BARBARA TEKIELI

 

<< Województwo podlaskie wyróżnia się na tle innych w Polsce nie tylko unikatową na skalę światową przyrodą, ale też różnorodnością wynikającą z niezwykłego położenia oraz zamieszkiwania na tych terenach od stuleci wielu narodowości i grup etnicznych. Wszystko to wpłynęło na powstanie wyjątkowej mozaiki kultur z charakterystycznymi tradycjami kulinarnymi, zwyczajami i zabytkami architektury. Podczas przemierzania regionu, pieszo, na rowerze czy kajakiem, spotkamy się z niezwykłą gościnnością jego mieszkańców, poczujemy zapach łąk i pierwotnego lasu, zachwycimy się śpiewem cerkiewnym oraz urodą drewnianej zabudowy Krainy Otwartych Okiennic. >>

Podlaskie przyciąga każdego, kto marzy o ucieczce od miejskiego zgiełku i otuleniu się ciszą w otoczeniu pięknych krajobrazów. W odległości niespełna 2 godz. jazdy samochodem od Warszawy można przenieść się w świat, który pozwala zwolnić i zaczerpnąć nowej energii. Tu na Podlaskim Szlaku Kulinarnym (www.podlaskiszlakkulinarny.pl) rozsmakujemy się w pysznych daniach regionalnych. Na każdym kroku towarzyszyć nam będzie wspaniała przyroda, bo to ona gra w tym miejscu główną rolę i zachwyca przez cały rok.

 

Rezerwat Pokazowy Żubrów, ok. 3 km od Białowieży

© z archiwum Starostwa Powiatowe go w Hajnówce/Anna Gierasimiuk

 

W akcji promocyjnej przebiegającej pod hasłem Podlaskie. Zasil się naturą, której pomysłodawcą jest Podlaska Regionalna Organizacja Turystyczna, to właśnie natura wysuwa się na plan pierwszy. Kampania ma na celu zwrócenie uwagi mieszkańców Warszawy i innych dużych aglomeracji miejskich na koncepcje ostatnio bardzo modne – slow road i slow food. Skierowano ją do tych, którzy „widzieli już wszystko”. Akcja znakomicie komponuje się z głównym hasłem promocyjnym województwa – Podlaskie zasilane naturą. Kampania prowadzona jest w trzech serwisach społecznościowych: Facebook, Instagram i LinkedIn (jako jedyna w Polsce) oraz na stronie internetowej podlaskie.travel.

NA SKRZYŻOWANIU KULTUR

Stolica województwa, 300-tysięczny Białystok, leży na pograniczu kultur i religii, w regionie nazywanym zielonymi płucami Polski, w sąsiedztwie Narwiańskiego Parku Narodowego. Ponad 30 proc. powierzchni miasta zajmuje zieleń. W jego granicach znajdują się dwa rezerwaty przyrody („Las Zwierzyniecki” i „Antoniuk”) oraz liczne tereny rekreacyjne dostępne dla rowerzystów i pieszych.

Od 1709 r. Białymstokiem zarządzał Jan Klemens Branicki, który dokończył przebudowę tutejszej rezydencji zleconą przez swojego ojca Stefana Mikołaja Branickiego i realizowaną pod okiem architekta Tylmana z Gameren. Tak powstała jedna z najpiękniejszych budowli barokowych w Europie – Pałac Branickich. Rezydencja wyglądem nawiązywała do pałaców królów francuskich, dlatego często nazywana bywa Wersalem Podlasia. Z oryginalnych, XVIII-wiecznych wnętrz częściowo zachowały się westybul i kaplica. Gości wita pięknie zdobiona brama wjazdowa zwana od herbu rodu Branickich Gryfem. Otaczające rezydencję ogrody, francuski i angielski, to najlepiej odtworzone barokowe założenia ogrodowe w Polsce. Nagrobki rodziny Branickich znajdują się w najstarszej zabytkowej budowli Białegostoku, czyli tzw. starym kościele farnym (wzniesionym w latach 1617–1625) w zespole archikatedralnym Wniebowzięcia NMP.

Szczególnym miejscem w mieście jest Rynek Kościuszki usytuowany na skrzyżowaniu historycznych dróg prowadzących do Wasilkowa, Suraża i Choroszczy (w tej ostatniej zachowała się letnia rezydencja rodu Branickich). Historia placu sięga XVI w. Uwagę zwraca zachodnia pierzeja z kolorowymi kamieniczkami ozdobionymi techniką sgraffito. Na rynku stoi pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego.

Białystok nazywany bywa miastem cerkwi, bo spośród blisko 150 tego typu świątyń na Podlasiu aż 11 znajduje się właśnie tutaj. Do najpopularniejszych należą Hagia Sophia, czyli Cerkiew Mądrości Bożej, nawiązująca do innych budowli sakralnych pod tym wezwaniem; Cerkiew Świętego Ducha, największa w Polsce i jedna z największych w Europie, oraz Sobór św. Mikołaja Cudotwórcy.

Nieodłącznym elementem krajobrazu miasta są murale. Jest ich ponad 30. Przedstawiają m.in. znane osoby, tradycje i wydarzenia. Upamiętniono na nich np. Henryka Sienkiewicza i Irenę Sendlerową. Najsłynniejszy z nich, Dziewczynka z konewką, dzieło Natalii Rak, powstał w ramach akcji Folk on the Street. Autorami murali są artyści polscy i zagraniczni, w tym znany włoski twórca Millo (Francesco Camillo Giorgino), który namalował Domek z kart.

Białostoczanie mają też swoje przysmaki. Należą do nich np. białysy – pszenne bułeczki z cebulą i odrobiną maku, pochodzące z kuchni żydowskiej. Bezalkoholowy napój na bazie kaszy jaglanej zwany buzą przywieziony został prawdopodobnie przez Macedończyków. Tych przedwojennych specjałów oraz wielu innych rarytasów można spróbować w „Esperanto Cafe”, usytuowanej przy Rynku Kościuszki, we wnętrzach późnobarokowego Ratusza.

Różnorodność kulturowa Białegostoku widoczna jest w tutejszej kuchni, która łączy tradycje białoruskie, litewskie, ukraińskie, żydowskie i tatarskie. Ale najlepiej atmosferę tego wielokulturowego tygla oddaje odbywający się w lipcu Międzynarodowy Festiwal Muzyki, Sztuki i Folkloru „Podlaska Oktawa Kultur”, który organizuje Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury.

 

Uczestnicy spływu 500 kajaków na Bugu

© Michał Zabokrzecki

 

PERŁA BAROKU

Położony nad Narwią, ok. 30 km na zachód od Białegostoku, Tykocin nazywany jest perłą baroku. To prawie 600-letnie miasteczko słynie z zabytków i pięknej przyrody. Leży w sąsiedztwie Narwiańskiego Parku Narodowego i Puszczy Knyszyńskiej, na południowy wschód od Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Po tym, jak w 1426 r. Tykocin wraz z okolicami został włączony do Wielkiego Księstwa Litewskiego, przez ponad wiek znajdował się we władaniu możnego rodu Gasztołdów. Po śmierci w 1542 r. ostatniego przedstawiciela rodu, Stanisława, który nie miał potomków, miasteczko przeszło na własność ówczesnego króla Polski Zygmunta Starego, a później jego syna, Zygmunta Augusta. Na ten czas przypadają złote lata Tykocina. Na miejscu dawnej, prawdopodobnie drewnianej warowni powstał zamek królewski. Uchodził wtedy za jedną z największych twierdz Rzeczypospolitej. Obecnie, po pieczołowitym odrestaurowaniu, można go zwiedzać. Znajdują się w nim pokoje gościnne i restauracja słynąca z doskonałej kuchni. Na zamku odbywają się ciekawe wydarzenia, takie jak oblężenie twierdzy, czyli rekonstrukcja bitwy z 1657 r. z czasów potopu szwedzkiego, czy cykl biesiad Gęsina na św. Marcina.

Układ urbanistyczny Tykocina przypomina miasteczka żydowskie. Żydzi odegrali dużą rolę w rozwoju tego ośrodka. Zaczęli osiedlać się tu w 1522 r. Przed II wojną światową społeczność żydowska stanowiła połowę wszystkich mieszkańców. Do najciekawszych miejscowych zabytków należy Wielka Synagoga z 1642 r. – dziś jedna z największych i najstarszych w Polsce. Obecnie w niej i Małej Synagodze (Domu Talmudycznym) działa muzeum prezentujące historię i kulturę miasta oraz okolic ze szczególnym uwzględnieniem wpływów żydowskich. W zachodniej części Tykocina zachował się istniejący od XVI w. kirkut. W lesie koło Łopuchowa znajdują się mogiły zbiorowe ostatniego pokolenia tykocińskich Żydów.

Okolica miasta prezentuje się nie mniej ciekawie. Niespełna 3 km od niego, w otulinie parków narodowych Narwiańskiego i Biebrzańskiego, w Kiermusach funkcjonuje Dworek nad Łąkami, ostatnia ostoja szlacheckości. Zachwyca on wnętrzami pełnymi oryginalnych przedmiotów. Powstała tutaj również pierwsza prywatna hodowla żubra. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca na Czarciej Polanie odbywają się jarmarki staroci i rękodzieła ludowego. W Jantarowym Kasztelu nad Narwią działa unikatowe, prywatne Edukacyjne Muzeum Oręża Polskiego im. Jerzego Hoffmana. Wśród eksponatów są m.in. miecz Longinusa Podbipięty i rekwizyty podarowane przez reżysera.

Równie atrakcyjna jest Europejska Wieś Bociania Pentowo, którą upodobały sobie bociany białe. Niedaleko dworu z 1904 r. znajduje się ok. 35 gniazd tych ptaków. Można je obserwować z wieży widokowej usytuowanej na starorzeczu Narwi. Bocianie gniazda są nieodłącznym elementem podlaskiego krajobrazu. Wytyczony w 2002 r. w regionie ponad 412-kilometrowy Podlaski Szlak Bociani (www.podlaskiszlakbociani.pl) prowadzi przez najpiękniejsze miejsca tej części Polski, w tym cztery parki narodowe, Krainę Otwartych Okiennic i Suwalszczyznę.

 

HISTORYCZNA STOLICA

Drohiczyn to dawna stolica Podlasia. Wielki książę litewski Aleksander Jagiellończyk nadał osadzie prawa miejskie w 1498 r. To także miejsce koronacji w 1253 r. jedynego w dziejach Rusi króla, Daniela Romanowicza Halickiego (prawnuka Bolesława III Krzywoustego). Z tego względu Drohiczyn jest jednym z czterech polskich miast koronacyjnych (po Gnieźnie, a przed Krakowem i Warszawą). Przez blisko trzy wieki (1513–1795) był stolicą województwa podlaskiego, czemu zawdzięcza swój rozwój.

Nie bez powodu miasteczko nazywane bywa podlaskim Kazimierzem Dolnym. Niezwykłym widokiem na dolinę Bugu z Góry Zamkowej zachwycał się Czesław Miłosz, który określił je mianem „raju utraconego, Wschodu w pigułce”. Drohiczyn pojawił się w twórczości m.in. Stefana Żeromskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego i Barbary Wachowicz. Był plenerem filmów Kronika wypadków miłosnych (1985) i Panny z Wilka (1979) oraz serialu Ojciec Mateusz. Nadbużańskie pejzaże posłużyły też za tło w filmie Nad Niemnem (1987).

Drohiczyn urzeka niezwykłym położeniem, zabytkami i barwną historią, a także swoim wielokulturowym charakterem. Od wieków współżyją tutaj ze sobą wierni dwóch wyznań: katolicyzmu i prawosławia. Katedra Trójcy Przenajświętszej znajduje się nieopodal Cerkwi Św. Mikołaja. Na początku XV w. pojawiły się również pierwsze wzmianki o społeczności żydowskiej. Przed II wojną światową stanowiła ona 35 proc. mieszkańców miasta. Obecnie o żyjących tu niegdyś Żydach przypomina kirkut usytuowany na obrzeżach Drohiczyna.

Warto zwiedzić Muzeum Diecezjalne im. Jana Pawła II usytuowane w dawnym klasztorze franciszkańskim. Znajdują się w nim zbiory sztuki sakralnej, kolekcja starodruków i rękopisów, m.in. akt chrztu ostatniego króla Polski – Stanisława II Augusta. Do najcenniejszych eksponatów należą Psałterz Dawidów z początku XVII stulecia i największa w Europie kolekcja szat liturgicznych.

Rzeka Bug przyciąga miłośników wędkarstwa i sportów wodnych, a okolica słynie z bogatych tradycji kulinarnych. Tylko tutaj można spróbować słynnych smażonych zagubów. Okazją do tego są Dni Drohiczyna (ostatni weekend lipca). Dużym powodzeniem cieszą się jedyne w Polsce Muzeum Kajakarstwa (istniejące od 2013 r.) i spływy kajakowe. Najsłynniejszy z nich, 500 kajaków (www.500kajakow.pl), odbywa się w pierwszy weekend sierpnia. To jedna z największych tego rodzaju imprez w naszym kraju.

 

Mural Dziewczynka z konewką przygotowany w ramach akcji Folk on the Street

© WOAK w Białymstoku

 

W ZIOŁOWYM RAJU

Zaledwie kilkanaście kilometrów od Drohiczyna leżą Koryciny koło Grodziska. Tu czas płynie wolniej, a wokół unoszą się zapachy lasu, łąk i pól.

W 2007 r. z miłości do ziół i podlaskich tradycji zielarskich na obrzeżach tej wsi powstał prywatny ogród botaniczny. Jego pomysłodawca, dr Mirosław Angielczyk, pasjonat o ogromnej wiedzy, dzieli się teraz swoją pasją z turystami. W zajmującym obszar 12 ha Podlaskim Ogrodzie Ziołowym możemy oglądać ok. 1,5 tys. taksonów roślin, ziół i jadalnych chwastów (w tym 85 gatunków objętych ścisłą ochroną), sprowadzonych z całej Polski, a jeśli nie występują w naszej strefie klimatycznej, także z innych krajów.

Poza tym w Ziołowym Zakątku są również miejsca noclegowe (dla ponad 150 osób) w podlaskich, drewnianych, chłopskich chatach z połowy XIX w. lub w chacie przywiezionej z Białorusi z siennikami wypchanymi słomą. Na jego terenie znajduje się też m.in. pracownia ceramiczna, ekologiczny warzywniak, zielarnia, domek szeptuchy i zrekonstruowany drewniany kościół z XVII stulecia. Ogród można zwiedzać z przewodnikiem przez cały rok. Prowadzi się tutaj także warsztaty zielarskie, a w przydomowym rosarium rośnie ponad 150 gatunków róż. W leśniczówce usytuowanej w pobliskim lesie spróbujemy ziołowych herbat i dań z dziczyzny przyprawianych ziołami. Ziołowe spa oferuje kąpiele zdrowotne i relaksacyjne w płatkach róży, lubczyku, a nawet trawie żubrówce oraz masaże. W karczmie podaje się potrawy kuchni regionalnej przyprawiane ziołami zebranymi na terenie ogrodu.

 

OSTATNI TAKI LAS

Puszcza Białowieska to jeden z ostatnich fragmentów pierwotnego lasu europejskich nizin. Wyróżnia się niespotykaną na świecie florą i fauną. W 1979 r. utworzony na jej terenie w sierpniu 1932 r. Białowieski Park Narodowy (o powierzchni 105,17 km2) został wpisany na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W 1992 r. organizacja włączyła do tej pozycji białoruski Park Narodowy „Puszcza Białowieska”. Kolejne rozszerzenie nastąpiło w 2014 r. Obecnie obiekt figuruje na liście jako transgraniczny obszar przyrodniczy pod nazwą Puszcza Białowieska (po angielsku Białowieża Forest).

                Zwiedzanie tego regionu najlepiej zacząć od Muzeum Przyrodniczo-Leśnego Białowieskiego Parku Narodowego. Ta multimedialna placówka prezentuje florę i faunę okolicy, życie dawnych jej mieszkańców i ich zajęcia. Z tarasu widokowego rozpościera się niezwykła panorama. Miejscem całkowicie wyjątkowym jest najbardziej dzika część puszczy – dawny Rezerwat Ścisły w Obrębie Ochronnym Rezerwat, objęty ochroną od 1921 r. Na tym terenie rośnie aż ponad 11 tys. drzew spełniających kryteria pomnika przyrody.

Na spotkanie z królem puszczy należy wybrać się do Rezerwatu Pokazowego Żubrów. Warto odwiedzić go w porze karmienia. Poza żubrami żyją tu w półnaturalnym środowisku koniki polskie typu tarpana, jelenie, sarny, rysie, wilki, dziki, łosie i żubronie. Dodatkową atrakcją jest nowoczesny pawilon edukacyjny, w którym znajduje się 12 interaktywnych stanowisk edukacyjnych poświęconych żubrom.

Puszcza Białowieska to raj dla turystów aktywnych. Można ją przemierzać rikszą, kolejką wąskotorową (z Hajnówki do Topiła), drezyną (napędzaną przez pasażerów) jedną z trzech tras o różnym stopniu trudności (zieloną, żółtą i czerwoną), również nocą, a nawet podziwiać z lotu ptaka (na zamówienie organizowane są loty balonem). Przez obszar przebiegają atrakcyjne szlaki piesze i rowerowe, w tym część Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo (odcinek podlaski liczy ok. 600 km), oraz ponad 60 km tras do nordic walkingu powstałych w ramach projektu Nordic Walking Park – Kraina Puszczy i Żubra. We wrześniu odbywa się tutaj Puchar Polski Nordic Walking. Jedną z najpopularniejszych ścieżek edukacyjnych jest Szlak Dębów Królewskich i Wielkich Książąt Litewskich.

Puszczę Białowieską upodobali sobie carowie Rosji Aleksander III i Mikołaj II. Przypomina o tym m.in. dawny dworzec kolejowy w Białowieży (Białowieża Towarowa). Zbudowany w 1903 r., funkcjonował nieprzerwanie do 1992 r. Zaniedbany i zapomniany zyskał nowe życie na początku XXI w. W dawnym dworcu powstała elegancka „Restauracja Carska”, w której ze ścian spoglądają na gości członkowie carskiej rodziny, a każdy szczegół jest precyzyjnie dopracowany. Serwuje ona dania kuchni regionalnej, myśliwskiej i rosyjskiej. Zachwyt wzbudzają ekskluzywne apartamenty znajdujące się w zabytkowych wagonach kolejowych i wieży ciśnień. Zgromadzono w nich wiele cennych pamiątek nawiązujących do czasów carskich.

W Białowieży zwracają uwagę drewniane domy z misternie zdobionymi okiennicami oraz eleganckie hotele Żubrówka (4-gwiazdkowy) i Białowieski (3 gwiazdki) słynące z dobrej kuchni i wyjątkowej gościnności, a także interesującej oferty usług konferencyjnych oraz spa i wellness. Niedaleko Muzeum Przyrodniczo-Leśnego Białowieskiego Parku Narodowego stoi Cerkiew św. Mikołaja, zbudowana w latach 1894–1897 na miejscu drewnianej świątyni, która została przeniesiona do wsi Trześcianka. Fundatorem kościoła prawosławnego był car Aleksander III. Wewnątrz znajduje się jedyny w Polsce i jeden z dwóch w Europie ikonostas wykonany z chińskiej porcelany (sprowadzony z Petersburga).

                Prawdziwej podlaskiej gościnności doświadczymy w wioskach tematycznych. Wioska Bulwy (Lipiny) słynie z potraw z ziemniaka. Każdego roku we wrześniu odbywa się tutaj Bulwa Fest. Niecałe 3 km od Hajnówki znajduje się uroczysko Krynoczka (Święta Krynoczka) z cudownym źródełkiem. Jest ono celem dorocznych pielgrzymek na uroczystość Świętej Trójcy. Borysówka – Wieś Drewniana zachwyca drewnianą zabudową i prezentuje zapomniane zawody. Ewa i Mirosław Maciejukowie odtwarzają z wielką pasją dawne zwyczaje, a w Maciejukowym Siedlisku organizują warsztaty tkackie, artystyczne i kulinarne, których uczestnicy poznają smak pysznego hajnowskiego marcinka.

 

W SĄSIEDZTWIE PUSZCZY

Znaczenie Straży Hajnowskiej (późniejszej Hajnówki) znacząco wzrosło w drugiej połowie XVI w., kiedy razem z Puszczą Białowieską została włączona do tzw. dóbr królewskich stołowych (po łacinie bona mensae regiae), czyli zapewniających utrzymanie dworu. Dla rozwoju ośrodka ważny był przełom XIX i XX stulecia, gdy zbudowano linię kolejową i połączono Hajnówkę z Bielskiem Podlaskim i Białowieżą.

Nazywane bramą do puszczy miasto przyciąga wspaniałą przyrodą, bogatym dziedzictwem kulturowym pielęgnowanym przez pokolenia, specyficzną gwarą (połączenie języka polskiego, ukraińskiego i białoruskiego), lokalnymi przysmakami i ofertą dla rodzin z dziećmi. Bohater cyklu komiksów i książek dziecięcych, sympatyczny Żubr Pompik, którego wykreował urodzony w 1978 r. w Hajnówce Tomasz Samojlik, wprowadza najmłodszych w świat natury i uczy obcowania z nią. Znajdująca się na skraju Puszczy Białowieskiej, w Orzeszkowie, Chatka Baby Jagi zachwyci małych turystów. Dla dzieci przygotowano w niej specjalne warsztaty wprowadzające w świat magii i tajemnic. Sąsiaduje z nią Uroczysko Sosnówka, obiekt agroturystyczny, który wyróżnia się klimatem i architekturą. Warto odwiedzić także Park Miniatur Zabytków Podlasia na obrzeżach Hajnówki, gdzie zebrano makiety (wykonane w skali 1:25) najważniejszych zabytkowych obiektów architektonicznych województwa podlaskiego. W sezonie (od maja do końca września) można też przejechać się turystyczną kolejką wąskotorową w głąb puszczy (dłuższa z wykorzystywanych dwóch linii wiedzie z Hajnówki do położonej 11 km na południe miejscowości Topiło). Po trudach zwiedzania najlepiej zrelaksować się w nowoczesnym hajnowskim Parku Wodnym albo przekąsić co nieco w cenionej Piekarni „Podolszyńscy”. Słynie ona z wyśmienitego pieczywa, wypiekanego metodą tradycyjną i przygotowywanego bez użycia konserwantów i sztucznych barwników, a także doskonałych jagodzianek, ciast i przede wszystkim wybornego hajnowskiego marcinka, wielowarstwowego ciasta przekładanego kremem śmietanowym.

Perłą architektury sakralnej w Hajnówce jest Sobór Świętej Trójcy zbudowany w latach 1973–1992. Uwagę zwracają w nim zdobiony ceramiką ikonostas, polichromie (dzieło greckiego artysty Dymitriosa Andonopulosa) oraz panikadiło, czyli żyrandol w kształcie krzyża greckiego ozdobiony witrażami z Bogarodzicą i świętymi słowiańskimi. W maju każdego roku odbywa się tu Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej z udziałem chórów z całego świata.

Wielokulturowość miasta najłatwiej dostrzec w targową środę na hajnowskim rynku. Można tutaj zakupić lokalne ekologiczne produkty, spróbować tradycyjnego pieczywa, przetworów mlecznych, miodów oraz innych specjałów z okolicy Puszczy Białowieskiej. Okazją do zdecydowanie lepszego poznania regionu jest odbywający się w połowie lipca Jarmark Żubra – najważniejszy festiwal miejscowej kuchni i kultury, w którym uczestniczą wystawcy z Podlasia i zza wschodniej granicy.

W Hajnówce kupimy wiele naturalnych i niespotykanych nigdzie indziej produktów, wytwarzanych na bazie lokalnych surowców. Warto wśród nich wymienić pieczywo, sery (np. te z hajnowskiej mleczarni czy produkowane przez niezmiernie sympatycznego ojca Adama Lewczuka znakomite „Sery z Puszczy Białowieskiej”, dostępne także w Piekarni „Podolszyńscy”), ekologiczne zioła i herbatki, oleje czy piwa rzemieślnicze.

 

KRÓLESTWO ŁOSIA

Biebrzański Park Narodowy (utworzony w 1993 r.) to największy park narodowy w Polsce. Położony w dolinie Biebrzy, na terenie 14 gmin i 5 powiatów, ma powierzchnię 592,23 km², z czego 254,94 km² zajmują słynne Bagna Biebrzańskie, tutejszy najcenniejszy przyrodniczo ekosystem. W okolicy rzeki występuje wiele unikatowych gatunków roślin, ptaków i innych zwierząt. To raj dla ornitologów, ekologów, przyrodników oraz miłośników turystyki aktywnej. Wśród 293 gatunków zaobserwowanych tu ptaków można wyróżnić orlika grubodziobego, rzadką wodniczkę, cietrzewia, podróżniczka, dubelta, kszyka, kulika wielkiego czy bataliona, który znajduje się w logo parku. Region ten jest też największym w Polsce skupiskiem łosia (ok. 700 sztuk) oraz miejscem żerowania wielu ssaków: wilków, bobrów, rysiów, wydr.

Latem 1883 r. odpoczywała w tej okolicy w dworze Kępa Giełczyńska (położonym pomiędzy Narwią a Biebrzą) Maria Skłodowska-Curie. Dzisiaj park doceniają turyści z całego świata. Przebiega przez niego ok. 500 km szlaków turystycznych, ścieżki edukacyjne i przyrodnicze. Można go zwiedzać na rowerze, pieszo, kajakiem (droga wodna ma długość 140 km) lub konno.

Nieopodal parku znajduje się Twierdza Osowiec – rosyjska forteca z drugiej połowy XIX w., wpisana do rejestru zabytków. To najcenniejszy obiekt zabytkowy regionu obok Kanału Augustowskiego. Sławę przyniosła fortecy ponad półroczna obrona podczas I wojny światowej (w 1915 r.), a ponieważ nigdy nie została zdobyta, nazywana jest rosyjskim Verdun. Na terenie Fortu I (Centralnego) z inicjatywy Osowskiego Towarzystwa Fortyfikacyjnego powstało Muzeum Twierdzy Osowiec.

Zbudowana w XIX w. Carska Droga biegnąca od Niemna miała za zadanie połączyć poszczególne obiekty obronne położone nad Biebrzą i Narwią. Jej ok. 35-kilometrowy odcinek od miejscowości Osowiec-Twierdza do Laskowca przebiega przez Biebrzański Park Narodowy. Wzdłuż Carskiego Traktu można spotkać łosie lub lisy. Ptaki i inne zwierzęta najłatwiej obserwować z wież i tarasów widokowych np. w Goniądzu, na Bagnie Ławki albo w okolicy Czerwonego Bagna i Grzęd.

Na obrzeżach parku, w miejscowości Trzcianne, znajduje się prywatne Muzeum Biebrzańskie i Skansen Biebrzański prowadzone przez Krzysztofa Kawenczyńskiego. W Kapicach działa jedyne w swoim rodzaju ekomuzeum Wilcze Wrota, poświęcone wilkom. Jego właściciele, Anna i Andrzej Mydlińscy, organizują warsztaty edukacyjne dla młodzieży oraz grup biznesowych. Ich uczestnicy wcielają się w poszczególne role wilków w watasze. W trakcie trwania warsztatów można dowiedzieć się, czy szef powinien krzyczeć na pracowników, czy podlizywanie się szefostwu ma sens, czy samcem alfa rodzi się czy zostaje, co dzieje się z osobnikiem, który opuścił watahę. Na te i dziesiątki innych pytań związanych z wilczymi i korporacyjnymi zachowaniami uczestnicy otrzymują odpowiedź w jednym z najdzikszych zakątków świata polskiej przyrody.

W tym regionie warto też zajrzeć do Muzeum Lipskiej Pisanki i Tradycji w Lipsku, zobaczyć najstarszą drewnianą budowlę sakralną na Podlasiu (ukończoną w 1610 r.) – Kościół św. Anny w Kamiennej Starej oraz odwiedzić Goniądz wzmiankowany już w sierpniu 1358 r. Można również wybrać się na spływ tratwą biebrzańską lub wziąć udział w jednej z miejscowych imprez, takich jak Biebrzańskie Targi Wytwórczości i Sztuki Ludowej „Sto pomysłów dla Biebrzy” (organizowane w długi weekend majowy i pod koniec sierpnia) czy Mistrzostwa Świata w Koszeniu Bagiennych Łąk dla Przyrody „Biebrzańskie Sianokosy” (odbywające się na początku września).

 

POLSKA AMAZONIA

Narwiański Park Narodowy (prawie 70 km2 powierzchni) nie bez powodu nazywany jest polską Amazonią. Magię tego miejsca najlepiej oddaje widok doliny Narwi z lotu ptaka. Na odcinku pomiędzy Surażem a Rzędzianami rzeka tworzy system wielokorytowy charakteryzujący się siecią łączących się i rozdzielających koryt.

Obszar parkowy można przemierzać kajakiem lub drewnianą łodzią pychówką. To raj dla ornitologów, wędkarzy i przyrodników. Występują tutaj 203 gatunki ptaków (okresowo bądź na stałe), np. batalion, bąk, zielonka, bocian czarny, bielik, derkacz czy wodniczka. Symbolem parku jest błotniak stawowy gniazdujący w trzcinowiskach. W wodach Narwi żyje 25 gatunków ryb. W okolicy dominują tereny otwarte – szuwary trzcinowe i turzycowe. Spośród występujących tu roślin chronionych warto wymienić takie jak fiołek torfowy, turzyca strunowa, czarcikęsik Kluka, kosaciec syberyjski, goździk pyszny czy rosiczka okrągłolistna. Zimą na tych terenach w miejscach do tego wyznaczonych można łowić ryby. Dolina Narwi jest także szlakiem migracyjnym dużych ssaków kopytnych, m.in. łosi, saren i dzików. Siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego znajduje się w XIX-wiecznym dworze w Kurowie, który otacza zabytkowe założenie parkowe.

Najlepszy sposób zwiedzania regionu stanowi korzystanie ze ścieżek przyrodniczych (np. „Kładka wśród bagien”) lub szlaków wodnych. Najcenniejsze przyrodniczo fragmenty Narwi zobaczymy podczas wyprawy trasą edukacyjną „Kajakiem wokół Kurowa”. Warto przy okazji wybrać się na jedno z lokalnych wydarzeń – Biesiadę Miodową w Kurowie, która odbywa się w ostatni weekend sierpnia, czy Dzień Ogórka w Kruszewie (na początku września).

 

 

WISZĄCA DOLINA

Suwalski Park Krajobrazowy (najstarszy tego typu park w Polsce, utworzony w 1976 r.) zachwyca polodowcowym krajobrazem morenowych wzgórz, jezior, dolin rzecznych i głazowisk. Jednym z najciekawszych miejsc jest w nim dolina Czarnej Hańczy. Na jej stosunkowo niewielkim obszarze wykształciły się niemal wszystkie formy polodowcowej rzeźby terenu. Wśród nich najbardziej intrygujące są oz turtulski i dolina zawieszona Gaciska (sucha dolina rzeczna, której dno leży na wysokości 10 m nad poziomem rzeki Czarna Hańcza). Hańczę, najgłębsze jezioro w Polsce (ok. 106 m), upodobali sobie szczególnie nurkowie. Bardzo czysta, przezroczysta woda i brzegi wyścielone ogromną ilością głazów narzutowych czynią to miejsce naprawdę wyjątkowym. Nie sposób nie zauważyć tu stożka Góry Cisowej (256 m n.p.m.) – najbardziej charakterystycznego wzniesienia Suwalszczyzny. Zachwyca też unikatowa flora i fauna. Poddasze drewnianego Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Jeleniewie zamieszkuje nietypowy dla Polski nietoperz nocek łydkowłosy.

Osoby zainteresowane historią dawnych mieszkańców tych ziem – Jaćwingów (X–XIII w.) – powinny wybrać się do Izby Pamięci Jaćwieskiej w Szurpiłach oraz na pobliską Górę Zamkową (228,1 m n.p.m.), gdzie znajdował się kiedyś gród obronny, najprawdopodobniej największy kompleks jaćwieski w czasach średniowiecznych. Niezwykły krajobraz Suwalszczyzny był również plenerem filmowym produkcji Pan Tadeusz (1999) w reżyserii Andrzeja Wajdy. Od mickiewiczowskiej epopei wziął swoją nazwę punkt widokowy „U Pana Tadeusza” (225 m n.p.m.) usytuowany w Smolnikach.

W sąsiedztwie Suwalskiego Parku Krajobrazowego, w rejonie Góry Jesionowej (252 m n.p.m.), znajduje się Wojewódzki Ośrodek Sportu i Rekreacji Szelment. W tym nowoczesnym kompleksie sportowym w zimie można korzystać z ośmiu wyciągów i dziesięciu tras narciarskich, naturalnego lodowiska i snowparku. Latem udostępnia się tu wyciąg do nart wodnych (o długości 1 km), park linowy ze ścianką wspinaczkową i 18-dołkowe pole do minigolfa.

 

WŚRÓD JEZIOR

Położony w północnej części Puszczy Augustowskiej, w samym sercu Suwalszczyzny Wigierski Park Narodowy jest jednym z największych w Polsce (ma powierzchnię ponad 150 km²). Na części spośród 42 tutejszych jezior, w tym największym z nich, czyli Wigrach (niemal 22 km²), można uprawiać turystykę aktywną. W okolicy występuje blisko 200 gatunków ptaków, w tym mewa śmieszka, gągoł, kaczka krzyżówka i bielik, oraz wilki, łosie, jelenie i bobry, a także rzadkie gatunki storczyków.

                Jedną z największych atrakcji Wigierskiego Parku Narodowego jest najdłuższa rzeka Suwalszczyzny – Czarna Hańcza (142 km, w tym w Polsce 108 km, a reszta na Białorusi). Do najpopularniejszych szlaków kajakowych w naszym kraju należy ten prowadzący z Wigier przez Czarną Hańczę i Kanał Augustowski. Spływy na terenie parku mogą być organizowane od 1 maja do 31 października.

                Na zainteresowanie zasługuje położony w miejscowości Wigry dawny klasztor kamedulski. Kameduli osiedlili się tutaj w 1668 r. Papież Jan Paweł II zatrzymał się w tym malowniczym miejscu podczas swojej pielgrzymki w czerwcu 1999 r. Obecnie w klasztorze można zwiedzać apartamenty papieskie, a eremy, czyli domy pustelników, są dostępne dla turystów jako baza noclegowa.

Wzdłuż południowo-zachodniego brzegu Wigier jeździ Wigierska Kolej Wąskotorowa (na trasie o długości 10 km, między miejscowościami Płociczno-Tartak i Krusznik). W sezonie (od maja do września) odbywają się rejsy statkiem Tryton. Jezioro można podziwiać z platformy widokowej usytuowanej za leśniczówką w Bryzglu lub z największej wyspy na nim – Ostrowa (38,5 ha). Zwiedzanie Wigierskiego Parku Narodowego najlepiej zacząć od siedziby dyrekcji w Krzywem. Tu znajduje się centrum informacji turystycznej i wystawa przyrodnicza Nad Wigrami. Przy pobliskiej leśniczówce zorganizowano ekspozycję etnograficzną Ocalić od zapomnienia. Zimą można w parku uprawiać narciarstwo biegowe na wytyczonych trasach w Krzywem i na Słupiu, jeździć na łyżwach i ślizgać się bojerem, łowić ryby w przerębli lub skorzystać z jednego z pobliskich ośrodków narciarskich.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Artykuły wybrane losowo

Ukryte oblicza Indii

PAWEŁ SKAWIŃSKI

autor książki Gdy nie nadejdzie jutro

 

<< Żeby zrozumieć wielką różnorodność Indii, trzeba pojechać w Himalaje, wybrać się na trekking przez deszczowy, zielony Sikkim, spalony słońcem, pustynny Ladakh i żyzny, szafranowy Kaszmir. Odpowiedź na pytanie, co – mimo aż tylu rzucających się w oczy różnic – łączy mieszkańców tego fascynującego kraju, można znaleźć również na dalekim południu Półwyspu Indyjskiego – w iście baśniowej Kerali. >>

Hindusi wierzą, że ich bogowie wybrali Himalaje na swoją siedzibę. Tu mieszka Śiwa z małżonką Parwati („górską boginią”), tutaj bierze swój początek święty Ganges. W tym rejonie rozpowszechnił się głównie buddyzm, ale wciąż silny jest też hinduizm oraz islam. Wyznawcy tych trzech religii na przestrzeni wieków toczyli zaciekłe boje o najwyższe góry świata.

Więcej…

Gwatemala – serce świata Majów

HANNA BORA

www.sledznas.pl

<< Gwatemala to z pewnością jeden z najciekawszych krajów Ameryki Centralnej. Zachwyca wielką różnorodnością. Można tu zagubić się w bujnym tropikalnym lesie podczas odkrywania pozostałości cywilizacji Majów, wspinać się na majestatyczne wulkany, kąpać się w turkusowych wodospadach, odwiedzać kolonialne miasta i kolorowe targi. Nic dziwnego, że to miejsce staje się coraz bardziej popularnym celem podróży dla turystów z całego świata. Zdecydowanie warto wybrać się do Gwatemali. >>

 

Wzniesiony pod koniec XVII stulecia Łuk Świętej Katarzyny w mieście Antigua

© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

Ten kraj graniczy z Meksykiem, Belize, Hondurasem i Salwadorem. Ma wybrzeże zarówno nad Morzem Karaibskim, jak i nad Pacyfikiem. Przez terytorium Gwatemali przebiega łańcuch Kordylierów Południowych z licznymi wulkanami.

Nasza wyprawa do tej części Ameryki Centralnej była niezapomnianym przeżyciem. Czas spędzaliśmy na trekkingach i wycieczkach do gwatemalskich cudów natury. Z zainteresowaniem poznawaliśmy też miejscową kulturę – podziwialiśmy pozostałości cywilizacji Majów i odkrywaliśmy zwyczaje ich potomków.

 

WYBUCHOWA NOC

Jest chłodna noc. Kulimy się w naszych śpiworach w namiocie. Na szczęście mamy ze sobą jeszcze koc. Po zachodzie słońca temperatura znacząco spadła. Zerkam na zegarek. Jest dopiero 21.00, do pobudki pozostało ponad 7 godz. Staram się zasnąć. Jednak kiedy tylko zapadam w sen, wyrywa mnie z niego potężny huk. Potem jeszcze przez dłuższą chwilę słychać spadające kamienie. Tej nocy powtórzy się to kilka razy.

Przed naszym namiotem co kilkadziesiąt minut rozgrywa się niesamowite widowisko. Mamy świetny widok na szalejący Wulkan Ognia (Volcán de Fuego, 3763 m n.p.m.) – najbardziej aktywny w Ameryce Centralnej i jeden z niemal 40 znajdujących się w Gwatemali. To niezwykłe doświadczenie. Zanim położyliśmy się spać, wpatrywaliśmy się zahipnotyzowani w gęste obłoki dymu i rozżarzone strumienie lawy spływające po zboczach. Potęga natury jednocześnie przeraża i zachwyca. Trudno od tego spektaklu oderwać wzrok.

Budzimy się o 4.00. Zziębnięci próbujemy ogrzać się kawą przy ognisku. Przed nami ostatni odcinek szlaku na wulkan Acatenango. Spieszymy się, żeby zobaczyć z jego szczytu wschód słońca. Drogę już znamy. Poprzedniego dnia dotarliśmy do naszego obozowiska wczesnym popołudniem i postanowiliśmy wejść na wierzchołek na zachód słońca. Tym razem jednak idzie się trudniej. Panuje zupełny zmrok rozświetlany jedynie światłem naszych czołówek. Przystajemy, kiedy słyszymy głośniejsze pomruki wulkanu, żeby nie ominąć kolejnego wybuchu. Po nieprzespanej nocy bardziej dokucza nam wysokość. Wspinamy się na 3976 m n.p.m.

Gwiazdy powoli bledną i robi się coraz jaśniej. Niebo zaczyna się mienić kolorami. Pomiędzy chmurami przebłyskują światła okolicznych miast. Do wierzchołka niewiele nam już brakuje. Na szczycie spotykamy inne grupy turystów. Poprzedniego wieczoru byliśmy tu sami. Teraz jednak chętnych do podziwiania tego niezwykłego spektaklu jest znacznie więcej. Obecnie dla wielu osób ta nocna wędrówka to największa atrakcja Gwatemali, a w pobliskiej Antigui działa kilkanaście agencji organizujących grupowe trekkingi. Można też dojechać do wioski La Soledad i w niej znaleźć lokalnego przewodnika lub wybrać się w góry samemu, o ile ma się odpowiednie doświadczenie w wyprawach wysokogórskich.

Wschód rzeczywiście jest spektakularny. Słońce wstaje nad kolejnym szczytem – Wulkanem Wody (Volcán de Agua, 3760 m n.p.m.). Jego promienie tańczą pomiędzy chmurami i dodają kolorom ciepła. Fuego wciąż wykazuje aktywność i wypuszcza spore kłęby dymu. Nie musimy się nigdzie spieszyć, więc spokojnie obchodzimy krawędź krateru, podziwiając widoki. Przed nami rozciągają się łańcuchy górskie, leżą jeziora, miasta i mniejsze wioski. W pewnym momencie możemy nawet dostrzec imponujący cień wulkanu. Poza nami nie ma już prawie nikogo. Jest naprawdę magicznie.

Schodzimy też do środka krateru, gdzie znajduje się nieduża, prosta chata. Niewielkie refugio („schronisko”) imienia doktora Axela Carranzy zbudowano tutaj w 2017 r. po tym, jak sześcioro turystów (w tym wspomniany gwatemalski chirurg) zginęło na wulkanie z powodu nagłego załamania pogody. Warunki tego dnia były fatalne – opowiada nam Alberto, spotkany na górze lokalny przewodnik. Radziliśmy im, żeby zawrócili, ale nie chcieli zrezygnować. Wieczorem zerwał się silny wiatr, który porwał ich namioty. Temperatura spadła poniżej zera i większość z nich zmarła z wyziębienia. Mamy nadzieję, że nigdy więcej nie dojdzie do takiej tragedii. Słuchamy jego słów w milczeniu i przyglądamy się tablicom pamiątkowym. Góry są nieprzewidywalne i uczą człowieka pokory.

W drodze powrotnej z wulkanu ekscytacja powoli ustępuje w nas miejsca zmęczeniu. Napakowane ciepłymi ubraniami plecaki ciążą, mięśnie zaczynają się buntować. Zejście zawsze wydaje nam się bardziej monotonne i mozolne, nawet jeśli trwa krócej. Mijamy liczne grupy turystów wdrapujących się na szczyt. Niektórzy wypytują nas o wrażenia. Potwierdzamy, że Wulkan Ognia jest bardzo aktywny i można liczyć na pokaz naturalnych fajerwerków. Sami marzymy już tylko o tym, żeby się położyć i odpocząć.

 

MIASTO W CIENIU WULKANÓW

Na odpoczynek ruszamy do dawnej stolicy hiszpańskiej kolonii Capitanía General de Guatemala (z lat 1540–1776). Antigua (Antigua Guatemala) sprawia wrażenie, jakby czas się w niej zatrzymał. Niska zabudowa, brukowane uliczki, kolonialne budynki w różnych kolorach i dachy pokryte czerwoną dachówką zachwycają turystów. Poza tym rozpościerają się stąd wspaniałe widoki na trzy wulkany: Ognia, Wody i Acatenango. To malownicze położenie dodaje miastu uroku, ale bywało też źródłem nieszczęść. Antigua była wielokrotnie nękana przez trzęsienia ziemi. W 1773 r. została zniszczona niemal doszczętnie, a trzy lata później zarządzający kolonią zadecydowali o przeniesieniu stolicy. Śladami po tym dramatycznym wydarzeniu są liczne ruiny barokowych kościołów. Ich popękane mury przypominają o nieustannym zagrożeniu.

Na spacer po mieście najlepiej wybrać się rano, kiedy ulice wciąż pozostają puste i dopiero budzą się do życia. Łatwiej wtedy wypatrzyć najbardziej klimatyczne zaułki i detale, które składają się na wyjątkowy charakter tego miejsca. Dzień zaczynamy od typowego gwatemalskiego śniadania – desayuno chapín („śniadania mistrzów”). Na stole pojawiają się: jajecznica, pasta z czerwonej fasoli, smażone banany, plasterki awokado, kawałek białego sera i oczywiście tortille – bez nich w Gwatemali nie ma posiłku. Nie sposób się nie najeść. Do tego wypijamy czarną kawę. W końcu to główny towar eksportowy kraju. Niestety, ta podawana w ulicznych jadłodajniach lub na targu zazwyczaj nie jest zbyt mocna.

Po dodającym mnóstwa energii posiłku włóczymy się wąskimi uliczkami i obserwujemy życie mieszkańców, którzy powoli gromadzą się na licznych placach. Z zachwytem patrzymy na tradycyjne, niezwykle kolorowe stroje kobiet. Kierujemy się w stronę żółtego Łuku Świętej Katarzyny (Arco de Santa Catalina). To najbardziej charakterystyczny punkt miasta i jedna z wizytówek Gwatemali. Kawałek za nim znajduje się piękny barokowy Kościół Miłosierdzia (Iglesia de la Merced) ukończony w 1767 r. Siadamy na ławce i przypatrujemy się misternym, białym zdobieniom. Zaraz obskakuje nas grupka dzieciaków próbujących sprzedać nam plecione bransoletki, kolorowe torebki i zabawki. Grzecznie odmawiamy, ale młodzi handlarze nie dają za wygraną i wpatrują się w nas dużymi, ciemnymi oczami. Trudno się nie złamać.

Obowiązkowym punktem na trasie zwiedzania Antigui jest Wzgórze Krzyża (Cerro de la Cruz). Prowadzi na nie rząd schodów, ale na górę można wjechać też taksówką lub samochodem. Kilka lat temu to miejsce nie cieszyło się najlepszą sławą. Podobno zdarzały się tu napady na turystów. Obecnie od rana do zmierzchu patrole policyjne pilnują porządku w okolicy. Na wzgórzu jest spokojnie, spotyka się na nim sporo zakochanych par wymieniających czułości i rodzin z dziećmi. Z Cerro de la Cruz rozciąga się imponująca panorama miasta z Wulkanem Wody w tle. Dopiero stąd widać idealny plan ulic układających się w szachownicę. W środkowym punkcie znajduje się Park Centralny (Parque Central) otoczony najważniejszymi budynkami i przytulnymi kawiarniami. Oglądanie Antigui ze wzgórza to idealne uzupełnienie zwiedzania. Rozpoznajemy odwiedzone wcześniej miejsca i odnajdujemy te, które przez przypadek ominęliśmy.

Pomimo zniszczeń miasto zdołało zachować swój unikatowy, kolonialny charakter. W 1979 r. zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Obecnie Antigua jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc nie tylko w Gwatemali, ale i całej Ameryce Centralnej. Wielu turystów postanawia zatrzymać się w niej na dłużej. Nie brakuje tu eleganckich hoteli z pięknymi dziedzińcami, budżetowych hosteli, szkół językowych, sklepów z pamiątkami i organiczną żywnością. Mamy wrażenie, że wymyślnych restauracji działa w mieście znacznie więcej niż tanich jadłodajni. Osobom zainteresowanym lokalnym kolorytem polecamy wizytę na głównym targowisku. Tuż za nim znajduje się dworzec, gdzie możemy zobaczyć swoistą wystawę kolejnego symbolu Gwatemali. Lśniące i jaskrawo pomalowane chicken busy są nieodłącznym elementem krajobrazu tego kraju. To stare szkolne autobusy z USA, które otrzymały szansę na nowe życie i sprawdzają się na najtrudniejszych drogach Ameryki Centralnej. Nie sposób ich nie zauważyć. Mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Kierowcy wykazują się dużą kreatywnością przy dekorowaniu swoich wehikułów. Często też nadają im imiona, polecają opiece świętych i opatrzności Bożej.

Przejażdżka takim pojazdem to prawdziwa przygoda. Pasażerowie upychani są do granic możliwości, nie zdarza się, żeby dla kogoś zabrakło miejsca. Bagaże i wszelkiego rodzaju pakunki lądują na dachu. Niektórzy przewożą też zwierzęta, głównie kury. Właśnie stąd najprawdopodobniej wzięła się popularna, angielska nazwa. Kiedy nieustraszony kierowca mknie po górskich serpentynach, jego pomocnik wykrzykuje nazwę docelowego miasta, aby wyłapać kolejnych podróżnych. Wtóruje mu donośnie klakson. Czas przejazdu umilają pasażerom ulubione piosenki kierowcy (puszczane z głośników najgłośniej jak się da) oraz niekończące się korowody sprzedawców oferujących przekąski, napoje i masę niepotrzebnych przedmiotów wszelkiej maści.

 

Stożek aktywnego wulkanu Acatenango nocą

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

NAJPIĘKNIEJSZE JEZIORO ŚWIATA

Jeszcze zanim wyjechaliśmy z Antigui nad jezioro Atitlán, zdążyliśmy wiele o tym miejscu usłyszeć. Na cały świat rozsławił je angielski pisarz Aldous Huxley, autor wydanej w 1932 r. powieści Nowy wspaniały świat. To właśnie on stwierdził, że jest najpiękniejszym jeziorem na ziemi i tę opinię do dziś powtarzają niemal wszystkie przewodniki i foldery turystyczne. Od wielu osób słyszeliśmy o malowniczym położeniu, kolorowych majańskich wioskach rozsianych wzdłuż brzegów i niezwykłej energii, która nie pozwala szybko stąd wyjechać. Zazwyczaj podchodzimy do takich zachwytów sceptycznie. Pozwala nam to uniknąć zbędnych rozczarowań. Jednak już na krętej, prowadzącej stromo w dół drodze zaczęliśmy rozumieć, skąd wzięły się te entuzjastyczne oceny. Chcąc nie chcąc, sami ulegliśmy w końcu magii tego miejsca.

Na czym polega urok tej okolicy? Na ten temat krąży wiele legend. Według jednej z nich w czasach konkwisty hiszpański żołnierz zakochał się w pięknej majańskiej dziewczynie, którą ujrzał nad brzegiem jeziora. Niestety, jego wybranka nie zwracała na niego uwagi. Wybrał się więc do lokalnej szamanki z prośbą o pomoc. Otrzymał od niej pierścień i zapewnienie, że jeśli dziewczyna go założy, jej serce będzie należało do niego. Tak rzeczywiście się stało. Choć zakochana para spotykała się potajemnie, wkrótce o związku dowiedział się dowódca oddziału i wpadł w szał. Swojego podwładnego wtrącił do więzienia, a dziewczynę skazał na śmierć. Tuż przed egzekucją zauważył na jej dłoni pierścień. Postanowił go zatrzymać. Po kilku dniach zaczął jednak odczuwać niepokojące przywiązanie do niepokornego żołnierza. Nie potrafił nad nim zapanować. Którejś nocy wypłynął łódką na środek jeziora i wyrzucił pierścień do wody. Od tej pory Atitlán rzuca czar na każdego, kto na nie spojrzy.

Jezioro leży na wysokości ponad 1500 m n.p.m. i wypełnia rozległą kalderę, która powstała w wyniku wybuchu wulkanu ok. 85 tys. lat temu. Ma powierzchnię 130 km2. Otaczają je góry i trzy wulkaniczne szczyty: Atitlán (3537 m n.p.m.), Tolimán (3158 m n.p.m.) i San Pedro (3020 m n.p.m.). Głównym miasteczkiem w okolicy jest Panajachel (w skrócie Pana). W latach 60. XX w. upodobali je sobie hippisi. To najłatwiej dostępne, ale też najbardziej turystyczne miejsce w tym rejonie. Wystarczy jednak wsiąść w wodną taksówkę, aby przenieść się do jednej ze spokojniejszych miejscowości. San Pedro La Laguna cieszy się popularnością wśród osób młodych. Można znaleźć tutaj najtańsze noclegi, szkoły języka hiszpańskiego oraz wiele restauracji i barów czynnych do późna. San Juan La Laguna przyciąga artystów, a San Marcos La Laguna – praktykujących jogę i medytację. Warto wybrać się też do miasta Santiago Atitlán, gdzie można odwiedzić lokalny targ, a także majańskiego boga Maximóna. To nieoficjalny gwatemalski święty, którego drewnianą figurę przyozdabia bandana i kapelusz. Wiele osób zwraca się do niego z prośbami, a w zamian za ich spełnienie zostawia mu pieniądze, alkohol lub papierosy. Atitlán to świetne miejsce na spotkanie z kulturą i tradycjami współczesnych Majów.

Osoby zafascynowane dawnym majańskim imperium powinny zajrzeć pod wodę. W 1996 r. biznesman i nurek Roberto Samayoa natknął się w jeziorze na nietypowe znalezisko. Odkrył podwodne miasto – prawdziwą Atlantydę Majów. Nazwał je Samabaj. Początkowo nikt mu nie wierzył. Po pewnym czasie jednak okazało się, że jego odkrycie jest unikatowe na skalę całej Mezoameryki. Rozpoczęto więc prace archeologiczne. Na ich podstawie badacze doszli do wniosku, że wcześniej była tu niewielka wyspa, która została zatopiona ok. 2 tys. lat temu w wyniku naturalnej katastrofy, takiej jak wybuch wulkanu.

 

TARGOWISKO RÓŻNOŚCI

W niedzielę wybieramy się do Chichicastenango. Leży zaledwie godzinę drogi od jeziora. Na pierwszy rzut oka miasto nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jednak dwa razy w tygodniu – w czwartki i niedziele – jego ulice wypełniają się gwarem, kolorami i zapachami, gdy zamieniają się w ogromne targowisko. Można tutaj kupić wszystko. Stragany uginają się od towarów, na wieszakach powiewają pięknie haftowane bluzki (huipiles). Do tego aż roi się od barwnych chust, pasów, toreb i plecaków, wszelkiego rodzaju figurek, obrazków… Łatwo dostać oczopląsu od tych wszystkich kolorów. Targ w Chichi przyciąga jak magnes turystów poszukujących pamiątek z podróży. Z tego względu ceny często są na nim dość mocno zawyżone i trzeba się targować. Targowisko ma jednak też swoją mniej turystyczną stronę – pojawiają się na nim liczne stoiska z warzywami, owocami, ziołami i przyprawami, na których zaopatrują się mieszkańcy okolicznych wiosek.

W samym sercu miasteczka znajduje się Kościół św. Tomasza z Akwinu (Iglesia de Santo Tomás de Aquino). Prowadzi do niego 18 stopni. Zanim na te tereny przybyli Hiszpanie, były to schody majańskiej świątyni. Każdy stopień symbolizuje jeden miesiąc z kalendarza Majów. Nawet dziś można na nich spotkać lokalnych szamanów odprawiających tradycyjne rytuały. Schody okupują również kobiety sprzedające kwiaty, które wierni składają w ofierze. Wszędzie unosi się zapach kadzidła. Choć z zewnątrz kościół nie różni się specjalnie od innych katolickich świątyń, obrzędy odprawiane w środku zupełnie nie przypominają tych powszechnie znanych. Wnętrze jest ciemne, oświetlone jedynie wątłymi płomieniami świeczek. Słyszymy ludzi mruczących modlitwy. Przyglądamy się z zafascynowaniem. Turyści są w kościele mile widziani. Pod żadnym pozorem jednak nie można w nim robić zdjęć.

 

Naturalne turkusowe baseny tworzące niezwykły wodospad Semuc Champey

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

DACH AMERYKI CENTRALNEJ

Kolejnym przystankiem na naszej trasie jest drugie największe miasto Gwatemali – Quetzaltenango, znane też jako Xelajú lub Xela. Nie wygląda ono tak ładnie i fotogenicznie jak Antigua. Spotyka się też w nim zdecydowanie mniej turystów. Nam jednak się tutaj podoba. Włóczymy się bez celu ulicami i zaglądamy na miejscowy targ. Na obiad wstępujemy do gwarnej jadłodajni, gdzie podaje się głównie kurczaka w przeróżnej postaci. Między stołami biegają psy czyhające na smaczne kąski. Najwięcej czasu spędzamy na… cmentarzu. Jest ogromny – przypomina miasto w mieście, barwne i malowniczo otoczone wulkanami. Nie brakuje na nim dostojnych, marmurowych grobowców, w których spoczywają najważniejsze lokalne osobistości. Najwięcej tu jednak wielopiętrowych, kolorowych krypt.

W mieście nie zostajemy długo. Wyruszamy na kolejny wulkan. Wznoszący się na 4220 m n.p.m. Tajumulco to najwyższy szczyt nie tylko Gwatemali, ale i całej Ameryki Centralnej. Trasa nie jest trudna i spokojnie można ją pokonać w obie strony w jeden dzień. Postanawiamy jednak spędzić noc na szczycie, żeby obejrzeć z niego zachód i wschód słońca. Mamy namiot, karimaty, śpiwory i sporo ciepłych ubrań. Początkowy odcinek stanowi monotonna, brukowana droga. Jesteśmy na trasie sami. Gdy przechodzimy wzdłuż pól kukurydzy, spotykamy miejscową rodzinę. Pozdrawiają nas życzliwie i życzą powodzenia. Ścieżka powoli zaczyna się piąć w górę. Szlak nie jest oznaczony. Kilka razy z niego zbaczamy i przedzieramy się przez krzaki. Trudno jednak byłoby się tutaj zgubić. Cały czas widzimy wyraźnie przed sobą wierzchołek wulkanu.

Na szczyt docieramy po 5 godz. Jesteśmy zmęczeni i lekko rozczarowani, bo wręcz toniemy w chmurach. Z pięknych widoków nici. Rozstawiamy namiot i przez chwilę walczymy z pokusą, żeby zaszyć się w środku i odpocząć. Na szczęście zwycięża nasza silna wola. Tuż przed zachodem słońca część chmur się rozchodzi i możemy podziwiać cały łańcuch wulkaniczny Gwatemali. Po chwili słońce zaczyna opadać coraz niżej, a niebo rozpalają odcienie czerwieni. Jak zauroczeni wpatrujemy się w magiczny spektakl natury.

Kryzys przychodzi nocą, kiedy zaczynamy odczuwać skutki braku aklimatyzacji. Organizm się buntuje. Głowa pulsuje i nie daje zasnąć. Po kilku godzinach przerywanego snu budzą nas głosy przed namiotem. Okazuje się, że tego dnia na wulkan wybrała się też spora grupa prowadzona przez organizację Quetzaltrekkers. Trzęsąc się z zimna, zbieramy się na wschód słońca. Niestety, nie jest już tak spektakularny jak zachód.

 

OAZA W ŚRODKU TROPIKALNEGO LASU

Po zdobyciu dachu Ameryki Centralnej należy nam się odpoczynek. Możemy wybrać się na wybrzeże Pacyfiku, wyruszamy jednak nad wodospad Semuc Champey. Turkusowe kaskady otoczone gęstym lasem tropikalnym wydają nam się bardziej atrakcyjne niż plaża i palmy. Jedynym wyzwaniem jest dojazd. Ten cud natury znajduje się w odległym rejonie (w departamencie Alta Verapaz), a prowadząca do niego kręta, wyboista droga przecina serpentynami góry. Dla nas brzmi to zachęcająco. Ruszamy w stronę miasta Cobán. Po godzinie jazdy utykamy w sznurze samochodów. Dalej nie dojedziecie – informuje nas jeden z czekających kierowców. Droga jest zamknięta przez protesty. Otworzą ją dopiero po południu. Tego nie przewidzieliśmy. Staramy się rozeznać w sytuacji – może znajdziemy jakiś objazd? Miejscowi kręcą głowami. Nie mamy szans przejechać, wszystko jest poblokowane. Pozostaje nam czekać. W centrum wydarzeń znajduje się kilkunastoosobowa grupa z megafonem. Wytykają władzom pazerność i korupcję. Przyglądamy się protestującym i czytamy hasła z ich żądaniami. Są przyjaźnie nastawieni, uśmiechają się. Podpytują nas o Polskę i opowiadają o swojej sytuacji. Bardzo dużo płacimy za prąd. Nie powinno tak być! – słyszymy od kilku osób. Niektórzy mówią nam jednak, że protesty są ustawione, a mieszkańcy wiosek otrzymują wynagrodzenie za blokowanie dróg. Za to my tracimy przez nich pieniądze, bo nie dowieziemy towarów na czas – narzeka jeden z mężczyzn.

Po 14.00 droga zostaje w końcu odblokowana. Ruszamy dalej. Krajobrazy wokół nas stają się coraz bardziej imponujące. Przejeżdżamy przez porośnięte gęstą zielenią góry. Zabudowań jest znacznie mniej. Z oddali dociera do nas huk rzeki Cahabón. Przepływa przez okoliczne doliny, aż nagle znika pod naturalnym wapiennym mostem. Na jego powierzchni powstały baseny wypełnione krystalicznie czystą wodą, która przelewa się między nimi, tworząc dziesiątki strumieni i wodospadów. Tak właśnie wygląda Semuc Champey. Najładniej prezentuje się z góry. Wchodzimy w głąb tropikalnego lasu i wspinamy się stromą ścieżką na punkt widokowy. W powietrzu unosi się wilgoć. Choć trasa nie jest ani specjalnie trudna, ani długa, pot leje się z nas strumieniami. Nie możemy się już doczekać chwili, gdy zanurzymy się w przejrzystej wodzie. W basenach można spędzić cały dzień na przepływaniu z jednego do drugiego, korzystaniu z naturalnych zjeżdżalni i skakaniu z wysokich półek skalnych. To prawdziwa oaza i idealne miejsce na odpoczynek.

 

Świątynia II (Świątynia Masek) w dawnym majańskim mieście Tikal

©© JACEK ŚLEDZIŃSKI/WWW.SLEDZNAS.PL

 

ŚLADAMI MAJÓW

Gwatemala to dawne serce imperium Majów. Porośnięta gęstym lasem nizina Petén położona na północy kraju zajmuje mniej więcej 33 proc. jego powierzchni. Jednocześnie stanowi najrzadziej zaludniony gwatemalski region. To właśnie tutaj ukryte są ruiny dawnych miast. Najsłynniejszym z nich jest Tikal. Turystów wpuszcza się na jego teren od godziny 6.00. Wstajemy jeszcze przed wschodem słońca, żeby zdążyć przed większymi grupami odwiedzających. Gęsty las powoli budzi się do życia. Ciszę rozdzierają głośne wołania wyjców. Najpierw kierujemy się do Świątyni IV (Świątyni Dwugłowego Węża) – najwyższej, na którą można się wspiąć (prawie 70 m). Wpatrujemy się w kolejne piramidy wyłaniające się pomiędzy koronami drzew. Wciąż spowite są poranną mgłą, która jeszcze nie zdążyła opaść.

Tikal uważany jest za ważny ośrodek dawnego państwa Majów. Okres jego największego rozkwitu przypadł na VII–VIII w. Co ciekawe, już niecałe 200 lat później z nieznanych przyczyn miasto zostało opuszczone i zapomniane. Dopiero w XVII stuleciu odkryli je hiszpańscy misjonarze. Jego centrum zajmuje Wielki Plac (Gran Plaza) ze słynną Świątynią Wielkiego Jaguara (Świątynią I) i zabudowaniami Akropolu. Kontynuujemy spacer między ruinami i docieramy do placu o wymownej nazwie Zaginiony Świat (Mundo Perdido). Kompleks obejmuje kilka świątyń. Dawniej prowadzono tu także obserwacje astronomiczne. Przysiadamy na kamiennych stopniach i wsłuchujemy się w szept historii. Choć Tikal to niewątpliwie jedna z największych atrakcji turystycznych Gwatemali, w niektórych miejscach jesteśmy sami. Towarzyszą nam jedynie dzikie zwierzęta takie jak zabawne ostronosy, małpy czepiaki i różne gatunki egzotycznych ptaków.

 

Wydanie Wiosna 2018

 

Peru i Boliwia – esencja kontynentu

ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

Więcej…