4442.jpg

Ruta de los Volcanes na La Palmie

©TURISMO DE CANARIAS/SAÚL SANTOS


JOANNA CYBULSKA-MIKA

www.wyspy-szczesliwe.pl

 

Choć Wyspy Kanaryjskie według statystyk uchodzą głównie za krainę słońca i pięknych plaż, są także świetnym miejscem na aktywny wypoczynek w różnorodnej formie. Sprzyjają mu utrzymująca się cały rok wiosenna pogoda i znakomite tereny do uprawiania rozmaitych sportów, w tym wiele parków – 4 narodowe, 11 naturalnych i 7 krajobrazowych, które swoimi obszarami obejmują łącznie ok. 40 proc. powierzchni archipelagu. W pobliżu niemal każdego hotelu bez trudu da się wypożyczyć rower czy deskę surfingową. Na turystów czeka również rozbudowana sieć tras pieszych i rowerowych, mnóstwo ośrodków zatrudniających wykwalifikowanych instruktorów sportowych oraz otwarte imprezy z zakresu różnych dyscyplin.

 

Bez względu na kondycję i poziom zaawansowania na pewno znajdziemy coś odpowiedniego dla siebie. Możemy przemierzać wybraną wyspę pieszo, podziwiać podwodny świat Atlantyku, poszaleć na falach oceanu, jeździć rowerem po wulkanach, wzbić się w przestworza paralotnią albo kontemplować gwiazdy w trakcie astronomicznego safari. Rodzinom z dziećmi wiele propozycji aktywnego spędzenia czasu oferują liczne parki tematyczne.

Ten dość młody archipelag pochodzenia wulkanicznego charakteryzuje się bardzo urozmaiconym krajobrazem. Stosunkowo niewielkie odległości dzielą rozległe piaszczyste plaże od wysokich bazaltowych klifów, nietkniętych ręką człowieka starych pól lawy, wulkanicznych jaskiń, zielonych wyżyn czy stromych skalistych gór. Ciągle zmieniające się widoki i interesująca, często endemiczna, roślinność dostarczają niesamowitych wrażeń szczególnie podczas wycieczek pieszych.

Śladami pokoleń

3690.jpg

Roque Nublo na Gran Canarii – 80-metrowa skała wulkaniczna

©TURISMO DE CANARIAS/ALEX BRAMWELL



O leżącej najbliżej kontynentu europejskiego (ok. 1000 km) Lanzarote można niemal pomyśleć, że została zaprojektowana przez matkę naturę w ten sposób, aby człowiek dał radę zwiedzić cały jej obszar na własnych nogach. Zaledwie 67-kilometrowy pieszy szlak łączy port Órzola i kurort Playa Blanca położone odpowiednio na północnym i południowym krańcu wyspy. Ta podzielona na pięć etapów trasa o średnim stopniu trudności i różnicy poziomów nie większej niż 590 m wiedzie przez wnętrze lądu drogami wykorzystywanymi przez pokolenia wyspiarzy do przemieszczania się między historycznymi osadami. Pokonamy ją w ciągu 5 dni, w trakcie których będziemy kontemplować piękno krajobrazów oraz poznawać historię, architekturę i kuchnię tego rejonu. Niezmiernie interesujący, zwłaszcza dla osób pasjonujących się enologią, jest 9-kilometrowy łatwy szlak (różnica wysokości wynosi 321 m) prowadzący przez region winiarski La Geria objęty ochroną ze względu na walory krajobrazowe (Paisaje Protegido de La Geria). Trzygodzinny spacer, podczas którego zobaczymy, jak pracuje się przy unikalnych na skalę światową uprawach winorośli w dołkach z wulkanicznych popiołów, można zakończyć degustacją wybornych win w renomowanych winnicach Bodega La Geria i Bodegas Rubicón.

Po obszarze wyrwanym oceanowi przez lawę w wyniku erupcji z XVIII i XIX w. wiedzie 12-kilometrowa trasa przybrzeżna (Ruta del Litoral), jedyna wytyczona w granicach Parku Narodowego Timanfaya (Parque Nacional de Timanfaya) i dostępna dla turysty indywidualnego. Rozpoczyna się ona przy plaży Madera (Playa de la Madera), a wyprawę po niej odbędziemy też pod opieką miejscowego przewodnika, po zarezerwowaniu terminu na stronie internetowej www.reservasparquesnacionales.es. Szlak Termesana (Ruta de Termesana), wzdłuż którego administracja parkowa organizuje drugą z bezpłatnych wycieczek, pokazuje, jak wyspiarze zaadaptowali się do warunków życia po katastrofie. Prowadzi on wśród typów lawy o hawajskich nazwach aa i pahoehoe oraz starych figowców i drzew guajawa (gujawa, gruszla) posadzonych w popiołach.

Przez wysepkę Lobos (ok. 4,6 km2), widoczną z południowego krańca Lanzarote i oddaloną od niej o ok. 8 km, przebiega pierwszy, mierzący 3,5 km, odcinek ok. 255-kilometrowej drogi wiodącej z północy na południe Fuerteventury (części transkanaryjskiej długodystansowej trasy trekkingowej GR-131). Na tym niezamieszkałym kawałku lądu, stanowiącym Park Naturalny Wysepki Lobos (Parque Natural del Islote de Lobos), przejdziemy przez soczyście zielony las sięgających wysokości 2 m krzewów z rodzaju wilczomleczy (Euphorbia balsamifera, zwana tabaiba dulce), wykąpiemy się w przejrzystych wodach przy plaży La Concha (Playa de la Concha) oraz zobaczymy kamienne studnie i piece do wypalania wapna przywodzące na myśl czasy, gdy mieszkali tu ludzie. Można też wybrać sięna wulkan Montaña de la Caldera (127 m n.p.m.), którego połowa krateru osunęła się do oceanu. Trzeba jednak pamiętać o tym, że na szczyt nie wolno wchodzić w okresie od połowy października do początków listopada, kiedy na zboczach lęgną się chronione burzyki żółtodziobe (hiszp. pardela cenicienta).

Całkowicie odmienne widoki zapewnia bardzo popularny, niespełna 2-kilometrowy szlak lokalny SL FV 27 na Fuerteventurze, prowadzący z Vega de Río Palmas przez wąwóz Peñitas (Barranco de las Peñitas) miejscami wąską, wydrążoną w granitowych skałach ścieżką. Przez palmową oazę dotrzemy nim do Zapory Peñitas (Presa de las Peñitas) i kapliczki zwanej Ermita de las Peñitas, celu corocznych barwnych pielgrzymek wyspiarzy w trzecią sobotę września.

Górskie festiwale

ANAGA_029.jpg

Trasa Tenerife Walking Festival w zielonym Parku Krajobrazowym Anaga

©TENERIFE WALKING FESTIVAL/TURISMO DE TENERIFE



Trudy planowania wypraw górskich na sąsiadującej z Fuerteventurą Gran Canarii zdejmują z barków turystów organizatorzy corocznej imprezy Gran Canaria Walking Festival, której IV edycja odbyła się 5–8 listopada 2015 r. Zapewniają oni uczestnikom wydarzenia opiekę przewodnika posługującego się językiem hiszpańskim i angielskim, ubezpieczenie, poczęstunek i transport ze stolicy wyspy Las Palmas de Gran Canaria. Zaplanowano 5 tras umożliwiających poznanie bogactwa krajobrazowego, etnograficznego i kulturowego regionu. Jedną z nich jest 8,5-kilometrowy szlak wytyczony wśród sosen kanaryjskich do położonej na wysokości 1813 m n.p.m., 80-metrowej skały Roque Nublo, o której krążą legendy, że jej pocałowanie przynosi szczęście. Program uzupełniają degustacja wyspiarskich serów i win, zwiedzanie jednej z nielicznych w Europie plantacji kawy w dolinie Agaete i obserwacje astronomiczne podczas wycieczki nocnej.

Miłośnicy turystyki górskiej z całego kontynentu europejskiego spotykają się także od 2015 r. na sąsiedniej Teneryfie w trakcie Tenerife Walking Festival, którego II edycja potrwa od 29 marca do 2 kwietnia 2016 r. W ofercie tego wydarzenia znajdziemy m.in. lekki, niemal 7-kilometrowy spacer przez Malpaís de Güímar – przybrzeżny obszar lawowych pól typu aa porośniętych krzewami tabaiba dulce i cardónami (Euphorbia canariensis). Wyprawa kończy się zwiedzaniem parku etnograficznego z 6 tajemniczymi piramidami (Parque Etnográfico Pirámides de Güímar). Przygotowano też trasę o długości ponad 8 km wiodącą z Afur do miejscowości Taganana wśród poszarpanych, zielonych masywów Parku Krajobrazowego Anaga (Parque Rural de Anaga) z zamieszkałymi jaskiniami, krytymi słomą domami zbudowanymi z kamienia bez użycia zaprawy oraz winnicami. Dla średniozaawansowanych odpowiednia będzie również ok. 4-godzinna wędrówka u stóp wulkanu Teide (Majúa-Sanatorio-Parador). Kończy ją wjazd kolejką linową (teleférico) w okolice krateru La Rambleta (3555 m n.p.m.). Tylko dla osób o doskonałej kondycji fizycznej przeznaczony jest natomiast 2-dniowy trekking z Montaña Blanca (2750 m n.p.m.) na sam szczyt najwyższej góry Hiszpanii – Teide (3718 m n.p.m.), połączony z noclegiem w schronisku Altavista.

W Parku Narodowym Teide (Parque Nacional del Teide) interesujące i dobrze oznakowane szlaki znajdą dla siebie także amatorzy wypraw rekreacyjnych, nie wymagających doświadczenia i umiejętności. Udostępniono tu również 5 tras dla osób z ograniczeniami w poruszaniu się i przystosowanych do zwiedzania na wózku trekkingowym joëlette.Oprowadzania z użyciem takiego sprzętu proponuje Asociación Montaña Para Todos – Stowarzyszenie Góry dla Wszystkich. Turyści, którzy wybiorą się do tego najczęściej odwiedzanego hiszpańskiego parku narodowego (3 212 632 gości w 2014 r.) późną wiosną, zobaczą księżycowy krajobraz przystrojony kwitnącymi na różowo i czerwono endemicznymi żmijowcami (tajinaste rojo), sięgającymi wysokości 2 m. Najwięcej tych roślin występuje w rejonach nazywanych Llano de Ucanca i La Fortaleza.

Niebieskie żmijowce (tajinaste azul, Echium acanthocarpum, znane jako tajinaste gomero) ujrzymy natomiast jedynie na leżącej w pobliżu Teneryfy wyspie La Gomera, gdzie zachwycają pięknymi kwiatami od lutego do kwietnia. Rosną np. wokół początkowego odcinka 30-minutowego szlaku nr 15 (La Meseta de Hermigua), wiodącego przez niżej położone, soczyście zielone tereny Parku Narodowego Garajonay (Parque Nacional de Garajonay). W tej okolicy wędrówkę wśród lasu laurowego z mahoniowcami, daktylowcami kanaryjskimi i ogromnymi paprociami umila szum wodospadów i śpiew ptaków. Szczególnej kondycji nie wymaga także trasa nr 17, dzięki której w ciągu niespełna 1,5 godz. zdobędziemy najwyższą górę La Gomery – Alto de Garajonay (1487 m n.p.m.). Nie lada wyzwanie stanowi z kolei zajmujące ok. 9 godz. przejście najdłuższego w parku (ponad 16-kilometrowego) traktu nr 918 (Pajarito-Ajugal-Pajarito). W miejscach, gdzie według dawnych wierzeń odbywały się tańce czarownic, zmierzymy się z przenikającym do kości zimnem wiecznych mgieł w omszałych, wilgotnych lasach wawrzynowych i zobaczymy strzeliste formacje skalne, na czele ze 180-metrową Roque de Agando.

Prawdziwą perłą dla amatorów trekkingu w wysokich górach jest wyspa La Palma, nosząca miano najbardziej stromej w całym archipelagu. Odbywa się na niej należący do najtrudniejszych górskich biegów świata Ultramarathon Transvulcania (najbliższą jego edycję zaplanowano na 7 maja 2016 r.). W wyścigu, którego niemal 77-kilometrowa trasa przebiega przez najwyższy szczyt lądu – Roque de Los Muchachos (2426 m n.p.m.), co roku bierze udział również kilkunastu zawodników z Polski. Inną niezmiernie popularną imprezę dla aktywnych stanowi sierpniowy Międzynarodowy Festiwal Wędrówek Pieszych i Górskich La Palma (Festival Internacional de Senderismo y Montaña La Palma). W tym czasie reprezentacyjna Avenida Marítima w stolicy wyspy Santa Cruz de La Palma zmienia nazwę na plac Wędrowca (Plaza del Senderista) i staje się punktem, z którego wyruszają autobusy dowożące do miejsc rozpoczęcia trekkingów. Na tematycznych wycieczkach poznaje się tajniki wytwarzania wina, serów, miodu i rumu, można wybrać się też na kurs fotografii wulkanicznych krajobrazów i nocną wyprawę astronomiczną. Interesujący aktywny urlop spędzimy także na przemierzaniu tras siatki GR-131 (El Bastón). Tutaj ciekawe widoki czekają na nas szczególnie na traktach łączących wypełnione plantacjami bananów wybrzeże z najwyżej położonymi surowymi obszarami Parku Narodowego Kaldery Taburiente (Parque Nacional de la Caldera de Taburiente), np. na ekstremalnie trudnym 17-kilometrowym szlaku biegnącym z Puerto de Tazacorte na górujący nad wyspą szczyt Roque de Los Muchachos. Z kolei ponad 4-godzinne zejście z otoczonego sosnowym lasem schroniska El Pilar (1450 m n.p.m.) warto zakończyć kąpielą w zatoczce La Bajita. Przyniesie nam ona ulgę po wytężonej pracy mięśni. Trudy przejścia głównego, prawie 18-kilometrowego odcinka Ruta de los Volcanes wynagrodzi wypicie lampki wina w Bodegas Teneguía. Winnica ta, znajdująca się tuż przy zejściu z trasy, należy do najczęściej wygrywających branżowe konkursy na archipelagu.

Poznawanie wyspy El Hierro, najbardziej oddalonej od kontynentu europejskiego, ale szczycącej się największym zagęszczeniem wulkanów w całym regionie (500 widocznych stożków i 300 przykrytych świeżymi lawami), ułatwia sieć oznakowanych szlaków pieszych uzupełniona o nowoczesne ośrodki informacyjne, w których objaśniane są zjawiska geologiczne występujące w tym rejonie, etnografia i historia okolic. Ciekawym pomysłem na wycieczki jest pokonywanie traktów, którymi przez stulecia wyspiarze podróżowali dwa razy do roku z całym dobytkiem między nawiedzanymi przez deszcze polami i pastwiskami na wyżynach a winnicami i sadami w słonecznej dolinie El Golfo po to, aby wyżywić swoje rodziny. Do takich tras zalicza się Droga Jinama (Camino de Jinama PR EH8 – ok. 7,5 km) prowadząca z Mirador de Jinama do Las Puntas. Rozpościerają się z niej zapierające dech w piersiach panoramy. Szczególne warto polecić także 3-godzinną wycieczkę z przewodnikiem do trudno dostępnych stanowisk archeologicznych w Parku Kulturowym El Julan (Parque Cultural de El Julan), gdzie znajdują się wyśmienicie zachowane, wyryte na polach lawy inskrypcje ludu Bimbache, historycznych mieszkańców wyspy.

Na falach

René_Egli_Airview.jpg

René Egli na Fuerteventurze – mekka miłośników wind- i kitesurfingu

©RENE EGLI



Kto interesuje się wind- lub kitesurfingiem, powinien rozważyć bogatą ofertę szkoły René Egli. Ta rozbudowana baza sportów wodnych istnieje od 1984 r. na południowym wybrzeżu Fuerteventury. Znaleźć ją można na plaży Sotavento (w pobliżu Costa Calma), którą uważa się za jedną z najpiękniejszych na świecie. Jest ona wprost stworzona do nauki dla osób na każdym poziomie zaawansowania. Na ciągnącym się równolegle do brzegu odcinku o długości powyżej 4 km i szerokości ponad 200 m tworzy się płytka, lecz rozległa laguna, której głębokość zależy od pływów morskich. Jej specyficzne położenie sprzyja występowaniu doskonałych warunków wiatrowych – zwykle wieje tutaj silniej niż nad resztą wyspy.

Centrum René Egli, oddalone o mniej więcej 200 m od komfortowego Hotelu Meliã Gorriones, znajduje się tuż przy samej plaży. Oferuje profesjonalne kursy, tak dla początkujących, jak i zaawansowanych, z licencjonowanymi, także polskimi instruktorami, wynajem i rezerwację markowego sprzętu, wymienianego co 6–12 miesięcy na nowy, oraz możliwość pozostawienia własnego wyposażenia w przechowalni. O bezpieczeństwo w tym rejonie dba ekipa ratunkowa, mająca do dyspozycji wieże ratownicze i skutery wodne. Dojazd na miejsce z okolic Costa Calma i Jandía zapewnia bezpłatny serwis przewozowy. Nic dziwnego, że na Sotavento już od 30 lat organizowane są co roku zawody Fuerteventura Windsurfing & Kiteboarding World Cup, w których bierze udział światowa czołówka sportowców. W szkole można też spróbować swoich sił w innych dyscyplinach, takich jak żeglarstwo plażowe i stand up paddling (SUP) – pływanie na desce z wiosłem. Po wysiłku odpoczniemy w cieniu palm w barze serwującym napoje i przekąski lub podczas zabiegów fizjoterapii. Skorzystamy tu również z bezpłatnego bezprzewodowego internetu. Uczestnicy kursów jako pamiątkę mogą otrzymać niezwykłe zdjęcia ze swoich wyczynów na wodzie, wykonywane przez profesjonalnych fotografów, którzy asystują grupom.

W kilku rejonach na archipelagu znajdziemy także idealne warunki do uprawiania surfingu. Trening przy plaży El Confital w Las Palmas de Gran Canaria warto połączyć ze zwiedzaniem tego jednego z ładniejszych dużych miast kanaryjskich. Na uwagę zasługują w nim szczególnie jego dwie historyczne dzielnice – Vegueta i Triana, muzea i liczne klimatyczne knajpki. Surferzy chętnie wybierają się też na soczyście zieloną północ Teneryfy w okolice Los Realejos. Przyciągają ich tutaj utrzymujące się przez cały rok wspaniałe fale i kameralna atmosfera niesamowitej plaży w kolorze mlecznej czekolady – Playa del Socorro.

W otchłani oceanu

Za mekkę nurków uważa się miejscowość La Restinga na El Hierro, najmniejszej z głównych Wysp Kanaryjskich, położona u wybrzeży Rezerwatu Morskiego La Restinga – Morze Spokoju (Reserva Marina La Restinga – Mar de Las Calmas). Urozmaicone wulkaniczne dno Oceanu Atlantyckiego dochodzi do głębokości 300 m i to w niewielkiej odległości od brzegu, a pokrywa je gęsta roślinność (występująca do 70 m pod powierzchnią wody). Nurkowie eksplorują w tej okolicy tunele, jaskinie, klify czy formacje piaskowe przypominające plażowe wydmy. Do najbardziej cenionych miejsc należy El Bajón (ok. 0,5 km od wybrzeży La Restingi), masyw z dwoma stożkami i kraterem, którego ściany zniżają się do głębokości 100 m. Podwodna erupcja najmłodszego kanaryjskiego wulkanu, która wydarzyła się jesienią 2011 r. mniej więcej 2 km od brzegu wyspy, wręcz zwiększyła różnorodność biologiczną w tym rejonie. Wody rezerwatu zamieszkują m.in. czarne i żółte koralowce, gąbki, langusty, krewetki, tuńczyki, mureny, sparysomy kreteńskie, graniki, solandry, spotyka się też żółwie morskie, płaszczki, delfiny i wieloryby. W La Restindze odbywa się w październiku coroczny konkurs fotograficzny Open Fotosub de la Biodiversidad de la Isla de El Hierro (w 2016 r. czeka nas jego jubileuszowa, XX edycja).

Nowatorską na skalę Europy propozycją są firmowane przez system Sea TREK spacery po dnie oceanu bez sprzętu nurkowego i uczestniczenia w specjalistycznym kursie. Dzięki kaskowi, do którego dostarczane jest powietrze, wizytę w podwodnym królestwie można złożyć już po 10-minutowym instruktażu, nawet jeśli nie umie się pływać. Tego typu rozrywkę oferuje centrum Sea Trek Spain w resorcie Anfi del Mar na Gran Canarii i szkoła nurkowa Native Diving w kurorcie Costa Teguise na Lanzarote.

Na tej ostatniej wyspie, u wybrzeży Playa Blanca, gdzie mieści się kilka ośrodków dla nurków, m.in. polski Cool Dive Lanzarote, powstaje obecnie pierwsze w Europie podwodne muzeum – Museo Atlántico. Brytyjski rzeźbiarz Jason deCaires Taylor (ur. w 1974 r.) tworzy 300 figur, dla których modelami są tutejsi

mieszkańcy. W 2016 r. zostaną one ustawione na obszarze ok. 400 m2 i głębokości między 12 a 15 m. Chętni będą mogli je podziwiać na różne sposoby: podczas nurkowania z butlą lub jedynie z maską i rurką, a nawet w trakcie rejsu łodzią ze szklanym dnem.

SPORTOWE pakiety „ALL iNCLUSIVE”

Na potrzeby sportowców z Europy, którzy przybywają na archipelag zimą, aby w wiosennym klimacie trenować przed sezonem, odpowiadają kompleksy wakacyjne oferujące sportowe pakiety w formie all inclusive. Do najpopularniejszych należą goszczący zawody triatlonowe IRONMAN (najbliższy termin 21 maja 2016 r.) Club La Santa na obrzeżach rybackiej wioski La Santa na Lanzarote i położony w Las Playitas na Fuerteventurze Playitas Resort, w którym odbywa się triatlon Challenge Fuerteventura (zaplanowany na 23 kwietnia 2016 r.). Oba ośrodki dostępne są także dla amatorów pragnących podczas urlopu intensywniej popracować nad kondycją albo zadbać o sylwetkę. Pobyt w pierwszym z nich obejmuje korzystanie bez dodatkowych opłat ze wszystkich udogodnień, w tym trzech zewnętrznych basenów olimpijskich i sprzętu do uprawiania ponad 30 dyscyplin, oraz udział w zajęciach na różnych poziomach zaawansowania. Kompleks Playitas Resort, gdzie znajduje się nawet 18-dołkowe pole golfowe, oferuje tygodniowe turnusy z tematycznymi pakietami sportowymi. Przygotowano w nim np. programy łączące jogę i zumbę z wędrówkami górskimi, intensywną aktywność na świeżym powietrzu ze zdrowym odżywianiem, pływanie z gimnastyką, a oprócz tego organizuje się tutaj międzynarodowy tydzień fitness i zabawy z ponad 130 godzinami ćwiczeń. Obiekt szczyci się również sławą jednego z najlepszych centrów treningowych triatlonu w Europie, do której poza wykwalifikowaną kadrą przyczynia się niewątpliwie korzystne położenie tuż przy plaży z bardzo spokojną wodą. W pobliżu istnieją liczne tereny biegowe, a niewielki ruch na drogach Fuerteventury (najrzadziej zaludnionej z głównych Wysp Kanaryjskich) i dobry stan asfaltowej nawierzchni zwiększają komfort i bezpieczeństwo kolarskich treningów.

Na dwóch kółkach

Cykliści mogą poruszać się na Fuerteventurze także po 34 oznakowanych trasach rowerowych (część z nich jest nadal w budowie) o różnych poziomach trudności i łącznej długości ponad 225 km. Niezmiernie interesującą wycieczką, przy tym nie wymagającą szczególnych umiejętności, będzie przejazd z kurortu Corralejo do El Cotillo szlakami nr 1 i 3. Prowadzą one wzdłuż północnego wybrzeża przez niewielką osadę Majanicho, w pobliżu latarni morskiej El Tostón (Faro de El Tostón) z 1897 r. i zachęcających do kąpieli lagun z płytką i spokojną wodą koło plaż Los Lagos i La Concha. Pokonanie tego ok. 22-kilometrowego fragmentu zajmie nam mniej więcej 2,5–3,5 godz. Osobom z dużym doświadczeniem spodoba się ponad 17-kilometrowa wyprawa z turystycznej miejscowości Morro Jable na południu wyspy przez półwysep Jandía traktem nr 32 łączącym się z malowniczą drogą nr 33, której nachylenie poziome na początkowym odcinku wynosi 12,5 proc. Gdy po ponad 2 godz. jazdy dotrzemy do wioski Cofete, może nam się wydawać, że przybyliśmy tutaj nie na rowerze, lecz wehikułem czasu, ponieważ sprawia ona wrażenie przeniesionej z innej epoki.

Podobne odczucia wzbudza również kolejna warta wspomnienia mekka miłośników dwóch kółek, czyli La Graciosa, oddalona o ok. 25 min. rejsu promem od Lanzarote. Mimo iż ta największa w archipelagu Chinijo wysepka jest całorocznie zamieszkała przez mniej więcej 700 osób, nie ma na niej dróg asfaltowych, a jedyne samochody, jakie się po niej poruszają, to kilkanaście land-roverów, głównie pełniących funkcjęn turystycznych taksówek. Ten niewielki skrawek lądu (29,05 km2), który w całości leży w granicach Parku Naturalnego Archipelagu Chinijo (Parque Natural del Archipiélago Chinijo), przecinają trzy trasy dla rowerów górskich o łącznej długości 25 km, prowadzące przez najbardziej interesujące krajobrazowo zakątki.

Dla całej rodziny

Ofertę atrakcji dla aktywnych uzupełniają liczne parki tematyczne, które cieszą się ogromną popularnością szczególnie wśród wypoczywających na archipelagu rodzin z dziećmi. Obowiązkowy punkt na liście zwiedzania dla miłośników fauny i flory stanowi zielony ogród zoologiczno-botaniczny Oasis Park Fuerteventura w miejscowości La Lajita. Obejrzymy w nim pokazy z udziałem uchatek (lwów morskich), papug, ptaków łowczych i gadów, a to jeszcze nie wszystko. Ze wspomnianymi uchatkami możemy także pływać oraz podziwiać pustynne krajobrazy z grzbietu wielbłąda, spróbować mleka tego ssaka, wziąć udział w zabawie z lemurami i karmieniu zwierząt i – oczywiście – zrobić sobie z nimi zdjęcia. Mnóstwo wrażeń w trakcie wakacji na Fuerteventurze dostarczy naszym pociechom również pobyt na obozie organizowanym na terenie parku, a przeznaczonym dla dzieci w wieku od 4 do 14 lat.

Z kolei Siam Park położony w strefie wybrzeża Adeje (Costa Adeje) na Teneryfie to park wodny wzniesiony w stylu starożytnych tajskich budowli. Znajdziemy w nim szereg niezwykłych zjeżdżalni, sztuczną plażę, rzekę i baseny. Jeden z tych ostatnich umożliwia surfowanie na najwyższych na świecie sztucznych falach o wysokości 3 m.

Sięgnąć gwiazd

Osoby pragnące popatrzeć na archipelag z lotu ptaka mogą połączyć wypoczynek z kursem paralotniarstwa. Warto pójść w ślady zawodników Mistrzostw Świata w Paralotniarstwie Akrobatycznym, którzy od lutego do maja, gdy na kontynencie europejskim panują zbyt niskie temperatury, ściągają na El Hierro.

Miłośnicy astronomii powinni zwiedzić dwa obserwatoria należące do Instytutu Astrofizyki Wysp Kanaryjskich (Instituto de Astrofísica de Canarias): Observatorio del Roque de Los Muchachos, usytuowane na najwyższym szczycie La Palmy Roque de Los Muchachos, oraz Observatorio del Teide, mieszczące się w rejonie Izaña (2390 m n.p.m.) u stóp wulkanu Teide na Teneryfie. Niezbędna jest wcześniejsza rezerwacja miejsca na wycieczkę z przewodnikiem. Dokonamy jej na stronie internetowej www.iac.es. Na obu wyspach ofertę dla pasjonatów tej dziedziny nauki uzupełniają propozycje firm specjalizujących się w turystyce astronomicznej. Obejmują one m.in. spacery z oglądaniem ciał niebieskich, wynajem teleskopów, a nawet kolacje na tarasie widokowym na wspomnianym wulkanie połączone z obserwacją gwiazd przy użyciu profesjonalnego sprzętu. Swoją wiedzę można także poszerzać (i przy tym dobrze się bawić!) podczas odbywającego się na Teneryfie międzynarodowego festiwalu Starmus – imprezy łączącej astronomię z muzyką rockową. Najbliższą edycję tego wydarzenia zaplanowano na dni od 27 czerwca do 2 lipca 2016 r., a jego honorowym gościem ma być profesor Stephen Hawking (ur. w 1942 r.), wybitny brytyjski astrofizyk i jeden ze sławnych wielbicieli Wysp Kanaryjskich.

Zachęcamy i Was, drodzy Czytelnicy magazynu All Inclusive, do porzucenia plażowego leżaka i aktywnego zwiedzania tego niezwykłego hiszpańskiego archipelagu. Gwarantujemy, że nie pożałujecie swojej decyzji.

Artykuły wybrane losowo

Veneto – peregrynacje nie tylko weneckie

Verona   Piazza Bra  di fronte il municipio e a destra l arena

Przy Piazza Bra w Weronie stoją m.in. Palazzo Barbieri i rzymski amfiteatr

© FOTOTECA REGIONE DEL VENETO

 

MAKSYMILIAN CZORNYJ

 

Jeżeli jak pisał amerykański pisarz i scenarzysta Truman Capote: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, to odwiedziny w regionie Veneto należałoby przyrównać do wizyty w cukierni albo jeszcze trafniej – w wielkiej fabryce słodkości. Znajdziemy w nim wszystko, z czego słyną Włochy: miasta pełne najwyższej klasy zabytków, morze, plaże, urokliwe wysepki, malownicze jeziora i góry. Nie brakuje tu modnych kurortów, ośrodków rozrywkowych, tras narciarskich, doskonałych enotek i winnic.

 

Wszak Veneto, czyli Wenecja Euganejska, to Italia w miniaturze. Aby zobrazować skalę tej miniatury, wystarczy wspomnieć, że region ten ma powierzchnię porównywalną do województwa pomorskiego lub łódzkiego (blisko 18,5 tys. km²). Zamieszkuje go niespełna 5 mln osób, a szacuje się, że samą Wenecję odwiedza rocznie nawet sześć razy więcej turystów.

 

Kształtem Veneto przypomina konia stojącego dęba. Pysk opiera o wschodnie Dolomity i sięga nim aż do granicy z Austrią, grzbiet pręży ku jezioru Garda, zad unosi ponad deltą rzeki Pad, a nogami oplata wybrzeże Adriatyku. Z racji różnorodności rejonu dla pewnego porządku w tekście będę się trzymać tras kolejowych i to z ich perspektywy rozpoczniemy zwiedzanie miast. Bramy do nich stanowić będą właśnie dworce.

 

 Villa La Rotonda colza

Villa Rotonda w Vicenzy – renesansowa rezydencja projektu Andrei Palladia

© CONSORZIO VICENZA È/WWW.VICENZAE.ORG

 

WENECJA

 

Podczas peregrynacji po Veneto nie wypada pominąć Wenecji. To słynne miasto na wodzie jest obowiązkowym celem wypraw każdego turysty i podróżnika. Plac św. Marka, Most Westchnień, Bazylika św. Marka czy Pałac Dożów – któż o nich nie słyszał?

 

Jednak Wenecja to znacznie więcej. Poznać ją od innej strony można, gdy przybędzie się na stację kolejową Venezia Santa Lucia. Znajduje się ona przy Canal Grande, ale w innym miejscu niż najsłynniejsze zabytki. Park naprzeciw stacji, zwany Giardini Papadopoli, jest jednym z nielicznych zielonych fragmentów w historycznym centrum miasta. Po drugiej stronie kanału stoi Kościół św. Mikołaja z Tolentino (Chiesa di San Nicola da Tolentino) – świątynia niepozorna, rzadko odwiedzana przez turystów, a mogąca poszczycić się zachwycającymi freskami i chyba najpiękniej oświetlona naturalnym światłem w całej Wenecji. Właśnie takie, położone na uboczu miejsca pozwalają odkryć prawdziwe oblicze tego miasta. Tak wygląda niezadeptana przez zwiedzających Wenecja, zwyczajna i rozbrzmiewająca jedynie szumem przepływającej obok wody.

 

Tutaj najlepiej jest się zgubić. Zamiast podążać za tłumami turystów, gnać ślepo wzdłuż wykreślonych wcześniej na mapie szlaków warto zatracić się w atmosferze, zagłębić się w zaułki i tajemnice La Serenissimy, czyli Najjaśniejszej, jak mówią o swoim mieście wenecjanie. Podczas takiego spaceru przejdziemy przez bramę prowadzącą na niespełna metrowe nadbrzeże nad jednym z ponad 170 kanałów, dostrzeżemy wenecjanina cumującego łódkę bezpośrednio przy drzwiach kamienicy lub trafimy na maleńki targ pełen najświeższych ryb i owoców morza.

 

Tylko jeśli się zgubimy, unikniemy lokali, gdzie zwykły obiad kosztuje więcej niż wykwintna kolacja w luksusowej restauracji, i oszustów oferujących kurs wodną taksówką za bajońską sumę czy wystaw pełnych tandetnych masek karnawałowych sprowadzonych wprost z Chin lub Tajwanu. Błądząc wśród zaułków, poczujemy mistycyzm miasta wyrastającego z wody, w którym samochody, karetki i śmieciarki zostały zastąpione przez łodzie. Wenecja sprawia czasem wrażenie opuszczonej i wymarłej. Tak, naprawdę są w niej takie miejsca. Jeżeli skierujemy się np. w stronę Canale della Giudecca, trafimy na niemal bezludne place, przejdziemy uliczkami, na których spotkamy jedynie gołębie i koty.

 

Podczas dłuższego pobytu w Wenecji warto korzystać z tramwajów wodnych i udać się na inne wysepki Laguny Weneckiej. Na zainteresowanie zasługują szczególnie Murano (słynąca z wyrobów szklanych), Burano (pełna niezmiernie kolorowych domów) i Torcello (jeden z najstarszych tutejszych ośrodków, z Bazyliką Wniebowzięcia NMP – Basilica di Santa Maria Assunta).

 

Tramwajem wodnym (vaporetto) dotrzemy także znacznie dalej, np. do przylegającej do północno-wschodniego brzegu Laguny Weneckiej gminy Jesolo. Leży w niej jeden z najsłynniejszych włoskich kurortów – Lido di Jesolo rozciągnięte na zewnętrznej stronie cypla, wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Jego wizytówkę stanowi długa na ok. 15 km i szeroka miejscami na prawie 200 m piaszczysta plaża. W 2017 r. ponownie otrzymała ona Błękitną Flagę, dzięki czemu możemy mieć pewność, że jest czysta i posiada odpowiednią infrastrukturę. Mimo dość dużych rozmiarów w sezonie w dzień plaża zwykle bywa szczelnie wypełniona ludźmi, którzy po zapadnięciu zmroku przenoszą się na niedaleki niewiele krótszy bulwar. Warto wiedzieć, że za wstęp na przeważającą jej część trzeba zapłacić, a niektóre fragmenty należą do pobliskich hoteli. Znajduje się tu również odcinek wydzielony dla naturystów. Poza tym w pobliżu funkcjonuje port jachtowy. Infrastruktura gastronomiczna jest bardzo bogata – w okolicy plaży można zjeść dania niemal z całego świata, a nawet wybrać się do restauracji, którym przyznano gwiazdki w prestiżowym przewodniku Michelin.

 

W Lido di Jesolo na turystów czekają oprócz tego profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej, tor gokartowy Pista Azzurra i rozległy park wodny Aqualandia. W SEA LIFE i Tropicarium Park zobaczymy ryby i zwierzęta wodne z całego świata. Kluby nocne zapewnią z kolei szaloną zabawę do białego rana.

 

Pamiętajmy jednak, że Veneto to nie tylko pełna atrakcji Laguna Wenecka, dlatego trzeba odwiedzić i inne miejsca w regionie. Warto więc zawrócić na kolejowy szlak, po czym ruszyć na zachód.

 

PiazzaSanMarcoDSC 8787

Wenecka Piazzetta San Marco z dwiema kolumnami

© SERVIZIO COMUNICAZIONE VISIVA DEL COMUNE DI VENEZIA

 

PADWA

 

Polakom Padwa znana jest przede wszystkim ze względu na uczących się tu niegdyś studentów. Wszak wiedzę zdobywali w niej Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i Jan Zamoyski (wybrany nawet w 1563 r. rektorem tutejszej uczelni), ale założony w 1222 r. uniwersytet stanowi tylko jeden z wielu klejnotów w padewskiej koronie.

 

Według Eneidy Wergiliusza miasto mieli założyć Trojanie, którzy po upadku własnej stolicy wznieśli tu gród o nazwie Patavium. Przez setki lat osada rozrastała się, a w średniowieczu stała się istotnym ośrodkiem gospodarczym i dydaktycznym.

 

Trafienie z dworca kolejowego do historycznego centrum nie powinno przysporzyć problemów. Wystarczy kierować się główną arterią,Corso del Popolo, która po kilkuset metrach płynnie przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Gdy miniemy rozległy zielony park (Giardini dell’Arena), możemy zwolnić kroku. Po chwili z lewej strony dostrzeżemy ruiny rzymskiego amfiteatru, a po prawej klasycystyczną bryłę Pałacu Zuckermanna (Palazzo Zuckermann), w którym funkcjonują dwa muzea – sztuki użytkowej i numizmatyczne.

 

Jeśli będziemy szli dalej, po kilkunastu minutach dotrzemy do Pałacu Bo (Palazzo Bo). Pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się w rzeczywistości główny gmach uniwersytecki. Przy jego schodach stoi pomnik Eleny Lucrezii Cornaro Piscopii (1646–1684), matematyczki i filozofki. W 1678 r. jako pierwsza kobieta w historii otrzymała stopień naukowy doktora. Wewnątrz budynku zachowała się m.in. katedra, z której nauki wygłaszał Galileusz (Cattedra di Galileo), a także teatr anatomiczny, czyli pomieszczenie, gdzie najsłynniejsi włoscy medycy w tajemnicy przeprowadzali przed studentami sekcje zwłok.

 

Na północny zachód od uniwersytetu leży Piazza della Frutta, gdzie odbywają się miejskie festyny, a lokalni producenci i wytwórcy wystawiają towary. Niemalże całą południową pierzeję placu zajmuje Palazzo della Ragione. Wielokrotnie przebudowywany gmach nabrał nieco pokracznej, przysadzistej formy, jednak szczyci się podobno największą w Europie powierzchnią dachu, którego nie podpierają kolumny.

 

Jeszcze dalej znajduje się Piazza dei Signori. Wschodni kraniec zamyka tu Kościół św. Klemensa (Chiesa di San Clemente), wzniesiony na miejscu jednej z najstarszych chrześcijańskich świątyń, a przeciwległy – ledwie 30-metrowa, lecz zgrabnie wkomponowana w miejski krajobraz Wieża Zegarowa (Torre dell’Orologio). Na trzecim piętrze umieszczono w niej wspaniały mechanizm wprawiający w ruch zegar astronomiczny, który po niedawnej renowacji ponownie odmierza turystom i padewczykom czas. Spostrzegawcze osoby dostrzegą, że na tarczy znaków zodiaku brakuje wagi, ale nie ma tutaj dość miejsca, aby poruszać legendy uzasadniające ten stan rzeczy.

 

Jeśli poszlibyśmy dalej prosto, dotarlibyśmy do Muzeum Nauk Archeologicznych i Sztuki. Odbijemy jednak w lewo i nie przejdziemy przez bramę Wieży Zegarowej. Wąska uliczka wijąca się pośród kamienic wiedzie do placu katedralnego. Katedra (Duomo di Padova) miała zostać wzniesiona według projektu Michała Anioła, lecz kierujący pracami architekci wprowadzili liczne zmiany i nadali budowli dość ostre, surowe rysy. Również jej wnętrze jest zimne i skromne. Znacznie ciekawsze są XIV-wieczne freski w przylegającym do świątyni baptysterium. Jego kopułę pokrywa monumentalne przedstawienie raju z Chrystusem otoczonym zastępami świętych.

 

Po skierowaniu się znowu na południe i przejściu wąskiego miejskiego kanału zbliżymy się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Padwy – Prato della Valle. Ten największy plac we Włoszech (aż ok. 90 tys. m² powierzchni!) znajduje się w pobliżu słynnych bazylik: św. Antoniego i św. Justyny. Na jego środku leży otoczona eliptycznym kanałem wysepka Memmia. Wokół ustawiono 78 posągów osób zasłużonych dla miasta. Co ciekawe, wśród nich są także statuy Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

Na zakończenie padewskiej wędrówki koniecznie należy odwiedzić obie wspomniane bazyliki. Bez wątpienia każda z nich wywiera większe wrażenie niż szacowna miejska katedra. Bazylika św. Antoniego z Padwy charakteryzuje się architektonicznym przemieszaniem stylu romańskiego i gotyckiego – przysadzistą, jakby przygiętą do ziemi fasadę zdobią ostrołukowe wnęki i arkady wspierane na filarach, a również jakże typowa rozeta zdobiona maswerkiem. Budowla ma osiem kopuł, z których centralna, umieszczona ponad skrzyżowaniem naw, została oparta na bryle ostrosłupa zwieńczonego latarnią. We wnętrzu bazyliki znajduje się grób jej patrona. Ołtarz główny jest autorstwa Donatella, jednak był wielokrotnie przekształcany i całkowicie zatracił swój pierwotny charakter.

 

Bazylika św. Justyny z Padwy, męczennicy ściętej 7 października 304 r. za panowania cesarza Dioklecjana, została wzniesiona na miejscu romańskiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Budowla zachwyca już samymi rozmiarami – ma ponad 118 m długości i przeszło 82 m szerokości. W kampanili zawieszonych jest siedem dzwonów, z których największy waży niemal 2,5 t. W świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki oraz relikwie świętych, w tym szczątki św. Łukasza Ewangelisty i św. Macieja Apostoła.

 

Pomiędzy obiema bazylikami leży zabytkowy ogród botaniczny (Orto Botanico di Padova), założony w 1545 r. jako miejsce, w którym ówcześni studenci medycyny mieli zapoznawać się z roślinami leczniczymi. To w nim uprawiano pierwsze warzywa sprowadzone z nowo odkrytych Ameryk.

 

Prato della Valle PH andrea babetto1

Prato della Valle – kanał i posągi

© PADOVAMERAVIGLIA PHOTO CONTEST/ANDREA BABETTO

 

VICENZA

 

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wenecją a Weroną, trzy kwadranse koleją od obu z nich, znajduje się miasto, które większość turystów albo omija, albo podziwia jedynie przez okna pociągu. Przyjezdni gnają spod balkonu szekspirowskiej Julii ku placowi św. Marka, spod Mostu Westchnień ku werońskiej Arenie. Blask Vicenzy bezsprzecznie przygasiła bliskość tych dwóch bodaj najsłynniejszych ośrodków północnej Italii. Położone u podnóża monumentalnych gór miasto sprawia wrażenie, jakby spłynęło z alpejskiego stoku i zastygło w bezruchu. Gdy zanurzymy się w jego uliczkach, uderzy nas ich spokój i wytworność, nieuchwytne w wielu innych, zadeptanych przez turystów miejscach Veneto.

 

Spójność architektoniczna tutejszej zabudowy, jej głęboka harmonia, choć trudno w to uwierzyć, jest dziełem jednego architekta. Andrea Palladio (właściwie Andrea di Pietro della Gondolo) urodził się w 1508 r. w rodzinie padewskiego młynarza, lecz niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Vicenzą. Wykreślił fasady Bazyliki Palladiana (Basilica Palladiana), Katedry (Cattedrale di Santa Maria Annunciata), wspaniałych rezydencji i miejskich pałaców. Lekkość odrodzenia, liczne nawiązania do starożytnych rozwiązań i świeżość, które dostrzec można w tej architekturze, sprawiają, że miasto kontrastuje z gotyckim wspomnieniem Wenecji. Nic dziwnego, że główna arteria Vicenzy nosi imię Andrei Palladia (Corso Andrea Palladio). Zaczyna się przy Torrione di Porta Castello, monumentalnym fragmencie średniowiecznych fortyfikacji, i ciągnie przez ponad 700 m ku wijącej się rzece Bacchiglione.

 

Główne atrakcje Vicenzy znajdują się w promieniu kilkudziesięciu metrów od wspomnianego corso. Jak na najważniejszą z miejskich ulic jest ona dość wąska i tłoczna, głośna od warkotu skuterów i pokrzykiwań przechodniów. W zabytkowych kamienicach wznoszących się po obu stronach mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i kwiaciarnie. Jeśli spojrzymy w górę, bez trudu odnajdziemy gotyckie pozostałości w zabudowie, lecz nie dostrzeżemy ani kopuły Katedry, ani wieży Bazyliki Palladiana, ani wspaniałego Teatru Olimpijskiego (Teatro Olimpico). Aby je zobaczyć, musimy nieco zboczyć z obranej trasy. Wpierw jednak warto przyjrzeć się zwartej bryle Pałacu Thiene Bonin Longare (Palazzo Thiene Bonin Longare), monumentalnej kolumnadzie Pałacu Trissino Baston (Palazzo Trissino Baston), a wreszcie szeregowi figur obserwujących przechodniów z Pałacu Chiericati (Palazzo Chiericati). We wnętrzu tego ostatniego działa muzeum z ciekawym zbiorem malarstwa (pinakoteką).

 

Jeżeli zapuścimy się w boczne uliczki, dotrzemy do wspomnianejBazyliki Palladiana.Wbrew nazwie nie jest ona świątynią, a budynkiem użyteczności publicznej powstałym po przebudowie mniejszych kamienic i później jeszcze przerabianym. Dawniej stanowiła siedzibę władzy administracyjnej i sądowniczej, a w dolnych arkadach znajdowały się tu lokale rzemieślnicze i kupieckie. Wspaniale prezentuje się zachód słońca obserwowany z sąsiedniego placu (Piazza dei Signori). Wieża zegarowa (82-metrowa Torre Bissara) i dach gmachu zdają się wtedy tonąć w złocistych promieniach, podczas gdy marmurowe arkady okrywa kojący półcień. Nie ma nic bardziej włoskiego niż delektowanie się kawą przy takim widoku.

 

Kilkadziesiąt metrów dalej po drugiej stronie corso trafimy na Teatr Olimpijski – ostatnie dzieło wielkiego Andrei Palladia (z 1580 r.). To pierwowzór wielu europejskich teatrów. Jego scena stanowi doskonałe odzwierciedlenie rzymskiej tradycji stałej i przemyślanej dekoracji. Dostrzega się w nim antyczny rodowód miasta, który architekt tak doskonale potrafił uwypuklić.

 

Jeżeli mamy więcej czasu, koniecznie powinniśmy udać się do znajdującej się poza obrębem historycznego centrum Villi Rotonda. Do tej kolejnej realizacji projektu Palladia można dojechać bez problemu autobusem (numer 8, 108 i 132 z przystanku przy dworcu). Każdy z boków zbudowanej na wzniesieniu rezydencji znaczą klasyczne, jońskie portyki. Jej centralny punkt stanowi okrągła sala okryta kopułą. Ten symetryczny obiekt jest zwieńczeniem drogi, jaką architekt obrał w swoim literackim opus vitae zatytułowanym Cztery księgi o architekturze (1570 r.), i stał się inspiracją dla nurtu (palladianizm), w którym wzniesiono m.in. warszawską Królikarnię.

 

W Vicenzy warto zwrócić również uwagę na inne pałace – Palazzo del Capitaniato, Palazzo Valmarana i Palazzo Porto. Oczywiście, w każdym z nich widać wyjątkową rękę Palladia.

 

WERONA

 

Po opuszczeniu werońskiego dworca kolejowego powinniśmy skierować się ku ufortyfikowanej południowej bramie miejskiej o nazwie Porta Nuova, zbudowanej w latach 1532–1540. Jeśli pójdziemy stąd na wprost, już po kilku minutach dotrzemy do pięciokątnej wieży (Torre Pentagona) oraz łukowatych przejść (Portoni della Bra), powstałych w miejscu średniowiecznych murów. W 1872 r. między tymi drugimi zamontowano dwustronny zegar. To bezpośrednio za nimi, w zakolu Adygi, leży historyczna część Werony. W tej okolicy można wstąpić do Muzeum Lapidarnego Maffeiano (Museo Lapidario Maffeiano). Znajdują się w nim bogate zbiory etruskiej, greckiej i rzymskiej ceramiki, kamieni nagrobnych oraz inskrypcji.

 

Po minięciu Portonidella Bra wkraczamy na największy tutejszy plac miejski (Piazza Bra), gdzie stoją trzy istotne zabytki – amfiteatr, Palazzo Barbieri i statua Wiktora Emanuela II. O każdym z nich należy wspomnieć choć w kilku zdaniach.

 

Amfiteatr rzymski, przez werończyków zwany po prostu Areną, powstał w I w. Mógł pomieścić nawet prawie 30 tys. widzów i stanowił scenę walk gladiatorów czy spektaklów. Obecnie jest jednym z najsłynniejszych obiektów Werony, na którym odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne, w tym liczne koncerty gwiazd muzyki.

 

Palazzo Barbieri, encyklopedyczny przykład neoklasycyzmu, pierwotnie zajmował sztab armii austriackiej. Obecnie budynek pełni funkcję ratusza miejskiego. Na ścianę tuż obok wejścia został przeniesiony XIV-wieczny fresk przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Liczne sale zdobią zabytkowe płótna i tapiserie.

 

Brązową statuę króla Wiktora Emanuela II odsłonięto w styczniu 1883 r. Warto zwrócić na nią uwagę, choć nie jest to dzieło wybitne. Zarówno sylwetka konia, jak i władcy rażą sztucznością i brak im lekkości.

 

Na północny wschód od Areny uliczki stają się coraz gęściej wypełnione turystami. Niedaleko znajduje się najsłynniejsza atrakcja Werony – Casa di Giulietta. Nie da się potwierdzić, czy piękna Julia z dramatu Williama Szekspira wzdychała tu do Romea. Pewne jest, że w mieście żyły rodziny Montecchich i Cappellettich. Aby uczynić zadość tradycji, turyści zostawiają w murze kamienicy listy. Robią też sobie zdjęcia pod osławionym balkonem. Za wstęp na dziedziniec nie ma opłat.

 

Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od innego werońskiego placu, obowiązkowego celu wędrówek po mieście. Piazza delle Erbe leży w miejscu starożytnego rzymskiego forum. Wokół wznoszą się średniowieczne kamienice, wieże i pałace. Na zainteresowanie zasługuje przede wszystkim Casa dei Mercanti (Domus Mercatorum) – budynek gildii kupieckiej. Z jego niskimi arkadami doskonale współgrają ciągnące się wzdłuż fasady zgrabne bifory (okna podzielone kolumienką na dwie części) i wieńczące ściany blanki.

 

Najwyższa wieża widoczna z placu to Torre dei Lamberti. Mierzy 84 m i znajduje się na niej XVIII-wieczny zegar. W środku wiszą dwa słynne dzwony (a w sumie cztery) – Marangona i Rengo, które odmierzały czas i regulowały życie mieszkańców Werony. Pierwszy z nich (o średnicy 130 cm i wadze 1300 kg) oznajmiał koniec dnia pracy dla miejscowych rzemieślników, w tym stolarzy (marangoni), i ogłaszał również alarm w przypadku pożaru. Z kolei Rengo (184 cm i 4215 kg) odzywał się, żeby zainicjować zebrania rajców i wezwać ludzi do broni w czasach wojny. Oba dzwony nadal rozbrzmiewają z okazji pogrzebów. Budynkiem, z którego zdaje się wyrastać Torre dei Lamberti, jest Palazzo della Ragione, miejsce dawnych zebrań mieszczan i skład soli.

 

Kiedy podążymy na północny wschód, niejako wzdłuż koryta Adygi, trafimy na jeszcze jeden wyjątkowy zabytek – Kościół św. Anastazji (Chiesa di Sant’Anastasia). Doskonale widać go zresztą z opisywanej wieży. Tę największą świątynię Werony wzniesiono w stylu gotyckim, lecz jej budowa nie została do tej pory zakończona. Choć z zewnątrz kościół nie sprawa szczególnego wrażenia, koniecznie należy wykupić bilet i wejść do środka. Krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wspiera 12 potężnych marmurowych kolumn, zdaje się być zawieszone znacznie wyżej niż można przypuszczać, gdy patrzy się z zewnątrz. Pod nim znajdziemy bogate kaplice, barwne freski i precyzyjne detale.

 

Niedaleko kościoła stoi kolejny zabytek werońskiej architektury sakralnej – Katedra (Duomo di Verona). Świątynia powstała na miejscu dwóch kościołów zniszczonych przez trzęsienie ziemi w 1117 r. Jej wielokrotnie przebudowywana fasada to prawdziwa mozaika stylów, na którą składa się romańska bryła, gotyckie okna, barokowe dodatki i zaczątek renesansowej dzwonnicy. Jeśli ruszymy wzdłuż katedralnych murów i przejdziemy dalej, trzymając się linii kamienic wzniesionych tuż nad Adygą, dotrzemy do Kamiennego Mostu (Ponte Pietra). Wbrew temu, co często pisze się w przewodnikach, nie jest to oryginalna rzymska konstrukcja. W trakcie wieków pierwotna przeprawa była wielokrotnie niszczona i odbudowywana, a wreszcie została pieczołowicie zrekonstruowana (częściowo z dawnego budulca) po tym, jak w 1945 r. wysadziły ją wycofujące się wojska niemieckie.

 

Doskonałym zwieńczeniem wizyty w Weronie będzie chwila zadumy nad szumiącym nurtem Adygi, w którym odbija się złocisty zachód słońca. Miasto rzeczywiście emanuje niepowtarzalnym nastrojem.

 

GARDALAND

 

Wspomniałem na początku o tym, że w Veneto nie brakuje również ośrodków rozrywkowych. Oczywiście, w każdym z nadmorskich kurortów kwitnie życie nocne, odbywają się liczne festyny i imprezy uliczne. Jednak nieco ponad 20 km na zachód od Werony (zjazd z autostrady – Peschiera del Garda) znajduje się prawdziwe centrum zabawy. Gardaland, bo o nim mowa, to najczęściej odwiedzany park rozrywki we Włoszech (niemal 2,9 mln gości rocznie!). Na powierzchni ponad 200 tys. m² w malowniczym sąsiedztwie jeziora Garda ulokowano mnóstwo atrakcji, kilka barów i restauracji.

 

Park został podzielony tematycznie (m.in. na strefy: Średniowiecze, Rio Bravo, Akademia Kung Fu Pandy, Atlantyda, Piraci czy Królestwo Fantazji), dzięki czemu nadaje się zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Znajdziemy tu trzy rodzaje atrakcji – Fantasy (Fantazja), Adventure (Przygoda) i Adrenaline (Adrenalina), a także kino 4D. Oczywiście, największym zainteresowaniem cieszą się ekstremalne rollercoastery: Blue Tornado i Oblivion The Black Hole. Krzyki pędzących na nich osób niosą się daleko po tafli jeziora...

 

Ceny karnetów na cały sezon zaczynają się już od 50 euro (tzw. Season Pass One). Taki abonament uprawnia do nielimitowanych wejść i korzystania ze wszystkich rozrywek parku. Należy pamiętać, że Gardaland jest otwarty od wiosny do jesieni (w 2018 r. od 29 marca do 4 listopada). Poza sezonem odbywają się w nim widowiskowe wydarzenia tematyczne (np. Gardaland Magic Winter).

 

W REGIONIE

 

Oczywiście, w artykule udało mi się przedstawić jedynie drobny wycinek Veneto. Ten region Włoch idealnie nadaje się również m.in. dla miłośników sportów zimowych. Ów pysk konia skierowany ku Dolomitom przecinają jak mocowania uzdy szlaki narciarskie i wyciągi, a znaczy go najwyższy szczyt tego malowniczego pasma górskiego – Marmolada (3343 m n.p.m.). W gminie Cortina (Cortina d’Ampezzo) wytyczono 85 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych.

 

Veneto to także ojczyzna grappy (z uroczym, pochylonym nad rzeką Brentą miastem Bassano del Grappa), kraina doskonałych win (przeszło 90 tys. ha winnic) i rejon słynący z carpaccio. W Wenecji Euganejskiej znajduje się też przycupnięta nad brzegiem Gardy turystyczna miejscowość Malcesine, skąd możemy dostać się koleją (tym razem linową) na szczyt masywu Monte Baldo (2218 m n.p.m.). Panorama roztaczająca się z niego w pogodne dni zapiera dech w piersiach.

 

Nie sposób opisać całego Veneto na kilku czy nawet kilkunastu stronach jednego artykułu. Trzeba po prostu samemu przybyć do tego regionu Italii. Podczas poznawania jego atrakcji możemy delektować się najlepszymi słodyczami z tej osobliwej cukierniczej fabryki.

 

Artystyczna Katalonia

MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN

www.hiszpanskiesmaki.es

 

<< Piękna Katalonia jest tradycyjna i nowoczesna jednocześnie. Z gracją przechadza się wśród secesyjnych kamienic. Popija cavę i wermut. W sobotę tańczy rumbę, a w niedzielę, jak już się obudzi, sardanę. Opala się na plaży, częstuje tapasami i dumnie prezentuje swoich mistrzów pędzla, świetnie gra w piłkę nożną. Można się w niej zakochać. Kto raz ją zobaczy, już zawsze będzie chciał ją odwiedzać. „Carpe diem!” („Chwytaj dzień!”) – zdaje się mówić do każdego, kto składa jej wizytę. >>

 

Fragment niesamowitej ekspozycji Teatre-Museu Dalí w Figueres

© IMAGEN M.A.S./AGÈNCIA CATALANA DE TURISME

 

Mimo referendum przeprowadzonego w październiku 2017 r. i późniejszego kryzysu konstytucyjnego Katalonia jest wciąż wspólnotą autonomiczną Hiszpanii. Od północy graniczy z Francją i Andorą, od zachodu z Aragonią, a od południa z Walencją. Jej stolicę stanowi ponad 1,6-milionowa Barcelona, największe miasto regionu.

W Katalonii warto odwiedzić wiele miejsc. Turyści chętnie odpoczywają w urokliwych miejscowościach położonych na tutejszym wybrzeżu. Większość z nich przybywa na lotnisko El Prat leżące pod Barceloną. To właśnie ona bywa najczęściej pierwszym przystankiem podczas wizyty w Katalonii. My również rozpoczniemy od niej poznawanie regionu.

 

NA DOBRY POCZĄTEK

Naszą podróż po Barcelonie zacznijmy od śniadania. To nie będzie zwykły posiłek, bo kto zazwyczaj raczy się z rana winem musującym i ostrygami… Za chwilę czeka nas jednak zwiedzanie miasta, dlaczego więc nie rozpocząć dnia w iście barcelońskim stylu.

Wystarczy wybrać się na targ La Boqueria (który i tak powinien się znaleźć w planach każdego turysty). To tutaj robią zakupy szefowie renomowanych restauracji i zwykłych tawern, gospodynie domowe i hipsterzy. Stragany podzielono tematycznie. W jednej części piętrzą się owoce i warzywa, w drugiej – ryby i owoce morza, w jeszcze innej – wędliny. Są też słodycze, a wśród nich wspaniałe kolorowe makaroniki (wszak Francja znajduje się tuż za rogiem). La Boqueria wygląda jak martwa natura uwieczniona na obrazie.

My zmierzamy do małego baru, który od 6.00 serwuje wspomniane nietypowe śniadanie. Katalonia słynie z cavy. Nie ma ona jednak nic wspólnego z małą czarną. To wino musujące wytwarza się tą samą metodą, co szampan, ale kosztuje ono znacznie mniej, choć jest bajecznie pyszne. Warto zestawić je właśnie z ostrygami. Bar nazywa się „Pinotxo” i serwuje także inne specjały kuchni katalońskiej. Poza tym w Katalonii również w hotelach często podaje się cavę do śniadania.

 

PODRÓŻ DOOKOŁA ŚWIATA

Mniej więcej 600-metrowy dystans dzieli La Boquerię od wielkiej rzeźby kota Fernanda Botera w dzielnicy El Raval. Podobno wdrapanie się na niego przynosi szczęście. Nie jest to bynajmniej łatwe zadanie, bo opasłe stworzenie ma zaokrąglone boki i trudno o podparcie dla stóp. Ale niektórym udała się ta trudna sztuka! Czy przyniosło im to szczęście? Na pewno za prawdziwy uśmiech losu mogą uznać pobyt w Barcelonie.

El Raval przechodzi niesamowitą metamorfozę. Nazywana kiedyś dzielnicą chińską (Barri Xino), gdzie królowe nocy miały swoje enklawy, szybko zmienia swoje oblicze. Znajdziemy tu świetne Muzeum Sztuki Współczesnej (Museu d’Art Contemporani de Barcelona – MACBA), eleganckie lofty, różnorakie pracownie artystyczne, wytworne butiki. Ten rejon katalońskiej stolicy uwielbiał Ryszard Kapuściński, a Eduardo Mendoza chętnie umieszczał w nim akcję własnych powieści. Warto zajrzeć do tej części miasta. Wbrew różnym obawom jej mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni do innych. Spacer po tutejszych uliczkach stanowi małą podróż dookoła świata i uczy tolerancji wobec różnych kultur i religii. Choć to niewielki skrawek Barcelony, mówi się tu ponad 50 językami.

 

SMOK, RÓŻE I KSIĄŻKI

Według legendy św. Jerzy (Sant Jordi, patron Katalonii) zabił smoka i uratował księżniczkę. Ze smoczej krwi wyrosła róża. Dlatego dziś 23 kwietnia, w dzień wspomnienia świętego, mężczyźni wręczają te piękne kwiaty kobietom. One odwdzięczają się im za to książkami (22 kwietnia przypada rocznica śmierci hiszpańskiego pisarza Miguela de Cervantesa).

Ze względu na popularność tej niezmiernie romantycznej tradycji stoiska z książkami są wówczas wszędzie. Najwięcej znajduje się ich jednak w rejonie dwóch ulic – La Rambli i Passeig de Gràcia. To właśnie wtedy warto wybrać się na spacer tą pierwszą, będącą najsłynniejszym barcelońskim deptakiem (właściwie złożonym z kilku mniejszych uliczek). La Rambla z okazji dnia św. Jerzego dosłownie tonie w różach. Zarówno kwiaty, jak i książki sprzedają się w tym czasie świetnie, a Barcelona staje się wielką kwiaciarnio-kawiarnią pod gołym, najczęściej słonecznym niebem. Spacerowicze szukają książek nie tylko dla ukochanej osoby, ale także dla rodziny czy przyjaciół. To doskonała okazja, aby kupić nowości wydawnicze i spotkać znanego autora podpisującego egzemplarze swoich dzieł. Do tego wszędzie unosi się zniewalający zapach kwiatów.

Podczas przechadzki po La Rambli warto skierować się w stronę Starego Portu (Port Vell). W jego pobliżu przywita nas figura Krzysztofa Kolumba zapatrzonego gdzieś daleko w morze. Ten słynny żeglarz i odkrywca pojawił się w Barcelonie w 1493 r., po swojej pierwszej wyprawie w poszukiwaniu nowej drogi do Indii. Pomnik, który powstał z okazji wystawy światowej 1888 r., ma upamiętniać to wydarzenie. Na kolumnie znajduje się taras widokowy, można na niego wjechać windą.

Dziś Stary Port wygląda zupełnie inaczej niż pod koniec lat 80. XX w. Wszystko zmieniły XXV Letnie Igrzyska Olimpijskie z 1992 r. Wcześniej to miejsce przypominało wielkie złomowisko z porzuconymi składami i pustymi kontenerami. Dzięki wielkiej międzynarodowej imprezie sportowej Port Vell rozpoczął nowe życie.

Warto tu wstąpić do starej stoczni królewskiej. Ten pięknie odnowiony średniowieczny budynek mieści obecnie Muzeum Morskie (Museu Marítim de Barcelona). Zwiedzających zachwyca imponująca architektura i repliki wspaniałych statków (część z nich została odtworzona w skali 1:1). W XVI stuleciu wodowano w tej okolicy podobno aż 30 galeonów naraz! Nieopodal kładki Rambla de Mar można zobaczyć panią mórz – odrestaurowany trzymasztowiec z 1919 r. o nazwie Santa Eulàlia. Z tutejszej 78-metrowej wieży (Torre de Sant Sebastià) wagoniki kolejki linowej wwożą pasażerów na Montjuïc (w tłumaczeniu na polski Wzgórze Żydowskie). Podczas przejażdżki podziwia się niesamowite widoki.

 

MORZA SZUM, PAPUG ŚPIEW

Złote piaski pośród palm – Barceloneta jest tylko jedna. Kochają ją chyba wszyscy, szczególnie o zachodzie słońca. Warto tu przyjść przed zapadnięciem zmroku w gronie przyjaciół lub z ukochaną osobą, usiąść na kocu, napić się wina i zapatrzeć się w morze.

Rano opanowana przez biegaczy, w ciągu dnia rozbrzmiewająca radością, pod wieczór ta dawna dzielnica rybaków i marynarzy przyciąga romantycznym nastrojem. Poza tym kusi też przysmakami. Do dziś panuje przekonanie, że najlepsze ryby w Barcelonie podaje się właśnie tutaj. Koniecznie trzeba przekonać się o tym samemu! W Barcelonecie stare miesza się z nowym (jak w wielu miejscach w tym mieście). Obok wąskich uliczek i wiekowych kamienic stoją przykłady sztuki współczesnej. Przy Deptaku Kolumba (Passeig de Colom) można zobaczyć rzeźbę Głowa Barcelony, autorstwa jednego z najbardziej znanych amerykańskich artystów pop-artu – Roya Lichtensteina (1923–1997). Dalej, w pobliżu Port Olímpic umieszczono Rybę architekta Franka Gehry’ego.

 

WZGÓRZE SZTUKI

Montjuïc najbardziej spektakularnie prezentuje się od strony placu Hiszpanii (Plaça d’Espanya). Warto tu przyjść po zmierzchu, aby obejrzeć pokaz fontann – spektakl wody, światła i dźwięku. Turyści docierający kolejką ze Starego Portu najpierw trafiają do ogrodów i Muzeum Fundació Joan Miró, gdzie można zapoznać się z twórczością tego katalońskiego malarza, ceramika i rzeźbiarza tworzącego jedyne w swoim rodzaju dzieła.

Zbiory sztuki, stadion i basen olimpijski, wspaniałe ogrody – dla mieszkańców Barcelony zbocza Montjuïc stanowią miejsce wykorzystywane do rekreacji i idealne na odpoczynek od miejskiego hałasu. Już od czasów rzymskich odbywały się tutaj rozmaite wydarzenia. W 1929 r. na wzgórzu zorganizowano wystawę światową, a w 1992 r. stało się ono areną zmagań olimpijskich. Na potrzeby tej pierwszej zbudowano Palau Nacional, dziś mieszczący Muzeum Narodowe Sztuki Katalonii (Museu Nacional d’Art de Catalunya – MNAC). Obok znajduje się modernistyczny Pawilon Barcelony (Pavelló de Barcelona, powstał również na wystawę światową 1929 r., jako pawilon niemiecki). Zaprojektował go Ludwig Mies van der Rohe (1886–1969), współautor projektu wystawionego tu fotela Barcelona (krzesła barcelońskiego), będącego jedną z ikon dizajnu. Dziś własny oryginalny egzemplarz tego mebla może kupić każdy, choć kosztuje on niemało. Zarówno pawilon, jak i sam fotel zachwycają klasyczną formą – proste linie, szlachetne materiały i brak dekoracji są charakterystyczne dla prac niemieckiego architekta, kierującego się dewizą mniej znaczy więcej.

Montjuïc to także Poble Espanyol, czyli hiszpańska osada w miniaturze. Można w niej spacerować wąskimi uliczkami andaluzyjskiej wioski, wśród bielonych ścian i kwitnących bugenwilli, czy obok kamiennych domów z zielonymi okiennicami kojarzących się z Majorką. Są też sklepy i restauracje, da się więc tutaj spędzić i pół dnia.

 

MALARZ I KOTY

To miała być restauracja inna niż wszystkie w Barcelonie. Powstała trochę jako kontynuacja „Le Chat Noir” w Paryżu. Szybko została ulubionym miejscem barcelońskiej bohemy. Bywali w niej Pablo Picasso, Antonio Gaudí i Julio González, mistrzowie pióra, apologeci modernizmu i jego wielcy przeciwnicy. „Els Quatre Gats”(„4 Gats”) otwarto w czerwcu 1897 r. Dwa lata później młody Pablo Picasso pozostawił tu swój ślad – zaprojektował grafikę menu. Lokal znajduje się w Dzielnicy Gotyckiej (Barri Gòtic) przy Carrer de Montsió i jest obowiązkowym punktem wyprawy śladami hiszpańskiego artysty.

Picassa wiązała z Barceloną bardzo szczególna więź. To w niej rozwinął skrzydła jako twórca i wypracował własny, niepowtarzalny styl. W mieście znajduje się największe na świecie muzeum tego artysty (Museu Picasso). Otwarte w 1963 r., było spełnieniem życzenia Picassa, aby właśnie w Barcelonie powstała galeria jego twórczości z okresu, który znawcy sztuki nazywają błękitnym. Można w niej obejrzeć niezmiernie ekspresyjne prace Hiszpana. Sam budynek muzeum, położony w części Starego Miasta (Ciutat Vella) zwanej La Ribera, również należy do nietuzinkowych. Muzeum Picassa mieści się w pięciu przylegających do siebie średniowiecznych pałacach. Po zwiedzaniu warto wybrać się do „Els Quatre Gats” na cavę i tapas.

 

SYMBOL NIEZŁOMNOŚCI

To była końcówka 1899 r. Młody Pablo Picasso w „Els Quatre Gats” chłonął atmosferę artystycznej społeczności. W innej części miasta pewien architekt pracował nad parkiem na specjalne zamówienie przedsiębiorcy Eusebiego Güella (1846–1918). W nowo zaprojektowanej dzielnicy Eixample (Powiększenie) wznoszono mury kościoła Sagrada Família (Temple Expiatori de la Sagrada Família – Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny). Barcelona nie była jeszcze wielką metropolią, ale wyczuwało się w niej ducha rozwoju. Być może dlatego Szwajcar Hans Maximilian Gamper (Joan Gamper, 1877–1930) postanowił stworzyć drużynę piłkarską. Razem z osobami, które odpowiedziały na jego ogłoszenie w gazecie, 29 listopada 1899 r. w sali gimnastycznej przy La Rambli założył Foot-Ball Club Barcelona. Prawie trzy lata później, 13 maja 1902 r., piłkarze FC Barcelony zagrali swój pierwszy mecz z drużyną nowo powstałego klubu, nazwanego Madrid Foot-Ball Club (dziś Real Madrid Club de Fútbol), którą pokonali 3:1.

Kiedy Hiszpania znalazła się pod rządami generała Francisco Franco (w latach 1936–1975), barceloński klub sportowy stał się dla Katalończyków narzędziem walki politycznej. Mecze z jego udziałem stwarzały okazję do demonstrowania patriotyzmu. Dlatego na stadionie Camp Nou kolorowe krzesełka tworzą w języku katalońskim napis brzmiący Més que un club („Więcej niż klub”). Nic więc dziwnego, że FC Barcelona to dla Katalończyków ważny symbol walki o wolność, nieustępliwości i dążenia do celu.

 

VICKY I CRISTINA

Do wyjazdu do Barcelony można się przygotować w różnorodny sposób. Najbardziej znanym jest czytanie przewodników lub artykułów turystycznych. Warto też zapoznać się z książkami, których akcja dzieje się w tym mieście. My proponujemy jednak ruszyć śladami Woody’ego Allena i jego filmu z 2008 r. Vicky Cristina Barcelona.

Zacznijmy od Świątyni Pokutnej Świętej Rodziny. Sagrada Família jest w budowie od 1882 r. Jej projektant, Antoni Gaudí (1852–1926), był wizjonerem, a jednocześnie bacznym obserwatorem natury. Wymarzył sobie budowlę o organicznej formie i niepowtarzalnych detalach architektonicznych. W przyrodzie nic nie bywa przecież identyczne.

Bohaterki filmu wchodzą również na dach muzeum sztuki współczesnej poświęconego Joanowi Miró (1893–1983). Można tu obejrzeć niesamowite rzeźby. Miejsce to uchodzi za jedną z najciekawszych placówek muzealnych Barcelony.

Kolejny symbol miasta – Casa Milà – pojawia się w produkcji Woody’ego Allena wielokrotnie. Ten budynek także zaprojektował Antoni Gaudí. W filmie można oglądać też Dzielnicę Gotycką. Cristina (grana przez Scarlett Johansson) zafascynowana jej wąskimi uliczkami spędza tutaj długie chwile na robieniu zdjęć detali i utrwalaniu jedynej w swoim rodzaju atmosfery miejsca.

W scenach filmowych uwieczniono poza tym Park Güell i słynną Salamandrę, obok której bohaterowie prowadzą dialog, oraz wzgórze Tibidabo, skąd rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki na miasto. W tej okolicy warto przejechać się najstarszą karuzelą w Barcelonie.

Parc de la Ciutadella reżyser pokazał przez moment. Gdy Cristina robi zdjęcie Maríi Elenie (w tej roli występuje Penélope Cruz), widać kaskadę tryskającą wodą. Ta fontanna jest bardzo charakterystyczna. Bohaterowie spacerują znanymi ulicami, takimi jak La Rambla w Ciutat Vella czy Passeig de Gràcia i innymi w dzielnicy Eixample. Ta ostatnia część miasta słynie z eleganckich budynków. Wśród nich (choć już na terenie sąsiedniej dzielnicy Gràcia) znajduje się Casa Fuster – do dziś symbol luksusu okresu modernizmu. Działa tu jeden z najdroższych hoteli w Barcelonie (Hotel Casa Fuster). W nim Vicky, przyjaciółka Cristiny (grana przez Rebeccę Hall), odbywa szczerą rozmową ze swoją krewną Judy (w tej roli Patricia Clarkson), która gości dziewczyny w swoim domu. Dzięki temu widzowie mogą przyjrzeć się wspaniałym hotelowym wnętrzom.

Barcelona Woody’ego Allena jest miejscem barwnym, energetycznym, pełnym barów, restauracji, tarasów, niezwykłych zabytków i – oczywiście – wyśmienitego wina. Naprawdę warto poznać takie oblicze miasta, a po powrocie do domu zobaczyć film jeszcze raz.

Katalonia to jednak nie tylko jej słynna i pełna atrakcji stolica. W tym regionie trzeba odwiedzić też inne miejsca, szczególnie te położone na wybrzeżu Morza Śródziemnego.

 

Barcelońskie obserwatorium astronomiczne (Observatori Fabra) na tle panoramy miasta

© ESPAI D'IMATGE/TURISME DE BARCELONA

 

KURORT NA WYBRZEŻU

Sitges od Barcelony dzieli jedynie ok. 40 km. To słoneczne i eleganckie niemal 30-tysięczne miasto wyróżnia się artystycznym charakterem. Nie bez powodu zresztą, bo przyciągało i przyciąga pisarzy, architektów i bohemę skupioną wokół artystów. Od lat 60. XX w. jest także ulubionym miejscem społeczności homoseksualnej w Hiszpanii.

Co ciekawe, prawie 35 proc. mieszkańców Sitges stanowią osoby rozmaitych narodowości. Są wśród nich m.in. Brytyjczycy, Francuzi czy Holendrzy. To wielokulturowe miasto kusi wspaniałymi plażami, pysznym jedzeniem i warunkami idealnymi do odpoczynku. Dlatego przyjeżdżają tu zarówno turyści zagraniczni, jak i sami barcelończycy.

                Do końca XVIII stulecia Sitges było spokojną wioską rybacką. Wszystko zmieniło się, kiedy władze w Madrycie zezwoliły katalońskim kupcom na bezpośredni handel z amerykańskimi koloniami w 1778 r. Największy rozwój miejscowości przypada na XIX w. Wówczas powrócili do niej americanos – producenci wina, którzy zbili fortunę za granicą na handlu z Ameryką. W mieście można wybrać się na wycieczkę szlakiem ich willi.

Również artyści uprawiający malarstwo upodobali sobie Sitges i pod koniec XIX stulecia założyli w nim swoją nieformalną szkołę. Kiedy Santiago Rusiñol (1861–1931), kataloński malarz, pisarz, kolekcjoner, dziennikarz i dramaturg, kupił tu dom, okrzyknięto je mekką modernizmu.

 

W kurorcie Sitges znajdują się aż trzy mariny – Port Ginesta, Garraf i Aiguadolç

© FELIPE J. ALCOCEBA/AGÈNCIA CATALANA DE TURISME

 

WINNYM SZLAKIEM

Podczas pobytu w Sitges nie wolno zmarnować okazji do odwiedzenia okolicznych urokliwych winnic. Katalonia stanowi jeden z najważniejszych obszarów produkcji wina w Hiszpanii. Jej flagowy produkt – cava – śmiało może konkurować ze słynnym francuskim szampanem. Sitges leży w samym centrum regionu winiarskiego Penedès, a do miasta Vilafranca del Penedès, uznawanego za jego stolicę, dojedziemy stąd w pół godziny.

W Penedès znajdują się piękne parki, góry, malownicze wioski rybackie i miasteczka. Tutejszy klimat służy uprawie winogron bardzo wysokiej jakości i dlatego właśnie pochodząca stąd cava jest taka wyśmienita. Koniecznie należy odwiedzić winnicę wytwórni Codorníu (powstałą już w 1551 r.). Wizyta w niej będzie ucztą nie tylko dla podniebienia, ale też dla oczu. Modernistyczny budynek winiarni zaprojektował sam Josep Puig i Cadafalch (1867–1956), znany kataloński architekt i historyk sztuki.

 

PRZYCIĄGAJĄCA GÓRA

W czasach rzymskich w okolicy masywu Montserrat (1236 m n.p.m.) stała ponoć świątynia ku czci Wenus. Pierwszą kapliczkę zbudowano tu w IX w. Do założonego później przez benedyktynów klasztoru pielgrzymowali Johann Wolfgang von Goethe, Miguel Cervantes czy Félix Lope de Vega. W okresie dyktatury Francisco Franco miejsce to było schronieniem dla opozycjonistów, drukowano w nim katalońskie książki. Sylwetka postrzępionej góry (Montserrat po katalońsku oznacza Przepiłowaną Górę) jest widoczna z odległości kilkudziesięciu kilometrów.

Z masywem wiąże się wiele legend. Według jednej z nich Parsifal, rycerz Okrągłego Stołu, ukrył tutaj św. Graala. Pod koniec XIX stulecia sam Antoni Gaudí szukał w tej okolicy inspiracji w kształtach stalaktytów i stalagmitów. To także ważna góra dla członkiń Katalońskiego Związku Czarownic, a imię Montserrat przez lata cieszyło się ogromną popularnością w Katalonii – nadawano je bardzo wielu dziewczynkom.

 

RZYMSKIE MIASTO

Girona jest ośrodkiem uniwersyteckim i ostoją katalońskości. Położone w dolinie pomiędzy morzem a górami miasto przecinają aż cztery rzeki: Ter, Güell, Galligants i Onyar (Oñar). W wodach ostatniej z nich przeglądają się kolorowe, bardzo charakterystyczne fasady domów historycznego centrum.

Historia Girony zaczęła się ok. 77 r. p.n.e. To właśnie wtedy rzymski wódz Pompejusz założył w tym miejscu obwarowaną osadę obronną Gerunda. Przez wieki zamieszkiwali ją m.in. chrześcijanie, Wizygoci czy Arabowie. W IX w. miasto stało się częścią Marchii Hiszpańskiej. Później osiedlili się w nim Żydzi, którzy stworzyli dużą społeczność.

Koniecznie trzeba zwiedzić historyczne centrum Girony. Należy ono do najlepiej zachowanych i najbardziej rozpoznawalnych w Hiszpanii. Jego najstarsze fragmenty oraz pozostałości murów obronnych pochodzą z IX stulecia. Wąskie uliczki, szczególnie w okresie majowego święta kwiatów, prezentują się bajecznie. Warto również odwiedzić oryginalne łaźnie arabskie. Mimo upływu ponad 800 lat znajdują się w bardzo dobrym stanie. Łaźnie składają się z trzech sal. W każdej z nich można było zażywać kąpieli w wodzie o innej temperaturze: gorącej w caldarium, ciepłej w tepidarium i zimnej w frigidarium.

Nad miastem góruje Katedra Najświętszej Maryi Panny (Catedral de Santa Maria de Girona). W jej pobliżu leży El Call. Ta jedna z największych i najlepiej zachowanych dzielnic żydowskich w Europie swoimi początkami sięga także IX w. Wśród plątaniny wąskich uliczek i stromych schodów kryją się tu liczne kawiarnie i restauracje.

 

Pieszy most św. Feliksa łączący brzegi rzeki Onyar w pełnej cennych zabytków Gironie

© ÀLEX TREMPS/COSTA BRAVA GIRONA TOURISM BOARD IMAGE ARCHIVE

 

WŚRÓD ZŁOTYCH PLAŻ

Lloret de Mar na Dzikim Wybrzeżu (Costa Brava) należy do najatrakcyjniejszych kurortów w Hiszpanii. Tę opinię zawdzięcza 9 km plaż. Główna z nich (Lloret) jest położona w samym centrum miasta i wyposażona w pełną infrastrukturę. Druga co do wielkości – złocista Platja de Fenals – ma ponad 700 m długości. Poza tym znajduje się tu też plaża dla nudystów i Water World, jeden z największych parków wodnych w Europie.

Lloret de Mar to również miasto artystyczne. Od lat 20. XX stulecia przyciągało swoimi urokami barcelończyków. Josep Carner (1884–1970), jeden z wielkich poetów katalońskich, nazywał je „miłym rajem” (paradís gentil). Osobom lubiącym romantyczne historie spodoba się średniowieczny Zamek św. Jana (Castell de Sant Joan). Jego załoga niejednokrotnie odpierała ataki tureckich, angielskich i francuskich najeźdźców i piratów. Nie wolno także przegapić rzeźby Dona Marinera, zwanej Wenus z Lloret, stojącej na wybrzeżu. Przedstawia ona żonę wyczekującą z niepokojem na swojego męża wracającego z połowu i stanowi symbol miejscowych kobiet, których małżonkowie trudnili się rybołówstwem.

Wielbiciele pięknych widoków i spacerów powinni koniecznie wybrać się na pieszą wędrówkę trasą Camí de Ronda 1. Prowadzi ona wzdłuż klifu z końca plaży Fenals, niekiedy po stromych, kamiennych stopniach. Po drodze można podziwiać wiele interesujących miejsc, jak chociażby urokliwą skalistą zatoczkę (Cala Banys) i wspomniany zamek. Wycieczka tym szlakiem trwa ok. 40 min.

 

ARTYSTA I JEGO MUZA

Z kosmosem łączył się za pomocą podwiniętych charakterystycznie wąsów. Z reżyserem Luisem Buñuelem (1900–1983) tworzył surrealistyczne filmy. Jego żona Gala była dla niego całym światem. Możliwe, że gdyby nie jej wsparcie, Salvador Dalí nie odniósłby tak spektakularnego sukcesu. Zamek w Púbol to jeden z punktów tzw. Trójkąta Dalego. Artysta kupił go dla swojej ukochanej.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od Figueres. To tutaj 11 maja 1904 r. przyszedł na świat Salvador Dalí. W 1919 r. w miejscowym teatrze odbyła się jego pierwsza wystawa. W latach 60. wrócił, aby urządzić w nim swoje muzeum. Obecnie znajduje się tu jedna z największych kolekcji prac artysty (Teatre-Museu Dalí).

Architektonicznie muzeum odzwierciedla wyobraźnię twórcy. Słynne wielkie jajka na dachu to tylko skromna zapowiedź tego, co czeka na zwiedzających wewnątrz. To istny labirynt dzieł sztuki, bez znanych z innych galerii tabliczek i strzałek wskazujących kierunek poruszania się.

Z Figueres udajmy się do Cadaqués i pobliskiego Portlligat (Port Lligat). Drogi są tutaj kręte i wąskie, dlatego trzeba bardzo uważać podczas prowadzenia samochodu. Do Cadaqués Dalí przyjeżdżał od dzieciństwa na wakacje. Później zamieszkał w Port Lligat razem ze swoją muzą Galą. Ich dom położony jest malowniczo w gaju oliwnym nad zatoką. Artysta często malował ten krajobraz. Również miejscowość Cadaqués była dla niego inspiracją. Przyjeżdżali tu także inni wybitni twórcy. Wśród nich był Pablo Picasso. Port Lligat stanowił osobisty azyl Dalego. W swoim domu mógł w spokoju malować i spędzać czas z ukochaną Galą.

W 1969 r. artysta kupił żonie w prezencie zamek w Púbol. Nie odwiedzał go jednak bez jej pisemnego zaproszenia. Kiedy Gala zmarła w czerwcu 1982 r., Dalí bardzo cierpiał. Aby złagodzić swoją tęsknotę za żoną, przeniósł się do zamku, w którym została pochowana. Chciał być bliżej miłości swojego życia.

 

RYBA O SMAKU CZEKOLADY

Na Dzikim Wybrzeżu jest jeszcze jedno szczególne miejsce związane z geniuszem. Tym razem chodzi o twórcę kuchni molekularnej, za którego uchodzi Ferran Adrià. W wieku 22 lat pracował on jako kucharz liniowy w słynnej już wtedy restauracji „El Bulli” w Roses. Gdy nie gotował, zajmował się głównie podrywaniem dziewcząt na pobliskich plażach. Po niespełna dwóch latach został szefem kuchni i sprawił, że „El Bulli” wspięła się na wyżyny sztuki kulinarnej. Restaurację zamknięto 31 lipca 2011 r. Ferran Adrià tłumaczył później, że aby stymulować swoją kreatywność, musiał zmienić sposób pracy, bo zadaniem jego życia stało się załatwienie komuś stolika w „El Bulli”.

        W Katalonii znajduje się jeszcze wiele miejsc do zobaczenia. Złote Wybrzeże (Costa Daurada) oprócz urokliwego Salou przyciąga rzymską Tarragoną i piaszczystymi plażami. Costa Brava zaprasza do zjawiskowych ogrodów botanicznych w Blanes (Marimurtra i Pinya de Rosa). Trochę dalej na północny wschód leży małe miasteczko Tossa de Mar, które malarz Marc Chagall (1887–1985) nazywał „błękitnym rajem” (el paraíso azul). Na koniec wyprawy po Katalonii wróćmy jeszcze na chwilę do Barcelony, miasta otwartego na innych, bez względu na ich światopogląd czy wygląd. W niej każdy czuje się miłym gościem.

 

Wydanie Lato 2018

 

Droga do tajskiego raju

DAWID ZASTROŻNY


Ulotka na lotnisku, przewodnik w plecaku, film na ekranie pokładowego monitora: zanim nasze stopy dotkną tajskiej ziemi, sądzimy, że wiemy, czego się spodziewać. Znamy już uśmiech Leżącego Buddy ze świątyni Wat Pho, naszą wyobraźnię rozpala złoto Wielkiego Pałacu Królewskiego w Bangkoku. Nowoczesny terminal lotniska w stolicy Tajlandii jest przyjaźnie rozplanowany i wiemy dokąd iść. Nie jesteśmy tylko przygotowani na to, co czeka na nas na zewnątrz.

Bangkok pędzi, a pierwsze spotkanie z nim jest niczym czołowe zderzenie. Tajska metropolia domaga się uwagi powodzią neonów, których znaczenia nie pojmujemy. Wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się znajome, wcale takie nie jest. Warto więc zostać tu kilka dni, żeby się oswoić i bez pośpiechu chłonąć energię tego ogromnego miasta.

Więcej…