Rynek nieruchomości premium w Hiszpanii przyciąga coraz więcej polskich inwestorów, którzy traktują go jako poważną strategię budowania kapitału. Wyraźnie zmienia się profilu kupującego. – Od nabywcy pierwszego zagranicznego apartamentu do doświadczonego inwestora, który szuka rentownego ulokowania kilkuset tysięcy lub nawet miliona euro – mówi Robert Reiski, współwłaściel agencji nieruchomości By-Bright.
Nieruchomości w segmencie premium na Costa del Sol odnotowują wzrosty wartości sięgające nawet 30 proc. rocznie, podczas gdy średnia rynkowa dla regionu oscyluje wokół 10-13 proc. To właśnie ta dysproporcja sprawia, że luksusowe flipy – zakup, remont i sprzedaż droższych obiektów – stają się coraz częstszą strategią.
– Jedna z naszych klientek kupiła apartament przy samym morzu za równowartość miliona zł. Obiekt powstał jeszcze w latach 80-90 w stylu mauretańskim, czyli dość specyficznym. Włożyła w remont kilkaset tys. zł i sprzedała go po pół roku za ponad 2 mln euro. Taki przyrost jest tu możliwy, ale trzeba wiedzieć, czego szukać – opowiada Robert Reiski.
Lokalizacja jako fundament strategii inwestycyjnej
W odróżnieniu od zakupu na własny użytek, gdzie decyduje gust, widok z okna czy bliskość plaży, to inwestycja czysto inwestycyjna wymaga innego podejścia. Kluczowe są: właściwa lokalizacja, moment wejścia na rynek oraz umiejętność rozpoznania obiektów z potencjałem wzrostu wartości. Najatrakcyjniejsze z punktu widzenia zwrotów są obszary premium: Marbella, Puerto Banús, Benahavis oraz zachodnia część Costa del Sol.
– Dla klientów, którzy inwestują milion euro i więcej, stopa zwrotu rzędu 35 proc. w perspektywie 2-3 lat to realny wynik, którzy pojawia się w kolejnych transakcjach. Kluczem jest wejście we właściwym momencie cyklu cenowego i wybór lokalizacji, która ma ograniczoną podaż przy rosnącym popycie – wyjaśnia Robert Reiski.
Hiszpania kontra kierunki egzotyczne — co wychodzi drożej?
Polscy inwestorzy coraz częściej porównują oferty z różnych rynków: Tajlandii, Omanu, Dubaju. Ceny wejścia w Hiszpanii są wyższe niż na wielu rynkach azjatyckich, ale perspektywiczne zestawienie kosztów, ryzyka i zwrotów wypada na korzyść Półwyspu Iberyjskiego.
– Kiedy zestawiamy ze sobą realne zwroty, pewność prawną transakcji i perspektywę wzrostu wartości w czasie, Hiszpania okazuje się bardzo konkurencyjna, nawet pomimo wyższego progu wejścia. Dla kogoś, kto myśli o tym poważnie i długoterminowo, to często lepsza decyzja – mówi Joanna Ossowska-Rodziewicz, współwłaścicielka agencji nieruchomości By-Bright.
Zmieniający się profil polskiego inwestora
Rynek rejestruje też zmianę wśród kupujących. Jeszcze kilka lat temu typowy polski nabywca nieruchomości w Hiszpanii szukał jednego apartamentu wakacyjnego.
– Dziś coraz częściej są klienci, którzy mają już jedną nieruchomość w Hiszpanii, wynajmują ją i wracają po drugą – tym razem dla siebie lub jako kolejny instrument inwestycyjny. To dojrzały, świadomy uczestnik rynku, który rozumie zasady działania tego segmentu – dodaje Robert Reiski.



