Trwa końcowe odliczanie przed otwarciem B&B Kraków Centrum. Zlokalizowany u podnóża Wawelu hotel, będzie szóstym obiektem działającym w Polsce pod szyldem znanej, międzynarodowej sieci, posiadającej obecnie ponad 400 obiektów w Europie. O pozycję na lokalnym rynku zadba zespół prowadzony przez Małgorzatę Mazurkiewicz, której powierzono funkcję Dyrektora Hotelu.

B&B Kraków Centrum mieści się przy ul. Monte Cassino 1, w sąsiedztwie Centrum Kongresowego ICE Kraków, Zamku Królewskiego na Wawelu i wielu atrakcji, które oferuje Kraków. Prace budowlane, za które odpowiedzialna była firma RD bud, dobiegły końca. Trwają ostatnie czynności związane z wystrojem i wyposażeniem hotelu. Oznacza to, że już wkrótce osoby przyjeżdżające do Krakowa w celach biznesowych bądź turystycznych będą mogły skorzystać z dogodnej lokalizacji, wysokiej jakości usług, nowoczesnych i funkcjonalnych wnętrz, a przede wszystkim atrakcyjnej ceny oferowanej przez B&B.

Obiekt zaoferuje gościom 130komfortowo urządzonych, funkcjonalnych i znakomicie wyciszonych pokoi. Przestronne, nowocześnie zaaranżowane lobby z otwartym wieczorami barem oraz podziemne miejsca parkingowe będą z pewnością dodatkowym atutem. Zgodnie ze standardem sieci, obiekt jest w całości klimatyzowany oraz zapewnia swoim gościom bezpłatny dostęp do szybkiego Internetu Wi-Fi. Dzięki nowocześnie wyposażonej sali konferencyjnej, B&B Kraków Centrum będzie też doskonałym miejscem spotkań biznesowych.

B&B Kraków Centrum na rynek wprowadzi Dyrektor Hotelu – Małgorzata Mazurkiewicz, od lat związana z B&B Hotels Polska i doskonale znająca specyfikę sieci. Początki tej współpracy sięgają 2010 r., kiedy to Małgorzata Mazurkiewicz objęła stanowisko Recepcjonistki w hotelu B&B Toruń. W 2013 r. awansowała na Specjalistę ds. Sprzedaży B&B Warszawa-Okęcie, by w 2014 r. otrzymać nominację na Zastępcę Dyrektora tegoż hotelu. Zdobyte przez lata doświadczenie będzie teraz mogła wykorzystać zarządzając nowym obiektem w Krakowie. W codziennej pracy będzie ją wspierać Karolina Ciastoń, która obejmie stanowisko Zastępcy Dyrektora. Karolina związana jest z branżą hotelową od kilkunastu lat i doskonale zna charakter lokalnego rynku – doświadczenie zawodowe zdobywała piastując stanowiska kierownicze w krakowskich hotelach. Natomiast nad jakością i standardami świadczonych w B&B Kraków Centrum usług czuwać będzie Kierownik Recepcji – Anna Jaczkowska. Pomoże jej w tym perfekcyjna znajomość wartości, jakimi sieć B&B kieruje się w relacjach z gośćmi, którą Anna pozyskała pracując przez kilka lat w hotelu B&B Toruń.

B&B Kraków Centrum (130 pokoi) będzie szóstym w Polsce obiektem należącym do znanej i lubianej sieci hoteli ekonomicznych. Pozostałe to: B&B Warszawa-Okęcie (154), Łódź Centrum (149 pokoi), B&B Wrocław Centrum (140), B&B Katowice Centrum (105) oraz B&B Toruń (93).

Nominacja na dyrektora hotelu to źródło ogromnej satysfakcji, ale i wyzwanie, któremu towarzyszy niebywała odpowiedzialność. Moi koledzy i koleżanki z Warszawy, Wrocławia, Torunia, Łodzi i Katowic wysoko zawiesili poprzeczkę, ale mogę zapewnić, że krakowski zespół zrobi wszystko, by w ślad za obiektami B&B w innych polskich miastach, B&B Kraków Centrum również stał się rozpoznawalnym i chętnie odwiedzanym miejscem na hotelowej mapie Polski – mówi Małgorzata Mazurkiewicz, Dyrektor B&B Kraków Centrum.

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Brazylia, czyli wszystko, czego szukasz

ANIA GRZEŚKOWIAK

 

<< Mało jest miejsc, które rozbudzają wyobraźnię, tak jak Brazylia. Dociera ona do człowieka za pomocą zmysłów chłonących uderzenia bębnów i gwar ulicy oraz wyczuwających gęstość brazylijskiego powietrza, przesiąkniętego słodkawym zapachem mango. Zgodnie z hasłem „Brasil, um país de todos” to kraj wszystkich i dla wszystkich. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że znajduje się tu wszystko, czego szukają podróżnicy. Najlepiej przekonać się o tym samemu. >>

 

Canoa Quebrada znana jest jako perła wschodniego wybrzeża stanu Ceará

©EMBRATUR IMAGE BANK

 

Brazylia to świat w zupełnie innej skali. Tutaj wszystko jest ogromne, od witryn sklepowych po billboardy, od ludzkiej serdeczności po kontrasty społeczne. Wyjątek stanowi jedynie brazylijskie bikini zwane figlarnie „nicią dentystyczną” (fio dental). Nikt również nie obejmuje i nie wita się z większym entuzjazmem niż Brazylijczycy. Poza tym ten kraj ma ponad 8,5 mln km2 powierzchni. To prawie dwukrotnie więcej niż łączne terytorium państw Unii Europejskiej. W samym stanie São Paulo (jednym z 27 brazylijskich jednostek administracyjnych) mieszka niemal tyle ludności (powyżej 45 mln), co w całej Hiszpanii.

Już w XIX w. Brazylia nie była typowym latynoskim państwem postkolonialnym. Stała się imperium gospodarczym i ośrodkiem kultury całej Ameryki Łacińskiej i w zasadzie jest nim i dziś. Nie dziwi więc liczba prowadzonych tu międzynarodowych inwestycji, w tym polskich. Na rynku brazylijskim działa z powodzeniem kilka dużych firm z Polski. To właśnie do jednej z nich należy projekt Eco Estrela. Na nadmorskim obszarze o powierzchni ponad 2,5 tys. ha, położonym na północnym wschodzie, na terenie gminy Baía Formosa (Piękna Zatoka) w stanie Rio Grande do Norte, w przyszłości (w 2021 r.) powstanie kompleks wypoczynkowy najwyższej jakości – z dwoma resortami, centrum spa i wellness oraz willami (pod marką luksusowej sieci Six Senses) – i centrum badań i ochrony tutejszych żółwi. Brazylia jest w ścisłej czołówce krajów o największej liczbie portów lotniczych, a wciąż buduje się w niej nowe lotniska. Duże nadzieje związane są z planami utworzenia węzła lotniczego, tzw. hubu, w Regionie Północno-Wschodnim (Região Nordeste do Brasil). Ma on być największym portem Ameryki Południowej.

 

MEKKA KITESURFERÓW

W związku ze znacznym wzrostem gospodarczym północno-wschodnie wybrzeże Brazylii przyciąga coraz więcej inwestorów, ale także amatorów plażowania i sportów wodnych. Ci, którzy chcą poszaleć na falach i poznać lokalną kulturę, powinni odwiedzić właśnie ten region. Ze względu na ponad 3,3 tys. km dziewiczego wybrzeża, turkusowe laguny ukryte pośród piaszczystych wydm, malownicze klify, dzikie plaże i krystalicznie czyste powietrze, a do tego utrzymujące się przez dziewięć miesięcy doskonałe warunki pogodowe i sprzyjający wiatr entuzjaści sportów wodnych przybywają tu ze wszystkich stron świata. W północno-wschodnim rejonie kraju, a zwłaszcza w stanach Rio Grande do Norte, Piauí, Ceará, Bahia i Pernambuco, znajduje się mnóstwo wspaniałych zakątków, o których na innych kontynentach można jedynie pomarzyć.

Stan Ceará jest centrum kitesurfingu w Brazylii. Wiatr wieje tu równomiernie, a temperatura wody i powietrza utrzymuje się na stałym poziomie ok. 26–30°C. W regionie znajdziemy zarówno tętniące życiem miejskie plaże w Fortalezie i położoną na północny zachód od nich modną Jericoacoarę, jak i małe wioski rybackie, których mieszkańcy wciąż pływają jangadami (drewnianymi łodziami rybackimi) i żyją w domach krytych strzechą. Europejczycy dobrze znają stolicę stanu. Fortaleza przyciąga ich nie bez powodu – w dzień można w niej skorzystać z mnóstwa sposobów spędzania wolnego czasu, a w nocy bawić się w barach i klubach nocnych z muzyką na żywo. Chociaż niemal w samym centrum miasta jest plaża na miarę słynnej Waikiki w Honolulu na Hawajach (Praia de Iracema), wiele osób wybiera się na odpoczynek poza nie. Praia do Futuro (o długości mniej więcej 8 km), położona we wschodniej części stolicy Ceary, należy do najczęściej odwiedzanych miejsc. W jej okolicy doskonale się surfuje, a w czwartkowe wieczory w lokalnych barach i restauracjach podaje się tutejszy specjał z krabów – caranguejadas.

Na północny zachód od Fortalezy (ok. 30 km) leży Cumbuco – jeden z najsłynniejszych ośrodków kitesurfingu w kraju. Swoją popularność zawdzięcza m.in. położeniu w bliskiej odległości od międzynarodowego lotniska w stolicy stanu Ceará. Po 40 min. od wyjścia z samolotu można już szaleć na falach w jednym z najwietrzniejszych rejonów na ziemi. Niewątpliwą zaletą Cumbuco jest także doskonała infrastruktura. Znajduje się tu mnóstwo sklepów wind- i kitesurfingowych, szkół oferujących kursy na wszystkich poziomach zaawansowania, jak również wiele miejsc noclegowych i barów z charakterystyczną południowoamerykańską atmosferą. Wszystko to sprawia, że w szczycie sezonu, czyli od czerwca do stycznia, ceny rosną i bywa trochę tłoczno. W pobliżu leżą jednak znacznie spokojniejsze miejsca idealne na aktywny wypoczynek. Jedno z nich stanowi Taíba, mała rybacka wioska w gminie São Gonçalo do Amarante, w pobliżu której fale osiągają ponad 2 m wysokości. Jest w niej dużo spokojniej i taniej niż w Cumbuco, wiatr wieje równie mocno, a widoki są jak z pocztówki.

Nieco dalej na północny zachód znajduje się Guajiru (w gminie Trairi), kolejna urokliwa osada rybacka z piękną laguną. Wyróżnia się ona bardzo przyjazną atmosferą zapewniającą poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Tworzą ją mieszkańcy na co dzień zajmujący się głównie rybołówstwem. W miejscowości działa kilka małych hoteli i sklepików. Po okolicy porusza się tu głównie pojazdami typu buggy, wszędzie jest blisko, a kitesurfing można uprawiać właściwie wzdłuż całego wybrzeża (ok. 6-kilometrowego). Na oceanie panują (zależne od pływów) doskonałe warunki do surfowania.

Jeśli ruszymy dalej brzegiem Atlantyku, dotrzemy do kolejnego miejsca znanego miłośnikom sportów wodnych. Ilha do Guajirú w gminie Itarema słynie z ogromnej laguny zwanej Flatwatersea, która ma długość ponad 4 km i szerokość powyżej 400 m. Nad wielką, płaską taflą wody stale wieje tu wiatr. To prawdopodobnie jedyne takie miejsce na świecie! Trudno o lepsze i bezpieczniejsze warunki do nauki kitesurfingu lub szlifowania trików.

Blisko 300 km od Fortalezy leży kultowa Jericoacoara, przez miejscowych pieszczotliwe nazywana Jeri. Trafić do niej nie jest łatwo. Do miasteczka można dotrzeć jedynie łodzią, helikopterem lub samochodem terenowym z napędem na cztery koła. Niegdyś było ono senną wioską rybacką przyciągającą hippisów, marzycieli i zbłąkanych wędrowców, dziś uchodzi za atrakcję dla podróżników z całego świata i wielbicieli ujarzmiania fal. Ze względu na dość utrudniony dojazd Jeri nie opanowała jeszcze masowa turystyka, ale wizytę tutaj należy zaplanować z odpowiednim wyprzedzeniem, zwłaszcza w szczycie sezonu, czyli od sierpnia do stycznia. Trudno uwierzyć, że jeszcze mniej więcej 30 lat temu w miejscowości nie było elektryczności, telewizji ani telefonów. Jericoacoara od lat zachwyca jedną z najpiękniejszych plaż świata. Dziś Jeri wypełniają przede wszystkim tętniące życiem małe bary, kolorowe restauracje, sklepy dla wind- i kitesurferów, butiki oraz budki serwujące açaí na tigela (w dosłownym tłumaczeniu „açaí w misce”) i to one tworzą tutejszy pejzaż. Co wieczór z wydmy Pôr do Sol (Zachód Słońca) można podziwiać niezwykły spektakl, tzw. szmaragdowy zachód słońca – trwający ułamek sekundy błysk zielonego światła pojawia się zanim żółta kula ostatecznie zniknie za horyzontem.

Mniej więcej 20 min. (ok. 12 km) jazdy po plaży dzieli słynną Jericoacoarę od nieco spokojniejszej miejscowości Preá. Warto o niej wspomnieć, gdyż ponoć to właśnie tutaj znajduje się jedna z największych szkół kitesurfingu na świecie. Na południowy wschód od Fortalezy ciągną się bez końca plaże usiane małymi wioskami rybackimi i w tym rejonie także usytuowanych jest kilka dobrych ośrodków dla kite- i windsurferów. Należy do nich m.in. Barra Nova (w gminie Cascavel) – stosunkowe nowe miejsce na surferskiej mapie Brazylii, co stanowi jego największy atut. Ceny zakwaterowania są tu znacznie niższe niż w innych, bardziej znanych miejscowościach, a warunki do pływania – tak samo dobre.

Jeżeli ktoś szuka zakątków nie mających jeszcze typowo turystycznego charakteru, to idylliczne Parajuru będzie dla niego strzałem w dziesiątkę. W tym rejonie znajduje się ogromna laguna u ujścia rzeki Pirangi (Piranji), a stały wiatr wieje od lipca do stycznia, najsilniej po południu, więc poranki to idealna pora dla początkujących. Życie toczy się tu leniwie, dzięki czemu można poznać spokojniejsze oblicze Brazylii. Parajuru znalazło się zresztą na liście najlepszych dziewiczych miejsc dla kitesurferów w całej Ameryce Łacińskiej.

Na koniec została nam Canoa Quebrada (w gminie Aracati) – gigantyczne różowe wydmy i klify i nieco hippisowska atmosfera to wizytówka tej nadmorskiej miejscowości. Położona w małej zatoczce pośród kopernicji i palm kokosowych, mimo dość licznego napływu turystów zachowała swój dawny urok. Jej głównymi atrakcjami są białe plaże, piękne zachody słońca i zabawa na głównym deptaku zwanym Broadwayem. Canoa Quebrada słynie również ze wspaniałych warunków do uprawiania wind- i kitesurfingu. Można tu też pojeździć buggy lub spróbować swoich sił w sandboardingu, czyli zjeździe na desce z okolicznych wydm. Według miejscowej legendy pary, które oglądają zachód słońca z tutejszej wydmy, będą cieszyć się wiecznym szczęściem.

Nie tylko stan Ceará kitesurfingiem stoi. W sąsiednim Piauí pojawił się nowy ośrodek coraz bardziej zyskujący na znaczeniu – Barra Grande. Leży 100 km na zachód od słynnej Jericoacoary i stanowi modny punkt dla kitesurferów już nie tylko z Brazylii, ale i z całego świata. Największym wyzwaniem jest samo dotarcie do tej miejscowości położonej poza turystycznym szlakiem. Jednak panujące tu doskonałe warunki sprawiają, że naprawdę warto podjąć ten wysiłek. W 900-tysięcznym mieście Natal, stolicy stanu Rio Grande do Norte, słońce świeci przez 300 dni w roku. Kitesurferzy ściągają w tym regionie do takich miejsc jak Baía Formosa, Barra de Cunhaú i São Miguel do Gostoso. Ze względu na stałe podmuchy wiatru temperatura powietrza nad oceanem utrzymuje się na poziomie 28–34°C, dzięki czemu jest tu przyjemniej niż w stanach Pernambuco, Ceará czy Rio de Janeiro, gdzie latem termometry pokazują nierzadko nawet 40°C.

 

 Krzyż na placu Anchiety przed Kościołem św. Franciszka w Pelourinho (Salvador)

©EMBRATUR IMAGE BANK

 

AFROBRAZYLIJSKI SEN

Północno-wschodnie wybrzeże charakteryzuje się także bogatymi tradycjami. Pełno w tym regionie barokowych kościołów i kolonialnych budynków. To tutaj bije afrobrazylijskie serce kraju – ludzie uprawiają capoeirę i praktykują candomblé, a życie toczy się w rytmie wygrywanym na pandeiro (przypominającym tamburyn) i bębnach (atabaque). Taki właśnie jest stan Bahia i jego stolica Salvador. To miasto oszałamiającej architektury i pięknych brukowanych uliczek. Najlepiej zwiedzać je po prostu na piechotę. Salvador został odrestaurowany przed Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej w 2014 r. i miejscami wydaje się nie do poznania. Oczywiście, największe wrażenie robią kolonialne dzielnice Pelô, czyli słynne Pelourinho, i Santo Antônio. Jednak już po drodze z lotniska widać, że dzisiejsza stolica stanu to ośrodek nowoczesny, z szerokimi alejami, eleganckimi wieżowcami i modnymi centrami handlowymi. Warto również przejechać się jedną z najbardziej znanych wind na świecie – Lacerdą, usytuowaną w historycznym centrum Salvadoru i łączącą tzw. Górne i Dolne Miasto (Cidade Alta i Cidade Baixa). Mieszkańcom służy ona po prostu za środek transportu, którym często najszybciej docierają do pracy. Za to turyści zza jej wielkich, szklanych okien podziwiają okolicę w całej okazałości. Przejażdżka jest warta każdego z 25 centavos, które trzeba zapłacić za bilet. Mimo niewątpliwej urody Salvadoru jego mieszkańcy, gdy tylko nadarza się okazja, uciekają z niego na wybrzeże, a mają w czym wybierać. W stanie Bahia znajdują się jedne z najpiękniejszych plaż na świecie (o łącznej długości aż 932 km)!

Brazylijczycy uwielbiają Morro de São Paulo na wyspie Tinharé. Od Salvadoru dzielą ją 2 godz. rejsu katamaranem. Ilha de Tinharé jest częścią archipelagu Cairu złożonego z 26 wysp, z których tylko 3 są zamieszkałe. Plaże Morro de São Paulo nazwane zostały numerycznie: Primeira Praia (Pierwsza Plaża), Segunda Praia (Druga Plaża) i tak aż do Piątej (Quinta), zwanej też Praia do Encanto. Wraz z numerem wydaje się rosnąć atrakcyjność plaż. Na każdej kolejnej znajduje się coraz więcej białego piasku i palm kokosowych, ale mniej turystów. Nie ma tu samochodów, za to działa sporo barów i kolorowych straganów oferujących doskonałe tropikalne koktajle z dodatkiem rumu lub cachaçy (alkoholu z fermentowanego soku z trzciny cukrowej). Nie tak znana, lecz równie ciekawa jest plaża Arembepe (w gminie Camaçari), położona ok. 40 km na północny wschód od Salvadoru. Główną atrakcję w okolicy stanowi mała hipisowska wioska, w której do dziś wyznawcy filozofii pokoju i miłości żyją w zgodzie z naturą w domach z gliny i słomy, nie podłączonych do prądu. Zajmują się głównie szeroko rozumianym rękodziełem, z którego sprzedaży się utrzymują. Ciekawostką jest fakt, że w latach 60. XX w. pomieszkiwali tu Mick Jagger i Keith Richards, a Janis Joplin bywała w Arembepe częstym gościem. Miłośników przyrody ucieszy, iż tutejsze plaże objęte są projektem ochrony żółwi morskich (tzw. Projeto TAMAR) i od grudnia do lutego można obserwować wypuszczanie ich do oceanu. To bez wątpienia wielka atrakcja turystyczna, która pełni też funkcję edukacyjną.

Na południe od Salvadoru, na Wybrzeżu Kakao (Costa do Cacau), znajduje się najlepiej strzeżony sekret stanu Bahia – 30-tysięczne miasto Itacaré. Niegdyś słynące z licznych plantacji kakaowca, a od lat 80. uchodzi za mekkę brazylijskich (i nie tylko!) surferów. Mówi się, że gdyby Itacaré było piosenką, to linia basowa pochodziłaby z energetycznego numeru funkowego, melodia – z pięknej ballady miłosnej, a tekst – z utworu Boba Marleya. Coś w tym jest. W tej miejscowości pachnącej kakao upływ czasu nie ma znaczenia, a jedyne co się przydaje, to deska surfingowa. Rzeczywiście, warunki do surfingu i aktywnego wypoczynku są tutaj znakomite.

Miłośnicy wypraw pieszych powinni udać się nieco na zachód od Salvadoru, do Parku Narodowego Chapada Diamantina. Kiedyś wydobywano na tym obszarze diamenty, dziś przyciągają do niego liczne trasy trekkingowe, tajemnicze jaskinie, szumiące wodospady, malownicze formacje skalne i przepiękne krajobrazy. Na terenie parku znajduje się drugi najwyższy brazylijski wodospad (Cachoeira da Fumaça – 340 m), słynne płaskie wzgórze (Morro do Pai Inácio) i przypominająca meksykańskie cenoty jaskinia z wodą w kolorze czystego błękitu (Poço Azul). Piesze wędrówki, wspinaczka i kąpiele w naturalnych źródłach to tylko niektóre atrakcje, jakie czekają na odwiedzających. Podczas wizyty w Salvadorze warto nieco zboczyć z trasy i spędzić tu trochę czasu.

 

ROZTAŃCZONE MIASTO

Rio de Janeiro nie jest największym ani najważniejszym miastem Brazylii. Tytuł największej metropolii przypada São Paulo – w całej aglomeracji mieszka ponad 21 mln osób. Rio de Janeiro ze swoimi 12 mln mieszkańców plasuje się na drugim miejscu. Miasto bardzo zmieniło się od czasu powstania bossa novy, czyli lat 50. i 60. XX w., prawdziwej złotej ery, do której prawdopodobnie nigdy już nie powróci. Ale pomimo problemów, z jakimi zmaga się od lat, wciąż wyczuwa się w nim tę trudną do uchwycenia magię. To stąd pochodzi samba i Dziewczyna z Ipanemy (Garota de Ipanema), tutaj odbywa się najsłynniejszy karnawał na świecie oraz znajduje się figura Chrystusa Odkupiciela (Cristo Redentor) i Stadion Maracanã. Brazylijska plaża kojarzy się z legendarną Copacabaną. Sąsiednia Ipanema nie przypomina żadnej innej plaży na ziemi. Leży u stóp pokrytego tropikalnym lasem wzgórza – Morro Dois Irmãos (533 m n.p.m.), na którego szczycie człowiekowi wydaje się, jakby mógł dotknąć słońca, gdy jednocześnie spogląda w dół na miasto niczym ptak. Rio de Janeiro to również feijoada (gulasz z czarnej fasoli) i duma Brazylii – açaí na tigela (potrawa z mrożonego musu z owoców euterpy warzywnej, czyli açai) – śniadanie surferów. To najlepsze podaje się w barze „Amazônia Soul” w Ipanemie. Surferów przyciąga Barra da Tijuca z 18-kilometrową plażą. Właśnie na niej odbywa się wiele krajowych mistrzostw w surfingu oraz wind- i kitesurfingu. W gorące letnie weekendy bywa tu tłoczno, gdyż obecnie to bardzo modne miejsce.

Cudowne Rio de Janeiro kojarzy się nie tylko z plażami i sambą, lecz także ze sztuką uliczną. Podczas spaceru wzdłuż nabrzeża można podziwiać największe graffiti ścienne na świecie, mające powierzchnię 3 tys. m2, wpisane do Księgi rekordów Guinnessa. Autorem muralu Etnias jest Eduardo Kobra, światowej sławy brazylijski artysta, który w ten sposób postanowił upamiętnić XXXI Letnie Igrzyska Olimpijskie z 2016 r. To prawdziwa wizualna uczta dla miłośników street artu. Jeśli o Nowym Jorku mówi się, że nigdy nie śpi, Rio de Janeiro powinno nazywać się miastem, które nigdy nie przestaje tańczyć. Jednak liczba turystów przybywających do Cidade Maravilhosa (Cudownego Miasta) z roku na rok maleje i aby temu przeciwdziałać, brazylijski rząd ogłosił nowy program pod hasłem Rio de Janeiro a Janeiro (Rio od stycznia do stycznia). W jego ramach w ciągu roku odbywają się liczne wydarzenia z dziedziny kultury, sportu, turystyki i biznesu.

Za to na tropikalnych wyspach położonych nieopodal miasta turystów nie brakuje. Najsłynniejszą i zarazem najpiękniejszą z nich jest niewątpliwie Ilha Grande. Do 1994 r. mieściło się na niej więzienie (Instituto Penal Cândido Mendes), odpowiednik amerykańskiego Alcatraz, ale dzięki temu wciąż w dużej mierze pozostaje niezagospodarowana i dziewicza. Porastający ją atlantycki las deszczowy cechuje niezwykłe bogactwo fauny i flory. Na wyspie znajdują się również liczne wodospady i dzikie plaże, w tym najpiękniejsza z nich – Lopes Mendes (blisko 3-kilometrowa). Nie ma przy niej restauracji, barów czy hoteli, nie można się na nią także dostać łodzią. Jedynym sposobem dotarcia na Lopes Mendes jest dość wymagająca wędrówka przez gęsty tropikalny las. Rozpościerające się z niej widoki rekompensują jednak wszystkie trudy.

Zaledwie ponad 2 godz. jazdy samochodem na wschód od Rio de Janeiro leży jeden z najbardziej znanych kurortów nadmorskich w Brazylii – Búzios. Dni upływają w nim beztrosko na plażach i deptakach. Malownicze nabrzeże pełne jest butików, eleganckich restauracji i gwarnych barów, dlatego kurort nazywa się brazylijskim Saint-Tropez. Nieco większa odległość (4 godz. drogi) dzieli Rio de Janeiro od kolonialnej perełki. Paraty to doskonale zachowane, urokliwe miasteczko znajdujące się na Zielonym Wybrzeżu (Costa Verde). Można się w nim poczuć, jakby prosto z tropików przeniosło się do Europy Zachodniej. Z jednej strony widać góry porośnięte tropikalnym lasem, z drugiej – zatokę z dziesiątkami małych wysepek i kolorowych łodzi oraz domy milionerów i lokalnych rybaków. Do tego panuje tu kosmopolityczna i nieco artystyczna atmosfera. Wszystko to daje mieszankę doskonałą.

 

 Statua Chrystusa Zbawiciela na Corcovado

©ALEXANDRE MACIEIRA/RIOTUR

 

POŁUDNIOWOAMERYKAŃSKI NOWY JORK

Gdy burmistrz São Paulo witał delegację Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA), powiedział: To kosmopolityczna metropolia. Czy jest jakiekolwiek inne miejsce w świecie, gdzie spotkacie Japończyków mówiących po portugalsku z włoskim akcentem?. To ogromne miasto, trudne do ogarnięcia i na pierwszy rzut oka dość odstraszające. Paulistanos, mieszkańcy São Paulo, mają wielkie ambicje i widać to na każdym kroku. Metropolię pokrywa niekończący się las budynków, starych i zaniedbanych, ale i tych supernowoczesnych. Tę miejską dżunglę przecina niemal 3-kilometrowa Avenida Paulista – lokalny odpowiednik Pól Elizejskich.

Budynki z betonu sąsiadują tu z zielonymi oazami takimi jak parki Ibirapuera czy Trianon. Ten południowoamerykański Nowy Jork jest najbardziej kosmopolitycznym i nowoczesnym miastem na kontynencie, zamieszkałym przez zamożną i najlepiej wykształconą część brazylijskiego społeczeństwa. Sampa, bo tak mówią o metropolii jej mieszkańcy, to przemysłowa, finansowa, kulturalna i gastronomiczna stolica kraju. Znajduje się w niej ponad 12 tys. restauracji, 110 światowej klasy muzeów, 90 centrów kultury, 280 sal kinowych i 180 teatrów. W São Paulo wystawia się więcej sztuk niż w Nowym Jorku i jest w nim trzy razy więcej księgarń. Tutejsze kluby nocne i bary są jednymi z najlepszych na kontynencie, a miasto nie zwalnia przez całą dobę. Paulistanos kochają pizzę i pingado (kawę z odrobiną mleka) i raczą się nimi o każdej porze dnia i nocy. Międzynarodowy tydzień mody odbywający się w São Paulo (São Paulo Fashion Week – SPFW) uchodzi za jeden z najważniejszych na świecie. Poza tym organizuje się tu największy festiwal designu w całej Ameryce Południowej – Bienal de São Paulo jest drugim najstarszym tego typu wydarzeniem na naszym globie (istnieje od 1951 r.), zaraz po Biennale w Wenecji, i należy do najważniejszych wystaw artystycznych w kraju.

Jeżeli ktoś zechce uciec od zgiełku metropolii, może udać się na Piękną Wyspę (Ilhabela), która w pełni zasługuje na swoją nazwę. Stanowi ona miejsce wypoczynku zamożnych mieszkańców São Paulo. Ze względu na wspaniałą przyrodę stworzono na niej w 1977 r. park stanowy (Parque Estadual de Ilhabela). Na wyspie warto przedrzeć się przez tropikalny las deszczowy na plażę Castelhanos lub zażyć orzeźwiającej kąpieli w wodospadzie Gato (Cachoeira do Gato). Zupełnie odmienny charakter ma leżący ok. 170 km od São Paulo 50-tysięczny kurort Campos do Jordão. To najwyżej położone (1628 m n.p.m.) i najzimniejsze miasto Brazylii. Jego architektura nawiązuje do zabudowy europejskich miejscowości wypoczynkowych. Nazywane brazylijską Szwajcarią, porównywane do Davos i francuskiego Chamonix-Mont-Blanc, zaczyna tętnić życiem, gdy tylko zima dociera na półkulę południową. Wtedy to Campos do Jordão zamienia się w ośrodek narciarski pokryty sztucznym śniegiem, a wielkie centra handlowe otwierają swoje drzwi. Życie kurortu koncentruje się w eleganckiej dzielnicy Vila Capivari, w której znajduje się większość hoteli, restauracji, kafejek, butików i barów serwujących gorącą czekoladę. Zimą odbywa się tu również festiwal muzyki klasycznej, jeden z najważniejszych nie tylko w Brazylii, ale i w całej Ameryce Łacińskiej.

 

 Cascata do Caracol – malowniczy, 131-metrowy wodospad obok kurortu Canela

©EMBRATUR IMAGE B

 

BRAZYLIJSKA MAŁA POLSKA

Jeszcze bardziej europejsko jest na południe od stanu São Paulo. Ta część kraju nadal przyciąga znacznie mniej turystów niż rejony północne, a ma wiele do zaoferowania. Stany Paraná, Santa Catarina i Rio Grande do Sul leżą w regionie subtropikalnym (podzwrotnikowym), gdzie śnieg niekiedy pokrywa wyższe wzniesienia. Europejczycy z Polski, Włoch i Niemiec uznali ten klimat za przyjazny i ponad 100 lat temu wyemigrowali do Ameryki Południowej w poszukiwaniu lepszego życia. Przywieźli ze sobą odmienne obyczaje, tradycje kulinarne, języki i siłą rzeczy inne geny. Dlatego nie dziwi fakt, że południowe stany Brazylii są niebieskookie i jasnowłose. Szacuje się, że co dziesiąty mieszkaniec Parany ma polskie korzenie – to taka mała Polska za oceanem. Najwięcej potomków Polaków, bo nawet ok. 400 tys., mieszka w niemal 2-milionowej Kurytybie. Jest to grupa wyjątkowa, gdyż jej przedstawiciele jako jedyni ze światowych Polonii praktycznie nie mówią już po polsku. Wpływy znad Wisły widoczne są tutaj na każdym kroku, a składają się na nie tradycyjna architektura, przedstawienia teatralne, polskie msze w kościołach czy w końcu pierogi i żurek jak u babci. Kurytyba należy do najbogatszych i najbardziej rozwiniętych miast Brazylii, a potomkowie Polaków od wielu lat przyczyniają się do rozwoju brazylijskiej gospodarki. Miasto słynie z wysokiej jakości życia, nowoczesnego systemu komunikacji miejskiej i międzynarodowej atmosfery. Znajduje się w nim mnóstwo parków i terenów zielonych. Tutejszy Ogród Botaniczny (Jardim Botânico de Curitiba) przypomina najlepsze francuskie ogrody królewskie. Jego główną atrakcją jest imponujących rozmiarów szklarnia, wyróżniająca się na tle panoramy Kurytyby.

 

KOWBOJE I GÓRSKIE KURORTY

Najdalej na południe rozciąga się stan Rio Grande do Sul, gdzie biali hodowcy bydła pielęgnują tradycje gauchów (gaúchos). Brazylijscy kowboje to także potomkowie europejskich emigrantów, którzy skolonizowali te tereny wiele lat temu. Region ten kojarzy się z ranczami, churrasco (brazylijskim grillem) i chimarrão (lub mate), sączonym przez gaúchos napojem z ostrokrzewu paragwajskiego. Stolicą stanu Rio Grande do Sul jest wielokulturowa metropolia Porto Alegre. To jedno z tych miast, w których Brazylia zaskakuje. Należy do najlepiej prosperujących i najbogatszych kulturowo ośrodków miejskich w kraju. Znajdują się tu liczne muzea, centra kulturalne i sceny teatralne. Większość atrakcji turystycznych usytuowanych jest w centrum, m.in. inspirowana architekturą włoskiego renesansu Katedra Metropolitalna czy dawna elektrownia Gasômetro, a obecnie ośrodek kultury. Na zakupy zaprasza Rua da Praia, na spacer warto udać się wzdłuż malowniczego jeziora Guaíba, a drinka wypić w barze w eleganckiej dzielnicy Cidade Baixa. Jednak wiele osób położone zaledwie 120 km od łańcucha górskiego Serra Gaúcha Porto Alegre traktuje jedynie jako bazę wypadową do najmodniejszych miejsc na południu kraju takich jak Gramado, Canela czy Bento Gonçalves.

          Jeśli ktoś chciałby poczuć się jak w Europie bez opuszczania Brazylii, to bliźniacze górskie kurorty Gramado i Canela są właśnie tym, czego szuka. W powietrzu unosi się w nich zapach gorącej czekolady i fondue, zachęcający do ogrzania się w lokalnych kawiarniach i restauracjach, szczególnie zimą (od czerwca do września), kiedy temperatura spada do 0°C. Romantyczne hotele w stylu alpejskim, tak różne od tych, które stoją przy Copacabanie czy Ipanemie, wtapiają się w krajobraz gór. W Gramado znajduje się muzeum czekolady (Mundo de Chocolate), park miniatur Mini Mundo z makietami różnych obiektów ze świata i Snowland, pierwszy kryty park śnieżny w Ameryce Południowej. W tym malowniczym 35-tysięcznym mieście odbywa się również wiele ważnych wydarzeń kulturalnych, takich jak sierpniowy festiwal filmowy (Festival de Cinema de Gramado), na który ściągają rzesze kinomanów i gwiazd kina brazylijskiego. Bliźniacza Canela kojarzy się przede wszystkim z ekoturystyką, pięknym wodospadem Caracol (Cascata do Caracol – 131 m), parkiem tematycznym Mundo a Vapor i wyciągiem krzesełkowym. Jest także doskonałym miejscem do uprawiania turystyki aktywnej (np. trekkingu, kolarstwa górskiego, canyoningu lub raftingu). Niezależnie od tego, czy od lat marzyliśmy o barwnej paradzie karnawałowej w Rio de Janeiro, czy raczej o wyprawie do dziewiczych amazońskich lasów, Brazylia koniecznie powinna się znaleźć na liście naszych podróży.

 

Wydanie Lato 2018

Wenezuela – wakacje pełne przygód

ANNA JANOWSKA

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

Na południu kraju budzi podziw najwyższy wodospad świata – Salto Ángel. Na północy zachwycają wenezuelskie Malediwy, czyli rajski archipelag Los Roques, oraz karaibska wyspa Margarita. Poza tym znajdziemy tu jeszcze jedną z większych atrakcji atlantyckiego wybrzeża – gigantyczną deltę rzeki Orinoko, krainę Indian Warao. Wenezuela jest wymarzonym miejscem na podróż pełną przygód zakończoną relaksem na karaibskiej plaży w ciepłych promieniach słońca – odwiedzenie tego południowoamerykańskiego państwa może stać się dla każdego wyprawą życia.

Wenezuelskie wyspy przyciągają co roku setki tysięcy turystów. Jedni przyjeżdżają tu, żeby nurkować wśród przepięknych raf koralowych, inni – by godzinami wylegiwać się na piaszczystych plażach. Jednak oprócz błogiego relaksu wśród rajskich krajobrazów Wenezuela oferuje także niezapomniane emocje. Wystarczy wybrać się na odkrywczą wyprawę po kontynentalnej części tego kraju. Wędrówka pośród olbrzymich płaskich szczytów gór stołowych (tepuyes), rejs łodzią przez kręte meandry jednej z wielkich rzek Ameryki Południowej czy połów drapieżnych piranii – to tylko niektóre z czekających na nas tutaj atrakcji.

Więcej…

Iran – oaza w niespokojnym świecie

 

Marcin Wesołowski

www.wesolowski.co

 

Fantazyjne formacje skalne w pobliżu niezmiernie gorącego miasta Szahdad

kalout-kerman-iran-001

 © MR HASSANI/GOLDENDAYS TRAVEL GROUP/WWW.KERMAN.IRANGOLDENDAYS.COM

 

Współcześnie trudno ignorować kwestie bezpieczeństwa. Strach coraz częściej wpływa na decyzje o podróżach, a miejsca uchodzące jeszcze nie tak dawno za idealny cel wakacyjnych wyjazdów, takie jak Tunezja, Egipt czy Turcja, przestały się cieszyć dużą popularnością. W niezwykle interesującym świecie islamu na pierwszy plan zaczął wysuwać się jednak w ostatnim czasie kraj, który choć kiedyś został uznany za państwo osi zła przez prezydenta USA George’a W. Busha, dziś jawi się jako oaza spokoju na Bliskim Wschodzie. Co sprawia, że Iran kusi coraz większe rzesze podróżnych? Wpływa na to z pewnością kilka czynników. Oficjalną religią w tej teokratycznej republice jest islam szyicki, nurt, który ma zdecydowanie mniej wyznawców na świecie i w tym jego regionie niż sunnizm. Wiele osób fascynuje niezmiernie długa i ciekawa historia dawnej Persji, a także sami jej mieszkańcy, różniący się znacznie od Arabów. Ten bezpieczny i przyjazny dla zagranicznych gości kraj staje się dzisiaj znakomitą alternatywą dla osób interesujących się wyprawami na Bliski Wschód.

 

Pierwsze miesiące 2015 r. wyznaczały nowy kierunek, w którym podążać miał Iran. Wzdłuż alei Ferdousiego, jednej z głównych ulic jego stolicy Teheranu, codziennie zbierały się tłumy ludzi nerwowo sprawdzających kursy walut. Trwały właśnie intensywne negocjacje władz państwa z przedstawicielami mocarstw nuklearnych w sprawie zamrożenia irańskiego programu atomowego, otwarcia się na świat i anulowania nałożonych przed laty sankcji spowalniających rozwój gospodarki. Zanim podpisano ostateczne porozumienie normalizujące stosunki między zainteresowanymi stronami, w tym przede wszystkim z USA, pojawiły się pojedyncze znaki wskazujące na to, że w Iranie nadchodzą zmiany. Dzięki liberalizacji przepisów wizowych, braku nie tak dawnych długich kontroli na granicy i wciąż zwiększającej się liczbie tanich lotów z Europy do Teheranu o tym kraju mówiło się coraz lepiej i więcej.

 

My w naszą podróż ruszaliśmy z mnóstwem pytań, na które odpowiedzi szukaliśmy z pomocą jednego z tutejszych najbardziej znanych prywatnych przewodników. W młodości, za panowania ostatniego szacha Mohammada Rezy Pahlawiego (1919–1980) latał wojskowymi myśliwcami. Po irańskiej rewolucji islamskiej z 1979 r. postanowił jednak nie wiązać się z władzami i przez całe swoje życie konsekwentnie pracował jako mały przedsiębiorca. Podczas zwiedzania najpopularniejszych miejsc w Iranie poznawaliśmy ten kraj dzięki długim rozmowom z Alim i spotkaniom z Irańczykami, w trakcie których nasz towarzysz służył za tłumacza.

 

Miasto kontrastów

 

Trudno opowiadać o Teheranie jak o klasycznej atrakcji turystycznej. Jest inny od pozostałych tutejszych miast i regionów, podobnie jak Nowy Jork nie przypomina reszty Stanów Zjednoczonych, Taszkent – Uzbekistanu, a Moskwa – Rosji. To miejsce, które przyjezdni często po prostu omijają i od razu wyruszają na poszukiwania Persji z Księgi tysiąca i jednej nocy. Mimo wielu negatywnych opinii o irańskiej metropolii, jej złej jakości powietrzu i ogromnym ruchu samochodowym, zdecydowanie warto zostać w niej choć na chwilę, gdyż taka wizyta pozwoli nam lepiej zrozumieć współczesny Iran.

 

Wszystkie zmiany w kraju zawsze rozpoczynają się w Teheranie i nic nie dzieje się tu bez ostatniego słowa teherańczyków. W mieście współistnieją ze sobą równoległe, a przy tym bardzo odmienne światy. Z jednej strony stanowi ono centrum reżimu ajatollahów, ale z drugiej uchodzi za najbardziej tolerancyjne i otwarte na różnorodność miejsce w Iranie. Stolicę charakteryzują bardzo widoczne granice – północna jej część to oaza bogatych i liberalnych mieszkańców, w rejonie południowym żyją biedni obywatele o najczęściej konserwatywnych poglądach. Niełatwo jest poznać i zrozumieć Teheran, podobnie jak i się po nim poruszać. Jego główne atrakcje są znacznie od siebie oddalone, dlatego warto przemieszczać się pociągami teherańskiego metra i od czasu do czasu skorzystać z usług taksówkarzy.

 

Na początku podróży po tym kraju nic nie będzie bardziej wymowne i symboliczne niż wizyta przed byłą amerykańską ambasadą. Jej zajęcie w trakcie irańskiej rewolucji islamskiej przyczyniło się do zerwania stosunków dyplomatycznych między oboma państwami. Spacer wzdłuż murów, na których wymalowano antyamerykańskie hasła, przypomina o ostatnich trudnych dziesięcioleciach i uświadamia, jak długą drogę Iran przebył od tamtego czasu do dziś.

 

W Teheranie pełno jest muzeów i pałaców, jednak o wiele ciekawsze wydaje się obserwowanie życia jego mieszkańców. Odwiedziny na Wielkim Bazarze są idealną okazją, aby zobaczyć Irańczyków w codziennych sytuacjach, a nic nie prezentuje lepiej kultury i zasad ta’arofu, czyli irańskiej etykiety, niż zachowania i rozmowy teherańczyków na tym targowisku leżącym w sercu miasta. Żeby podejrzeć, jak miejscowi spędzają czas wolny, warto z kolei wybrać się do znajdującego się na wzgórzu Darbandu, jednej z najpopularniejszych oaz w stolicy, która dzięki położeniu na dużej wysokości pozwala schronić się przed smogiem i zgiełkiem.

 

Przed wyruszeniem w dalszą podróż należy zatrzymać się na chwilę przed teherańską Wieżą Azadi. Paradoksalnie w kraju, gdzie nadal niektóre wolności bywają ograniczane, najważniejszym symbolem jest właśnie 45-metrowa Wieża Wolności. Zbudowano ją w 1971 r. z okazji obchodów 2500-lecia imperium perskiego. To miejsce było jedną z głównych aren irańskiej rewolucji, która obaliła rządy ostatniego szacha i ustanowiła Islamską Republikę Iranu. Pod nią też w 2009 r. zbierali się protestujący, gdy w wyniku sfałszowanych wyborów Mahmud Ahmadinedżad (Mahmud Ahmadineżad) wybrany został na drugą kadencję prezydencką.

 

Północny Teheran osłaniany przez imponujące pasmo górskie Elburs

DSCF8854

 

 

Święte miasto

 

W czerwcu 2009 r., podczas kampanii prezydenckiej jeden z najbardziej konserwatywnych szyickich duchownych kraju – ajatollah Mohammad Tagi Mesbah-Jazdi – wydał podobno fatwę (religijne rozporządzenie mające moc prawną) stanowiącą, że ludzie odpowiedzialni za przeprowadzanie wyborów mogą nimi manipulować tak, aby wygrał kandydat najwierniejszy zasadom islamu. Zwyciężył wspomniany bardzo niepopularny MahmudAhmadinedżad, człowiek, który konsekwentnie utwierdzał Zachód w przekonaniu, że Iran jest państwem terrorystycznym, a samych Irańczyków pchał (jak się zdawało, wbrew ich własnej woli) w objęcia fundamentalizmu religijnego nakazującego kontrolować każdy aspekt życia ludzkiego.

 

W trakcie lądowania na Międzynarodowym Lotnisku ImamaChomejniego można zauważyć biegnącą w nieskończoność, dziwną jasną nitkę pośród całkowitej ciemności. Jeśli przyjrzymy się jej dokładnie, zdamy sobie sprawę z tego, że to droga. Ta rzęsiście oświetlona autostrada łączy Teheran z oddalonym od niego o ok. 125 km na południowy zachód miastem Kom (Ghom). Jedzie nią każdy udający się na zwiedzanie Iranu turysta. Ma ona pokazywać, jak ważne miejsce na tutejszej mapie stanowi ten niepozorny ośrodek. Jeden z naszych rozmówców powiedział, że Kom słynie z produkcji dwóch rzeczy – świetnych słodyczy i licznych mułłów, szyickich duchownych, którzy trzymają w ryzach cały kraj.

 

W Iranie popularna była jeszcze niedawno opowieść o tym, jak diabeł spędza swój tydzień. Z reguły cztery dni w tygodniu przebywa w USA, czasem wejdzie do głowy prezydenta Baracka Obamy, czasem namiesza w umysłach republikanów, bo z nimi ma łatwiej. Na pozostałe trzy dni wraca natomiast na szkolenie do Kom. To jedno z najświętszych i najważniejszych miast dla szyitów. Odwiedziny w nim i poznanie jego historii pomagają zrozumieć specyfikę regionu, w jakim znajduje się Iran.

 

Islam szyicki, religia dominująca w państwie od czasów panowania dynastii Safawidów (1501–1736), jest inny niż sunnicki. Oprócz różnic w doktrynie, które pojawiły się już po śmierci proroka Mahometa w 632 r., odmienne zasady dotyczą też życia codziennego. Gdy Persja została podbita przez Arabów, przyjęła nowy system religijny, ale bardzo szybko dostosowała go do swojej starej i bogatej kultury. Nie zaakceptowano m.in. reguły nakazującej niszczenie wizerunków ludzi i zwierząt. Irańczycy nie mogą zapomnieć o tym, że najeźdźcy zdewastowali mnóstwo perskich zabytków w pierwszych dziesięcioleciach swojego panowania. Co ważniejsze jednak, szyizm uznaje, iż tekst Koranu podlega interpretacjom, które opracowują szyiccy duchowni. Sunnici, czyli 87–90 proc. muzułmanów na świecie, uważają szyitów za heretyków. Niechęć i nieufność są szczególnie widoczne między Irańczykami i Arabami, ale wynikają one nie tylko z różnic religijnych, lecz także uwarunkowań historycznych i kulturowych. Persowie (stanowiący większość w Iranie – ok. 65 proc. populacji) to dumny i bardzo stary naród, który ludy arabskie uważa za prostych mieszkańców pustyni żyjących w sztucznych krajach stworzonych przez kolonialne potęgi i utrzymujących się wyłącznie dzięki wydobywaniu ropy. Napięcia między zwolennikami szyizmu i sunnizmu istniały od zawsze. Jednak współcześnie stały się jeszcze bardziej jaskrawe ze względu na działalność Państwa Islamskiego, którego Irańczycy są wielkimi przeciwnikami.

 

Kom jest miastem niezmiernie konserwatywnym. Pielgrzymują do niego ogromne rzesze wiernych nie tylko z Iranu. Mimo to szyicki fundamentalizm wciąż pozostaje bardzo daleki od ideologii terrorystycznego Państwa Islamskiego.

 

W perskiej baśni

 

Po opuszczeniu Teheranu i Komu podróżnicy przemierzają coraz bardziej pustynne krajobrazy kraju i powoli wkraczają w baśniowy świat Persji, o którym marzyli przed wyjazdem. Po wjechaniu do miasta Isfahan trafia się w końcu do tej fantastycznej krainy. Plac Nagsz-e dżahan, inaczej zwany też placem Imama, stanowi pępek irańskiego wszechświata. To przy nim znajdują się najpiękniejsze zabytki perskiej architektury – Meczet Szejka Lotfallaha, pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) i Meczet Imama. Ich widok zapiera dech w piersiach. Turystów zachwyca także pełen życia bazar, którego bramy przylegają do rozległego placu Imama. Niesamowitych wrażeń dostarcza również oaza spokoju, jaką jest dziedziniec Hotelu Abbasi. Tutaj mogliśmy wypić najpiękniej podaną herbatę w cudownych wiosennych promieniach słońca. Taką chwilę trudno zapomnieć.

 

Warto jednak zdawać sobie sprawę, że Isfahan nie należy do spokojnych miejsc. Łatwo zaobserwować w nim wzrost ruchu turystycznego, a co za tym idzie, postępującą komercjalizację i napływ tanich pamiątek. Miasto było popularne na długo przed niedawnym otwarciem się Iranu na świat, dlatego jeśli ktoś planuje kupić rękodzieło, nie powinien raczej robić tego na fascynującym isfahańskim bazarze, lecz skorzystać z takiej okazji w Szirazie.

 

Wspomnienie imperium

 

Plac Nagsz-e dżahan w centrum Isfahanu

Isfahan 2

© PARS TOURIST AGENCY/KEY2PERSIA.COM

 

Z Isfahanu większość turystów wybiera się na południe, do ruin antycznego Persepolis położonych obok wspomnianego miasta Sziraz. W tym ostatnim urodził się w pierwszej połowie XIV stulecia jeden z najzdolniejszych i najbardziej podziwianych poetów perskich Hafiz (Hafez). Sziraz fascynuje swoją ciekawą historią. Poza tym produkowano w nim kiedyś najlepsze wino na Bliskim Wschodzie. Dziś jest miastem uczciwych handlarzy, szczyci się pięknym Różowym Meczetem, wspaniałymi świątyniami i majestatyczną Cytadelą Karima Chana, w której obecnie mieszczą się pracownie lokalnych artystów. Choć w porównaniu z wcześniej odwiedzonymi przez nas dużymi ośrodkami to prawdziwa oaza, jako miłośnika historii ciągnęło mnie do pobliskich słynnych ruin starożytnego miasta Persepolis. W końcu słyszałem i uczyłem się o nim, będąc jeszcze dzieckiem.

 

W już niemal letnich promieniach słońca wkraczaliśmy do miejsca, które było świadkiem wielkiej historii. Aby do niego dotrzeć, przemierza się bajkowe krajobrazy rozpościerające się wokół drogi łączącej Isfahan z Szirazem i wspina się na wysokie wzniesienia gór Zagros (z najwyższym punktem Zard Kuh – 4548 m n.p.m.). W ten sposób trafia się do prawdziwego serca Persji. Stąd wywodzi się wszystko, co w tej krainie najważniejsze, łącznie z jej nazwą. Ostan (rodzaj jednostki administracyjnej) Fars, stanowi region symboliczny, z którym związane są pasjonujące dzieje narodzenia i upadku imperium. Nazwa ta pochodzi od staroperskiego słowa „Pârs”, została zmieniona przez Arabów ze względu na brak głoski „p” w języku arabskim.

 

Równie piękne słońce jak podczas naszej wizyty świeciło nad całym tym rejonem, gdy w połowie października 1971 r. ostatni irański szach, Mohammad Reza Pahlawi, postanowił zwrócić oczy świata na swoją ojczyznę i pokazać wszystkim, że Iran jest potężny, ale również szczyci się niezmiernie bogatą kulturą i długą historią. Jak opowiadają Irańczycy, Amerykanie z wielkich firm zatrudnieni w tych stronach powszechnie żądali dodatków za pracę w tym „dzikim kraju”. Ówczesny władca chciał więc przekonać światową opinię publiczną, że jego państwo to spadkobierca wspaniałej cywilizacji. Okazją do tego miały być obchody 2500. rocznicy powstania imperium Persów z pięciodniową uroczystością w Persepolis. Mohammad Reza Pahlawi wiedział, że może sobie pozwolić na każdą formę ekstrawagancji. Petrodolary stale zasilały budżet Iranu, który wciąż się rozwijał. Mimo to nie robiono zbyt wiele, aby poprawić los zwykłych ludzi. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, coraz większe wpływy zaczynali zyskiwać szyiccy mułłowie. W październiku 1971 r. świat miał być świadkiem ponownego narodzenia imperium, odrodzenia Persji. Przygotowania do obchodów trwały 10 lat. Wybudowano nowe drogi i lotniska i stworzono całą niezbędną infrastrukturę. Jednak wszystkie te starania tak naprawdę przyczyniły się jedynie do upadku władzy. Najgłośniej grzmiał ajatollah Ruhollah Chomejni (1902–1989) nazywający całe przedsięwzięcie festiwalem diabłów. Inni wypominali szachowi marnotrawienie publicznych pieniędzy, opowiadali o luksusowych namiotach przeznaczonych dla prawie 60 przywódców z całego świata, w których łazienki wykonano z marmuru. Natomiast wykwintne jedzenie i wina dla gości miały być transportowane z paryskiej restauracji „Maxim’s”. Choć Iran rzeczywiście olśnił wszystkich swoim bogactwem, wśród jego obywateli wzrastało oburzenie. Ta fala powoli wzbierała przez kilka lat, aż do chwili, gdy rewolucja islamska zakończyła rządy ostatniego szacha.

 

Kiedy odwiedzamy różne miejsca w kraju, z ich historii układamy sobie współczesny obraz tego regionu i jego mieszkańców. Persepolis nie po raz pierwszy odegrało rolę w spektaklu o upadku władzy. Niegdyś, przed wieloma wiekami marzenia Persów o wiecznym i potężnym imperium zniweczył Aleksander Wielki, który najechał, zdobył i spalił tę starożytną stolicę w 330 r. p.n.e. Płomienie strawiły bajeczny pałac Dariusza I Wielkiego (ok. 550–486 r. p.n.e.), bo choć zbudowany został z kamienia, wszystkie jego stropy były drewniane. Płonące elementy konstrukcyjne uszkadzały kamienne kolumny i ściany, a te przewracały się i burzyły kolejne części budowli. Mimo ogromnych zniszczeń ruiny i pozostałe piękne płaskorzeźby nadal pozwalają wyobrazić sobie, jak niezwykłe musiało być Persepolis niemal 2,5 tys. lat temu.

 

Oślepiające blaskiem wnętrze w mauzoleum Szach Czeragh w Szirazie

DSCF9147

© MARCIN KAWA/CZAJKA TRAVEL (CZAJKAPODROZE.PL)

 

Na środku pustyni

 

Po wizycie w Szirazie i starożytnej stolicy Persów warto skierować się na północny wschód do miasta Jazd, położonego na granicy Wielkiej Pustyni Słonej i Wielkiej Pustyni Lota. To podróż z rejonów pustynnych do krainy jeszcze surowszej i mniej przyjaznej człowiekowi. Samotne ostre szczyty wznoszą się na płaskiej przestrzeni. Podczas jazdy autem mamy wrażenie, że prowadząca przez pustynię szosa ciągnie się w nieskończoność i gdzieś przed nami rozmywa się pod wpływem wysokiej temperatury. Jednak różne miasteczka mijane po drodze pełne są życia, a my z fascynacją podziwiamy architektoniczne perły miejscowej architektury. Wyróżniają się tutaj różnego rodzaju wieże, np. ta w Abarkuh – ogromna konstrukcja, która w upalne miesiące pozwalała na przechowywanie powstałego w zimie lodu, służącego do chłodzenia napojów mieszkańcom tych niezwykle gorących i suchych terenów.

 

Jazd, typowo pustynne miasto, kryje w sobie wiele więcej, niż wydaje się turystom patrzącym na jego kolejne piękne meczety i inne ciekawe budowle. Ponieważ panuje w nim prowincjonalny spokój (mimo ponad 500 tys. mieszkańców), trudno uwierzyć, że ta ziemia wydała dwóch prezydentów wrogich sobie państw, którzy pełnili swoje funkcje w tym samym czasie. Historia ta pokazuje dobitnie, jak bardzo złożonym i niejednoznacznym miejscem jest Iran.

 

Rodzina Mosze Kacawa, prezydenta Izraela w latach 2000–2007, opuściła Jazd w 1951 r. Z każdym rokiem społeczność żydowska tego miasta kurczyła się coraz bardziej. Obecnie wynosi jedynie kilkanaście osób. Mosze Kacaw obejmował swoje stanowisko 3 lata po tym, jak kadencję prezydencką zaczął w Iranie Mohammad Chatami, urodzony w Ardakanie w ostanie Jazd. Przedstawiciele obu zwaśnionych krajów mieli okazję się spotkać, gdy przybyli do Watykanu pożegnać zmarłego papieża Jana Pawła II. Na placu św. Piotra 8 kwietnia 2005 r. zgromadziła się większość przywódców państw świata. Pod koniec uroczystości pogrzebowej Mohammad Chatami, który ze względu na rozmieszczenie gości według alfabetycznej listy nazwisk siedział dość blisko Mosze Kacawa, wyciągnął do niego dłoń i pozdrowił go w języku perskim (farsi). Choć po powrocie do Iranu prezydent temu zaprzeczał, świadkowie zajścia potwierdzali, że ta sytuacja naprawdę się wydarzyła.

 

Jazd wypełniają wspaniałe zabytki architektury: począwszy od Meczetu Zgromadzenia (Masdżid-e Dżame) przez ogromną liczbę wież wiatrowych zwanych badgirami po kompleks Amira Chakmagha (Amira Czakmagha). Także w tym mieście zapoznać się możemy z historią zaratusztrianizmu, jednej z najstarszych religii monoteistycznych świata, która upowszechniła się na obszarach Persji przed islamem. Znajdują się tu dwa niezmiernie ważne miejsca z nią związane – świątynia ognia i wieża milczenia. Na szczycie tej ostatniej odbywały się tzw. powietrzne pogrzeby zaratusztrian (zwłoki wystawiano na żer ptakom).

 

Z Jazdu kierujemy się już na północ, ku stolicy. Robimy jeszcze krótki przystanek w mieście Kaszan, gdzie podziwiać można niezwykłe rezydencje i ogrody oraz pełen życia bazar. Powrót do Teheranu to ponownie bardzo interesujące, a zarazem ciężkie przeżycie. Gęsty smog i zapach spalin znów zwala nas z nóg i zmusza do powtórnej aklimatyzacji do tutejszych warunków.

 

Informacje praktyczne

 

Iran jest obecnie świetnie połączony z Europą. Wygodne i niedrogie loty odbywają się z takich miast jak Frankfurt nad Menem i Monachium (Lufthansa), Wiedeń (Austrian Airlines), Londyn (British Airways), Rzym (Alitalia), Amsterdam (KLM), Paryż (Air France), Stambuł (Turkish Airlines) czy Kijów (Ukraine International Airlines – UIA). Możemy też wybrać np. podróż z Warszawy liniami Emirates z międzylądowaniem w Dubaju albo samolotem Qatar Airways z przystankiem w Dosze. Poza tym – co najważniejsze dla turystów z Polski – Polskie Linie Lotnicze LOT planują w najbliższym czasie uruchomienie nowego bezpośredniego połączenia z Warszawy do Teheranu. Ostatnio nastąpiła również duża liberalizacja przepisów wizowych, dlatego wielu zagranicznych gości decyduje się na uzyskanie wizy tuż po wylądowaniu, na lotnisku w stolicy Iranu (visa on arrival).

 

Przed podróżą warto zaopatrzyć się w odpowiednią ilość gotówki na bieżące wydatki i jej zapas na wszelki wypadek, gdyż nadal nie ma możliwości płacenia na miejscu kartami kredytowymi i płatniczymi, co jest skutkiem wieloletnich sankcji i odcięcia od międzynarodowego systemu bankowego. Najbezpieczniejszymi walutami na wymianę są dolary amerykańskie i euro, przy czym należy pamiętać, że banknoty (szczególnie dotyczy to dolarów) muszą być w idealnym stanie, aby zostały zaakceptowane w kantorach. Jeżeli chodzi o koszty pobytu, to niejeden turysta będzie zaskoczony faktem, iż ceny hoteli i dań w restauracjach bywają raczej dosyć zbliżone do tych w Polsce.

 

Podróżowanie po Iranie nie jest skomplikowane. Kraj oplata sieć bardzo dobrych dróg, można korzystać z niezłych połączeń autobusowych i kolejowych. Nadal trudno tu jednak o dostęp do internetu. Transfer danych bywa wolny i często bez użycia specjalnych aplikacji nie wejdziemy na najpopularniejsze serwisy społecznościowe.

 

Irańczycy są niezmiernie przyjaznymi ludźmi, dlatego pod względem bezpieczeństwa Iran należy do jednych z najlepszych regionów do organizowania samodzielnych wypraw. Aby zrozumieć nieraz bardzo zaskakujące zachowania miejscowych, warto zapoznać się z pojęciem ta’arof. Jest to dość skomplikowana formuła grzecznościowa praktykowana przez mieszkańców tego kraju od wieków. Jej zastosowanie najlepiej wytłumaczyć na przykładzie. Po odwiezieniu nas pod wskazany adres taksówkarz może odmówić przyjęcia pieniędzy. Tak naprawdę nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy zapłacić za jego usługę, wręcz przeciwnie, trzeba nalegać, aż w końcu kierowca skapituluje. Podobnie jeśli Irańczyk oferuje nam coś za darmo, wcale nie świadczy to o tym, iż chce nam tę rzecz zwyczajnie podarować. Z takimi sytuacjami spotkamy się na targach, w sklepach, restauracjach czy wielu innych przypadkach. Należy pamiętać o tym, jak zareagować na tego typu bardzo specyficzną grzeczność. Jeżeli nie zapłacimy za usługę lub towar, wprawimy drugą stronę w ogromne zakłopotanie. Żeby lepiej zrozumieć Iran, warto sięgnąć po książki o tym kraju, w szczególności polecam pozycje autorstwa irańsko-amerykańskiego dziennikarza Hoomana Majda (Ajatollah śmie wątpić, Demokracja ajatollahów czy Ministerstwo Przewodnictwa uprasza o niezostawanie w kraju), który urodził się w Teheranie w 1957 r.