WOJCIECH KUDER

 

<< Odkąd na początku XX stulecia wynaleziono pierwszy małoobrazkowy aparat fotograficzny, podróżowanie zaczęło nierozerwalnie wiązać się z dokumentowaniem rzeczywistości w kadrach. Dziś następca „camery obscury” towarzyszy człowiekowi wszędzie – od zaśnieżonych szczytów Himalajów po piaski Sahary i porywający magią tysiąca barw wodny świat Wielkiej Rafy Barierowej u wybrzeży Australii, na lądzie, w powietrzu i głęboko pod ziemią, wśród soczystej zieleni tropikalnych lasów Amazonii i surowej bieli niedostępnej Arktyki… >>

 

 FOT. INDIA TOURISM FRANKFURT Tadź Mahal w Agrze w Indiach – mauzoleum cesarzowej Mumtaz Mahal

Nic tak doskonale nie oddaje przecież niepowtarzalnego klimatu miejsca czy atmosfery wydarzenia jak znakomite ujęcie, które na ułamek sekundy zatrzymuje czas i w perfekcyjny sposób utrwala to, co najcenniejsze i warte pokazania. Przez długie dziesięciolecia ani odrobinę nie zmalały godne podziwu pasja i poświęcenie fotografów-globtroterów. Powstała za to nowa forma turystyki – fotoekspedycje. Obecnie to już nie tylko osobliwe hobby zarezerwowane dla garstki zapaleńców, ale prawdziwa moda, która podbija serca milionów ludzi na całej ziemi.  

 

W tym wydaniu magazynu All Inclusive chcielibyśmy zaprezentować alternatywę dla standardowych podróży – połączenie przyjemnego z pożytecznym, czyli poznawania fascynujących zakątków globu z nauką robienia doskonałych zdjęć. O przybliżenie tematu poprosiliśmy ekspertów w tej dziedzinie. Czym są dla nich fotoekspedycje? – To wyprawy przeznaczone dla wszystkich ludzi, fotografów i podróżników, dla których poznawanie świata i uwiecznianie go w kadrach stało się sensem życia. Podczas tego typu ekspedycji jest niezmiernie ważne, aby doświadczać autentycznych rzeczy: obcować z naturą, odwiedzać miejsca nieopisane w przewodnikach i rozmawiać z mieszkańcami odwiedzanych krajów o ich prawdziwym życiu. Dzięki temu zdobędziemy wyjątkowe zdjęcia i niezapomniane przeżycia, zasmakujemy egzotycznych potraw, poczujemy orzeźwiającą morską bryzę, a w naszych uszach i duszach już na zawsze rozbrzmiewać będzie lokalna muzyka… – uważaMarek Szymczakowski, prezes Good Photo Adventure Team.

FOT. TOURSIM NEW ZELAND/FRASER CLEMENTS

okolice kurortu Queenstown należą do ulubionych miejsc fotografów w Nowej Zelandii

 

Znakomite połączenie

Postęp technologiczny, a co za tym idzie miniaturyzacja i większa dostępność sprzętu fotograficznego sprawiają, że coraz więcej turystów nie rozstaje się w trakcie swoich wojaży po świecie z aparatem. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem – jak przyznaje Miłosz Kaleciński z Przygody4x4 – podróżowanie i fotografia uzupełniają się wręcz doskonale. – Fotoekspedycja to, najkrócej mówiąc, zorganizowany wyjazd dla osób, które kochają fotografować i chcą połączyć swoją pasję z odkrywaniem nowych miejsc. Słowo „ekspedycja” nie jest tutaj przypadkowe, bowiem często są to wyjazdy o charakterze trekkingu czy wypraw off-roadowych. Dzięki takiej formule ich uczestnicy mogą nie tylko podnieść swoje umiejętności, ale i przeżyć niezapomnianą przygodę – tłumaczy nasz rozmówca. Fenomen tego typu imprez tkwi właśnie w zachowaniu odpowiedniej proporcji pomiędzy czasem spędzanym na robieniu zdjęć i przeznaczonym na pozostałe aktywności, dlatego ważny bywa wybór kierunku interesującego także z innych względów niż walory wizualne. Dodatkowy smaczek dla fotografów-globtroterów stanowią m.in. ekstremalne przejażdżki jeepami, zdobywanie nieprzystępnych górskich szczytów czy przedzieranie się przez gęste zarośla równikowej dżungli. – Fotoekspedycje nierzadko zasługują na miano prawdziwych wypraw, ponieważ dotarcie w niektóre miejsca wymaga czasami zdecydowanie więcej wysiłku niż przemieszczanie się z hotelowego pokoju na fotel w autobusie. Ich głównym celem jest odkrycie wyjątkowych plenerów fotograficznych i zdobycie wspomnień na długie lata – opisuje Jerzy Arsoba z biura podróży Arsoba Travel.

FOT. KENIA TOURISM BOARD

Kenia – przelot balonem nad Rezerwatem Narodowym masai mara

 

Recepta na sukces

Gwarancję powodzenia w tym przypadku stanowi jednak wybranie nie tylko ciekawych zakątków świata, ale również właściwej osoby prowadzącej, która powinna łączyć w sobie cechy dobrego przewodnika i eksperta do spraw fotografii. Idealnymi kandydatami są profesjonalni fotograficy pragnący dzielić się swoją fachową wiedzą, dużym doświadczeniem i znający odwiedzane rejony niczym własną kieszeń. – Tylko wówczas trafia się w odpowiednie miejsca o odpowiedniej porze dnia i ma się wystarczająco dużo czasu, żeby w pełni wykorzystać ich walory. Oznacza to czasem zrezygnowanie z wygody, aby dotrzeć gdzieś przed wschodem słońca, albo zarwanie nocy, gdy opuszcza się plener dawno po zmroku. Jeśli piloci grupy są jednocześnie fotografikami, wówczas fotoekspedycje mogą przekształcać się w warsztaty fotograficzne, na których otrzymuje się sporą dawkę wiedzy teoretycznej i którym towarzyszą dyskusje na temat formy i znaczenia fotografii – mówi Tomasz Czarnecki z eclipses.eu i adventure2. To właśnie osoba przewodnika decyduje w głównej mierze o sukcesie. Potwierdza to Magdalena Michalska-Szmidt, kierownik ds. marketingu w firmie Nikon Polska, która jednocześnie dodaje, że ze względu na specyfikę tego rodzaju turystyki cała sfera organizacyjna musi być perfekcyjnie przygotowana, dopięta na ostatni guzik. – W fotoekspedycjach Akademii Nikona najważniejsza jest satysfakcja uczestników z poznawania nowych, często bardzo egzotycznych miejsc. Organizujemy kilka wyjazdów w roku, zawsze indywidualnie zaplanowanych z fotografem-wykładowcą naszej akademii, który zna doskonale dany teren i wie, jakie atrakcje tam czekają. Jego podopieczni mogą skupić się tylko na tym, co najważniejsze – fotografowaniu i szlifowaniu warsztatu pod okiem profesjonalisty. To my, jako organizator, całkowicie dbamy o bezpieczeństwo i komfort od wylotu z Polski do powrotu do naszego kraju. Poza tym dzięki kameralnym grupom (8–12 osób) nasz specjalista ma szansę poświęcić wystarczająco dużo czasu każdemu uczestnikowi. Na 2–3 tygodnie przed wyjazdem spotykamy się, żeby lepiej się poznać oraz porozmawiać o fotografii i oczekiwaniach wobec imprezy. Co więcej, fotoekspedycje Akademii Nikona odróżnia od innych wyjazdów fotograficznych możliwość bezpłatnego wypożyczenia sprzętu, w tym obiektywów i lustrzanek, również tych profesjonalnych, o jakich marzy niejeden zawodowiec – opowiada Magdalena Michalska-Szmidt.

 

Na każdą kieszeń

Wbrew powszechnemu mniemaniu, że ten typ turystyki zarezerwowany jest wyłącznie dla najbogatszych, w rzeczywistości grono wybierających tego rodzaju oferty ciągle się powiększa. Dzieje się tak, gdyż coraz bardziej przystępne stają się ceny, zarówno jeśli chodzi o sprzęt do fotografowania, jak i profesjonalnie zorganizowane kursy, których każdego roku przybywa na naszym rynku. – Koszt wyjazdów fotograficznych zależy od kilku czynników: kierunku wyprawy, wielkości grupy, programu i długości pobytu. Rozrzut cenowy bywa zatem duży: od 200 zł za 2-dniowe warsztaty fotografii ulicznej w Warszawie do 10 tys. zł za 2-tygodniowe zwiedzanie Kuby w bardzo kameralnej grupie 5 uczniów z jednym instruktorem. Myślę, że wśród wielu propozycji wszyscy znajdą coś na swoją kieszeń – zapewnia Sylwia Huber z Aslema Tours. Trudno się z tym nie zgodzić, bowiem różnorodność ofert na rynku wydaje się wprost niezliczona. W tej sytuacji już przy budżecie na poziomie jedynie kilkuset złotych można wybierać pomiędzy kilkoma równie atrakcyjnymi programami.  

FOT. MAGAZYN ALL INCLUSIVE

Wielki Kanion Kolorado w uSA

 

Najpopularniejsze kierunki

Fenomen fotoekspedycji polega na tym, że nigdy nie zabraknie ciekawych miejsc do odwiedzenia i uwiecznienia na zdjęciach. Każdy bez trudu odkryje własną ziemię obiecaną, która swym pięknem i unikalnością zafascynuje go bez reszty. – Dziś niemal wszędzie można dotrzeć z aparatem. Organizatorzy oferują klientom duży wybór kierunków, począwszy od krótkich weekendowych wyjazdów do którejś z europejskich stolic, a skończywszy na prawdziwie ekstremalnych eskapadach w rejony tropikalne lub polarne. Największą popularnością cieszą się Stany Zjednoczone i Meksyk, Kuba, Indie, Indochiny, Nepal, Namibia oraz Peru i Boliwia – wymienia Miłosz Kaleciński z Przygody4x4. Szczególnie kraje Dalekiego Wschodu oraz Ameryki Łacińskiej działają dziś jak magnes na poszukujących inspiracji fotografów-podróżników. Przyciągają swoją zachwycającą egzotyką, dziewiczą przyrodą, niesłychanym bogactwem tematów fotograficznych, kolorami, światłem i gościnnością, z jaką wita się tam przyjezdnych. – Azja bywa częstym punktem docelowym fotoekspedycji zapewne dlatego, że jest stosunkowo tania (wśród egzotycznych dla Polaków regionów), ale także bardzo wdzięczna do fotografowania. Spotykani na trasach ludzie są otwarci, naturalni i chętnie pozują, o co trudniej w krajach arabskich czy niektórych afrykańskich. Oprócz dalekich wypraw klienci bardzo chętnie wybierają się też na wypady do europejskich miast: Barcelony, Berlina, Londynu, Amsterdamu czy Paryża, aby uczyć się tzw. fotografii ulicznej – uchwycenia w kadrze specyfiki miejsc i unikalnych momentów. Wizyty w metropoliach Starego Świata nierzadko łączymy z oglądaniem wystaw wielkich mistrzów fotografii. Sporo warsztatów organizujemy również w niezmiernie malowniczych polskich plenerach, takich jak Bieszczady, Bory Tucholskie czy Suwalszczyzna – mówi Sylwia Huber z Aslema Tours. Jak więc widać wybór odpowiedniej oferty zależy wyłącznie od wyobraźni i zasobności portfela osoby pragnącej przeżyć niezapomnianą przygodę z aparatem w dłoni. Niesłabnącym zainteresowaniem wśród miłośników fotografowania cieszą się też m.in. słynące z niezwykłych krajobrazów Australia i Nowa Zelandia, dzika Kamczatka, malownicza Toskania, tajemnicza Gruzja czy fascynująca magią potężnych fiordów Norwegia. Za absolutne fotoekspedycyjne hity uchodzą także Japonia oraz Wyspy Owcze i Islandia. Ostatnio coraz większą popularność zdobywają również mało znane w Polsce, niezmiernie kolorowe i pasjonujące kraje, jak np. Bhutan, Gwatemala, Kolumbia czy Wenezuela.

FOT. CANADIAN TOURISM COMMISSIONPADDY PALLIN

 Północ Kanady – fotografowanie łosi

 

Moda na aktywność

O tym, że turystyka aktywna, do której bez wątpienia zaliczymy fotoekspedycje, zdobywa coraz szersze grono zwolenników, nikogo nie trzeba już specjalnie przekonywać. Potwierdza to też Magdalena Michalska-Szmidt i nadmienia, że w przypadku niektórych kierunków wyjazdów chętnych jest aż tylu, że tworzy się listy rezerwowych, a nawet kolejne tury. – Obserwujemy stały wzrost zainteresowania wyprawami fotograficznymi Akademii Nikona i zdarza się, że brakuje nam wolnych miejsc. Tak było przy okazji kursu w Namibii z Marcinem Kydryńskim, tak jest również z wyjazdem do Bhutanu pod okiem Pawła Chary. W tej chwili już co czwarty uczestnik wybiera nas po raz drugi. Świadczy to niewątpliwie o wysokim poziomie naszych ofert. Ta popularność wynika zapewne z tego, że proponujemy kierunki interesujące zarówno z punktu widzenia podróżnika, jak i fotografa, oraz nietuzinkowe programy. Nie ma dwóch identycznych fotoekspedycji, chyba, że klienci wyrażają taką potrzebę. Najczęściej wyjeżdżają z nami osoby, które cenią sobie komfort i chcą skupić się tylko na fotografii i poznawaniu nowych miejsc, a nie na mierzeniu się z trudnymi warunkami i dzikością przyrody. Już sama atmosfera wyprawy bywa wystarczająco emocjonująca! Podczas wyjazdów między uczestnikami zawiązują się także bliższe relacje, prawdziwe przyjaźnie. Dlatego po powrocie do kraju często utrzymują oni stały kontakt ze sobą oraz naszym fotografem. Powoli, pod egidą Akademii Nikona, zaczyna się tworzyć wyjątkowe grono podróżników-fotografów. Mamy nadzieję, że tych ludzi, których łączy wspólna pasja, będzie jeszcze więcej – podsumowuje kierownik ds. marketingu

Artykuły wybrane losowo

Z wizytą w ogrodzie Kostaryki

Magdalena Moll-Musiał

<< „Costa Rica”, czyli „Bogate Wybrzeże” — tak nazwał ten rejon Nowego Świata Krzysztof Kolumb, kiedy dopłynął tu we wrześniu 1502 r. w poszukiwaniu legendarnej krainy złota. Nazwa okazała się dość trafna i ponadczasowa, gdyż Kostaryka i dziś kojarzy się z ogromnym bogactwem: fascynującymi skarbami natury. Niektórzy określają ją poetycko mianem „Ogrodu Ameryki Centralnej”, aby podkreślić jej niepowtarzalne walory przyrodnicze. >>  

Kostaryka to górzysty kraj, oblany z jednej strony wodami Pacyfiku, a z drugiej — Morza Karaibskiego. Ponieważ leży w strefie aktywności sejsmicznej, nieodłączną część jej krajobrazu stanowią liczne wulkany. Kostarykanie są bardzo spokojni i opanowani, nie przypominają zwykle niezmiernie żywiołowych i pełnych temperamentu mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Mówią o sobie ticos, dlatego że często zdrabniają wszelkie wyrazy. Wyróżniają się szczególną troską o środowisko naturalne i utrzymanie pokoju w regionie — Kostaryka nie posiada sił zbrojnych, a parki narodowe i rezerwaty przyrody zajmują mniej więcej jedną czwartą jej powierzchni.  

Więcej…

Turystyka konna w Polsce i na świecie

JERZY MOSKAŁA


<< W agencjach turystycznych i biurach podróży, tak w naszym kraju, jak i za granicą, coraz częściej znajdziemy nie tylko klasyczne oferty wypoczynkowe, lecz także bardziej wyprofilowane pakiety z zakresu turystyki kulturoznawczej, np. wyprawy winiarskie, czy aktywnej, m.in. wycieczki konne. Te ostatnie zyskują sobie z każdym rokiem więcej zwolenników, również wśród osób nigdy wcześniej nie interesujących się jeździectwem. >>

Więcej…

12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu

Wietnam

Victor Borsuk na Morzu Południowochińskim u wybrzeży Phan Rang w Wietnamie

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

VICTOR BORSUK

www.victorborsuk.com

 

 Dzięki rozbudowanej ofercie rozmaitych linii lotniczych sporty wodne można uprawiać praktycznie cały rok. Dotyczy to również kitesurfingu, który cieszy się dużą popularnością wśród Polaków, mimo iż u nas odpowiednie warunki klimatyczne panują jedynie przez kilka wiosennych i letnich miesięcy. Dla wielu naszych rodaków ślizganie się po falach na desce z latawcem stało się prawdziwą pasją, a kto raz połknie bakcyla, ten zawsze będzie śnił o tych wspaniałych miejscach na ziemi, gdzie natura sama stworzyła wymarzone warunki do wykonywania widowiskowych akrobacji na wodzie.

 

Jednym z najważniejszych czynników w kitesurfingu jest moc wiatru. Powiewy do 9 węzłów są zbyt słabe do uprawiania tego sportu. Wiatr o prędkości od 9 do 15 węzłów będzie dobry dla osób początkujących i tych wszystkich, którzy lubią czuć się bezpiecznie na wodzie i stabilnie poruszać latawcem. W takich warunkach ryzyko nieprzewidzianych sytuacji bywa raczej niskie. Prędkość 15–28 węzłów idealnie nadaje się dla średnio zaawansowanych kitesurferów. Można przy niej próbować wysokich skoków i porządnych ewolucji. Wiatr o prędkości powyżej 28 węzłów jest już bardzo silny. Czasem zrywa dachówki, łamie gałęzie i wieje piaskiem w oczy. Poradzą z nim sobie tylko doświadczeni kitesurferzy, którzy mierzą się w tej sytuacji z siłami natury.

Przy wyborze 12 najlepszych miejsc na świecie do uprawiania kitesurfingu kierowałem się głównie statystyczną ilością i siłą wiatru oraz warunkami panującymi na wodzie. Pod uwagę brałem także wygląd okolicy i możliwości spędzania czasu nie poświęconego na ewolucje na desce.

 

1

Guajiru

Brazylia

 

To jedno z najwietrzniejszych miejsc na świecie. W brazylijskim stanie Ceará, w którym leży wioska Guajiru, wieje od czerwca do końca grudnia codziennie. Wiatr osiąga prędkość od 18 do 30 węzłów. Znajdują się tu liczne laguny z płaską taflą, na których możemy bez obaw próbować wszystkiego, o czym marzymy. Woda jest bardzo ciepła (ma mniej więcej taką temperaturę jak powietrze), więc wystarczą tylko krótkie spodenki i kostium kąpielowy. Nie wolno zapomnieć o użyciu kremu do opalania (aplikację warto powtórzyć kilka razy w ciągu dnia) i zaopatrzeniu się w wodę do picia.

 

2

Phan Rang

Wietnam

 

Okolica miasta Phan Rang (Phan Rang-Tháp Chàm) jest jeszcze mało popularna wśród amatorów akrobacji na desce z latawcem. Działa w niej zaledwie kilka szkół kitesurfingu. Miejsce to odkrył mój przyjaciel mieszkający w Wietnamie i właśnie tutaj zabieram widzów w podróż w czasie najnowszego filmu realizowanego przez Virgin Mobile W pogoni za wiatrem. Od listopada do lutego prędkość wiatru wiejącego na wybrzeżu wynosi 18–35 węzłów. Woda jest przezroczysta i jak okiem sięgnąć zupełnie płaska. Dopiero w odległości mniej więcej 800–1000 m od brzegu pojawia się rafa koralowa, która stanowi granicę dla pięknych równych fal, na których można uprawiać kitesurfing. Powietrze nagrzewa się zazwyczaj do ok. 30°C, ale silny wiatr powoduje, że w ciągu dnia i nocy nie odczuwa się upału. Dlatego do torby podróżnej warto zapakować klapki, krótkie spodenki i przewiewną koszulkę. Muszę przyznać, że to jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi. Właśnie tu zorganizowałem w minionym roku imprezę sylwestrową i przywitaliśmy nowy, 2018 r.

 

3

Woodman Point

Australia

 

Gdy miałem 18 lat, spędziłem w tym rejonie pół roku. Zaraz po maturze kupiłem bilet i poleciałem sprawdzić, jak wygląda to legendarne dla kitesurferów miejsce w Australii Zachodniej. Przed wyjazdem oglądałem filmy o nim i bardzo dużo czytałem. Uczciwie mogę przyznać, że długo marzyłem, aby tutaj przyjechać, a ponieważ była to daleka wyprawa, postanowiłem zatrzymać się w okolicy aż na pół roku. Mając zaledwie parę groszy przy duszy i głowę pełną nadziei, wyruszyłem w podróż. Na miejscu okazało się, że wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem. Zastałem ogromne przestrzenie z płaską wodą i wiatr o prędkości 18–25 węzłów wiejący codziennie od godz. 14.00. Dlaczego właśnie o tej porze? Bo w tym rejonie występuje przede wszystkim wiatr termiczny zwany tu sea breeze (bryzą). Żadna prognoza nie podaje odpowiedniej siły wiatru, gdyż nie bierze pod uwagę różnicy temperatury między zimną wodą a bardzo mocno nagrzanym lądem. Oczywiście, poza tym, że był to jeden z najciekawszych okresów w moim życiu, odczuwałem również stres związany z występowaniem przy brzegu wielu rekinów i strach przed wywracaniem się na dużej głębokości. Jednak statystyki działały na moją korzyść, a kilka ataków na ludzi zdarzających się w ciągu roku w całej Australii nie mogło mnie wystraszyć na tyle mocno, żebym zrezygnował z ukochanego sportu. Zatem jeżeli ktoś nie boi się opowieści o rekinach i chłodnej (orzeźwiającej!) oceanicznej wodzie, cypel Woodman Point koło miasta Perth jest dla niego bez wątpienia jednym z miejsc do zaliczenia.

 

4

Prasonisi, Rodos

Grecja

 

Żywienie się konserwami i zupkami chińskimi oraz spanie na łonie przyrody – tak właśnie spędzałem wakacje jako nastolatek, aby zamknąć cały dwutygodniowy wyjazd w kwocie 1,2 tys. złotych i móc pływać przez 6–8 godzin dziennie. Półwysep Prasonisi na wyspie Rodos to jedna z najlepszych okolic do uprawiania kitesurfingu na świecie. Idealne miejsce dla amatorów tego sportu znajduje się między dwoma wzgórzami, które codziennie się nagrzewają, co sprawia, że powstaje schodzący z nich wiatr termiczny. Wzniesienia łączy piaszczysty wał, dzięki czemu tworzy się tu tzw. efekt Venturiego (wiatr przyspiesza w przewężeniu). Ze względu na te czynniki przez pół roku codziennie wieje w tym rejonie równy, ciepły i silny wiatr. Woda z jednej strony wału jest płaska jak stół, z drugiej powstają duże fale. Każdy ma inne wspomnienia z okresu nastoletniego, ja swoje pierwsze kroki w stronę dorosłości stawiałem właśnie na wyspie Rodos.

 

5

Mierzeja Helska

Polska

 

W tym przypadku moja ocena będzie siłą rzeczy bardziej subiektywna. Jest całkiem prawdopodobne, że wpływają na nią wspomnienia z 22 lat, przez które przyjeżdżałem na Hel, ale uważam tę część Polski za jedno z najlepszych miejsc, aby rozpocząć przygodę z kitesurfingiem. Przede wszystkim od strony Zatoki Puckiej mamy tutaj prawie 1 km płaskiej i płytkiej wody oraz rozległe przestrzenie. Nie bez znaczenia pozostaje też towarzystwo niesamowitych ludzi, których łączy zamiłowanie do sportów wodnych. Ja kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie innej okolicy na spędzenie lata. Właśnie tu moje życie zaczęło nabierać obecnego kształtu. Na początku uczyłem się na Helu pływać, teraz prowadzę obozy dla dzieci od 9 do 18 lat i organizuję wyjazdy integracyjno-motywacyjne dla firm. Staram się zainspirować wszystkich swoją pasją.

 

6

Boracay

Filipiny

 

Filipińska wysepka Boracay kojarzy się z wysmukłymi palmami opadającymi do morza, błękitną wodą i białym piaskiem. To miejsce ma jednak także duszę. W ciągu dnia wszyscy żyją tutaj kitesurfingiem, a wieczorem zaczyna kwitnąć życie nocne. Wówczas każdy poddaje się magii, która otacza tę wyspę. Nie przez przypadek mówi się na niej: what happens on Boracay, stays in Boracay („co wydarzyło się na Boracay, zostaje na Boracay”). Uważam ten rejon Filipin za jeden z moich najbardziej ulubionych zakątków na świecie.

 

polska1

Victor Borsuk na Helu, gdzie często zapoznaje innych z kitesurfingiem

© WWW.VICTORBORSUK.COM

 

7

Auckland i Northland

Nowa Zelandia

 

Północna część nowozelandzkiej Wyspy Północnej (regiony: Auckland i Northland) należy do najpiękniejszych miejsc na ziemi, w których do tej pory byłem. Wzdłuż wschodniego i zachodniego wybrzeża znajduje się wiele zupełnie dzikich okolic do uprawiania kitesurfingu. W wodzie można dostrzec wieloryby, a na lądzie spotkać ptaki kiwi i tyle owiec, że trzeba by liczyć je do snu do końca życia. Przyleciałem do tego kraju w odwiedziny do swojego bardzo dobrego kolegi, który pływanie na desce z latawcem traktuje jako pasję, a żyje z koncertów (występuje jako gitarzysta i wokalista). Ten niesamowity człowiek zabrał mnie w podróż po północnej Nowej Zelandii. Swoją wizytę w tych stronach zacząłem od Auckland, czyli największego miasta w kraju (ponad półtoramilionowego). Wynająłem w nim auto i pojechałem do nadmorskiego kurortu Paihia, gdzie poza sezonem żyje ok. 2 tys. osób, a latem przebywa prawie 30 tys. ludzi. W tym mieście mieszka na co dzień mój kolega Robin, tu codziennie gra w golfa czy tenisa i wieczorami występuje na koncertach w knajpach na wodzie. Utrzymuje się też z lokalnej turystyki. W kurorcie warto zatrzymać się na dwa dni, jednak najbliższe miejsca do uprawiania kitesurfingu oddalone są stąd przynajmniej o 20 min. jazdy na północ. W takiej odległości znajdował się nasz secret spot, położony między dwoma wzgórzami na terenie należącym do znajomych mojego kolegi. Była to rewelacyjna okolica. Wiatr wiał do brzegu, a na wodzie nie spotkaliśmy nikogo. Dzień później wybraliśmy się bardziej na północ na plażę, po której można jeździć autem (Ninety Mile Beach). Tutaj również spędziliśmy czas na falach. Pływaliśmy, ścigając się z samochodami. W Nowej Zelandii przebywałem tydzień, z czego przez cztery dni nie wiało. Cisza, spokój i piękne widoki rekompensowały jednak brak wiatru. Jeżeli moim głównym celem wyjazdów nie byłby kitesurfing, ale podróż w głąb siebie i obcowanie z naturą, ponownie wybrałbym się do Nowej Zelandii.

 

8

Maui

Hawaje, USA

 

Maui powinien odwiedzić każdy, niezależnie od tego, czy uprawia jakiekolwiek sporty wodne, czy podróżuje w celach czysto turystycznych. Ta wulkaniczna wyspa przekracza wszelkie wyobrażenia. Zacznę od tego, co najbardziej mnie zaskoczyło. Po wylądowaniu w mieście Kahului wychodzimy na lotnisko, gdzie wita nas od razu parne, gorące powietrze (nie ma czekających kobiet z kwiatami na szyi), więc od samego początku czujemy, że znaleźliśmy się w miejscu naprawdę egzotycznym. Całą wyspę można objechać w zaledwie 4 godz., ale każda jej część zdumiewa innym mikroklimatem. Po jednej stronie lądu codziennie pada (czasem 15 min., innym razem cały dzień), między lasami bambusowymi wyrastają palmy, wzgórza i skały pokrywa zieleń, a po drugiej opady są rzadkie i pola golfowe muszą być sztucznie nawadniane. Wzdłuż północnego wybrzeża leżą najsłynniejsze miejsca dla amatorów ewolucji na desce z latawcem, takie jak Ho’okipa, Kite Beach, Haiku itd. Tu zobaczymy nie tylko kitesurferów, ale przede wszystkim najlepszych sportowców na świecie startujących w zawodach surfingowych i windsurfingowych. Widoki przypominają kadry z okładek magazynów sportowych. W okolicy codziennie wieje, jest ciepło i egzotycznie, ale spoty są tak małe, że aż trudno uwierzyć. Wszyscy żyją tutaj powoli, to prawdziwi surferzy. Niestety, muszę zmartwić osoby, które jeszcze nie miały styczności ze sportami wodnymi. Maui nie nadaje się dla stawiających swoje pierwsze kroki w tej dziedzinie. Warunki są w tym rejonie bardzo wymagające, powiedziałbym nawet, że bywa niebezpiecznie. W wodzie łatwo zorientować się, iż znajdujemy się na Pacyfiku i nie należy lekceważyć jego siły, bo skończy się to tragicznie. Jeżeli ktoś chce sprawdzić się w tym miejscu, musi zdobyć doświadczenie. Dlatego polecam zacząć od Polski, potem warto wybrać się za granicę, polecieć do Brazylii i na spokojnie zmierzyć się z falami o wysokości 1–3 m, a na koniec dopiero można udać się na Hawaje.

 

9

Bintan

Indonezja

 

Wyspa Bintan leży w odległości zaledwie godziny rejsu promem od Singapuru (w archipelagu Riau). Kiedyś planowałem dotrzeć na nią na Puchar Azji (Kiteboard Tour Asia – KTA), ale termin wydarzenia kolidował z moim wcześniej zorganizowanym wyjazdem do Wenezueli. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na ziemi. Ze względu na bliskość Singapuru jakość i ceny tutejszych hoteli przekraczają wszelkie wyobrażenia, ale my nocowaliśmy w domkach na palach, do których dochodziło się 200-metrowym drewnianym mostem. Jego deski wyglądały, jakby miały się zaraz złamać. Obiekt nazywał się Bintan Laguna Restaurant & Resort. Pobyt kosztował nas zaledwie 20 dolarów amerykańskich za noc (ze śniadaniem)! Na śniadanie podawano makaron z jajkiem, ale serwowano go na stole ustawionym nad wodą, co tworzyło niesamowitą atmosferę. W pokojach nie było okien z szybami, tylko otwory. Do środka wpadała przez nie bryza i ciepłe powietrze. Spędzanie dnia i nocy w tym miejscu stanowiło czystą przyjemność. Zaledwie 10 min. skuterem od obiektu znajduje się Bintan Agro Beach Resort, w którym mój kolega z Singapuru ma szkołę kitesurfingu. Okolica idealnie nadaje się na rozpoczęcie przygody z tym sportem, ponieważ woda jest tu płytka na obszarze rozciągającym się od brzegu do prawie 200 m w głąb morza. Ze względu jednak na bliskość równika kitesurferzy są zależni od pływów. Czasem w odległości 50 m od lądu fale odsłaniają suche dno. Ja na wyspie Bintan zupełnie się wyciszyłem. Nie ma na niej alkoholu (poza wytwarzanym przez mieszkańców winem ryżowym), auto można zobaczyć raz na godzinę, wszędzie panuje błoga cisza i spokój. Warto spędzić tutaj trochę czasu, aby porządnie wypocząć.

 

Cabarete 002

Klimatyczne Cabarete to popularne miejsce profesjonalnych zawodów w kitesurfingu

© MINISTERIO DE TURISMO DE REPÚBLICA DOMINICANA

 

10

Cabarete

Dominikana

 

Miasteczko Cabarete w Republice Dominikańskiej uchodzi za jedno z najbardziej znanych miejsc do uprawiania kitesurfingu na świecie. Szaleństwo na falach przy odpowiednim wietrze i w promieniach gorącego tropikalnego słońca można tu połączyć z wieczornymi imprezami na plaży. Sama okolica nie jest zbyt dobra do rozpoczęcia nauki, to raczej rejon dla zaawansowanych. Miejscowi wykonują naprawdę niesamowite ewolucje na desce. Odkąd zobaczyłem pierwszy film z zawodów Pucharu Świata w kitesurfingu w Dominikanie, marzyłem o tym, żeby kiedyś do niej pojechać. Czekały na mnie smukłe palmy, biały piasek na plaży i błękitna woda. Kitesurferzy reprezentowali najwyższy światowy poziom. Moje wyobrażenia o tym miejscu okazały się całkowicie zgodne z rzeczywistością. Jeżeli ktoś nauczył się podstaw kitesurfingu i opanował halsowanie, powinien chociaż raz w życiu odwiedzić ten kraj. Atmosfera Karaibów łączy się tutaj z surferskim duchem rywalizacji na wysokim poziomie. Nie brakuje też rumu, ale warto mieć świadomość, że w Republice Dominikańskiej wypoczywa mnóstwo turystów, więc nie należy liczyć na ciszę i spokój umilające pobyt w Indonezji.

 

Renę Egli Airview

Przepiękna plaża Sotavento na Fuerteventurze, mekka kitesurferów z całego świata

© RENÉ EGLI

 

11

Fuerteventura

Hiszpania

 

Niewątpliwą zaletę Fuerteventury (jednej z Wysp Kanaryjskich) stanowi fakt, że można na nią dość szybko dotrzeć za niewielkie pieniądze. Tanie linie lotnicze często oferują bilety od 200 zł w górę w obie strony i czasem aż trudno uwierzyć, jak małe są koszty dostania się z kontynentalnej Europy na archipelag położony nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Ja trafiłem tu po raz pierwszy 10 lat temu, kiedy startowałem w Pucharze Świata na Playa Barca i Sotavento (Fuerteventura Windsurfing & Kitesurfing World Cup). To właśnie jedno z tych miejsc, które można obejrzeć na filmach z najlepszymi kite- i windsurferami na świecie. Sama wyspa nie jest zbyt bogata w szatę roślinną, w jej krajobrazie dominują skały i piach, jednak należy do bardzo wietrznych rejonów. Najmocniej zaskakują tutaj tłumy ludzi kochających sporty wodne. Zjeżdżają oni głównie do południowo-wschodniej części Fuerteventury. Wzdłuż plaży Sotavento przy odpowiednim poziomie wody powstaje olbrzymia laguna (płytki akwen z płaską taflą) o długości ponad 4 km i szerokości powyżej 200 m, na której można zacząć swoją przygodę z kitesurfingiem. Jeżeli ktoś nie ma czasu na dalekie podróże, a liczy na słońce i dobry wiatr podczas wyjazdu, to bardzo mu polecam właśnie tę sympatyczną kanaryjską wyspę.

 

12

Sardynia

Włochy

 

Włoska Sardynia to wspaniałe miejsce, które potrafi zaskoczyć na każdym kroku. Jest pełna tajemnic i ma bogatą historię. Niektóre okolice bywają tutaj bardzo surowe, ale napotkamy też zakątki jak z bajki. Na wyspie, podobnie jak w wielu rejonach południowej Europy, obowiązuje sjesta – w tym czasie często nie działają sklepy ani restauracje. Morze Śródziemne wokół Sardynii przybiera kolor błękitny, a piasek na plażach jest biały. Aż chce się wskoczyć do wody. Ja nie miałem zbyt dużo szczęścia do dobrego wiatru podczas swoich odwiedzin na tej malowniczej wyspie. Udawało mi się popływać dwa lub trzy dni w ciągu trwającego tydzień wyjazdu, ale nie jest to tak naprawdę nic niezwykłego, bo i w popularnym wśród kitesurferów Egipcie zdarzają się podobne okresy bez odpowiednich podmuchów. Uważam, że naprawdę warto zawitać na Sardynię. Istnieje na niej wiele świetnych centrów kite- i windsurfingu, a okoliczne wody słyną z wymarzonych wręcz warunków do uprawiania tych sportów. Ja korzystałem z usług profesjonalnej polskiej bazy SKYHIGH znajdującej się w Porto Botte, miejscowości położonej na południowo-zachodnim wybrzeżu, niedaleko czarującej wysepki Sant’Antioco. Chętnie odwiedzę gościnną Sardynię ponownie, żeby spróbować szczęścia w łapaniu wiatru. Poza tym potrawy lokalnej kuchni są przepyszne, miasteczka wyglądają niezmiernie urokliwie, a sami Sardyńczycy to wyjątkowi ludzie, jakby z innego świata.