W najnowszym, wiosenno-letnim wydaniu magazynu „All Inclusive” w dziale „EuroPodróże” modny i poczytny autor R.A. Olek, ekspert od Portugalii i Brazylii, zabiera nas do nieoczywistej Portugalii… Poniżej zamieszczamy początek jego obszernego artykułu. Dziękujemy również za miłą, owocną i profesjonalną współpracę przy powstaniu tego brazylijskiego artykułu BCT Incentive, Monte Palace Madeira Tropical Garden, Melia Madeira Mare i Osiris Portugal & Spain DMC. Cały wciągający tekst o nieoczywistej Portugalii można przeczytać na str. 122–133 najnowszego, wiosenno-letniego numeru magazynu All Inclusive, który dostępny jest pod tym linkiem: https://www.all-inclusive.com.pl/najnowszy-numer/

Zapraszamy z całego serca do interesującej lektury! R.A. Olek pisze, że: „O Portugalii łatwo pisać zimą, kiedy za oknem mróz, śnieg i chciałoby się poleżeć w złocistych okolicznościach atlantyckich plaż. Tam jest inaczej, cieplej, milej. Chętnie wraca się do wspomnień słonecznych dni urzekających lekką bryzą, szumem fal, widokiem strzelistych klifów, do jakich nasze orłowskie nie mają startu. Chciałoby się znów skosztować owoców morza i wina, których u nas nie sposób doświadczyć, choćby nawet wykupić całą (portugalską przecież) Biedronkę. W Portugalii jest – jak się nam wydaje – milej, cieplej, bardziej wakacyjnie. Czy aby wszędzie, zawsze i na pewno? Sprawdźmy… Obraz „śródziemnomorskich tropików” odpowiada prawdzie tylko w części, bo zimą w Portugalii pada (choć nie wszędzie i nie zawsze), niskie temperatury potrafią dokuczyć, a i sztormy uderzają nieporównywalnie większe niż u nas, jak choćby ten na początku 2026 r., który poharatał wybrzeża środkowej Portugalii. Pojawiły się wówczas kilkumetrowe fale, wiatr o prędkości nawet do 200 km/godz., że aż dachy zrywało, do tego kilka tygodni deszczu. A przecież nie wszystkie domy w tym kraju mają ogrzewanie, więc zimą do Portugalii podróżować można, ale ze świadomością pewnego ryzyka. A latem? Cóż – zdecydowanie lepiej, choć w szczycie lipcowych upałów łatwo tam o miejsca wypalone słońcem, w których czasami wręcz nie da się wytrzymać. Do tego w miastach niemal wszędzie tłumy i przejść trudno, a portugalski usłyszeć jeszcze trudniej. Zniechęciłem was? Jeśli nie, proszę, czytajcie dalej. Uwielbiam Portugalię, w każdym wydaniu. Północną, środkową, południową i wyspy. Jest moja, czuję się tam u siebie, choć wiem, że u siebie nie jestem, nawet jeśli jako tako opanowałem język portugalski. Łatwo tu się wtopić w międzynarodową atmosferę, bo Portugalia to kraj imigrantów, ale poza większymi miastami, jak Lizbona, Porto, Sintra czy Albufeira, nie widać tego aż tak bardzo. Prowincja zachowała swój lokalny charakter, co stanowi jej wielki atut. Dlatego właśnie kiedy myślę o „mojej Portugalii”, to nie te cztery miasta mam przed oczami. Je warto odwiedzić, gdy jest się tutaj po raz pierwszy czy drugi. Ale nie są już „moje”, bo zadeptali je turyści. Opowiem wam więc o innej Portugalii – mniej oczywistej, mniej obleganej, prowincjonalnej. Tej, do której sam jeżdżę na wakacje i którą poleciłbym znajomym. Jako wieloletni menedżer ds. turystyki miałem okazję poznać Portugalię nie tylko służbowo – z perspektywy katalogowych kurortów, lecz także prywatnie – poprzez autentyczność, smak wina na lokalnym targu, zapach plantacji korka w Alentejo czy zapach pleśni w piwnicach Vila Nova de Gaia na południowym brzegu rzeki Duero (port. Douro), gdzie mieszkałem i pracowałem. Codziennie spacerowałem przez Porto: handlową Rua de Santa Catarina, przez gwarne Mercado do Bolhão, dostojne Praça da Liberdade do kameralnego Praça do Coronel Pacheco. Zapamiętałem Portugalię jak drugi dom, zatem…

Zapraszam do lektury mojej subiektywnej listy portugalskich przebojów, bez Lizbony i Porto. Dla porządku – z północy na południe.”

Czytaj dalej na: https://www.all-inclusive.com.pl/portugalia-nieoczywista/