W najnowszym, już 58., aż ponad 270-stronicowym, wydaniu magazynu „All Inclusive”, w dziale „EuroPodróże” Agnieszka Wasztyl zaprasza nas do fascynującej Islandii – krainy wulkanów, gejzerów i lodowców. Poniżej zamieszczamy początek jej wciągającego artykułu. Cały tekst o przyciągającej wielu podróżników Islandii można znaleźć na str. 214–222 najświeższego, jesienno-zimowego numeru magazynu „All Inclusive”, który dostępny jest pod tym linkiem: https://www.all-inclusive.com.pl/najnowszy-numer/

Zapraszamy gorąco do niezmiernie interesującej lektury! Agnieszka Wasztyl pisze, że: „Islandia to kraina lodu i ognia, położona na wulkanicznych wyspach na Oceanie Atlantyckim. Znana jest z zapierających dech w piersiach wodospadów, tryskających gejzerów i relaksujących basenów termalnych. Od wielu lat Islandia przyciąga miłośników natury z całego świata. Surowa, niemal nietknięta przyroda i tajemniczy krajobraz sprawiają, że przylatuje tu także coraz więcej polskich turystów. Tutejsi mieszkańcy wciąż wierzą w elfy, których domki, przemierzając główną wyspę, nazywaną po islandzku Ísland, można spotkać w wielu malowniczych miejscach. Silne podmuchy wiatru znoszą samochód raz w jedną, raz w drugą stronę. Pola i łąki spowija gruba warstwa śniegu, tworząc jednolitą białą przestrzeń bez wyraźnych granic. Niebo rozświetla feeria barw – od żółci, przez pomarańcz, aż po delikatny róż. Zaśnieżony krajobraz zdaje się nie mieć końca, a droga, którą podążamy, prawie znika w otaczającym ją białym pustkowiu. To niemal surrealistyczny widok. Poza granicami Reykjavíku panują znacznie niższe temperatury. Im dalej od stolicy, tym chłód jest bardziej odczuwalny. Lodowce zajmują ok. 10 proc. powierzchni Islandii, co jeszcze bardziej rozbudza wyobraźnię. W kraju znajduje się mniej więcej 130 wulkanów (z czego czynnych jest ok. 30), choć przewodniki podają różne liczby. Dojeżdżamy do Parku Narodowego Thingvellir (Þingvellir), który w 2004 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To zazwyczaj pierwszy punkt na trasie słynnego Złotego Kręgu (Golden Circle) – najpopularniejszego islandzkiego szlaku turystycznego. Park znajduje się ok. 40 km na północny wschód od Reykjavíku i jest unikatowym miejscem, które pozwala naukowcom badać geologię dna oceanu w warunkach naziemnych. Przez Islandię biegnie dolina ryftowa, przebiegająca wzdłuż Grzbietu Śródatlantyckiego, gdzie stykają się dwie ogromne płyty tektoniczne: eurazjatycka i północnoamerykańska. Co roku oddalają się od siebie o ok. 2,5 cm. Dolinę ryftową można zobaczyć na własne oczy i przejść pieszo z płyty północnoamerykańskiej na eurazjatycką. Geologicznie Islandia leży więc na granicy dwóch kontynentów. Pomiędzy płytami biegnie ścieżka w wąwozie Almannagjá. W parku, w jeziorze Thingvallavatn (Þingvallavatn), znajduje się też szczelina Silfra. Można w niej zanurkować i dotknąć obu płyt tektonicznych. Wiatr nie odpuszcza, a gęsty śnieg ogranicza widoczność. Mimo to niezrażeni idziemy wąwozem między płytami. Surowe, monumentalne skały robią duże wrażenie. Na trasie spotykamy wielu turystów – głównie ze Stanów Zjednoczonych. Na obszarze Thingvellir (Þingvellir) można zobaczyć także letnią rezydencję premiera kraju oraz drewniany kościółek z 1859 r., który wzniesiono w miejscu jednej z pierwszych islandzkich świątyń chrześcijańskich z początku XI stulecia (Þingvallakirkja). Wsiadamy do naszego busa i jedziemy do geotermalnej doliny Haukadalur zobaczyć słynne gejzery. Po drodze mijamy beztrosko pasące się na polach konie islandzkie. Zwierzęta wizualnie przypominają kuce, choć Islandczycy za to porównanie mogliby się obrazić. To rasa konia wyhodowana na Islandii. Koniki są odporne na mróz i śnieg, doskonale radzą sobie w trudnych warunkach. Żyją długo, rzadko chorują i mają łagodne usposobienie. Mieszkańcy nadają im imiona. Konie występują w folklorze nordyckim, są bohaterami wielu legend i mitów. Nie wolno ich importować, a raz wywiezione zwierzę nie może wrócić. Chodzi o zachowanie czystości rasy i ochronę koni przed chorobami. Podobno zakaz wprowadzono już w X w.”

I kończy swój pasjonujący artykuł o pełnej atrakcji i tajemnic Islandii w następujący sposób: „Centrum stolicy Islandii zwiedza się na piechotę. Reykjavík może nie ma zbyt wielu zabytków, ale jest bardzo przyjemnym i przyjaznym miastem z dużą liczbą galerii, klimatycznych pubów, klubów i lokalnych restauracji. Nazywa się go często „miastem artystów”. Tu swoje pierwsze kroki stawiali tacy muzycy jak zespół Sigur Rós, piosenkarka Björk czy grupa GusGus. Budynki w centrum 140-tysięcznego miasta zdobią kolorowe murale. Nie brakuje też urokliwych drewnianych domów. Nasz nocleg znajduje się w samym centrum Reykjavíku. Podczas spaceru pierwszym miejscem, które odwiedzamy, jest Kościół Hallgrímura (Hallgrímskirkja) – nowoczesna budowla inspirowana wyglądem wulkanicznych kolumn. Ma ponad 74 m wysokości. Wnętrze świątyni urządzone jest w stylu minimalistycznym. W środku można zobaczyć mające 15 m wysokości i ważące 25 t organy. Wbrew pozorom kościół nie jest zabytkiem. Jego budowa została ukończona w 1986 r. Przed wejściem do świątyni stoi pomnik Leifa Erikssona (Leifa Szczęśliwego, Leifura Eiríkssona, ok. 980–ok. 1020) – wikinga i prawdopodobnie pierwszego Europejczyka, który dopłynął do Ameryki Północnej, syna Eryka Rudego – islandzkiego banity i odkrywcy Grenlandii (ok. 982 r.). Z Kościoła Hallgrímura już tylko rzut beretem do słynnej tęczowej ulicy Skólavörðustígur, chętnie fotografowanej przez turystów z całego świata. W centrum miasta znajduje się niewielkie jezioro – Tjörnin – przy którym można zobaczyć gmachy Ratusza (Ráðhús Reykjavíkur), Narodowej Galerii Islandii (Listasafn Íslands), Uniwersytetu Islandzkiego (Háskóli Íslands) czy siedziby parlamentu islandzkiego (Althingu) – Alþingishúsið. Przy jednej z tutejszych restauracji uwagę przyciąga rzeźba świni ubrana w tradycyjny wełniany sweter i nauszniki. Docieramy do Starego Portu (Old Harbour, Gamla Höfnin), skąd można wypłynąć statkiem na poszukiwania wielorybów. Nasz wzrok przyciąga nowoczesna szklana sala koncertowa i centrum konferencyjne Harpa. Nieopodal wznosi się też stalowa rzeźba Sun Voyager (Sólfar), przypominająca szkielet łodzi. Spacerując wzdłuż wybrzeża, natrafiamy na nietypowy budynek – dom islandzkiego reżysera Hrafna Gunnlaugssona, nazywany także czasem „domem z recyklingu” lub „gniazdem kruka”. Z zewnątrz wygląda jak złomowisko, bo na pierwszy rzut oka nic tu do siebie nie pasuje. Reżyser kupił dom z zamiarem przekształcenia go w studio filmowe, ale plan nie wypalił. W środku i na zewnątrz można zobaczyć rekwizyty z jego filmów i rzeźby nawiązujące do wikingów. To właśnie tutaj na niebie podziwiałam zorzę polarną. Miłośnicy muzeów również nie będą się nudzić w islandzkiej stolicy, bo Reykjavík ma wiele do zaoferowania. Warto kupić bilety m.in. do centrum Aurora Reykjavík poświęconego zorzy polarnej, Muzeum Morskiego (Sjóminjasafnið í Reykjavík), Muzeum Saga czy Muzeum Sztuki (Listasafn Reykjavíkur). Furorę robi też futurystyczny Perlan z obrotową szklaną kopułą. Siedzibę ma tutaj Islandzkie Muzeum Historii Naturalnej (Náttúruminjasafn Íslands). W środku znajduje się lodowa jaskinia zrobiona z prawdziwego lodu. Ciekawe jest także Islandzkie Muzeum Fallologiczne (Hið Íslenzka Reðasafn – The Icelandic Phallological Museum). Jego nietypowa kolekcja liczy ponad 300 okazów penisów różnych ssaków – zarówno lądowych, jak i morskich – żyjących na islandzkich wyspach i w okalających je wodach. Największy eksponat stanowi prącie niebieskiego wieloryba. Ma 170 cm długości i waży 70 kg. Z kolei na obrzeżach miasta znajduje się interesującyskansen Árbæjarsafn, gdzie można zobaczyć, jak wyglądało tu życie przed wiekami. Na ulicach Reykjavíku mijamy mnóstwo młodych ludzi. W knajpach prawdziwe tłumy, choć ceny wysokie. Zamawiamy gulasz rybny z ziemniakami – plokkfiskur. Jest bardzo dobrze doprawiony i aromatyczny. Po prostu palce lizać! Islandzka kuchnia jest sycąca i pożywna. Warto spróbować grillowanego mięsa, ryb, owoców morza, islandzkich hot dogów (pylsa lub pulsa). Smaczny jest również gulasz jagnięcy – kjötsúpa. W restauracjach można trafić na dania z renifera, wieloryba i maskonura – choć polowanie na tego wodnego ptaka z rodziny alk w wielu krajach zostało już zakazane. Koneserzy mogą spróbować też tradycyjnej islandzkiej potrawy przygotowywanej z fermentowanego mięsa rekina polarnego – hákarl– oraz suszonych ryb.”