Péock3 fot

Płock – Bazylika Katedralna Wniebowzięcia NMP na Wzgórzu Tumskim nad Wisłą

© URZĄD MIASTA PŁOCKA

 

BARBARA TEKIELI

 

Mazowsze to jeden z najbardziej rozpoznawalnych regionów Polski. Leży w samym sercu kraju. Jego bogata historia, niezwykła przyroda i dziedzictwo kulturowe sprawiają, że należy do najmocniej zróżnicowanych polskich krain. Mazowsze fascynuje swoją wyjątkowością i zaskakuje o każdej porze roku.

 

Chociaż Warszawa jest najchętniej odwiedzanym przez turystów miastem na Mazowszu, to warto poznać inne, równie ciekawe tutejsze miejscowości, które kryją skarby mogące konkurować z największymi atrakcjami w tej części kontynentu. Ze stolicą Polski sąsiaduje Kampinoski Park Narodowy, a przez region przepływa Wisła zwana królową polskich rzek. Do dziś przetrwało tu mnóstwo śladów panowania książąt mazowieckich.

 

To największe województwo w kraju (ponad 35,5 tys. km² i niemal 5,4 mln ludności) można zwiedzać na wiele sposobów. Przed wyjazdem na Mazowsze warto zapoznać się ze szlakami wytyczonymi z myślą o turystach. Leży na nich wiele miejsc czekających na odkrycie. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

 

PRZY DŹWIĘKACH MUZYKI

 

Jedną z najciekawszych oznakowanych tras na Mazowszu jest Szlak Chopinowski zaczynający się w stolicy, gdzie słynny polski kompozytor i pianista uczył się, koncertował i spędził blisko 20 lat swojego życia. Warszawę Fryderyka Chopina można zwiedzać z aplikacją mobilną lub podczas wycieczki w poszukiwaniu specjalnych grających ławeczek, usytuowanych w kilkunastu związanych z nim miejscach w mieście. Warto również wyruszyć do innych miejscowości na Mazowszu, które Frycek (jak nazywali go najbliżsi) odwiedzał w młodości.

 

W Żelazowej Woli znajduje się Dom Urodzenia Fryderyka Chopina otoczony parkiem. Ściągają do niego wielbiciele talentu kompozytora z całego świata. W 2010 r. oddano tu do użytku dwa nowoczesne pawilony. W jednym mieści się sala koncertowa z przestronnym holem i restauracją, a w drugim – kasa biletowa, wypożyczalnia audioprzewodników, sklep z pamiątkami i kawiarnia. Przeprowadzono także rewaloryzację terenu parkowego, wyremontowano estradę nad stawem i przerzucono drugi most przez Utratę. Obecną stałą ekspozycję, uwzględniającą oczekiwania turystów, zaprojektował zespół pracowni architektonicznej WWAA na czele z wybitnym scenografem pochodzenia słowackiego Borisem Kudličką. Od maja do końca września w każdą niedzielę o godz. 12.00 i 15.00 odbywają się tutaj koncerty chopinowskie. Pianiści grają w pokoju, w którym urodził się w 1810 r. Fryderyk Chopin, ale dzięki nagłośnieniu słychać ich też w parku.

 

W Brochowie, leżącym na skrzyżowaniu Szlaku Chopinowskiego ze Szlakiem Książąt Mazowieckich, znajduje się jeden z najcenniejszych zabytków architektury sakralno-obronnej w Polsce – XVI-wieczny ceglany Kościół św. Jana Chrzciciela i św. Rocha. Należy on do najstarszych budowli na Mazowszu. W brochowskiej świątyni wzięli ślub rodzice Fryderyka Chopina i jego najstarsza siostra, a on sam został tu ochrzczony. Historyczna chrzcielnica przetrwała do dziś. Zachowały się również oryginały wpisów do ksiąg parafialnych.

 

Za Żelazową Wolą położony jest Sochaczew.Tutaj Fryderyk Chopin bywał i koncertował. Jeden z najbardziej niecodziennych koncertów zagrał z generałem Piotrem Szembekiem w obozie wojskowym. Dzisiaj turyści chętnie odwiedzają 4-gwiazdkowy Hotel Chopin, w którego restauracji przygotowano specjalne sezonowe menu zainspirowane gustami kulinarnymi kompozytora (dostępne od maja do października), składające się z dań kuchni staropolskiej i francuskiej, w tym deserów, takich jak tort bezowy z kawowym kremem russel. W hotelowym Klubie Fryderyk (mieszczącym się w kameralnej sali kominkowej ze stołem bilardowym) można delektować się lampką wina czy filiżanką czekolady. Poza tym działa tu centrum spa oferujące zabiegi odmładzające i relaksujące (w tym masaże). Hotel przy wsparciu lokalnych władz organizuje cykl koncertów Sochaczewskie Spotkania z Chopinem. Osoby podążające śladami polskiego kompozytora powinny też zajrzeć do Cukierni Lukrecja i spróbować jej specjału, czyli Mazurka Chopina.

 

W Sochaczewie warto odwiedzić również Muzeum Kolei Wąskotorowej z jedną z największych kolekcji zabytkowego taboru kolejowego w Europie (obecnie 163 jednostki). Wśród najcenniejszych obiektów znajduje się tzw. bryka (motorowa drezyna osobowa) marszałka Józefa Piłsudskiego i salonka generała Wojciecha Jaruzelskiego. W sezonie (zwykle od końca kwietnia do przedostatniego weekendu października) muzeum oferuje turystyczne przejazdy pociągiem Retro do Osady Puszczańskiej w Tułowicach koło Kampinoskiego Parku Narodowego.

 

W zabytkowym budynku Ratusza przy placu Kościuszki ma swoją siedzibę Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Na wystawie stałej prezentowana jest w nim największa kolekcja broni, ekwipunku, umundurowania, listów z pola walki i innych pamiątek z bitwy nad Bzurą. Na muzealnym dziedzińcu stoi sprzęt bojowy Wojska Polskiego.

 

Kulturalną perłą Sochaczewa nazywana bywa Państwowa Szkoła Muzyczna I i II stopnia im. Fryderyka Chopina, funkcjonująca od ponad 40 lat w murach dawnego dworu rodziny Garbolewskich. Działają w niej dwa chóry, orkiestra kameralna i big-band. Placówka co roku przeprowadza kilkanaście festiwali i przeglądów, w tym Sochaczewskie Spotkania Kameralne, Ogólnopolski Wiosenny Festiwal Fletowy, Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy „Janko Muzykant”, Ogólnopolski Konkurs Wiolonczelowy i Festiwal Muzyki Akordeonowej „Harmonia Espressiva”. Największym wydarzeniem muzycznym organizowanym przez szkołę jest Międzynarodowy Festiwal Chopinowski na Mazowszu. Co roku do miasta przyjeżdża kilkuset młodych pianistów. W ramach konkursu wykonują m.in. Poloneza As-dur i Fugę a-moll Fryderyka Chopina. Festiwal otwierają i zamykają koncerty fortepianowe członków jury i laureatów. W 2017 r. odbędzie się jubileuszowa, XXV edycja tego wydarzenia (23–26 listopada). W jury pod przewodnictwem Jana Kadłubiskiego zasiądą uznane autorytety muzyczne z Polski, Serbii, Wielkiej Brytanii i Włoch.

 

Kolejne ważne miejsce na Szlaku Chopinowskim to pałac w Sannikach z blisko 11-hektarowym parkiem (Zespół Pałacowo-Parkowy w Sannikach). Młody Frycek spędzał w nim wakacje u swojego szkolnego kolegi Konstantego Pruszaka w 1828 r. Obecnie znajduje się tu Europejskie Centrum Artystyczne im. Fryderyka Chopina. W pałacowych wnętrzach przetrwały fragmenty wyjątkowych polichromii z końca XVIII i połowy XIX w. W odrestaurowanych pomieszczeniach można oglądać pamiątki po wielkim kompozytorze. W pałacu odbywają się koncerty chopinowskie połączone z recytacją poezji w wykonaniu znanych polskich aktorów, a towarzyszą im cykliczne wystawy malarstwa. Działa tutaj także Dom Pracy Twórczej z wygodnymi pokojami gościnnymi. Co ciekawe, niedawno w pobliżu budynku odsłonięto fundamenty szlacheckiego dworu z XVII stulecia, a pod nimi prawdopodobnie jeszcze starsze założenia. Pałac w Sannikach to jedyny na Mazowszu historycznie autentyczny obiekt związany z Fryderykiem Chopinem i jeden z niewielu tego typu w Polsce.

 

SKARBY KULTURY

 

Muzeum im Kazimierza Puéaskiego Warka fot Igor Dziedzicki 32

Jedno ze stylowych pałacowych wnętrz Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce

© IGOR DZIEDZICKI/MUZEUM IM. K. PUŁASKIEGO

 

Do najbardziej zabytkowych mazowieckich miast należy ponad 120-tysięczny Płock, założony na wiślanym brzegu. Był on niegdyś oficjalną stolicą Mazowsza, a za panowania Władysława I Hermana i Bolesława III Krzywoustego – stolicą Polski (w latach 1079–1138). Jednym z najważniejszych obiektów jest tu Bazylika Katedralna Wniebowzięcia NMP z sarkofagiem z prochami wspomnianych książąt. Obecny wygląd świątyni to efekt restauracji z początku XX w. Polichromie wykonał malarz Władysław Drapiewski z pomocą Nicolasa Brüchera. Postaciom ze scen biblijnych nadał on rysy mieszkańców Płocka i znanych powszechnie Polaków (siebie uwiecznił jako św. Piotra w Kazaniu na Górze). Do wizerunku jednego z aniołów pozowała kilkuletnia Mira Zimińska-Sygietyńska, późniejsza współzałożycielka Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Prawdziwym skarbem miasta jest kolekcja dzieł secesyjnych i art déco w Muzeum Mazowieckim (należącym do najstarszych placówek w kraju, otwartym już w 1821 r.). Na zainteresowanie zasługuje także płockie zoo, w którym wdraża się Europejski Program Ochrony Zwierząt (European Endangered Species Programme – EEP), polegający na prowadzeniu hodowli gatunków zagrożonych wyginięciem.

 

Wśród nowych atrakcji w Płocku warto wymienić Muzeum Żydów Mazowieckich w dawnej synagodze, przybliżające żydowską kuchnię, zwyczaje, święta, muzykę i architekturę, czy ścieżkę dydaktyczną prezentującą relikty średniowiecznych zabudowań w podziemiach Liceum Ogólnokształcącego im. Marszałka Stanisława Małachowskiego, uważanego za najstarszą szkołę w Polsce – jego korzenie sięgają 1180 r.

 

Miłośników zabytków techniki zafascynuje Żyrardów,zwany polską stolicą lnu.Unikatowa w skali europejskiej osada fabryczna z XIX i początku XX w. stanowi dzisiaj zabytkowe centrum miasta. Większość obiektów zachowała swoje pierwotne funkcje. Nazwa „Żyrardów” pochodzi od nazwiska francuskiego inżyniera Philippe’a de Girarda (1775–1845), wynalazcy mechanicznej przędzarki lnu, która zrewolucjonizowała proces produkcji tkanin lnianych.

 

Jednym z najciekawszych miejsc na mapie turystycznej Żyrardowa jest Muzeum Lniarstwa im. Filipa de Girarda, otwarte w 2014 r. w hali Bielnika w kompleksie fabrycznym. Placówka kultywuje dawne tradycje lniarskie – organizuje warsztaty kreatywne i bierze czynny udział w imprezach promocyjnych, w tym odbywającym się co roku Święcie Lnu. W czasie tego ostatniego wydarzenia można spróbować XIX-wiecznych potraw i poznać tajemnice produkcji wyrobów lnianych. Na terenie muzeum znajdują się w większości maszyny z lat 70. i 80. XX w., w tym najdłuższa w Polsce drukarka sitodrukowa, a także krosno, na którym w czerwcu 2009 r. utkano 1150-metrowy obrus (wpisany do Księgi rekordów Guinnessa jako najdłuższy na świecie). Placówka organizuje również Industrialny Festiwal Browarnictwa – Chmiel Fest.

 

W Żyrardowie warto też odwiedzić Muzeum Mazowsza Zachodniego w willi Karola Dittricha, gdzie przechowuje się słynną panoramę miasta wykonaną na wystawę światową w Paryżu w 1900 r. Na zainteresowanie zasługują także takie przykłady żyrardowskiej architektury, jak Pałacyk Tyrolski czy Willa Haupta w stylu szwajcarskim.

 

Drugie co do wielkości miasto Mazowsza – często omijany przez turystów blisko 220-tysięczny Radom – również ma czym zaciekawić. Na podstawie zachowanych zabytków można odtworzyć kolejne etapy rozwoju tego powstałego w średniowieczu ośrodka. Wśród obiektów architektonicznych wyróżnia się zespół kościelno-klasztorny bernardynów ufundowany w drugiej połowie XV w. przez króla Kazimierza IV Jagiellończyka i pełen klasycystycznych kamienic deptak. Radomskie Muzeum im. Jacka Malczewskiego szczyci się czwartą co do wielkości w kraju kolekcją dzieł tego malarza, który na świat przyszedł właśnie w Radomiu w 1854 r., i bogatymi zbiorami prac innych polskich artystów przełomu XIX i XX stulecia. W oddziale tej placówki mieszczącym się w dwóch kamienicach: Domu Gąski i Domu Esterki – Muzeum Sztuki Współczesnej – prezentowano sztukę z okresu po II wojnie światowej. Powierzchnia wystawowa stała się jednak z czasem za mała i dlatego z inicjatywy reżysera Andrzeja Wajdy, honorowego obywatela miasta, powołano do życia Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia”. Swoją siedzibę ma ono w dawnej elektrowni miejskiej. Niestety, zarówno Muzeum im. Jacka Malczewskiego, jak i Muzeum Sztuki Współczesnej są zamknięte na czas remontu od czerwca 2017 r. W południowo-zachodniej części Radomia znajduje się Muzeum Wsi Radomskiej – jeden z największych skansenów w Polsce. W mieście tym odbywa się poza tym wiele interesujących imprez, z Międzynarodowymi Pokazami Lotniczymi Air Show czy Międzynarodowym Festiwalem Gombrowiczowskim na czele.

 

Równie ciekawe są okolice Radomia. WeWsoli, dawnym majątku Gombrowiczów, działa dzisiaj Muzeum Witolda Gombrowicza. Orońsko może się poszczycić ulokowanym na terenie XIX-wiecznego parku Centrum Rzeźby Polskiej. Położoną na północny wschód od Radomia Puszczę Kozienicką przecinają szlaki idealne na wycieczki piesze i rowerowe oraz do uprawiania nordic walkingu. W Jedlni-Letnisku znajduje się jedyny na terenie województwa mazowieckiego drewniany kościół w stylu zakopiańskim, a do Czarnolasu w powiecie zwoleńskim przyciąga zespół dworsko-parkowy z Muzeum Jana Kochanowskiego.

 

W południowej części Mazowsza nad Pilicą leży 12-tysięczna Warka, jedno z najstarszych miast w kraju. Chociaż większości Polaków kojarzy się ona z piwem, to ma bogatą historię. Do najciekawszych tutejszych obiektów należy Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego – bohatera walk o wolność Polski i Ameryki. W Winiarach, dziś dzielnicy Warki, urodził się w 1797 r. pułkownik Piotr Wysocki, który zasłynął jako inicjator powstania listopadowego. Rynek nazwano tu placem Stefana Czarnieckiego, bohatera zwycięskiej bitwy ze Szwedami rozegranej 7 kwietnia 1656 r. W podziemiach barokowego kościoła pofranciszkańskiego spoczywają szczątki książąt mazowieckich – Trojdena I i Siemowita II – oraz Marianny Zielińskiej, matki Kazimierza Pułaskiego (1745–1779).

 

Nie wiadomo, czy nazwa miasta pochodzi od słowa „warzyć”. Z piwem Warkę kojarzono już od czasów panowania książąt mazowieckich. Byli oni tak rozsmakowani w miejscowym złotym trunku, że w 1478 r. Bolesław V zastrzegł, żeby na dwór książęcy w Warszawie dostarczano wyłącznie napitek od wareckich piwowarów.

 

Wspomniane Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego znajduje się w zabytkowym pałacu w Winiarach wzniesionym ok. 1689 r. Organizuje ono interesujące imprezy plenerowe i rocznicowe, takie jak m.in. piknik historyczno-kulturalny Vivat Pułaski (w pierwszą niedzielę lipca), popularyzujący kulturę ludową regionu Kazikowy Jarmark (na zakończenie wakacji) czy Dzień Kazimierza Pułaskiego (w październiku).

 

Położenie Warki sprzyja uprawianiu turystyki aktywnej (np. kajakarstwa) i wędkowaniu. Osoby chcące zregenerować siły powinny odwiedzić 4-gwiazdkowy Hotel Sielanka nad Pilicą. To wymarzone miejsce dla wszystkich, którzy cenią sobie bliskikontakt z naturą i szukają wyciszenia. Kompleks hotelowy, leżący na 100-hektarowym terenie, graniczy z jednej strony z Puszczą Stromecką, a z drugiej z malowniczą doliną Pilicy. Goście mogą korzystaćzośrodka jeździeckiego Farma Sielanka z pełną infrastrukturą, piłkarskiego centrum treningowo-pobytowego rekomendowanego przez UEFA i usług Sielanka SPA (m.in. z basenem krytym z brodzikiem dla dzieci, sauną fińską i łaźnią parową).

 

2015 09 11 IMG 9999 177

Kryty basen ze strefą relaksacyjną w 4-gwiazdkowym Hotelu Sielanka nad Pilicą

© HOTEL SIELANKA NAD PILICĄ

 

HISTORIA I KULINARIA

 

 MG 0277

Widowiskowy pojedynek podczas liwskiego Ogólnopolskiego Turnieju Rycerskiego

© ROMAN POSTEK/MUZEUM ZBROJOWNIA W LIWIE

 

Miłośnikom historii i niezwykłych zabytków oraz amatorom wypoczynku na łonie przyrody i osobom ceniącym doskonałą kuchnię polecam wyprawę Wielkim Gościńcem Litewskim. Wytyczony wzdłuż niego szlak turystyczny zaczyna się pod warszawskim Pałacem Wesslów (Pocztą Saską) usytuowanym przy ul. Krakowskie Przedmieście 25.

 

Ten trakt handlowo-pocztowy Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jeden z najważniejszych w XVII i XVIII w., prowadził przez wschodnie Mazowsze i Podlasie, a następnie Grodno aż do Wilna. Podczas odwiedzania punktów położonych na jego trasie można spróbować potraw kuchni mazowieckiej, podlaskiej, białoruskiej, litewskiej i tatarskiej. Atrakcję dla prawdziwych smakoszy stanowi największa impreza kulinarna w tej części Mazowsza – Międzynarodowy Turniej Smaków na Zamku w Liwie (w drugiej połowie czerwca).

 

Jednym z najważniejszych miast położonych wzdłuż Wielkiego Gościńca Litewskiego jest 13-tysięczny Węgrów, który prawa miejskie otrzymał w 1441 r. Niegdyś leżał on na styku dróg handlowych wiodących z Gdańska na Ukrainę i z Warszawy do Wilna. Miasto było miniaturą wielokulturowej Rzeczypospolitej – znajdowały się w nim cztery dzielnice: katolicka, prawosławna, żydowska i protestancka. Książę Bogusław Radziwiłł osiedlił tu w połowie XVII stulecia szkockich protestanckich rzemieślników. Referendarz wielki koronny Jan Dobrogost Krasińskiufundował nowy budynek dzisiejszej Bazyliki Wniebowzięcia NMPi przyklasztorny kościół ojców reformatów (obecnie Kościół św. Piotra z Alkantary i św. Antoniego z Padwy). Powstały one według projektów Tylmana z Gameren. Wnętrza świątyń zdobił freskami znakomity malarz włoski Michelangelo Palloni (zmarły w Węgrowie w 1712 r.). W zakrystii bazyliki wisi słynne lustro Twardowskiego, które według legendy przepowiedziało przyszłość Napoleonowi Bonapartemu w 1812 r. W kościele poreformackim można oglądać ołtarz główny ze wspaniałą rzeźbą Chrystusa na krzyżu dłuta Andreasa Schlütera i monumentalny fresk Michelangela Palloniego Kościół triumfujący. W dawnej protestanckiej dzielnicy miasta warto odwiedzić drewnianą świątynię z 1679 r. i otaczający ją cmentarzznagrobkami Szkotówz XVII w. W rejonie należącym kiedyś do gminy żydowskiej znajduje się lapidarium poświęcone Żydom z Węgrowa zamordowanym przez Niemców i pomnik słynnego uczonego Ángela Rosenblata (urodzonego w tym mieście w 1902 r.).

 

Niedaleko stąd leży Liw, gdzie wznosi się jeden z najciekawszych zamków obronnych w Polsce. Budowla powstała ok. 1429 r. na zlecenie księcia Janusza I Starszego. Obecnie mieści się tu Muzeum Zbrojownia z bogatymi zbiorami broni i malarstwa. Każdego roku w połowie sierpnia na podzamczu odbywa się Ogólnopolski Turniej Rycerski. Z Liwu koniecznie trzeba wybrać się na Sowią Górę, skąd rozpościera się najpiękniejszy widok na dolinę Liwca, który idealnie nadaje się na wyprawy kajakowe.

 

Dalej na południowy wschód znajdują się 77-tysięczne Siedlce. Są one ważnympunktem na Szlaku Książąt Mazowieckich. Turystów przyciąga do nich jedyny w Polsce obraz słynnego El Greca Ekstaza św. Franciszka w Muzeum Diecezjalnym i jedyne w tej części Europy oryginalne organy Joachima Wagnera.

Pierwsze wzmianki o Siedlcach pochodzą z XV w., ale na prawie magdeburskim lokowano je w 1547 r. Największy rozwój miasta przypadł na XVIII stulecie, kiedy za sprawą księżnej Aleksandry Ogińskiej z Czartoryskich stało się jednym z najważniejszych ośrodków życia kulturalnego i towarzyskiego. Ściągała tutaj polska elita, a gościem specjalnym w pałacu rodziny Ogińskich bywał król Stanisław II August. Na jego cześć księżna postawiła kolumnę toskańską, która miała wskazywać mu drogę do rezydencji. Dzisiaj naprowadza turystów.

 

Zwiedzanie Siedlec najlepiej zacząć od dawnego ratusza miejskiego, obecnie siedziby Muzeum Regionalnego, z charakterystyczną figurą Atlasa dźwigającego kulę ziemską, nazywanego przez siedlczan Jackiem. Na wieży ratuszowej wisi zegar z kurantem wygrywającym poloneza Pożegnanie Ojczyzny Michała Kleofasa Ogińskiego. Niedaleko gmachu znajduje się najstarsza świątynia w mieście – Kościół św. Stanisława Biskupa Męczennika ufundowany przez Kazimierza i Izabelę Czartoryskich.

 

W tej części województwa powstał jego pierwszy szlak kulinarny – Mazowiecka Micha Szlachecka. To jedna z ciekawszych propozycji realizowana w ramach projektu Szlak Folkloru i Smaków Mazowsza. W regionie turyści mogą wziąć udział w imprezach, które łączą w sobie tradycję i zwyczaje z lokalną kuchnią. Słynne Miodobranie Kurpiowskie w Myszyńcu (pod koniec sierpnia), wykopki w skansenie w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu (w pierwszą niedzielę września) czy warsztaty pieczenia chleba lub robienia sójek mazowieckich cieszą się dużym zainteresowaniem. Na wspomnianym szlaku można delektować się prostymi, chłopskimi daniami (Młyn Gąsiorowo), spróbować potraw przygotowywanych niegdyś w dworach ziemiańskich (Dwór Mościbrody, ceniona siedlecka restauracja „Zaścianek Polski”) lub wybrać się na degustację nalewek (Gorzelnia w Krzesku). Dwa z miejsc na trasie Mazowieckiej Michy Szlacheckiej będą dobrym przystankiem podczas wizyty w Siedlcach. W mieście od 2006 r. działa „Zaścianek Polski”. W menu restauracji znajdują się dania oznaczone certyfikatem Dziedzictwa Kulinarnego Mazowsza (żurek staropolski, babciny zraz, bęcwały czy trzy rodzaje pierogów). Można tu też zamówić niepasteryzowane piwa z regionalnych browarów. „Zaścianek Polski” mieści się niedaleko wspomnianego pałacu Ogińskich, mniej więcej w połowie drogi między rezydencją a kolumną toskańską. Pod Siedlcami leży wieś Mościbrody z XIX-wiecznym folwarkiem. Posiadłość składa się z dworu, oficyny, podwórza przeznaczonego na biesiady (ze stodołą, salą biesiadną i klimatycznymi podcieniami) i terenu parkowego ze stawami. Na gości czekają tutaj wygodne, nastrojowe pokoje. W „Restauracji Dworskiej” serwuje się staropolskie potrawy i wędliny. Stawy tworzą Gospodarstwo Rybackie Mościbrody, w którym hoduje się karpie. Dla klientów biznesowych przygotowano klimatyzowane sale szkoleniowe. W sąsiedztwie Dworu Mościbrody można powędkować, popływać łódką czy pojeździć na rowerze. Poza tym należący do niego teren świetnie nadaje się na imprezy okolicznościowe i wyjazdy integracyjne.

 

RELAKS W ZABYTKACH

 

Mazowsze to także luksusowe posiadłości, dwory i pałace, które dzięki prywatnym właścicielom zyskały nowe oblicze. W zabytkowych wnętrzach funkcjonują komfortowe hotele, profesjonalne centra konferencyjne i ośrodki spa i wellness.

 

Kto szuka miejsca na najwyższym poziomie, gdzie wyciszy się na łonie natury, koniecznie powinien odwiedzić Chlewiska (koło Szydłowca, ok. 130 km od Warszawy). Znajduje się w nich Hotel Manor House SPA. W dawnym majątku Odrowążów, na który składa się stylowy pałac, zabytkowa Stajnia Platera i klimatyczne Termy Zamkowe oraz park o powierzchni 10 ha, można odzyskać wewnętrzną harmonię i oddać się w ręce najlepszych specjalistów. Rozbudowany Pokojowy Program SPA pomaga odzyskać równowagę ducha i ciała. Do dyspozycji gości są również Łaźnie Rzymskie, basen z niechlorowaną wodą, malownicza Witalna Wioska® SPA, Chata Solna i Gabinety Odnowy. Autorski program odmładzający Akademii Holistycznej „Alchemia Zdrowia” opiera się wyłącznie na naturalnych terapiach, które pobudzają autoregenerację organizmu.

 

Amatorzy aktywnego spędzania czasu mogą pojeździć konno (w obiekcie działa stajnia), pograć w golfa wodnego, wypożyczyć rowery czy kijki do nordic walkingu. Gościom poszukującym nowych doznań kompleks Manor House SPA oferuje firewalking (chodzenie po rozżarzonych węglach) czy terapię dźwiękiem, czyli koncerty na misy i gongi tybetańskie oraz muzykę solfeżową o dobroczynnie wpływających na organizm częstotliwościach. Na terenie posiadłości znajduje się oprócz tego niezwykły Ogród Medytacji z Piramidą Horusa, Spiralą Energetyczną, Ogrodem Zen i Kamiennym Kręgiem Mocy. Pokoje gościnne mieszczą się w budynku pałacowym, Termach Zamkowych i XIX-wiecznej Stajni Platera, w której działa też hotelowa restauracja serwująca poza specjałami kuchni polskiej potrawy wegańskie i dania przyrządzane według zasad zdrowej Diety Życia oraz znakomite trunki. Obiekt jest przyjazny dla alergików i osób chcących wypocząć bez dzieci. Pełni także funkcję centrum konferencyjnego – na potrzeby klientów biznesowych przygotowano kilkanaście sal.

 

Mniej więcej godzinę jazdy na północny wschód od Warszawy, w dolinie Liwca znajduje Pałac i Folwark Łochów. Majątek był w rękach Hornowskich, Zamoyskich i Kurnatowskich. Należy do niego teren o powierzchni 13 ha. Do użytku oddano tupokoje i apartamenty w pieczołowicie odrestaurowanym kompleksie historycznym (jest ich 149) i nowo powstałym współczesnym (w liczbie 82). Do dyspozycji gości są dwie restauracje: „U Zamoyskiego” i „Paśnik”, bar oraz centrum konferencyjne wyposażone w najnowocześniejsze rozwiązania audiowizualne.

 

Nowa część tego obiektu hotelowego, otwarta we wrześniu 2017 r. i nazwana Folwarkiem, nawiązuje swoją formą do dawnych zabudowań. W strefie spa znajduje się 7 nowoczesnych gabinetów z najwyższej jakości sprzętem. Stosuje się w nich kosmetyki marki Yonelle do luksusowej pielęgnacji ciała i twarzy. W ofercie są też zabiegi Medi Express zapewniające efekt nowej skóry.Do pielęgnacji domowej po wizycie w gabinecie można zaopatrzyć się w kosmetyki infuzyjne Yonelle przeznaczone dla skóry dojrzałej oparte na przełomowej koncepcji Skin Penetration Revolution. Na strefę wellness składają się basen z jacuzzi, sauna mokra – łaźnia parowa, sauna sucha fińska, caldarium i sanarium, czyli sauna aromatyczna. Podczas seansu w mokrej części strefy goście mogą podziwiać wspaniały krajobraz obszaru Natura 2000 położonego nad Liwcem. Dla amatorów aktywnego spędzania czasu Pałac i Folwark Łochów organizuje spływy kajakowe i przeprawy survivalowe.

 

Pod wschodnią granicą województwa mazowieckiego, w gminie Sarnaki leży kolejne niezwykłe miejsce – Dwór w Zabużu. Położony na malowniczej skarpie Bugu zabytkowy zespół dworsko-parkowy z XIX w. zajmuje powierzchnię prawie 4 ha. Obiekt oferuje zakwaterowanie w Dworze, Oficynie, Stajni Spa i Domku Ogrodnika. Znajdują się tu również sale szkoleniowe, „Restauracja Namiestnikowska” i strefa wellness z basenem krytym z jacuzzi i łaźnią parową, basenem zewnętrznym z jacuzzi, suchą sauną typu beczka i jaskinią solną w starej piwnicy oraz kort tenisowy, boisko do squasha, minigolf, sala bilardowa i sala fitness z siłownią. W tutejszym centrum przygotowano bogatą ofertę zabiegów na twarz i ciało. Stosuje się podczas nich borowinę, zioła, kwiaty, owoce, algi czy sól morską oraz kosmetyki firmy Kurland.

 

„Restauracja Namiestnikowska” serwuje tradycyjne dania kuchni staropolskiej z pogranicza Mazowsza i Podlasia oraz wybrane potrawy kuchni białoruskiej. Menu jest zmieniane co miesiąc, a w zależności od sezonu pojawiają się w nim świeże warzywa i owoce z miejscowego ogrodu i sadu czy pobliskich lasów. Okolica malowniczej doliny Bugu idealnie nadaje się na wycieczki piesze i rowerowe. W utworzonym w tym rejonie Parku Krajobrazowym „Podlaski Przełom Bugu” wytyczono trzy ścieżki dydaktyczno-przyrodnicze.

 

Największymi zaletami tych miejsc są polska gościnność, smaczna kuchnia, nawiązywanie do tradycji i korzystanie ze skarbów natury. Każde jest godne polecenia i wyjątkowe, tak jak całe Mazowsze.

 

Artykuły wybrane losowo

Etiopia – Tybet Czarnego Lądu

ANNA KRYPA
WWW.COMEANN.COM

 

<< Etiopia hipnotyzuje intensywnym aromatem kawy, zachwyca bogactwem i różnorodnością zabytków, wspaniałą kulturą i zapierającymi dech w piersiach dziewiczymi krajobrazami. To najbardziej górzysty kraj Afryki, a swoim niesamowitym urokiem przyciąga miłośników trekkingu z całego świata, którym oferuje niezliczoną liczbę tras i szlaków. Nigdy niedotknięty kolonizacją jest także, obok Japonii i Iranu, jednym z najstarszych państw na ziemi. >>

Więcej…

Przygoda na Zanzibarze

Mariusz Kozak-Zagozda

 

Archipelag Zanzibar składa się z trzech dużych wysp – Ungui (Zanzibaru), Pemby i Mafii, a także kilkudziesięciu mniejszych wysepek. Pierwsza z nich od wieków przyciągała poszukiwaczy przygód, odkrywców i podróżników. Skąd się wzięła jej egzotyczna nazwa, dokładnie nie wiadomo. Najczęściej powtarzane turystom wyjaśnienie mówi, że pochodzi od słowa „zendż” („zenj”) oznaczającego czarnoskórych mieszkańców Afryki Wschodniej oraz arabskiego i perskiego określenia lądu lub wybrzeża oddanego w cząstce „-bar”. Ten toponim podobno wymyślili Arabowie, którzy w I w. n.e. przypłynęli w te strony na drewnianych łodziach żaglowych „dau” („dhow”).

Więcej…

Egzotyczny Madagaskar czekający na odkrycie

MICHAŁ SZULIM

www.miejscezamiejscem.pl

 

<< Nazwę tej wyspy znają niemal wszyscy Polacy, a jednak niewielu z nich na nią dotarło. To ogromna szkoda, bo jeśli ktoś ceni sobie prawdziwą egzotykę i jednocześnie szuka pięknych, niebiańskich plaż, a poza tym chce spędzić czas w kontakcie z niewiarygodnie wręcz cudowną przyrodą, powinien jak najszybciej wybrać się na Madagaskar. A spieszyć się trzeba, bo zapewne lada chwila ten kraj zostanie odkryty przez masową turystykę, która prędko zamieni wciąż rajski kawałek świata w kolejny zatłoczony i nieprzyzwoicie komercyjny, jak dla mnie, Zanzibar. >>

 

Słynną aleję koło Morondavy tworzy ok. 250 endemicznych baobabów Grandidiera

© ONTM

 

Na początek zagrajmy w skojarzenia. Gdy słyszymy nazwę „Madagaskar”, w głowach wielu z nas pojawia się pewnie postać sympatycznego lemura katta króla Juliana z popularnego filmu animowanego czy też polskiego podróżnika, żołnierza i awanturnika Maurycego Augusta Beniowskiego (1746–1786), który w drugiej połowie XVIII w. dotarł tu po długiej wędrówce, a gdy wrócił w to miejsce, został obwołany jego władcą. Pierwsza myśl jest jak najbardziej słuszna – na Madagaskarze żyje kilkadziesiąt rodzajów lemurowatych. Jednak o Beniowskim dzisiaj już nikt tutaj nie pamięta, a przypomina o nim tylko niewielka tabliczka zawieszona na jednym z budynków w stolicy kraju.

Poza tym wyspa kojarzy się także z polskimi zamiarami jej kolonizacji i projektem przesiedlenia na nią Żydów z Europy. Mimo to plany odkupienia Madagaskaru od Francji (do której należał aż do początku lat 60. XX w.) przez Polskę trzeba traktować przede wszystkim jako mrzonkę ówczesnych polityków, którzy chcieli podbudować nieco znaczenie naszej ojczyzny i uważali, że osiągną ten cel, jeśli przyłączą do niej egzotyczne terytorium zamorskie. Zresztą nawet słynny pisarz i podróżnik Arkady Fiedler (rząd polski oddelegował go w 1937 r. na wyspę jako jednego z ekspertów) odradzał ten pomysł, pogrzebany ostatecznie przez wybuch II wojny światowej. Tak oto zakończyły się marzenia Polski o kolonii. Choć w sumie chyba dobrze się stało. Na pewno nie przyniosłaby nam zbyt wielkich zysków. Ropy tutaj nie znaleziono, region zalicza się raczej do biedniejszych części świata, a dodatkowo w tamtych czasach podróż statkiem na wyspę musiała trwać bardzo długo, skoro dzisiaj, w dobie nowoczesnych technologii, z Polski leci się na nią najkrócej ok. 10,5 godz. (od 22 czerwca 2018 r. pojawiło się bezpośrednie połączenie czarterowe biura Itaka z Warszawy na Nosy Be).

 

Nosy Iranja to właściwie dwie wysepki połączone piaszczystą mierzeją

© ONTM

 

RAJ NA ZIEMI

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pierwszym miejscem, do którego dotrzemy w tym wyspiarskim państwie położonym na Oceanie Indyjskim, u południowo-wschodnich brzegów Afryki, będzie wulkaniczna wysepka Nosy Be usytuowana w odległości mniej więcej 8 km od północno-zachodniego wybrzeża Madagaskaru i połączona z nim regularnie kursującym promem czy łodziami. Tu właśnie, w miejscowości Fascene, znajduje się lotnisko, gdzie ląduje sporo samolotów z Europy, głównie z Mediolanu i ostatnio również z Warszawy. Sama wyspa jest naprawdę dość niewielka, zajmuje powierzchnię powyżej 320 km² (zamieszkiwaną przez ponad 75 tys. ludzi), ale przecież nie chodzi o jej rozmiar. Nosy Be wyróżnia się głównie swoją urodą. Kiedy już na niej wylądujemy, z pewnością stwierdzimy, że… znaleźliśmy się w raju na ziemi! Plaże są bardzo szerokie i piaszczyste. Część z nich zagospodarowały hotele i ośrodki wypoczynkowe, ale niektóre pozostają zupełnie dzikie i puste. Woda ma turkusowy kolor i zachęca do pływania, bo ocean jest tutaj wyjątkowo ciepły.

Nosy Be to jakby przedsionek Madagaskaru, idealne miejsce na początek naszej przygody z tym egzotycznym krajem. Plasuje się gdzieś pomiędzy znanymi z Europy standardami a afrykańskimi realiami. Możemy tu spokojnie przeczekać kilka pierwszych dni, zanim oswoimy się nieco z zupełnie innym światem. To także najbardziej turystyczna i komercyjna wysepka Madagaskaru i najbardziej europejska w swoim charakterze (wiele firm z sektora usług otworzyli na niej Europejczycy). Tutaj nawet drogi są najlepsze w całym kraju, a pod względem widoków i plaż Nosy Be nie ustępuje w niczym innym sielskim wyspom na naszym globie z Mauritiusem, Seszelami i Zanzibarem na czele. Przewyższa je za to tym, że biznes wakacyjny dopiero na niej raczkuje. Ten raj nie został jeszcze odkryty przez masową turystykę – nie ma w nim tłumów ludzi okupujących każdy wolny skrawek piasku, niewiele jest też ogromnych i luksusowych resortów, które miejscami dominują w krajobrazie jej konkurentów i kawałek po kawałku anektują i odgradzają co piękniejsze fragmenty wybrzeża. Owszem, miejscowość Ambatoloaka to typowa nadmorska wioska żyjąca z turystów, ale i tak czujemy się w niej swojsko. Spokojnie można więc ją potraktować jako bazę wypadową na czas pobytu na Nosy Be.

A zdecydowanie jest tutaj co robić. Leżenie plackiem na plaży, nawet urozmaicone najbardziej wymyślnymi tropikalnymi drinkami z palemką, w końcu się znudzi. Wtedy warto poszukać innych zajęć. Z Nosy Be możemy popłynąć na jedną z okolicznych małych wysepek, takich jak dziewicze Nosy Iranja, Nosy Komba, Nosy Tanga czy Nosy Sakatia, gdzie będziemy mieli okazję popływać wokół przepięknej rafy koralowej. Dużo miejscowych biur podróży organizuje całodniowe wycieczki na nie, obejmujące nie tylko transport, ale też posiłek z pysznych ryb i owoców morza oraz wypożyczenie sprzętu do nurkowania. Warto również wybrać się w głąb Nosy Be. Do tego celu najlepiej wypożyczyć skuter. Wysepkę spokojnie można objechać w jeden dzień. Po drodze będziemy wspinać się na wulkaniczne wzniesienia i podziwiać z nich fantastyczne widoki (najwyższym szczytem jest Mont Lokobe – 455 m n.p.m.), a także obejrzymy kilka z 11 tutejszych jezior kraterowych. Polecam poza tym wizytę w największym mieście na Nosy Be, czyli 40-tysięcznym Andoany (Hell-Ville), w którym panuje typowy madagaskarski gwar i afrykański chaos. Odwiedziny na lokalnym targu pozostaną na długo w naszej pamięci, nie tylko ze względu na… szczególnie intensywny zapach ryb. Z przystani promowej odpływają łodzie i motorówki na wyspę Madagaskar.

 

Sifaka biało-kasztanowa na Nosy Be

© ONTM

 

KIEPSKIE DROGI I PIĘKNA PRZYRODA

Po opuszczeniu rajskiej Nosy Be udajemy się na Madagaskar gotowi na przygodę. Na początku musimy się – niestety – przygotować na twarde lądowanie, bo tutejsze drogi są fatalne. Jeśli ktoś narzeka na stan infrastruktury drogowej w Polsce, w tym kraju szybko zmieni punkt widzenia. Dziury mające 40 cm głębokości niekiedy bywają szersze niż sama droga. Jazda samochodem przypomina slalom – raz szosa schodzi do rzeki, a innym razem prowadzi po prowizorycznym mostku złożonym z dwóch kawałków drewna. Większość dróg wybudowali jeszcze Francuzi i nie były remontowane od ok. 60 lat. Najgorzej jest w porze deszczowej (od końca listopada do marca lub początku kwietnia), kiedy ulewy podmywają część tras i podróż wydłuża się czasem do kilku dni. Po stosunkowo dobrych szosach na Nosy Be sytuacja na Madagaskarze potrafi zaskoczyć. Na rajskiej wysepce jednak turyści zostawiają większość swoich pieniędzy, więc rząd postanowił jej infrastrukturę utrzymywać w lepszym stanie.

Nic dziwnego, że wielu podróżujących decyduje się na wynajem jeepa wraz z kierowcą. To jedyny sposób, żeby w miarę szybko przemieszczać się z miejsca na miejsce. Koszt jest dość spory, ale jeśli rozbije się go na kilka osób, pomysł okazuje się całkiem korzystny. Alternatywą są taksówki (często w katastrofalnym stanie, również technicznym), a dla najbardziej odważnych – taxi-brousse, czyli zawsze przepełnione busy, które przewożą pasażerów stłoczonych jak sardynki w 40-stopniowym upale i poruszają się w żółwim tempie. Tym środkiem transportu można pokonać co najwyżej 100 km dziennie. Na więcej nie pozwala – niestety – jakość tutejszych dróg…

Co właściwie poza przepięknymi plażami zasługuje na zainteresowanie na Madagaskarze? Warto już na początku zaznaczyć, że zabytków nie ma tu prawie wcale (poza stolicą – Antananarywą, gdzie znajdują się m.in. dwa pałace Andafiavaratra i Ambohitsorohitra oraz kilka innych ciekawych budynków). Turystów przyciąga w te strony przede wszystkim niesamowita przyroda. Pod tym względem wyspa uchodzi za prawdziwy fenomen w skali światowej! Mniej więcej 80 proc. tutejszej fauny i 90 proc. flory to organizmy endemiczne, czyli niewystępujące nigdzie indziej na ziemi. Na dodatek każdego roku odkrywa się kolejne, nieznane wcześniej gatunki roślin i zwierząt, dlatego ten kraj jest rajem dla miłośników przyrody. Zaręczam, że nawet jeśli biologia w szkole kogoś nudziła, tutaj nie da się pozostać obojętnym na wdzięki natury. Pierwszym spotkaniem z egzotyką na Madagaskarze bywa zwykle zetknięcie się z kameleonem. Ten sympatyczny gad powinien być umieszczony w godle państwa, bo na wyspie występuje niemal wszędzie. Co ciekawe, wśród mieszkańców cieszy się on szacunkiem graniczącym nawet… ze strachem. Nie wolno nigdy pokazywać kameleona palcem, ponieważ według wierzeń przynosi to nieszczęście. Trzeba zgiąć palec wskazujący i dopiero wtedy skierować go na zwierzę. Kameleon przechodzący przez ulicę na Madagaskarze odgrywa rolę naszego czarnego kota. Należy poczekać, aż sobie spokojnie pójdzie, żeby nie igrać z losem…

 

PRAWDZIWY SKARB

O ile kameleona spotkamy praktycznie wszędzie, o tyle z innymi zwierzętami i unikatowymi roślinami nie pójdzie nam tak łatwo. Już podczas podróży samochodem terenowym przez wyspę można zauważyć, że… praktycznie nie ma na niej drzew. Powód jest smutny, ale prozaiczny: kolejne rządy prowadziły zakrojony na szeroką skalę wyręb lasów i handlowały drewnem na potęgę. Poza tym wśród Malgaszów dużą popularnością cieszy się rolnictwo żarowe polegające na wypalaniu obszarów leśnych i przekształcaniu ich w pola ryżowe. Szacuje się, że w wyniku tych działań ludzkich z powierzchni Madagaskaru zniknęło… niemal 90 proc. drzewostanu o charakterze pierwotnym! Dlatego właśnie, aby poznać wyjątkową faunę i florę wyspy, trzeba udać się do jednego z parków narodowych lub rezerwatów, których powstało w kraju kilkadziesiąt. Jeden z nich – Lokobe (Réserve Naturelle Intégrale de Lokobe) – znajdziemy nawet na południowym wschodzie wspomnianej wcześniej Nosy Be (słynie on z lemurii czarnej i kameleona lamparciego), ale ja radzę odwiedzić położone na północy Madagaskaru Park Narodowy Ankarana (Parc National Ankarana, Réserve Spéciale Ankarana) czy też Park Narodowy Montagne d’Ambre (Parc National Montagne d’Ambre). Warto zdawać sobie sprawę, że tutejsze tereny parkowe są naprawdę dzikie. Nie wjedziemy na nie samochodem, dlatego trzeba się przygotować na wycieczki piesze. Do wyboru mamy zwykle kilkanaście tras ekoturystycznych: od kilkukilometrowych po nawet kilkunastokilometrowe, których przebycie zajmuje cały dzień.

Obowiązkowo należy także wynająć przewodnika. Koszt takiej usługi rozkłada się na całą grupę, ale – proszę mi wierzyć – są to chyba najlepiej wydane pieniądze podczas pobytu na wyspie. Po pierwsze dlatego, że przewodnicy mówią po angielsku, co na Madagaskarze nie jest wcale takie oczywiste. Po drugie, ci ludzie cechują się niewyobrażalną wręcz spostrzegawczością. Gdy idziemy w towarzystwie takiego przewodnika przez park, potrafi on w pewnym momencie nagle przerwać rozmowę i polecić nam być cicho, aby po chwili wpatrywania się gdzieś w dal pokazać małego ptaszka na odległym drzewie w głębi lasu albo lemura siedzącego na gałęzi wysoko nad naszymi głowami.

Jeśli wybieramy się więc do rezerwatu lub parku narodowego, musimy przygotować się na solidną dawkę emocji i częste spotkania ze zwierzętami nie występującymi nigdzie indziej na ziemi. Oprócz oglądania rzadkich ptaków, owadów, kilkudziesięciu rodzajów lemurów czy kameleonów (tych ostatnich do czerwca 2015 r. odkryto aż 202 gatunki!) będziemy mogli jeszcze podziwiać przepiękne widoki na naturalne wąwozy, wyjątkowe formacje skalne z wapienia zwane po malgasku tsingy bądź majestatyczne wodospady (na czele z 62-metrowym Cascade d’Antomboka w Parku Narodowym Montagne d’Ambre) i wulkaniczne jeziora lub przejść się zwodzonym mostem (w Parku Narodowym Ankarana) i pohuśtać na zwisających między drzewami lianach. Poza tym możemy odwiedzić jeden z bujnych lasów deszczowych, które wycina się bezlitośnie na całym świecie. Gorąco polecam zwiedzić kilka parków narodowych i rezerwatów, żeby zrozumieć, dlaczego tutejszy świat przyrodniczy należy do najbardziej fascynujących na naszym globie. Odrębną ciekawostką jest słynna Aleja Baobabów położona na drodze między Morondavą a Belon’i Tsiribihina w regionie Menabe na zachodzie Madagaskaru, chyba jedna z najczęściej fotografowanych przez turystów atrakcji w kraju.

 

ZAPACH KAKAO I ZGIEŁK MIASTA

Podczas pobytu na północy wyspy możemy również poświęcić 3–4 godz. na wizytę na plantacji kakao Millot w Andzavibe koło miasta Ambanja (założonej w 1904 r.), która zaopatruje w ziarna kakaowca m.in. wytwórnie słynnej francuskiej ekskluzywnej czekolady Valrhona. Mamy tu szansę zobaczyć, jak wygląda cały proces produkcji, począwszy od zerwania owoców, przez poddanie ich fermentacji i suszenie, na pakowaniu skończywszy. Plantacja jest spora, a jeśli dopisze nam szczęście, to obwiezie nas po niej sama niebywale charyzmatyczna właścicielka, która opowie z pasją o swoim przedsięwzięciu. Przy okazji będziemy mieć możliwość spróbowania takich specjałów jak pieprz czerwony (zerwany prosto z drzewa), zobaczenia, jak rośnie wanilia, a nawet skosztowania dojrzałych owoców kakaowca przed obróbką. Zwiedzanie kończy wyborny obiad, do którego podaje się ciasto zrobione z czekolady wytworzonej na bazie pochodzącego stąd surowca, a także likier czekoladowy z ziaren kakaowych. Proszę mi uwierzyć, że po wizycie tutaj każda tabliczka czekolady zjedzona po przyjeździe do domu będzie smakować inaczej i kojarzyć się już na zawsze z tym miejscem.

Jeśli ktoś jest z natury mieszczuchem i ciągnie go do dużych skupisk ludzi, to na Madagaskarze też znajdzie coś dla siebie. W stolicy kraju, wspomnianej już Antananarywie (zwanej potocznie Taną), oprócz kilku większych zabytkowych obiektów można znaleźć całkiem dużo budynków w stylu kolonialnym i doświadczyć prawdziwie afrykańskiego tłoku na ulicach (jej obszar metropolitalny zamieszkuje ok. 2,7 mln osób). Niestety, przy obecnym katastrofalnym stanie dróg podróż z Nosy Be do miasta potrafi zająć kilka dni. Dlatego amatorzy życia miejskiego powinni rozważyć wizytę w położonym na północy dawnym Diego-Suarez, w 1975 r. przemianowanym na Antsirananę. Miłośnicy architektury kolonialnej, zakochani w charakterystycznych łukach i zdobieniach, znajdą tu całe kwartały z zabudową w tym stylu. To pozostałość po panowaniu Francuzów na wyspie. Zresztą europejską atmosferę wyczuwa się w tym mieście bardzo wyraźnie. Antsiranana jest również dobrą bazą wypadową na wspaniałe plaże, których nie brakuje w pobliżu. Symbol tego 130-tysięcznego miasta stanowi Głowa Cukru (Pain de Sucre), czyli charakterystyczna wulkaniczna wysepka wystająca z wody na środku tutejszej zatoki Diego-Suarez (Baie de Diego-Suarez), będąca najpopularniejszym obiektem ze zdjęć z tej okolicy.

 

EGZOTYKA W STYLU AFRYKI

Madagaskar kusi jednak nie tylko osoby lubiące błogi wypoczynek na plaży, nurkowanie, wędkarstwo, kajakarstwo, surfing, kite- i windsurfing, żeglarstwo czy spędzanie czasu w otoczeniu przyrody. Ten kraj fascynuje swoją egzotyką i karmi nas widokami, których nie mamy szansy zobaczyć w Europie. Po pierwsze, musimy tu przyzwyczaić się do afrykańskiego stylu życia i zupełnie innych standardów, dotyczących nie tylko stanu dróg. W małych miejscowościach dominuje zabudowa złożona z chat zrobionych z blachy falistej czy bambusa. Przed domami wylegują się Malgasze, którzy spędzają większość dnia na słodkim nicnierobieniu. Trzeba także przywyknąć do wszechobecnego chaosu, widoku zebu (garbatych krów) chodzących sobie spokojnie pomiędzy samochodami na ulicach, podobnie zresztą jak ludzi mających w zwyczaju iść środkiem szosy. Kolejnym szczegółem, który rzuca się w oczy, jest fakt, że wszyscy ciągle coś tu sprzedają. Na wyspie obowiązuje zasada mówiąca, iż kto handluje, ten żyje. Punktem sprzedaży może być kawałek blachy falistej na ulicy czy prowizoryczny stołek. Kobiety sprzedają towary, które noszą w wielkich misach na głowie. Nie tylko owoce i warzywa są przedmiotem transakcji, w obiegu jest dosłownie wszystko.

Na Madagaskarze nic się nie marnuje. Stare, rozklejone buty, podziurawiona koszula lub wyszczerbiona ze starości miotła – te przedmioty mają tutaj po kilka żyć, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce je kupić. Procedury handlowe są mocno uproszczone i nikt nie zawraca sobie głowy takimi drobiazgami jak dokładne ważenie towarów. Na bazarze obowiązują tylko dwie miary: duża i mała puszka po kawie. To nimi odmierza się kolejne porcje ryżu, soli czy cukru. Z drugiej strony wszędzie można odczuć wpływ kultury Francuzów, więc jeśli znamy francuski, poczujemy się na Madagaskarze jak ryba w wodzie. Większość jego mieszkańców posługuje się tym językiem, a kiedy otworzymy menu w restauracji, znajdziemy w nim francuskie nazwy potraw. Nic więc dziwnego, że wielu emerytów z Francji osiedla się na wyspie na starość.

Jednak najbardziej rzucają się tu w oczy samochody. Jak powszechnie wiadomo, jednymi z symboli Kuby są amerykańskie krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. Na Madagaskarze za ich odpowiedniki uchodzą równie stare francuskie auta – pozostałość po kolonizatorach z Europy. Leciwe pojazdy marki Citroën, Renault czy Peugeot wciąż pozostają w tym kraju w użytku. Ich karoserie zamalowuje się kolejnymi warstwami lakieru, przykrywającymi ogromne płaty rdzy. Stan techniczny madagaskarskich samochodów mógłby wywołać szok u europejskiego mechanika. Popękane szyby, brak kilku przełożeń w skrzyni biegów, zbite reflektory, lusterka czy oderwany zderzak to cechy charakterystyczne tutejszych aut. Pomiędzy nimi jeżdżą po ulicach żółte pojazdy napędzane silnikiem motorowym – odpowiedniki azjatyckich tuk-tuków, które pełnią funkcję taksówek. W dużych miastach możemy również przejechać się rikszą.

Przy okazji warto też wspomnieć o zwyczaju wręczania łapówek, który na Madagaskarze jest czymś najzupełniej normalnym. Nikt się tu nie dziwi, gdy na drodze przy prowizorycznym szlabanie zrobionym z bambusowych kijów i sznurka, czyli spontanicznie ustanowionym punkcie kontrolnym, ustawia się dwóch policjantów. Każdy kierowca wie, że tym stróżom prawa zawsze chodzi o jedno i to samo, dlatego ma przyszykowane kilka groszy schowanych w brudnym dowodzie rejestracyjnym. Także wręczenie na lotnisku dolara czy dwóch funkcjonariuszowi, który nagle zainteresował się tym, gdzie kupiliśmy cynamon i czy posiadamy odpowiedni certyfikat (nawet jeśli takowy nie istnieje), to normalna praktyka. Zwykle mała łapówka skutecznie ucina ciekawość służb kontrolnych.

 

Kobiety sprzedające turystom kolorowe chusty na madagaskarskiej plaży

© ONTM

 

NA KAŻDĄ KIESZEŃ

Na koniec zostawiłem jeszcze jedną rzecz, o której warto wspomnieć. Madagaskar to bajecznie tani kraj, szczególnie w porównaniu z pobliskim Mauritiusem, a nawet z Grecją czy Portugalią. Czysty pokój w hotelu lub pensjonacie z bardzo podstawowym wyposażeniem możemy tutaj wynająć już za równowartość 40–50 złotych. Podobnie ma się rzecz z jedzeniem, za które – nawet w dobrych restauracjach – zapłacimy mniej więcej jedną trzecią tego, co musielibyśmy wydać na wakacjach w Europie. Jeśli ktoś lubi świeże owoce morza, to na wyspie Nosy Be poczuje się jak w niebie. Można tu spróbować dziesiątek gatunków ryb oceanicznych, krewetek, ośmiornic, kalmarów i wszystkiego, co tylko ocean daje człowiekowi, a ceny są bardzo rozsądne. Tropikalne drinki na plaży kosztują w przeliczeniu kilka (!) złotych (lokalna waluta to ariary). Nic w tym zresztą dziwnego, skoro za litr tutejszego rumu (marki Dzama lub Madi Rum) w sklepie trzeba dać... równowartość 7 złotych, bo alkohol na Madagaskarze jest również bajecznie tani. Stosunkowo drogo wychodzi jedynie wynajęcie jeepa z kierowcą. Ceny biletów do parków narodowych i rezerwatów przyrody są z kolei mniej więcej takie jak w przypadku wstępu do muzeów w Europie.

Jeśli więc ktoś nie ma pomysłu na urlop, a marzą mu się wakacje w egzotycznym i stosunkowo mało popularnym rejonie, z całego serca polecam Madagaskar. To wyspa, której największym skarbem obok przepięknych, niebiańskich plaż jest fascynująca natura. Obserwowanie codziennego życia Malgaszów pozwala poznać prawdziwie afrykański charakter tego miejsca. Najlepiej udać się tutaj w okresie od końca marca do listopada, aby móc w pełni skorzystać z uroków pory suchej. Radzę się jednak pospieszyć, bo lada chwila także i to wyspiarskie państwo zostanie odkryte przez miliony turystów, czego, szczerze mówiąc, wcale mu nie życzę.

 

Wydanie Lato 2018