image007

 

23 – 24 czerwca 2017 r. Serdecznie zapraszamy na powitanie lata razem z zespołem MAZOWSZE!

W zabytkowym parku w Karolinie czekać będzie moc niezapomnianych atrakcji

 

W programie m.in.koncerty, warsztaty artystyczne, zajęcia edukacyjne, przejażdżki kucykami, jarmark produktów regionalnych i rękodzieła artystycznego, pokaz musztry paradnej.


Strefa Dziecka z licznymi atrakcjami (w tym: zamki dmuchane, wata cukrowa, popcorn) znajdować się będzie na tyłach hotelu.

 

Darmowy przejazd kolejką WKD możliwy będzie na podstawie opaski silikonowej wydawanej w kasie biletowej MAZOWSZA oraz kasach WKD od 9 czerwca na hasło Zachęcamy do korzystania z parkingu przy Zespole Szkół w Otrębusach (ul. Piaseckiego 2).

 

Koncert MAZOWSZA 24 czerwca o godz. 21:00 transmitowany będzie przez Internet. Dostęp do transmisji pod adresem https://mazowsze.inplayer.com/ po uiszczeniu symbolicznej opłaty technicznej wynoszącej 5 dolarów.

 

Punkty gastronomiczne zapewnia Karczma Staropolska MAZOWSZE oraz Restauracja ELITA.

 

Prowadzenie: Olgierd Łukaszewicz, Duet Jaha, Michał Haber

 

WSTĘP WOLNY!!!!!!!!!!!!!!

 

PLAN WYDARZENIA

 

23 CZERWCA (piątek)

 

20:30 – MAZOWSZE – soliści, chór, balet i orkiestra pod dyrekcją Jacka Bonieckiego z gościnnym udziałem zespołu Trebunie - Tutki (scena główna)

 

24 CZERWCA (sobota)

 

13:00 – orkiestra MAZOWSZA pod dyrekcją Jacka Bonieckiego - koncert muzyki popularnej (scena główna)

13:45 – oficjalne powitanie gości (scena główna)

14:00 –„Florka w sieci” - interaktywny spektakl edukacyjny dla dzieci Teatru na Straży (scena główna)

15:00 – kwartet smyczkowy Atutti Masovia w składzie: Joanna Romejko – skrzypce, Marzena Zawierska – skrzypce, Izabela Łątkowska – altówka, Małgorzata Wilczyńska – wiolonczela

- chór MAZOWSZA pod dyrekcją Mirosława Ziomka (scena za Pałacem)

15:00 – warsztaty śpiewu i tańca, konkurs śpiewu – Beata Baszko, Wioletta Milczuk

- występy uczestników całorocznych warsztatów „Roztańczeni z Mazowszem” z grup prowadzonych przez Annę Łapińską, Sylwię Głowalę-Leptacz, Annę Paś (scena główna)

16:30 – Michał Ostrowski i Przyjaciele po dyrekcją Michała Ostrowskiego (scena główna)

18:00 – Orkiestra OSP Nadarzyn z pokazem musztry paradnej

18:00 – Marek Majewski Zaprasza (Sala Kameralna przy Pałacu)

21:00 – MAZOWSZE – soliści, chór, balet i orkiestra pod dyrekcją Jacka Bonieckiego (scena główna, transmisja internetowa)

 

*** Dyrekcja zastrzega sobie możliwość zmiany programu.

 

Najlepsze miejsca na ferie zimowe

Salzburg2

Ferie zimowe już tuż, tuż… Ich dobre zaplanowanie to gwarancja udanego i niezapomnianego wypoczynku. Biura podróży oferują wiele atrakcyjnych miejsc, bardzo często po okazyjnej cenie. Czytaj więcej >

Najlepsze miejsca na imprezy karnawałowe

nicea

Karnawał zbliża się wielkimi krokami, a więc miłośnicy gorących rytmów i zabawy do białego rana powinni już zacząć planować swoje karnawałowe szaleństwa Myśląc o najlepszym miejscu na karnawałową zabawę, punktem pierwszym będzie – oczywiście – Rio de Janerio w Brazylii. Czytaj więcej >

Najciekawsze jarmarki świąteczne

Fotolia 129825311 M

Jarmarki bożonarodzeniowe pojawiają się w wielu miastach w okresie adwentu – korzenie tej tradycji sięgają średniowiecza. Na czas świąteczny miejskie rynki oraz place przemieniają się w urokliwe, bajkowe krainy. Stragany uginają się pod ciężarem przeróżnych dekoracji, smakołyków i grzanego wina. Czytaj więcej >

Egzotyczne kierunki gwarantujące słońce

Dubaj Marina

Dni są coraz krótsze, a co za tym idzie coraz mniej słońca. Do tego spada temperatura powietrza, często pada deszcz i niekiedy śnieg. Nieubłaganie nadeszła jesień. Miłośnicy słońca i wysokich temperatur z nostalgią wspominają lato. A może tak zabezpieczyć się przed niedoborem słońca, na który cierpimy jesienią oraz zimą, i wybrać się na wycieczkę do pięknego, egzotycznego zakątka? Czytaj więcej >

Artykuły wybrane losowo

Wszystkie cuda Trentino

ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli nie wiesz, jak wygląda raj, jedź do Trentino! – mawiają Włosi. Miłośnikom białego szaleństwa region ten oferuje 800 km nartostrad, a amatorom sportów wodnych – setki jezior i rzek. A wszystko to pośród majestatycznych szczytów Dolomitów, jednych z najpiękniejszych gór świata, wpisanych w 2009 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Każdy narciarz ma swoje ulubione miejsca. Jedni wolą szwajcarskie, austriackie czy słoweńskie kurorty, inni, jak np. sam król nart – Alberto Tomba, Dolomity. Bardzo lubił je także papież Jan Paweł II, też narciarz. Trasy zjazdowe prowadzą tu pośród szczytów, przez zaśnieżone doliny. Warto poczekać do zmierzchu, żeby stać się świadkiem magicznego zjawiska nazywanego po włosku enrosadira, kiedy czerwona, słoneczna poświata oblewa szczyty. Te niesamowite widoki można również podziwiać o świcie. Zachwycał się nimi Johann Wolfgang von Goethe, choć sam nie jeździł na nartach.

Więcej…

W wietrznej hiszpańskiej Galicji

 

KATARZYNA KULESZA

www.hiszpanskiejedzenie.pl

 

 

pilgrim-at-the-cathedral

© TURISMO DE SANTIAGO/SANTIAGOTURISMO.COM

 

Jest takie miejsce w Hiszpanii, w którym ocean wdziera się w ląd, aby pozostawić po sobie niezwykłe skarby. Jeszcze do niedawna mówiono o nim, że stanowi koniec świata, gdzie nadal wierzy się w czarownice i zabobony, a ciągle żywa tradycja wywiera ogromny wpływ na kulturę, kuchnię i zachowanie ludzi. Przed wiekami św. Jakub Apostoł wybrał się tutaj, żeby szerzyć chrześcijaństwo. Dzisiaj tysiące pielgrzymów przybywa modlić się przy jego grobie w Santiago de Compostela.

 

Wspólnota autonomiczna Galicja (Galicia, Galiza) leży w północno-zachodniej części Hiszpanii. W jej skład wchodzą cztery prowincje: A Coruña (La Coruña), Lugo, Ourense (Orense) i Pontevedra. Od północy i zachodu region oblewają wody Atlantyku. Południowa granica oddziela go od Portugalii, a jego wschodnie tereny sąsiadują ze wspólnotami Asturia oraz Kastylia i León. Obowiązują tu dwa języki urzędowe: galicyjski i hiszpański. Galicja kojarzy się przede wszystkim ze swoją stolicą Santiago de Compostela, w której wedle tradycji spoczywają szczątki św. Jakuba Większego Apostoła, zmarłego najprawdopodobniej w 44 r. n.e. Jednak ten rejon kraju ma dużo więcej do zaoferowania. Wzdłuż wybrzeża (mającego wraz z okolicznymi wysepkami ponad 1660 km długości) ciągną się piękne plaże, w miastach czekają na nas ciekawe zabytki, w restauracjach i barach napijemy się wyśmienitego wina i zjemy pyszne dania z owoców morza i ryb, a na naszej drodze spotkamy niezmiernie sympatycznych mieszkańców tej krainy.

 

Hiszpanie tak naprawdę nie tworzą całkowicie jednolitego społeczeństwa. Różnią się pod względem tradycji i kultury, temperamentu, cech charakteru czy sposobu życia w zależności od regionu, który zamieszkują. Innych ludzi napotkamy w słonecznej Andaluzji, a innych w wietrznej i pachnącej oceanem Galicji. Tutaj życie od zawsze związane było z morzem i ziemią. Galicjanie utrzymują się głównie z rybołówstwa, rolnictwa, leśnictwa, a także hodowli. Uchodzą za osoby pracowite, oddane rodzinie i przywiązane do swoich tradycji. To właśnie w Arteixo (Arteijo) w obszarze metropolitalnym miasta A Coruña (La Coruña) ma swoją siedzibę koncern Inditex (Industria de Diseño Textil), zarządzający m.in. takimi markami jak Zara, Pull&Bear, Bershka, Oysho, Stradivarius czy Massimo Dutti. Jej współzałożyciel i obecnie większościowy udziałowiec Amancio Ortega jest najbogatszym człowiekiem w Europie (i drugim na świecie), ale mimo tak ogromnego majątku (ok. 72,2 mld euro) wciąż mieszka i pracuje w Galicji.

 

Plaża Katedr koło miejscowości Ribadeo

playa-catedrales

© TURISMO DE GALICIA

 

PÓŁNOCNE KLIFY

 

Podróż po regionie zaczniemy od jego północno-wschodniego wybrzeża. Tę część Hiszpanie nazywają Rías Altas. Głębokie doliny rzeczne przecinające górzyste tereny przekształcają się tu w zatoki, powstające w wyniku podnoszenia się poziomu wód morskich lub obniżenia lądu. Liczne półwyspy rozciągają się zazwyczaj prostopadle do linii brzegowej. Tego typu wybrzeże, zwane riasowym, jest zresztą charakterystyczne dla całej Galicji. Właśnie ze względu na nie tutejsza gospodarka opiera się na połowach i uprawie roli. W rejonie zatok występuje wielkie bogactwo ryb i owoców morza, a woda ze spływających do oceanu rzek użyźnia okoliczne pola. Na północy regionu wznoszą się przepiękne klify, pojedyncze skały wyrastają w niedalekiej odległości od brzegu albo pojawiają się na plażach po odpływie. Rozbijają się o nie wzburzone fale. Często wieją tu też silne wiatry. Krajobrazy wybrzeża Rías Altas są dzikie i dziewicze.

 

Najpierw zaglądamy do Ribadeo, typowego nadmorskiego miasta z urokliwym portem, położonego u ujścia rzeki Eo, przy granicy z Asturią. Mniej więcej 10 km na zachód od niego znajduje się Praia das Catedrais (Playa de Las Catedrales) – jedna z najczęściej fotografowanych plaż w Hiszpanii. Słynie ona z ogromnych skalnych łuków przypominających te we wnętrzach średniowiecznych katedr. Podczas odpływu można podziwiać je z bliska w trakcie spaceru po odkrytym piaszczystym brzegu. Ze względu na duże zainteresowanie wśród turystów, którzy przyczyniają się swoją obecnością do niszczenia tego pięknego zakątka, w 2015 r. wprowadzono dzienny limit odwiedzających (maksymalnie do 4812 osób) oraz konieczność uzyskania zezwolenia na wejście w okresie świąt Wielkanocy i sezonie letnim (od 1 lipca do 30 września). Wcześniejszej darmowej rezerwacji dokonamy na stronie internetowej ascatedrais.xunta.gal (w tym roku wymaganej od piątku 7 kwietnia, kiedy to rozpoczyna się weekend przed Wielkim Tygodniem – Semana Santa). Warto również wybrać się na malowniczą wysepkę Pancha (Illa Pancha), oddaloną od Ribadeo o ok. 3 km.

 

Po drodze do miasta A Coruña należy zatrzymać się na przylądku Ortegal (Cabo Ortegal) oddzielającym Zatokę Biskajską i Morze Kantabryjskie od otwartego Oceanu Atlantyckiego. To drugi po Estaca de Bares najdalej na północ wysunięty punkt Półwyspu Iberyjskiego. Niedaleko niego znajduje się najwyższy klif w Hiszpanii i kontynentalnej części Europy – Vixía Herbeira (613 m). Mniej więcej 9 km od Ferrol, ważnego centrum stoczniowego w Galicji, leży pokryta jasnym piaskiem plaża Doniños, która ze względu na spore fale cieszy się dużą popularnością wśród surferów.

 

Niemal 250-tysięczna A Coruña stanowi bardzo ważny ośrodek przemysłowy i finansowy regionu. Jak wspominałam, w tej okolicy ma swoją siedzibę firma Inditex, stąd wypływają także największe statki przeznaczone do połowów i przetwarzania ryb. Mówi się, że miasto jest otwarte na Atlantyk, zawsze wietrzne i często deszczowe. Można w nim dostrzec ślady po Celtach i Rzymianach. Ci ostatni pozostawili po sobie 57-metrową latanię morską, zwaną Wieżą Herkulesa (Torre de Hércules, z ok. I–II w.). W 2009 r. wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To najstarsza zachowana rzymska budowla tego typu i najstarsza działająca latarnia morska na świecie. Warto pokonać 235 stopni schodów, żeby móc podziwiać z góry wspaniały widok na wybrzeże i okoliczne zabudowania. Przepiękny nadmorski deptak doprowadzi nas do pobliskich plaż: Riazor, Orzán, Matadero, As Lapas i San Amaro.

 

Wielu pielgrzymów kończy wędrówkę dopiero na przylądku Fisterra

Pilgrims on Cape of Fisterra

 

 

NA KOŃCU KONTYNENTU

 

Do najdalej na zachód wysuniętych punktów Europy należy galicyjski przylądek Fisterra (hiszp. Cabo Finisterre, po łacinie wyrażenie finis terrae oznacza „koniec ziemi”, „koniec świata”). Jest on dla wielu punktem końcowym szlaku pielgrzymkowego nazywanego Drogą św. Jakuba (Camiño de Santiago, Camino de Santiago). Obecnie większość chrześcijan kończy swoją wędrówkę w Santiago de Compostela, są jednak i tacy, którzy docierają do tego dawnego końca świata. Pod stojącym tutaj krzyżem leżą buty, muszle i kamienie z liczbą przebytych kilometrów pozostawione przez pielgrzymów. Oprócz tego na przylądku znajduje się latarnia wybudowana w 1868 r. Rozpościera się stąd zapierający dech w piersiach widok na bezkresny ocean. W pobliskim miasteczku Fisterra warto zwiedzić Kościół Matki Boskiej Piaskowej (Igrexa de Santa María das Areas) z XII stulecia. Jego wnętrze zdobi ołtarz z rzeźbą Chrystusa z Fisterry (Santísimo Crísto de Fisterra).

 

Za przylądkiem, który stanowi fragment Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte, Costa de la Muerte), aż do granicy z Portugalią rozciąga się region Rías Baixas (Rías Bajas). Podobnie jak w przypadku Rías Altas wypełniają go zatoczki, rozlewiska, wyspy i półwyspy. Jest tu jednak spokojniej, nie ma aż tylu klifów i można łatwiej dostać się do szerokich piaszczystych brzegów. Obok okolic Santiago de Compostela ten rejon uchodzi za najbardziej turystyczną część Galicji. Znajdują się w nim najładniejsze plaże, kurorty z licznymi hotelami i restauracjami. Dużą popularnością cieszy się Praia das Rodas w archipelagu Wysp Cíes (Illas Cíes), należących do Morsko-Lądowego Parku Narodowego Atlantyckich Wysp Galicji (Parque Nacional Marítimo-Terrestre das Illas Atlánticas de Galicia). Ma ona długość niemal 1,2 km, a oblewają ją krystalicznie czyste wody. Często otrzymuje też tytuł najpiękniejszej plaży na świecie według różnych rankingów (np. słynnego brytyjskiego dziennika The Guardian z lutego 2007 r.). Na wyspy Monteagudo i Faro regularnie kursują statki z miasta Vigo. Nie wolno zabierać ze sobą jednak zwierząt czy rowerów. Na archipelagu działają trzy restauracje i kemping. Najdłuższa w Galicji jest z kolei otoczona wydmami Praia de Carnota (ponad 7 km), położona ok. 40 km od przylądka Fisterra. W miejscowości Carnota znajduje się jeden z największych spichlerzy w regionie (hórreo galego). Budowla ma prawie 35 m długości i pochodzi z XVIII w. Tego rodzaju kamienne bądź drewniane magazyny są symbolem tej części Hiszpanii i nieodzownym elementem jej krajobrazu.

 

Do najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc na tym wybrzeżu zalicza się przede wszystkim Ribeira (Riveira). To nadmorskie miasto słynie z pobliskich przepięknych wydm (Dunas de Corrubedo) oraz lagun Carregal i Vixán. Mniej więcej 7 km stąd (w Oleiros) natkniemy się na pozostałości po grobowcu wzniesionym w okresie neolitu, w IV tysiącleciu p.n.e. (Dolmen de Axeitos). Dalej na północny wschód leży Rianxo (Rianjo) z plażami Torre (Praia da Torre) i As Cunchas (Praia das Cunchas). Miejscowość warto odwiedzić w połowie lipca w trakcie uroczystości ku czci Matki Boskiej z góry Karmel, patronki hiszpańskich rybaków i marynarzy. Z tej okazji odbywa się wówczas barwna morska procesja, w której uczestniczą kutry rybackie. Polecam również wybrać się na urozmaiconą degustacją wycieczkę statkiem do brzegów, gdzie zbiera się małże.

 

Do najbardziej turystycznych miasteczek w rejonie Rías Baixas należą O Grove (El Grove) i Sanxenxo (Sangenjo). To pierwsze słynie z październikowego festiwalu owoców morza – Festa do Marisco. Sanxenxo szczyci się klimatycznym nadmorskim deptakiem, wieloma restauracjami i hotelami. Między nimi rozciąga się znana plaża Lanzada (Praia da Lanzada), pokryta jasnym piaskiem i sąsiadująca z wydmami. Szczególnie cenią ją surferzy i windsurferzy.

 

W drodze do granicy z Portugalią mija się dwa duże galicyjskie miasta Pontevedra (prawie 85 tys. mieszkańców) i Vigo (300-tysięczne), ośrodki portowe i przemysłowe. Z pierwszego dostaniemy się statkiem na małą wyspę Ons (4,14 km² powierzchni), zamieszkaną przez ok. 80 osób, które trudnią się głównie zbieraniem jednych z najdroższych owoców morza, czyli skorupiaków nazywanych percebes. Według opinii wielu ekspertów podaje się tu najlepszą ośmiornicę w Galicji. W odległości ponad 25 km od Pontevedry znajduje się Parque Arqueolóxico da Arte Rupestre Campo Lameiro (PAAR) – park archeologiczny prezentujący sztukę naskalną. Podczas wizyty zwiedza się muzeum z bogatą ekspozycją, strefę z petroglifami i replikę wioski z epoki brązu.

 

Na koniec warto jeszcze wymienić dwie nadmorskie miejscowości. W Marín (między Pontevedrą i Vigo) funkcjonuje słynny targ rybny, na którym wiele sklepów i restauracji zaopatruje się w świeże owoce morza i ryby prosto z kutrów. A Guarda (La Guardia) leży przy granicy z Portugalią i ujściu najdłuższej galicyjskiej rzeki Miño (307,5-kilometrowej). Znajdują się koło niej dość dobrze zachowane pozostałości po celtyckiej osadzie – Castro de Santa Trega.

 

CYWILIZACJA I PRZYRODA

 

Po odwiedzeniu wybrzeża pora wyruszyć do wnętrza regionu. Najpierw udamy się z wizytą do 100-tysięcznego Lugo. Miasto założyli ok. 25 r. p.n.e. Rzymianie, choć najprawdopodobniej pierwszą wioskę na tych terenach zbudowali już Celtowie. Zachowały się w nim potężne mury obronne z czasów rzymskich o długości niemal 2,3 km (muralla romana de Lugo). Od 2000 r. widnieją one na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. W historycznym centrum miasta warto zajrzeć do Katedry (Catedral de Santa María), której budowę rozpoczęto w XII stuleciu, Muzeum Lugo (Museo Provincial de Lugo) w dawnym Klasztorze św. Franciszka (Convento de San Francisco), pozostałości rzymskiego domu (Casa dos Mosaicos) i term z ok. 15 r. p.n.e. Niecałe 100 km na północny zachód od Lugo znajduje się Fragas do Eume, park naturalny stanowiący idealne miejsce dla miłośników dziewiczej natury. Za jego największy skarb uchodzi świetnie zachowany atlantycki wilgotny las strefy umiarkowanej. Obszar chroniony zajmuje ponad 9,1 tys. ha i rozciąga się wzdłuż rzeki Eume aż do jej ujścia do oceanu.

 

Inną przyrodniczą perełkę Galicji odkryjemy na południe od Lugo. Mowa o regionie Ribeira Sacra ze spektakularnymi kanionami rzek Miño, Sil i Cabe. W pobliżu rozsianych jest aż 18 klasztorów, które udostępniono do zwiedzania. Powstały one w okresie średniowiecza. Warto wybrać się na wycieczkę statkiem po tutejszych rzekach. Z pokładu podziwiać można m.in. rozległe winnice, które zakładane były na tym terenie już w czasach rzymskich. Produkowane tu doskonałe wino oznacza się chronioną nazwą pochodzenia (Denominación de Orixe Ribeira Sacra).

 

Trzecie najludniejsze galicyjskie miasto stanowi położone na południu niemal 110-tysięczne Ourense (Orense). Najważniejszą jego atrakcją są źródła termalne. W wielu miejscach można skorzystać z dobroczynnych kąpieli w leczniczych wodach. Na zainteresowanie zasługują szczególnie romańsko-gotycka Katedra św. Marcina z Tours (Catedral de San Martiño), zabudowania historycznego centrum miasta, odrestaurowane ruiny łaźni z czasów Rzymian, dawny XIV-wieczny Klasztor św. Franciszka (Claustro de San Francisco) i 370-metrowy most na rzece Miño (Ponte Maior lub Ponte Vella), odbudowany w 1230 r. z wykorzystaniem fragmentów rzymskich i używany do dziś jako przeprawa piesza. Leżąca w prowincji Ourense zabytkowa Ribadavia (5 tys. mieszkańców), nosząca krótko tytuł stolicy Królestwa Galicji w drugiej połowie XI stulecia za panowania Garcíi II (1042–1090), uchodzi za kolebkę win oznaczanych regionem pochodzenia Ribeiro (Denominación de Orixe Ribeiro). Organizuje się w niej festiwale tego szlachetnego trunku. W pierwszych miesiącach roku warto zawitać do miejscowości Xinzo de Limia (Ginzo de Limia) i Laza, gdzie odbywają się niezmiernie barwne fiesty karnawałowe.

 

Fragment potężnych rzymskich murów obronnych zachowanych w mieście Lugo

02-Roman Walls of Lugo

© TURISMO DE GALICIA

 

POD OPIEKĄ ŚWIĘTEGO

 

Santiago de Compostela swoją sławę celu licznych pielgrzymek zawdzięcza św. Jakubowi Apostołowi, który przybył na te ziemie, żeby ewangelizować ludność celtycką. Przyjmuje się, że po tym jak został ścięty w Jerozolimie, jego szczątki przewieziono do Galicji, lecz przez wiele lat nie było wiadomo, gdzie je złożono. Zgodnie z tradycją dopiero w 813 r. eremita Pelagius odnalazł grobowiec ucznia Jezusa. Według legendy drogę do miejsca pochówku wskazały mu światła na niebie. Na grobie powstało sanktuarium, a wokół niego dość szybko zaczęło rozwijać się miasto. Budowla nie przetrwała jednak najazdu Arabów. Zburzono ją w 997 r. na polecenie Almanzora (938–1002), wezyra Hiszama II (Al-Hakama II), władcy kalifatu kordobańskiego.

 

Obecną Katedrę zaczęto wznosić w 1075 r. Od tego czasu Santiago de Compostela szybko zyskiwało sobie coraz większą popularność wśród pielgrzymujących chrześcijan. Świątynię konsekrowano w kwietniu 1211 r. W 1495 r. założono przy niej szkołę, przekształconą później w uniwersytet (Universidade de Santiago de Compostela – USC). Katedrę często przebudowywano w XVI–XVIII w. Od XVII stulecia św. Jakub Apostoł jest patronem Hiszpanii. Średniowieczna część miasta (cidade vella) w 1985 r. trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Słynna świątynia powstała jako budowla romańska, a z czasem została uzupełniona o gotyckie i barokowe elementy architektoniczne. Zdobią ją liczne dzieła sztuki, przede wszystkim kompozycje płaskorzeźb, takie jak Fasada Złotników (Fachada das Pratarías) na południowej elewacji czy Portyk Chwały (Pórtico da Gloria). Katedra imponuje swoimi rozmiarami. Ma cztery fasady, a największa z nich – zachodnia (Fachada do Obradoiro) – wychodzi na plac Warsztatu (Praza do Obradoiro). Można na niej podziwiać przedstawienia św. Jakuba Apostoła i jego dwóch uczniów. Poza tym od tej strony wznoszą się dwie wieże (o wysokości od 75 do 80 m), a do środka prowadzą dwa rzędy schodów. Inny skarb świątyni stanowi Botafumeiro – wielka kadzielnica (trybularz) z 1851 r. Wisi ona pod sklepieniem, na skrzyżowaniu naw. Do jej rozkołysania wciąż służy mechanizm pochodzący z 1604 r. Ogromne posrebrzane naczynie o wysokości 1,6 m wykonano ze stopu brązu i mosiądzu. Lina, na której jest podwieszone, ma długość 65 m, grubość 5 cm i wagę 90 kg. W trakcie mszy i nabożeństw kadzielnicę wprawia w ruch ośmiu mężczyzn, tzw. tiraboleiros. W architekturze historycznej części Santiago de Compostela mieszają się ze sobą style romański, gotycki i barokowy. Warto odwiedzić place: Quintana, Pratarías i Abastos, dawny Klasztor św. Marcina z Tours (Mosteiro de San Martiño Pinario, ufundowany w X i rozbudowany w XVI w.), szpital dla pielgrzymów z początku XVI stulecia (Hospital Real de Santiago de Compostela) czy kolegia: św. Hieronima (Colexio de San Xerome), św. Jakuba Mniejszego (Colexio de Santiago Alfeo) i San Clemente (Colexio Maior San Clemente, nazwane tak na cześć biskupa Juana de San Clemente).

 

Sławę miastu przyniosła także wspomniana Droga św. Jakuba, czyli szlak pielgrzymkowy wiodący do grobu ucznia Jezusa. Do Santiago de Compostela prowadzi wiele tras, najbardziej znana jest Droga Francuska – Camiño Francés(umieszczona w 1993 r. wraz z innymi szlakami północnej Hiszpanii na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Na taką wyprawę wybierają się ludzie z całego świata. Często wędrówka stanowi próbę zwyciężenia własnych słabości bądź okazję do głębszej refleksji nad życiem. Niektóre osoby wyruszają do miejsca pochówku apostoła z konkretną intencją, np. pragną prosić Boga o zdrowie czy wybaczenie. Poszczególne trasy oznaczone są znakami (muszlami św. Jakuba, symbolem pielgrzymów). Minimalny odcinek uznawany za przejście Drogi św. Jakuba wynosi 100 km pieszej wędrówki. Jeden ze szlaków, dość popularny wśród Hiszpanów, zaczyna się w zabytkowej miejscowości Sarria, położonej na południowy wschód od Lugo. Na nocleg można zatrzymać się w jednym z wielu schronisk zwanych albergue (za noc zapłacimy 6 euro) i hoteli o różnym standardzie (w okresie letnim lepiej dokonać wcześniejszej rezerwacji). Po przejściu każdego etapu należy podbić paszport pielgrzyma (zrobimy to np. w restauracjach i obiektach hotelowych). Dzięki temu otrzymamy później oficjalny certyfikat ukończenia wędrówki Drogą św. Jakuba. Wystawia go Biuro Przyjęcia Pielgrzyma (Oficina de Acogida al Peregrino) znajdujące się niedaleko Katedry w Santiago de Compostela.

 

UCZTA DLA PODNIEBIENIA

 

Bez wątpienia do największych atrakcji Galicji zalicza się jej kuchnia bazująca na świeżych rybach i owocach morza. Jednymi z najdroższych przysmaków są percebes, czyli kaczenice. Wysoką cenę tłumaczy fakt, że ich zbieranie, które odbywa się ręcznie, jest niezmiernie niebezpiecznym zajęciem. Trudniący się tym percebeiros często ryzykują swoje zdrowie i życie. Skorupiaki te rozwijają się przyczepione do skał. Aby się do nich dostać, zbieracze spuszczają się na linach z wysokich klifów i czekają na moment odpływu fali. Percebes przyrządza się bardzo łatwo – gotuje się je po prostu w osolonej wodzie.

 

Oprócz tego w tutejszych knajpkach podaje się homara europejskiego (lumbrigante lub bogavante azul), poławianego w Atlantyku w okolicach wybrzeży Galicji, Wysp Brytyjskich, Norwegii, Azorów czy Maroka. Serwuje się go po ugotowaniu, upieczeniu na grillu lub w zupie albo z ryżem. Popularnością cieszą się też trzy typy krabów: centola, nécora i boi de mar. Wrzuca się je do garnka z wodą z odrobiną soli. Mięso wyjada się z wnętrza pancerza. Zarówno kraby, jak i homary powinny być żywe przed przyrządzeniem. Dlatego warto ich spróbować właśnie w Galicji nad Oceanem Atlantyckim.

 

Poza najbardziej znanymi małżami w tym rejonie spożywa się jeszcze m.in. sercówki (cárdidos czy berberechos) oraz takie gatunki mięczaków jak ameixa babosa (almeja babosa), ameixa xaponesa (almeja japonica) i ameixa fina (almeja fina). Najwięcej kosztują te ostatnie, które są jednocześnie najbardziej poszukiwane. Podaje się je z winem, w sosie z pomidorami, z solą i cytryną (po ugotowaniu), w paelli albo zupie. W sklepach można również kupić małże w puszce. Na zainteresowanie smakoszy zasługują na pewno także ostrygi (ostras, jedzone po skropieniu jedynie sokiem z cytryny), zamburiñas (serwowane w cieście) i muszle św. Jakuba (vieiras, zapiekane w piekarniku). Na koniec nie wolno zapomnieć o małych delikatnych i smacznych krewetkach (camaróns), homarcach (cigalas, lagostinos), okładniczkach (navallas) i ośmiornicach. Danie polbo á feira (po hiszpańsku pulpo a la gallega, czyli ośmiornica po galicyjsku) to jeden z symboli Galicji.

 

Uzupełnienie posiłku z regionalnych produktów stanowią – oczywiście – wyśmienite lokalne wina, chronione znakiem pochodzenia z obszarów Monterrei, Rías Baixas, Ribeira Sacra, Ribeiro i Valdeorras. Do najbardziej znanych i cenionych szlachetnych trunków należą te wytwarzane z białej odmiany winorośli albariño. Jedno jest pewne – w Galicji czeka nas najprawdziwsza uczta, zarówno dla duszy, jak i ciała.

 

Irański skarbiec Bliskiego Wschodu

 

Isfahan_2.jpg

Plac Naghsz-e dżahan w Isfahanie

© PARS TOURIST AGENCY

 

Karolina Rakowiecka-Asgari

 

Iran to prawdziwy raj dla turystów. Obfituje w rozmaite atrakcje – od śnieżnych stoków narciarskich po gorące wybrzeże Zatoki Perskiej, od niezwykle suchych terenów w centrum po obszary wilgotnego klimatu nadkaspijskiego, od najnowocześniejszej architektury po subtelne meczety i zagubione w piaskach pustyni wioski z domami z gliny mieszanej ze słomą oraz bezcenne zabytki starożytności. Wszystkie te miejsca pozostają niemal dziewicze, ponieważ zagranicznych przybyszów wciąż przyjeżdża w te strony na tyle niewielu, że budzą autentyczną sympatię i zaciekawienie Irańczyków. Dlatego można tutaj nadal zaznać najprawdziwszej słynnej perskiej gościnności. Pod przyjętą w językach państw zachodnich dopiero w 1935 r. rodzimą nazwą Iran, od zawsze stosowaną przez mieszkańców kraju, kryje się przecież właśnie Persja, odgrywająca tak ważną rolę w dziejach świata od starożytności.

Choć Persowie stanowią dziś zaledwie ponad 50 proc. ludności państwa, od stuleci, a właściwie tysiącleci, to właśnie ich kultura dominuje nie tylko w irańskich granicach, ale i całym regionie. Trzeba pamiętać, że odkąd w VI w. p.n.e. powstało pod wodzą Cyrusa II Wielkiego pierwsze perskie imperium Achemenidów rozciągające się w okresie swojej świetności od Indii po Egipt, zwyczaje i tradycje niesione przez język perski – pełniący funkcję lingua franca na licznych terytoriach świata starożytnego, a potem w kalifacie – rozprzestrzeniły się na ogromnym obszarze (mawiano, że i w muzułmańskim raju perski ma być używany na równi z arabskim). Nigdy nie była to jednak kultura zamknięta. Przeciwnie, tym, co pozwoliło jej przez tysiące lat zachować tożsamość, okazała się zdolność asymilowania wpływów, w tym tych najstarszych asyro-babilońskich, stepowych, greckich, a z czasem arabskich (od najazdu w VII w.), tureckich i mongolskich. Każdy kolejny najeźdźca bądź nowy sąsiad szybko uczył się tutejszych wzorców. Nawet Mongołowie, którzy w XIII w. dosłownie obrócili w niwecz wschodnie centra kulturowe ówczesnej Persji, już w pierwszych pokoleniach jako nowi władcy kraju przejmowali nie tylko religię, ale i zamiłowanie do sztuki i język. W ten sposób literatura perska, jedna z najznamienitszych na świecie, przesiąknięta starymi, przedislamskimi motywami i mitami, znajdowała mecenasów wśród kolejnych obcych rządzących.


Do dziś dzieła literackie stanowią ważny element zbiorowej tożsamości Irańczyków i ich dumę narodową. Taksówkarze, przekupnie czy hotelarze z wypiekami na twarzy wyrecytują nam całe długie fragmenty poezji klasycznej lub też eposu Księga królewska (Szahname), pochodzącego już z okresu islamskiego (przełom X i XI w.), ale opiewającego świetność legendarnych i historycznych władców sprzed najazdu arabskiego. Mieszkańcy Iranu powszechnie sądzą, że XIII-wieczny mistyk i poeta Rumi (1207–1273), współczesny mu Sadi z Szirazu (1213 lub 1219–1291) bądź późniejszy o wiek Hafiz (Hafez, ok. 1315–ok. 1390) lepiej wyrażali ich bolączki niż obecni twórcy. To zresztą kolejna tutejsza osobliwość – choć język nowoperski (farsi) rozwija się od IX stulecia, jego wczesne formy są znacznie łatwiej zrozumiałe dla dzisiejszych irańskich czytelników niż utwory Mikołaja Reja czy Jana Kochanowskiego dla Polaków.

Współcześni Persowie

Shiraz_Botanical_Garden.jpg

Botaniczny Ogród Eram należący do Uniwersytetu w Szirazie

©WIKIMEDIA COMMONS/NICK TAYLOR



Perski jest nadal jedynym urzędowym językiem Iranu, mimo iż jako pierwszym posługuje się nim zaledwie ponad trzy razy więcej ludzi niż azerskim (azerbejdżańskim). Tego drugiego, należącego do języków tureckich, większość obywateli kraju używa na co dzień, podczas gdy ten oficjalny, którego jeszcze niedawno (przed rozpowszechnieniem telewizji) wiejskie dzieci uczyły się dopiero w szkole, funkcjonuje w pozostałych sferach. Podobnie rzecz ma się z mniejszościami, takimi jak Kurdowie, Arabowie czy Beludżowie. Wynika to po trosze z przywiązania do potężnej tradycji narodowej, ale także z polityki państwowej – Islamska Republika Iranu przyznaje teoretycznie nieograniczone prawa grupom etnicznym, mimo to w praktyce oczekuje od nich asymilacji z obawy przed tendencjami separatystycznymi. Różnorodność kulturową widać jednak wyraźnie na irańskiej prowincji (w Teheranie nazywa się nią – jak w Paryżu – całą resztę kraju). Poza dużymi ośrodkami jest zdecydowanie barwniej: kobiece stroje mienią się kolorami koczowniczych spódnic, turkmeńskich chustek i kwiecistych czadorów modlitewnych, które w miastach nosi się jedynie koło domu. Mniej tu czerni nadal dominującej w przestrzeniach publicznych metropolii. Bardziej natomiast będą się rzucać w oczy turystki w opadającej chustce i swobodniejszym stroju, które w stolicy zginęłyby w tłumie teheranek.


Skarby Isfahanu

12810px-Isfahan_Royal_Mosque_general.jpg

Isfahański Meczet Imama (Meczet Szacha) wzniesiony w XVII w

©WIKIMEDIA COMMONS/PATRICK RINGGENBERG



Przedstawicielami mniejszości są w rozumieniu prawa irańskiego przede wszystkim wyznawcy innych religii niż islam szyicki. Ormianie, żydzi, lokalni chrześcijanie i zaratusztrianie (zoroastryjczycy) mogą liczyć na szczególne przywileje, takie jak reprezentacja parlamentarna. Obecnie ok. 99,5 proc. Irańczyków jest muzułmanami, z czego mniej więcej 89 proc. to szyici. Ten odłam islamu dopiero w XVI w. stał się elementem tożsamości forsowanym przez dynastię Safawidów jako przeciwwaga dla sunnickiego imperium osmańskiego. Okres rządów tych władców (1501–1722) to czas odrodzenia narodowego, po którym zostało wiele imponujących zabytków, wśród nich miasto ogrodów i pałaców – Isfahan. Z uwagi na spójność koncepcji architektonicznej bywa ono porównywane z Krakowem. Jego centrum stanowi dawny plac do wywodzącej się prawdopodobnie z Iranu gry w polo, czyli Naghsz-e dżahan (Obraz Świata). Dziś jak na krakowskim Rynku Głównym stoją tutaj dorożki czekające na tłumy turystów. Tuż obok znajduje się bazar, jeden z najbogatszych i najczarowniejszych w kraju, na którym można nie tylko zaopatrzyć się w isfahańskie i koczownicze dywany sławne na cały świat, ale także przyjrzeć się pracy rzemieślników wytwarzających lampy, naczynia czy stemplowane ręcznie bawełniane tkaniny, tzw. kalamkary. W jego zaułkach natkniemy się na tradycyjne herbaciarnie (czajchany), gdzie poza pyszną perską herbatą zamówimy fajkę wodną (ghaljan) i dizi – typową irańską potrawę spożywaną według ustalonego rytuału (osobno zjada się sos z chlebem, oddzielnie mięso i warzywa ubite na miazgę).

Po powrocie z bazaru na Naghsz-e dżahan staniemy naprzeciw największego meczetu w Iranie zwanego niegdyś Meczetem Szacha, a dziś – jak wiele innych placów, dróg i świątyń – noszącego miano Meczetu Imama (przy czym po 36 latach, jakie minęły od rewolucji 1979 r., miejscowi nadal często używają dawnych nazw, całkowicie ignorując te nowsze). Imponuje on nie tylko swoimi rozmiarami i subtelnością wzorów, ale i niespotykanymi efektami akustycznymi ułatwiającymi pracę kaznodziejów. W miejscu, gdzie najlepiej niesie się głos, znajdziemy zawsze grupkę entuzjastów badających zjawisko echa. Na prawo od ogromnego gmachu ujrzymy kolejną nietypową budowlę sakralną – Meczet Szejcha Lotfallaha. Charakteryzująca się niesłychaną grą światła i cienia, stosunkowo niewielka świątynia wyróżnia się brakiem minaretów, niepotrzebnych z uwagi na to, że należała do prywatnego haremu szacha Abbasa I Wielkiego (1571–1629). Po przeciwległej stronie placu wznosi się pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) o koronkowych drewnianych sufitach stanowiących niepowtarzalne głośniki podczas odbywających się w nim koncertów. W wielu isfahańskich obiektach, takich jak pałac Czehel Sotun (Czterdzieści Kolumn), odkryjemy przykłady malarstwa figuratywnego w muzułmańskim Iranie, będącym przecież ojczyzną miniatur. Islam irański na ogół słabiej ulegał wpływom ortodoksyjnym i chętnie asymilował tradycje lokalne. Bogate w malunki są także kościoły dzielnicy ormiańskiej – słynnej Dżolfy, którą szach Abbas I Wielki założył, aby wykorzystać obrotność Ormian dla budowania potęgi gospodarczej miasta. Przez środek Isfahanu przepływa rzeka Zajanderud, należąca do najpiękniejszych w kraju. W jednym z malowniczych mostów – Chadżu czy Sijose – możemy napić się herbaty po długim zwiedzaniu.

Od stolicy do Szirazu



Do Isfahanu dojedziemy z Teheranu w ok. 7 godz. wygodnym autokarem. Turyści na ogół chętnie porzucają stolicę, która – choć pięknie położona u podnóża masywu górskiego Elburs, pełna muzeów i parków – jest tłoczna i zanieczyszczona, jak na 8,5-milionowe miasto (a właściwie znacznie większe, bo zlało się w jeden organizm z licznymi satelitami) przystało. Po obejrzeniu klejnotów koronnych i odbyciu górskiej wycieczki (pieszo lub kolejką) większość nowo przybyłych ma dość zgiełku, korków (i tak zmniejszonych przez kilka linii metra) i kierowców mnóstwa samochodów nie zważających za bardzo na przepisy. Warto wiedzieć, że jeśli w trakcie powrotu z wędrówki po górach zostaniemy poczęstowani daktylami lub domowej roboty chałwą, powinniśmy przyjąć poczęstunek. To nazri, czyli jedzenie rozdawane za spełnienie modlitwy, w intencji zmarłego czy jakiejś ważnej sprawy. Najczęściej spotkamy się z nim w miesiącach ramadan i moharram (upamiętniającym żałobę po imamie szyickim Husajnie ibn Alim, wnuku proroka Mahometa, który zginął w 680 r. w bitwie pod Karbalą). W drugim z nich odbywają się spektakularne procesje żałobne i przedstawienia tradycyjnego teatru pasyjnego ta’zije. Poza tym przygotowuje się także wtedy większe nazri, często w postaci całych posiłków wręczanych przechodniom. Oba miesiące są ruchome, ponieważ liczy się je według kalendarza księżycowego. Dlatego dobrze wcześniej sprawdzić, kiedy w danym roku wypadają.

Jedna z najpopularniejszych dróg z Teheranu prowadzi właśnie do Isfahanu, a dalej na południe do Szirazu, kolejnej dawnej stolicy Persji, miejsca życia i pochówku wybitnych poetów: Sadiego i Hafiza (Hafeza). Do grobu tego ostatniego Irańczycy dosłownie pielgrzymują. Miasto powita nas również słynną Bramą Koranu, mauzoleum braci szyickiego imama Alego Rezy – Szach Czeragh, XVIII-wiecznym Bazarem Wakil i palmami daktylowymi (perskie daktyle należą do najlepszych na świecie, podobnie jak tutejsze pistacje i kawior). Dojedziemy stąd do Persepolis, stolicy ceremonialnej Achemenidów, spalonej w 330 r. p.n.e. podczas najazdu Aleksandra Wielkiego na Persję, ale nawet w postaci ruin imponującej rozmachem zamierzeń architektonicznych i płaskorzeźbami ukazującymi wielonarodową procesję lenników niosących dary swojemu achemenidzkiemu suwerenowi, szachinszachowi – królowi królów. W samym Perspepolis i nieopodal niego znajdują się skalne mogiły perskich monarchów. W pobliskim starożytnym mieście Pasargady stoi samotny grobowiec Cyrusa II Wielkiego, założyciela dynastii, o którym z takim uznaniem pisze autor biblijny.

Nomadzi i zaratusztrianie

Iran_-_Yazd.jpg

Kompleks Amir Czakmagh z meczetem i dwoma minaretami w Jaździe

©WIKIMEDIA COMMONS/ALIREZA JAVAHERI



Z Szirazu (albo z Isfahanu) można wybrać się z wizytą do koczowników (szacuje się, że ok. 1,5 proc. ludności Iranu nadal, przynajmniej okresowo, żyje w obozowiskach) nad Zatokę Perską, gdzie temperatura nie spada właściwie poniżej 20°C. Warto również wyruszyć na północny wschód do Jazdu, aby podziwiać zachowane w niezmienionym kształcie gliniane stare miasto pełne urokliwych zaułków i wąziutkich uliczek, a także poznać nieco zaratusztrian, których jest tu – obok Teheranu – najwięcej. Zaratusztrianizm to jedna z najstarszych wciąż żywych religii światowych o korzeniach sięgających II tysiąclecia p.n.e. Odegrał on niebagatelną rolę w rozwoju wielkich monoteistycznych systemów religijnych, przede wszystkim poprzez wpływ na judaizm, w którym zaczepił motywy sądu ostatecznego, raju, piekła i zmartwychwstania. Według niektórych danych dziś na świecie żyje nawet 125 tys. zaratusztrian, w tym mniej więcej 20 tys. w Iranie.

W samym Jaździe znajduje się zaratusztriańska świątynia ognia oraz wieże milczenia, służące niegdyś do wystawiania zwłok uważanych za siedzibę demonów. Pochowane w ziemi ciała zanieczyściłyby jeden ze świętych żywiołów. Dopiero oczyszczone przez ptaki kości mogły zostać pogrzebane pośrodku wieży. Dziś nie praktykuje się już takich pochówków, a zmarłych grzebie się na współczesnym cmentarzu z betonowymi grobami. Ołtarz ognia, wyjątkowo stary i szanowany, zobaczymy też w pobliskim Czak Czak, celu pielgrzymek zaratusztrian. Bije w nim święte źródło, które miało powstać w miejscu, gdzie litościwa skała rozstąpiła się przed perską księżniczką uciekającą przed arabskimi najeźdźcami. Niechęć do Arabów, którzy mimo swojej przewodniej roli w islamie uchodzą wśród Persów za pośledniejszy kulturowo naród, pozostaje w Iranie żywa po dziś dzień. Sami Irańczycy wywodzą się z ludów indoeuropejskich (nie semickich jak arabscy mieszkańcy Afryki i Półwyspu Arabskiego), co uważają za powód do dumy.

Z Jazdu można udać się na północny zachód do Kaszanu – miasta pałaców, z którego polscy królowie sprowadzali dywany – i dalej do Teheranu, żeby zdążyć na samolot powrotny do Europy. Osoby dysponujące większą ilością czasu mają szansę odnaleźć w tym kraju takie czarowne miejscowości jak Abjane koło Kaszanu czy Masule niemal nad Morzem Kaspijskim, a także ormiańskie klasztory, wiele bezcennych zabytków starożytnych bądź islamskich oraz centra pielgrzymkowe, m.in. Kom (Ghom) i Meszhed. Niezapomnianych wrażeń dostarcza podziwianie monumentalnej przyrody: dwóch wysokich łańcuchów górskich Elburs i Zagros, piaszczystych i słonych pustyń oraz całkiem odmiennych wybrzeży Zatoki Perskiej i Morza Kaspijskiego. Jednak nawet krótka wycieczka w te strony pozwala poznać choć w pewnym stopniu tę fascynującą krainę, w której czas płynie inaczej. O samym Isfahanie Irańczycy mówią nesf-e dżahan, co znaczy „połowa świata”. Jak wielki i wspaniały musi być zatem cały Iran…

Pomocne wskazówki

Na koniec warto wspomnieć o kilku uwagach praktycznych. Po tym kraju podróżuje się dobrze nie tylko dzięki życzliwości jego mieszkańców. Między największymi jego miastami wytyczono wygodne drogi, działa w nim rozwinięta sieć połączeń lotniczych i autobusowych, w wiele miejsc można dojechać pociągiem (najlepiej kupić bilet wcześniej i pomyśleć o kuszetce, gdyż Iran jest parokrotnie większy od Polski i podróż drogą lądową pomiędzy poszczególnymi ośrodkami trwa na ogół kilka, czasem nawet kilkanaście godzin). Wielbiciele luksusu znajdą tutaj eleganckie hotele, a osoby z mniejszym budżetem – tanie hostele. Poza tym meczety i pokoje modlitw są otwarte dla zmęczonych podróżnych czekających na pociąg czy autobus. Nikomu nie będzie przeszkadzać, jeśli się w nich prześpimy.

Przed wyjazdem należy zaszczepić się na żółtaczkę. Kobiety, także przyjezdne, obowiązuje hidżab (dosłownie zasłona), co w praktyce oznacza konieczność noszenia chustki lub szala, choćby niedbale narzuconych na włosy, oraz stroju zasłaniającego ręce i nogi, np. spodni i koszuli. Lepiej nie planować też podróży na najgorętszą część roku, zwłaszcza sierpień przynosi trudne do opisania upały. Na południu Iranu, gdzie w lutym temperatura nie spada poniżej 20°C, w lecie termometry wskazują nierzadko 50°C. Ludzie starają się wtedy nie wychodzić z klimatyzowanych pomieszczeń. Również na północy kraju, w Teheranie, a zwłaszcza pasie nadkaspijskim, w którym wilgotność powietrza dochodzi do 90 proc., gorące miesiące są nie do wytrzymania. Znakomitym czasem na wyprawę w te strony jest okres wiosenny. W marcu przyroda wybucha feerią barw, a temperatury wciąż pozostają całkiem znośne. Okolice Nouruzu – perskiego nowego roku obchodzonego w pierwszym dniu wiosny – to niestety pora wzmożonego ruchu turystycznego i jeśli ktoś planuje nocować w hotelach, powinien raczej zdecydować się na wyjazd na przełomie lutego i marca bądź wstrzymać się z nim do kwietnia. Jak we wszystkich krajach muzułmańskich, nawet w mało ortodoksyjnym Iranie lepiej unikać ramadanu, kiedy trudniej niż zwykle o świeże jedzenie. Turyści mogą się jednak stołować w wielu miejscach i nie narażą się też na żadne nieprzyjemności, pijąc czy posilając się na jakiejś bocznej ulicy. Podróżnych islam zwalnia z obowiązku poszczenia.

Irańczycy są bardzo gościnni, ale i kurtuazyjni. Zanim kilkakrotnie nie powtórzą zaproszenia nastawmy się raczej, że mamy do czynienia z ta’arofem – formą czysto grzecznościową, za którą nie stoi rzeczywista propozycja. W przeciwnym wypadku możemy sprawić gospodarzowi kłopot. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku kursu taksówką. Nawet jeśli kierowca uparcie uchyla się od przyjęcia zapłaty, należy ją uiścić. Na koniec jeszcze jedna wskazówka: lepiej uważać na motocykle na chodnikach. Jeśli ich nie liczyć, Iran jest wyjątkowo bezpiecznym krajem – nawet kradzieże przydarzają się tu rzadziej niż gdzie indziej. Dlatego zdecydowanie warto odwiedzić tę niesamowitą starożytną krainę na Bliskim Wschodzie.