MARCIN KOZICKI

www.stacjaislandia.pl

« Islandia w ostatnich latach stała się niezmiernie popularnym celem podróży. Ten fakt nie powinien dziwić, bo po pierwsze jest miejscem niezwykle atrakcyjnym turystycznie, a po drugie chociaż leży na dalekiej północy i może sprawiać wrażenie trudno dostępnej, to dzięki bezpośrednim i coraz tańszym lotom znajduje się naprawdę na wyciągnięcie ręki. Zresztą sytuacja wygląda tak nie tylko z perspektywy Polaka. Na całym świecie zapanowała moda na Islandię. Jednak znaczna część osób, które na nią docierają, koncentruje się wyłącznie na szybkim i pobieżnym zwiedzaniu. Taki turysta po powrocie odhacza kolejny kraj z listy tych wartych zobaczenia i tym samym osiąga poczucie spełnienia zadania, choć właściwie wcale go nie wykonał… »

Wejście do jaskini lodowej utworzonej w lodowcu Breiðamerkurjökull na południowym wschodzie Islandii

 

Co roku statystyki związane z branżą turystyczną na Islandii szaleją. Przybywa odwiedzających, ale też hoteli i innych miejsc przygotowanych pod wiecznie zgłodniałego wygody i niespodzianek gościa. Liczby rosną i tylko czekać, aż w końcu ten boom doprowadzi do wybuchowej sytuacji. Bo trzeba wiedzieć, że wraz z coraz większym napływem turystów, wzrastają nie tylko dochody kraju, ale również złość i frustracja wielu Islandczyków, którzy mają już dość inwazji obcych. Zresztą podobne emocje udzielają się także innym osobom podróżującym po Islandii, zwłaszcza latem, kiedy zmienia się ona nie do poznania – temperatura powietrza jest względnie wysoka, opady mniejsze, drogi i szlaki łatwiej dostępne, a na dodatek występują białe noce. Wydłużony letni dzień sprzyja zwiedzaniu i upajaniu się krajobrazami. W obliczu urzekających islandzkich pejzaży miękną najtwardsze serca. Ci, którym brak talentu do fotografowania, nagle stają się świetnymi artystami. Lato sprawia, że na Islandię ciągną rzesze turystów. Wyspę zalewa ich głośna i rwąca rzeka. Miasteczka stają się ciasne, próżno też szukać ciszy i spokoju poza nimi, na łonie natury. Ruch na drogach gęstnieje. Oprócz krążących wszędzie licznych samochodów osobowych i kamperów pojawiają się tysiące autokarów pękających od pasażerów.

Niestety rzeczywistość pokazuje, że Islandia latem wcale nie jest takim wymarzonym rajem dla zwiedzającego, jak może się wydawać. Tak naprawdę staje się wówczas piekłem wypełnionym tłumami – turystami przepychającymi i wpychającymi się wszędzie, bo większości z nich przecież się śpieszy. Gwarantuję, że trudno wtedy czerpać satysfakcję z tego, że w końcu tu trafiliśmy, nie mówiąc już o jakimkolwiek delektowaniu się widokami. A przecież Islandia kojarzy się z panoramami o mistycznej aurze, wyludnionymi otwartymi przestrzeniami, gdzie mieszkają jedynie cisza i wiatr. Dlatego z ekscytacją myślimy o jej niesamowitej przyrodzie, z którą chcielibyśmy się połączyć. Marzymy o malowniczych krajobrazach, którymi pragniemy nasycić nasze zmysły. Chcemy przeżyć wizytę na Islandii po swojemu, na własnych zasadach, ale czy jest to w ogóle możliwe? Tak, lecz nie latem. Można spróbować wybrać się tutaj poza sezonem, najlepiej zimą, która trwa zazwyczaj od listopada do marca. Należy się jednak pośpieszyć, bo już za chwilę określenie „Islandia poza sezonem” przestanie mieć jakikolwiek sens.

 

NIEDOCENIANA PORA ROKU

Na wstępie chciałem tylko zaznaczyć, że zimy na Islandii nie trzeba się bać. Jeśli ktoś nigdy nie był tu o tej porze roku, zapewne wyobraża sobie, że wyspa staje się wówczas lądem skutym lodem, niedostępnym, obumarłym, do tego przenikliwie zimnym i odstraszającym mrokiem. Myśli, że cały kraj znajduje się wtedy w stanie hibernacji, nic się w nim nie dzieje, tylko dzikie żywioły szaleją jak uwolnione z zamknięcia wściekłe zwierzęta.

Najbardziej odstraszają zatem turystów ciemność, zimno i nużąca monochromatyczność krajobrazu. Jednak czy faktycznie Islandia jest tak bardzo ponura, zlodowaciała i nieefektowna zimą? Otóż, zdecydowanie nie! Ale wiele osób tego nie wie bądź nie przyjmuje do wiadomości. Dlatego zimową porą na wyspę przybywa znacznie mniej turystów. Poza tym ceny biletów lotniczych, noclegów i wynajęcia samochodu są wówczas znacznie niższe. To tylko niektóre zalety podróży na Islandię w zimie. Korzyści jest jednak dużo więcej.

 

JASNA STRONA CIEMNOŚCI

Trudno nie zgodzić się z faktem, że w miesiącach zimowych dzień staje się tu zdecydowanie krótszy. Faktycznie słońce z rana jest wtedy leniwe i potrzebuje na przebudzenie nieco więcej czasu, a potem i tak nie chce mu się wdrapywać wysoko po drabinie na niebie. Pewnie czuje się przemęczone po sezonie letnim. Poza tym dość szybko się wypala i po południu, ok. 16.00–17.00, układa już swoją rozpaloną głowę do snu. Jednak dzięki białej kołdrze śniegu, która pokrywa Islandię i odbija ostatnie promienie, jeszcze przez jakiś czas mrok nie zapada. Nadal jest widno, z całą pewnością nie buro i ponuro. Trzeba wiedzieć, że najkrótszy islandzki dzień w roku wypada koło 20–23 grudnia i teoretycznie trwa ok. 4 godz. Przesilenie zimowe najczęściej bywa 21 grudnia. Potem każdy dzień staje się już o kilka minut dłuższy, a w lutym trwa 7–8 godz.

 

RAZ CIEPŁO, RAZ ZIMNO

Do islandzkiego zimowego słońca jeszcze później wrócę, ale teraz chciałbym zahaczyć o temat mrozów czy też dokładniej trudnych warunków pogodowych. Niektórzy pogodę na Islandii porównują do kobiety o zmiennych nastrojach. Tutaj po prostu trzeba być ubranym ciepło, najlepiej na cebulkę. Wtedy już nie taki diabeł straszny, jak go malują. Owszem, na północy wyspy, szczególnie podczas sztormu lub śnieżycy, bywa przeraźliwie zimno, ale po pierwsze taki stan nie trwa długo, a po drugie nie dotyczy wszystkich rejonów kraju. Najkorzystniej w tym przypadku wypada jego południowa część, gdzie temperatury potrafią być nawet wyższe niż w Polsce. Wbrew pozorom klimat Islandii jest łagodniejszy, niż moglibyśmy przypuszczać czy wskazywałoby na to jej usytuowanie na mapie. Dzieje się tak za sprawą ciepłych prądów morskich, które opływają wyspę i najsilniej oddziałują na jej południowo-zachodnim i południowym wybrzeżu. Im dalej na północ, tym średnie temperatury stają się niższe. Bezsprzecznie przyczynia się do tego jeden z najbardziej uciążliwych czynników pogodowych na Islandii, a mianowicie wiatr. Potrafi być naprawdę mocny i dokuczliwy. Z powodu sztormu i burz śnieżnych zamyka się często niektóre drogi, przez co dojazd do różnych miejsc bądź wydostanie się z nich bywa niemożliwe. Jednak może się zdarzyć, że podczas naszego zimowego pobytu na wyspie pogoda będzie ładna i słoneczna. Zresztą w tym kraju nie powinniśmy jakoś specjalnie przywiązywać się do aktualnych warunków pogodowych. W ciągu jednego dnia da się tu zaobserwować różne pory roku i rozmaite zjawiska atmosferyczne. Idealnie podsumowuje tę sytuację słynne islandzkie powiedzenie: Jeśli nie podoba ci się pogoda na Islandii, to poczekaj 5 minut. Z tego względu w trakcie planowania podróży po wyspie, jak i już w drodze warto korzystać z kilku stron internetowych: www.vegagerdin.is (z informacjami o bieżącym stanie islandzkich dróg), en.vedur.is (czyli serwisu Islandzkiego Biura Meteorologicznego – Veðurstofa Íslands), www.road.is (informującej o warunkach drogowych i atmosferycznych) czy www.safetravel.is (podającej aktualne szczegóły na temat jakości dróg z uwzględnieniem wpływu pogody).

 

ODCIENIE BIELI

Za całkowitą bzdurę uważam stwierdzenie, że zimowa sceneria Islandii jest nudna i niezajmująca, że to tylko rozciągająca się po horyzont biel kłująca w oczy. Malkontenci mówią, że nie uświadczymy tu zimą żadnych atrakcji, bo są one schowane pod śniegiem albo zamarznięte. Nie ma nic bardziej mylnego. Bywałem na wyspie o różnych porach roku, w rozmaitych jej zakątkach, i największe wrażenie zrobiła na mnie właśnie w tym czasie. Dopiero w zimowej oprawie krajobrazy i natura Islandii stają się najbardziej imponujące. Wtedy w pełni wybrzmiewa jej piękno, majestat i dzikość. To, co dotychczas czarowało swoim baśniowym ciepłym urokiem – te wszystkie wodospady, rzeki, wulkany, fiordy, góry i doliny – w zimie wygląda jeszcze bardziej niesamowicie. Widoki są o niebo lepsze. Mózg nie nadąża z przetwarzaniem obrazów na język emocji. Myślę, że dzieje się tak również za sprawą rozproszonego przez śnieg i lód pastelowego światła słońca.

Jak widać, podróż na Islandię w zimie jest korzystna ze względów praktycznych i ekonomicznych (tańsze połączenia lotnicze, niższe koszty wypożyczenia samochodu i ceny hoteli, większa dostępność noclegów, mniej turystów) oraz estetycznych (nadzwyczajne widoki). Jednak to nie wszystko. Niektóre zjawiska, widoki i atrakcje pojawiają się tylko o tej porze roku.

Bryły lodowe przybierające niesamowity błękitny kolor unoszące się na jeziorze Jökulsárlón

 

POMOCNA DŁOŃ

Chciałbym też wspomnieć o kilku firmach oferujących obsługę w języku polskim i zajmujących się organizacją wycieczek na Islandię, także w zimie. Guide to Iceland (www.guidetoiceland.is/pl) jest największą miejscową platformą usług turystycznych, która współpracuje z setkami islandzkich operatorów. Znajdziemy na niej najniższe ceny. Jej użytkownicy mogą skorzystać z wygodnych możliwości odwołania rezerwacji i zwrotu pieniędzy. Do wyboru mamy całe mnóstwo różnego rodzaju wycieczek, ofert wynajmu samochodu i pakietów wakacyjnych.

Portal Icestory (www.icestory.pl) prowadzą Berenika i Piotr mieszkający od wielu lat na Islandii, którzy wydali w Polsce dwie książki poświęcone tej wyspie. Oprócz zajmowania się promocją tego kraju organizują też wyjazdy do niego. Poza tym w ofercie mają również warsztaty fotograficzne z profesjonalną fotografką, na co dzień pracującą w radiowej Trójce, Aleksandrą Kaczkowską.

Moon and Back (www.moonandback.pl) to firma założona przez Polaków od kilkunastu lat podróżujących w najdalsze zakątki świata. Teraz postanowili oni wykorzystać swoje doświadczenia i pokazywać innym piękno Islandii. Obsługują małe grupy turystów i oferują wieloaspektowe usługi, takie jak zakwaterowanie, wynajem kierowcy i wypożyczenie samochodu. Organizują także wycieczki specjalistyczne, np. 54-kilometrowy trekking przez tzw. tęczowe góry (Landmannalaugar).

Na wyspie swoją siedzibę (w mieście Kópavogur w południowo-zachodniej części kraju) ma też biuro turystyczne Islandia4u (www.islandia4u.pl). Przygotowuje ono zarówno wyjazdy indywidualne, jak i grupowe z polskim przewodnikiem (w tym luksusowe i specjalistyczne). Jego specjalnością są wyprawy na lodowce i do jaskiń lodowcowych, które eksploruje z turystami już od 6 lat. Poza różnorodnymi jednodniowymi i wielodniowymi wycieczkami organizuje również transfery na słynną Błękitną Lagunę oraz z lotniska w Keflavíku i na nie.

Try Iceland Tours (www.tryiceland.com) to biuro podróży założone i prowadzone przez polskie małżeństwo mieszkające od wielu lat na wyspie, autorów przewodników turystycznych po niej. Zabiera ono turystów na odkrywanie piękna islandzkich krajobrazów super jeepem, dzięki czemu mają oni szansę dotrzeć do najbardziej odległych i trudniej dostępnych miejsc w krainie ognia i lodu. Klienci mogą wybrać jedną z gotowych ofert albo stworzyć swój indywidualny plan, który organizator jest w stanie zrealizować.

Iceland Rovers (www.icelandrovers.is) przygotowuje szyte na miarę wycieczki dla grup i indywidualnych zwiedzających na terenie całej Islandii. Agencja zajmuje się organizowaniem wypraw pieszych i samochodowych na wschodnie i zachodnie fiordy. Poza tym Iceland Rovers kieruje się wysokimi standardami obsługi mającymi na celu m.in. zminimalizowanie wpływu ruchu turystycznego na środowisko naturalne.

ICE POL (www.icepole.eu) to polska wypożyczalnia samochodów na Islandii. Na życzenie klienta zapewnia odbiór z lotniska o każdej porze. Dostarcza także auto na wcześniej umówione miejsce. Firma oferuje konkurencyjne ceny i zajmuje się wszelkimi kwestiami związanymi z ubezpieczeniem. Świadczy też fachową pomoc w planowaniu tras. Oprócz tego w razie potrzeby zapewnia dodatkowe wyposażenie samochodu, np. nawigację GPS, ładowarki USB, urządzenie do połączenia z siecią Wi-Fi i sprzęt turystyczny (namioty, śpiwory, kuchenki gazowe, latarki itd.).

Mała, rodzinna firma Asgard (www.wycieczkidoislandii.com) specjalizuje się w kompleksowym przygotowywaniu wizyt na wyspie. W jej ofercie znajdują się zarówno weekendowe wyjazdy, dopasowane do indywidualnych oczekiwań uczestników, jak i kilkutygodniowe wyprawy objazdowe. Na koniec warto jeszcze wymienić Niceland (www.niceland.pl), prowadzoną przez grupę młodych i aktywnych podróżników, znających północne zakątki Europy, którzy zapraszają na wycieczki na Islandię z polskojęzycznymi przewodnikami.

Najlepszy okres na podziwianie zorzy polarnej przypada między końcem września a kwietniem

 

ONIRYCZNY SPEKTAKL

Jedną z najbardziej znanych islandzkich atrakcji jest bez wątpienia zorza polarna (określana łacińską nazwą aurora borealis na półkuli północnej). To niekwestionowana królowa krainy ognia i lodu. Trzeba ją zobaczyć przynajmniej raz w życiu. Zapewniam, że później już nic nie będzie takie samo.

Zorza polarna powstaje w wyniku zderzenia się naładowanych cząsteczek wiatru słonecznego z polem magnetycznym Ziemi. Wówczas w wyższych warstwach atmosfery dochodzi do ich jonizacji. Intensywność zjawiska zależy od aktywności słonecznej, wielkości przyśpieszenia samych cząstek i przejrzystości nieba. Najpowszechniej spotykana jest zorza w kolorze zielonym, ale zdarzają się też fioletowe, czerwone, różowe, żółte, pomarańczowe, białe i niebieskie. Aurora borealis przybiera również różne kształty. Raz ma postać delikatnej wstęgi lub serpentyny, drugim razem układa się w kolumny lub rozproszone chmury, a kiedy indziej tworzy masywne ściany. Pozostaje statyczna bądź subtelnie się porusza, tańczy i pulsuje na niebie. To świetlne zjawisko można obserwować na Islandii wyłącznie zimą, najlepiej z dala od skupisk miejskich. Po prostu, aby człowiek miał szansę dostrzec zorzę, musi się ona pojawić na ciemnym tle, a latem występują białe noce. Sezon na obserwowanie tej niezwykłej gry świateł trwa zazwyczaj od września do kwietnia. Warto wówczas śledzić dotyczące tego zjawiska prognozy. Takie informacje można znaleźć np. we wspomnianym serwisie Islandzkiego Biura Meteorologicznego (en.vedur.is) lub Aurora Service (www.aurora-service.eu). Pod adresem www.windy.com zdobędziemy informacje o zachmurzeniu i przemieszczaniu się chmur. Przydaje się także darmowa aplikacja na telefon My Aurora Forecast.

 

SPACER PO LODOWEJ CZAPIE

Jak na prawdziwą krainę lodu przystało, Islandia jest miejscami skuta lodem. Lodowce zajmują obecnie blisko 11 proc. powierzchni kraju. Ich grubość waha się od 400 do 1000 m. Na wyspie znajduje się też jedna z największych czap lodowych w Europie – Vatnajökull (7,9 tys. km2). Widok olbrzymich mas lodu zapiera dech w piersiach. Dziś jednak można znacznie więcej niż tylko podziwiać je z daleka. Chętni mają szansę postawić stopę na lodowcu i go dotknąć, a nawet wybrać się na trekking po nim wraz z odpowiednio przeszkolonym przewodnikiem. Takie wycieczki mogą odbywać się niemal każdego dnia o każdej porze roku, o ile oczywiście pozwala na to pogoda. Co zaskakujące, czasami mimo zamkniętych niektórych górskich dróg dojazd do lodowców jest możliwy. Do najpopularniejszych wśród amatorów wspinaczki i trekkingu należą Eyjafjallajökull, Mýrdalsjökull z jęzorem Sólheimajökull i wspomniany Vatnajökull z jęzorem Svínafellsjökull. Charakteryzują się one różnym zabarwieniem, choć dominuje w nich oszałamiający błękit. Co ciekawe, lód zawdzięcza tę barwę absorbowaniu całego spektrum kolorów z wyjątkiem właśnie niebieskiego. Im bardziej intensywny jest błękit lodowca, tym mniej w nim pęcherzyków powietrza. Trzeba także wiedzieć, że latem lodowe masy tracą swoją niesamowitą kolorystykę i po prostu szarzeją. Dzieje się tak, gdyż podgrzewane przez słońce pęcherzyki powietrza pękają, niszcząc strukturę lodu. Uwidaczniają się wtedy ciemne smugi – ślady ziemi i wulkanicznego popiołu, który osiadł na danych warstwach po erupcjach.

W rejonie lodowców oprócz pieszych wędrówek dużym zainteresowaniem cieszą się również przejażdżki ogromnymi, kosmicznie wyglądającymi jeepami czy skuterami śnieżnymi oraz wycieczki na nartach lub psim zaprzęgiem. Oczywiście największe wrażenie te wiekowe lodowe kolosy robią zimą.

 

W ŚRODKU LODOWCA

Poruszać można się nie tylko po powierzchni lodowców, lecz także w ich wnętrzu. Z Vatnajökull odchodzi ok. 30 lodowych jęzorów, pod którymi co roku tworzą się jaskinie. Takie lodowcowe groty istnieją dość krótko. Pojawiają się wyłącznie zimą, najczęściej w okolicy listopada. Są wtedy odkrywane przez lokalnych przewodników, którzy mają odpowiednią wiedzę i doświadczenie pomocne w zapewnieniu turystom bezpieczeństwa podczas zwiedzania. W żadnym razie nie wolno wybierać się na ich eksplorowanie samodzielnie. Jaskinie pod wpływem warunków atmosferycznych kurczą się, topnieją, zapadają. Do marca wszystkie przestają istnieć. Na ich ponowne narodziny trzeba czekać do kolejnej zimy. Gwarantuję, że wizyta w takiej lodowej komnacie ukształtowanej siłami natury jest wspaniałym przeżyciem. Zostaje w pamięci na całe życie.

 

NIEZIEMSKI TUNEL

W głąb lodowca można się dostać na Islandii nie tylko przez jaskinie, ale również przez tunel. Znajduje się on w Langjökull. To drugi pod względem wielkości lodowiec w kraju (ok. 950 km² powierzchni). W przeciwieństwie do jaskiń jest on wytworem człowieka, a nie natury. Tunel powstał w ramach projektu Into the Glacier i można go odwiedzać przez cały rok. Przygotowania związane z jego utworzeniem trwały aż cztery lata, a zaangażowane w nie były rozmaite osoby – inżynierowie, geolodzy, glacjolodzy i architekci. Po licznych konsultacjach z naukowcami z Uniwersytetu Islandzkiego i pozyskaniu sponsorów wreszcie zakończono ten wstępny etap. W 2014 r. ruszyła budowa, która zajęła ok. 14 miesięcy. W wyniku przeprowadzonych prac powstał tunel o długości 500 m, opadający na głębokość 40 m. Dodam, że to najdłuższa tego typu konstrukcja na świecie. Oficjalne jej otwarcie odbyło się 1 czerwca 2015 r. Fakt, że tunel lodowy jest sztuczny, wcale nie ujmuje mu uroku. Co ciekawe, znalazło się w nim miejsce nawet na kaplicę, w której udziela się ślubów. Sam dojazd tutaj robi już kosmiczne wrażenie, bo turyści są dowożeni (na wysokość 1200 m n.p.m.) wielkimi, ośmiokołowymi pojazdami, odkupionymi od NATO i odpowiednio przerobionymi. Po drodze można upajać się widokami na imponujący lodowiec i nieograniczone przestrzenie.

 

LAGUNA Z LODU

Na południowym wschodzie Islandii znajduje się jezioro Jökulsárlón. To jedno z najbardziej turystycznych miejsc wyspy. Akwen o powierzchni ok. 18 km2 wypełnia woda z topniejącego lodowca Vatnajökull. Taflę jeziora znaczą ogromne bryły lodu, które w promieniach słońca mienią się rozmaitymi odcieniami bieli, szarości i błękitu. Wielkie bloki o różnorodnych kształtach powoli i dostojnie dryfują w kierunku Oceanu Atlantyckiego. Jeżeli ktoś zastanawiał się, czy istnieje jakieś miejsce na Islandii, które lepiej odwiedzić zimą niż latem, to z pewnością Jökulsárlón rozwieje te wątpliwości. Zimowe słońce sprawia, że cała laguna lśni migotliwym blaskiem, a lód nabiera niemal hieratycznego, mistycznego charakteru. Ten baśniowy obraz uzupełniają pływające w jeziorze foki i unoszące się na niebie ptaki.

Diamentowa Plaża z lśniącymi w słońcu bryłami lodu

 

DIAMENTY NA PLAŻY                                                

Kolejną niecodzienną atrakcję na południowym wschodzie Islandii stanowi Diamentowa Plaża (Diamond Beach, Breiðamerkursandur). Leży ona zaledwie 500 m od Jökulsárlón, po drugiej stronie drogi. Zapewniam, że takich plaż na świecie istnieje niewiele. Co jest w niej takiego osobliwego? Otóż pokrywa ją ciemny, wulkaniczny piasek, który zdobią odłamki lodu. Pochodzą z pobliskiej laguny, a na brzeg wyrzucane są przez potężne fale Atlantyku. Błyszczące w promieniach zimowego słońca kryształy o różnej wielkości i kształtach wyglądają niczym prawdziwe diamenty wspaniale wyeksponowane na czarnym aksamicie. Diamentowa Plaża olśniewa i mami zmysły.

 

ZMROŻONE KASKADY

Na Islandii znajduje się ogromna liczba zjawiskowych wodospadów. Zaręczam, że w zimie nie wszystkie zamarzają, a już na pewno nie te, które uchodzą za najbardziej interesujące i usytuowane są wzdłuż głównej drogi nr 1 (Þjóðvegur 1, Hringvegur). W miesiącach zimowych prezentują się naprawdę niesamowicie. Majestatyczne kaskady spływającej wody, przymrożone i oblodzone progi skalne, zwisające lodowe sople, ośnieżone zbocza, a także dźwięk pękającego lodu i skrzypiącego pod stopami śniegu tworzą wyjątkowy nastrój. Wśród wodospadów, które szczególnie zimą zdobywają serca turystów i zasługują na uznanie z racji swojej efektowności, wymieniłbym: Seljalandsfoss (który można obejść), Skógafoss (mający 60 m wysokości), Svartifoss (przelewający się przez ciemne, bazaltowe kolumny), Hraunfossar (czyli grupę wodospadów lawowych), Gullfoss (dwukaskadowy i szeroki) czy Dettifoss (potężny, dziki i głośny).

 

PÓŁWYSEP Z PORTALEM

Dyrhólaey to niewielki półwysep na południu wyspy, z którego rozpościera się jeden z najbardziej ekscytujących i unikatowych islandzkich widoków. Punkt obserwacyjny stanowi tutaj 120-metrowy klif. Należy wyjaśnić, że nazwa „Dyrhólaey” to w rzeczywistości zlepek trzech islandzkich słów: dyr – „drzwi”, hóla – „dziura” i ey – „wyspa”. Są one nieprzypadkowe. Po pierwsze, kiedyś ten cypel faktycznie był wyspą, która powstała po wybuchu wulkanu. Dopiero później połączyła się ona z Islandią. Po drugie, w skalnej ścianie Dyrhólaey znajduje się spory otwór powstały w wyniku erozji. Pod tym imponującym łukiem skalnym można nawet swobodnie przepłynąć łodzią, zupełnie jakby przechodziło się przez drzwi. Mało tego, okazuje się, że przez tę dziurę da się również przelecieć niewielkim samolotem. Dowiódł tego w 1993 r. pilot kaskader Tomme Tailor.

 

NAD DZIKIM OCEANEM

Reynisfjara, czarna plaża położona na południu Islandii, robi zawsze oszałamiające wrażenie. Jak można się domyślać, swój mroczny wygląd zawdzięcza ona eksplozji wulkanu, do której doszło w przeszłości. Wówczas gwałtownie topniejące lodowce naniosły w to miejsce mnóstwo żwiru i kamieni. Kruczoczarna plaża, która ciągnie się niemal po horyzont, kontrastuje z białymi, spienionymi falami. Posępną atmosferę potęgują jeszcze wyrastające z wody wielometrowe, skalne iglice (jak głosi legenda, są skamieniałymi trollami), znajdujące się przy brzegu tajemnicze bazaltowe kolumny oraz naturalnie ukształtowana jaskinia Hálsanefshellir. Jak przystało na prawdziwą piękność, Reynisfjara jest bardzo nieprzewidywalna i niebezpieczna, choć zagrożenie stanowi tak naprawdę sąsiadujący z nią dziki i bezlitosny ocean. Czarna plaża kusi i omamia turystę, przyciąga go do siebie i… prowadzi wprost w ramiona śmierci. Zginęło tu wiele osób. Dodam, że niedawno zamknięto na stałe wschodnią część wybrzeża z uwagi na znaczne obsunięcia ziemi. Warto wspomnieć jeszcze o tym, że w latach 90. XX w. amerykański Islands Magazine umieścił tę czarną islandzką plażę na liście 10 najpiękniejszych na świecie. Nie powinno zatem dziwić, iż posłużyła za scenerię do kilku produkcji – wśród nich są filmy Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie, W ciemność. Star Trek, Thor: Mroczny świat, Noe: Wybrany przez Boga, Interstellar czy serial telewizyjny Gra o tron.

 

MIASTECZKO WE MGLE

Gdy zobaczy się już niewielki półwysep Dyrhólaey i usytuowaną w jego pobliżu plażę Reynisfjara, może się wydawać, że Islandia nie jest w stanie bardziej zadowolić turysty. Jednak okazuje się, że to jeszcze nie koniec atrakcji, bo tuż obok przycupnęła mała, malownicza miejscowość Vík í Mýrdal. W jej okolicy także znajduje się czarna plaża, z tym że bardziej piaszczysta. Vík í Mýrdal cechuje osobliwa atmosfera. Ze względu na nią łatwo nabrać przekonania, że tutaj zawsze pada deszcz i wieje wiatr, a mgła tylko na chwilę wydaje się znikać. Ten mroczny nastrój ma jednak swój urok, tym większy, kiedy wiemy, że nazwę „Vík í Mýrdal” można przetłumaczyć jako Zatoka Bagiennej Doliny. Dodam, że w miasteczku działa sklep odzieżowy Icewear z pamiątkami i ubraniami z owczej wełny.

 

SPOTKANIA Z FAUNĄ

Na południu i południowym wschodzie kraju zimą spotyka się nie tylko piękne konie islandzkie, które gdy stoją w śniegu i opierają się podmuchom wiatru, wyglądają naprawdę bohatersko. Oprócz nich i licznego ptactwa, mającego tutaj idealne warunki do rozwoju z powodu braku większych drapieżników, można też na własne oczy zobaczyć np. renifery (częściej) i lisa polarnego (rzadziej, bo ten upodobał sobie raczej zachód wyspy). O tej porze roku schodzą one z gór w poszukiwaniu pożywienia. Całe stada reniferów pasą się czasem nawet niedaleko głównej drogi. Ich białe zimowe futro wygląda zjawiskowo. Warto wiedzieć, że zwierzęta te zostały sprowadzone na Islandię z Norwegii pod koniec XVIII w. Choć trudno reniferom odmówić uroku, to jednak większe emocje budzą lisy polarne. Informacje o tych mieszkańcach regionu znajdziemy na stronie internetowej Arctic Fox Centre (www.melrakki.is).

 

WSZYSTKO W JEDNYM MIEJSCU

Jeśli ktoś nie ma zbyt dużo czasu na zwiedzanie, polecam zwłaszcza wizytę na półwyspie Snæfellsnes w zachodniej części kraju. Mówi się, że jest on Islandią w pigułce, i wiele w tym prawdy. Znajdziemy na nim niemal wszystko, z czego słynie ta wyspa i z czym się kojarzy. Są tu wulkan i lodowiec (Snæfellsjökull – 1446 m n.p.m.), wodospady (np. Bjarnafoss), pola lawowe, kratery (Eldborg), jasna i czarna plaża (Ytri Tunga i Djúpalónssandur), klify, fantazyjne formacje skalne (Lóndrangar), jaskinie (Vatnshellir, Sönghellir), park narodowy (Park Narodowy Snæfellsjökull), źródła termalne, latarnie morskie i inne atrakcje. Jednak prawdziwy klejnot tego regionu stanowi góra Kirkjufell (463 m n.p.m.), wznosząca się nieopodal miasteczka Grundarfjörður. Odegrała ona również znaczącą rolę w amerykańskim serialu fantasy Gra o tron. Półwysep słynie także z hodowli koni islandzkich. Można je tutaj spotkać niemal wszędzie. Niezależnie od pory roku i pogody Snæfellsnes jest po prostu niesamowitym miejscem.

 

BŁĘKITNE GORĄCE ŹRÓDŁA

Po trudach zimowej podróży nie ma nic lepszego niż błogi relaks w cudownie ciepłej, lazurowej wodzie. Przyjemność z kąpieli bywa jeszcze większa, kiedy w oddali można podziwiać ośnieżone szczyty górskie bądź tańczącą na niebie zorzę. Mieszkańcy położonej na styku płyt tektonicznych Islandii, usianej licznymi wulkanami, nauczyli się czerpać z mocy natury. Pozyskiwaną z wnętrza ziemi energię geotermalną wykorzystują do ogrzewania wody, domów i szklarni czy produkcji energii elektrycznej. Same gorące źródła przynoszą jeszcze inny pożytek – są świetnym miejscem na odpoczynek. Na wyspie znajduje się ich mnóstwo. Do największych i najsłynniejszych należą jednak dwa kompleksy. Pierwszym jest wyróżniona przez magazyn National Geographic Błękitna Laguna (Blue Lagoon), która leży na półwyspie Reykjanes, w odległości niespełna 40 minut jazdy z Reykjavíku, stolicy kraju, i 20 minut od Portu Lotniczego Keflavík (KEF). Drugi to Mývatn Nature Baths, kąpielisko położone na północnym wschodzie Islandii, w okolicy Reykjahlíð, otwarte 15 lat temu. Oprócz nich warto wymienić też Secret Lagoon koło wioski Flúðir, nowoczesne spa Krauma i centrum Laugarvatn Fontana nad jeziorem Laugarvatn w południowo-zachodniej części kraju, które od Reykjavíku dzieli ok. 70 minut jazdy. Na koniec dodam, że znaczna część gorących źródeł zachowała swoją pierwotną formę, niezmienioną przez człowieka. Wyglądają tak, jak stworzyła je matka natura.

 

 

MUZYCZNE ELDORADO

Islandczycy kochają muzykę i są jednymi z najbardziej produktywnych artystów na świecie. Mimo stosunkowo niewielkiej populacji Islandii (360 tys. mieszkańców) co roku powstaje w niej wiele nowych zespołów i wydaje się naprawdę dużo albumów z utworami różnych gatunków muzycznych, począwszy od klasyki i jazzu, przez muzykę elektroniczną, folkową i pop, aż po rock i metal. Na wyspie ogromną popularnością cieszą się także festiwale muzyczne, dlatego ich liczba ciągle wzrasta (obecnie jest ich ponad 50). Chociaż większość z nich odbywa się latem, to również i zimą można natrafić na wiele ciekawych imprez. Należy tu wymienić przynajmniej niektóre: Iceland Airwaves (na początku listopada), Sónar Reykjavík (lokalną edycję serii festiwali muzyki alternatywnej, odbywającą się pod koniec kwietnia), islandzki konkurs Músíktilraunir (na przełomie marca i kwietnia), Reykjavík Blues Festival (na początku kwietnia) czy wreszcie Myrkir Músíkdagar (Dark Music Days), których najbliższą edycję zaplanowano w terminie od 25 stycznia do 1 lutego 2020 r. Na dodatek o tej porze roku 130-tysięczna stolica Islandii rozbrzmiewa muzyką – niemal w każdym miejscu miasta grane są koncerty.

W kraju organizuje się też mnóstwo innych interesujących wydarzeń kulturalnych. Według mnie wiele z nich mogłoby swoim wysokim poziomem przyćmić niejedną imprezę odbywającą się w kontynentalnej części Europy. Dość wspomnieć, że amerykański serwis CNN Travel w 2013 r. umieścił Reykjavík na liście 10 najlepszych miast do odwiedzenia zimą (10 best cities to visit in winter). Islandzka stolica znalazła się w tym rankingu także po jego zaktualizowaniu w 2017 r. Wśród największych atrakcji miasta wymieniono gorące źródła, lutowy Festiwal Zimowych Świateł (Winter Lights Festival) i lodowisko na zamrożonej tafli jeziora Tjörnin. Zresztą to ostatnie trafiło również na listę 13 najpiękniejszych lodowisk na świecie przygotowaną w 2017 r. przez Skyscanner. Islandia co chwilę pojawia się w różnorodnych rankingach. Bywa obwoływana jednym z najszczęśliwszych krajów na świecie albo najbardziej bezpiecznych, albo tych, gdzie żyje się najlepiej. W 2012 r. amerykański magazyn National Geographic Traveler opublikował listę miejsc z całego świata, które koniecznie trzeba odwiedzić. Oczywiście Islandia się na niej znalazła. W 2018 r. wyprawa islandzką drogą nr 1 uplasowała się na szóstej pozycji w rankingu Najlepsze podróże (World’s Best Journeys) opracowanym przez kanadyjski serwis FlightNetwork. W tym samym roku amerykański TripAdvisor umieścił Reykjavík wśród 10 najdoskonalszych miast świata. Cóż, mam nadzieję, iż udało mi się pokazać, że te wszystkie wysokie noty to nie przypadek oraz że Islandia także zimą potrafi zachwycić, a wyprawa na nią może przerosnąć najśmielsze oczekiwania.