Maso Corto większości polskich turystów kojarzy się z nartami i lodowcem. Latem ta sama dolina pokazuje inne oblicze: mniej ludzi, dłuższe dni, trasy prowadzące wysoko nad miejscowość, kolejkę na lodowiec i wieczory po całym dniu spędzonym w górach.
Lodowiec po sezonie narciarskim
W maju, kiedy kończy się sezon narciarski na lodowcu w Val Senales, Maso Corto wciąż stoi między zimą a wiosną. Rano przy dolnej stacji kolejki śnieg potrafi jeszcze skrzypieć pod butami, a kilka godzin później na tarasach pojawia się mocne, południowotyrolskie słońce. Narciarze siedzą przed schroniskami bez pośpiechu, sprzęt powoli znika z hotelowych korytarzy, a dolina zaczyna przechodzić w letni sezon.
Latem Maso Corto może okazać się nawet ciekawsze niż zimą. W sezonie narciarskim większość gości przyjeżdża tu dla lodowca, śniegu i jazdy na nartach. Po zimie zostają góry, szlaki i cisza, której nie trzeba specjalnie szukać. Val Senales nie przypomina klasycznego wakacyjnego kurortu. Nie ma promenad, głośnych deptaków ani wieczornego życia ustawionego pod turystów. Po zmroku słychać głównie wodę spływającą z gór, pojedyncze rozmowy z hotelowych restauracji i zwykły ruch małej miejscowości na końcu doliny.
Maso Corto leży wysoko i na uboczu. Dalej są już skały, lodowiec i przełęcze prowadzące w stronę Alp Ötztalskich. Rano światło pojawia się tu później niż w niżej położonych miejscowościach Południowego Tyrolu, bo góry długo trzymają cień. Dopiero około śniadania słońce schodzi do samej miejscowości i wtedy dobrze widać, jak latem zmienia się jej kolor. Zamiast zimowej bieli i szarości skał pojawia się zieleń hal, ciemne drewno balkonów, mokre kamienie przy potokach i ścieżki prowadzące w stronę schronisk.
Wystarczy odejść kilkanaście minut od hotelu, żeby zobaczyć Maso Corto z innej perspektywy. Z góry lepiej widać, jak niewielka jest to miejscowość i jak mocno zależy od położenia: kończy się zabudowa, zaczynają się hale, skały i trasy prowadzące wyżej w stronę lodowca.
W centrum letniego pobytu pozostaje Aparthotel Maso Corto.
Polska baza na końcu doliny
Aparthotel Maso Corto to jedno z tych miejsc, które Polacy znają od lat i do których regularnie wracają. W restauracji dużo częściej słychać polski niż inne języki, dzieci biegają między stolikami, a wieczorami przy pizzy, winie i południowotyrolskich daniach goście rozmawiają o trasach na kolejny dzień. Nie ma tu atmosfery anonimowego hotelu, w którym każdy znika po śniadaniu i wraca tylko po klucz. Bardziej przypomina dużą górską bazę, do której część osób przyjeżdża od wielu sezonów.
Duża w tym zasługa rodziny Platzgummer. Szczególnie Seppa Platzgummera, którego trudno nie zauważyć. Jest obecny właściwie cały czas. Raz rozmawia z gośćmi przy recepcji, chwilę później sprawdza coś przy restauracji albo zatrzymuje się przy grupie wracającej z gór. W takich miejscach szybko widać różnicę między obiektem prowadzonym z dystansu a hotelem, w którym właściciele są na miejscu i znają codzienność gości.
Latem Aparthotel funkcjonuje inaczej niż zimą. Rano większość osób wychodzi wcześnie. Jedni ruszają na trekkingi, inni pakują rowery, ktoś jedzie pierwszą kolejką na lodowiec. Około południa hotel niemal pustoszeje. Goście wracają późnym popołudniem, często z czerwonymi od słońca twarzami, kurzem na butach i plecakami odstawianymi pod ścianę jeszcze przed wejściem do pokoju.
Wieczorem przy basenie robi się spokojnie. W saunie siedzą głównie osoby, które spędziły cały dzień wysoko w górach. Z restauracji dochodzi zapach pizzy, ciasta i prostych dań, które po kilku godzinach marszu smakują inaczej niż w mieście. Na stołach pojawiają się knedle, speck, sery, lokalne pieczywo i klasyczne włoskie dania. To kuchnia pogranicza, podobnie jak cały Południowy Tyrol: trochę alpejska, trochę włoska, bez potrzeby wybierania jednej strony.

Kolejką na lodowiec. Cabrio Adventure i Ötzi Peak
Najlepszy widok na skalę Val Senales daje poranny wyjazd kolejką na lodowiec. Glacier Cable Car wywozi z Maso Corto na wysokość ponad 3000 metrów. W kilka minut zmienia się cały krajobraz. Zielona dolina zostaje daleko poniżej, a wokół pojawiają się skały, śnieg i lodowiec Hochjochferner. Nawet latem powietrze na górze ma chłód późnej zimy.
Jedną z najbardziej charakterystycznych atrakcji jest Cabrio Adventure, czyli przejazd na dachu kolejki. Bez szyb, bez osłony, bez oddzielenia od przestrzeni. Nie chodzi wyłącznie o efektowny widok. Dopiero tam czuć wysokość, zimne powietrze i różnicę między zieloną doliną a krajobrazem lodowca. To kilka minut, które dobrze pokazują, dlaczego Val Senales nie jest zwykłą alpejską doliną. Tutaj bardzo szybko przechodzi się od letnich hal do śniegu i lodu.
Kilka minut od górnej stacji znajduje się Ötzi Peak. Platforma widokowa zawieszona nad lodowcem jest prosta, surowa i dobrze wpisana w krajobraz. Stąd łatwiej zrozumieć historię Ötziego, człowieka lodu, którego ciało przez ponad 5000 lat przechował lód Alp Ötztalskich. W muzeum brzmi to jak archeologiczna opowieść. W górach, przy lodowcu i przełęczach, nabiera bardzo konkretnego znaczenia.
Historia Ötziego wraca w dolinie wielokrotnie. W ArcheoParc w Madonna di Senales dzieci mogą próbować dawnych narzędzi, oglądać rekonstrukcje domostw sprzed kilku tysięcy lat i lepiej zrozumieć, jak mogło wyglądać życie w tym regionie przed epoką dróg, kolejek i hoteli. Jednak najmocniejsze wrażenie robi sama lokalizacja. Te góry naprawdę przechowały człowieka przez tysiące lat. Wysokie przełęcze, zmienna pogoda, lód i kamień przestają być tłem do historii, a stają się jej najważniejszą częścią.
Droga w stronę lodowca pokazuje też, jak szybko latem zmienia się krajobraz Val Senales. Zielone zbocza przechodzą w kamień, potem w śnieg i lód. To jeden z tych kontrastów, dla których warto przyjechać tu poza sezonem narciarskim.
Lazaun, potoki i szlaki nad doliną
Nie wszystkie letnie wyjścia w Val Senales muszą mieć wysokogórski charakter. W samej dolinie dobrze sprawdzają się także prostsze trasy, szczególnie w stronę Lazaun. Można wyjść z hotelu rano, przejść przez hale, zatrzymać się przy potoku i wrócić po kilku godzinach bez poczucia, że dzień został potraktowany zbyt lekko. To ważne, bo Maso Corto daje wybór. Jednego dnia można wejść wysoko, drugiego zostać bliżej doliny.
W okolicach Lazaun widać bardziej codzienną, letnią stronę Val Senales. Na halach słychać dzwonki krów, ścieżki prowadzą nad potokami, a z wyżej położonych punktów dobrze widać, jak mała jest miejscowość na tle gór. W takich miejscach nie potrzeba wielkiej infrastruktury. Wystarczą dobre buty, woda, kurtka przeciwdeszczowa i rozsądny plan.
Dla osób szukających mocniejszych wrażeń jedną z ciekawszych propozycji jest via ferrata Larix. Trasa prowadzi przy wodospadzie i nad potokiem Kurzrasbach. Woda jest obecna właściwie przez cały czas. Najpierw ją słychać, dopiero później widać kolejne odcinki ferraty poprowadzone przy skałach i pod wodospadami. To nie jest atrakcja dla każdego i nie warto traktować jej jak krótkiego spaceru. Potrzebny jest sprzęt, podstawowe doświadczenie i realna ocena własnych możliwości. Dla osób regularnie chodzących po górach może to być jeden z najciekawszych punktów pobytu w Val Senales.
Osobnym tematem jest trekking do miejsca znalezienia Ötziego. To całodniowa, wymagająca trasa w wysokogórskim terenie, prowadząca w stronę miejsca, gdzie w 1991 roku odnaleziono ciało człowieka lodu. Nie jest to krótka wycieczka z hotelu, ale wyprawa wymagająca dobrej kondycji, odpowiednich butów, zapasu wody i wcześniejszego sprawdzenia warunków pogodowych. W tym rejonie pogoda potrafi zmienić się szybko, a bliskość lodowca przypomina, że nawet latem jest to teren wysokogórski.
W okolicy są też schroniska położone wysoko nad doliną, trasy rowerowe, techniczne podejścia i odcinki, na których latem wciąż czuć bliskość lodu. Dlatego w Maso Corto można zaplanować kilka aktywnych dni bez powtarzania tych samych tras. Jednego dnia wyjechać kolejką na lodowiec i wejść na Ötzi Peak, drugiego ruszyć w stronę Lazaun, trzeciego spróbować ferraty albo zejść niżej, w cieplejszą część doliny.

Dwa światy Południowego Tyrolu
Latem Val Senales dobrze pokazuje kontrasty Południowego Tyrolu. Wystarczy zjechać kilkadziesiąt minut niżej, żeby znaleźć się w zupełnie innym krajobrazie. W Val Venosta powietrze robi się cieplejsze, a zamiast lodowca pojawiają się sady jabłkowe ciągnące się kilometrami, mniejsze miejscowości, tarasy restauracyjne i południowe światło odbijające się od jasnych ścian domów.
To jeden z największych atutów pobytu w Maso Corto latem. Rano można być na wysokości ponad 3000 metrów, przy lodowcu i platformie widokowej, a po południu siedzieć w Naturno przy basenach termalnych i patrzeć na palmy rosnące między górami. Ten kontrast jest bardzo południowotyrolski: niemieckie i włoskie nazwy miejscowości, schroniska i espresso, speck i pizza, jabłka sprzedawane przy drogach, lodowiec w wyższych partiach doliny i niemal śródziemnomorski krajobraz niżej.
W kuchni także widać pogranicze. W schroniskach i hotelowych restauracjach pojawiają się knedle z kapustą, serem i speckiem, lokalne wędliny, chrupiący Schüttelbrot, ale też pizza i włoskie klasyki. Po kilku godzinach marszu nie potrzeba wyszukanej formy. Wystarczy talerz ciepłego jedzenia, coś do picia i widok na dolinę.
Dzięki temu Maso Corto nie zamyka pobytu wyłącznie w jednej miejscowości. Można potraktować je jako bazę do chodzenia po górach, ale też punkt startowy do krótszych wyjazdów niżej, w stronę cieplejszych miasteczek Południowego Tyrolu. To dobre rozwiązanie zwłaszcza wtedy, gdy część osób w grupie chce chodzić wysoko, a część woli spokojniejsze spacery, baseny termalne albo jednodniowe wycieczki po okolicy.

Lato na końcu doliny
Największą zaletą Val Senales latem jest swoboda planowania. Są szlaki, lodowiec, ferrata, platformy widokowe, rowery, schroniska i całodniowe wyprawy. Można jednak zostać bliżej Maso Corto, przejść kilka kilometrów, wrócić do hotelu i spędzić resztę dnia bez poczucia, że coś zostało pominięte.
Ta dolina nie oferuje klasycznych wakacji z deptakiem, sklepami i wieczorną rozrywką. Dla jednych będzie to wada, dla innych największa zaleta. Latem przyjeżdża się tu przede wszystkim po góry, przestrzeń i spokój. Po możliwość wyjścia na trasę bez tłumu. Po poranki, kiedy miejscowość dopiero budzi się między ścianami gór. Po wieczory, gdy w hotelu słychać rozmowy ludzi, którzy wrócili z różnych szlaków i porównują swoje plany na następny dzień.
Maso Corto żyje zimą, ale lato pokazuje inną, pełniejszą stronę tego miejsca. Bez tłumu, bez pośpiechu i bez robienia z Alp dekoracji do wakacji. Góry są tu blisko, konkretne i obecne od rana do wieczora. Po kilku dniach łatwo zrozumieć, że na końcu tej doliny nie trzeba wielu dodatkowych atrakcji. Wystarczy wyjść na szlak, spojrzeć w stronę lodowca i dopasować dzień do pogody, światła i własnych sił.
Tomasz Karolak



