LUCYNA LEWANDOWSKA
« Natura obdarowała ten kraj niemal wszystkim, co można sobie wymarzyć. Pustynne wybrzeże Pacyfiku („costa”) ciągnie się przez niemal 2,3 tys. km. Równolegle do linii brzegowej, w niedużej od niej odległości, wznosi się surowy, wyżynny region („altiplano”), a zaraz za nim pasmo Andów („sierra”) z najwyższym szczytem w peruwiańskich granicach – masywem Huascarán (6768 m n.p.m.). Leżącą za majestatycznym łańcuchem górskim wschodnią część kraju pokrywa wilgotny las równikowy („selva”). »
W tych czterech krainach geograficznych znajdziemy kaniony, pustynie, wulkany i najwyżej położone żeglowne jezioro na ziemi. Jeśli dodać do tego światowego formatu zabytki kultury, nie tylko inkaskiej, smaczną kuchnię czy kolorowe stroje mieszkańców, powstaje wspaniała mieszanka atrakcji, dzięki którym każda wizyta w Peru będzie udana. Najlepiej przekonać się o tym samemu.
Współczesne państwo, które wyłoniło się z hiszpańskiej kolonii, jest stosunkowo młode. Niepodległość ogłosiło w 1821 r. Od tego czasu funkcję jego stolicy pełni Lima, wcześniej odgrywająca tę samą rolę w kolonialnym Wicekrólestwie Peru (istniejącym od 1542 r.).
CENTRUM WSZYSTKIEGO
Naszą podróż zaczniemy od centrum inkaskiego świata, gdzie pośród łagodnych, nagich wzgórz z monumentalnymi, przykrytymi śniegiem andyjskimi szczytami w tle leży Cusco (Cuzco). O mieście tym mieszkańcy Limy mówią z nutą lekkiej zazdrości. W porównaniu z często zasnutą mgłą stolicą tu przez większą część roku świeci słońce. Piękna pogoda (ze średnią roczną temperaturą powietrza 13°C) to jedno. W przypadku Cusco ważne jest także położenie. Miasto znajduje się na ok. 3400 m n.p.m., należy więc pamiętać o aklimatyzacji. Jeśli lecimy z terenów położonych niżej, warto odpocząć na miejscu przez dwa, trzy dni, zanim rozpoczniemy zwiedzanie. Choroba wysokościowa może dotknąć każdego, niezależnie od wieku czy kondycji fizycznej.
Chociaż mniej więcej 83 proc. mieszkańców Peru posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle w użyciu pozostaje kilkanaście języków indiańskich. Drugim najczęściej używanym językiem w kraju jest keczua (ponad 13,5 proc. Peruwiańczyków). I to właśnie w nim według jednej z hipotez Cusco ma oznaczać „pępek świata”. Takie tłumaczenie wydaje się bardzo sensowne. Wokół miasta zorganizowane było nie tylko całe państwo, ale i cały inkaski świat, zarówno w sensie metaforycznym, jak i dosłownym. Centrum stanowił plac, od którego biegły cztery główne drogi, tworzące osie imperium. Żyjąca w Cusco ludność również różniła się od tej z innych osad. Mieszkali tutaj przede wszystkim władcy i kapłani, choć nie mogło też zabraknąć członków ich świty, rzemieślników, wojskowych i przedstawicieli różnych nacji. Kolejni królowie wznosili w mieście swoje pałace i nowe świątynie. Pomimo upływu lat, licznych trzęsień ziemi i niszczycielskich wojen wiele z nich zachowało się do dzisiaj i nawet obecny plan ulic centrum Cusco nie odbiega zbytnio od tego z czasów Inków.
Ważnym punktem była tu Coricancha, najważniejsza świątynia w całym imperium, przybytek poświęcony Inti, bogu słońca. Jej charakterystyczny łukowaty mur jest nadal widoczny. W czasach Inków to wspaniałe dzieło kamieniarzy zasłaniało pokrycie ze złotej blachy. Piękno tej konstrukcji zostało odkryte dopiero wtedy, gdy Hiszpanie zdarli blaszane płyty. Na fundamentach świątyni zbudowali następnie Klasztor św. Dominika (Convento de Santo Domingo) jako znak swojego panowania.
ŚWINKA NA TALERZU
W bocznej nawie monumentalnej Katedry w Cusco (Catedral del Cusco) umieszczono obraz miejscowego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że na stole przed Jezusem i uczniami na talerzu leży pieczona… świnka morska (kawia domowa). Zwierzę zostało namalowane prawdopodobnie po to, aby scenie nadać lokalnego charakteru i uczynić ją bardziej przystępną dla odbiorców. Gryzonie znane nam z domowych klatek i terrariów uchodzą w tym kraju za przysmak jadany przy szczególnych okazjach (choć coraz częściej słyszy się od Peruwiańczyków, że dziś hoduje się je już tylko na potrzeby ciekawych nowych doznań turystów).
Natura nie stworzyła sama świnki morskiej, co najmniej ok. 2,5 tys. lat p.n.e. na terytorium dzisiejszego Peru jej przodka udomowił człowiek. Zwierzęta te bardzo szybko się rozmnażają i nie są zbyt wymagające, jeśli chodzi o pożywienie. Hodowane w domach w Europie osiągają wagę maksymalnie 1,2 tys. g, peruwiańskie potrafią przekraczać nawet 2 kg. Kawie piecze się w piecu, grilluje lub opieka na ognisku i podaje najczęściej w całości. W niektórych restauracjach można również zamówić zupę przygotowywaną na bazie wywaru z tych gryzoni.
MISTRZOWIE KAMIENIARSTWA
Podczas wędrówki wąskimi uliczkami pięknego, starego Cusco warto odnaleźć calle Hatun Rumiyoq (Hatun Rumiyoc). W murze przy tej ulicy widoczny jest głaz o 12 narożach uchodzący za najsławniejsze osiągnięcie inkaskiej sztuki kamieniarskiej. Ten i inne kamienie w ścianie zostały dopasowane tak dokładnie, że nie wymagały łączenia żadną zaprawą, której Inkowie zwyczajnie nie znali. Obecnie mur stanowi część pałacu arcybiskupiego, pierwotnie jednak znajdowała się tu królewska rezydencja XIV-wiecznego władcy zwanego Incą Rocą.
Z kolei od strony otwartego płaskowyżu, czyli w najsłabszym pod względem obronnym punkcie Cusco, strzegła jego mieszkańców cytadela Sacsayhuamán (przypominająca z lotu ptaka głowę pumy, której resztą ciała jest miasto). Także i ten wielki zespół forteczny wzniesiony został ze starannie dopasowanych, nieregularnych bloków kamiennych. Największe z zachowanych kamieni ważą nawet do 350 t, co budzi podziw i dziś, zwłaszcza jeśli wiemy, że inkascy budowniczowie nie znali koła ani nie używali zwierząt pociągowych. Ogromne, potrójne mury obronne twierdzy Sacsayhuamán biegną zygzakiem, dzięki czemu obrońcy mieli możliwość odparcia ataku ogniem krzyżowym. W miejscu tym Inkowie i Hiszpanie starli się w 1536 r. w trakcie ostatniej, decydującej bitwy o Cusco (tzw. oblężenia Cusco).
Cytadela Sacsayhuamán składa się z trzech potężnych murów w układzie tarasowym, jeden nad drugim
© PROMPERÚ/CARLOSSAL
W ŚWIĘTEJ DOLINIE
Wspaniałe przykłady architektury inkaskiej znajdziemy nie tylko w dawnym najważniejszym mieście imperium. Prawdziwe perełki skrywa dolina Urubamby, czyli Święta Dolina Inków (Valle Sagrado de los Incas). Należą do nich m.in. Machu Picchu, Písac (Pisaq), Ollantaytambo czy Wiñay Wayna (Huiñay Huayna). Ośrodki te łączyły funkcje rezydencjonalne, religijne i obronne. Zbudowane na górskich zboczach wprost nad rzeką mogły strzec również ważnych przejść. Charakterystyczną cechą ich wszystkich są przepiękne, często koncentrycznie położone tarasy uprawne. Zgodnie z założeniami miały być one użyteczne i jednocześnie charakteryzować się walorami estetycznymi.
Obowiązkowym przystankiem w trakcie wszystkich wycieczek po Peru jest Machu Picchu (w keczua Stary Szczyt), usytuowane w zapierającej dech w piersiach scenerii: wysoko, bo aż 450 m nad płynącą w dole rzeką Urubambą (2430 m n.p.m.), pośród strzelistych wierzchołków obrośniętych bujną zielenią. Ta dawna posiadłość rodziny królewskiej stała się znanym na całym świecie symbolem inkaskiej cywilizacji. Według opinii wielu archeologów i historyków ośrodek założył ok. 1450 r. władca Inków Pachacutec (Pachacuti). Składały się na niego rezydencje członków domu królewskiego i ich świty, świątynie, łaźnie, pomieszczenia dla służby i tarasy uprawne. Po upadku Cusco Machu Picchu służyło, podobnie jak inne królewskie posiadłości położone na stromych stokach, jako kryjówka dla inkaskich wygnańców. Choć leży zaledwie ok. 80 km od dawnej stolicy imperium, nigdy nie zostało odnalezione przez konkwistadorów. Co więcej, Hiszpanie ani razu nie trafili w te niedostępne rejony. Jednak w XVI stuleciu Machu Picchu całkowicie opustoszało, wciąż nie wiadomo dlaczego. Może stało się tak z powodu epidemii lub suszy. Górskie ścieżki prowadzące do miasta przemierzało w ciągu kolejnych kilkuset lat niewielu miejscowych. Dla świata Machu Picchu odkryte zostało dopiero w lipcu 1911 r. przez ekspedycję z Uniwersytetu Yale pod kierownictwem Hirama Binghama (1875–1956).
Miasto wzniesiono na powierzchni ok. 5 km2. Inkowie, tak jak przy innych ośrodkach, wykorzystali na swoje potrzeby naturalne ukształtowanie terenu. Na skalnych półkach powstały nie tylko tarasy, ale i całe założenie urbanistyczne. Dzisiaj Machu Picchu porasta bardzo dobrze przystrzyżona trawa. Nie jest to jednak efekt zastosowania kosiarek, lecz… wypasu lam, które zaglądają w każdy zakątek z ciekawości i w poszukiwaniu pożywienia.
Do dziś przetrwało tu w doskonałym stanie wiele budowli, m.in. Rezydencja Królewska (Residencia Real) czy Świątynia Słońca (Templo del Sol). Wśród zachowanych struktur znajduje się także kamień Intihuatana, najważniejszy obiekt w każdej świątyni boga słońca. Mógł on jednocześnie pełnić funkcję przyrządu astronomicznego i odgrywać rolę rytualną.
O wyjątkowości Machu Picchu świadczy przypuszczalna, bardzo duża jak na tamte czasy, liczba mieszkańców (nawet mniej więcej tysiąc osób) oraz nagromadzenie budowli o charakterze sakralnym. Ciekawie wypada również analiza materiałów wykopaliskowych z tutejszego cmentarza – odkryto na nim dziesięć razy więcej szczątków kobiet niż mężczyzn. Czyżby ośrodek był sanktuarium dziewic słońca (Acllahuasi)…? To miasto, jak widać, skrywa jeszcze wiele tajemnic.

Zapierające dech w piersiach Machu Picchu uważa się za arcydzieło architektury i inżynierii
© PROMPERú/ALEXbRYCE
UPADEK I NARODZINY ŚWIATA
Podczas zwiedzania wspaniałych budowli i oglądania regularnych tarasów uprawnych pamiętać należy o losie, jaki spotkał mieszkańców tego regionu. Francisco Pizarro (1478–1541), jeden z najsłynniejszych konkwistadorów, przybył z Hiszpanii do Nowego Świata jako młodzieniec i biedny analfabeta, miał jednak wielkie ambicje. Wzbogacił się dopiero w Ameryce, na handlu bydłem i niewolnikami na Przesmyku Panamskim. Tutaj też dowiedział się o niepodbitym dotąd imperium (Aztekowie w Meksyku zostali już pokonani). Franciscowi Pizarze w zdobyciu inkaskiego państwa pomogła epidemia ospy, która doprowadziła do śmierci prawie 80 proc. lokalnej ludności w tej części kontynentu. Chorobę przywieźli ze sobą w te strony nieświadomi tego Europejczycy na 40 lat przed podbojami konkwistadora. Mimo epidemii Hiszpanie musieli stoczyć jeszcze wiele walk, aby mogli ogłosić sukces.
Choć dla większości miejscowej ludności okres wczesnego kolonializmu był katastrofą, dla niektórych okazał się jednak całkiem korzystny. Inkowie rządzili społecznościami, które sami podbili, więc sporo ludzi uważało Hiszpanów za wyzwolicieli. Europejczycy przywieźli zdobycze techniki, a także nieznane w Ameryce zwierzęta (konie, bydło i kozy) i rośliny uprawne (pszenicę i jęczmień). Z drugiej strony sami szybko zasmakowali w indiańskim zbożu, czyli kukurydzy, oraz w ziemniakach (od nazwy Peru pochodzi prawdopodobnie wielkopolski regionalizm „pyra” oznaczający ziemniaka).
LINIE NA ZIEMI
Wspaniałość inkaskich miast może utwierdzić turystę w przekonaniu, że Inkowie byli jedynymi godnymi uwagi twórcami peruwiańskiej kultury. Nie ma nic bardziej mylnego. Tak naprawdę stanowili oni spadkobierców wielu cywilizacji andyjskich. Na terytorium dzisiejszego Peru współistniały i następowały po sobie kultury Norte Chico (Caral), Paracas, Nasca, Chavín, Mochica, Vicús, Lambayeque (Sicán), Wari (Huari), Chimú i wiele innych. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie dużo zabytków świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Wśród nich znajdują się zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.
Jednym z najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu w Nowym Świecie są znaki na pustyniach południowego wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie występuje na płaskowyżach w okolicy miasta Nasca (Nazca). Powstawały w różnym czasie, między 500 r. p.n.e. a 500 r. n.e. Na temat pochodzenia i przeznaczenia tych geoglifów istnieje wiele hipotez, od budzących rozbawienie do popartych naukową argumentacją. Według badaczy do wyrysowania większości linii wystarczyło dwóch ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek, czyli najprostsze przyrządy miernicze, oraz miotłę. Po odsunięciu większych kamieni i wymieceniu zewnętrznej, cienkiej warstwy pyłu ukazuje się również i dzisiaj ciemno zabarwiona ziemia kontrastująca z podłożem. W jakim jednak celu powstały te geoglify, zapewne nigdy się już nie dowiemy.
W pobliżu Naski znajdują się setki linii i rysunków naziemnych pokrywających powierzchnię ok. 450 km², ale wyróżnić wśród nich da się tylko mniej więcej 30 zarysów konkretnych figur, np. kolibra, kondora, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, pająka, małpy, ślimaka, wieloryba, lamy, iguany, węża, psa czy ryby. Ze względu na swoje gigantyczne rozmiary (samo tylko odnóże pająka mierzy 40 m) rysunki w całości można podziwiać wyłącznie z samolotu. Loty organizowane są w Nasce.
ZIELEŃ PO HORYZONT
Suchy krajobraz wnętrza Peru bardzo kontrastuje z jego wschodnią częścią. Z lotu ptaka obszar Amazonii wygląda jak niekończąca się masa zieleni. Położone w sercu puszczy blisko 400-tysięczne Iquitos, stolica regionu Loreto, to największe na świecie miasto, do którego nie prowadzą drogi kołowe czy kolejowe łączące je z resztą kraju (wyjątkiem jest jedynie długa autostrada – Ruta Departamental LO-103 – prowadząca do Nauty na południu i San Antonio del Estrecho na północy). Z okolic innych peruwiańskich atrakcji turystycznych można się tu dostać wyłącznie samolotem lub statkiem. W Iquitos zachowały się ślady z czasów kauczukowego boomu (tzw. fiebre del caucho) z przełomu XIX i XX w. Wtedy wzniesiono w nim wspaniałe rezydencje przy głównym placu (Plaza de Armas) i nad rzeką, pokryte płytkami azulejos, sprowadzanymi z Europy wraz z innymi artykułami luksusowymi. Jednak tylko część miasta wygląda tak europejsko. Są miejsca, takie jak dystrykt Belén (należący do obszaru metropolitalnego Iquitos), gdzie domy wybudowano na drewnianych tratwach. Można do nich dotrzeć wyłącznie łodzią przez istny labirynt kanałów.
Iquitos to znakomita baza wypadowa do wypraw w głąb selwy. Im dłuższa wycieczka, tym więcej ma się szansę zobaczyć: różowe delfiny (inie amazońskie), sotalie amazońskie (tucuxi), piranie, leniwce, tapiry, kajmany, rzadkie gatunki roślin. Choć wokół Iquitos nie jest to jeszcze specjalnie widoczne, w ciągu ostatnich 50 lat ponad 20 proc. lasów tropikalnych w Amazonii zostało zniszczonych. W okresie od 2000 do 2013 r. w Peru wycinano rocznie średnio ok. 113 tys. ha amazońskiej selwy, co odpowiada stracie mniej więcej 17 boisk piłkarskich na godzinę. Doprowadziła do tego rabunkowa gospodarka rolna i wydobywcza. W celu ratowania zagrożonych, ale i niezmiernie cennych obszarów peruwiańskie władze postanowiły utworzyć w regionie Loreto kilka rezerwatów przyrody oraz trzy parki narodowe (w 2018 r. powstał Parque Nacional Yaguas, w 2015 r. – Parque Nacional Sierra del Divisor, a w 2012 r. – Parque Nacional Güeppí-Sekime). Coraz bardziej zwiększa się także świadomość ekologiczna samych mieszkańców kraju, którzy tworzą tzw. rezerwaty produkcyjne, gdzie w sposób kontrolowany uprawia się m.in. orzesznice brazylijskie (orzesznice wyniosłe, bertolecje), kauczukowce i inne rośliny. Poza tym równolegle rozwija się tu ekoturystyka. Ta nowa, przyjazna środowisku forma wypoczynku ma przyciągać turystów, których pieniądze wspierałyby ochronę wilgotnych lasów równikowych.

Iquitos otaczają rzeki Amazonka, Nanay i Itaya
CZERWIEŃ WŚRÓD BIAŁYCH MURÓW
Urocze uliczki, jasne mury, elegancki, nienaganny styl XVIII-wiecznego Peru – tak opisać można Arequipę, miasto zwane perłą w koronie peruwiańskiej architektury kolonialnej. To, co stanowi o jej urodzie, czyli biały kamień, z którego wzniesiono niemal wszystkie tutejsze budynki, arkady i zdobione fontanny, w pewnym sensie jest również jej przekleństwem. Skała wulkaniczna sillar pochodzi z widocznego na horyzoncie wulkanu Misti (5822 m n.p.m.). I właśnie aktywność sejsmiczna, dzięki której miejscowi pozyskiwali wyjątkowy budulec, kilkakrotnie stawała się przyczyną wielkich katastrof. Za każdym jednak razem miasto potrafiło odżyć po klęsce żywiołowej.
Arequipa to przede wszystkim otoczone ogrodami rezydencje możnych obywateli. Ale znajdują się w niej także niebywałej urody miejsca i budowle publiczne. W czasach konkwistadorów miasto stanowiło ważny węzeł na szlakach komunikacyjnych. Właśnie tędy przechodziły niezliczone transporty srebra z boliwijskich kopalń w drodze do Hiszpanii. Stąd brało się bogactwo niegdysiejszych mieszkańców Arequipy.
Sercem miasta jest Plaza de Armas (Plaza Mayor). To na tym placu, pośród roślinności i fontann, od wieków toczy się życie miejscowych. W historycznym centrum można również wstąpić do jezuickiego kościoła (Iglesia de la Compañía), perły peruwiańskiego baroku. Świątynię zdobi oczywiście biała fasada. Jest jednak jedna budowla w Arequipie, której mury są w kolorze czerwonym. To Monasterio de Santa Catalina de Siena. W ufundowanym w 1579 r. Klasztorze św. Katarzyny ze Sieny miały pełnić służbę Bogu jedynie córki zamożnych mieszkańców. Tak też było. Aby zostać przyjęte do zakonu, peruwiańskie panny, a właściwie ich rodziny, musiały wkupić się do zgromadzenia bardzo hojnym wianem.
Monasterio de Santa Catalina de Siena to niezwykłe miejsce. Klasztor stanowił niegdyś zamknięte i niemal samowystarczalne miasto w mieście. Bogaci rodzice córek nie szczędzili środków na wyposażenie wnętrz w drogie dywany i eleganckie meble. Posiłki spożywano na kosztownej zastawie. Dopiero w drugiej połowie XIX w. wprowadzono surową regułę, a mieszkankom klasztoru zabroniono wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym. Z kolei w latach 70. XX w. nastąpił odwrót od tych zasad. W murach klasztornych pojawili się pierwsi turyści. Warto więc skorzystać z okazji, aby przejść się po cichych krużgankach i podziwiać czerwień murów w białym mieście.
KONDORY O PORANKU
Z Arequipy bardzo łatwo dostać się do jednego z najbardziej niesamowitych zakątków na świecie. Kanion Colca (Cañon del Colca), bo o nim mowa, należy do najgłębszych na ziemi (nawet 4160 m od brzegów do poziomu rzeki). Dla porównania Wielki Kanion Kolorado w Stanach Zjednoczonych jest od niego ponad dwa razy płytszy. Cañon del Colca został zbadany pod względem głębokości przez polską ekspedycję Canoandes’79 z Andrzejem Piętowskim na czele. W 1981 r. uczestnicy wyprawy przepłynęli kajakami dziką rzekę Colca w 33 dni, co było prawdziwym wyczynem, który wpisano do Księgi rekordów Guinnessa. Ponieważ Polacy przyczynili się do rozsławienia tego cudu natury, mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay, stolicy prowincji Caylloma, w dowód wdzięczności nadali jednej z ulic nazwę Avenida Polonia (to właśnie stąd wyruszyła wyprawa kajakowa Canoandes’79). Dzisiaj można zarezerwować sobie z wyprzedzeniem miejsce na spływie tą rzeką. Płynie się wówczas przez najgłębszą na świecie skalną dolinę. Wiele odcinków na trasie jest jednak bardzo trudnych technicznie, nawet dla osób doświadczonych i z dobrą kondycją.
Najczęściej odwiedzany punkt kanionu stanowi Cruz del Cóndor, z którego można podziwiać majestatyczne kondory wielkie. Te olbrzymie ptaki, o rozpiętości skrzydeł mierzącej nawet do 3,3 m, przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. Wówczas zimne powietrze z dna kanionu ogrzewa się coraz mocniejszymi promieniami słońca, w wyniku czego powstają wznoszące prądy powietrzne. Kondory chętnie wykorzystują te sprzyjające warunki.

Kanion Colca z punktem widokowym Cruz del Cóndor
© PROMPERú/JAMESPOSSO
PŁYWAJĄCE WYSPY, TKAJĄCY MĘŻCZYŹNI
Na granicy z Boliwią leży kolejny peruwiański cud natury – jezioro Titicaca. Było ono najbardziej czczonym zbiornikiem wodnym w imperium Inków. Jest to też jedno z niewielu miejsc na świecie, w których można cierpieć na chorobę morską i wysokościową jednocześnie. Jezioro znajduje się na średniej wysokości 3812 m n.p.m. Ma powierzchnię przekraczającą 8,3 tys. km², co czyni je najwyżej położonym żeglownym jeziorem na ziemi. Dla porównania warto wspomnieć, że największe polskie jezioro, Śniardwy, jest ok. 74 razy mniejsze od Titicaki.
Doskonałą bazę wypadową do zwiedzania okolicy stanowi 130-tysięczna miejscowość Puno. Można w niej wynająć małe łodzie motorowe. Najczęstszym celem wycieczek turystycznych są sztuczne, wykonane z trzciny totora, pływające wyspy Uros (Urus). Część z nich jest niedostępna dla przybyszów z zewnątrz, kilka bywa odwiedzanych. Sprzedaje się tu lokalne wyroby. Poza tym można również zobaczyć, w jaki sposób powstają wyspy i postawione na nich zabudowania.
Po archipelagu chodzi się, czasami dość niezgrabnie, jak po gąbczastej powierzchni. Wszystko lekko faluje. Podłoże wymieniane jest nieustannie. Niższe warstwy gniją w wodzie i są zastępowane od góry nowymi. Po ok. 20 latach wyspę buduje się na nowo.
Z trzciny wykonuje się także łodzie. Przypominają one sporych rozmiarów czółna. Taka łódź nasiąka stopniowo wodą przez osiem miesięcy i mniej więcej tyle samo trwa skonstruowanie nowej, tak więc buduje się je praktycznie bez przerwy.
Turyści wyruszają też na jezioro Titicaca, aby odwiedzić tutejsze naturalne wyspy. Jedna z nich, Taquile (5,72 km² powierzchni), słynie ze zręcznych tkaczy. Można na niej kupić dobre jakościowo wyroby z wełny oraz kolorowe ubrania, ozdobione wzorami informującymi np. o stanie cywilnym noszącej je osoby. Wyjątkowość tych produktów polega głównie na tym, że tkaniny wykonują przede wszystkim mężczyźni. To oni tkają i… robią na drutach. Kobiety zajmują się głównie przygotowywaniem przędzy. W 2008 r. rzemiosło mieszkańców wyspy Taquile wpisane zostało na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
MIASTO KRÓLÓW
Nie można oczywiście zapomnieć o stolicy Peru. Lima, największa aglomeracja miejska w kraju (zamieszkuje ją ok. 10 mln ludzi), jest bardziej zatłoczona niż pozostałe jego miasta. Jednak i tutaj znajdziemy ciekawe i spokojne miejsca. W 1988 r. najstarsza część metropolii trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.
Hiszpańscy konkwistadorzy podjęli decyzję o założeniu nowej stolicy w 1535 r. Chcieli mieć możliwość w należyty sposób administrować podbitymi ziemiami. Pierwotna nazwa ośrodka brzmiała Ciudad de los Reyes (Miasto Królów) – założono go 18 stycznia, zaledwie 12 dni po uroczystości Objawienia Pańskiego zwanej świętem Trzech Króli. W krótkim czasie miasto zyskało iście królewski wygląd. Centralną część Limy, podobnie jak w przypadku innych ośrodków zakładanych przez Hiszpanów, stanowił główny plac – Plaza de Armas, obecnie Plaza Mayor. Wokół niego rozmieszczone są wszystkie najważniejsze budowle peruwiańskiej stolicy: Katedra z grobem Francisca Pizarra (Catedral de Lima), Pałac Rządu (Palacio de Gobierno del Perú lub Casa de Gobierno), przed którym codziennie o 12.00 odbywa się widowiskowa zmiana warty, czy Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z przecudnymi balkonami.
Kiedy zmęczą nas zabytki starego, kolonialnego centrum, powinniśmy przenieść się do nowoczesnego i bogatego dystryktu prowincji Lima rozciągającego się przy rozległych plażach. Miraflores jest bez wątpienia najpopularniejszym wśród turystów i zamożnych limian miejscem na robienie zakupów, zatrzymanie się czy zamieszkanie. Można tu relaksować się w kawiarniach, próbować pysznych potraw w wyśmienitych restauracjach, bawić się w jednym z wielu barów i klubów, delektować życiem kulturalnym oraz spacerować po pełnych kwiatów i palm promenadach nad Oceanem Spokojnym. Warto zajść do Larcomar, jedynego w okolicy centrum handlowego położonego na klifie ze spektakularnym widokiem na Pacyfik. W tym rejonie Prąd Humboldta zderza się z innymi prądami morskimi wybrzeża, co sprawia, że Peruwiańczycy mogą poławiać mnóstwo różnorodnych ryb. Dlatego w lokalach Miraflores podaje się najlepsze w kraju dania rybne i z owoców morza.
Najbardziej znaną potrawą w peruwiańskim pasie nadmorskim jest ceviche (cebiche), czyli surowa, posiekana ryba w pikantnej marynacie z soku z limonki, cebuli i czasami ostrej papryki. Lepiej unikać kupowania tej przekąski na ulicy, ponieważ trudno przewidzieć, czy będzie świeża. W Miraflores z pewnością znajdziemy jednak odpowiednią restaurację serwującą tę smaczną i oryginalną potrawę.
ZASMAKUJ W KRAJU PERUWIAŃCZYKÓW
Skoro już jesteśmy przy kuchni, warto wspomnieć, że każdy region Peru ma odmienne tradycje kulinarne. Specjalność Cusco i innych górskich miast stanowi trucha, czyli pstrąg tęczowy, występujący powszechnie w rzekach i jeziorach. W rejonie dorzecza Amazonki za najsmaczniejszą rybę uchodzi paiche (pirarucú) – arapaima, osiągająca często bardzo duże rozmiary i charakteryzująca się delikatnym, białym mięsem. W miejscowościach położonych na przybrzeżnych pustyniach poza daniami ze sprowadzanych ryb i owoców morza przygotowuje się wiele pysznych potraw z kurczaka, kaczki czy koźliny. W restauracjach w Arequipie zjemy rocoto relleno, czyli faszerowaną paprykę (rocoto) z lokalnym serem. W całym Peru królują jednak ziemniaki. Roślina ta występuje tutaj w ponad 3 tys. odmian, które różnią się nie tylko smakiem, ale i kolorem bulw, przybierających barwę od brązu i żółci po fiolet i czerwień. W niektórych okolicach jeziora Titicaca Ajmarowie nadal rytualnie faszerują ziemniaki liśćmi koki.
Nabierzmy więc apetytu na peruwiańską kuchnię oraz krajobrazy, zabytki i kulturę. Pomyślmy o odwiedzeniu tego bardzo zróżnicowanego kraju. Zaplanujmy urlop w pełnym skarbów Peru.



