzyć się w mapy i foldery. W tym samym budynku mieści się Muzeum Sztuki Ystad (Ystads konstmuseum) specjalizujące się w gromadzeniu dzieł skandynawskich artystów. Na północny zachód stąd znajduje się Stortorget, główny plac miasta z Kościołem NMP, erygowanym ok. 1200 r. i pierwotnie romańskim, w XV stuleciu przebudowanym w stylu gotyckim, a później wielokrotnie przekształcanym. Ciekawie wygląda jego barokowa ambona, pod którą wyrzeźbiono przerażającą twarz, a także średniowieczny krucyfiks z głową Jezusa z prawdziwymi włosami.

 

Przy Stortorget stoi również Stary Ratusz (Gamla Rådhuset). Zaczęto go budować w XV w. Za wspomnianym kościołem, koło zabytkowej hali (Saluhallen) wzniesionej w miejscu, gdzie od stuleci handluje się produktami spożywczymi, zaczyna się malownicza Lilla Västergatan, jedna z głównych ulic w historycznym centrum Ystad. Zachowało się tutaj wiele zabytkowych domów kupieckich.

 

Przy ulicy Klasztornej (Klostergatan) znajduje się muzeum historyczno-kulturowe Klostret i Ystad, urządzone w założonym w 1267 r. opactwie franciszkańskim z Kościołem św. Piotra (Sankt Petri kyrka). Zebrane w nim eksponaty związane z historią miasta i regionu dobrze komponują się z zabytkowymi wnętrzami. W muzealnej kawiarence można odpocząć przy kawie i ciastku.

 

Dzisiejsze Ystad kojarzy się także z Kurtem Wallanderem – doświadczonym przez życie detektywem z powieści kryminalnych Henninga Mankella (1948–2015). Urodzony w Sztokholmie pisarz kupił w okolicy posiadłość, tutaj też umieszczał akcje swoich kryminałów.

 

Warto pamiętać, że to szwedzkie miasto jest kąpieliskiem morskim, a piękne plaże ciągną się zarówno na zachód, w kierunku Trelleborga, jak i na wschód, w stronę osady Kåseberga, gdzie na stromym klifie znajduje się Ales stenar – największy w Skandynawii kompleks megalityczny (o długości 67 m). Tworzące go wielkie głazy (w sumie 59!) zostały ułożone w kształt przypominający z lotu ptaka łódź.

 

Nocny trębacz z Ystad

 

W Ystad kultywuje się tradycję podobną do tej z naszego Krakowa, a sięgającą XVIII w. Strażnik (tornväktare) na wieży Kościoła NMP w nocy gra na trąbce hejnał co 15 min. od 21.15 do 1.00. Powtarzającą się co chwilę melodię słychać w całym centrum miasta. Niegdyś w ten sposób obywatele zyskiwali pewność, że strażnik nie śpi – aż do połowy XIX stulecia zaśnięcie na warcie karane było śmiercią. Kiedy zaniechano odgrywania hejnału w czasie II wojny światowej, mieszkańcy skarżyli się, że nie mogą zasnąć z powodu niczym nie przerywanej ciszy panującej w nocy.

 

OŚRODEK AKADEMICKI

 

Lund, najstarsze miasto Skanii, słynie z zabytków. O istniejącej w tym miejscu osadzie wspominały już normańskie sagi w 940 r., ale ośrodek zaczął się rozwijać w czasach króla Swena Widłobrodego. Jego syn – Knut Wielki – uczynił Lund jednym z najważniejszych miast północnej Europy, centrum religijnym, politycznym i handlowym Danii. W 1104 r. ustanowiono tu siedzibę arcybiskupstwa. W latach 80. XI stulecia rozpoczęto budowę wspaniałej romańskiej Katedry (Lunds domkyrka), którą konsekrowano w 1145 r. Po odebraniu Skanii Duńczykom w mieście założono w 1666 r. drugi po Uppsali uniwersytet w Szwecji – Lunds universitet. Obecnie studiuje na nim ok. 42 tys. osób.

 

Lund jest przyjemne i spokojne. Wiele uliczek w centrum ma jeszcze nawierzchnię ze starego bruku. Miasto zdobi mnóstwo kwiatów, zwłaszcza róż. Tuż obok Katedry znajduje się park Lundagård z głównym budynkiem uniwersyteckim (Universitetshuset) i Stortorget – główny plac Lund. Wspaniała architektura i interesujące muzea, a przede wszystkim liczni studenci nadają temu miastu niepowtarzalny urok.

 

Wspomniana romańska Katedra to najciekawszy tutejszy zabytek. Wzniesiona została z białego kamienia. Jej fasadę wieńczą dwie masywne wieże wysokie na 55 m, zwane Chłopcami z Lund, a od wschodu zamyka ją okazała absyda. Majestatyczne wnętrze jest zaskakująco skromne. W lewej nawie w pobliżu wejścia znajduje się kolorowy zegar astronomiczny Horologium Mirabile Lundense z 1425 r., który pokazuje godziny, dni i tygodnie oraz ruch słońca i księżyca na niebie. Co jakiś czas urządzenie ożywa i mechaniczne figurki zaczynają swoje przedstawienie: rycerze dmą w trąby, a trzej mędrcy okrążają Maryję z małym Jezusem. Katedralny ołtarz główny z 1398 r. pochodzi z północnych Niemiec. Ambona z 1592 r. jest jednym z najwspanialszych dzieł nordyckiego renesansu, a bogato rzeźbione, XIV-wieczne dębowe stalle należą do największych w Europie.

 

Pod głównym ołtarzem znajduje się krypta niezmieniona od niemal dziewięciu stuleci, wsparta na 23 kolumnach, z posadzką wyłożoną płytami nagrobnymi. Dwie kolumny obejmują kamienne postacie mężczyzny i kobiety z dzieckiem. Legenda mówi, że to olbrzym Finn i jego rodzina, którzy chcieli zniszczyć świątynię i zostali zamienieni w kamień.

 

Za katedrą mieści się Muzeum Historyczne (Historiska museet) należące do uniwersytetu. Szczyci się ono drugim co do wielkości zbiorem eksponatów archeologicznych w Szwecji oraz interesującą kolekcją średniowiecznych rzeźb. Niedaleko znajduje się Kulturen i Lund – pod gołym niebem ustawiono tu oryginalne budynki reprezentujące architekturę charakterystyczną dla czterech warstw społecznych: arystokracji, kleru, mieszczan i chłopów. Placówka liczy sobie ponad 125 lat, bo otwarto ją już w 1892 r.

 

 per pixel petersson-lund cathedral-5260

Ogromna romańska Katedra należy do najważniejszych zabytków Lund

© PER PIXEL PETERSSON/IMAGEBANK.SWEDEN.SE

 

EKOLOGICZNA METROPOLIA

 

Malmö, położone nad cieśniną Sund, przyciąga turystów średniowiecznym centrum z zamkniętymi dla ruchu kołowego ulicami. Nazywane bywa miastem parków, których znajduje się tutaj ok. 20. Prawie w samym centrum leżą też piaszczyste plaże (z 2,5-kilometrową Ribersborg na czele). W Malmö działa poza tym podobno najwięcej restauracji w Szwecji w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Oprócz turystów przyjeżdżają do niego na zakupy tłumy Duńczyków z pobliskiej Kopenhagi.

 

Stare Miasto, czyli Gamla staden, okala kanał, po którym można dziś przepłynąć się statkiem wycieczkowym lub łódką czy rowerem wodnym. Na zachodzie wśród zieleni stoi otoczony fosą zamek – Malmöhus. Jego okolica przywodzi na myśl Holandię. Nad rozległym parkiem góruje wiatrak (Slottsmöllan), a do zamkowej kawiarni („Slottsträdgårdens kafé”) prowadzą długie aleje kwiatów, głównie różnokolorowych tulipanów. W sąsiednim ogrodzie uprawiane są warzywa i zioła, wykorzystywane w kuchni w tym lokalu. Najlepiej zamówić tu rybę, zwłaszcza łososia serwowanego na rozmaite sposoby, albo tradycyjną szwedzką kanapkę z sałatą, krewetkami i jajkiem, polaną majonezem.

 

Niedaleko dworca centralnego stoi rzeźba przedstawiająca rewolwer z zawiązaną na węzeł lufą, która symbolizuje niechęć do używania przemocy. Umieszczono ją w pobliżu XIX-wiecznego gmachu dawnej giełdy. Z kolei przy Stortorget, głównym placu Starego Miasta, otoczonym zabytkowymi kamienicami, stoi Ratusz (Malmö rådhus) zbudowany w pierwszej połowie XVI w. w stylu niderlandzkiego renesansu. W jego wnętrzu na zainteresowanie zasługuje wspaniała sala gildii kupieckiej. W ratuszowych piwnicach od ponad czterech stuleci karmi się gości. Obecnie działa w nich znana restauracja „Rådhuskällaren”. Z konnego pomnika ustawionego pośrodku placu na przechodniów spogląda król szwedzki Karol X Gustaw, który odebrał Malmö Duńczykom.

 

Na dawnych terenach przemysłowych leżących nad brzegiem morza zbudowano nowoczesną i bardzo ekologiczną dzielnicę Västra Hamnen (Zachodnia Przystań). Uwagę zwraca w niej widoczny z daleka wieżowiec Turning Torso – najwyższy drapacz chmur w Skandynawii. Ma 190 m wysokości (54 piętra) i przypomina skręconą wieżę. W tym luksusowym gigancie znajdują się zarówno biura, jak i apartamenty.

 

Most nad cieśniną Sund

 

Przeprawa łącząca Szwecję z Danią została oficjalnie oddana do użytku w lipcu 2000 r. Zaczyna się w Lernacken leżącym w gminie Malmö. Mostem rozpiętym nad Sundem samochody i pociągi docierają do sztucznej wyspy – Peberholm – usypanej u wybrzeży Danii. Z niej dostają się do położonego pod wodą tunelu, z którego wyjeżdżają w pobliżu międzynarodowego portu lotniczego Kopenhaga-Kastrup. Sam most wiszący o długości 7845 m podtrzymują dwa ogromne, 203,5-metrowe pylony. Prześwit między nimi wynosi 57 m, dzięki czemu mogą tędy przepływać nawet największe statki. Przejazd samochodem przez most trwa zaledwie 10 min. i jest bardzo komfortowy.

 

justin brown-western harbour-672

Turning Torso zaprojektował znany hiszpański architekt Santiago Calatrava

© JUSTIN BROWN/IMAGEBANK.SWEDEN.SE

 

OGRÓD SZWECJI

 

Blekinge to druga po Olandii najmniejsza historyczna prowincja (landskap) w kraju (ma powierzchnię 2941 km²). Jej nazwa pochodzi od słowa bleke, co oznacza „spokojną wodę” lub „martwą ciszę” – są też tacy, którzy tłumaczą ją jako „odbicie słońca na wodzie”. Doskonale oddaje to poetycką atmosferę krainy zwanej ogrodem Szwecji. Wzdłuż wybrzeża ciągną się setki wygładzonych przez lodowiec granitowych wysepek tworzących rozległy archipelag. Stoją na nich pomalowane na ceglastoczerwony kolor wakacyjne domki, przy każdym zacumowana jest żaglówka lub łódka. Żeglowanie i łowienie ryb stanowią bez wątpienia najpopularniejsze zajęcia miejscowych.

 

To rejon stworzony dla rowerzystów. Niewielkie odległości i gęsta sieć dobrze utrzymanych szlaków rowerowych sprawiają, że zwiedzanie Blekinge na dwóch kółkach staje się bardzo przyjemne. Okolica wygląda zupełnie jak z książek szwedzkiej autorki Astrid Lindgren (1907–2002), która mieszkała w sąsiedniej Smalandii.

 

Do stolicy regionu – Karlskrony – kursują dwa lub trzy razy dziennie promy Stena Line z Gdyni. Dotarcie do samego serca Blekinge nie stanowi więc problemu. W miejscowej informacji turystycznej można dostać foldery i materiały w języku polskim.

 

MIASTO NA WYSPACH

 

Nazywana małym Sztokholmem Karlskrona, położona malowniczo na ponad 30 wyspach, jest jednym z głównychszwedzkich portów morskich, siedzibą dowództwa marynarki wojennej i akademii marynarki wojennej. W 1679 r. król Karol XI postanowił wznieść idealne miasto i bazę floty wojennej na wyspie Trossö, ale jej właściciel, rolnik Vittus Anderson, nie chciał sprzedać swojej ziemi. Władca wtrącił go do więzienia i trzymał w nim tak długo, aż ten zmienił zdanie. Przy projektowaniu Karlskrony wytyczono regularną siatkę szerokich traktów, po których mogły defilować oddziały marynarzy. Ulice noszą imiona szwedzkich admirałów, a najważniejsze tutejsze muzeum poświęcone jest – oczywiście – historii marynarki wojennej Królestwa Szwecji.

 

Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od Stortorget, głównego placu miasta, ponoć największego i najpiękniejszego w całej północnej Europie. Stoi na nim pomnik Karola XI. Za plecami króla znajduje się Ratusz (Rådhuset) wzniesiony w końcu XVIII w. (obecnie mieści się w nim sąd), a przed nim – Kościół św.Fryderyka, elegancka budowla z dwiema wieżami. Świątynię, podobnie jak pobliski Kościół Świętej Trójcy, zaprojektował słynny szwedzki architekt Nicodemus Tessin młodszy (1654–1728), który ukończył królewską rezydencję Drottningholm pod Sztokholmem.

 

Najważniejszym zabytkiem Karlskrony jest stara stocznia – Karlskronavarvet. Założona została w 1679 r. i do dziś stanowi jedno z najważniejszych miejsc, gdzie produkuje się okręty wojenne w Szwecji. Do najciekawszych obiektów należą Femfingerdockan (Dok Pięciu Palców) – zespół pięciu suchych doków przypominający układem dłoń, zbudowany w latach 1758–1856; imponujący rozmiarami drewniany budynek Wasaskjulet (Hangar Wasa), wzniesiony w 1763 r., w którym powstawały okręty wojenne wyposażone w maksymalnie 70 dział; długa na ponad 300 m hala Repslagarbanan (Powrozownia), wykorzystywana do skręcania lin okrętowych, oraz Gamla mastkranen – stary ceglany żuraw o wysokości 42 m służący do montażu masztów.

 

Stocznię i bazę marynarki oddziela od miasta wysoki kamienny mur (Varvsmuren), również zabytkowy. Okoliczne forty oraz podmiejska rezydencja słynnego szwedzkiego konstruktora okrętów Fredrika Henrika Chapmana (Skärva herrgård) zachowały się w świetnym stanie. W 1998 r. znaczna część dawnych portowych zabudowań Karlskrony trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

MORSKIE TRADYCJE

 

Niedaleko portu w Karlskronie stoi Kościół Admiralicji, noszący też nazwę Ulrica Pia od imienia królowej Szwecji Ulryki Eleonory Wittelsbach (panującej w latach 1718–1720), która przyczyniła się do jego budowy. Imponujących rozmiarów świątynia o pięknych proporcjach konsekrowana została w 1685 r. Wzniesiono ją na planie krzyża greckiego i jest największym drewnianym kościołem w kraju. W pomalowanym na jasnoniebiesko skromnym wnętrzu znajdują się okazałe organy. Po naciśnięciu przycisku umieszczonego przy wejściu można posłuchać granych na nich melodii. Obok zainstalowano audioprzewodnik, m.in. w języku polskim.

 

Przed kościołem od niemal 300 lat stoi drewniana rzeźba dziadka Rosenboma, będąca skarbonką i uchodząca za symbol miasta (w 1956 r. oryginał przeniesiono do świątyni, a na zewnątrz ustawiono kopię). Przedstawia biedaka, który według legendy zamarzł, gdy w noc sylwestrową 1717 r. prosił o jałmużnę dla swojej rodziny. Zgodnie z tradycją każdy odwiedzający Karlskronę powinien złożyć w tym miejscu jakiś datek. Pieniądze wrzuca się do otworu pod kapeluszem dziadka Rosenboma.

 

W mieście koniecznie odwiedzić trzeba poza tym Muzeum Marynarki Wojennej (Marinmuseum), którego tradycja sięga 1752 r. (w obecnej lokalizacji działa od 1997 r.). Przed nowoczesnym budynkiem leżą wielkie kotwice okrętowe. W specjalnej hali znajduje się pierwszy szwedzki okręt podwodny HMS Hajen (Rekin) z 1904 r., przypominający Nautilusa kapitana Nemo. W placówce obok interesujących modeli żaglowców oraz elementów wyposażenia i uzbrojenia statków obejrzymy także galerię kilkunastu galionów – wielkich rzeźb, jakie umieszczano na dziobach. Pomieszczenie ma znakomitą akustykę, dlatego często odbywają się tu koncerty. Niesamowite wrażenie robią wpływające do portu wielkie statki widoczne przez przeszklone ściany. W muzeum powstała też ekspozycja poświęcona incydentowi ze szpiegowską wizytą radzieckiej łodzi podwodnej. W 1981 r. na wody silnie strzeżonego archipelagu Karlskrony wpłynęła należąca do ZSRR jednostka S-363 i utknęła na skałach przy wysepce Torhamnaskär.

 

Żeby odetchnąć atmosferą dawnego miasta, trzeba wybrać się do jego najstarszej dzielnicy Björkholmen (Brzozowa Wyspa), gdzie zachowało się kilkadziesiąt małych, drewnianych domków z ogródkami z początku XVIII stulecia, zbudowanych dla pracujących w stoczni wojennej robotników. Małe drzwi i okna z kwiatami, kołatki i rosnące pod ścianami malwy wyglądają uroczo. Warto zwrócić uwagę na wiatrowskazy w kształcie łódek żaglowych, czarownic czy ptaków w locie. Niektóre domki można wynająć. Niegdyś mówiono tutaj osobliwym dialektem björkholmska.

 

Amatorzy morskich pamiątek powinni odwiedzić wyspę Saltö. Przy ulicy Utövägen znajduje się nautykwariat z elementami wyposażenia okrętowego, m.in. starymi lampami żeglarskimi, chronometrami, mapami i dziełami sztuki marynistycznej. Po obejrzeniu najciekawszych atrakcji Karlskrony można wyruszyć na zwiedzanie okolicy. Na zainteresowanie w Blekinge zasługują stare kupieckie miasta Ronneby i Karlshamn oraz Växjö (szwedzka stolica szkła) i zabytkowy Kalmar w sąsiedniej historycznej prowincji Smalandia, a także spokojna wyspa Olandia.

 

 ty1s91pir0z3je98v3qwea

Wyspa Stumholmen wchodząca w skład Karlskrony

© VISIT KARLSKRONA/BIRGER LALLO

 

ZACHODNIA BRAMA KRAJU

 

Göteborg to drugie po Sztokholmie miasto Szwecji oraz największy port całej Skandynawii. Zbudowany został na początku XVII w. według planów architektów holenderskich pracujących na zlecenie króla Gustawa II Adolfa. Dziś mieszka w nim niemal 600 tys. ludzi. Swoje siedziby założyły tu takie firmy jak Volvo, SKF (producent łożysk) i Hasselblad (koncern fotograficzny). Ze względu na swoje znaczenie Göteborg stanowi poważną konkurencję dla stołecznego Sztokholmu.

 

Miasto jest doskonale zaprojektowane, przyjazne mieszkańcom i turystom. Znajdziemy w nim szerokie aleje, eleganckie place ozdobione pomnikami, malownicze kanały pamiętające czasy wytyczających je Holendrów. Jedna z najstarszych budowli Göteborga to Kronhuset (z lat 1643–1654), dawny arsenał miejski, obecnie placówka muzealna. Ciekawym zabytkiem jest też dawna siedziba Szwedzkiej Kompanii Wschodnioindyjskiej z połowy XVIII stulecia (Ostindiska huset), w której obecnie mieści się Muzeum Göteborga (Göteborgs stadsmuseum). W historycznej części miasta znajdują się także XVII-wieczny Ratusz (Göteborgs rådhus) oraz klasycystyczna Katedra z XIX w. (Göteborgs domkyrka). Przy wąskich uliczkach stoją tu zabytkowe kamienice. Koło portu funkcjonuje Maritiman – ciekawe muzeum morskie z zewnętrzną ekspozycją składającą się z ok. 20 statków i okrętów. Wśród nich jest niszczyciel HMS Småland, łódź podwodna HMS Nordkaparen, statek strażacki i latarniowiec Fladen z 1915 r.

 

Ważny punkt na mapie miasta stanowi Götaplatsen – główny plac współczesnego Göteborga, z fontanną ozdobioną pomnikiemPosejdona, dziełem szwedzkiego rzeźbiarza Carla Millesa (1875–1955). W jego okolicy znajduje się Konserthus (siedziba słynnej Göteborskiej Orkiestry Symfonicznej) i Muzeum Sztuki (Göteborgs konstmuseum) z najbogatszą w Szwecji kolekcją sztuki nordyckiej oraz wspaniałym zbiorem płócien holenderskich, francuskich i hiszpańskich mistrzów malarstwa: Rembrandta, Vincenta van Gogha, Claude’a Moneta i Pabla Picassa. Z dzieł współczesnych można zobaczyć m.in. prace stworzone przez znane w Szwecji artystki Charlottę Gyllenhammar, Klarę Kristalovą czy Cajsę von Zeipel. Rodziny z dziećmi powinny odwiedzić pełen atrakcji rozległy park rozrywki Liseberg (największe wesołe miasteczko w Skandynawii).

 

goteborg port bark Vikingfot

Czteromasztowy bark Viking z 1906 r. służy obecnie za hotel w Göteborgu

© GRZEGORZ MICUŁA