Reklama
Reklama

 
Tanzania dla każdego

Kilimandżaro to góra – legenda. Ogromny masyw wygasłego wulkanu bieleje lodowcową czapą prawie w samym środku Czarnego Lądu. Jego najwyższym szczytem (i jednocześnie całej Afryki) jest Uhuru (5895 m n.p.m.). Kilimandżaro w całości leży w Tanzanii, jednym z najciekawszych krajów na kontynencie. Trzeba się spieszyć, żeby zobaczyć na szczycie tej góry bajeczne, ale zanikające lodowce w sercu Afryki.

O śniegach Kilimandżaro pisano powieści i poematy, kręcono filmy… Zdobyć „Dach Afryki” jest marzeniem tysięcy turystów, z których wielu próbuje co roku zrealizować swój sen. Jednak nie wszystkim to się udaje. Wokół masywu narosło wiele „turystycznych” mitów, z którymi spotykają się jego potencjalni zdobywcy. Wystarczy przytoczyć tylko kilka z nich: że tylko co 4 turysta wchodzi na Kilimandżaro, że na szczycie jest niezwykle zimno, że wysiłek fizyczny jest ogromny, że choroba wysokościowa zbiera krwawe żniwo… Jak w przypadku większości mitów, oparte są one na pewnych faktach, lecz też często wyolbrzymiane przez ludzką wyobraźnię. 
Jaka jest prawda? Na ile mity mają pokrycie w rzeczywistości? Czy wreszcie góra Kilimandżaro warta jest wysiłku oraz pieniędzy zainwestowanych w jej zdobywanie? Na wszystkie te pytania postaram się odpowiedzieć w moim artykule.

Po pierwsze, warto wyjaśnić różnice pomiędzy Kilimandżaro, Kibo i Uhuru… Nazwy te, padające często przy planowaniu trekkingu w Tanzanii, mogą zmylić turystę. Otóż Kilimandżaro to cała wielka góra. Jest to ogromny wulkan i – jak uważają niektórzy – najwyższy wolnostojący masyw świata, mający też jedno z największych wyniesień ponad otaczający teren (miasto Moshi, usytuowane u jego stóp, położone jest „zaledwie” na wysokości 860 m n.p.m.).
W ramach Kilimandżaro wznoszą się trzy potężne stożki wulkanów: Shira (3962 m n.p.m.) – płaski, znajduje się w zachodniej części legendarnej góry, Mawenzi (5149 m n.p.m.) – bardziej skalisty i niedostępny, oraz najwyższy z nich, najobszerniejszy, leżący centralnie – Kibo (5895 m n.p.m.). Pomiędzy tymi dwoma ostatnimi rozciąga się rozległy płaskowyż, zwany Siodłem. To właśnie stożek wulkanu Kibo jest utożsamiany przez turystów z Kilimandżaro. Jest on pokryty białą czapą lodowca i widoczny z odległości kilkudziesięciu kilometrów. W jego wnętrzu znajduje się ogromny krater wypełniony popiołami. Jednak to nie Kibo jest najwyższym punktem Czarnego Lądu. Jest nim mieszczący się na nim wierzchołek Uhuru. Jest to najwyższe wyniesienie grani będącej krawędzią krateru. To właśnie Uhuru Peak (5895 m n.p.m.) jest w rzeczywistości celem i marzeniem turystów górskich przybywających pod Kilimandżaro. Prawdą jest, że – niestety – nie wszystkim udaje się go zdobyć. Część osób dociera tylko do Gilman’s Point (5681 m n.p.m.), czyli do najłatwiej dostępnego miejsca na krawędzi krateru Kibo. Wielu turystów poddaje się też trochę powyżej schroniska Kibo Hut (4750 m n.p.m.), przy wielkim kamieniu, nazywanym przez przewodników Hindu Point, ponieważ tutaj najczęściej rezygnują z dalszej drogi Hindusi. Z moich własnych obserwacji oraz z rozmów z lokalnymi przewodnikami wynika, że owszem sporo uczestników wyprawy nie osiąga Uhuru, czy nawet Gilman’s Point, ale są to zazwyczaj osoby zupełnie nieprzygotowane do wymagającego trekkingu – zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym, oraz także wyposażenia… Są to trochę tacy „kaskaderzy z przypadku”. Sam widziałem pod szczytem Australijczyka w butach trochę mocniejszych niż do biegania oraz w czapce klauna na głowie, bo swojej nie miał i ktoś mu pożyczył! Górę próbują też zdobywać osoby bez wcześniejszej aklimatyzacji, co przy tej wysokości musi zakończyć się klęską.

WEJŚCIE NA UHURU PEAK

Kilimandżaro (a konkretnie trekking na Kibo i szczyt Uhuru) dla turystów górskich, dysponujących dobrą kondycją fizyczną i dobrze zaaklimatyzowanych, nie stanowi bardzo trudnej bariery. Na najpopularniejszych drogach podejścia na „Dach Afryki” nie występują w zasadzie większe trudności techniczne, jak chociażby na Orlej Perci w Tatrach. Większość trasy trekkingu stanowi marsz łagodnie wznoszącą się ścieżką poprzez przepiękne, otwarte krajobrazy. Dodatkowo zdobycie góry ułatwia fakt, że – czy tego chcemy, czy też nie – jesteśmy zobowiązani do wynajęcia porterów (tragarzy), więc my sami możemy wspinać się bez obciążeń (z portfelem i aparatem fotograficznym).
Większość turystów wędruje na Kilimandżaro drogą Marangu. Jest to najłatwiejsza trasa na szczyt i – co bardzo ważne – jedyna, na której funkcjonują schroniska górskie. Jest to istotne, jeśli komuś zależy na minimum komfortu oraz uniezależnieniu się od zmiennych warunków pogodowych, jakie panują w tym masywie (zwłaszcza noce bywają tu chłodne i temperatura często spada poniżej 0 st. C). Poza tym należy pamiętać o tym, że dobry sen jest ważny dla prawidłowej aklimatyzacji. Wadą tej drogi są spore tłumy spotykane tutaj w szczycie sezonu (styczniu i sierpniu). Może nie są one aż takie, jak np. w Dolinie Kościeliskiej w pogodny weekend sierpniowy, ale o kontemplacji widoków w samotności trzeba zapomnieć. Wybierając ten szlak warto planować wyprawę na grudzień czy wrzesień. Potoczna nazwa tej trasy to Coca-Cola Route, pewnie ze względu na jej masowy charakter…
Bardzo ciekawą i znacznie mniej obleganą drogą na Kibo jest Machame. Nazywana przez przewodników Whisky Route, ponieważ smakuje lepiej niż Coca-Cola, ale może sponiewierać… I rzeczywiście, jedyne techniczne trudności związane są z pokonaniem przepięknej ściany skalnej, nazywanej Barranco Wall – nie przekraczają one jednak tego, co spotykamy na szlakach w Tatrach.

Na Kilimandżaro prowadzi jeszcze kilka innych, bardzo rzadko odwiedzanych dróg, gdzie faktycznie można poczuć się prawie jak słynny odkrywca David Livingstone. Wszystkie one zaczynają się u jej podnóża i przebiegają przez niezwykłe piętra krajobrazowe – od lasów deszczowych począwszy, aż po nagie turnie z zastygłej lawy. Istnieje nawet taki szlak, który okrąża dookoła cały stożek Kibo, trawersując zbocza góry na wysokości ok. 4000 m n.p.m.

WULKAN MERU
Kilimandżaro nie jest jedynym wielkim wulkanem Tanzanii. Kilkadziesiąt kilometrów na zachód wznosi się inny potężny szczyt – Meru. Jego wierzchołek, Socialist Peak, osiąga wysokość 4562 m n.p.m. Cały masyw i sam trekking jest nawet ciekawszy od wejścia na Kilimandżaro. Góra znajduje się na terenie Parku Narodowego Arusha, gdzie żyją liczne gatunki dzikich zwierząt. Wędrując na Meru wcale nie należy do rzadkości spotkanie na ścieżce bawoła, czy całego stada pawianów. Dlatego ze względów bezpieczeństwa każda grupa turystów eskortowana jest przez uzbrojonego rangera (strażnika). Wprawdzie nie można mieć wielkiego zaufania do posiadanej przez nich broni (karabiny pochodzą chyba z czasów I wojny światowej), ale – jak twierdzą sami strażnicy leśni z Parku Narodowego Arusha – z nimi jest zawsze bezpieczniej, bo zwierzęta rozpoznają ich mundury z daleka i czują wówczas respekt.

Droga na szczyt Meru (i z powrotem) może trwać 4 dni, być bajeczną przygodą. Na pewno niezapomniany będzie zachód słońca przy schronisku Miriakamba Hut (2514 m n.p.m.), gdy ostatnie promienie będą gasnąć powoli na lśniących w oddali lodowcach Kilimandżaro, a z dżungli poniżej rozbrzmiewać będą tajemnicze głosy zwierząt!

Atak na szczyt Meru – Socialist Peak – następuje w środku nocy z położonego na wysokości 3570 m n.p.m. schroniska Saddle Hut. Powyżej łagodniejszego zbocza rozpoczynamy serię trawersów poprzez trochę trudne skalne żeberka. Następnie podążamy dalej przepaścistą krawędzią głównego krateru na skalisty szczyt góry Meru. Gdy tylko wzejdzie słońce, oczom turystów ukazuje się niezwykły widok! Na horyzoncie można podziwiać roziskrzoną piramidę Kilimandżaro, a pod stopami wnętrze ogromnego krateru, rozerwanego niegdyś wybuchem, do którego zakradają się pod osłoną mgieł macki niezwykle zielonego lasu deszczowego...


TANZAŃSKIE PARKI NARODOWE
Tanzania jest krajem niesamowicie bogatym przyrodniczo i kulturowo. Można by na jej poznawanie przeznaczyć wiele tygodni, a i tak pozostanie nam niedosyt...
Na pewno wśród najjaśniejszych gwiazd tanzańskiego firmamentu błyszczą parki narodowe i rezerwaty przyrody, w których jak nigdzie indziej można obserwować żyjące na wolności dzikie gatunki zwierząt, w tym tzw. Wielką Piątkę: lwa, nosorożca czarnego, lamparta, słonia i bawoła afrykańskiego. Najsławniejszym jest wpisany w 1979 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO Rezerwat Ngorongoro (Ngorongoro Conservation Area). Znajduje się on we wnętrzu potężnego krateru niewysokiego wygasłego wulkanu o tej samej nazwie. Jego specyfika polega na tym, że na stosunkowo niewielkiej przestrzeni (chroniony jest obszar 8288 km2), jak na Afrykę, nagromadzone jest spore „stadko” dzikich zwierząt, co znacznie ułatwia ich obserwację.

Innymi znanymi miejscami wśród miłośników dzikiej przyrody są położony nad Jeziorem Manyara w północnej Tanzanii Park Narodowy Jeziora Manyara oraz sawannowy Park Narodowy Tarangire, który swą nazwę wziął od przepływającej przez niego rzeki. Swoją popularność zawdzięczają one głównie łatwemu dojazdowi z centrów turystycznych kraju.
Prawdziwi koneserzy wolą jednak trochę bardziej oddalony od Kilimandżaro Park Narodowy Serengeti. Jest on największy obszarowo (ma powierzchnię 14 763 km2), położony w północno-zachodniej Tanzanii, przy granicy z Kenią. Tylko tutaj, jak uważają lokalni przewodnicy, można podglądać zwierzęta żyjące w swoim naturalnym środowisku, bez zbytniej ingerencji człowieka. To właśnie w Serengeti ujrzymy bez problemu choćby polujące lwy... Ze względu na wielki obszar tego parku, ruch turystyczny jest rozrzucony po nim i nie mamy tu poczucia pikniku czy cyrku, jak np. w Ngorongoro, kiedy jeden wylegujący się w spokoju lew otoczony jest przez kilka samochodów wypełnionych turystami, a trzask migawek aparatów fotograficznych zagłusza śpiew ptaków.

ZANZIBAR – PRAWDZIWA PERŁA TURYSTYCZNA
Kolejną popularną atrakcją jest wyspa Zanzibar z jej odmiennym od kontynentalnej części kraju klimatem, tak dosłownym, jak i kulturowym. Trzeba pamiętać, że stała się ona oficjalną częścią Tanzanii dopiero w 1964 r. (łącząc się z Tanganiką) i wciąż cieszy się dużym zakresem autonomii. Niezmiernie burzliwe są wcześniejsze dzieje Zanzibaru, które odcisnęły swoje piętno w architekturze, religii i kulturze. Najdłużej panowali tu Persowie i Arabowie, skolonizowawszy wyspę prawdopodobnie już w X w. Stanowiła ona dla nich bazę do wymiany handlowej z Afryką Wschodnią. To właśnie stąd wyprawiali się oni zbrojnie na kontynent w poszukiwaniu czarnych niewolników. Tych ostatnich przetrzymywano potem w wielkich obozach na Zanzibarze, a następnie kupcy arabscy sprzedawali ich i wysyłali niemal na cały świat. Samo niewolnictwo zostało zniesione na wyspie dopiero w 1890 r.

Dzisiaj Zanzibar jest prawdziwą perłą turystyczną. Ładne hotele położone przy piaszczystych plażach nad turkusowym Oceanem Indyjskim przyciągają tutaj przez cały rok rzesze turystów. Na wyspie można żeglować, nurkować, plażować, ale też odbywać piesze czy samochodowe safari do lasów porastających wnętrze Zanzibaru, gdzie żyją niezwykle rzadkie gatunki zwierząt, jak np. małpa – gereza trójbarwna (nie spotkamy jej nigdzie indziej na świecie!).

MIESZKAŃCY TANZANII
Tanzania to też ludzie. Są oni serdeczni, otwarci, choć w większości bardzo ubodzy. Liczne miejscowe plemiona i klany często posługują się odrębnymi językami, gdyby nie suahili (obowiązkowe w szkolnictwie podstawowym) ich członkowie nie byliby w stanie porozumieć się między sobą. U podnóży Kilimandżaro żyją przedstawiciele grupy etnicznej Chagga. Z ich grona pochodzi większość przewodników i porterów (tragarzy) towarzyszących turystom w górach Tanzanii. Na rozległych równinach żyją według tradycyjnych wzorów Masajowie. Często można ich spotkać wędrujących ze swoimi stadami bydła w niewielkiej odległości od szosy, którą właśnie przemieszczamy się po kraju. Do niezwykłych przeżyć można śmiało zaliczyć wizytę w masajskich wioskach. Warto jednak poszukać takiej, która jest prawdziwą, a nie zasiedloną i utrzymywaną jedynie na potrzeby turystów, znajdującą się w pobliżu popularnych parków narodowych. W tradycyjnej masajskiej wiosce możemy poznać życie Masajów bez elektryczności, bieżącej wody oraz zobaczyć niezwykłe kontrasty, np. nowoczesną Nokię ukrytą pod fałdami tradycyjnego stroju.

Nieważne jest to, czy będziemy wspinać się na szczyty, podglądać zwierzęta na safari, czy odbywać wycieczkę kulturową, Tanzania pozostanie na pewno na długo w naszej pamięci! Zawsze też będziemy chcieli tu powrócić...

JAROSŁAW FIGIEL

właściciel firmy podróżniczej Exploruj.pl

 

Reklama

design: Marek Łaba

Reklama

Reklama

Reklama
Reklama