PAWEŁ PAKIEŁA

« Podczas zwiedzania Armenii często towarzyszą nam spektakularne widoki. Historie o zabytkach, których słuchamy wśród zapierających dech w piersiach krajobrazów, zapadają nam w pamięć najmocniej. Jesteśmy pod wrażeniem życzliwości Ormian, jaką okazują nam na każdym kroku, czy to w sklepie, na stacji benzynowej, czy jakimkolwiek innym miejscu. Dlatego już w trakcie naszej podróży myślimy o kolejnej wyprawie do tego kraju. Mamy w nim przecież jeszcze wiele do odkrycia. »

Sewanawank na półwyspie Sewan – kościół św. Apostołów

W Erywaniu, stolicy Armenii, wita nas ciepłe powietrze. Nieco zmęczeni po nocnym locie jedziemy przez jego przedmieścia. Nawet nie podejrzewamy, jak wiele smaków, kolorów i dźwięków będą przetwarzać nasze zmysły w ciągu kilku następnych dni.

Gdy podróżujemy później minibusem, w pewnej odległości od Erywania zauważamy białe szczyty słynnego masywu wulkanicznego Ararat (5137 m n.p.m.). Chociaż dziś góra znajduje się w Turcji, 32 km od granicy z Armenią, to dla Ormian wciąż pozostaje ważnym symbolem, dlatego umieszczono ją m.in. na godle kraju. Według Starego Testamentu tu właśnie zatrzymała się arka Noego. Nasz minibus staje na poboczu, abyśmy mogli przywitać się z tą nietypową przystanią statku wiozącego uratowanych przed potopem ludzi i zwierzęta. Rozpoczynamy zwiedzanie najstarszego chrześcijańskiego państwa na naszym globie.

Wspólne przygotowywanie tradycyjnego dania kchuch, zapiekanki przyrządzanej w glinianym naczyniu

NAJSTARSZY BUT

Jeśli ktoś chce się cofnąć w czasie, powinien zawitać do jaskini, w której w 2008 r. znaleziono najstarszy na świecie skórzany but. Zachował się w zdumiewająco dobrym stanie. Jest w rozmiarze 37 i ma nawet sznurowadło. Rzeczona jaskinia znajduje się niedaleko wioski Areni w prowincji Wajoc Dzor. Z tego względu stanowisko archeologiczne otrzymało roboczą nazwę Areni-1. W trakcie prowadzonych tu prac doszło do kolejnych odkryć. Co ciekawe, do jaskini można się dostać bardzo łatwo, a mimo to przez tyle lat nie wzbudzała ona dużego zainteresowania. Tymczasem w jej wnętrzu archeolodzy natrafili na szczątki trzech ludzi, w tym zakonserwowaną część tkanki mózgowej. Badania genetyczne pozwoliły stwierdzić, że próbka pochodzi od osobnika o niebieskich oczach i rudych włosach. Miejsce, gdzie znaleziono wspomniane buty, zostało oznaczone. Ogląda się je tuż po wejściu do jaskini. Potem przechodzi się do sztucznie oświetlonych, szerokich korytarzy, gdzie zaskakują dobrze zachowane fragmenty naczyń. Mają 6,1 tys. lat – kiedyś służyły do fermentacji wina. Winogrona udeptywano nogami, a sok ściekał do położonej niżej kadzi. Na naczyniach wyraźnie widać wysuszone ślady wina. Ciekawe, jak smakowało… Tego nie sprawdzimy, możemy za to spróbować współcześnie wytwarzanego w tych rejonach napoju bogów – Areni stanowi lokalne centrum winiarstwa.

Stolicą prowincji Wajoc Dzor jest 8-tysięczne miasto Jeghegnadzor. Słynie ono również z win produkowanych w jego okolicy. My odwiedziliśmy tutaj cenioną winiarnię Old Bridge, założoną w 1998 r., z niezmiernie gościnnymi gospodarzami. Należące do nich winnice rozciągają się na obszarze 3 ha na prawym brzegu rzeki Arpa, tuż obok miasteczka Arpi, na wysokości 1250–1300 m n.p.m. Naszą wizytę zakończyła degustacja wysokiej jakości trunków Old Bridge (aby utrzymać poziom, właściciele zdecydowali się na wytwarzanie rocznie jedynie maksymalnie 10 tys. butelek).

Noratus – cmentarz z ponad 800 chaczkarami

ZAKRĘTY HISTORII

Mieszkańcy jaskini Areni-1 żyli na początku okresu dobrobytu całej Wyżyny Armeńskiej (na jej terenie leżą dziś oprócz Armenii Turcja, Gruzja, Iran i Azerbejdżan). Pozyskiwano wówczas brąz, wynaleziono koło i uprawiano winorośl. Archeolodzy oceniają, że znaleziska dowodzące, iż przez te górzyste rejony wędrowały liczne grupy ludzi w poszukiwaniu korzystnych warunków do osiedlenia się, należy datować na ponad 1 mln lat wstecz.

Jak niemal każdy kraj na świecie, Armenia miała w swoich dziejach okresy świetności i upadków. W I w. p.n.e. za króla Tigranesa II stała się najpotężniejszym państwem Azji Mniejszej, rozciągającym się od Morza Kaspijskiego do Śródziemnego i od Mezopotamii po Kaukaz. Później nierzadko była celem ataków sąsiadów, m.in. Persów i Turków, i trafiała pod panowanie najeźdźców. Przez długi czas terytorium Armenii władało imperium osmańskie. W 1828 r. część jej ziem (wschodnia) przeszła w ręce Imperium Rosyjskiego. Najtragiczniejszą kartą w historii narodu była bez wątpienia rzeź Ormian – ludobójstwo dokonane przez Turków w latach 1915–1917. Szacuje się, że zginęło wtedy ok. 1,5 mln osób. Ci, którym udało się uciec, zaczęli tworzyć diasporę ormiańską poza granicami ojczyzny. Od listopada 1920 r. kraj funkcjonował jako jedna z republik Związku Radzieckiego. W sierpniu 1990 r. Armenia ogłosiła niepodległość, potwierdzoną w referendum 21 września następnego roku.

W tej skróconej historii zabrakło jednego z bardzo ważnych wydarzeń, które ukształtowało tożsamość Ormian. W 301 r. król Tiridates III pod wpływem św. Grzegorza Oświeciciela ustanowił chrześcijaństwo religią państwową, co czyni Armenię najstarszym chrześcijańskim krajem na świecie. Sto lat później, ok. 405 r., mnich Mesrop Masztoc stworzył od podstaw ormiański alfabet składający się początkowo z 36 liter. Między X a XII w. zostały dodane kolejne 3 litery. Wprowadzenie pisma zwiększyło możliwości rozpowszechniania kultury i zjednoczyło społeczeństwo. Mimo burzliwych dziejów i licznych prób narzucenia obcych wzorców kulturowych i religijnych Ormianie nie porzucili swoich tradycji i potrafili zachować tożsamość narodową.

Kaskady w Erywaniu ukończono dzięki ormiańskiemu biznesmenowi i filantropowi Gerardowi Cafesjianowi

OCZY BOGA

Gdy planuje się podróż do Armenii, nie należy się zastanawiać, czy zwiedzać słynne klasztory, ale ile z nich uda się zobaczyć podczas wizyty w tym kraju. W trakcie wyprawy od monasteru do monasteru można podziwiać wspaniałe krajobrazy, co niewątpliwie stanowi jeden z największych jej atutów. Któregoś wieczoru cudowne widoki prowadzą nas do usytuowanego wśród czerwonych urwisk klasztoru Norawank położonego w prowincji Wajoc Dzor. To jeden z najchętniej odwiedzanych tego typu obiektów w Armenii. Nietrudno nam zrozumieć dlaczego – otaczająca go tajemnicza aura zachęca nas do odgadywania symboliki ukrytej w inskrypcjach i reliefach pokrywających zabudowania i płyty nagrobne. Jedna z płaskorzeźb przedstawia Boga, który uratował Norawank przed splądrowaniem przez Mongołów w 1238 r. Oczy Stwórcy są w kształcie migdałów. Mongołowie mieli dopatrzyć się w nich azjatyckich cech i ze względu na ten fakt powstrzymać się od ograbienia monasteru.

Składający się z trzech budowli sakralnych kompleks jest wspaniałym przykładem architektury okresu średniowiecza. Uwagę przykuwa szczególnie Kościół Matki Bożej (Surb Astvatsatsin). Ukończony w 1339 r., był ostatnim dziełem słynnego wówczas architekta, rzeźbiarza i autora manuskryptów Momika (ok. 1260–1339), twórcy m.in. Kościoła Matki Bożej (Surb Astvatsatsin) w pobliskiej wiosce Areni. W projekcie klasztornej świątyni zastosował on rozwiązanie odmienne od obowiązujących kanonów. Tego rodzaju obiekty zwykle przykrywano kopułą. Tymczasem Momik zwieńczył go wielokolumnową rotundą, która dodała mu lekkości. Nie zerwał jednak całkowicie z tradycją – świątynia w dużym stopniu przypomina wieżowe budowle pogrzebowe z pierwszych lat po wprowadzeniu chrześcijaństwa w Armenii.

Najstarszym zabytkiem monasteru Norawank jest Kościół św. Jana Chrzciciela (Surb Karapet) wzniesiony w IX–X w. Dzisiaj pozostały po nim tylko ruiny, ale nawet one działają na naszą wyobraźnię, więc poruszamy się wokół nich ze szczególną ostrożnością. Na północ od tego miejsca znajduje się główna świątynia, pod wezwaniem św. Szczepana Męczennika (Surb Stepanos Nakhavka), zbudowana w latach 1216–1221 według typowego schematu na planie krzyża z centralnie umieszczoną kopułą. Wystrój ma bardzo surowy. Przylegający do niej przedsionek należy, obok Kościoła Matki Bożej, do najważniejszych zabytków kompleksu klasztornego. Tympanon nad drzwiami przedstawia Maryję siedzącą na dywanie z małym Jezusem. W stuleciach XIII i XIV kult Matki Bożej był na tych terenach bardzo rozpowszechniony, dlatego wiele fasad tutejszych świątyń ozdobiono jej wizerunkami. Powyżej wspomnianego tympanonu jest kolejny, przedstawiający Boga Ojca prawą ręką błogosławiącego krzyż, a w lewej trzymającego głowę Adama, nad którą unosi się Duch Święty pod postacią gołębia. Właśnie jego oczy według legendy uratowały monaster przed napaścią Mongołów. Sama płaskorzeźba uchodzi za dość wyjątkową – w tamtym okresie wizerunek Boga Ojca pojawiał się rzadko.

Na terenie kompleksu nasz wzrok przyciągają kamienne tablice z ciekawymi płaskorzeźbami. To tzw. chaczkary (kamienne krzyże), płyty nagrobne lub wotywne, z których dekorowania znany był także Momik. Stanowią charakterystyczny element ormiańskich cmentarzy czy miejsc kultu.

DUCHY PRZODKÓW

Z licznych chaczkarów słynie nekropolia Noratus. Pojawienie się stel wiążę się z początkami chrześcijaństwa w Armenii. Pierwsze tablice były drewniane. Na szczęście zdecydowano się na zmianę materiału i zaczęto wykorzystywać powszechnie tu występujący tuf wulkaniczny. Wykuwano w nim krzyż, którego kształt zmieniał się z upływem czasu. Końce jego rozszerzających się ramion zaczęto zdobić ornamentami roślinnymi. Później ewoluowała sama forma równoramiennego krzyża. Dolne ramię stało się dłuższe. Pod nim umieszczano rozetę. Kompozycja wypełniała płytką, podłużną niszę. Zwiedzanie nekropolii Noratus zaczynamy od obejrzenia z przewodnikiem jednej z takich kamiennych płyt. Potem już sami przyglądamy się przeróżnym symbolom i przedstawieniom, które odnosiły się do zmarłych.

Chaczkary znane były na terenie całej historycznej Armenii. Gdy część dawnych ormiańskich ziem opanowali Turcy i Azerowie, zdewastowali wiele cmentarzy, np. ten w Dżulfie (dziś położonej w Nachiczewańskiej Republice Autonomicznej), gdzie znajdowało się 20 tys. tablic! Okres komunizmu przetrwało na nim tylko 2,7 tys. płyt (wówczas stanowiły największy zbiór chaczkarów na świecie), ale w latach 1998–2005 zostały zniszczone, głównie przez wojska azerskie. Obecnie największa nekropolia z zabytkowymi stelami (w liczbie ponad 800 sztuk) leży właśnie w wiosce Noratus. Na kamienne krzyże można natknąć się w różnych miejscach na świecie, również i w Polsce. Świadczą one o obecności ormiańskiej diaspory.

ORMIAŃSKIE MORZE

Nie sposób sfotografować wszystkich zachwycających krajobrazów w trakcie jednej podróży do Armenii. Zwyczajnie nie starczy na to czasu. Wysokie urwiska, głębokie wąwozy, wyniosłe szczyty czy też wyrzeźbione przez siły natury przeróżne formacje skalne można tu podziwiać na każdym kroku. Wśród tych widoków będących mozaiką poszarpanych linii jedno miejsce zaskakuje swoją monotonią. To jezioro Sewan. Podczas naszej wyprawy mamy okazję widzieć je często, ale wędrówkę wokół niego zaczynamy od jednego z piękniejszych punktów widokowych – półwyspu o tej samej nazwie. Nie dziwimy się, że zastajemy tutaj mnóstwo turystów, zarówno zagranicznych, jak i lokalnych. Pięknie ubrane dziewczyny pozują do zdjęć na tle turkusowej tafli jeziora. Może później podpiszą fotografię jako wspomnienie z nad morza Sewan, bo tak właśnie bywa nazywany ten akwen. Jeśli ktoś lubi zwiedzać miejsca wyjątkowe w skali świata, powinien wpisać go na swoją listę. To największe jezioro na Kaukazie (mające ok. 1270 km² powierzchni) i jedno z najwyżej położonych na ziemi (1899,69 m n.p.m.). Okolicę polubiły ptaki – doliczono się w niej 210 ich gatunków. Występują tu m.in. gęś mała, kaczka hełmiasta, błotniak łąkowy, orzeł stepowy, podgorzałka, łabędź czarnodzioby, orlica czy mewa armeńska. Od 2000 r. obszar ten ma status ostoi ptaków IBA (Important Bird Area). Na wycieczkę objazdową wokół akwenu warto więc zabrać lornetkę.

Ze względu na piękne widoki rozciągające się z półwyspu Sewan trudno zrozumieć, dlaczego kiedyś wysyłano w to miejsce na banicję mnichów. Jak się przyjmuje, św. Grzegorz Oświeciciel założył tu w 305 r. Kościół Zmartwychwstania (Surb Harutiun). Niestety do dzisiaj zachowały się tylko jego ruiny. Ukaranych zakonników sprowadzono do wzniesionego w IX w. klasztoru, który przetrwał do naszych czasów i jest jednym z cenniejszych zabytków Armenii. Nazywa się Sewanawank. Jedna z legend mówi, że jego nazwa nawiązuje do uczynienia go miejscem zesłania dla nieposłusznych mnichów, więc tłumaczy się ją jako Sew Wank, czyli Czarny Klasztor. Według innego wyjaśnienia odnosi się ona do materiału, z którego zbudowano monaster – ciemnego tufu wulkanicznego. Poza tym w użyciu jest także nazwa Mariamaszen. Oznacza „wzniesiony przez Mariam”, ormiańską księżniczkę, córkę Aszota I (ok. 820–890), która obiecała zbudować 30 kościołów ku pamięci męża – księcia Wasaka z Sjuniku. Gdy postanowiono, że zakonnicy zostaną zesłani właśnie na półwysep Sewan, był on jeszcze wyspą. Kiedy za rządów Józefa Stalina do użyźnienia okolicznych terenów zaczęto wykorzystywać wodę z jeziora, jego tafla opadła o blisko 20 m. W wyniku tego wyspa połączyła się z brzegiem.

W kompleksie Sewanawank są dwa kościoły datowane na IX w. Przed główną świątynią stoją chaczkary bogato zdobione motywami roślinnymi. W 1930 r. monaster zamknięto, ale po odzyskaniu niepodległości przywrócono mu jego funkcję. Jest czynny do dziś.

Na zachodnim brzegu jeziora Sewan znajduje się Hajrawank (Hayravank). Choć klasztor wydaje się zapomniany przez turystów, my uważamy go za niezmiernie fotogeniczny. Szczególnie malowniczo prezentuje się widziany z sąsiedniego niewielkiego wzgórza. Turkusowe wody jeziora stanowią dla niego znakomite tło, trzeba tylko udać się tu po południu, gdy można stanąć plecami do słońca. Zespół klasztorny budowano od IX do XII stulecia. Najstarszymi obiektami są kościół (IX w.) i kaplica (X w.). Przedsionek dobudowano w XII w. Przy kościele znajduje się mały cmentarz z ciekawymi chaczkarami.

ZIELONA PÓŁNOC

Północ kraju pod względem krajobrazu wygląda odmiennie od tego, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Wokół znów wznoszą się wzgórza, ale pokryte bujną zielenią. W tej części Armenii jej nie brakuje. Widokami zachwyca zwłaszcza Park Narodowy Dilidżan. Amatorzy pieszych wycieczek mogą w nim podziwiać interesującą florę i faunę, w tym rośliny wpisane na armeńską listę gatunków zagrożonych. Żyją tu np. niedźwiedzie brunatne, lisy, wilki i rysie. Do obserwowania licznej populacji ptaków przyda się lornetka. Wytyczone w parku trasy, których pokonanie nie zajmuje więcej niż jeden dzień (mają do 15–18 km), są całkiem bezpieczne i cieszą się popularnością. My jednak wędrówkę zostawiamy na kiedy indziej. Jej namiastkę daje nam wejście na ukryte w zieleni wzgórze. Z jego szczytu dostrzegamy coś, czego się tutaj nie spodziewaliśmy. W wąwozie, w dębowym lesie wystrzelają w górę trzy wieże rozbudowanego, jasnego kompleksu, z pewnością klasztornego. Nie widzimy żadnych dojazdowych dróg, a jedynie jakby unoszący się wśród zieloności, skąpany w słońcu monaster. Jednak da się do niego dostać i to całkiem zwyczajnie. Idziemy za Robertem (naszym wspaniałym przewodnikiem z Armenii).

Po kilkunastu minutach docieramy do miejsca pełnego ludzi. Dopiero teraz zauważamy, jak duży teren zajmuje ten kompleks klasztorny. Nazywa się Hagharcin, co tłumaczy się jako „taniec orłów”. Te drapieżne ptaki można wypatrzyć nie tylko na niebie, ale również na murach monasteru, choć w tym drugim przypadku są wytworem rąk ludzkich. Na wschodniej fasadzie Kościoła Matki Bożej (Surb Astvatsatsin) przedstawiono dwóch braci Zakarian, którzy go ufundowali (w 1281 r.), a między nimi miniaturę budowli z siedzącym na niej orłem. Zespół klasztorny obejmuje bardzo dobrze zachowane średniowieczne świątynie. Najstarsza z nich – pod wezwaniem św. Grzegorza Oświeciciela (Surb Grigor) – pochodzi z X w. Została wzniesiona przez mnichów, którzy zbiegli z obszaru zachodniej Armenii będącego wówczas w rękach Bizancjum. Pozostałe kościoły zbudowano w XIII stuleciu. Wtedy monaster stał się głównym ośrodkiem kultu w kraju.

W pobliżu kompleksu zauważamy stoisko gastronomiczne. Jest małe, ale za to otoczone sporą grupką ludzi pstrykających zdjęcia. Za dużym, metalowym stołem dwie kobiety w regionalnych czepkach wyrabiają ciasto. Okazuje się, że formowanie okrągłych placków o nazwie gata i nadziewanie ich należy już do naszych zadań, bo czeka nas krótki kurs gotowania ormiańskich potraw.

DOLMA I KIELISZEK BRANDY

Trudno nie wspomnieć tu o naszych doświadczeniach kulinarnych w Armenii. Kuchnia ormiańska rozwinęła się ze starożytnej kuchni azjatyckiej i liczy sobie ponad 3 tys. lat. Podczas zwiedzania warto zajrzeć do jakiegokolwiek dużego czy średniego supermarketu. My w celu zrobienia drobnych zakupów odwiedzamy Tsovagyugh Supermarket w dużej wsi Cowagjuch (Tsovagyugh), którego sporą część stanowi sklep z rybami. Poza skosztowaniem ciepłych jeszcze słodkich placków gata możemy w nim przyjrzeć się ich wyrabianiu. Jest też oczywiście słynny cienki chleb lawasz. Widzieliśmy w innych miejscach, jak wypieka się go w tradycyjnym wpuszczonym w ziemię glinianym piecu zwanym tonir. Tutaj służą do tego ogromne „tostery”, z których wychodzi placek zajmujący powierzchnię całego stołu.

Na naszych kolejnych warsztatach kulinarnych uczymy się, jak przygotować dolmę. Jesteśmy w 20-tysięcznym mieście Dilidżan (Dilijan) zwanym ormiańską Szwajcarią. Leży ono w sercu wspomnianego Parku Narodowego Dilidżan. Trafiamy do restauracji „Kchuch”. Jej nazwa oznacza gliniany garnek. Większość potraw przyrządza się w niej właśnie w kchuchu, który wkłada się do pieca opalanego drewnem. Dolma to danie przypominające gołąbki, ale zawijane w liście winogron. Nadzienie mogą stanowić warzywa, np. bakłażany, pomidory czy papryka, lub mięso z ryżem. Po uformowaniu roladek wkładamy je do glinianych garnków i umieszczamy w piecu. Ponieważ na efekt naszej pracy musimy nieco poczekać, wyruszamy na zwiedzanie miejscowości.

Historyczna część Dilidżanu to mała, zabytkowa uliczka Szarambejana (Sharambeyan) z ciekawą, drewnianą architekturą z przełomu XIX i XX w. Odrestaurowaniem jej zajął się właściciel sieci Tufenkian Heritage Hotels, Amerykanin pochodzenia ormiańskiego, James Tufenkian. Działa tu jego Old Dilijan Complex i Ananov Guest House w XIX-wiecznym budynku z charakterystycznymi drewnianymi balkonami. Kilka kroków od niego znajduje się interesująca ekspozycja muzealna (Esayan Museum) zajmująca pokój niegdyś wielopokoleniowego domu. Oprócz starych zdjęć zgromadzono w nim różne elementy wystroju wnętrz, tekstylia, ręcznie wykonane instrumenty muzyczne oraz narzędzia z XIX stulecia. Lokalny przewodnik pomaga nam w rozszyfrowaniu funkcji wielu nieznanych akcesoriów. Opowiada również historię mieszkającej tu rodziny.

Ponieważ do lunchu mamy jeszcze trochę czasu, nasz przewodnik prowadzi nas na ulicę Miasnikiana pod numer 26 A. Tego miejsca turyści jeszcze nie znają. Odwiedzamy lokalnego rzemieślnika od dziesięcioleci zajmującego się tworzeniem przeróżnych przedmiotów z drewna. Duże pomieszczenie i tutejszy ogród wypełniają setki mniejszych i większych rzeźb, figur, mebli itp.

Po wizycie w nietypowym muzeum powoli wracamy do restauracji „Kchuch”, gdzie czekają już nasze dolmy. Na stół trafiają różne ich rodzaje. Warto spróbować każdej wersji farszu – na szczęście ormiańskie gołąbki są małe, więc nie trzeba martwić się niewystarczającą pojemnością żołądka. Obok naszych wyrobów pojawiają się rozmaite sałatki: z bakłażana, papryki, pomidorów, rukoli itd. Jest też lawasz i chaczapuri – popularny w tych rejonach zapiekany placek z serem. Nie brakuje również trunków. Należy im zresztą poświęcić nieco uwagi.

Znalezione w kompleksie Areni-1 pestki i resztki skórek pozwoliły na ustalenie, że używano tu owoców winorośli właściwej (Vitis vinifera). Jaskinia uchodzi za najstarsze na świecie miejsce, gdzie produkowano wino (6,1 tys. lat temu). Nic zatem dziwnego, że w granicach Armenii leżą obecnie liczne uprawy winorośli. Dlatego na stole w restauracji „Kchuch” nie mogło zabraknąć lokalnego szlachetnego trunku. Tym, którzy są zainteresowani tajnikami winiarstwa, polecam odwiedzenie jakiejś winnicy, gdzie można posłuchać o ormiańskich winnych tradycjach i zdegustować wyroby.

Zazwyczaj wina z Armenii bywają Polakom mniej znane niż brandy Ararat. Warto, podobnie jak my, złożyć wizytę w wytwórni tego najsłynniejszego trunku kraju znajdującej się w Erywaniu. Po wysłuchaniu ciekawej prelekcji dotyczącej procesu produkcji przenosimy się do sali, gdzie dla każdego z nas przygotowano trzy pękate kieliszki z różną zawartością. Tutaj słuchamy instrukcji, jak należy pić tego rodzaju alkohol, i przystępujemy do degustacji. Co prawda nie możemy spróbować brandy Ararat Dvin, w której zasmakował podobno Winston Churchill, ale sześcioletnia Ararat Ani czy dziesięcioletnia Ararat Akhtamar są nie mniej godne uwagi. W wytwórni działa poza tym sklep, gdzie warto zakupić cieszącą podniebienie pamiątkę z Armenii.

W STOLICY I WOKÓŁ NIEJ

Dokładnie 572 stopnie popularnych Kaskad wiodą na szczyt wzgórza. Większość turystów wybiera schody ruchome, z których można podziwiać czasowe ekspozycje. Z góry dostrzegamy tylko trochę ciemniejszy niż niebo kontur Araratu z białym szczytem. Jesteśmy w blisko 1,1-milionowym Erywaniu. Tu ta majestatyczna góra stanowi jedyny niezmienny element rozciągających się przed oglądającymi widoków.

Ze względu na położenie na skrzyżowaniu tras karawan przemieszczających się pomiędzy Europą a Indiami miasto to prężnie się rozwijało. Jego początki sięgają VIII w. p.n.e., kiedy król Urartu Argiszti I wzniósł tutaj twierdzę Erebuni (w 782 r. p.n.e.). Na przestrzeni stuleci Erywań wielokrotnie anektowały ościenne państwa. Rządzący w latach 1588–1629 szach perski Abbas I Wielki zlecił masową deportację ormiańskich mieszkańców miasta i zasiedlił je w 80 proc. muzułmanami. Dzisiaj stolica Armenii jest największym ośrodkiem w kraju. Życie w niej znacząco różni się od tego w małych wioskach i miasteczkach, które podupadły w czasach ZSRR. Tutaj o minionej epoce przypominają ogromne przestrzenie i monumentalna architektura charakterystyczne dla radzieckiej myśli urbanistycznej. Dobry przykład realizacji tej koncepcji stanowi plac Republiki, największy w Erywaniu. Został zaprojektowany przez Aleksandra Tamaniana (1878–1936), architekta odpowiedzialnego za opracowanie planu miasta w latach 20. XX w. Wokół placu stoją wielkie budynki wykonane z różnokolorowego tufu wulkanicznego. Jednym z nich jest gmach, w którym mieści się Galeria Narodowa i Muzeum Historii Armenii. Na placu Republiki organizowane są ważne uroczystości państwowe, a podczas letnich wieczorów i nocy odbywają się na nim pokazy tańczących fontann z podkładem muzycznym.

Aleksander Tamanian zaprojektował także wspomniane Kaskady. Tę ich pierwotną wersję później zmodyfikowano, a budowa rozpoczęła się dopiero w 1971 r. Autorstwa architekta jest też budynek Armeńskiego Narodowego Akademickiego Teatru Opery i Baletu, który otwarto oficjalnie w styczniu 1933 r. W repertuarze tegoż szczególne miejsce zajmuje pięcioaktowa opera Anoush skomponowana przez Armena Tigraniana (1879–1950). Została napisana w 1912 r., ale w pełnej wersji wystawiono ją dopiero w 1935 r. w Erywaniu. Była pierwszą operą inspirowaną ormiańską muzyką ludową i kulturą. Do dziś uchodzi za najpopularniejsze narodowe dzieło muzyczne i teatralne. Wciąż trafia na deski teatru.

Jeśli ktoś ma więcej czasu na zwiedzanie, powinien wpaść do przynajmniej jednego z licznych muzeów, tym bardziej że te szczególnie warte uwagi znajdują się w niewielkiej odległości od siebie. Nasz wybór pada na Matenadaran, według przewodników najważniejszą erywańską placówkę muzealną, w której zgromadzono ok. 23 tys. rękopisów i zwojów. Fragmenty niektórych z nich pochodzą z V w. (najstarszym całym manuskryptem jest Ewangelia o wskrzeszeniu Łazarza z 887 r.), kiedy to powstał alfabet ormiański. Jego litery umieszczono na wejściowej fasadzie koło posągu Mesropa Masztoca (ok. 361 lub 362–440). Po kilkuminutowym spacerze dociera się stąd do muru z ormiańskim alfabetem, gdzie zwykle turyści robią sobie zdjęcia na tle swoich inicjałów. Obszary miasta zaprojektowane przez Aleksandra Tamaniana są stworzone do poruszania się pieszo – wszędzie jest blisko.

W Erywaniu znajduje się wiele miejsc związanych ze znanymi postaciami i kulturą Armenii. W Alei Gwiazd upamiętniono m.in. Charles’a Aznavoura (1924–2018), który miał ormiańskie pochodzenie. W innym punkcie stolicy ustawiono wielkie szachy na cześć jednego z najlepszych szachistów świata – Garriego Kasparowa. Matka mistrza (Klara Szagenowna Kasparian) była Ormianką. Gra w szachy cieszy się w kraju dużą popularnością i jest obowiązkowym przedmiotem szkolnym, wyrabiającym umiejętność samodzielnego, strategicznego myślenia. Podczas zwiedzania można także spotkać sprzedawców instrumentu podobnego do fletu. To duduk, który powstaje z drewna morelowego. Instrumentu tego zaczęto prawdopodobnie używać ponad 3 tys. lat temu. Jest on ważnym elementem kultury ormiańskiej.

W stolicy, podobnie jak w całym kraju, dba się o liczne miejsca kultu religijnego. W 2001 r. w Erywaniu konsekrowano Katedrę św. Grzegorza Oświeciciela (Surb Grigor Lusavorich). To obecnie największa budowla sakralna w Armenii – wewnątrz znajdują się ławki dla 1,7 tys. wiernych, co ma symbolizować 1,7 tys. lat, które upłynęły od wprowadzenia na tych terenach chrześcijaństwa. W świątyni przechowuje się relikwie św. Grzegorza Oświeciciela, sprowadzone z Neapolu. Ze stolicy warto wybrać się do oddalonego od niej o ok. 20 km na zachód Wagharszapatu, jednego z najświętszych miejsc dla Ormian. Znany pod historyczną nazwą Eczmiadzyn ośrodek jest siedzibą patriarchy Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, katolikosa wszystkich Ormian. Tutejszą katedrę, jak mówi tradycja, zaczęto wznosić w 301 r. Trudno uwierzyć, że mimo nieustannych najazdów budowla zachowała się do dziś. W 2000 r. świątynia została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (wraz z innymi okolicznymi kościołami oraz zespołem archeologicznym w Zwartnocu).

Nieco dalej, bo 30 km na wschód od Erywania, leży duża wioska Garni. Gdy do niej jedziemy, nie spodziewamy się, że czeka nas niespodzianka. Przyzwyczajeni do widoku ormiańskich monasterów, stajemy zdziwieni przed grecko-rzymską świątynią o doskonałych proporcjach, prostą i piękną. Poświęcona bogu słońca Mitrze budowla stanowi część kompleksu zniszczonej twierdzy z I w., będącej letnią rezydencją królów. To wierna rekonstrukcja obiektu, który legł w gruzach podczas trzęsienia ziemi w 1679 r. Odbudowano go w latach 1969–1975 z użyciem oryginalnych materiałów. We wnętrzu świątyni w Garni podziwiamy występ artysty. Grająca na duduku Armenia zaskakuje nas tak bardzo, że już myślimy o kolejnej wyprawie do tego fascynującego kraju.