W Albanii (Shqipëria) wszystko jest blisko siebie: góry, morze, ruiny starożytnych miast i betonowe kopuły bunkrów rozsiane po polach. W ciągu jednego dnia można przejechać z chłodnej doliny w północnych Alpach Albańskich (Góry Północnoalbańskie) nad turkusową wodę riwiery. To kraj kontrastów, ale też surowego krajobrazu, wyraźnej historii i szybkich zmian.
Samolot podchodzi do lądowania nad równiną Tirany. W dole widać niską zabudowę, szerokie arterie, a w tle wyraźną linię gór. Albania nie wita przybysza widokiem rodem z południowoeuropejskiej pocztówki. Jest bardziej szorstka. Betonowe bloki sąsiadują z nowymi apartamentowcami, minarety z neonami kawiarni, a kilka kilometrów dalej zaczyna się krajobraz, który jeszcze dwie dekady temu był prawie niedostępny dla turystów.
Przez większość XX w. kraj funkcjonował w izolacji. Rządy Envera Hodży (Enver Hoxha, 1908–1985) zamknęły granice i wybudowały ponad 750 tys. bunkrów (po albańsku bunkerët), betonowych kopuł budowanych z myślą o wojnie, która nigdy nie przyszła. Dziś część z nich stoi w gajach oliwnych, inne przy drogach, niektóre zmieniły funkcję. Obecnie Albania szybko nadgania stracony czas. Drogi są coraz lepsze, infrastruktura turystyczna się rozwija, a południowe wybrzeże przyciąga coraz więcej gości.
Mimo tych zmian wciąż czuć, że to kraj w ruchu. Miasta się przebudowują, nadmorskie miejscowości powiększają mariny, w górach powstają nowe pensjonaty. A jednocześnie wystarczy kilka kilometrów, żeby trafić do miejsca, gdzie kończy się asfalt, a szlak prowadzi wzdłuż kamiennej doliny bez zasięgu sieci komórkowej. Albania nie jest już „nieodkryta”, ale wciąż daje przestrzeń, i to właśnie ta równowaga między rozwojem a surowością krajobrazu sprawia, że kraj tak przyciąga.
Albania zmienia się razem z wysokością i kierunkiem drogi. Na północy dominują ostre grzbiety Alp Albańskich i wąskie doliny. W centrum pojawiają się miasta z osmańską zabudową i betonowymi śladami XX w. Na południu krajobraz otwiera się na Adriatyk i Morze Jońskie z jasnym wybrzeżem, lagunami i stanowiskami archeologicznymi. Kilkaset kilometrów wystarcza, aby przejechać przez kilka różnych światów.
CENTRUM WŁADZY, PAMIĘCI I PORANNEJ KAWY
Prawie każda podróż po Albanii zaczyna się jednak w stołecznej Tiranie – miejscu, które łączy historię, politykę i codzienność.
Plac Skanderbega (Sheshi Skënderbej) stanowi dobry punkt startowy, bo skupia się w nim kilka warstw albańskich dziejów. Jasna, kamienna nawierzchnia została zaprojektowana tak, żeby symbolicznie łączyć różne regiony kraju, więc użyto kamienia z kilku części Albanii. Na środku stoi pomnik Skanderbega (właśc. Gjergj Kastrioti, ok. 1405–1468), XV-wiecznego dowódcy, który przez lata opierał się Imperium Osmańskiemu. Wokół placu zlokalizowano najważniejsze instytucje: Meczet Ethema Beja (Xhamia e Haxhi Et’hem Beut) z końca XVIII stulecia, Pałac Kultury (Pallati i Kulturës) z okresu komunizmu oraz Narodowe Muzeum Historyczne (Muzeu Historik Kombëtar) z charakterystyczną mozaiką na fasadzie.
Skala zabudowy jest dość niewielka. Budynki rzadko przekraczają kilka kondygnacji. Tutejsze ulice na ogół są szerokie, a centrum można przejść pieszo. Tirana nie buduje wizerunku na monumentalnych osiach ani klasycznych dzielnicach historycznych. Jej układ urbanistyczny to efekt kolejnych etapów przebudowy – od osmańskiej osady, przez włoskie wpływy z lat 30. XX w., po socjalistyczne planowanie przestrzenne.
Meczet Ethema Beja przetrwał okres po ogłoszeniu Albanii państwem ateistycznym i zamknięciu większości obiektów religijnych. Dziś to jeden z nielicznych zabytków sprzed XX stulecia znajdujących się w centrum miasta. Wnętrze zdobią bogate freski z motywami roślinnymi i pejzażowymi, rzadko spotykanymi w sztuce islamskiej. Kilkadziesiąt metrów dalej wznosi się gmach Narodowego Muzeum Historycznego, gdzie stała ekspozycja prowadzi od starożytności przez okres osmański aż po komunizm.
Historia XX w. jest w Tiranie obecna szczególnie wyraźnie. W latach 1944–1985 krajem rządził Enver Hodża, a Albania stała się jednym z najbardziej izolowanych państw Europy. Szacuje się, że w całym kraju wybudowano wtedy ponad 750 tys. bunkrów. Część z nich do dziś stoi przy drogach, na plażach, na wzgórzach. W Tiranie dwa duże schrony przeciwatomowe zostały przekształcone w muzea pod nazwą Bunk’Art. W Bunk’Art 1, położonym na obrzeżach miasta, zachowano sieć korytarzy i pomieszczeń przygotowanych dla władz państwowych. W Bunk’Art 2 w centrum można zobaczyć ekspozycję poświęconą aparatom bezpieczeństwa i policji politycznej. Betonowa infrastruktura, mapy, nagrania i dokumenty pokazują skalę kontroli, którą państwo sprawowało nad obywatelami.
Kilka przecznic od placu zaczyna się Blloku (Ish-Blloku). W czasach komunizmu była to strefa zamknięta, przeznaczona dla elit partyjnych. Dziś to jedna z najaktywniejszych części miasta. Restauracje, bary, księgarnie, sklepy z lokalnym designem zajęły przestrzeń, która jeszcze trzy dekady temu była niedostępna. W wielu lokalach serwuje się nowoczesne interpretacje kuchni albańskiej oraz dania inspirowane śródziemnomorskimi smakami.
Tirana to również miasto kawiarni. Już od rana stoliki przy ulicach są zajęte, espresso pije się powoli, rozmowy trwają długo. Kultura kawy jest tutaj widoczna i ma wymiar społeczny. Kawiarnie stanowią przestrzeń spotkań, wymiany informacji i codziennych rytuałów. W centrum trudno przejść kilkadziesiąt metrów, żeby nie minąć kolejnego lokalu.
Podczas pobytu można także wjechać kolejką linową na górę Dajti (Mali i Dajtit, 1613 m n.p.m.). Trasa ma ok. 4,5 km i prowadzi nad zabudową w stronę Parku Narodowego Dajti (Parku Kombëtar „Mali i Dajtit”). Z tej wysokości widać, jak stolica rozlewa się po równinie zamkniętej pasmami górskimi.
Tirana nie jest miastem jednej atrakcji. Jej charakter wynika z nakładania się epok i tempa zmian ostatnich 30 lat. W promieniu kilku kilometrów mieszczą się osmański meczet, socjalistyczna architektura, betonowy bunkier i nowe wieżowce. Dla większości turystów to punkt wyjścia do dalszej drogi: w stronę kamiennych miast południa, północnych dolin oraz wybrzeża, które rozwija się szybciej niż albańska infrastruktura jeszcze dekadę temu.

Historical oriental houses in the old city of Berat in Albania
MIASTO TYSIĄCA OKIEN
Z drogi prowadzącej z Tirany na południe Berat (Berati) widać dopiero w ostatniej chwili. Najpierw pojawia się dolina rzeki Osum, potem jasne zbocze gęsto zabudowane domami. Białe fasady ustawione są tarasowo jedna nad drugą, a rzędy okien tworzą regularny wzór. To właśnie z ich powodu Berat bywa nazywany „miastem tysiąca okien”. Nie jest to tylko poetycka metafora, lecz realny efekt struktury zabudowy: wielokondygnacyjnych domów z charakterystycznymi prostokątami okien skierowanymi ku dolinie.
Na historyczne centrum składają się dwie dzielnice: Mangalem po jednej stronie rzeki i Gorica po drugiej. Łączy je kamienny most z XVIII stulecia (Ura e Goricës), zbudowany na siedmiu przęsłach. Z tej przeprawy nad rzeką Osum najlepiej widać układ miasta. Zwarta zabudowa wspina się po zboczu, a nad nią dominuje zamek (Kalaja e Beratit). Osum wyznacza wyraźną oś krajobrazu. Wiosną bywa szeroka i brunatna, latem opada, odsłaniając kamieniste brzegi.
Historyczne centrum miasta Berat znajduje się od 2008 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i zachowało osmański układ urbanistyczny. Wąskie uliczki prowadzą pod górę między kamiennymi murami, drewnianymi balkonami i niskimi bramami. Wiele domów jest nadal zamieszkanych. To nie skansen, lecz miejsce, gdzie toczy się codzienne życie. Widać otwarte drzwi, suszące się pranie, małe sklepy spożywcze.
Najwyżej położony punkt miasta to twierdza Kalaja e Beratit (214 m n.p.m.). Zajmuje całe skaliste wzgórze, a funkcję obronną pełniła już w czasach starożytnych. Obecne mury w dużej mierze pochodzą z okresów bizantyjskiego i osmańskiego. Nie otaczają one jednego monumentalnego obiektu, lecz niewielkie domy, wąskie uliczki i kilka cerkwi. To osobna, żyjąca dzielnica. Spacer po murach pozwala zobaczyć pełną panoramę doliny Osum i rozmieszczenie zabudowy.
W Berat zachowało się kilkanaście świątyń chrześcijańskich z freskami z XVI i XVII stulecia. W jednej z nich mieści się Muzeum Ikon Onufrego (Muzeu Ikonografik Onufri), nazwane od imienia tutejszego XVI-wiecznego ikonografa i malarza. Stosowana przez niego charakterystyczna intensywna czerwień jest rozpoznawalna do dziś. Obecność cerkwi i meczetów w jednym mieście dobrze pokazuje, jak przez stulecia współistniały tu różne tradycje religijne.
Na poziomie ulicy życie toczy się spokojnie. Przy głównych ciągach komunikacyjnych działają małe restauracje i kawiarnie. W menu pojawia się tavë kosi (zapiekanka z jagnięciny i jogurtu), grillowane mięsa, warzywa z lokalnych upraw, sałatki z oliwą i serem. W sezonie letnim stoliki wychodzą na zewnątrz, pod drzewa lub w stronę rzeki. Wieczorem światło odbija się w oknach domów na zboczu.
Berat różni się od Tirany tempem i skalą. Zamiast szerokich placów i nowych inwestycji mamy tutaj kamień, drewno i wyraźną topografię. Zamiast szybkiej transformacji – ciągłość zabudowy i zachowany układ przestrzenny. W jednym miejscu można zobaczyć ślady starożytności, okresu bizantyjskiego, panowania osmańskiego i współczesnej Albanii. A to wszystko w obrębie jednego wzgórza i jednej doliny rzeki.
KAMIENNE DACHY NAD DOLINĄ DRIN
Dalej na południe droga staje się bardziej wymagająca: zakręty ciaśniejsze, zbocza bardziej strome, a zabudowa rzadsza. Gjirokastra (Gjirokastër, Dżirokastra) pojawia się dopiero na pewnej wysokości. Kamienne domy wspinają się po stromym zboczu nad doliną rzeki Drin (Drini). W przeciwieństwie do jasnego Beratu tu dominuje chłodna szarość. Miasto nie odbija światła. Raczej je pochłania.
Gjirokastra również znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (od 2005 r.), ale ma inny charakter niż Berat. Zabudowa jest tutaj masywniejsza, surowsza. Domy z XVIII i XIX w. przypominają niewielkie twierdze: wysokie, z grubymi murami i wąskimi oknami w dolnych partiach. W przeszłości pełniły funkcję zarówno mieszkalną, jak i obronną. W regionie często dochodziło do lokalnych konfliktów rodowych, dlatego architektura miała zapewniać bezpieczeństwo.
Nad miastem dominuje twierdza (Kalaja e Gjirokastrës, Kalaja e Argjirosë – 336 m n.p.m.), jedna z największych na Bałkanach. Z jej murów widać całą dolinę Drin i układ dachów poniżej. Forteca była rozbudowywana przez kolejne epoki – od średniowiecza po czasy osmańskie. Dziś mieści się tu muzeum broni oraz niewielka ekspozycja poświęcona historii miasta. Na dziedzińcu stoi amerykański samolot szkolno-treningowy Lockheed T-33 Shooting Star z czasów zimnej wojny. Według albańskiej wersji wydarzeń maszyna w grudniu 1957 r. naruszyła przestrzeń powietrzną kraju i została zmuszona do lądowania przez lotnictwo Albanii. Z kolei w zachodnich źródłach pojawia się informacja, że samolot podczas lotu nad Adriatykiem stracił orientację i pilot sam zdecydował się na lądowanie. Incydent szybko wykorzystano propagandowo, a maszyna została zachowana jako symbol konfrontacji z czasów izolacji kraju.
Gjirokastra to także miejsce urodzenia Envera Hodży. W jego domu rodzinnym, zrekonstruowanym po pożarze, działa obecnie Muzeum Etnograficzne (Muzeu Etnografik i Gjirokastrës). Sam fakt, że pochodził stąd dyktator, długo wpływał na status miasta i lokalne inwestycje. W czasach komunizmu Gjirokastra była uprzywilejowana. Remontowano budynki, dbano o infrastrukturę. Po 1990 r. przyszła stagnacja, a dopiero w ostatnich latach rozpoczęła się intensywniejsza renowacja historycznej zabudowy.
Spacer po tym mieście-muzeum wymaga dobrej kondycji. Ulice są strome i wyłożone nierównym brukiem. Ruch samochodowy został tutaj ograniczony, dlatego najlepiej poruszać się pieszo. W wielu domach działają małe pensjonaty i restauracje. Wnętrza zachowały tradycyjny układ: duże, wspólne pomieszczenia na górnych kondygnacjach, drewniane stropy, szerokie okna z widokiem na dolinę.
W restauracjach serwuje się dania charakterystyczne dla południowej Albanii, czyli faszerowane warzywa, pieczone mięsa, świeże sery, domową oliwę. W regionie produkuje się również wino oraz rakiję (raki), często serwowaną przed posiłkiem, aby pobudzić apetyt. Kuchnia jest prostsza niż na wybrzeżu, w mniejszym stopniu oparta na owocach morza, w większym – na produktach z doliny i gór.
Gjirokastra to jedno z tych miejsc, gdzie historia nie stanowi wyłącznie tła. Widać ją w architekturze, w układzie ulic, w opowieściach mieszkańców. Miasto nie zostało odcięte od współczesności, ale jego struktura pozostaje czytelna. Pokazuje południową Albanię z innej perspektywy – surowszej, bardziej kamiennej, mniej turystycznej niż nadmorska część kraju.

Albania Tirana. Bunk Art 2. Museum to remember the persecution of the communist regime Bunk Art 2. Interior inside the wall of memory, the persecuted photos of the communist regime. 16.11.2023
DOLINA POD ŚCIANĄ ALP ALBAŃSKICH
Na północy Albania przestaje być krajem łagodnych wzgórz. Droga SH21, prowadząca z okolic Szkodry (Shkodër, Shkodra) w stronę Theth (Thethi), wspina się serpentynami w głąb Alp Albańskich. Jeszcze kilka lat temu przeważnie szutrowa, dziś jest asfaltowa, ale nadal wąska i kręta. Wysokość szybko rośnie, sygnał w telefonie zanika, zabudowa staje się rzadsza.
Dolina Theth leży na wysokości ok. 745–770 m n.p.m., otoczona stromymi, skalistymi ścianami. Nad wioską dominują masyw Radohima (Maja Radohimës, 2568 m n.p.m.) i charakterystyczny szczyt Maja e Jezercës, najwyższy w całych Alpach Albańskich, sięgający 2694 m n.p.m. To zupełnie inny krajobraz niż w centrum czy na południu kraju. Zamiast kamiennych miast są tutaj rozproszone domy z drewnianymi werandami, pastwiska i surowe zbocza.
Theth przez lata zimą odcięte było od reszty kraju. Śnieg blokował przełęcz, a mieszkańcy funkcjonowali w izolacji przez kilka miesięcy w roku. Sytuacja się poprawiła, ale wciąż czuć, że to teren o wyraźnym górskim charakterze. Infrastruktura jest prosta: rodzinne guesthouse’y, niewielkie sklepy, kilka restauracji serwujących domowe jedzenie.
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów doliny stanowi kamienna wieża kościoła (Kisha e Thethit) – biała fasada i prosta bryła na tle stromych zboczy. Kilkaset metrów dalej znajduje się tzw. wieża odosobnienia (kulla e ngujimit), w której w przeszłości przebywali mężczyźni objęci krwawą zemstą rodową. Zwyczajowe prawo kanunu przez stulecia regulowało stosunki między rodzinami, a jego ślady są obecne w opowieściach tutejszych mieszkańców do dziś.
Z Theth prowadzi kilka szlaków trekkingowych. Najbardziej znany to trasa do Doliny Valbony (Lugina e Valbonës), ok. 17 km przez przełęcz o tej samej nazwie na wysokości blisko 1800 m n.p.m. Szlak jest nieźle oznakowany, ale wymaga dobrej kondycji. Podejście trwa kilka godzin, różnicę wysokości da się odczuć, a w wyższych partiach teren jest odsłonięty. Panorama obejmuje ostre, skaliste grzbiety i głębokie doliny bez widocznej zabudowy.
W pobliżu doliny znajdują się też wodospad Grunas (Ujëvara e Grunasit) oraz Syri i Kaltër, czyli tzw. Blue Eye – źródło o intensywnie turkusowej barwie. Woda wypływa spod skały z dużą siłą, a jej temperatura nawet latem pozostaje niska. Dojście zajmuje ok. 1 godz. spacerem z centrum wsi.
Theth to dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów na mapie albańskiego outdooru. Sezon letni przyciąga trekkingowców z całej Europy, ale poza nim dolina pozostaje spokojna. Nie ma tu dużych hoteli ani rozbudowanych resortów. Noclegi oferowane są głównie przez rodziny, które przygotowują dla gości kolacje z lokalnych produktów – serów, warzyw i mięsa z własnych gospodarstw.
PÓŁNOC BEZ MOSTÓW
Do przystani nad jeziorem Koman (Komani, Liqeni i Komanit) nie prowadzi szeroka trasa ekspresowa. Ostatnie kilometry to wąska, miejscami nierówna droga wijąca się wzdłuż zboczy. Rano przy nabrzeżu zbierają się samochody terenowe, busy z turystami, lokalni mieszkańcy przewożący towary. Prom nie stanowi tutaj wyłącznie atrakcji. Brak dróg dojazdowych sprawia, że pełni on ważną funkcję transportową. Dla niektórych rodzin to najłatwiejszy sposób dotarcia do sąsiedniej doliny.
Jezioro Koman to sztuczny akwen, który powstał w latach 70. i 80. XX w. w wyniku budowy zapory na rzece Drin. Dziś tworzy długi, wąski zbiornik wodny wciskający się między strome, skaliste ściany. Szerokość miejscami jest niewielka, a zbocza opadają niemal pionowo do wody. Wrażenie jest inne niż nad klasycznym jeziorem, bo bardziej przypomina fiord, choć to efekt działalności człowieka.
Rejs trwa kilka godzin, w zależności od trasy i przystanków. Woda jest spokojna, kolor wraz ze zmieniającym się światłem przechodzi od głębokiej zieleni po jasny turkus. Na brzegach prawie nie ma zabudowy. Widać tylko pojedyncze domy przyklejone do zbocza albo niewielkie przystanie z drewnianym pomostem.
Na otwartym pokładzie daje się we znaki wiatr, zwłaszcza w chłodniejsze dni. W miarę jak prom przesuwa się w głąb zbiornika, krajobraz staje się surowszy. Skały są jasne, miejscami niemal białe, porośnięte niską roślinnością. Wysokość ścian bywa imponująca, bo to kilkaset metrów różnicy między wodą a grzbietem.
Jezioro Koman uznaje się za jedno z najbardziej spektakularnych miejsc północnej Albanii, ale jego siła wynika raczej z proporcji niż z pojedynczego, efektownego widoku. Wrażenie buduje się stopniowo, wraz z kolejnymi zakrętami i zwężeniami między skalnymi ścianami.
Rejs często łączy się z trekkingiem między Doliną Valbony a Theth. Część podróżnych traktuje jezioro jako etap przejazdu, inni zostają na dłużej w małych gospodarstwach nad wodą. Nocleg w takim miejscu oznacza ciszę przerywaną jedynie dźwiękiem silnika przepływającej łodzi albo odgłosem wiatru odbijającego się od skał.
Po kilku godzinach rejsu widać, jak bardzo północ kraju jest rozdrobniona przez doliny i grzbiety. To tłumaczy, dlaczego jeszcze niedawno wiele miejsc było trudno dostępnych. I dlaczego nawet dziś podróż przez tę część Albanii wymaga czasu, cierpliwości i gotowości na zmienną logistykę.

Panoramic view from the top on the resort Himare town. Beautiful summer cloud mountain landscape. Ionian sea. Albania.
TURKUSOWY RAJ
Droga przez przełęcz Llogara (Qafa e Llogarasë) zaczyna się wysoko w górach, a kończy gwałtownym zjazdem w stronę Morza Jońskiego. Na ponad 1000 m n.p.m. widać jeszcze skaliste zbocza i sosny, kilkanaście minut później pojawia się rozległa tafla wody. Ten odcinek dobrze pokazuje, jak szybko w Albanii zmienia się krajobraz i jak wyraźnie południe różni się od dolin na północy.
Riwiera Albańska rozciąga się wzdłuż wybrzeża Morza Jońskiego między Llogarą a miejscowością Ksamil. Linia brzegowa jest nieregularna, z zatokami wciskającymi się między skaliste cyple. Woda przy bezchmurnym niebie ma intensywny kolor i przechodzi od ciemnego granatu dalej od brzegu do jasnego turkusu przy skałach. W wielu miejscach dno szybko opada, plaże są kamieniste, miejscami żwirowe.
Dhërmi to jedna z pierwszych większych miejscowości po zjeździe z przełęczy. Nowa zabudowa powstaje tu szybko. Pojawiają się nowoczesne apartamentowce, niewielkie hotele butikowe, kompleksy z basenami. Wyżej, na zboczu, leży starsza część miasteczka z kamiennymi domami i wąskimi ulicami. Kontrast między nową linią brzegową a historyczną zabudową jest wyraźny. W sezonie letnim plaże są wypełnione leżakami, a wieczorami działają kluby i beach bary. Poza sezonem Dhërmi wraca do spokojniejszego rytmu.
Himara (Himarë) ma bardziej uporządkowany charakter. Wzdłuż brzegu ciągnie się promenada, przy nabrzeżu cumują niewielkie łodzie rybackie. W ostatnich latach powstało tutaj kilka większych hoteli z widokiem na morze oraz liczne pensjonaty prowadzone przez rodziny. Widać, że turystyka stała się tu głównym źródłem dochodu, ale skala zabudowy wciąż jest mniejsza niż w klasycznych kurortach śródziemnomorskich.
Im dalej na południe, tym intensywniejszy rozwój. Ksamil, położony niedaleko granicy z Grecją, stał się w ostatnich latach symbolem albańskiej turystyki masowej. Niewielkie wyspy przy brzegu i płytka, jasna woda w lipcu i sierpniu przyciągają tysiące osób. W sezonie ruch jest duży, ceny wyższe niż w innych częściach kraju, a rezerwacje hoteli i apartamentów trzeba planować z wyprzedzeniem. Zabudowa zagęszcza się z roku na rok, powstają nowe kompleksy noclegowe, restauracje i prywatne plaże.
Riwiera pokazuje Albanię w momencie intensywnej zmiany. Jeszcze dekadę temu wiele odcinków wybrzeża było słabo zagospodarowanych. Dziś pojawiają się inwestycje zagraniczne, nowe drogi, większe obiekty hotelowe. Część projektów budzi dyskusje, szczególnie w kontekście ochrony krajobrazu i dostępu do plaż. Jednocześnie to właśnie rozwój infrastruktury sprawił, że region stał się dostępny dla szerszego grona podróżnych.
Struktura noclegowa jest tu zróżnicowana. Obok nowoczesnych hoteli z basenami funkcjonują rodzinne pensjonaty i apartamenty wynajmowane przez lokalnych mieszkańców. Ceny wciąż pozostają niższe niż w Chorwacji czy we Włoszech, choć w najpopularniejszych miejscowościach różnica stopniowo się zmniejsza. W sezonie letnim widać napływ turystów z Europy Zachodniej i krajów bałkańskich.
Kuchnia na wybrzeżu skręca wyraźnie w stronę morza. W menu pojawiają się grillowane ryby, kalmary, mule, sałatki z oliwą i świeżymi warzywami. Restauracje przy plażach konkurują widokami i świeżością produktów. W mniejszych miejscowościach wciąż można znaleźć proste tawerny bez rozbudowanego wystroju, gdzie głównymi atutami są jakość ryb i tempo obsługi.
Riwiera Albańska nie jest już „odkryciem”, ale wciąż nie osiągnęła skali największych kurortów śródziemnomorskich. To etap przejściowy między lokalnym wybrzeżem a międzynarodowym kierunkiem wakacyjnym. Widać potencjał, widać inwestycje, widać też napięcie między rozwojem a zachowaniem krajobrazu.
Po północnych dolinach i kamiennych miastach południe wygląda zupełnie inaczej. Drogi są lepsze, dystanse krótsze, tempo bardziej wakacyjne. W jednym dniu można zjechać z Llogary nad samo morze, zatrzymać się w zatoce i wieczorem obserwować, jak światło odbija się od wody.
Ze względu na pocztówkowe krajobrazy, jasny piasek i przejrzystą wodę riwierę często określa się mianem „albańskich Karaibów”. Naturalnie zamyka ona trasę wiodącą przez Albanię – tam, gdzie góry opadają w stronę Morza Jońskiego i kończy się ląd.
AGNIESZKA KASZUBA



