Klaudia Kimmel
« Dominikana od lat króluje na turystycznych listach marzeń i coraz częściej dla wielu ludzi sen o niej zmienia się w rzeczywistość, a to za sprawą rosnącej liczby bezpośrednich lotów oraz dostępniejszych cenowo wakacji typu „all inclusive”. Ten karaibski kraj, kojarzący się z pięknymi plażami, znakomitym rumem oraz muzyką, staje się ostatnio dla coraz większej grupy osób również spełnieniem pragnienia o życiu poza granicami ich ojczyzn. Republikę Dominikańską w 2021 r. odwiedziło 5 mln turystów, przed pandemią było ich nawet ponad 7 mln rocznie. Część gości odwiedzających Dominikanę z pewnością zwiąże z nią swoje losy na dłużej… »
Mam na imię Klaudia i prawie pięć lat żyłam w Dominikanie, gdzie mieszkałam w Punta Cana (prowadząc europejski styl życia), a także w centralnej części kraju wśród Dominikańczyków oraz na północnym wybrzeżu, które przez wielu jest wciąż niedoceniane. Czas spędzony w Republice Dominikańskiej pozwolił mi ujrzeć blaski i cienie życia w tym wspaniałym miejscu, a dziś przybliżę czytelnikom magazynu All Inclusive obraz obcokrajowców w tym karaibskim państwie.
Czym zachwyca Dominikana? Co sprawia, że tak wielu ludzi myśli o przeprowadzce na egzotyczną wyspę, na której leży? I czy Haiti (Hispaniola, hiszp. La Española) staje się rajem dla każdego? Jak się odnaleźć w dominikańskiej rzeczywistości poza resortem all inclusive? Na te wszystkie pytania postaram się odpowiedzieć w tym artykule.

Cayo Levantado otrzymało przydomek „wyspy Bacardi”
REPUBLIKA DOMINIKAŃSKA
To drugie co do wielkości (po Kubie) państwo na Morzu Karaibskim zachwyca swoją różnorodnością. Mamy tu przepiękne plaże, które znamy z fotografii z katalogów biur podróży, rzeki, wodospady, tropikalne lasy, rajskie wysepki, rafę koralową, dobre warunki do uprawiania kitesurfingu oraz wiele parków narodowych. Oprócz tego w Dominikanie można jeszcze zobaczyć coś, z czym wcale nie kojarzy nam się ten region świata – spory obszar terenów górzystych. Już godzinę drogi od Punta Cana pojawiają się górki, co prawda niezbyt wysokie, ale Montaña Redonda (ponad 300 m n.p.m.), zwana też na naszym polskim podwórku Górą Czarownic, kojarzona jest przez większość turystów. To właśnie stąd rozpościera się cudowny widok na cały półwysep i zatokę Samaná, ocean, pola ryżowe, laguny Redonda i Limón czy na ostatnie dzikie plaże w regionie. A to przecież dopiero przedsmak wysokich gór… Najwyższe pasmo górskie w Dominikanie – Kordyliera Centralna – czeka na nas w środkowej części wyspy, w okolicach miast Jarabacoa oraz Constanza. To tutaj, w samym sercu kraju, wznosi się najwyższy szczyt Karaibów – Pico Duarte, który mierzy 3098 m n.p.m. Okolice są o tyle wyjątkowe, że to właśnie w Constanzy rosną słynne dominikańskie truskawki. Kiedy mieszkasz z dala od ojczyzny, nawet „podrobione” truskawki smakują jak złoto. Daleko im do naszych, ale i tak są pyszne! Tutejszy krajobraz przypomina bardziej Alpy albo polską Wisłę czy Ustroń, szczególnie widok rozciągający się na dolinę, a zabudowa także nie przypomina tej typowo dominikańskiej. To właśnie ta różnorodność i wiele możliwości spędzenia aktywnie czasu tak bardzo przekonują do przybycia do Dominikany zarówno turystów, jak i tych, którzy decydują się zostać tu na dłużej. W tym karaibskim kraju, który liczy nieco ponad 10,5 mln mieszkańców, oficjalnie przebywa ok. 400 tys. imigrantów (do tej liczby należałoby doliczyć mniej więcej 3 mln tych nielegalnych).
O DOMINIKAŃCZYKACH SŁÓW KILKA
Nie można mówić o Dominikanie, nie wspominając o jej mieszkańcach. W końcu to oni są najważniejszym elementem tworzącym kulturę i klimat danego miejsca. Czy można dokonać jednoznacznej charakterystyki Dominikańczyka? To dość karkołomne zadanie, ponieważ tutaj już sam kolor skóry w podstawowym podziale to pięć odcieni. W Republice Dominikańskiej żyją zarówno ludzie o białej czy cynamonowej karnacji, jak i tacy, których skóra jest bardzo ciemna. Łączą ich jednak pewne cechy charakteru, pasujące do większości osób. Mowa tu przede wszystkim o radości życia, pozytywnym nastawieniu, otwartości i dystansie do otaczającej rzeczywistości. Dodatkowo w genach pozostały cechy Indian Taino, takie jak umiłowanie do hamaków czy tytoniu. Dominikańczycy są poza tym bardzo rodzinni. Pochodzą z dużych rodzin, w obecnym pokoleniu 50+ za normę uchodzi to, że ma się… jedenaścioro rodzeństwa (znany mi rekord liczy aż szesnaścioro!). Dzisiaj rodziny są już dużo mniejsze, mają średnio trójkę bądź piątkę dzieci, ale wszyscy żyją razem ze sobą i są ze sobą bardzo blisko związani. Kilka lat temu, kiedy bardzo popularne stały się czaty na WhatsAppie, zaczęły powstawać czaty rodzinne, które mogą liczyć i ponad 100 członków. Każdy rano się wita, pyta, co nowego, życzy miłego dnia i pomyślności Bożej. Najśmieszniejszy moment na tych czatach stanowi chyba pora obiadowa, czyli mniej więcej godz. 12.30–13.00, kiedy to większość osób zasiada do posiłku. Wtedy wszyscy życzą sobie nawzajem smacznego i pytają… czy był już ryż. Dzień bez ryżu jest dniem straconym, a obiad bez ryżu to nie obiad. Dominikańczycy uwielbiają spędzać razem czas, często żyją blisko siebie – na jednym kawałku ziemi potrafią mieszkać dziadkowie i troje lub czworo dzieci ze swoimi rodzinami. Od rana do nocy w każdym domu drzwi są otwarte, radosne dzieci biegają boso po podwórku i jeśli zgłodnieją, to nikt się nie zdziwi i nakarmi również nie swoją pociechę. Dominikańczykom nie można odmówić jeszcze jednej cechy – przedsiębiorczości. Życie w Dominikanie nie należy do najłatwiejszych, najniższa krajowa jest naprawdę niska, a zasiłków praktycznie brak, zatem by dobrze żyć, trzeba kombinować. W tym Dominikańczycy okazują się prawdziwymi mistrzami – domowe zakłady fryzjerskie, salony piękności, sklepiki spożywcze, sprzedaż lodów czy soków własnej roboty to przepustka do lepszego życia i zarobienia kilku groszy więcej. Wielu mężczyzn dorabia też, hodując koguty, które później biorą udział w walkach na specjalnie do tego przeznaczonych arenach. Choć to dosyć kosztowne hobby, wygrana szybko pozwala na zwrot (z nawiązką) zainwestowanych środków. Warto zanurzyć się w dominikańskim stylu życia choć na chwilę i poznać tutejsze sekrety. Dominikańczycy, jak wszyscy ludzie, nie są idealni, ale możemy się od nich wiele nauczyć.

Empanadas,pierożki nadziewane rozmaitymi farszami
ZMIANA STYLU ŻYCIA
W rozważaniach nad kwestią motywacji do przeprowadzki do Dominikany kluczowym aspektem bez wątpienia jest zmiana stylu życia. Odejście od europejskiego pędu i pogoni za pieniędzmi, karierą, coraz to lepszym mieszkaniem, samochodem i zamiana tego na pozornie wyglądający spokój i sielankę nad brzegiem morza czy oceanu.
Czy życie po drugiej stronie kuli ziemskiej naprawdę takie jest? Czy czeka nas spokój i brak problemów? W rzeczywistości jest dokładnie tak samo jak gdzie indziej. Ludzie mają te same kłopoty, nie mają pracy, muszą sprzątać, gotować i płacić rachunki jak na całym świecie. Tylko w tym klimacie jakoś łatwiej odpuścić, zwolnić i nie przejmować się każdą drobnostką…
Wielu obcokrajowców nie potrafi się odnaleźć w tej rzeczywistości, gdzie obowiązki czekają, a wszyscy mają zawsze czas na wszystko – wypicie porannej kawy, zjedzenie na spokojnie śniadania, pogadanie z ludźmi dookoła. Nieraz pytałam znajomych Dominikańczyków, gdy widziałam, że spędzili kilkanaście minut na rozmowie o niczym z kimś na ulicy, czy to był ich kuzyn lub przyjaciel, a oni zawsze odpowiadali, że to ktoś, kogo dopiero co poznali. Mam wrażenie, że rozmawianie na ulicy z obcymi ludźmi to dla nas coś egzotycznego. Nieraz, gdy jechałam autobusem miejskim, ktoś do mnie zagadał. Rozmawialiśmy wówczas o życiu, rodzinie, pogodzie, czymkolwiek, aby po prostu podróż upłynęła w miłej atmosferze. Ludzie się do siebie uśmiechają bez powodu, zaczepiają dzieci na ulicy. Coś, co dla nas, Europejczyków, wydaje się od razu podejrzane, tutaj jest czymś naturalnym.
Dominikańczycy mają wiele problemów osobistych, więcej niż my, z uwagi na to, że po prostu nie wszędzie na wyspie są takie udogodnienia, jakie dla nas stanowią normę. Czasem brakuje im prądu, wody bieżącej w kranie, a ostatnie pandemiczne lata dołożyły kolejnych zmartwień. To, co odróżnia ich od nas, to niepisana zasada „braku narzekania”. Swoje problemy zostawia się za drzwiami swojego domu, nie trzeba obarczać nimi wszystkich dookoła. Myślę, że to jedna z ważniejszych lekcji do przerobienia na tej karaibskiej wyspie. Kiedy ktoś z uśmiechem na twarzy pyta: Cómo estás? („Jak się masz?”), uwierz mi, nie chce słyszeć, że jest za gorąco, że klimatyzacja w domu siadła i w pracy nie jest tak super, jakbyście chcieli. Na to pytanie słyszy się zawsze jedną odpowiedź: Bien, gracias a Dios („Dzięki Bogu dobrze”). Wspominanie Boga w co drugim zdaniu jest także dosyć charakterystyczne dla bardzo religijnych mieszkańców wyspy, którzy nie okazują może tego, biegając do kościoła co niedzielę, ale właśnie takimi zwyczajnymi, codziennymi gestami.
To wszystko powoduje, że po pewnym czasie człowiekowi się to udziela. Sam chodzi uśmiechnięty po ulicy, rozmawia z ludźmi na prawo i lewo, nie narzeka i szuka pozytywnych aspektów w każdej sytuacji. Kluczem do sukcesu są otaczający nas ludzie i słońce, którego nie brak na wyspie. W ciepłym klimacie zdecydowanie łatwiej się żyje. Tutaj przez 365 dni w roku chodzisz w japonkach i sandałach, organizm nie stresuje się ciągłymi zmianami temperatur, nie trzeba się martwić co chwilę zakupem nowej kurtki czy butów. Życie w takim klimacie naprawdę jest prostsze, a dodatkowo przez cały rok mamy dostęp do świeżych i pysznych owoców oraz warzyw. Dzięki temu jemy również zdecydowanie zdrowiej. Większość wolnego czasu spędzamy poza domem – na plaży, w lesie, górach. Łatwiej więc zadbać też o pogodę ducha i zdrowe ciało. Należy tylko uważać na kilka dominikańskich dietetycznych pułapek, które czyhają za rogiem.

DOMINIKAŃCZYCY A OBCOKRAJOWCY
Myślę, że jedną z podstawowych kwestii, którą trzeba wziąć pod uwagę, planując przeprowadzkę do Dominikany, jest nastawienie lokalnej społeczności do obcokrajowców. Dominikańczycy, jak już wcześniej wspominałam, należą do bardzo przyjaznych ludzi. Osobiście nie doświadczyłam nigdy niemiłych sytuacji, ale nie bez powodu. Właśnie o tym chciałabym wspomnieć – to, co dostajemy w zamian, zależy od tego, jak sami traktujemy lokalną ludność, która jest w końcu u siebie. Dominikańczycy doceniają w szczególności te osoby, które mówią lub starają się mówić po hiszpańsku. To miły gest z naszej strony, ale też – umówmy się – niezbędny element, jeśli chcemy zamieszkać na wyspie na dłużej. Mieszkańcy Dominikany uczuleni są na wywyższanie się i traktowanie ich z pogardą, wtedy najczęściej odpłacą się czymś gorszym. Mam wrażenie, że ma to spory związek z czasami kolonizacji i faktem, że wielu Hiszpanów nadal traktuje wyspę jak swoją własność. Dlatego uważajcie na swój ton głosu, uśmiechajcie się i nie kłóćcie, bo to jest bardzo źle widziane. Kiedy dochodzi do sytuacji spornych, weźcie kilka głębokich oddechów i zacznijcie rozmawiać, w tym kraju przydatnymi umiejętnościami okażą się powściągliwość i dyplomacja.
W Republice Dominikańskiej największą liczbę imigrantów stanowią z pewnością Haitańczycy (na ogół przebywający w kraju nielegalnie). Najczęściej wykonują oni najcięższe prace – na plantacjach trzciny cukrowej ścinają trzcinę maczetami, pracują przy budowach hoteli, nieraz można też ich spotkać jako kierowców motoconcho, czyli taksówek motorowych. Z uwagi na zawiłości historyczne, ale także różnice kulturowe, językowe, religijne, Dominikańczycy nie lubią się z Haitańczykami, a od kilku lat prowadzona jest polityka mająca ukrócić proceder nielegalnej imigracji sąsiadów z zachodu. Jednak obiektywnie patrząc, mieszkańcy Dominikany pozbyliby się w ten sposób taniej siły roboczej.
W ostatnich latach, w wyniku głębokiego kryzysu w Wenezueli, na wyspie pojawiło się sporo imigrantów właśnie z tego południowoamerykańskiego kraju. Pracują oni na ogół w hotelach, restauracjach, barach czy centrach nurkowych, szukając lepszego lub po prostu spokojniejszego i bardziej stabilnego życia.
Europejczycy stanowią również pewien odsetek wszystkich imigrantów. Sporo tu Hiszpanów, Włochów, Francuzów, Rosjan, Niemców, Polaków, Ukraińców oraz osób, które pochodzą z Bałkanów.
Włosi i Francuzi najczęściej wybierają okolice miejscowości Bayahíbe i La Romana, od strony Morza Karaibskiego. Historycznie to właśnie oni wybudowali tutaj pierwszy resort, więc czują się jak u siebie. Jeśli chcecie zjeść dobre spaghetti lub bakłażany z mozzarellą, to plaża publiczna w Bayahíbe będzie idealnym miejscem. To dzięki Włochom i Francuzom powstają kluby piłkarskie dla dzieci i młodzieży w Dominikanie, gdzie od dekad króluje miłość do baseballu.
Hiszpanie – chronologicznie powinni pojawić się jako pierwsi na liście, bo to w końcu oni kolonizowali wyspę – do dzisiaj są właścicielami sporej części ziemi, nieruchomości, firm, hoteli itd. Ich kontakty z Dominikańczykami pozostawiają jednak wiele do życzenia. Hiszpanie nadal traktują ich jak swoich niewolników i często dochodzi do niemiłych wymian zdań pomiędzy nimi.
Rosjanie osiedlają się za to najczęściej w rejonie Punta Cana, jednym z największych kurortów na całych Karaibach. Przylatuje tu sporo turystów z Rosji, więc ci, którzy mieszkają w Dominikanie, bardzo często są przewodnikami, rezydentami, ale również zajmują się branżą nieruchomości czy prowadzą salony urody. Rosjanki nierzadko specjalizują się w fotografii ślubnej. Mają zdecydowanie lepsze wyczucie piękna niż Dominikańczycy, wiedzą, co ukryć, a co uwydatnić. Rosjanie trzymają się raczej w swoim towarzystwie i większość z nich nigdy nie nauczyła się dobrze hiszpańskiego.
Niemcy najbardziej cenią sobie północ wyspy, czyli okolice Cabarete w prowincji Puerto Plata. Wielu z nich prowadzi szkoły nurkowe, centra wind- i kitesurfingu czy wynajmuje kwatery właśnie w tym rejonie. Znajdziecie tutaj nawet niemiecką knajpę, w której zjecie sznycel.
My, Polacy, nas wszędzie pełno, nie skupiamy się na jednym regionie. Nasi rodacy najczęściej mieszkają w Punta Cana, La Romana, Santo Domingo, na półwyspie Samaná czy w Puerto Plata. Mam wrażenie, że czujemy się niezwykle swobodnie na wyspie. Główne branże wśród Polaków to turystyka i nieruchomości. Mamy tu m.in. Polkę, która prowadzi hostel, Polaków organizujących wycieczki fakultatywne po wyspie, Polkę, która pokazuje podwodny świat, oraz Polaków, którzy po prostu wiodą spokojne życie na wyspie, pracując zdalnie lub prowadząc interesy w ojczyźnie.
Za to zupełnie inną grupę stanowią Kanadyjczycy. Oni na wyspie nie pracują, przeprowadzają się na nią na starość. Spędzają tutaj czas swojej emerytury, wybierając miejsca, gdzie zakup ziemi jest stosunkowo tani. Decydują się dość często na lokalizacje w centralnej części wyspy, na dominikańskich wsiach. Plaża nie jest im niezbędna do życia, tak jak innym narodowościom, więc wystarczy im 20–30 min jazdy samochodem, aby cieszyć się ciepłym piaskiem.
Wspomniałam już chyba o najważniejszym aspekcie życia za granicą, jaki stanowi praca. Jak sami widzicie, nie ma zbyt wielu możliwości. Większość obcokrajowców pracuje w tych samych branżach, bo tam jest dla nich najwięcej zajęć. Pamiętajcie też, że zatrudniając się w dominikańskich firmach, w większości przypadków będziecie zarabiać stawkę krajową (pojawiające się czasem dodatki to kwoty raczej niezadowalające cudzoziemców). Dlatego tak wiele osób decyduje się otworzyć w Dominikanie swój biznes lub ma zabezpieczenie w postaci pracy zdalnej.
HISZPAŃSKI – „MUST HAVE” CZY KOMFORT?
Wielu imigrantów nie mówi po hiszpańsku. Ale czy wówczas ich życie jest proste? Z doświadczenia wiem, że w Dominikanie łatwiej żyje się osobom, które mówią po hiszpańsku. Zasada jest następująca: w miejscach, gdzie przebywa dużo turystów, sporo osób mówi po angielsku, ale im dalej w głąb wyspy, tym gorzej. Ale przecież nie chodzi nam tylko o takie sytuacje życiowe, jak np. zakupy w supermarkecie czy budce z owocami. Tam, pomimo tego, że nikt nie mówi po angielsku, dogadamy się bez problemu na migi. Ale umówmy się, żyjąc w obcym kraju, mamy wiele bardziej formalnych spraw do załatwienia, jak np. umowa najmu mieszkania, założenie konta w banku, podpisanie umowy na prąd, załatwienie ubezpieczenia czy nawet wizyta u lekarza.
W tych wszystkich przypadkach bez hiszpańskiego ani rusz. Oczywiście można użyć tłumacza w telefonie, poprosić kogoś o pomoc, ale jesteśmy wtedy ciągle od kogoś uzależnieni, a chodzi o bycie samodzielnym i poczucie bycia jak u siebie. U każdego przyjdzie taki moment, kiedy będzie musiał nauczyć się hiszpańskiego, żeby poznać Dominikanę całym sobą i poczuć się niezależnym w tym kraju położonym przeszło 8,3 tys. km od Polski. W Bávaro spokojnie znajdziecie szkołę językową dla obcokrajowców.
Bariera językowa stanowi sporą przeszkodę w szczególności dla rodzin z dziećmi, a tych coraz więcej decyduje się na przeprowadzkę do Republiki Dominikańskiej. O ile znalezienie dwujęzycznej szkoły nie powinno być problemem, o tyle schody zaczynają się od strony finansowej, ponieważ placówki takie są prywatne, a czesne oscyluje w granicach 350–500 dolarów miesięcznie. Nie ma możliwości w kraju z hiszpańskim jako językiem urzędowym wskoczyć w środek systemu edukacji, nie znając tego języka w ogóle. Na pewno też łatwiej podjąć decyzję o przeprowadzce, kiedy dzieci są jeszcze stosunkowo małe i mają możliwość nauczenia się języka w sposób naturalny. Jak wiadomo, im człowiek starszy, tym umiejętności szybkiej nauki języka obcego maleją.
GDZIE ZAMIESZKAĆ?
Podstawowy problem, z którym mierzy się każdy, kto decyduje się na przeprowadzkę, stanowi kwestia lokalizacji oraz wynajmu czy kupna mieszkania. Często na początku niemal wszyscy trafiają do najsłynniejszego kurortu – Punta Cana. Niektórzy już tutaj zostają, a inni ruszają dalej w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Warto oprzeć swój wybór nie tylko na tym, gdzie jest ładnie, ale też na tym, jakie możliwości dają nam poszczególne lokalizacje. Co najważniejsze, w takich miejscach jak Punta Cana, Bayahíbe Dominicus, stołeczne Santo Domingo czy Puerto Plata, wynajmując czy nabywając apartament, możemy poczuć się prawie jak w domu. Europejskie warunki i dogodności są tu na porządku dziennym. Im dalej od tych utartych szlaków, tym bardziej lokalnie i niekoniecznie tak samo wygodnie.
Na samym początku samo wynajęcie mieszkania może przysporzyć nam kłopotu, gdyż wynajmujący bardzo często proszą o rekomendację (albo pracodawcy, albo kogoś znajomego czy nawet banku) jako zabezpieczenie, że będziecie dla nich rzetelnym partnerem, a to dla nowych imigrantów może stanowić problem. Na szczęście sporo obcokrajowców zajmuje się wynajmem, a z nimi zawsze łatwiej dogadać się pod tym względem. Depozyt w wysokości dwóch, a nawet trzech czynszów jest na porządku dziennym, więc nie zdziwcie się, jeśli o taki zostaniecie poproszeni przy podpisywaniu umowy.
Niedoceniane miejsce do życia stanowi Puerto Plata, najstarszy ośrodek turystyczny w Dominikanie. Jest tutaj bardzo lokalnie i stosunkowo tanio. Puerto Plata łączy w sobie krajobraz plaży i gór, w mieście ciągnie się promenada wzdłuż oceanu, gdzie wieczorami wszyscy się spotykają, żeby razem pobiegać lub po prostu porozmawiać przy szklaneczce zimnego piwa Presidente. W weekendy na mieście zjecie smażonego prosiaka, a ceny nie zwalają z nóg. Dodatkowo toczy się tu normalne, lokalne życie. Ta miejscowość żyje przez cały rok, wypijecie w niej doskonałą kawę, zrobicie „instafriendly” zdjęcia, zjecie pyszną kolację nad brzegiem oceanu i pójdziecie na mecz baseballu.
Przewagą Santo Domingo, Puerto Plata czy Samaná jest fakt, że to dominikańskie miasta z krwi i kości. Tutaj po prostu toczy się codzienne życie, w którym możecie brać czynny udział. Z tej dominikańskiej duszy wyrywa się Punta Cana-Bávaro. Tu większość osób to przyjezdni. Każdy dba o to, żeby zarobić jak najwięcej, aby pomóc rodzinie, nie ma typowego dominikańskiego miasta, życia i tradycji.
Mieszkać można bardzo luksusowo, wynajmując dom na zamkniętym osiedlu wśród pól golfowych czy apartament w zamkniętej urbanizacji z prywatnym basenem i odcinkiem plaży. Można też zdecydować się na życie w mieście wśród Dominikańczyków. Każda z tych lokalizacji ma swoje plusy i minusy. Ceny potrafią być skrajnie różne, od 300 do 2 tys. dolarów, choć górnej granicy właściwie nie ma. Sporo zależy od budżetu, którym dysponujemy, oraz od tego, jaki styl życia chcemy prowadzić.
KOMUNIKACJA
Jak już wiemy, co możemy robić i gdzie mieszkać, to kolejną ważną sprawę stanowi poruszanie się po kraju. Nie jest niby taki duży, bo liczy tylko niemal 48,5 tys. km2, co odpowiada powierzchni ledwie dwóch województw w Polsce, ale przejechanie z jednego końca wyspy na drugi nie należy do prostych zadań. Zacznijmy od większych miast. Punta Cana, Bávaro, Santo Domingo, Puerto Plata, La Romana – tutaj dosyć dobrze działa transport miejski, autobusy jeżdżą co mniej więcej 15 min, choć jak to u Latynosów bywa, kwadrans może trwać równie dobrze 20, 25 i 30 min. Przejazd na terenie jednego miasta kosztuje ok. 1 dolara. Są też autobusy dalekobieżne, którymi za mniej więcej 10 dolarów dojedziecie znad wybrzeża do stolicy czy innych dalej położonych miejscowości. Największym problemem transportu miejskiego, oprócz umownego czasu przyjazdu autobusu, bo przecież tu nie ma rozkładu jazdy, jest w większości przypadków brak jednoznacznie określonych przystanków. Autobus zatrzymuje się tam, gdzie ktoś wysiada lub ktoś pomacha ręką z chodnika. Ten problem znika przy autobusach dalekobieżnych, te mają porządne, jak na warunki dominikańskie, dworce, w których działają też kasy biletowe. Tutaj pojawia się kolejna różnica, bo biletów w autobusach miejskich brak. Nie stresujcie się więc i nie szukajcie kiosków, automatów biletowych i innych cudów. W każdym autobusie jest konduktor, u którego można zapłacić gotówką za przejazd.
Najszybszą formę transportu miejskiego stanowią taksówki motorowe, czyli motoconcho. Znajdziecie je na każdym rogu lub przy głównych punktach w mieście. Jeśli będziecie się przechadzać, a ktoś z motoru zagwiżdże, to może być właśnie kierowca motoconcho, który zaprasza do skorzystania z jego usług. Nie zdziwcie się, jeśli oprócz niego będzie jeszcze minimum dwóch dorosłych pasażerów, po prostu trzeba się przytulić. Najważniejsza zasada: cenę ustalacie na początku, czyli musicie wiedzieć, dokąd jedziecie. Początkowo stawki na pewno będą wyższe, szczególnie jeśli ich nie znacie, dlatego delikatnie spróbujcie coś utargować. Dlaczego delikatnie? Bo Dominikańczycy nienawidzą się targować. Zbijajcie zatem cenę z uśmiechem na twarzy, ale nie od razu o 60 czy 40 proc.
Jednym z ciekawszych i bardziej zabawnych środków transportu, jakie można spotkać w Dominikanie, jest carro público. Na taką publiczną taksówkę natraficie jedynie w stolicy – Santo Domingo. To najczęściej rozklekotane stare samochody, które za grosze wożą pasażerów. Działają bardziej jak autobus niż taxi, jeżdżą po prostej, jeśli chcecie skręcić, musicie przesiąść się na kolejny. Ale co w nich takiego śmiesznego? Jeżeli lubicie się trochę poprzytulać, ścisk wam nie straszny i z uśmiechem popatrzycie na kogoś, kto siądzie na waszych kolanach, to jest to transport dla was. Do środka ma się zmieścić jak najwięcej osób, zdarzają się więc sytuacje, iż kierowca wysiada na środku ulicy, aby „poukładać” pasażerów tak, żeby mógł wejść kolejny klient. Trochę to przypomina zawody, ile osób wciśnie się do malucha…
W Santo Domingo przejedziecie się dwoma liniami metra, a że na północy stolicy nie można było wybudować trzeciej, a jak wspominałam Dominikańczycy to przedsiębiorczy naród, to skoro nie dało się dołem, to poprowadzili… kolejkę linową. Coś, co nam kojarzy się z atrakcją turystyczną czy wyjazdem na narty, tu pełni rolę transportu publicznego, w nie takiej znów małej, bo aż 1,5-milionowej stolicy Dominikany (jej obszar metropolitalny to aż 3 mln ludzi). Teleférico de Santo Domingo rusza ze stacji w najbiedniejszej dzielnicy Gualey, przebiega nad rzeką Ozamą, widać z niej również piękną Dzielnicę Kolonialną (Ciudad Colonial lub Zona Colonial). Przejazd od pierwszej do ostatniej, czwartej stacji trwa ok. 20 min, co bez kolejki tradycyjnym transportem w godzinach szczytu zajmowało prawie 1,5 godz.
Najwygodniejszą formą poruszania się po wyspie jest zdecydowanie samochód. Ten wypożyczycie w Dominikanie bez problemu. Polecam wyrobienie międzynarodowego prawa jazdy, przynajmniej na jakiś czas wystarczy. Wynajęcie auta nie należy do najtańszych, ale znacznie ułatwia życie. Jeśli chcecie zostać w tym karaibskim kraju na dłużej i tak kiedyś będziecie zmuszeni wsiąść za kółko. Najważniejsza rada dla zagranicznych kierowców: zawsze przewidujcie najgorszy możliwy scenariusz i nie ufajcie nikomu na drodze, trąbcie, bo to może ocalić wam zdrowie, a nawet życie.
Drogi w większości przypadków są dobrej jakości. Najlepiej wyglądają autostrada na trasie Punta Cana – Santo Domingo oraz droga Santo Domingo – Samaná.
Oczywiście za przejazd autostradami należy zapłacić. Trasa na północ do Puerto Plata jest nadszarpnięta zębem czasu, ale w miarę sprawnie da się nią podróżować, trzeba jednak uważać na liczne dziury. Droga na południowy zachód kraju z roku na rok nabiera lepszej jakości, więc i wyprawy w tym kierunku stają się coraz łatwiejsze.
Podróżowanie samochodem po wyspie wiele ułatwia, a i trasy najczęściej prowadzą przez naprawdę piękne widokowo miejsca. Ciągnące się plantacje trzciny cukrowej, palm kokosowych, pomarańczy (na najpopularniejszy sok Rica), tytoniu, kakao czy bananowców, pola ryżowe, góry w oddali urozmaicają jazdę autem przez Dominikanę.
BEZPIECZEŃSTWO
Myślę, że spore obawy u wielu może wywoływać kwestia bezpieczeństwa. Z moich obserwacji wynika, że postępowanie zgodnie z podstawowymi zasadami bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku powinno być wystarczające. Najpierw trzeba się zorientować w ogólnej sytuacji oraz najbliższej okolicy, a później dostosować swoje zachowanie do tego, co zaobserwowaliśmy. Praktycznie w każdym dużym mieście na świecie są takie miejsca, do których obcy nie powinni się udawać. Przykładowo w Santo Domingo nie idziemy pieszo do najbiedniejszej dzielnicy Gualey, bo prawdopodobnie wrócimy z niej w samych majtkach. Jeżeli idziemy na dyskotekę, nie musimy zabierać ze sobą kilkuset dolarów. Spotkałam się z sytuacją, że turyści zostali okradzeni, bo będąc w restauracji, położyli na stole portfele, telefony itp. Pamiętajcie, okazja czyni złodzieja, nie należy więc prowokować. Gdy zachowacie zdrowy rozsądek, nic nikomu się nie stanie, a wszędzie tam, gdzie jest dużo turystów, ulice patroluje specjalna jednostka policji Politur. Dominikana żyje z turystyki, więc jej władze nie mogą sobie pozwolić na stratę zaufania zagranicznych gości.
SŁUŻBA ZDROWIA
Ze służbą zdrowia w Republice Dominikańskiej jest jak z rosyjską ruletką, zależy, gdzie i na kogo traficie. Klucz do sukcesu stanowi wykupienie lokalnego ubezpieczenia zdrowotnego, które pozwala na normalne korzystanie z usług w przychodniach i szpitalach. Można je zakupić m.in. w takich firmach jak Universal czy Humano. Średni miesięczny koszt to ok. 50 dolarów. Oczywiście składka wyliczana jest indywidualnie, w zależności od wieku czy płci. Prywatne ubezpieczenie umożliwia nam korzystanie z prywatnych klinik, których na wyspie działa sporo. Największe zaskoczenie stanowi chyba fakt, że idąc na wizytę, należy opłacić jeszcze ryczałt, ok. 15 dolarów, a co za tym idzie – u lekarzy rzadko kiedy są kolejki, bo idą do nich ci, którzy naprawdę tego potrzebują. Jednak nawet w prywatnych klinikach może pojawić się problem z komunikacją w języku angielskim.
KULINARIA
Jeśli kojarzycie Dominikanę z suto zastawionym stołem pełnym ryb i owoców morza, to mam dla was złą informację. To nie ten kierunek. Za to jeżeli wiecie, czym jest la bandera, to jesteśmy w domu. Dla osób nie znających tego narodowego dania Republiki Dominikańskiej śpieszę z wyjaśnieniem. La bandera składa się z ryżu, fasoli w sosie własnym i mięsa, najczęściej kurczaka (bo jest najtańszy). Jak już wcześniej wspomniałam, ryż stanowi podstawę diety każdego Dominikańczyka, który je go przez 365 dni w roku. Spożywa biały ryż, oczywiście pochodzący z dominikańskich upraw, ale gotuje go też w wersji z fasolą czerwoną lub czarną czy kukurydzą.
Do najważniejszych smakołyków zaliczyłabym jeszcze kilka dań. Empanada przypomina w kształcie duży smażony pieróg, podawany z różnymi dodatkami – standardowo są to ser i szynka, kurczak, wołowina, ale ja polecam wersję z jajkiem. To świetna opcja szybkiego śniadania. Empanadas kupicie praktycznie na każdym rogu. Desayuno dominicano – śniadanie dominikańskie, składa się z purée z zielonych bananów (mangú), smażonego sera oraz salami. W czasie sezonu na awokado je również dostaniecie na talerzu. Sancocho – moja ukochana dominikańska zupa, najpyszniejsza taka domowa. Bardzo dobrą zjecie też w Santo Domingo przy Maleconie, czyli nadmorskiej promenadzie. To gęsta zupa z wieloma składnikami. Tradycyjnie powinno się ją gotować na siedmiu rodzajach mięsa. W dzisiejszych czasach raczej ogranicza się jedynie do trzech. Oprócz mięsa w sancocho mamy wiele rodzajów warzyw, kilka odmian manioku, zielone banany czy dynię. Dominikańczycy jedzą tę zupę z ryżem. Queso de hoja – ser z woreczka, biały ser z mleka krowiego, coś podobnego do niewędzonego oscypka. Najczęściej natrafimy na niego w okolicach centralnej Dominikany i doliny Cibao. Dominikańczycy zagryzają go krakersami. Chicharrón – smażona na głębokim tłuszczu wieprzowa skórka. Polewa się ją często sokiem z limonki, żeby złagodzić ilość tłuszczu w daniu. Tostones – dominikańskie frytki z zielonych platanów, smażone podwójnie na głębokim tłuszczu.
A co polecam do picia? Chocolate caliente – czekolada na gorąco, Dominikańczycy nie mają w zwyczaju jedzenia czekolady w kostkach, ale z uwagi na to, że są potęgą światową w produkcji kakao, to wyspecjalizowali się właśnie w czekoladzie na gorąco. Ta przygotowywana z przyprawami, takimi jak goździki, anyż czy cynamon, to prawdziwe niebo w gębie. Koniecznie jej spróbujcie! Café dominicano – kawa dominikańska, za najsłynniejszą markę uchodzi Café Santo Domingo (produkowana przez firmę INDUBAN), przygotowywana w kawiarce z przyprawami. Jeżeli poprosicie na ulicy o kawę, to będzie to ilość przypominająca raczej espresso niż półlitrowy kubek z sieciówki. Una fría – czyli zimne piwko Presidente, typu pilzner. Dominikańczykom najbardziej smakuje, kiedy jest naprawdę dobrze schłodzone, stąd nazwa una fría. Ta marka piwa powstała w 1935 r. na cześć nieżyjącego już dyktatora Trujillo (1891–1961).
A jeśli macie ochotę na drinki, to decydujcie się tylko na te na bazie wyśmienitego dominikańskiego rumu. Najpopularniejszym wyborem będzie cuba libre, czyli rum z colą, i santo libre – rum ze sprite’em.
CZY TU ZAWSZE ŚWIECI SŁOŃCE? CZYLI KILKA SŁÓW O POGODZIE
Pogoda przez cały rok dopisuje, bez problemu w szafie wystarczy mieć krótkie spodenki i japonki. Na sezon zimowy przyda się lekki sweterek, a po kilku latach być może włożycie też jeansy. Temperatura jest bardzo stała, różnice pomiędzy latem a zimą wynoszą ok. 3–5°C. Największa różnica dotyczy wilgotności powietrza. W sezonie letnim, a przeważnie zmiana pory roku następuje na przełomie kwietnia i maja, wilgotność wzrasta i przez pierwszy tydzień trzeba się przyzwyczaić, że odczuwalna temperatura jest nieco wyższa. Z powodu globalnego ocieplenia klimatu pogoda i w tej części świata uległa na przestrzeni ostatnich lat zmianie. Nie ma sensu w obecnych czasach mówić tutaj o porze suchej i deszczowej. Przez cały rok właściwie pada tak samo – krótkotrwale i gwałtownie. Często po 20–30 min deszczu nie ma już po nim śladu, nadal jest ciepło i wychodzi słońce. Ale opady mogą być takie same w styczniu, maju, wrześniu i listopadzie. Często pada nad ranem, więc większość osób nawet tego nie zauważa.
Mieszkając jednak w takim miejscu, należy wziąć pod uwagę fakt, że jest to region zagrożony huraganami. Te na szczęście rzadko nawiedzają Dominikanę, a jak sami Dominikańczycy mówią, to wyspa cudów, nic złego nie może się nam stać. Huragany przechodzą najczęściej raz na kilka lat i nie są standardem. Ostatnie większe z nich pojawiły się we wrześniu 2017 r.: Irma i Maria, ale nie pozostawiły po sobie wielu strat. W lipcu 2021 r. przeszedł huragan od południowej strony kraju. Jednak wówczas poza brzydką pogodą przez dwa dni nic specjalnego się nie wydarzyło. Na szczęście informacje na temat huraganów oraz ewentualnej konieczności zabezpieczenia się są podawane na bieżąco, więc nie ma szans, żeby coś kogoś zaskoczyło.
Pozostaje więc nam jeszcze odpowiedź na kluczowe pytanie… Co jest głównym motywatorem do przeprowadzki właśnie do Republiki Dominikańskiej? Dlaczego z roku na rok coraz więcej obcokrajowców pojawia się właśnie w tym karaibskim kraju?
Według mnie wszystkich łączy jedna cecha – chęć zmiany, oderwania się od szarej rzeczywistości pełnej polityki, kłótni i ciągłej pogoni za pieniądzem. Zmiana klimatu jest również ważnym aspektem. Wielu z nich zdecydowało się na przeprowadzkę po tym, jak spędzili udany urlop w Dominikanie, niektórzy zostają na dłużej, dla niektórych to krótki epizod, ale są też i tacy, którzy wracają jednak do siebie zniesmaczeni, że to nie miejsce dla nich. Dobre przygotowanie to podstawa. Ci, którzy uciekają z wyspy niezadowoleni, najczęściej nie byli na niej nigdy wcześniej i mieli zupełnie inne wyobrażenie i oczekiwania co do tego kraju.
Dlatego jeśli jeszcze nie wiecie, czy to wasze miejsce na ziemi, to polećcie do niego na tydzień lub dwa, ale nie do resortu, pomieszkajcie „na mieście”. Zobaczycie wówczas, czy nie przeszkadza wam hałas i nieraz też chaos dookoła, czy polubicie Dominikańczyków, zróbcie zakupy, zjedzcie lokalne przysmaki i bawcie się dobrze.
Dominikana jest specyficznym krajem, nie każdy się tu odnajdzie, nie wszyscy dadzą radę wyluzować się na tyle, żeby przymknąć nie raz i nie dwa oko na sytuacje, które w naszym, europejskim, otoczeniu nie miałyby prawa bytu. Ale jeżeli w waszej duszy gra radosny reggaeton i macie w sobie coś z Indian Taino, to jest spora szansa, że egzotyczna Republika Dominikańska okaże się waszym rajem na ziemi i drugim domem.



