Zdaniem dyrygenta Adama Banaszaka „Così fan tutte” jest jedną z najbardziej gorzkich oper Wolfganga Amadeusza Mozarta. I choć przez lata była uznawana za frywolną, to jak zauważa – pod płaszczykiem komedii kryje się przesłanie o randze traktatu filozoficznego o miłości, wierności, kryzysie zaufania, nieoczywistych wyborach i samotności. Dyrygent podkreśla również, że muzyka nie pełni jedynie funkcji ilustracyjnej, lecz współtworzy narrację i odsłania emocjonalną prawdę bohaterów, dając klucz do szerszego zrozumienia tego dzieła.
Opera „Così fan tutte” od lat funkcjonowała w świadomości publiczności jako lekka komedia o miłosnych intrygach i zdradach. Jednak z perspektywy współczesnej interpretacji coraz wyraźniej widać, że to dzieło ma znacznie głębszy sens. Pod warstwą humoru i teatralnych gagów kryje się refleksja nad naturą miłości, kruchością relacji oraz niejednoznacznością ludzkich wyborów. Kompozytor Wolfgang Amadeus Mozart i librecista Lorenzo Da Ponte z niezwykłą przenikliwością zaglądają zarówno w uczucia piękne i budujące, jak i te trudne do zaakceptowania.
– Pod płaszczykiem błahej komedyjki mamy filozoficzny, gorzki, zastanawiający traktat o miłości, o ludzkich wyborach, o tym, kto z kim i dlaczego. Mozart i jego librecista Lorenzo Da Ponte dotknęli wyjątkowej głębi dotyczącej tego, czym mogą być relacje międzyludzkie i jak bardzo mogą one pójść nie tak – mówi agencji Newseria Adam Banaszak, dyrygent.
„Così fan tutte” nie daje jasnych odpowiedzi czy konkretnych wskazówek, nie poucza ani nie moralizuje. Zamiast tego proponuje subtelny, a zarazem pełen humoru portret ludzkich słabości i pragnień.
– „Così fan tutte” można odczytywać dwojako, na poziomie komedii, w której bawią nas poszczególne gagi i sytuacje. I to jest poziom, na którym możemy się zatrzymać i który może być całkowicie wystarczający. Natomiast możemy też przeczuć coś dużo głębszego i dużo bardziej niepokojącego. Pod wieloma względami ta partytura jest pełna melancholii i takiej jesienności, w której możemy wręcz wystraszyć się tego, co się dzieje w muzyce i na scenie, mimo że mamy setki sytuacyjek, które po prostu budzą uśmiech, ale to jest uśmiech pozorny – mówi dyrygent.
Adam Banaszak docenia niezwykłą strukturę tonalną „Così fan tutte”, przechodzenie między tonacjami jako sygnał prawdy i kłamstwa bohaterów. To dowód niezwykłej precyzji kompozytora, który potrafił połączyć warstwę muzyczną z teatralną w niemal organiczną całość. Jego sugestia pozwala odbiorcom spojrzeć na tę operę z zupełnie innej strony.
– Mozart bardzo konsekwentnie przeprowadza pewną wyjątkową, ukrytą grę ze słuchaczami i z wykonawcami „Così fan tutte”. Za każdym razem, gdy postaci na scenie mówią prawdę, znajdziemy tonacje krzyżykowe, natomiast gdy kłamią – przy kluczach znajdziemy bemole. Całość zaczyna się i kończy w tonacji C-dur, czyli takiej, która nie ma krzyżyków ani bemoli. Nie wiemy jeszcze, jak cała rzecz się potoczy, i zostajemy z ogromnym znakiem zapytania, co oznacza ten rwany, pełen fermat, wątpliwości i wątków, które nie znajdują swojego muzycznego spełnienia, finał. Nie wiemy, czy obie pary wrócą do tej konfiguracji, w której opera się zaczynała, czy może po tych wszystkich wydarzeniach zamienią się ze sobą – wyjaśnia.
Dyrygent przyznaje, że Mozart bywa nieprzewidywalny dla wykonawców. Ten wybitny kompozytor nie pozostawia miejsca na przypadkowość – zarówno orkiestra, jak i śpiewacy muszą tworzyć spójny organizm podporządkowany dramaturgii scenicznej. Jego partytury są ogromnym wyzwaniem i trzeba nie lada umiejętności, by odczytać intencje twórcy, ale i za każdym razem wydobyć z nich coś innego.
– Muzyka Mozarta to piękno, które rodzi się w prostocie, ale i w zespołowości. Jest to muzyka, w której wszelkie ewentualne niedoskonałości są natychmiast wyjaskrawione i bardzo czytelne. W związku z tym wykonywanie muzyki Mozarta jest za każdym razem gestem ogromnej odwagi, ponieważ już sam aspekt czysto techniczny, żeby rzeczywiście wykonać to, co jest w nutach, jest zadaniem najwyższej próby – mówi Adam Banaszak.
Dyrygent nie kryje satysfakcji z tego, że może pracować ze znakomitymi solistami, z Orkiestrą Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej i Zespołem Wokalnym Warszawskiej Opery Kameralnej.
– Mamy okazję do tego, by pokazać naszą umiejętność frazowania, nasze rozumienie stylu i artykulacji. Cała ta zabawa jest jeszcze pogłębiona tym, że wykonujemy muzykę Mozarta w Warszawskiej Operze Kameralnej na instrumentach dawnych bądź ich wiernych kopiach, zgodnie z naszą najlepszą wiedzą o tym, jak tę muzykę mógł usłyszeć i wyobrażać sobie jej autor – mówi.
Jak bowiem podkreśla, instrumenty historyczne odgrywają ogromną rolę w budowaniu dramaturgii tej opery. Pozwalają wydobyć bardziej wyraziste kontrasty, dzięki czemu wzmacniają teatralność i ekspresję dzieła.
– Muzyka Mozarta wykonywana na instrumentach historycznych to jest zupełnie inna przygoda niż ta wykonywana na instrumentach współczesnych. Siłą rzeczy, jakby naturalnie, kształt frazy układa się inaczej, ruchliwość poszczególnych przebiegów, ale też pewna dosadność artykulacyjna. I one sprawiają, że ta interpretacja płynie innym nurtem, innym torem. Jestem przekonany, że muzyka Mozarta wykonywana na instrumentach dawnych daje jeszcze inny kolor i inny charakter poszczególnym przebiegom i bardzo podkreśla teatralność tych utworów – wyjaśnia.
W tej realizacji Adam Banaszak zadeklarował odejście od „ugrzecznionej” interpretacji. W jego odczuciu bowiem bardziej teatralny, a mniej konwencjonalny Mozart brzmi znacznie ciekawiej. Zamiast eleganckiej i przewidywalnej klasyki pojawia się więc teatr pełen emocjonalnego napięcia, ironii i psychologicznej prawdy.
– Mozart traktuje śpiewaków pod wieloma względami jak kolejne instrumenty swojej orkiestry, oczywiście partie wokalne są w szczególny sposób wyeksponowane, ale jednak nie jest to ten rodzaj dowolności i swobody, który znajdziemy u późniejszych kompozytorów. W tej słynnej trylogii Da Ponte, czyli mówimy tutaj o „Così fan tutte”, „Weselu Figara” i „Don Giovannim”, muzyka w szczególny sposób zespolona jest z librettem i z jego kształtem scenicznym tak, jakby wręcz stwarzała pewne teatralne sytuacje, jakby towarzyszyła nie tylko słowu, ale i teatrowi i z teatru wyrastała. To jest pewien ideał, którego poszukuję i za którym gonię – dodaje dyrygent.
Premiera „Così fan tutte” otworzyła jubileuszowy, 35. Festiwal Mozartowski w Warszawie. Tegoroczna edycja ma szczególny charakter, ponieważ zbiega się z obchodami 65-lecia działalności Warszawskiej Opery Kameralnej, która jest organizatorem tego wydarzenia. Festiwal potrwa do 5 lipca, a galę finałową uświetni występ amerykańskiej mezzosopranistki Joyce DiDonato, która na co dzień występuje m.in. w Metropolitan Opera, Teatro alla Scala i Royal Opera House.
Źródło: Newseria



