W najnowszym, już 59., rekordowym, aż 332-stronicowym, wydaniu magazynu „All Inclusive”, w dziale „Dalekie Podróże” Agnieszka Wasztyl zaprasza nas do fascynującego i pełnego cudownych atrakcji Meksyku. Poniżej publikujemy początek jej wciągającego artykułu. Cały tekst o pasjonującym Meksyku można znaleźć na str. 44–53 najświeższego, wiosenno-letniego numeru magazynu „All Inclusive”, który dostępny jest pod tym linkiem: https://www.all-inclusive.com.pl/najnowszy-numer/

Zapraszamy z całego serca do niezmiernie ciekawej lektury! Agnieszka Wasztyl pisze, że: „Kolonialne miasta, dziewicze kaniony i tajemnicze ruiny pamiętające czasy cywilizacji prekolumbijskich – Meksyk zachwyca różnorodnością, która wykracza daleko poza rajskie tropikalne plaże na popularnym półwyspie Jukatan (Península de Yucatán). W małych wioskach nadal żywe są tradycje rdzennych ludów, a w codziennym rytmie życia przeplatają się historie o dawnych rytuałach. Majowie wierzyli, że w Świętej Cenocie (Cenote Sagrado) mieszkał bóg deszczu i grzmotów Chac (Chaac). Składano mu ofiary z ludzi, żeby zapewnić sobie jego przychylność. Patrzę na tę jaskinię krasową w Chichén Itzá na Jukatanie i próbuję wyobrazić sobie moment, w którym ktoś tuż przed śmiercią staje na jej krawędzi. Wbrew temu, co wciąż powtarzają niektórzy przewodnicy, do świętej studni nie wrzucano tylko dziewic. Archeolodzy odnaleźli w niej szczątki chłopców, młodych mężczyzn i kobiet. Dzieci składano w ofierze przez ponad 500 lat. Dziś cenota jest zaniedbana, niemal zapomniana, ale dla Majów była przejściem – bramą między światem żywych a krainą umarłych, czyli Xibalbą. Na Jukatanie nie ma rzek ani jezior. Deszcz pada rzadko. Woda, najcenniejszy dar, kryje się pod ziemią. Cenoty – leje zapadliskowe wypełnione krystaliczną wodą – były dla Indian jedynym źródłem życia. Są tak głębokie, że łączą się z wodami gruntowymi. Pod powierzchnią ziemi biegną korytarze o długości nawet kilkuset kilometrów. Cenoty występują niemal wyłącznie na półwyspie Jukatan. Nikt nie wie, ile ich jest, choć mówi się o tysiącach. Do najbardziej znanych należy Ik Kil. Jej pionowe ściany porasta bujna roślinność, a z góry zwisają długie pnącza, jakby natura próbowała zasłonić wejście do innego świata. Studnia ma ok. 60 m średnicy i 48 m głębokości. Mnie jednak intryguje Cenote Sagrado. To tutaj odprawiano rytuały. Przed wiekami Chichén Itzá było nie tylko rozwiniętym miastem, lecz także centrum religijnym. Do dziś można tu zobaczyć największe w Mezoameryce Gran Juego de Pelota (mierzące ok. 168 m długości i 70 m szerokości), czyli boisko do świętej gry w ulamę (ullamaliztli), obserwatorium astronomiczne (El Caracol), Świątynię Wojowników (Templo de los Guerreros) i tzw. ścianę czaszek (tzompantli). Ale wzrok i tak przyciąga jedno miejsce – 30-metrowa Piramida Kukulkana (Zamek – El Castillo), stwórcy świata. Kamienna, monumentalna, doskonała w proporcjach, odzwierciedla kalendarz Majów. Ma 9 tarasów, po każdej ze stron znajdują się schody. Razem z górną platformą jest ich 365, czyli tyle, ile dni w roku. Stoję przed nią i czuję dreszcze. Z emocji. Chichén Itzá przyciąga tłumy, podobnie jak Uxmal, Tulum czy Calakmul. Są też jednak w Meksyku miejsca cichsze i spokojniejsze. Edzná – kameralna, niemal pusta, z monumentalną Świątynią (Pałacem) Pięciu Pięter (Templo de los Cinco Pisos). Albo Palenque, ukryte w gęstym lesie, gdzie wśród licznych budowli wyróżnia się piramida schodkowa z 9 poziomami i ponad 22 m wysokości – Świątynia Inskrypcji (Templo de las Inscripciones). W środku budowli odkryto grobowiec Pakala Wielkiego (K’inich Janaab’ Pakal, 603–683) – władcy, który rządził tym miastem-państwem Majów przez 68 lat.

Niecałe 2 godz. drogi dzielą Palenque od wodospadów Agua Azul (Cascadas de Agua Azul) w stanie Chiapas. Ten specjalny rezerwat biosfery UNESCO (Área de Protección de Flora y Fauna Cascadas de Agua Azul) zachwyca lazurową barwą, krystaliczną czystością i kaskadami, których jest tu aż 500. Białymi grzywkami z impetem uderzają o lustro wody. Błękitny odcień jest zasługą minerałów, zwłaszcza wodorotlenku magnezu i węglanu sodu. Najintensywniejszy niebieski kolor wody można zobaczyć w porze suchej, więc najlepiej wybrać się tutaj między listopadem a majem. W małych wioskach, przy stoiskach z pamiątkami, można podziwiać wyroby wykonane przez rdzennych mieszkańców, spróbować ich kuchni czy po prostu kupić jakiś drobiazg, aby wspomóc lokalną społeczność. Odświeżeni i zrelaksowani, jedziemy dalej.”

I kończy swój interesujący, meksykański artykuł w następujący sposób: „Wchodzimy na teren starożytnego miasta Teotihuacán, które w czasach swojej świetności było jednym z największych i najbardziej wpływowych ośrodków w Mezoameryce. W szczytowym okresie liczba mieszkańców mogła wynosić nawet 200 tys. Otacza nas przestrzeń, którą kiedyś wypełniały tysiące ludzi: handlowców, kapłanów, rzemieślników, a także wojowników. Do dziś nie wiadomo, która cywilizacja zbudowała to miasto ani kiedy dokładnie to nastąpiło. Naukowcy szacują, że pierwsze budowle mogły powstać już w II w. p.n.e., choć część z nich uważa, że miało to miejsce w kolejnym stuleciu. Obecną nazwę Teotihuacán zawdzięczamy Aztekom, którzy odkryli zapomniane miasto. Można ją przetłumaczyć jako „miejsce, z którego pochodzą bogowie”, „miejsce, gdzie rodzą się bogowie” lub „miejsce, w którym ludzie stają się bogami”. Tak naprawdę wciąż niewiele wiemy o tej prekolumbijskiej metropolii. Źródła podają rozbieżne daty powstania budowli, różnią się też ich wymiary. Badacze nie są również pewni, co doprowadziło do upadku Teotihuacán. Wśród hipotez pojawiają się te dotyczące zmian klimatu, chorób, karczowania lasów, a także niewystarczającej ilości pożywienia. Wiadomo, że w VII w. dużych zniszczeń dokonał pożar, a w X stuleciu miasto zostało opuszczone przez ostatnich mieszkańców – choć i w tym przypadku można natknąć się na różne daty. Upadek Teotihuacán stanowi jedną z jego największych tajemnic, tym bardziej że przez wiele wieków było samowystarczalne. Bogactwo zawdzięczało pobliskim złożom obsydianu, stosowanego do wyrobu narzędzi i broni, figurek, biżuterii i masek. W posągach bóstw osadzano nawet obsydianowe oczy. W tutejszej Cytadeli (La Ciudadela) trafiam na Piramidę Pierzastego Węża (Pirámide de la Serpiente Emplumada), w nahuatl, głównym języku Azteków – Quetzalcoatla, jednego z najważniejszych bogów w mitologii Mezoameryki, uważanego za współtwórcę świata. Mury świątyni ozdobione są jego wizerunkami. Co szokujące, pod piramidą znaleziono szkielety ok. 200 osób. Byli to głównie mężczyźni ze związanymi rękami, prawdopodobnie złożeni w ofierze wojownicy z naszyjnikami z ludzkich zębów. Idziemy wzdłuż Alei Zmarłych (Calzada de los Muertos). Ta szeroka 4-kilometrowa ulica była przed wiekami centralną arterią Teotihuacán. Dawniej znajdowało się przy niej ponoć ponad 200 budowli, platform i piramid. Aztekowie nadali jej taką nazwę, gdyż wierzyli, że liczne kopce po bokach alei są grobowcami. W oddali dostrzegam dwie piramidy – Księżyca i Słońca. Tę drugą – Pirámide del Sol – uważa się za trzecią największą w Mezoameryce (po 70-metrowej Świątyni IV, Świątyni Dwugłowego Węża w Tikal w Gwatemali i 66-metrowej Gran Pirámide w Choluli w stanie Puebla). Szacuje się, że jej budowę rozpoczęto w I w. n.e. Ma 65 m wysokości, a jej długość z każdej strony wynosi 225 m. Piramida robi ogromne wrażenie. Jej schody (obecnie 238, niegdyś 260) prowadzą ku niebu, ale wejście na szczyt jest zabronione. Budowla została objęta ochroną, żeby zachować jej niezwykłą strukturę i zapobiec dalszym zniszczeniom. Stojąc przed piramidą, czuję się malutka. Mój wzrok przyciąga Piramida Księżyca (Pirámide de la Luna), mniejsza, ale równie imponująca. Ma ponad 45 m wysokości i podstawę 140 na 150 m. Budowano ją etapami, prawdopodobnie między 100 a 450 r. n.e. – choć i w tym przypadku padają różne daty. Część źródeł podaje, że to najstarsza piramida w mieście, a jej konstrukcja ruszyła już w I w. p.n.e. Świątynia na jej szczycie poświęcona była kultowi Wielkiej Bogini (Chalchiutlicue) – opiekunki wody i urodzaju, patronki porodów. Nie sposób opisać emocji, jakie mi towarzyszą podczas zwiedzania Teotihuacán. To miasto na długo zostanie w mojej pamięci. A do Meksyku wrócę z pewnością. Oczy mi błyszczą już na samą myśl o ponownej wizycie w tym kraju. W końcu zostało tak wiele do zobaczenia. Na terenie tego państwa znajduje się aż ponad 50 tys. zarejestrowanych stanowisk archeologicznych. Spośród tej ogromnej liczby Narodowy Instytut Antropologii i Historii (Instituto Nacional de Antropología e Historia – INAH) nadzoruje i utrzymuje 187 głównych stref, które są dostępne dla zwiedzających przez cały rok.”