Minusowa temperatura na zewnątrz nie sprzyja długim spacerom, czy choćby wychodzeniu z domu bez wyraźnego powodu. Dlatego wyjazd na najzimniejszy kontynent świata, aby nurkować w lodowatych wodach Oceanu Południowego może budzić podziw. Tym bardziej jeżeli robi to 12-letnia dziewczynka. Nela wraz z ekipą filmową wyruszyła na Antarktydę, aby przygotować kolejną serię autorskiego programu, opowiadającego o przyrodzie wiecznie białego lądu. 

 

Antarktyda to kontynent, który charakteryzuje się niezwykle surowym klimatem. W czasie lata temperatura spada tam do -30°C, zaś zimą nawet do -90°C, powoduje to, że aż około 98% całego lądu pokryte jest lodem. Właśnie ciężkie warunki atmosferyczne sprawiają, że jest to jedyne nie zamieszkałe na stałe przez człowieka miejsce na ziemi. Wody oblewające Antarktydę, czyli czwarty co do wielkości na świecie Ocean Południowy także stanowią trudne pole do eksploracji dla człowieka. Średnia temperatura wody wynosi tam zaledwie 1°C, a słaba widoczność dodatkowo utrudnia poznawanie głębin morskich.

 

Pływanie w zimnych wodach, obok nurkowania jaskiniowego to najbardziej ryzykowane formy schodzenia pod wodę, nawet dla profesjonalistów. "Do tej wyprawy przygotowywałam się naprawdę długo. Ponieważ będzie to wyprawa przyrodniczo-nurkowa, przeszłam szkolenie z zanurzania się w zimnych wodach w specjalnym suchym skafandrze. Takie nurkowanie bardzo różni się od zwykłego nurkowania. Trzeba dokładnie poznać i opanować inne techniki, a także uważać na dużo więcej rzeczy, niż zwykle" - mówi Nela, która wraz z kamerą będzie w głębinach morskich obserwować stworzenia żyjące w zimnych wodach Oceanu Południowego.

 

Celem wyprawy są obserwacje antarktycznych zwierząt. Na Antarktydzie występują ptaki i ssaki wodno-lądowe, między innymi pingwiny, płetwale karłowate, humbaki czy krabojady focze. "Bardzo się cieszę, ale też się trochę boję. Nie samego nurkowania w trudnych warunkach, ale spotkania z lampartami morskimi, czyli ssakami z rodziny fokowatych. Samice są ogromne, dorastają do 3,5 metra i ważą nawet 500 kilo. Są bardzo ciekawskimi drapieżnikami polującymi na pingwiny, ale nie boją się ludzi i potrafią podpłynąć, by spróbować „zjeść kamerę”. Jeżeli będą, to spróbuję nagrać je z pontonu, chociaż zdarzało się, że potrafiły nawet przegryźć ponton" - dodaje Mała Reporterka.Nela dotrze na Antarktydę na lodołamaczu, który będzie przepływał przez Cieśninę Dreak’a. Fale mogą osiągać tam nawet do dziesięciu metrów wysokości. 

 

Nela Mała Reporterka - podróżniczka, autorka książek dla dzieci i reporterka telewizyjna. W swoją pierwszą podróż wyjechała do Tajlandii mając zaledwie 5 lat. Od tamtego czasu regularnie opisuje swoje przygody z najdalszych zakątków świata w serii cieszących się ogromną popularnością książek dla dzieci. W 2014 roku rozpoczęła prowadzenie własnego programu podróżniczego pt. "Nela Mała Reporterka", emitowanego w TVP ABC. Nela już trzy lata z rzędu jest laureatką nagrody Bestseller Empiku w kategorii "Literatura dla dzieci", aktualnie jest ponownie nominowana do Bestsellera za 2018 rok – rozdanie nagród odbędzie się 13 lutego br.

 

 

Najlepsze miejsca na długi weekend na przełomie maja i czerwca

Na przełomie maja i czerwca czeka na nas kolejny długi weekend – Boże Ciało w tym roku wypada 31 maja. Jeden dzień wolnego pozwoli na cztery dni wypoczynku.

Czytaj Więcej >>

Najlepsze pomysły na wyjazd rodzinny z okazji Dnia Dziecka

Wkrótce Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wielu rodziców zastanawia się, w jaki sposób spędzić ten szczególny dzień ze swoimi pociechami, aby przyniósł jak najwięcej radości i pozostawił przyjemne wspomnienia. Możliwości na uczczenie tego święta jest naprawdę wiele. 

Czytaj Więcej >>

Najciekawsze pomysły na Majówkę

Już w marcu zaczynamy zastanawiać się, jak, a przede wszystkim, gdzie spędzimy Majówkę. W tym roku 1 maja wypada we wtorek, dodając do tego dwa weekendy plus 3 dni urlopu – szykuje się aż niemal 10 dni wypoczynku!  Czytaj więcej >

Najlepsze wiosenne wyjazdy typu city break

City break to alternatywna opcja dla tych wszystkich, którzy nie mają czasu wybrać się na dłuższy wypoczynek. Obejmuje ona wyjazdy weekendowe do najciekawszych miejsc w Europie. Krótkoterminowa wycieczka pozwala na wypoczynek oraz zapoznanie się z kulturą i kuchnią danego regionu.  Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Bruksela i Walonia – odpoczynek w sercu Europy

 

Elżbieta Kuźma

 

Wycieczka do Brukseli to niewątpliwie atrakcja dla każdego turysty. Zarówno dorośli, jak i dzieci czy młodzież znajdą tutaj ciekawe i warte zobaczenia miejsca. I to niezależnie od pogody, która akurat w tej stolicy Europy nikogo nie rozpieszcza. Belgia zaprasza zresztą również do innych swoich regionów, w tym malowniczej francuskojęzycznej Walonii. Nie dajmy się więc dłużej prosić.

Więcej…

Niezapomniana Kuba

LESZEK NAROWSKI

 

<< Kuba to niezwykła wyspa na Karaibach. Nie bez przyczyny już hiszpańscy kolonizatorzy nazywali ją perłą Karaibów. Za sprawą bogatej historii, bujnej, tropikalnej przyrody, gorącego klimatu, wspaniałej architektury i przede wszystkim pogodnych, otwartych, gościnnych i pełnych ciepła mieszkańców tego kraju wizyta w nim jest niezapomnianym przeżyciem. >>

Jednak Kuba ma również swoje wiadome problemy natury ekonomicznej i finansowej. Na tę sytuację wpływa m.in. opisywana ostatnio szeroko w mediach amerykańska blokada gospodarcza, finansowa i handlowa wyspy, utrzymywana już od ponad pół wieku (ustanowiona oficjalnie 7 lutego 1962 r., za prezydentury Johna F. Kennedy’ego). Potępia ją od dłuższego czasu Zgromadzenie Ogólne ONZ, które popiera rezolucje domagające się zniesienia embarga wobec Kuby. Zagraniczni turyści nie odczuwają jednak tych kłopotów, z jakimi Kubańczycy borykają się na co dzień. Obsługa ruchu turystycznego jest zorganizowana w taki sposób, aby wszyscy goście mieli okazję spędzić wspaniałe, beztroskie wakacje na pełnej kolorów i radosnej muzyki karaibskiej wyspie.

 

Widok z Palacio de Valle na zatokę Cienfuegos

© LESZEK NAROWSKI

 

Bardzo trudno pojechać na Kubę bez wcześniejszych wyobrażeń o tym miejscu. Jednak po wizycie tutaj jej obraz staje się o wiele ciekawszy i bardziej różnorodny. Słodki rum, aromat najlepszych na świecie cygar, dźwięk bębnów, tętniące życiem kluby nocne, wieczory z salsą, muzyka dobiegająca niemal zewsząd i bajeczne plaże nie pozwalają pozostać obojętnym na urok tej magicznej wyspy.

 

KRÓTKI RYS HISTORYCZNY

Nie sposób zrozumieć Kubańczyków i wielu sytuacji, z którymi zetkniemy się podczas zwiedzania miejsc wewnątrz Kuby, bez znajomości chociaż podstawowych faktów z jej bogatej i burzliwej historii. Kiedy w październiku 1492 r. podczas swojej wyprawy w poszukiwaniu morskiej drogi do Indii Krzysztof Kolumb (1451–1506) dotarł do brzegów wyspy, był nią tak zachwycony, że ogłosił ją najpiękniejszą krainą na ziemi. Zapewne nie spodziewał się, że to odkrycie będzie początkiem dziejów całkiem nowego kraju. Śladem słynnego żeglarza i podróżnika podążyli hiszpańscy żołnierze i misjonarze. Mniej więcej 20 lat po przybyciu Krzysztofa Kolumba na podbój Kuby wyruszył konkwistador Diego Velázquez de Cuéllar (1465–1524). On i jego ludzie założyli osiem osad na wyspie: Baracoę, Bayamo, Santiago de Cuba, Trinidad, Camagüey, Sancti Spíritus, Hawanę i San Juan de los Remedios. Te historyczne miasta stanowiły oś mojej podróży po tym kraju. W pierwszej połowie XVI w. rozpoczęto sprowadzanie na Karaiby niewolników z Afryki, którzy wykorzystywani byli głównie do pracy na plantacjach, m.in. trzciny cukrowej. Z czasem Kuba stała się głównym producentem cukru i jednym z najlepiej rozwiniętych miejsc w regionie.

W XIX stuleciu zaczęły formować się ruchy niepodległościowe. Ich największym symbolem i bohaterem został kubański intelektualista, poeta, pisarz i polityk José Martí (1853–1895). W 1868 r. wybuchło antykolonialne powstanie, które zapoczątkowało wojnę dziesięcioletnią na Kubie zakończoną porażką rebeliantów. W grudniu 1898 r. Stany Zjednoczone w wyniku konfliktu z Hiszpanią uzyskały całkowitą kontrolę nad wyspą. Okupowały ją do 1902 r., kiedy to 20 maja kraj ogłosił niepodległość. Jednak Amerykanie zapewnili sobie prawo do ingerencji w wewnętrzne sprawy nowego państwa i utworzenia bazy wojskowej koło miasta Guantánamo (istniejącej od 1903 r.).

W lipcu 1953 r. młodzi partyzanci Fidela Castro (1926–2016) zaatakowali koszary wojskowe Moncada (Cuartel Moncada) w Santiago de Cuba, co uznano później za początek ruchu rewolucyjnego. W grudniu 1958 r. Ernesto Che Guevara (1928–1967) wygrał kluczową bitwę z siłami rządowymi pod miastem Santa Clara. W wyniku tego Fidel Castro wkroczył triumfalnie do Hawany, stolicy Kuby, i na początku 1959 r. przejął władzę w kraju. Tak rozpoczął się okres rewolucji, podczas którego znacjonalizowano kluczowe przedsiębiorstwa, przeprowadzono reformę rolną oraz kampanię edukacyjną i zdrowotną, zerwano stosunki dyplomatyczne ze Stanami Zjednoczonymi i nawiązano współpracę gospodarczą i wojskową ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Po upadku ZSRR w grudniu 1991 r. karaibskie państwo nie mogło już liczyć na pomoc swojego sojusznika. Przemysł zaczął podupadać, brakowało wielu kluczowych dóbr, m.in. żywności i paliw. Kuba zmuszona była otworzyć się na turystykę, co wcześniej czyniła dość niechętnie.

 

Cygara to nieodłączna część kubańskiej kultury

© LESZEK NAROWSKI

 

SANTIAGO DE CUBA

Pierwszą kubańską stolicą (1515–1556) stało się Santiago de Cuba. Jest przepięknie położone u stóp pasma Sierra Maestra otaczającego je niemal ze wszystkich stron. Znajduje się nad wcinającą się ostro w głąb lądu zatoką o tej samej nazwie, usytuowaną na południowo-wschodnim wybrzeżu kraju. Santiago to chyba najbardziej egzotyczny i zróżnicowany ośrodek na Kubie. Ma bardziej karaibski niż kubański charakter. Uchodzi również za kolebkę rewolucji.

Sercem najstarszej części miasta jest Parque Céspedes: barwny, z zadbaną zielenią i autentyczną kolonialną zabudową, wśród której na kilka budowli szczególnie warto zwrócić uwagę.
Nad całą okolicą góruje Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Catedral Basílica de Nuestra Señora de la Asunción).

Obok katedry znajduje się Hotel Casa Granda z 1914 r. (obecnie 4-gwiazdkowy obiekt należący do sieci IBEROSTAR Hotels & Resorts), niegdyś ulubiony punkt spotkań kubańskiej elity, gdzie spędzała ona czas przy rumie i cygarach. W latach 50. XX w. zbierała się w nim szczególna klientela: amerykańscy szpiedzy i kubańscy rebelianci. Gościem hotelu był też angielski pisarz Graham Greene (1904–1991), który opisał go w powieści kryminalnej Nasz człowiek w Hawanie (1958).

Przy Parque Céspedes stoi także najstarsza rezydencja na wyspie i podobno nawet w całej Ameryce Łacińskiej (powstała w latach 1515–1530) – Casa de Diego Velázquez, dzisiaj muzeum sztuki kolonialnej (Museo de Ambiente Histórico Cubano). Ta kamienna budowla z XVI stulecia przyciąga uwagę eleganckimi, drewnianymi balkonami w arabskim stylu i ogromnymi okiennicami. Mieszkał w niej i urzędował wspomniany wcześniej pierwszy gubernator Kuby Diego Velázquez de Cuéllar.

Szczególne miejsce na mapie Santiago, które uznano za bastion ruchu niepodległościowego, stanowi Cementerio Santa Ifigenia. Na tym otwartym w 1868 r. cmentarzu pochowani są sławni i zasłużeni Kubańczycy. Najokazalszy i najczęściej odwiedzany jest grobowiec Joségo Martí. W grudniu 2016 r. pod wielką skałą złożono tutaj prochy Fidela Castro.

Na wschód od najstarszej części miasta znajduje się jedna z najbogatszych jego dzielnic, gdzie uwagę zwraca duża bryła nowoczesnego, 5-gwiazdkowego hotelu Meliã Santiago de Cuba. To najlepszy – moim zdaniem – obiekt hotelowy na Kubie, w którym miałem okazję nocować podczas tegorocznego zwiedzania wyspy. Na moją ocenę wpłynęły nie tylko świetny wystrój i infrastruktura, wrażenie zrobiła na mnie przede wszystkim jakość obsługi. Tutejsza restauracja oferuje szeroki wybór dań kuchni hiszpańskiej i kubańskiej. Smaku świeżych ryb i tropikalnych owoców długo nie zapomnę, poza tym jadłem w niej najlepsze awokado w swoim życiu. W pobliżu znajduje się targ, pomnik poświęcony bohaterom rewolucji i popularny, 3-gwiazdkowy Hotel Islazul Las Américas, zbudowany w 1975 r.

W okolicach Santiago warto odwiedzić malowniczo położoną hiszpańską twierdzę – Castillo del Morro (Castillo de San Pedro de la Roca), która wznosi się na wysokiej skarpie nad zatoką Santiago de Cuba, ok. 10 km na południowy zachód od centrum miasta. Ta imponująca budowla pochodząca z XVII w. zadziwia skomplikowanym układem bastionów, mostów zwodzonych, fos i schodów wykonanych z budzącą podziw dokładnością. W wilgotnych i ciemnych celach w przeszłości przetrzymywano niewolników z Afryki przeznaczonych do sprzedania, a od 1775 r. – więźniów politycznych. Znajduje się tu ciekawe urządzenie służące do transportu kul z magazynu do stojącej znacznie wyżej armaty. Po zachodzie słońca co wieczór z fortecy słychać wystrzały.

Gdy idzie się alejką z parkingu w kierunku twierdzy, mija się po drodze stoiska z pamiątkami i restaurację, która szczyci się wizytami słynnych gości, m.in. odwiedzinami angielskiego muzyka Paula McCartneya. Warto wstąpić do niej nie tylko ze względu na smaczne potrawy z owoców morza, ale przede wszystkim z racji rozpościerających się stąd wyjątkowo pięknych widoków na morze i fortecę.

 

Kultowe krążowniki szos z lat 40. i 50. XX w. dumnie przemierzające ulice Kuby

© LESZEK NAROWSKI

 

EL COBRE

Najbardziej znanym obiektem w regionie jest Basílica Santuario Nacional de Nuestra Señora de la Caridad del Cobre – sanktuarium położone ok. 20 km na zachód od Santiago de Cuba. To miejsce święte dla Kubańczyków, ale pielgrzymują do niego również mieszkańcy innych krajów Ameryki Łacińskiej. Miasteczko El Cobre zawdzięcza swoją nazwę pierwszej kopalni miedzi na terenie obu Ameryk (działającej w latach 1544–1998), zaopatrującej fabryki amunicji.

Dziś miejscowość znana jest bardziej z powodu drewnianej figurki, którą wyłowiono z morza w 1612 lub 1613 r. w zatoce Nipe na północnym wschodzie wyspy. To ok. 40-centymetrowa podobizna Matki Boskiej z dzieciątkiem Jezus na lewym ramieniu i złotym krzyżem w prawej dłoni (Virgen de la Caridad del Cobre, Nuestra Señora de la Caridad del Cobre, Caridad del Cobre lub po prostu Cachita). Według jednej z legend figurka dryfowała przez mniej więcej 100 lat, od czasu, gdy miejscowy wódz, obdarowany nią przez jednego z konkwistadorów, wrzucił ją do morza, aby uchronić ją przed innymi, niezbyt przyjaźnie nastawionymi do chrześcijaństwa lokalnymi przywódcami.

Przez wieki modlono się tu do Matki Boskiej o wsparcie, cuda i uzdrowienie. Na wniosek weteranów wojny o niepodległość papież Benedykt XV w maju 1916 r. ogłosił ją świętą patronką Kuby, a sanktuarium zostało uroczyście otwarte w 1926 r. Ponieważ kult Maryi jest powszechny, w dniu jej święta na Kubie (8 września) wśród tysięcy katolickich pielgrzymów pojawiają się także wyznawcy synkretycznej religii santería (yoruba), w której utożsamia się Matkę Boską z boginią Oszun (Oshún, Oxum, Ochun). W styczniu 1998 r. sanktuarium odwiedził papież Jan Paweł II, czym podkreślił jego duże znaczenie na mapie ośrodków maryjnych w Ameryce Łacińskiej.

 

BAYAMO

Założone w listopadzie 1513 r. przez Diega Velázqueza de Cuéllara Bayamo miało korzystne położenie – było na tyle oddalone od morza, że nie musiało obawiać się ataków piratów, a przepływająca tu rzeka Bayamo, połączona z najdłuższą na wyspie rzeką Cauto (343 km), zapewniała sprawny transport wodny. Do dziś zachował się w nim kolonialny charakter ulic, na chętnych czekają tradycyjne konne dorożki, a w ostatnim czasie otwarto niewielkie muzeum figur woskowych.

Miasto sławę zyskało dzięki roli, jaką odegrało w czasie walk o niepodległość. Szczególnie związane jest z jednym z bohaterów tego okresu – Carlosem Manuelem de Céspedesem, który urodził się w Bayamo w kwietniu 1819 r. W październiku 1868 r. jako pierwszy w kraju uwolnił swoich niewolników pracujących na plantacji cukru La Demajagua w Manzanillo i ogłosił bunt przeciwko hiszpańskim rządom na Kubie. Był to początek pierwszej wojny o niepodległość.

W Bayamo na zainteresowanie zasługuje spalony w czasie walk (jak większość miasteczka) i później odbudowany kościół – Iglesia San Salvador de Bayamo, w którym po raz pierwszy została wykonana dla powstańców poruszająca pieśń La Bayamesa skomponowana przez Perucha Figuereda (1818–1870), dzisiejszy hymn państwowy. W okolicy, na północny wschód od miasta, leży Dos Ríos. To szczególnie czczone miejsce na Kubie. W bitwie pod Dos Ríos zginął 19 maja 1895 r. największy kubański bohater – José Martí.

 

GUARDALAVACA

Leżąca na północnym-wschodzie Guardalavaca jest spokojną nadmorską miejscowością, wokół której powstał obszar idealny do wypoczynku i spędzania czasu na wodzie. Można tu m.in. popływać z delfinami, wybrać się na połów ryb lub rejs katamaranem. W ostatnich latach w okolicy wybudowano hotele typu all inclusive o wysokim standardzie i z nowoczesną infrastrukturą, takie jak 4-gwiazdkowe Sol Río de Luna y Mares (sieci Meliã Hotels International), Brisas Guardalavaca (należący do Hoteles Cubanacan), Memories Holguín Beach Resort (Blue Diamond Resorts), Hotel Playa Costa Verde (Gaviota Hoteles) czy wreszcie 5-gwiazdkowe IBEROSTAR Holguín (IBEROSTAR Hotels & Resorts), Hotel Playa Pesquero z serwisem klasy premium (Gaviota Hoteles) i Paradisus Río de Oro Resort & Spa (Meliã Hotels International). Ten ostatni jest pięknie położony, przeznaczony jedynie dla dorosłych, znajdują się w nim też liczne krystalicznie czyste baseny. Paradisus Río de Oro Resort & Spa wyróżnia się specjalną formą zakwaterowania (Royal Service) – dla gości przygotowano na prywatnym piętrze hotelowym luksusowe pokoje i apartamenty z ekskluzywnym wyposażeniem, fantastycznym widokiem na morze, odrębną recepcją i wykwintną restauracją. Poza tym czekają na nich również eleganckie Garden Villas z sauną, basenem, jacuzzi i bezpośrednim dostępem do plaży Las Caleticas.

Kurorty w tym rejonie naprawdę potrafią oczarować nawet najbardziej wymagających turystów. Przyciągają wyjątkowo przejrzystym morzem, wspaniałymi plażami z niezwykle białym piaskiem oraz bujną tropikalną roślinnością. Nie mają rozmachu słynnego Varadero, ale za to są spokojniejsze, bardziej malownicze i mniej oblegane, a miejsce to stanowi świetny punkt wypadowy do zwiedzania atrakcyjnej okolicy.

 

CAMAGÜEY

Stolica prowincji Camagüey, nosząca tę samą nazwę i położona na szerokiej rolniczej równinie, została założona w lutym 1514 r. jako Santa María del Puerto del Príncipe (Puerto Príncipe). Kompletnie zniszczone przez walijskiego korsarza Henry’ego Morgana w marcu 1668 r. miasto odbudowano w formie dość ciekawego gąszczu wąskich uliczek. Ten osobliwy labirynt miał zapewne utrudnić atak potencjalnym najeźdźcom.

Camagüey na tle sąsiednich stolic prowincji wyróżnia się malowniczą architekturą historycznego obszaru. Urzeka krętymi i wąskimi uliczkami leżącymi nad rzeką, domami w kolorach tęczy i pełnymi zieleni podwórkami. Miasto kojarzy się z wielkimi, ceramicznymi naczyniami (tinajones), wzorowanymi na hiszpańskich baryłkach na wino i oliwę, a wykorzystywanymi jako zbiorniki na wodę podczas okresów suszy. Naczynia te czasem są ogromne, a choć zostały często wykonane przed 100 laty, nadal służą mieszkańcom.

 

SANCTI SPÍRITUS

Swoją wyjątkową atmosferę Sancti Spíritus (stolica prowincji o tej samej nazwie) zawdzięcza być może temu, że znajduje się z dala od utartych szlaków. Jego mieszkańcy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów. To kolejna z osad założonych przez Diega Velázqueza de Cuéllara (w czerwcu 1514 r.). Początki miasta były naprawdę trudne. Ze względu na atak występujących tu mrówek (tzw. carniceras) musiano zmienić nieco jego pierwotną lokalizację, następnie ośrodek został dwukrotnie spalony i złupiony przez piratów (w 1586 i 1667 r.), dlatego większość jego zabytków nie ma aż tak długiej historii.

Główna atrakcją Sancti Spíritus jest piękny kościół parafialny (Iglesia Parroquial Mayor del Espíritu Santo). Pierwotną budowlę wzniesiono tutaj z drewna w 1522 r. Po zniszczeniu przez piratów odbudowano ją z kamienia w 1680 r. Dzisiaj uchodzi za najstarszą świątynię na Kubie. Poza tym warto przejść się po moście na rzece Yayabo, pochodzącym z pierwszej połowy XIX stulecia, który stanowi jedyną tego typu ceglaną przeprawę na wyspie zachowaną z czasów kolonialnych. Kościół i most są obiektami zaliczonymi do dziedzictwa narodowego Kuby (Monumento Nacional de Cuba).

 

TRINIDAD

Jednym z najcenniejszych klejnotów w kraju jest wpisany w 1988 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO zabytkowy Trinidad (razem z pobliską Doliną Cukrowni – Valle de los Ingenios). Zarówno kolonialna architektura historycznego centrum, jak i atmosfera tego miejsca potrafią zachwycić. Dlatego miasto często służy jako plan filmowy lub tło do zdjęć. Nie jest jednak skansenem, jego mieszkańcy prowadzą normalne życie. Trinidad słynie z doskonale zachowanych, pastelowych zabudowań krytych czerwoną dachówką, brukowanych uliczek, mahoniowych balustrad, dużych, drewnianych bram, a także wspaniałych muzeów.

Dobry stan swojej oryginalnej architektury miasto zawdzięcza temu, że historia wyjątkowo łagodnie się z nim obeszła. Kiedy piraci łupili w XVI i XVII w. położoną ok. 60 km na wschód stolicę prowincji Sancti Spíritus, Trinidad pozostawili nietknięty. W tym czasie bogacił się on na dochodowym handlu niewolnikami i przede wszystkim produkcji cukru. W XVII i XVIII stuleciu mieszkali tu zamorscy piraci (holenderscy, brytyjscy i francuscy), mile widziani przez tych mieszkańców Trinidadu (trinitarios), którzy dzięki nim zarabiali na kontrabandzie.

Sercem historycznego centrum miasta jest Plaza Mayor. Przy tym malowniczo położonym placu znajduje się większość ważnych budynków, galerii i muzeów. Te ostatnie mieszczą się w eleganckich rezydencjach z pięknymi balkonami (Galería de Arte Universal Benito Ortiz w Casa Ortiz z początku XIX w., Museo de Arquitectura w Casa Azul, Museo Romántico w Palacio Brunet). Nad okolicą góruje Iglesia Mayor Santísima Trinidad (Iglesia de la Santísima Trinidad) z XIX stulecia (wznoszona przez 75 lat, od 1817 do 1892 r.), jeden z największych zabytków architektury sakralnej na Kubie i jedyny z konstrukcją pięcionawową. Umieszczona w świątyni figura Chrystusa (Señor de la Vera Cruz, Cristo de la Veracruz) pierwotnie miała trafić do Meksyku. Jezus z tutejszego kościoła jest do dziś patronem Trinidadu.

Nieopodal, przy Calle Real del Jigüe, tawerna „La Canchánchara” zaprasza na doskonały koktajl przygotowywany na bazie aguardiente (miejscowego rumu po pierwszej destylacji), miodu, limonki i lodu. Tym słynnym drinkiem (zwanym cancháncharą), wymyślonym w czasie wojny dziesięcioletniej na Kubie (1868–1878), można delektować się tu przy muzyce na żywo.

 

CIENFUEGOS

Założone w kwietniu 1819 r. Cienfuegos jego mieszkańcy nazywają Perłą Południa (Perla del Sur). Uroku dodają mu z pewnością piękne parki, eleganckie bulwary i kolumnady oraz zróżnicowana kolonialna zabudowa, dziś w pełni odrestaurowana. Przy pewnej dozie wyobraźni miasto może przywodzić na myśl skojarzenia z Paryżem, co zapewne było zamiarem francuskich fundatorów. Cienfuegos rozkwitało dzięki handlowi i przetwórstwu trzciny cukrowej, którą w szczytowym okresie (w latach 1918–1919) przerabiano na blisko 410 tys. t cukru.

Najbardziej efektowna i wyróżniająca się zabudowa powstała w okolicy Parque José Martí. Przy placu tym wznosi się Katedra (Catedral de Cienfuegos, Catedral de Nuestra Señora de la Purísima Concepción) z XIX w., prawdopodobnie z najbogatszym wystrojem wnętrza na wyspie. Na przeciwległym końcu stoi łuk triumfalny (Arco de Triunfo) z datą 20 maja 1902 r., upamiętniający narodziny Republiki Kuby. Pobliski teatr nosi imię Tomása Terry’ego (Teatro Tomás Terry), dawnego magnata cukrowego, urodzonego w Caracas w Wenezueli, znanego jako Creso Cubano, czyli „Kubański Krezus” (1808–1886). W rejonie Parque José Martí znajduje się również elegancki gmach Palacio Ferrer (Casa Provincial de la Cultura).

Ciekawy spacer można odbyć centralną ulicą Cienfuegos – Calle 37, zwaną Paseo del Prado. To najdłuższy deptak w kraju (niemal 2-kilometrowy). Jego część dochodząca do pięknej zatoki zwie się Malecón. Najbardziej niezwykłą i oryginalną budowlą w mieście (a według mnie i na całej wyspie) jest Palacio de Valle. Ukończony w 1917 r. pałac w stylu hiszpańsko-mauretańskim łączy w sobie jeszcze wpływy architektury gotyckiej, romańskiej, barokowej i sztuki mudéjar. Przeznaczony był dla rodziny bogatego kupca, który nazywał się Acisclo del Valle (1865–1919). Obecnie działa w nim wyśmienita włoska restauracja, serwująca znakomite potrawy z owoców morza i desery. Z tarasu na dachu budynku można przy szklaneczce mojito z lokalnego baru podziwiać malownicze zachody słońca nad zatoką.

 

SANTA CLARA

Stolicę prowincji Villa Clara założyli w lipcu 1689 r. mieszkańcy San Juan de los Remedios (Remedios) uciekający przed częstymi atakami piratów. Dzisiaj Santa Clara tętni życiem m.in. dzięki licznej grupie studentów oraz ze względu na gwarne, kolorowe targi świeżych owoców i warzyw stanowiące popularne miejsce spotkań.

Jak w każdym większym mieście, tak i tutaj znajduje się główny plac. Parque Vidal przyciąga zielenią i pomnikiem Leoncia Vidala (1864–1896), bohatera wojny o niepodległość Kuby. Monument stanął w miejscu, gdzie mężczyzna zginął. Plac otaczają budynki z przełomu wieków, m.in. zabytkowy Teatro La Caridad z 1885 r. oraz całkowicie niepasujący do jego zabudowy Hotel Islazul Santa Clara Libre (przed 1959 r. Hotel Hilton Santa Clara), który znany jest z tego, że na fasadzie nosi ślady rewolucyjnych kul z grudnia 1958 r.

Santa Clara, zwana bramą na Wschód, w czasie wojen miała strategiczne znaczenie. Dzięki zdobyciu miasta Ernesto Che Guevara otworzył rewolucjonistom drogę do stolicy. Na przedmieściach znajduje się mauzoleum z ogromnym pomnikiem Argentyńczyka, uznawanego za największego bohatera rewolucji kubańskiej. Postać Che przedstawiona jest z bronią i ręką na temblaku, na pamiątkę ran odniesionych w czasie walk o Santa Clarę. Na dole wykuto napis Hasta la Victoria Siempre! („Zawsze do zwycięstwa!”).

 

HAWANA

Stolica Kuby wywiera niemal na każdym olbrzymie wrażenie. Wydaje się być jednym z najbardziej fascynujących miejsc na świecie. Szczególne położenie, wspaniałe kamienne fortyfikacje i kolonialna architektura obszaru La Habana Vieja, czyli Stara Hawana, stanowią o wyjątkowych walorach tego miasta. Przypominają też o jego bogatej historii i przywołują czasy, kiedy Hawana była perłą w koronie hiszpańskiego imperium.

Stolicy Kuby nie da się opisać w jednym rozdziale. Aby oddać wyjątkowy charakter miasta, trzeba poświęcić mu cały artykuł. Jest tego naprawdę warte.

 

VARADERO

Półwysep Hicacos (Península de Hicacos), leżący w odległości mniej więcej 130 km na wschód od Hawany, to ok. 20-kilometrowy pas plaż z licznymi hotelami, restauracjami i klubami nocnymi. Powstał na nim słynny kurort Varadero (w grudniu 1887 r.). Spotkać w nim można wielu Kanadyjczyków, Latynosów, Niemców i Włochów, a także Polaków. Kubańczyków jest tu z kolei jak na lekarstwo, a większość z nich pracuje w ośrodkach wypoczynkowych.

Varadero stanowi mniejszy, kubański odpowiednik amerykańskiego Miami Beach. To miejsce idealne na beztroskie wakacje ze względu na rozległe, piaszczyste i porośnięte wysmukłymi palmami plaże, uznawane za jedne z najlepszych na Karaibach, luksusowe hotele z bogatą infrastrukturą i wiele fakultatywnych atrakcji. Poza pływaniem katamaranem lub łodzią motorową, łowieniem ryb, snorkelingiem, nurkowaniem, żeglarstwem, kajakarstwem, surfingiem i kitesurfingiem możemy tutaj odwiedzać typowe lokalne hacjendy, jeździć konno czy korzystać z innych sposobów spędzania wolnego czasu.

Jedną z ciekawszych wycieczek w moim przypadku było zwiedzanie starej fabryki rumu w pobliskim mieście Cárdenas. Założył ją w 1878 r. José Arechabala Aldama. Zróżnicowany proces produkcji i leżakowania trunku pozwala otrzymywać bardzo wiele jego gatunków. Oprócz znanej w Europie marki Havana Club oferuje się tu wiele innych rumów, takich jak Santiago de Cuba, Ron Cubay, Ron Arecha, Ron Perla del Norte, Ron Legendario czy Ron Varadero. Ceny za butelkę wahają się od 5 do nawet 1 tys. pesos kubańskich wymienialnych (CUC), czyli od ok. 19 do 3,8 tys. złotych.

Podczas pobytu w Varadero zaproszeni byliśmy na uroczystą galę z okazji 40-lecia działalności jednego z największych operatorów turystycznych w kraju – Havanatur. Bajecznie kolorowe zespoły prezentowały tańce i muzykę kubańską, a kuchnia serwowała najlepsze dania z ryb i mięsa przyrządzane według lokalnych przepisów. Część oficjalną uświetniła przemowa Evelyn Guilarte Arencibii, dyrektor generalnej Havanatur, poświęcona rozwojowi turystyki na Kubie.

Położony na samym końcu Hicacos 5-gwiazdkowy hotel Meliã Marina Varadero, w którym mieliśmy przyjemność nocować, jest jednym z bardziej luksusowych na półwyspie. Wyróżnia się bogatą i różnorodną infrastrukturą oraz jakością serwisu. Restaurację hotelową „El Pescador” przy piaszczystej plaży umieszczono na wolnym powietrzu i na małym wzgórzu po to, aby podmuch bryzy morskiej chłodził gości przy wysokich temperaturach powietrza i stwarzał komfortowe warunki do zjedzenia posiłku. Restauracja „El Pilar” w marinie otoczona jest z czterech stron wodą, idealnie czyste baseny sąsiadują z bufetami. Wygody zapewniane przez Meliã Marina Varadero pozwalały zapomnieć o wszelkich problemach i skoncentrować się jedynie na błogim relaksie.

 

GARŚĆ CIEKAWOSTEK

Najpopularniejszy sport na wyspie stanowi baseball, mimo iż największe sukcesy Kubańczycy odnosili w boksie i siatkówce. Na Kubie funkcjonują jednocześnie dwa rodzaje waluty: peso kubańskie wymienialne (CUC) oraz peso kubańskie (CUP). Internet jest powszechnie dostępny w kraju dopiero od kilku lat (obecnie ma do niego dostęp ponad 40 proc. ludności wyspy), turyści w praktyce korzystają z bezprzewodowego połączenia z siecią w hotelach i większych restauracjach.

Pora deszczowa, przypadająca od maja do października, zazwyczaj bywa nie tak uciążliwa (zwłaszcza na jej początku), jak mogłoby się wydawać. Temperatura powietrza podnosi się tylko o kilka stopni (na ogół oscyluje w granicach 30°C), a jego wilgotność zwiększa się o ok. 10 proc. w stosunku do pory suchej. Deszcz pada zwykle popołudniu. Opady są dosyć krótkie, ale intensywne. Należy jedynie pamiętać o tym, że w okresie od końca czerwca do początku listopada istnieje dość duże prawdopodobieństwo huraganów, a gwałtowne burze występują głównie we wrześniu i październiku.  

Wśród zagranicznych turystów odwiedzających Kubę największą grupę stanowią Kanadyjczycy. W 2017 r. na wyspę dotarło ponad 1,1 mln obywateli Kanady. Polacy zajmują 18. miejsce w tym zestawieniu. W minionym roku na wyspę jak wulkan gorącą zawitało prawie 41 tys. naszych rodaków. Na sezon zimowy 2018/2019 zaplanowano trzy loty czarterowe z Polski (Warszawy) na Kubę: dwa biura podróży Itaka – na Cayo Santa María i Cayo Coco (obsługiwane przez samoloty czeskiej linii Travel Service), jeden firmy Rainbow – do Varadero (Boeingiem 787 Dreamliner Polskich Linii Lotniczych LOT).

Mimo wielu lat komunistycznych rządów mniej więcej 60 proc. Kubańczyków uważa się za katolików. Wiarę praktykuje regularnie jedynie ok. 5 proc z nich.

Czwórka dzieci Ernesta Che Guevary do dzisiaj żyje na Kubie – Aleida, Camilo, Celia i Ernesto. Nie pełnią jednak żadnych politycznych ani urzędowych funkcji. José Martí jest jedynym bohaterem narodowym szanowanym przez polityków ze wszystkich ugrupowań. Wciąż pozostaje symbolem kraju. Jego wielkości jako człowieka czynu i pióra nikt nie kwestionuje. W każdej, nawet najmniejszej kubańskiej miejscowości znajduje się popiersie tej wyjątkowej dla historii wyspy postaci.

***

Wielu turystom Kuba kojarzy się przede wszystkim z Hawaną i Varadero, głównymi celami wyjazdów wypoczynkowych. Jednak w odróżnieniu od innych, bardziej turystycznych miejsc na Karaibach ten pasjonujący kraj jest czymś więcej. Zachwyca kolorami, bogatą historią, wspaniałymi zabytkami, budzi namiętności i nie pozwala o sobie zapomnieć. Warto to sprawdzić osobiście.

 

Wydanie jesień-zima 2018

Sardynia – miłość od pierwszego wejrzenia

 

ALEKSANDRA GĄSOWSKA

 

 Prawdopodobnie nie da się pojechać na Sardynię i nie wrócić zakochanym w jej klimacie, różnorodności, krajobrazach, atmosferze, kulturze, tradycjach, winie, jedzeniu i ludziach. Są tacy, którzy tu przybyli i już zostali. Aż trudno uwierzyć, że ten raj znajduje się tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, bo już niespełna trzy godziny lotu od Polski.

 

Obecnie Polacy plasują się na dziewiątym miejscu na liście turystów ze świata najliczniej odwiedzających tę piękną wyspę. Ze względu zarówno na coraz bardziej efektywną promocję regionu, jak i uruchomione nowe połączenia lotnicze do Alghero (Wizz Air z Warszawy i Katowic) i Cagliari (Ryanair z Krakowa i Modlina), liczba naszych rodaków wybierających ten kierunek na spędzenie urlopu ciągle rośnie.

 

Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ Sardynii nie da się opisać, trzeba jej doświadczyć każdym zmysłem. Ta wyspa, która była wielokrotnie podbijana, dziś sama podbija serca turystów. Można poczuć się na niej jak dziecko w fabryce czekolady Willy’ego Wonki. Sardynia spełnia marzenia plażowiczów, miłośników sportów ekstremalnych, ludzi lubiących aktywnie spędzać czas w górach i na wodzie, rodzin z dziećmi i seniorów, poszukiwaczy zaginionych cywilizacji, kolekcjonerów wyjątkowego rękodzieła, osób uwielbiających uczestniczyć w barwnych lokalnych świętach i zabawach oraz prawdziwych smakoszy.

 

PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

 

Sardyńska kuchnia wiele mówi o mieszkańcach wyspy, jej historii i miejscowych tradycjach i jest tak różnorodna jak sami Sardyńczycy. Królują w niej proste, lecz oryginalne i wyraziste smaki, lokalne zwyczaje kulinarne mieszają się z wpływami katalońskimi, arabskimi, liguryjskimi, rzymskimi, genueńskimi, pizańskimi i sabaudzkimi. Z powodu licznych najazdów wyspiarze często chronili się w głębi lądu i osiedlali w centralnej, górzystej jego części. Dlatego też Sardyńczycy zajmują się pasterstwem i rolnictwem, a bardziej niż dania ze stworzeń morskich cenią sobie potrawy z warzyw, baraniny czy koźliny. Ziemię darzą zresztą niebywałym szacunkiem. Być może z tego względu Sardynia wiedzie prym wśród włoskich regionów specjalizujących się w uprawach biologicznych.

 

Bez wątpienia warto tu spróbować przepysznych kiełbas i salami, a w szczególności porceddu – młodego prosięcia (8–10 kg) pieczonego przez wiele godzin na ruszcie, przyprawionego jedynie solą morską i przygotowywanego tradycyjnie przez pasterzy ze wzgórz Barbagii. W tym rejonie hoduje się sardyńską rasę owiec (sarda), których mleko służy do produkcji znakomitych serów. Króluje wśród nich pecorino, w tym pecorino sardo. Co ciekawe, Sardynia jest największym wytwórcą pecorino romano i największym w Europie producentem serów owczych. Powstają tutaj również sery z koziego i krowiego mleka, np. pachnąca świeżością ricotta, która wyśmienicie smakuje z lokalnym miodem i cienkim, chrupiącym sardyńskim chlebem carasau (pane carasau). Ten ostatni przyrządza się według starej receptury. Piecze się go dwukrotnie – przed drugim razem płaski pszeniczny placek rozdziela się jeszcze na pół. Przepis na ten chleb został stworzony z myślą o pasterzach, którzy przebywali z dala od domu przez długie miesiące i potrzebowali zapasów jedzenia. Carasau sprawdzał się znakomicie jako prowiant, ponieważ nadaje się do spożycia nawet do roku od wypieczenia. Na Sardynii niemal w każdej miejscowości znajdziemy nieco inną odmianę tego pieczywa. Różne są także sposoby jego przyrządzania, a w procesie produkcji często uczestniczy kilka domostw.

 

Ze słodkich wypieków warto skosztować pokrytych cytrynowym lukrem ciasteczek mostaccioli czy rujoli z ricotty, kostek z pigwowej marmolady cotognata, orzechowych kulek bucconettos i babeczek zwanych cardinali (cardinales). Poza tym wyśmienicie smakują teżculurgiòni (culurgiònes) – swoim kształtem przypominają pierogi, a konsystencją polskie kopytka, tradycyjnie wypełnia się je nadzieniem z ziemniaków, sera i mięty.

 

Nadmorskie kurorty są rajem dla smakoszy ryb i owoców morza. Na pewno zachwycą ich podawane na rozmaite sposoby małże, langustynki (homarce), krewetki i kraby. Specjałem, którego nie można nie spróbować, jest bottarga, solona i suszona ikra cefala.

 

W sardyńskim winie da się wyczuć ślady czasów, kiedy wyspę zdobywali przedstawiciele różnych kultur, a w szczególności wpływy hiszpańskie. Na Sardynii występuje wiele odmian winorośli, zarówno tych uprawianych w innych regionach Morza Śródziemnego, jak i lokalnych, niespotykanych nigdzie indziej, takich jak Cannonau, Semidano, Nuragus, Girò, Monica, Torbato czy Vernaccia di Oristano. Do owoców morza doskonale pasuje schłodzone wyważone białe Vermentino. Do mięs natomiast Sardyńczycy rekomendują wina czerwone: wytwarzane już przez starożytne ludy Cannonau i cieszące się coraz większą popularnością Carignano del Sulcis.

 

 BOGATA HISTORIA

 

Sardynia to prawdziwa mozaika kultur. Można ją odkrywać całe życie i nigdy nie poznać w pełni. Niektórzy nawet twierdzą, że jest ona zaginioną Atlantydą, a tajemnicza starożytna cywilizacja nuragijska, która rozwijała się na wyspie od XIX do II w. p.n.e., osiągnęła świetność równą wspaniałości mitycznych Atlantów. Jej przedstawiciele nie pozostawili jednak po sobie żadnych tekstów, dlatego przez wiele lat ich kultura uznawana była za bardzo prymitywną i niezasługującą na uwagę. Dopiero od niedawna badacze interesują się nią coraz częściej. Najnowsze odkrycia dowodzą, że cywilizacja ta przeżywała swój największy rozkwit w okresie X–VIII w. p.n.e. Do dziś zachowały się m.in. groby gigantów, statuetki z brązu, rzeźby z piaskowca w Mont’e Prama i zagadkowe kamienne wieże, czyli nuragi. Tych ostatnich obiektów, wciąż w dobrym stanie, na całej Sardynii jest ok. 7 tys. Najwięcej znajduje się w Dolinie Nuragów (Valle dei Nuraghi) w centralnej części lądu. Co ciekawe, niektóre nuragijskie budowle przypominają bardzo architektoniczne konstrukcje z odległych krajów, np. święta studnia Funtana Coberta wBallao wygląda podobnie jak ta zachowana koło wioski Garlo w Bułgarii.

 

Do 238 r. p.n.e. na wyspie panowali Kartagińczycy, których wyparli Rzymianie. Ci pierwsi zostawili po sobie wiele śladów. Do czasów obecnych przetrwały m.in. fragmenty domów, cmentarzy czy sanktuarium (tofet) poświęcone bogini Tanit w starożytnym mieście Nora. Kilka stuleci wcześniej, ok. IX w. p.n.e. u wybrzeży Sardynii zbudowali swoje pierwsze porty handlowe feniccy żeglarze. W 540 r. p.n.e. Fenicjanie weszli w konflikt z miejscową ludnością i zwrócili się o pomoc do Kartaginy, która stopniowo podbiła większość wyspy. Po każdym najeździe rdzenni mieszkańcy przenosili się dalej w głąb lądu, na górzyste tereny Barbagii. Wśród Sardyńczyków nadal żywe jest przekonanie, że do ich małej ojczyzny niebezpieczeństwo zawsze przychodzi od morza. Na Sardynię zawitali również Grecy. W miejscu fenickiej osady założyli w VII w p.n.e. kolonię Olbia, później rozbudowaną przez Kartagińczyków. Obecnie to czwarte największe sardyńskie miasto (z 60 tys. mieszkańców). Znajdują się w nim port morski i lotnisko będące bramą do Szmaragdowego Wybrzeża (Costa Smeralda).

 

Po Rzymianach pojawili się tu Wandalowie (od 456 do 534 r.), Bizantyjczycy i Arabowie. Wyspa należała także do Genui i Pizy, a następnie papież Bonifacy VIII (ok. 1230–1303) podarował ją w 1295 r. władcom Aragonii (na mocy traktatu w Anagni). Kilkaset lat później była nawet krótko (przez kilka lat) w rękach Austrii, która wymieniła ją z Sabaudią na Sycylię. Od 1720 r. Sardynią rozporządzała dynastia sabaudzka i w wyniku tego w 1861 r. stała się ona częścią Włoch. Jednak do dziś wyspiarze mówią, że są przede wszystkim Sardyńczykami, a dopiero potem Włochami.

 

 SARDYŃSKA BARCELONA

 

 Do Alghero możemy dolecieć bezpośrednio z Warszawy i Katowic liniami Wizz Air (w sezonie letnim). Miasto zadziwia już od pierwszych chwil, ponieważ przyjezdni czują się w nim jak na hiszpańskim wybrzeżu. Takie skojarzenia przywodzi na myśl miejscowa architektura, układ uliczek, lokalna kuchnia, przypominający kataloński język (dialekt algherese, alguerés), którym posługują się mieszkańcy, czy też flaga miasta składająca się z żółto-czerwonych pasów. Nawet nazwiska wielu osób brzmią jak w Hiszpanii. Skąd na północnym wschodzie Sardynii wzięła się mała Barcelona (Barceloneta)? Otóż w 1354 r. Alghero zdobył król Piotr IV Aragoński (1319–1387). Sprowadził do niego nowych osadników, m.in. z Katalonii. W 1372 r. Aragończycy wysiedlili ostatnich miejscowych buntowników. Miała to być kara za spisek tutejszej wpływowej genueńskiej rodziny Doria.

 

Obecnie w mieście mieszka na stałe 44 tys. ludzi. Znajdują się w nim małe, klimatyczne restauracje, piękny nadmorski deptak sąsiadujący z aragońskimi basztami, marina i niewielki port, z którego można wyruszyć w rejs wzdłuż wybrzeża i do pobliskich Grot Neptuna (Grotte di Nettuno). Nocny spacer uliczkami urokliwej starej części Alghero, po tętniącym życiem i romantycznym nabrzeżu jest dobrym sposobem na dostrojenie zmysłów do nieśpiesznego rytmu tego niezwykłego miejsca, gdzie wystawy sklepów cieszą oczy wyrobami z wydobywanego nieopodal koralu oraz jedynej w swoim rodzaju ceramiki.

 

W dzień warto wybrać się na wycieczkę łodzią po wcześniejszym zaopatrzeniu się w prowiant – focaccię del Milese, przysmak polecany przez okolicznych mieszkańców. Jeśli nie wieje zbyt mocno, bez problemu dostaniemy się do wspomnianych Grot Neptuna, do których rejsy organizowane są praktycznie co godzinę. Dwa razy w ciągu dnia można także popłynąć na spotkanie z delfinami. Do jaskini dotrzemy również drogą lądową – schodami z 656 stopniami (Escala del Cabirol). Powstały w latach 50. XX w. i prowadzą w dół z malowniczego szczytu klifu Capo Caccia. Niezależnie od wyboru trasy, Groty Neptuna robią na odwiedzających ogromne wrażenie. To jedna z głównych atrakcji na Sardynii. W ich wnętrzu możemy poczuć się jak tytułowy bohater powieści J.R.R. Tolkiena Hobbit, czyli tam i z powrotem w jaskini Golluma. W środku znajduje się słone jezioro Lamarmora o długości 120 m i szerokości 25 m, zasilane przez wodę morską. Choć ścieżka turystyczna ma 580 m, szacuje się, że system grot ciągnie się przez ok. 4 km. Oprócz jeziora, zachwyt budzą ogromne stalaktyty i stalagmity oraz nacieki jaskiniowe. Samo zwiedzanie trwa mniej więcej 40 minut, a wyprawa łodzią z portu w Alghero – 30–40 minut.

 

Pobyt w mieście dostarczy nam rozrywki na nawet kilka dni. Możemy leniwie wylegiwać się na jednej z okolicznych przepięknych plaż, wieczorami wyruszyć na zwiedzanie, wybrać się na zakupy w małych sklepikach, podziwiać zachody słońca przy orzeźwiającym aperitifie. W Alghero warto odwiedzić barokowy kościół jego patrona św. Michała Archanioła (Chiesa di San Michele Arcangelo). Kolorowa kopuła świątyni przepięknie mieni się w słońcu. Poza tym na zainteresowanie zasługuje pochodząca z XVI stulecia Katedra Matki Boskiej Niepokalanej (Cattedrale di Santa Maria Immacolata), skromna z zewnątrz, ale zachwycająca w środku, i XV-wieczny Kościół św. Franciszka (Chiesa di San Francesco, przebudowany w XVI w.) w stylu katalońskiego gotyku. Otaczające zabudowania miejskie baszty i mury chronią je od czasów panowania Aragończyków. Alghero jest jednym z niewielu włoskich miast warownych, w których zachowało się w dobrym stanie ponad 70 proc. murów obronnych. Ciągną się od Forte della Maddalena do Torre di Sulis (Torre dell’Esperò Rejal). Na północny zachód od placu Sulisa (Piazza Sulis) wybrzeża bronią bastiony poświęcone sławnym żeglarzom i podróżnikom: Bastioni Cristoforo Colombo, Bastioni Antonio Pigafetta, Bastioni Ferdinando Magellano i Bastioni Marco Polo.

 

W okolicy Alghero znajduje się nekropolia Anghelu Ruju ze słynnymi grobowcami zwanymi domami wróżek (domus de janas). Wiek tego odkrytego na początku XX stulecia cmentarza szacuje się nawet na 5 tys. lat. Nieopodal miasta jest też kompleks nuragów wraz z otaczającą je wsią i największym obiektem – Palmavera. Budowle powstawały w epoce brązu i żelaza. Oprócz tego warto również wyruszyć na Capo Caccia, zanurzony w szmaragdowym morzu wapienny cypel z licznymi jaskiniami. W jego pobliżu znajduje się wiele miejsc nurkowych, to także odpowiedni teren na trekking lub wspinaczkę.

 

Poza tym w rejonie Alghero można żeglować, pływać motorówką, uprawiać snorkeling, surfować czy wybrać się na degustację wina do winnicy albo odpoczywać na jednej z tutejszych plaż. Niedaleko miasta leży malownicza Spiaggia Lido di San Giovanni. Najbardziej urokliwe plaże są oddalone stąd o zaledwie kilka minut jazdy autobusem lub samochodem. Należą do nich Maria Pia (ok. 4 km), Punta Negra (7 km), La Speranza (9 km), Le Bombarde (10 km), Lazzaretto (11 km) i Mugoni (16 km).

 

Na wspomnienie zasługuje też wreszcie La Pelosa w miejscowości Stintino (mniej więcej 55 km na północ od Alghero). Jej zdjęcia stanowią popularny motyw pocztówek. To jedna z najpiękniejszych plaż nie tylko na Sardynii, ale prawdopodobnie również na świecie. Turkusowe morze oblewa wybrzeże pokryte delikatnym, białym piaskiem. Nieopodal na małej wysepce wznosi się aragońska wieża (Torre della Pelosa). Woda jest przejrzysta i ciepła, można w niej brodzić wiele metrów od brzegu. Niestety, w sezonie La Pelosę wypełniają tłumy turystów. Warto ją jednak odwiedzić nawet tylko dla samego spektakularnego widoku.

 

 REJS PO ARCHIPELAGU

 

 W poszukiwaniu małych, urokliwych plaż koniecznie trzeba pojechać na północny wschód wyspy, czyli na Szmaragdowe Wybrzeże (Costa Smeralda). Swoją nazwę zawdzięcza kolorowi wody, jaki morze przybiera w tej okolicy. Na całodniowy rejs po tutejszym malowniczym archipelagu La Maddalena (Arcipelago di La Maddalena) można wypłynąć z portu w Palau. Tylko wyspy La Maddalena, Caprera i Santo Stefano są zamieszkane, reszta (Spargi, Santa Maria, Budelli i Razzoli) pozostaje dzika i nietknięta ludzką ręką. W styczniu 1994 r. utworzono w tym rejonie Park Narodowy Archipelagu La Maddalena (Parco Nazionale dell’Arcipelago di La Maddalena).

 

Niektórych miejsc w tym niezmiernie ciekawym regionie nie będzie nam dane zobaczyć z bliska. Różową Plażę (Spiaggia Rosa) na Budelli wolno podziwiać jedynie z łodzi. Nazwano ją w ten sposób ze względu na barwę piasku. Charakterystyczne różowe drobiny to w rzeczywistości pokruszone pancerzyki otwornic Miniacina miniacea. Turyści nie mają już tutaj wstępu, ponieważ zabierali ze sobą na pamiątkę nietypowy piasek i w ten sposób niszczyli ten wyjątkowy zakątek. Na pozostałych wyspach również znajdziemy piaszczyste i otoczone skałami zatoczki. Promieniami słońca, przyjemnie ciepłą wodą i piękną przyrodą dookoła nas możemy cieszyć się na plażach na Santa Marii (Cala Santa Maria), Caprerze (Spiaggia di Cala Coticcio) i Spargi (Cala Corsara).

 

Na La Maddalenie pospacerujemy po wąskich uliczkach i zaułkach niewielkiego, uroczego miasteczka o tej samej nazwie. Na Caprerze z kolei odwiedzimy grób Giuseppe Garibaldiego (1807–1882). Ten włoski bohater narodowy umarł właśnie na tej wyspie. Przed śmiercią poprosił podobno o przestawienie swojego łóżka tak, aby mógł z niego widzieć morze.

 

Widok na zabytkowe Alghero od strony morza

Alghero panorama

© UFFICIO STAMPA DELLA REGIONE AUTONOMA DELLA SARDEGNA

 

 LUKSUS I NATURA

 

Costa Smeralda nosi jeszcze jeden przydomek, a mianowicie Wybrzeże VIP-ów. To tutaj największe gwiazdy odpoczywają z dala od błysków fleszy i przybywają miliarderzy, tu odbywają się wykwintne przyjęcia na wartych miliony dolarów jachtach. Do lat 60. XX w. ten rejon Sardynii był miejscem zupełnie dzikim i nieznanym. Mało żyzne ziemie, dziedziczone przez kobiety, nie mały dla Sardyńczyków wartości. Jednak gdy nad tą częścią wyspy przelatywał książę Aga Chan IV, przywódca ismailickich nizarytów, od razu się w niej zakochał. Odkupił więc za grosze od lokalnych właścicieli ich działki i w ciągu dwóch dekad przemienił region w ekskluzywną enklawę dla znanych ludzi, którzy chcieli uciec przed zgiełkiem i rozgłosem.

 

W ten sposób powstała cała infrastruktura umożliwiająca turystom pobyt na Szmaragdowym Wybrzeżu. Osuszono nadbrzeżne mokradła, zbudowano międzynarodowe lotnisko w Olbii i hotele. Od podstaw wzniesiono miejscowość, która stała się synonimem luksusu. Porto Cervo zaprojektował znany włoski architekt Luigi Vietti (przy projektach na Costa Smeralda pracowali jeszcze Francuz Jacques Couëlle i jego syn Savin oraz Włoch Michele Busiri Vici), któremu Aga Chan IV wyznaczył wiele rygorystycznych wytycznych. Przede wszystkim książę zadbał o to, żeby ograniczyć do minimum ingerencję w środowisko naturalne. Architekt otrzymał zadanie wykorzystania zastanych walorów tego miejsca w taki sposób, aby jednocześnie stworzyć miasteczko funkcjonalne, komfortowe i wkomponowane w piękny krajobraz. Wszystkie materiały służące do budowy musiały być dostępne na wyspie. Domy w Porto Cervo nie przewyższają drzew, możemy spotkać tu budynki, w które skały czy roślinność zostały niejako wtopione. To wyjątkowy przykład symbiozy architektury z naturą. Kolory ścian odpowiadają barwie okolicznych skał, kostki brukowe są granitowe, bramy wjazdowe i tarasy wykonano z drewna cedrowego. Wszelkie instalacje ukryto pod ziemią, nie dostrzeżemy też żadnych reklam, ponieważ wieszanie plakatów jest surowo zabronione. Dodatkowo książę roboty budowlane zlecał miejscowej ludności. Dziś sardyńska branża turystyczna szczyci się tym, że za cel stawia sobie dbanie o środowisko naturalne. Gdy Aga Chan IV zaczynał realizować swoje pomysły na Szmaragdowym Wybrzeżu, to podejście wydawało się rewolucyjne.

 

W Porto Cervo znajdują się prywatne rezydencje, mały Kościół Gwiazdy Morza (Chiesa di Stella Maris), luksusowe butiki, restauracje i port, w którym ogromne wrażenie robią zacumowane w nim jachty. Dzięki wyjątkowo harmonijnie zaprojektowanemu otoczeniu podkreślającemu piękno krajobrazu tutejsza marina zachwyca bardziej niż ta w Monako. Porto Cervo jest miejscowością, jakiej nie zobaczymy nigdzie indziej na świecie – ekskluzywną, lecz pełną klasy i nie narzucającą się swoim blichtrem naturze.

 

 OZDOBA WŁOCH

 

 Na północy wyspy nie sposób przeoczyć Castelsardo, prawdziwej perły wśród malowniczych sardyńskich miasteczek. Nad spienionymi morskimi falami i aragońską wieżą góruje w nim zamek. Historia miasta jest długa i pełna intrygujących zwrotów akcji. Za datę powstania Castelsardo przyjmuje się 1102 r., to jednak data umowna. Nowe osady zaczęto wznosić na Sardynii po 1016 r., czyli po pokonaniu muzułmańskiej flotyMudżahida (Mujāhida), władcy Denii, przez połączone siły Sardyńczyków, Pizańczyków i Genueńczyków. W geście wdzięczności za okazaną pomoc czterej królowie sardyńscy podarowali sojusznikom nieurodzajne ziemie nadmorskie, na których ci zbudowali twierdze i skąd rozpoczęli swoją ekspansję na wyspie. Tereny, gdzie dziś znajduje się Castelsardo, otrzymała wpływowa rodzina Doria z Genui, a zamek pozostawał w jej posiadaniu od 1102 do 1448 r. Usytuowana na wzniesieniu budowla była niezmiernie trudna do zdobycia, w środku zebrano zasoby wody pitnej i zapasy jedzenia na kilka lat oblężenia. Panowało przekonanie, że nikt nie podbije tak naprawdę Sardynii, jeśli nie zdobędzie tej fortecy. Początkowo nazywano ją Zamkiem Genueńskim (Castel Genovese), a po zagarnięciu jej przez Aragończyków – Zamkiem Aragońskim (Castel Aragonese). W 1527 r. flota rodziny Doria próbowała odzyskać twierdzę, ale – niestety – po kilku dniach oblężenia musiała przerwać atak. Przez kolejne wieki miasto i cała wyspa zmagały się z głodem i epidemiami. W 1720 r. Castel Aragonese przeszedł w ręce dynastii sabaudzkiej – Wiktor Amadeusz II (1666–1732) dostał Sardynię od Austrii w zamian za Sycylię. Kolejny król, Karol Emanuel III (1701–1773), zmienił w 1769 r. nazwę fortecy na Zamek Sardyński, czyli Castelsardo.

 

Obecnie w twierdzy znajdują się sale ślubne, a także Muzeum Plecionkarstwa Śródziemnomorskiego. Przedmioty z trawy morskiej wyplatano w różnych formach. Pełniły wiele funkcji – służyły za naczynia do użytku domowego, były stosowane do połowu ryb i skorupiaków, wykorzystywano je jako łodzie. W Castelsardo można kupić przepiękne tradycyjne kosze. Nawet jeśli nie należą do najtańszych, są praktyczną i oryginalną pamiątką, bardzo charakterystyczną dla Sardynii, podobnie jak wyroby z korka. Obok zamku wnosi się Konkatedra św. Antoniego Opata (Concattedrale di Sant’Antonio Abate), konsekrowana w 1622 r. Jej ołtarz zdobi XV-wieczny obraz Madonny z Dzieciątkiem na tronie. Warto zwiedzić też katakumby, w których powstała interesująca ekspozycja rzeźb i obrazów. Natomiast Kościół Matki Boskiej Łaskawej (Chiesa di Santa Maria delle Grazie) zachwyca prostotą i skromnym wystrojem. W środku znajdziemy drewnianą rzeźbę Jezusa. W świątyni ma swoją siedzibę Bractwo Krzyża Świętego. Jeżeli dopisze nam szczęście, trafimy na próbę pieśni wielkanocnych, które mężczyźni ze wspólnoty zawsze wykonują w kwartetach. To magiczny, nieporównywalny do niczego rodzaj muzyki. W Wielki Poniedziałek (Lunissanti) w miasteczku odbywa się procesja z krzyżem, podczas której członkowie bractwa, odziani w białe szaty i szpiczaste kaptury, modlą się poprzez swój śpiew.

 

Castelsardo to niezwykłe miejsce. Podczas pobytu na północy Sardynii trzeba koniecznie je odwiedzić i spędzić tu choćby jeden dzień na spacerze i zwiedzaniu. Jeśli poczujemy się zmęczeni, możemy usiąść, aby napić się prosecco i posilić się sardyńskimi przysmakami, najlepiej w którejś z klimatycznych knajpek z przepięknym widokiem na wyjątkowy zamek będący jednym z symboli wyspy.

 

DZIKOŚĆ DUSZY

 

Widok na Nuoro, główny ośrodek miejski we wciąż dzikiej Barbagii

Barbagia2

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

W Sardynii łatwo się zakochać i to nie tylko w jej wspaniałych plażach, lecz także malowniczym górzystym wnętrzu lądu. Prawdziwym sercem tej wyspy, które bije nieustannie od dawien dawna, jest Barbagia. Przez zdobywców była nazywana krainą barbarzyńców i bandytów, ale tak naprawdę stanowi ona centrum ojczyzny Sardyńczyków. Tu rodziły się zwyczaje i tradycje. W tej surowej krainie hołdowano również kiedyś prawu wendety. Nad wioskami górują w niej skalne masywy Supramonte i Gennargentu z najwyższym szczytem Punta La Marmora (1834 m n.p.m.). Barbagia to raj dla osób kochających dziką naturę, wyprawy trekkingowe i wspinaczkę oraz… prostą, tradycyjną kuchnię. Charakterystyczne dla tego regionu są też murale – forma społecznej i politycznej ekspresji, których najwięcej znaleźć można w miasteczku Orgosolo. Mieszkańcy tej części wyspy wydają się niejako przyrośnięci do ziemi, a ta odwzajemnia to przywiązanie, choć każda ze stron w tym związku pozostaje tak samo wierna, jak i surowa.

 

JASKINIE I GOŚCINA U PASTERZY

 

Fragment świętej studni w osadzie nuragijskiej Sa Sedda ’e Sos Carros

 

Wykopaliska

© JAROSŁAW DĄBROWSKI/AGENCJA-INFINITY.PL

 

Z Alghero warto wybrać się doBarbagii na wycieczkę jeepami. Wyrusza się na nią z samego rana, żeby o godz. 9.00 przesiąść się w miejscowości Oliena do samochodów i spędzić cały dzień na wyprawie po górach i jaskiniach urozmaiconej oglądaniem stanowiska archeologicznego. Widoki po drodze są przepiękne – gdy po opuszczeniu nadmorskich kurortów przeniesiemy się w głąb Sardynii, możemy poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Dobrze zabrać ze sobą przewodników, zwłaszcza osoby pochodzące z tego regionu, które z pasją opowiadają o każdym odwiedzanym miejscu i dzielą się historiami mrożącymi niekiedy krew w żyłach.

 

Jaskinia Sa Oche wita nas sylwetką spoglądającej z półki skalnej czarnej pantery. Otwór w skale przypomina dzikiego kota strzegącego przejścia. Temperatura powietrza znacznie się obniża już kilka metrów od wejścia do groty, co w letnim upale przynosi niezwykłą ulgę. Jaskinia jest tak naprawdę korytem górskiej rzeki wydrążonym przez jej nurt i przez część roku bywa całkowicie zalana. Zanim woda piętrząca się w podziemnych korytarzach wypłynie na zewnątrz, wydaje bardzo donośne odgłosy, czym ostrzega zamieszkujących dolinę ludzi przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Stąd pochodzi nazwa groty. Sa Oche oznacza w języku sardyńskim „głos”.

 

Kolejny punkt wyprawy to stanowisko archeologiczne Sa Sedda ’e Sos Carros – nuragijska wioska zbudowana ok. 1300 r. p.n.e. Kompleks składa się z mniej więcej 150 okrągłych i owalnych chat, centralnej budowli i świątyni. Jednak ze względu na brak funduszy większa część osady nie została odkopana. Do zwiedzania udostępniono zespół świątynny. Powstał on ku czci bóstw wody. Jego centrum wyznacza święta studnia z widocznymi do tej pory głowami muflonów. Kiedyś równomiernie tryskała z nich woda.

 

W okolicy miasteczka Oliena znajduje się Su Gologone, krótki strumień zasilający rzekę Cedrino. W rzeczywistości tworzy on prawdopodobnie podziemną rzekę, której odkryty został jedynie mały fragment. Speleologom podczas kilku niebezpiecznych ekspedycji udało się zejść do tej pory maksymalnie na głębokość 135 m (w 2010 r.). Nad wodą wypływającą ze źródła wznosi się niewielki kościół. Na jego ścianach dostrzeżemy ślady po powodziach nawiedzających tę okolicę. Znaczą mury aż pod sam sufit.

 

Zaledwie kilka kilometrów od Olieny leży jedna z najdzikszych i najbardziej fascynujących części Sardynii – zatoka Orosei (Golfo di Orosei). Za jej wyjątkową ozdobę uchodzą wspaniałe plaże takie jak Cala Goloritzè, Cala Luna i Cala Mariolu oraz przepiękna jaskinia zwana Grotta del Bue Marino.

 

Po całodziennym zwiedzaniu doskonałym odpoczynkiem jest prawdziwa uczta u pasterzy, którzy już od rana przygotowują ricottę i przez wiele godzin pieką porceddu oraz inne mięsiwa. W cieniu drzew można wypocząć, napić się i najeść do syta, a nawet poznać nieco pasterskie zwyczaje. Na przystawkę pasterze podają zimne wędliny i oliwki, pane carasau z miodem i świeżą ricottą, a do tego czerwone wino Cannonau. Danie główne stanowią pieczone kiełbasy i rozpływające się w ustach prosię z rusztu. Na deser są owoce, sery owcze i kozie, liście sałaty rzymskiej polane miodem i… kieliszek grappy. Ten prosty posiłek dostarcza doznań kulinarnych godnych najlepszej restauracji.

 

To tylko krótki opis niewielkiego skrawka Sardynii, na której znajdziemy wszystko, czego turyści mogą zapragnąć. Na zboczach szczytu Bruncu Spina (1829 m n.p.m.) w masywie Gennargentu pojeździmy nawet na nartach. Dlatego po pierwszej wizycie i każdej kolejnej chce się tu znowu wrócić. Nie sposób też poznać do końca całej wyspy, zawsze odkrywa się na niej coś zupełnie nowego. Sardynia jest jednocześnie przystępna i tajemnicza, otwarta i zagadkowa, po prostu niezmiernie fascynująca.

 

Cala Goloritzè, niezmiernie fotogeniczna nieduża plaża w zatoce Orosei

Cala GoloritzÉ

© RENATA TRAVEL