JOANNA CYBULSKA-MIKA
www.wyspy-szczesliwe.pl

<< Wyspy Kanaryjskie najczęściej kojarzą się z błogim wylegiwaniem się pod palmą na wspaniałej, przez cały rok skąpanej w słońcu plaży czy z drinkiem w ręku przy basenie eleganckiego hotelu. Jednak region ten oferuje także niezliczone możliwości dla osób pragnących podczas urlopu zażywać więcej ruchu i poszukiwać nowych wrażeń. Wycieczka statkiem na spotkanie z delfinami, zdobywanie wulkanów pieszo czy na rowerze, ujarzmianie oceanu i wiatru, eksploracja wąwozów i wawrzynowych lasów to tylko kilka z wybranych tutejszych atrakcji dla miłośników turystyki kwalifikowanej. >>

Osoba lubiąca aktywny wypoczynek poczuje się na tym hiszpańskim archipelagu jak ryba w wodzie. Na wybrzeżu zimą temperatury w ciągu dnia rzadko spadają poniżej 20°C, a w lecie nieczęsto przekraczają 29°C, więc na wyspach swój ulubiony sport można uprawiać na świeżym powietrzu o każdej porze roku. Sami Kanaryjczycy wysoko cenią kulturę fizyczną i posiadają doskonałą infrastrukturę do dbania o swoją kondycję. Centra sportowo-rekreacyjne znajdziemy nawet w niewielkich miastach, powszechnie dostępne są sprzęty do ćwiczeń i boiska do gry w piłkę nożną czy siatkówkę, wytyczono również liczne oznakowane szlaki piesze i dla rowerów górskich, a kluby turystyki organizują trekkingi z wykwalifikowanymi przewodnikami. Bardzo dużą popularnością cieszy się tutaj lucha canaria (zapasy kanaryjskie), nadal naucza się też wymagającego dużej sprawności skoku pasterza – salto de pastor – z użyciem długiego kija. Dawniej stanowił on sposób na przekraczanie wąwozów.

Przegląd atrakcji, które wielbicielom sportów wodnych i lądowych oferuje każda z siedmiu głównych Wysp Kanaryjskich, rozpoczniemy od położonej najbliżej kontynentu europejskiego Lanzarote, a zakończymy na oddalonej najbardziej na zachód El Hierro.

NA ROWERZE PO MARSIE
W 2013 r. aż 8,7 proc. turystów odwiedzających Lanzarote przybyło na nią spędzać czas aktywnie. Co roku organizuje się tutaj liczne międzynarodowe imprezy sportowe, takie jak jeden z najtrudniejszych triatlonów firmowanych przez markę IRONMAN (IRONMAN Lanzarote – kolejny odbędzie się 23 maja 2015 r.) z konkursem dla dzieci i młodzieży od 3 do 15 lat IRONKIDS (następny 22 maja 2015 r.) czy Lanzarote International Marathon (29 listopada 2014 r.).
Poza wszelkimi sportami wodnymi do bardzo popularnych form wypoczynku na wyspie należy też turystyka rowerowa, na której potrzeby przygotowano łącznie niemal 210 km tras odpowiednich dla rowerów górskich. Podzielono je na 6 odcinków o różnym poziomie trudności umożliwiających dotarcie do głównych atrakcji Lanzarote. Jednym z najciekawszych jest szlak prowadzący z wioski Caleta de Famara do miejscowości Yaiza (o długości 39,4 km). Wiedzie on przez znany Park Narodowy Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) i obszar chroniony La Geria z niezwykłymi winnicami założonymi w dołkach z wulkanicznego popiołu ogrodzonych kamieniami.

FOT. WYSPY-SZCZESLIWE.PL/WOJTEK KORZONEK

Lawowe formacje Los Hervideros w Parku Naturalnym Wulkanów, Lanzarote


Wspomniany park większość osób zwiedza autokarem poruszającym się po rejonie najbardziej spektakularnych erupcji, które miały miejsce między XVII a XIX w. Dużym zainteresowaniem cieszą się także 20-minutowe przejażdżki na wielbłądach ze stanowiska Echadero de los Camellos. Z myślą o amatorach turystyki pieszej przygotowano bezpłatne ok. 3-godzinne wyprawy trekkingowe. Ich uczestnicy mogą podziwiać przypominające powierzchnię Marsa surowe krajobrazy, nauczyć się rozpoznawania hawajskich typów lawy aa i pahoehoe oraz obserwować, jak odradza się zniszczone przez żywioł życie. Ze względu na wrażliwość ekosystemu Gór Ognia (Montañas del Fuego), jak bywa nazywany obszar parku, wycieczki, zawsze w małych grupach i pod opieką przewodnika, odbywają się jedynie w nielicznych terminach. Na zwiedzanie zapiszemy się na stronie internetowej www.reservasparquesnacionales.es.
Miłośnicy samodzielnych wędrówek mają do przejścia ponad 30 szlaków. Można też skorzystać z ofert miejscowych firm, np. Senderismo Lanzarote, która organizuje spacery tematyczne, m.in. kulturowe, historyczne, archeologiczne, przyrodnicze (w tym ornitologiczne) czy winiarskie, oraz wieczorne wyprawy zakończone grillowaniem.
Na snorkeling najlepiej wybrać się tutaj do Rezerwatu Morskiego Wyspy La Graciosa i Wysepek Północy Lanzarote (Reserva Marina de la Isla Graciosa e Islotes del Norte de Lanzarote), obejmującego rejon od północnego wybrzeża Lanzarote do niezamieszkałej wysepki Alegranza. W Playa Blanca mieści się natomiast polska baza nurkowa Cool Dive, która oferuje podwodne eskapady do najatrakcyjniejszych miejsc nurkowych w okolicy oraz kursy, również dla dzieci od 8 roku życia.

W MOCY OCEANU I WIATRU
Na Fuerteventurze, oddalonej od Playa Blanca o 35 minut rejsu promem, królują wind- i kitesurfing. Idealne warunki do ich uprawiania panują na uważanej za najpiękniejszą nad Atlantykiem plaży Sotavento. Już 30 lat temu odkrył ten fakt pasjonat windsurfingu René Egli, który później założył na niej centrum tych sportów. Obecnie jego szkołę, jedną z największych na świecie, odwiedza prawie 30 tys. klientów rocznie. Jest ona głównym organizatorem odbywającego się tutaj co roku na przełomie lipca i sierpnia Pucharu Świata w Windsurfingu i Kiteboardingu (Windsurfing & Kiteboarding World Cup). W sezonie pracuje w niej ok. 80 osób różnych narodowości, w tym także instruktorzy z Polski. Mimo ogromnej popularności tego miejsca plażowicze nie wchodzą w drogę amatorom sportu – strefy kite- i windsurfingu zajmują po 1,5 km z 9 km wybrzeża Sotavento.
Duże wrażenie robi tutaj zaplecze logistyczne. W otwartym w kwietniu 2014 r. nowym centrum windsurfingowym nowoczesny system składowania żagli pozwala na natychmiastowe wydawanie odpowiedniego sprzętu. Goście z hoteli w okolicznych kurortach oraz kursanci wraz z deskami z ośrodka kitesurfingu René Egli Kite Center, udostępnionego w marcu 2013 r. przy 4-gwiazdkowym Hotelu Meliá Gorriones w pobliżu Sotavento, mają zapewniony bezpłatny dojazd bezpośrednio do najlepszych punktów na lagunie. Na plaży pracują profesjonalni fotografowie i fizjoterapeuci. Po codziennym wysiłku można zrelaksować się na leżaku w osłoniętej od wiatru palmowej oazie z przebieralniami, prysznicami, toaletami, bezpłatnym bezprzewodowym internetem i napojami. Warto tu także spróbować swoich sił w żeglarstwie plażowym oraz surfingu typu stand up paddle (SUP).

FOT. RENE EGLI

Kitesurferów przyciągają na Fuerteventurę świetne warunki


Sportowe wakacje urozmaicimy sobie zwiedzaniem wyspy na motocyklu. Jazda dobrymi, wijącymi się wśród wzniesień w kolorze cynamonu drogami będzie przyjemną przygodą szczególnie zimą. Na wyprawy off-roadowe pojazdami terenowymi najlepszym regionem jest półwysep Jandía z malowniczymi plażami, takimi jak słynna Cofete czy bezludna Los Ojos ze skałami w barwach przypominających kamień zwany tygrysim okiem. Motocykl wypożyczymy m.in. w Costa Calma i Morro Jable w firmie Xtreme Car Rental, organizującej także kilkugodzinne wycieczki w kameralnych grupach quadami, samochodami buggy i trzykołowcami trike.
Wzdłuż rezerwatu przyrody w Morro Jable wiedzie z kolei szeroka trasa rowerowa doskonale nadająca się również dla wynajmowanych na miejscu rowerów czteroosobowych i trójkołowych. Przypadnie ona do gustu szczególnie rodzinom z dziećmi. Po drodze napotkamy ochoczo pozujące do zdjęć papugi, domagające się jedzenia wszędobylskie wiewiórki, a nawet wesołe dzikie osiołki. Miłośnicy wędkarstwa natomiast mogą popłynąć z lokalnej mariny łodzią prowadzoną przez doświadczonego kapitana na połów tuńczyka czy marlina.
Interesujące propozycje aktywnego, rodzinnego spędzenia czasu na łonie przyrody znajdziemy w ofercie Oasis Park Fuerteventura w miejscowości La Lajita w pobliżu Costa Calma, w którym w warunkach prawie naturalnych żyje ponad 3 tys. zwierząt reprezentujących 250 egzotycznych gatunków. Powstał przy nim także imponujący ogród botaniczny o powierzchni 150 tys. m2 z tysiącami tropikalnych roślin. Z każdego kurortu na Fuerteventurze kursuje tu bezpłatny autobus. Na odwiedzenie parku warto przeznaczyć cały dzień, również ze względu na zabawne spektakle z udziałem papug i krokodyli oraz sesje pływania z lwami morskimi. Chwilę wytchnienia zapewniają ładnie zaaranżowane kanaryjskie restauracje, przyrządzające potrawy z dodatkiem warzyw z własnych upraw. Na niedzielnym jarmarku z produktami lokalnymi nabędziemy oryginalne pamiątki z wyspy, m.in. wyroby z występujących na niej powszechnie opuncji.
Niezapomnianym przeżyciem nie tylko dla najmłodszych są spotkania z lemurami, podczas których można je karmić i obserwować z bliska. W Oasis Park Fuerteventura założono też największą w Europie hodowlę wielbłądów (ponad 300 zwierząt). Stara się ona popularyzować bogate w składniki i niealergizujące wielbłądzie mleko. Wielbiciele tych zwierząt mogą podziwiać z ich grzbietów afrykańskie krajobrazy podczas organizowanych tutaj przejażdżek.

PLAŻA DLA KAŻDEGO
W stolicy sąsiadującej z Fuerteventurą Gran Canarii – Las Palmas de Gran Canaria, amatorzy dbania o kondycję mają w czym wybierać. W strefach El Confital oraz La Cicer należącej do ponad 3-kilometrowej plaży Las Canteras, zwanej „Copacabaną Europy”, na surferów czekają fale porównywalne do tych u wybrzeży Atlantyku w Rio de Janeiro. Znajdziemy tu także boiska do siatkówki i tenisa plażowego, parki z urządzeniami do ćwiczeń oraz wypożyczalnie sprzętu nurkowego. Z myślą o osobach niepełnosprawnych postawiono prowadzącą prosto do oceanu rampę, przebieralnie, prysznice i toaletę bez barier oraz oddano do bezpłatnego użytkowania specjalistyczne pomoce (wózek i kule pływające) i zaangażowano wolontariuszy Czerwonego Krzyża. Miejski system transportu rowerowego pozwala łączyć aktywność fizyczną ze zwiedzaniem kolonialnych zabytków tego dziewiątego co do wielkości miasta Hiszpanii (mieszka w nim prawie 390 tys. ludzi).
Górskie drogi „kontynentu w miniaturze”, jak bywa nazywana wyspa, upodobali sobie miłośnicy kolarstwa. Dla tych bardziej zaawansowanych przeznaczono 96-kilometrową trasę z nadmorskiego kurortu Maspalomas na najwyższy tutejszy szczyt – Pico de las Nieves (1949 m n.p.m.), którą pokonuje się w ok. 6 godz. Osoby słabsze kondycyjnie mogą wybrać się na rekreacyjne wycieczki, np. takie, podczas których droga w większości prowadzi w dół, grupą opiekuje się przewodnik, a towarzyszący rowerzystom samochód przewozi bagaż, prowiant i wodę.
Centralny region Gran Canarii przyciąga także amatorów wspinaczki skalnej. Na emblematyczny szczyt Roque Nublo (1813 m n.p.m.) dostaniemy się 12 szlakami o różnej trudności. W rejonie malowniczej wioski Fataga jest kilkadziesiąt dobrze obitych dróg wspinaczkowych, a sosnowe lasy masywu Tamadaba na wysokości 1000 m kryją ich ponad 300. Wśród wielbicieli wspinaczki z asekuracją własną dużą popularnością cieszą się góry w okolicach miejscowości Ayacata.

FOT. SUB SEA SYSTEMS, INC/KAREN DOODY

Spacer po dnie oceanu w hełmie w Anfi del Mar na Gran Canarii


Turyści preferujący spędzanie czasu na wodzie mogą skorzystać z oferty rejsów katamaranem lub jachtem w marinach Puerto de Mogán i Puerto Rico, a także wziąć udział w 45-minutowej wyprawie łodzią podwodną na głębokość 25 m, aby przez bulaje obserwować bogatą faunę Atlantyku. Od 2013 r. w Anfi del Mar firma Sea Trek Spain proponuje zupełnie wyjątkowe na skalę europejską  spacery po dnie oceanu bez kombinezonu nurkowego i butli, tylko z hełmem, do którego dostarcza się powietrze. Ta rozrywka skierowana została nawet do osób niepotrafiących pływać. Dla odmiany swoich sił w prawdziwym nurkowaniu spróbujemy np. w lokalnej polskiej szkole Delphinus Diving School w Taurito.
 
WYPRAWA NA SZCZYT
Główną atrakcję sąsiadującej z Gran Canarią Teneryfy stanowi wulkan Teide (najwyższa góra Hiszpanii), którego mierzący 3718 m n.p.m., zimą częściowo pokryty śniegiem wierzchołek towarzyszy turyście podczas zwiedzania tej największej z Wysp Kanaryjskich (ponad 2 tys. km² powierzchni). Najpopularniejszym sposobem jego zdobycia jest wjazd kolejką linową na wysokość 3555 m n.p.m., skąd posiadacze pozwolenia podchodzą na szczyt szlakiem nr 10 Telesforo Bravo o długości 614 m. Zezwolenia wydaje nieodpłatnie administracja Parku Narodowego Teide – Parque Nacional del Teide (www.reservasparquesnacionales.es). Osoby z bardzo dobrą kondycją wchodzą trasą nr 7 (8,3 km) prowadzącą z Montaña Blanca (2750 m n.p.m.) do wspomnianego szlaku nr 10, zaczynającego się przy kraterze La Rambleta (3555 m n.p.m.), zazwyczaj z przerwą na nocny odpoczynek w mieszczącym się na wysokości 3260 m n.p.m. schronisku Refugio de Altavista (wymagana rezerwacja na stronie www.telefericoteide.com). Taki postój to wymarzona okazja do obserwacji gwiazd z jednego z najlepszych do tego zakątków półkuli północnej oraz kontemplowania wschodu słońca już z wierzchołka wulkanu. Przy sprzyjającej widoczności można zobaczyć stamtąd Gran Canarię, La Gomerę, La Palmę i El Hierro, a czasem nawet i zarysy dalej położonych Wysp Kanaryjskich.
Turyści, którym stan zdrowia nie pozwala na wysokogórską wyprawę, do dyspozycji mają te niżej położone z 35 tras pieszych o różnym poziomie trudności, które wyznaczone zostały wśród księżycowych krajobrazów Parku Narodowego Teide. Do długich wędrówek doskonałe są też tereny Parku Krajobrazowego Anaga (Parque Rural de Anaga), porośnięte bujnymi zielonymi lasami wawrzynowymi, palmami, smoczymi drzewami, tabaibami i pokryte tarasowymi poletkami z uprawami słodkich ziemniaków, trzciny cukrowej i winorośli. Na rodzinny spacer świetnie nadaje się tzw. Szlak Zmysłów (Sendero de los Sentidos) z edukacyjnymi zabawami polegającymi na dotykaniu pni drzew, wąchaniu ich zapachu i słuchaniu śpiewu ptaków. Część ścieżki przystosowano do przejazdu wózkami dziecięcymi i inwalidzkimi. Nad oceanem przejdziemy się np. bardzo interesującym 5-kilometrowym traktem znajdującym się w obszarze chronionego krajobrazu Rambla de Castro, wiodącym wzdłuż urwistego wybrzeża pośród bananowych upraw, palmowego gaju, XVI-wiecznych hacjend i ruin Fortu św. Fernanda (Fortín de San Fernando) z końca XVIII stulecia. Rozpoczyna się on w punkcie widokowym Mirador de San Pedro w okolicach Los Realejos.
Warto wybrać się też na 4-kilometrowy trekking w niezmiernie malowniczym wąwozie Masca w Parku Krajobrazowym Teno (Parque Rural de Teno), który można zakończyć organizowanym przez firmę Teno Activo przepłynięciem kajakiem z miejscowej plaży do kurortu Los Gigantes, gdzie znajdują się słynne kilkusetmetrowe Klify Olbrzymów – Acantilados de Los Gigantes. Z tutejszej mariny wypływają statki wycieczkowe na obserwacje wielorybów lub delfinów. Mieszkańcy miejscowości żartują czasem, że te ostatnie są zatrudniane przez lokalne władze do promocji turystyki. Jak inaczej wytłumaczyć to, że pokazują się one uczestnikom wycieczki zawsze, gdy tylko kapitan zgasi silniki łodzi?

WŚRÓD PREHISTORYCZNYCH LASÓW
Widoczna z promenady w Los Gigantes La Gomera przyciąga miłośników wędrówek. Zajmujący 11 proc. powierzchni wyspy Park Narodowy Garajonay (Parque Nacional de Garajonay) z największymi połaciami lasów wawrzynowych na archipelagu posiada własną siatkę dobrze oznakowanych szlaków pieszych. Chodząc wśród spowitych mgłą, starych, powykręcanych i omszałych drzew, wodospadów, paproci i olbrzymich mniszków lekarskich, odnosi się wrażenie przebywania w baśniowej krainie. Po przejściu 2,2 km trasą Pajarito – Alto de Garajonay dociera się do najwyższego szczytu La Gomery – Alto de Garajonay (1487 m n.p.m.). Ścieżki w Parku Narodowym Garajonay skomunikowano z traktami, które jeszcze do połowy XX w. służyły mieszkańcom do przemieszczania się. W czasie wyprawy drogami prowadzącymi koło tarasowych poletek uprawnych, tradycyjnych wiosek i palmowych gajów poznaje się interesującą etnografię i przyrodę wyspy. W wąwozie Tajonaje (Barranco de Tajonaje) zobaczymy najstarsze na La Gomerze, liczące ponad 400 lat smocze drzewo Drago de Agalán. Skosztowanie wody ze źródełka Chorros de Epina, do którego prowadzi szlak nr 7, według miejscowej legendy gwarantuje szczęście w miłości.
Dużą popularnością na wyspie cieszy się także oferujące wspaniałe widoki na Atlantyk i wulkan Teide, otoczone bujną roślinnością 18-dołkowe pole golfowe Tecina Golf położone w Playa de Santiago.

POD GWIAZDAMI
Na najbardziej górzystej w archipelagu La Palmie, posiadającej sieć ponad 1000 km dróg pieszych, często odnosi się wrażenie stąpania nad chmurami. Można tego doświadczyć na wierzchołku wyspy, Roque de los Muchachos (2426 m n.p.m.), gdzie znajduje się jedno z najlepiej wyposażonych obserwatoriów astrofizycznych świata, udostępniane zwiedzającym po wcześniejszej rezerwacji na stronie internetowej www.iac.es. Dla pasjonatów astronomii przygotowano również 16 miradores astronómicos zaopatrzonych w panele informacyjne – punktów widokowych oddalonych od źródeł światła, idealnych do rozstawienia sprzętu i podziwiania czystego nocnego nieba.
Przez masyw Cumbre Vieja na La Palmie wiedzie prawie 24-kilometrowa trasa trekkingowa Ruta de los Volcanes, jedna z najbardziej spektakularnych na Wyspach Kanaryjskich. Nie ma tu stromych podejść ani przepaści, przez większą jej część idzie się po terenie lekko nachylonym w dół, widząc przed sobą stożki kolejnych wulkanów. Takiej wyprawie podołają więc też turyści z mniejszą wprawą. Profesjonalni biegacze mogą wziąć udział w corocznym ultramaratonie po wulkanach Transvulcania (najbliższy odbędzie się 9 maja 2015 r.). Czeka tu na nich do pokonania dystans 73,3 km.
Kilka interesujących szlaków przebiega w Parku Narodowym Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), m.in. trasa prowadząca częściowo przez kamienie i szczeliny między głazami do miejsca, gdzie skały w odcieniach zieleni, żółci, brązu i czerwieni wraz ze spływającą po nich wodą tworzą Wodospad Kolorów (Cascada de Colores).
Co ważne, osobom niepełnosprawnym i ich opiekunom administracja wyspy wypożycza nieodpłatnie wózek trekkingowy joëlette do poruszania się po 8 specjalnych trasach.

NA KRAŃCU EUROPY
El Hierro, najmniejsza z głównych Wysp Kanaryjskich (prawie 270 km² powierzchni), uchodzi za mekkę nurków. Tutejsze dno morskie przyciąga również amatorów podwodnej fotografii, a to ze względu na różnorodną faunę, w tym potrafiące osiągać 40 kg i żyć 40 lat ryby z gatunku mero sprawiające wrażenie pozujących do zdjęć. Przybywający tu fotografowie startują w odbywających się w miejscowości La Restinga corocznych konkursach Open Fotosub Isla de El Hierro (najbliższy termin 11–19 października 2014 r.).
Miłośnicy wędrówek mogą zwiedzić całą wyspę pieszo we własnym tempie, a na noc zatrzymywać się w położonych przy trasie pensjonatach lub domkach. Prawdziwym wyzwaniem będzie 10-godzinny marsz tradycyjną drogą Camino de La Virgen, stanowiącą część transkanaryjskiego szlaku GR 131. Gdy dopadło mnie na niej zmęczenie, pomyślałam o tych los herreños (mieszkańcy El Hierro), którzy podczas obchodzonego co 4 lata niezmiernie barwnego lokalnego święta Bajada de la Virgen de Los Reyes potrafią pokonać 28,3 km, tańcząc.
Za dotarcie do zachodniego krańca archipelagu czeka nas nagroda w postaci wydawanego przez Urząd Turystyki w stolicy wyspy Valverde certyfikatu odwiedzenia południka zerowego, który do 1884 r. przebiegał w Punta de Orchilla.

FOT. CABILDO DE EL HIERRO/GELMERT FINOLL

Cudowne widoki podczas lotu nad doliną El Golfo na El Hierro


Wzdłuż 5-kilometrowej trasy między plażami z piaskiem białym – Arenas Blancas – i czerwonym – El Verodal – zobaczymy osobliwą galerię formacji utworzonych przez wpadającą do oceanu lawę. W dolinie El Golfo (Valle de El Golfo) natkniemy się natomiast na wpisany do Księgi rekordów Guinnessa w 1989 r. jako najmniejszy na świecie Hotel Punta Grande oraz plantacje ananasów. Osoby spragnione wrażeń obejrzą całą wyspę z góry podczas lotu paralotnią, a amatorzy dwóch kółek zjadą ją wzdłuż i wszerz na motorowerach z silnikami napędzanymi energią elektryczną, która od lipca br. na El Hierro pochodzi wyłącznie ze źródeł odnawialnych.
Na tym zakończymy nasz przegląd pomysłów na aktywne wakacje na Wyspach Kanaryjskich. Nieskażona przyroda i bogactwo kulturowe archipelagu oraz sportowy tryb życia jego mieszkańców z pewnością zainspirują każdego do połączenia zwiedzania z dbaniem o kondycję fizyczną w czasie swojego urlopu w tym przepięknym zakątku naszej planety.

Artykuły wybrane losowo

Cztery światy, jeden Ekwador

AR PN COSTA06 PLAYAS DEPORTES SURF 087

Wybrzeże Pacyfiku w Ekwadorze jest idealne do uprawiania surfingu

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Aleksandra Świstow

www.pojechana.pl 

 

Jest taki kraj w Ameryce Południowej, w którym występują aż cztery regiony fizyczno-geograficzne – Amazonia, góry („sierra”), wybrzeże („costa”) i słynny archipelag Galapagos, 15 proc. wszystkich gatunków ptaków żyjących na naszej planecie, 6 tys. gatunków motyli i aż 3 tys. odmian storczyków, mimo iż zajmuje on powierzchnię mniejszą niż Polska. Stąd pochodzi aż 10 proc. wszystkich gatunków roślin i 8 proc. wszystkich gatunków zwierząt na świecie. To właśnie Ekwador – najmniejsze z andyjskich państw. „Ecuador” oznacza po hiszpańsku „równik”. Linia najdłuższego równoleżnika Ziemi przecina północną część kraju.

Więcej…

Moja Republika Południowej Afryki

SAT-000-1434G.jpg

Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon) ma ok. 26 km długości

©SOUTH AFRICA TOURISM

MARIANNA JĘDRZEJCZYK

Wielu Polakom z Republiką Południowej Afryki kojarzą się głównie laureat Pokojowej Nagrody Nobla Nelson Mandela, doktryna apartheidu, wysoka przestępczość bądź wyprawy safari. Niektórym z nich być może przychodzą jeszcze na myśl Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej z 2010 r., a przecież w tym kraju jest tyle ciekawych i pięknych miejsc, nierzadko prawdziwych cudów natury. Ma on zresztą do zaoferowania znacznie więcej – niezwykle różnorodną kuchnię, bogatą kulturę czy świetną bazę noclegową. Co ważne, większość atrakcji kusi bardzo przystępnymi cenami.


To najlepiej rozwinięte pod względem gospodarczym państwo Afryki zamieszkuje prawie 55 mln ludzi. Obowiązuje w nim aż 11 języków urzędowych, w tym angielski. Od zachodu południowoafrykańskie wybrzeże oblewają wody Atlantyku, a od wschodu – Oceanu Indyjskiego. Układ pór roku jest po tej stronie równika odwrotny niż w Europie. Najcieplej bywa tu w grudniu i styczniu.


Na szczęście RPA staje się ostatnio coraz popularniejszym kierunkiem wakacyjnym wśród turystów z Polski. Mieszkam tutaj od 4 lat i choć staram się jak najwięcej zobaczyć, to moja lista miejsc do odwiedzenia nadal się wydłuża.


Kiedy przyjechać

SAT-000-1707G.jpg

Muzeum Dystryktu Szóstego w Kapsztadzie z wielką mapą na podłodze

©SOUTH AFRICA TOURISM


Wybór odpowiedniej pory na podróż do tej części Afryki zależy od tego, ile dni planujemy przeznaczyć na urlop (chociaż na krócej niż 2 tygodnie nie warto przyjeżdżać), co chcemy w tym czasie robić i w które regiony pojechać. Sezon turystyczny w RPA trwa właściwie przez cały rok.


Należy jednak pamiętać, że to wielki kraj – lot z Johannesburga do Kapsztadu (Cape Town) zajmuje 2 godz. (podczas niego pokonuje się niemal 1300 km), czyli tylko nieco mniej niż z Warszawy do Londynu. Oznacza to także, że klimat jest tu bardzo zróżnicowany. Miasta Pretoria, w której mieszkam, i sąsiedni Johannesburg leżą w prowincji Gauteng i znajdują się na stosunkowo dużej wysokości: pierwsze na ok. 1350 m, a drugie na mniej więcej 1750 m n.p.m. Zimy (od czerwca do sierpnia) są więc w tym rejonie chłodne, ale też słoneczne i suche. W nocy temperatura spada czasami poniżej 0°C, w ciągu dnia za to bywa często nawet ponad 20°C. Latem jest natomiast gorąco i burzowo, lecz ze względu na położenie nie nadmiernie wilgotno. Bardziej tropikalne warunki klimatyczne panują na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego, np. w Durbanie okres zimowy charakteryzuje się przyjemnym ciepłem (w lipcu ok. 25°C za dnia, mniej więcej 15°C wieczorem), a letni – upałami i dużą wilgotnością powietrza, co może być dla niektórych osób niezbyt komfortowe. Kapsztad z kolei ma klimat podobny do śródziemnomorskiego. Wody Atlantyku, nad którym leży, są zimne przez cały rok. W tej okolicy często wieje również silny wiatr. Zimą czasem pada tu horyzontalny deszcz ze śniegiem, więc najlepiej przyjechać do tego miasta między październikiem a kwietniem.


Jeśli chcemy odwiedzić głównie parki narodowe i rezerwaty, w których organizuje się safari, musimy wziąć pod uwagę, że większość z nich znajduje się we wschodniej części kraju, gdzie pogoda jest podobna do tej w Gauteng (choć im dalej na północ i wschód, tym cieplej). Po niemal wszystkich tego typu obszarach chronionych w RPA można jeździć samodzielnie, bez przewodnika, ale – oczywiście – należy przestrzegać obowiązujących w ich granicach zasad. W miesiącach zimowych ze względu na długotrwały brak deszczu roślinność przerzedza się i usycha. Dzięki temu znacznie polepszają się warunki do obserwacji i zwiększa się szansa spotkania dzikich zwierząt przy wodopojach, ponieważ rzeki zazwyczaj też wtedy wysychają. Latem jest natomiast bardzo ciepło i zielono, przyroda w pełni już rozkwitła, a wieczory najprzyjemniej spędzać przed namiotem przy zimnym piwie lub cydrze Savanna na podziwianiu rozgwieżdżonego nieba. Jednak grudzień i styczeń to także pora wakacji i wielu Południowoafrykańczyków wybiera się wówczas z rodzinami do parków narodowych i rezerwatów. Dlatego w ich rejonach panuje w tym okresie tłok i trudno o chwilę spokoju. Najlepszym czasem na udane safari będzie więc wiosna (wrzesień–listopad), gdy temperatury są już dość wysokie, ale nie ma jeszcze upałów, i rodzą się młode zwierzęta, albo jesień (marzec­–maj), kiedy w powietrzu czuć nadchodzące chłody, a zachody słońca pięknie podkreślają żółć, pomarańcz i czerwień, które dominują w krajobrazie.


Jak podróżować


Z Europy do RPA najlepiej przylecieć do Johannesburga z Londynu (British Airways), Paryża (Air France), Frankfurtu nad Menem (Lufthansa), Amsterdamu (KLM), Zurychu (SWISS) lub Stambułu (Turkish Airlines). Można również wybrać połączenie przez Dubaj (Emirates) albo Abu Zabi (Etihad Airways). Z lotniska O.R. Tambo do samego miasta oraz do Pretorii jeździ nowoczesny, klimatyzowany pociąg Gautrain. Jednak komunikacja miejska w tym kraju wciąż znajduje się na etapie rozwoju, najkorzystniej więc wynająć samochód. Drogi i autostrady są tutaj w bardzo dobrym stanie, choć kultura jazdy często pozostawia wiele do życzenia. Trzeba też pamiętać, że w RPA obowiązuje ruch lewostronny. Ze względu na ogromne odległości czasami warto zaoszczędzić czas i skorzystać z samolotu. Południowoafrykańskie tanie linie lotnicze kulula.com i Mango, a także British Airways i South African Airways latają do wszystkich większych miast. Ciekawy sposób podróżowania, np. z Pretorii do Kapsztadu, stanowi przejazd koleją. Obok luksusowych i bardzo drogich przewoźników Blue Train i Rovos Rail działają również tańsze linie Shosholoza Meyl. Podróż trwa 2 lub 3 dni, zależnie od liczby przystanków, a w cenę biletu, oprócz noclegu w kuszetce, wliczone są też posiłki. Z kolei „plecakowiczom” (tzw. backpackerom) spodoba się Baz Bus, którego trasa ciągnie się od Kapsztadu po Durban i Pretorię. Znajdziemy na niej ponad 180 hosteli, a bilet upoważnia do nieograniczonych przesiadek.


Niesamowity Kapsztad

SAT-000-1684G.jpg

Pomnik i Muzeum Hectora Pietersona w Soweto, dawnych slumsach

©SOUTH AFRICA TOURISM


Chyba za najbardziej znane i popularne południowoafrykańskie miasto, do którego chętnie przyjeżdżają turyści z całego świata, uchodzi Kapsztad (choć to Johannesburg dzierży palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o liczbę odwiedzających). Zresztą nie bez powodu – jest piękny, malowniczo położony, ma ciekawą historię i może pochwalić się mnóstwem atrakcji. Świetny pomysł na jego zwiedzanie stanowi skorzystanie z autobusu turystycznego City Sightseeing Cape Town. Cztery rozbudowane trasy obejmują, oprócz centrum metropolii, również winnice ekskluzywnego przedmieścia Constantia czy wspaniałe wybrzeże na południe od niej. Warto kupić bilet dwudniowy, ponieważ nie tylko nie kosztuje dużo (260 randów, czyli ok. 75 złotych), ale także uprawnia do różnego rodzaju rabatów w wielu miejscach, do których dociera autobus. Na pewno trzeba wysiąść przy stacji kolejki na Górę Stołową (Table Mountain) – już stąd rozciągają się oszałamiające widoki, a panorama rozpościerająca się ze szczytu (z wysokości 1086 m n.p.m.) zapiera dech w piersiach.


Przepiękny jest też utworzony w 1913 r. Narodowy Ogród Botaniczny Kirstenbosch (Kirstenbosch National Botanical Garden), w którym można spędzić kilka godzin na podziwianiu setek gatunków roślin, również endemicznych. Był on pierwszym ogrodem botanicznym na świecie założonym w celu ochrony niepowtarzalnej lokalnej flory. W Kapsztadzie warto także odwiedzić któreś z licznych muzeów, np. Południowoafrykańską Galerię Narodową (South African National Gallery), funkcjonującą w położonym w centrum miasta historycznym parku Company’s Garden, czy Muzeum Dystryktu Szóstego (District Six Museum), upamiętniające przymusowe wysiedlenia mieszkańców w czasach apartheidu. Gdy nie wieje zbyt mocno, trzy razy dziennie (o 9.00, 11.00 i 13.00) z kapsztadzkiego nabrzeża wypływają łodzie na Robben Island (Robbeneiland). Na tej wyspie znajduje się więzienie, w którym Nelson Mandela (1918–2013) i inni przeciwnicy polityki apartheidu spędzili wiele lat życia. To fascynujące miejsce, a oprowadzają po nim byli więźniowie. Ich historie niejednokrotnie mrożą krew w żyłach, ale są jednocześnie budujące i wzbudzają podziw dla ich odwagi i wytrwałości.


Na południe od Kapsztadu leży również słynny Przylądek Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope), do którego jedzie się krętą autostradą wzdłuż stromego brzegu oceanu, mijając piękne białe plaże. Wrócić do miasta można z drugiej strony cypla, przez urocze miasteczka, np. Simon’s Town (Simonstad), Kalk Bay czy Muizenberg. Podczas wizyty w tych okolicach trzeba koniecznie zjeść świeże ryby i owoce morza, a także spróbować lokalnej kuchni malajskiej (dziedzictwa z czasów kolonialnych). Takie potrawy, jak Cape Malay curry, bobotie (pikantne mięso mielone z rodzynkami, polane jajeczno-mleczną masą i zapieczone, serwowane z ryżem) bądź koeksisters (pączki w słodkim syropie, podawane na zimno) na pewno pobudzą nasze kubki smakowe.


W Johannesburgu i okolicy


Kapsztad nigdy mi się nie znudzi i zawsze będę chętnie do niego wracać, ale w RPA jest jeszcze wiele innych miejsc wartych odwiedzenia. Zalicza się do nich m.in. 4,5-milionowy Johannesburg, zwany potocznie Jozi, Joburg czy eGoli, największe miasto świata, które nie leży nad żadnym zbiornikiem wodnym lub rzeką. Powstało ono w 1886 r. na fali XIX-wiecznej gorączki złota w absurdalnej lokalizacji, na pustkowiu w górach, bez dostępu do wody, a obecnie rozkwita po latach stagnacji. To prawdziwa metropolia, która tętni życiem przez całą dobę i ciągle się rozwija. Ją również można zwiedzać autobusem turystycznym City Sightseeing Joburg. Po drodze obejrzymy m.in. poruszające Muzeum Apartheidu (Apartheid Museum), nowatorsko zaaranżowane Wzgórze Konstytucyjne (Constitution Hill), wesołe miasteczko Gold Reef City Theme Park oraz plac Gandhiego (któremu właśnie w RPA, gdzie pracował jako prawnik i doświadczył dyskryminacji rasowej, przyszła do głowy koncepcja biernego oporu). Alternatywą dla wycieczki autobusowej są spacery tematyczne, np. z Geraldem Gardnerem, autorem świetnych przewodników po Johannesburgu i strony internetowej JoburgPlaces. Dowiedziałam się od niego wielu fascynujących faktów na temat krótkiej, lecz bogatej historii tego początkowo górniczego miasta, a obecnie ważnego centrum finansowego i biznesowego. Dzięki niemu odkryłam też kilka rewelacyjnych targów rękodzieła, dzielnicę mody, sklepy z oryginalnymi materiałami zwanymi shweshwe czy dystrykt Mała Etiopia, gdzie wypijemy świeżo zaparzoną etiopską kawę i zjemy autentyczną indżerę... Johannesburg to tygiel kulturowy, mekka artystów i młodych przedsiębiorców, różnorodna scena artystyczna z mnóstwem klubów muzycznych, galerii i przeróżnych inicjatyw kulturalnych.


Z centrum miasta niedaleko do Soweto – dawnych slumsów, obecnie liczących sobie niemal 1,5 mln mieszkańców i przyciągających coraz więcej turystów. To tu znajdują się domy Nelsona Mandeli (dziś działa w nim muzeum Mandela House) i arcybiskupa anglikańskiego Desmonda Tutu wzniesione przy tej samej ulicy Vilakazi, a także Pomnik i Muzeum Hectora Pietersona (Hector Pieterson Memorial and Museum), 13-letniego chłopca, którego śmierć podczas zamieszek w 1976 r. stała się symbolem walki z apartheidem. Stąd pochodzi słynny na całym świecie chór Soweto Gospel Choir. To tutaj można skoczyć na bungee z jednej z kolorowych wież chłodniczych Elektrowni Orlando – Orlando Towers. Właśnie w Soweto kręcono też znany południowoafrykański film science fiction Dystrykt 9. Ja pewnego razu wstąpiłam ze znajomymi do jednej z lokalnych jadłodajni i przypadkowo natknęłam się w niej na grupę młodych, elegancko ubranych ludzi, którzy udawali się właśnie na spotkanie w miejscowym kościele. Po krótkiej pogawędce zupełnie spontanicznie przyłączyliśmy się do nich. W ten sposób poznaliśmy barwną społeczność chrześcijańską, która spotyka się co kilka miesięcy w różnych krajach Afryki Południowej, aby śpiewać radosne pieśni i po prostu razem spędzać czas. Nie jestem osobą szczególnie religijną, lecz nie czułam się wśród nich obco. Przedstawiono nas starszyźnie, wszyscy byli ciekawi, skąd pochodzimy i czym się zajmujemy. Bardzo chcieli, żebyśmy zostali na mszy, ale – niestety – zrobiło się już późno i musieliśmy wracać do Pretorii. Do dziś mamy jednak sympatyczne wspomnienie z Soweto.


Ok. 50 km na północny zachód od Johannesburga leży wpisany w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO kompleks jaskiniowo-muzealny Cradle of Humankind – Kolebka Ludzkości. Znaleziono tu szczątki przedstawicieli nieznanego gatunku z rodziny człowiekowatych liczące sobie nawet 2,5 mln lat. Wykopaliska nadal trwają i w 2015 r. po raz pierwszy w mediach pojawił się naukowy opis sensacyjnego odkrycia – nowego przodka ludzi nazwano Homo naledi. Na terenie stanowiska funkcjonuje ciekawe centrum informacyjne, a do systemu pięknych jaskiń Sterkfontein można wejść z przewodnikiem, który interesująco opowiada o pracach archeologicznych i ich wynikach.


Nad Atlantykiem


Powróćmy jeszcze na wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Na północ od Kapsztadu znajduje się malowniczy Park Narodowy West Coast (West Coast National Park). Można tutaj nocować na łodzi zacumowanej kilkadziesiąt metrów od brzegu w samym środku błękitnej laguny. Jeśli pojedziemy dalej w kierunku Namibii, dotrzemy do regionu Namaqualand, który najlepiej odwiedzić wiosną, w sierpniu lub wrześniu, w czasie wspaniałego spektaklu natury. W ciągu kilku tygodni ten półpustynny teren zamienia się w wielką łąkę mieniącą się jaskrawymi kolorami.


Z kolei na wschód od Kapsztadu, wzdłuż Trasy Ogrodów (Garden Route), rozciąga się górzysty obszar upraw winorośli z wieloma uroczymi miasteczkami mogącymi poszczycić się architekturą w stylu cape dutch, jak np. najbardziej chyba znane Franschhoek czy uniwersyteckie Stellenbosch. RPA produkuje świetnej jakości wina, z których zdecydowana większość nie jest eksportowana, warto więc wybrać się przynajmniej do kilku winnic na degustacje. We Franschhoek funkcjonuje tramwaj winny (Franschhoek Wine Tram). Po drodze zatrzymuje się na kilkunastu przystankach – trzeba mieć naprawdę mocną głowę, aby zdołać spróbować trunków we wszystkich miejscach na szlaku w ciągu jednego dnia!


Niemal w linii prostej na południe od tego urokliwego miasteczka leży miejscowość Hermanus, znana głównie z tego, że to stąd najczęściej można obserwować wieloryby. Od czerwca do grudnia walenie południowe (Eubalaena australis) gromadzą się w południowoafrykańskich wodach, żeby się rozmnażać. Często udaje się je zobaczyć z nabrzeża, ale warto też wykupić wycieczkę łodzią z przewodnikiem. Podziwianie tych gigantycznych ssaków z bliska to niezapomniane przeżycie.


Jadąc dalej w kierunku Durbanu, miniemy po drodze m.in. najbardziej na południe wysunięty kraniec Afryki, czyli Przylądek Igielny (Cape Agulhas), stanowiący również umowną granicę między oceanami Atlantyckim i Indyjskim. Stąd niedaleko do przepięknego Rezerwatu Przyrody De Hoop (De Hoop Nature Reserve) ze wspaniałymi dzikimi plażami. W głębi lądu rozciągają się bezkresne tereny Karru Małego i Wielkiego, a na północ od nich zaczyna się już kotlina Kalahari. Następnie dotrzemy do popularnych nadmorskich miejscowości George i Knysna, a potem do Jeffreys Bay, raju dla surferów. Tuż za Port Elizabeth znajduje się Park Narodowy Słoni Addo (Addo Elephant National Park), słynący właśnie ze słoni (których obecnie jest ponad 600), a dalej na wschód – miasto Grahamstown. Co roku na przełomie czerwca i lipca w tym ostatnim odbywa się największy na kontynencie afrykańskim festiwal artystyczny (National Arts Festival), przyciągający 200 tys. widzów. Za East London zaczyna się Dzikie Wybrzeże (Wild Coast). W pełni zasługuje ono na swoją nazwę – trudno się na nie dostać, godzinami kluczy się po wyboistych drogach i wioskach rozsianych na wzgórzach, gdzie lud Xhosa nadal żyje według starych tradycji. Jednak wysiłek się opłaca. Bezkresne i niemal puste plaże, huk oceanu i gościnność lokalnej społeczności wynagradzają trud podróży.


Durban i dzika przyroda

SAT-000-0223G.jpg

Tzw. Whale Crier obwieszczający przybycie wielorybów do Hermanus

©SOUTH AFRICA TOURISM


Kolejnym przystankiem jest Durban – największy port kontenerowy w Afryce, który w ciągu ostatnich kilku lat przeszedł ogromną metamorfozę, głównie dzięki wspomnianym Mistrzostwom Świata w Piłce Nożnej z 2010 r. Z zaniedbanego, mało przyjaznego miasta stał się modnym kurortem, z szeroką promenadą, nowoczesnym stadionem i bogatym życiem kulturalnym. Co roku w lipcu odbywa się tu np. niezmiernie ciekawy i dobrze zorganizowany Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Durbanie (Durban International Film Festival), na którym pokazywane są dziesiątki filmów z całego świata. Bardzo lubię Durban za luźną, przyjazną atmosferę, architekturę z elementami stylu art déco, a także za... curry. To właśnie tutaj mieszka więcej Hindusów i ich potomków niż w jakimkolwiek innym mieście poza Indiami. Nic w tym dziwnego, bowiem w drugiej połowie XIX i na początku XX w. przybysze z subkontynentu indyjskiego osiedlali się tłumnie w Afryce Południowej, aby pracować na plantacjach, w kopalniach czy przy budowie kolei.


Na północny wschód od Durbanu znajdują się dwa rezerwaty przyrody, które warto uwzględnić w planach wakacyjnych. Atrakcją Parku Hluhluwe-iMfolozi (inaczej Hluhluwe Umfolozi Game Reserve) jest kilkudniowe piesze safari, podczas którego można spotkać tzw. Wielką Piątkę Afryki, czyli lwa, słonia, lamparta, bawoła i nosorożca czarnego. Mnie się to udało – w ciągu 5 dni spędzonych w buszu, w tym nocy pod gołym niebem, nie tylko je wszystkie widziałam i słyszałam, ale także dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy o lokalnych zwierzętach i roślinności. To najlepszy sposób na poznanie tego, co stanowi esencję afrykańskiej natury! Z kolei w sąsiednim Parku Mokradeł iSimangaliso (iSimangaliso Wetland Park) natknęłam się, oprócz antylop, bawołów i nosorożców, na mnóstwo krokodyli i hipopotamów. Występują tu też żółwie morskie, a w oceanie pojawiają się czasami ogromne rekiny wielorybie.


Z pewnością najbardziej znanym miejscem na safari jest Park Narodowy Krugera (Kruger National Park). Ma on powierzchnię ok. 20 tys. km², a bogactwo tutejszych gatunków fauny i flory oszałamia. Jednak jego popularność może czasami dawać się we znaki. Na drogach często tworzą się zatory, gdy ludzie zbierają się wokół jakiegoś wyjątkowo ekscytującego zwierzęcia, i – niestety – wielu gości nie potrafi się odpowiednio zachować. Mój ulubiony park to Park Narodowy Pilanesberg (Pilanesberg National Park), położony ok. 2 godz. jazdy z Pretorii na północny zachód w kraterze prastarego wulkanu. Bardzo miło wspominam również nieogrodzony kemping w Rezerwacie Ithala (Ithala Game Reserve) niedaleko granicy z Suazi, gdzie wybrałam się z przewodnikiem na krótkie piesze safari i napotkaliśmy jadowitą czarną mambę oraz nosorożca białego i czarnego. Za to Rezerwat Madikwe (Madikwe Game Reserve) na granicy z Botswaną szczyci się nie tylko Wielką Piątką Afryki, ale także zagrożonymi wyginięciem likaonami pstrymi.


Na listę miejsc godnych odwiedzenia koniecznie trzeba też wpisać Góry Smocze (Drakensberg), na granicy z Królestwem Lesotho, gdzie można spędzić wiele dni na mniej i bardziej wymagających wspinaczkach. Z kolei Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon, znany również jako Molatse River Canyon) będzie interesującym przystankiem w drodze do Parku Narodowego Krugera. Należy do jednych z największych i najzieleńszych na świecie. Zwiedzimy go podczas pieszych wycieczek, w trakcie których będziemy podziwiać fantastyczne widoki.


Smak RPA


Na zakończenie każdego dnia pełnego wrażeń warto zadbać także o coś dla ciała. Oprócz wspomnianych już wina, cydru, potraw kuchni malajskiej i indyjskiej oraz ryb i owoców morza, prym w południowoafrykańskiej sztuce kulinarnej wiedzie mięso. Koniecznie trzeba spróbować steków, nie tylko wołowych, ale też z antylop kudu i eland czy ze strusia, oraz wołowych kiełbas boerewors – wszystko to przyrządza się na grillu, zwanym tu braai. Odważni powinni skusić się na suszone larwy ćmy Gonimbrasia belina, występujące pod nazwą mopane – to popularna przekąska i bogate źródło białka. Ja jadłam je serwowane w sosie pomidorowym. Były gumowate i niespecjalnie mi smakowały, ale wszystko jest przecież kwestią gustu. Wegetarianie nie muszą się martwić – świeże warzywa i owoce są powszechnie dostępne w sklepach i restauracjach, choć czasami dania z kurczakiem też uchodzą za bezmięsne. Na deser najlepiej zamówić malva pudding – pyszne ciasto nasączone cukrem i masłem, podawane na gorąco z lodami lub polewą waniliową, albo milk tart (melktert) – kruchą tartę z budyniem, posypaną cynamonem.


RPA to bez wątpienia niewyczerpane źródło inspiracji podróżniczych. Ten niezmiernie interesujący kraj ciągle mnie czymś zaskakuje i nie pozwala mi się nudzić. Oczywiście, boryka się on z wieloma problemami, nadal trzeba mieć w nim na uwadze kwestie związane z bezpieczeństwem, ale jednocześnie tutejsze społeczeństwo doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważna jest turystyka dla gospodarki. Gościnność mieszkańców RPA, piękno jej różnorodnej przyrody, sprzyjająca zwiedzaniu pogoda, a także wysoka jakość usług sprawiają, że ten wyjątkowy zakątek Afryki stanowi fantastyczny cel podróży.

Urlop w słonecznej Toskanii

ALEKSANDRA SEGHI

www.aleksandraseghi.com

 

<< Po zimie, która na jeden dzień pojawiła się w Pistoi, innych toskańskich miastach i na Elbie i spowodowała, że zamknięto nawet szkoły, region szykuje się do wiosny. Temperatury podskoczyły do 16°C. W powietrzu wyczuwa się nadchodzące ciepłe dni. Toskania budzi się do życia. >>

 

W Toskanii można zatrzymać się na wypoczynek w urokliwej wiejskiej willi

© VISIT TUSCANY/KINZICA SORRENTI SMT TUSCANY

 

 

W barze, przy cappuccino z dużą pianką, ludzie zaczynają rozmawiać o wycieczkach i wypoczynku. Nie tylko turyści zagraniczni czy Włosi z dalszych części kraju wybierają się na wyprawy po Toskanii. Również sami Toskańczycy lubią wyskoczyć gdzieś niedaleko na weekend i skorzystać z cudownego klimatu tego regionu. Nie brakuje w nim w końcu niczego. Dlatego warto wcześniej zaplanować, jak spędzimy tutaj czas.

Toskania rozciąga się wzdłuż Morza Liguryjskiego i Tyrreńskiego. Jej terytorium znaczą też zbocza Apeninów Północnych z najwyższym szczytem Monte Cimone (2165 m n.p.m.). W granicach tego regionu administracyjnego Włoch znajdują się poza tym m.in. Wyspy Toskańskie z Elbą na czele.

 

PRAWDZIWA SIELANKA

Na początek należy się zastanowić, gdzie zatrzymać się na noc. Jednymi z najprzyjemniejszych miejsc noclegowych w Toskanii są obiekty agroturystyczne. Usytuowane zazwyczaj w malowniczych okolicach i z dala od zgiełku miast idealnie nadają się dla osób marzących o błogim odpoczynku. Wokół nich rozpościerają się naturalne krajobrazy, czasem otaczają je zielone wzgórza lub winnice czy gaje oliwne. Nikt nie zakłóca spokoju wczasowiczom, a w letnie noce słychać tylko cykanie świerszczy. Nie wiem dlaczego, ale w takich miejscach niebo jest prawie zawsze gwieździste. Żeby się zrelaksować, wystarczy położyć się na leżaku i wpatrywać w te miliony świateł nad naszymi głowami.

                Coraz więcej obiektów agroturystycznych decyduje się na zakładanie basenów. Dzięki nim przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Maluchy trudno wyciągnąć na całodniowe zwiedzanie miast turystycznych. Dlatego dobrym pomysłem jest spędzenie części dnia na poznawaniu okolicy, a reszty na odpoczynku nad basenem. Większość właścicieli tego rodzaju miejsc zajmuje się nie tylko wynajmem apartamentów czy pokoi, ale również rolnictwem. Prawie wszyscy uprawiają własne oliwki i winogrona, a niektórzy także warzywa i owoce. Jeśli mieszkają blisko lasu, zbierają też jagody lub jeżyny oraz grzyby, przyrządzane później na różne sposoby. Gospodarze nierzadko hodują również kozy czy owce. W gospodarstwach agroturystycznych często można wykupić posiłki na cały dzień. Same śniadania serwowane są w obiektach typu bed and breakfast (z pokojami do wynajęcia). Goście mogą liczyć na wspaniałe poranne uczty. Na stole nie brakuje domowych wypieków, takich jak crostata (tradycyjne włoskie kruche ciasto) z dżemem lub kremem orzechowym czy mięciutka ciambella (obwarzanek, babka w kształcie wieńca) ze świeżą ricottą. Niektórzy właściciele na życzenie przygotowują śniadanie na słono, na które składają się jaja na twardo lub jajecznica, wędliny, masło oraz sery. W obiektach agroturystycznych z apartamentami wynajmujący mogą przyrządzać jedzenie sami, gdyż kuchnie są w pełni wyposażone. Wśród sprzętów domowych znajduje się – oczywiście – włoska moka (kawiarka), niezbędna do zaparzenia prawdziwego, mocnego espresso. Gospodarze to zazwyczaj ludzie bardzo serdeczni. Często panuje u nich rodzinna atmosfera. Swoich gości z ochotą zapraszają na wspólnego grilla lub pieczenie pizzy. Z radością pokazują, czym zajmują się na co dzień. Poza tym chętnie odpowiadają na wszystkie pytania, pomagają w rozwiązywaniu problemów. Znakomicie znają także okolicę, więc potrafią powiedzieć, gdzie najlepiej pojechać i co warto zwiedzić. Są zatem zawsze do naszej dyspozycji.

 

ZABYTKOWE MIASTA

Kiedy mamy już wybrane miejsce do zakwaterowania, pozostaje nam szczegółowo zaplanować pobyt. Jeśli odwiedzamy Toskanię pierwszy raz, to – oczywiście – musimy udać się do Florencji, Sieny, Lukki czy Pizy. Tym dwóm ostatnim miastom wystarczy poświęcić jeden dzień. Do Lukki najlepiej wybrać się rano, aby spokojnie obejść centrum historyczne znajdujące się za starymi miejskimi murami. Warto rozważyć też wycieczkę rowerową. Po wspomnianych murach można chodzić, biegać albo jeździć na jednośladzie. Ich obwód wynosi ok. 4,25 km. W centrum znajdują się wypożyczalnie zarówno zwykłych rowerów, jak i tandemów. Udostępnia się je na godziny lub dni.

                Podczas wizyty w Lukce nie wolno zapomnieć zajrzeć do cukierni „Buccellato Taddeucci” (Piazza San Michele), gdzie sprzedaje się słynne buccellato, ciasto drożdżowe z rodzynkami i anyżem. W środku na ścianie wisi zdjęcie przedstawiające właścicieli z papieżem Janem Pawłem II, który dostał od nich właśnie ten specjał. Tuż obok lokalu, przy ulicy Santa Lucia znajduje się piekarnia oferująca schiacciatę (płaski toskański chlebek). Zawsze ustawia się do niej kolejka, ale warto odczekać swoje, żeby spróbować tego smakołyku.

                Z Lukki polecam udać się do Pizy. Mimo tłumu turystów da się w niej znaleźć miejsce postojowe na płatnym parkingu tuż przy placów Cudów (placu Katedralnym). Oprócz zwiedzenia Katedry i Baptysterium św. Jana Chrzciciela czy wejścia na Krzywą Wieżę warto przejść się uliczkami miasta, np. wzdłuż rzeki Arno. W tej okolicy właśnie wznosi się jeden z najmniejszych kościołów we Włoszech – Chiesa di Santa Maria della Spina. Został erygowany w 1230 r. i nazwany Chiesa di Santa Maria di Pontenovo, gdyż w jego pobliżu znajdował się most łączący dwie ulice: Sant’Antonio i Santa Maria. Jak podają źródła, od 1333 r. w gotyckiej świątyni był przechowywany cierń z korony Jezusa (wł. spina oznacza „cierń”, „kolec”). W XIX w. relikwię przeniesiono do Kościoła św. Klary (Chiesa di Santa Chiara).

 

Baptysterium na obszernym placu Cudów w Pizie

© VISIT TUSCANY

 

WYPOCZYNEK NAD MORZEM

Z Pizy w mgnieniu oka dotrzemy nad samo morze. Nie ma nic wspanialszego od spaceru wzdłuż morskiego brzegu. Poza sezonem parkowanie jest darmowe. Parkometry zdejmuje się i pozostają po nich same słupki. W sezonie natomiast obowiązują taryfy godzinne, na pół dnia lub na cały dzień. Warto mieć przy sobie drobne pieniądze, gdyż parkometr nie przyjmuje banknotów czy kart płatniczych, a najbliższy bar bądź kiosk znajduje się często bardzo daleko i zapłacenie za postój może stanowić problem. Z Pizy szybko dostaniemy się do Mariny di Pisa lub Mariny di Vecchiano. Ta druga miejscowość szczyci się szerszą plażą. Niestety, poza sezonem wybrzeże bywa pokryte wszystkim, co zdołało wyrzucić morze. Dopiero tuż przed przybyciem wczasowiczów na plażach zaczynają się generalne porządki.

                Z Mariny di Vecchiano w niecałą godzinę dotrzemy pieszo do Torre del Lago (Torre del Lago Puccini). Miejscowość żyje zazwyczaj również poza sezonem. Działają w niej bary lub małe restauracyjki. Przy samym rondzie otwarty jest lokal gastronomiczny, w którym sprzedaje się pizzę na kawałki (pizza al taglio). Możemy wybrać ulubione smaki, a właścicielka pizzerii odgrzeje nam je w piecu.

                W sezonie wszystkie plaże są oblegane przez wczasowiczów. W takich miejscowościach jak Viareggio czy Lido di Camaiore (Camaiore) trudno o wolne miejsce. W tej pierwszej darmowa plaża jest bardzo mała (znajduje się tuż przy molo). Wielbicielom morskich i słonecznych kąpieli pozostaje opłacenie leżaka na płatnej plaży. Ceny są wysokie i zróżnicowane. Najlepiej rozejrzeć się po okolicy, aby móc wybrać najlepszą ofertę. Opłaty różnią się w zależności od tego, czy chcemy korzystać z plaży przez pół dnia, czy cały dzień.

Z Viareggio można przejść się deptakiem aż do samego Lido di Camaiore. W lato warto pamiętać o okularach przeciwsłonecznych, gdyż białe płyty chodnikowe tak mocno odbijają promienie słoneczne, że wręcz oślepiają. Poza tym trzeba koniecznie chronić głowę przed słońcem. W lipcu czy sierpniu temperatury są bardzo wysokie. Przy deptaku znajdują się bary, restauracje i sklepy odzieżowe największych włoskich stylistów. Należy pamiętać, że wymienione miasta odwiedzają chętnie celebryci. Dlatego działają w nich drogie sklepy i luksusowe hotele. W Viareggio mieszka m.in. Marcello Lippi, były trener włoskiej reprezentacji w piłce nożnej (w latach 2004–2006 i 2008–2010). Miasto słynie także z jednego z najważniejszych karnawałów we Włoszech, porównywanego do tego organizowanego w samym brazylijskim Rio de Janeiro. Platformy karnawałowe przygotowywane są przez cały rok w ogromnych halach na peryferiach Viareggio. Całe wydarzenie transmituje telewizja. W 2018 r. padł rekord popularności – organizator zabawy zarobił 2,352 mln euro, czyli o 1 mln euro więcej niż w 2014 r.

 

JACHTY I MARMUR

W Toskanii można również aktywnie spędzać czas na pływaniu jachtem. Na stronach internetowych znajdziemy informacje o wszystkich portach w regionie oraz wypożyczalniach łodzi. Do wyboru jest wynajęcie samej jednostki lub wraz z kapitanem. Ceny są bardzo zróżnicowane i dochodzą nawet do 1 tys. euro za osobę. W Toskanii funkcjonują liczne firmy specjalizujące się w organizacji wycieczek na morzu. W swojej ofercie mają rejsy jednodniowe, weekendowe czy tygodniowe. Poza tym można także wybrać się na pobliską Korsykę albo malownicze Wyspy Toskańskie (np. Elbę, Giglio albo Capraię). W internecie sprawdzimy też aktualną sytuację pogodową oraz kierunek i siłę wiatru.

Jeśli będziemy w okolicach wybrzeża, powinniśmy podjechać również do Carrary i Pietrasanty. Pierwsze miasto słynie z najlepszego i najpiękniejszego marmuru na świecie, który wydobywa się w tej okolicy od czasów Etrusków. To tu przyjeżdżał Michał Anioł, aby wybrać materiał do swoich rzeźb takich jak Pieta watykańska (1498–1500) czy Dawid (1501–1504). W Carrarze znajduje się wiele warsztatów obrabiających marmur. Działa w niej także Miejskie Muzeum Marmuru (Museo Civico del Marmo). Na turystów czeka tutaj jeszcze jedna atrakcja – zwiedzanie kamieniołomu wraz z przewodnikiem. Oferują je prywatne firmy, zajmujące się wydobywaniem marmuru. Wycieczkę po kopalni odkrywkowej należy zarezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w okresie letnim.              

                Pietrasanta bliska jest sercom Polaków, gdyż mieszkał w niej i pracował polski rzeźbiarz Igor Mitoraj (1944–2014). Swoje dzieła tworzył też w marmurze karraryjskim. W mieście znajdziemy wiele śladów po słynnym artyście. Niemalże na każdym kroku można tu natknąć się na jego rzeźby. Warto zajrzeć na miejski cmentarz i odwiedzić grób Igora Mitoraja – usytuowany jest tuż przy wejściu, po prawej stronie. Polecam przejść się po całej nekropolii i przyjrzeć się nagrobkom i rzeźbom. Cmentarz robi ogromne wrażenie, ponieważ pomniki na nim zostały wykonane w cennym białym marmurze karraryjskim.

 

GÓRSKIE WĘDRÓWKI

Podczas pobytu w Toskanii można nie tylko zwiedzać jej miasta i miasteczka. Osoby lubiące aktywne wakacje powinny rozważyć wyprawy trekkingowe. Region pokrywają wzgórza, kręte drogi czy lasy. Wędrówkom towarzyszą wspaniałe widoki. Na terenach górskich wytyczono wiele szlaków. W księgarniach dostępne są ciekawe książki dotyczące tras spacerowych. Toskanię pieszo uwielbiają przemierzać nie tylko turyści, lecz także jej mieszkańcy. W weekendy miejscowi często wybierają się na wycieczki. W rejonie Pistoi wiele osób jeździ do miejscowości Doganaccia, gdzie zostawia auto i udaje się o własnych siłach nad jezioro Scaffaiolo. Wprawdzie znajduje się ono częściowo już na terytorium Emilii-Romanii, ale można się do niego dostać również od strony toskańskiej. Jezioro magazynuje wodę pochodzącą z opadów deszczu i stopniałego śniegu. Leży ono na wysokości 1775 m n.p.m. W okolicy rozciągają się lasy, w których rośnie bardzo dużo owoców. Tereny te słyną m.in. ze znakomitych jagód, wykorzystywanych przez miejscowych do produkcji dżemów i likierów. Koło Scaffaiolo znajduje się nieduże schronisko (istniejące już od 1878 r. Rifugio Duca degli Abruzzi, 1787 m n.p.m.), oblegane szczególnie w sezonie letnim. Można w nim zjeść gorący posiłek lub lody i wypić kawę. Nad samym jeziorem Toskańczycy i turyści chętnie urządzają pikniki z rodziną albo przyjaciółmi.

Jednym z moich ulubionych rejonów trekkingowych są okolice Pomarance w prowincji Piza. Niedaleko miasteczka biegnie ścieżka, którą najpierw dotrzemy do opuszczonych term San Michele alle Formiche, a następnie do ruin opactwa celestynów z 1377 r. San Michele alle Formiche. Trasa jest łatwa i przyjemna. Przy termach znajduje się duży drewniany stół i ławy idealne na piknik.

                Trekking można uprawiać też wzdłuż Drogi Franków (Via Francigena). To historyczny transalpejski szlak komunikacyjny, ciągnący się od Canterbury w Anglii po Rzym. Kiedyś pielgrzymi podróżowali nim do grobu św. Piotra. Trasa liczy w sumie ok. 1610 km, przez Toskanię biegnie odcinek o długości 380 km. Szlak cieszy się obecnie dużą popularnością, szczególnie wśród ludzi młodych. Na stronie internetowej regionu (www.regione.toscana.it/via-francigena) znajduje się interaktywna mapa z zaznaczonymi poszczególnymi fragmentami trasy oraz ważnymi informacjami dotyczącymi np. noclegów i miejsc odpowiednich na posiłki. Niektóre fragmenty Drogi Franków pokrywa asfalt, na tych odcinkach jeżdżą również samochody. Kamienne trakty na szlaku można przemierzać pieszo, rowerem lub konno.

 

NA ROWERZE I NA KONIU

Toskania stanowi też świetny region do uprawiania sportów rowerowych. Zawodowi kolarze ćwiczą się w niej w pokonywaniu wzgórz. Na dwóch kółkach chętnie przemierzają ją także amatorzy. Na górskich drogach często zauważymy zorganizowane grupy cyklistów. Uczestnicy wycieczek są w różnym wieku. Podczas podróży po Toskanii przekonamy się, że sport ten uprawiają również starsi ludzie. Wysportowani mężczyźni często ścigają się z młodszymi, mało doświadczonymi rowerzystami. Jedna ze znanych tras wiedzie z Pistoi do San Baronto. Obowiązkowo trzeba sobie na niej zrobić przystanek przy źródle bijącym przy samej drodze. Po krótkim odpoczynku jedni zjeżdżają do pobliskiego miasteczka Lamporecchio, a inni zmierzają albo do Vinci, w którym urodził się 15 kwietnia 1452 r. Leonardo da Vinci, albo aż do Empoli. Grupy pasjonatów tego sportu częściej spotkamy w weekendy niż w ciągu tygodnia. Od poniedziałku do piątku na drogach trenuje więcej zawodowych kolarzy.

                Kolejnym pomysłem na aktywne spędzanie czasu w Toskanii jest jazda konna. W regionie nie brakuje stadnin, bo Toskańczycy lubią jeździectwo. Ten rodzaj sportu cieszy się zainteresowaniem nie tylko wśród dorosłych. W wielu obiektach prowadzi się też lekcje dla dzieci. Do 8. roku życia nasze pociechy mogą jeździć na kucach. Starsze dzieci wsiadają na duże konie. Przed odwiedzeniem stadniny warto dowiedzieć się, jaki styl jest w niej praktykowany (angielski czy westernowy). Wizytę umawia się zwykle z kilkudniowym wyprzedzeniem. W niektórych obiektach czasem istnieje możliwość wykupienia jednorazowej przejażdżki.

                W Toskanii działa stadnina prowadzona przez mieszane małżeństwo – Polkę i Włocha. Centro Ippico Pegaso znajduje się w Collesalvetti w prowincji Livorno. Specjalizuje się w jeździe amerykańskiej, inaczej westernowej (monta americana). Ze względu na to, że właściciele organizują wiele wyjazdów trekkingowych w teren, wizyta w ośrodku możliwa jest tylko po wcześniejszym uzgodnieniu. Zainteresowani mogą wykupić nocleg w pobliskim obiekcie agroturystycznym. Obecnie Agnieszka i Toni oferują przede wszystkim trekkingi konne w regionie Garfagnana w prowincji Lukka, nad morzem, na wzgórzach Livorno czy w okolicach Collesalvetti, a także na północy Włoch, np. w prowincji Trydent. Konie zawożone są w konkretne miejsce i stamtąd rozpoczyna się wyprawa. Takie wycieczki trwają nawet cztery dni. Oferta skierowana jest do osób powyżej 16. roku życia, które jeździły już wcześniej konno. Wyjazdy nad morze są zazwyczaj dwudniowe. Uczestnicy wyprawy nocują w dużym namiocie wojskowym ustawionym na terenie Parco dei Poggetti na wzgórzach powyżej Rosignano Marittimo w prowincji Livorno. Takie wycieczki stanowią niezapomniane przeżycie. Oprócz regularnie oferowanych trekkingów Agnieszka i Toni organizują indywidualnie zamawiane grupowe wyjazdy konne.

                Jeśli nie interesuje nas jeździectwo, ale lubimy konie, możemy wybrać się na tor Ippodromo Sesana do Montecatini Terme w prowincji Pistoia. Odbywają się tu widowiskowe wyścigi kłusowe dwukołowymi zaprzęgami o nazwie sulki. Konie biegną z maksymalną prędkością 55 km/godz. i pokonują dystans od 1,6 tys. do 2,4 tys. m. Podczas jednego biegu startuje co najwyżej 16 zawodników.

 

Wulkaniczna Capraia – trzecia co do wielkości w archipelagu Wysp Toskańskich

© VISIT TUSCANY

 

CHWILA RELAKSU

Po aktywnym spędzaniu czasu warto nieco odpocząć. W Toskanii można zrelaksować się w termach oraz ośrodkach spa i wellness. W regionie występują liczne gorące źródła. Wypływające spod ziemi wody osiągają temperaturę od 25 do 52°C. Jednym z najpiękniejszych miejsc na kąpiel są termy koło miejscowości Saturnia znajdującej się na nizinie Maremma w prowincji Grosseto. Naturalne baseny wypełniają wody o dużym stężeniu siarkowodoru i dwutlenku węgla. Z części term (Cascate del Mulino i Cascate del Gorello) można korzystać za darmo. Pozostały fragment należy do luksusowego hotelu – Terme di Saturnia Spa & Golf Resort, oferującego liczne zabiegi.

                Na kolejne źródła trafimy w Bagno Vignoni w prowincji Siena. W samym centrum miasteczka znajduje się duży zbiornik z parującą wodą. Nie wolno do niego wchodzić. Nogi można zanurzyć na obrzeżach Bagno Vignoni. Przez miejscowość biegną kanały, w których płynie gorąca (52°C), siarczana woda. W miasteczku funkcjonuje – oczywiście – płatny kompleks termalny, gdzie wykonuje się zabiegi estetyczne i lecznicze (zalecane w przypadku osteoporozy i artretyzmu).

                Niedaleko Bagno Vignoni znajdują się darmowe Terme di San Filippo (Bagni San Filippo), które są zawsze oblegane przez turystów. Warto odwiedzić je w lecie, mimo iż trudno wtedy o miejsce parkingowe. Wapienne zbiorniki robią duże wrażenie. Temperatura wody dochodzi do 48°C. Ludzie relaksują się tu godzinami, po prostu siedzą w basenach i rozmawiają ze znajomymi.

                Grotta Giusti w Monsummano Terme to dwa w jednym: łaźnie termalne i spa. W XIX w. postawiono w tym miejscu budynek, w którym znajduje się dziś luksusowy hotel. Temperatura lokalnych wód nie przekracza 35°C. Kąpiel w nich stymuluje mikrokrążenie i metabolizm komórkowy. Można tutaj również wykupić różnego rodzaju masaże, począwszy od indyjskich (ciepłymi olejkami), chińskiego i shiatsu, a skończywszy na masażu z peelingiem.

Wspomniana miejscowość Montecatini Terme słynie z czterech źródeł leczniczych: Regina, Tettuccio, Rinfresco i Leopoldina. Na bazie tych wód powstała seria kosmetyków Terme di Montecatini. W miejscowości oprócz dobroczynnych kąpieli termalnych można skorzystać z masaży (m.in. kamieniami wulkanicznymi), sauny, terapii błotnych, zabiegów rehabilitacyjnych, usług gabinetów kosmetycznych oraz programu ćwiczeń wyszczuplających.

                To – oczywiście – nie wszystkie toskańskie źródła termalne. Na zainteresowanie zasługują jeszcze np. Terme di Petrolio, Terme di Chianciano, ośrodki w Rapolano Terme i San Casciano dei Bagni (wszystkie w prowincji Siena), Terme di Sassetta w prowincji Livorno czy Terme San Giovanni w Portoferraio na wyspie Elba.

 

Basen termalny w eleganckim resorcie Grotta Giust

© ITALIAN HOSPITALITY COLLECTION

 

***

Ten ogromnie zróżnicowany region Włoch przyciąga tyloma atrakcjami, że jedna wyprawa w te strony to zdecydowanie za mało. Z Toskanią jest jak z pierwszą miłością – nigdy się jej nie zapomina. Wystarczy tylko raz przekroczyć jej granice, aby wciąż chcieć do niej wracać po więcej. Sama coś o tym wiem. Mieszkam tu już od 20 lat.

 

 

Wydanie Wiosna 2018