Wyobraźcie sobie kraj dwa razy większy od niemal 10-milionowego Izraela z zaledwie 1,34 mln mieszkańców… Połowę jego powierzchni zajmują lasy, ok. 20 proc. parki narodowe, ma blisko 3,8 tys. km linii brzegowej, 2222 wyspy i wysepki, ponad 2 tys. km szlaków turystycznych oraz niemal 1,4 tys. jezior. Na autostradach ruch jest niewielki, podczas leśnych wędrówek czasem żywej duszy nie spotkamy, kiedy zwiedzamy zabytkowe i klimatyczne miasta nikt nie depcze nam po stopach, a w sklepach nikt nie włazi nam na głowę… Taka właśnie jest gościnna, inspirująca i pozytywnie zaskakująca Estonia!   

W przeciwieństwie do mieszkańców gęsto zaludnionej Europy Środkowej Estończycy mają dużo miejsca tylko dla siebie. Średnia gęstość zaludnienia w Estonii to zaledwie 30,3 os./km² (w Polsce – 122 os./km², a w całej Unii Europejskiej – 106 os./km²). Przy czym estońska prowincja jest jeszcze bardziej przestronna, jako że prawie 70 proc. populacji mieszka w miastach. Niemal jedna trzecia tych „mieszczuchów” (nieco ponad 400 tys. ludzi) żyje na co dzień w stołecznym Tallinnie. Nic więc dziwnego, że niektóre estońskie regiony mają gęstość zaludnienia wynoszącą jedynie 6,5 os./km²!

Zdawałoby się zatem, że Estonia to takie idealne, spokojne, wyobrażone miejsce, o jakim marzy człowiek doświadczony pandemią koronawirusa… Jednak jest to realny (nie wirtualny!) zakątek świata. Co najważniejsze, usytuowany nie tak daleko od naszego kraju, abyśmy nie mogli go łatwo odwiedzić. Wystarczy nadmienić, że Warszawę dzieli od Tallinna ok. 975 km, które powinniśmy pokonać autem w mniej więcej 12,5 godz., a samolotem w jedynie 1 godz. i 40 min. Jadąc samochodem z Polski do estońskiej stolicy, powinniśmy przejeżdżać przez Pärnu, czwarte co do wielkości miasto tej nadbałtyckiej republiki (zamieszkane przez 44 tys. ludzi), nadmorski kurort na południowo-zachodnim wybrzeżu, nazywany „letnią stolicą Estonii”. Warto się w nim zatrzymać na dłużej i odpocząć od trudów podróży. Trzeba przyznać, że w naszym obciążonym obecnie wirusami świecie taki turystyczny kierunek, jak cicha i czarująca Estonia, brzmi niezmiernie kusząco i jest niemal idealny dla powolnych, świadomych podróżników, poznających naszą planetę w rytmie slow, chcących oddychać pełną piersią, zwolnić i uniknąć masowej turystyki.