SYLWIA JEDLAK-DUBIEL
<< „Tu królów i książąt Polskich narodziny (…). Tu całego ich rodu popioły, wielkim nakładem w okazałych złożone grobowcach. Tu dla dogody i sposobności miejsca najznakomitszy zamek Polaków i stolica, tak królów jak kapłanów uzacniona siedzibą.” – pisał w XV w. kanonik krakowski Jan Długosz w swoich „Rocznikach”. Nietrudno zgadnąć, że wychowawca synów Kazimierza IV Jagiellończyka opisywał w ten sposób Kraków, największy i najważniejszy za jego czasów ośrodek całego państwa, a także centrum Małopolski. Minęło kilka wieków, a miasto nadal dumnie reprezentuje tę piękną krainę historyczną, dziś często ograniczaną do obszaru województwa małopolskiego. >>

Łacińska nazwa Polonia Minor, czyli Małopolska, choć pojawia się w pismach z początku XV w., została oficjalnie umieszczona w dokumentach przywilejów piotrkowskich króla Jana I Olbrachta z 1496 r. Ta historyczna dzielnica Polski ciągnęła się wzdłuż Wisły od Tatr do Mazowsza. W jej skład wchodziły ziemie krakowska, sandomierska i lubelska. Dziś Polakom kojarzy się przede wszystkim z Zamkiem Królewskim na Wawelu, przypominającym głowę śpiącego rycerza masywem Giewontu, obszernymi komnatami Kopalni Soli „Wieliczka” i licznymi uzdrowiskami.

Dokąd najłatwiej dotrzeć w tym regionie zarówno samolotem, jak i pociągiem? Oczywiście, do 760-tysięcznego Krakowa, gdzie znajduje się drugi największy port lotniczy w Polsce oraz dworzec kolejowy obsługujący połączenia krajowe i międzynarodowe. Tu też rozpoczniemy naszą wizytę w małopolskich progach.

ZE WSPANIAŁEJ PRZESZŁOŚCI…
Mimo iż przyjeżdżałam do Krakowa wiele razy, wciąż odwiedzam w nim kilka moich ulubionych miejsc. Jedno z nich to niepozornie wyglądająca z zewnątrz Bazylika św. Franciszka z Asyżu stojąca niedaleko Rynku Głównego. Zachodzę do niej ze względu na witraż Stanisława Wyspiańskiego Bóg Ojciec – Stań się! umieszczony w 1904 r. nad wejściem od zachodniej strony. Jest coś niezwykłego w tym odwzorowaniu stworzyciela świata z lewą dłonią uniesioną we wszechmocnym geście i w grze światła, która ożywia całą postać. Młodopolski artysta przygotował także dla kościoła projekty polichromii (nigdy nie wykonane w całości ze względu na brak aprobaty ojców franciszkanów) oraz sześciu innych witraży przedstawiających: św. Franciszka (otrzymał za niego nagrody w konkursach krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych i warszawskiej Zachęty), bł. Salomeę i żywioły ogień i wodę.
Stąd już niedaleko do Sukiennic i Bazyliki Mariackiej, z której wieży, z wysokości 54 m, rozlega się codziennie najbardziej znany w Polsce hejnał. Autorem dekoracji ścian w jej wnętrzu był sam Jan Matejko, a za największy skarb świątyni uchodzi późnogotycki drewniany Ołtarz Wita Stwosza. Z kolei od września 2010 r. pod budynkiem zabytkowych kramów można oglądać znakomicie opracowaną wystawę Śladem europejskiej tożsamości Krakowa – szlak turystyczny po podziemiach Rynku Głównego. Dzięki niej dowiemy się, jak rozwijało się miasto na przestrzeni wieków.

FOT. WIKIMEDIA COMMONS/LESTAT (JAN MEHLICH)

W Katedrze na Wawelu odbywały się koronacje polskich królów


Zamek Królewski na Wawelu oraz Katedra św. Stanisława Biskupa Męczennika i św. Wacława chyba najpiękniej prezentują się od strony Wisły. W tej okolicy po obu stronach rzeki poprowadzono bulwary zapełniające się przy dobrej pogodzie spacerowiczami. Po zapadnięciu zmroku rzęsiście oświetlona ogromna budowla odbija się w wodzie, a ja, stojąc na przeciwległym brzegu, przypominam sobie obraz mistrza Matejki Zawieszenie dzwonu Zygmunta. Król Zygmunt I Stary wraz ze swoją żoną Boną Sforzą i grupą strojnie ubranych dworzan przygląda się pracy robotników. W tle widać zamek i katedrę. Dzwon Zygmunt (bo tak brzmi jego prawidłowa nazwa) odzywa się tylko podczas największych świąt religijnych i narodowych oraz innych ważnych okazji. 10 maja tego roku uświetnił swoim głębokim tonem obchody 650-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego.

…W OBIECUJĄCĄ PRZYSZŁOŚĆ
Dziś stolica Małopolski posiada równie wiele do zaoferowania, co i w dawniejszych czasach, nadal się rozwija i stara się przyciągać nowymi inwestycjami. Należy do nich niewątpliwie Kraków Arena – nowoczesna hala widowiskowo-sportowa, która w zależności od rodzaju imprezy może pomieścić maksymalnie aż 22 800 osób. Tym samym obiekt ten bije na głowę m.in. gdańsko-sopocką Ergo Arenę, katowicki Spodek, łódzką Atlas Arenę czy wrocławską Halę Stulecia. Kompleks otwarto pod koniec maja br. i już zaplanowano w nim mnóstwo atrakcji, jak choćby odbywające się w Krakowie od 31 sierpnia do 7 września mecze Mistrzostw Świata w Piłce Siatkowej Mężczyzn 2014, a w listopadzie i grudniu występy gwiazd muzyki rozrywkowej – Michaela Bublé’a, Eltona Johna, zespołu Slash czy Bryana Adamsa. W lutym 2015 r. ze swoją trasą koncertową Prismatic World Tour zawita tu zaś popularna piosenkarka Katy Perry. Do użytku gości oddano również 27 lóż VIP-owskich i jedną prestiżową, nazwaną prezydencką. Kraków Arena stawia także na klientów biznesowych, dla których przygotowano dwie duże sale konferencyjne. W tym sektorze jednak obiekt ten posiada sporą konkurencję w mieście.
    Niedaleko krakowskiego Kazimierza powstaje Centrum Kongresowe ICE (International Conferencing and Entertainment). Jego otwarcie planowane jest jeszcze w 2014 r. Dla potencjalnych klientów opracowano wizualizacje trzech głównych sal: Audytoryjnej z estradą, Teatralnej z ekranem i sceną oraz Kameralnej dzielącej się na dwie części bądź łączonej z Zespołem Sal Konferencyjnych. Bryła budynku została zaprojektowana tak, żeby tworzyła kompozycyjną całość z otoczeniem. Chyba najatrakcyjniej prezentuje się na grafikach ze strony internetowej ICE Kraków trzypoziomowe foyer z przeszklonymi ścianami, z którego roztaczać się będzie wspaniały widok na okolicę. Przedsięwzięcie współfinansuje Unia Europejska.
    Ten rok upływa zresztą pod znakiem wielu inwestycji. Firma Targi w Krakowie od maja zaprasza do swojego Międzynarodowego Centrum Targowo-Kongresowego EXPO Kraków. Szczyci się ono przede wszystkim dużą funkcjonalnością. Dwie główne hale Wisła i Dunaj o powierzchni 5 tys. i 4 tys. m2 dają się dowolnie przekształcać w pomieszczenia wystawowe, targowe czy konferencyjne. Gospodarze oferują także profesjonalne wsparcie w przygotowaniu wydarzenia od strony merytorycznej i logistycznej, w tym udostępnienie internetowej rejestracji uczestników, a tutejszy parking pomieści 700 samochodów. EXPO Kraków gościło już m.in. specjalistów od technologii mobilnych oraz fanów motoryzacji.
    Znakomite warunki do organizacji konferencji i szkoleń zapewniają dwa współpracujące ze sobą hotele – Hotel Efekt Express oraz Hotel Best Western Premier Kraków. Niewątpliwą ich zaletę stanowi możliwość zakwaterowania w 4-gwiazdkowych obiektach z restauracjami, barami, letnim ogródkiem i bezpłatnym dostępem do Internetu (razem 700 miejsc noclegowych). Łącznie znajduje się tu 14 wyposażonych sal (największa Bursztynowa ma powierzchnię 412 m2), z których część posiada ściany modułowe pozwalające zmieniać aranżację przestrzeni w zależności od potrzeb. Hotelowi goście po męczącym dniu wypoczną w saunie, salonie masażu czy na basenie. Kompleks przyjął wspólną nazwę Największego Centrum Konferencyjnego w Krakowie, a jego załoga dokłada wszelkich starań, aby zapewnić klientom obsługę na najwyższym poziomie.
    Jak widać, to miasto nie spoczywa na laurach, nie zadowala się jedynie chlubną przeszłością, lecz wciąż buduje swoją pozycję w Europie i to całkiem skutecznie.

NA FRONCIE
Małopolska to nie tylko modny Kraków, choć jest on świetnym punktem początkowym wypraw po tym regionie. Zwiedzanie można zaplanować np. wzdłuż Szlaku Frontu Wschodniego I Wojny Światowej. Na terenie województwa małopolskiego zaczyna się on w Tarnowie i kończy w Książu Wielkim. To nowa inicjatywa o zasięgu ogólnopolskim. Ma przyciągnąć turystów zarówno z naszego kraju, jak i z Europy.
     Ok. 327-kilometrowa trasa prowadzi przez szereg miejscowości, gdzie zachowały się różnorodne ślady z okresu wielkiej wojny, która rozpoczęła się 100 lat temu po zamachu na austriackiego arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga w Sarajewie. Wspomniany Tarnów jako pierwszy ogłosił niepodległość w 1918 r. Tu mieściły się siedziby garnizonów austriackiego i rosyjskiego i w tym mieście znajduje się kilka wojennych cmentarzy. Te ostatnie zresztą występują na liście obiektów do odwiedzenia dość licznie. W Łowczówku na wzgórzu Kopaliny natkniemy się np. na nekropolię polskich legionistów, a w Kamionce Małej obok grobów żołnierzy stoi drewniana kaplica umieszczona na Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce.
    Do ważnych punktów na mapie pamiątek po froncie wschodnim należą także umocnienia Twierdzy Kraków, m.in. forty artyleryjskie Prokocim, Rajsko i Krzesławice czy pancerne Grębałów i Tonie (ten ostatni udostępniony jako Muzeum Otwarta Twierdza). W krakowskim Muzeum Lotnictwa Polskiego obejrzymy zaś samoloty z czasów I wojny światowej, np. brytyjski płatowiec Sopwith F. 1 Camel, którego piloci zestrzelili łącznie 11 niemieckich maszyn, Albatrosa C. I z Oficerskiego Oddziału Szkolnego Radiooperatorów Lotniczych w Warszawie czy Halberstadta CL. II używanego przez głównodowodzącego niemieckich sił lotniczych generała Ernsta von Hoeppnera. Poszukiwacze miejsc walki powinni za to zajrzeć do Bydlina (ok. 40 min. jazdy samochodem od Książa Wielkiego). W jego okolicy w listopadzie 1914 r. odbyła się bitwa pod Krzywopłotami. Na pobliskim wzgórzu zamkowym pozostały jeszcze ślady fortyfikacji.

„SPOD SAMIUŚKICH TATER”
Skarbem tej części Polski są najwyższe w naszym kraju góry Tatry, a za najsłynniejszą miejscowość u ich podnóża uchodzi Zakopane, oblegane przez turystów niemal przez cały rok: w lato w sezonie wakacyjnym, na jesieni, kiedy drzewa zachwycają kolorowymi liśćmi, w śnieżną zimę wyczekiwaną przez amatorów narciarstwa czy na wiosnę, gdy przyroda budzi się do życia. Odwiedzić to miasto naprawdę warto, chociaż w okresie wzmożonego ruchu turystycznego polecam omijać takie atrakcje jak wspinaczka na Giewont (1894 m n.p.m.), wjazd koleją linową na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) czy wędrówka nad jezioro Morskie Oko (1395 m n.p.m.) szosą od polany Palenica Białczańska. Te niewątpliwie piękne miejsca dużo lepiej oglądać w mniejszym gronie.

FOT. MAŁOPOLSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

Muzeum Jana Kasprowicza w drewnianej Willi Harenda w Zakopanem


    Zakopane szczyci się również wyjątkową architekturą drewnianą z końca XIX i początku XX w. Dom kupił tutaj m.in. poeta Jan Kasprowicz. Obecnie w należącej niegdyś do niego Willi Harenda funkcjonuje jego muzeum, gdzie przechowuje się pamiątki po nim, a wśród nich portrety wykonane pastelami przez Stanisława Ignacego Witkiewicza „Witkacego”. Nieopodal w mauzoleum projektu Karola Stryjeńskiego (pochowanego z kolei na zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku) spoczywają prochy artysty i jego żony Marii. Także w Willi Atma działa placówka muzealna poświęcona kompozytorowi Karolowi Szymanowskiemu, autorowi baletu Harnasie, który zamieszkał pod Tatrami ze względu na zdrowie (chorował na gruźlicę). Samo pojęcie stylu zakopiańskiego wprowadził Stanisław Witkiewicz, ojciec „Witkacego”, zafascynowany budownictwem Podhala. Do dziś można podziwiać przepięknie zdobiony Dom pod Jedlami bądź Willę Koliba i Willę Oksza, dawniej Korwinówkę (obie ostatnie zarządzane przez Muzeum Tatrzańskie), wszystkie jego autorstwa.
    Miłośnicy górskich wędrówek nie muszą zatrzymywać się koniecznie w Zakopanem. Swój urok mają też inne okoliczne miejscowości: Kościelisko, Murzasichle czy choćby Bukowina Tatrzańska, gdzie powstał kompleks basenów geotermalnych Termy BUKOVINA, w którym wspaniale wypoczywa się po wycieczkach pieszych, o czym przekonałam się na własnej skórze.

GDZIE OCZY PONIOSĄ
Co jeszcze warto zobaczyć w Małopolsce? Cóż, ta lista jest niezmiernie długa. Dla mnie będą to na pewno dwa miasta Nowy Sącz i Stary Sącz – wzmianki o obu pojawiły się już w XIII w. W tym drugim żona Bolesława V Wstydliwego, węgierska księżniczka św. Kinga założyła klasztor klarysek, w którym mieszkała po śmierci księcia i umarła w 1292 r. W należącym do niego kościele w kaplicy fundatorki znajdują się wyobrażająca ją XV-wieczna figurka z drzewa lipowego oraz jej relikwie. W Nowym Sączu urzeka eklektyczny Ratusz z wieżą zegarową. W przebudowanej w XV stuleciu gotycko-barokowej Bazylice św. Małgorzaty zachowały się fragmenty polichromii z 1360 r. Nad Dunajcem wznoszą się ruiny Zamku Królewskiego, zbudowanego za czasów Kazimierza III Wielkiego, ze zrekonstruowaną Basztą Kowalską. Kto przyjeżdża tutaj pociągiem, wysiada zazwyczaj na secesyjnym głównym dworcu. Jeśli zanim wejdzie do środka z peronu, uniesie głowę w stronę nieco zaniedbanego zadaszenia, ujrzy zdobienia żeliwnych filarów je podtrzymujących.
    Na południe Polski wybierzemy się też na… regaty. Co roku żaglówki ścigają się na Jeziorze Czorsztyńskim, zbiorniku wypełnionym wodą z Dunajca gromadzącą się dzięki zaporze powstałej w 1997 r. Ponad taflą spoglądają na siebie położone na przeciwległych brzegach zamki: w Niedzicy i Czorsztynie. Poza tym zejdziemy również pod ziemię w poszukiwaniu białego złota. W Kopalni Soli „Wieliczka”, bo ją właśnie mam na myśli, czekają na nas dawne wyrobiska i majestatyczne sale. Kaplicę św. Kingi (leżącą 101 m pod ziemią) rozświetlają niesamowite solne żyrandole, w Komorze Stanisława Staszica odbył się lot balonem zapisany w Księdze rekordów Guinnessa. Bardzo ciekawą trasę turystyczną, odpowiednią także dla dzieci, kończy wyjazd na powierzchnię prawdziwą górniczą windą.

FOT. MAŁOPOLSKA ORGANIZACJA TURYSTYCZNA

Neorenesansowy Stary Dom Zdrojowy – symbol Krynicy-Zdroju


    Województwo małopolskie znane jest też ze swoich miejscowości uzdrowiskowych. Do Krynicy-Zdroju, Rabki-Zdroju czy Muszyny wciąż ściągają tłumnie kuracjusze. Nie zapominajmy, że Małopolska swymi historycznymi granicami obejmuje nawet Sandomierz i Lublin. Na zwiedzenie całego tego regionu na pewno potrzeba wielu miesięcy, a na opisanie jego atrakcji – mnóstwo stron. Liczę jednak, że tych kilka rozdziałów wystarczy, aby zachęcić każdego do wizyty w tej krainie królów i królowych.   

Artykuły wybrane losowo

Costa Rica, czyli Bogate Wybrzeże

MAGDALENA ŁADANAJ


Kostaryka jestpołożona między dwoma oceanami (Atlantyckim i Spokojnym), od północy graniczy z Nikaraguą, a od południa – z Panamą. W ciągu jednego dnia można więc podziwiać w niej magiczny wschód słońca nad Morzem Karaibskim i zniewalający zachód słońca na plaży nad Pacyfikiem. Niegdyś w tym regionie Ameryki Środkowej żyła głównie rdzenna ludność, dziś pozostało niewielu jej potomków. Starają się jednak pielęgnować swoje zwyczaje i tradycje, np. mieszkający na południu kraju Indianie Bribri nadal wytwarzają pyszną naturalną czekoladę.

Więcej…

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Przygoda na Zanzibarze

Mariusz Kozak-Zagozda

 

Archipelag Zanzibar składa się z trzech dużych wysp – Ungui (Zanzibaru), Pemby i Mafii, a także kilkudziesięciu mniejszych wysepek. Pierwsza z nich od wieków przyciągała poszukiwaczy przygód, odkrywców i podróżników. Skąd się wzięła jej egzotyczna nazwa, dokładnie nie wiadomo. Najczęściej powtarzane turystom wyjaśnienie mówi, że pochodzi od słowa „zendż” („zenj”) oznaczającego czarnoskórych mieszkańców Afryki Wschodniej oraz arabskiego i perskiego określenia lądu lub wybrzeża oddanego w cząstce „-bar”. Ten toponim podobno wymyślili Arabowie, którzy w I w. n.e. przypłynęli w te strony na drewnianych łodziach żaglowych „dau” („dhow”).

Więcej…