UNESCO zaprasza do podróży po miejscach światowego dziedzictwa w Europie. Informacje, prezentowane w czterech częściach: „Starożytna Europa", „Romantyczna Europa", „Europa królów" i „Europa podziemna”, dostępne są w angielskiej i francuskiej wersji językowej. 

W części poświęconej miejscom znajdującym się pod ziemią prezentowane są między innymi  Królewskie Kopalnie Soli w Wieliczce i Bochni. Zabytkowa Kopalnia Soli w Wieliczce należy, wraz ze Starym Miastem w Krakowie, do 12 pierwszych miejsc wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa w roku 1978, kiedy Lista zaczęła powstawać. W 2013 roku wpis rozszerzono o Kopalnię Soli w Bochni i Zamek Żupny w Wieliczce. 

Zachęcamy do odwiedzenia portalu UNESCO i zapoznania się z pełną Listą światowego dziedzictwa, tworzoną w ramach Konwencji w sprawie światowego dziedzictwa kulturalnego i naturalnego. Znajduje się na niej obecnie 1121  miejsc w 167 krajach, w tym 869 dóbr kultury, 213  dóbr przyrodniczych i 39 dóbr mieszanych, kulturowo-przyrodniczych. Krótkie opisy w języku polskim znajdą Państwo na stronie Polskiego Komitetu do spraw UNESCO.

 

W czwartek, 2 kwietnia 2020 roku, odbył się pierwszy wideo czat zorganizowany w ramach „Platformy doradztwa branżowego” - nowatorskiej inicjatywy Stowarzyszenia Branży Eventowej. Wzięli w nim udział przedstawiciele firm członkowskich, którzy podzielili się z odbiorcami swoimi przemyśleniami na temat sytuacji branży eventowej w dobie COVID-2019.

Stowarzyszenie Branży Eventowej postanowiło w regularnych wideo czatach z ekspertami oraz przedstawicielami firm członkowskich, pokazywać dobre przykłady, jak można działać i kreować aktualną rzeczywistość, bazując na dostępnych rozwiązaniach. Celem tych spotkań jest integracja środowiska branżowego oraz wzajemna wymiana doświadczeń i edukacja

W pierwszym z tego cyklu czacie wzięli udział: Magdalena Siry (Dyrektor Sprzedaży Wersal Catering), Magdalena Kozicka (Dyrektor Zarządzająca Mea Group), Alexandra Kunowska (Dyrektor Sprzedaży i Marketingu ModraSova), Armen Avanesian (CEO Galitsyna Art Group - Teatr Piasku ) oraz Michał Czerniak (Dyrektor Zarządzający Brill AV Media). Spotkanie poprowadził konferansjer Krzysztof Łobodziński.

Uczestnicy spotkania podzielili się z odbiorcami ciekawymi spostrzeżeniami oraz prognozami na najbliższą przyszłość. Michał Czerniak z Brill AV Media zaznaczył, że w tej chwili jedyną alternatywą dla tradycyjnych spotkań są spotkania online, zaś studio i event online mogą być jedynie substytutem normalnego eventu. Zaznaczył, że spotkania online należy traktować jako rozwiązania tymczasowe. W jego opinii aktualnienajwiększym wyzwaniem w ramach tego rozwiązania, jest sama technologia transmisji. Około 80% korporacji przeszło bowiem na pracę zdalną, tak samo mniejsze firmy i wszystkie dzieci w wieku szkolnym, jak również studenci. To obciąża łącza. Dlatego największym wyzwaniem dla firm realizujących transmisje online jest przepustowość internetu. Michał Czerniak kilkukrotnie zaznaczył także, że w jego opinii stream nie zastąpi eventów, a narzędzia do zdalnej komunikacji są tylko strategią na przetrwanie. 

Magdalena Siry z Wersal Catering przyznała, że dla jej firmy, podobnie jak dla większości firm z branży spotkań, obecny czas stanowi duże wyzwanie. Jednocześnie jednak zaznaczyła, że Wersal Catering skupia obecnie całą swoją energię na utrzymaniu zespołu. Dlatego załoga Wersala w ramach home office spędza czas na porządkowaniu baz oraz zajęciu się sprawami, na które wcześniej tego czasu brakowało. Myśli też o opracowaniu narzędzi do bardziej efektywnej pracy w przyszłości. „Świat zwolnił, a my się dalej rozwijamy” – podsumowała.  

Armen Avanesian z Galistyna Art. Group zauważył, że na początku marca firmy łudziły się, że przestój w naszej branży będzie tylko chwilowy, a w połowie kwietnia wrócimy do normalnego funkcjonowania. Niestety po przeanalizowaniu sytuacji okazało się, że przestój będzie trwał znacznie dłużej, a większość wydarzeń przenoszona jest nie na czerwiec, a na jesień i koniec roku 2020. W jego ocenie największym wyzwaniem dla kadr menadżerskich jest obecnie motywowanie zespołów do wydajnej pracy w ramach home office. Stąd pomysł na filmiki motywacyjne, które realizowane przez Galistynę pomagają wesprzeć zespoły i dyscyplinę pracy w tym trudnym czasie. 

Aleksanda Kunowska z Modra Sova zaznaczyła, że z uwagi na specyfikę działalności jej firmy, sprzedaż całkowicie stanęła w pierwszym tygodniu zamknięcia szkół. To właśnie dlatego powstały warsztaty „Zrób to sam”, które oferują obecnie swoim klientom. Kunowska zaznaczyła, że obecna sytuacja wymusiła też rozwój na jej firmie. Wcześniej Modra Sova nie realizowała warsztatów online i zakładała, że będzie to niemożliwe. Dziś, w nowych realiach okazało się jednak, że jest to wykonalne i rozwiązania online już teraz zaczynają być wdrażane w życie. 

Magda Kozicka z MEA Group zaznaczyła, ze mimo, że MEA Group nie produkuje aktualnieeventów na żywo, gdzie ma kontakt z publicznością, to mimo tego, nie czuje jakby były wakacje od pracy. Klienci cały czas planują swoje działanie, a agencja uczestniczy w procesach przetargowych i ofertowaniu. Pojawiają się zapytania na czerwiec, ale to spotykają się od razu z przygotowaniem dwóch wersji: optymistycznej oraz planu B, na wypadek gdyby kwarantanna została przedłużona. Kozicka zaznacza, że to bardzo ważne aby w obecnym czasie, zapewnić klientom poczucie bezpieczeństwa i komfortu oraz pełnej gotowości na zmieniające się realia i rzeczywistość. Myśleniu o przyszłości towarzyszy intensywny research także bazujący na analizie sytuacji branży eventowej za granicą. 

Ciekawe były także wnioski dotyczące pozytywnych aspektów obecnej sytuacji i tzw. outcome. Michał Czerniak uważa, że aktualna sytuacja nauczy nas wszystkich dużo większej ostrożności w podejmowaniu decyzji biznesowych. Nie wszyscy ten okres przetrwają i sobie poradzą. Spora część firm nastawia się na zamknięcie operacji do końca roku.  Dlatego wielu przedsiębiorców ta sytuacja nauczy niezbędnej ostrożności w prowadzeniu biznesu. 

Magda Kozicka dodała, że wg niej po zakończeniu kwarantanny, kiedy sytuacja się ustabilizuje, zapraszani goście będą chętniej przyjeżdżać na eventy, gdyż zdążą się za nimi stęsknić i zaczną je bardziej doceniać. 

Aleksanda Kunowska twierdzi, że na rozwiązaniach online w dłuższej pespektywie skorzystają uczelnie i studenci, dla których wykłady online mogą się okazać rozwiązaniem na stałe.

Armen Avanesian zauważył także, że rozwiązania online połączone z offlinowymi to bardzo praktyczna hybryda. Każde z nich daje unikalne możliwości. Dla przykładu offline zapewnia wyjątkowe emocje na najwyższym poziomie, zaś online pozwala pomieścić nieograniczoną liczbę widzów. Połączenie tych dwóch światów będzie według niego, po zakończeniu pandemii, jeszcze bardziej oczywiste.

Magdalena Siry zaznaczyła na koniec, że event to wydarzenie bazujące na zmysłach, zaś online, który chwilowo zastępuje spotkania w realu nigdy nie spełni roli 100% eventu. Do online nie przeniesiemy zapachu, smaku, emocji wynikających z interakcji z drugim człowiekiem. Dlatego po zakończeniu kryzysu spojrzymy inaczej na otaczający nas świat i docenimy te małe rzeczy, które wcześniej wydawały się czymś oczywistym. 

Wśród narzędzi wykorzystywanych do pracy zdalnej, goście Krzysztofa Łobodzińskiego najczęściej wymieniali telefon, messenger, jak również program do spotkań wideo Zoom.

Platforma doradztwa branżowego odbywać się będzie we wtorki i czwartki, a transmisje z rozmów dostępne będą na profilu SBE na Facebooku. 

W nowym cyklu gazety.pl -  #BiznesWalczy  dowiecie się, jak polski i światowy biznes odnajduje się w nowej rzeczywistości, a także dowiecie się, jak w prosty, domowy sposób przygotować
przekąski z menu lokali.

 



W pierwszym odcinku obejrzycie filmik z malutkiej, lokalnej pizzerii na Gocławiu. Mowa o 
Pizzerii Salsiccia, która specjalizuje się w prawdziwej, neapolitańskiej pizzy. 

Czym charakteryzuje się neapolitańska pizza?

Pizza Napoletana ma średnicę ok. 32, maksymalnie 35 cm, brzegi są obficie wyrośnięte i spieczone, ale
nie chrupiące. Środkowa częsc pizzy chrakteryzuje się cienkim jak pergaminm ciastem, oraz wilogtnym
nadzieniem, co powoduje, że naszą pizzę ciężko się je rękoma. Napoletanę podajemy nie krojoną, a z
dodtakowych sosów dostępna jest tylko oliwa. Pizza przygotowana jest według tradycyjnej włoskiej
receptury z dodatkiem bardzo dojrzałych, o wydłużonym kształcie pomidorów San Marzano, mozzarelli di bufala, oliwy extra vergine i świeżej, soczystej bazylii. Tajemnicą naszej pizzy jest dugo dojrzewające
ciasto. Doskonała pizza Napoletana wypiekana jest w piecu oplalanym drewnem, wytworzonym przez
rzemieślnika z Neapolu.


Właściciel Pizzerii Salsiccia opowiada: 

Produkty, których używamy w naszej kuchni są dla nas bardzo ważne. Poświęciliśmy wiele czasu i
uwagi, aby je dobrać kierując się ich pochodzeniem, sposobem wytwarzania i smakiem.
W tym trudnym czasie wspieramy naszych kierowców, podnieśliśmy ich stawki, a także wprowadziliśmy możliwość podarowania napiwku na stronie www.salsiccia.pl
Dziękujemy wszystkim za wsparcie naszego lokalu i cieszymy się z każdego miłego słowa na temat naszych pizz. 




 

Chcesz opowiedzieć opowiedzieć swoją historię? Napisz na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. .

 

„Zarządzanie personelem w czasach koronawirusa- aspekty prawne, HRowe, psychologiczne.”

To temat następnego wideo czatu Platformy Doradztwa Branżowego SBE,  który odbędzie się  w czwartek o godzinie 17:00 na FB Stowarzyszenie Branży Eventowej. 

 

https://www.facebook.com/StowarzyszenieBranzyEventowej/?eid=ARDf6aHLKPFvl7BsCJpSQnZU4w8ipLuvtG_i26_hpdlegl_lYeoM4-WSTJdVhICe6qwvOr9O-MJhh8wM  

 

Rozmowę poprowadzi Krzysztof Łobodziński


Gośćmi będą:
Michał Kibil ( Kibil i Wspólnicy Sp. K. ) 
Andrzej Nitecki - Członek Polskiego Stowarzyszenia HR, 
Principal - Spengler Fox - szef obszaru HR
Anna Sokołowska - Psycholog, Doradca Strategii HR


Więcej szczegółów  na stronie:

https://www.facebook.com/events/2759177834195006/

Serdecznie zapraszamy - 9.04.20 godzina 17:00

 

Emirates Skywards, program lojalnościowy największej międzynarodowej linii lotniczej na świecie, wspiera ponad 27 milionów swoich członków, oferując im elastyczne rozwiązania. W odpowiedzi na potrzeby pasażerów złagodzona została polityka programowa – zmniejszono m.in. wymogi dotyczące zachowania statusu członkostwa i wydłużono ważność mil.  Dzięki temu w czasie pandemii członkowie Emirates Skywards mają jedną troskę mniej.

Zachowanie statusu członkostwa

Członkowie Emirates Skywards Silver, Gold i Platinum, których weryfikacja poziomu odbędzie się przed 1 marca 2021 r. zachowają swój obecny status po spełnieniu już tylko 80% wymagań dotyczących podróży. Oznacza to, że aby zachować swój status członkowie poziomu Silver muszą teraz zgromadzić tylko 20 tys. mil, Gold – 40 tys., a Platinum – 120 tys.

Rozszerzanie statusu członkostwa

Członkowie Emirates Skywards Silver, Gold i Platinum, którzy nie są w stanie utrzymać swojego dotychczasowego statusu w okresie weryfikacji poziomu, przypadającego między marcem a wrześniem br., otrzymają automatyczne przedłużenie statusu do 31 grudnia 2020 r.

Wydłużenie ważności mil

Członkowie, których Mile Skywards wkrótce wygasną nie muszą się martwić – ich ważność została przedłużona do 31 grudnia 2020 roku. Mile Skywards można wymienić z 11-miesięcznym wyprzedzeniem w ramach szerokiego wyboru nagród, w tym biletów lotniczych Emirates i linii partnerskich, podwyższenia klasy lotu czy pobytu w hotelu. Na przykład już w kwietniu członkowie mogą skorzystać ze swoich mil Skywards, aby zarezerwować bilet lotniczy Emirates na podróż w marcu przyszłego roku.

Członkowie Emirates Skywards mogą znaleźć informacje nt. możliwości zmiany rezerwacji pod linkiem: https://www.emirates.com/ae/english/help/keep-your-ticket/.

O Emirates Skywards

Emirates Skywards, uznany program lojalnościowy Emirates i flydubai posiada 27 milionów członków. Oferuje cztery poziomy członkostwa – Blue, Silver, Gold i Platinum – z których każdy gwarantuje wyjątkowe korzyści. Członkowie programu gromadzą punkty Skywards Miles, rezerwując loty realizowane przez Emirates, flydubai lub linie partnerskie, a także korzystając z hoteli, wypożyczalni samochodów, banków, obiektów rekreacyjno-wypoczynkowych i salonów marek lifestylowych. Punkty Skywards Miles można wymieniać na najróżniejsze nagrody – m.in. bilety na loty Emirates, flydubai lub linii uczestniczących w programie, noclegi w hotelach, wycieczki i zniżki na zakupy. Więcej informacji znajduje się na stronie Emirates Skywards: www.emirates.com/skywards.

O Emirates

Od momentu założenia w 1985 r. linie Emirates otrzymały ponad 500 międzynarodowych nagród za niezrównanej jakości obsługę pasażera.

Linie mają siedzibę w Dubaju, jednym z niewielu miast na świecie, które realizuje politykę otwartych przestworzy, i obok 150 innych linii lotniczych prowadzą działalność na zasadach swobodnej i uczciwej konkurencji.

Flota linii składa się z 270 szerokokadłubowych maszyn, w tym 12 samolotów towarowych, i należy do najmłodszych w przestworzach. Obecnie linie Emirates oczekują na dostawę 214 samolotów.

Linie Emirates obsługują loty w 157 kierunkach w 83 krajach Europy, Ameryki Północnej i Południowej, Bliskiego Wschodu, Afryki, Azji Południowej, Dalekiego Wschodu i Australazji.

Zapraszamy na stronę Emirates www.emirates.com

WYSPA LEMURÓW W KSIĄŻKACH I NA EKRANIE

res ce6e14cda0c035730e33af104daae860 full

Bez wątpienia najbardziej znanym polskim autorem piszącym o Madagaskarze jest Arkady Fiedler (1894–1985), pisarz, przyrodnik, podróżnik i porucznik Wojska Polskiego

Czytaj Więcej >>

KAZACHSTAN JAKO CEL TURYSTYKI BIZNESOWEJ

Expo 2017  Nur Alem  Pavilion

 W 2017 r. w Astanie (dzisiejszym Nursułtanie) odbyła się prestiżowa wystawa EXPO, która przyciągnęła gości z całego świata. Stolicę Kazachstanu wybrano nie bez powodu – to obecnie jedno z ciekawszych miejsc do organizowania wydarzeń branżowych, targów, konferencji, kongresów, spotkań firmowych czy wyjazdów integracyjno-motywacyjnych.

 Czytaj Więcej >>

MADERA – ŚLADAMI RONALDA

CR7 Cristiano Ronaldo Mural Madeira by Richard Wilson - richardwilsonartwork

Portugalska wyspa Madera, mimo swojego małego rozmiaru (741 km² powierzchni i ok. 270 tys. mieszkańców), zapisała się na turystycznej, kulinarnej i sportowej mapie naszego globu. Czytaj więcej >

FESTIWAL KWIATÓW NA MADERZE

IMG 1805

Madera jest wspaniałym celem podróży o każdej porze roku, ale to zazwyczaj ostatnie dni kwietnia i maj stanowią wyjątkowy czas na tej wyspie. To wtedy zwykle odbywa się na niej jedno z najpiękniejszych wydarzeń kulturalnych całego archipelagu – Festiwal Kwiatów (Festa da Flor de Madeira).  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Zerwij z rutyną w Meksyku

 

BARTEK JANKOWSKI

WWW.TROPIKEY.COM

 

 Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, które regiony geograficzne lub miasta kojarzą mu się z Meksykiem, wspomniałby zapewne o Cancún, Acapulco czy półwyspie Jukatan. Od osób nieco bardziej zaznajomionych z tym krajem usłyszelibyśmy może o jego stolicy (także noszącej nazwę Meksyk – po hiszpańsku Ciudad de México), ośrodkach starożytnych Majów Chichén Itzá i Tulum bądź okrytym złą sławą przygranicznym Ciudad Juárez. Idę jednak o zakład, że Akumal, Mahahual (Majahual), Bacalar albo Mismayolę wymieniłaby jedynie garstka naszych rodaków. Czas zatem zboczyć z utartych turystycznych szlaków i zajrzeć do kilku mniej znanych zakątków znajdujących się w meksykańskich granicach.

 

Jesteśmy w samolocie gdzieś nad Atlantykiem. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby na liście filmów dostępnych w systemie rozrywki pokładowej umieścić Sicario (2015 r.). Kto widział co prawda świetne dzieło kanadyjskiego reżysera Denisa Villeneuve’a, opowiadające o misji przeciwko meksykańskiemu kartelowi narkotykowemu, zrozumie, dlaczego uważam taki wybór za nieodpowiedni na trasie do tego kraju. To trochę tak, jakby obcokrajowcom lecącym do Polski z Azji lub Ameryki Północnej proponować twórczość Wojciecha Smarzowskiego. Gdyby repertuar zależał ode mnie, pasażerowie mogliby oglądać raczej I twoją matkę też (2001 r.) Alfonsa Cuaróna, bo pokazuje Meksyk mniej oczywisty, klasyczną Noc iguany (1964 r.) Johna Hustona nakręconą w stanie Jalisco i koniecznie Nad morzem z 2009 r. (oryginalny tytuł brzmi Alamar). Właśnie ten ostatni paradokument o kilkuletnim Natanie, jego ojcu i dziadku pchnął nas na głębokie południe półwyspu Jukatan, niemal pod granicę z Belize. Chcieliśmy zobaczyć na własne oczy choć część tego, co sfilmował Pedro González-Rubio.

 

Ciągnącą się przez całe wschodnie wybrzeże Jukatanu szosą 307 (Carretera Federal 307) uciekamy czym prędzej od zgiełku Cancún. Niegdyś było ono perłą stanu Quintana Roo. Dziś pozostało już tylko maszynką do wysysania dolarów z rzeszy głównie amerykańskich i kanadyjskich turystów znęconych neonami obiecującymi wszelkiego rodzaju uciechy życia doczesnego. Wypełniony monstrualnymi hotelami piaszczysty skrawek lądu, który odcina lagunę Nichupté (Laguna de Nichupté) od błękitnego Morza Karaibskiego, należy do najbardziej chyba przygnębiających przykładów degradacji krajobrazu przez branżę hotelarską. Im jednak dalej na południe od Cancún, tym okolica staje się coraz bardziej przyjemna dla oczu. W tym rejonie dominuje soczyście zielony gąszcz lasów tropikalnych, z którego co kilka kilometrów wyłaniają się masywne bramy obwieszczające, że gdzieś za nimi kryje się kolejny 5-gwiazdkowy obiekt jednego z potentatów przemysłu wypoczynkowego.

 

TROCHĘ NA UBOCZU

 

Kolorowe wnętrze baru dla gości w pensjonacie Mayan Beach Garden

diningroom

© MAYAN BEACH GARDEN/MAYANBEACHGARDEN.COM

 

Na mapie tej części Jukatanu miejsce niezwykłe stanowi Akumal. Mimo iż i tu przy samej plaży znajdują się dwa hotele z najwyższej półki, ta mała, przytulona do olśniewająco lazurowej zatoki miejscowość wciąż może uchodzić za prowincjonalną. Do lat 60. XX w. była ona znana tylko poszukiwaczom skarbów, których kusiły legendy o bogactwach kryjących się we wraku hiszpańskiego galeonu „El Matanceros” (zatonął w tutejszych wodach 22 lutego 1742 r.). Należał do nich m.in. meksykański biznesmen, nurek, pisarz, historyk i archeolog Pablo Bush Romero. Zakochał się w tym miejscu do tego stopnia, że w 1962 r. odkupił Akumal wraz z kilkudziesięcioma hektarami pobliskiej ziemi od dotychczasowego właściciela Argimira Argüellesa i zaczął powoli przekształcać ogromną plantację palm kokosowych w ośrodek nurkowania i turystyki ekologicznej. Jego największym skarbem są żyjące w okolicznych wodach żółwie zielone. To podobno one dały nazwę tej miejscowości (ponoć w języku Majów Akumal znaczy „miejsce żółwi”) i nadal odgrywają pierwszoplanową rolę w tutejszej podwodnej krainie. Większość czasu spędzają na jedzeniu trawy morskiej porastającej rozległe łąki na dnie. Wystarczy jednak poczekać kilka minut, aby ujrzeć niekiedy nawet 200-kilogramowego osobnika, który wynurza się z Morza Karaibskiego, nabiera powietrza i nurkuje z gracją z powrotem. Mimo to większego szyku zadaje tu inne stworzenie. Orleń cętkowany (narinari) to prawdziwy arbiter elegantiarum zatoki Akumal (Bahía de Akumal). Jego majestatyczne, nakrapiane jasnymi plamami płetwy piersiowe o rozpiętości dochodzącej do nawet ponad 3 m można zaobserwować znacznie rzadziej niż sympatyczne pyski żółwi czy płaskie ciała szukających schronienia w piachu ogończy. Gdy jednak już nam się to uda, trudno oderwać wzrok od tej osobliwej ryby. Tańczący niczym baletnica orleń sunie dumnie przez wodę i zatacza szerokie łuki kilkumetrowym ogonem. Jeśli jest w dobrym humorze, zupełnie jak celebryta ignoruje zachwycone miny nurków, łaskawie pozwala gawiedzi podążać za sobą i się fotografować. Miejmy nadzieję, że pojawiające się coraz częściej na forach i blogach podróżniczych wpisy polecające ten rejon nie staną się przekleństwem dla wspaniałych mieszkańców tutejszej zatoki.

 

Pobyt w Akumal trzeba koniecznie połączyć z wizytą w jednym z jukatańskich ośrodków wzniesionych kiedyś przez Majów. Zdecydowanie najbliżej znajdują się ruiny wyjątkowego, położonego nad samym brzegiem morza Tulum ze słynną wieżą wyrastającą z wapiennego klifu. Wystarczy jednak pojechać ponad 40 km w głąb lądu, żeby dotrzeć do pozostałości dużo ciekawszego i bardziej okazałego miasta Cobá. Mimo iż przybywa do niego coraz więcej turystów, nadal bywa ono mniej oblegane i pozostaje słabiej skomercjalizowane od najbardziej znanego majańskiego zabytku – Chichén Itzá. Po ukrytych w gęstym tropikalnym lesie ścieżkach warto jeździć rikszą. Ruiny rozrzucone są na dużym obszarze, więc tym środkiem transportu będziemy poruszać się szybciej niż na piechotę. Na dodatek, kierujący rikszami, choć to nie wykwalifikowani przewodnicy turystyczni, raczą swoich pasażerów wieloma ciekawymi informacjami o poszczególnych obiektach. Największym zainteresowaniem na terenie Coby cieszy się 42-metrowa piramida Nohoch Mul, ostatnia na Jukatanie, na którą wciąż jeszcze można się wspinać. Gorący klimat nie sprzyja temu zadaniu, ale opłaca się podjąć taki wysiłek, bo ze szczytu rozciąga się imponujący widok. Ukojenie po wyczerpującej wspinaczce przyniesie kąpiel w jednej z trzech naturalnych studni (zwanych cenotami) utworzonych w skałach wapiennych, oddalonych od ruin o 10 min. jazdy autem. Najwspanialszą z nich stanowi Multum-Ha. Kręcone schody prowadzą kilkanaście metrów pod ziemię, gdzie w dużej jaskini przez tysiąclecia gromadziła się przyjemnie chłodna i nieprawdopodobnie przejrzysta woda. Kąpiel w tym miejscu warta jest wszystkich peso, które w niemałej kwocie trzeba wręczyć kasjerowi przed udaniem się na dół.

 

Cobá – wciąż jeszcze udostępniona dla turystów piramida Nohoch Mul

22

© IMAGENXPEDITION.COM

 

PO ASFALCIE I SZUTRZE

 

Meksyk nie cieszy się opinią kraju odpowiedniego do samodzielnych podróży samochodem. Z różnych stron docierają ostrzeżenia przed wysoką przestępczością, skorumpowaną policją czy oszustwami na stacjach benzynowych i w wypożyczalniach aut. Jak wygląda to w rzeczywistości? W stanie Quintana Roo pokonaliśmy ponad 1 tys. km i nie spotkała nas żadna sytuacja z listy często wymienianych przeciwności i zagrożeń. Powiem nawet więcej, chciałbym, aby w Polsce jeździło się równie przyjemnie jak po głównych drogach na wschodnim wybrzeżu Jukatanu. Najważniejsza z nich – bezpłatna szosa nr 307 – jest bardzo szeroka, ma świetnie utrzymaną nawierzchnię, a ciągnące się kilometrami proste odcinki pozwalają prowadzić bez stresu. Jedynym utrudnieniem, do którego trzeba przywyknąć, są topes, czyli przeszkody ustawione w miastach w poprzek ulic, wymuszające zredukowanie prędkości. Nasze progi zwalniające to przy nich okruchy rozsypane na jezdni. Na szczęście, w zdecydowanej większości zapowiadają je odpowiednie znaki ostrzegawcze i wystarczy zachować zwykłą czujność, żeby uniknąć urwania zawieszenia.

 

Na Jukatanie są jednak i drogi, które skazują samochód i jego pasażerów na niemal piekielne męki, nawet gdy auto ma napęd na cztery koła. Takim narzędziem tortur jest choćby piętnastka wiodąca z Tulum do wioski Javier Rojo Gómez, znanej jako Punta Allen (od nazwy przylądka, na którym się znajduje). Sformułowanie „pokonanie trasy” nabiera tutaj nowego, wyjątkowo dosłownego znaczenia. Początkowo asfaltowa nawierzchnia traci po jakimś czasie swoje właściwości i przemienia się w niemiłosiernie dziurawą i pofałdowaną żwirową wstęgę, która wije się przez tropikalny las porastający wybrzeże. Dotarcie do jej końca potrafi zająć nawet 3 godz., choć cały odcinek ma długość raptem 50 km. Czy zatem warto w ogóle tędy jechać? Niewątpliwie powinni się na to zdecydować miłośnicy natury i wielbiciele dzikich, ustronnych plaż, nawet jeśli po drodze poobijają się w podskakującym na nierównościach samochodzie. Tutejsze wybrzeże to część ogromnego, bo zajmującego aż niemal 5,3 tys. km² powierzchni, Rezerwatu Biosfery Sian Ka’an. Utworzono go 20 stycznia 1986 r. w celu ochrony niezwykłej przyrody, a już w następnym roku organizacja UNESCO wpisała ten zapierający dech w piersiach obszar na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości. W jego gęstych lasach tropikalnych mieszkają pumy płowe, jaguary amerykańskie, oceloty, pekari, wyjce jukatańskie, tapiry panamskie i tukany tęczodziobe. Rozległe bagniste tereny poprzecinane licznymi kanałami i porośnięte soczyście zielonymi namorzynami to królestwo krokodyli amerykańskich i meksykańskich oraz flamingów karmazynowych. W przybrzeżnych wodach nietrudno natrafić na żółwie i delfiny. Warto zatrzymać się tu na kilka dni, aby obcowanie z dziewiczą naturą zrekompensowało trudy podróży.

 

W ŚLAD ZA NATANEM

 

Przypominającą pas startowy, 50-kilometrową odnogą szosy nr 307 docieramy do naszego głównego celu podróży. Oto Mahahual (Majahual) i odcinek malowniczego karaibskiego wybrzeża Meksyku zwany dumnie Costa Maya. W to miejsce, na atol Banco Chinchorro rusza kilkuletni Natan i jego ojciec Jorge, bohaterowie niesamowitego filmu Nad morzem (w oryginale Alamar). Zmierzają do dziadka chłopca, mieszkającego w małej chatce na palach. Mają tutaj spędzić ostatnie chwile razem przed wyjazdem Natana z matką na stałe do Włoch. W tym czasie chłopiec poznaje życie w świecie bez prądu, telewizji i internetu, zaprzyjaźnia się z czaplą Blanquitą, a co najważniejsze, zawiera nierozerwalny pakt z ojcem i dziadkiem. Ten ostatni ponoć nadal trudni się połowami i pływa między Mahahual na stałym lądzie a oddalonym o ok. 20 mil morskich od brzegu skromnym domem osadzonym na chwiejnych palach wystających z atolu. Tak w każdym razie twierdzą Kim i Marcia, Amerykanie prowadzący od ponad 20 lat pensjonat Mayan Beach Garden w osadzie Punta Placer, położonej o pół godziny drogi od Mahahual. Rytm dnia wyznacza w niej natura. Gdy morze jest wystarczająco spokojne, zanurzamy się w płytkich wodach przybrzeżnych, których granicę wytycza Wielka Mezoamerykańska Rafa Koralowa. Przebiega tu ona wyjątkowo blisko brzegu, więc dotarcie do niej wpław nie wymaga dużego wysiłku. Jak okiem sięgnąć, nie widać nikogo oprócz nas. Wokół są tylko koralowce, papugoryby, homary, lucjany, graniki i dziesiątki innych gatunków stworzeń. Zdarza się i orleń cętkowany (narinari), choć ten woli rejony o nieco większej głębokości. Nad naszymi głowami co rusz przelatują zblazowane pelikany i dostojne fregaty. Costa Maya, czyli Wybrzeże Majów, stanowi również dom dla niezmiernie rzadkiego ssaka manata karaibskiego. Największą szansę na jego zobaczenie mamy we wrzynającej się mocno w ląd zatoce Chetumal.

 

Kiedy zbliża się wieczór, goście Kima i Marcii gromadzą się przy wspólnym stole, żeby w wielonarodowym gronie porozmawiać o przeżyciach mijającego dnia. Sącząc dobrze schłodzone ciemne piwo León, czekamy na kolejny pyszny posiłek przygotowywany przez uroczą Lupę i jej koleżanki. Zarówno kolacje, jak i śniadania to istny majstersztyk i esencja tego, co najlepsze w meksykańskiej kuchni. W zależności od pory dnia na stołach lądują placki zwane salbutes, czyli smażone w głębokim tłuszczu tortille przykryte posiekaną sałatą i innymi warzywami, empanadas – nadziewane pierożki zapiekane w piekarniku, ryby i drób przyrządzane na wszelakie sposoby oraz znakomite desery. A do wszystkiego obowiązkowo należy zjeść trójkątne nachos z sosem z awokado albo fasoli. Uczta trwa zawsze do nocy, bo biesiadnicy mają ciągle nowy temat do przedyskutowania. Potem przychodzi czas na najdoskonalszą formę relaksu – kołysanie się w hamaku w rytm szumu fal Morza Karaibskiego i wpatrywanie się w tysiące gwiazd mrugających na nocnym niebie wolnym od sztucznej poświaty.

 

Sielankowy obraz tego miejsca burzą trochę grożące mu niebezpieczeństwa. W sierpniu 2007 r. przetoczył się tędy bezwzględny i okrutny huragan Dean. Pod jego naporem padały nie tylko wiotkie chatki, lecz także solidne budynki, w tym molo w Mahahual. Od tamtej pory niemal wszystko zostało naprawione, jednak ryzyko kolejnego tropikalnego cyklonu wciąż istnieje. Niestety, tutejsi mieszkańcy muszą jeszcze prowadzić nierówną walkę z masami odpadków niesionych przez prądy morskie, ale też wyrzucanych beztrosko przez pasażerów ogromnych statków wycieczkowych zawijających do Mahahual kilkaset razy w ciągu każdego roku. Kim i Marcia oraz właściciele innych nieruchomości przy plaży starają się dbać o otoczenie i codziennie sprzątają swoje rewiry, lecz są i takie miejsca, w których obłożony śmieciami brzeg sprawia dość przygnębiające wrażenie. Pewne obawy budzi również planowane na 2017 r. uruchomienie międzynarodowych lotów z pobliskiego miasta Chetumal. Dzisiaj, kiedy z lotniska w Cancún trzeba tu jechać ponad 5 godz., niewiele osób decyduje się na wakacje na Costa Maya. Pojawiają się głównie kilkugodzinni wycieczkowicze ze statków cumujących w Mahahual. Wprowadzenie regularnych połączeń międzynarodowych z Chetumal może nie tylko oznaczać znaczny wzrost liczby turystów, ale i zwabić inwestorów z branży hotelarskiej. Oby jednak ten urokliwy region nie przeobraził się w nową enklawę wypoczynkową, przypominającą te z północy Jukatanu.

 

MAJOWIE I PIRACI

 

W czasie gdy Kim i Marcia przeprowadzali się do Punta Placer, przebycie 75-kilometrowego dystansu między drogą nr 307 a ich nowym domem zajmowało ponad 6 godz. Dopiero wiele lat później, w związku z planowanym uruchomieniem pirsu w porcie w Mahahual, powstała szeroka i gładka jak stół trasa. Dziś jej nawierzchnia jest już gdzieniegdzie pomarszczona, ale i tak serce raduje się na myśl, że nie musimy poruszać się po dawnej dziurawej szutrówce. Kawałek za wioską Pedro Antonio Santos skręcamy w prawo i drogą nr 293 dojeżdżamy do ruin Chacchobén. To jedno z dziesiątek miejsc na Jukatanie, gdzie z gęstwiny tropikalnego lasu i spod naniesionej przez wieki warstwy ziemi archeolodzy wydobyli zapomniane miasto Majów. W przeciwieństwie do słynnych kompleksów Chichén Itzá i Tulum nie znajdziemy w nim tłumów. Chacchobén (czyli w języku Majów „miejsce czerwonej kukurydzy”) zwiedzamy w towarzystwie zaledwie kilkunastu innych osób, choć niewykluczone, że kiedy do Mahahual przybywa ogromny statek wycieczkowy, robi się w nim bardziej tłoczno. Odkryte tu przez archeologów budowle nie wyglądają aż tak spektakularnie jak te na terenie wykopalisk na północy półwyspu, ale ich otoczenie jest wyjątkowe. Ścieżka dla zwiedzających prowadzi przez gęsty, dający wytchnienie od słońca las tropikalny, rozbrzmiewający co chwilę krzykami małp (czepiaków czy wyjców). Dopiero u podnóża głównej świątyni, do której wiedzie kilkadziesiąt masywnych schodów, krajobraz ulega zmianie. Równo przystrzyżona trawa przypomina, że to jednak muzeum. Takich mniej znanych i rzadko odwiedzanych ruin ze starożytnych czasów znajduje się w tym rejonie więcej. W Dzibanché, które od ok. 200 r. p.n.e. do aż XIII w. n.e. było jednym z ważniejszych miast Majów, zajmującym powierzchnię ponad 40 km2, wiele obiektów pozostaje wciąż przykrytych ziemią i roślinnością. Spacer wśród tych odsłoniętych przenosi nas w przeszłość, do dawnego ośrodka władzy. Masywne świątynie i pałace zbudowane na podstawach kamiennych piramid wraz z przestronnymi placami pokazują, jak prężnie musiało rozwijać się to miasto w okresie swojej świetności w trakcie panowania potężnej dynastii Kaan.

 

Droga między Chacchobén i Dzibanché prowadzi wzdłuż prawdziwego cudu natury tego regionu Meksyku – oszałamiającego swoimi odcieniami jeziora Bacalar (Laguna de Bacalar). Z lotu ptaka zbiornik, rozciągnięty na długości 42 km i szeroki na maksymalnie niecałe 4 km, przypomina azurytową skazę w malachicie. Niesamowita gra kolorów powstaje częściowo za sprawą niemal białego wapiennego dna. Na płyciznach woda jest jasnobłękitna, ale wraz ze wzrostem głębokości staje się coraz ciemniejsza. W Cenote Azul, owalnym naturalnym basenie (głębokim na aż ok. 90 m), przybiera barwę ciemnego granatu. Bacalar wygląda zupełnie jak jezioro Kourna na Krecie, tyle że ponad sto razy większe. Okolicę najlepiej podziwiać podczas kilkugodzinnego rejsu jedną z łodzi cumujących przy licznych pomostach. W jego trakcie docieramy do każdego z odcieni błękitu tego akwenu i wypatrujemy sekretnych kanałów, którymi z Morza Karaibskiego i rzeki Hondo (Río Hondo) dostawali się tu w XVII i XVIII stuleciu piraci napadający na miasto. Mieszkańców bronić przed nimi miał solidny Fort św. Filipa w Bacalar (Fuerte de San Felipe de Bacalar), ukończony w 1729 r. Dziś działa w nim ciekawe muzeum opowiadające m.in. historię XVII-wiecznego Kubańczyka Diega el Mulata i innych karaibskich awanturników.

 

Pustelnia JOHNA HUSTONA

 

Laguna de Bacalar niedaleko Chetumal to tzw. Jezioro Siedmiu Kolorów

LagunaBacalar

© BARTEK JANKOWSKI/TROPIKEY.COM

 

W odległości ponad 2,1 tys. km na zachód od Cancún leży Guadalajara, stolica stanu Jalisco. Dwoma najbardziej znanymi na świecie towarami eksportowymi tego regionu są tak bardzo popularna w Polsce tequila, której nazwa pochodzi od miejscowości położonej na północy, i urodzony w 1947 r. w Autlán de Navarro wirtuoz gitary Carlos Santana. Dzięki połączeniom oferowanym zarówno przez meksykańskiego przewoźnika narodowego (Aeroméxico), jak i kilka linii niskobudżetowych (Interjet, Magnicharters, Viva Aerobus, Volaris) dotarcie tutaj z Cancún zajmuje ok. 2,5 godz. Poza tym na jesieni 2016 r. uruchomiono bezpośrednie loty czarterowe między Warszawą i Puerto Vallarta. To nie przypadek, że wybrano właśnie ten ostatni kurort, a nie przereklamowane Acapulco, które dawno już (podobnie jak Cancún) przeobraziło się w skupisko betonowych molochów. Mimo iż złote wybrzeże Zatoki Flag (Bahía de Banderas) opanowały w wielu miejscach luksusowe hotele, w samym Puerto Vallarta w dużej mierze udało się zachować urok kąpieliska w dawnym stylu. Jego sercem jest Viejo Vallarta, romantyczna najstarsza część miasta z przyległą uroczą plażą o zdecydowanie mniej przyjemnej nazwie – Playa los Muertos (Plaża Zmarłych). Jej nowoczesnym symbolem stało się molo z instalacją do złudzenia przypominającą słynny dubajski wieżowiec Burdż Al Arab (Burj Al Arab). Niegdyś była tu osada rybaków i poławiaczy pereł, ale już od końca XIX w. do szmaragdowych wód Pacyfiku zaczęli przybywać pierwsi letnicy.

 

Prawdziwy rozgłos Puerto Vallarta zyskało jednak w 1964 r., po premierze Nocy iguany z Richardem Burtonem w roli duchownego kuszonego przez kobiety i alkohol. Znaczną część ujęć nakręcono właśnie w tym mieście i na położonej nieopodal malowniczej plaży Mismaloya. Widok ciemnego oceanu kontrastującego z nadbrzeżnymi złotymi skałami i szczytami Sierra Madre Zachodniej (Sierra Madre Occidental) urzekł amerykańskiego reżysera filmu Johna Hustona (1906–1987) tak bardzo, że kupił w tym rejonie willę. Później, kiedy szukał miejsca odizolowanego od świata, znalazł dostępną tylko łodzią plażę Las Caletas. Wydzierżawił ten teren od Indian Chacala i spędził tutaj swoje sędziwe lata, żyjąc w skromnych warunkach, blisko przyrody i z dala od zgiełku filmowego środowiska. Po śmierci Johna Hustona pieczę nad jego azylem objęła ponownie społeczność indiańska, u której dbałość o naturę w pewnym stopniu zastąpiło merkantylne spojrzenie na życie. Dziś działa w tym rejonie agencja turystyczna organizująca dzienne i wieczorne wycieczki łodzią na plażę Las Caletas połączone z relaksującymi zabiegami spa i widowiskowymi występami folklorystycznymi.

 

Wakacje w Meksyku wciąż jeszcze kojarzą nam się głównie z dwutygodniowym leżakowaniem przy basenie w którymś ze wspaniałych kurortów na karaibskiej Riwierze Majów (Riviera Maya). Taka forma wypoczynku ma swoje zalety, ale pobyt w tym kraju może być dużo bardziej urozmaicony i nie musi oznaczać przywiązania do jednego miejsca. Warto ruszyć na wyprawę po innych regionach i to niekoniecznie wypożyczonym samochodem. Dzięki gęstej sieci połączeń autobusowych różnej klasy dotrzemy do mniej zatłoczonych zakątków Meksyku bez ponoszenia znacznych kosztów i bez stresu związanego z prowadzeniem auta. Choć samodzielnego poruszania się po meksykańskich drogach nie trzeba się wcale obawiać, bo tutejsze warunki nie różnią się specjalnie od panujących w naszym kraju. Przy planowaniu w przyszłości wyjazdu do tej fascynującej części świata można zatem rozważyć i taką formę podróżowania.

 

W turystycznym Puerto Vallarta znajdziemy wiele historycznych budowli

Puerto-Vallarta-sunset

© MEDIAKIT.VISITPUERTOVALLARTA.COM

 

Jamajka – więcej niż plaże

MAŁGORZATA CHOLEWA

<< Właściwie każda osoba, którą pytam o Jamajkę, wiąże ją z Bobem Marleyem i jednymi z najpiękniejszych plaż na świecie. Oczywiście, na urlopie Polacy chcą poleżeć na wygodnym leżaku z kolorowym drinkiem w dłoni, skorzystać z mocno prażącego tropikalnego słońca i zrobić sobie zdjęcie pod wysmukłą palmą i nie ma w tym nic złego, ale skoro dotarliśmy już na odległe Karaiby, warto poszukać na nich innych, równie niespotykanych dla nas wrażeń. Mnie ta wyspa kojarzy się z niezliczonymi atrakcjami dla osób aktywnych, pikantną marynatą do mięs „jerk”, aromatyczną kawą, pysznym rumem i przecudownymi krajobrazami tonącymi w bujnej zieleni. >>

Więcej…

Tajlandia – z miejskiej dżungli wprost do raju

MARCIN WESOŁY

                                                                                                             FOT. MARCIN WESOŁY

<< Tajlandia to kraj uśmiechniętych ludzi. My sami wkrótce po zawitaniu w jego gościnne progi zaczniemy odwzajemniać ten uśmiech zupełnie naturalnie i szczerze. Wszechobecna atmosfera spokoju oddziałuje na przybyszy już od pierwszych chwil i powoli zaczyna ich zmieniać. Turystom poprawia się nastrój i przestają myśleć o codziennych problemach. To prawdziwa magia Tajlandii. >>

Wydaje się, że tutaj łatwiej jest wypocząć, niż gdziekolwiek indziej na świecie. Dotyczy to również pozornie zabieganego Bangkoku, w którym także można odnaleźć swój azyl, oazę wytchnienia. Dzieje się tak zapewne za sprawą niezmiernie pogodnych i serdecznych Tajów. Już sam gest tajskiego powitania zwanego wai (dłonie złączone jak do modlitwy na wysokości piersi) promieniuje ciepłem i radością, których chcielibyśmy cały czas doświadczać. Mieszkańcy Tajlandii sprawiają wrażenie silnych jakimś im tylko znanym wewnętrznym spokojem. W tym miejscu nietrudno odzyskać równowagę psychiczną, tak potrzebną w pełnej stresów Europie.

Więcej…